Dodaj do ulubionych

Podglądactwo albumowe - mój zgubny nałóg.

18.08.03, 12:42
Gdy życie obrzydnie, gdy własne towarzystwo mierzi i męczy, gdy Tania Whisky
nie smakuje - cóż robić, jak nerwy skołatane ukoić??
Biorę wtedy album ze zdjęciami (t.j. książkę, rzecz nie dotyczy zdjęc
familijnych z drem kriskiem w wiklinowym wózeczku, albo z tekturowym
tornistrem i workiem z kapciami), mocarną lupę marki Karl Zeiss Jena i
zaczynam eksplorować niedostępne gołym okiem szczegóły.
Oto mamy rok 1915, miasto Stolp (obecnie Słupsk), Kaiserstrasse. Na oko
letnie popołudnie, parę samochodów, platformy konne, przechodnie. Gdy jednak
spojrzymy okiem uzbrojonym, widzimy znacznie więcej: na wystawie u rzeźnika
Klohsa leży zwój kiełbasek. Z bocznej uliczki wybiega mały chłopiec w
śmiesznej czapce. W oknie za odchylona firanką widać fragment pokoju: stół i
chyba fotel.
Siedzi dr krisk i myśli - co stało sie z tymi ludźmi. Może jeszcze ktoś z
nich żyje (mały chłopiec ma obecnie powyżej 90 lat...)? Czy ocalał stół i
fotel? A jeżeli, to gdzie są, i kto ich używa? Czy wszystko zmielił czas, a
może został jeszcze ślad po tej chwili, letnim (chyba) popołudniu 1915 roku?
Może pod koniec wieku gdzieś siądzie z lupą nad albumem inny dr, i zobaczy w
powiększeniu głupio uśmiechniętego dra kriska, jak wraca z zakupami do domu w
to słoneczne popołudnie sierpnia 2003?
Czy lubicie książki-albumy fotograficzne?
Wasz KrisK.
Obserwuj wątek
    • hania_76 Re: Podglądactwo albumowe - mój zgubny nałóg. 18.08.03, 13:39
      dr.krisk napisał:

      > Czy lubicie książki-albumy fotograficzne?
      > Wasz KrisK.

      Bardzo, bardzo, bardzo! Zwłaszcza ze zdjęciami Warszawy - czas obojętny, ale
      najbardziej ze zdjęciami powojennymi. Bo w tych zdjęciach zaklęta jest
      rzeczywistość unicestwiona. Staram się wyobrazić sobie jak wyglądała
      Marszałkowska, zanim została dostosowana dla ruchu pojazdów gąsienicowych, plac
      Napoleona (obecnie Powstańców Warszawy) bez przytłaczającej i topornej bryły
      gmachu NBP, Teatr Wielki bez "upiększeń" Pniewskiego, plac Saski z pałacem
      Kronenberga zamiast hotelu Victoria, itp. itd. No i jeszcze ludzie uchwyceni w
      przelotnym geście - co się z nimi stało? Jaki był los szyldów na sklepach i
      sklepikach? Wszystko to bardzo zajmujące jest, ale i smutne.
      • hania_76 Autokorekta 18.08.03, 15:59
        hania_76 napisała:


        >
        > Bardzo, bardzo, bardzo! Zwłaszcza ze zdjęciami Warszawy - czas obojętny, ale
        > najbardziej ze zdjęciami powojennymi.

        Chodziło mi o zdjęcia przedwojenne!
        Aczkolwiek zdjęcia z odbudowy Warszawy z uśmiechniętymi trójkami murarskimi są
        również wielce zajmujące.
      • dr.krisk Smutek starych zdjęć 18.08.03, 20:55
        hania_76 napisała:

        > Wszystko to bardzo zajmujące jest, ale i smutne.
        No właśnie, dlaczego odczuwamy melancholijny smutek, oglądając stare zdjęcia?
        Pewnie chodzi o przemijanie?
        Ale z drugiej strony, pocieszający jest fakt, że za jakieś 50 lat będzie
        wszystko jedno kim byłem, czy życie mi się udało, czy nie. Mój skromny
        inwentarz rozbiorą przypadkowi spadkobiercy, no i bardzo dobrze.
        Mam tylko nadzieję najpierw dokładnie osuszyć Wiadome Zapasy.
        Już sie biorę do roboty (człowiek nie zna dnia ani godziny..).
        Pozdrawiam znad albumu.
        KrisK
        • hania_76 Re: Smutek starych zdjęć 19.08.03, 21:30
          Nie wiem, czy chodzi o przemijanie, czy akurat, w przypadku przedwojennych
          zdjęć Warszawy, chodzi o to, że tamtego miasta nie ma, a patrząc na twarze
          przypadkowych przechodniów, można z wielką dozą prawdopodobieństwa zgadnąć
          jaki był ich los.
          Jak to dobrze, że nie tylko ja lubię oglądać albumy ze zdjęciami!
          Pozdrawiam :-)
    • red_45 Re: Podglądactwo albumowe - mój zgubny nałóg. 18.08.03, 15:42
      Mam to samo, tylko troszke inaczej! Zawsze fascynowaly mnie albumy ze zdjeciami
      Łodzi, mojego miasta z lat 70tych. Piotrkowska z neonami, restauracje, tamte
      autobusy, tamte samochody, tamte reklamy na murach domow... I podobne pytania,
      szczegolnie gdy ogladalem zdjecia osiedli mieszkaniowych noca - setki swiatelek
      w oknach - gdzie teraz sa ci ludzie ? Jak potoczylo sie ich zycie ? Czy
      dokonali tego, czego pragneli ?
      • dr.krisk Lata 70-te... 18.08.03, 20:46
        To też już zamierzchła historia. Niedawno znalazłem jakies gazety z tego
        okresu - niezwykłe uczucie. Na przykład doniesienia o rychłej sprzedaży w
        Pewexie nowoczesnego auta Fiat 127! Za bony i dolary, ma się rozumieć.
        Ja z kolei bardzo lubię polski efilmy z lat 50-tych, i 60-tych. Takie "Salto" z
        Cybulskim i Holoubkiem.. Albo "Pociąg"...
        Ale miło mi, że nie jestem osamotniony w mym nałogu! Juz myślałem, żem całkiem
        zdziwaczał.
        Pozdrawiam!
        KrisK Z Lupą
        • hans111 Re: Lata 70-te... 20.08.03, 09:57
          Cholerka, a już myślałem, że tylko ja jestem taki "dziwny". "Pociąg" to mój
          ulubiony film! Nóż w wodzie, Piekło i niebo, wiele wiele innych...

          pozdrawiam

          hans



          > Ja z kolei bardzo lubię polski efilmy z lat 50-tych, i 60-tych. Takie "Salto"
          z
          >
          > Cybulskim i Holoubkiem.. Albo "Pociąg"...
          > Ale miło mi, że nie jestem osamotniony w mym nałogu! Juz myślałem, żem
          całkiem
          > zdziwaczał.
          > Pozdrawiam!
          > KrisK Z Lupą
          • dr.krisk Re: Lata 70-te... 20.08.03, 12:29
            hans111 napisał:

            > Cholerka, a już myślałem, że tylko ja jestem taki "dziwny". "Pociąg" to mój
            > ulubiony film! >
            No! Mój też. Najlepiej jak on (ten Niemczyk znaczy) rozmawia z Winnicką i kłócą
            się o miejsce w przedziale. Albo jak Cybulski udaje że spadł z wagonu.
            Oglądałem "Pociąg" wiele razy, nieodmiennie z satysfakcją..
            A taki "Ostatni dzień lata" na przykład? Nic się nie dzieje, mewy krzyczą,
            morze szumi.. ale ile przeżyć!
            Myślę, że wtedy polskie kino nie było zdominowane ani przez radziecki
            socrealizm, ani przez hollywoodzkie standardy piękna. Stąd oryginalność i
            wartość tych filmów, choć trącą myszką.
            Też pozdrawiam!
            KrisK
    • Gość: vin Re: Podglądactwo albumowe - mój zgubny nałóg. IP: 213.56.66.* 20.08.03, 11:02
      Drogi Krisku, witaj,
      podgladactwo o ktorym piszesz zaprowadzilo mnie do swiatla,
      no bo i jak bez swiatla mowic o tych wszystkich doznaniach.
      Swiatlo - jedyny malarz, dyrygentem orkiestry, od switu do zmierzchu.
      Nawet kiedy chowa sie za horyzontem, nie pozostawia nas samych.
      Zapala gwiazdy,
      nocne lampki w sypialniach dzieci,
      od zmierzchu do switu - spektakl trwa dalej.
      Obrazy z tak wielkim trudem malowane,
      dzwieki i slowa nimi pobudzone,
      dopiero teraz, w nadejsciu nocy,
      zmierzchaja w nas,
      ukladane jakas tajemna sila.

      Mozaika o imieniu czlowiek.

      Magiczny album :
      zobaczysz w nim
      uslyszysz
      zrozumiesz
      siebie, innych
      odniesiesz wrazenie
      ze wszechswiat pojales.
      To tylko wrazenie
      estetyczne, bardzo kruche
      o wielkiej wrazliwosci
      o Twojej wrazliwosci
      ktorej barwy
      i nuty
      zapisalo swiatlo
      I za te wrazliwosc tutaj, na tym Forum dziekuje Ci Krisku i pozdrawiam
      serdecznie,bogaty ten Twoj album, o wrazliwosci do pozazdroszczenia,vin
      ps
      co to za malarz, dyrygent
      ktorego reka jest swiatlo
      to boska reka ?
      • dr.krisk Sprawa światła.. 25.08.03, 23:50
        Lubię też na murach mojego miasta szukać śladów jego poprzednich mieszkańców.
        Tutaj właśnie światło jest moim pomocnikiem niezastąpionym. Otóż, po deszczu
        zwłaszcza, gdy zaświeci słońce, spod tynków wychodzą na chwilę stare napisy:
        Sparkasse, Restaurant, Waren.... Nikną po pewnym czasie, ale przez chwilę są
        obecni dawni mieszkańcy, dla których te same ulice miały zupełnie inne
        znaczenie.
        Niestety, nowe techniki budowlane (tynki strukturalne) uniemożliwiają starym
        napisom owe chwilowe zmartwychwstania. Z żalem żegnam więc niknące głosy
        przeszłości.
        Pozdrawiam.
        KrisK
        • Gość: vin Jeszcze raz o swietle IP: *.w81-49.abo.wanadoo.fr 26.08.03, 10:27
          Drogi Krisku,
          witaj ponownie - swiatlem,

          Platonowski mit groty opisuje ludzi uwięzionych od samego dzieciństwa w grocie,
          przykutych łancuchami - głowami w stronę ściany. Tego co realne nie widzą
          wogóle, tylko cienie na sklepieniach ścian - cienie tańczących przy ogniu(
          więzicieli).Jednemu z uwiezionych udaje się uciec - "do światła". Dostrzega,
          że świat realny to nie jest to co widział wcześniej ( cienie) - za cieniami są
          ludzie, prawdziwi z krwi i kości.
          Groty - te ktore zamieszkiwali kiedys nasi przodkowie, zamieszkiwalo tez
          przyniesione przez nich swiatlo. Bez swiatla, groty nigdy nie stalyby sie
          miejscem schronienia, noclegu czy wreszcie kultu czlowieka.
          Pomimo, ze czlowiek z ciemnoscia nie zaprzyjaznil sie tak naprawde nigdy, to i
          tak na tyle przyciagaly go wnetrza ziemi, ze staly sie kiedys jego domem.
          Ciemnosc kryla w sobie zawsze cos mistycznego, to przez ciemnosc jaskini mozna
          bylo dotrzec do piekiel - tak wierzono.
          Groty - wnetrzosci ziemi - byly labiryntem, nieskonczonym, budzily strach i
          podziw.
          Wizerunek reki na scianie groty, cale galeria malowidel - glownie zwierzat -
          dzieki swiatlu z ktorym dotarl do nich klikadziesiat tysiecy lat potem
          czlowiek - ukazaly nam jego istote .
          Czas zatrzymal sie w miejscu. Dlon, niczym negatyw - jej wizerunek - to ten
          obraz przed, ktorym zatrzymuje sie najdluzej. Uczucie bliskosci, jak w swietle
          opisanym przez S.Vincenza :
          "Bo tam, na najwyższych górach tej ziemi, takie srebrno-niebieskie światło
          włada, co nie zatapia, nie nijaczy, ani nie oślepia.
          Tylko otula to co bliskie, to co tylko na wierzchu, w zasłony przejrzyste, a za
          to wyciąga z rdzenia żywota każdego ukryte iskry, ogniste, najżywsze.
          Nie tylko wyciąga, także przybliża to, co najdalsze (...)"
          Vincenz, Na wysokiej poloninie, T1 Prawda Starowieku
          Wizerunek dloni jak u Vincenza otula to co bliskie, wyciąga z rdzenia żywota
          każdego ukryte iskry, ogniste, najżywsze. Tak jak te zdjecia o ktorych piszesz,
          czy fragmenty muru, ktory za pomoca swiatla i deszczu odkrywa przeszlosc.
          Podobno - nie wszyscy naukowcy maja jednakowe zdanie - wierzono, tworcy tych
          malowidel wierzyli, ze przykladajac dlon do namalowanej dloni mozemy wejsc w
          kontakt przeszloscia, z umarlymi, z sila wyzsza...
          pozdrawiam
          vin
    • Gość: margota Re: Podglądactwo albumowe - mój zgubny nałóg. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.08.03, 12:38
      Też lubię to zajęcie. Z dzieciństwa pamiętam dwa albumy - Rzym - do tej pory
      znam każdy szczegół - i Warszawa w starych fotografiach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka