Dodaj do ulubionych

Wiara i miłość w czasach dekadencji

06.09.05, 03:29
to nie powiesc zostala nagrodzona a cala tworczosc..
Obserwuj wątek
    • Gość: elok Re: Wiara i miłość w czasach dekadencji IP: *.chello.pl 06.09.05, 17:37
      Coś Ci się chyba pomyliło. Cytuję za Encyklopedią PWN: Tematyka bliska
      czytelnikowi europejskiemu sprawiła, że powieść szybko zyskała szeroki rezonans
      i przyniosła autorowi literacką Nagrodę Nobla (1905).
      • Gość: Zdanka Re: Wiara i miłość w czasach dekadencji IP: *.4web.pl 06.09.05, 17:54
        Zdaje sie, że jednak za całokształt, nie za "Quo vadis" .Zresztą niewiele mnie
        to obchodzi, bo wypisujesz Pan Pani szanowny Redaktorze (to nie do Pana
        powyzej) takie rzeczy, że aż płakac sie chce...Neron wcale nie pisł źle. Samiec-
        hedonista pt. Winicjusz to najnudniejsza postać w tej ksiązce, a cała rzekoma
        przemiana to gwóżdz do trumny tej postaci.Zresztą hedonizm to jedna z
        najpiękniejszych religii:)Czyżby Pan nie wierzył, że mozna być dobrym bedąc
        przy tym hedonistą?:) Zresztą gdyby nie Petroniusz i jego filozofia, można by
        się zanudzić przy "Quo vadis" . No jeszcze Neron I Chillon ciągną te ksiązkę.
        Para rzekomych głównych bohaterów składa sie z braku bohatera, a Ligia składa
        sie z płomienienia, rumienienia i zawstydzenia...A może tak poczytać co myslał
        o "Quo vadis" pewien Stanisław? :)))))Warto.

        PS. ta degrengolada to jedyna przyczyna, dla której warto poczytać "Quo
        vadis", tylko najpierw "Satyricon":P
        • Gość: Zdanka Re: Wiara i miłość w czasach dekadencji IP: *.4web.pl 06.09.05, 18:04
          nie mogłam sobie odmówić choćby Brzozowskiego:P
          monika.univ.gda.pl/~literat/legenda/003.htm
          • Gość: foxie77 Re: Wiara i miłość w czasach dekadencji IP: 170.134.133.* 06.09.05, 23:56


            Troche sie nie zgadzam, uwazam, ze Sienkiewicz opisal tamte czasy
            dosyc interesujaco.Petroniusza uwielbiam.
            Jesli ktos jest religijny, rozumiem, ze to tez moze byc lektura
            "Ku pokrzepieniu serc" , jak i dla tych moze mniej wierzacych.


            pozdrawiam
    • indris Jaka tam DEKADENCJA ??? 07.09.05, 09:59
      "Quo Vadis" można nazwać genialną mistyfikacją. Istotnie, czytelnik odnosi
      wrażenie, że widzi jakiś okres schyłkowy. Ja takie wrażenie też odniosłem przy
      pierwszej lekturze, ale miałem wtedy 7 lat. Od tego czasu trochę poduczyłem się
      historii...
      A z historii można się dowiedzieć, że w opisywanych przez Sienkiewicza czasach
      starożytny Rzym złoty wiek miał jeszcze PRZED sobą. Za ten złoty wiek
      powszechnie są uważane czasy od Trajana do Marka Aureliusza, czyli około 100
      lat. A i następne stulecie (III wiek) było nienajgorsze.
      Trudno więc nazwać DEKADENCJĄ okres po którym państwo przez 100 lat rozkwita a
      następne 100 nieźle prosperuje.
      Geniusz Sienkiewicza sprawia, że nieznający historii czytelnik "Quo Vadis"
      odnosi wrażenie, że po śmierci Nerona imperium rzymskie niemal zaraz się
      rozpadło, albo przynajmniej nawróciło na chrześcijaństwo, a już na pewno gniło.
      A g.. prawda.
      Jako interesujące a nawet niezbędne uzupełnienie do "Quo Vadis" gorąco polecam
      wszystkim książkę Jerome Carcopino "Życie codzienne w Rzymie w czasie rozkwitu
      cesarstwa". Opisuje ona czasy Trajana - czyli ok. 40 lat po Neronie. W
      szczególności polecałbym ją autorowi recenzji. Może wtedy nie wypisywałby bzdur
      o "dekadencji"
      • Gość: anankin Re: Jaka tam DEKADENCJA ??? IP: *.chello.pl 08.09.05, 12:39
        w wieku 7 lat Quo vadis? a w wieku 8 całego Dostojewskiego? Wunderkind ;)
        Współczujemy...
        • hermina5 Re: Jaka tam DEKADENCJA ??? 08.09.05, 12:51
          ale zarówno "Trylogię " jak i "Quo vadis" czyta sie w wieku 10 lat:) Potem te
          ksuiązki tak nudza naciąganiem, że nijak się człowiek nie może bohaterami
          przejąć...to nie Wunderkind, ale normalne...
          • mamarcela Re: Jaka tam DEKADENCJA ??? 08.09.05, 13:30
            Wybacz, ale pomiędzy 7, a 10 rokiem (który Ty przywołujesz) życia jest potworna
            przepaść. Podczas tych trzech lat dziecko doskonali przede wszystkim techniczną
            stronę czytania, a także słownictwo. Siedmiolatek (przynajmniej znakomita
            większość) nie jest po w stanie przebrnąć przez rozmiary wymienionych przez
            Ciebie dzieł, a także przez zupełnie dla niego niezrozumiały język. Chyba, że z
            jakichś przyczyn jest do tego zmuszony. Tylko, co wtedy taka lektura
            pozostawia? Średnio inteligentny dziesięciolatek jest juz gotowy do
            przebrnięcia przez Trylogię, ale jeśli jest troche bardziej inteligentny to
            będzie potrzebował odpowiedzi na tysiące pytań - czyli polecałabym tutaj
            raczej "cała Polska czyta dzieciom" niz samodzielna lekturę.
            • hermina5 Re: Jaka tam DEKADENCJA ??? 08.09.05, 14:33
              Przepaść jest miedzy kazdym sześcilatkiem, a innym sześciolatkiem. Przepaść ta
              zalezy od wychowania. Wyobraż sobie dzieciaka wychowywanego od urodzenie w
              rodzinie teatralnej, który wląsciwie czytać uczy się wczesniej niż mówic i
              ogląda swojego ojca na scenie ze szpadą , a potem w domu, jak robi kanapki. I
              wyobrażsobei identycznego 6 latka w rodzinie robotniczej, żyjącej z zasiłku,
              gdzie nie ma zadnej ksiązki i własciwie nikt nie miała czasu uczyc go mówić. To
              takie rzeczy sa odpowiedzialne za przepaść , nie pojmowanie ogólene
              ukształtowane wiekiem. Nie słyszałaś o odpowiedzialnych 14 letnich matkach ? Ja
              niestety tak - choć chciałabym znać ich jak najmniej.
              • mamarcela Re: do herminy5 08.09.05, 16:44
                Dziwnie ta nasza dyskusja zaczęła lawirować, a więc, żeby ją usystematyzować:
                1. całkowicie zgadzam się z tobą, że na poziomie przekazu Trylogia i Quo vadis
                są lekturą odpowiednią dla 10-latka. Dla większości 10-latków jest natomiast
                nie do przebrnięcia ze względu na sposób pisania. Na poziomie przygodowym jest
                to lektura dla niektórych 7latków - tylko ilu 7latków jest w stanie przez nie
                przebrnąć? I po co?
                2. oponuję natomiast przeciwko stwierdzeniu, że czytanie QV w wieku lat 7 to
                norma. Zresztą indris pisząć o tym, że przeczytał ją w wieku 7 lat chyba
                świadomie podkoloryzował rzeczywistość.
                3. nie zgadzam sie również ze stwierdzeniem, że za rozwój dziecka
                odpowiedzialne jest głównie wychowanie. Nie jestem psychologiem rozwojowym
                (jeno matką dzieciom), ale wiesz mi, ze niektorych uwarunkowań związanych z
                wiekiem nie sposób przeskoczyć. Oczywiście dzieci nie rozwijają się
                harmonijnie, oczywiście stymulacja rozwoju jest ważna, oczywiście są szkoły
                japońskiego dla niemowląt, ale natura ma na nas równy (jesli nie większy) wpływ
                niz kultura i dziecka 3-letniego nie nauczysz precyzyjnego haftu.
                4. napisałaś: <Wyobraż sobie dzieciaka wychowywanego od urodzenie w
                > rodzinie teatralnej, który wląsciwie czytać uczy się wczesniej niż mówic i
                > ogląda swojego ojca na scenie ze szpadą , a potem w domu, jak robi kanapki. >
                Otóż ja nie muszę sobie wyobrażać: znam całe mnóstwo takich dzieci (chociaż
                żadnego chyba aktualnego 6latka) i wiesz mi, że wśród nich jest całkiem sporo
                mających techniczne trudności z mówieniem, czytaniem, czy matematyką.
                Oczywiście te braki są dzieki wychowaniu wyrównywane i to własnie różni je od
                tych zaniedbywanych od urodzenia.
                5. pokolenia wychowywane w mrocznych czasach PRL często trafiały na
                Sienkiewicza w mlodym wieku z braku innej lektury. Teraz dzieci maja wybór i
                można postawić w tym miejscu przewrotny wniosek, że dzieci z
                rodzin "książkowych" maja mniejszą szansę na przeczytanie TR. i QV w
                dziecięctwie niz te z tych "mniej książkowych". Niewielu bowiem oczytanych
                rodziców podsunie 7, czy nawet 10-latkowi Sienkiewicza mając do wyboru
                atrakcyjniejsze pozycje. Chyba, że tatuś jerst wielbicielem Trylogii i synkowi
                od niemowlęctwa o przygodach Kmicica prawił.
                Pozdrowienia:) Chyba jeszcze cos na ten temat napiszę, bo mnie sprowokowałaś.
                • Gość: Zdanka Re: do herminy5 IP: *.4web.pl 08.09.05, 18:52
                  . pokolenia wychowywane w mrocznych czasach PRL często trafiały na
                  > Sienkiewicza w mlodym wieku z braku innej lektury. Teraz dzieci maja wybór i
                  > można postawić w tym miejscu przewrotny wniosek, że dzieci z
                  > rodzin "książkowych" maja mniejszą szansę na przeczytanie TR. i QV w
                  > dziecięctwie niz te z tych "mniej książkowych". Niewielu bowiem oczytanych
                  > rodziców podsunie 7, czy nawet 10-latkowi Sienkiewicza mając do wyboru
                  > atrakcyjniejsze pozycje. Chyba, że tatuś jerst wielbicielem Trylogii i
                  synkowi
                  > od niemowlęctwa o przygodach Kmicica prawił.
                  > Pozdrowienia:) Chyba jeszcze cos na ten temat napiszę, bo mnie sprowokowałaś.

                  Absolutnie się nie zgadzam. To, że teraz jest Harry Potter , nie znaczy, że
                  dopóki go nie było, nie było nic na swiecie, tylko"Pan Tadeusz". Znam całe
                  tabuny zaczytujące sie Chmielewską, Musierowicz,Bahdajem, Nienackim itp,itp,
                  itd, kiedy na półce stal Sienkiewicz...I nikt ich do tego nie zmuszał.Nie
                  przesadzajmy, PRL to nie bylo przed I-wszą wojną swiatową i ksiązek dla dzieci
                  i młodzieży było całe mnóstwo, a nie brak wyboru...Powiedziałabym wręcz, że
                  ciekawszych niż dziś, bo dziś cały ogrom to nieudolne i czesto nieudane
                  tłumaczenia z angielskiego...I nieco sobie przeczysz, bo włąsnie dzieci
                  z "oczytanych" rodzin wpadną na Sienkiewicza wczesniej czy pózniej - wystarczy
                  zabrać je kiedyś przed gry .pt. zabij 123 facetów wyglądającyh jak Rambo i
                  zawieżć do Malborka czy coś w tym stylu. Po takim czymś same "wpadną" na to, że
                  chciałyby poczytać coś o tym miejscu, dowiedzieć się czegos. I co? Wtedy 10
                  latkowi mam zaproponowac monografię zakonu krzyżackiego pod red. prod dr hab. ?
                  Nie zaproponuję właśnie "Krzyżaków."
                  BTW. "Pan Samochodzik" zajmował się Malborkiem, Harry Potter chyba nie?
                  To, że czegos jest tyle, że oczy bola, nie znaczy, że jest wspaniałe.


                  • Gość: mamarcela Re: do zdanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.09.05, 21:16
                    Ależ całą duszą się z Tobą zgadzam - niech żyją dawne książki dla dzieci i
                    młodzieży.Natomiast ja wychowana jak najbardziej w PRL (w domu "oczytanym)sama
                    nigdy porządnie Trylogii nie przeczytałam, bo za wsześnie usiłowalam OiM
                    strawić i mnie tak znudziła, że do dziś pamiętam. A moje dzieci też raczej (z
                    mojego wyboru) na Ożogowskiej, Nienackim, Tarkingtonie i Nesbith wychowane niż
                    na współczesnym badziewiu. Gdy pisałam o braku innej lektury, to faktycznie
                    wyraziłam się mało precyzyjnie, nie myślałam o braku tej lektury jako takiej,
                    ale np. sytuacje wakacyjne, wizyty u babci, gdzie tylko Sienkiewicz, Kraszewski
                    i Dobraczynski na półkach, a jak wiadomo książki trudno było wówczas kupić
                    (przynosiłam pani z księgarni czekoladki - uwaga łapownictwo! - żeby mi
                    zostawiła Musierowicz).
                    Pisząc o bardziej atrakcyjnych pozycjach wcale nie miałam na mysli książek
                    pisanych współcześnie - myślałam natomiast o książkach, przez które 7 -10-
                    latka nie odrzucą i nie sprawią, że się zrazi do czytania. Więc "Krzyżacy" jak
                    najbardziej, ale raczej na głos, bo archaizmy dzieciaka rozwalą. Pan
                    Samochodzik też mile widziany. Najważniejsze w wieku wczesnoszkolnym, żeby
                    dziecko czytało z przyjemnością, a nie z obowiązku.
                    Prędzej czy później owszem, ale jeśli dziecko faktycznie jest molem książkowym
                    to w domu, gdzie jest tych książek kilka tysięcy to być może później, niż w tym
                    gdzie na dwóch półkach w meblościance stoją przypadkowe romanse i właśnie
                    Trylogia. A poza tym czy trzeba dzieciom podsuwać Trylogię? Czemu Trylogię, a
                    nie Trzech muszkieterów,czy Opowieści z Narni? Po patriotyczne? Bo to obowiązek
                    każdego Polaka? Ja w wieku lat 10 namiętnie czytywałam Władcę Pierścieni, a
                    moja 17 letnia córka do tej pory na Trylogię nie trafiła, a na Dostojewskiego i
                    Bułhakowa i owszem.
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=26304350&a=26373529
                    Serdecznie pozdrawiam:)
                    • Gość: kalafior do mamarceli IP: *.chello.pl 10.09.05, 19:08
                      dlaczego czytać trylogię i quo vadis? to tak, jak pana tadeusza, może i nudne,
                      ale kto nie czytał?
    • Gość: adamek "Bardzo dobra adaptacja rodzima sprzed kilku lat"? IP: *.wpia.uw.edu.pl 07.09.05, 11:07
      To był koszmar!
      • indris "Bardzo dobra adaptacja rodzima sprzed kilku lat" 07.09.05, 12:48
        To była najlepsza ekranizacja "Quo Vadis" jaką widziałem. Ten post zamieszczam
        dla zrównoważenia poprzedniego.
    • Gość: adas Re: Wiara i miłość w czasach dekadencji IP: *.chello.pl 07.09.05, 22:21
      po pierwsze, autor pisze, że to początek końca. przecież za Nerona doszło do
      pewnych skrajności, wcześniej był Kaligula, który też zrobił pewną transgresję.
      Autorowi chyba chodzi o to, że dekadencja z czasów Rzymu interesowała
      Sienkiewicza, gdyż sam żył wówczas w czasach dekadenccji. Napisał przecież
      książkę o tym - "Bez dogmatu". Poza tym, samemu Sienkiewiczowi nie żyło się
      wtedy najlepiej. Stąd ta dekadencja i degeneracja. Proszę poczytać jego listy z
      tamtego okresu. I nie ma racji Pan, który pisze o tym, że Rzym jeszcze
      prosperował. Sienkiewicz nie brał wówczas tego pod uwagę. Chodziło o schyłek
      cesarstwa w obliczu chrześcijaństwa.
      • indris WTEDY nie było żadnej dekadencji ! 08.09.05, 12:59
        Powtarzam: w czasach Nerona nie było żadnej dekadencji, ani żadnego "schyłku
        cesarstwa w obliczu chrześcijaństwa". To geniusz pisarski Sienkiewicza stworzył
        taką ILUZJĘ. Były zawirowania na szczytach społecznych. Do prawdziwego schyłku
        minęło od Nerona tyle czasu ile od Sobieskiego do Wałęsy !
        • Gość: Zdanka Może ustalmy , co to jest dekadencja? IP: *.4web.pl 08.09.05, 15:01
          Dekadencja jest stanem mentalnym, a nie upadaniem imperium, jest wiec raczej
          terminem odnoszącym sie do obyczajowości, a nie historii.Sam termin oznacza
          schyłek, ale nie zaden schyłek historyczny! No, żeby tak podstawowe rzeczy
          sobie nawzajem tłumaczyc!Jest to raczej przerafinowanie, poszukiwanie tego, co
          dziwne, znudzenie prostotą i klasyką, aberracja formy. Kazda epoka przechodzi
          ten moment, czy jej sie podoba czy nie - gotyk zakończyl się gotykiem
          płomienistym, barok- rokoko itp...Dekadencja jest stylem wychodzącym z własnej
          formy i ironizującym na swój temat, a nie okresem historii państwa!I w takim
          kontekście mamy do czynienia z dekadentyzmem jako postawą, choćby u
          Petroniusza, cynika rodem z XIX-stego wieku.Podpalenie Rzymu to też nic innego
          jak aberracja formy.
          A z drugiej strony jak własciwie można mówić o dekadencji czegoś w obliczu
          chrześcijaństa? O braku norm moralnych? Ależ jakich norm moralnych opartych na
          religii, przecież nauczycielem Nerona jest Seneka i to już pokazuje nonsens
          glorygikacji chrześcijaństwa jako jedynej drogi... Moralnośc nie narodziła się
          wraz z chrześcijaństwem, a Sienkiewicz staje na glowie, aby tę teżę udowodnić.I
          dlatego ta powieść jest tak czarno -biała jak krawat Republiki...i niezgodna z
          prawdą historyczną...Wlasciwie to po prostu gotowy scenariusz filmowy:)
          • Gość: kebab polemicznie IP: *.chello.pl 10.09.05, 19:04
            a ja uważam, że jest to i stan mentalny i pewna koincydencja historyczna. to
            idzie ze sobą w parze. stan dekadencji pojawia się w okresie jakichś przesileń
            lub wówczas, gdy wypadki zewnętrzne wskazują na to, że przesilenie nastąpi. Np.
            dekadencja końca XIX wieku pojawiła się ze względu na rychły koniec belle
            epoque. Sienkiewicz, oczywiście, mijał się z prawdą, bo tego wymagała jego
            tendencja. Ale uważam, że można mówić o dekadencji w Quo vadis, bo jest tam
            upadek moralny w obliczu chrześcijaństwa, a że nie idzie to w parze z prawdą
            historyczną, cóż...
            Ale książka jest ok. Jak ktoś ma proble, to niech czyta podręczniki historyczne,
            pozdro
    • Gość: Kasia Ludzie... IP: *.chello.pl 07.09.05, 22:26
      Ludzie, przecież na końcu recenzji facet napisał, że Sienkiewicz mija się z
      prawdą historyczną, to po co te uwagi???!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka