Dodaj do ulubionych

Waldemar Łysiak

07.10.03, 17:33
Witam,
uważam, iż jest Geniuszem, przez duze "g"; nie mam zamiaru udowadniać
swojej tezy - wystarczy przeczytać pierwszą lepszą pozycję tego Autora...

A jakie jest Wasze zdanie, szanowni Forumowicze? Czy znajdą sie na tym
forum zajadli antagoniści Łysiaka?

Łaczę pozdrowienia:
NF
Obserwuj wątek
    • staua Re: Waldemar Łysiak 07.10.03, 17:43
      Oj, chyba znajdziesz tu i zwolennikow, i antagonistow...Nie zgodze sie z Toba,
      ze wystarczy przeczytac jakakolwiek ksiazke Lysiaka, zeby sie przekonac o jego
      geniuszu, uwazam, ze jest bardzo nierowny. Moja ulubiona jego ksiazka
      to "Muzeum wyobrazni".
      • Gość: Marian Wyjaśnienie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 07:47
        Nie zdenerwowałem się, starałem się zwrócić uwagę Szanownych Listowiczów (i to
        niektórych), że argumenty przeciwko Łysiaka twórczości, te niby-uchodzące za
        rzeczowe i obiektywne, są li tylko sądami. Jak to w Dem****cji - każdy myśli po
        swojemu,lecz nie znaczy to, że musi mieć racją. A ton sądoów ludzi pokroju Mały
        Książę jest tak napuszony i groźny, jakby przedstawiał nie wiem jaką prawdę,
        odkrycia, a tam nie ma nic poza czystą opinią (z argumentami gorzej). Ludzie,
        którzy nie napisali jednego ładnego zdania literackiego, a chcą uchodzić za
        Krytyków, mogą być groźni dla otoczenia. Wystarczy palnąć "Łysiak to kicz" i w
        zasadzie jest po sprawie. Zostałem wielkim krytykiem! Ale ze mnie znawca! Ja
        wiem, że się go większość boi (W.Ł.), tej jego prawdy, lecz, na Boga, są jakieś
        wymierne kryteria oceny pisarstwa Łysiaka. Jak w skoku w dal. Tutaj są to -
        nakłady i milczenie jego wrogów. O literackich walorach nie piszę. I taki
        ktoś, mówiący, że Łysiak to wielkie nic, jest b. dziecinne. Dzieci też wyrażają
        sądy krótkie i pozbawione krytyki. Jest czas dla Synów i Córek uprawiających
        relatywizm moralny, więc sobie tańcują niektórzy wesoło, kiedy mogą, ale nie
        znaczy to, żeby się przejmować ich sądami. Ale co sobie poużywają - to ich.
        Pozdrawiam.
    • Gość: taipan13 Re: Waldemar Łysiak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.03, 17:48
      Witam!
      Nie byłby zły gdzyby nie polityka i to niesamowicie zaciekła, wręcz zajadła z
      niego nie wychodziła. A MW, francuskie, włoskie itp sa świetne, fakt.
    • Gość: Grzech Re: Waldemar Łysiak IP: *.citynet.pl 07.10.03, 19:05
      Znajdziesz i wielbicieli, i paszkwilantów, i gości którzy zarzucają plagiat, a
      nie umieją tego udowodnić.
      Cierpliwości.

      Grzegorz Hajduk
      • ich1 Re: Waldemar Łysiak 07.10.03, 19:14
        Jestem, jestem. Jeszcze tydzień. Przepraszam za zwłokę. Jeżeli nie znajdę tej
        książki, to na tym forum zarzut odszczekam. A co z tym miesiącem wyborczym w
        Anglii.
        • Gość: Grzech ŁYSIAK JEST NAJLEPSZY IP: *.citynet.pl 08.10.03, 00:28
          Nie myśl, że zapomniałem; mamy jeszcze parę spraw do omówienia, kilka rachunków
          do zapłacenia. Oto one:

          Jeśli chodzi o plagiat, to podpowiem Ci, żebyś nie musiał "szukać" przez
          następne kilka tygodni: kilka lat temu jeden z pseudodziennikarzy "Wygodnej"
          próbował oczernić Mistrza Łysiaka, sugerując, że Ten popełnił plagiat odpisując
          z dzieł Kornela Makuszyńskiego. Szczegóły znajdziesz w "Wybiórczej" nr 1476
          (20.IV.1994 r.). W skrócie: padł zarzut, że Łysiak w swym opowiadaniu
          pt. "Cudowna lampa Alladyna" przepisał całe fragmenty "Awantur arabskich".

          Łysiak odpowiedział w tekście pt. "Anagram, chłopcy!" (opublikowanym pierwotnie
          w "Tygodniku Solidarność" nr 18 z 29.IV.1994 r.; również ten artykuł można
          znaleźć w zbiorze publicystyki "Łysiak na łamach 3 oraz wywiad-rzeka", Warszawa
          1995, s. 73-80 - do znalezienia już tylko w bibliotekach).
          Naturalnie, "prawdomówna", z "zasadami", "godna"-"Wygodna" nie przeprosiła za
          kłamstwo.
          Oto fragment Jego odpowiedzi, w tym mały popis Jego mistrzostwa erudycyjnego –
          rzecz dla wielbicieli drukowanego z pewnością ciekawa, cytuję:
          Sławny Adam w Kaplicy Sykstyńskiej został przez Michała Anioła całkowicie
          zerżnięty z fresku Paola Uccello. Van der Weyden zrzynał kompletnie obrazy van
          Eycka. To samo robili wszyscy wielcy malarze w historii, bez wyjątków, także
          Rubens, Rembrandt i Goya. I żadnego z tych geniuszy nie nazywa się plagiatorem,
          w malarstwie nie ma zastosowania pojęcie plagiatu. Ale w literaturze tak. Co
          nie powstrzymało żadnego z wielkich – wszyscy kradli od kolegów, i to nie
          drobne fragmenciki, lecz całe duże partie, całe akty i rozdziały, „exspressis
          verbis” zrzynane bez cudzysłowu. Robili to notorycznie: Szekspir (brał z
          Bacona, Marlowe’a i in.), Scott (z Szekspira, Sheridana i in.), Molier (z
          Cyrana de Bergerac i in.), Sienkiewicz (z Flauberta, Renana, Chateaubrianda,
          Tacyta, Kubali i in.), Shelley, Giraudoux, Valery, France, Słowacki, etc.,
          etc., można tak wymieniać cały słownik biograficzny literatury światowej. Wielu
          tych gigantów (m.in. Byron, Goethe, Heine, Montaigne, Stevenson, Reynolds, La
          Bruyere, a u nas Wańkowicz, i Sienkiewicz), przyznając się do plagiatowania,
          jednocześnie broniło tego procederu i wyśmiewało „czepiaczy”, których Heine
          określił mianem „idiotów, co nie rozumieją, na czym polega literatura i
          poezja”. Giraudoux w swojej sztuce o Amfitrionie przywłaszczył sobie teksty 38
          (!) kolegów; Stevenson był skromniejszy i przyznał się do cytowania w „Wyspie
          skarbów” bez cudzysłowu z dzieł tylko 6 kolegów; Sienkiewicz, który w „Quo
          vadis” z innych autorów „wziął dosłownie całe ustępy”, parsknął, gdy mu
          zarzucono: „Czego chce ode mnie ta psiarnia, żem porządną powieść napisał?!”.
          (...) Mógłbym tak cytować długo. Z braku miejsca przypomnę już tylko ukochanego
          pisarza „Wybiórczej” gazety. Kosiński był czołowym jankeskim plagiatorem,
          większość jego dzieł to kompilacje cudzych tekstów. Na temat plagiatu u
          literackich patałachów i geniuszy wydano mnóstwo akademickich prac (...). Czy w
          ten sposób zbudowałem sobie alibi? Nie, Łysiak nie potrzebuje tego alibi, ja
          nie popełniłem grzechu.

          „Cudowna lampa Alladyna” ze zbioru „Łysiak-fiction” (1986) była jednym z
          typowych moich tekstów antykomunistycznych, pisanych alegorycznie vel
          metaforycznie dla ogłupienia cenzora i sprawienia, by rzecz wydrukowano w
          pierwszym obiegu, czyli wielonakładowo (...). Cały tekst jest pełen
          antytotalitarnych (antybolszewickich) smaczków, zaś strona folklorystyczna
          została zaczerpnięta z Arabianów Makuszyńskiego.
          Czy pastiszując kilkanaście fragmentów „Awantur Arabskich” popełniłem plagiat?
          Otóż plagiat mam miejsce wtedy, gdy zrzyna się od kogoś bez użycia cudzysłowu
          lub bez podania autora teksów tak wykorzystywanych. Tymczasem ja Makuszyńskiemu
          oddałem w swojej noweli to, co było jego własnością, o czym za chwilę, gdyż
          najpierw pragnę wyrazić zdumienie, że nos michnikowcom nie dopisał, że zabrakło
          im tej typowej dla nich błyskotliwej półinteligencji noszącej miano
          sprytu. „Awantury arabskie” Makuszyńskiego są bowiem bardzo specyficzne
          językowo i są znane milionom Polaków (kilka wydań!), więc publicznie użyć tego
          tekstu jako własnego mógłby tylko człowiek psychicznie chory! Byłbym samobójcą
          twierdząc, że Makuszyniana w mojej literaturze są mojego pióra! Dla Michnika i
          michnikowców powinno to być oczywiste, powinni byli wyczuć, że coś tu nie gra,
          że takim wariatem Łysiak być nie mógł, że jest w tym jakiś trik. Ale nie
          wyczuli, zawiódł ich nos.

          Zawiodła ich także spostrzegawczość, która nie zawiodła wielu moich Czytelników
          (również kilku publicystów). Otóż po trzech pierwszych, wprowadzających,
          akapitach „Cudownej lampy” oddałem głos Makuszyńskiemu, pisząc, że teraz
          przytoczę opowieść tak „jak o tym prawi dziejopis arabski Szakkum Isin el-
          Nrok”. A więc Kornel Makuszyński! Imię Kornel należy czytać od końca, zaś
          nazwisko Makuszyński zostało podane anagramem, nie brakuje ni jednej litery.
          Makuszyński w wywiadzie prasowym przed wojną sam się tak żartobliwie nazwał! Ja
          zaś kocham anagramy. O moich gierkach przy pomocy anagramów i innych sztuczek
          językowych piszę sporo w „Lepszym” (m.in. o Bourreaugne, czyli o Katyniu, co
          pozwoliło mi wydrukować za komuny duży tekst na temat Katynia). Parafrazując
          hasło clintonowców („Gospodarka, durniu!”) dedykuję Michnikowskim „chłopcom” do
          zadań specjalnych hasło: „Anagram, chłopcy!” (...) o moje Makuszyniana
          publicznie mnie już pytano, więc publicznie (m.in. w dwóch wywiadach radiowych)
          ględziłem wyczerpująco na ten temat.
          Koniec cytatu.

          Myślący inaczej chłopiec z GW poległ na anagramie. Cóż, taki poziom.

          Zarzutów odnośnie twórczości napoleońskiej nawet nie próbuj, bo Łysiak
          najlepszym bonapartystą Rzeczypospolitej jest. A może szukasz książki
          Archibalda G. Macdonella „Napoleon i jego marszałkowie”?
          Zwróć tylko uwagę, zanim cokolwiek napiszesz, że Archibald to także jeden z
          pseudonimów Wilka.
          Jeśli masz odrobinę honoru, to odszczekaj teraz i przeproś Mistrza Łysiaka (i
          Jego fanów przy okazji), bo potem wstyd będzie jeszcze większy. Taki zarzut to
          pomówienie. (Najpierw sprawdzaj czy masz ślepaków w magazynku, potem strzelaj).

          W temacie „A gdzie Łysiak!?!” napisałeś 14.09.2003 r.:
          )Możemy sobie o tym "handicapem" dykutować do woli, ale zwracam uwagę na jedno:
          )napisałeś, że handicap to to samo co for i odesłałeś mnie do słownika wyrazów
          )obcych. Pytam więc: te wyrazy to synonimy, czy wręcz przeciwnie?

          Na fory można spojrzeć z dwóch stron. Forem dla kobiet jest biologia. One w
          istocie wybierają samców do kopulacji. Niezależnie, czy to się komuś podoba,
          czy nie. Pod koniec podałem trochę definicji rzeczownikowych handicapu.

          )Napisałem, że Dobry to bełkot i nadal to podtrzymuję, nie dlatego, że tego nie
          )rozumiem, tylko dlatego, że ta książka to groch z kapustą, w dodatku
          )niechlujnie napisany. Na marginesie: zupełnie mnie rozśmieszyła opowieść o
          )warszawskich gangsterach, którzy byli pod wrażeniem "kminy". Trzeba być bardzo
          )naiwnym, żeby wierzyć w takie bajki.

          Ja lubię bajki.
          Ale jeśli jakiemuś autentycznemu gangsterowi spodobała się ta pisownia, to nie
          musi być to od razu bajka.
          Wcześniej (09.09.2003 r.) napisałeś, że „((Dobrego)) nadal uważam za bełkot, bo
          nikt mi nie może wytłumaczyć, po co są te skoki w czasie”.
          Więc zdecyduj się, z jakich powodów nie lubisz „Dobrego”. Nie musisz lubić, nie
          o to chodzi, tylko nie odwracaj kota ogonem, bo tego nie lubię.
          Ale wypowiedzi Łysiaka, że jakiemuś gangsterowi spodobała się ta pisownia, nie
          uważam za bajkę, ponieważ ten facet ma taką cechę, której brakuje większości
          • Gość: Grzech Re: ŁYSIAK JEST NAJLEPSZY IP: *.citynet.pl 08.10.03, 00:31
            cz. 2

            )Napisałem, że Dobry to bełkot i nadal to podtrzymuję, nie dlatego, że tego nie
            )rozumiem, tylko dlatego, że ta książka to groch z kapustą, w dodatku
            )niechlujnie napisany. Na marginesie: zupełnie mnie rozśmieszyła opowieść o
            )warszawskich gangsterach, którzy byli pod wrażeniem "kminy". Trzeba być bardzo
            )naiwnym, żeby wierzyć w takie bajki.

            Ja lubię bajki.
            Ale jeśli jakiemuś autentycznemu gangsterowi spodobała się ta pisownia, to nie
            musi być to od razu bajka.
            Wcześniej (09.09.2003 r.) napisałeś, że „((Dobrego)) nadal uważam za bełkot, bo
            nikt mi nie może wytłumaczyć, po co są te skoki w czasie”.
            Więc zdecyduj się, z jakich powodów nie lubisz „Dobrego”. Nie musisz lubić, nie
            o to chodzi, tylko nie odwracaj kota ogonem, bo tego nie lubię.
            Ale wypowiedzi Łysiaka, że jakiemuś gangsterowi spodobała się ta pisownia, nie
            uważam za bajkę, ponieważ ten facet ma taką cechę, której brakuje większości
            ludziom planety: jest prawdomówny. Poza tym takimi wypowiedziami nie musi
            nikogo kaptować. Czy to jest naprawdę niemożliwe, by jakiś gość z półświatka
            wyraził się dobrze o stylu „Dobrego”? (No i w końcu nikt Ci nie każe w to
            wierzyć).
            Co do języka „niechlujnego” to takowego nie zauważyłem, czytałeś chyba coś
            innego. Kmina (gwara) przestępcza ma swoje prawa. Narrator jest z podziemia,
            więc nie będzie posługiwał się czystym językiem polskim. A wypowiedzi „Księcia”
            czy „Petra” są napisane bezbłędną polszczyzną. Zresztą o języku używany do tego
            rodzaju literatury perorowałem już w ww. temacie „A gdzie Łysiak !?!”.

            )Co do fragmentu Konkwisty, to chodziło mi nie tylko o język ( w którym - mam
            )wrażenie - Łysiak ostanio się lubuje), tylko o jego stosunek do kobiet. Wydaje
            )mi się, że w pełni podziela poglądy Casablanki na temat owego "biologicznego
            )handicapu". Jeżeli tak jest - to mogę mu ( i jego żonie) tylko współczuć.
            )Komentować tego i tak nie ma sensu.

            To tak czytasz wszystko Łysiaka i męczysz się niemożebnie Jego językiem, że
            wiesz, w czym się ostatnio lubuje? To niezwykłe, choć jest to już od dawna
            zdefiniowane. Jeśli chodziło Ci nie tylko o język, to czemu nie wyartykułowałeś
            tego? Po tym wstrętnym Łysiaku język zóborzał czy cuś?
            Reszty komentować nie ma sensu, fakt. Powyższa wypowiedź o współczuciu dla
            Niego i Jego żony to zwykłe chamstwo. Nie rób tego więcej, bo dalsza dysputa
            będzie bezprzedmiotowa.
            Nie ten poziom.

            )Sama Konkwista jest zresztą powieścią bardzo słabiutką. Pomijam już to,że z
            )Forsytha zrzyna bez najmniejszych oporów. Całość jest przykładem na to jak
            )Waldek sobie politykę międzynarodową wyobraża.

            Daruj sobie to spoufalanie się z Mistrzem Łysiakiem.
            Daj dowody zrzynania przez Łysiaka od Forsytha, a Wygodna Cię ozłoci. Będziesz
            bogaty niczym padyszach.
            Jak nie masz dowodów to przeproś i odszczekaj.

            )Najśmeszniejszy jest wątek
            )irlandzkiego terrorysty, który idzie na układy z Brytyjczykami - jest to
            )pomysł obrażający inteligencję każdego, kto przeczytał więcej niż jeden
            )sensowny kryminał.

            Mojej inteligencji to nie obraziło. Pytałem jej jeszcze przed chwilą;
            potwierdziła opinię.
            Na układy pójdzie każdy, komu zależy na rodzinie, jeśli ktoś, kto ma możliwości
            wypełnić wszelkie groźby, oświadcza serio, że w razie nieposłuszeństwa zgładzi
            najbliższych. Jeśli tym kimś jest szef służb specjalnych to prawdopodobieństwo
            zaistnienia takiego czarnego scenariusza równa się heden.
            Ceną pójścia na układ było tylko okresowe zawieszenie broni i udzielenie
            informacji o porwanej córce dyktatora, więc gdzie tu śmiech?
            Pamiętasz Gogola? (Zresztą szef IRA zapłacił za tę uległość - oczywiście w
            powieści).

            )Zabawny jest też jeden malutki błąd, który świadczy o
            )poziomie wiedzy Łysiaka na tematy, o których pisze. Lord Benton wspomina na
            )początku, że listopad to w Wlk. Brytanii "miesiąc wyborczy". To oczywista
            )bzdura, bo w tym kraju nie ma stałej daty wyborów - odbywają się wtedy, gdy
            )jest to najwygodniejsze dla akurat rządzącej partii (ale nie rzadziej niż 5
            )lat). To drobiazg, ale jeżeli ktoś chce napisać książkę o "rzeczywistości
            )geopolitycznej", to powinien mieć o takich kwestiach pojęcie (chociaż blade).

            Łysiak nie pisał „Konkwisty” jako książki dokumentalnej, nie był to
            chronologiczny zapis jakichś zdarzeń historycznych (choć wiele postaci jest
            autentycznych: władcy państw, nazwy służb specjalnych, sposób atakowania
            suwerennych państw przez czerwonego raka esp.). To beletrystyka. W czasie
            trwania tej powieści w 1987 roku akurat listopad jest miesiącem wyborów i to
            przecież w niczym nie przeszkadza w odbiorze lektury.
            Data wyborów – tu uczepiłeś się listopada. Taki miesiąc widać odpowiadał
            autorowi w prowadzeniu fabuły. Natomiast wyśmiewanie się z Niego, że nie zna
            podstawowych spraw geopolitycznych jest oszukiwaniem się przez wyśmiewającego.
            Ściślej: jest samoośmieszaniem i kompromitowaniem się. Teraz szczegóły: na 21
            wyborów rozpisanych od momentu wejścia w życie prawa wyborczego, bodajże w 1911
            r., w Wielkiej Brytanii, o pardon, jeszcze napiszesz, że nie znam nazwy
            państwa: Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Północnej Irlandii, tylko
            9 wyborów odbyło się w terminie 5-letnim, pozostałe odbywały się mniej więcej
            co 4 lata. Taka sytuacja nie była traktowana jako nic nadzwyczajnego (jako np.
            skracanie kadencji), ale jako naturalny proces, kiedy zaufanie wyborców spada i
            legitymacja do sterów rządów jest już mocno wytarta ich niezadowoleniem. Zasadą
            jest, że nie rzadziej niż co 5 lat, a to oznacza podanie tylko li górnej
            granicy okresu między wyborami. A z historii ostatnich wyborów: wybory w 1979,
            1983, 1987 i 1991 roku.
            Czy masz może jakieś inne argumenty geopolityczne oprócz „listopada”, będącego
            w istocie licentia poetica autora?
            Z góry uprzedzam następny zarzut: wiem, że państwo Tanga (Tangaland) nie
            istnieje. Za to znakomicie skupia jak soczewka problemy zdekolonizowanej
            Afryki, systematycznie podbijanej przez ZSRR, rozkładu państw.

            Dam Ci coś: Łysiak pomylił się w jednym tekście angielskim. Nb. ten błąd czyni
            wielu Anglików (nie jestem znawcą tego języka, ale pytałem kilku lektorów; mam
            też informacje, że można to też inaczej odczytać). Znajdź go sobie i będziesz
            się mógł popisywać na forum.

            )I jeszcze jedna kwestia: dialogi w książkach Łysiaka są dla mnie tak
            )drewniane, że można nimi w piecu palić. Ale to oczywiście kwestia gustu,

            Tak, de gustibus non est disputandum, dla mnie są świetne.
            Palę nimi ognisko pamięci o Nim i Jego dziełach.

            )Poozdrawiam.
            )PS. do plagiatu wrócę za kilka dni.

            Minął miesiąc (bez doby).

            Wreszcie, na dobranoc, poniżej kilka znaczeń tego słowa ze źródeł angielskich w
            znaczeniu rzeczownikowym (czasownikowe jest jeszcze obszerniejsze).
            Wybierzcie sobie któreś, gazdo:

            handicap , n.
            [A word of obscure history. Two examples of the n., and one of the verb, are
            known in 17th c.; its connexion with horse-racing appears in the 18th; its
            transferred general use, esp. in the verb, since 1850. It appears to have
            originated in the phrase _hand i' cap', or _hand in the cap', with reference
            to the drawing mentioned in sense 1.]
            1. The name of a kind of sport having an element of chance in it, in which
            one person challenged some article belonging to another, for which he
            offered something of his own in exchange. (Also fig.)
            On the challenge being entertained, an umpire was chosen to decree the
            difference of value between the two articles, and all three parties
            deposited forfeit-money in a cap or hat. The umpire then pronounced his
            award as to the _boot' or odds to be given with the inferior article, on
            hearing which the two other parties drew out full or empty hands to denote
            their acceptance or non-acceptance of the match in terms of the award. If
            the two were found to agree in
            • Gość: Grzech Re: ŁYSIAK JEST NAJLEPSZY IP: *.citynet.pl 08.10.03, 00:33
              Wreszcie, na dobranoc, poniżej kilka znaczeń tego słowa ze źródeł angielskich w
              znaczeniu rzeczownikowym (czasownikowe jest jeszcze obszerniejsze).
              Wybierzcie sobie któreś, gazdo:

              handicap , n.
              [A word of obscure history. Two examples of the n., and one of the verb, are
              known in 17th c.; its connexion with horse-racing appears in the 18th; its
              transferred general use, esp. in the verb, since 1850. It appears to have
              originated in the phrase _hand i' cap', or _hand in the cap', with reference
              to the drawing mentioned in sense 1.]
              1. The name of a kind of sport having an element of chance in it, in which
              one person challenged some article belonging to another, for which he
              offered something of his own in exchange. (Also fig.)
              On the challenge being entertained, an umpire was chosen to decree the
              difference of value between the two articles, and all three parties
              deposited forfeit-money in a cap or hat. The umpire then pronounced his
              award as to the _boot' or odds to be given with the inferior article, on
              hearing which the two other parties drew out full or empty hands to denote
              their acceptance or non-acceptance of the match in terms of the award. If
              the two were found to agree in holding the match either _on' or _off', the
              whole of the money deposited was taken by the umpire; but if not, by the
              party who was willing that the match should stand. (See Notes & Queries 23
              June, 1855). This sport is described under the name of Newe Faire, in Piers
              Plowman A. v. 171, B. v. 328, C. vii. 377, where _Clement Ţe cobelere caste
              of his cloke', for which _Hikke Ţe hakeneyman' wagered his hood, and _Robyn
              Ţe ropere' was named for _a noumpere', to ordain how much _who_so haueth the
              hood shuld haue amendes of the cloke'. For reference to a similar sport in
              Scandinavia and Germany (where called Freimarkt), see Germania XIX. (1847)
              1, Engl. Stud. V. 150. A recent example occurs in R. S. Surtees _Mr.
              Sponge's Sporting Tour' ch. xlv, in which the challenge is between a gold
              watch and a horse. In later times the result became the subject of further
              betting on the part of the bystanders: see The Sportsman 17 April 1897, 5/5.
              ?_1653 G. Daniel Idyl ii. 120 Ev'n those who now command, The inexorable
              Roman, were but what One step had given: Handy-Capps in Fate.
              1660 Pepys Diary 18 Sept., Here some of us fell to handicap, a sport that I
              never knew before, which was very good.
              1832 Mem. Sir J. Campbell I. xi. 300 Buying horses by what is called
              handy-cap; a kind of lottery, which everybody knows.
              1852 R. S. Surtees Sponge's Sp. Tour xlv.
              2. Horse-racing. (orig. attrib.)
              _ a. handicap match: a match between two horses, the arrangement of which
              was made in accordance with the sport of handicap in 1, the umpire here
              decreeing the extra weight to be carried by the superior horse, and the
              parties drawing as in 1 to declare whether the match should be _on' or
              _off', with the same chances as to the forfeit-money. Obs.
              (Such matches are recorded as early as 1680, but the term _handicap' does
              not appear.)
              1754 Pond's Racing Calendar p. xxxii, Rules concerning Racing in general,
              with a Description of a Post and Handy-Cap Match_A Handy-Cap Match, if for
              A. B. and C. to put an equal Sum into a Hat, C, which is the HandyCapper,
              makes a Match for A. and B. which when perused by them, they put their Hands
              into their Pockets and draw them out closed, then they open them together,
              and if both have Money in their Hands, the Match is confirm'd; if neither
              have Money, it is no Match: In both Cases the Hand-Capper draws all the
              Money out of the Hat; but if one has Money in his Hand, and the other none,
              then it is no Match; and he that has the Money in his Hand is intitled to
              the Deposit in the Hat. If a Match is made without the Weight being
              mentioned, each Horse must carry ten Stone. [So in _Rules of Racing' in
              Racing Calendar 1826, and Blaine Encycl. Rural Sports ed. 1832.]
              b. handicap race (shortened handicap): a horse-race in which an umpire (the
              handicapper) decrees what weights have to be carried by the various horses
              entered, according to his judgement of their merits, in order to equalize
              their chances. So handicap plate, sweepstakes, etc.
              1786 Pick Sportsman & Breeder's Vade Mecum I. 103 (Newmarket) Handicap Plate
              of 83 gs. for all ages. Two Middle Miles. Won by Mr. Fox's Balloon_13 others
              started.
              1789_90 Weatherby Racing Calendar 194 (Curragh, June Meeting) Handicap plate
              of 50 gs. from the Red Post home. Mr. Hamilton's King David, by High_flyer,
              6 yrs. old, 8 st. 12 lb.; Mr B. Daly's Little Moll, 5 yrs. old, 6 st. 12 lb.
              [and 2 other horses].
              1793_4 Ibid. 288 (Races to come: Bath.) The day after the Races, a Handicap
              Sweepstakes of 5 gs. each, for horses, etc, of all ages, two miles. The
              horses to be named to the Clerk of the Course by eight o'clock the evening
              before running, and the Stakes to be then paid.
              1806 Sporting Mag. XXVIII. 184 Six horses entered for a Handicap-plate of
              _50.
              1812 Ibid. XXXIX. 99 Four or five of the greatest Handicaps, to be run for
              at Newmarket next Spring.
              1856 H. H. Dixon Post & Paddock iv. 75 The luckiest of handicaps was the
              Chester Cup of 1853, when 131 out of 216 horses accepted.
              Ibid. vii. 114 In these more degenerate days of light-weights and handicaps.
              1858 Jockey Club Rules 17 in Blaine Encycl. Rur. Sports (1870) 373/1 If a
              horse shall fraudulently run_The owner shall_return any sum_won in plates,
              matches, or sweepstakes (whether handicap or not), which the said horse may
              have won.
              Ibid. 39. 374/1 In all handicaps with twenty subscribers, when the highest
              weight accepting is under 8 st. 12 lb., it is to be raised to that
              weight_but in all minor handicaps and in two-year-old handicaps_the highest
              weight_is to be raised to 8 st. 7 lb.
              1862 Times 2 Jan., The most prolific source of mischief, perhaps, on the
              Turf, is the increase and magnitude of the handicaps. There is no beast so
              miserable, but that he may possibly succeed in a handicap.
              187. Rules of Racing in J. Rice Hist. Brit. Turf (1879) II. 367 A _handicap'
              is a race in which the weights which the horses are to carry are to be
              adjusted after the time limited for entering or naming, according to the
              handicapper's judgment of the merits of the horses, for the purpose of
              equalizing their chances of winning_A free handicap is one in which no
              liability for stake or forfeit is incurred until acceptance, and no entry
              need be made.
              3. Any race or competition in which the chances of the competitors are
              sought to be equalized by giving an advantage to the less efficient or
              imposing a disadvantage upon the more efficient.
              Besides the method of weighting, as in 2, this may be done in various ways,
              according to the nature of the game, as by requiring the superior competitor
              to accomplish a greater distance (i.e. giving a start to the inferior), to
              do it in a shorter time, to play with fewer men or pieces, etc.
              1875 J. D. Heath Croquet Player 87 There is a variety called Time Handicaps,
              in which, if the game be not concluded at the expiration of a given time,
              the player who is ahead wins.
              1895 Badminton Libr., Billards 439 No two men should play in the same
              handicap when one can give the other much more than a third of the game.
              4. The extra weight or other condition imposed on a superior in favour of an
              inferior competitor in any athletic or other match; hence, any encumbrance
              or disability that weighs upon effort and makes success more difficult.
              1883 E. Pennell-Elmhirst Cream Leicestersh. 153 Two minutes at such a time
              is_a heavy handicap on the efforts of hounds.
              1890 Pall Mall G. 25 June 1/3 The president_will not be called upon for an
              address, as this is felt to be a severe tax upon the person and a handicap
              on the post.
              Ibid., His broken wing is a heavy handicap to him, and his chances against
              fox and stoat are now reduced to a minimum.
              1894 H. H. Gibbs Colloquy on Currency 231 If
              • Gość: Grzech Re: ŁYSIAK JEST NAJLEPSZY IP: *.citynet.pl 08.10.03, 00:35
                cz. 4

                4. The extra weight or other condition imposed on a superior in favour of an
                inferior competitor in any athletic or other match; hence, any encumbrance
                or disability that weighs upon effort and makes success more difficult.
                1883 E. Pennell-Elmhirst Cream Leicestersh. 153 Two minutes at such a time
                is_a heavy handicap on the efforts of hounds.
                1890 Pall Mall G. 25 June 1/3 The president_will not be called upon for an
                address, as this is felt to be a severe tax upon the person and a handicap
                on the post.
                Ibid., His broken wing is a heavy handicap to him, and his chances against
                fox and stoat are now reduced to a minimum.
                1894 H. H. Gibbs Colloquy on Currency 231 If other nations are injured by
                the absence of that advantage, what is to prevent them from altering their
                laws, throwing off the handicap, and riding with equal weights?
                5. (See quot.)
                1868 Brewer Phr. & Fable, Handicap, a game at cards not unlike Loo, but with
                this difference---the winner of one trick has to put in a double stake, the
                winner of two tricks a triple stake, and so on. Thus: if six persons are
                playing, and the general stake is 1s., and A gains three tricks, he gains
                6s., and has to _hand i' the cap' or pool, 3s. for the next deal. Suppose A
                gains two tricks and B one, then A gains 4s. and B 2s., and A has to stake
                3s. and B 2s. for the next deal. [No confirmation has been found.]
                6. attrib., as handicap match, plate, prize, race.
                1754, etc. Handicap-match, -plate [see 2].
                1856 H. H. Dixon Post & Paddock x. 175 At York about 10,000 [cards] are sold
                on the Handicap day.
                1897 Whitaker's Alm. 633/2 The A.A.A. rules fixed a limit of ten guineas for
                handicap prizes [in foot races].
                Ibid. 649/2 The Hester_was more successful in handicap matches, winning 5
                firsts and 4 seconds.

                Grzegorz Hajduk
                • Gość: ich1 Tak, oczywiście, chodziło mi plagiat z Macdonella. IP: *.ists.pl / *.ists.pl 08.10.03, 16:14
                  Niestety, to Ty musiałeś mi przypomnieć nazwisko tego autora. To brzydko z
                  mojej strony, że tak długo nie mogłem sobie tego nazwiska przypomnieć.
                  Sugerujesz, że Archibald to pseudonim Łysiaka? Hmmmm, faktycznie, nie
                  doceniłem twojego literackiego idola. Ja małodusznie zarzucałem mu plagiat, a
                  nie spodziewałem się, że mam do czynienia z geniuszem, który opanował sztukę
                  przenoszenia się w czasie. Mało tego: nie tylko przenoszenia się w czasie, ale
                  i wydawania tam książek. To naprawdę imponujące. Ktoś taki zasługuje na to, by
                  go nazywać mistrzem. Tylko dlaczego wydaje tam książki pod pseudonimem?
                  Książka "Napoleon and his marshals" autorstwa Archibalda G. Macdonella ukazała
                  się w Nowym Jorku w 1934 r., w wydawnictwie Mcmillan. Będę miał tę książke za
                  jakiś tydzień, i wrzucę co bardziej podobne cytaty na forum.
                  A tutaj mały link:
                  www.napoleon-series.org/military/battles/c_jonge.html
                  Jak się zapewne domyślasz, straszniem ciekaw, co mi teraz napiszesz.
                  • Gość: Grzech Łysiak IP: *.citynet.pl 08.10.03, 18:17
                    Ty udajesz czy taki jesteś naprawdę niekumaty?
                    Przeczytaj uważnie jeszcze raz fragment mego tekstu o Macdonellu.
                    Czy sugerujesz, że ja napisałem, że Łysiak to ta sama osoba co Macdonell???
                    Wolnego! Nie przekręcaj znowu.
                    Napisałem: "Zarzutów odnośnie twórczości napoleońskiej nawet nie próbuj, bo
                    Łysiak najlepszym bonapartystą Rzeczypospolitej jest. A może szukasz książki
                    Archibalda G. Macdonella <<Napoleon i jego marszałkowie>>?
                    Zwróć tylko uwagę, zanim cokolwiek napiszesz, że Archibald to także jeden z
                    pseudonimów Wilka".
                    Czy ja napisałem, że Archibald G. Macdonell to jeden z pseudonimów Łysiaka? Tak
                    należy rozumieć te trzy zdania?
                    Niby Go tak dużo czytasz, męcząc się przy tym okrutnie, a nie wiesz, że w
                    latach 70-ych używał peudonmiu - uważaj, podaję cały! - Archibald.
                    Nie Archibald G. Macdonell! Tylko Archibald. Jasne teraz?
                    Ten pseudonim świadczy o tym, że Łysiak już w młodości czytał Macdonella i,
                    widać, bardzo lubił (w mej ocenie ten pseudonim jest pochodną fascynacji
                    twórczością Macdonella).

                    Grzegorz Hajduk
                    • Gość: ich1 Re: Łysiak IP: *.ists.pl / *.ists.pl 08.10.03, 18:19
                      A widziałeś kiedyś tę książkę?
      • mkw98 Re: Waldemar Łysiak 07.10.03, 22:12
        Gość portalu: Grzech napisał(a):

        > Znajdziesz i wielbicieli, i paszkwilantów, i gości którzy zarzucają plagiat,
        >a nie umieją tego udowodnić.

        Witam

        Łysiaka w zasadzie lubię, choć mam do niego masę zarzutów (obrzydliwy stosunek
        do kobiet, książki bardzo nierówne, balansowanie na pograniczu kiczu)
        Plagiat też chyba udowodnić mogę:
        W książce "Dobry" (wyd Officina 1990), str 108 znajduje się dygresja o tym, jak
        to nigdy w życiu nie bywa tak, ze wszystko się udaje. Kto ma książkę, może
        sprawdzić, jak będe miała czas, to wklepię.
        Cały ten passus jest, delikatnie mówiąc, parafraza słynnego felietonu
        Kisiela "Historia tubki z klejem". Można sobie znaleźć w sieci.
        • mkw98 A zresztą macie: 07.10.03, 22:23
          Kisiel: (...) Jeśli masz coś do powiedzenia, to nie chcą cię słuchać, a gdy już
          chcą cię słuchać, okazuje się, żeś zapomniał, coś miał mówić. Gdy masz wstręt
          do wódki, okazja gratisowego a wesołego picia nadarza ci się dzień po dniu, a
          gdy pragniesz się napić, okazuje się, że nie ma za co ani z kim. Gdy jesteś
          samotny, pies do ciebie nie przyjdzie, gdy czujesz się zmęczony i chcesz się
          przespać, nudziarze przyłażą jeden za drugim. Jeśli w ogóle chcesz coś w życiu
          zrobić, to stwierdzasz, że akurat nie ma po temu możliwości, a jeśli możliwości
          się otworzą, wtedy na pewno zachorujesz; po wyzdrowieniu widzisz, że nie masz
          już ochoty na zrobienie tego, co zamierzałeś, choć możliwości nadal są, a kiedy
          po pewnym czasie ochota ci powróci, okaże się, że tymczasem możliwości się
          ulotniły, gdy zaś z kolei możliwości wrócą - tobie wróci choroba, bo to był
          rak. Jeśli masz w pokerze cztery trefle z asem oraz asa kier i postanawiasz
          odrzucić asa kier i kupować do koloru, wtedy na pewno przyjdzie ci as pikowy,
          jeśli zaś przeciwnie, zdecydujesz się zrezygnować z koloru i kupować do pary
          asów, okaże się, że szedł piąty trefl. Życie to pasjans, który nigdy nie
          wychodzi(...)

          Łysiak: (...)Jak masz coś do powiedzenia, to nie chcą słuchać, a gdy już chcą
          cię słuchać, to zapomniałeś, coś miał mówić; jak jest interes do zafarcenia, to
          nie masz szmalu, a jak już łyknąłęś gotówkęm, to na okazję jest szlag; Jak
          jesteś samotny, pies z kulawą nogą do ciebie nie przyjdzie, ale jak skołowany i
          chciałbyś przykimać, dzwonią do drzwi jeden po drugim. Życie jest jak loteria,
          na której wszystkie losy są trefne lub jak poker: trzymasz cztery dzwonki (z
          asem) i asa pikowego i główkujesz jak dobierać, do trójki lub karety, czy do
          koloru; kiedy odrzuciszpikowego, decydując do koloru, wtedy na pewno przyjdzie
          inny as, a jak zostawisz asy, to bankowo dokupisz piątego dzwonka (...)
    • jottka w kwestii 07.10.03, 20:16
      formalnej :)


      nurni-flowenol napisał:

      > uważam, iż jest Geniuszem, przez duze "g"; nie mam zamiaru udowadniać
      > swojej tezy



      to właściwie czemu oczekujesz, że komuś będzie sie chciało udowadniać coś
      przeciwnego? :)

    • dr.krisk Łysiak - Pepeg Z Gumy, Nieślubny Syn Wodza Azteków 08.10.03, 00:44
      Nie lubię. Kabotyn, powierzchowny. Narcyz.
      Też nie będę udowadnial dlaczego nie lubię. Bo nie!
      KrisK
      • Gość: Grzech Re: Łysiak IP: *.citynet.pl 08.10.03, 00:51
        Te epitety to chyba po wizycie przed własnym lustrem.
        Nie trzeba uzasadniać.
        Grzegorz Hajduk
        • dr.krisk O przepraszam.. 08.10.03, 01:03
          Gość portalu: Grzech napisał(a):

          > Te epitety to chyba po wizycie przed własnym lustrem.
          > Nie trzeba uzasadniać.
          > Grzegorz Hajduk
          Widzę, że zdenerwowałem jakiegoś łysiakofanatyka. Niepotrzebnie starasz się
          mnie obrazić, przecież wątek dotyczy m.in. tych, którzy o Wielkim Geniuszu
          Łysiaku sądzą to co ja.
          Musisz pogodzić się z tym, że nie wszyscy modlą się do twego idola.
          KrisK
          • Gość: Grzech Re: O przepraszam.. IP: *.citynet.pl 08.10.03, 18:30
            Nie pisz w taki sposób, bo tylko sobie sam dajesz świadectwo poziomu.
            A mnie Twój poziom nie interesuje; tym bardziej nie denerwuje.
            Nie wymagam, żeby się do Niego modlić. Sam tego nie robię; tylko podziwiam i
            cenię bardzo.
            Niepotrzebnie tylko starasz się obrazić Łysiaka i Jego fanów.
            Grzegorz Hajduk
            • dr.krisk Niepotrzebnie się nabzdyczyłeś... 08.10.03, 23:20
              Gość portalu: Grzech napisał(a):

              > Niepotrzebnie tylko starasz się obrazić Łysiaka i Jego fanów.
              > Grzegorz Hajduk
              Nikogo sie staram się obrazić. Czy to, że uważam kogoś za powierzchownego
              kabotyna jest obraźliwe? Niewątpliwie krytyczne, ale w żadnym razie nie jest
              to, jak piszesz, "epitet". To jak miałem napisać: "głęboki inaczej"?
              O fanach Łysiaka nie napisałem ani słowa, więc nie podstawiaj nogi...
              No.
              KrisK
      • maly.ksiaze Najbardziej u Łysiaka wnerwiają mnie... 08.10.03, 03:13
        ...jego fani.
        • petelka Re: Najbardziej u Łysiaka wnerwiają mnie... 08.10.03, 10:47
          :))))) Coś w tym jest!
          A co do samego Łysiaka: mam do jego pisania stosunek mocno ambiwalentny. Owszem
          czytałam jego książki, niektóre nawet z duzym zainteresowaniem. Ale jest w nich
          coś, co zawsze mnie wkurzało i wkurza. Nie potrafię powiedzieć co, ale
          najchętniej okresliłabym go jako 'genialnego grafomana'.
          • hellio wzruszenia 08.10.03, 11:12
            petelka napisała:


            > najchętniej okresliłabym go jako 'genialnego grafomana'.

            Jest w jego tekstach taka gotowość do majstrowania we wzruszeniach. Ale robi to
            tak ładnie, układa takie patetyczne melodie ze słów. Pamiętam, że poddawałam
            się temu bez żadnych targów. Lubiłam "Francuską ścieżkę" i "Empirowy", przy
            szkicu o Neyu płakalam za każdym razem, czytałam to mojemu synowi, też
            Michałowi, kiedy był dzieckiem i też się poryczałam :). A teraz...wzruszyłam
            się na samo wspomnienie...Coś jest w tych tekstach, jeśli o mnie chodzi.H
          • Gość: Marian Re: Najbardziej u Łysiaka wnerwiają mnie... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.03, 18:52
            A mnie wkurzają pseudointeligenckie szczeknięcia; schowani za elektronicznym
            parawanem Sieci, siedzący przed ekranem skarłowaciali krytycy, książęta
            samozwańcy, tchórze, uważają, że posiedli jakąś wiedzę o tym świecie. Siedzą
            sobie oto w ciepełku, po kolejnym dniu pańszczyźniany i dają upust
            swej "wielkości".

            Cytaty z Tischnera nieadekwatne, no chyba, że do samego Tischnera się odnoszą,
            argumenty typu, że wnerwiają mnie adwersarze to już szczyt prowadzenia
            dyskusji. Kibice piłkarscy przynajmniej mają odwagę użyć pięści, twierdząc, że
            nie podobają się im kibice przeciwnej drużyny. Po co głupie argumenty? Lepiej
            przyłożyć. Krócej, czasu szkoda.
            • maly.ksiaze Zaczarowany ołówek. 14.10.03, 03:23
              Dyskusja? Przecież nie przyszedłeś tu dyskutować, tylko 'dać świadectwo
              prawdzie'. Dałeś, możesz się odmeldować, ilustracjo ożywiona.

              Pozdrawiam,

              mk.
              • Gość: Marian Re: Zaczarowany ołówek. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.10.03, 10:01
                A Ty dyskutujesz? Wyrażasz swój sąd; poza tym pierwszy szczekałeś na
                przeciwników Łysiaka(i nie chodzi tu o Łysiaka nawet). Czego chcesz,
                obrońco "prawd inaczej"?
                • maly.ksiaze Re: Zaczarowany ołówek. 26.10.03, 18:41
                  Gość portalu: Marian napisał(a):
                  > i nie chodzi tu o Łysiaka nawet
                  No proszę, myślałem, że nigdy nie zauważysz, mój Ty bystrzacho. Łysiaka cenię.
                  Bez fanowskiej przesady i egzaltacji; stawiam go po prostu wśród mych
                  faworytów.

                  Nie znoszę natomiast łysiakowych akolitów Twojego pokroju. Matołków,
                  którzy 'jadą Łysiakiem' w czasie dyskusji z konkretnymi osobami na forum. O,
                  na przykład w ten sposób: "schowani za elektronicznym parawanem Sieci,
                  siedzący przed ekranem skarłowaciali krytycy, książęta samozwańcy, tchórze,
                  uważają, że posiedli jakąś wiedzę o tym świecie".
                  Na trybuna można pozować gdy ma się nakład od 100000 w górę. Tutaj wyglądasz
                  jak kabotyn na skrzynce po jabłkach. Zresztą, może i pasuje. Łysiak też miewa
                  kabotyńskie momenty.

                  Literatura jest do czytania.

                  Pozdrawiam,

                  mk.
                  • Gość: Marian Re: Zaczarowany ołówek. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.03, 17:39
                    Mały(bo mały, ale jednak)Książę napisał sobie w przypływie złości:

                    "Literatura jest do czytania".

                    Ot i cała filozofia! Wymiekam wobec takiego intelektu.

                    Wcześniej mamy:

                    "Nie znoszę natomiast łysiakowych akolitów Twojego pokroju. Matołków". Chcę
                    zauważyć, że Matołek jest wyższy od małego księcia, nie podskakuj.

                    I: "Na trybuna można pozować gdy ma się nakład od 100000 w górę".

                    Ot i znalazł sie facet, co nam mówi, co można, a co nie, kiedy można, a kiedy
                    nie. Wiedziałem, że to socjalista. A jak sie ma nakład 80000, to co? Szczamy do
                    umywalki? Przyjemniejsze to.
                    • maly.ksiaze A jednak... 28.10.03, 18:30
                      Gość portalu: Marian napisał(a):

                      > Mały(bo mały, ale jednak)Książę napisał sobie w przypływie złości:
                      To się nazywa: projekcja. Wyluzj.

                      > Ot i cała filozofia! Wymiekam wobec takiego intelektu.
                      Do usług. Czy jeszcze mogę Ci coś wyjaśnić. Znam odpowiedzi na wszystkie
                      pytania...

                      > A jak sie ma nakład 80000, to co?
                      Oh, źle się wyraziłem. 'Pozować' to można nawet (a może i 'zwłaszcza') na
                      imieninach u cioci. Tylko że to takie mało efektowne wtedy...

                      Pozdrawiam,

                      mk.
    • Gość: es Re: Waldemar Łysiak IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.03, 14:59
      najgorsze jest to że sam Łysiak też uważa że jest geniuszem. jego oceny są
      nieomylne, a komunizm zwalczył niemal sam.
      co dziwne kiedyś uwielbiałam jego książki- przeszło mi po przeczytaniu Lepszego-
      ale do dziś z prawdziwą przyjemnością wracam do niektórych- np Szachista , MW,
    • griszah Re: Waldemar Łysiak 08.10.03, 15:14
      Polecam zagorzałym fanom "Geniusza" ten adres
      www.solidarnosc.pw.edu.pl/aktualnosci/WLysiak.html
      Dobrze jest czasami wysłuchać argumentów drugiej strony.
      • staua lone wolf in run 08.10.03, 16:38
        A moze w takim razie to pan Lysiak zalozyl ten watek? Sadzac po nicku
        zalozyciela i pomysle W. Lysiaka dot. cytowania Makuszynskiego...mozna by tak
        pomyslec :-)
        • Gość: Grzech Re: lone wolf in run IP: *.citynet.pl 08.10.03, 18:37
          Dobrze odczytane (chyba, że znałaś to wcześniej), ale Nurni Flowenol to
          bohater "Statku" - superbestselleru 1994 roku i jednej z najlepszych książek
          polskich w XX w.
          Grzegorz Hajduk
          • staua Re: lone wolf in run 08.10.03, 20:29
            Nie, nie znalam tej ksiazki...tak tylko pomyslalam sobie w zwiazku z Twoim
            postem :-)
      • Gość: Grzech Re: Waldemar Łysiak IP: *.citynet.pl 08.10.03, 18:56
        Ok, potem proszę przejść do artykułu Łysiaka z "Tygodnika Solidarność"
        pt. "Dwaj panowie z szafą" (nr 24 z 15.VI.2001 r.), gdzie Łysiak punktuje dwóch
        paszkwilantów.
        Tekst również w zbiorze pt. "Łysiak na łamach 6 oraz wywiad-rzeka. Piórem i
        mieczem" (Chicago-Warszawa 2001, s. 217-235).
        Polecam zagorzałym antyfanom Mistrza Łysiaka.
        Grzegorz Hajudk
      • Gość: Grzech Re: Waldemar Łysiak IP: *.citynet.pl 08.10.03, 19:02
        Ww. artykuł dostępny również na stronie "Tysola":
        www.solidarnosc.pol.pl/2001/ts24/t13.html
        Grzech
        • Gość: wqrwiony Łysiak nie jest grafomanem. IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 08.10.03, 22:54
          Nawet jeżeli Łysiak to grafoman nie użyłbym tego
          określenia, w polemice, bo jest ono podstatowym z
          arsenału epitetów lewicowych przygłupów, rzucających się
          jak sfora psów na tych którzy nie szczekają jak one.
          Miernota ta, ujadając za swoimi ideologicznymi mentorami,
          niedostrzega, ze to co się jej wciska jako krytykę w
          służbie literatury i dobrego smaku, jest jedynie
          środkiem do zdezawuowania aksjomatów wspierających
          niewygodną zaprzańcom i intelektualnym predygiitastorom -
          eh qrwa niech będzie magikom, postawę.






          • Gość: wqrwiony Ale to marny pisarczyk IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 08.10.03, 23:07
            Żartowałm Panie Waldemarze, jest Pan naprawdę niezły,
            nie wybitny, żaden geniusz, ale naprawdę dobry autor
            literatury klasy "B", dlatego te ciągłe ataki na pana to
            zwykłe świństwo i hipokryzja.
            Tym bardziej, ze Wybiórcza nachalnie promuje i nobilituje
            autorów naprawdę mizernych.
            • Gość: Grzech To wielki pisarz IP: *.citynet.pl 12.10.03, 00:15
              Zgadzam się w większości kwestii - zwłaszcza o atakach lewaków,
              ich "argumentacji", ale nie w tym, że Jego literatura ma klasę "B".
              Jakie "B"? "B" zwykłe, do sześcianu, w kropki, szlaczki czy co insze?
              Co taka klasa w ogóle oznacza?
              Może On jest w "C6" lub "D3"?
              Szach.
              Dla mnie i tak Łysiak jest Mistrzem.
              I pozostanie wybitnym (co najmniej, bo ma momenty geniusza; zresztą nikt nie
              jest genialny constans, tylko czasami tak jest, bywa).
              Grzegorz Hajduk
    • Gość: Marian Re: Waldemar Łysiak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.03, 13:41
      Ja uważam Łysiaka za pisarza dużego formatu. Najbardziej mnie zadziwia nie
      istnienie jego zaciekłych przeciwników, którzy go czytają (ja po prostu nie
      czytam złych rzeczy) - którzy twierdzą, że on jest "grafoman". TO PROWOKOCJA!
      Zero argumentów! Przeciwnik Grzegorza wmawia mu, że ten wciąż powtarza, że
      łsyiak wielkim pisarzem jest, a sam nie ma żadnych argumentów poza swoją
      sugestią, odczuciem, które dzieli od obiektywizmy... ho, ho, ho.

      Moim zdaniem, wiekszośc ludzi ma niewolniczą mentalnośc, kształtowaną przez
      media, literaturę jedynie "słuszną" (przez wielkie "L"), którzy nie potrafią
      odóżnić nie tylko prawdy od fałszu, lecz piekna od brzydoty. Twierdzenie, że
      Łysiak nienawidzi kobiet jest śmieszne. No comment. Nie da rady - ręce opadają.
      Wołanie na Łysiaka, że wietrzy spisek jest NAIWNOSĆIĄ do potegi. Ślepi
      jesteście ot i co! Drażni was ktoś silny i niezależny. Jesteście bandą
      niewolników, którym Eco wmówi wszystko.

      Nazywanie twórczości Łysiaka kiczem jest kolejuną Prowokacją. Najlepsza rada
      dla tych, którzy cenią tego pisarza, to dać sobie spokój z dyskusją. Z ludźmi
      niepoważnymi, albo takimi, którzy chceliby uchodzić za poważnych, nie ma co
      dyskutować. CZAS pokaże kto ma rację. Kto będzie pamiętał o Masłowskiej za 5
      lat? Czy Eco będzie czytany za 25 lat? Łysiak będzie i wiem za co. Ale Wam nie
      powiem, boście głusi.


      Marian
      • Gość: ich1 Re: Waldemar Łysiak IP: *.ists.pl / *.ists.pl 12.10.03, 22:06
        > Ale Wam nie
        > powiem, boście głusi
        > Moim zdaniem, wiekszośc ludzi ma niewolniczą mentalnośc, kształtowaną przez
        > media, literaturę jedynie "słuszną" (przez wielkie "L"), którzy nie potrafią
        > odóżnić nie tylko prawdy od fałszu, lecz piekna od brzydoty..

        > Ślepi jesteście ot i co! Drażni was ktoś silny i niezależny. Jesteście bandą
        > niewolników, którym Eco wmówi wszystko.

        No to żeśmy sobie podyskutowali.Wobec takich argumentów muszę jestem
        bezradny.
        • Gość: Marian Re: Waldemar Łysiak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 12.10.03, 23:24
          No właśnie, pogadaliśmy. Moje argumenty nie są gorsze od Twoich. To rozmowa
          ślepego z głuchym (mogę być ślepy). Ja uważam "A" za wybitnego pisarza, Ty
          uważasz, że "A" jest do kitu i rzucasz kilka innych wybitnych nazwisk.

          Obiektywizm szlag trafił, subiektywizm zwycięża - torując drogę relatywizmowi.
          Rozmowa, dyskusja przypomina karczmę albo pogaduszki niewiast u fryzjera.
          • maly.ksiaze Re: Waldemar Łysiak 13.10.03, 02:25
            Gość portalu: Marian napisał(a):

            > Obiektywizm szlag trafił, subiektywizm zwycięża - torując drogę
            relatywizmowi.
            Cytat tygodnia. Czytasz czasem to, co napiszesz?

            > Rozmowa, dyskusja przypomina karczmę albo pogaduszki niewiast u fryzjera.
            Otóż to właśnie, koleżanko Marianno...

            Relatywnie, subiektywnie, spekulatywnie... pozdrawiam,

            mk.
            • Gość: Marian Re: Waldemar Łysiak IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 13.10.03, 18:39
              Co tam czytanie, koleżanko Mały Książę, ważne, czy z sensem.
              • Gość: nowy Re: Waldemar Łysiak IP: *.net.pl 24.10.03, 21:47
                Aby uspokoić emocje proponuje dla tych za i tych przeciw ,stworzenie wspólnie
                listy trzech najlepszych lub najgorszych książek Łysiaka.
                • Gość: Marian Wyjaśnienie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.10.03, 07:52
                  Nie zdenerwowałem się, starałem się zwrócić uwagę Szanownych Listowiczów (i to
                  niektórych), że argumenty przeciwko Łysiaka twórczości, te niby-uchodzące za
                  rzeczowe i obiektywne, są li tylko sądami. Jak to w Dem****cji - każdy myśli po
                  swojemu,lecz nie znaczy to, że musi mieć racją. A ton sądoów ludzi pokroju Mały
                  Książę jest tak napuszony i groźny, jakby przedstawiał nie wiem jaką prawdę,
                  odkrycia, a tam nie ma nic poza czystą opinią (z argumentami gorzej). Ludzie,
                  którzy nie napisali jednego ładnego zdania literackiego, a chcą uchodzić za
                  Krytyków, mogą być groźni dla otoczenia. Wystarczy palnąć "Łysiak to kicz" i w
                  zasadzie jest po sprawie. Zostałem wielkim krytykiem! Ale ze mnie znawca! Ja
                  wiem, że się go większość boi (W.Ł.), tej jego prawdy, lecz, na Boga, są jakieś
                  wymierne kryteria oceny pisarstwa Łysiaka. Jak w skoku w dal. Tutaj są to -
                  nakłady i milczenie jego wrogów. O literackich walorach nie piszę. I taki
                  ktoś, mówiący, że Łysiak to wielkie nic, jest b. dziecinne. Dzieci też wyrażają
                  sądy krótkie i pozbawione krytyki. Jest czas dla Synów i Córek uprawiających
                  relatywizm moralny, więc sobie tańcują niektórzy wesoło, kiedy mogą, ale nie
                  znaczy to, żeby się przejmować ich sądami. Ale co sobie poużywają - to ich.
                  Pozdrawiam.
                  • ich1 Re: Wyjaśnienie 26.10.03, 18:50
                    Argumenty przeciwko Łysiakowi są tylko sądami, natomiast argumenty w jego
                    obronie już nie. To czym są w takim razie? Równaniami matematycznymi?
                    Większość się boi Łysiaka, i dlatego go tak zaciekle atakuje. Łysiak to wielki
                    pisarz bo ma wielkie nakłady, a jego przeciwnicy milczą. Zatem jeszcze większą
                    autorką jest K. Grochala, bo ma jeszcze większe nakłady, a krytycy też o niej
                    milczą. albo wyrażają się z pobłażaniem. Ten kto krytkuje Łysiaka wyraża tylko
                    swoją opinię, natomiast ten kto go chwali ma rację. Bo ma. I na zakończenie:
                    każdy, kto krytykuje tego autora to relatywista moralny z bandy Michnika.
                    Nie bolą cię kolana, Marianie?
                    • Gość: Marian Re: Wyjaśnienie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.03, 05:58
                      Nie bolą mnie kolana. W każdym razie dziękuję za troskę. Ja też jestem
                      troskliwy i zapytam, czy nie boli Cię głowa?

                      Ktoś twierdzi, że lubi pisarstwo Ł. i jest OK. Opinia jego, nie musi wiedzieć
                      dlaczego lubi. jeden lubi Ł., inny "Ich 3". Ktoś - atakuje Ł. i daje opinie o
                      jego marnym pisarstwie. Ma prawo, oczywiście. Ale oto mi chodziło - o ten atak
                      bez argumentów. Ja nie lubię Grocholi, lecz wydając na jej temat krytykę -
                      powinienem używać argumentów, a nie sądów emocjonalnych, inaczej robi sie
                      bełkot polemiczny. Oczywiście, tak byłoby najlepiej.

                      Co to za atak na Ł.???!!! W sieci??? Kto Ty jesteś? Kupka elektronów, która się
                      podpisała? Krytykuj w jakiejś gazecie - niech to będzie podpisane nazwiskiem i
                      imieniem, a nie jakimś "Ich1". I co to za atak z przyzwoleniem
                      szanownej "bandy", trzymającej władzę?!

                      To, że Ł. ma nakłady Grocholi, wynika duzo. Ł. czytają inteligencji, G.
                      kucharki i studentki oraz kilku zniewieściałych osobników.

                      Ten kto chwali Ł. ma dobry gust, niekoniecznie musi używać dobrych argumentów.
                      Ten kto go krytykuje ma do tego prawo, lecz dobrze by było, gdyby dał
                      argumenty. Dajcie przykład - Kretony!

                      Swoją drogę przeciwnicy Ł. zadziwiająco dobrze znają jego twórczość! Imponujące.
                      • Gość: ich1 Re: Wyjaśnienie IP: *.ists.pl / *.ists.pl 27.10.03, 17:46
                        Najpierw uwaga ogólna. Jak sam się podpisujesz imieniem, to nie wypominaj
                        innym, że posługują się nickami, bo wychodzisz na idiotę. Ja przyajmniej
                        podałem swój e-mail. A teraz trochę argumentów.
                        1. Łysiak w licznych wywiadach kreuje się na pierwszego opozycjonistę prlu,
                        zażartego antykomunistę, nieposkromionego pogromcę komuchów, przy którym
                        wszyscy inni to kolaboranci. To może mały cytat:" zgodnie z wolą Józefa
                        Mackiewicza zabrania się natomiast jakichkolwiek przedruków, nawet bez skrótów
                        i zmian, wydawnictwom legalnym, jednoznacznie reżymowym, czy tylko
                        koncesjonowanym, ale zależnym od bieżącej polityki komunistycznych władz.(...)
                        Józef Mackiewicz był w poglądach bezkompromisowy. Uważał, że jedyne godne
                        miejsce dla emigranta politycznego w kraju rządzonym przez wroga jest więzienie
                        (...)" Cytat z oświadczenia Barbary Toporskiej Mackiewicz. W.Ł. był łaskaw
                        drukować w wielu wydawnictwach, i to legalnych, jednoznacznie reżymowych. Co
                        więcej - drukował w wielu zupełnie legalnych gazetach
                        np. "Kulisach", "Razem", "Polityce" czy też "Kulturze" (i to nie tej
                        paryskiej, oj nie). Żeby była jasność: dla mnie Łysiak mógł pisać gdzie tylko
                        chciał, nijak nie wpływa to na jego ocenę, pisał rzeczy neutralne. Drażni mnie
                        tylko jego kabotyństwo, zwłaszcza w zestawieniu z postawą człowieka, który był
                        antykomunistą w czasach, kiedy wymagało to rzeczywistych wyrzeczeń.
                        2. Poczytaj sobie, drogi Marianie, posty w wątku "Marquez: bubel czy dzieło".
                        Dyskutowano tam kwestię wartości literatury pisarza bardzo lubianego, problem
                        zostawiał postawiony dość prowokacyjnie. I co? Nikt nikogo nie obrażał, nie
                        pytał o stan głowy, nie przekręcał cudzych nicków. Ot, zwykła rozmowa o
                        literaturze. Kiedy pojawia się temat Łysiaka, natychmiast pojawiają się
                        miłośnicy tego pisarza, którzy rzucają się na każdego, kto oświadcza, że w
                        takiej literaturze nie gustuje, i zaczynają dzielić świat na uczciwych fanów
                        W.Ł. i cała zgniłą resztę. Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że przez swoją
                        agresję zagłuszają swoje wątpliwości, czy aby to na pewno dobra literatura.
                        3. Możemy się w nieskończoność przekomarzać, czy to dobre czy słabe książki.
                        Mi się nie podobają, uważam, że to bardzo przeciętny pisarz, nawet jak na
                        polskie warunki. To moja OPINIA, kilka jego książek przeczytałem, więc mogę
                        sobie tak pisać. Ty uważasz, że to geniusz, na kolana chamy itd. To twoja
                        OPINIA i masz do niej pełne prawo.
                        4. Przeczytaj sobie "Napoleon i jego marszałkowie" Macdonella. zapewniam, że
                        po tej lekturze ksiązki napoleońskie W.Ł. tracą nieco uroku. Jak "Zycie na
                        gorąco" po obejrzeniu Bonda...
                        • Gość: Marian Re: Wyjaśnienie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.10.03, 17:46
                          Ich1 napisał: "...bo wychodzisz na idiotę".

                          OK, nie odpowiadam, z idiotami nie rozmawiasz pewnie. I nie uważam Ł. za
                          geniusza. Nie słuchasz (czytasz) co napisałem. Za dużo tych emocji. I znowu nie
                          ma argumentów po Twojej stronie. Ciągle - ja uważam i uważam. Nie podaje
                          swoich, gdyż to Wy (niektórzy) zaczęli sypać emocjami, więc czekam na
                          arhgumenty. Nie znajduję ich jednak, więc czekam sobie i pozwalam na taką sama
                          taktykę.

                          Inaczej: znajdź kawałek lepszej literatury (współczesnej) polskiej od
                          pierwszych stronic "Kielicha". Literacko wyłącznie! Albo - kto mówi prawdę o
                          establishemencie lepiej i goręcej od Łysiaka? Nie mów, że Ty w domu ze
                          znajomymi. Publicznie. Co z tego, że drukowało się w reżimowych gazetach i
                          wydawnictwach za PRL. A Ty nie chodziłeś po socjalistycznych chodnikach?
                          • ich1 Re: Wyjaśnienie 28.10.03, 18:11
                            Przecież napisałem, że nie przeszkadza mi, że pisał wtedy, bo z księżyca nie
                            spadłem. Przeszkadza mi, że robi siebie teraz takiego bezkompromisowego
                            antykomunistę i tak chętnie rozlicza moralnie ludzi, których wówczas dotknęły
                            autentyczne represje (niezależnie od ich postawy po 90 roku) np. członków
                            dawnego KOR-u. Czemu w 1978 roku nie wypowiadał się tak bezkompromisowo o
                            establishmencie? Miał ku temu i okazję i możliwości (vide wspomniane tytuły -
                            na marginesie, redaktorem naczelnym Polityki w tych czasach był chyba
                            Rakowski).
                            A co literatury: może zabrzmi to brutalnie, ale w sporach o literaturę nie ma
                            miejsca na rzeczowe argumenty. Jednemu podoba się to, innemu co innego. I
                            dzięki Bogu - w Chinach wszystkim podoba się to samo. Nie mogę Ci podać
                            merytorycznych argumentów przeciwko twórczości Łysiaka, bo takich nie znam. Po
                            prostu nie podobają mi się jego książki, uważam, że są słabe. I tyle. Kielicha
                            nie czytałem, więc się nie wypowiadam.
                            • maly.ksiaze Jako socjolog amator... 28.10.03, 18:25
                              ...chciałbym wtrącić, że - i to jest pasjonujące - żaden inny polski autor nie
                              ma tak żarliwych miłośników. Oprócz, ma się rozumieć, Kingi Dunin.

                              Pozdrawiam,

                              mk.
                            • Gość: Marian Re: Wyjaśnienie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 10.11.03, 07:41
                              Po pierwsze, czemu to Ci, których niby Łysiak opluwa są dzisiaj tacy zgodni co
                              do niektórych tematów i milczą w kwestiach dla kraju fundamentalnych? Dalej.
                              Czy sam fakt represjonowania mnie, jest świadectwem mojej czystości. Czy nigdy
                              nie słyszałeś o popularnych tricku władzy zwanym - "wtyczką"? Czy nie istnieje
                              takie coś jak zwykłe zeszmacenie się? Czy nie wiesz, że władza, aby zamknąć
                              buzię krzykaczom - dawała im stanowiska, przywileje? A nawet gdyby
                              byli "czyścioszki" jedne, czyści jak łza, to nie znaczy automatycznie, że
                              teraz nie grzeszą. Właśnie oni gadają zgodnym chórem, a tacy jak Łysiak cały
                              czas są w opozycji - dlatego, że Ł. i nieliczni jemu podobni chcieli zmiany
                              systemu. Wielu "represjonowanych" to byli opozycjoniści PRL, których bolało co
                              PZPR zrobiła z socjalizmem. Dlaczego mamy lubić klasycznych socjalistów, tylko
                              dlatego, że byli represjonowani? Dla mnie to oni mieli wczasy przymusowe.

                              Po drugie, skąd wiesz, że Ł. nie jest bezkompromisowym antykomunistą?
                              Dlaczego "robi się" na takiego, a nie - "jest"? Już w tym zdaniu starasz się
                              zasugerować jakoby Ł. nie był antykomunistą. Z moich danych wynika, że był,
                              podobnie jak Herbert, w przeciwieństwie do np. Miłosza i Szymborskiej. Nie ma w
                              tym nic nowego i szokującego, tamci dwaj byli zawsze antykomunistami. Wtedy, za
                              PRL cenzura była inna. Wtedy, po prostu wycinało się tekst, bądź nie
                              dopuszczało całości do druku. Prosto i "uczciwie" w pewnym sensie. Dzisiaj,
                              pozwala się drukować, to fakt, lecz b. często zamilcza fakt wydania książki (bo
                              się opanowało ślicznie media), w efekcie - dziesiątki wartościowych pozycji
                              krąży gdzieś w tle, a Stasiuki i Świetlickie są na piedestale, i chyba oni sami
                              nie wiedzą, jakim cudem tam są. Chociaż ten drugi już chyba uwierzył w
                              posłannictwo.

                              Po trzecie, czemu mam nie napisać rzeczowo, że Łysiak jest lepszy od
                              Świetlickiego, ode mnie albo od Mini-Księcia? Można to jakoś udowodnić, obronić
                              argumentami. Np. wielkością nakładu, ale to tylko pomocniczy dowód (bo i
                              Grochola ma wielkie nakłady, a literatura jej to, jak mawia moja żona - co
                              najwyżej licealna). To, że w Chinach podoba się wszystkim to samo, też nie jest
                              argumentem, że u nas musi koniecznie ewidentna grafomania i cały gówniany kram
                              być dopuszczany do Parnasu (do domów nie wpuszczamy chyba w imię oświeconej,
                              rzecz jasna, tolerancji ćpunów, brudasów i pijaków). Przecież dzisiaj
                              mainstream kulturalny (sprzężony z władzą) "uchwala" wręcz co jest dobre, a co
                              złe. Efektem tej działalności są przeróżne boomy na Pilchów i trzecioligowców z
                              tikiem nerwowym oraz towarzyszyki łechtaczki, których normalny człowiek czytać
                              nie może. Sławę się dzisiaj rozdziela, za grzeczne siedzenie i klaszczanie. Tu
                              nic się nie zmieniło. Czasami weźmie się niegrzecznego i da nagrodę. Zmięknie w
                              try-miga.

                              Po czwarte, nie możesz podać argmentów przeciwko Ł.? Szkoda. A zatem
                              znaleźliśmy się w Klubie Dyskutanta "Pod Znikającym Argumentem". Dalej -
                              istnieje więc taka słodka dla mnie możliwość, że się mylisz! Bo nie masz
                              dowodów. A mnie po prostu większość jego książek się podoba! No i
                              podyskutowaliśmy sobie. To już nie można powiedzieć coś więcej o literaturze
                              niż "po prostu"?!?! Nasza dyskusja jest zatem babskim ględzeniem.

                              Po piąte, piszesz, że książki Ł. Ci się nie podobają, bo są słabe. Znaczy to,
                              że dysponujesz systemem wartości, który odróżnia książki dobre od książek
                              słabych. Dlatego ich nie lubisz, bo uważasz je za słabe (nie chodzi chyba o
                              okładki, które są w przypadku Ł. mocne!). Zapytam więc inaczej - dlaczego
                              książki Ł. są słabe? I... najważniejsze pytanie, jakie książki są dobre w takim
                              razie? I czy w przypadku tych literackich konfitur też posługujesz się
                              argumentem: "dlatego, bo ponieważ"?

                              Po szóste, mam pytanie "intymne". Czemu zajmujesz się słabym pisarzem, jakim
                              jest Ł.? Nie zarzucam, lecz pytam z ciekawości. To mnie b. dziwi, zazwyczaj
                              każdy człowiek woli marnotrawić czas dla swoimi ulubieńców bądż wartych
                              napisania zdanka idola. Skąd u Ciebie pasja dyskutowania o słabeuszu? Czemu
                              jest Was tak wielu? I czemu nie ustępujecie w wyrażaniu emocji jego zwolennikom?

                              Być może nie czytałem poprzednich maili, gdzie to wyjaśniasz. Sorry.

                              PS. Mainstream olał (jak zwykle) spotkanie z Łysiakiem w EMPiK w W-wie na Nowym
                              Świecie - mowa o konferencji prasowej (aczkolwiek upłynęła ona w kameralnej,
                              miłej atmosferze). Na szczęście czytelnicy dopisali i o 17-tej ustawiła się
                              długa kolejka do Ł. I o to chodzi! Czytelnik jest bogiem!
                        • Gość: Grzech Ich 1, kiedy w końcu odszczekasz swe łgarstwa? IP: *.citynet.pl 30.10.03, 21:43
                          Czekam już dwa miesiące na to, aż udowodnisz rzekomy plagiat Łysiaka, który Mu
                          zarzuciłeś. Choć nawet nie wiedziałeś o jaką knigę Ci chodzi. Tytuł ja musiałem
                          Ci przypominać.
                          Po paszkwilancu napisałeś tuż potem jako temat: "Tak, oczywiście, chodziło mi
                          plagiat z Macdonella", choć nie miałeś bladego pojęcia, na czym ten "plagiat"
                          miał polegać. To było 8 października.
                          I Ty szermujesz Józefem Mackiewiczem? Jaja sobie robisz z miłośników
                          Mackiewicza? Od kiedy interesujesz się Mackiewiczem? Czy aby przypadkiem nie od
                          momentu, kiedy zacząłem zwracać uwagę na paszkwile pisane przez Wygodną o tym
                          wielkim pisarzu? Odpowiedz na to pytanie.
                          Może znasz to: "Tylko prawda jest ciekawa"?
                          Chcę poznać prawdę, którą objawiasz, na razie oszczerczo, w tym forum.
                          A propos Mackiewicza, argument, że Łysiak publikował swe artykuły (historyczne
                          przede wszystkim) w PRL-u i to czyni z Niego jakiegoś cichego zwolennika
                          komunistów jest, krótko mówiąc, do bani. Równie dobrze możesz powiedzieć, że
                          Stanisław Bareja robił filmy na zamówienie KC PZPR (zwłaszcza takie
                          prokomunistyczne jak "Miś", "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?", "Nie ma róży
                          bez ognia", "Brunet wieczorową porą"); że księża mogli nauczać z ambon tylko
                          dlatego, że komuniści im pozwalali prowadzić studia teologiczne; że lekarze
                          mogli leczyć tylko z legitymacją partyjną w kieszeni; aktorzy mogli wyjść na
                          sceny tylko dzięki znajomościom w KW; piloci mogli latać jedynie po ukończeniu
                          kursu podstaw markisizmu-leninizmu; że oddychanie na terytorium czerwonego
                          państwa od razu czyniło z wszystkich mieszkańców niestrudzonych i wiernych
                          marksistów...
                          Nie czyń z tego poglądu Mackiewicza broni przeciw tym, którzy nie zgadzali się
                          na władzę kacapów w Polsce, ale którzy musieli w niej żyć, uczyć się, pracować -
                          bo to po prostu niedorzeczne. Mackiewicz miał prawo do takiej wypowiedzi, ten
                          facet naprawdę wiele przeszedł w życiu.
                          A Łysiak nie skalał się jak inni pisarze, literaci ani jedną prokomunistyczną
                          sylabą. A Jego studenci są świadkami, w jaki sposób prowadził wykłady na
                          Politechnice Warszawskiej i o czym na nich opowiadał. Czy innym wykładowcom
                          zdarzało się, że na zajęciach miejsc brakowało, bo przyjeżdżali z innych
                          uczeli, również z innych miast? Czytałeś "Lepszego"? Czytałeś "Łysiak na
                          łamach" od 1 do 6 części? Czytałeś "MW"? Czytałeś "Cesarskiego pokera"?
                          Po raz kolejny pytam: kiedy wreszcie przedstawisz światu dowody na to, co
                          piszesz?
                          Lewicowe media Cię za to ozłocą, weź to pod uwagę.

                          Grzegorz Hajduk
                          • Gość: aj waj Re: Ich 1, kiedy w końcu odszczekasz swe łgarstwa IP: 80.48.129.* 30.10.03, 23:22
                            "Po raz kolejny pytam: kiedy wreszcie przedstawisz światu dowody na to, co
                            piszesz?"

                            Ło ło ło, stary, jeśli Twój mistrz pisze w takim stylu jak Ty, to musi być
                            jakimś strasznie nadętym bubkiem! Przecież stylistyka Twoich wypowiedzi (kalać
                            się, czynić broń, odszczekiwać...) to wypisz wymaluj Rydzykowszczyzna.
                            Czy czytelnicy Łysiaka mają trochę poczucia humoru? Albo dystansu?
                            • Gość: Grzech W czym masz problem? IP: *.citynet.pl 30.10.03, 23:44
                              Płacą Ci za takie teksty czy robisz je gratis?
                              Co ma jakaś "Rydzykowszczyzna" do chęci dowiedzenia się o rzekomej kradzieży
                              intelektualnej?
                              Czy to ma być argument przeciw temu, by pytać o wyjaśnienie oszczerstwa?
                              Poczytaj Łysiaka, to się dowiesz, jakim stylem pisze.
                              Grzegorz Hajduk
                              • Gość: aj waj Re: W czym masz problem? IP: 80.48.129.* 31.10.03, 01:08
                                > Płacą Ci za takie teksty czy robisz je gratis?
                                Gratis. Chęć zrozumienia świata. W ogóle nie warto szafować tymi teoriami
                                konspiracyjnymi, może trochę śmiesznie wyjść.

                                > Co ma jakaś "Rydzykowszczyzna" do chęci dowiedzenia się o rzekomej kradzieży
                                > intelektualnej?
                                Nie, mnie nie interesuje kradzież intelektualna - zainteresowała mnie pewna
                                pompatyczna gniewność... że ktoś siedzi w domu i nie może spokojnie zjeść
                                kolacji, bo ktoś nazwał Łysiaka plagiatorem - no sorry, takie wrażenie
                                sprawiają Twoje długie, rozsierdzone posty - nawet jeśli spożywasz w pokoju.

                                Myślę sobie, że to pewnie dlatego, że ten pisarz stał się w jakimś ważnym
                                stopniu wyrazicielem Twojego i innych fanów stosunku do świata i atakowanie go
                                atakuje też światopogląd.
                                Mnie też irytuje miałkość i łatwość obecnego społeczeństwa - ale do Łysiaka mi
                                daleko. Chwalenie się wojowaniem z komunizmem teraz, kiedy już wolno, jest
                                śmiesznie łatwe. Popisują się tym wszyscy, z potwornie nudnym, nadętym i
                                pozbawionym poczucia humoru Janem Pietrzakiem na czele.
                                Kiedy byłem mały, przeczytałem "Łysiak Fiction". Było tam opowiadanie
                                wyśmiewające kapitalistyczny sąd amerykański, który oskarża Disneya o bycie
                                komunistą. Opowiadanie to wydało mi się dość poprawne politycznie jak na
                                samotnego samuraja bijącego się z systemem.
                                • maly.ksiaze Re: W czym masz problem? 31.10.03, 04:28
                                  To opowiadanie nie o amerykańskich sądach było, o nie.

                                  Pozdrawiam,

                                  mk.

                                  PS. Nadal uważam kalambury za kabotyństwo, ale...
                                • Gość: Grzech Re: W czym masz problem? IP: *.citynet.pl 31.10.03, 22:13
                                  Z opowiadania o Disney'u nie zrozumiałeś nic, jak widać, ale przyczyny tego nie
                                  szukaj u mnie.
                                  Mnie interesuje kradzież intelektualna, dlatego pytam.
                                  Czas zacząć odróżniać epitety natury obyczajowej od oszczerstw. Dla mnie
                                  mówienie o kimś "plagiator" oznacza to samo, co mówienie "złodziej".
                                  O mój światopogląd proszę się nie martwić.
                                  Łysiak wcale nie chwali się wojowaniem z komunizmem. Jemu to nie jest do
                                  niczego potrzebne. Jeśli o tym pisze bądź mówi, to dlatego, że jacyć osobnicy,
                                  którzy za PRL sprzedawali się w każdy możliwy sposób, po 1956, 1968, 1976, 1980
                                  i 1989 nagle przekręcili się na "antykomunistów". Łysiak tej wolty nie musiał
                                  czynić, więc pokazuje, co robił "piórem i mieczem".
                                  Jan Pietrzak zrobił w 1980 r. błąd, który polegał na tym, że do "Kabaretu pod
                                  Egidą" zaprosił takiego sługusa jak Ryszard Marek Groński.
                                  Mam w domu jeszcze taśmy z występami Pietrzaka (są tam również rewelacyjni
                                  Pszoniak i Fronczewski. Poczucia humoru jednak Pietrzakowi za tamte teksty nie
                                  odmówię. Za późniejsze również.
                                  Grzegorz Hajduk
                          • Gość: ich1 Służę IP: *.ists.pl / *.ists.pl 31.10.03, 18:14
                            W książce W. Łysiaka pod tytułem "Empirowy pasjans" znajdują się całe zdania
                            żywcem wyjęte z " Napoleona i jego marszałków". Nie został przepisany jeden
                            konkretny fragment, jednak podobieństwo wielu zdań jest uderzające.
                            Szczególnie jest to widoczne w części poświęconej Neyowi, ale nie tylko. Żeby
                            było śmiesznej, Łysiak w jednym miejscu powowłuje się na Macdonella, ale
                            podaje za nim cytat z Napoleona. Kiedy przepisuje całe zdania, nie daje
                            żadnych odsyłaczy. 60 procent anegdot jest przepisanych z niewielkimi tylko
                            zmianami. Nie mam dostępu do skanera, więc mogę ci tylko poradzić poszukać tą
                            książkę. Została ostatnio wydana przez wydawnictwo PULS w 1992r.
                            A co do innych kwestii: śmieszny jesteś, jak odmawiasz mi prawo do powoływania
                            się na Mackiewicza. A tobie kto je dał? Mackiewiczem interesuję się od czasu
                            gdy pisał o nim Cezary Michalski w swojej powieści "Siła odpychania" (dość
                            słabe, zresztą). Artykułów w Wyborczej o nim nie czytałem, musiałem
                            przegapić. Wyzywasz mnie od paszkwilantów, ale nie podałeś przykładów na
                            współpracę Leca z komunistami. A wracając do Łysiaka, to powtórzę: nie
                            przeszkadza mi, że publikował w prl-u. Jednak dziwi mnie, że mając tak
                            radykalne poglądy, jak je dzisiaj przedstawia, mógł publikować w tygodniku,
                            którego redaktorem naczelnym był M. F. Rakowski. Nie przeszkadzało mu to
                            wtedy? Wtedy prawda była mniej ciekawa? Wytłumacz mi z łaski swojej, gdzie
                            wtedy podział się jego "etyczny maksymalizm"? Kolejny Wallenrod? Mówimy o
                            schyłku lat siedemdziesiątych, gdzie czego, jak czego, ale okazji do
                            manifestowania swojej opozycyjności nie brakowało. Pisywanie w "Kulturze"
                            (warszawskiej) walką z komuną bym nie nazwał, zwłaszcza w czasach, gdy wielu
                            ludzi trafiało na indeks i mieli zakaz publikacji. Nie masz co mi pisać, że
                            wtedy nie można było inaczej, bo z tym nikt nie polemizuje, tylko niech Łysiak
                            nie robi z siebie takiego pogromcy komuny, bo określenie kabotyn jest
                            najłagodniejsze jakie przychodzi mi na myśl.
                            • Gość: Grzech Gdzie ten dowód, do diaska? IP: *.citynet.pl 01.11.03, 19:30
                              > W książce W. Łysiaka pod tytułem "Empirowy pasjans" znajdują się całe zdania
                              > żywcem wyjęte z " Napoleona i jego marszałków". Nie został przepisany jeden
                              > konkretny fragment, jednak podobieństwo wielu zdań jest uderzające.

                              Gdzie tu logika? "Żywcem wyjęte", a potem "nie został przepisany konkretny
                              fragment".
                              Łysiak pisząc o Napoleonie, i w ogóle o całej epoce napoleońskiej nie wymyśla
                              faktów, anegdot, bitew itd. Jeśli ktoś wcześniej pisał frapująco o Napoleonie,
                              to ktoś, kto to robi równie interesująco, nie jest plagiatorem przez sam fakt,
                              że pisze o tych samych ludziach, zdarzaniach, tezach.
                              Może miał wymyślać anegdoty? Może trzeba było wymyśleć na nowo całą historię
                              wojen, życiorysy marszałków, przebieg bitew, nazwiska bohaterów?
                              Czy sądzisz, że z kolei sam Macdonell wymyślał anegdoty o Napoleonie? Może to
                              on w ogóle Napoleona wymyślił i ma do niego autorskie prawa majątkowe i
                              osobiste?
                              Czy jeśli ktoś z historyków, pisarzy napisze o zdarzeniach historycznych
                              przedstawionych uprzednio np. przez Jana Długosza to wtedy też powiesz, że to
                              plagiat? Karol Bunsch pisząc o Piastach jest więc w takim pojmowaniu
                              plagiatorem Galla Anonima i Kadłubka. Czy to byłoby poważne?

                              Tak już na marginesie: skąd te 60 procent? Może 65 albo 80? Dlaczego nie? Jeśli
                              60, to znaczy, żeś liczył, a jak liczył, znaczy, że masz tę książkę, więc daj w
                              końcu, proszę ponownie, owe dowody, które obiecałeś dwa miechy temu. No, chyba,
                              że to tylko tak, znowu, z głowy wzięte.
                              Nawet jeśli Łysiak 100 % anegdot powtarza, to nie jest to plagiat, On się
                              przecież nie przedstawia jako ich autor.

                              Nie odmawiam Ci prawa do powoływania się na Mackiewicza, ale po Twych ostatnich
                              oszczerczych postach jest to najzwyczajniej żałosne.
                              Ja Cię nie wyzywam od paszkwilantów - Ty nim po prostu jesteś. Sam na to
                              zapracowałeś.

                              Ja, pisząc że Lec służył komuchom, nie jestem paszkwilantem, jakeś sugerował
                              słodko znowu przeinaczając fakty - stwierdziłem po prostu
                              fakt. To nie to samo, co Ty robisz, pisząc o twórczości Łysiaka, nie znając jej.
                              Czy naprawdę nic nie znalazłeś o życiorysie "nieuczesanego" sługi czerwonych z
                              lat 1944-1956, że domagasz się tego bym ja to uczynił, tzn. oświecił Cię?
                              Dobrze, zrobię to niedługo.

                              Na łamach "Polityki" Łysiak pisał o ochronie zabytków, o Wenecji, a nie o
                              wyższości czerwonego nad imperializmem, nie chwalił socjalizmu, nie podlizywał
                              się władcom obozu.
                              Czy Ty rozróżniasz te rzeczy?
                              Jakby pracował np. w drukarni, to też zawsze można powiedzieć, że jej
                              dyrektorem był jakiś komuch, więc ci, którzy w drukarni pracowali są "be". Już
                              o tym pisałem, nie przeczytałeś uważnie.
                              Czy masz jeszcze jakiś inny, ciekawy "argument" z "Polityką"?
                              Wyjaśnij mi ten "etyczny maksymalizm", proszę.
                              Ponowię pytania o to, czy czytałeś wymienione w poprzednim mym liście książki
                              Łysiaka? Ten "kabotyn" już jest ta wyświechtany przez lewaków, że znalazłbyś
                              coś innego.

                              Grzegorz Hajduk
                              • Gość: ich1 Re: Gdzie ten dowód, do diaska? IP: *.ists.pl / *.ists.pl 02.11.03, 00:36
                                Po prostu wysil swoją inwencję i znajdź tę książkę. Skoro z ciebie taki
                                gieroj, nie powinieneś mieć z tym problemów. Jeszcze raz: A.G.
                                Macdonell "Napoleon i jego marszałkowie". Dla takiego miłośnika Łysiaka jak
                                ty, wrażenia gwarantowane. Wrażenia w stylu "deja vu". A co reszty: czy to
                                przystoi takiemu antykomuniście jak nasz bohater publikować w takich pismach?
                                Jak można było funkcjonować na tak wygodnych zasadach w czasach zdrady
                                narodowej (stosując jego kryteria)? Nie wiesz jak wtedy dostawało się paszport?
                                A jednak pan Łysiak zwiedzał Włochy, Francję, nawet USA. Zaiste, ten system
                                musiał upaść, skoro tak chętnie wypuszczał swojego zajadłego wroga raz po raz
                                z kraju, zeby ten mógł sobie popisać o malarstwie i innych pierdołach. Dziwne,
                                że inni nie mogli wyjeżdżać. Widocznie nie byli tak zażarci.
                                • Gość: Grzech Re: Gdzie ten dowód, do diaska? IP: *.citynet.pl 02.11.03, 15:36
                                  Posłuchaj, żałosny paszkwilancie:
                                  powiedziałeś dwa miesiące temu, to, co powiedziałeś, więc teraz nie przerzucaj
                                  po bolszewicku ciężaru znalezienia dowodów na mnie!
                                  Nie będę się wysilał - Ty masz to zrobić, inaczej jesteś oszczercą.
                                  Czy każdy turysta wyjeżdzający z PRL-u to zwolennik ustroju?
                                  Może masz jakąś wiedzę na temat otrzymania paszposru przez Mistrza Łysiaka, ro
                                  się podziel nią na forum.
                                  Tylko nie tak, jak wyszło Ci plucie na utwory Wilka o Napoleonie, błagam.
                                  Jeśli dla Ciebie malarstwo, czyli Sztuka to "pierdoły", to może wróć do jaskini.
                                  Co to w ogóle za teza "malarstwo i inne pierdoły"? Czytałeś "Wyspy
                                  zaczarowane", "Francuską ścieżkę", "Asfaltowy saloon"? Masz jakieś argumenty
                                  przeciw tym utworom?
                                  Wiesz, naprawdę nie pluj więcej na Łysiaka, bo tylko robi mi się coraz
                                  śmieszniej po Twych bezsilnych "zarzutach".
                                  Grzegorz Hajduk

                                  • Gość: wqrwiony łysiak dał dupy IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 02.11.03, 17:29
                                    jak można legitymizować tak nieskalanym nazwiskiem komuchów, pracując dla
                                    reżimowej prasy/
                                    • Gość: Grzech Możesz jaśniej? IP: *.citynet.pl 03.11.03, 00:49
                                      Podaj choć jeden tekst "legitymizujący" komuchów.
                                      Wiesz, na czym polega wolność, jak się ma "szczęście" mieszkać w reżimie?
                                      Grzegorz Hajduk
                                    • Gość: wqrwiony to proste, pomyśl IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 03.11.03, 01:39
                                      • Gość: Grzech Nie rób uników, tylko podaj konkret IP: *.citynet.pl 09.11.03, 16:27
                                        • Gość: wqrwiony pracował w reżimowej gazecie, ergo wspierał reżim IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 10.11.03, 20:46

                                  • Gość: ich1 Pytania żałosnego paszkwilanta IP: *.ists.pl / *.ists.pl 03.11.03, 11:37
                                    Mam do ciebie jedno pytanko, Grzechu. Trochę się denerwujesz czytając moje
                                    posty, za co bardzo cię przepraszam. Domyślam się, że wynika to z tego, że
                                    uderzam celnie.
                                    W "Stuleciu kłamców" mistrz (albo któryś z jego wyznawców) podaje informację,
                                    że w 1980 r. jakiś tekst Łysiaka wywołał furię na Kremlu. Powiedz mi zatem,
                                    ale szczerze: czy ty naprawdę wierzysz w takie bajki? Tę o warszawskich
                                    bandziorach zaczytujących się w "Dobrym" łyknąłeś gładko. Ale czy naprawdę
                                    sądzisz, że w Moskwie w 1980 nie mieli nic lepszego do roboty, jak tylko
                                    czytać twórczość samotnego wilka? A nawet jeżeli przyjmiemy coś tak
                                    nieprawdopobnego, to czy twój idol mógłby potem spokojnie wydawać sobie
                                    książki w prlowskich wydawnictwach? A do paszportu: nie pamiętasz jak to było?
                                    Czy sądzisz, że ktoś, kto miał tak radykalnie antykomunistyczne poglądy jak
                                    mistrz mógł rzeczywiście dostać paszport? I to nie raz i nie dwa, i nie do
                                    jakiejś tam Bułgarii, tylko do Stanów Zjednoczonych, siedliska imperializmu.
                                    Samotny Wilk musiał rzeczywiście bardzo dobrze się konspirować, jeżeli władza
                                    tak chętnie wypuszczała go z baraku. I jeszcze jedno: jakoś nie odniosłeś się
                                    do postu z cytatami z "Dobrego" i z Kisielewskiego, autorstwa mkw98 (pod
                                    tytułem "A zresztą macie"). Przeoczyłeś?
                                    • Gość: Grzech Odpowiedź dla paszkwilanta IP: *.citynet.pl 03.11.03, 22:37
                                      > Mam do ciebie jedno pytanko, Grzechu. Trochę się denerwujesz czytając moje
                                      > posty, za co bardzo cię przepraszam. Domyślam się, że wynika to z tego, że
                                      > uderzam celnie.

                                      Nie przepraszaj mnie, tylko Łysiaka.
                                      Kłamcy zawsze mnie denerwują, więc nie dziw się, że tak reaguję.
                                      Czy Łysiak coś Ci dobrego uczynił, że tak plujesz na niego?
                                      Oberwałeś może w jakimś tekście od Niego, albo może ma On poglądy inne niż Ty?
                                      O co Ci chodzi właściwie? Masz jakiś kompleks, że to jeden z lepiej piszących w
                                      tym kraju? Że to jeden z najpoczytniejszych pisarzy? O co?
                                      Nie umiesz udowodnić swej wypowiedzi sprzed 2 miesięcy, i unikasz tego jak
                                      diabeł święconej wody. Czego się zatem spodziewasz? Że Ci odpuszczę te łgarstwa?
                                      Z tą celnością to tak, jak z pamięcią u Ciebie i ze zdolnością do wyłożenia
                                      dowodów. Na razie ładujesz na ślepo, po omacku.

                                      > W "Stuleciu kłamców" mistrz (albo któryś z jego wyznawców) podaje informację,
                                      > że w 1980 r. jakiś tekst Łysiaka wywołał furię na Kremlu. Powiedz mi zatem,
                                      > ale szczerze: czy ty naprawdę wierzysz w takie bajki? Tę o warszawskich
                                      > bandziorach zaczytujących się w "Dobrym" łyknąłeś gładko. Ale czy naprawdę
                                      > sądzisz, że w Moskwie w 1980 nie mieli nic lepszego do roboty, jak tylko
                                      > czytać twórczość samotnego wilka?

                                      To nie jest bajka. To fakt. Za dużo czytasz "recencji" Łysiaka z Wygodnej. Tam
                                      padł ten zarzut, że nota dyplomatyczna Kremla i furia Akademii im. Suworowa to
                                      baśń wymyślona przez Łysiaka. Łysiak naprawdę dostał zakaz druku po ukazaniu
                                      się "Cesarskiego pokera", kacapy chciały cofnąć dystrybucję, ale było za późno.
                                      Cały nakład został wykupiony. Po szczegóły znowu odsyłam do Jego książek.
                                      A tę notę to może mieli pokazać całej Polsce w dzienniku wieczornym?
                                      Nie było bajki o "warszawskich bandziorach zaczytujących się w <Dobrym>" - Ty
                                      znowu przekręcasz - już mnie to nudzi - przeczytaj jeszcze raz uważnie ten
                                      kawałek, w którym Łysiak o tym wspomina.

                                      > A nawet jeżeli przyjmiemy coś tak
                                      > nieprawdopobnego, to czy twój idol mógłby potem spokojnie wydawać sobie
                                      > książki w prlowskich wydawnictwach? A do paszportu: nie pamiętasz jak to
                                      było?
                                      > Czy sądzisz, że ktoś, kto miał tak radykalnie antykomunistyczne poglądy jak
                                      > mistrz mógł rzeczywiście dostać paszport? I to nie raz i nie dwa, i nie do
                                      > jakiejś tam Bułgarii, tylko do Stanów Zjednoczonych, siedliska imperializmu.

                                      Czy tysiące ludzi jadących do USA w latach 70-ych (przeważnie górale) to a
                                      priori komuniści? Co niby mam pamiętać o paszporcie Mistrza Łysiaka, kiedy mnie
                                      nie było przy tym, jak go dostawał. Masz wiarygodne informacje, co do sposobu
                                      uzyskania paszportu, to napisz, a nie ściemniaj o tym, co Ci się zdaje.

                                      > Samotny Wilk musiał rzeczywiście bardzo dobrze się konspirować, jeżeli władza
                                      > tak chętnie wypuszczała go z baraku. I jeszcze jedno: jakoś nie odniosłeś się
                                      > do postu z cytatami z "Dobrego" i z Kisielewskiego, autorstwa mkw98 (pod
                                      > tytułem "A zresztą macie"). Przeoczyłeś?

                                      Nie martw się czy coś przeoczyłem.
                                      Martw się i bacz, żebyś Ty nie przeoczył.
                                      Zadałem kilka pytań i omówiłem kilka spraw - przeoczyłeś?
                                      Bez tego dysputa robi się jałowa. Rzucasz jakiś przeczytany epitet lub tezę, a
                                      nie odnosisz się do mych odpowiedzi.
                                      Tekst podany przez mkw98 to nie jest plagiat. To parafraza.
                                      Grzegorz Hajduk


                                      • Gość: ich1 Paszkwilu ciąg dalszy IP: *.ists.pl / *.ists.pl 03.11.03, 23:32
                                        1.Parafraza? No dobrze, nie ma plagiatów są tylko parafrazy. Przepisywanie
                                        Macdonella to też tylko parafraza. Zapewne znajdziesz definicję plagiatu z
                                        Prawa autorskiego (podpowiadam: artykuł 115) i zaczniesz się dopytywać,
                                        czy "Empirowy pasjans" jest plagiatem. Odpowiadam: w tym znaczeniu nie jest.
                                        Możemy mówić o daleko posuniętej inspiracji (do tego stopnia, że kiedy
                                        czytałem Macdonella miałem wrażenie, że już skądś to wszystko znam). Po twoim
                                        poście odnalazłem tę książkę i powtarzam: Łysiak bardzo wiele zaczerpnął z
                                        tego dzieła. Tak wiele, że powinien zrobić odesłanie. W potocznym rozumieniu
                                        tego słowa mamy do czynienia z plagiatem. Znajdź ksiązkę i przeczytaj.
                                        2. Tak, zakaz druku. A kiedy ukazał się Łysiak Fiction? A MW? Dziwny to był
                                        zakaz druku, że został tak szybko cofnięty. Jak na system totalitarny,
                                        wyjątkowo łagodnie obchodzono się z takimi zażartymi dysydentami. Szkoda, że
                                        inni nie mieli tyle szczęścia.
                                        3. Nie mam do Łysiaka żadnych uraz, kompleksy wywołują u mnie pisarze z trochę
                                        wyższej półki. Denerwuje mnie tylko jego megalomania i hipokryzja. Naprawdę
                                        nie wiesz, jak fukcjonował prl? Odpowiedz mi na to kilka pytań: czy naprawdę
                                        sądzisz, że ówczesne władze tolerowałyby kogoś o tak radykalnych poglądach?
                                        Wydał w państwowych wydawnictwach wg mojej niepełnej wiedzy 13 książek do
                                        1989r.(pewnie mnie poprawisz, ale raczej in plus). Publikował swoje teksty w
                                        siedmiu róznych czasopismach, z czego co najmniej dwa trudno uznać za zupełnie
                                        neutralne politycznie (Kultura i Polityka). Paszport dla osób o nieokreślonych
                                        poglądach był czymś trudno osiągalnym, ale dla ludzi zaangażowanych w
                                        politykę, deklarujących swoje przekonania polityczne był prawie niedostępny, a
                                        jeżeli już to na zasadzie wyjątku i raz na 15 lat. Łysiak dostawał go - sądząc
                                        po książkach poświęconych zachodowi - jak, nie przymierzając, Kałużyński. Czy
                                        wtedy prawda też była przeciwko całemu światu? Czy rzeczywiście sądzisz, że
                                        jest to najwłaściwsza osoba do opowiadania o tym, jakim piekłem był prl? Czy
                                        sądzisz, że właśnie on ma legitymację do tego, by rozliczać całą ówczesną
                                        opozycję? Powiedz szczerze, co o tym myślisz. Nie dostrzegasz żadnego
                                        dysonansu? Będę wdzięczny za sensowną odpowiedź.
                                        • Gość: X Re: Paszkwilu ciąg dalszy IP: *.energis.pl 05.11.03, 00:21
                                          Czytam i czytam i mam ochotę tylko na jeden komentarz (na plagiatoparafrazę
                                          albo parafrazoplagiat - czy jak to nazwać - Sienkiewicza): Czego chce od
                                          Łysiaka ta psiarnia, że porządne książki pisze?
                                        • Gość: Grzech Słusznie zauważyłeś w końcu, że to paszkwil IP: *.citynet.pl 09.11.03, 17:33
                                          Gość portalu: ich1 napisał:

                                          > 1.Parafraza? No dobrze, nie ma plagiatów są tylko parafrazy. Przepisywanie
                                          > Macdonella to też tylko parafraza.

                                          Jeśli Łysiak przepisał książę Macdonella, a Ty ją już masz, to może w końcu
                                          łaskawie - po jakim to już okresie? - podasz to, co suponowałeś oszczerczo?
                                          Przestań ściemniać, napisałeś Tylko oskarżenia, a dowodów jak nie ma, tak nie
                                          ma. To jest właśnie mentalność PRL-owska.
                                          Od soboty też mam już książkę Macdonella (trafiła do mnie z Holandii).
                                          Czytam ją i zastanawiam się, o co Ci chodzi?
                                          Gdzie - do kurki wodnej - jest ten rzekomy plagiat? I od kogo, idąc tym „tokiem
                                          rozumowania” „przepisywał” Macdonell? Nie przeczytałeś mych poprzednich postów –
                                          tam to klarownie wyjaśniłem – pisanie o zdarzeniach historycznych nie jest
                                          plagiatem, w jakimkolwiek rozumieniu. Najpierw sprawdź, co może być przedmiotem
                                          prawa autorskiego. Chyba że potrafisz pokazać, które fragmenty Łysiak „żywcem
                                          wyjęte”. Na razie, konsekwentnie, budujesz swój image paszkwilanta. Przedstaw
                                          się, jeśli masz odwagę. Swe kłamstwa powinieneś odszczekać, jeśli miałbyś
                                          odrobinę przyzwoitości.
                                          Pamiętasz, co napisałeś? Przypominam:
                                          Re: A GDZIE ŁYSIAK !?! IP: *.ists.pl / 192.168.0.*
                                          Gość: ich1 09.09.2003 00:14
                                          "Dobrze, podyskutujmy. Zarzut plagiatu podtrzymuję. Co do szczegółów - podam za
                                          tydzień. Książka o którą mi chodzi jest dość trudno dostępna i nie jestem
                                          teraz pewien pisowni nazwiska autora. W ciągu siedmiu dni obiecuję sprawę
                                          przybliżyć".
                                          Re: A GDZIE ŁYSIAK !?! IP: *.ists.pl / *.ists.pl
                                          Gość: ich1 14.09.2003 18:49
                                          "PS. do plagiatu wrócę za kilka dni".

                                          „Empirowy pasjans” to nie książka naukowa, tylko beletrystyka, więc, jakbyś
                                          mógł zobaczyć do innych dzieł tego czy innego pisarza, że w takim gatunku nie
                                          podaje się przypisów (odesłań).
                                          Łysiak jeśli cytował Macdonella, to podał autora (vide „Cesarski poker”, w
                                          którym oddał hołd Macdonellowi – s. 274-275, wyd. II, Kraków 1991).

                                          Powtarzam kolejny raz: dalej brak odpowiedzi na me pytania.

                                          Łysiak nie kroił się na dysydenta w latach PRL. Nie każdy antykomunista musiał
                                          być ogłoszony w mediach PRL jako przeciwnik systemu.
                                          Odnośnie noty kremlowskiej i sprzeciwu Akademii Wojskowej im. Suworowa w
                                          temacie „Łysiak zbawiciel” odsyłam do odpowiedzi Łysiaka (w formie listu
                                          otwartego) na zarzut wyssania z palca tych faktów, miotany przez różnych
                                          paszkwilantów. Miłej lektury.

                                          Łysiaka władza nie mogła, ot tak sobie, odstrzelić – już pod koniec lat 70. był
                                          bardzo znanym i poczytnym pisarzem. Przestał pisać do prasy od grudnia 1981. A
                                          książki były chlastane przez cenzurę.
                                          On nie uważa się za sędziego tamtego systemu i nie uważał nigdy, że
                                          ma "legitymację do tego, by rozliczać całą ówczesną opozycję". Nie czytałeś
                                          chyba Jego wywiadów i artykułów.
                                          Pomału wychodzi szydełko z wora. Czy może głównym zarzutem przeciw książkom
                                          Łysiaka jest Jego mówienie prawdy o niektórych "herosach" lewackiego skrzydła
                                          KOR-owskiej opozycji?
                                          To może otworzymy osobny temat o tym w forum?
                                          I może tam już obędzie się bez chamskiego oczerniania jednego z najlepszych
                                          pisarzy polskich?
                                          Ty piszesz anonimowo, łagodnie mówiąc bzdury o Łysiaku, których nawet przy
                                          dużym natężeniu dobrej woli nie można nazwać krytyką, a On nie ma prawa
                                          krytykować „ówczesnej opozycji”? Czyżby tęsknota za cenzurą?
                                          I na koniec, a propos "sensownej odpowiedzi": różnica między mną a Tobą jest
                                          taka, że ja swe tezy potrafię udowodnić, opowiadam na każdy pseudozarzut (choć
                                          te „zarzuty” są śmieszne i odgrzane z rozmaitych oszczerczych „recenzji”),
                                          piszę, zwracając się do Ciebie wprost, wielką literą, nie chowam się za
                                          nickiem – podaję swe prawdziwe dane personalne.

                                          Grzegorz Hajduk
                                          • Gość: ich1 Zapomniałem zapytać o jedną rzecz IP: *.ists.pl / *.ists.pl 11.11.03, 21:57
                                            Ilu bezkopromisowych antykomunistów miało swój program w latach
                                            siedemdziesiątych w telewizji? Jakoś nie słyszałem o "Godzinie ze Zbigniewem
                                            Herbertem". Nie pamiętam też, żeby Herling - Grudziński występował w "100
                                            pytań do...".
                                            Grzechu,jak masz Macdonella, to sam oceń, czy jeden "hołd" wystarczy.
                                            • Gość: Mandarynka Re: Zapomniałem zapytać o jedną rzecz IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 14.11.03, 19:54
                                              Ich1, Ich1, tu Mandarynka, tu Mandarynka, Ty nie zapominaj, Ty nie pytaj, Ty
                                              nie wymyślaj, Ty do roboty się weź i zacytuj w końcu ten plagiat (czy para-coś
                                              tam) albo cosik białego do ręki weź i pomachaj oponentowi, który do ściany Cię
                                              przykleja... (póki co, sromotnie przegrywasz!)
                                              Mandarynka
    • Gość: prawdziwy_polanin Saga o Mistrzu Łysiaku IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.10.03, 03:52
      SAGA O MISTRZU ŁYSIAKU

      Bijcie Polskie bębny!!
      Zagrajcie trąby Prawdy!
      Choć bełkoczą zawistnie lewicowi pseudo-intelektualiści,
      Wygra w końcu obnażyciel jawny.
      Niech tapla się w błocie relatywizmu
      Służalcza "Gazeta", co karmi kłamstwami
      Niech krzyczy "róbta co chceta" tłuszcza
      Niech broni komunizmu antypolskimi wykrętami!
      Jest Ktoś, kto stawi odpór - posłuchajcie!
      Jest Pisarz, słowo jego przetrwa Waszych "geniuszy"
      Którzy wsławili się tym tylko - sowieckim służactwem
      Ale on, Prawdzie wierny, Ojczyznę poruszy.
      Możecie sobie pluć jadem, feministki,
      Rzecznicy "mniejszości" z kalnych ścieków!
      Bonapartysta zerwie wam przesłony listki,
      I staniecie jak nadzy, Naród ujrzy: umysłowych kaleków.
      Wieloma kłamstwami próbowali Go skazić:
      Plagiator, Faszysta, Grafoman
      Ach, proszę Cię, pamiętaj: z ich krzywych ust to komplementy
      Zaśmiej się z tego i zacznij - nowy Roman! (francuski: powieść - przyp.)
      Czasem może być trudno, to prawda:
      Przecież zewsząd postmodernizm, pornografia
      Należy jednak wierzyć, wygramy i zaśmiejemy się
      Patrząc, jak tonie w ścieku historii Michnikowska mafia!

      Jan Hubert Rychter ("prawdziwy polanin")
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka