avide
07.11.09, 19:56
Czytając watek
forum.gazeta.pl/forum/w,15128,102146994,102146994,Refleksja.html
tak mi przyszła do głowy taka refleksja...
Ciekawe jak by postąpili ci wszyscy reglamentujący seks partnerzy w związkach gdyby po np. 5-tym kolejnym razie odtrącenia powiedzieć im zupełnie spokojnie i rzeczowo że ponieważ TY nie chcesz, idę się zaspokoić na miasto.
Wiecie tak rozmowa w stylu "Kochanie, wiem że nie potrzebujesz seksu, nie będę Cię do niego zmuszać. Nie mniej tak się składa że ja go potrzebuję jak chleba, wody czy powietrza. W związku z tym jeśli Ty nie chcesz, myślę o tym by znaleźć sobie kochanka/kę. Ponieważ chcę być uczciwy/a wobec Ciebie informuję Cię o tym. Dalej jesteśmy parą ale na te potrzeby i sposoby ich zaspokajania zwalniamy się z wyłączności."
Zastanawialiście się jaka była by reakcja na takie postawienie sprawy ?
Żadnych znaków dymnych, żalów, kłótni i awantur. Zwyczajne spokojne wyartykułowanie potrzeb. Jeśli partner nie zareaguje jego sprawa.
Ok. zgoda, trochę form szantażu, ale czyż reglamentowanie seksu też nie jest formą szantażu ?
Wszak skoro nie chcesz się bzykać możesz chociaż zrobić partnerowi "dobrze" rozładowując napięcie seksualne np. ręcznie, lub oralnie. Takie szybkie "ciach mach" bo akurat nie jest się w formie. A jak się nie chce zaspokoić partnera i ma się go gdzieś, jest to dla mnie egoizm najczystszej postaci a w związku z tym my też powinniśmy być egoistami.
Czy Ci z Was co najbardziej narzekają na BRAK SEKSU kiedykolwiek postawili tak uczciwie sprawę ?
pzdr.
Avi