Dodaj do ulubionych

Im ciemniej tym jasniej...

01.02.03, 16:20
Czy lubicie czytac ksiazki mroczne, trudne, pokrecone we wszystkich
kierunkach....?

Im trudniejsze do zrozumienia tym ciekawsze...?

Jakie?

Moje pozycje z tej "serii":
1. Milczenie owiec (nie utozsamiac z filmem)
2. Pachnidlo Patricka Suskinda
3. Zycie osobiste Adolfa Hitlera Karola Gruenberga
4. Mistrz i Malgorzata

i kilka innych.

Ela
Obserwuj wątek
    • Gość: mema Re: Im ciemniej tym jasniej... IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 01.02.03, 17:53
      trudne do zrozumienia, ale czy przez to ciekawsze? hmmm... poddałabym to w
      wątpliwosc przy niektórych pozycjach

      1."Gra w klasy"- j. Cortazar, zwłaszcza czytana wg klucza (to mogłaby byc
      całkiem ciekawa ksiażka o życiu "bohemy" i latynoskich emigrantów w Paryzu,
      gdyby nie to poplątanie, którego sensu nie doszukałam się; juz "Ksiażka dla
      MAnuela" wyszła Cortazarowi znacznie lepiej)
      2."Do latarnii morskiej" i "Orlando"- W. Wolf
      3."Sklepy cynamonowe"- B. Szulca -wymiękłam na 20 stronie- przerost formy nad
      trescią, moim zdaniem
      4."Mistrz i Małgorzata"- jak wyzej (bardziej podobała mi sie teatralna wersja,
      o czym zreszta piszę w wątku o ekranizacjach)
      5. "Porwanie w Tiutiurlistanie"- koszmarna lektura obowiazkowa z dziecinstwa,
      jedyna ksiażka, którą ze złosci, ze nie wiem, o co chodzi i w ogóle to jest
      beznadziejnie głupie, wyrzuciłam przez okno

      mema


      • ydorius Cortazariada 01.02.03, 18:14

        No tak. Znów ta nieszczęsna Gra w klasy, niegdś na tym forum wróg książkowy
        numer jeden, jeśli chodzi o książki uznane za ważne, ale teoretycznie nie do
        przebrnięcia (czytaj: prereklamowane do bólu).
        Otóż Gra nie jest przereklamowana do bólu i sens w niej jest. To trchę jak z
        podejściem na K2. Moim zdaniem można tę książkę przeczytać na tysiąc sposobów,
        z czego trzy wydaja się sensowne.
        a) Czytanie jak leci. Jest to najtrudniejsze podejście na K2, gdyż okres
        paryski będzie się mieszał z okresem argentyńskim, będzie Maga i Rocamadour,
        albo ich nie będzie i w ogóle poskładanie tego do kupy wymagac bdzie wyżyn
        scrabblowskiej intuicji;
        b) Czytanie wg. wskazówek Cortazara. Jest to odejście znacznie łatwiejsze.
        Ksążka dzieli sie wówczas (tzn dla tych, którzy mają wytrwaość) na
        psychodelicznie odmalowaną bohemę Paryża i na Olivierowski okres pobytu w
        Argentynie. Sens miłości Horacio do Magi i vice versa jest dość dobrze widoczny
        po zakończeniu książki i w ogóle zaczyna się ta caa historia jakoś układać.
        c) Podejście - moim zdaniem - najłatwiejsze. Zacząć od Argentyny. Traci się co
        prawda całą przeszość Magi i Horacia, ale w okresie paryskim i tak odmalowana
        jest w taki sosób, ze bez uspokojonego Oliviery (a uspokaja się dopiero w
        Ameryce) nie bardzo idzie zrozumieć o co im właściwie chodzi.. Co prawda
        zaczynając od drugiej" częśći musimy w pewnym momencie przebić się przez
        koszmarny opis męczarni pewnej pani za fortepianem, wykonującej "pawanę ku czci
        kogośtam", ale za to mamy możliwość na spokojnie oswoić się z językiem
        Cortazara. Oswoiwszy się, wracamy do Paryża, gdzie nawet egzystencjalne gadki
        zblazowanych artystów nie robią już tak przerażającego wrażenia...

        dziękuję za uwagę,
        m,
        .y.

        :-)))

        ----------------------------------
        What is home without Plumtree's Potted Meat?
        Incomplete.
        • Gość: palacz Re: Cortazariada IP: *.delcom.pl / 192.168.0.* 01.02.03, 19:00
          "Ulisses" , "W poszukiwaniu straconego czasu" "Mechaniczna pomarańcza"
          W ogoloe nie rozumiem tych dzieł i pewnie nie zrozumiem.
        • Gość: mema Re: Cortazariada IP: *.gniezno.sdi.tpnet.pl 01.02.03, 20:38
          hm.. dzieki za wskazówki- moze jeszcze kiedys spróbuję.
          Chociaz przyznam, ze o wiele bardziej podobały mi sie opowiadania Cortazara, a
          Niewpory są nawet w 10 moich najulubienszych.

          Z niezrozumiałych zapomniałam o Ulissesie (ze zrozumiałego powodu niedobrnięcia
          do końca) ;)

          mema
          • ydorius Ulisessstory :-) 02.02.03, 13:58

            Prosze bardzo.
            Uwazam, ze rozne piekne rzeczy mozna zobaczyc, jesli tylko wie sie skad
            patrzec :-) Gra w klasy jest wlasnie taka rzecza. Bez odpowiedniego algorytmu
            mozna sie totalnie zniechecic...

            Co do Ulissesa...
            Tu z kolei glowna bariera jest objetosc, poza tym zniechecic moga poczatkowe
            wyglupy Mulligana, ktorego domorosla filozofia jest tylez przegadana, co
            nuzaca :-). Rozdzial ten jednak jest bardzo potrzebny, gdyz poznajemy dzieki
            niemu Stefana (ktory nastepnie pojawi sie duzo pozniej) i wiemy w czym mniej
            wiecej tkwi.

            Ulisses jest naszpikowany taka iloscia "innej" literatury, ze wlasciwe
            zrozumienie tego dziela przypadlo w udziale tylko jednej osobie. Joyce'owi :-)
            I z takim podejsciem nalezy go czytac. Nie zrozumiesz wszystkiego, byc moze
            czesc rzeczy, nawet tych istotnych umknie na zawsze (scena pijactwa Blooma i
            Stefana - w szerszym zreszta towarzystwie - wydaje mi sie bardziej zagadkowa,
            niz nastepne deliryczne majaczenia).

            W przypadku zabierania sie za Joyce'a proponuje nastepujacy algorytm.
            Zaopatrzyc sie w ksiazke Nabokova "Wyklady o literaturze" i przeczytac sobie
            nobokovowski poczatek, wprowadzenie do lektury Ulissesa. Oczywiscie przerwac
            nalezy przed tym, jak omawia tresc. To naprawde duzo daje i ustawia (chcialoby
            sie rzec: akomoduje) umysl we wlasciwy sposob.
            I jeszcze jedno. Ulisses jest zabawna ksiazka, choc nie widac tego na pierwszy
            rzut oka (chyba, ze w zdaniu: "to zabawne, ze ktos napisal tak duzo belkotu" :-
            ))). Ale jest. I mozna sie swietnie przy nim bawic, jesli tylko chwyci sie
            konwencje.
            A nie jest to az tak przerazajaco trudne, jak mogloby sie na pierwszy rzut oka
            wydawac...

            m,
            .y.

            P.S. No i sygnaturke stamtad mam... To zobowiazuje :-)))

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
            • martolka Re: Ulisessstory :-) 02.02.03, 14:03
              pomocna też bywa głęboka, całkowita i bezwarunkowa miłość do Irlandii
              :-)
            • flora Re: Ulisessstory :-) 05.02.03, 17:19

              Toz to bluznierstwo proponowac Nabokova jako bryk :)
              A jesli juz nazwac "Wyklady..." brykiem, to niezwyklym, jedynym na swiecie
              brykiem, ktorego przeczytanie zacheca do siegniecia po ksiazke, a w razie
              niemoznosci siegniecia po tekst zrodlowy, czytelnik nie ponosi zadnej straty
              (vide "Wyklady o don Kichocie", ktore sa tak samo dobre jak oryginal).

              "Ulisses" jest nie tylko zabawna ksiazka, jest takze ksiazka kucharska, o czym
              malo kto pamieta. Z lektury Joyce'a dowiadujemy sie jak przygotowac najlepsze
              nereczki na swiecie (sekret w tym zeby ich zbyt dlugo nie plukac).
              Smacznego.
              F.



              • ydorius Re: Ulisessstory :-) 05.02.03, 19:09
                flora napisała:

                >
                > Toz to bluznierstwo proponowac Nabokova jako bryk :)

                Spojrzałem szyblo w swój post. Nie, nie napisałem, że
                bryk. Uff... :-))

                > A jesli juz nazwac "Wyklady..." brykiem, to niezwyklym,
                jedynym na swiecie
                > brykiem, ktorego przeczytanie zacheca do siegniecia po
                ksiazke, a w razie
                > niemoznosci siegniecia po tekst zrodlowy, czytelnik nie
                ponosi zadnej straty

                Nie rzekłbym. Nabokov jest jednak bardzo silną
                osobowością i choć ni chwli nie wątpi się w to, że
                analizę przeprowadził dogłębnie (a w przypadku niektórych
                dzieł zszedł nawet poziom niżej niż sam autor :-)), to
                jednak zawsze jest to interpretacja. Dlatego zdecydowanie
                NIE polecam cztania Nabokova przed lekturą Ulissesa.
                Naypierw Joyce, potem Nabokov :-)))

                > (vide "Wyklady o don Kichocie", ktore sa tak samo dobre
                jak oryginal).

                A propos Don Kichota, to niżej (powiedzmy, że) podpisany
                szczerze poleca jedną z borgesowskich przechadzek po
                lesie fikcji zwaną "Perre Menard - autor Don Kichota". :-)))

                > "Ulisses" jest nie tylko zabawna ksiazka, jest takze
                ksiazka kucharska, o czym
                > malo kto pamieta. Z lektury Joyce'a dowiadujemy sie jak
                przygotowac najlepsze
                > nereczki na swiecie (sekret w tym zeby ich zbyt dlugo
                nie plukac).

                Fuj.
                Naturalistyczne obrazy żarcia akurat zawsze mnie
                odstraszały. A wewnętrzne organy bydła i drobiu z miejsca
                sprawiły, że stosowanie Ulissesa jako książki kucharskiej
                wydaje mi sie mało możliwe :-))

                > Smacznego.
                > F.

                I nawzajem.

                m,
                .y.

                ----------------------------------
                What is home without Plumtree's Potted Meat?
                Incomplete.
        • Gość: Jan Pawana :-( IP: *.hispeed.ch 01.02.03, 23:44
          ydorius napisał:

          > ...Co prawda
          > zaczynając od drugiej" częśći musimy w pewnym momencie przebić się przez
          > koszmarny opis męczarni pewnej pani za fortepianem, wykonującej "pawanę
          > ku czci kogośtam"

          Do dziś mnie to straszy. Ten fragment, w którym my męczymy się razem z
          artystką, jest niemożliwie długi i służy prawdopodobnie odsianiu czytelników,
          by pozostali jedynie ci, którzy Cortazara kochali przedtem i będą kochać potem
          i których miłość wytrzyma każdą próbę.
          Podobno pierwsze 100 stron w Imieniu Róży służy podobnemu celowi.

          Najpięniejsza jest prezentacja Magi (Jej porą jest noc... jej mostem Pont des
          Arts), lecz niestety jest na pierwszych stronach, a potem? Pawana na pawanie.
          Nawiasem mówiąc dla tego fragmentu musiałem się przejść na Pont des Arts,
          koniecznie :-)

          > ----------------------------------
          > What is home without Plumtree's Potted Meat?
          > Incomplete.
          Definitely :-)

          • ydorius Re: Pawana :-( 02.02.03, 13:48
            Gość portalu: Jan napisał(a):

            > Do dziś mnie to straszy. Ten fragment, w którym my męczymy się razem z
            > artystką, jest niemożliwie długi i służy prawdopodobnie odsianiu czytelników,
            > by pozostali jedynie ci, którzy Cortazara kochali przedtem i będą kochać
            potem
            > i których miłość wytrzyma każdą próbę.
            > Podobno pierwsze 100 stron w Imieniu Róży służy podobnemu celowi.

            Janie, nawet nie wiesz, jak sie ucieszylem...
            Nie, bynajmniej nie z Twoich meczarni, to raczej jak odnalezienie brata w
            zrozumieniu... Bo jak wspominam o Grze, to czesc w ogole nie czytala, czesc
            odpadla na okresie paryskim, a reszta byla juz tak wykonczona, ze w ogole nie
            pamietala "pawany"... No i wez sie tu podziel czlowieku swoim cierpieniem, jak
            nikt nie kuma o co chodzi... :-))))

            > Najpięniejsza jest prezentacja Magi (Jej porą jest noc... jej mostem Pont des
            > Arts), lecz niestety jest na pierwszych stronach, a potem? Pawana na pawanie.
            > Nawiasem mówiąc dla tego fragmentu musiałem się przejść na Pont des Arts,
            > koniecznie :-)

            W ogle Maga jest swiatlem tej ksiazki, tym cenniejszym, ze nieciagle obecnym
            :-)))

            m,
            .y.

            > Definitely :-)

            Aha :-))))

            ----------------------------------
            What is home without Plumtree's Potted Meat?
            Incomplete.
          • ada08 Re: Pawana :-( 02.02.03, 18:20
            Gość portalu: Jan napisał(a):

            > ydorius napisał:
            >
            > > ...Co prawda
            > > zaczynając od drugiej" częśći musimy w pewnym momencie przebić się przez
            > > koszmarny opis męczarni pewnej pani za fortepianem, wykonującej "pawanę
            > > ku czci kogośtam"
            >

            Maurice Ravel "Pawana na śmierć zmarłej infantki"
            :-)

            > Do dziś mnie to straszy.

            A to taki piękny utwór :-)

            a.
            • Gość: Jan Pawana i pawana IP: *.hispeed.ch 03.02.03, 11:07
              ada08 napisała:

              > > ydorius napisał:
              > >
              > > > ...Co prawda
              > > > zaczynając od drugiej" częśći musimy w pewnym momencie przebić się pr
              > zez
              > > > koszmarny opis męczarni pewnej pani za fortepianem, wykonującej "pawa
              > nę
              > > > ku czci kogośtam"
              > >
              >
              > Maurice Ravel "Pawana na śmierć zmarłej infantki"
              > :-)
              >
              > > Do dziś mnie to straszy.
              >
              > A to taki piękny utwór :-)

              Może Pawana Ravela, ale opis Cortazara był straszny, tzn. nie można mu tego
              poczytać za minus, bo było to zamierzone. Pamiętam jak w szkole na polskim pani
              zapytała, jakie książki lubimy czytać, a kolega powiedział, że nudne.
              BTW mógł powiedzieć, że modne i nudne ;-)
              Pani nie mogła tego zrozumieć, a inteligentna była. Może Cortazar wysilił cały
              swój kunszt, by NAPISAĆ nudną książkę?
              Mnie usprawiedliwia (że przeczytałem Grę w klasy) to, że fragment o Madze
              napisała mi swym niespokojnym pismem pewna dziewczyna, w której hmmm... Potem
              wyszło, że przeczytanie Cortazara chyba nie było aż takim warunkiem, a ja się
              tyle namęczyłem :-( Potem kontakt się urwał, ale może ona to teraz czyta?
              Jeżeli faktycznie czytasz, to daj znać!

              Z Cortazarem zawsze miałem problemy, mimo paru podejść, a był przed laty
              autorem absolutnie kultowym, jak w kinie Bergman (Nie widziałeś ostatniego
              filmu Bergmana? Napraaaawdę???). Podobało mi się opowiadanie "Ciągłość parków"
              www.literatura.org/Cortazar/Continuidad.html
              bo zwięzłe i pomysłowe. To jest taki sam rodzaj przyjemności, jak przy
              zrozumieniu błyskotliwego dowodu trudnego twierdzenia. Podobnie było przy
              Calvino "Jeżeli podróżny w zimową noc", ale tam i postacie mnie bardziej
              wciągnęły, zwłaszcze, że jedną - czytelnikiem - byłem ja ;-) A "mój" romans z
              czytelniczką mnie wciągnął.
              Bo wolę książki o ludziach, gdzie (niebanalnie przedstawiona) akcja mnie
              interesuje. A sztuczki od czasu do czasu.

              A jeżeli chodzi o sciemnianie, to zacząłem wątek o amerykańskim pisarzu o
              swojsko brzmiącym nazwisku Mark Z. Danielewski:
              www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=151&w=4495945
    • good.son Mistrz i Malgorzata... 02.02.03, 13:50
      Tak. Wlasnie tak. Bulhakow to paradygmatyczny przyklad
      autora mrocznego, trudnego do zrozumienia i pokreconego
      we wszystkich kierunkach. Istna kabala, dostepna tylko
      czytelnikom na najwyzszym stopniu wtajemniczenia
      literackiego.
      • martolka nie tylko 02.02.03, 14:07
        A Milczenie Owiec to nie? Wiekopomne dzieło tak pełne zakamarków literackich,
        że tylko oszaleć.
        • staua Re: nie tylko 02.02.03, 16:36
          Hmm, ciekawy watek... bardzo lubie te skomplikowane ksiazki, w ktore trzeba
          sie naprawde zanurzyc i myslec przy czytaniu...
          Dodalabym - z ostatnio przeczytanych- Pynchona (czytalam "V", zaczelam "Tecze
          grawitacji") i "Slownik chazarski" Pavicia. Rewelacja, zagadkowe, trzeba
          pamietac szczegoly (czasem musialam sie cofac) i po przeczytaniu chce sie
          czytac jeszcze raz.
          • Gość: sofia Re: nie tylko IP: *.215.152.226.Dial1.Washington1.Level3.net 06.02.03, 15:25
            Tak, Slownik Pavica jest genialny! Uwielbiam tez Ulissesa, Gre w Klasy, Mistrza
            i Malgorzate, Sklepy Cymnamonowe i wszelkie Nabokowy, oraz wszystko Rushdiego,
            moze oprocz "The Ground Beneath Her Feet." Dla mnie niejasnosc w literaturze
            jest wlasnie uwodzicielska, bo definiuje osobny swiat, jest zaproszeniem i
            wyzwaniem!
            • staua Re: nie tylko 06.02.03, 15:55
              Dla mnie jest tak samo, lubie sie zaglebiac w ksiazki, wracac do czegos, co
              okazuje sie konieczne dla zrozumienia dalszych fragmentow, rozszywfrowywac
              znaczenia...
              Dodam tez Umberto Eco, chyba najbardziej skomplikowana jego ksiazka to "Wahadlo
              Foucaulta".
    • Gość: ryża małpa Re: Im ciemniej tym jasniej... IP: 4.2.* / *.lublin.mm.pl 02.02.03, 18:02
      hehehe...ja jednak wolę proste a celne w swej prostocie dzieła .
      A " takie zmącenie własnej wody by sie innym głębszą wydawała" to stary chwyt
      grafomanów .Stosowany z powodzeniem w felietonach Masłowskiej.
    • ada08 Robert Musil ''Człowiek bez właściości'' 02.02.03, 18:23
      Niby nie mroczne , ale mimo kilku podejść
      nie udało mi się dotrzeć do końca....
      • ada08 Re: Robert Musil ''Człowiek bez właściwości'' 02.02.03, 18:26
        a nie ''bez właściości'' :-))))
        Nawet zacytować nie daję rady :-)))
    • reptar Re: Im ciemniej tym jasniej... 03.02.03, 07:35
      W kategorii „mroczna” mój główny faworyt to „Gdy oślica ujrzała anioła” Nicka
      Cave'a. Bardzo dobra książka, choć mniej pokręcona niż na przykład obrabiana
      tutaj „Gra w klasy” (nawiasem mówiąc, jeśli chodzi o „Grę...”, to rozdział o
      desce pasuje jak ulał do wątku „książki na poprawienie nastroju”).

      Miłośnikom książek pokręconych i nie do zrozumienia gorąco polecam „Historię
      z chmury” Mariusa Ivaškevičiusa. Jak ktoś przeczyta to do końca, proszę się
      pochwalić na forum (może ktoś się nawet pokusi o algorytm ;-)   ).
      Ja przeczytałem. Nie jest takie złe, ale nie było łatwo.
    • Gość: loo Re: Im ciemniej tym jasniej... IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 05.02.03, 16:37
      A Nabokov? "Przejrzystość rzeczy" na przykład...To dla mnie chyba
      najbardziej "wielowarstwowy" pisarz,poza wspomnianym już Joycem
    • flora Im ciemniej, tym biedna Edypa bardziej sie gubi... 05.02.03, 17:24
      W kategorii "Ksiazki najmroczniejsze" moje prywatne pierwsze miejsce przyznaje
      Pynchonowemu "49 idzie pod mlotek", zas chwalebne miejsce drugie
      "W poszukiwaniu straconego czasu", ze szczegolnym uwzglednieniem milosnych
      upokorzen Swanna z "W strone Swanna" oraz faktu, ze nie ma Albertyny.
      Z powazaniem kresle sie
      F.
    • Gość: mathias_sammer Re: Im ciemniej tym jasniej... IP: *.B2.srv.t-online.de 11.02.03, 16:11
      O jak tu very ladnie i ciekawie. Musze porobic notatki. Dorzuce cos od siebie, bo
      mam akurat chwile czasu a jestem uwieziony (zapaleniem pluc- ale prze-minie, jak
      zly sen...;)

      "Niektorym sie wydaje, ze czubkiem mozna zostac, ot tak, ni z gruchy nie z pietruchy.
      Ze na przyklad najspokojniej w swiecie spacerujesz sobie z rodzina, az tu nagle
      doskakujesz do drzewa i zaczynasz je kopac, dopadasz wozeczka i plujesz
      dzidziusiowi w twarz, podnosisz noge i obsikujesz kule kaleki, jednym slowem-odbija
      ci. Albo inaczej, zwyczajnie szykujesz sie do spania, ucalowales rodzicow, przyjaciol,
      zone, dzieci, meble, oszczednosci, ubranka, bojler, umywalke, podeszwy swoich
      butow, muszle klozetowa. Po prostu dostajesz hyzia.

      Nie, nie i jeszcze raz nie."

      Fragment jednego z poowiadan z "Dziennika himerycznego"

      Moze jeszcze:

      "Pan Laurent- Czy moge prosic pania o przysluge, pani Fleury? Zechcialaby pani tluc
      dziecko jakis kwadransik? Musze pojsc na poczte.

      Pani Fleury- Bardzo chetnie, panie Laurent...
      Ale czy bede umiala?

      Pan Laurent- Co znowu, przeciez pani potrafi uderzac w klawisze maszyny do
      pisania? Z dzidziusiem robi sie dokladnie tak samo. To dziecinnie proste!"

      "Dziennik pana Laurenta" Scena XXXV.

      I na koniec reklamy, zdaje sie, ze na zyczenie ;):

      "Zdjal ze sciany lustro, aby lepiej obserwowac kolejne etapy swojego przeobrazenia.
      Rozebral sie calkowicie. Byl nagi, nie zdjal tylko peruki. Chwycil brzytwe i krem do
      golenia i starannie ogolil nogi, od ud az po kostki. Na biodrach zapial pas z
      podwiazkami, nastepnie wciagnal ponczochy i zaczepil je, gladkie i napiete, o male
      gumowe aparaciki. W lustrze widzial odbicie swych ud i pracia, ktore wisialo
      pomiedzy nimi. Przeszkadzalo mu. Schowal je miedzy scisnietymi udami. Zludzenie
      bylo idealne..."

      fragment z "Chimerycznego Lokatora".

      A te wszystkie cytaty przywlokl do Was w imieniu (samozwanczym) autora :Rolanda
      Topora niejaki Matthias (czyt. Mateusz), ktory serdecznie pozdrawia piszacych w tym
      watku :))
      M.S.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka