Dodaj do ulubionych

Książka doskonała

    • Gość: dr_pitcher Re: Książka doskonała IP: *.dsl.bell.ca 14.03.07, 05:18
      Takich jest duzo, szczegolnie tych klasycznych.
      Przytocze zatem mniej klasyczne"

      Życie Pi - Yann Martel
      Chłopiec z latawcem - Khaled Hosseini
      Terminator Duddy Kravitz - Mordecai,Richler
      a przede wszystkim

      John Irving - Modlitwa za Owena
      • Gość: anion Re: Książka doskonała IP: *.icpnet.pl 14.03.07, 07:54
        Na razie nic nie dopiszę od siebie, bo za 1,5 h mam kolokwium i wtedy nie umiem się skupic na niczym innym (co nie wyklucza czytania forów ;), ale szalenie się cieszę, że ktoś pamiętał o Owenie Meany.
        Zgadzam się - przede wszystkim Modlitwa za Owena.
        • wessed Re: Książka doskonała 14.03.07, 08:27
          Jestem zszokowany tym, że nikt nie wymienił powieści wszechczasów "Cichy Don".
        • Gość: monisia Re: Książka doskonała IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.07, 08:27
          hmmm....ja zauroczona jestem Ryszardem Kapuścińskim, więc przede
          wszystkim "IMPERIUM"...ale nie tylko, oczywiście... :)
      • carrara Re: Książka doskonała 14.03.07, 21:44
        własnie czytam Owena.Ale lepsza jest powieść Irwinga "jeśli cię odnajdę" chyba
        lepsza nawet od Garpa
    • bp309068 Re: Książka doskonała - Haruki Murakami 14.03.07, 08:29
      Ja jestem absolutnie uwiedziona książkami Haruki Murakamiego.Właściwie każdą z
      nich. Np Tańcz, tańcz, tańcz. Bardzo polecam - pokazują taka powolność świata,
      przesypującą się przez palce, absolutnie coś przepięknego.... POlecam.
      • tiresias Re: Książka doskonała - Haruki Murakami 14.03.07, 08:53
        jestem zdziwiony i niemalże oburzony, że nikt nie wymienił nazwiska Joyce, ze
        szczególnym wskazaniem na utwór ULYSSES.

        ale to mój problem.
    • Gość: maksi Re: Książka doskonała IP: *.uml.lodz.pl 14.03.07, 08:41
      "Sto lat samotności" Marqueza, "Paragraf 22" Hellera, "Mistrz i Małgorzata"
      Bułhakowa, "Anna Karenina" i "Wojna i pokój" Tołstoja, "Cichy Don"
      Szołochowa, "Świat według Garpa" i "Jednoroczna wdowa" Irvinga, "Wiek
      niewinności" Edith Wharton, "Czarodziejska góra" Manna, "Śniadanie mistrzów"
      Vonneguta, "Postrzyżyny" Hrabala, cały Szekspir, "Komu bije dzwon", "Słońce też
      wschodzi" i "Pożegnanie z bronią" Hemingwaya, "Doktor Żywago"
      Pasternaka, "Opowiadać dalej" Johna Bartha.
      • Gość: barbara Re: Książka doskonała IP: *.upc.chello.be 14.03.07, 09:01
        "Szata"Douglas Lloyd Cassel
        • Gość: sie Wyluzujcie IP: *.chello.pl 14.03.07, 10:05
          O rany, znowu temat podrzucony przez sfrustrowanego wydawcę. Kto tym
          razem "moderuje" wpisy odpowiednich tytułów? Amber? Pruszyński? Czarne? Ludzie,
          wyluzujcie. Zacznijcie czytać książki, a nie - jak barany - wpisywać się na
          listy. Cześć.
          • waldemar_batura Re: Wyluzujcie 14.03.07, 15:37
            Gość portalu: sie napisał(a):

            > O rany, znowu temat podrzucony przez sfrustrowanego wydawcę. Kto tym
            > razem "moderuje" wpisy odpowiednich tytułów? Amber? Pruszyński? Czarne? Ludzie,
            >
            > wyluzujcie. Zacznijcie czytać książki, a nie - jak barany - wpisywać się na
            > listy. Cześć.

            Niesamowite. Jak nas rozgryzłeś? Jesteśmy moderowani przez wydawców (pewnie
            przez wszystkich naraz z całego świata, skoro wymieniamy nawet książki od dawna
            nie wydawane w Polsce). Jedyna nasza nadzieja to Ty, wyjątkowy nie-baran:
            włączysz się do wątku, podzielisz swoją olśniewającą erudycją i powiesz, co
            czytać, żeby biedni czytelnicy nie wpadli w szpony wydawców (jakiś samizdat?).
            • pavvka Re: Wyluzujcie 14.03.07, 15:39
              waldemar_batura napisał:

              > Jedyna nasza nadzieja to Ty, wyjątkowy nie-baran:
              > włączysz się do wątku, podzielisz swoją olśniewającą erudycją i powiesz, co
              > czytać, żeby biedni czytelnicy nie wpadli w szpony wydawców (jakiś samizdat?).

              Najlepsza jest samoobsługa - czytać tylko to, co się samemu napisało.
    • Gość: tulipanna Re: Książka doskonała IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.07, 10:03
      Dario, mam prośbę, jak już znajdziesz coś fajnistego i przeczytasz, to podziel
      się wrażeniami :). Sama też bym poczytała.. Ksiązkę, która nie jest czytadłem,
      ale nie jest też intelektualną, egzystencjalną smutą:). Od siebie zalecam Jane
      Austen oraz Autobiografię Agaty Christie. Miłego czytania!
      • Gość: daria13 Re: Książka doskonała IP: *.crowley.pl 14.03.07, 11:24
        Z tym dzieleniem się wrażeniami, moze spróbuję, ale nie obiecuje, bo jestem
        mało zorganizowana i mocno roztargniona, więc mogę po jakimś czasie zapomnieć o
        zobowiązaniu:)
        Z przeczytanych dodałabym jeszcze kilka nazwisk nieprzynudzających a z
        pewnością ważnych: Golding z niezaprzeczalnie doskonałym Władcą much (i nie
        tylko), Vonnegut (poza kilkoma późniejszymi, gdzie IMO stracił formę), Rushdie
        (ktoś tu już napisał pokrótce dlaczego), jeśli Jane Austen, to i H. James. Mój
        ulubiony Kundera, chyba też się mieści w tej kategorii, z tym, że nie dla
        wszystkich, bo sporo u niego tej "egzystencjalnej smuty", ale jak to jest
        napisane! No i zapomnieliśmy o Conradzie, bardzo neisłusznie.
        P:)
        • skajstop Re: Książka doskonała 14.03.07, 17:43
          Gość portalu: daria13 napisał(a):

          > Z przeczytanych dodałabym jeszcze kilka nazwisk nieprzynudzających a z
          > pewnością ważnych: Golding z niezaprzeczalnie doskonałym Władcą much (i nie
          > tylko),

          "Władca much" jest najbardziej znany - ale moim zdaniem _zdecydowanie_ lepszymi
          książkami są "Wieża" oraz - szczególnie - "Widzialna ciemność".

          Władca jest zbyt stereotypowy, jak się zastanowisz i ma za dużo banalnych
          fragmentów jak na książkę doskonałą ;p
          • daria13 Re: Książka doskonała 15.03.07, 11:21
            Przyznaję, że czytałam jedynie Władcę much i mimo pewnych mankamentów, w tym
            tych, o których piszesz, uznałam tę książkę za dobry przykład lektury
            lekkostrawnej, a jednocześnie takiej, o której się pamięta i nie
            pozostawiającej czytelnika obojętnym. W tym wątku hasło "książka doskonała"
            jest bardzo umowne, z ograniczonymi kryteriami. Dobrze to określił dalej Ben-
            oni.
            Dzięki za tutuły Goldinga, do tego właśnie miał służyć ten wątek:)
            P:)
    • Gość: :) Re: Książka doskonała IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.07, 10:33
      Jeszcze Śmierć pięknych saren Oty Pavla bym dodała :)
    • kiminohikari "Rekopis znaleziony w Saragossie" Potockiego. 14.03.07, 10:40
      Jest to ksiazka genialna (jak na razie dotarlem do
      "dnia osmego", ale i tak mojej opinii nic nie zmieni).

      hmmm...
      osobiscie polecam tez "Norwegian Wood" Murakamiego.
      • Gość: molly Re: "Rekopis znaleziony w Saragossie" Potockiego. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.07, 11:41
        A ja "Kronikę ptaka nakręcacza" wymienionego japońskiego autora.
    • Gość: paulina Re: Książka doskonała IP: *.poczta.lublin.pl 14.03.07, 11:38
      polecam Musierowicz, książkę o pomysłowej Genowefie Pompke vel Rombke, Bombke...
    • Gość: andzia Re: Książka doskonała IP: *.echostar.pl 14.03.07, 11:55
      Moje propozycje:
      "Malowany ptak" Kosińskiego
      "Siostra" Saramonowicz
      "Zły" Tyrmanda
      • irmka Re: Książka doskonała 14.03.07, 12:05
        "Jules i Jim" Henri-Pierre Roche
        "Strachy" Marii Ukniewskiej
        "Inne głosy, inne ściany" Trumana Capote'a
        "Okruchy weselnego tortu" i "Piórkiem flaminga" Żukrowskiego Wojciecha
        "Biali bracia" Michała Choromańskiego
        • Gość: daria13 Re: Książka doskonała IP: *.crowley.pl 14.03.07, 12:22
          Tak, tak! Capote to bardzo dobry przykład ciekawej treści w doskonałej oprawie.
          Polecam szczególnie Z zimną krwią. Koniecznie.
          P:)
    • wiksadyba1 Re: Książka doskonała 14.03.07, 12:25
      W literaturze, jak i w sztuce w ogóle, wymieniłbym - tak na roboczo, od
      niechcenia, żeby nie przeceniać ambicji tej klasyfikacji:), 2 zasadnicze rodzaje
      "doskonałości":

      - Doskonałość "Maksymalistyczną" - kiedy czytelnik ma wrażenie, że autor - w
      sposób imponujący co do formy i treści- mówi w jednej powieści niemal "wszystko
      o wszystkim":) To są takie rzeczy jak "Boska Komedia", "Ulisses" czy "Człowiek
      bez właściwości" Musila, żeby wymienić w kolejności rosnącej jeżeli chodzi o
      moje upodobania 3 najbardziej bezdyskusyjne przykłady:) Można by się bawić
      jeszcze w dalsze typowanie - może Balzak, może Celine w "Podróży...", może Perec
      za "Życie -instrukcja obsługi, pewnie Faulkner,pewnie Rabelais. Poniekąd
      oczywiście też i "Odyseja", Stary Testament etc.:))))

      - tu już trudniejsza rzecz, bo nie chodzi do końca o doskonałość
      "minimalistyczną". Powiedziałbym raczej o doskonałosci "autonomicznej". To
      przypadek, kiedy autor skupia się na jakimś wycinku rzeczywistości, czy własnej
      fantazji, ale robi to w sposób tak doskonały, że bardzo specyficzny i
      zredukowany świat, który opisuje, staje się odrębnym, "samowystarczalnym",
      bogatym, "kosmosem", z którego trudno czytelnikowi jest ewakuować się. Przykłady
      to np. Kafka, najlepsze opowiadania Borgesa, Poe, Henri Michaux może i
      Gombrowicz (nomen omen za "Kosmos")

      I tak to chyba wygląda - nie tylko w literaturze. W kinie też mamy, z jednej
      strony, Felliniego i Wellesa, z drugiej strony Bressona, minimalistycznego
      Bergmana ze środkowego okresu, a też Charlie Chaplina:) W malarstwie z jednej
      strony Leonardo czy Picasso, z drugiej strony Vermeer, Cezanne czy Mondrian. ETc.

      Oczywiście, są typy pośrednie. NP. nie wiem, do której z dwóch kategorii
      zakwalifikowałbym "Panią Bovary" Flauberta, a jest to napewno, zwłaszcza
      technicznie, jedno z najdoskonalszych dzieł (książka bez zbędnego czy fałszywego
      zdania, jak mało która). Pasuje i do pierwszej i do drugiej:)

      A najciekszawsze, oczywiście, mogą być rzeczy, które są doskonałe, mimo tego, że
      widzimy, po rozłożeniu na czynniki pierwsze, ile w nich niedoskonałości np.
      Cervantes, Dostojewski:)))
      • Gość: daria13 Re: Książka doskonała IP: *.crowley.pl 14.03.07, 13:36
        wiksadyba1 napisał:
        > A najciekszawsze, oczywiście, mogą być rzeczy, które są doskonałe, mimo tego,
        >że widzimy, po rozłożeniu na czynniki pierwsze, ile w nich niedoskonałości np.
        >Cervantes, Dostojewski:)))

        Ciekawie powiedziane. Przypomniało mi to wypowiedź w jednym ze starych wątków
        pana Marrodana Casasa (tak, tego samego;), w którym mówił o książkach i
        pisarzach, podczas lektury których odczuwa uwieranie (tak pisał o Murakamim,
        ale też o Kunderze), przy czym podkreślił, że z tego uwierania biorą się perły.
        Ładne.
        P:)
    • Gość: miazz Re: Książka doskonała IP: 213.17.228.* 14.03.07, 12:41
      ej, a Camus? czy nikt już nie czyta dżumy i obcego? a eseje?
      • wiksadyba1 Re: camus i ska 14.03.07, 13:11
        Gość portalu: miazz napisał(a):

        > ej, a Camus? czy nikt już nie czyta dżumy i obcego? a eseje?

        Chyba mało kto czyta, o ile nie musi w szkole, a szkoda. Za "Dżumą" może koniec
        końców nie przepadam jakoś szczególnie (chociaż cenię), ale "Obcy", czy - może
        nawet zwłaszcza miniatury, nawet wczesne to zdecydowanie jest to:)

        Problem w tym, że Camusowi przyczepiono etykietkę "moralisty bawiącego sie w
        pisarza", tzn. kogoś, to pisze głównie, żeby przekazać jakieś pouczające
        przesłanie. Niechęć do takich pisarzy "z lektur szkolnych" jest w modzie,
        zwłaszcza wśród różnych "lingwistów", fanów różnych Baricco etc.

        Tymczasem zapomina się, że to był po prostu świetny pisarz. Raczej trudno jest
        znaleść w historii całej literary wiele innych przykładów tak dużego ładunku
        ekspresji i zmysłowości przy tak prostej formie. Inna rzecz, że Camus to pisarz
        "absolutnie śródziemnomorski", jeżeli kogoś nie pociąga ten region
        historyczno-przyrodniczy, raczej Camusa nie doceni:) A teraz chyba inne miejsca
        są w modzie:)

        Eseje mniej mnie już przekonują. Uważam, że Camus był znacznie lepszym pisarzem
        niż filozofem. I paradoksalnie to samo powiedziałbym koniec końców o Sartrze.
        ten drugi miał dużo większy aparat pojęciowy, jeżeli chodzi o filozofię. Ale z
        jego książek flioz. niewiele już chyba zostało; nie mówię nawet o kompromitacji
        jego poglądów politycznych, ale o tej całej specyficznej syntezie
        egzystencjalizmu z dialektyką heglowsko-marksistowską, czy psychoanalizą.
        Natomiast debiutanckie "Mdłości" to arcydzieło i fakt, że człowiek który to
        napisał był gnidą, niestety tego nie zmieni:)
        • waldemar_batura Re: camus i ska 14.03.07, 15:41
          wiksadyba1 napisał:

          > Gość portalu: miazz napisał(a):
          >
          > > ej, a Camus? czy nikt już nie czyta dżumy i obcego? a eseje?
          >

          > jego poglądów politycznych, ale o tej całej specyficznej syntezie
          > egzystencjalizmu z dialektyką heglowsko-marksistowską, czy psychoanalizą.
          > Natomiast debiutanckie "Mdłości" to arcydzieło i fakt, że człowiek który to
          > napisał był gnidą, niestety tego nie zmieni:)

          Niezależnie nawet od Twoich nieco wątpliwych rozróżnień filozoficznych, zawsze
          fascynowała mnie odwaga intelektualna wyrażająca się w anonimowym wyzywaniu na
          forum wielkich twórców od gnid. Też chciałbym być taki odważny, ale może zacznę
          od etapu pośredniego: wyzywania wyrażających się w ten sposób (tj. akceptujących
          ten styl) P.T. Forumowiczów. Może to przybliży mnie do dialektycznego Absolutu.
          • wiksadyba1 Re: camus i ska 14.03.07, 22:34
            waldemar_batura napisał:


            > Niezależnie nawet od Twoich nieco wątpliwych rozróżnień filozoficznych

            Gdzie w moim poście były jakieś "rozróżnienia filozoficzne", to dla mnie wielka
            zagadka:)

            , zawsze
            > fascynowała mnie odwaga intelektualna wyrażająca się w anonimowym wyzywaniu na
            > forum wielkich twórców od gnid.

            Nie mierz innych swoją miarą (odwagi):))) Co do mnie, to jeżeli miałbym okazję
            spotkać się w życiu z Sartrem, od powiedzenia mu bez ogródek, co o jego paru
            wyskokach myślę, powstrzymałby mnie zapewne tylko fakt, że wielu go wyzywało i
            mam wrażenie, że wręcz go to mobilizowało:) A tak w ogóle - wielki twórca nie
            może być gnidą, ścierwem, kanalią, szmatą, pluskwą, padalcem i czymkowieki innym
            pozostając jednocześnie wielkim twórcą? Chciałbyś mu zakazać tego przywileju:)?
            Cóż za perfidna dyskryminacja wielkich twórców he he:))

            Też chciałbym być taki odważny, ale może zacznę
            > od etapu pośredniego: wyzywania wyrażających się w ten sposób (tj. akceptującyc
            > h
            > ten styl) P.T. Forumowiczów.

            A tu bym uważał- jak sie trafi na kogoś dociekliwego i wrednego - czekać może
            proces karny albo cywilny o odszkodowanie; anonimowość to dosyć względna rzecz:)
            O tak, wiem że to wielka niesprawiedliwość, że mozna zwyzywać jakiegoś
            nieżyjącego i słynnego np. nazistę, stalinistę, maoistę, klerykała etc., a z
            żywym szaraczkiem może być niebezpiecznie:) Cóż, tak bywa; świat jest pełen
            paradoksów; temu, kto się na to nie godzi, polecam płacz do poduszki jako środek
            terapeutyczny:)

            >Może to przybliży mnie do dialektycznego Absolutu.

            Do absolutu może i przybliży, szczególnej "dialektyki" w tym jednak nie widzę:)))
            • waldemar_batura Re: camus i ska 18.03.07, 16:48
              wiksadyba1 napisał:

              > waldemar_batura napisał:
              >
              >
              > > Niezależnie nawet od Twoich nieco wątpliwych rozróżnień filozoficznych
              >
              > Gdzie w moim poście były jakieś "rozróżnienia filozoficzne", to dla mnie wielka
              > zagadka:)

              Chodzi o nieprawdziwe i/lub niezręczne sformułowania, z których wynikałoby, że
              Sartre wziął jakiś mityczny "czysty egzystencjalizm" i pomieszał go z Heglem czy
              z psychoanalizą.

              > , zawsze
              > > fascynowała mnie odwaga intelektualna wyrażająca się w anonimowym wyzywan
              > iu na
              > > forum wielkich twórców od gnid.
              >
              > Nie mierz innych swoją miarą (odwagi):)))

              Jaką "moją" miarą? Przerzucanie się słówkami nie przesłoni faktów - że odnoszę
              się do miary, którą Ty wprowadziłeś swoim postem.

              Co do mnie, to jeżeli miałbym okazję
              > spotkać się w życiu z Sartrem, od powiedzenia mu bez ogródek, co o jego paru
              > wyskokach myślę, powstrzymałby mnie zapewne tylko fakt, że wielu go wyzywało i
              > mam wrażenie, że wręcz go to mobilizowało:)

              Owszem, miał za życia miał wielu wrogów. Nie myl jednak tego z obecną atmosferą
              w Polsce, gdzie jak najbardziej modne jest okazywanie wręcz patologicznej do
              niego nienawiści.

              A tak w ogóle - wielki twórca nie
              > może być gnidą, ścierwem, kanalią, szmatą, pluskwą, padalcem i czymkowieki inny
              > m
              > pozostając jednocześnie wielkim twórcą? Chciałbyś mu zakazać tego przywileju:)?
              > Cóż za perfidna dyskryminacja wielkich twórców he he:))

              He he. Hu hu. Hi hi. A tak w ogóle: jasne, że wielki twórca może być
              jednocześnie gnidą. Te słowa trzeba jednak czymś poprzeć - zresztą tak jak wobec
              każdego określanego tak człowieka, tyle że przy bezzasadnym wyzywaniu w ten
              sposób ludzi, którzy coś osiągnęli dochodzi dodatkowo wrażenie, że chce się w
              ten sposób tanim kosztem poprawić własne mizerne samopoczucie.

              > Też chciałbym być taki odważny, ale może zacznę
              > > od etapu pośredniego: wyzywania wyrażających się w ten sposób (tj. akcept
              > ującyc
              > > h
              > > ten styl) P.T. Forumowiczów.
              >
              > A tu bym uważał- jak sie trafi na kogoś dociekliwego i wrednego - czekać może
              > proces karny albo cywilny o odszkodowanie; anonimowość to dosyć względna rzecz:
              > )
              > O tak, wiem że to wielka niesprawiedliwość, że mozna zwyzywać jakiegoś
              > nieżyjącego i słynnego np. nazistę, stalinistę, maoistę, klerykała etc., a z
              > żywym szaraczkiem może być niebezpiecznie:) Cóż, tak bywa; świat jest pełen
              > paradoksów; temu, kto się na to nie godzi, polecam płacz do poduszki jako środe
              > k
              > terapeutyczny:)

              Mimo tych wywodów (BTW - także w języku prawniczym do precyzji sporo Ci brakuje)
              podtrzymuję swoje zdanie: kto bez argumentów wyzywa ludzi od gnid, sam jest
              gnidą. Jeśli masz coś przeciw temu, pozostaje Ci płacz do poduszki albo dalsze
              śmieszne grożenie sądem.

              > >Może to przybliży mnie do dialektycznego Absolutu.
              >
              > Do absolutu może i przybliży, szczególnej "dialektyki" w tym jednak nie widzę:)
              > ))

              Ja też jej w Twoim poście nie dostrzegłem - jeśli moje słowa była zbyt
              skomplikowane, wyjaśniam, że to była ironia.
              • wiksadyba1 Re: -----------> waldeczek he he:))) 18.03.07, 23:40
                waldemar_batura napisał:

                >
                > >
                > >
                >
                > Chodzi o nieprawdziwe i/lub niezręczne sformułowania, z których wynikałoby, że
                > Sartre wziął jakiś mityczny "czysty egzystencjalizm" i pomieszał go z Heglem cz
                > y
                > z psychoanalizą.

                Czy słowa "specyficzna synteza" oznaczają "pomieszanie:). Gdzie Sartrowi
                zarzucałem, że jego mało już kogo pociągające prace filozoficzne to akurat
                POMIESZANIE różnych systemów. " I gdzie pisałem o CZYSTYM egzystencjaliźmie:)
                Nie spodziewaj się, że na forum internetowym ktokolwiek za darmo będzie pisał
                inaczej niż skrótami:)

                Aha, można po polsku pisać "lub" zamiast "i/lub". Mniejsze zużycie czcionki:)
                Ew. "i/albo", ale to więcej czasu kosztuje:)

                >
                >
                > Owszem, miał za życia miał wielu wrogów. Nie myl jednak tego z obecną atmosferą
                > w Polsce, gdzie jak najbardziej modne jest okazywanie wręcz patologicznej do
                > niego nienawiści.

                Stanowczo przeceniasz zainteresowanie Sartrem we współczesnej Polsce:) Skądinąd
                poza Polską, w bardziej opiniotwórczych krajach, zainteresowanie jego postacią
                jest też raczej mizerne. I tu właśnie uważam, że częściowo niesłusznie:) Napaści
                na Sartra są dopiero wtedy idiotyczne, jeżeli np. zarzucanie mu obłąkanych
                poglądów politycznych czy wodzowskich ambicji i efekciarskiego koniunkturalizmu
                ("podłączanie się" pod twórców, którzy mieli go gdzieś np. Geneta) prowadzi do
                dezawuowania całej jego twórczości z powodów czysto personalnych. Uścisk dłoni
                Prezesa albo kit w ucho(do wyboru, do koloru, wedle życzeń) temu, kto coś
                takiego wskaże w moich postach:)
                >
                A tak w ogóle: jasne, że wielki twórca może być
                > jednocześnie gnidą. Te słowa trzeba jednak czymś poprzeć - zresztą tak jak wobe
                > c
                > każdego określanego tak człowieka, tyle że przy bezzasadnym wyzywaniu w ten
                > sposób ludzi, którzy coś osiągnęli dochodzi dodatkowo wrażenie, że chce się w
                > ten sposób tanim kosztem poprawić własne mizerne samopoczucie.

                Nie badam niczyjego samopoczucia, ale podejrzewałbym raczej o nienajlepsze tego,
                kto w tak oklepany do bólu sposób (zwłaszcza jak na kogoś, kto przypisuje sobie
                mniejszy albo większy talent ironisty) moralizuje (szczególnie kuriozalne:
                podkreślenie "którzy coś osiągnęli":)))), jak również tego, kto poświęca swój
                czas na napisanie osobnego pouczającego postu nt. niezwiązanej z tematem wątku
                uwagi dot. Sartra, którego zresztą koniec końców umiarkowanie broniłem.

                PS. Dlaczego żądasz elaboratu uzasadniającego, że Sartre był gnidą, a nie np.
                uzasadnienia, że "Mdłosci" to arcydzieło:)??? Czy uważasz, że komplementów, w
                odróżnieniu od inwektyw nie należy uzasadniać?:))) Czy w takim razie, jeżeli
                napiszę, że Rosenberg czy Streicher to ścierwa, obrażę ludzi, którzy "coś
                osiągnęli", a jeśli nazwę ich "Wspaniałymi obrońcami czystej kultury
                europejskiej" będę cacy???:)


                > > Też chciałbym być taki odważny, ale może zacznę
                > > > od etapu pośredniego: wyzywania wyrażających się w ten sposób (tj.
                > akcept
                > > ującyc
                > > > h
                > > > ten styl) P.T. Forumowiczów.
                > >
                >
                > Mimo tych wywodów (BTW - także w języku prawniczym do precyzji sporo Ci brakuje
                > )

                W którym dokładnie momencie:)??????

                PS. Akurat ja i akurat Ciebie, Waldziku, do sądu bym nie pozwał. Już prędzej
                wsadziłbym ci (kit) w ucho:)

                >
                >
                > Ja też jej w Twoim poście nie dostrzegłem.

                Nic zdrożnego w tym, że nie dostrzegłeś dialektyki w moim poście, albowiem nie
                była w żadnym momencie planowana:)))

                - jeśli moje słowa była zbyt
                > skomplikowane, wyjaśniam, że to była ironia.

                Ironia??? Rozłożyłes mnie tym wyjaśnieniem na łopatki, zwracam honor:) No
                widzisz, a ja tego, kur.wa, w ogóle nie spostrzegłem. Masz ci los!
                • wiksadyba1 Re: gnidy anonimowe i nieanonimowe:) 19.03.07, 00:47
                  Prześledźmy taki tekst:

                  www.zwoje-scrolls.com/zwoje23/text20p.htm
                  "Nie ma w ZSSR żadnych łagrów", twierdził z uporem Sartre. Ale przytłoczony
                  dowodami Camusa, wpadł na niezwykły pomysł, który stał się niebawem częstym
                  wybiegiem "zaangażowanych", nie pozbawionych sprytu i pewnej wrażliwości. "Nawet
                  jeśli istnieją - zamknął swoją polemikę z Camusem - nie należy o nich mówić i
                  pisać, by nie odbierać robotnikom wiary w socjalizm, czyli wiary w Związek
                  Sowiecki i demokracje ludowe".

                  Prześledźmy sprawę logicznie:

                  1. Jeżeli opisane przypadki są prawdą: JPS wykazał się postawą skończonej gnidy
                  i ścierwa. W konsekwencji:
                  A. Ktoś, kto zna ww. okoliczności, a mimo tego udaje niewiniątko i kulturalnego
                  pana protestując przeciwko nazywaniu łagodnym określeniem gnidy autora ww. słów,
                  sam co najmniej delikatnie ociera się o pewną formę "gnidowatości":)
                  B. Kto wypowiada się nt. nie znając ww. okoliczności, również ryzykuje podobnego
                  rodzaju ocieractwo:)
                  2. Jeżeli Herling-Grudziński kłamał od początku do końca, wówczas on jest gnidą.
                  Należy udowodnić. Bardzo trudne np. w świetle ww. cytatu:

                  En Occident, l'indifférence a longtemps prévalu. Aux heures les plus noires de
                  la répression, les dirigeants faisaient de la « realpolitik », les victimes et
                  les opposants au stalinisme étaient écoutés d'une oreille discrète et
                  l'intelligentsia se complaisait dans le rôle de l'« idiot utile », tel Sartre
                  disant à Camus : « Je trouve comme vous inadmissibles ces camps mais
                  inadmissible tout autant l'usage que la presse bourgeoise en fait chaque jour.

                  www.maison-russie.fr/index.php?option=com_content&task=view&id=483
                  Gnidowatość Sartra należałoby wtedy przeegzaminować na innym przykładzie,
                  niestety wyżej wybrany jest tylko pierwszym z brzegu:)
                  • wiksadyba1 Re: gnidy anonimowe i nieanonimowe:) 19.03.07, 00:55
                    En France, le livre de Viktor Kravtchenko J'ai choisi la liberté !, où sont
                    décrits les camps d'emprisonnement soviétiques et les horreurs perpétrées par
                    l'État, avait soulevé une grande émotion à la fin des années quarante. Le
                    premier voyage de Sartre le conduisit à Moscou, à Léningrad et en Ouzbékistan.
                    L'agenda était chargé, mais, de l'aveu même de Sartre, les moments de détente -
                    fêtes et beuveries - furent les plus fatigants. À l'issue d'une de ces fêtes,
                    des problèmes de santé se manifestèrent et il dut passer dix jours dans un
                    hôpital moscovite, victime d'une sévère crise d'hypertension.

                    En rentrant en France, Sartre fut assailli par les journalistes. Le retour
                    d'Union soviétique était entouré d'un rituel qui devait être respecté. Les
                    commentaires de Sartre surprirent tout le monde : les cinq longs entretiens
                    parus du 15 au 20 juillet dans le quotidien Libération se présentaient comme un
                    grandiose panégyrique à l'adresse de ses hôtes ; le titre du premier entretien
                    en résume bien tout le pathos : "La liberté de critique est pleine et entière en
                    URSS ".

                    www.france-estonie.org/article.php3?id_article=24
                  • waldemar_batura Re: gnidy anonimowe i nieanonimowe:) 24.03.07, 21:30
                    wiksadyba1 napisał:

                    > Prześledźmy taki tekst:
                    >
                    > www.zwoje-scrolls.com/zwoje23/text20p.htm
                    > "Nie ma w ZSSR żadnych łagrów", twierdził z uporem Sartre. Ale przytłoczony
                    > dowodami Camusa, wpadł na niezwykły pomysł, który stał się niebawem częstym
                    > wybiegiem "zaangażowanych", nie pozbawionych sprytu i pewnej wrażliwości. "Nawe
                    > t
                    > jeśli istnieją - zamknął swoją polemikę z Camusem - nie należy o nich mówić i
                    > pisać, by nie odbierać robotnikom wiary w socjalizm, czyli wiary w Związek
                    > Sowiecki i demokracje ludowe".
                    >
                    > Prześledźmy sprawę logicznie:
                    >
                    > 1. Jeżeli opisane przypadki są prawdą: JPS wykazał się postawą skończonej gnidy
                    > i ścierwa. W konsekwencji:
                    > A. Ktoś, kto zna ww. okoliczności, a mimo tego udaje niewiniątko i kulturalnego
                    > pana protestując przeciwko nazywaniu łagodnym określeniem gnidy autora ww. słów
                    > ,
                    > sam co najmniej delikatnie ociera się o pewną formę "gnidowatości":)
                    > B. Kto wypowiada się nt. nie znając ww. okoliczności, również ryzykuje podobneg
                    > o
                    > rodzaju ocieractwo:)
                    > 2. Jeżeli Herling-Grudziński kłamał od początku do końca, wówczas on jest gnidą
                    > .
                    > Należy udowodnić. Bardzo trudne np. w świetle ww. cytatu:
                    >
                    > En Occident, l'indifférence a longtemps prévalu. Aux heures les plus noires de
                    > la répression, les dirigeants faisaient de la « realpolitik », les vi
                    > ctimes et
                    > les opposants au stalinisme étaient écoutés d'une oreille discrète et
                    > l'intelligentsia se complaisait dans le rôle de l'« idiot utile », te
                    > l Sartre
                    > disant à Camus : « Je trouve comme vous inadmissibles ces camps mais
                    > inadmissible tout autant l'usage que la presse bourgeoise en fait chaque jour.
                    >
                    > www.maison-russie.fr/index.php?option=com_content&task=view&id=483
                    > Gnidowatość Sartra należałoby wtedy przeegzaminować na innym przykładzie,
                    > niestety wyżej wybrany jest tylko pierwszym z brzegu:)

                    Wiarygodność Herlinga w sprawie ocen personalnych jest dla mnie bliska zeru. Ten
                    zbytni egotysta nawet dla Pilcha, chory na Nobla i wyżywający się na tych,
                    którzy ośmielili się go dostać - jak Fo, wyzywający Kotta od gó..arzy; za życia
                    wpisywał się doskonale w nurt nagonek w stylu "a bo Miłosz chciał przyłączenia
                    Polski do ZSRR", ale ja absolutnie jego słowom nie ufam. Ty chcesz ufać -
                    powodzenia.

                    Ale nie zmienia to faktu, że rzeczywiście w końcu wzbiłeś się ponad poziom
                    gnidowatości i przytoczyłeś jakiś argument merytoryczny. Bo - chociaż sprawa
                    jest znacznie bardziej skomplikowana (trudno ustalić, jak było z tą wiedzą o
                    łagrach i na którym etapie, a z drugiej strony sami marksiści Sartre'a i
                    egzystencjalizm generalnie tępili - patrz Fadiejew) - faktycznie Sartre'owi
                    bliżej było do ZSRR niż do USA. Ja nie uważam, że wystarczy to do nazwania
                    człowieka gnidą. Ty uważasz, co zapewne związane jest z poglądami politycznymi.
                    Ale to forum to nie miejsce na politykę. Poza tym - patrz końcówka mojego
                    poprzedniego postu. Dlatego z mojej strony kończę tę dyskusję.
                    • waldemar_batura P.S. 24.03.07, 21:35
                      Aczkolwiek osobiście raczej wolę nie nazywać gnidami nawet tych obecnych
                      polskich intelektualistów, którzy - znając fakty, więc pasując do Twojej
                      definicji - postępują analogicznie do tego, co zarzucasz Sartre'owi, wychwalając
                      skutki interwencji w Iraku i wybielając USA. Nie ten styl - ale nie oczekuję, że
                      to zrozumiesz.
                    • wiksadyba1 Re: gnidy anonimowe i nieanonimowe:) 24.03.07, 23:34
                      Tak, "dyskusja" skończona, więc tylko krótko moje zdanie:

                      Do pewnego stopnia rozumiem i do pewnego stopnia bronię wielu zachodnich
                      intelektualistów zafascynowanych poi II WŚ skrajną lewicą. Ale akurat nie Sartra.

                      Dodam też, Mój Zacny Przeciwniku Obrażania Ludzi, Którzy Coś Osiągnęli, że Twój
                      sposób potraktowanie Herlinga nie różni się wiele od mojego podejścia do Sartra.
                      Różnica tkwi w tym, że ja mając stosunek pełen awersji do Sartra jako osoby, nie
                      neguję wysokiej wartości jego niektórych dzieł/wypowiedzi. Tymczasem Ty zdajesz
                      się wykluczać w ogóle Herlinga na podstawie kiepskiej opinii o jego osobie (z
                      którą - chociaż tylko częściowo- bym się zgodził). Twierdząc, ze Herling jest
                      mało wiarygodny w ogóle, nie przedstawiasz żadnych dowodów na obalenie jego
                      konkretnego twierdzenia o Sartrze. Dodam też, Mój Miłośnku Precyzji, że pisanie
                      o "ocenach personalnych" ma tutaj "średnio" sens, jako że nie chodziło o to, co
                      Herling W OGÓLE myślał o Sartrze, co można mieć albo nie mieć w d..., tylko o
                      to, czy KONKRETNE wypowiedzi, które przypisywał Sartrowi, miały miejsce. Otóż
                      miały miejsce, o czym świadczą m.in. podane przeze mnie źródła francuskie.
                      • waldemar_batura Re: gnidy anonimowe i nieanonimowe:) 24.03.07, 23:43
                        wiksadyba1 napisał:

                        > Tak, "dyskusja" skończona, więc tylko krótko moje zdanie:
                        >
                        > Do pewnego stopnia rozumiem i do pewnego stopnia bronię wielu zachodnich
                        > intelektualistów zafascynowanych poi II WŚ skrajną lewicą. Ale akurat nie Sartr
                        > a.
                        >
                        > Dodam też, Mój Zacny Przeciwniku Obrażania Ludzi, Którzy Coś Osiągnęli, że Twój
                        > sposób potraktowanie Herlinga nie różni się wiele od mojego podejścia do Sartra
                        > .
                        > Różnica tkwi w tym, że ja mając stosunek pełen awersji do Sartra jako osoby, ni
                        > e
                        > neguję wysokiej wartości jego niektórych dzieł/wypowiedzi. Tymczasem Ty zdajesz
                        > się wykluczać w ogóle Herlinga na podstawie kiepskiej opinii o jego osobie (z
                        > którą - chociaż tylko częściowo- bym się zgodził). Twierdząc, ze Herling jest
                        > mało wiarygodny w ogóle, nie przedstawiasz żadnych dowodów na obalenie jego
                        > konkretnego twierdzenia o Sartrze. Dodam też, Mój Miłośnku Precyzji, że pisanie
                        > o "ocenach personalnych" ma tutaj "średnio" sens, jako że nie chodziło o to, co
                        > Herling W OGÓLE myślał o Sartrze, co można mieć albo nie mieć w d..., tylko o
                        > to, czy KONKRETNE wypowiedzi, które przypisywał Sartrowi, miały miejsce. Otóż
                        > miały miejsce, o czym świadczą m.in. podane przeze mnie źródła francuskie.

                        Nie mówiliśmy o wartości Herlinga jako pisarza (tu mam o nim nie najlepsze
                        zdanie, ale z innych powodów - i obawiam się, że osiągnął jednak mniej niż
                        Sartre), tylko o wartości jego ocen personalnych - tu OD RAZU przedstawiłem
                        konkretne przykłady (w przeciwieństwie do Ciebie; różnica kolosalna, nie mówiąc
                        o tym "szczególe", że nie używałem inwektyw), i co ma wpływ na COKOLWIEK, co by
                        mówił o tym czy tamtym pisarzu, szczególnie pochodzącym z innego obozu
                        politycznego. Ale nawet jeśli tamten przykład jest prawdziwy, pozostanę przy
                        swoim zdaniu o Jeanie-Paulu. Ty pozostajesz przy swoim - EOT.
                        • wiksadyba1 Re: gnidy anonimowe i nieanonimowe:) 25.03.07, 00:39
                          waldemar_batura napisał:

                          >
                          > Nie mówiliśmy o wartości Herlinga jako pisarza (tu mam o nim nie najlepsze
                          > zdanie, ale z innych powodów - i obawiam się, że osiągnął jednak mniej niż
                          > Sartre)

                          Zgoda, że osiągnął mniej niż Sartre.

                          , tylko o wartości jego ocen personalnych - tu OD RAZU przedstawiłem
                          > konkretne przykłady (w przeciwieństwie do Ciebie; różnica kolosalna, nie mówiąc
                          > o tym "szczególe", że nie używałem inwektyw), i co ma wpływ na COKOLWIEK, co by
                          > mówił o tym czy tamtym pisarzu, szczególnie pochodzącym z innego obozu
                          > politycznego.

                          Jednakże nie mówiliśmy (a przynajmniej ja nie mówiłem) również o wartości jego
                          ocen personalnych. Mówiliśmy tylko o wypowiedzi Herlinga nt. FAKTÓW tzn. tego,
                          ze Sartre "cenzurował" dyskusję intelektualną i polityczną nt. sowieckich
                          łagrów, co również dotknęło książki Herlinga i co moim zdaniem, pokazuje
                          kontrast między Sartrem a Camusem (co do którego przyzwoitości jako człowieka
                          nie można mieć żadnych wątpliwości). Obaleniem (niemozliwym do przeprowadzenia)
                          wypowiedzi Herlinga, nie jest wskazanie jego małej wiarygodności w ogóle, ale
                          wskazanie kłamstwa w konkretnym przypadku.

                          Ale nawet jeśli tamten przykład jest prawdziwy, pozostanę przy
                          > swoim zdaniu o Jeanie-Paulu. Ty pozostajesz przy swoim - EOT.

                          I bardzo dobrze, po co mamy mieć takie same:) EOT
                • waldemar_batura Re: -----------> waldeczek he he:))) 24.03.07, 21:16
                  wiksadyba1 napisał:

                  > waldemar_batura napisał:
                  >
                  > >
                  > > >
                  > > >
                  > >
                  > > Chodzi o nieprawdziwe i/lub niezręczne sformułowania, z których wynikałob
                  > y, że
                  > > Sartre wziął jakiś mityczny "czysty egzystencjalizm" i pomieszał go z Heg
                  > lem cz
                  > > y
                  > > z psychoanalizą.
                  >
                  > Czy słowa "specyficzna synteza" oznaczają "pomieszanie:). Gdzie Sartrowi
                  > zarzucałem, że jego mało już kogo pociągające prace filozoficzne to akurat
                  > POMIESZANIE różnych systemów. " I gdzie pisałem o CZYSTYM egzystencjaliźmie:)
                  > Nie spodziewaj się, że na forum internetowym ktokolwiek za darmo będzie pisał
                  > inaczej niż skrótami:)

                  A mogę spodziewać się, że będziesz pisać z sensem? Niezależnie od wykrętów, że
                  synteza to nie pomieszanie, meritum pozostaje to samo: Sartre nie dokonywał
                  zmieszania/syntezy egzystencjalizmu z innymi prądami, bo sam dopiero razem z
                  Heideggerem ten egzystencjalizm stworzył i te pokrewieństwa istniały od samego
                  początku. Dotarło?

                  > Aha, można po polsku pisać "lub" zamiast "i/lub". Mniejsze zużycie czcionki:)
                  > Ew. "i/albo", ale to więcej czasu kosztuje:)

                  Wiesz, to najbardziej sensowna i merytoryczna z Twoich dotychczasowych uwag.
                  Smutne, że najmniej związana z tematem.

                  > >
                  > >
                  > > Owszem, miał za życia miał wielu wrogów. Nie myl jednak tego z obecną atm
                  > osferą
                  > > w Polsce, gdzie jak najbardziej modne jest okazywanie wręcz patologicznej
                  > do
                  > > niego nienawiści.
                  >
                  > Stanowczo przeceniasz zainteresowanie Sartrem we współczesnej Polsce:) Skądinąd
                  > poza Polską, w bardziej opiniotwórczych krajach, zainteresowanie jego postacią
                  > jest też raczej mizerne. I tu właśnie uważam, że częściowo niesłusznie:) Napaśc
                  > i
                  > na Sartra są dopiero wtedy idiotyczne, jeżeli np. zarzucanie mu obłąkanych
                  > poglądów politycznych czy wodzowskich ambicji i efekciarskiego koniunkturalizmu
                  > ("podłączanie się" pod twórców, którzy mieli go gdzieś np. Geneta) prowadzi do
                  > dezawuowania całej jego twórczości z powodów czysto personalnych. Uścisk dłoni
                  > Prezesa albo kit w ucho(do wyboru, do koloru, wedle życzeń) temu, kto coś
                  > takiego wskaże w moich postach:)

                  Owszem, Sartre jest u nas całkiem często obecny w piśmiennictwie - jako bohater
                  zdecydowanie negatywny. Chcesz tego czy nie, rozumiesz to czy nie: rzucając
                  gnidami - i to bez uzasadnienia - wpisujesz się w ślepą nagonkę na niego,
                  choćbyś sam poglądy miał nieco inne od redaktorów "Dziennika".

                  > A tak w ogóle: jasne, że wielki twórca może być
                  > > jednocześnie gnidą. Te słowa trzeba jednak czymś poprzeć - zresztą tak ja
                  > k wobe
                  > > c
                  > > każdego określanego tak człowieka, tyle że przy bezzasadnym wyzywaniu w t
                  > en
                  > > sposób ludzi, którzy coś osiągnęli dochodzi dodatkowo wrażenie, że chce s
                  > ię w
                  > > ten sposób tanim kosztem poprawić własne mizerne samopoczucie.
                  >
                  > Nie badam niczyjego samopoczucia, ale podejrzewałbym raczej o nienajlepsze tego
                  > ,
                  > kto w tak oklepany do bólu sposób (zwłaszcza jak na kogoś, kto przypisuje sobie
                  > mniejszy albo większy talent ironisty)

                  Kolejny nonsens - gdzie przypisuję sobie jakiś talent?
                  Ale Ty za to rzeczywiście piszesz tak świetnie i oryginalnie, że możesz pouczać
                  innych: szczególnie podobało mi się (zupełnie bezpretensjonalne) zastosowanie
                  staropolskiego zwrotu "blah blah". Brakuje jeszcze tylko "boshe" i "pliiz".

                  moralizuje (szczególnie kuriozalne:
                  > podkreślenie "którzy coś osiągnęli":)))), jak również tego, kto poświęca swój
                  > czas na napisanie osobnego pouczającego postu nt. niezwiązanej z tematem wątku
                  > uwagi dot. Sartra,

                  Poświęciłeś znacznie więcej czasu na odpowiadanie mnie niż ja - Tobie, i
                  napisałeś więcej, więc to dość żałosny argument.

                  > którego zresztą koniec końców umiarkowanie broniłem.

                  Pewnie sam się cieszysz, gdy ktoś nazwie Cię gnidą, ale poza tym "umiarkowanie
                  broni".

                  > PS. Dlaczego żądasz elaboratu uzasadniającego, że Sartre był gnidą, a nie np.
                  > uzasadnienia, że "Mdłosci" to arcydzieło:)???

                  Bo wiem, dlaczego "Mdłości" to arcydzieło i nie potrzebuję Twoich ocen w tej
                  sprawie (ani w jakiejkolwiek innej). Ale jeśli rzucasz obelgami na tym forum,
                  znanym raczej z kulturalnej dyskusji, to wypadałoby je jakoś uzasadnić.

                  Czy uważasz, że komplementów, w
                  > odróżnieniu od inwektyw nie należy uzasadniać?:))) Czy w takim razie, jeżeli
                  > napiszę, że Rosenberg czy Streicher to ścierwa, obrażę ludzi, którzy "coś
                  > osiągnęli", a jeśli nazwę ich "Wspaniałymi obrońcami czystej kultury
                  > europejskiej" będę cacy???:)

                  A jakbyś dodał do swojego postu jeszcze z 10 linijek uśmieszków, może
                  wyglądałoby to jeszcze dowcipniej? Podpowiedź: nie, wyglądałoby jeszcze durniej.

                  >
                  > > > Też chciałbym być taki odważny, ale może zacznę
                  > > > > od etapu pośredniego: wyzywania wyrażających się w ten sposób
                  > (tj.
                  > > akcept
                  > > > ującyc
                  > > > > h
                  > > > > ten styl) P.T. Forumowiczów.
                  > > >
                  > >
                  > > Mimo tych wywodów (BTW - także w języku prawniczym do precyzji sporo Ci b
                  > rakuje
                  > > )
                  >
                  > W którym dokładnie momencie:)??????

                  Poczytaj sobie, czym jest odszkodowanie i kiedy się je stosuje.

                  > PS. Akurat ja i akurat Ciebie, Waldziku, do sądu bym nie pozwał. Już prędzej
                  > wsadziłbym ci (kit) w ucho:)

                  To po co tyle p..przenia o sądach?

                  > >
                  > >
                  > > Ja też jej w Twoim poście nie dostrzegłem.
                  >
                  > Nic zdrożnego w tym, że nie dostrzegłeś dialektyki w moim poście, albowiem nie
                  > była w żadnym momencie planowana:)))
                  >
                  > - jeśli moje słowa była zbyt
                  > > skomplikowane, wyjaśniam, że to była ironia.
                  >
                  > Ironia??? Rozłożyłes mnie tym wyjaśnieniem na łopatki, zwracam honor:) No
                  > widzisz, a ja tego, kur.wa, w ogóle nie spostrzegłem. Masz ci los!

                  Za to teraz już wiesz.
                  A tak w ogóle - widać, że lubisz mnożyć pustosłowie i upajać się dźwiękiem
                  własnego głosu, sądząc, że to co piszesz, jest strasznie mądre i dowcipne.
                  Chociaż oceniłbym Cię pewnie trochę inaczej, gdybyś zadebiutował na forum bez
                  tej "gnidy" - wtedy mógłbym jakoś tolerować te pierwsze cechy i Twój knajacki
                  humorek. W tej sytuacji poczułem raczej niechęć od pierwszego wejrzenia. ;-) A
                  ponieważ dalsze przerzucanie się złośliwościami nie ma żadnego sensu, chyba
                  najlepiej będzie, jeśli dam Ci ignora.
                  • wiksadyba1 Re: no to na koniec:))) 25.03.07, 00:29
                    Widzisz, wątków personalnych nie będę kontynuował, problem w tym, że w paru
                    sprawach niestety, wyszło szydło z worka (dlatego opcja Ignor, z którą w pełni
                    się zgadzam będzie łaskawa), czego oczywiście nie muszą zauważyć, wszyscy
                    uczestnicy tego "znanego z kulturalnego dyskusji" forum:) Najzabawniejsze konkrety:

                    waldemar_batura napisał:

                    >
                    > A mogę spodziewać się, że będziesz pisać z sensem? Niezależnie od wykrętów, że
                    > synteza to nie pomieszanie, meritum pozostaje to samo: Sartre nie dokonywał
                    > zmieszania/syntezy egzystencjalizmu z innymi prądami, bo sam dopiero razem z
                    > Heideggerem ten egzystencjalizm stworzył i te pokrewieństwa istniały od samego
                    > początku. Dotarło?
                    >

                    Coś do mnie, Waldziku, dotarło. Coś innego, niż może byś oczekiwał. A co
                    mianowicie. To, że mam pewne podstawy przypuszczać, że Twoja wiedza na tematy,
                    na które mądrzysz się, jest raczej mglista:

                    1. Sartre i Heidegger to różnica prawie pokolenia. Sartre egzystencjalizmu nie
                    "stworzył", mozna raczej powiedzieć, że w sposób najbardziej dobitny sformułował
                    jego program, przenosząc go poza pole debaty stricte filozoficznej. Heideggera
                    można istotnie uznać - W UPROSZCZENIU - za 1-szego egzystencjalistę, chociaż
                    filozofia egzystencji była jakby jednym z 2 głównych filarów jego twórczości.
                    Sartre był JEDNYM z tych (bardzo róznych myślicieli), którzy rozwinęli wątek
                    egzystencjalny, stawiając go skądinąd w kontekstach obcych Heideggerowi. Inni
                    myśliciele, jak np. Gadamer, Ricoeur a później pośrednio Derrida rozwinęli wątek
                    hermeneutyczny. I - żeby nie było, że coś na siłę rozróżniam:)- w filozofii
                    Heideggera te zagadnienia były nierozdzielne. Natomiast jego kontynuatorzy
                    wywodzili się z bardzo róznych szkół i kładli nacisk na zupełnie inne wątki jego
                    filozofii. To już jednak off-topic.
                    2. Nie jest niestety off-topiciem i to muszę Ci, Skarbie, wytknąć, że
                    twierdzenie, iż wpływy psychoanalizy czy dialektyki marksistowskiej bądź
                    heglowskiej były obecne w egzystencjaliźmie od początku i że Sartre i Heidegger
                    to przypadki pokrewne pod tym względem, jest niestety brednią. Jeżeli czytałeś
                    choćby "Bycie i czas", a nadzywczajna pewność, z jaką zapuszczasz się na to
                    pole, pozwala mi przypuszczać, że tak:), zobaczysz od razu, że ontologia
                    Heideggera z ZAŁOŻENIA ma poprzedzać i wykluczać (nie w ogóle, ale w ramach
                    własnej nauki) to co H. określał jako perspektywę "ontyczną", a co wynika nie
                    tylko z klasycznych nauk pozytywnych, ale i z nowożytnej metafizyki w ogóle. W
                    myśleniu Heideggera, które można nazwać z grubsza "klasycznym" egzystencjalizmem
                    (słowa "czysty" rzeczywiście bym nie użył) nie ma więc miejsca na wiedzę
                    wynikającą z nauk psychologicznych, antropologicznych, historycznych,
                    politycznych, jak również na dialektykę w idealistycznym wydaniu, którą to
                    wiedzę H. określa jako prowadzącą do "zapoznania bycia". Podobnie zresztą sprawy
                    się mają z prekursorem egzystencjalizmu Kierkegaardem.
                    3. Sartre natomiast, z różnych względów, częściowo dlatego, że w odróżnieniu od
                    Heideggera (a skądinąd też np. Husserla) problem "ja/inni" nie był problemem
                    głównie ontologicznym, ale i również politycznym, częściowo pod wpływem
                    przejściowego renesansu heglizmu, który miał miejsce we Francji po II WŚ (Kojeve
                    i s-ka) postanowił poddać krytyce, ale i inkorporować do swojej filozofii
                    poglądy wynikające zwłaszcza z marksizmu, ale też z Hegla czy Freuda. Poglądy
                    diametralnie obce (i to - co tak na prawdę ważniejsze - bardziej jeżeli chodzi o
                    perspektywę spojrzenia niż treść) np. wymienionemu przez Ciebie Heideggerowi.

                    Reasumując: Rozumiem, Obrońco Sartra, że znana jest Ci praca pt. "Krytyka rozumu
                    dialektycznego" (Cirtique de la Raison Dialectique). W świetle choćby tej
                    książki, negowanie przełomu, jakiego próbował dokonać Sartre w ramach filozofii
                    egzystencjalnej, polegającemu m.in. na "otwarciu" e. na z gruntu (tzn. co do
                    metody) obce mu szkoły filozoficzne, może być niestety - co stwierdzam z
                    najwyższym ubolewaniem (prawie łkam to pisząc:))- dowodem średniawej znajomości
                    pdstaw tematu. I - co najśmieszniejsze - niezamierzonym niedocenianiem
                    oryginalności poglądów Sartra:)
                    > .


                    >
                    > >
                    >
                    > Bo wiem, dlaczego "Mdłości" to arcydzieło i nie potrzebuję Twoich ocen w tej
                    > sprawie (ani w jakiejkolwiek innej). Ale jeśli rzucasz obelgami na tym forum,
                    > znanym raczej z kulturalnej dyskusji, to wypadałoby je jakoś uzasadnić.
                    >
                    > Czy uważasz, że komplementów, w
                    > > odróżnieniu od inwektyw nie należy uzasadniać?:))) Czy w takim razie, jeż
                    > eli
                    > > napiszę, że Rosenberg czy Streicher to ścierwa, obrażę ludzi, którzy "coś
                    > > osiągnęli", a jeśli nazwę ich "Wspaniałymi obrońcami czystej kultury
                    > > europejskiej" będę cacy???:)
                    >
                    > A jakbyś dodał do swojego postu jeszcze z 10 linijek uśmieszków, może
                    > wyglądałoby to jeszcze dowcipniej?

                    Uciekłeś, z większą albo mniejszą zręcznością, od zasadniczego tematu, skądinąd
                    ciekawego, jeżeliby na nim poeksperymentować: "Czy napaści należy bardziej
                    uzasadniać od apologii?". Ale odpowiedzi nie oczekuję:)))



                    >
                    > Poczytaj sobie, czym jest odszkodowanie i kiedy się je stosuje.


                    Znowu należy się klaps, Waldku, tak samo jak w kwestii Heideggera i Sartra.
                    Naruszenie dóbr osobistych może być podstawą do żądania zapłaty zadośćuczynienia
                    w świetle art. 24 par. 1 kodeksu cywilnego:)))


                    >
                    >
                    > To po co tyle p..przenia o sądach?

                    Sparafrazuję, chociaż trudno mi ten styl przechodzi przez gardło/klawiaturę:),
                    pewnego forumowicza "Jeśli nie zrozumiałeś, wyjaśniam, że to był żart":)))
                    >


                    > Chociaż oceniłbym Cię pewnie trochę inaczej, gdybyś zadebiutował na forum bez
                    > tej "gnidy" - wtedy mógłbym jakoś tolerować te pierwsze cechy i Twój knajacki
                    > humorek.

                    Po pierwsze, wyjaśniam, że na to forum zaglądam od dość dawna, chyba dłużej od
                    Ciebie chociaż nie przeczę, że głównie dla jaj, a w każdym razie nie mogę
                    poświęcać swojego czasu na pisanie "na każdy temat", np. tak ważki jak "Czy to
                    prawda, że inżynier mniej czyta od humanisty":). Nie mam ambicji tworzenia
                    nowego słownika drobnomieszczańskich komunałów. Flaubert był to pisarz wielki,
                    jedyny i niedościgniony:)

                    Skądinąd, Waldemarze, to jedno zdanie, a w zasadzie jego część: "Chociaż
                    oceniłbym Cię pewnie trochę inaczej, gdybyś zadebiutował na forum" powiedziało
                    mi dużo więcej o Twojej osobie, niż wszystkie Twoje pozostałe wypowiedzi razem
                    wzięte:) Nie będę bawił się w szczegóły, bo miało nie być dalszej "dyskusji",
                    zwłaszca personalnej - poza tym - znów odpowiem z Twoją inwencją i klasą- "I tak
                    byś tego nie zrozumiał":)

                    >W tej sytuacji poczułem raczej niechęć od pierwszego wejrzenia. ;-)

                    A wiesz, że ja nie:)?? Poczułem raczej pewne ubawienie nie pozbawione nawet
                    osobliwego rodzaju sympatii:)
    • wiksadyba1 Re: Książka doskonała 14.03.07, 12:53
      Gość portalu: daria13 napisał(a):

      Książki z gatunku tzw. ambitnych często są zwyczajnie nużące, z
      > kolei czytadła poza chwilową rozrywką nie dostarczają żadnej podniety
      > intelektualnej.

      Książki z gatunku TAK ZWANYCH ambitnych są rzeczywiście nużące:), ale książki,
      które można naprawdę określić jako ambitne (chociaż to nienajlepsze słowo)
      niekoniecznie:)

      A serio:
      Tu właśnie łapię się po raz kolejny za głowę z poczuciem zgrozy, że tak
      oczywista klasyfikacja jest mi obca jakby z natury:)

      Może dlatego, że tak naprawdę, mimo że czytam chyba dużo więcej od "średniej
      krajowej", czytać z natury nie lubię:) I żeby coś mnie pochłonęło, potrzeba mi
      czegoś wymagającego, nieprzeciętnego etc. Czegoś, co daje w trakcie lektury i po
      jej skończeniu poczucie, że silnik ukryty w mózgu pracuje sprawniej i na
      szybszych obrotach niż zazwyczaj:) Wrażenie zdecydowanie przyjemne imho, chociaż
      bywa niebezpieczne:) Dlatego ksiązki, które najlepiej mi się czyta, to właśnie
      książki z tzw. "wysokiej półki". Nie będę, oczywiście udawał, że przebrnąłem w
      oryginale przez całe "Finnegan's Wake", nie będę udawał, że bez kłopotu szła mi
      lektura "Tęczy grawitacji" Pynchona, ale co do zasady tak u mnie jest:)

      Jeżeli treść czy forma książki, mówiąc najogólniej, są oczywiste, uchwytne i w
      100% zrozumiałe na pierwszy rzut oka, z reguły całość mnie nudzi:) A kiedy już
      zupełnie nie mam siły na trudniejszą lekturę, po prostu nic nie czytam:) jest
      tyle innych ciekawych rozrywek:)

      Lubię czasem przeczytać jakiś totalny chłam z 5 ligi, tak dla jaj, oczywiście
      nie w całości, chyba że całosć jest wybitnie krótka. Natomiast, paradoksalnie, z
      tzw. "pierwszorzędną literaturą drugorzędną", czy "świetnie napisaną
      profesjonalną literaturą rozrywkową" idzie mi najgorzej. Dlatego mam haniebne
      braki np. na polu współczesnych kryminałow i sensacji, znacznej części
      fantastyki etc.
    • m0cna Re: Książka doskonała 14.03.07, 12:57
      Dołożę kilka:

      "Diuna" Franka Herberta, w szczególności podobała mi się część "Bóg imperator Diuny"
      "Dzieci północy" Salaman Rushide - rewelacja
      "Białe zęby" Zadie Smith, nie wiem czemu kojarzą mi się stylem z "Dziećmi
      północy" właśnie
      "Zycie Pi" Yann Martel - trochę mniej smakowita, ale ciekawa

      Ciekawe czy ktoś z forumowiczów ma podobne gusta?

      m.
      • carrara Re: Książka doskonała 14.03.07, 21:48
        Ja... Herberta wszystko stoi na mojej poleczce...i jeszcze kilka niezłych
        woluminkow
      • carrara Re: Książka doskonała 14.03.07, 21:56
        To ta, w ktrą potrafimy "wejść" i przeżyć, poczuć...być.Teraz - dziś "11 minut"
        P.Coelho.Każdy mężczyzna i każda kobieta, ktorym zależy na głębi w związku -
        muszą to przeczytać.I wąsik Emmy - ale to już inna powieść!
    • aga7211 Re: Książka doskonała 14.03.07, 13:04
      a ja uwielbiam czytać Robina Cooka-jego historie są tak realne .A poza tym
      Riley-nawet mój mąż zapalony komputerowiec amator oderwał sie od komputera dla
      tej pisarki i dopytywał się czy nie mam jej więcej tytułów
    • Gość: lector Dwie takie IP: *.centrum.punkt.pl 14.03.07, 13:21
      "Głos Pana" - Stanisław Lem
      "Nieskończoność w jednej dłoni" - Matthieu Ricard & Trinh Xuan Thuan

      W obu żadnej akcji ;-)
    • m0cna Re: Książka doskonała 14.03.07, 14:03
      A, bo skoro taki fany temat, to...
      ... jeszcze mi się przypomniało, że bardzo mi się podobała książka Helen de Witt
      "Siódmy samuraj".
      I wspomniany tu już Matsuoka "Chmara wróbli".
      No i z tematyki wschodniej - "Wyznania Gejszy" Arthura Goldena.

      I jeszcze coś może oklepanego - ale niesamowite wrażenie wywarł na mnie "Tato"
      Whartona.

      m
      • Gość: Lu Re: Książka doskonała IP: *.chello.pl 14.03.07, 15:24
        Powtarzam, wyluzujcie. Napędzacie komuś sprzedaż starych tytułów. Halo,
        ocknijcie się.
    • Gość: joni Re: Książka doskonała IP: 195.42.249.* 14.03.07, 15:28
      LU , co teraz czytasz?
    • waldemar_batura Re: Książka doskonała 14.03.07, 15:30
      Gość portalu: daria13 napisał(a):

      > Dla mnie to taka, której czytanie daje zarówno satysfakcję, jak i
      > przyjemność. Książka, której lektura sprawia, że po odłożeniu jeszcze przez
      > wiele dni o niej myślę, mam ochotę o niej dyskutować, ale jednocześnie
      > książka nienudna, taka którą czytam z wypiekami na twarzy, od której trudno
      > się oderwać, lektura z frapującą akcją. Nie jest to niestety częste
      > połączenie. Książki z gatunku tzw. ambitnych często są zwyczajnie nużące, z
      > kolei czytadła poza chwilową rozrywką nie dostarczają żadnej podniety
      > intelektualnej.
      > Kiedyś cechy lektury idealnej znajdowałam u Marqueza i innych pisarzy z kręgu
      > literatury iberoamerykańskiej, ideałem jest też Bułhakow. Są pisarze, których
      > większość pozycji spełnia wymarzone kryteria, dla mnie takim pisarzem jest
      > Ishiguro. Są też twórcy, którzy w dorobku mają tylko niektóre takie, np.
      > Orwell ze swoim 1984, Huxley z Nowym, wspaniałym światem, Stugaccy z
      > Piknikiem na skraju drogi (i nie tylko), Bradbury z Kronikami marsjańskimi
      > czy Farenheitem 451.
      > Można by mnożyć takie przykłady i to właśnie chciałam zaproponować. Jest
      > sporo takich twórców i takich książek i chciałabym prosić Was o ich podanie,
      > bo ciągle nie ustaję w poszukiwaniu takowych.
      > Pozdrawiam:)

      Jak by tu ująć temat, żeby nie wyszła kolejna lista książek ulubionych... Myślę,
      że dobre będzie następujące ujęcie - książka doskonała to książka, w której nie
      zmieniłbym praktycznie żadnego słowa, niezależnie od jej gatunku, poziomu czy
      mojego osobistego do niej stosunku. NIE JEST to w żadnym wypadku lista "the best
      of". Będą to więc np.:

      - "Lalka" (może oprócz paru biadoleń nad Wokulskim za dużo w końcówce),
      - "Potop" i chyba także "Ogniem i mieczem",
      - "Wielki Gatsby", "Ostatni z wielkich", "Czuła jest noc",
      - "Gubernator" Warrena, może jeszcze "Mieć dokąd wrócić",
      - "Alicja",
      - "Kubuś Puchatek",
      - "Przygody Hucka",
      - "Czerwone i czarne",
      - "Cyberiada", "Solaris", "Głos Pana", "Bajki robotów" i niektóre inne krótkie
      kawałki Lema,
      - "Lewa ręka ciemności", "Czarnoksiężnik z Archipelagu",
      - "Cień kata" Wolfe'a,
      - "Księga dżungli",
      - "Opowieści z Narni" (za wyjątkiem ostatniego tomu),
      - "Kariera Nikodema Dyzmy",
      - "Siódme wtajemniczenie", "Awantura w Niekłaju", "Sposób na Alcybiadesa",
      - "Lesio", "Boczne drogi", "Studnie przodków", "Wszystko czerwone", "Zwyczajne
      życie",
      - niemal cały Chandler, szczególnie "Siostrzyczka", "Głęboki sen" i "Długie
      pożegnanie",
      - "Z szynką raz!" Bukowskiego,
      - większość Conan Doyle'a,
      - opowiadania Borowskiego,
      - "Granica", "Medaliony",
      - "Nad Niemnem",
      - "49 idzie pod młotek" Pynchona,
      - "Koncert nieskończoności" Beara,
      - "H.M.S. Ulisses"/"Działa Nawarony"/"Tylko dla orłów"/"Noc bez brzasku"/"Złote
      rendez-vous" MacLeana,
      - "Ptasiek",
      - "Nawiedzony" S. Jackson,
      - "Kraina Chichów",
      - "To!", "Miasteczko Salem", "Smętarz dla zwierzaków" Kinga,
      - "Piknik na skraju drogi"/"Przenicowany świat"/"Trudno być bogiem"/"Przyjaciel
      z piekła" Strugackich,
      - "Ubik" Dicka,
      - "Zbrodnia i kara", "Bracia Karamazow", "Skrzywdzeni i poniżeni",
      - "Martwe dusze", "Płaszcz",
      - "Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" Piaseckiego,
      - "Przygody dobrego wojaka Szwejka",
      - krótsze teksty Hrabala, "Taka piękna żałoba" itd.,
      - "Gra w klasy" i niektóre opowiadania Cortazara,
      - "Sto lat samotności" i niektóre opowiadania Marqueza,
      - "Wojna końca świata",
      - "Umierając żyjemy" Silverberga,
      - "Jezioro bodeńskie" i "Disneyland" Dygata,
      - większość opowiadań Sapkowskiego,
      - "Wywiad z wampirem" Anne Rice,
      - większość Lovecrafta,
      - cały Edgar Allan Poe,
      - może "Rzymianka" Moravii,
      - "Kaput" Malapartego,
      - baśnie Andersena,
      - "Zostawić Las Vegas",
      - "Ja, Klaudiusz" i "Wszystkiemu do widzenia!" Gravesa,
      - "Egipcjanin Sinuhe" i "Turms nieśmiertelny" Waltariego,
      - Muminki,
      - "Komu bije dzwon" Hemingwaya,
      - "Tortilla Flat" Steinbecka,
      - część opowiadań Grabińskiego,
      - "Pan światła" Zelazny'ego,
      - "Tylko Beatrycze" i "Srebrne orły" Parnickiego,
      - "Dzikowy skarb" Bunscha,
      - "Cudowna podróż" S. Lagerlof,
      - "Lord Jim" i "Jądro ciemności",
      - "Obcy", "Dżuma" i "Upadek",
      - "Na uwięzi"/"Ballada o miłości" Mishimy,
      - "Ojcowie i dzieci" Turgieniewa,
      - chyba też "Anna Karenina",
      - "Lolita", "Dar", "Blady ogień" Nabokova,
      - "Przemiana" Kafki,
      - "Sklepy cynamonowe"/"Sanatorium pod klepsydrą",
      - "Ferdydurke"/"Iwona księżniczka Burgunda"/większość opowiadań z "Bakakaja",
      - "Niebezpieczne związki",
      - "Księżna de Cleves",
      - "Pamiętnik znaleziony w Saragossie",
      - "Lot nad kukułczym gniazdem",
      - "Paragraf 22",
      - "Róże pani Cherington" C. Rice,
      - "Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla" T. Manna,
      - "Robot" Wiśniewskiego-Snerga,
      - "Limes inferior" Zajdla,
      - "Pod wulkanem" Lowry'ego,
      - "Zaklęte rewiry" Worcella,
      - "Martin Eden" i "Biały kieł",
      - "Penrod" i "Siedemnastolatek" Tarkingtona,
      - "Próby" Montaigne'a,
      - "Myśli nieuczesane" Leca,
      - aforyzmy La Rochefoucaulda i Chamforta.

      I tyle starczy, bo za bardzo się rozpędziłem. ;-)
      • waldemar_batura Re: Książka doskonała 14.03.07, 15:32
        Jeszcze Capote; "Śniadanie u Tiffany'ego" i "Inne głosy, inne ściany", oraz
        "Muchy" Sartre'a.
        • waldemar_batura Re: Książka doskonała 14.03.07, 15:33
          A jeśli Capote, to jeszcze "Harfa traw". Z tego przechodzimy do "Zabić drozda"
          Harper Lee, a następnie do "Serce to samotny myśliwy" McCullers... nie,
          stanowczo czas kończyć.
    • Gość: Tony Re: Książka doskonała IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.07, 15:38
      Z jeszcze nie wymienionych:
      "Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie" - Popper
      "Malpertuis" - J. Ray
      "The god delusion" - Dawkins
      "Uwodziciel" - Nienacki
      Wszystko (jak dotąd) Jacka Dukaja
      "Wrzesień" Pacyńskiego
      "Piknik na skraju drogi" - Strugaccy
      "port lotniczy" - Hailey
      "Monte Cassino" - Wańkowicz
      "Kajtuś czarodziej" - Korczak
      "Historia O" - P. Reage
      "Smuga cienia" - Conrad
      "Obcy w obcym kraju" - Heinlein
      "Pieśń lodu i ognia" - Martin
      "gra Endera" - Card
      "Wspólna kąpiel" - Lars i Chwin
      "Weiser Dawidek" - Huelle
      ...
    • blue-bo-niebieski Re: Książka doskonała 14.03.07, 16:36
      "Nie lękajcie się" węgierskiej pisarki Anny Jokai. Piękna i prawdziwa.
    • ben-oni Re: Książka doskonała 14.03.07, 17:05
      Mówiąc o książce doskonałej zastrzegasz, że chodzi o lekturę subiektywnie
      ocenianą przez czytelnika jako: satysfakcjonującą i sprawiającą przyjemność.
      dlatego otrzymałaś niemal kompletny zestaw lektur od perwersji w stylu "Biblii"
      przez lektury (Lalka) po zupełne kurioza (Człowiek, który był czwartkiem).
      Każdy ma swoją książkę (lub kilka) "doskonałą" i wątpię by większość z
      nich "pasowała do Ciebie". Ja wymieniłbym ponad 100 tytułów. Może
      zaakceptowałabyś kilkanaście. Jaki czytelnik, taka wizja doskonałości.
      T.Mann "Czarodziejska góra"
      U.Eco "Imię róży"
      C.Fuentes "Terra Nostra"
      W.Golding "Wieża"
      itd. można tak w nieskończoność.
      • jurre Re: Książka doskonała 14.03.07, 20:58
        Daria, Ben-oni i wy wszyscy inni zaangazowani forumowcy.

        NIE MA KSIAZKI DOSKONALEJ!.

        Przypuszczalnie wszyscy to wiedza, a odpowiadaja na inne pytania: Twoja
        ulubiona ksiazka? Twoja najciekawsza ksiazka? Ktore ksiazki przeczytales? Ktore
        ksiazki chcialbys przeczytac? i tym podobne...
        Najcudowniejsze dla nas czytelnikow jest to, ze zaraz po przeczytaniu
        ksiazki "doskonalej" lapiemy w reke nastepna, ktora moze byc jeszcze
        doskonalsza albo gorsza oczywiscie, ale jednak nowa. Oprocz tego, ja mam i
        mialem rozne okresy w moim czytaniu, zarowno Tolkien jak i Proust, Kubus
        Puchatek i Musil- Czlwiek bez wlasnosci (czy to tak sie po polsu nazywa?). W
        kazdym okresie zachwycam sie czyms innym, potem zmieniam, czasami wracam do
        ksiazki, prawie napewno do autora.
        A tak, to czytajac wasze wszystkie wpisy zobzczylem ile to "doskonalych" oraz
        doskonalych ksiazek juz przeczytalem...
        Pozdrawiam wszystkich
        Jurek
        • ben-oni Re: Książka doskonała 14.03.07, 21:22
          W polskim przekładzie: "Człowiek bez właściwości".
          Ale my wiemy, że doskonałej nie ma, lecz przyjmujemy definicję Darii: książka
          zarówno satysfakcjonująca jak i ciekawa, dobrze napisana itd. W sumie dzieło
          kompletne pod wzgledem formy i tresci.
    • pubelka Takiej ksiązki nie znam, ale 14.03.07, 18:40
      gdybym była BARDZO bogata, to wynajęłabym genialnego a biednego pisarza, który
      napisałby książkę tylko dla mnie :-) I to byłaby książka idealna, tylko moja,
      tylko ja bym ja znała :-)
      Oczywiście byłoby to okrucieństwo wobec genialnego pisarza, ale po mojej
      śmierci mógłby tę ksiązkę wydać ... ostatecznie :-)
    • star105 Re: Książka doskonała 15.03.07, 04:08
      1. "Pani Dalloway" Virginia Woolf
      2. "Autobiografia Alicji B. Toklas" Gertruda Stein
      3. "Bóg rzeczy małych" Arundhati Roy
      4. "Geografia intymna" Natalie Angier
      5. "Artemizja" Alexandra Lapierre
      6. "Król kier znów na wylocie" Hanna Krall
      7. "Sny i kamienie" Magdalena Tulli
      8. "Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze" Aglaja Veteranyi
      9. "Monologi waginy" Eve Ensler
      10. "Cudza krew" Simone de Beauvoir
      11. "Skok Safony" Erica Jong
      12. "Zupa z granatów" Marsha Mehran
      13. "Pieśń Salomonowa" Toni Morrison
      14. "Zabiorę cię tam " Joyce Carol Oates
      15. "Delfy" Malin Schwerdtweger
      16. "Pani świata" Iwona Kamińska
      17. "Ucho, gardło, nóż" Vedrana Rudan
      18. "Oryks i Derkacz" Margaret Atwood
      19. "Dom duchów" Isabel Allende
      20. "Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin" Jung Chang
    • Gość: tłuk Re: Książka doskonała IP: 85.19.142.* 15.03.07, 12:34
      Kto napisał ,,Bębenek''?
    • Gość: tłuk Re: Kto napisał ,,Bębenek''? IP: 85.19.142.* 15.03.07, 12:37
      • daria13 Re: Kto napisał ,,Bębenek''? 15.03.07, 12:51
        Nie wiem, kto napisał Bębenek, ale wiem, kto napisał Blaszany bębenek - Ginter
        Grass. Podejrzewam, że o to Ci chodziło. To też dobry przykład. Czytałam wieki
        temu, ale pamiętam, że wtedy nie była to dla mnie lektura lekkostrawna, ale
        faktycznie z wciągającą fabułą i napisana rzeczywiście świetnie.
        P:)
        • dusiek7 Re: Książka doskonała 15.03.07, 13:51
          Polecam Wam wszystkie dotychczasowe powieści M. Gretkowskiej.
          Zwłaszcza 'kabaet metafizyczny', 'Polkę' i ostatnią 'kobieta i mężczyźni'.
          Naprawde warto!
        • Gość: tłuk Re: Kto napisał ,,Bębenek''? IP: 85.19.142.* 15.03.07, 13:53
          Tak oczywiście chodzilo mi o Blaszany bębenek Gintera
          Grassa.
          Dzięki
    • kate-gun Re: Książka doskonała 15.03.07, 22:44
      "Mistrz i Małgorzata."

      to tylko pierwsze skojarzenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka