Dodaj do ulubionych

jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało

02.03.07, 13:05
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,74419,3954920.html
niezły tekst i tak mnie natchło, że można by zrobić krótki przewodnik dla
zagubionych, w oparciu o wpisy z forum, nim doczekamy się polskiego wydania
tekstu pana Bayarda.

Na poczatek punkt pierwszy:

1) Dużo łatwiej skrytykowac książkę, której się nie czytało, niz pochwalić.
Przydatne ku temu terminy:
- przereklamowana
- na siłę udziwniona
- jakies to takie mi sie wydaje wszystko banalne, wtórne
- nie powiem ci gdzie już cos takiego czytałem, ale nic nowego w tym tekście
nie ma
- nieno, tak to sobie mozna pisać na blogu, to nie jest literatura
- próbowałem, naprawde próbowałem, ale jak trzeci raz trafiłem literówkę, to
szlag mnie trafił, zupełny brak szacunku dla czytelnika
- <mój ulubiony> niby wszystko fajnie, ale ten tekst jest o niczym


Wasze propozycje?

P:)
Obserwuj wątek
    • skajstop Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 02.03.07, 13:13
      Tłumaczenie takie, że rzuciłem książką o ścianę po trzeciej stronie.

      Autor może znał język <angielski, francuski, suahili>, ale tłumacz to chyba ani
      jednego.

      Tłumaczyła to chyba małpa językiem migowym.

      - - -

      Czym naćpał się autor w trakcie pisania? Bo nic nie rozumiem, muszę zażyć coś
      podobnego.
      • jottka te skaj 02.03.07, 13:18
        tłumacz jako kozioł ofiarny to nie erystyka, tylko spychologia:(
        • skajstop Re: te skaj 02.03.07, 13:59
          A nie, nie zgodzę się. Bo to się mieści w poetyce zaproponowanej przez
          Braineatera :)

          Pomijam fakt, że się z tym argumentem często spotykam, niekoniecznie słusznym :)
    • jottka Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 02.03.07, 13:16
      przed wojną krążyła anegdota o sporze miłośnika prousta z negującym wielkość
      tego ostatniego fiszerem, miłośnik szalał i pluł, fiszer był nieugięty, aż w
      końcu oświadczył - bo widzisz, mój kochany, ja mam nad tobą tę przewagę, że ty
      czytałeś tę książkę, a ja nie!

      dużo krócej, a jak brzmi:)
      • sutekh1 Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 02.03.07, 13:29
        rewelacja, dla wszystkich zagubionych w labiryncie zalewu rynkowego nowości ,
        którzy nie mogą sobie poradzić z nadmiarem ciekawych rzeczy - napisać taki
        podręcznik, pomyśl, brejn, ile można zarobić , jest szansa na bestsellerowy,
        obłędnie napisany boook o tym jak mówić o książkach których nigdy się nie
        przeczytało i nie przeczyta, ale rzeczywistość jest twardsza i bardziej sprytna
        niż nam się wydaje bo w tivipis prowadzi program osoba która nie czyta książek
        a je recenzuje - marta sawicka niejaka, no i co wy na to/
        podręcznik dla recenzentów ksiażek, którzy nie czytaja ale chcą zarabiać na
        recenzowaniu rzeczy które pojawiaja się naprawdę w obiegu..
        • braineater Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 02.03.07, 13:34
          Suteczku, ale to jest pierwsza rzecz, której musisz się nauczyc na
          jakichkolwiek studiach związanych z literaturą:) To jest po prostu warunek
          ukończenia takich studiów, chyba zreszta najwazniejszy. Do dzis mogę z pamięci
          ględzić obficie o Kłoskowskiej albo Meyenowej, mimo, że żadna siła nie była
          mnie w stanie zmusic do przebrnięcia przez Kulturę Masową i Poetyke
          Teoretyczną:)

          P:)
        • zdanka1 Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 03.03.07, 09:43
          Sutekh, ja to ci życzę, żebys ty kiedys Sawicką spotkał gdzieś - w jakimś
          pubie, w tramwaju, albo w trakcie załamania pogody w Tatrach, kiedy człowiak ma
          duzo czasu siedzc pod skałą i czekajc aż zobaczy coś spoza mgły :) Wreszcie
          moglibyście sobie do woli naublizać, a raczej ty jej:)))))

          Swoją drogą dość łatwo poznać człowieka, który naprawdę czytał ksiązkę - zna
          fabułę, albo chociaż nazwisko jakiejś postaci z ksiązki, wie z czym autor
          polemizuje jesli chodzi o dziedzinę socjologiczno- antropologiczną itp. Tak
          naprawdę TO KTOS KTO NIE CZYTAŁ DANEJ KSIĄZKI MA SZANSĘ BRYLOWANIA OPINIAMI,
          TYLKO PRZY NAMIĘTNYM MIŁOSNIKU JAKIEJŚ KSIĄZKI, BO TEN ZAWSZE DOTRZE DO BIAŁEJ
          GORĄCZKI, SŁYSZĄC NEGACJĘ SWOJEJ SWIĘTEJ KSIĘGI:)))))))
          • aaneta Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 04.03.07, 19:37
            > wie z czym autor
            > polemizuje jesli chodzi o dziedzinę socjologiczno- antropologiczną itp.

            Zdanka, Ty na poważnie, czy sobie jaja robisz?
    • autumna jak pochwalić? 02.03.07, 13:35
      "Książka zachwycająca, choć by tak naprawdę ją zrozumieć, dotrzeć do tego, co zawarte między wierszami, do drugiego dna, muszę kiedyś powrócić do tej lektury jeszcze raz".
      • braineater Re: jak pochwalić? 02.03.07, 13:41
        jesli zapędzimy się w interpretacji nieznanego tekstu:
        'może kiedys dojrzejesz na tyle, by to zrozumieć'

        jesli czepiają się za nieznajomośc szcegółów:
        'to była tak fanatastyczna lektura, że pochłonąłem ja jednym tchem. Ten klimat
        mnie niesamowicie wciągnął, fabuła jest przecież tylko pretekstem by <i tu już
        lecimy z czapy>'


        P:)
        • mamarcela Re: jak pochwalić? 02.03.07, 14:08
          "lektura, od której nie jest się w stanie uwolnić"
          "stawiająca wiele ważkich pytań"
          "zmuszająca do myslenia"
          "uniwersalność i głębia"
          "porusza najwazniejsze problemy ludzkiej egzystencji"
          • braineater Re: jak pochwalić? 02.03.07, 14:15
            rozwinięcie 'stawia wiele pytań':
            - one z pozoru wyglądaja banalnie <jak nie dajbuk nieopatrznie rozmawiamy o
            Wisniewskim z fanką i nakłamaliśmy w temacie znajomości Swś>, ale pod ta
            prostotą kryją się wazkie zagadnienia dotykajace sedna dzisiejszej egzystencji
            w świecie niemozliwych do pogodzenia dychotomi pomiędzy tym co analogowe a
            virtualne, pomiędzy tym co biologiczne a tym, co cybernetyczne. Ubierając swój
            wspólczesny moralitet w szyderczy kostium harlequina, autor starał nam się
            uświadomić, że żyjemy w kulturze w którym banał uwzniosla.'

            i albo dostajemy bezpysk, albo nastepuje logiczna kontynuacja w postaci: kawa,
            kolacja, śniadanie:)

            P:)
            • zdanka1 Re: jak pochwalić? 03.03.07, 09:47
              heheh,a jesli chcemy taką fankę rozjuszyć mimochodem rzucamy:

              -Czy nie sadzisz, ze ksiazka obfituje w liczne, niezamierzone akcenty
              humorystyczne i dlatego mylnie postrzegamy ją jako romans, choc tak naprawde
              mamy do czynienia z historią w stylu komedii romantycznej, by intertekstualnie
              odwołać sie do poetyki filmowej?
              • zdanka1 Re: jak pochwalić? 03.03.07, 09:49
                Sprostowanie - mylnie postrzegamy ją, ale bez"dlatego":)))))
    • mamarcela Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 02.03.07, 13:41
      Od niedawna mój ulubiony sposób, czyli jak zrobic autora w Coelho, harlequina,
      albo brazylijska telenowelę.
      Niestety trzeba miec na kilka minut egzemplarz w garści.
      Otóż bierze się rzeczoną książeczkę i otwiera w dowolnie wybranym miejscu. Na
      dwóch sasiadujących ze soba stronach z całą pewnościa znajdzie sie malutki
      fragmencik, który wyrwany z kontekstu brzmi banalnie, czy wręcz grafomańsko.

      Uwaga próbuję. Co prawda czytałam tę książke, ale nie chce mi się tyłka ruszać
      z kanapy, a tu autor i tłumaczka to hohoho
      Voila! mamy przypadek telenowelasty
      "We łzach całuje jego twarz, jego pierś. Ulpiano Suarez wyjmuje rewolwer. W
      przedśmiertnym błysku swiadomości Otalora widzi, że został zdradzony, zdradzony
      od początku, od początku skazany na śmierć, że dano mu miłość, dowództwo i
      triumf, bo uważano go za nieboszczyka, bo dla Bandeiry od początku był
      nieboszczykiem. Niemal z pogardą Suarez pociąga za cyngiel."

      I to ma być literatura z najwyższej półki!?!? :)
      • daria13 Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 02.03.07, 14:06
        To ja już wiem, dlaczego tak rzadko krytykuje powieści (z czego czyniono mi
        kilkakrotnie zarzut) - nie lubię iść na łatwiznę;)
        Chyba najczęście używana wymówka: nie czytam X, bo to bestseller, a ja
        bestsellerów nie czytam.
        Albo: to tak licealna lektura, to czytają tylko 15-letnie, egzaltowane panienki.
        P:)
        • sutekh1 Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 02.03.07, 14:18
          nie musisz mi teh\go wmawiać, sam zrobiłem numer z książki nieprzeczytanej ,
          wiem że wystarczy być kreatywnym frikiem lubującym sie w zabawę języczkiem tu i
          tam i potrafiącym skręcić porażającego blurba w ciągu kilku minut z knigi
          której ni mam ni ni przeczytom..

          najlepsze jest to, że jednak to cholernie parszywy paradoks że mnóstwo
          studentów polonistyki czy kierunków "literaturologicznych" po prostu nic nie
          czyta nie widząc w tym problemu, bo priorytety edukacji ko ńczą sie i zaczynają
          na papierku ukończone studia wyższe
          tragedy
          • jottka re na boku 02.03.07, 14:32
            ja wprawdzie rozumiem, że każdy student jest szczerze przekonany, że potrafi
            zaględzić na śmierć dowolnego egzaminatora, ale jednakowoż istnieje wiele
            prostych metod, żeby bez wątpienia sprawdzić, czy denat faktycznie czytał
            dzieło, czy tylko rzuca panoramę na tło:)

            z własnych bolesnych doświadczeń pamiętam, jak to naprawdę dobrze dyskutowało
            nam siem na zajęciach bodaj o 'metafizyce' arystotelesa, którą pan kazał
            przeczytać 'na po świętach' i której rzecz jasna nikt nie tknął, patrz powyższe
            wypowiedzi:) dyskusja sie żwawo wije, fronty sie potworzyły i nagle pan wzdycha
            - no tak, no tak, ale w tym miejscu muszę się wtrącić, tego akurat nie da się
            wydedukować, to trzeba faktycznie zajrzeć do tekstu.

            maskował się, łobuz jeden:( następne leibnize i hajdegery czytaliśmy ponuro, acz
            nie wiem, czy z większym pożytkiem:)
            • brun_11 Metafizyka - wysokie loty,hoho 02.03.07, 14:55
              ja mam zaledwie na koncie 4 z egzaminu
              po polgodzinnej rozmowie o "Wysadzonym z siodla"
              z pania profesor, ktora byla szczesliwa, ze wreszcie
              zdaje ktos, kto przeczytal,
              oraz wzorowa dla reszty grupy na seminarium prace
              o "Plomieniach" - ale moze przez takie numery
              teraz jestem glab i musze czytac to forum.............
              • sutekh1 Re: Metafizyka - wysokie loty,hoho 02.03.07, 15:00
                ostania jazda z marketu (inna beczka, ten sam smród):
                laska w kasie do koleżanki z pytaniem o kod do wbitki na kase: - Jaki na sałatę?
                (ja: eeeee, przecież ona trzyma kapustę i to prawdziwa najprawdziwszą kapuchę,
                zdziwka nawet mnie tak mocno nie chwyciła od razu ale rzcez wpada w pamięć jak
                kamień w kupę)

                więc widzicie jakie jazdy się dzieją to już nie tylko lektury to już nawet znać
                wyglądów warzyw się nie chce


                a genialne określenia jottka: "denat", hehehe
                • staua Re: Metafizyka - wysokie loty,hoho 04.03.07, 18:26
                  Nie dziwi mnie to. U mnie w supermarkecie panny pytaja klientow, co to za
                  warzywa, bo musza sprawdzic kod (a warzywa tak egzotyczne jak buraki, cukinia,
                  kalarepa)
            • Gość: brainsystemcięmać Re: re na boku IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.03.07, 15:03
              Z takich nabocznych zdarzeń, to jedna z bardziej żywiołowych dyskusji na
              współczesnej lit. pol. dotyczyła Panny Nikt Tryzny, poszło zupełnie na ostro, z
              iskrami i wytykaniem osobistym, w rzucie ogólnym wyglądało to tak: grupa 14
              rozsierdzonych studentów vs pan Profesor, co próbował podtrzymac Miłoszowe tezy
              na temat tej powieści aż w końcu po trzech wykładach rzucił ręcznik i wycofął
              się z prób przekonania nas do tego tekstu i wtedy mu się gremialnie
              przynaliśmy, że nikt tego gniota nie przebrnął do końca, bo się normalnie nie
              da.
              A sytuacja przeciwna miała miejsce na wykładach jednego z polskich nestorów
              literaturoznawstwa, co próbował z nami omówić Pawia Królowej, niestety 3 razy
              zgubił ksiązkę, nie przeczytał jej w ogóle, ale nie przeszkadzało mu to przez
              miesiąc moderować ozywionej dyskusji a także zabierac głosu i stawiac
              kontrowersyjnych tez:)
              Podsumowanie było takie, że jakby mu się chciało ją przeczytać, to pewno by mu
              się spodobała.

              P:)
              • sutekh1 Re: re na boku 02.03.07, 15:14
                mówisz-piszesz o markiewiczu?
                • braineater Re: re na boku 02.03.07, 15:16
                  nie, o takim duzo starszym panu, tez do znalezienia na Tanich Ksiązkach:), z
                  tym, ze mniej hermetyczny i przesunięty bardziej w strone pop - elementy
                  literackie w piosence i tego typu rzeczy:)

                  P:)
    • braineater Ale 02.03.07, 15:27
      omijając uczelniano-studenckie dygresyjki, to pozostaje nam podstawowe pytanie,
      czy w rozmowie ze znajomymi, co nam przeciez nie wpisują zalek do indeksu i nie
      zależy od nich dostanie stypendium,też ściemniamy na temat przeczytanych
      lektur, a jak tak <no pewnie, że tak>, to po co?:)
      Bo jestem to w stanie wytłumaczyć sobie w przypadku klasyki - mamy wdrukowane w
      obwody, że klasykę cza znać i że to, (nawet jak nam mówią, że nie), obciach jak
      sie nie jarzy kto to Kafka. Nieznajomośc bestsellera może obnizyć nasza
      aktualna pozycję w rankingu towarzyskim, no bo bez danbrałna ni chuchu nie
      pogadasz dziś o religii, ale generalnie to chyba nie ma zbyt wielu powodów.

      Czy są?

      P:)
      • Gość: brun Re: Ale IP: *.nwrk.east.verizon.net 03.03.07, 07:32
        jedno ciekawe zdanie w artykule, ktory podsuwasz:
        "Umiejetnosc eleganckiego wypowiadania sie na temat czegos, o czym nie ma sie
        pojecia, jest warte wiecej niz ogrom przeczytanych ksiazek"

        sadze, ze zdecydowana wiekszosc watkowiczow artykulu tego
        przed wpisem swych bezcennych uwag nie czytala,
        na przyklad - ja tak zrobilem poprzednio;

        jasne, ze przymusu nie ma, ale to dzialanie w artykule takze opisane:
        "Jednak najbardziej odwazna wskazowka, jakiej udziela Bayard osobom nie
        czytajacym ksiazek, jest to, by skierowali rozmowe na swoj temat, uzywajac
        ksiazki jako pretekstu, bez wnikania w jej zawartosc."

        lekturek nie czytamy,
        warzywek nie ogladamy,
        do artykulu nie zagladamy -
        ale o sobie, o sobie z luboscia;
        musi byc jakis taki gen w czlowieku,
        nie przejmujcie sie urazeni watrabiarze tym, co tu pisze,
        bo moje zlosliwosci dotycza mnie rowniez,
        jako zem grzeszny;
        • zdanka1 Re: Ale 03.03.07, 09:51
          "Umiejetnosc eleganckiego wypowiadania sie na temat czegos, o czym nie ma sie
          > pojecia, jest warte wiecej niz ogrom przeczytanych ksiazek"

          Piękne - to powinien był powiedziec Wilde:)
    • e.lalka Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 03.03.07, 18:37
      Więc jak przeczytałam te wasze opinie to problem miałam ale jak wczytałam tego
      linka z poczatku a potem tamten forum to nareszcie wiem o co chodzi! ale na
      tamtym forumie ładniej pisali bo tak inteligentnie a przy okazji o zwierzętach
      duzo było to może się kiedyś przydać bo juz teraz mam i papuzki piękne i kićka
      nawet cudnego no ale nie o tym miałam.
      Bo wydaje mi sie że ten pan Bayard może i nieźle kombinujetylko co z tego bo
      przecież niepraktycznie a co jak co ale z ludźmi czasem się spotykam i o
      książkach nie powiem że często ale też zdarza się wtedy rozmawiać chociaż
      rzadko kiedy jest taka którą wszyscy w całości skończyli albo nawet recenzję
      jakaś czytali tylko co z tego skoro problemy wszedzie takie same sa nawet w
      ksiazkach i nie trzeba ich znać żeby intelektualnie sie zaprezentować no nie?
      no i glupio sie tutaj przyznać ale też nie w każdym temacie sie orientuje bo
      tyle tego teraz wychodzi a jak zamawiam kazde bestselery to potem listonosze
      klną że co dnia przywozić je muszą no a wiekszość z nich ma napisane w merlinie
      że to najwiekszy hit porównywany z .... no to jak nie zamawiać? ale czytać nie
      nadążam i problem jest bo mój mąż powiedział że piwnicę trzeba chyba na skład
      jakiś przerobić no i nie wiem bo jesli tak to co teraz? gdzie wina przeniesiemy
      bo stryszek zapełniony rekopisami jego i moimi a przeciez nie sposób spalić na
      przykład pierwowzorów myśli chyba?
      ale chciałam o innej sprawie bo tak mi sie wydaje że niekoniecznie trzeba znać
      coś by błyszczeć elokwencja a nawet jeszcze bardziej dodam że czasem to nawet
      nic gadać nie trzeba by za madrą uchodzić szczególnie w przeciwstawnym płciowo
      towarzystwie pod warunkiem że wy kobietą jesteście. trzeba tylko zadziwić sie
      wstępnie jak tytuł i autor jakoś tak mimowolnie obok waszych oczu przebiegli
      cichaczem i oczy szeroko otworzyć w zadziwieniu pan to naprawdę przeczytał? pan
      to zrozumiał? naprawdę jest to tak genialne jak piszą? a potem facet tylko
      wsiaka w swoje wywody i gada gada gada...i ceni czar i inteligencje kobiety za
      co? za słuchanie. i podziw ciałem całym przedstawiony
      • foxie777 Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 04.03.07, 17:32

        Nie wyobrazam sobie takiej rozmowy, bo przeciez od razu mozna sie
        zorientowac, ze to pic.Zreszta po co udawac?. Nie czytalam i basta.
        Co innego dyskusje na jakis temat o ktorym cos niecos sie wie.
        Pamietam, kiedys Ktos chcial mi udowodnic, ze czytal pewna
        ksiazke, na jego nieszczescie bylam na "swiezo". Mocno sie
        zawstydzil.

        pozdr
        • sutekh1 Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 05.03.07, 13:52
          zdanko, ja nie chce iść do pierdylka za mordeerstwo z zimna krwią i z
          wyjątkowym okrucieństweem!!
    • kici_kocio Re: jak rozmawiać o książkach, których się nie cz 07.03.07, 03:42
      ja to nawet, mili państwo, z tego ćwiczenia na filozofii miałam. nazywało się
      to "technologia pracy umysłowej":D
      heh, łza się w oku kręci:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka