Dodaj do ulubionych

Opowieść o biednej matce - do krytycznej oceny

13.03.09, 10:03
- Mamo, chcę chiiiiiipsy! - marudził synek.
- Nie mam pieniędzy - warknęłam cicho, starając się, by klienci z kolejki mnie nie usłyszeli.
- Ale ja chcę! Chcę..! - malec zaczął złościć się na całego.
Ponieważ ludzie zaczęli się na nas oglądać, zaczerwieniłam się i wymierzyłam synkowi klapsa. Liczyłam na to, że teraz się zamknie, tymczasem on upadł na brudną podłogę i skręcał się w ataku histerii.
- Co za matka! - odezwała się jakaś emerytka. - Żałuje dziecku chipsów!
- Niech pani zobaczy, co ona ma w koszyku! - wtrąciła inna kobieta. - Malutki kawałeczek mortadeli, pół chleba, dwa jabłka... i nic dla dziecka! Jak tak można.
- Takie zakupy!.. A niech pani zobaczy, czy nie wydaje się pani, że ona jest w ciąży? Chuda jak patyk, ale brzuszek odstaje! O, ja mam dobre oko do takich szczegółów.
Pojęłam, że trzeba ewakuować się z tego sklepu. Ludzie, gdy już komuś dobiorą się do skóry, nie ustąpią. Będą kąsać, gryźć, wyśmiewać, dogadywać, poniżać.
- Hola, a pani dokąd? - krzyknęła do mnie kasjerka.
- Rezygnuję z zakupów, bo dziecko mi się mazgai - wyjaśniłam.
- Ma pani towar w koszyku? To proszę zapłacić. Proszę, policzę pani bez kolejki. Chipsy też?
- Chipsy nie.
- Osiem dwadzieścia.
Otworzyłam mój zniszczony portfel. Ponieważ Bartuś pociągnął mnie za rękę, drobniaki posypały się na podłogę. Schyliłam się, by je pozbierać.
Były to drobne monety po 20, 50 groszy... Wygrzebane resztki, powyciągane zza szafy, ze skarbonek dzieci, z kieszeni starych spodni. Moje ostatnie pieniądze...

Wychodząc ze sklepu, dygotałam. Jeszcze nie nauczyłam się, jak znosić upokorzenia z powodu mojej biedy. Towary niosłam w ręku, bo kasjerka nie dała mi reklamówki. To nic, wrzucę je do wózka i pojedziemy do parku. Trzeba trochę ochłonąć, popatrzyć na zieleń, na kaczki, w spokojnym otoczeniu doczekać do trzynastej; o trzynastej odbiorę ze szkoły bliźniaczki i wrócimy razem do domu.
Bartuś znienacka się uspokoił. Wlókł się teraz uczepiony mojego płaszcza. Jeszcze wielu rzeczy musi nauczyć się ten mój synek. Nie tylko chipsy będą poza jego zasięgiem, ale także kanapki z szynką, serki Danio, płatki czekoladowe... A także ulubione cukierki witaminowe, kartki z bloku, plastelina i tysiąc innych drobiazgów, które niedostępne są dla dzieci biednych matek. Mam nadzieję, że przynajmniej matczynej miłości mu nie zabraknie, że - klepiąc biedę - nie stanę się złośliwa, wredna, nieczuła.

Rano mój mąż ostatecznie przyznał, że nie będzie już szukał pracy. Jest miłośnikiem książek i skoro nie może pracować jako sprzedawca (przed miesiącem zwolnili go z księgarni), nie będzie pracował w ogóle. Nie dla niego harowanie na budowie, nie dla niego wystawanie przed Pośredniakiem wśród prymitywnych ludzi; wreszcie - nie pojedzie do matki prosić o zapomogę.
Powiedziałam mu wtedy, że znowu jestem w ciąży. Tak naprawdę ciąża od dawna była widoczna, jednak mąż o nic nie pytał, nie zauważał.
Ziewnął tylko.
- Rób co chcesz - mruknął.
- Może więc... Gdybyś przynajmniej zarejestrował się w Urzędzie Pracy i dostarczył takie zaświadczenie o braku dochodów, mogłabym starać się o jakąś pomoc.
- A ty tylko w kółko o pieniądzach! - zirytował się mąż i rzucił we mnie tomem Prousta. - Co za prostaczka się z ciebie zrobiła! Tylko pieniądze ci w głowie, tylko mamona. Kiedyś taka nie byłaś. Kiedyś czytałem ci wiersze, kiedyś prowadziłaś ze mną długie dyskusje o pisarzach, byłaś inteligentna, oczytana, zadbana, a teraz...
- A teraz moje dzieci chcą jeść - wtrąciłam. Chwyciłam Bartusia za rękę; ubieraliśmy się szybko, byle tylko wyjść z tego okropnego, zawalonego książkami domu.

- Mamo, a gdzie wózek? - spytał nagle synek.
Nie było wózka w miejscu, w którym go zostawiłam. Nie sądziłam wcześniej, że złodziej połakomiłby się na taki rupieć. Bartuś już nawet nie potrzebował wózka, miał trzy latka, ale urodzę przecież następne dziecko.
- Tam!!!
Malec podskakiwał, pokazując paluszkiem w stronę parku. Spostrzegłam mężczyznę z płaszczu pchającego przed sobą nasz wózek, mężczyzna biegł szybko, oglądając się od czasu do czasu.
- Za nim! - upchnęłam zakupy w kieszeniach i pobiegliśmy za złodziejem; Bartuś śmiał się głośno, uważając pościg za świetną zabawę, ja jednak szybko się zadyszałam. Musiałam podtrzymywać dłońmi brzuch, a wkrótce zatrzymałam się, bo bolesny skurcz uświadomił mi, że biegi już nie dla mnie.
Opadłam na ławeczkę. Wokół mojego brzucha zaciskała się jakby obręcz. Oczywiście wiedziałam, co to znaczy.
Do diabła z wózkiem, obym tylko nie urodziła w szóstym miesiącu!

Nagle... Nagle Bartuś zostawił mnie i pobiegł za złodziejem. Ten odwrócił się i robił w stronę dziecka obraźliwe gesty. Rozpoznałam go teraz - był to człowiek, o którym mówiono, że jest pedofilem i na dodatek ma wariackie papiery. Wszystkie matki bardzo się go bały.
A mój synek biegł w jego stronę.
Obserwuj wątek
    • woman-in-the-city Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 11:04
      O jezusicku !
      Konopnicka wróciła.

      Niestety wczale mnie nie cieszy perspektywa powrotu czasów Janka- Muzykanta, bo
      coraz więcej takich biednych Janków widzę...
      • only_marcopol Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 11:18
        woman-in-the-city napisała:

        > O jezusicku !
        > Konopnicka wróciła.
        >
        > dobre :D

        ale najbardziej śmieszy mnie fakt ze ona inspiracji szukała na naszym forum

        Otóż polskiedrogi uświadom sobie fakt ze na forum oszczędzamy!!! pisza głownie
        osoby które kase mają ale nie chcą jej trwonić na głupoty owszem nie tylko ale
        jakies 70 % wiec nie dość ze nie umiesz w ogóle podejść luzi to jeszcze nawet
        sobie wybrać dobrze "obiektów"
      • maplawczerwonym2 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 11:22
        alez sie pan wczul panie o malo co polskaautostrada :-D

        usmialam sie jak dawno - nie wiem do jakiej kategorii to
        zakwalifikowac, najzabawniejsze, ze niby po to??? tak
        sie "wczuwales" na naszym forum i nas obrazales..? he,he... a teraz
        pod pretekstem niby to fragmentu opowiesci, kolejny oddech kaczuchy
        z naszego forum...???? zdenada

        tak na marginesie, jako potencjalny czytelnik pare slow od siebie -
        w zyciu nie kupilabym czegos takiego, w zyciu nie przeczytalabym
        wiecej niz dwa zdania, gdyby nie ta marna prowokacja na oszczedzaniu

        a ten motyw z pedofilem - ktorego poznala z oddali, z przedwczesnymi
        skurczami, no comments
        :-D bezcenne
        • only_marcopol Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 11:28
          maplawczerwonym2 napisała:

          > alez sie pan wczul panie o malo co polskaautostrada :-D

          leżę i kwiczę ze śmiechu :D

          panie czy pani nie mam pojęcia ( małe litery są celowe) polskiedrogi jesli
          miałabym ocenić ten fragment powieści czy nie wiem czego dokładnie powiedziała
          bym tak skrajnie "zbajerzone" - nie ma takich ludzi którzy nie mają co do garnka
          włozyć a mąż powie nie ide do pracy - jak dla mnie to gruba przesada
          • anabella72 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 28.03.09, 06:53
            I tu się nie zgodzę. Niestety znam osobiście takie osoby. Jest bardzo dużo
            takich sytuacji w życiu, tylko łatwiej jest ich nie zauważać. To nie są
            oczywiście osoby, które wystają pod budką z piwem czy w opiece społecznej.
    • magdalaena1977 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 12:31
      Niezależnie od mojej negatywnej oceny etycznej zachowania autora/ki, który na
      innych forach podszywał się pod osoby niezamożne (
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=20012&w=92384988), oceniam ten fragment
      prozy jak najgorzej.
      Historia jest niespójna, niewiarygodna (np. motywacja mężą, który nie szuka
      pracy), napisana sztywnym językiem. A sama bohaterka to wyjątkowa idiotka
      (zostawianie wózka przed sklepem, bicie dziecka), aż ma się ochotę powiedzieć,
      że sama sobie na to zasłużyła.
    • isa1001 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 13:36
      Odpowiem cytatem z piosenki Kazika: "Ale dno, ale dno..." A tak
      szczegółowo:

      1. Ale ona musiała mieć kieszenie, że się w nich pół bochenka chleba
      zmieściło, mortadela i jabłka! Może zmień tytuł na "Opowieść o
      kobiecie z wielkimi kieszeniami!".
      2. Za te pieniądze to ona mogła kupić oprócz chleba (1,50) i jabłek
      (1 zł) nawet pół kilo mortadeli, a to nie jest mały kawałeczek. Dla
      twojej informacji 1 kg mortadeli kosztuje 8 zł. Takie rzeczy trzeba
      sprawdzać, tym bardziej jeśli normalnie odżywiasz się szynką
      parmeńską.
      • maplawczerwonym2 isa1001 13.03.09, 13:41
        twoje posty sa miodem dla mych uszu :-D
        • only_marcopol Re: isa1001 13.03.09, 13:49
          maplawczerwonym2 napisała:

          > twoje posty sa miodem dla mych uszu :-D
          podpisuje sie obiema łapkami

          już nie napisze : źle, że się polskiedrogi pojawiał na naszym forum -
          dostarczyła nam tyle radości ze jej wybaczam :D lepsze to niż wszelkie kabarety
          świata
    • madzia1708 wyraźnie jest z Tobą coś niehalo 13.03.09, 14:01

    • alka44 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 14:50
      "- Mamo, chcę chiiiiiipsy! - marudził synek.
      - Nie mam pieniędzy - warknęłam cicho, starając się, by klienci z kolejki mnie
      nie usłyszeli.
      - Ale ja chcę! Chcę..! - malec zaczął złościć się na całego.
      Ponieważ ludzie zaczęli się na nas oglądać, zaczerwieniłam się i wymierzyłam
      synkowi klapsa. Liczyłam na to, że teraz się zamknie, tymczasem on upadł na
      brudną podłogę i skręcał się w ataku histerii."

      To nie jest zachowanie biednego dziecka.
      Tak robia tylko dzieciaki, które w ten sposób mogą coś osiągnąć.
      • anabella72 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 28.03.09, 06:54
        Fakt. Dziecko wychowane w biedzie, nie będzie się tak zachowywać.
    • ojuciasan Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 15:00
      No dobrze, ale dlaczego ona tyle tych dzieci z nieudacznikiem napłodziła, skoro
      inteligentna?!... Dwoje by nie wystarczyło? ;-)
      Opinie powyżej nie są "krytyczne", raczej krytykanckie z założenia, w powody nie
      wnikam. Moim zdaniem warsztatowo napisane jest bez zarzutu. Tylko trochę
      przejaskrawione. Ok, to pewnie celowy zabieg. Ale ta liczba dzieci, kolejna
      niechciana ciąża - chyba jednak drobna niespójność? Wielodzietne matki, nie
      znające antykoncepcji, a nagle zubożała "inteligentka" - trochę inne środowisko.
      Zwłaszcza, że nic nie wskazuje na religijny fanatyzm bohaterki. Jeśli zamierzasz
      pokazać pewne zjawisko społeczne, które hipotetycznie może dotknąć każdego
      (szczególnie w kryzysie), to bazuj raczej na większym prawdopodobieństwie
      sytuacji.
      • jacek1f tak, zgadzam sie, oby tak wiecej osob potrafilo 13.03.09, 15:06
        pisac po polsku.
        Reszta - bez komentarza.
      • polskiedrogi Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 18:19
        Dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Nie, nie przejaskrawiłam celowo, to niestety mój błąd... Wstyd.
        Chciałam pokazać los młodej kobiety uwięzionej przy niezaradnym, egoistycznym mężu. Nikt dla niej nie chce pomóc - gdy ona prosi o pomoc, natrafia tylko na niechęć, wrogość, niedowierzanie. Radzą jej sprzedać książki męża (a mąż uważa je za skarby), każą przynieść zaświadczenia z Urzędu Pracy (a mąż nie chce iść do urzędu). Ona z frustracji robi się coraz bardziej agresywna...
        Chciałam pokazać, że właściwie tylko rodziny z patologią otrzymują pomoc, wykształcone małżeństwa - nie.
        Dlaczego tyle dzieci? Bo mąż bardzo przystojny... Bo z oszczędności nie stosowała tabletek, tylko prezerwatywy, które w najgorętszym momencie pękały. Zresztą nie wiem, jak to może być możliwe, mam trudności z zebraniem materiałów. Faktem jest, że znam kobietę wykształconą, która ma aż piątkę dzieci, mieszkają w dwupokojowym mieszkaniu. Oczywiście nie spytam jej, jak do tego doszło.
        • mysia-mysia Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 19:45
          a mąż to się literaturą żywił? tak przynajmniej rozumiem
          • isa1001 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 22:26
            mysia-mysia napisała:

            > a mąż to się literaturą żywił? tak przynajmniej rozumiem

            Nie, no skąd... Tą mortadelą, co mu żona w kieszeni przyniosła.
            • mysia-mysia Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 23:33
              nie, mortadelę to ona w kieszeni wyniosła, moim zdaniem chciała ją zjeść poza
              domem, żeby mąż nie widział

              podoba mi się też fragment, gdy wyprowadza dziecko z "tego okropnego,
              wypełnionego książkami domu" od męża, który nie interesuje się jej ciążą a jak
              zaraz potem widzi że ktoś ukradł wózek to myśli, że przecież będzie chciała mieć
              jeszcze jedno dziecko
              • polskiedrogi Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 14.03.09, 07:35
                Wsadziła mortadelę do kieszeni, ponieważ nie otrzymała w sklepie reklamówki. I na pewno by jej sama nie zjadła, kupiła dla dzieci. Dobra matka szybciej się zagłodzi, niż zje to, co przeznaczone dzecku.
                Włożyłaby zakupy do bagażnika wózka, lecz wózek zniknął.
                Była w ciąży, więc moim zdaniem nic dziwnego, że walczyła o wózek jak lwica.
          • anabella72 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 28.03.09, 06:59
            Zastanawiam się ile piszących tu osób tak naprawdę interesuje się co się dzieje
            naokoło. Takowy mąż nie interesuje się tym, skąd będzie miał jedzenie. Baba ma
            przynieść i już. On jest stworzony do wyższych celów. Też znam takie osoby. Taka
            matka niestety nie jest w stanie odejść , bo nikt jej nie pomoże. A tu
            przekonuję się że żadne z was też by jej nie pomogło. Przykre. I nie komentuję
            samej opowieści tylko wasze podejście do przedstawionego problemu.
        • ojuciasan Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 22:33
          No tak, ale ta znajoma nie jest raczej przypadkiem typowym... Może to akurat
          kwestia światopoglądu. Mniejsza o to. Generalnie bezmyślne płodzenie licznego
          potomstwa w niepewnej sytuacji materialnej świadczy jednak trochę o braku
          wyobraźni obojga małżonków. Tu usprawiedliwienie mają raczej te rodziny
          patologiczne, one mogą pewnych rzeczy po prostu nie ogarniać. Od wykształconych
          ludzi wymaga się nieco większej świadomości ;-)
          Sądzę, że lepiej byś zrobiła, gdybyś zaufała bardziej swojemu własnemu
          instynktowi, postawiła się w sytuacji kobiety, której nagle grunt obsuwa się pod
          nogami, wyobraziła ją sobie; te upokorzenia, bezsilność, szarpaninę, rozpacz,
          bunt, narastającą agresję - i opisała to wszystko. Nie rezygnując oczywiście
          także z obserwacji ludzi.
          Natomiast doskonale rozumiem intencję (Fakt, rodzinom patologicznym łatwiej
          przychodzi zdobycie pomocy, bo nie ogranicza ich wstyd, ambicje i tak dalej). I
          że w podobnej sytuacji łatwo i niepostrzeżenie można się na granicy tej
          patologii znaleźć, nawet osobom wykształconym...
        • alka44 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 23:01
          "Nikt dla niej nie chce pomóc -"
          A mnie się wydaje, ze nie dla niej a jej. Nikt jej nie chce pomóc -
          • ojuciasan Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 14.03.09, 03:04
            Jasne, ze dobrze Ci się wydaje. Ale myślę, że to zwykłe przeoczenie, sądząc po
            całości.
    • nobullshit Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 13.03.09, 23:54
      Od strony poprawności językowej - super.
      Prawdopodobieństwo psychologiczne, sytuacyjne, życiowe, logika wydarzeń -
      bliskie zeru.
      Na bardziej szczegółową wypowiedź szkoda mi czasu. Bo nawet jeśli nie jest to -
      kolejna - zwykła podpucha, to nie sądzę, aby ten tekst miał mieć dalszy ciąg. Sorry.
      • polskiedrogi Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 14.03.09, 07:41
        Na Waszym forum nie robiłam żadnych "podpuch", jak to nazywasz.
        A zaczytany, znużony życiem mąż jest postacią wziętą z życia - bo to akurat mój mąż, kórego znam bardzo dobrze. Czyta, czyta, i nie myśli o tym, by opłacić rachunki. Kiedyś mi się to podobało, teraz nie.
    • skajstop Hmmm, styl internetowy ;p 14.03.09, 11:40
      No cóż, pozwolę sobie i ja napisać kilka uwag na temat tego fragmentu.

      Pierwsza i najważniejsza uwaga: styl nie pasuje do treści. Bo styl jest bardzo
      "lekki", powiedziałbym - gazetowy. Internetowy wręcz. To by było dobre, gdybyś
      opowiadała jakąś lekką historię, choćby słodko-gorzką, z humorem przeplatającym
      się z poważnymi sprawami. Ale ja tu nie widzę humoru, za to widzę próbę opisania
      czegoś poważniejszego - i to mi zgrzyta, że używasz wiertarki zamiast pędzelka.
      Moim zdaniem ten temat powinien być pisany w tonacji poważnej, gęstym
      realistycznym stylem albo opowiedziany żartobliwie.

      Druga rzecz: wiarygodność. Już przedmówcy się do tego odnieśli. A ja dodam: po
      grzyby do lasu chodzi się z atlasem grzybów, nie anatomicznym. Masz żywy dowód
      tragicznej jakości kwerendy, jaką zrobiłaś. Rzecz jasna, wiesz wszystko o swoim
      życiu. Ale literatura to jakieś tam uogólnienie, analiza, wyciągnięcie wniosków
      - aby nie popadać w biografizm. I mam wrażenie, że jednak nie udało ci się
      wydobyć wiarygodnego obrazu ludzi borykających się z kłopotami finansowymi. Ani
      reakcji innych na to, jak w tym supermarkecie.

      Ogólnie, kiepsko. Jeżeli serio masz ambicje literackie, to nie pisz, tylko
      czytaj - dużo prozy realistycznej, sensu stricto współczesnej.
      • polskiedrogi Re: Hmmm, styl internetowy ;p 14.03.09, 17:32
        A to dopiero surowa ocena! Jednak nie jestem pewna, czy się do końca zgadzam z uwagami Skajstopa o "lekkości" stylu.
        Styl nie zależy od ciężkości czy też lekkości powieści, lecz od tego, kto jest narratorem. W tym przypadku narratorem jest kobieta niezbyt mądra, ona opowiada właśnie tak a nie inaczej, rozumuje tak a nie inaczej. Jeżeli narrator byłby trzecioosobowy, musiałby pisać poważnie, wplatać metafory, porównania itp.
        A co powiesz na temat "Życie przed tobą" Gary'ego? Styl bardzo lekki, infantylny, a tematyka bardzo poważna - przedłużanie życia, umieranie.
        I kogo masz na myśli pisząc o prozie współczesnej? Chyba nie Koziarskiego?! Niezbyt znam tych współczesnych pisarzy.
        A co do czytania, naczytałam się już w życiu wystarczająco. Znam Tołstoja, Żeromskiego, Prousta. Mówię już im do widzenia. Teraz będę czytać tylko to, co sama napiszę.
        Ostatnia rzecz: mój mąż bardzo się oburzył, gdy dowiedział się, że nie nadaje się na postać literacką, że jest niewiarygodny. Nie można tak pisać o moim mężu...
        • skajstop Re: Hmmm, styl internetowy ;p 15.03.09, 13:21
          > Ostatnia rzecz: mój mąż bardzo się oburzył, gdy dowiedział się, że
          > nie nadaje się na postać literacką, że jest niewiarygodny. Nie
          > można tak pisać o moim mężu.

          Pozdrów go ode mnie, fajny facet musi być. I niech śpi spokojnie, to nie on jest
          niewiarygodny, tylko te literki złe :D

          > A co do czytania, naczytałam się już w życiu wystarczająco. Znam
          > Tołstoja, Żeromskiego, Prousta. Mówię już im do widzenia. Teraz
          > będę czytać tylko to, co sama napiszę.

          Dech mi zaparło z wrażenia, prawdziwa z ciebie pisarka, taką puentę strzelić...
          • nobullshit Re: Hmmm, styl internetowy ;p 15.03.09, 14:39
            Imho jest to raczej styl pisemek w rodzaju "Życie na gorąco" albo "Chwila dla
            ciebie" czy jak tam się one nazywają, w których rzekome "historie z życia" piszą
            dziennikarze. Jeśli na takich publikacjach i na takim targecie Ci zależy,
            utrzymaj ten styl. W sumie takie pisanie to też sztuka, i żaden wstyd. Jeśli
            tylko ma się świadomość, dla kogo i po co (dla kasy) się pisze. Większość z nas
            musi chałturzyć, żeby sie utrzymać.

            Zaś co do Twojego męża, jeśli rzeczywiście istnieje, powinien być raczej
            urażony, że wywlekasz Wasze prywatne sprawy na publicznych forach (nawet jeśli
            jest to po części licentia poetica), a nie, że wypadł w czyichś oczach
            niewiarygodnie.
            • ojuciasan Re: Hmmm, styl internetowy ;p 15.03.09, 15:22
              Stylu się naprawdę nie czepiajmy - jako jedyny jest tu przekonujący,
              rzeczywiście odpowiada poziomowi narratorki ;-)
              Gorzej z wiarygodnością treści, psychologią postaci i wiarą w ludzi...
        • mkw98 Re: Hmmm, styl internetowy ;p 16.03.09, 12:41
          > mąż bardzo się oburzył, gdy dowiedział się, że nie nadaje
          > się na postać literacką, że jest niewiarygodny.

          Nie, nie, to nie mąz jest niewiarygodny, tylko ktoś go mało wiarygodnie opisał. :-) Czytałam kiedyś książkę, w której występował gadający kot, strzelający z rewolweru i popijający benzynę. Mało wiarygodne, ale jakoś trudno było w bestię nie uwierzyć.
          • polskiedrogi Re: Hmmm, styl internetowy ;p 16.03.09, 20:28
            Dziekuję za krytykę!
    • marajka Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 15.03.09, 16:49
      Początek kompletnie nierealistyczny jak dla mnie. Nigdy nie spotkałam się z
      sytuacją, gdzie ludzie komentują zawartośc koszyka. Zresztą, jabłka mogą byc dla
      dziecka, równie dobrze jak chipsy. Znając polskie społeczeństwo, taka matka
      która odmawia, zostanie raczej pochwalona za to, że nie wychowuje bezstresowo.
      No i kasjerka...Od kiedy to każe płacic?
      Nie widzę upokorzeń z powodu biedy. Nikt jej tego nie wytyka.
      Rozmyślania matki- nie będę nieczuła...a wali klapsa, bo dziecko chce chipsy?
      Stereotyp- człowiek lubi książki czyli musi się w nich zatracać i odrywać od
      rzeczywistości. Z moich obserwacji wynika, że miłośnicy książek są bardziej
      wrażliwi, ale wiedzą, że nie da się ich jeśc. Postac ojca mi zgrzyta.
      Człowiek o którym mówiono, że jest pedofilem...?
      • anabella72 Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 28.03.09, 07:07
        marajka napisała:

        > Początek kompletnie nierealistyczny jak dla mnie. Nigdy nie spotkałam się z
        > sytuacją, gdzie ludzie komentują zawartośc koszyka. Zresztą, jabłka mogą byc dl
        > a
        > dziecka, równie dobrze jak chipsy. Znając polskie społeczeństwo, taka matka
        > która odmawia, zostanie raczej pochwalona za to, że nie wychowuje bezstresowo.

        nie kochana. Takie rzeczy zdarzają się coraz częściej. Im społeczeństwo
        biedniejsze, tym częściej krytykuje się biedę.


        > No i kasjerka...Od kiedy to każe płacic?

        a przepraszam, kto ma zażądać zapłaty jeśli nie kasjerka?

        > Nie widzę upokorzeń z powodu biedy. Nikt jej tego nie wytyka.
        > Rozmyślania matki- nie będę nieczuła...a wali klapsa, bo dziecko chce chipsy?
        nie za to że chce chipsy tylko za histerię.

        > Stereotyp- człowiek lubi książki czyli musi się w nich zatracać i odrywać od
        > rzeczywistości. Z moich obserwacji wynika, że miłośnicy książek są bardziej
        > wrażliwi, ale wiedzą, że nie da się ich jeśc.
        to też stereotyp. Jeśli ktoś lubi książki jest wrażliwy. Nie zawsze.

        Postac ojca mi zgrzyta.
        > Człowiek o którym mówiono, że jest pedofilem...?

        tego nie skometuję, bo nie do końca to rozumiem.
        • marajka Re: Opowieść o biednej matce - do krytycznej ocen 29.03.09, 20:06
          Skąd ten wniosek? I skąd przekonanie o biedniejszym społeczeństwie? Ja zauważam,
          że jest raczej coraz bogatsze.

          Z kasjerką też ie o to chodziło. Chyba masz kłopoty z czytaniem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka