tomziczek
30.10.05, 23:01
Przeżyłem dziś taką scenkę:
Czekam w Kingston na końcowym przystanku by przejąć autobus numer 65 po
przerwie. Kierowca, mój poprzednik, przyjeżdża dokładnie w godzinę mojego
odjazdu. Usadowienie się w autobusie, ustawienie fotela, programowanie
maszyny do biletów, ustawienie kierownicy, itd. zajmuje kilka minut.
Odjeżdżam więc z Kingston z 4-minutowym opóźnieniem. Naprzystanku przy Eden
Street czeka tłum ludzi. Trace kolejne minuty w czasie gdy pasażerowie
wsiadają. Ktoś blokuje przejście bo szuka bus-passu, inna pasażerka daje mi
banknot 20 funtów, znów chwilkę zajmuje mi wydanie reszty. Kobieta ponadto
pyta o drogę, staram się jej krótko ale jasno wyjaśnić gdzie ma się przesiąść
i na jaki autobus. Kolejne dwa przystanki - znów masa ludzi. Dopiero po
wyjechaniu z Kingston zaczynam trochę "nadrabiać". Niestety przed Richmond
korek. Z Richmond wyjeżdżam opóźniony około 15 minut, dogania mnie następny
autobus. Zatrzymujemy się na zmianę (jeśli nikt nie chce wysiąść) tak by znów
jak najszybciej dotrzeć na Ealing. MNie jako liderowi zależy na tym
szczególnie, jeśli nadrobię 5 minut - wyjadę z Ealingu punktualnie. Dojeżdżam
do Brentford. Znów spora grupka ludzi. Wśród nich dwóch Polaków. Wchodzą,
pokazują bus-passy i jeden do drugiego donośnym głosem, mówi:
"K***a 20 minut nic nie jedzie a teraz k***a dwa na raz. P*****lone autobusy!"
Niestety, zamurowało mnie... Nim zdążyłem zareagować byli już gdzieś w środku
autobusu. Zdecydowałem nie zniżać się do poziomu tych panów. Potem było
jeszcze bardzo wielu Polaków w moim autobusie. Szczególnie dużo wsiadło po 8,
po wieczornej mszy na Ealingu. Normalnie zawsze rozmawiam z Polakami po
polsku. Dziś jakoś nie miałem ochoty i przyjmując pieniądze mówiłem tylko
zdawkowe thanks mate...
Forum LONDYN
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15108