olahabe
23.08.05, 21:42
Pierwsza w życiu wypożyczona książka- pamiętam, jak pierwszego trupa w pracy-
"Na jagody". Nie miałam kiedy oddać i myślałam, że ogień piekielny mnie
pochłonie za to spóźnienie. Miałam 7 lat. A potem już poleciało... Pani Basia
z wąsami, która zawsze warczała, ale jak odniosłam książki ojca po jego
śmierci, to razem płakałyśmy. Pani Anetka odkładała dla mnie Krzywicką, ale
ją zawiodłam srodze, bo opuściłam bibliotekę i dostałam karę pieniężną
zamiast wyznań gorszycielki- rozwód. Teraz mam taką ulubienicę, która pół
godziny wystukuje moje nazwisko na komp i nie wie, gdzie jest enter. Ale za
to mogę wziąć więcej niż pięć, a ona ciągle znajduje gdzieś i odkłada moją
zagubioną legitymację.Mimo wszystko lubię ginący gatunek polskiej
bibliotekarki.