Gość: bartosz.sz
IP: 159.41.1.*
20.03.09, 11:55
Natyka się czasem człowiek na takie coś, gdy tlumacz bierze na
warsztat rzecz już przelozona na jezyk inny niz oryginal i
przeklepuje to na kolejna mowe... Przychodzi mi do glowy pare
przykladow:
1. Knut Hamsun "Glod" przelozony (z tego co slyszalem) przez F.
Mirandole nie na podstawie norweskiego oryginalu, lecz niemieckiego
przekladu
2. Yukio Mishima "Na uwiezi. Ballada o milosci" przetlumaczona z
angielskiego przekladu przez A. Przedpelska-Trzeciakowska
Obie ksiazki czyta sie calkiem dobrze, ale zastanawiam sie nad
stopniem wiernosci wersji autorskiej przy takiej operacji a la
gluchy telefon.... Niestety nie znam norweskiego ani japonskiego,
podejrzewam, ze wzgledna egzotycznosc tych jezykow stanowi przyczyne
przekladania przekladow. Chcoiaz z tego co wiem, jest nowsze
tlumaczenie Hamsuna z norweskiego... niestety nie mialem okazji
sprawdzic, rzecz jest chyba trudno dostepna (?).
Moze ktos z Was kojarzy inne takie przypadki? Warto to wiedziec, a
nie zawsze jest to w ksiazce zaznaczone, np. w moim
egzemplarzu "Glodu" jest tylko "przelozyl: pan taki a taki", a nie
napisali z jakiego jezyka..