Dodaj do ulubionych

Przeciętność zabijająca seks

23.01.10, 11:54
Nie sądziłem, że napiszę kiedyś na taką grupę, ale chciałbym poznać opinie o mojej sytuacji.

Jest sobie związek. Znamy się od jakichś 2 lat, nie mieszkamy razem, ale widujemy się kilka razy w tygodniu (włącznie ze spędzaniem nocy u mnie lub u niej). W różnych sprawach związku układa się różnie, ale generalnie nie najgorzej.

Nie mogę narzekać na częstotliwość seksu ani na brak jej ochoty. Seks jest praktycznie zawsze, kiedy się spotykamy i możemy spędzić wieczór u mnie lub u niej. Nie mogę narzekać także na brak takich rzeczy jak seks oralny czy seks analny - zgadza się kiedy to zaproponuję (podkreślam - kiedy JA zaproponuję).

Problemem jest łóżkowa przeciętność. Brak zaangażowania. Brak namiętności. Brak chyba również umiejętności (co nie byłoby jeszcze takie złe, ale towarzyszy mu brak chęci do tych umiejętności rozwijania).

Zawsze ja inicjuję seks, zawsze ja ją pieszczę, ona zachowuje bierność - najwyżej odwzajemnia moje pieszczoty, ale bez zaangażowania, bez namiętności. Kochamy się w takiej pozycji w jakiej ja chcę, ona zachowuje się biernie. Czasem podczas seksu albo pieszczot przed seksem mówi jakieś rzeczy, które zupełnie psują nastrój i odbierają chęci do czegokolwiek. Przykro coś takiego mówić, ale czasem mam wrażenie że seks z kimś tak biernym nie różni się wiele od masturbacji.

Urozmaicenia? Seks w łazience albo na podłodze w pokoju zamiast w łóżku, seks z dreszczykiem emocji poza domem? Proszę bardzo, z tym że znowu to ja to muszę zawsze wymyślić, zaproponować, zainicjować, ona nie odmawia i biernie się zgadza.

Uwodzicielskie zachowania z jej strony, seksowny strój, spontaniczny seks oralny poza łóżkiem jaki znałem w poprzednich związkach, inicjowanie czegokolwiek w sferze seksu przez nią - nie przypominam sobie.

Wiecie że ja, który mam duże potrzeby seksualne i czerpałem wcześniej wielką radość z seksu, po prostu powoli zaczynam tracić ochotę?

Uprzedzając rady które zawsze dajecie na tym forum, próbowałem wprowadzać urozmaicenia, które by ją "rozruszały" - od romantycznego wieczoru z winem i świecami aż po ostry nieco wulgarny seks. Wszystko to jej się bardzo podobało, ale nie zmieniło jej zachowania. Delikatnie sugerowałem jej że pewne sprawy powinny się zmienić (delikatnie = nie wprost, tak aby jej nie zranić, nie obrazić, ale aby zasygnalizować że miło by było gdyby wykazała nieco więcej zaangażowania). Niby wykazała zrozumienie, ale nic się nie zmieniło. Problem nie tkwi też chyba w braku doświadczenia, bo mimo że jest ode mnie młodsza, miała więcej partnerów niż ja partnerek.

Co o tym sądzicie? Będzie coś z tego (i co zrobić żeby było) czy nie ma szans i lepiej się wycofać zanim pójdziemy dalej w tym związku?
Obserwuj wątek
    • superprawda Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 12:37
      To sa symptomy znudzenia:

      "Problemem jest łóżkowa przeciętność. Brak zaangażowania. Brak
      namiętności. Brak chyba również umiejętności (co nie byłoby jeszcze
      takie złe, ale towarzyszy mu brak chęci do tych umiejętności
      rozwijania)."

      w takich przypdakcha po prostu trzeba poszukac urozmaicenia gdzie
      indziej.
      • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 12:39
        superprawda napisał:
        > To sa symptomy znudzenia:

        Nie napisałem że kiedykolwiek w ciągu tych dwóch było lepiej. No może na samym
        początku odrobinę lepiej, ale też bez rewelacji.
      • glamourous Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 13:03
        superprawda napisał:

        > To sa symptomy znudzenia

        Aha, czyli nie istnieja ludzie po prostu z natury kiepscy w lozku, bez polotu,
        niskoerotyczni, tak? Wszyscy co do jednego sa bogami i boginiami seksu o
        umiejetnosciach aktorow porno, a jedyna rzecz ktora sprawia, ze cos nie gra
        miedzy ludzmi w seksie to "znudzenie" ;-))) Nie istnieje tez cos takiego jak
        niedopasowanie, roznica temperamentow, oczekiwan i podejscia do seksu - jedyne
        co istnieje to ZNUDZENIE ;-/

        Buahahahahahaha, dobre.
        Wiesz, co, superprawda, zaglosuje na Ciebie w wyborach na najglupsze forumowe
        rady roku :-/

        Do autora : poczytaj sobie na forum posty o niskoerotycznosci, bedziesz mial
        odpowiedz skad sie bierze ta biernosc i brak polotu w seksie u Twojej partnerki.
        Ona najprawdopodobniej jest wlasnie z tych niskoerotycznych, "nieposzukujacych",
        dla ktorych seks to sama fizjologia, a nie cos czym mozna sie delektowac, szukac
        nowych doznan czy tez je wzbogacac...

        --
        Sex is kinda like pizza. Even when it's bad, it's still pretty good...
        • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 13:16
          glamourous napisała:
          > Do autora : poczytaj sobie na forum posty o niskoerotycznosci,
          > bedziesz mial odpowiedz skad sie bierze ta biernosc i brak polotu
          > w seksie u Twojej partnerki.

          Czyli Twoim zdaniem (tudzież zdaniem autorów teorii o "niskoerotyczności") nie
          ma szans na poprawę, tak już zostanie i mogę to tylko zaakceptować lub nie?
          • zakletawmarmur Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 13:58

            Kobiety mogą się zmieniać, jeśli trafią na odpowiedniego faceta.
            Można się nauczyć być odpowiednim facetem. Na ile udałoby Ci się
            dziewczynę podciągnąć to już nie wiem...
    • nocnykowboj Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 13:06
      To i tak nie masz tak żle.Wszystkie pozycje i rodzaje sexu chcesz to
      masz,tak samo co do częstotliwośći masz co chcesz,jak rozumiem
      chodzi ci o jej bierność.Też tak kiedyś miałem,z tym że tylko
      chciała po misjonarsku,bez minetki,bez loda itp.nie wytrzymałem.Ale
      w twoim wypadku masz więcej plusów niż minusów.Wspominasz lepsze
      bzykanko z innymi,ale tak już jest że każdy jest inny i rzadko można
      mieć wszystko
      • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 13:13
        nocnykowboj napisał:
        > To i tak nie masz tak żle.Wszystkie pozycje i rodzaje sexu chcesz
        > to masz,tak samo co do częstotliwośći masz co chcesz,jak rozumiem
        > chodzi ci o jej bierność.Też tak kiedyś miałem,z tym że tylko
        > chciała po misjonarsku,bez minetki,bez loda itp.nie
        > wytrzymałem.Ale w twoim wypadku masz więcej plusów niż
        > minusów.

        Dlatego się waham, dlatego szukam rady. Gdyby było mi po prostu źle to
        zakończyłbym ten związek nie mając wielkich dylematów. Problem jest w tym, że
        jest... byle jak. Nie całkiem "źle", ale też daleko od "dobrze".

        > Wspominasz lepsze bzykanko z innymi,ale tak już jest że
        > każdy jest inny i rzadko można mieć wszystko

        Czy dlatego że nie możemy mieć wszystkiego, należy zadowolić się przeciętnością?
        Z moich poprzednich związków wiem, że może być znacznie gorzej, ale też może być
        duuuużo lepiej.
        • zakletawmarmur Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 13:54
          >
          > Czy dlatego że nie możemy mieć wszystkiego, należy zadowolić się
          przeciętnością
          > ?
          > Z moich poprzednich związków wiem, że może być znacznie gorzej,
          ale też może by
          > ć
          > duuuużo lepiej.

          Nie musisz. Tylko problem polega na tym, że nie ma ludzi idealnych.
          Z jakiś powodów nie jesteś w związku z tymi dziewczynami, z którymi
          seks miałeś ekstra...
          To Ty musisz się zastanowić, w których dziedzinach możesz iść na
          kompromis a w których szukać ideału.

          Lepiej, żeby to facet miał przewagę w seksie. Problem zaczyna się
          kiedy ludzie znacznie odbiegają od siebie możliwościami. Wtedy osoba
          bardziej chętna musi albo iść na kompromis, albo zainwestować w
          swoją atrakcyjność, żeby partnerce/partnerowi chciało się z siebie
          dać coś więcej albo odejść i szukać dalej ideału.
    • stinefraexeter Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 14:56
      Wiesz, tak obiektywnie patrząc z boku, to można się dziwić, o co ci w ogóle
      chodzi... Seks masz często, dziewczyna chętnie spełnia twoje zachcianki. Czy
      mimo tych wszystkich plusów jej bierność jest aż tak nie do zniesienia?

      Oczywiście, jest nie do zniesienia (stąd twój wątek), a ja zwracam po prostu
      uwagę, że dla co poniektórych porządnie wyposzczonych forumowiczów twoje słowa
      brzmią jak kapryszenie rozpuszczonego dziecka ;)
      Rozumiem, że ciebie taki seks nie satysfakcjonuje, bo chciałbyś mieć i zgodę na
      anal i namiętność. No niestety, tak jest na tym świecie, że nie można mieć
      zawsze wszystkiego, czego te forum jest pięknym dowodem. I teraz zasadnicze
      pytania do ciebie:

      - dlaczego aż tak ci brakuje tej namiętności (biorąc pod uwagę, że na brak seksu
      lub mało urozmaicony seks nie możesz narzekać)?
      - co jest dla ciebie ważniejsze: lepszy seks czy ten związek?

      O jednym możesz od razy zapomnieć: ona się nie zmieni. I w zasadzie po co
      miałaby się zmienić? No i czy w ogóle byłaby w stanie? Tak jak ja nie zmienię
      się w Nigellę w kuchni, tak ona nie zmieni się w Samanthę z Seksu w wielkim
      mieście. Ona lubi seks, jak widać, jest otwarta na twoje potrzeby, ale widocznie
      nie ma w sobie potrzeby uwodzenia ani zmysłowego gorąca.
      Jakoś dziwnym trafem w wielu sferach życia pozwalamy partnerom na przeciętność:
      nie wymagamy biegłości w sprawach kulinarnych, profesjonalnych umiejętności
      tanecznych, ani kondycji sportowca. W seksie zaś nagle nasze oczekiwania rosną
      niebotycznie. Wydaje mi się, że od swojej partnerki wymagasz niemożliwego (dla
      niej).

      Czy ona ma potencjał i otworzyłaby się dla innego mężczyzny? Nie sposób
      powiedzieć. Nie da się jednak nie zauważyć, że piszesz o waszym związku w dosyć
      oschły sposób. Podsumowywanie go słowami "generalnie nie najgorzej" jest dosyć
      wymowne. Coś między wami być może nie gra i w seksie to wychodzi. Zaraz mi
      powiesz, że ty dajesz z siebie wszystko. Przyznam, że jako kobiecie, trudno mi
      wyobrazić sobie "dawanie z siebie wszystkiego" w tak przeciętnym związku. Tutaj
      wychodzą odmienne podejścia do seksu między niektórymi facetami i kobietami. Być
      może ona również nie potrafi czuć namiętności w "nienajgorszym, różnie
      układającym się związku".

      Decyzja należy do ciebie. Musisz tylko przyznać przed samym sobą, jak bardzo ci
      na tej dziewczynie zależy. Czy rzeczywiście zależy ci na niej jako na osobie?
      Jeśli nie, wiesz co robić.
      • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 15:09
        Wiesz, teraz tak myśląc o słowach których użyłem, dochodzę do wniosku że te
        związek w kilku różnych aspektach jest przeciętny ("przeciętny" = mogło by być
        lepiej, ale i mogło by być gorzej), ale w sferze seksu ta przeciętność jest
        najbardziej bolesna i trudna do zaakceptowania. Są też oczywiście sfery w
        których oczywiście jest bardzo dobrze.
        • stinefraexeter Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 15:31
          A czy ta przeciętność przeważa?

          Bo jeśli tak, to w sumie nic dziwnego, że seks też leży. Są osoby, takie jak ty
          choćby, które łatwiej się w łóżku odnajdują. Jesteś ciekawy, otwarty, starasz
          się dać z siebie jak najwięcej, bo daje ci to osobistą satysfakcję i
          zadowolenie. Są też osoby takie jak twoja partnerka (być może), które nie
          potrafią aż tak się otworzyć i odciąć od sfer pozaseksowych, które powątpiewają
          w swoje umiejętności (i słusznie, jak piszesz) i które nie potrafią bądź nie
          chcą dać z siebie wszystkiego.

          Zresztą znamienne jest również to, że dla ciebie to właśnie przeciętność w
          seksie jest najbardziej doskwierająca. Nie, załóżmy, w podejściu do przyszłości
          czy finansów, lecz właśnie w seksie. Jakbyś mówił: całą resztę mogę przeboleć,
          ale tego nie. To jest w moim odczuciu sygnał, że potrafisz odseparować seks o
          innych sfer życia. Ona być może, jak wiele kobiet, nie potrafi tak łatwo
          zapomnieć o "przeciętności" w sypialni. Dodaj do tego mniejszą biegłość,
          mniejszą namiętność i erotyczność, wstydliwość, może jakieś wątpliwości co do
          ciebie... no i masz co masz.

          Nie wiem, co ci radzić, bo nie znamy drugiej strony i nie wiemy, czego ona
          rzeczywiście chce. Chyba zacząć powinieneś od tego, czego ty chcesz. Tej
          konkretnej kobiety? A może jednak nie? I jak to się stało, że jesteście razem
          jednak całe dwa lata?
      • minusten Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 15:34
        mi też sie wydaje że autorowi wątku się trochę w tyłku przewróciło :/
        Kobita sie wyrażnie stara. Po prostu jest inna. Albo sie z tym
        pogódź i skoncentruj na jej innych cechach (czyt. zaletach) albo
        jeśli najważniejsze jest dla ciebie żeby kobieta była jeszcze
        bardziej wyuzdana to sobie taka znajdź. Podobno te za kase takie na
        ogół są.
        • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 15:47
          minusten napisał:
          > mi też sie wydaje że autorowi wątku się trochę w tyłku przewróciło :/
          > Kobita sie wyrażnie stara. Po prostu jest inna. Albo sie z tym
          > pogódź i skoncentruj na jej innych cechach (czyt. zaletach) albo
          > jeśli najważniejsze jest dla ciebie żeby kobieta była jeszcze
          > bardziej wyuzdana to sobie taka znajdź. Podobno te za kase takie na
          > ogół są.

          Nie wiem, może się i stara, a może po prostu biernie przyjmuje to co się dzieje.
          Trudno mi ocenić. Niemniej nie rozumiem co znaczy "jeszcze bardziej wyuzdana" -
          ona nie jest "wyuzdana" ani w 1%. Dla mnie UDANY seks to coś więcej niż
          "włożyć-wyjąć-włożyć-wyjąć", a do tego się trochę sprowadza z jej strony to co
          jest dzisiaj.
          • deodyma Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 16:50
            a rozmawiales z nia o tym?
            mnie sie zawsze wydawalo, ze jak sie jest z kims blisko, rozmawia
            sie z nim o wszystkim.
            o oczekiwaniach w lozku tez:D
            • izabella9.0 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 17:16
              Dac palec bedzie chciał całą rękę.Poł biedy jak ona chce ci dac ta
              ręke ale nie wie jak albo nie jest świadoma ,że nie daje a co jesli
              ona nie bedzie mogła dac a próby przystosowania prędzej czy poźniej
              skonczą się jej rezygnacją bo ilez mozna wbrew sobie.

              Dziewczyna umoizliwia Ci kazdy rodzaj seksu tak czesto jak chcesz o
              czym marzy połowa jak nie większosc piszacych tutaj a Tobie brakuje
              jednego elementu , którego ona nie posiada nawet w 1% ,
              powiedzmy ,że sie przełamie i ten element wzrosnie do 30 i wiesz co
              mi sie wydaje, przyjdziesz na to forum i dalej bedziesz narzekał ,że
              mogłoby byc z 50 %

              Daj dziewczynie spokój i poszukaj sobie tej wuzdanej , wielu bedzie
              się cieszylo z partnerki która umozliwia im jak chcą i kiedy chcą.z
              tego co piszesz pozostawienie jej nie ebdzie trudne bo w twoich
              posatch nie ma tekstów w stylu kocham ja wiec jej nie zostawię
              • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 18:05
                Co prawda prosiłem o rady, a nie wyzłośliwianie się, ale OK masz do tego prawo
                jeśli taka wola. Rozumiem że Twoim zdaniem powinienem cieszyć się ze mam seks na
                zasadzie rozłożenia nóg i leżenia jak kłoda, bo mam go kiedy chcę itd. Pewnie
                zawsze chcemy tego czego nie mamy, ale powiem Ci że oddał bym to co mam dzisiaj
                za seks rzadziej, ale za to seks DOBRY, z ZAANGAŻOWANĄ i AKTYWNĄ partnerką.
                • izabella9.0 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 18:54
                  Ej no , potrafię być bardzo zlośliwa ale tutaj akurat sie bardzo
                  hamowałam .
                  Napisałam Ci szczerze co myśle tak jak ty napisałeś szczerze co
                  myślisz o zwiazku ze swoją dziewczyną i ani jedno ani drugie miłe po
                  prostu nie jest .Skoro zastanawiasz się nad rozstaniem bo twoja
                  dziewczyna nie jest idealna w sferze łózkowej to na miłośc to nie
                  wygląda..wiec po co macie się męczyć ? Moja rada daj dziewczynie
                  spokój bo gdybym ja była na jej miejscu chciałbym żebyś mniie
                  zostawił .

                  w porównaniu z oosbami które tu pisza masz bajke i wielce
                  niestosowne jest tutaj narzekac na to co masz .

                  Z tego co pisałaes twoje dziewczyna nie lezy jak kłoda a jak tak
                  myślisz to kłody jeszcze w zyciu nie widziałes.
                  masz po prostu wieksze wymagania od niej..moze ona nie wie co to
                  jest dobry seks ? pogadaj z nią szczerze a nie na około i zdecydyj
                  na bazie tego co powie czy brniesz w to czy nie , ale jak na moje
                  oko szkoda czasu na ten związek i juz.


                  "ale powiem Ci że oddał bym to co mam dzisiaj za seks rzadziej, ale
                  za to seks DOBRY, z ZAANGAŻOWANĄ i AKTYWNĄ partnerką."

                  Ja też bym oddała to co mam dzisiaj na wiele innych rzeczy ale zy
                  gdybym już miała te inne rzeczy nie brakowało by mi znowu czegoś
                  innego dla odmiany ? wszystkiego miec nie można.
                  A co jesli ta aktywna zaangażowana partnerka nie tolerowałabym oralu
                  albo anala ? skąd wiesz ,że wtedy bys sie nie czepiał że tego nie
                  masz mimo fajnego seksu "klasycznego" z aktywną partnerką.

                  Kiedy wiążesz sie z drugim człowiekiem to nie jest on tobą w
                  zenskim wydaniu : jest inny , ma inne potrzeby , wymagania ,
                  preferencje itd i od Ciebie zalezy czy jestes w stanie to
                  zaakceptowac na tyle by być szczesliwym..jak nie szukaj dalej ale
                  nei nastawiaj się raczej ze dostaniesz wszystko o czym marzysz od A
                  do Z bo to jest raczej niemożliwe .
                  moze swojej dziewczynie też jestes daleki od ideału ?
            • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 17:56
              deodyma napisała:
              > a rozmawiales z nia o tym?
              > mnie sie zawsze wydawalo, ze jak sie jest z kims blisko, rozmawia
              > sie z nim o wszystkim.
              > o oczekiwaniach w lozku tez:D

              Jest bardzo wrażliwą osobą, nie chciałbym jej zranić waląc "prosto z mostu" co
              mi na sercu leży. Niemniej jak napisałem kilka razy sugerowałem delikatnie różne
              rzeczy. Efekt był taki, że wyglądało że przyjmowała to ze zrozumieniem, że tak,
              że wie, że spróbuje, ale na jej zachowanie to praktycznie nie wpłynęło.

              Uważasz że wskazana jest rozmowa wprost i bez ogródek?
              • deodyma Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 19:41
                skoro Twoja partnerka sie nie angazuje, lezy w lozku, niczym kloda,
                to rozmowa jak najbardziej wskazana.
                moze babka ma jakies zahamowania?
                po prostu pogadaj z nia o tym i juz.
    • rumpa Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 17:41
      roblemem jest łóżkowa przeciętność.

      a nie emocjonalna przecietność ? przecież ty jej nie kochasz, to
      związek typu "księgowego".
      Liczysz, kombinujesz, porównujesz...opłaca się nie opłaca opłaca nie
      opłaca...
      Ona nie jest twoim fetyszem.
      Daj jej i sobie szansę na miłość.
      • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 17:52
        rumpa napisała:
        > roblemem jest łóżkowa przeciętność.
        >
        > a nie emocjonalna przecietność ? przecież ty jej nie kochasz, to
        > związek typu "księgowego".

        Miłość to wielkie słowo, ale co to tak naprawdę jest miłość? Moim zdaniem to
        wypadkowa kilku różnych elementów któe muszą zaistnieć między dwojgiem ludzi, z
        których jednym (i niezbędnym) jest udany i satysfakcjonujący seks (z
        podkreśleniem przymiotników).

        > Liczysz, kombinujesz, porównujesz...opłaca się nie opłaca opłaca
        > nie opłaca...

        Oczywiście że rozważam to metodycznie i rozważnie - zainwestowaliśmy oboje w ten
        związek 2 lata naszego życia i to nie takie proste rzucić to z dnia na dzień.
        • mujer_bonita Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 18:32
          mark_111 napisał:
          > Miłość to wielkie słowo, ale co to tak naprawdę jest miłość? Moim zdaniem to
          > wypadkowa kilku różnych elementów któe muszą zaistnieć między dwojgiem ludzi, z
          > których jednym (i niezbędnym) jest udany i satysfakcjonujący seks (z
          > podkreśleniem przymiotników).
          (...)
          > Oczywiście że rozważam to metodycznie i rozważnie - zainwestowaliśmy oboje w ten
          > związek 2 lata naszego życia i to nie takie proste rzucić to z dnia na dzień.

          Człowieku - udany seks to chemia, iskry między dwojgiem ludzi. Zaangażowania nie osiągniesz chłodną kalkulacją 'ile zainwestowałeś'. Zaangażowanie to pasja, przyciąganie, magnetyzm. Wy po prostu tego nie macie.

          Rozumujesz -> Przeciętny seks = przeciętny związek
          A może powinieneś -> przeciętny związek = przeciętny seks


          Zgodzę się z Rumpą - daj jej i sobie szansę na miłość.
        • prawdziweja Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 18:45
          Jeśli ją zostawisz, nie informując ją jaki jest prawdziwy powód Twojej decyzji
          to skrzywdzisz ją po stokroć bardziej, niż stawiając sprawę jasno.

          Poza tym nie umiesz wykrztusić nawet na tym forum, czy ją kochasz czy nie, czy
          żywisz wobec niej jakiekolwiek uczucia.

          Jak się kogoś kocha, to nie zadaje się sobie pytań z cyklu czym jest miłość. To
          się czuje i już.
          • glamourous Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 19:03
            prawdziweja napisała:

            > Poza tym nie umiesz wykrztusić nawet na tym forum, czy ją kochasz czy nie, czy
            > żywisz wobec niej jakiekolwiek uczucia.
            > Jak się kogoś kocha, to nie zadaje się sobie pytań z cyklu czym jest miłość. To
            > się czuje i już.

            Ale JAKIE to ma dla nas znaczenie??? PO CO on ma tu wyksztuszac, czyli spowiadac
            sie przed nami, obcymi ludzmi, czy ja kocha, czy nie??????
            Juz dajecie spokoj z ta miloscia i nie piłujcie go tutaj o skladanie nam
            deklaracji. Facet podchodzi do zwiazku w sposob pragmatyczny (ma prawo!!) i
            rozwaza plusy i minusy - chodzi przeciez o jego przyszle szczescie! Czy milosc
            zwalnia nas ze zdroworosadkowego podejscia do zycia?? To raczej zdrowe i
            normalne, ze chlopak chce uniknac bledow w wyborze zyciowej partnerki i nie ma
            ochoty obudzic sie kiedys z reka w nocniku. Nawet bardzo kochajac mamy przeciez
            prawo rozwazac za i przeciw przed podjeciem ostatecznych decyzji. Na tym forum
            byloby o wiele mniej nieszczesliwch malzonkow plci obojga gdyby kazdy mial oczy
            tak szeroko otwarte w poczatkowym stadium zwiazku jak Mark!

            Dobrze byloby, gdyby w tym watku wypowiedzial sie Avide pod katem swojego
            doswiadczenia.
            • naomel86 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 20:44
              > Ale JAKIE to ma dla nas znaczenie??? PO CO on ma tu wyksztuszac, czyli
              spowiadac sie przed nami, obcymi ludzmi, czy ja kocha, czy nie??????

              Ano zasadnicze, miłość jest zwykle podstawą związku. Jeśli ją kocha to dla ich
              wspólnego dobra powinien spróbować zmienić stan rzeczy, a nie od razu kopać
              dziewuchę w tyłek. Szczególnie, że sam mark napisał, że budowali związek przez 2
              lata i jak wynika z jego wypowiedzi trochę żal to wszystko przekreślać.

              Hehehe za to przed obcymi ludźmi z orala i onala to już się wypada zwierzać :D

              > Juz dajecie spokoj z ta miloscia i nie piłujcie go tutaj o skladanie nam
              > deklaracji. Facet podchodzi do zwiazku w sposob pragmatyczny (ma prawo!!) i
              > rozwaza plusy i minusy - chodzi przeciez o jego przyszle szczescie! Czy milosc
              > zwalnia nas ze zdroworosadkowego podejscia do zycia?? To raczej zdrowe i
              > normalne, ze chlopak chce uniknac bledow w wyborze zyciowej partnerki i nie ma
              > ochoty obudzic sie kiedys z reka w nocniku. Nawet bardzo kochajac mamy przeciez
              > prawo rozwazac za i przeciw przed podjeciem ostatecznych decyzji. Na tym forum
              > byloby o wiele mniej nieszczesliwch malzonkow plci obojga gdyby kazdy mial oczy
              > tak szeroko otwarte w poczatkowym stadium zwiazku jak Mark!

              2 lata początkiem związku - hehehhe brawo argument roku :D

              Ma prawo pragmatycznie podchodzić do związku, ale ona ma prawo o tym jego
              podejściu wiedzieć. Odważny pan mark chce kopnąć dziewuchę, a nawet nie dał jej
              szansy na zmianę.
              Boi się skrzywdzić wrażliwą duszyczkę. No tak jak ją wywali na zbity pysk za to,
              że mu z własnej woli nie obciągneła na przystanku to rzeczywiście w ogóle jej
              nie skrzywdzi...

              po co więc ta obłudna troska ?
              • rumpa Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 20:52
                Ano zasadnicze, miłość jest zwykle podstawą związku.

                No niestety, zazwyczaj podstawą związku okazuje się zakochanie
                (się).
                To "się" ma znaczenie. I na tym się kończy - niestety, czesto
                dosłownie.

                miłość i zakochanie się to przeciwstawne bieguny.
                No i oba są potrzebne, jak to bieguny, żeby był fajny związek.
              • izabella9.0 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 21:01
                hahha tez mi to nie pasowało spowiadanie sie z uczuc jest
                nieuzasadnione a z tego jak sie seks uprawia to juz mozna i to
                koniecznie ze szczegółami - swiat sie do góry nogami przewraca
        • izabella9.0 Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 19:07
          To jest "chemia" , nieuzasadniony pociąg fizyczny i emoconalny do
          drugiej osoby , bol na samą mysl o rozstaniu, potrzeba bycia z drugą
          osobą 24 na dobe, potrzeba poświęcania się dla drugiej osoby..po
          twoim poscie nie widac zeby was coś takiego łączyło i zgadzam się z
          Rumpą porównujesz parnerke do byłych , analizujesz : gorsza od tej i
          od tej , lepsza od te i od tej. To robi ale tego nie daje , opłaca
          się czy sie nie opłaca . To zabija sponatnicznośc..jest jakies takie
          sztuczne jak po X latach małżenstwa.Moze wyluzuj i przestan
          porównywac ją do poprzedniczek , przestań filtrowac wasze zycie
          pozycie przez pryzmat innych, w ogole nie wiem po co to robisz.

          "..jest udany i satysfakcjonujący seks "
          Dla kazdego udany i satysfakcjonujący oznacza cos innego dla
          niektórych diametralnie innego .

    • glamourous Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 18:41
      Oooj, suchej nitki nie zostawiliscie na Marku. A ja tam go doskonale rozumiem.
      Dlaczego facet ma sie godzic na niskoerotyczna miernote w lozku, skoro sam jest
      najwyrazniej wysokoerotyczny i chcialby sporo inwestowac w swoje zycie
      seksualne? Czy czlowiek zawsze powinien rownac do nizszego poziomu i zadowalac
      sie bylejakoscia? - a jak poszukuje czegos lepszego, zastanawia sie, glowkuje to
      jest zle bo sie niby w d... poprzewracalo, bo "mentalnosc ksiegowego" itp ;-/ Co
      za rownica kocha czy nie kocha - facet jest poki co na etapie testowania czy ten
      zwiazek mu odpowiada, kobita nie jest jeszcze jego slubna prawowita malzonka,
      klamka jeszcze nie zapadla i ludzie nie maja wobec siebie zadnych zobowiazan -
      dlaczego wiec niby ma sie nie zastanawiac czy dalej w to brnac? Wszak chodzi tu
      o jego dalsze zycie i satysfakcje ze sfery ktora jest dla niego b.wazna - wiec
      jesli mialby z ta dziewczyna zostac na dluzej, to jego dylematy sa jak
      najbardziej na miejscu.

      Jezdzicie po Marku, bo niby "wymaga zbyt wiele", a z drugiej strony na posty
      nieszczesliwych mezow, co to obudzili sie po paru latach dzieciatego zwiazku ze
      zona nie spelnia ich oczekiwan w lozku, odpowiadacie najczesciej "widzialy galy
      co braly - taka se wybrales to teraz cierp"...

      Ja na miejscu Marka dala dziewczynie spokoj zamiast bawic sie w Pigmaliona. Ona
      ma juz swoje lata, jesli kobieta przy tylu partnerach nie rozkwitlka erotycznie
      az do trzydziestki (to odpowiedz na sugestie Zakletej, ze mozna ja "poedukowac")
      to marne sa chyba szanse ze teraz obudzi sie w niej seksualna kreatywnosc. Takie
      cos albo sie w sobie ma ("seksualnosc poszukujaca") albo sie tego nie ma.
      Dlatego ja na miejscu autora watku poszukalabym dalej istoty troche bardziej dla
      niego graalowatej, a dziewczynie dala spokoj. Jest tyku niskoerotycznych
      wysokolibidowcow na swiecie, dl kogos innego bedzie ona idealna partia. Po co
      kogos zmieniac na sile ze skutkiem niewiadomym? Mark ma jeszcze czas na
      szukanie, w koncu jest mlody.

      A tak w ogole to w tym watku zdecydowanie powinien wypowiedziec sie Avide.
      • rumpa Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 20:01
        facet jest poki co na etapie testowania czy te
        > n
        > zwiazek mu odpowiada

        dwa lata testuje ??????? no dobra nic nie napiszę, bo bana dostanę,
        hehe


        a z drugiej strony na posty
        > nieszczesliwych mezow, co to obudzili sie po paru latach
        dzieciatego zwiazku ze
        > zona nie spelnia ich oczekiwan w lozku

        Ale Glam, czepiamy się dlatego , że ci panowie jak nie wiedzieli
        czego chcą x lat temu, tak nie wiedzą dalej. Generalnie chcą sie nie
        narobić a mieć. Chcą mieć wszystko i nie chcą za to płacić. Albo
        mają niesamowite wyobrażenia o własnym wpływie na rzeczywistość.
        Albo żonka się opatrzyła i trzeba usprawiedliwienie znaleźć dlaczego
        chcą ją walnać w poroże.

        Po co
        > kogos zmieniac na sile ze skutkiem niewiadomym?

        No właśnie...

        Jezdzicie po Marku, bo niby "wymaga zbyt wiele"

        od niej ,tak, wymaga zbyt wiele.Na tym również polega miłość, żeby
        takie rzeczy wiedzieć. Ale trzeba się trochę interesowac drugą
        osobą, a nie tylko tym jak jej użyć do zrobienia sobie dobrze. I
        prawdę napisała swego czasu Kachna że wcale nie trzeba iść do łóżka,
        żeby takie rzeczy sprawdzić.

        Avide właśnie pisał o reakcjach żony na swoją skromną osobę i na
        ciasteczka, o ile się nie mylę.

        • zakletawmarmur Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 20:50
          > Ale Glam, czepiamy się dlatego , że ci panowie jak nie wiedzieli
          > czego chcą x lat temu, tak nie wiedzą dalej.

          A Ty Rumpa myślisz, że nasze potrzeby z wiekiem sie nie zmieniają?
          Jeszcze kilka miesięcy temu wszystko mogło być ok.
          • rumpa Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 21:06
            no niby tak, zmieniają się, ale ... przeważnie, z wyjatkiem pań po
            porodach, przeważnie nie bywało ok.


            Jest tak książeczka Chmielewskiej - (nie) boszczyk mąż.
            Facet ożenił się z idiotką, bo fantastycznie gotowała. Tylko wziął i
            zapomniał, o co mu chodziło, gotowanie już miał - oczywiste to było,
            to zaczął doznawać innych pragnień - na przykład dlaczego nie
            miałaby być inteligentna :(((

            Brak realizmu i zieleńsza trawa u sąsiada.


            • songo3000 Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 10:18
              Zdaje się, że właśnie to realistyczne podejście jest tu z lubością opluwane.
        • glamourous Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 14:43
          rumpa napisała:

          > Ale Glam, czepiamy się dlatego , że ci panowie jak nie wiedzieli
          > czego chcą x lat temu, tak nie wiedzą dalej. Generalnie chcą sie
          > nie narobić a mieć. Chcą mieć wszystko i nie chcą za to płacić.


          Tutaj z kolei dla odmiany koles doskonale WIE czego chce i po ludzku nas pyta
          czy jest sens jeszcze dalej liczyc na poprawe. A mimo to dostal w 99% od
          forumowych kobitek dosc niemily wygawor. Nie bardzo rozumiem dlaczego. Gdyby to
          kobieta napisala watek w podobnym tonie, dostalaby raczej rady typu "jezeli na
          poczatku zwiazku seks jest mierny - a tu juz dwa lata i nic sie nie rusza - to
          raczej nigdy nie bedzie fajerwerkow. Mloda jestes, wiec jezeli brakuje Ci
          namietnosci - szukaj dalej faceta na swoja miare". Tymczasem chlop dostal po
          uszach, ze "ksiegowy", ze "pewnikiem nie kocha" itp ;-) Dostalo mu sie od
          kobitek za caly nieczuly meski rod, za tych wszystkich zimnych drani co tylko o
          dupie mysla, maja gdzies uczucia i krzywdza kobiety ;-) Tymczasem ten konkretny
          facet nie wyglada mi na nieczulego maczo, ktoremu sie "nalezy" i potrafi sobie
          tylko roscic. Dawal chlop kobiecie szanse - czynnie - na rozkrecenie sie przez 2
          lata, a mimo to nie wychodzi im tak jak on by sobie tego zyczyl. Pyta nas wiec,
          czy z perspektywy naszego doswiadczenia widzimy jakas szanse na lepsze widoki -
          a tu dziewczyny sprowadzily chlopa do parteru.

          PS. Nie wszyscy piszacy tu panowie reprezentuja bezrefleksyjna postawe "nie chce
          sie narobic a miec". O problemie niedopasowania na linii wysoko -
          niskoerotycznosc pisali tutaj inteligeni panowie tacy jak Avide, Cyklista,
          ostatnio pan Symetryczny. Moim zdaniem bardzo inteligentne jest ze strony Marka
          ze widzi pulapke niedopasowania juz teraz. Jezeli ta swiadomosc pomoze mu
          wycofac sie z nieciekawie rokujacego zwiazku poki jest on jeszcze w fazie
          poczatkowej (bez zobowiazan) i wybrac madrzej - to coz w tym zlego?
      • zakletawmarmur Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 20:46
        > Ja na miejscu Marka dala dziewczynie spokoj zamiast bawic sie w
        Pigmaliona. Ona
        > ma juz swoje lata, jesli kobieta przy tylu partnerach nie
        rozkwitlka erotycznie
        > az do trzydziestki (to odpowiedz na sugestie Zakletej, ze mozna
        ja "poedukowac"
        > )
        > to marne sa chyba szanse ze teraz obudzi sie w niej seksualna
        kreatywnosc. Taki
        > e
        > cos albo sie w sobie ma ("seksualnosc poszukujaca") albo sie tego
        nie ma.

        Tak, są ludzie mniej lub bardziej zainteresowani erotyką. Jednak
        zauważ ile kobiet z jednym facetem zachowuje się jak kłoda a przy
        następnym już zupełnie inaczej. Wiele kobiet latami myśli, że seks
        jest stratą czasu, aż trafi im się odpowiedni kochanek i zmieniają
        zdanie:-) Można działać na partnera stymulująco lub blokująco.
        Zresztą mężczyźni też się zmieniają, choć pewni efekty nie będą tak
        spektakularne.

        Wcale nikt nie namawia Marka, żeby ciągnął ten związek i kogoś
        naprawiał. IMO ma to sens, kiedy para na za sobą większe kryzysy
        seksualne (urodzenie dzieci).
      • mujer_bonita Re: Przeciętność zabijająca seks 23.01.10, 22:54
        glamourous napisała:
        > Dlaczego facet ma sie godzic na niskoerotyczna miernote w lozku, skoro sam jest
        > najwyrazniej wysokoerotyczny i chcialby sporo inwestowac w swoje zycie
        > seksualne? Czy czlowiek zawsze powinien rownac do nizszego poziomu i zadowalac
        > sie bylejakoscia? - a jak poszukuje czegos lepszego, zastanawia sie, glowkuje to
        > jest zle bo sie niby w d... poprzewracalo, bo "mentalnosc ksiegowego"

        Glam - nikt tutaj nie mówi, że jemu się w d... poprzewracało bo CHCE lepiej niż przeciętnie. Ale sorry - z pustego i Salomon nie naleje. Jak podchodzi do związku z chłodną kalkulacją to czemu ma się spodziewać prawdziwego zaangażowania i namiętności? Skąd? No chyba, że chodzi mu o aktorstwo porno, gdzie laska ma odlot na sam widok dowolnego penisa.

        > za rownica kocha czy nie kocha - facet jest poki co na etapie testowania czy ten
        > zwiazek mu odpowiada, kobita nie jest jeszcze jego slubna prawowita malzonka,

        Jeżeli po dwóch latach 'testowania' nie wie czy kocha - należy się zmyć.

        > Jezdzicie po Marku, bo niby "wymaga zbyt wiele"

        Nie wymaga 'zbyt wiele' - wymaga rzeczy z różnych względów niemożliwych.

        > Dlatego ja na miejscu autora watku poszukalabym dalej istoty troche bardziej dla
        > niego graalowatej, a dziewczynie dala spokoj.

        I o to właśnie chodzi. Oni oboje dla siebie widać mają niską graalowatość. Ot przeciętny związek, który trwa za długo, bo 'za dużo zainwestowali czasu'. Za dużo to go już pewnie zmarnowali.
    • claudel6 Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 03:15
      niektórzy forumowicze, a raczej forumowiczki przeoczyły fakt, ze jest spora
      grupa ludzi - i mężczyzn i kobiet, u których to nie miłość indukuje świetny sex,
      tylko świetny sex indukuje miłość. ja jestem z tej grupy. zakochuję sie po, a
      nie przed.

      dlatego jak glam stanę w obronie marka.
      mark ma prawo nie czuć się zakochany, bo przez 2 lata ani razu nie miał ruchanka
      z iskrami.

      mark_111 nie daj sobie wmówić zbyt wysokich wymagań. przez tych, którzy napisali
      Ci, ze Ci się w tyłku poprzewracało, przemawia wyłącznie ich gorycz i
      frustracja. jak nam jest przeciętnie, nie chcemy by inni mieli lepiej.
      ale nie będziesz chciał być na ich miejscu za kilka lat. a z tą dziewczyną będziesz.
      jeśli związek nie zaczyna się od ognia, namiętności, to cienko to widzę.
      namiętność wytwarza niepowtarzalną więź, u wielu ludzi to ona jest bazą do
      miłości. może należysz do tego rodzaju. nie wiem, czyja to jest wina, ale w
      waszym związku namiętności ewidentnie nie ma. nie zakochasz się w tej
      dziewczynie. przywiążesz się do niej jedynie. i będziesz coraz bardziej
      niespełniony ergo nieszczęśliwy.

      i nie daj sobie wmówić poczucia winy z tego powodu, że seks dla Ciebie jest
      ważny, jest może nawet najważniejszy. on po prostu JEST ważny, a czasem jak nie
      działa - JEST najważniejszy.
      • stinefraexeter Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 10:09
        Obrońca marka nic nie zrozumiał.

        Marek ma prawo do nieprzeciętnego seksu w swoim życiu, natomiast nie ma podstaw
        do wymagania takiego seksu od swojej partnerki.

        • songo3000 Niestety drogie panie związek to również dawanie:) 24.01.10, 10:33
          Podstawą do takich wymogów jest FAKT zawarcia związku. Gdzież jest tak wielka miłość jeżeli nie chcemy dać z siebie co najlepsze partnerowi? Wchodząc w związek możemy i mamy oczekiwania i wymagania bo taki jest jeden z jego 'kosztów' u partnera.

          A zupełnie inną (choć powiązaną :) sprawą jest to czy partner jest w stanie te wymagania spełnić, hehe. W tym wątku przychylam się do Glam czy Bonitki - szkoda zachodu.
          • zakletawmarmur Re: Niestety drogie panie związek to również dawa 24.01.10, 11:17
            Wchodząc w związe
            > k możemy i mamy oczekiwania i wymagania bo taki jest jeden z
            jego 'kosztów' u p
            > artnera.

            Tak i musimy się też liczyć z tym, że MY też musimy z siebie coś
            dawać. Nie ma nic za darmo!
          • stinefraexeter Re: Niestety drogie panie związek to również dawa 24.01.10, 12:11
            Sam fakt zawarcia związku nie jest podstawą do wymagania WSZYSTKIEGO od
            partnera. To nie jest tak, że skoro zaszczyciłam faceta bycia jego partnerką, to
            tym samym wymagam seksu wprost z moich fantazji ;)

            Też się z nimi zgadzam. Ta dziewczyna nie jest w stanie dać autorowi tego, czego
            on chce. Autor jednak najwyraźniej jest przekonany, że ona po prostu nie chce.
            Ot, kolejny przypadek przedkładania myślenia życzeniowego nad rzeczywistość.
          • arronia Re: Niestety drogie panie związek to również dawa 24.01.10, 12:36
            > Gdzież jest tak wielka m
            > iłość jeżeli nie chcemy dać z siebie co najlepsze partnerowi?

            Ale... może dziewczyna właśnie daje z siebie to, co najlepsze? Godzi się na
            seks, godzi się na urozmaicenia. Daje, co ma. Czego nie ma - dać nie może.
      • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 11:02
        claudel6 napisała:
        > niektórzy forumowicze, a raczej forumowiczki przeoczyły fakt, ze
        > jest spora grupa ludzi - i mężczyzn i kobiet, u których to nie
        > miłość indukuje świetny sex, tylko świetny sex indukuje miłość. ja
        > jestem z tej grupy. zakochuję sie po, a nie przed.

        O, dokładnie tak. Dokładnie tak to czuję - miłość to nie coś, co pojawia się
        nagle w oderwaniu od innych spraw, a w szczególności od seksu.
        • rumpa Re: Przeciętność zabijająca seks 29.01.10, 11:48
          czyli Twoja Miłość trwa, dopóki jest dobry seks?

          a jak się trafi lepszy, to po miłości?

          tak chciałam uściślić...
      • izabella9.0 Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 13:01
        Mark nie jest sam w tym związku i nie tylko jego odczucia,
        wymagania , preferencje sie licz. i ona albo jest w satnei
        zaakceptowac taki stan rzeczy albo nie.

        Ich związku w ogole nie ma namiętosci , emocji jest jakiś taki
        sztuczny , przekalkulowany wiec jak ma byc namiętnośc w seksie ?

        Poza tym co ty wypisujesz , przeciez nikt nie wmawia autorowi ,że ma
        to zaakceptowac,że ma za duze wymagania co najwyżej że ma
        nieodpowiednią partnerkę.
        On potrzebuje kobiety z bardzo dużymm temperamentem łózkowym ,
        takiej która wręcz sprawy bedzie brać w swoje rece , jego obecna
        partnerkataka nie ejst i głupim jest czekać na to ,ze to się zmieni
        czy też zmuszac ją do zmian . Mają inne potrzeby przez co zwiazek
        nie ma sensu tym barzdiej jeśli nie ma tu miłości.

        • zakletawmarmur Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 13:22
          > Ich związku w ogole nie ma namiętosci , emocji jest jakiś taki
          > sztuczny , przekalkulowany wiec jak ma byc namiętnośc w seksie ?

          Mężczyźni inaczej niż kobiety mówią o swoich uczuciach... Kobieta
          mówi "kocham go, on jest taaaki cudowny", facet wylicza jej cechy.
          Myśli sobie "fajna dupa, dobra w łóżku a i pogadać się z nią da".
          Nie można więc mieć pretensji, że nie powie wprost czy ją kocha.

          Zresztą część ludzi (przeważnie facetów) wcale nie potrafi mówić o
          swoich uczuciach. Wolą okazywać to poprzez czyny. Kobiety się
          wkurzają, że nie powie jej tego tandetnego "kocham cie" a on zamiast
          tego woli o nią zadbać w inny, bardziej konkretny sposób. Myśle, że
          Marek jest jednym z takich facetów czynu. Dlatego zamiast "kocham"
          pisze "inwestuje" co oznacza właśnie, że mu zależy/zależało:-)
          • izabella9.0 Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 13:48
            Dlatego zamiast "kocham" pisze "inwestuje" co oznacza właśnie, że
            mu zależy/zależało:-)

            to trochę kiepski z niego inwestor:DDD
            Mnie bowiem szalenie zadziwia to ,że przyznał się ,że dla niego
            dobry seks = "miłość" , od poczatku jednak ma słaby /przeciętny seks
            który nie pzowala mu sie jakoś szalenczo zakochać i nie myśleć o
            rozstaniu a mimo to tkwi w tym 2 lata i jeszcze się waha..Z takimi
            inwestycjami to go czeka rychłe "bankructwo "

            "Marek jest jednym z takich facetów czynu"
            To niech bedzie nim do konca i zakonczy to nim starcą odbydwoje
            wiecej czasu. Młodość ma się tylko jedną .
          • mujer_bonita Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 14:29
            zakletawmarmur napisała:
            > Zresztą część ludzi (przeważnie facetów) wcale nie potrafi mówić o
            > swoich uczuciach. Wolą okazywać to poprzez czyny

            Zaklęta - mylisz oszczędność z wyrażaniem uczuć do nieposiadania tych uczuć. Nie da się okazać uczuć, których się nie posiada.

            I nie zgodzę się, że powiedzenie 'inwestuję' jest w jakikolwiek sposób wyrażeniem miłości.
            • zakletawmarmur Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 16:34

              Mujer tego wiedzieć nie możemy. Jest z dziewczyna dwa lata, pewnie
              nie przez przypadek. Obecne może przeżywać kryzys, rozczarowanie.
              Wiem, że gdybym w takiej chwili opisała mojego faceta, to też ktoś
              mógłby sobie pomyśleć, że nic nas nie łączy. A jednak pomyliłby się.
              No i nie widzę sensu w zadawaniu tak abstrakcyjnego pytania
              jak "kochasz ją". Ludzie mają tysiące definicji słowa "kocham".
              Autor może mieć bardziej pragmatyczną definicje miłości np. chęć
              spędzenia z kimś życia a nie to zauroczenie, które pewnie kilka razu
              już w życiu zaliczył...
          • rumpa Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 15:43
            Mężczyźni inaczej niż kobiety mówią o swoich uczuciach... Kobieta
            > mówi "kocham go, on jest taaaki cudowny", facet wylicza jej cechy.
            > Myśli sobie "fajna dupa, dobra w łóżku a i pogadać się z nią da".

            zmień towarzystwo :))) albo przynajmniej zdywersyfikuj czy jak to
            się tam mówi :)))
            zarówno jesli chodzi o kobiety jak i mężczyzn...

            a później się dziwisz że twoi znajomi się rozwodzą i mieszaja jak w
            modzie na sukces. no a czego oczekujesz przy takim poziomie
            abstrakcji ?
            • zakletawmarmur Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 16:24
              > zmień towarzystwo :))) albo przynajmniej zdywersyfikuj czy jak to
              > się tam mówi :)))
              > zarówno jesli chodzi o kobiety jak i mężczyzn...
              >
              > a później się dziwisz że twoi znajomi się rozwodzą i mieszaja jak
              w
              > modzie na sukces. no a czego oczekujesz przy takim poziomie
              > abstrakcji ?

              Też mogłabym być złośliwa, ale się powstrzymam:-)
        • gmb13 Re: Przeciętność zabijająca seks 31.01.10, 23:48
          izabella9.0 napisała:
          > Ich związku w ogole nie ma namiętosci , emocji jest jakiś taki
          > sztuczny , przekalkulowany wiec jak ma byc namiętnośc w seksie ?

          Tak, w moim związku nie ma namiętności. W zasadzie w ogóle. Ale czy to naprawdę
          Twoim zdaniem jest wyłącznie moja wina?
    • glamourous Do Rumpy i innych adwersarzy w tej dyskusji ;-/ 24.01.10, 13:11
      Odpowiadam hurtowo : w moim odczuciu dwuletni zaledwie zwiazek gdzie ludzie ze
      soba JESZCZE NIE MIESZKAJA, spotykaja sie 3 razy w tygodniu i nie maja wzgledem
      siebie zadnych zobowiazan, to sa jak najbardziej POCZATKI oraz faza testowania.
      W zestawieniu z dzieciatymi i slubnymi zwiazkami (z naprawde slusznym stazem)
      tutejszych forumowiczow zwiazek Marka jest naprawde jeszcze w powijakach.
      Wystarczy wiec odrobine zrelatywizowac i mozna zrozumiec o co mi chodzilo, bez
      prychania na mnie :-/

      Ja na przyklad po dwoch latach zwiazku rowniez jeszcze nie mieszkalam z moim
      partnerem i w moich wspomnieniach z perspektywy terazniejszosci (prawie 8 letni
      staz) JAK NAJBARDZIEJ okreslam ten okres naszego zwiazku jako poczatki, faza
      testu i docierania.

      Poza tym u mnie rowniez stan uczuc zalezy od jakosci seksu. Nie bylabym w stanie
      szalenczo zakochac sie w czlowieku ktory serwowalby mi mierny, letni i
      bezemocjonalny seks. Moze Wy sie potraficie zakochac tak "na sucho", czyli
      pomimo wszystko i zupelnie bezinteresownie - ja nie potrafilabym. Milosc w moim
      odczuciu powstaje na podbudowie silnych, wieziotworczych emocji. Bez nich
      skonczyloby sie u mnie na zaledwie fascynacji, ktora szybko by bez dobrego seksu
      zmarniala - pod wplywem rozczarowania. Sa po prostu ludzie, ktorzy do
      wieziotworczej roli seksu przywiazuja spora wage i jest on dla nich warunkiem
      sine qua non budowania uczuc i udanego zwiazku.
      Zaraz pewnie ktos tu wyskoczy z tekstem o niedojrzalosci ;-))) A prawda jest
      taka, ze ludzie sa po prostu rozni, nie wszyscy maja identyczne priorytety i
      identyczna emocjonalna konstrukcje.
      • mujer_bonita Glam... 24.01.10, 14:23
        Chyba podchodzisz do pewnych spraw zbyt osobiście i przesłania Ci to chłodne spojrzenie na kwestie tu opisywane.

        Nikt nie zaprzecza przecież tutaj, że oni SĄ w fazie testowania. Ale nie są już nastolatkami, spotykają się 2 LATA i doszli jedynie do 'przeciętności' i 'co to jest miłość'. Sorry - co tutaj ciągnąć? Jak po takim czasie nie ma 'więziotwórczych emocji' to do czego on chce dążyć? I najważniejsze PO CO??

        > Sa po prostu ludzie, ktorzy do
        > wieziotworczej roli seksu przywiazuja spora wage i jest on dla nich warunkiem
        > sine qua non budowania uczuc i udanego zwiazku.

        Są - i dlatego nie napotkawszy go powinni szukać kogoś innego.
        • glamourous Re: Glam... 24.01.10, 15:00
          mujer_bonita napisała:

          > Nikt nie zaprzecza przecież tutaj, że oni SĄ w fazie testowania


          Ze co, prosze??? Nikt nie zaprzecza?? A te ponizsze cytaty to co??? :


          naomel86 napisała :

          > 2 lata początkiem związku - hehehhe brawo argument roku :D


          rumpa napisała :

          > dwa lata testuje ??????? no dobra nic nie napiszę, bo bana dostanę


          I do niczego Bonito nie podchodze, jak sugerujesz, "osobiscie". Nigdy nie bylam
          w takim zwiazku jak zwiazek Marka - wiec nie rozumiem dlaczego mialabym
          podchodzic do jego watku "osobiscie". Wszystkie moje zwiazki z facetami
          charakteryzowala na poczatku zawsze duza doza namietnosci. Nigdy nie
          zakochalabym sie w facecie ktory rozczarowywalby mnie w lozku w pierwszej fazie
          znajomosci, czy w ciagu pierwszych dwoch lat. Potem przyznaje, bywalo roznie,
          ale poczatki zawsze byly ogniste. Inaczej nie potrafilabym sie przywiazac.

          A co do dalszej czesci Tojego posta - toc przeciez ja TEZ jestem zdania, ze oni
          powinni sie rozstac, zamiast mozolnie ewangelizowac sie do emerytury.
          • naomel86 Re: Glam... 24.01.10, 15:27
            glamourous napisała:

            > mujer_bonita napisała:
            >
            > > Nikt nie zaprzecza przecież tutaj, że oni SĄ w fazie testowania
            >
            >
            > Ze co, prosze??? Nikt nie zaprzecza?? A te ponizsze cytaty to co??? :
            >
            >
            > naomel86 napisała :
            >
            > > 2 lata początkiem związku - hehehhe brawo argument roku :D
            >
            >
            > rumpa napisała :
            >
            > > dwa lata testuje ??????? no dobra nic nie napiszę, bo bana dostanę

            No właśnie od początku ich seks był letni, więc powinien ją kopnąć w pupę po
            kilkunastu bzykankach, a nie po dwóch latach regularnego seksu. 2 lata musiał ją
            chędożyć, aby nagle się przekonać, że to jednak nie to ?


            > I do niczego Bonito nie podchodze, jak sugerujesz, "osobiscie". Nigdy nie bylam
            > w takim zwiazku jak zwiazek Marka - wiec nie rozumiem dlaczego mialabym
            > podchodzic do jego watku "osobiscie". Wszystkie moje zwiazki z facetami
            > charakteryzowala na poczatku zawsze duza doza namietnosci. Nigdy nie
            > zakochalabym sie w facecie ktory rozczarowywalby mnie w lozku w pierwszej fazie
            > znajomosci, czy w ciagu pierwszych dwoch lat. Potem przyznaje, bywalo roznie,
            > ale poczatki zawsze byly ogniste. Inaczej nie potrafilabym sie przywiazac.



            Nigdy w takim związku nie byłas, a jestes taka pewna zebys sie nie zakochała,
            obys sie moja droga nie przejechała.


            > A co do dalszej czesci Tojego posta - toc przeciez ja TEZ jestem zdania, ze oni
            > powinni sie rozstac, zamiast mozolnie ewangelizowac sie do emerytury.

            Ano powinni się chyba rozstac, bzykanka nie ma, on jej tam chyba nawet za bardzo
            nie lubi, masz racje ostre ciecie i po sprawie :)
            • rumpa Re: Glam... 24.01.10, 15:51
              no ja niestety też miałm wrażenie, że prywata przez Glam przemawia.
              W sumie się zgadza, w takim związku nie była, tylko zdaje się - jest.

              Ależ ja nie zaprzeczam że oni są w fazie testowania :)))
              ja nie napisałam tylko co ja myslę o "zaangażowaniu", odwadze i głebi
              uczuć osób testujących przez lata :))) i o ich celach itd.
              • glamourous Re: Glam... 24.01.10, 16:11
                rumpa napisała:

                > no ja niestety też miałm wrażenie, że prywata przez Glam przemawia.
                > W sumie się zgadza, w takim związku nie była, tylko zdaje się -
                > jest.


                "Zdaje sie" ;-) Dobre okreslenie, bo tylko na zasadzie "zdawania sie" mozna
                ocenic czyjas relacje na odleglosc ;-) Jednak tu niestety pudlo - moj maz nie
                lezy jak kloda podczas seksu ;-) Nie jest bierny, ani beznamietny - kiedy
                przychodzi co do czego, jest calkiem ogniscie i wyczuwam w nim wtedy duze
                zaangazowanie oraz szczera namietnosc. Wiec nadal nie widze analogii. Gdyby mi
                moj chlop od poczatku zwiazku do drugiego roku jego trwania byl w lozku jak
                bezwolna kukielka nie wykazujaca entuzjazmu ani inicjatywy (a tak to wyglada u
                Marka), nie dotrwalabym z nim do drugiej rocznicy, nie przeprowadzilabym sie
                tysiace kilometrow od domu i nie zainwestowalabym tyle uczuc w tego faceta.
                • rumpa Re: Glam... 24.01.10, 21:01
                  oczywiście że nie są identyczne te wasz zwiazki
                  tylko sporo niezadowolonia jednak zanotowałam na tle fantazji
                  twojego faceta, czy raczej jej braku...
                  stąd wniosek że możesz się łatwo identyfikować z ofiarą "seksualnej
                  miernoty"
                  mnie będzie zdecydowanie łatwiej być ofiarą "wyczynowca seksualnego"
                  i szlag by mnie trafił, jak bym wyczuła akcję pod tytułem - "a teraz
                  cie kochanie rozwijamy i podnosimy do mojego poziomu"
                  • glamourous Re: Glam... 26.01.10, 09:11
                    rumpa napisała:

                    > oczywiście że nie są identyczne te wasz zwiazki
                    > tylko sporo niezadowolonia jednak zanotowałam na tle fantazji


                    Nie podejme tej dyskusji bo mam juz szczerze dosyc pisania na forum o moim
                    zwiazku i co gorsza uzywania go w celu zbijania czyjejs argumentacji :-////
                    Dosyc juz mam udzialu w polemikach w roznych - nie moich - watkach, ktore koncza
                    sie zawsze czyjas "genialna" sugestia w stylu "a TWOJ zwiazek, Glam, to jest
                    taki a owaki...itp itd". Ble. Mam przesyt. W tym watku piszemy o sytuacji Marka,
                    a nie mojej. I to by bylo na tyle - wiec nie wazne, czy pisze mniej lub bardziej
                    "osobiscie".
                    • zakletawmarmur Re: Glam... 26.01.10, 15:51

                      Glam, ludzie dlatego odnoszą się do Twojego związku, bo Ty sama
                      często się na niego powołujesz. Albo na swój związek albo na swoje
                      oczekiwania. Jeśli tak robisz, musisz liczyć się z tym, że ktoś się
                      do tego argumentu odniesie...
                      • glamourous Re: Glam... 28.01.10, 14:47
                        OK, rozumiem, niemniej dla mnie odnoszenie sie do moich KONKRETNYCH wypowiedzi
                        na temat mojego zwiazku to odrobine co innego niz takie "picie" do niego w
                        oderwaniu od aktualnego tematu dyskusji.

                        Zauwaz : tutaj dyskutujemy konkretnie o sytuacji Marka, az tu nagle ni stad ni
                        zowad zarzuca mi sie, ze wypowiadam sie "zbyt osobiscie, bo przeciez MOJ zwiazek
                        itp, itd" ;-/ Nawiasem mowiac - nie widze nic zdroznego w "osobistym"
                        wypowiadaniu sie. Kazdy dyskutant na tym forum wypowiada sie tak, jak uwaza za
                        stosowne i ma prawo czerpac argumenty zarowno z teorii jak i z praktyki oraz
                        wlasnych doswiadczen. Wiec nawet, jezeli wypowiadalabym sie osobiscie, to co w
                        tym zlego?

                        Poza tym w moim zwiazku wiadoma sfera bardzo sie od pewnego czasu poprawila, a
                        wiele rzeczy sie przewartosciowalo. Juz dawno zakonczylam tu moje narzekania,
                        dosc juz bylo moich prywatnych wynurzen i wiwisekcji - to zamkniety etap.
                        Dlatego czuje sie autentycznie zmeczona tymi imputowankami "wiedzacych lepiej" i
                        szczerze nie mam ochoty w co trzecim watku odpierac zarzutow na temat
                        domniemanej kiepskosci mojego zwiazku, w oderwaniu od konkretnej dyskusji.

                        PS. Najwygodniejszym rozwiazaniem na uzyskanie forumowej neutralnosci bylaby
                        oczywiscie zmiana nicka, ale z wielu wzgledow nie chce tego nie robic.
                        • mujer_bonita Re: Glam... 28.01.10, 23:40
                          glamourous napisała:
                          > OK, rozumiem, niemniej dla mnie odnoszenie sie do moich KONKRETNYCH wypowiedzi
                          > na temat mojego zwiazku to odrobine co innego niz takie "picie" do niego w
                          > oderwaniu od aktualnego tematu dyskusji

                          Glam - z całym szacunkiem ale o swoim związku to w tym wątku akurat TY ZACZĘŁAŚ mówić (konkretnie, że nie byłaś w takiej sytuacji jak autor). Tym samym sama otworzyłaś drzwi do dywagacji tym, którzy się z Tobą nie zgadzają w tej ocenie.

                          Moje określenie brania czegoś zbyt osobiście odnosiło się raczej do wysokoerotyczności i znanych tu Twoich poglądów co do roli jakości seksu - stąd moim zdaniem Twoje widzenie 'napaści' na Marka i niby kazania mu zadowalać się bylejakością (czego ja tu na przykład nie widzę). Nie ma nic złego w osobistym podchodzeniu do tematu należy jedynie zdawać sobie sprawę, że pewne rzeczy wykrzywiają nasze widzenie rzeczywistości.
                        • zakletawmarmur Re: Glam... 30.01.10, 15:12
                          > itp, itd" ;-/ Nawiasem mowiac - nie widze nic zdroznego
                          w "osobistym"
                          > wypowiadaniu sie.

                          Ja też nie widzę nic złego. Sama tak robię... Napisałam Ci dlaczego
                          ja w innym wątku podciągnęłam temat Twojego związku. Sama przyznaj,
                          że jest to logiczne.

                          > Zauwaz : tutaj dyskutujemy konkretnie o sytuacji Marka, az tu
                          nagle ni stad ni
                          > zowad zarzuca mi sie, ze wypowiadam sie "zbyt osobiscie, bo
                          przeciez MOJ zwiaze
                          > k
                          > itp, itd" ;-/

                          Wiele ludzi tu na forum narzeka na swoje drugie połówki. Z jakiś
                          jednak powodów z nimi są. Jeśli Marek z dziewczyną wytrwał dwa lata
                          to też o czymś świadczy. Albo ten seks nie był w tym czasie taki zły
                          jak opisuje albo nie była to aż tak ważna dla niego cecha. Powinien
                          zastanowić się czego od kobiety swojego życia potrzebuje. Jeśli jest
                          to przede wszystkim dobry seks (bez wkładu energii w "zasłużenie
                          sobie na niego") to nie ma co w tym związku szukać.
                          Nie możemy jednak pisać, że nie ma żadnego wpływu i totalnie nic nie
                          da się robić, dziewczyna jest nisko-erotyczna i pożytku z niej nie
                          będzie. Sama wiesz, że ludzie mają wpływ na seksualność swoich
                          partnerów. Może ograniczony wpływ ale jednak mają.

                          > PS. Najwygodniejszym rozwiazaniem na uzyskanie forumowej
                          neutralnosci bylaby
                          > oczywiscie zmiana nicka, ale z wielu wzgledow nie chce tego nie
                          robic.

                          Mam wrażenie, że ostatnio sporo osób ma takie pomysły. Czy to
                          przypadek?
            • glamourous Re: Glam... 24.01.10, 15:56
              naomel86 napisała:

              > No właśnie od początku ich seks był letni, więc powinien ją kopnąć > w pupę po
              kilkunastu bzykankach, a nie po dwóch latach regularnego
              > seksu. 2 lata musiał ją
              > chędożyć, aby nagle się przekonać, że to jednak nie to ?

              A dlaczego "powinien ja kopac w doope po kilkunastuz a nie kilkudziesieciu
              bzykankach? Moze on nalezy do osob nie poddajacych sie lawto, zwlaszcza, ze Mark
              pisze, z uklada im sie dobrze na innych plaszczyznach, wiec to chyba dobrze o
              nim swiadczy, ze nie chcial tego zwiazku tak od razu spisywac na straty. Po
              prostu liczyl, ze z czasem sie moze rozkreci, ludzil sie, inicjowal, proponowal,
              czekal... Wbrew pozorom 2 lata zwiazku "na dochodzaco" czyli kiedy ludzie nie
              mieszkaja osobno i widuja sie "pare razy w tygodniu" mijaja bardzo szybko. Mozna
              sie latwo zapedzic w kozi rog.


              > Nigdy w takim związku nie byłas, a jestes taka pewna zebys sie nie zakochała,
              > obys sie moja droga nie przejechała.


              Tu rowniez powod jest bardzo prosty. Nigdy nie bylam w takim zwiazku, BO jezeli
              na poczatku nie bylo sypiacych sie iskier, motyli w brzuchu, miekniecia kolan i
              majtek spadajacych przez glowe OBU STRONOM - czyli tego wszystkiego co sklada
              sie na goracy, emocjonujacy oraz wieziotworczy seks, to zwyczajnie rzecz sie dla
              mnie konczyla juz po dwoch, trzech lozkowych sesyjkach. Po prostu nie mialam
              ochoty na wiecej, nastepowalo z mojej strony zniechecenie - i ani moje uczucie,
              ani zwiazek nie rozwijaly sie dalej. Po prostu dawalam sobie spokoj.

              Dla mnie zawsze byla pod tym wzgledem krotka pilka : nie ma fajnego ognistego
              seksu na wspomnienie ktorego mam samoczynny slinotok = nie dam rady sie w
              facecie zakochac. U mnie milosc musi miec silne hormonalne podstawy. Tak juz mam
              i nic na to nie poradze.
              • arronia Re: Glam... 24.01.10, 16:12
                Pierwszy akapit z drugim jakoś nie bardzo się dają sparować... Jeśli
                podejrzewasz, że autor wątku ma tak jak ty - potrzebuje "hormonów"/super seksu
                do zakochania, to dlaczego u siebie piszesz, że "zwyczajnie rzecz sie dla mnie
                konczyla juz po dwoch, trzech lozkowych sesyjkach", a dziwisz się, że inni
                mówią, że w ciągu kilkunastu bzykanek mógł stwierdzić, że to nie to i się
                wycofać? Zwłaszcza, że sam pisze, że od początku było bez rewelacji.

                Ta relacja szans raczej nie ma, ważne, żeby się dowiedział, czego potrzebuje,
                jakie cechy jego partnerka musi mieć, a jakie można sobie odpuścić. Coś tam już
                o sobie wie, być może ten związek czegoś go nauczył.

                A co do innych aspektów związku...

                > zwlaszcza, ze Mark
                > pisze, z uklada im sie dobrze na innych plaszczyznach

                Zależy, jak interpretować to:

                > W różnych sprawach związku układa się różnie, ale generalnie nie najgorzej.
                • glamourous Re: Glam... 24.01.10, 17:00
                  arronia napisała:

                  > Pierwszy akapit z drugim jakoś nie bardzo się dają sparować... Jeśli
                  > podejrzewasz, że autor wątku ma tak jak ty - potrzebuje "hormonów"/super seksu
                  > do zakochania, to dlaczego u siebie piszesz, że "zwyczajnie rzecz sie dla mnie
                  > konczyla juz po dwoch, trzech lozkowych sesyjkach", a dziwisz się, że inni
                  > mówią, że w ciągu kilkunastu bzykanek mógł stwierdzić, że to nie to i się
                  > wycofać? Zwłaszcza, że sam pisze, że od początku było bez rewelacji.


                  Po prostu dlatego, ze JA AKURAT potrafie zalozyc, ze nie kazdy musi cierpiec na
                  taki brak cierpliwosci jak ja. Nie kazdy MUSI czy tez POWINIEN konczyc zwiazek
                  po dwoch czy dwunastu nieudanych bzykankach. Tu nie ma uniwersalnej, wymiernej
                  granicy testowania - kazdy ma swoja. Osobiscie lubie zaczynac zwiazek od chemii
                  i motylkow - i jestem pod tym wzgledem niecierpliwa perfekcjonistka, szybko wiec
                  pojawia sie u mnie rozczarowanie (kiedy motyle nie pojawiaja sie z taka
                  intensywnoscia jakiej bym sobie zyczyla) i dlugiej szansy na rozkrecenie
                  letniemu zwiazkowi nie daje. ALE NIE KAZDY MUSI TAK MIEC. Dlatego jestem w
                  stanie zrozumiec Marka, ze dawal temu "dochodzacemu" zwiazkowi szanse przez 2
                  lata - moze on z tych mniej idealistycznych? Z tych co daja zwiazkowi dlugi
                  rozbieg i potrafia dlugo czekac ze moze cos sie z tego wykluje...
                  Tak samo jak jestem w stanie zrozumiec np. Avide, ktory mial podobny start w
                  poczatkach swojego zwiazku z zona. Ludzie daja zwiazkom szanse w nadziei ze moze
                  z czasem cos sie ruszy, zmieni i bedzie lepiej. Po prostu.

                  Ja tu akurat nikogo nie osadzam i niczemu sie nie dziwie - poza ostra reakcja
                  forumowiczek na watek Marka.
              • bi_chetny Re: Glam... 26.01.10, 11:39
                dla mnie tego rodzaju inwestowanie, to szukanie kogoś na czas kryzysu, dopóki
                nie pojawi się ta wymarzona - tego nie potrafię, nie umiem udawać emocji i źle
                bym się czuł, gdybym widział miłość z drugiej strony, której ja nie czuję.
        • mark_111 Re: Glam... 31.01.10, 23:40
          mujer_bonita napisała:
          > Nikt nie zaprzecza przecież tutaj, że oni SĄ w fazie testowania.
          > Ale nie są już nastolatkami, spotykają się 2 LATA i doszli jedynie
          > do 'przeciętności' i 'co to jest miłość'. Sorry - co tutaj
          > ciągnąć? Jak po takim czasie nie ma 'więziotwórczych emocji' to do
          > czego on chce dążyć? I najważniejsze PO CO??

          A do czego ona dąży i chce dążyć? Może koleżanki specjalistki od emocji i
          związków mi odpowiedzą?
      • mark_111 Re: Do Rumpy i innych adwersarzy w tej dyskusji ; 31.01.10, 23:37
        To mądre i smutne zarazem. Wynika z tego, że od dłuższego czasu tkwię w związku,
        który powinien się już dawno zakończyć. Smutne. Marnuję swoje życie.
    • zlakobieta Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 16:57
      Na wstępie od razu napiszę, że według mnie mark powinien ten związek zakończyć.
      Po pierwsze z powodów podanych powyżej - uważam, że nie kocha swej partnerki,
      ale również dlatego, że moim zdaniem ona też chyba nie jest wobec niego uczciwa.
      Są siebie warci, ale nie są dla siebie stworzeni, że tak powiem ;)

      Nie wiem dlaczego nikt wcześniej nie zwrócił na to uwagę, ale ja po przeczytaniu
      tego, co o swoim związku napisał autor od razu pomyślałam o wersji demo.
      Moim zdaniem kobieta uważa, że z jakichś względów ten właśnie samczyk nadaje się
      na partnera i w związku z tym stara się go przekonać, że będzie im razem super.
      Ponieważ nie za bardzo jest na niego nakręcona (o ile w ogóle on ją pociąga),
      lub też jest niskoerotyczna, a w najgorszej wersji również niskolibidowa, to
      robi co może. Jedyne zaś "co może", to pozwolić mu na wszystkie zachcianki
      wtedy, kiedy on ma ochotę. Pewnie myśli, że on jest w siódmym niebie, bo ma seks
      kiedy i jak chce.
      Prawdopodobnie gdy nastąpi legalizacja związku, jako żona przestanie zgadzać się
      na seks jakikolwiek, albo ewentualnie wypełni obowiązek małżeński raz na
      miesiąc, tydzień, lub ile tam uzna za stosowne. Mark wtedy napisze, że czuje się
      oszukany, bo przed ślubem było bosko i miał chętną kobietę, która dawała mu w
      domu, plenerze, na stole i w szatni, a teraz nie chce i zaczną się dywagacje:
      "co się stało? może hormony, a może za mało jej w domu pomaga? a może kwiatów
      nie kupuje...
      Taki scenariusz mi się jawi...
    • kathathea Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 17:33
      Prosze Cie daj tej kobiecie szanse na znalezienie odpowiedzialnego, uczuciowego
      mezczyzne, dla ktorego bedzie tzw. duga polowka.
      Wiesz ile stracila z Toba czasu (bo to,ze Ty starciles mnie nie interesuje) - 2
      lata, policz ile to dni i ile godzii, a ile stosunków? 720? 500? Po takim czasie
      stała sie bierna? Z pewnoscia nie. Napisałes, ze Ty ZAWSZE inicjujesz. No to
      chyba wiedziałes od zawsze jaka jest i co po 2 latach oczekujesz ze sie zmieni.
      Przeciez najwyrazniej Tobie t kiedys pasowało skoro jestes z nia 2 lata.
      Denerwuja mnie ludzie, zarowno mezczyzni i kobiety, ktorzy oszukuja druga
      polowke. Mówią jestes super a po 2, 3 latach mówia, ze nie moga zniesc w drugiej
      osobie cechy o ktorej wiedzieli od samego poczatku.
      • songo3000 Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 19:37
        A po jakim czasie by 'cię to nie denerwowało'? Tydzień? miesiąc? pół roku??? Masz na to jakąś normę ISO czy coś?
        • efi-efi Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 21:38
          songo3000 napisał:
          >Podstawą do takich wymogów jest FAKT zawarcia związku. Gdzież jest tak >wielka
          miłość jeżeli nie chcemy dać z siebie co najlepsze partnerowi? >Wchodząc w
          związek możemy i mamy oczekiwania i wymagania bo taki jest >jeden z jego
          'kosztów' u partnera.

          - hehe, podoba mi się to. Będę Cię cytować w czasie potyczek z moim mężem
          • songo3000 Re: Przeciętność zabijająca seks 24.01.10, 23:24
            Tylko nie dawaj mu potem na mnie namiarów ;)
        • kathathea Re: Przeciętność zabijająca seks 25.01.10, 10:42
          Chyba wystarczy kilka, kilkanascie stosunków, żeby wiedziec, czy ktos jest osoba
          dominujaca czy raczej ulegla, z wiekszym lub mniejszym libido, nie potzreba do
          tego 2 lat.
          • songo3000 Re: Przeciętność zabijająca seks 25.01.10, 12:53
            Przecież te kilkanaście stosunków może być na przestrzeni 2 lat właśnie, i co?
            :DDD
          • glamourous Re: Przeciętność zabijająca seks 25.01.10, 13:48
            kathathea napisała:

            > Chyba wystarczy kilka, kilkanascie stosunków, żeby wiedziec, czy ktos jest osoba
            > dominujaca czy raczej ulegla, z wiekszym lub mniejszym libido, nie potzreba do
            tego 2 lat.


            Oooj [ziew] ludzie do tego roznie podchodza - jeden sie zniecheci i zerwie po
            kilku(nastu) stosunkach, inny bedzie czekal dluzej z nadzieja, ze moze cos sie
            jednak rozkreci. Zwlaszcza, jezeli dana osoba pasuje mu pod innymi wzgledami.
            • selfmademan Ale o jaki związek tu chodzi ??? 25.01.10, 23:17
              Nie odniose się tu do dyskusji, któr co nieco zjechała z tematu w
              kierunku mniejszej czy większej filozofii - tylko do tego co napisał
              Mark na początku.
              #"związek" trwa jakieś 2 lata.
              #dotychczas nie mieszkali ze sobą wcale pod jednym dachem
              #widują się co 2-3 dni, z dostępnością seksu (nie jakością!) nie ma
              problemu

              No to mili państwo - gdzie ten związek ?
              Etap randkowania i strojenia się w piórka - nic poza tym.
              Ona jak widać "daje" - a raczej nie odmawia.
              On wykazuje się seksualnie i - BYĆ MOŻE - jeszcze coś więcej ich
              łączy, tyle, że za bardzo nie wiemy co. Autor o innych aspektach
              związku w zasadzie nie wspomina.

              Moim zdaniem pomieszkajcie razem parę miesięcy, zobaczcie się
              codziennie rano i wieczorem, nie tylko w wersji demo (jak zauważyła
              chyba jedna tylko uczestniczka dyskusji...), przeżyjcie parę
              katarów, jakieś niezaplacone rachunki na czas, spory o kolor zasłon
              ( tylko nie rozwiązujcie ich jak Pan i Pani Smith...;);) albo mecz
              vs.serial w tv
              Wyjdzie wiele rzeczy - nie tylko to czy ktoś naprawdę lubi i umie
              kochać się z dużą dozą inwencji czy fantazji...
    • possessive Re: Przeciętność zabijająca seks 26.01.10, 08:48
      Moim skromnym zdaniem, nie wchodzić głębiej w związek, jeśli widać
      symptomy, że w łóżku będzie kiepsko teraz i w przyszłości.
      Tzw. "śpiąca królewna" może się zmienić albo nie(raczej nic się nie
      zmieni z tobą w roli inicjatora) ale nie warto na to liczyć. Z
      drugiej strony nie każdemu jest dane spotkać łóżkowy ideał, więc
      masz związek z reguralnym seksem, który cię nie ogranicza - myślę,
      że nie ma co marudzić dopóki nie posuniecie się dalej. Myślę jednak,
      że jeśli przyjdzie ci do głowy tzw. ustatkowanie się tzn. z dziećmi
      ogródkiem, psem i małżeństwem, to nie masz chyba dobrej kandydatki,
      trzeba szukać dalej.
      Co do istoty powyższego sporu, zgadzam się z Glamorous, Claudel i
      nie rozumiem napaści na autora. Miłość nie jest potrzebna do tego
      aby mieć jakieś niezobowiązujące układy seksualno-towarzyskie. I nie
      każdy związek musi się kończyć ślubem i wielką miłością(cokolwiek to
      znaczy). Skoro dwa lata nie mieszkają razem i wszystkim to pasuje to
      chyba nie ma się co czepiać, że autor rozważa "za i przeciw". Jest
      dużo lepszy od tego co się żeni bez zastanowienia, pod wpływem burzy
      hormonów i różowych okularów, a potem zdradza bo już nie ma wyjścia.
    • pendzacy_krolik wyglada na niereformowalna 27.01.10, 21:40
      ale moze chociaz dobrze gotuje?
      • mark_111 Re: wyglada na niereformowalna 31.01.10, 23:34
        pendzacy_krolik napisała:
        > ale moze chociaz dobrze gotuje?

        Błąd, w ogóle nie gotuje.
        A w zasadzie ja gotuję lepiej od niej :-)
    • femme.fatale1978 Re: Przeciętność zabijająca seks 28.01.10, 12:57
      Mark, porozmawiaj z nią otwarcie. Bez aluzji, bez sugestii, bez znaczących
      spojrzeń. Powiedz o swoich oczekiwaniach szczerze i otwarcie, lecz delikatnie
      coby nie urazić.

      Być może dziewczyna jest z gatunku tych krygujących się, co chciałyby, a boją
      się. Może ma psychiczne opory by pójść z tobą na żywioł. Może coś ją hamuje,
      czuje się niepewnie i obawia się twojej oceny...

      Niektóre kobiety same rozsuną suwak spodni podczas jazdy samochodem i wyliżą do
      ostatniej kropli swego faceta. Inne, choć mają na to cholerną ochotę, nigdy tego
      nie zrobią. Dlaczego? Z obawy przed oceną - co on sobie o mnie pomyśli... jak
      tirówka...

      Jeśli szczera rozmowa nie pomoże - czas na zmiany. Ciężko jest żyć w bylejakości.
      • mark_111 Re: Przeciętność zabijająca seks 31.01.10, 23:33
        femme.fatale1978 napisała:
        > Mark, porozmawiaj z nią otwarcie. Bez aluzji, bez sugestii, bez
        > znaczących spojrzeń. Powiedz o swoich oczekiwaniach szczerze i
        > otwarcie, lecz delikatnie coby nie urazić.

        Noszę się z takim zamiarem od pewnego czasu, ale z dotychczasowych prób
        delikatnego sugerowania wnoszę, że może się to skończyć kłótnią albo ostrą
        urazą. Drobne sugestie (duuużo drobniejsze niż powiedzenie jej tego co napisałem
        na forum) powodowały już wcześniej reakcje w stylu "coś ci się nie podoba? ALE
        JAK TO, przecież masz wszystko czego chcesz". Mam wrażenie, że nadajemy na innym
        poziomie, to co czuję nie zostanie zupełnie zrozumiane...

        > Być może dziewczyna jest z gatunku tych krygujących się, co
        > chciałyby, a boją się. Może ma psychiczne opory by pójść z tobą na
        > żywioł. Może coś ją hamuje, czuje się niepewnie i obawia się
        > twojej oceny...

        Trudno mi w to uwierzyć. Między nami nie ma żadnego "krygowania się". Mam
        wrażenie, że dla niej model "włożyć-wyjąć-włożyć-wyjąć" z minimalnym
        zaangażowaniem partnerki to idealny model seksu w związku.

        > Niektóre kobiety same rozsuną suwak spodni podczas jazdy
        > samochodem i wyliżą do ostatniej kropli swego faceta.

        Marzenie. Mimo że niby nie ma oporów przed seksem oralnym. Ale tylko tym w
        łóżku, podczas "przepisowego" seksu, nie kiedykolwiek poza łóżkiem czy poza domem.

        > Jeśli szczera rozmowa nie pomoże - czas na zmiany. Ciężko jest żyć w bylejakośc

        Też dochodzę do takiego wniosku, stąd mój post na tym forum...
        • czarownica77777 Re: Przeciętność zabijająca seks 01.02.10, 00:17
          Powiem ci że bardzo trudno dopasować sie tak by wszystko super grało.Zastanów
          się czego naprawde chcesz.Jakie są priorytety.Chcesz się ożenić np. czy tylko
          mieszkać z kobietą to akurat istotne.Powiem ci że jeżeli spotykasz partnera i
          seks jest super wiesz to już na początku.Często jest też tak że młody mężczyzna
          zachowuje sie troszke jak króliczek bzyka bzyka i bzyka i jest ok.Po pewnym
          czasie zaczyna mu czegoś brakować w tym bzykaniu.Jestem już po 40 i musze
          powiedzieć że nie dla wszystkich kobiet seks jest priorytetowy niestety.Czasami
          słysze damu mu dzisiaj dupy to niebedzie marudził,lub dam mu dupy to to sobie
          kupie to czy tamto.To straszne ale tak bywa.Myśle że wszystko tkwi w kobiecie
          .Jeżeli ty będziesz na nią działał naprawde podniecająco ona będzie wariować dla
          ciebie z namietnością.Musi być troche tej miety to coś ,bez tego ani rusz.
        • femme.fatale1978 Re: Przeciętność zabijająca seks 01.02.10, 10:30
          mark_111 napisał:

          > femme.fatale1978 napisała:
          > > Mark, porozmawiaj z nią otwarcie. Bez aluzji, bez sugestii, bez
          > > znaczących spojrzeń. Powiedz o swoich oczekiwaniach szczerze i
          > > otwarcie, lecz delikatnie coby nie urazić.
          >
          > Noszę się z takim zamiarem od pewnego czasu, ale z dotychczasowych prób
          > delikatnego sugerowania wnoszę, że może się to skończyć kłótnią albo ostrą
          > urazą. Drobne sugestie (duuużo drobniejsze niż powiedzenie jej tego co napisałe
          > m
          > na forum) powodowały już wcześniej reakcje w stylu "coś ci się nie podoba? ALE
          > JAK TO, przecież masz wszystko czego chcesz". Mam wrażenie, że nadajemy na inny
          > m
          > poziomie, to co czuję nie zostanie zupełnie zrozumiane...



          Nawet jeśli tak się stanie, to przecież nic nie tracisz. Co najwyżej koniec
          niezbyt satysfakcjonującej znajomości. Próbuj, na nóż widelec kobitka ta jeszcze
          cię zaskoczy... ;)
    • semipacked77 Re: Przeciętność zabijająca seks 01.02.10, 23:40
      Hmm. Po przeczytaniu twoich słów przypomniałam sobie rozmowę z moim byłym już
      partnerem. Zapytał mnie kiedyś , czy go pragnę , czy kręci mnie sex, bowiem
      nigdy nie inicjuję zbliżeń, nie wymyślam nowych rzeczy. Zaskoczyło mnie to,
      bowiem podobnie jak u twoja partnerka ochoczo realizowałam wszystkie jego
      propozycje. Sex w łóżku, na stole, pod namiotem, na plaży, w nocy, w dzień ,na
      poboczu drogi, w toalecie restauracji, pozycje dowolne, analny, oralny,
      publiczny itd. Z mojego punktu widzenia wyglądało to tak, że po prostu ja nie
      miałam czasu żeby go zapragnąć jeszcze bardziej niż on mnie. Nie miałam czasu by
      ostygnąć a już zaczynało się od nowa( średnio 3 x dziennie) I nie chodziło o to
      że go nie pożądam, że mam jakieś rażąco niższe libido, bo zawsze było mi super
      ( właściwie to była najlepsza sfera naszego związku ), po prostu moje potrzeby
      nie przewyższały jego potrzeb. Nie inicjowałam bo byłam usatysfakcjonowana po uszy.
      To w zasadzie nie był jakiś duży problem, ta rozmowa wyjaśniła wszystko i oboje
      zaakceptowaliśmy wnioski i recepty. Stanęło wtedy na tym ,że on jednak nie
      będzie mi dawał czasu na mój osobisty rozpęd, w zamian za to zaakceptuje że
      czasem po prostu nie będę się angażować na maksa. To nam pasowało i się sprawdziło.

      Szczerze mówiąc nie przeczytałam porad ani wniosków forumowiczów, odnoszę się
      tylko do twojego tytułowego postu. teraz kwestia tego, czy z nią otwarcie
      porozmawiasz, czego oczekujesz, czy jesteś w stanie pójść na jakiś kompromis,
      jeżeli będzie konieczny i go zaakceptować.
    • kasialu Re: Przeciętność zabijająca seks 02.02.10, 12:00
      Mark Twoja kobieta chyba ma pogląd na sex pt: niech On się mną
      zajmie i robi co uważa, przy tym pozwalając na wszystko, czego
      chcesz. Niby spełnienie marzeń... tylko bez specjalnej inicjatywy, a
      chciałoby się czAsami poczuć, że partnerka wściekle ma ochotę na sex
      i wyraźnie daje do zrozumienia na co ma ochotę.
      Nie wiem czy coś jest w stanie zmienić podejscie Twojej kobiety.
      Jedyne wyjście to szczera rozmowa. Powinieneś jednak unikać tonu
      oskarżającego, pretensjonalnego. Może po sporej dawce wina powiedz
      co Ci przeszkadza, ale nie na zasadzie delikatnych sygnałów tylko
      konkretnie przedstaw problem. Powiedz, że sexem można się świetnie
      bawić, że jest spełnieniem Twoich marzeń (jeżeli tak jest) i
      chciałbyś żeby wykazywała więcej inicjatywy. Nie dopuść do syt żeby
      się obraziła.
      Jest szansa, że wypracujecie fajny układ.... ale gwarancji nie dam ;)
      pozdrawiam k.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka