Dodaj do ulubionych

Brak seksu, dziecko, paranoja

19.03.10, 00:31
Witam wszystkich, pisze ten post z desperacji. Jesteśmy ze sobą 5 lat a od
roku mamy cudowne dziecko, które nie sprawia żadnych problemów. Problemem w
naszym związku jest niemal całkowity brak seksu wynikający z ... no właśnie...
Odkąd urodziło się nasze dziecko (w zasadzie nawet od około 2 lat coś się
psuło) nasz seks legł w gruzach. Przez pierwsze kilka miesięcy nie uznawałem
tego za problem gdyż bylem przy porodzie , wiem czym on jest dla kobiety i
potrzebuje ona czas na regenerację oraz dojście do siebie psychicznie w czym
bardzo swojej narzeczonej pomagam. Prawię jej komplementy (by nie miała
poczucia, iż po porodzie jest gorsza itp), przytulam, daje kwiaty, robię
romantyczny nastrój, kąpiel ze świecami itp ale to kompletnie nic nie daje.
Zaznaczam, iż od samego początku to ja wstaję do dziecka w nocy, przewijam,
chodzę z nim na spacery i odciążam partnerkę jak się tylko da w pracach
domowych i we wszystkim w czym tylko mogę jak nie jestem w pracy. Pomimo tego
na każdą propozycję seksu słyszę- "nie". Rozmawialiśmy o tym ale ona uważa, ze
problemu nie ma, do lekarza z tym nie pójdziemy bo ona uważa, że nie ma
problemu a mnie powiedziała już, ze ona się bez seksu obejdzie i go nie
potrzebuje a ze ja potrzebuje, to moja sprawa. Dziecko nas nie przytłacza
pracą i jest kompletnie bezobsługowe (ogólnie zero problemów). Zaznaczam, iż
sam ciężko pracuję by utrzymać narzeczoną i dziecko ale moja praca jest
kompletnie niedoceniana (zarówno zarobkowa jak i ta w domu). Słyszę jedynie,
ze to jest "mój psi obowiązek". Jedynymi autorytetami mojej partnerki jest jej
rodzina oraz znajomi, którzy jakby mogli weszli by nam na głowę a w związku z
tym, ze ja się temu przeciwstawiam i nie dam się podporządkować jestem
"najgorszy" i na tym tle było już wiele awantur. Wielokrotnie kupowałem
kwiaty, bieliznę i ... "daj mi spokój, nie chcę, nie teraz, jestem zmęczona".
Osobiście mam tego dość i rozważam rozstanie bo brak szacunku (choć twierdzi
że kocha) i zero seksu to dla mnie porażka. Mam 32 lata, dbam o higienę
(fizyczną i umysłową) o swój wygląd też, znajomi dziwią mi się, że jeszcze nie
zdradziłem ale trwam w wierności bo jeszcze kocham (choć po wielu
upokorzeniach chyba przestaję). Proszę o jakąś rade co z tym robić bo dla
dobra dziecka nie ma chyba sensu ciągnąć czegoś kompletnie bez przyszłości :/
Obserwuj wątek
    • gardenersdog Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 19.03.10, 00:56
      Cóż, trafiła ci się chyba klasyczna modliszka. Zostałeś (?) pożarty.

      (a już myślałam, że to kolejny zaangażowany post urquharta)
      • songo3000 Znam podobną (?) sytuację 19.03.10, 01:44
        Hehe, i w 'realu' zdarzają się i takie sytuacje :) Mój znajomek, pantoflarz od nastu lat w małżeństwie, po rozpłodzie gnojony i zagoniony do przynoszenia kasy 'księżniczce' osiągnął właśnie punkt przegięcia. Wyprowadził się z domu, zabrał najpotrzebniejsze rzeczy, uruchomił osobne konta, kończy dawno zarzucony temat szkoły. I wynajął adwokata.

        Najfajniejsze są widoki babsztyla (tak, nigdy jej nie lubiłem :P), do
        której najzwyczajniej w świecie NIE DOCIERA, że właśnie zalicza kopa w tłustą dupę :) Cały czas postawa roszczeniowa i teksty "to jak, wracasz już z podkulonym ogonem?", "jak to jeszcze nie???"
        Księżniczka, po prostu nie przyjmuje prostych faktów do świadomości i żyje w jakimś swoim urojonym świecie, gdzie wszystko wokół niej się kręci :) Naprawdę warto było czekać aby to zobaczyć, hehe.

        O ile coś podobnego szykuje się u Autora... będą jazdy.
        • gulfcraft Re: Znam podobną (?) sytuację 19.03.10, 02:02
          Cała zabawa polega na tym, ze ja nie daje się gnoić, nie robię nic wbrew swej
          woli, zajmuje się dzieckiem i domem w stopniu normalnym i z wlasnej woli bo to
          jeszcze moj dom. Wydaje mi sie, ze moje/nasze problemy zaczely sie w momencie
          kiedy siostra mojej narzeczonej znalazla sobie chlopaka i calkowicie go sobie
          podporzadkowala (koles skacze jak pies i np. oddaje jej do dyspozycji cala
          pensje). Ze mna tak nie jest bo mam swoja godnosc, swoje zdanie i dlatego jestem
          zly. Do tego dochodzi to perfidne "NIE" jesli chodzi o seks. W ogole czy to jest
          mozliwe by kobieta (pod warunkiem, ze nie przezyla kiedys jakiejs traumy) na
          cokolwiek innego niz pozycja boczna reagowala "nie dotykaj mnie tu", "tak nie
          lubie", "tu nie" i ta stanowcza odmowa dotyczy wszystkiego (oliwka, masaz),
          dodam, ze takie "zboczenia" jak seks oralny o analnym nie wspomne nie wchodza w
          gre bo "tego nie lubie". Ale o czym ja mowie, przeciez tak "cudownie" to juz
          bylo, od dlugiego czasu szlaban 100% :/
          • aneta-skarpeta Re: Znam podobną (?) sytuację 19.03.10, 08:21
            gulfcraft napisał:


            > dodam, ze takie "zboczenia" jak seks oralny o analnym nie wspomne
            nie wchodza w
            > gre bo "tego nie lubie".


            z sexem analnym jest tak, że naprawde kupa kobiet najzyczajniej w
            świecie go nie lubi. Trzeba sie z tym pogodzić

            • krzysztof-lis Re: Znam podobną (?) sytuację 19.03.10, 21:59
              > z sexem analnym jest tak, że naprawde kupa kobiet najzyczajniej w
              > świecie go nie lubi. Trzeba sie z tym pogodzić

              Z analem jest tak, że kupa kobiet się go brzydzi i z zasady nie chce się na
              niego zgodzić.

              Zgadza się część. Ponoć większość z tej części jest zadowolona.

              A ta kupa "nie lubi" dla zasady i nawet nie spróbuje...
          • krzysztof-lis Re: Znam podobną (?) sytuację 19.03.10, 21:58
            > dodam, ze takie "zboczenia" jak seks oralny o analnym nie wspomne
            > nie wchodza w gre bo "tego nie lubie".

            No stary, jak Ty się związałeś z cnotką-niewydymką, która pewnie ani jednego ani
            drugiego nie spróbowała (a już nie lubi!) to czego oczekiwałeś od życia?
        • zakletawmarmur Facet na lepsze traktowane zasłużył? 19.03.10, 19:49

          Gdyby takiego posta napisała kobieta to od masochistek byś ją
          zwyzywał. Wina byłaby oczywiście po JEJ stronie, że na takie
          zachowanie się godziła i tak męża sobie wychowała:-)
          • songo3000 Re: Facet na lepsze traktowane zasłużył? 19.03.10, 20:10
            Jeśli to do mnie Zaklęta to pudło :P Od masochistów, kapci i podnóżków, "sam se tak pościeliłeś..." to cały czas gościa wyzywałem - właśnie dlatego, że go lubię.
            Najfajniejsze jest to, że doczekałem się aż w końcu SAM przestał zachowywać się jak w/w. A że nie dociera to do babsztyla? tym więcej radochy :D

            Facet wcale nie zasłużył na 'lepsze traktowanie'. Od dopiero teraz, sam walczy o swoje. Nie zmienia to faktu, że od strony żonusi-pijawki (tak, transfer kasy też był jednostronny) przydałaby się choć odrobina przyzwoitości przez całe ich małżeństwo. Przecież było 'kocham' i inne tego typu pierdoły... ;)
            • zakletawmarmur Re: Facet na lepsze traktowane zasłużył? 20.03.10, 11:56

              Songo ja nie wiem o czy Ty z kolegą rozmawiałeś. Chodzi mi o
              podejście do autora wątku. Gdyby był kobietą to napisałbyś, że sama
              sobie winna, że jej mąż się po prostu dobrze ustawił. Dlaczego nie
              napisałeś, że dziewczyna dobrze się ustawiła a to autor ma problem
              bo jest masochistą...
              • songo3000 Re: Facet na lepsze traktowane zasłużył? 20.03.10, 12:08
                A wiesz, że nawet chciałem uderzyć w te tony. Zaraz mi jednak sytuacja znajomego na myśl przyszła, a że była to względna nowość na forum...

                Zapewne da się zauważyć, że naprawdę nie mam problemów z dowalaniem bez względu na płeć jeśli tylko znajdzie się 'słabe ogniwo' :)))
                Jak to było... "jestem w 100% tolerancyjny - nienawidzę wszystkich po równo" :PPP
    • lambert77 Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 19.03.10, 07:53
      Więc może przestań się starać... Nie za lekko ma twoja kobieta?? Dziecko
      dzieckiem rozumiem przejęcie części obowiązków ale stary odsapnij troszkę wróć z
      roboty otwórz piwo zasiądź z gazetą i przynajmniej poudawaj że czekasz aż
      kobieta zrobi swoją robotę. Bo przecież już gorzej mieć nie będziesz :)
      • zawle Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 19.03.10, 08:57
        I tu widać jak na dłoni pokutującą opinię, że jak są kwiaty,
        partnerstwo, czułe słówka, to miękkie nogi.
        • lambert77 Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 19.03.10, 09:12
          A dziwisz się ?? Często bywa tak jak jeden z partnerów ma za dobrze w związku to
          głupieje ... wierz mi taką samą radę dałbym kobiecie... no może bez tego piwa i
          gazety :)... ludziom czasami przewraca się w głowie od dobrobytu i potrzebują
          lekcji pokory.
          • aneta-skarpeta Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 19.03.10, 10:26
            tutaj, jak ja czytałam autora watku naszła mnie refleksja

            lubie facetów, którzy są dobrzy dla kobiety, ale on to troche jak
            popychadło. Wszystko w domu zrobił, kwiaty, kapiele, a ona rozdawała
            rozkazy

            niechcący ( chcac pomoc, w dobrej wierze) zrobił z siebie gume od
            majtek..a guma od majtek pociagajaca nie jest

            w małzenstwie musza byc emocje- i smiech i troszke złości.
            Ona jedzie po nim jak po łysej kobyle a on i tak robi wszystko zeby
            jej dogodzic

            sprawę znamy za mało, ale po 1 poscie pomyślałam, ze zrobił z siebie
            popychadło

            ( nie mam na mysli tego, ze facet ma olewac obowiązki, ale jak babie
            sie we łbie przewraca to musi o siebie zawalczyc)

            ona albo wie, ze nie musi sie z nim bzykac, bo i tak wszystko zrobi,
            albo nie ma na niego ochoty bo zrobiły sie z niego ciepłe kluchy
        • lambert77 a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 09:13
          Wytłumacz mnie dlaczego to działa do ślubu a po ślubie ma już niby nie działać??
          To jakaś kobieca gierka ... do ślubu udajemy, że robi na nas wrażenie to że się
          stara a po ślubie niech spada na drzewo
          • deodyma Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 09:37

            lambert77 napisał:

            > Wytłumacz mnie dlaczego to działa do ślubu a po ślubie ma już niby
            nie działać?
            > ?
            > To jakaś kobieca gierka ... do ślubu udajemy, że robi na nas
            wrażenie to że się
            > stara a po ślubie niech spada na drzewo




            po slubie ona jest tak pewna swojego, ze nie ma zamiaru robic nic.
            chlopa ma, dziecko ma, wiec po co ma sie starac:D
            sama mam meza i syna, ale nie wyobrazam sobie takiej sytuacji, ze az
            tak mogloby mi odbijac.
            jak dla mnie to chore i tyle.
          • anihania Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 09:39
            a jak ona ma go w nosie, bo wszystko co on robi to jego psi obowiązek, to niech
            jej udowodni, ze tak nie jest! Do pomocy nie można nikogo zmuszać, to przecież
            działanie dobrowolne na rzecz innej osoby..Dlaczego takie panie tłamszą fajnego
            męża, który z nimi jest, docenia, kocha a potem płaczą jaki to on się niedobry
            nagle niewdzięcznik zrobił. Baby lubią sobie same stwarzać problemy...
            • zonazdradzona Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 11:41
              <
              > a jak ona ma go w nosie, bo wszystko co on robi to jego psi
              obowiązek, to niech
              > jej udowodni, ze tak nie jest! Do pomocy nie można nikogo zmuszać,
              to przecież
              > działanie dobrowolne na rzecz innej osoby..>

              ależ to jest jego obowiązek! zajmowanie się dzieckiem i dbanie o dom

              ale faktycznie ona zachowuje się jak księżniczka, której wszystko
              się należy bo tak!
              aż się dziwię, że tak długo można się starać o kogoś takiego:o
              ciekawa jestem czy rozmawiali szczerze sytuacji w związku, bo to
              podstawa

              a żeby kobieta trochę ochłonęła powinna wiedzieć, że jej partner
              bierze pod uwagę rozstanie, i nie zgadza się na dalsze życie w
              takim "układzie"

              pozdrawiam
              • sisi_kecz Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 12:34
                z tego co pisze Autor wątku, to on nie ma obowiązków, bo dziecko
                jest "kompletnie bezobsługowe"- ki czort?

                Jak to się brzydko mówi---> siedzę sobie w domu z bezproblemowym
                dzieckiem i jak uda mi sie wpisać dwa posty dziennie, to to jest
                cały mój wolny czas oprócz kilku godzinek snu w nocy (pobudka co 3
                godziny). Pracuje tez na pół etatu, jak to sie ładnie mówi --->
                zawodowo i tam odpoczywam ;)

                Pomoc taty dziecka przyjmuje z wdziecznościa ale zgodnie z postawa
                slowianskiego macho jest to kropla w morzu potrzeb.
                I skoro slysze te racjonalne superlogiczne sentencje: póki co, ja
                zarabiam na ten dom i tyram strasznie ciężko. Nie oczekuj, że
                podzielimy sie pracami w domu i opieką nad dzieckiem, pomoge tyle
                ile będę w stanie.

                Nie twierdze, że Autor mało wspiera partnerkę lub za mało, że ona
                nie jest modliszka czy wyrachowana mamuśką.

                Mi z racjonalnych obliczeń wyszło, ze na seks mnie obecnie nie
                stać "energetycznie", po prostu bateryjki mi nie starcza po całym
                dniu i z perspektywa conocnych dyżurów.
                Mam ochote i frustruje sie brakiem seksu, ale po prostu nie mam siły.

                I sorry ale nie odciąży mnie kolacja przy swiecach z kwiatkami na
                stole, ani to że mąz pracuje nad formą na basenie, ani liczne
                prezentacje jak sztywny przy mnie jest jego...

                duze pozdro!!!
                • lilyrush Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 12:49
                  sisi_kecz napisała:


                  >
                  > Mi z racjonalnych obliczeń wyszło, ze na seks mnie obecnie nie
                  > stać "energetycznie", po prostu bateryjki mi nie starcza po całym
                  > dniu i z perspektywa conocnych dyżurów.
                  > Mam ochote i frustruje sie brakiem seksu, ale po prostu nie mam siły.
                  >
                  > I sorry ale nie odciąży mnie kolacja przy swiecach z kwiatkami na
                  > stole, ani to że mąz pracuje nad formą na basenie, ani liczne
                  > prezentacje jak sztywny przy mnie jest jego...

                  Ale już jego zabranie dziecka z domu na godzinę, żebyś Ty zwyczajnie ją
                  przespała mogłoby by pomóc, prawda?
                • aneta-skarpeta Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 12:57
                  sisi, a w ciagu dnia szybkiego numerku/ka nie mozna poczynic jak
                  dziecie śpi? bez zbednych kwiatków, świeczek? skoro masz ochotę?
                  np w weekend albo w dzien , w ktory jestescie w ciągu dnia razem?
                  • sisi_kecz Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 13:51
                    Pewnie ze mozna,
                    mozna poczynic szybki numerek, zrobić loda, flirtowac podczas
                    codziennych czynnosci.
                    Robie te małe gesty, abysmy nie zgnusneli do reszty w skrzeczacej
                    rzeczywistosci ale mimo to sie frustruje bo:

                    "dam dupy" pomimo zmeczenia, to men uwaza ze wszystko jest pieknie i
                    juz bedzie cacy.
                    "nie dam dupy", bo zasypiam i nie mam pomocy, to sie czuje jak
                    handlara z bazaru, co podciąga kiece za świecidełko, a jak nie ma
                    swiecidełka to pokazuje figę z makiem.

                    nie podoba mi sie zamiana zwiazku w system wzajemnych uslug, ale
                    pewnie jestem naiwna.

                    a czy jak górnik pójdzie na fajrant 1 godzine wczesniej to bedzie w
                    domu seksualnym ogierem, czy najwyzej spusci sie z krzyza?
                    Taki seks dla samego faktu, ze czasem wspolzyjemy i staram sie, jak
                    to ktos trafnie napisal: nie zasnac to dopiero degrengolada.
                    dusząca chęć seksu jest monotonnosc ,z jego przyrodzeniem w ustach
                    uporczywość i systematycznosc ciezaru obowiazków, jedna jaskolka
                    wiosny nie czyni.
                    Mysle, ze bobo misi troche od ziemi odrosnac, a maz poczekac na
                    lepsze lozkowe czasy, bo kijem Wisly nie zawrocimy.

                    ide stad, bo nie moj wątek.

                    w temacie:
                    skoro babeczka nie jest zmeczona opieka nad dzieckiem, odciazasz ja
                    w pracach domowych i ogolnie ma luz blues, to az cisnie sie pytanie
                    które mógłbys jej zadać:
                    kochana, skoro brak seksu to moj problem, to jakbys go na moim
                    miejscu rozwiazała? jakies pomysły, propozycje?

                    duze pozdro!!!
                    • sisi_kecz Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 13:55
                      :)
                      powinno być tak:

                      > Taki seks dla samego faktu, ze czasem wspolzyjemy i staram sie,
                      jak
                      > to ktos trafnie napisal: nie zasnac z jego przyrodzeniem w ustach,
                      to dopiero degrengolada.
                      > dusząca chęć seksu jest monotonnosc ,
                      > uporczywość i systematycznosc ciezaru obowiazków, jedna jaskolka
                      > wiosny nie czyni.

                • urquhart Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 18:03
                  sisi_kecz napisała:
                  > Mi z racjonalnych obliczeń wyszło, ze na seks mnie obecnie nie
                  > stać "energetycznie", po prostu bateryjki mi nie starcza po całym
                  > dniu i z perspektywa conocnych dyżurów.
                  > Mam ochote i frustruje sie brakiem seksu, ale po prostu nie mam siły.

                  Jak tylko zorientujesz się że kreci się wokół niego inna laska natychmiast
                  obliczenia się przewartościują i siły się cudownie znajdą (a raczej przesuną z
                  nowego obiektu uwagi) :)
                  • rumpa Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 18:57
                    ja jestem suka z własnym mieszkaniem wiec raczej by mnie nie ruszyło
                    :)))
                    pewnie by jeszcze dostał błogosławieństwo
                    pier...olę pana, dla którego popęd i swędzenie fiuta jest ważniejsze
                    niż moje samopoczucie, niezależnie od szans na wyrwanie kolejnego.

                    pamiętam jak mnie ubawila kretynka wpychająca mojemu chłopu łapę za
                    spodnie
                    gdy zauważyłam zainteresowanie mojego pana inną panią, libido
                    zmalało mi natychmiast, bo w seks zawodach występować nie będę.
                    Akcja miała na celu zmotywować mnie do starania się o względy,
                    przyniosła odwrotny skutek :))) - coś w stylu - kochanie, jeśli z
                    nią czujesz się szczęśliwszy...
                    mina pana - bezcenna :)))

                    a w tym przypadku, jeśli faktycznie pan nie minął się z prawdą, to
                    pani miłość przeszła i już
                    zasuwanie na dziecko to faktycznie jego psi obowiązek,ale na panią
                    już nie, no powiedzmy do 3 roku życia dziecka i na produkty
                    podstawowe, do których zaliczyłabym dajmy na to jedzenie,jedną parę
                    butów na sezon, a spodnie gdy poprzednie się przetrą, lekarz. Zestaw
                    do makijażu czy fryzjer , kino, książki itd - to przedmioty
                    luksusowe.Zresztą są biblioteki, prawda?
                    • songo3000 Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 20:13
                      > już nie, no powiedzmy do 3 roku życia dziecka i na produkty
                      Możesz rozwinąć? Nie zaczaiłem albo coś paskudnie ;) mi tu się nie zgadza.
                      • rumpa Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 20:45
                        rozwijam...
                        dziecko , wg mnie i nie mam zamiaru dyskutować, :)))) potrzebuje
                        cyca przez co najmniej rok, najlepiej do trzeciego roku życia -
                        samam nie dałam rady, było tylko po roku z kawałkiem - tak dla
                        porządku. Poza tym dziecko potrzebuje kontaktu z matką, bliskości i
                        ciepła, przewidywalności, rutyny....
                        z opiekunką jest kłopot, bo zawsze może sie pani odwidzić, poza tym
                        uważam że ociec który pozbawi dziecko matki wysyłając ją do roboty,
                        bo on musi już i natychmiast realizować się seksualnie z nową panią
                        i woli płacic na obcą babę, robi tylko wyłacznie na złość - przede
                        wszystkim dziecku i pokazuje jaki jest ważny - dla mnie jest
                        żałosny.
                        Dlatego wspomniałam o podstawowym utrzymaniu, które zapewni matce
                        przetrwanie do momentu, kiedy z czystym sumieniem będzie mogła
                        wysłać dziecko do przedszkola czy późnego żłobka, po treningu
                        czystości - dla jednego dziecka będzie to 2,5 roku, dla drugiego 3.
                        Jak dla mnie jest to norma, taka jak używanie gumek, mycie zębów,
                        płacenie alimentów i zabieranie dziecka do kina. I nie miałabym
                        absolutnie żadnych oporów aby to na szczęśliwym tatusiu wymusić,
                        wszelkimi dostępnymi sposobami.
                        • songo3000 Re: Kiedy jest bateryjka? 20.03.10, 10:33
                          Chciałem tylko poznać szczegóły Twojej opinii, spoko - no offence ;)

                          Zresztą ja też w tym temacie nie dyskutuje. Cały czas mam jedno, ponadczasowe i radykalne zdanie w tej kwestji, hehe.
                    • druginudziarz Re: Kiedy jest bateryjka? 25.03.10, 15:54
                      rumpa napisała:

                      > ja jestem suka z własnym mieszkaniem wiec raczej by mnie nie ruszyło
                      > :)))
                      > pewnie by jeszcze dostał błogosławieństwo
                      > pier...olę pana, dla którego popęd i swędzenie fiuta jest ważniejsze
                      > niż moje samopoczucie, niezależnie od szans na wyrwanie kolejnego.
                      >
                      > pamiętam jak mnie ubawila kretynka wpychająca mojemu chłopu łapę za
                      > spodnie
                      > gdy zauważyłam zainteresowanie mojego pana inną panią, libido
                      > zmalało mi natychmiast, bo w seks zawodach występować nie będę.
                      > Akcja miała na celu zmotywować mnie do starania się o względy,
                      > przyniosła odwrotny skutek :))) - coś w stylu - kochanie, jeśli z
                      > nią czujesz się szczęśliwszy...
                      > mina pana - bezcenna :)))

                      Sama sobie sterem, żeglarzem okrętem...
                      Są najwyraźniej i takie kobiety.
                      pzdr.
                  • sisi_kecz Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 21:10
                    Jak tylko zorientujesz się że kreci się wokół niego inna laska
                    natychmiast
                    > obliczenia się przewartościują i siły się cudownie znajdą

                    tak, to możliwe.
                    Jest mnóstwo scenariuszy, ktore zmieniłyby obecną naszą sytuację.

                    Chciałabym, aby zaistniał scenariusz, w którym zaczynam przesypiac
                    te 6 godzin cięgiem, a reszta domowników nie zasyfia domu z
                    predkością światła, co umozliwiłoby mi zachować troche powera na
                    seks.

                    Nie drżę jak osika, ze ktoregos pieknego dnia partner odejdzie do
                    innej, co ma być to będzie.
                    Z opcji:
                    zerzygam sie ze zmeczenia ale "to" zrobimy,
                    pójde spać kolejny raz i jest ryzyko, ze On pójdzie na dupy,
                    wybieram opcje drugą licząc na to, ze wyszlam za porzadnego
                    czlowieka, i bede mogla nastepnego dnia jakos funkcjonować.

                    Jestem sfustrowana brakiem seksu ale jeszcze wieksza bylaby moja
                    frustracja, gdybym do swojego planu dnia nie wiem jaka siłą
                    dokładała jeszcze "obowiazek malzeński". I wszyscy byliby happy:
                    dzieciaki obrobione, domek sprzatniety, obiad podany, mąż
                    zaspokojony, a ja?
                    przeszczesliwa, ze odsunęłam groźbę kochanki tylko juz nie pamietam
                    jak sie nazywam;
                    pitole taki oboz pracy.

                    Zresztą mi juz powoli etap zaiwaniania koło dziecka sie
                    konczy,problem jakby tez, a z postu Autora watku wynika, ze nie to
                    jest powodem zimnej poscieli i trop ropuszki o depresji
                    kobietywydaje sie byc na rzeczy.

                    duze pozdro!!!
                    • rumpa Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 21:24
                      no to ja wolałam bajzel w domu niż braki seksu :)))
                      • sisi_kecz Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 22:11
                        bajzel mozna miec w akademiku.
                        Przy codziennym funkcjonowaniu domu, potykanie sie o sterty rzeczy
                        które rozlozylo do zabawy starsze dziecko, przyklejanie sie do
                        podlogi, na ktorej junior rozsmarował jabłko, odgarnianie
                        papierowych smieci ze stołu na którym mąż codziennie improwizuje
                        swoje biuro, poszukiwania jednej czystej łyżeczki w zawalonym
                        brudnymi garkami zlewie, ślizganie na podłodze w łazience po
                        porannych prysznicach domowników...
                        mam dalej wymieniać?

                        żadna ze mnie pedantka, robie absolutne minimum, lecz aby dom z 4
                        osobami nie stał sie chlewem, trzeba sprzatac prawie bez przerwy.

                        to jest takie bledne koło dla mnie (nie posprzatam na bieząco
                        wieczorem i poseksuje, to rano zostane sama z szalejącym malym i
                        górą roboty)i dlatego wyeliminowałam ten element zycia, który
                        jeszcze nie sprawia, ze całośc sie zawala. Zyjemy sobie bez seksu i
                        marzymy o przyszlych ekscesach w sypialni.
                        Nie mozna miec wszystkiego, no nie mozna.

                        duze pozdro!!!
                        • rumpa Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 22:17
                          jesteś pedantką!!!
                          też mam dwoje dzieci :)))
                          a sterty z wdziękiem przeskakuję

                          ZAWSZE wolę poczytać albo się poseksić
                          a sprzatanie
                          jak mam melodię
                          czasem wpadnie mama, czasem kumpela pedantka
                          a jak nie , to co z tego?
                          raz się żyje
                          • sisi_kecz Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 22:35
                            wszystko bym o sobie powiedziała ale nie, ze jestem pedantką.

                            ide sie powiesić!

                            <ale najpierw wyczyszcze sznurek, poprzeczkę oraz wysprzątam
                            rupieciarnie, zebym dyndała na ładnym tle i higienicznie>
                        • glamourous Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 22:40
                          sisi_kecz napisała:


                          > Nie mozna miec wszystkiego, no nie mozna.


                          Alez piszesz tak, jakbys byla sama jedna na tym swiecie w takiej sytuacji (czyli
                          maz i dwojka malych dzieci na karku) i udowadniasz nam tutaj, ze obiektywnie
                          niemozliwe jest cos, co przeciez dla innych kobiet jest calkowicie do
                          pogodzenia. A prawda jest taka, ze zazwyczaj w sytuacji zmeczenia fiz., a
                          zwlaszcza psych. z zycia eliminujemy sfery oraz czynnosci na ktorych najmniej
                          nam zalezy. Dla Ciebie to jest akurat seks i dlatego tak twardo dowodzisz, ze
                          nie mozna, no po prostu nie mozna. Takie dorabianie "obiektywnej" ideologii do
                          wlasnych subiektywnych odczuc.

                          Tymczasem sa przeciez kobiety, ktore maja dwojke a nawet trojke malych dzieci -
                          a mimo to jakos maja i sile i ochote na seks. Bo po prostu lubia ten "sport" i
                          jest on dla nich NIE ciezka dodatkowa robota, tylko szeroko pojetym fizycznym i
                          psychicznym RELAKSEM. Dlatego wlasnie wola faktycznie nawet nie posprzatac czy
                          nie sprasowac gory ciuchow na czas, a za to poseksic sie z chlopem dla
                          zdrowotnosci obojga oraz zwiazku. Przeciez seks to nie musi byc kazdorazowo
                          wyczerpujacy czterogodzinny maraton. Wszystko zalezy od nastawienia oraz od
                          postrzegania tych spraw - definicja nisko- i wysokoerotycznosci sie klania...
                          • sisi_kecz Re: Kiedy jest bateryjka? 19.03.10, 22:50
                            Tak wiem, inne kobiety z dwójką trójka itd. dzieci pracują, prowadzą
                            domy i ożywione życie towarzyskie, udzielają sie w lokalnym kole
                            gospodyń lub klubie amatorskiej poezji, smażą konfitury, uprawiają 3
                            sezonowe sporty i ogrodek warzywny, a do tego codziennie seksują i
                            mają zajebiste orgazmy...
                            ale ja nie jestem INNE KOBIETY.

                            czuje to, co czuje i nie twierdzę, że to co mi uniemożliwia seks w
                            związku jest zasadą ogólną. Ale mi uniemożliwia i to, czy to jest
                            jakaś obiektywna racja gie mnie obchodzi.

                            duze pozdro!!!
                            • sisi_kecz Re: definicja wszechświata 19.03.10, 23:15
                              Istnieje na tym forum obsesja wokół tych definicji:
                              wysoko/nisko libidowo/erotycznie

                              Tutaj może jest odrobinę wyższy odsetek mężczyzn o wysokim libido i
                              Pań lubiących rozbujałą grę miłosną,ok. Ale to kwalifikowanie się z
                              dumą do grupy wysokolibidowców lub uświadamianie komuś z
                              pobłażliwością, że jest niskoerotycznym, tchnie zaiste zabawną
                              bufonadą.

                              Znakomita wiekszosć populacji zawsze zamyka sie w ramach średnich
                              lub mieszanych grup. Czyste przypadki to wyjątki i cos ich tutaj za
                              dużo.

                              Więc nie będę przyswajać sobie tych definicji, bo to dla mnie
                              pseudonaukowy bełkot. Proszę mi nimi nie tłumaczyć świata, wolę już
                              prawa murphy'ego.

                              niskolibidowa we wtorki za to wysokoerotyczna w latach przestępnych
                              sisi
                            • urquhart ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 07:11
                              sisi_kecz napisała:

                              > Tak wiem, inne kobiety z dwójką trójka itd. dzieci pracują, prowadzą
                              > domy i ożywione życie towarzyskie, udzielają sie w lokalnym kole
                              > gospodyń lub klubie amatorskiej poezji, smażą konfitury, uprawiają 3
                              > sezonowe sporty i ogrodek warzywny, a do tego codziennie seksują i
                              > mają zajebiste orgazmy...
                              > ale ja nie jestem INNE KOBIETY.

                              No widzisz a ja znam osobiście takie z trójką właśnie z tego forum. Zamiast
                              kontestować dowiedz się i kup trochę sposobów jak to robią i godzą. Troche
                              wysiłku umysłowego a nie na żywioł. Płacz dzieci nie powoduje u nich trzęsiawki,
                              zabawki i inne rzeczy szybko się sprząta kiedy ograniczy sie ich liczbe,
                              intymonść można utrzymać kiedy wdziecom sie wprowadza granicę gdzie i po której
                              godzinie absolutnie nie wolno im chodzić. Wiecej szczegułów to wiem że sie
                              udzielają:
                              forum.gazeta.pl/forum/f,49213,Wystarczajaco_Dobra_Pani_Domu.html
                              Ale jak twoją główną priorytetową potrzebą jest sprzątanie i zespół wicia
                              gniazda i jego zarządzania, to przynajmniej umiej się do tego przyznać
                              • sisi_kecz Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 08:34
                                Nie kontestuje.Osobiście nie znam żadnej takiej superłomenki ale
                                daję wiarę, że istnieją.

                                Nie należę do tej elitarnej i podziwianej grupy Pań Domu.
                                Z temperamentu jestem kobietą pracującą zawodowo i wszystko co robię
                                w domu odbieram jako krzyż pański. W konsekwencji męczy mnie to
                                podwójnie. Tak samo dzieci, kocham bardzo, ale wolałabym aby od razu
                                miały trzy lata i na 8 godzin znikały w przedszkolu. W konsekwencji
                                niekomunikatywne niemowlaki wymagające 24 h dyspozycyjnosci, męczą
                                mnie podwójnie.

                                Seks nie jest dla mnie aż tak ważny, abym uprawiała go w każdych
                                okolicznościach przyrody.
                                Są, nie kontestuje, takie kobiety, które w hierarchii Maslow'a mają
                                potrzebę seksu jeszcze przed aprowizacją i też do nich nie należę.

                                Nie czuję sie z tym źle, bo trochę przerwy w seksie to jeszcze nie
                                koniec swiata, nie przeginam z tym i mam na uwadze potrzeby
                                partnera.
                                Czułabym sie gorzej, gdybym ulegała takiej wizji swiata, w ktorej
                                kazda kobieta jest zawsze chętna, piękna i zadowolona.

                                Do Autora wątku: ok, znamy juz ze szczegółam wasza sytuację domową
                                wg Twojego opisu. Nie uważasz, że nie dobraliście sie charakterami i
                                stąd ten rozklad pożycia? Będziecie sie nawzajem wk...li przez
                                kolejne lata i hodowali znerwicowane, zaburzone dziecko?

                                duze pozdro!!!
                                • rumpa Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 09:00
                                  zrozum, to nie są superłomenki
                                  w życiu trzeba wybierać
                                  ja wybieram seks zamiast sprzatania i pysznych obiadków, zawsze są
                                  jednodaniowe
                                  nienawidzę gotowania, bycia panią domu
                                  zabawki można zmieść szczotką na szufelkę i wsypać do pudła, taki
                                  mały patent, sprzedała mi kumpela
                                  no chyba że chcesz żeby ładnie siedziały na półeczkach.

                                  Ty wybierasz zupełnie inaczej niż ja.
                                  I dobrze.
                                  Ale to nie przymus, nie bycie superłomenką, obowiązki itd... to TWÓJ
                                  WYBÓR. I miej odwagę powiedzieć to głosno.

                                  I tak sobie myślę, może jesteś po prostu na maksa wkurwiona takim
                                  źyciem, zazdrościsz mężowi jego pracy i własnego życia i tak możesz
                                  odreagować, dać mu po jajach bo i tak ma za dobrze.
                                  Też miałam taki epizod.
                                  • sisi_kecz Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 10:09
                                    Dałabym ten dupy myśląc o mięciutkiej poduszce za chwilę i nikt by
                                    sie nie czepiał ;

                                    Możliwe, ze jestem wkur... <tak brzydko nie napisze>, sfrustrowana
                                    wrobieniem w pieluchy i mycie kibli, ale chyba nie do konca.
                                    Nie mam w naturze walczyc z wiatrakami.
                                    Jak slysze: nie masz ochoty zmywać, zarób sobie na zmywarkę- to
                                    uważam że to rozsądna propozycja.
                                    Ja miałam inny epizod. i wtedy warczałam na samą propozycje
                                    seksu.Cięzko mi było odbić sie od pozycji zero: zero szans na
                                    wyjscie z chaty,bo zero mozliwosci na zorganizowanie sobie
                                    zastepstwa. Ani babć, ani kasy na opiekunkę. To była sytuacja tak
                                    niefajna dla mnie, że men nawet sam wolał trzymac sie z daleka. Ale
                                    w koncu sie udało, tzn sprzedałam coś, wynajełam nianie i zaczęłam
                                    zarabiać. Zmywarki jeszcze nie mam, ale mam sprzataczkę raz na
                                    miesiąc.

                                    Czy mąż ma za dobrze?
                                    To, ze wolałabym byc na jego miejscu i zapierdzielac w robocie ale i
                                    odczuwac satysfakcje z osiagnietych wymiernych sukcesow, to przeciez
                                    nie jego "wina".
                                    On tez ma ciezko, bo kredyt, rachunki, odpowiedzialnosc za finansowe
                                    funkcjonowanie rodziny to duzy stres i obciążenie.

                                    Facet rozladowuje taki stres w seksie, mi pomaga kiedy odeśpię.
                                    Nie bedziemy teraz idealnie funkcjonowac jako para, bo nasz swiat
                                    wyjechal troche ze znanych torow za sprawą małego dziecka.
                                    Swiat mojego meza nie zmienil sie tak jak mój, no jedynie to, ze nie
                                    ma seksu i wieczornego wyjscia kilka razy w tygodniu.
                                    Moj swiat przewrocil sie do gory nogami i ukladam go na powrot tak
                                    szybko jak potrafie.
                                    Nie interesuja mnie przezycia INNYCH KOBIET w takiej sytuacji, ze
                                    mozna i zebym nie przesadzala- nic mi to nie daje. Dzialam, aby
                                    zmienic to , co mi nie pasuje i tylko to sie liczy.
                                    Moja w tym głowa, aby w sferze seksu nie przeciagnac struny.

                                    duze pozdro!!!
                                    • rumpa Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 10:22
                                      Jak slysze: nie masz ochoty zmywać, zarób sobie na zmywarkę- to
                                      uważam że to rozsądna propozycja.

                                      naprawdę?
                                      dla mnie szczyt chamstwa w Twojej obecnej sytuacji
                                      wcale sie nie dziwie ze nie masz ochoty na seks
                                      po takim tekscie mnie by odbiegła na długooooo


                                      a tak w ogóle, pięknie racjonalizujesz :)))
                                      • songo3000 Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 10:30
                                        Chodziło chyba o jakieś 'nowomodne przysłowie' a nie tekst zaserwowany przez meżusia :)
                                        • sisi_kecz Re: o racjonalizacjach 20.03.10, 11:46
                                          nie, nie to autentyczny tekst z naszego pożycia.
                                          brzmi chamsko ale mnie nie wzruszyl.
                                          W hierarchii potrzeb mojego męża fakt że przestane zmywać i zastapi
                                          mnie zmywarka jest daleko w tyle za seksem ;)
                                          a jak nie ma kasy, zeby mi kupic no to jakie jest inne wyjscie?
                                          zarobie sobie sama.

                                          piszecie rumpa i songo, ze sobie racjonalizuję...
                                          to może być prawda, bez problemu nie siedzialabym na
                                          tym "narzekackim" forum;
                                          nie przylazłam tu rozdawać genialnych rad głupim maluczkim.

                                          a co do przemyslenia, na ile abstynencja popsuje w naszym zwiazku,
                                          to trzymam rękę na pulsie i nie przeginam, ino lekko
                                          manipuluję "nasza bronią kobiecą".

                                          duze pozdro!!!
                                          • songo3000 Re: o racjonalizacjach 20.03.10, 11:54
                                            > nie, nie to autentyczny tekst z naszego pożycia.
                                            > brzmi chamsko ale mnie nie wzruszyl.
                                            Aha :)

                                            > W hierarchii potrzeb mojego męża fakt że przestane zmywać i zastapi
                                            > mnie zmywarka jest daleko w tyle za seksem ;)
                                            A to już kolei jego wybór i jego sprawa, hehe.

                                            Przy okazji to każdy racjonalizuje, bez tego było by ciężko :) Mało kto jednak zdaje sobie z tego sprawę a tutaj właśnie tkwi siła do jakichkolwiek zmian.
                                    • symmetryisall Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 14:40
                                      Tak się zastanawiam - po co się zgodziłaś na drugie dziecko, skoro opieka nad
                                      maluchami to dla Ciebie katorga?
                                      • sisi_kecz Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 16:12
                                        bo ładne i mądre dzieci mi wychodzą ;)

                                        okres malucha szybko minie i pozostanie wspomnieniem.
                                        Mieć dziecko to trochę więcej niż te uprzykrzone pieluchy.

                                        duze pozdro!!!
                                • askazbielan Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 18:54
                                  Zatrudnij panią do sprzątania-ja własnie zamierzam to zrobić. Mam w
                                  dupie sprzątanie po moich brudasach. Wolę sobie, zamiast tyrać,
                                  wyjsc gdzies, pograć w gierkę, wypić winko, posiedzieć w internecie.
                                  Szkoda życia na sprzątanie, a z brudu jeszcze nikt nie umarł.
                                  dlaczego mi ma przeszkadzać brudny kibel, a mojemu mężowi nie?
                                  Dlaczego jestem jedyną osobą, która podniesie papier z podłogi? Bo
                                  tak wychowałam swojego męża. Jestem meżatką prawie 8 lat i z
                                  perspektywy czasu widzę, że nie ma najmniejszego sensu się zajmować
                                  pierdołami. A drugiego dziecka też nie chcę. I współcuję Ci, że Ty
                                  się na drugie zdecydowałas, po tym jak to opisujesz. Nie zrozum mnie
                                  źle, ale ja mam jedno - już duże. I nie chcę kolejnego dziecka, bo
                                  wiem, że ze strony mojego męża nie miałabym żadnego wsparcia.
                                  Wszystko byłoby na mojej głowie.Tego niestety nie zmienię. I wcale
                                  mi się juz nie chce. Jeżeli można, trzeba robić w życiu rzeczy,
                                  które sprawiają nam przyjemność. Jestem aktywna zawodowa, pracuję
                                  sporo, chcę też rozwinąć własną działąlność i robić więcej dla
                                  siebie. Powodzenia.
                                  • sisi_kecz Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 20:40
                                    Dzieki, aska,
                                    Tobie tez powodzenia we własnej firmie :)

                                    mój men nie dał sie wychowac ani dwom babciom, ani matce, ktore były
                                    silnymi kobietami i wyrosl taki jedynaczek spod chinskiego znaku
                                    konia, uparty jak inny przedstawiciel kopytnych. Takiego go dostałam
                                    i juz nie zmienie. Do końca zycia będzie sadził, ze papier toaletowy
                                    wyrasta na uchwycie, a puste pudełka po serkach boja sie kosza na
                                    śmieci. Ale co tam, raz na jakis czas urzadzam na tą okolicznosc
                                    karczemna awanturę i od razu mi lepiej chociaz to niczego nie
                                    zmienia.
                                    Robiłam eksperymenty pod tytułem: ile razy musi sie potknąć o swoja
                                    torbe od laptopa aby ja przesunął ze środka salonu? albo: czy
                                    hodowla pleśni w kubku po zupie zostawionym na parapecie poruszy
                                    jego sumienie jesli zasłoni nam widok z okna?
                                    eeetam, moj men jest ponad to ;)

                                    a drugie dziecko? nie sadziłam ze zostane z nim sama w stu
                                    procentach, przebrnełam ten okres i zostawiam to za sobą.
                                    Maż jest staroswieckim, tradycyjnym ojcem, na zasadzie: przyprowadź
                                    mi go po postrzyżynach; Sam mial takie wzorce. Skoro kocha małego
                                    nieprzytomnie to mysle, że zostana w przyszlosci przyjaciolmi i nie
                                    rozdzieram szat, że umie tylko pchać wózem i założyć pieluche tyłem
                                    do przodu:)

                                    Nie jestem żadna męczennicą. Jestem zmeczona, tego no- subiektywnie
                                    przytloczona i pieknie racjonalizuje, ale zadna krzywda mi sie nie
                                    dzieje.
                                    Za sympatyczne slowa jeszcze raz, dzieki.
                                    duze pozdro!!!

                                    • rumpa Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 21:03
                                      hmm Ciebie to ewidentnie kręci...
                                      i nie wierzę w te silne kobiety co go nie dały rady wychować...
                                      sama znam pare takich i rozpuszczaja gówniarzy jak dziadowski bicz,
                                      oczywiście jedynacy...silne kobiety wobec ledwo odrosłych od ziemi
                                      smarkaczy bezradne jak listki na wietrze.
                                      osobiście jednego takiego "księcia" zmusiłam do pozmywania garów -
                                      mina bachora bezcenna, aż żałowałam że aparatu nie mam :))) ten
                                      wyraz niedowierzania

                                      a tak na marginesie, jak masz zamiar zmusić synusia do oporządzania
                                      własnej osoby ? Będzie brał przykład z tatusia, jak bum cyk cyk...

                                      dziwny ten układ, pieknie racjonalizujesz, krzywda się nie dzieje,
                                      tylko seksu ni ma...
                                      może to zostawisz za sobą a może nie...
                                      ale pamietaj o tym, gdyby Ci ochota na bzykanko nie wróciła, bo tyle
                                      do zrobienia w domu i takie są twoje priorytety, a Twój Men syfu nie
                                      widzi, biedaczek, zapewne przez nadmiar testosteronu...
                                      Twoich potrzeb zresztą chyba też...
                                      • sisi_kecz Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 22:33
                                        rumpa słoneczko, nie wyrażaj sie niepochlebnie o moim męzu, bo tak
                                        jak Cie lubie...
                                        krytykować go i opieprzac moge tylko ja, innej babie wara!

                                        mój facet mnie kreci swoim silnym charakterem i dlatego z nim
                                        jestem, a ze kazdy kij ma dwa konce i moj facet wykańcza mnie swoim
                                        upartym usposobieniem? nie ma róży ...bez ognia ;

                                        życ bez siebie nie umiemy, codziennie od starcia na noże do
                                        buziaczków, misiaczków i pupusi- takie włosko-meksykańskie
                                        małżeństwo.
                                        mojej psychice to dobrze robi, bo wychowalam sie w maksymalnie
                                        chlodnym i zamknietym na emocje domu, teraz sie odkuwam.
                                        No i zawsze lepsza jest walka niz walkower.

                                        potrafie odroznic krzywde od ... małych kuksańców przy okazji
                                        wielkiego uwielbiania, bo kiedys mnie ktoś bardzo skrzywdzil.
                                        Czasem piszesz o facetach z taka nienawiścią, jakbys codziennie była
                                        poniżana przez partnera. Ja zapomniałam, zapomnij też, bo tracisz na
                                        to zbyt duzo fajnej energii, ktorą masz:)

                                        duze pozdro!!!



                                        • askazbielan z życia: jak wychowac meza - skapetki 21.03.10, 11:22
                                          Z zycia wzięte - ku pokrzepieniu serc ;-)

                                          Mąż znajomej miał przypadłość, nieobcą Naszym mężom. Wieczorną porą
                                          zdejmował skarpety w sypialni i zostawiał je na podłodze. Oprócz
                                          skarpet zdejmował gacie, i też je tam zostawiał. Czasami, skarpety i
                                          gacie znaczyły jego drogę do łazienki. Nigdy, ale to nigdy nie
                                          trafiły bezpośrednio do kosza na brudną bielizną. Zanajoma zbierała
                                          po mężu brudne gaciury i skarpeciury, prosiła, błagała, naklejała
                                          karteczki z prośbami o sprzątanie po sobie. Opór materii, na jaki
                                          napotkała okazał się nie do pokonania. I kiedyś wpadła, na genialny,
                                          moim zdaniem pomysł, który ja również wykorzystałam...Majty, slipy,
                                          skarpety, które znajdowała na podłodze,wyrzucał do śmietnika. Po
                                          tygodniu, niczego nieświadomy mąż, ubierając się rano do pracy
                                          pyta: "Słonko, wiesz może, gdzie mam jakieś czyste majtki i
                                          skarpetki?" A Ona na to, odpowiadając zodnie z prawdą:"Nie wiem" (Bo
                                          niby skąd miała wiedzieć???;-)On,udał się do łazienki, sprawdzić,
                                          czy nic czystego nie wisi w łazience na suszarce, słychać,jak
                                          grzebie w koszu z brudami. Na pytanie, gdzie jego bielizna, Ona
                                          odpowiada - "Leżała na podłodze, to wyrzuciłam". I...poszedł do
                                          pracy w kąpielówkach i skarpetach narciarskich.

                                          Jak się domyślacie, problem sprzątania po mężu - fleji nie został
                                          rozwiązany całkowicie, ale problem brudnych gaci walających się na
                                          podłodze oraz skarpet został rozwiązany.

                                          Zapewniam. To działa.
                                          Ku pokrzepieniu serc ;-)
                                          • urquhart jak wychowac- skapetki a etos matki polki 21.03.10, 12:14
                                            askazbielan napisała:
                                            > Mąż znajomej miał przypadłość, nieobcą Naszym mężom. Wieczorną porą
                                            > zdejmował skarpety w sypialni i zostawiał je na podłodze (...)
                                            > Zapewniam. To działa.

                                            Przecież to o czymś świadczy.
                                            Na wychowywanie jest w życiu czas i miejsce. I nie jest to rola żony. Niestety etos matki polki poświęcającej się i wyręczającej we wszystkim nie pozwala na wychowanie kiedy jest na to właściwy czas.

                                            Mnie na szczęście udało się przekonać żonę że nastolatek musi umieć robić i posprzątać wokół siebie a nie liczyć i oglądać na chętną do wyręczania we wszystkim mamusię :)
                                            • aandzia43 Re: jak wychowac- skapetki a etos matki polki 21.03.10, 18:10
                                              > Przecież to o czymś świadczy.
                                              > Na wychowywanie jest w życiu czas i miejsce. I nie jest to rola
                                              żony. Niestety
                                              > etos matki polki poświęcającej się i wyręczającej we wszystkim nie
                                              pozwala na w
                                              > ychowanie kiedy jest na to właściwy czas.

                                              Zgadzam się - najlepiej jest dostawać od życia wszystko we właściwym
                                              czasie. Ale, jako że, nie ma człowkeia, który wyniósł z domu
                                              rodzinnego i ze środowiska edukację doskonałą pod każdym względem,
                                              czeka nas kształcenie się przez resztę życia. Partner/ka mogą być tu
                                              dobrymi nauczycielami.
                                              Poza tym bałaganiarstwo i brudactwo może świadczyć po prostu o tym,
                                              że w domu rodzinnym był bałagan i brud. Skarpetki zbierało isę raz
                                              na dwa tygodnie (i niekoniecznie robiła to mama), okna myło raz na
                                              dwa lata, a kibel... kibel wymieniało się na nowy;-)


                                              > Mnie na szczęście udało się przekonać żonę że nastolatek musi
                                              umieć robić i pos
                                              > przątać wokół siebie a nie liczyć i oglądać na chętną do
                                              wyręczania we wszystki
                                              > m mamusię :)

                                              Czasem zastanawia mnie, skąd niektórzy (najczęsciej kobiety) biorą
                                              tyle sił na obsługę rodziny. Nie tylko dzieci, zresztą, mężów równie
                                              czesto. Mówię: sił, bo przymus usługiwania wiem skąd się wziął. Moje
                                              dziecko dba o swoją garderobę od podstawówki i od podstawówki robi
                                              sobie samo śniadania i kolacje. Jej pokój nie intersuje mnie już od
                                              wielu lat - chce mieć bałagan, to go ma. Zainterweniowałabym
                                              dopiero, gdyby z jej terytorium na moje zaczęły wypełzać białe
                                              robaki;-) Oczywiście dobrze wiem, ze nie wypełzną, bo ich nie
                                              zahoduje. Jestem leniwą matką? Nie do końca, bo poświęciłam we
                                              właściwym okresie bardzo dużo czasu na bezbolesne i naturalne
                                              przyuczanie do samoobsługi i samodzielności. W tym czasie wiele
                                              matek szło na łatwiznę i sprzątało po dizecku, podstawiało pod nos
                                              żarcie, odpędzało od czynoości domowych nieporadne jeszcze, ale
                                              chętne dziecko. Swoje zrobiłam: obsługiwałam, jak było nieporadne,
                                              uczyłam, jak zaczęło być zdolne do nauki, teraz od lat odpoczywam.
                                              jednym słowem robię za referenta owocowego;-)
                                              • woman-in-love sorry, ale to bzdury 21.03.10, 18:26
                                                a pani jest zwyczajną "złodziejka spermy". To wszystko. Współczuję autorowi.
                                                • songo3000 Re: sorry, ale to bzdury 21.03.10, 20:07
                                                  WIL radykalna jak zawsze :)
                                                  Respect!
                                              • aneta-skarpeta Re: jak wychowac- skapetki a etos matki polki 22.03.10, 14:16
                                                Moje
                                                > dziecko dba o swoją garderobę od podstawówki i od podstawówki robi
                                                > sobie samo śniadania i kolacje. Jej pokój nie intersuje mnie już
                                                od
                                                > wielu lat - chce mieć bałagan, to go ma. Zainterweniowałabym
                                                > dopiero, gdyby z jej terytorium na moje zaczęły wypełzać białe
                                                > robaki;-)

                                                hehehe

                                                mój syn nie jest przyuczony do pedantycznego porządku, ale jak mu
                                                powiem hasło "sprzątanie" to posprzata, poscieli lozko. ubiera sie
                                                sam, sniadanie, kolacje czesto robi sam, a ma niespełna 8 lat

                                                jednak jak chce mnie o cos poprosić i wkraść się w łaski to znika
                                                w ciszy w swoim pokoju- to dosc dziwne- po czym zaprasza żeby
                                                pochwalić się jak pieknie posprzątał cos co od dawna zalegało, albo
                                                szykuje pokoj na błysk

                                                jak usłyszy moje zachwyty to atakuje...mamo jak Ci sie tak strasznie
                                                podoba to moze pojedziemy do smyka? < buzi, trzepotanie rzesami,
                                                przytulanki>
                                                :D:D

                                                nie jestem pedantką, ale nie lubie chlewu. jednoczesnie wiem, ze
                                                jakbym miala robic wszystko sama to bym sie zarobiła jak dziki
                                                osioł, a i tak nikt by tego nie docenił , bo "samo się robi"

                                                jak syn mówił mi " mamo nie moge siegnąć miski, zrob mi kolacje"
                                                odpowiadałam, ze skoro nie siega miski to nie bedzie miał kolacji to
                                                zaraz wykombinował, zeby ta miske zdjąć

                                                grunt to luz:)
                                          • sisi_kecz Re: z życia: jak wychowac meza - skapetki 21.03.10, 12:15
                                            I...poszedł do
                                            > pracy w kąpielówkach i skarpetach narciarskich.

                                            ehehehe,
                                            padłam :)
                                        • claudel6 Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 22.03.10, 21:17
                                          a ja się zgodzę z rumpą.
                                          z mojego punktu widzenia to masz jakiegoś troglodytę w domu. zapewne troglodytę
                                          w białym kołnierzyku, kulturalnego, inteligentnego i błyskotliwego.
                                          dorosły facet, który nie wyrzuca opakowan po serkach? zostawia torbę po laptopie
                                          na środku pokoju? spleśniałe kubki? to jakiś zart, prawda? Twój mąż ma 15 lat?
                                          mieszka z kolegami w akademiku? ma służącą?

                                          zadziwiające, ze zdecydowałas się na drugie dziecko, zanim nauczyłaś swojego
                                          partnera co oznacza dom, wspólna przestrzeń i gospodarstwo domowe. i nic
                                          dziwnego, ze padasz ze zmęczenia i nie starcza Ci siły i checi na sex
                                          (drobnostka!), skoro w domu masz troje dzieci, w tym jedno dorosłe.
                                          • sisi_kecz Re: zaraz tam troglodyta 23.03.10, 13:52
                                            Raczej, Tarzana mam ;) Troglodyci nie maja tyle inteligencji i
                                            poczucia humoru.

                                            Upierdliwe to jest i kiedys mu krzywde zrobię za tę wyuczoną
                                            bezradność.Juz czasem obrywa rolką z recznikiem papierowym!

                                            Ale nie podejme sie syzyfowej pracy nauczenia go prac domowych.
                                            Musze sie skupic na zaletach mojego mena i machnać ręką na to
                                            inwalidztwo. Licze przeciez na wzajemnosc ;)
                                            Nie mozna miec wszystkiego, no nie można.

                                            duze pozdro!!!
                                            • gardenersdog Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 00:15
                                              Nic nie musisz. Właśnie przyznałaś, że dobrowolnie chcesz. Jego 'inwalidztwo' to
                                              proteza, której Ty potrzebujesz (może, aby czuć się samotną superwomenką? profil
                                              samodzierżawie:). Wybrałaś opcję pt. 'krytycyzm miłujący', a frustrację
                                              przeżywasz przy samotnych porządkach lub koncypując sobie, że nijak nie ma
                                              miejsca na seks.
                                              • gardenersdog Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 00:22
                                                A Twój mąż podświadomie wypełnia twoje oczekiwania względem niego (niechlujstwo,
                                                bałaganiarstwo), rozkosznie (twoja interpretacja) potwierdzając swoje
                                                'inwalidztwo' i zarazem legitymizując Twoją rolę. Błędne koło. Ale każda strona
                                                czerpie z układu 'korzyści', choć z boku wydają się urojone.
                                                • sisi_kecz Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 10:23
                                                  Z duzym zainteresowaniem czytam Twoje uwagi na temat moich postaw,
                                                  mojego zwiazku i naszych wzajemnych relacji z partnerem.
                                                  Uwazam nawet, ze na te dane ktore masz zrobilas niezłą analizę.
                                                  Wezme to sobie na przemyslenie, dziekuje:)

                                                  Z czym bede polemizowac (jesli tracilas swoj czas na zastanowienie
                                                  sie z czym mam problem, to ja przeznacze swoj na komentarz):

                                                  nie sadze, niestety, aby maz wypelnial poswiadomie moje oczekiwania.
                                                  zadnego dominujacego w zwiazku mezczyzny, nigdy nie posądze o takie
                                                  meandry w psychice. Nawet jesli kocha i chce jak najlepiej to nie sa
                                                  to tory postepowania samca alfa;
                                                  On nie wypelnia moich oczekiwan. On manifestuje w kazdej minucie i
                                                  kazdym centymetrem siebie:
                                                  "patrz o to jestem, cały dla Ciebie i wszystko dla Ciebie ale po
                                                  mojemu. Bierz, podziwiaj i korzystaj na moich warunkach i w takiej
                                                  formie jaką Ci ofiarowuje."

                                                  Nasz układ nie jest urojony ani dla korzysci, w sferze mentalnej i
                                                  tej prozaicznej.
                                                  W sferze mentalnej mam bezwarunkową miłość, calkowite oddanie na
                                                  wyłączność, staram sie to odwzajemnic.
                                                  W sferze przyziemnej jestesmy od siebie niezalezni, nic nas nie
                                                  trzyma oprocz checi bycia razem.

                                                  Dolegliwe jest sprzątanie po wszystkich i totalny kretynizm mojego
                                                  mena, w kwestiach gospodarstwa domowego czy opieki nad dzieckiem.
                                                  Ja jestem kretynką w innych kwestiach i tu następuje pewne
                                                  wyrownanie win i szans ;)

                                                  Tak samo jak nie naucze go malowac pieknych pejzaży akwarelą, tak
                                                  samo nie nauczę go intuicji, opiekunczości rozicielskiej czy
                                                  utrzymania estetyki wokół siebie.
                                                  Nie chce go uczyć! Z jakiej paki mam sie pisac na taką
                                                  resocjalizację?
                                                  zona nauczycielka męża glupiego jasia- taki uklad zabija dla mnie
                                                  sens zwiazku partnerskiego.
                                                  A ja mam w domu partnera, bo chociaz jest kompletną nogą z
                                                  obowiazków domowych, to daje mi oparcie, bezpieczenstwo i zawsze
                                                  wspiera moj rozwoj i kibicuje wszystkim moim inicjatywom.

                                                  Kiedy dopada mnie chandra zepchniecia w sfere kury domowej , to
                                                  mysle o terapii malzenskiej. By wlasnie ktos inny wyluszczyl
                                                  mezowi, czy finansowanie domu i meskie prace gospodarskie to juz
                                                  cała jego działka, zas mi podpowiedzial jak nie wpadac w rozne
                                                  błędne koła.

                                                  duze pozdro!!!
                                                  • symmetryisall Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 10:54
                                                    > Tak samo jak nie naucze go malowac pieknych pejzaży akwarelą, tak
                                                    > samo nie nauczę go intuicji, opiekunczości rozicielskiej czy
                                                    > utrzymania estetyki wokół siebie.

                                                    Pięknie powiedziane. Ale nierobienia pod siebie można nauczyć nawet psa,
                                                    zakładam, że Twój mąż psa zdolnością uczenia się i pojmowania przewyższa. Twój
                                                    mąż robi wokół siebie beztroski syf nie dlatego, że jest pięknoduchem-samcem
                                                    alfa, tylko dlatego, że MOŻE - i to jest właśnie to podświadome spełnianie
                                                    oczekiwań. Od początku weszliście w role "ja robię burdel, ona sprząta" i tak
                                                    zostało. Uwierz mi na słowo - to nie kwestia dominacji samca alfa, tylko zwykłej
                                                    wygody i lenistwa. Po co mam sprzątać, skoro żona przyjdzie i zrobi to za mnie?
                                                    I jeszcze będzie się cieszyła jak głupia, że jestem takim męskim menem alfa!

                                                    Swoim opisem go usprawiedliwiasz - jest taki wspaniały, wspiera mnie i kocha nad
                                                    życie. Ale usprawiedliwiasz go w ten sposób przed samą sobą, bo to TY masz z nim
                                                    problem - do tego stopnia, że zwiędło Wam intymne pożycie, a Ty myślisz o
                                                    terapii małżeńskiej.

                                                    Piszesz, że w sferze materialnej jesteście niezależni, że łączy Was tylko sfera
                                                    uczuć - wiesz, jak to wygląda z Twoich postów? Tak, że sfera materialna jest na
                                                    Twojej głowie, a on przychodzi na posprzątane/ugotowane i cmoknie Cię w czółko.
                                                    Wkład wprost nieziemski. Iście partnerski. Piszesz, że sama rozkręciłaś firmę z
                                                    domem i dwójką dzieci na głowie, a on kibicuje Twoim inicjatywom - czyli w
                                                    praktyce co robi, przepraszam bardzo, nie zabrania? Siedząc przed telewizorem
                                                    rzuci "tak tak, kochanie, świetny pomysł, załóż sobie firmę"? Bo nie napisałaś,
                                                    żeby Cię w czymkolwiek odciążył, w czymkolwiek pomógł - wręcz przeciwnie.
                                                    "Wspaniale kochanie, pozmywałaś, posprzątałaś, uprałaś, dzieci czyste i
                                                    nakarmione, jeszcze firmę założyłaś, no, no, dumny z ciebie jestem". No to
                                                    faktycznie, wsparł Cię na całego. Wiesz co, ja też Cię mogę tak wesprzeć. O,
                                                    czekaj,czekaj - bęc, już wsparłem. Lżej?

                                                    > Kiedy dopada mnie chandra zepchniecia w sfere kury domowej , to
                                                    > mysle o terapii malzenskiej. By wlasnie ktos inny wyluszczyl
                                                    > mezowi, czy finansowanie domu i meskie prace gospodarskie to juz
                                                    > cała jego działka

                                                    Jeśli samej Tobie na tym nie zależy, to nikt inny tego za Ciebie nie zrobi. Bo
                                                    nawet jak zrobi, to sytuacja bardzo szybciutko wróci do stanu pierwotnego - bo
                                                    Ty stopniowo będziesz robiła znów coraz więcej, a on znów coraz mniej.

                                                    W ogóle wszystko to, co tu piszesz, kojarzy mi się trochę z postawami żon
                                                    alkoholików - których będą bronić i których będą usprawiedliwiać przed całym
                                                    światem i przed samymi sobą, co by nie zrobili.
                                                  • aneta-skarpeta Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 11:09
                                                    zgadzam sie z symmetryisallem

                                                    moj tez jest chlewiarz nie z tej ziemi
                                                    jak zaczelismy sie spotykac i przjyezdzałam do niego to na poczatku
                                                    sprzatał, ale szybko wyszło, ze mu wylana butelka piwa nie
                                                    rpzeszkadza- mieszkał z kumplami:)

                                                    tez mi tlumaczył, ze on juz taki jest itd

                                                    a ja na to- hola hola- ja tez nie lubie sprzatac co nie znaczy ze
                                                    mamy karaluchy hodowac

                                                    po 4 latach mieszkania syfi zdecydowanie mniej, ale tez sprzata- nie
                                                    ejst asem, ale zajecia ma prozaiczne- rozwiesci pranie, pozmywac,
                                                    wyniesc, przyniesc, naprawic, zakupy taszczyc...ostatnio gotuje!!!!
                                                    sam z siebie!!! i powiedział ze mu sie podoba:)

                                                    jak swojego nauczyłam to inny tez sie nauczy;)

                                                    poza tym najwieksza pomocą iw sparciem przy moich inicjatywach jest
                                                    odciazenie mnie w moich obowiazkach

                                                    jak pisałam prace mgr to on cos tam ugotował- srednie to było, ale
                                                    starał sie, musiałam koordynowac co trzeba zrobic, ale chciał zebym
                                                    miala jak najmniej na glowie- chociazby brał syna do kina po pracy,
                                                    zebym miala cisze w domu

                                                    to jest wspieranie wg mnie
                                                  • sisi_kecz Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 11:32
                                                    Symetryczny, tez mi dokladasz nowe kwestie do przemyslenia, dzieki:)

                                                    Aneta, dzieki za opis cywilizowania sie "chlewiarza";)

                                                    Nie mam na to ochoty, a powinnam sprostować i rozszerzyc troche
                                                    swoja relacje, bo niedlugo oglosicie mnie skrzyzowaniem Matki Teresy
                                                    z durna blondynką.
                                                    Napisze tylko tyle, ze:
                                                    - wiem, o tym ze syfienie jest wygodnictwem, nie wypieram tego
                                                    samcami alfa.
                                                    - mąż potrafi gotować sos beszamelowy i piec pyszne mięsa oraz tak
                                                    doprawic kazda potrawe, ze palce lizać. Wspolnie lub solo maz,
                                                    przygotowujemy okolo 10 obiadow/mies. W kazda sobote i niedz. on
                                                    robi sniadania, a wieczorami drinki.
                                                    - sam pierze i rozwiesza swoje rzeczy, myje (mył, bo teraz pani
                                                    przychodzi) okna, robi zakupy w markecie, zajmuje sie ogrodem.
                                                    - tez sie troche rozwinal od czasu zamieszkania razem, tylko trzeba
                                                    go pilnowac, albo podejsc sposobem i to jest dobijajace.
                                                    - wspiera mnie, to znaczy uwierzyl we mnie i przekonal mnie samą, ze
                                                    z moimi predyspozycjami bez sensu jest abym siedziala w biurze za
                                                    poltora tysiaka i papierki przekladala (nikomu nie umniejszam,
                                                    dokladnie to robilam). Nie mam nikogo innego, kto by we mnie tak
                                                    wierzyl i kibicowal, a tego elementu mi brakowalo aby wystartować.
                                                    - nie mam czasu na edukacje mena, to zaniedbano w jego dziecinstwie,
                                                    nie pisze sie na cudotworce. Jak maz nie osiaga minimum przyzwoitej
                                                    bytnosci w domu, to konsekwencja jest moje przepracowanie, a tego
                                                    konsekwencją jest brak siły na seks.
                                                    I wlasnie tu licze na jego inteligencje, w czym pomagam jasnym
                                                    formulowaniem tej zaleznosci.

                                                    duze pozdro!!!
                                                  • aneta-skarpeta Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 11:38
                                                    a probowałas nie szanowac jego pracy w ogrodzie?
                                                    np puscic dzieciaki po swiezo uporzadkowanych rabatkach?:)
                                                    albo wpuscic psa sąsiadów na swiezy trawniczek?

                                                    i czy jest jakis poziom brudu i zaniedbania mieszkania, kotry jest
                                                    dla niego alarmujący i powie " no kochani bierzemy sie za
                                                    sprzatanie!";)

                                                    poza tym chyba Ty naprawdę lubisz to co jest:)

                                                    a dzieci w jakim wieku są?
                                                  • sisi_kecz Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 12:46
                                                    np puscic dzieciaki po swiezo uporzadkowanych rabatkach?:)

                                                    eee nie, to nie sa moje metody, żeby robić drugiemu co mi niemiłe.

                                                    Sa takie sytuacje, kiedy po domu chodzimy wąskimi ściezkami pomiedzy
                                                    tzw."zaniedbanymi momentami";
                                                    na hasło- trzeba to posprzatac w koncu, opcja jest taka: ja
                                                    sprzatam, maz odciaga malego od co ciekawszych momentów.
                                                    To tez jakies wspoldzialanie, prawda?
                                                    Jak robimy generalniejsze porzadki, to tez jest tak, ze men
                                                    posprzata w swoich rzeczach (szafa, biurko, garaz)i pobawi sie z
                                                    malym, gdy ja sprzatam reszte, wiec nie jest beznadziejnie.
                                                    Codziennosc zatruwaja, a wielokrotnie popelniane, urastają do rangi
                                                    zbrodni pierdoly typu: papierek tu papierek tam,
                                                    kazde pudelko po serku boi sie kosza, kazdy kosz boi sie kubła,
                                                    drzwi od szafy mozna tylko odsunac, zasunac juz sie nie udaje,
                                                    szafka od butow jest od ozdoby a butom nalezy sie wolność,itp...

                                                    Oczywiscie, ze lubie swoje zycie!
                                                    Nie porownuje sie, ale z tego co wiem,
                                                    w niektorych sprawach mam lepiej niz inni, w niektorych gorzej.

                                                    Czy to tak źle, ze z sytuacji, ktora mnie uwierala wykaraskalam sie
                                                    o wlasnych silach? Zawsze jestesmy zdani na siebie, zludzeniem jest
                                                    czekac na to, ze po tonacego w ruchomych piaskach wysunie sie dłon
                                                    zza chmurki i przeniesie go na wyspe marzeń.
                                                    Wole miec cel i go zrealizowac swoimi siłami, niz czekac az moj
                                                    Ukochany zobaczy ultrafiolet skoro ma zmysł wzroku, który nie
                                                    rejestruje tej długości fali .

                                                    Krytykujac taka postawe, posrednio przychylacie sie do opcji
                                                    rozumienia zwiazku jako kartelu uslug wzajemnych, gdzie bilans musi
                                                    wyjsc na zero.
                                                    Przejaskrawiam dupowatosc mojego mena w codziennej krzataninie, bo
                                                    taki watek i problem autora z niezadowolona z jego pomocy partnerką.
                                                    Ale nie przesadzajmy w kierunku porownan z domem alkoholika.
                                                    Przyjmuje kazda argumentację, ale ta sie nie broni, za mało punktow
                                                    wspolnych, a te wymienione grubo naciagane.

                                                    duze pozdro!!!



                                                  • symmetryisall Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 13:11
                                                    > Przejaskrawiam dupowatosc mojego mena w codziennej krzataninie (...) >
                                                    Przyjmuje kazda argumentację, ale ta sie nie broni, za mało punktow
                                                    > wspolnych, a te wymienione grubo naciagane.

                                                    Jeśli przejaskrawiasz swoje problemy, to i argumentacja będzie przejaskrawiona.

                                                    Czasami wystarczy jeden post, żeby zburzyć obraz swojej osoby i sytuacji
                                                    budowany przez trzy wątki. I wszystko od nowa.
                                                  • sisi_kecz Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 13:31
                                                    nie odpowiadam za to, co sobie zbudowałeś.

                                                    w jednym poscie nie zawrze sie calego obrazu zwiazku (nadal opisalam
                                                    tu tylko skrawki), nie odpowie sie na pytania, ktore padna po nim,
                                                    i nie skomentuje propozycji zmian jakie podrzucą forumowicze.

                                                    masz prawo uwazac, ze przejaskrawiam swoje problemy.
                                                    Odczucia sa z natury subiektywne i nie oczekuje, i przeciez nie
                                                    chcę, zeby wszyscy pokiwali ze wspolczuciem glowami nad biedna sisi
                                                    i pisali posty gromiace postawe meza. Kolejne posty mogą dopelnic
                                                    rzeczywisty obraz sytuacji. A ze Tobie cos burzą...

                                                    nie odpowiadam za to, co sobie zbudowałeś- to Twoj subiektywny
                                                    odbior- tego dowodzi zroznicowany w opiniach odzew na to, co opisuję.

                                                    duze pozdro!!!

                                                    duze pozdro!!!
                                                  • symmetryisall Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 14:55
                                                    > masz prawo uwazac, ze przejaskrawiam swoje problemy.

                                                    ??
                                                    No przecież to Ty sama napisałaś, w poprzednim swoim poście. "Przejaskrawiam
                                                    dupowatość mojego mena"...

                                                    Widzę, że się trochę obruszyłaś na to, co napisałem, bo zaczynasz słowną
                                                    szermierkę. Niepotrzebnie. Jestem tylko anonimowym internetowym bytem, nie mogę
                                                    Ci dopiec, nawet gdybym chciał. A nie chcę.
                                                  • sisi_kecz Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 19:34
                                                    Nie zrozumielismy sie, bo ja zle napisałam.

                                                    Przejaskrawiam dupowatosc w codziennych obowiazkach mojego faceta,
                                                    na potrzeby tego wątku- chcialam przez to powiedziec, ze opisuje to
                                                    prawie jako jedyną rzecz, która sie u nas dzieje. Pomijam 150
                                                    rzeczy, ktore sa w naszym zwiazku wazne i skupiam sie tylko na tym,
                                                    by pokazac Autorowi watku (byc moze podobny jak u jego partnerki)
                                                    punkt widzenia kobiety na kwestie 'pomagania' mezczyzn w domu.

                                                    Ty zrozumiales, ze przejaskrawiam swoje problemy i np. przesadzam w
                                                    opisywaniu zachowan mojego faceta w temacie porzadki domowe. Tutaj
                                                    nic a nic nie przejaskrawiam. Natomiast to inwalidztwo nie rujnuje
                                                    mi psychiki i nie jest moim głównym problemem zyciowym.
                                                    Tutaj opisałam tylko o tych balaganach i porzadkach, wiec powstal
                                                    taki obraz: sisi lata ze szmatą i po calych dniach przeklina na
                                                    swoja dolę i to jest przejaskrawienie.
                                                    A to, ze mąż nie wie, gdzie w domu trzymamy środki czystosci to
                                                    szczera prawda :)

                                                    nie chcialam, aby powstało wrażenie, ze pisze zmyslone farmazony,
                                                    wiec sie obruszylam.

                                                    a za nickiem zawsze siedzi czlowiek, a nie jakies internetowe byty.

                                                    duze pozdro!!!

                                                  • claudel6 Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 21:29
                                                    >Ale nie przesadzajmy w kierunku porownan z domem alkoholika.

                                                    nie chodzi o "dom alkoholika" i że Twoj tak wyglada, tylko o mechanizm
                                                    współuzależnienia.
                                                  • sisi_kecz Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 22:39
                                                    Poważnie, nie chodzi o to??? Uff, to mi ulżyło ;)

                                                    Pani Wyjaśnialska, wytłumacz zatem, gdzie widzisz zespół
                                                    współuzależnienia?
                                                    a potem ja Ci wytłumaczę na przykładzie dowolnie wybranego związku,
                                                    analogiczny 'zespół współuzależnienia'- bo każdy związek, prowadzi
                                                    do współuzależnienia i powinien, bo to jego istota.
                                                    Tylko że to nie jest ten patologiczny wyjątek (zwiazki z
                                                    alkoholikiem, przemocowcem, hazardzistą), który tu sie
                                                    przywołuje, przykładając go do mojego małżeństwa.

                                                    duze nadużycie ale pozdrawiam!!!
                                                  • gardenersdog Re: zaraz tam troglodyta 24.03.10, 22:45
                                                    Sisi, daj już spokój.
                                                    To się nazywa 'wrogie przejęcie wątku':D

                                                    Idź na terapię, najlepiej o częstotliwości 2,3 razy w tygodniu, tak, byś nie
                                                    miała wymówki, że ktoś nie ma pełnego obrazu twojej sytuacji. Inaczej można tak
                                                    przerzucać się w kółko.
                                                  • sisi_kecz Re: zaraz tam troglodyta 25.03.10, 08:20
                                                    Jasne, dam spokój,
                                                    słucham rozsądnych ludzi:)

                                                    duze pozdro!!!
                                    • gardenersdog Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 21:45
                                      Zapewne przez okoliczności, ale też swój profil psychiczny, przyjęłaś rolę
                                      takiej, co musi trzymać wszystko w zębach, bo inaczej się rozleci. A frustrację
                                      odbijasz sobie 'dając po jajach'.
                                      Psycholog może pomóc ci w znalezieniu innego modelu wymiany 'usług', pokazaniu,
                                      że można dzielić obowiązki z inną energią i nastawieniem.
                                      • sisi_kecz Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 22:36
                                        Ile sie należy za tę dogłębną analizę i bezbłędną diagnozę? ;)

                                        maks punktów za bufoniarstwo.

                                        duze pozdro!!!
                                        • gardenersdog Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 23:38
                                          Spoko, od kokietujących bezradnością nie inkasuję;)

                                          pozdro!
                                          • sisi_kecz Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 20.03.10, 23:53
                                            'kokietujących bezradnością '

                                            to było chociaż dowcipnie zgryźliwe.

                                            jeden punkt.

                                            • gardenersdog Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 21.03.10, 00:19
                                              Faktycznie, mój wpis mógł zabrzmieć jak nabzdyczony głos z offu na tle twoich
                                              energetycznych wpisów, ale zastanów się, czy te wszystkie misiaczki, pupusie,
                                              włosko -meksykańskie mieszanki itp. nie są ucieczką przed jakąś rzeczywistą
                                              konfrontacją na serio?
                                              Nawet swoje żale obracasz w żart i niby się odgrażasz, mąż podchwytuje
                                              konwencję, karuzela kręci się...
                                              • sisi_kecz Re: ja nie jestem INNE KOBIETY 21.03.10, 08:27
                                                Jak bylam u psychologa z okazji rozpadu swojego pierwszego zwiazku (
                                                nerwica depresyjna), to mnie jakos nie oswiecil. Po kilkunastu
                                                spotkaniach stwierdzil, ze wszystko robilam jak nalezy i to partner
                                                spapral sprawe po calosci. A szlam z takim nastawieniem, ze wina w
                                                zwiazku zawsze lezy po dwoch stronach i ze sie sama oszukuje jaka
                                                jestem biedna i pokrzywdzona.
                                                Uslyszalam, ze dalam sobie wmowic te duperele: ze sie nie staram, ze
                                                mam za duze oczekiwania, ze jestem ta niedobra i ze skutkiem mojej
                                                postawy, stalo sie to, co sie stalo. Generalnie, wyszlo na to ze
                                                partner manipulowal moim poczuciem winy i to on jest swinia.
                                                Nie uwierzylam w ta diagnoze, przestalam chodzic na spotkania.

                                                I tu mozna podac 101 wyjasnien:
                                                -diagnoza byla dobra , ale moje zmanipulowanie tak wielkie, ze nie
                                                dalam sie przekonac,
                                                - diagnoza byla dobra ale balam sie konfrontacji ze swoja slaboscia
                                                - diagnoza byla zla, bo kokietowalam bezradnoscia,
                                                -diagnoza byla zla, bo psycholog byl denny, itd....

                                                Od tego czasu pewnie wiecej dbam o siebie i pilnuje, aby nie wpadac
                                                w chore uklady, ale tez staram sie czesciej o kompromis, unikam walk
                                                o przyslowiowa pietruszke, a nade wszystko olewam drobiazgi, ktore
                                                zatruwaja zycie.

                                                Tylko, ze teraz jestem w trudnym i meczacym momencie i troche gorzej
                                                mi ten plan wychodzi. Probuje przetrwac, obracajac w zart albo
                                                wchodzac we wsciekla klotnie o jakies gowno, takie tam typowe
                                                wentyle frustracji.
                                                Jak juz mnie zdrowo docisnie, to zaciagne mena na terapie malzenstw
                                                i to mam w obwodzie,
                                                a poki co : smiejemy sie aby nie zwariowac ;)

                                                duze pozdro!!!

                                                • urquhart denny 21.03.10, 08:42
                                                  sisi_kecz napisała:
                                                  > -diagnoza byla zla, bo psycholog byl denny, itd...

                                                  Jak zamiast pomóc Ci dotrzeć do twoich uczuć, źródeł zranień, prawdziwych
                                                  oczekiwań i ujawnić podświadome destrukcyjne mechanixzmy które nosisz (nerwica)
                                                  potrafił jedynie stwierdzić że "wszystko robilam jak nalezy i to partner spapral
                                                  sprawe po calosci" to niekwestionowanie był DENNY.
                                                  • sisi_kecz Re: zaraz tam denny 21.03.10, 09:11
                                                    Nie ma co wieszać psów na psychologu, zrobil co mógł,
                                                    a poza tym byl na Kase Chorych ;
                                                    Powaznie, to pamietam (to strasznie dawno było), ze zakonczylismy
                                                    etap w ktorym mialam spojrzec na siebie w zwiazku bez tej presji i
                                                    przekazu jaki wdrukowal mi partner. Psycholog omawial ze mna kolejne
                                                    aspekty zwiazku, tak abym dostrzegla ze nie bylam beznadziejna
                                                    partnerka. Uwazam, ze tu zrobil dobra robote, bo odbilam sie od dna
                                                    i zaczelo mnie wreszcie interesowac, co jest za tym zakretem.
                                                    I wtedy nastapila taka sytuacja, ze z jednej strony ja wzmocniona
                                                    chociaz nieprzekonana tym etapem wreszcie:
                                                    znalazlam prace i wyprowadzilam sie od eksa,
                                                    a z drugiej strony , terapeuta zapowiada mi ze w nastepnym etapie
                                                    rozpracujemy relacje z rodzicami (moze wlasnie, zeby poznac te
                                                    zrodla postaw).
                                                    Pomyslalam , po ..uj mi to?, znowu babranie sie w slabosciach,
                                                    lekach i obstrukcja z trudem wypracowanej checi do zmian.
                                                    Nie poszlam.

                                                    Nie psycholog dal ciala, tylko cala ta psychologia. Nie zawsze jest
                                                    czas i miejsce na rozkladanie czlowieka na czynniki pierwsze.
                                                    Kazdy chyba ma swoja kolekcje upiorow z dziecinstwa i potworkow z
                                                    przeszlosci.Sa jak wirus opryszczki, wylaza przy oslabieniu
                                                    organizmu. Ale juz luksus żmudnego ogladania, dezynfekcji i
                                                    eksterminacji tej kolekcji z zakamarkow psyche, gdy obok zycie
                                                    galopuje w codziennej gonitwie, nie jest udzialem wielu.
                                                    Kogo na to stać, niech sie grzebie.

                                                    duze pozdro!!!

                                                  • urquhart Re: zaraz tam denny 21.03.10, 09:47
                                                    Ocenianie to brak profesjonalizmu. Jedną z pierwszych zresztą zasad terapii jest nieocenianie partnera(ki) tylko ujawnianie i zrozumienie kierujących nimi mechanizmów i uczuć.
                                                    Nie wyciągniecie tych mechanizmów z podświadomości do świadomości powoduje że nie możesz im świadomie przeciwdziałać czy się przeciwstawić, czy choćby unikać a one dalej istnieją i będą niszczyć kolejny związek. Oczywiście teoretycznie możesz się zdać na intuicję.
                                • dosia2308 Ja jestem superwomanką:) 23.03.10, 12:14

                                  Pozdrawiam serdecznie. Matka trójki dzieci,pracująca, sadząca kwiatki i
                                  gotująca. Codziennie. Seks jest chyba, że padam na twarz. A czasami padam i
                                  mówię "nie dziś, proszę". Myślę, że należy porzucić podejście radykalne a
                                  narzucić ludziom podejście humanitarne. Należy się przede wszystkim kochać, ufać
                                  i ROZMAWIAĆ ZE SOBĄ.
                                  • sisi_kecz Re: Ja jestem superwomanką:) 23.03.10, 13:40
                                    gratuluje :)
                        • symmetryisall Re: Kiedy jest bateryjka? 22.03.10, 12:03
                          Zbesztany przez Bonitę przejrzałem wątek jeszcze raz, dotarłem tutaj i się
                          trochę złapałem za głowę. Konkretnie po tym fragmencie:

                          "potykanie sie o sterty rzeczy które rozlozylo do zabawy starsze dziecko,
                          przyklejanie sie do podlogi, na ktorej junior rozsmarował jabłko, odgarnianie
                          papierowych smieci ze stołu na którym mąż codziennie improwizuje swoje biuro,
                          poszukiwania jednej czystej łyżeczki w zawalonym brudnymi garkami zlewie,
                          ślizganie na podłodze w łazience po porannych prysznicach domowników..."

                          Starsze dziecko należy pogonić z zabawkami do swojego pokoju, juniorowi nie
                          dawać jabłka do ręki, żeby z nim pełzał po podłodze, mężu papiery wywalić do
                          kosza po pierwszym ostrzeżeniu, kupić zmywarkę, a prysznic brać przy zamkniętej
                          kabinie. Bo sytuacja opisana przez Ciebie brzmi tak, jakby cała rodzina miała
                          Cię za przeproszeniem w dupie - można naświnić i narobić bajzlu do woli, a Sisi
                          i tak przyjdzie i posprząta.

                          "żadna ze mnie pedantka, robie absolutne minimum, lecz aby dom z 4
                          osobami nie stał sie chlewem, trzeba sprzatac prawie bez przerwy."

                          To znaczy, że ten chlew robi jedna z tych 4 osób, bo u nas są 3 i takich
                          problemów absolutnie nie ma. I nie było. A oboje pracujemy i też nasze dziecko
                          nie urodziło się od razu przedszkolakiem.

                          Sama dałaś się zredukować do roli sprzątaczki-posługaczki, więc sama musisz się
                          z tej roli wymiksować.

                          • sisi_kecz Re: Kiedy jest bateryjka? 22.03.10, 12:37
                            Dzieki ,ze sie przeszedles poczytac;)

                            Istotnie, powywalałam duzo swoich żali.
                            Chyba mam problem z takim mechanizmem, że moje kochane stwory
                            rozpieszczam, a potem budze sie ze szczotka do kibla w dłoni i czuje
                            sie wrobiona.
                            Ale ja nie z tych co sie swym meczenstwem upajają.
                            Mam juz pania do sprzatania, do dziecka i pokazowo zbiłam dwa kubki,
                            ktorych wyniesienie przekraczało mozliwości mena;)
                            Poprosze tylko Nagrode dla Superłomenki, za to , ze rozkrecilam
                            biznes na macierzynskim, na takim moim: sprzataczo-poslugiwawczo-
                            samotnym z dzieckiem, macierzynskim.

                            Tylko seksu brak, chyba przy okazji bicia tego rekordu samej siebie,
                            zakladka w mozgu sie jakas przestawila.

                            duze pozdro!!!
                            • gardenersdog Re: Kiedy jest bateryjka? 22.03.10, 12:52
                              W ciągłym sprzątaniu po rodzince jest pewna 'pułapka niewinności'. Jeśli ty
                              chodzisz ze szczotką i na bieżąco myjesz kibel, to oni nawet nie obrócą się za
                              siebie, by sprawdzić, czy nie jest, za przeproszeniem, obsrany. Bo przecież
                              zawsze czysty i pachnie, to o co chodzi?
                              A te wychylenia od rozpieszczania do rozżalenia i tłuczenia kubków są typowe dla
                              nadopiekuńczości, może to jakiś trop. Generalnie, więcej w dupiemania, zwłaszcza
                              wobec osobników dorosłych.
                              • aneta-skarpeta Re: Kiedy jest bateryjka? 22.03.10, 14:32
                                gardenersdog napisała:

                                > W ciągłym sprzątaniu po rodzince jest pewna 'pułapka niewinności'.
                                Jeśli ty
                                > chodzisz ze szczotką i na bieżąco myjesz kibel, to oni nawet nie
                                obrócą się za
                                > siebie, by sprawdzić, czy nie jest, za przeproszeniem, obsrany. Bo
                                przecież
                                > zawsze czysty i pachnie, to o co chodzi?



                                moj kiedys myslał, ze jestesmy wyjątkowo schludni, bo nie trzeba byc
                                u nas kibelka. nie widział, ze ja myje, wiec pewnie nikt nie myje;)
                                a czysty!:D


                              • gardenersdog Re: Kiedy jest bateryjka? 22.03.10, 18:12
                                Oczywiście, chodziło mi o "w dupiemanie", ale bez ideologicznego zacięcia, w
                                stylu "Teraz proszę, czekam aż się potkniesz o własne skarpety postawione na
                                sztorc". Zrelaksuj się, to nie twoja działka po prostu.
                            • symmetryisall Re: Kiedy jest bateryjka? 22.03.10, 12:53
                              > Tylko seksu brak, chyba przy okazji bicia tego rekordu samej siebie,
                              > zakladka w mozgu sie jakas przestawila.

                              Śledzę Twoje wypowiedzi na forum, bo masz fajny styl pisania, a to u ludzi lubię
                              :) I z tego śledzenia wyszło mi, że jesteś laską totalnie spiętą, zarobioną,
                              zagonioną i zestresowaną wszystkim dookoła. I do tego nieszczęśliwą, trochę
                              zgorzkniałą, z poczuciem, że Twoje życie to nieustanna walka - z dziećmi, z
                              mężem, z brudem. Z rzeczywistością. Do tego walka samotna - jesteś zamkniętą w
                              sobie twardzielką, MUSISZ sobie poradzić sama, nie będziesz się przed nikim
                              otwierać, bo to mięczactwo.

                              Nic dziwnego, że nie masz chęci na seks. Jak tu myśleć o przyjemnościach, skoro
                              wróg atakuje ze wszystkich stron.
                    • songo3000 Twoje życie -Twoje wybory 20.03.10, 10:26
                      Jak sam tu piszesz zamiast seksu WYBIERASZ sprzątanie i inne takie bo [tu wstawiamy jakąś fajną racjonalizację...].

                      Zrozum, to Twój wybór podyktowany Twoimi potrzebami. Po prostu wychodzi czarno na białym, że seks, mimo że miły jest jednak w tej piramidzie potrzeb w tyle. Zresztą każdy tak właśnie funkcjonuje tyle, że piramidki są różne :) I generalnie dobrze...

                      Jest tylko jedna malutka sprawa. W tym związku to nie jesteś koleżanko SAMA a konsekwencje TWOICH decyzji dotyczą także innych. Pamiętaj, ci 'inni' TEŻ maja swoją piramidkę potrzeb i TEŻ podejmują różne decyzje co by je jakoś zaspokoić. I nie piszę tendencyjnie jak to facet zaraz będzie się rzucał na pierwszą lepszą chętną / czy dla odmiany warował jak wierny pies przez najbliższe 10 lat. Bo nie mam zielonego pojęcia jaka jest u niego ta konstrukcja. Ty za to możesz to jakoś tam podejrzewać. Do przemyślenia.
                    • mujer_bonita Re: Kiedy jest bateryjka? 21.03.10, 23:14
                      sisi_kecz napisała:
                      > Chciałabym, aby zaistniał scenariusz, w którym zaczynam przesypiac
                      > te 6 godzin cięgiem, a reszta domowników nie zasyfia domu z
                      > predkością światła, co umozliwiłoby mi zachować troche powera na
                      > seks.

                      Ciekawym jest jak niewiele osób to na tym forum rozumie. Tutaj to same
                      supermenki albo bałaganiary. Kobieta musi być samowystarczalna i ogarniać
                      wszystko - dom, dzieci, pracę, bycie żoną, matką, kochanką, super laską,
                      inteligentką etc. Z uśmiechem na ustach. Jeżeli nie potrafi to musi z czegoś
                      zrezygnować - z porządku w domu, czystych czy najedzonych dzieci. Ona musi. Bo
                      oczywiście w rodzinie sama jest i od Jaśnie Pana kiwnięcia palcem wymagać już
                      nie wypada w końcu kobieta XXI wieku musi wszystko :D
                      • aneta-skarpeta Re: Kiedy jest bateryjka? 22.03.10, 14:19
                        Jeżeli nie potrafi to musi z czegoś
                        > zrezygnować - z porządku w domu, czystych czy najedzonych dzieci.
                        Ona musi.

                        a jak go.scie przychodza do brudnego domu to pokątnie gadają, ze
                        ONA o porządek nie umie dbać, albo że chłopa sobie wychowac nie
                        umiała;)

                • krzysztof-lis Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 22:03
                  > Mi z racjonalnych obliczeń wyszło, ze na seks mnie obecnie nie
                  > stać "energetycznie", po prostu bateryjki mi nie starcza po całym
                  > dniu i z perspektywa conocnych dyżurów.

                  A ile tej energii trzeba na leżenie z rozłożonymi nogami?
                  • sisi_kecz Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 22:30
                    nie znam z autopsji takiego rodzaju stosunku: leżenie z rozłożonymi
                    nogami.

                    serdecznie współczuję Tobie i wybrance;

                    duze pozdro!!!
                    • glamourous Re: a wracając do kwiatów i miękkich nóg 19.03.10, 22:49
                      sisi_kecz napisała:

                      > nie znam z autopsji takiego rodzaju stosunku: leżenie z rozłożonymi
                      > nogami.
                      > serdecznie współczuję Tobie i wybrance;


                      Ja post Krzyska zrozumialam jako ukazanie mozliwosci kompromisu, czyli ze lepszy
                      jest taki (w domysle niespecjalnie wyszukany) seks, niz przedluzajaca sie
                      kompletna abstynencja i zycie jak brat z siostra. Zwlaszcza z punktu widzenia
                      faceta. Bo seks, nawet bez specjalnych fajerwerkow dziala mimo wszystko
                      WIEZIOTWORCZO. Kiedy go nie ma i ten stan sie przedluza, partnerzy po prostu
                      oddalaja sie od siebie. I pomimo przyswiecajacych wyzszych celow jest to dosc
                      niebezpieczne stapanie po malzenskim kruchym lodzie.
                      • mujer_bonita Kompromis? 21.03.10, 22:42
                        glamourous napisała:
                        > Ja post Krzyska zrozumialam jako ukazanie mozliwosci kompromisu, czyli ze lepszy
                        > jest taki (w domysle niespecjalnie wyszukany) seks, niz przedluzajaca sie
                        > kompletna abstynencja i zycie jak brat z siostra. Zwlaszcza z punktu widzenia
                        > faceta. Bo seks, nawet bez specjalnych fajerwerkow dziala mimo wszystko
                        > WIEZIOTWORCZO. Kiedy go nie ma i ten stan sie przedluza, partnerzy po prostu
                        > oddalaja sie od siebie. I pomimo przyswiecajacych wyzszych celow jest to dosc
                        > niebezpieczne stapanie po malzenskim kruchym lodzie.

                        Twoje ostatnie posty Glam przyznam szczerze czytam często z opadem szczęki. To Twoim zdaniem jest KOMPROMIS?

                        On: 'Facet rozladowuje taki stres w seksie'
                        Ona: 'mi pomaga kiedy odeśpię'

                        Kompromis - rozłóż nogi niech się zaspokoi. To ma być kompromis???? Niech jedna strona ma co chce a druga ma się poświęcić 'dla dobra związku' nie dostając nic. Ja bym powiedziała, że mam głęboko gdzieś taki związek.

                        I tak po raz kolejny się zastanawiam czy tak trudno jest wysokolibidowej czy wysokoerotycznej osobie zrozumieć, że dla części osób seks z samego faktu swojego istnienia NIE JEST WIĘZIOTWÓRCZY. Jest zjawiskiem WTÓRNYM do faktu istnienia i jakości więzi. Ja na przykład taką osobą jestem - najpierw więź, porozumienie, fascynacja - potem seks. Bez tego seks jest tylko zabawą, fajną ale w żadnym wypadku więzi nie tworzy. I dla takich osób seks w przypadku problemów w związku jest jedynie pogłębieniem frustracji, oszustwem niczym przyklejony do twarzy sztuczny uśmiech. Jest źle ale udajemy, że jest dobrze.
                        • songo3000 Kompromis a nie księżniczkowanie :) 21.03.10, 23:32
                          > sokoerotycznej osobie zrozumieć, że dla części osób seks z samego faktu swojego
                          > istnienia NIE JEST WIĘZIOTWÓRCZY. Jest zjawiskiem WTÓRNYM do faktu istnienia i
                          No to teraz odwróćmy CAŁA Twoją argumentację o 180 stopni zestawiając ją z sytuacją faceta, dla którego JEST więziotwórczy.
                          I co? I jajco :) Można się tylko przerzucać epitetami, kto tu za mało 'z siebie' daje dla związku. Kompromis to kompromis, każdy coś na nim traci.

                          > strona ma co chce a druga ma się poświęcić 'dla dobra związku' nie dostając nic
                          WOLNE ŻARTY. Owszem dostaje i to bardzo wiele - faceta, który chce z nią ten związek tworzyć i umacniać. A co, takiej babeczce 'się należy' za fakt istnienia i łaskawej zgody wyrażania? Księżniczki już poszły na szafot przy dźwiękach marsylinaki ;PPP
                          • mujer_bonita Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 00:07
                            songo3000 napisał:
                            > Kompromis to kompromis, każdy coś na nim traci.

                            No właśnie - dlatego sytuacja, kiedy jedna strona tylko traci a nic nie zyskuje kompromisem NIE JEST.

                            > WOLNE ŻARTY. Owszem dostaje i to bardzo wiele - faceta, który chce z nią ten zw
                            > iązek tworzyć i umacniać.

                            O dzięki Ci Panie!! Normalnie padam z wrażenia!! Dostanę górę złota w postaci FACETA!!! Do Częstochowy na klęczkach na tę okazję pójdę :D

                            Tworzyć i umacniać związek to znaczy co? Spełniać potrzeby i zachcianki faceta w zamian dostając zaszczytny fakt posiadania penisa u boku? Poświęcać swoje siły i potrzeby tylko po to żeby 'być w związku'? To dopiero głupota :D
                            • symmetryisall Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 08:53
                              > Tworzyć i umacniać związek to znaczy co? Spełniać potrzeby i zachcianki faceta
                              > w zamian dostając zaszczytny fakt posiadania penisa u boku? Poświęcać swoje sił
                              > y i potrzeby tylko po to żeby 'być w związku'? To dopiero głupota :D

                              Troszkę się zapędzasz w ferworze dyskusji. Jeśli stworzyli związek, to znaczy,
                              że ten facet coś ze swojej strony dawał, coś, czego kobieta
                              chciała/potrzebowała, a więc zaspokajanie go oznacza, że będzie od niego dalej
                              to coś dostawała. I dobrze wiesz, że tym czymś nie jest tylko "fakt obecności
                              penisa u boku".
                              • mujer_bonita Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 10:07
                                symmetryisall napisał:
                                > Troszkę się zapędzasz w ferworze dyskusji. Jeśli stworzyli związek, to znaczy,
                                > że ten facet coś ze swojej strony dawał, coś, czego kobieta
                                > chciała/potrzebowała, a więc zaspokajanie go oznacza, że będzie od niego dalej
                                > to coś dostawała. I dobrze wiesz, że tym czymś nie jest tylko "fakt obecności
                                > penisa u boku".

                                No właśnie nie wiem czy zauważyłeś ale odniosłam się do sytuacji, kiedy kobieta właśnie NIE DOSTAJE. Mało tego - proponuje jej się dalej dawać w imię 'kompromisu'.
                                • symmetryisall Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 10:28
                                  No właśnie nie zauważyłem tego "NIE DOSTAJE". Zwłaszcza że nie było chyba
                                  nigdzie sprecyzowane, co miałaby dostawać.
                                  • mujer_bonita Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 10:57
                                    symmetryisall napisał:
                                    > No właśnie nie zauważyłem tego "NIE DOSTAJE". Zwłaszcza że nie było chyba
                                    > nigdzie sprecyzowane, co miałaby dostawać.

                                    To słabo czytałeś:

                                    sisi_kecz napisała:
                                    > Chciałabym, aby zaistniał scenariusz, w którym zaczynam przesypiac
                                    > te 6 godzin cięgiem, a reszta domowników nie zasyfia domu z
                                    > predkością światła, co umozliwiłoby mi zachować troche powera na
                                    > seks.
                                    (...)
                                    > Jestem sfustrowana brakiem seksu ale jeszcze wieksza bylaby moja
                                    > frustracja, gdybym do swojego planu dnia nie wiem jaka siłą
                                    > dokładała jeszcze "obowiazek malzeński". I wszyscy byliby happy:
                                    > dzieciaki obrobione, domek sprzatniety, obiad podany, mąż
                                    > zaspokojony, a ja?
                                    (...)
                                    > Facet rozladowuje taki stres w seksie, mi pomaga kiedy odeśpię.
                                    • songo3000 Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 11:14
                                      Aha, czyli wracamy do dogmatu 'jak będziesz więcej sprzątał, pomagał, zajmował się dziećmi... to będzie więcej seksu'

                                      Zdaje się, że to już było n-razy. A na końcu zawsze figa z makiem, hehe.
                                      • mujer_bonita Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 11:22
                                        songo3000 napisał:
                                        > Aha, czyli wracamy do dogmatu 'jak będziesz więcej sprzątał, pomagał, zajmował
                                        > się dziećmi... to będzie więcej seksu'
                                        >
                                        > Zdaje się, że to już było n-razy. A na końcu zawsze figa z makiem, hehe.

                                        Aha - znów wracamy do dogmatu - prace domowe to obowiązek kobiety i ma się cieszyć jak Jaśnie Pan jej łaskawie 'pomoże' ;)

                                        Z resztą do tego co piszesz - zdaje się, że nawet Ty uznałeś to za warunek konieczny ale niewystarczający. Nie pamiętasz?
                                        • songo3000 Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 11:42
                                          Pamiętam, pamiętam :) z naciskiem na NIE WYSTARCZAJĄCY. Mam wrażenie (może mylne), że w tej dyskusji Tobie do szczęścia wystarczy element KONIECZNY.

                                          BTW. Osobiście jestem zdania, że 'prace domowe' jako wynik w miarę wspólnego procesu zachlewiania domostwa powinny być rozłożone na wszystkich zainteresowanych (żónuś, mężulo, bachorki :P) ALE już stopień tego rozłożenia silnie uzależniony jest ilości dóbr (kasy konkretnie) przynoszonych do WSPÓLNEGO domowego wora.

                                          W tym ujęciu zawsze śmieszą mnie teksy typu 'jak chcesz miec więcej mnie to kup mi ukraińską sprzątaczkę' :) Takową sprzątaczkę to mogę sobie wynająć (za moją kasę, nie 'wspólną')) co by obrabiała MOJĄ część 'prac domowych' a reszta niech kombinuje.
                                          • mujer_bonita Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 12:03
                                            songo3000 napisał:
                                            > BTW. Osobiście jestem zdania, że 'prace domowe' jako wynik w miarę wspólnego pr
                                            > ocesu zachlewiania domostwa powinny być rozłożone na wszystkich zainteresowanyc
                                            > h (żónuś, mężulo, bachorki :P) ALE już stopień tego rozłożenia silnie uzależnio
                                            > ny jest ilości dóbr (kasy konkretnie) przynoszonych do WSPÓLNEGO domowego wora

                                            No widzisz - ja również (podobnie jak TŻ) jestem zdania, że obowiązki domowe wynikają z faktu użytkowania domu i dlatego powinny się rozkładać na wszystkich użytkowników. Z tym, że nie uważam, że proporcjonalnie do kasy tylko możliwości. Niestety - tak to już jest, że ilość przynoszonej do domu kasy nie zawsze zależy od wykształcania, wysiłku czy włożonego w pracę czasu. Szczególnie u kobiet niestety odbija się czkawką 'podatek macicowy' :/ Może być tak, że jedna osoba haruje cały dzień i przynosi do domu mniej kasy niż ta, która cały dzień siedziała w pracy na forum i w ciągu 8h odebrała 3 telefony (w tym 2 pomyłki) :D

                                            U mnie w związku dynamika zaangażowania w pracę i przynoszonej kasy zmieniała się dość często. Bywało tak, ze pracowałam po 16h na dobę zarabiając nieco więcej niż TŻ, bywało też tak, że pracowałam z domu po 2-3h zarabiając prawie tyle co on. Większa część obowiązków zwykle spadała na osobę mniej zmęczoną. Nie wyobrażam sobie, że siedząc w domu miałabym czekać aż TŻ wróci z pracy i np. zrobi obiad. Momentami to nawet z nudów sprzątałam :P Bywa bardzo różnie ale kasę i obowiązki traktujemy wspólnie - każdy robi co może i jest dobrze. Raz ja mogę więcej (czy zarobić, czy odpracować, czy jedno i drugie) raz on.
                                          • aneta-skarpeta Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 14:26
                                            songo, a co z podziałem obowiązkó domowych w oparciu o wkład w
                                            sytuacji

                                            ona pracuje 5h dziennie- zarabia 5 tys- praca niezbyt ciezka, po
                                            prostu miała farta, ze taka ma
                                            on pracuje 8h- zarabia 2 tys i jest zatyrany
                                            • urquhart Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 18:41
                                              aneta-skarpeta napisała:
                                              > ona pracuje 5h dziennie- zarabia 5 tys- praca niezbyt ciezka, po
                                              > prostu miała farta, ze taka ma
                                              > on pracuje 8h- zarabia 2 tys i jest zatyrany

                                              Aneta, w takiej fartowniej sytuacji podział jest prosty i jasny, sprząta ten kto
                                              lubi i się nudzi, a z musu jedynie regularnie pani z Ukrainy :)
                                              • gardenersdog Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 18:58
                                                Szkoda, że nie pan z Polski
                                              • mujer_bonita Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 20:39
                                                urquhart napisał:
                                                > Aneta, w takiej fartowniej sytuacji podział jest prosty i jasny, sprząta ten kto
                                                > lubi i się nudzi, a z musu jedynie regularnie pani z Ukrainy :

                                                Fajnie - jak facet więcej zarabia to prace domowe ma wykonywać kobieta żeby wkład finansowy się wyrównał. Jak więcej zarabia kobieta to prace dzielimy do wolnego czasu. Tak czy inaczej - kobieta do garów. Urocza jest ta logika :D
                                                • urquhart Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 22:57
                                                  mujer_bonita napisała:
                                                  > ego czasu. Tak czy inaczej - kobieta do garów. Urocza jest ta logika :D

                                                  Pudło Mujerka, w garach rządzę Ja. Facet. Jak przystało na prawdziwego hedonistę.
                                              • aneta-skarpeta Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 22:48
                                                >
                                                > Aneta, w takiej fartowniej sytuacji podział jest prosty i jasny, sprząta ten kt
                                                > o
                                                > lubi i się nudzi, a z musu jedynie regularnie pani z Ukrainy :)

                                                ok. a jak placa 4 tys kredytu mcznie to na ukrainke kasy nie ma, co wtedy?:>

                                                a zeby skomplikować, to zadne nie lubi sprzatac:P
                                            • songo3000 Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 23:18
                                              Pomijając 'zatyranie' po 8h pracy :) to nic mi się w 'ideologi życia codziennego' nie przestawiło - zrobiłbym swoje i tyle. Ot, miałbym większą motywację do skombinowania większych pieniędzy, hehe.

                                              Seksitów szukaj gdzie indziej :P
                                              • aneta-skarpeta Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 23.03.10, 09:46
                                                jak 8h macha łopatą etc to ma prawo byc po 8 h zatyrany:)

                                                i nie twierdze że jesteście seksistami, twierdze, że bez sensu
                                                gadać - zarabiam więcej= moj wklad jest wiekszy, wiec to TY masz
                                                wiecej robic w domu, żeby bilans wyrównać

                                                :)
                                                • songo3000 Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 23.03.10, 12:44
                                                  Jak bez sensu? Bardzo sensownie o ile to tylko JA używam tej argumentacji a nie partner :DDD
                                    • symmetryisall Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 11:40
                                      Wybacz, umknęło mi, że rozmawiamy konkretnie o sytuacji Sisi.

                                      Wracanie do sporu o przynależność obowiązków domowych jest bez sensu, bo to
                                      sztucznie zawęża problem. Różne są sytuacje, różne podziały obowiązków. Także
                                      różne podejścia do samych obowiązków domowych. Toteż usprawiedliwianie braku
                                      seksu właśnie tymi domowymi pracami plus dziećmi nie jest słuszne z automatu.
                                      • mujer_bonita Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 11:51
                                        symmetryisall napisał:
                                        > Wracanie do sporu o przynależność obowiązków domowych jest bez sensu, bo to
                                        > sztucznie zawęża problem. Różne są sytuacje, różne podziały obowiązków. Także
                                        > różne podejścia do samych obowiązków domowych. Toteż usprawiedliwianie braku
                                        > seksu właśnie tymi domowymi pracami plus dziećmi nie jest słuszne z automatu.

                                        Ależ ja nie odnosiłam się do przynależności obowiązków domowych tylko zwróciłam uwagę na idiotyczne pojmowanie kompromisu. Jeżeli jedna strona nie dając nic dostaje to czego chce a druga dając zostaje z niczym to żaden to kompromis. I tyle.O przepraszam - druga strona nie zostaje z niczym tylko ze 'związkiem', który ma niby być wartością samą w sobie w oderwaniu od jego jakości czy zaspokajania potrzeb ;)
                                  • sisi_kecz Re: tematem jest sytuacja Autora :) 22.03.10, 11:07
                                    bonita i symetryczny, praduje po tym wątku "kokietując
                                    bezradnością", opisuje kawalek wlasnego zycia ale uwypuklam tylko te
                                    kwestie , które pasuja do tematu.
                                    Dosyc jednostronny to obraz i niepełny, bo nie zawiera (nawet
                                    podanych przeze mnie) opinii mojego mena, oraz wielu spraw jakie
                                    dzieja sie obecnie w naszym wspolnym zyciu.
                                    Podaje na kanwe dyskusji tylko te aspekty, ktore byc moze pomoga w
                                    rozwiklaniu dylematów Autora.

                                    Moze u niego jest podobnie, moze wlasnie zupelnie inaczej i jakos to
                                    dopomoze w rozwiklaniu sprawy "tajemniczej ksiezniczki niedajki" ;

                                    Nie kruszcie kopii o moj uklad, bo jest na to zbyt malo danych.
                                    Wszystkie wnioski i komentarze, bonita i symetryczny sa bardzo
                                    spostrzegawcze, dajace do myslenia i oryginalne.
                                    Urquharta czy gardenerdoga zreszta rowniez.

                                    duze dzieki!!!
                                    • songo3000 Re: tematem jest sytuacja Autora :) 22.03.10, 11:24
                                      Ja akurat ogólnie pisałem :) a że Bonitce akurat bardziej pasowałem posłużenie się Twoim przykładem to inna sprawa. Sam bym tak zrobił w analogicznej sytuacji :P
                            • songo3000 Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 11:32
                              Na klęczkach to ewentualnie do Lichenia lub Świątyni Pazerności Bożej.

                              Jeżeli POTRZEBĄ babeczki jest posiadanie związku z facetem (a JEST, inaczej nie zawracała by mu dupy) to owszem, będzie miała co chce.
                              I przypominam, że związek to nie tylko 'siedzenie w jednym pokoju'.

                              Oczywiście, jeśli potrzeby babeczki są inne/większe tak jak wspominane tu wyspanie się to w/w wymianka nie zadziała. Jednakże albom ślepy albo w tej odnodze wątku rozmawiamy jednak o czymś zupełnie innym (seks->uczucie ; uczucie->seks)
                          • aneta-skarpeta Re: Kompromis a nie księżniczkowanie :) 22.03.10, 14:22
                            songo3000 napisał:

                            > > Kompromis to kompromis, każdy coś na nim traci.

                            kompromis to sytuacja gdy zadna że stron nie jest zadowolona;)


                            Owszem dostaje i to bardzo wiele - faceta, który chce z nią ten zw
                            > iązek tworzyć i umacniać.


                            jeśli kobieta musi sie bardzo poświęcać, zmuszać, isc na ogromne
                            kompromisy, zeby zatrzymać przy sobie faceta to czasem jest to gra
                            niewarta świeczki

                            poza tym co to za nagroda? związek z facetem, ktory tylko oczekuje?

    • deodyma Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 19.03.10, 09:33

      Pomimo tego
      > na każdą propozycję seksu słyszę- "nie". Rozmawialiśmy o tym ale
      ona uważa, ze
      > problemu nie ma, do lekarza z tym nie pójdziemy bo ona uważa, że
      nie ma
      > problemu a mnie powiedziała już, ze ona się bez seksu obejdzie i
      go nie
      > potrzebuje a ze ja potrzebuje, to moja sprawa.




      zer ja zdradzisz, to moze byc tylko kwestia czasu i wcale bym Ci sie
      nie dziwila.
      ciekawe tylko, czy jak zonka dowie sie o kochance i zazada
      wyjasnien, jak zareaguje, gdy powiesz, ze to Twoja sprawa:D
      a potem jedna z druga sie dziwia, ze chlopy szukaja sobie wrazen na
      boku...
    • symmetryisall Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 19.03.10, 09:35
      Jak tylko otrząsnąłem się ze zgrozy po przeczytaniu Twojego posta, mój
      błyskotliwy analityczny umysł Wujka Dobrej Rady natychmiast skonstruował odpowiedź.

      Obraz Waszego związku, wyłaniający się z Twojej relacji, wygląda mniej więcej
      tak: jestem supergościem-supertatą, zarabiam na rodzinę, opiekuję się dzieckiem,
      sprzątam i gotuję, przynoszę swojej kobiecie kwiatki i czekoladki. Moja kobieta
      z kolei to wredna suka, która traktuje mnie jak szmatę, wszystkiego się czepia,
      niczego nie docenia i nie chce nawet uprawiać ze mną seksu, złośliwie i nieczule.

      Nasuwają mi się tu od razu dwa wnioski, nieco przeciwstawne, ale co zrobić:

      - fajnie byłoby poznać opinię Twojej pani, bo taki spolaryzowany obraz "ja
      dobry/ona zła" jest oczywiście możliwy, ale mało wiarygodny. Jesteś przekonany,
      że nie masz ŻADNYCH wad?

      - opisane przez Ciebie zachowania przekreślają całkowicie jej zapewnienia o
      miłości - ona Cię nie kocha, ona Cię ma na własność i używa, uczuć w tym raczej
      żadnych nie ma, co najwyżej uczucie zadowolenia, że robisz, co Ci się każe. W
      Twojej relacji wychwytuję też z jej strony pewne nutki pogardy.

      Napisałeś, że problemem w Waszym związku jest brak seksu - nieprawda. Brak seksu
      jest tu tylko jednym z objawów problemu, a problemem jest to, że... nawet nie
      wiem, jak to ująć - że jest ogólnie źle i do bani, cały ten związek jest
      totalnie toksyczny, weź się gościu zastanów, co robisz. Piszesz, że to
      narzeczona - naprawdę chcesz sobie brać takiego potwora na całe życie? Zbiorowa
      mądrość forum głosi - jeśli przed ślubem jest źle, to po ślubie może być TYLKO
      GORZEJ.

      Na koniec disclaimer - to co napisałem oparte jest tylko i wyłącznie na Twojej
      relacji, więc prawdziwość moich rad jest wprost proporcjonalna do prawdziwości
      Twoich wynurzeń.
      • gulfcraft Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 20.03.10, 03:49
        Dziekuje za wszelkie sugestie i w nawiazaniu moze kilka slow wyjasnienia. Nie
        jestem pozbawiony wad. Jak kazdy mam swoje przywary i popelniam bledy lecz
        staram sie by w naszym zwiazku bylo dobrze co niestety kompletnie nie wychodzi.
        Nie chcialbym rowniez byscie odniesli wrazenie, iz uwazam sie za super ojca,
        niomylnego a moja narzeczona za potwora. Godzac sie na zwiazek przez 3 lata
        (potem zaczelo sie na maxa psuc)wydawalo mi sie, ze oboje powinnismy starac sie
        swe wady eliminowac lub minimalizowac ale niestety im dalej tym dziala to w
        jedna strone. Co do szoku poporodowego to to nie jest gdyz ten byl i juz minal.
        To sa zachowania egoistyczne wobec mnie gdyz narzeczona zawsze znajdzie czas na
        to by pomoc siostrze lub jej rodzinie w roznych sprawach (jest w stanie rzucic
        wszystko, nawet nasze wpolne plany) a nie jest w stanie normalnie odzywac sie do
        mnie. Co do cieplych kluch to mi do tego baaardzo daleko: mam wlasne zdanie -
        czesto odmienne, nie jestem typem ciapy kanapowca, lubie ludzi i ogolnie jestem
        w stanie wyrazic twarda opinie i nie jestem na kazde kiwniecie. W tym wlasnie
        tkwi problem gdyz ona uwaza, iz powinienem byc na maxa ulegly i ciagle slysze
        zmien sie. Slysze "ty sie zmienisz to i ja moze sie zmienie" ale to nie jest
        prawda bo poczynilem juz np 2 kroki a ona zadnego, "zmien sie" slysze dalej, a
        wowczas ja bede miala ochote na seks. Ale to znowu sa bzdury bo skoro ona jest
        taka "zmeczona" to dlaczego ma sile na siedzenie u siostry. Dzis wrocilem z
        pracy wczesniej bo mielismy isc na impreze do znajomych, dziecko zostalo z
        dziadkami a my poszlismy. Przed impreza slyszalem, ze jak to rewelacyjnie bedzie
        i jaki to potem zrobimy sobie wspanialy wieczor, niestety. po imprezie
        standardowe "zmeczona juz jestem" i "odpusc juz ten seks, nie chce mi sie". Nie
        wynika to bynajmniej z jej obrzydzenia do wlasnego ciala, to wiem na pewno
        (uwaza sie za atrakcyjna - bo faktycznie po porodzie wyglada rewelacyjnie i ma
        poczucie wlasnej wartosci), ja tez nie jestem, jak juz wspomnialem typem ciapy i
        zgnusnialego faceta bo kurcze ... kobiety sie za mna ogladaja i czuje ze gdybym
        byl sam na pewno nie pozostaly by obojetne. Rozmawialem z narzeczona o naszej
        sytuacji, ze jest niedopuszczalna dla obu stron, ona jednak uwaza ze dla niej
        jest ok. Ktos z Was zasugerowal by przestac sie starac ale ja nie robie nic w
        stylu monotonii lub lizusostwa lub tez tym bardziej rutyny. Ot czasami kupie
        kwiaty, czy podejmowalem proby ozywienia zycia erotycznego ale ile mozna skoro
        to wszystko jest torpedowane. Zreszta jak nie ma kwiatow to zawsze slysze, ze
        inni moga kupowac a ja nie (krotka pamiec czy co?)a jak kupie to "no fajnie,
        dzieki, ladne ale lepiej bys zrobil zmywajac lazienke (ktora w danym momencie
        akurat jest czysta). Oczywiscie na taki komentarz nie lapie za mopa i nie
        szoruje co rowniez budzi agresje, ze "ty nic nie robisz tylko myslisz ptakiem
        (uzywa wyrazu na CH lub F w sposob bardzo agresywny). Kilka tygodni temu doszlo
        jednak do proby zblizenia w lozku ale ... "pamietaj, ze rano musimy sprzatnac w
        kuchni itp itd"... uslyszalem i mi wszystko emocjonalnie opadlo (w tych sprawach
        nie mam problemow). zaznaczam, ze bielizny, ktora jej kupilem w ubieglym
        miesiacu nadal nie przymierzyla bo "przeciez wiesz jak jestem zmeczona". no i
        tak caly czas...pomocy:/
        • killarney5 Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 20.03.10, 08:02
          Gulcraft, po przeczytaniu Twoich postów, widzę jedną pozytywną stronę całej
          historii: że to Twoja narzeczona, a nie żona. Sprawy zaszły tak daleko, że chyba
          czas już na bardzo konkretną rozmowę z księżniczką: albo zmieni swój stosunek do
          Ciebie, albo będzie musiała sobie poszukać innego sponsora i kamerdynera.
          "Zdradzanie" nie ma sensu - bo po co Ci ukrywanie się z innym związkiem jak
          uczniak i dalsze znoszenie humorów księżniczki w domu? Oczywiście, powinieneś ją
          wspierać finansowo ze względu na dziecko i zajmować się nim jak na ojca
          przystało - ale z zewnątrz. Życie masz jedno, a ona, jeśli się nie zmieni,
          zniszczy Ci je.
        • rumpa Re: Brak seksu, dziecko, paranoja 20.03.10, 09:07
          ona cię nie kocha
          tu nie ma nad czym dywagować
          po prostu cię nie kocha

          ewentualnie jest potwornie głupia
          zresztą to może iść w parze
        • songo3000 Tu nie trzeba głębokiego analu 20.03.10, 10:52
          Czyli analizy jak to się w biznesie mówi :)

          Można oczywiście dywagować kto tu kocha/nie kocha/jest egoista/za mało lub dużo się stara/jest głupi, ewentualnie psychiczny :) Tylko nie ma to najmniejszego sensu.

          Ważne jest że:
          - sytuacja dla Ciebie jest nie do zaakceptowania (potwierdzisz?)
          - babeczka po wywaleniu kawy na ławę i tak ma powyższe w dupie
          - pomimo Twoich deklaracji jako to z ciebie konkreciarz, wciąż zabiegasz o względy księżniczki (kwiatki, naginanie planów, dążenie do seksu)
          - powyższe i tak nie 'działa' ku rozpaczy forumowych romantyczek i uciesze forumowych Prawdziwych Szowinistycznych Świń :PPP

          Wniosek jest jeden: Nijak babeczki nie kręcisz. Baa, nie widać aby żywiła do Ciebie jakiekolwiek wyższe uczucia.

          Co z tym już zrobisz to Twoja sprawa.
          • sisi_kecz Re: Tu nie trzeba głębokiego analu 20.03.10, 11:25
            wciąż zabiegasz o wzgl
            > ędy księżniczki (kwiatki, naginanie planów, dążenie do seksu)
            > - powyższe i tak nie 'działa' ku rozpaczy forumowych romantyczek i
            uciesze foru
            > mowych Prawdziwych Szowinistycznych Świń :PPP

            :-)))) co za piękna katastrofa, dobre :-)))
    • pogodnywilk znam to doskonale 19.03.10, 13:48
      straszne współczuje , zostaną same jak odejdziemy do młodszych
      ładniejszych fajniejszych ,,,huraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!
      dzieci szkoda tylko!!!
      • ropuszek Re: znam to doskonale 19.03.10, 17:43
        gulfcraft:
        Twoja narzeczona może mieć deprechę poporodową, wtedy zapewniam Cię, nic się nie
        chce, nawet wstać w nocy do dziecka - nie chce się tego dziecka w ogóle.. Jest
        takie poczucie beznadziei.. Łazi się w szlafroku po domu i wszystko się za tobą
        snuje, i przed tobą, i obok ciebie, a reszta nieważna..
        Rozumiem, że Twój post nie jest szukaniem usprawiedliwienia dla szukania
        kochanki, lecz krzykiem o pomoc. Jeśli to pierwsze, to zastanów się, po co
        tworzyłeś związek i rodzinę - naprawdę zmiany w związku, takie jak narodziny
        dziecka, zmieniają relacje między partnerami, zmieniają się priorytety, wszyscy
        myślą inaczej niż gdy tego dziecka nie było..
        Trzeba NAUCZYĆ się razem żyć w nowej sytuacji, razem funkcjonować..
        Poza tym, Twoja kobieta naprawdę może BAĆ się seksu, bo ma różne wspomnienia o
        porodzie i np. wydaje się teraz dla niej seks obrzydliwy. Ja tak miałam po
        porodzie, nie mogłam nawet TAM zajrzeć przez kilka miesięcy, a co dopiero
        wpuścić męża w jakiekolwiek rejony..
        Rozumiem, że im dłuższa abstynencja, tym większa niecierpliwość.. Jeśli ma
        depresję, to nic nie da, trzeba delikatnie ją zawieść przed oblicze jakiegoś
        psychologa, a jeśli to nie depresja, to zaprzestań czułości i kupowania kwiatów,
        zajmij się sobą, to ona, jeśli Cię kocha, zacznie zabiegac o Ciebie. Mówię, jak
        ja bym się poczuła i zrobiła.
        A jaka jest prawda, to wiesz tylko Ty i Twoja narzeczona.
        • urquhart Nowa sytuacja... 19.03.10, 18:52
          ropuszek napisała:
          > Trzeba NAUCZYĆ się razem żyć w nowej sytuacji, razem funkcjonować..

          Jako pantofel albo wcale?

          > naprawdę zmiany w związku, takie jak narodziny
          > dziecka, zmieniają relacje między partnerami, zmieniają się priorytety, wszyscy

          Jak sie zmieniają? Znaczy pani jest nadal najważniejsza dla pana, tylko pan dla
          pani przestaje być ważny... I pan powinien tą prawdę łyknąć jak młody pelikan i
          czekać może się kiedyś cudownie odmieni i będzie jak dawniej...
          Tylko że to się nie zdarza.
          Czasami zimy kubeł wody na głowę potrafi otrzeźwić, częściej żaba da się powoli
          ugotować w garnku.
          • rumpa Re: Nowa sytuacja... 19.03.10, 19:03
            no cóż ja oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsze ode mnie.
            Bo za nie jest odpowiedzialny. W skrócie, oczekuję, że jeśli
            zidiocieję i oświadczę mężowi że ma przestać płacić za szkołę i
            zajęcia dodatkowe, bo w sumie można za tę kasę objechać kawał świata w
            najnowszych szmatach od Armaniego, to ojciec dziecka popuka się w
            głowę.
            • songo3000 Nowa sytuacja - tylko moja 'dojrzała' racja :) 19.03.10, 20:21
              I tu właśnie trafiamy na barierę o nazwie 'różnica światopoglądów' :) a to boooli, hehe. Oczywiście obydwie strony używają całego składu pseudo-argumentów co by 'udowodnić', że 'moja racja' jest bardziej 'dojrzała' (tu pozdrawiam niektóre Koleżanki :P)

              IMHO jest to nie do przeskoczenia w dalszej perspektywie.
              • urquhart oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsze 20.03.10, 07:45
                songo3000 napisał:
                > I tu właśnie trafiamy na barierę o nazwie 'różnica światopoglądów' :) a to booo
                > li, hehe. Oczywiście obydwie strony używają całego składu pseudo-argumentów co
                > by 'udowodnić', że 'moja racja' jest bardziej 'dojrzała' (tu pozdrawiam niektór

                Światopoglądy i pseudoargumenty że wiekszość meskiego rodu jest niedojrzała a ambicją kazdej samicy jest odnaleziene tego "dojrzałego", diamentu w chałdach ziemi i śmieci to jedno ale jak można być tak odporny na fakty i żyć we własnym ego z "no cóż ja oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsze ode mnie"?
                Fakty są takie że 50% procent zwiazków się rozpada, w tych które przetrwają psycholodzy lamentują że wiekszość mężczyzn jest wycofana z życia dzieci w rodzinie, w tych które się rozpadają ściągalność alimentów wynosie 10% co świadczy o zainteresowaniu ważności i priorytetach realnych mężczyn, nie tych z bajek i oczekiwań dla grzecznych dziewczynek :)
                Powrót to teorii że praktyka "dziecko ważniejsze" to wg Perel i Hellingera to polski problem realcji pary (Matki Polki?) jest już nudny.
                • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 08:51
                  sorry bełkot
                  sprecyzuj proszę
                  • killarney5 Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 09:26
                    Chyba urquart chciał powiedzieć, że dla mężczyzn dziecko zwykle nie jest
                    najważniejsze - a więc jeśli okazuje się ono tak ważne dla kobiety, że odstawia
                    partnera na boczny tor, to mężczyzna często zostawia ją z tą najważniejszą
                    osobą. Takie jest prawo buszu - i żadne płacze i lamenty nic tu nie pomogą :-)
                    • urquhart Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 12:02
                      Dzięki wielkie killarney za przetłumaczenie na język rumpy...

                      Badania o tym że partnerka w satysfakcjonującym (!) związku będzie statystycznie
                      ważniejsza zawsze dla mężczyzny, a dla kobiety dziecko - interpretuje się że to
                      mężczyźni są naprawdę romantyczni a kobiety pragmatyczne.
                      Ciekawą ilustracją tego zjawiska jest jak przekonała się o tym boleśnie Triss
                      która pisała zawsze jak to jej ojciec dziecka jest inny i żywym wyjątkiem od
                      reguł, kandydatem na superojca.
                      forum.gazeta.pl/forum/w,567,98026973,,Dobrze_zarlo_i_zdechlo.html?v=2
                      Kto walczy z prawami natury zamiast je znać, brać pod uwagę wykorzystywać z
                      reguły ponosi klęskę.
                      • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 12:27
                        TRiss miała pecha albo popełniła błąd
                        istnieje masa ojców którzy nie pozwolą sobie na takie zachowanie,
                        paru znam osobiście

                        ale że panie wychodzą za mąż bo się zakochały a panowie żenią, bo w
                        łóżku fajnie - to i takie efekty

                        to ja ci to wytłumaczę jak kozie na miedzy

                        jak masz lat wczesne naście to wzdychasz do papieroweo wizerunku
                        potem wzdychasz do najbliższego przystojniaka i sikasz w majtki jak
                        cię poprosi do tańca
                        potem zauważasz że on na przykłąd jest cham - znaczy oprócz wyglądu
                        zewnętrznego istnieją jeszcze zachowania - co prawda masa kobitek
                        nie osiąga tego poziomu :))))
                        choć na próbę oddania moczu w rogu pokoju zareaguje jednak
                        zdecydowana większość
                        a potem, potem potem, co w sumie powoduje że większość małżeństw
                        skaramentalnych można rozwiązać od pierwszego kopa, pojawia się coś
                        co nazywamy, wartościami wewnętrznymi...
                        i tak, uwierz mi że są panie które na żałosną jakość wewnętzrną
                        reagują jak na próbę oddania moczu do wazonu. Wszystko im opada i
                        przechodzi, zupełnie jakby pan przytył 40 kg w ciągu sekundy.

                        A mnie chodzi o to , źe dla ojca dziecko ma być ważniejsze.
                        Tacy faceci są, co więcej, znam gościa który jest ojczymem i ma
                        dokładnie takie podejście.
                        mam gdzieś ilu takich panów jest statystycznie, bo statystycznie to
                        w tym kraju są buraki, damscy bokserzy i alkoholicy.
                        Mnie wystarczy jeden. Standartów nie obniżę, tak samo jak nie
                        umówiłabym się nigdy na randkę z facetem który się upił na imprezie
                        w mojej obecności.
                        Popęd mogę jak to się mówi - sublimować, robię świetne rysunki
                        erotyczne :)))
                        ale badziewia do łóżka nie wpuszczę.


                        noo teraz, jak jestem sterylna i nie grozi to moim dzieciom to :)))
                        hulaj dusza piekła nie ma
                        ale nigdy, gdy mogłam skrzywdzić kogoś ode mnie zależnego.
                      • sisi_kecz Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 12:54
                        Badania o tym że partnerka w satysfakcjonującym (!) związku będzie
                        statystycznie ważniejsza zawsze dla mężczyzny, a dla kobiety
                        dziecko - interpretuje się że to
                        > mężczyźni są naprawdę romantyczni a kobiety pragmatyczne.
                        a mogę zinterpretować po swojemu, czyli przez pryzmat
                        socjobiologii, czy behawioryzmu?
                        dla kobiety ważniejsze jest dziecko, bo ona w ten sposób przekazuje
                        swoje geny, kiedy zapewni ochronę, byt i umożliwienie osiągniecia
                        dojrzałości swojemu potomstwu, czyli własnej puli genowej.
                        dla mężczyzny najważniejsza jest partnerka, bo on w ten sposób
                        przekazuje swoje geny, kiedy zapewni sobie spłodzenie potomstwa, do
                        czego potrzebuje partnerki/partnerek, które z kolei zajmą sie już
                        tym potomstwem czyli jego pulą genową.

                        i tu nie ma lepszej płci, liczy sie efekt.

                        duze pozdro!!!
                        • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 12:57
                          dzięki komuś tam są jeszcze ludzie którzy pokonali etap pojemnika na
                          geny :)))
                          niewielu ale zawsze...
                          • sisi_kecz Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:09
                            tak, słynna nadbudowa kulturalno-cywilizacyjna, która w ujeciu
                            społeczeństwa patriarchalnego skutkuje taką interpretacją badań,
                            jaką cytuje urquhart:
                            kobiety wyrachowane suki, a mężczyźni altruistyczni romantycy.

                            ujęcie czysto biologiczne jest ograniczone i nie mozna za jego
                            pomocą wytłumaczyć człowieczeństwa,
                            ale strategie genów są chociaż grami logicznymi, pozbawionymi
                            sentymentalno- fałszywych założeń.

                            duze pozdro!!!
                            • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:14
                              bo może trzeba to odczuć ?
                              poznać po owocach ?

                              mężczyźni altruistyczni romantycy.

                              ????

                              ja się w jakiejś innej kulturze wychowałam
                              u mnie to są debile myslący fiutem :)))
                              • songo3000 :))) 20.03.10, 13:23
                                > u mnie to są debile myslący fiutem :)))
                                No wiesz, w takim ujęciu to wszystkie mamusie są jedynie 'krowami rozpłodowymi myślącymi wściekłą macicą'. Bądź sprawiedliwa, jeśli już stosujesz jakąś miarę to przykładaj ją do wszystkich :)
                                • rumpa Re: :))) 20.03.10, 13:32
                                  no niektóre rzeczywiście są :)))
                                  tak stosunek stary i dobry - 80%/20%

                                  :)))
                                • urquhart Re: :))) 20.03.10, 13:40
                                  songo3000 napisał:
                                  > No wiesz, w takim ujęciu to wszystkie mamusie są jedynie 'krowami rozpłodowymi
                                  > myślącymi wściekłą macicą'.

                                  Dlatego świeży tatuś jest takim dziecinne łatwym łupem lasek rozglądających się
                                  za jakąś lepszą opcja lasek.
                                  Spragniony i wyposzczony miłości, uczuć, seksu! a w domu jedynie roszczeniowa
                                  zafiksowana myśląca "wściekłą macicą". :)
                                  • rumpa Re: :))) 20.03.10, 13:58
                                    tak,tak biedny kotuś...a niektórzy już w trzeciem miesiącu wiedzą że
                                    ona taka zafiksowana będzie i dlatego od razu wpadaja w sieci :)))
                                    meska intuicja, ot co

                                    chyba sam się z tego smiejesz
                            • urquhart Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:28
                              sisi_kecz napisała:
                              > ale strategie genów są chociaż grami logicznymi, pozbawionymi
                              > sentymentalno- fałszywych założeń.

                              Poniekąd prawda. Meżczyźni reagujący silnie prolaktyną na potomka jak kobieta istnieją, jest ich paruprocentowa grupa i to pewnie utęskniony ideał wielu emam. Odczuwają symetrycznie z kobietą instynkt rodzicielski i silne uczucia na poziomie hormonalnym. Można tylko zastanawiać się dlaczego są zatem ślepym zaułkiem dywersyfikacji genetycznej a nie regułą jak u paru innych gatunków małp?
                              Odpowiedź wydaje się prosta: prolatyna u mężczyzn to niski testosteron, brak ochoty na seks, ryzyko, podejmowanie aktywności brak energii i generalne podłoże depresyjne. Taki egzemplarz nie ma szans na zdobywanie zasobów pożądanie kobiety i dalszą reprodukcję :)
                              Polecam o hormonie tacierzyństwa:
                              physiologyonline.physiology.org/cgi/content/full/14/6/223
                              • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:55
                                jak ja kocham te sorry brednie
                                wszyscy ojcowie o takich cechach jakich znałam nie mieli nic z
                                fajtlap i pierdoł, wręcz przeciwnie, byli rozchwytywani przez panie,
                                spełnieni zawodowo ale nie pracoholicy, uroczy i energiczni,
                                szczęsliwi ludzie, bez fiksacji, elastyczni i na luzie,

                                jasne, to tylko moje doświadczenia hehe

                                Although the indications of a relationship between PRL and paternal
                                care are overwhelming, it is clear that PRL cannot be the only
                                factor. Like any other life-sustaining physiological process,
                                caregiving behavior is a very important factor, because it
                                contributes directly to the representation of the father's genes in
                                the next generation. It is extremely unlikely that paternal care
                                would depend on a single factor only, as this would render it highly
                                susceptible to defects. Life-sustaining processes generally depend
                                on numerous factors as a kind of insurance, so that they will
                                continue to operate, albeit at a reduced level, after the breakdown
                                of one factor.

                                no i tyle w temacie
                                • urquhart Re: oczekuję że dziecko będzie - Fromm ? 20.03.10, 14:16
                                  rumpa napisała:
                                  > on numerous factors as a kind of insurance, so that they will
                                  > continue to operate, albeit at a reduced level, after the breakdown
                                  > of one factor.

                                  To faktor poziom biologiczny jedynie. O uczuciach wyższych to może powinna
                                  napisać Andzia, ona jest dobra z Fromma a on najwięcej wykładał o teorii rozwoju
                                  miłości ojcowskiej. W skrócie rodzi się ona powoli w jeżeli jest silna więź
                                  rodziców.
                                  Czyli jeżeli dla matki dziecko nie jest najważniejsze tylko partner i wracamy do
                                  punktu wyjścia.
                                  • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie - Fromm ? 20.03.10, 16:03
                                    W skrócie rodzi się ona powoli w jeżeli jest silna więź
                                    > rodziców.

                                    albo dlatego, że ojciec podejmuje SAM rolę ojca i się uczy, bo to
                                    uważa za swój obowiązek.
                                    Podobnie jak wiele matek, b w czasach Fromma pojęcie depresji
                                    poporodowej średnio chyba było znane.
                                    I do dziś kobiety nie przyznają się do braku różowych serduszek
                                    przed oczami.
                                    • urquhart Re: oczekuję że dziecko będzie - Fromm ? 20.03.10, 17:19
                                      rumpa napisała:

                                      > albo dlatego, że ojciec podejmuje SAM rolę ojca i się uczy, bo to
                                      > uważa za swój obowiązek.

                                      Według mnie twoje podejście to idealny przykład myślenia życzeniowego nie uwzględniającego ani stanu faktycznego otaczającej nas rzeczywistości ani ją mechanizmów i zasad.
                                      pl.wikipedia.org/wiki/My%C5%9Blenie_%C5%BCyczeniowe
                                      • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie - Fromm ? 20.03.10, 18:36
                                        taaaa, a trzmiel nie potrafi latać
                                        i wszyscy piją ...

                                        ja znam takich mężczyzn i już
                                        tak, jest ich baaardzo mało, ale co mnie to sorry obchodzi,
                                        oczywiście poza tym że żal mi dzieci takich ogniw pośrednich?
                                        Jedyne co mogę zrobić to natychmiast eliminować z mojego otoczenia
                                        debili którzy tłumaczą się że im realcje z matką dziecka nie
                                        pozwalają być ojcem. W bardzo nieprzyjemny dla nich sposób.
                                        Fajny był wyraz twarzy takiego jednego - dureń, ciekawe czy coś
                                        zrozumiał?
                                      • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie - Fromm ? 20.03.10, 18:39
                                        no i jak panie mają się same rozbudzać seksualnie i oralnie, to
                                        panowie mogą ojcowsko, tak z innej beczki, nie?
                          • urquhart Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:10
                            rumpa napisała:

                            > dzięki komuś tam są jeszcze ludzie którzy pokonali etap pojemnika na
                            > geny :)))
                            > niewielu ale zawsze...

                            Dlatego dla nich relacja pary czyli tak zwana wzajemna miłość powinna być
                            świadomie na pierwszym planie :)
                            • songo3000 Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:25
                              Hehe, faktycznie. Albo jesteś 'prymitywną mamuśką' albo człowiekiem o wyższym stadium rozwoju ;P
                            • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:28
                              nie , na pierwszym planie powinno być dobro dziecka - dla obojga
                              rodziców
                              gdy tego u mężczyzny nie widzę, jego atrakcyjność leci na łeb, na
                              szyję
                              to jest mój wyznacznik męskości - nie szczęka, nie dłonie, nie
                              sukcesy, nie kasa, bajer czy gadanie, intelekt - tylko stosunek do
                              dzieci , ojcostwo, ciepła cierpliwa mądrość i odpowiedzialność.
                              wszystko inne mi zwisa...kalafiorem
                              • songo3000 Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:37
                                No to uważaj bo pewnie większość pedofili można tak opisać, hehe.
                                • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:44
                                  tego którego ja spotkałam - nie - obleśność mu z mordy kapała co
                                  zauważyłam mimo 8 lat, choć nie umiałam tego tak określić

                                  a uważać ogólnie powinnien ten kto ma coś do stracenia
                              • urquhart Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 13:56
                                rumpa napisała:
                                > to jest mój wyznacznik męskości - nie szczęka, nie dłonie, nie
                                > sukcesy, nie kasa, bajer czy gadanie, intelekt - tylko stosunek do
                                > dzieci , ojcostwo, ciepła cierpliwa mądrość i odpowiedzialność.

                                Wiedza że za to odpowiada także u mężczyzn prolaktyna może być bardzo pomocna i
                                ograniczyć do poszukiwania jej innych objawów, czyli w grupy docelowej mało
                                aktywnych seksualnie domatorów z objawami depresji :)
                                • rumpa Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 20.03.10, 14:00
                                  tacy nie są cierpliwi i nie bawią się z dziećmi
                                  chrakaterystyczne opadające powieki
                                  widac ich na kilometr
                                  nawet do łóżka nie trzeba iść :)))
                                • aandzia43 Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 21.03.10, 01:29
                                  tylko stosunek do
                                  > > dzieci , ojcostwo, ciepła cierpliwa mądrość i odpowiedzialność.
                                  >
                                  > Wiedza że za to odpowiada także u mężczyzn prolaktyna może być
                                  bardzo pomocna i
                                  > ograniczyć do poszukiwania jej innych objawów, czyli w grupy
                                  docelowej mało
                                  > aktywnych seksualnie domatorów z objawami depresji :)

                                  Akurat CIERPLIWA MĄDROŚĆ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ wobec potomstwa to nie
                                  są zachowania, które nie występują u tzw. męskich mężczyzn. To są
                                  zachowania ludzi po prostu stabilnych emocjonalnie, z dojrzałą
                                  osobowością i dojrzałych życiowo do sytuacji, w jakiej się znaleźli,
                                  czyli w tym przypadku do rodzicielstwa. Dotyczy to i kobiet, i
                                  mężczyzn. Jest przecież mnóstwo permanentnie niecierpliwych i
                                  nieodpowiedzialnych matek, nie? I żadne buzujące hormony zmądrzeć im
                                  nie pomogą. Co najwyżej spowodują większe zamieszanie w ich biednych
                                  głowinach. Są też męscy odpowiedzialni faceci i jakoś hormonów do
                                  tego nie potrzebują.
                      • aandzia43 Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 21.03.10, 01:13
                        > Badania o tym że partnerka w satysfakcjonującym (!) związku będzie
                        statystyczni
                        > e
                        > ważniejsza zawsze dla mężczyzny, a dla kobiety dziecko -
                        interpretuje się że to
                        > mężczyźni są naprawdę romantyczni a kobiety pragmatyczne.
                        > Ciekawą ilustracją tego zjawiska jest jak przekonała się o tym
                        boleśnie Triss
                        > która pisała zawsze jak to jej ojciec dziecka jest inny i żywym
                        wyjątkiem od
                        > reguł, kandydatem na superojca.

                        Romantyczni, powiadasz? Jakieś mam inne wyobrażenie na temat
                        romantyzmu. Nie, nie sentymentalne i bajkowe, to nie mój styl. Ale
                        na pewno nie realizujące się tylko w uleganiu porywom podbrzusza i
                        porywom płytkich emocji.

                        W kwestii zachowań facetów wobec dzieci z byłymi już partnerkami...
                        Znam ci ja faceta mocno testosteronowego. Jest zajebisty. Brzydki
                        jak Mefisto, inteligentny i energetyczny, pachnie tak, że nogi
                        miękną, jak spojrzy, to tym bardizej miękną, najtwardsze panie
                        głupieją w jego obecności. Nie wiem na czym te czarymary polegaJą,
                        myślę, że gościu się z tym darem po prostu urodził. Do tego
                        wszystkiego ma fajny zawód i kasę. Ponieważ jest dobrym z kościami
                        chłopakiem, szczerze kocha i podziwia płeć piękną, to żywot osobisty
                        miał mocno pogmatwany, bo jakoś tak na zimno kombinować na boku nie
                        umiał i wyspecjalizował sie głownie w monogamii seryjnej. Oczywiście
                        dzieci są na stanie, a jakże, w dodatku z różnych matek. I coż się
                        dizeje dalej? Otóż nasz kochliwy, namiętny, siejący zamęt samiec
                        alfa nadzwyczxaj dba o swoją krew. Jakie by nie były jego relacje z
                        byłymi - dzieci są w czołówce spraw najważniejszych. Intensywnie i z
                        oddaniem zajmuje się najświeższym niemowlakiem, uczestniczy w
                        porodzie, przesuwa obowiązki zawodowe, bo w szkole starszego
                        diziecka zebranie, pomaga w nauce itd. Nie są to zrywy tylko
                        działania regularnie na przestrzeni lat prowadzone. W tym wszystkim
                        nie traci męskości i sztubackiego uroku. Dlaczego? Mam wrazenie, że
                        dlatego, że dba o swoje potomstwo priorytetowo i z zaangażowaniem
                        wielkim, natomiast w całkiem męski sposób - zadaniowo, konktretnie,
                        metodycznie, ale i z pasją, którą zwykłeś Urqu, przypisywać tylko
                        kobietom i od razu kojarzyć z destrukcyjnym zaślepieniem.
                        To nie jedyny w moim otoczeniu cieszący się względami pań
                        testosteronowy, męski facet, dla którego relacje z dzieckiem są
                        bardzo ważne i nie uzaleznione od relacji z jego matką. Pczytoczony
                        przykład jest natomiast tak spektakularny, ze aż w oczy kłuje.
                        Wiedzisz, żeby mieć z kimś (w tym przypadku z dzieckiem) mocne,
                        głebokie i piękne relacje, trzeba mieć jaja i charakter. Niezależnie
                        od tego, czy się jest kobietą czy mężczyzną;-) Inaczej oczxywiście
                        robi to kobieta, inaczej mężczyzna, ale moc i jakość relacji mogą
                        być takie same. Nic nie stoi na przeszkodzie.
                        • zakletawmarmur Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 21.03.10, 08:07
                          Nie zauważyłam, żeby mężczyźni, którzy po rozwodach olewają swoje
                          dzieci byli jakoś bardziej testosteronowi od pozostałych. Tak jak
                          kobiety wykorzystują dzieci, żeby zemścić sie na eksie, taki i robią
                          to mężczyźni. Tylko, że mężczyźni mają inne możliwości- facet będzie
                          olewał obowiązki. Gdyby miał możliwość pozbawienia praw
                          rodzicielskich żony to sam chętnie by to wykorzystał...

                          Swoją drogą nigdy nie związałabym się z mężczyzną, który nie potrafi
                          zadbać o dzieci z poprzednich związków a eks traktuje jak wroga i
                          wszędzie doszukuje się jej złych zamiarów. Widzę w tym raczej jakąś
                          głęboko wrośniętą nienawiść do kobiet.

                          No i testosteronowość wcale nie oznacza bycia gorszym rodzicem.
                          Rodzicielstwo to nie tylko noszenie na rękach niemowlaka i siedzenie
                          z dzieckiem w domu, gdy zachoruje. To też odpowiedzialność
                          finansowa, zapewnianie dziecku bardziej ekstremalnych atrakcji- a do
                          tego testosteronowy pan chyba jest stworzony?
                          • urquhart Re: oczekuję że dziecko będzie dla ojca ważniejsz 21.03.10, 08:48
                            zakletawmarmur napisała:
                            > a eks traktuje jak wroga i
                            > wszędzie doszukuje się jej złych zamiarów. Widzę w tym raczej jakąś
                            > głęboko wrośniętą nienawiść do kobiet.

                            Tak reagują ludzie głęboko zranieni, ranią innych zaślepieni własną krzywdą, czy
                            to mężczyźni czy to kobiety. Mężczyźni wbrew pozorom to też ludzie i też głęboko
                            przeżywają zranienie.
    • paolo74 Musisz przekonać żonę, że to również jej problem 22.03.10, 10:27
      Przestań zabiegać o seks, na początek zostaw niby przypadkiem odpalony komp z przeglądarką otwartą na porno stronie, jak ci zrobi awanturę, że jej to przeszkadza powiedz, że to jej problem. Możesz powiedzieć też magiczną formułę, "nie chcę cię zdradzić, ale nie mogę już obiecać, że nie zdradzę, nie będę szukał okazji, ale jak się trafii". Powinno pomóc, a jeśli nie to bierz rozwód szkoda życia. Pomóc to mam na myśli, że przynajmniej werbalnie zgodzi się, że to wspólny problem.
      • gulfcraft Re: Musisz przekonać żonę, że to również jej prob 24.03.10, 00:00
        No i stalo sie, podjalem decyzje o rozstaniu i zasygnalizowalem to mojej
        narzeczonej. Wczoraj po powrocie z pracy mielismy awanture. Poszlo o to iz jej
        rodzina sie wtraca w nasze zycie (mieszkamy blisko siebie i czuja sie u nas jak
        u siebie pomimo mojego sprzeciwu) o to, ze nasze zycie seksualne leglo w
        gruzach. Gdy juz sie niby uspokoilo i lezelismy w lozku, polozylem reke na jej
        pupie za co zostalem zwyzywany od nimfomanow i to przelalo czare goryczy.
        Wczesniej tego wieczora uslyszalem, iz nic nie robie i nie mam zadnych
        obowiazkow (chyba jej sie cos poprzestawialo w glowie, vide poprzednie posty).
        Odchodze, od kobiety, ktora zionie wobec mnie agresja i jest w 100% aseksualna.
        Oznajmila mi tez ponownie, iz seks moglby dla niej nie istniec bo ona ma teraz
        dziecko i to jest dla niej najwazniejsze. Acha, jako ostatni gest naiwnosci
        kupilem jej tydzien temu bielizne, ktorej do dnia dziesiejszego nie
        przymierzyla. Nie znam drugiej kobiety (a mam sporo znajomych i w zwiazkach i
        singielek)ktora dostajac od wlasnego faceta, ktorego ponoc kocha (tak twierdzi),
        bielizne nie raczy jej nawet przymierzyc bo a to zmeczona a to cos ma na glowie,
        DOSYC! Dziekuje Wam za wszystkie sugestie, probowalem ale to nie ma sensu.
        Jedynie zal mi dziecka ale dla niego bede cale zycie staral sie jak moge by byc
        dobrym ojcem, choc na pewno nie zyjac z jego matka.
        • songo3000 Re: Musisz przekonać żonę, że to również jej prob 24.03.10, 00:45
          I tyle w temacie. A teraz żyj i daj żyć innym, powodzenia!
          Aha, napisz później jak żonuś będzie szaleć po odcięciu od korytka usług :)
          • gardenersdog Re: Musisz przekonać żonę, że to również jej prob 24.03.10, 00:48
            Szkoda tylko dziecka takiej fanatycznej mamuśki; będzie sztandarem jej krzywdy
            wobec całego świata
            • sisi_kecz Re: Musisz przekonać żonę, że to również jej prob 24.03.10, 10:55
              A to znam z autopsji:
              Wczesniej tego wieczora uslyszalem, iz nic nie robie i nie mam
              zadnych
              obowiazkow (chyba jej sie cos poprzestawialo w glowie, vide
              poprzednie posty).
              Odchodze, od kobiety, ktora zionie wobec mnie agresja i jest w 100%
              aseksualna.
              Acha, jako ostatni gest naiwnosci
              kupilem jej tydzien temu bielizne, ktorej do dnia dziesiejszego nie
              przymierzyla. Nie znam drugiej kobiety, ktora dostajac od wlasnego
              faceta, ktorego ponoc kocha (tak twierdzi),
              bielizne nie raczy jej nawet przymierzyc bo a to zmeczona a to cos
              ma na glowie,DOSYC!

              Sadze, ze czasem tez tylko tyle z mojego zachowania moj partner
              rozumie, ze nic nie rozumie.
              Ty- uwazasz ze jestes boski bo kupiles bielizne. Nie mozesz pojac
              czemu ona nie poleciala z miejsca jej przymierzyc i w dalszej
              kolejnosci, po goraczkowym zdjeciu tej bielizny, sie z Toba kochac.
              Ona- miala kolejny pelen rutyny i zajebiscie kreatywnych obowiazkow
              dzien z dzieckiem (lub dzien w pracy i popoludniu z dzieckiem i w
              garach, nie wiem). Wracasz i wreczasz jej bielizne, czekajac na
              owacje.
              Ona mysli- to jest ostatnia rzecz jakiej w tej chwili potrzebuje, a
              On stoi i czeka ze bede wdzieczna i polece to przymierzyc. Dlaczego
              znowu przylatuje z tym co mu sprawia frajdę, zamiast zapytac mnie,
              czego ja potrzebuje? Nie przymierze tego. Skoro olewa moje potrzeby,
              ja oleje jego.

              Wysoki mur jest miedzy Wami, bo kazdy zaciął sie i okopal na swoich
              pozycjach.
              Ona na pozycji agresywnej ksiezniczki zapatrzonej we wzorce w swojej
              rodzinie. Ty na pozycji psa rasy użytkowej, ktory z uporem maniaka
              przynosi swojej pani zdechlego kanarka z kubla na smieci, i z
              oslupialą miną patrzy, czemu za kazdym razem dostaje za to ochrzan
              zamiast pochwaly.
              Skoro nie dostrzegacie siebie nawzajem zza tego muru i albo jednej
              albo obydwu stronom brak checi go zburzyc, to i tak nie istnieje
              wspolna przestrzen rodzinna, w ktorej dorastałoby dziecko.

              Jesli partnerka nie podejmie ze swej strony proby dojscia do
              porozumienia, to pozostaje Ci tylko byc dobrym ojcem i szanowac ją
              jako matke swojego dziecka.

              I tu Cie trzymam za slowo!
              duze pozdro!!!
        • kutuzow Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 10:01
          gulfcraft ----> gratuluje "męskiej" decyzji, niestety są przypadki w
          których próby negocjacji nic nie dają. Czasami zaś, gdy roszczenia
          stają się irracjonalne, trzeba trzymać się zasady "nie negocjowania
          z terrorystami" (także tymi emocjonalnymi).

          Ja obstawiam że Twoja "księżniczka" bardzo szybko podkuli ogon i
          będzie chciała wrócić do Ciebie jak tylko poczuje stratę wszystkich
          rzeczy które wnosiłeś do związku (tych materialnych i tych
          niematerialnych) w końcu jak mówi ludowe przysłowie - "one zawsze
          wracają" ;-)

          Sorry że tak "podepnę" się pod Twój post z małą prywata, ale swego
          czasu była tutaj dyskusja czym się różni związek niezalegalizowany
          od małżeństwa. Próbowałem przedstawić Paniom obecnym na tym forum,
          że ten niezalegalizowany zmusza obie strony do dalszego starania
          się -ponieważ nie ma tak dużych barier wyjścia jak w małżeństwie.
          Mam nadzieję że na tym przykładzie zrozumieją, co miałem na myśli.
          Gdybyś chłopie był z obrączką na palcu i miał wspólnotę majątkową,
          to byś teraz musiał ładnie prosić swoją żonę o zgodę na rozwód
          (ciekawe jaka byłaby jej odpowiedz ;-) To tak w skrócie -jeśli
          któraś z Pań nadal nie widzi różnicy - chętnie rozwinę tą myśl
          (przykład jest wręcz podręcznikowy).
          • aneta-skarpeta Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 10:04
            kutuzow- ja nie widze roznicy bo
            -rozstanie jest tak samo bolesne
            - tak samo cierpi dziecko i relacje rodzicielskie
            - majątek- nie mając slubu tez czesto trudno podzielic majątek, bo
            na samochod dalismy razem, a pralke to nie wiadomo kto kupil, bo
            bylo to 5 lat temu. A pieniadze na lokacie to czyje, skoro moja
            pensja szla na lokate a zylismy z jego?

            to jest tak samo skomplikowane
            • kutuzow Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 16:49
              Wiesz Aneta - uważam że rozstając się warto skupiać się na
              konkretach, pomijając drobiazgi w stylu kto kupił pralkę, a kto MP3-
              ke. W przypadku drogich zakupów takich jak samochód, mieszkanie,
              działka itp zazwyczaj wiadomo (mniej więcej) kto ile włożył ew. kto
              jaki zaciągnął kredyt (nie mając wspólnoty majątkowej każdy z
              partnerów ma osobną historie kredytową bądź wyciąg z konta.) Nie
              wydaje mi się żeby osoba która dołożyła 10% do mieszkania nagle
              chciała jego połowę.

              Co do pieniędzy na lokacie -można ją łatwo podzielić np. wg
              stosunku zarobków lub w jakiś inny sposób - w najgorszym przypadku
              cała kwota zostaje na koncie osoby która założyła lokatę. Nie
              zmienia to faktu że i tak jest łatwiej niż walczyć o wszystko w
              sądzie.

              Brak wspólnoty załatwia jeszcze jedną ważną sprawę - jeśli jedna z
              osób wniosła do małżeństwa nieruchomość nabyta przed jego zawarciem,
              to jest one jej (wyłączną) własnością, lecz gdy młoda para decyduje
              się np. na sprzedaż tej nieruchomości aby nabyć nową większa, to już
              wszystko zlewa się i w przypadku ew. rozwodu ta osoba zostaje z
              połową nowej nieruchomości (nawet jeśli wartość tej starej była
              niewiele mniejsza).
              Mój kumpel w ten sposób mało co nie wylądował pod mostem.
              • songo3000 Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 18:36
                kutuzow napisał:

                > żeby osoba która dołożyła 10% do mieszkania nagle
                > chciała jego połowę.
                Mało jeszcze widziałeś :)
              • aneta-skarpeta Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 20:14
                kutuzow napisał:


                uwierz mi jak sie chce to wszystko mozna skomplikowac, tak samo jak
                podzielic majątek malzenski bez sądu ( mi sie udało)

                pozatym mowisz ze pralka laptop jest nieistotny w obliczu ruchomosci
                wiekszych i nieruchomosci

                otoz czasem moze wyjsc tak, ze np nie dolozylam sie do ziemi, ale za
                moje kupiony zostal sprzet do domu ( jego)

                niby pralka, kuchenka nie jest droga, ale w sumie wydałam duzo bo i
                w kuchni remont zrobilismy- po 10 latach nikt nawet nie pamieta czy
                to bylo 10 czy 30 tys- a ziemia ktorą kupilismy teoretycznie za jego
                pieniadze wtedy kosztowała 40 tys- na jakies wsi;), a teraz jest
                warta 100 tys

                a tak naprawde trdno w takim przypadku mowic ze ziemia jest jego, a
                stara kuchnia moja, bo to nieuczciwe podejscie

                i juz sie sprawy komplikują...zupełnie jak w małzenstwie- tyle
                tylko, ze jakby jemu sie cos stało to dorobek naszego wspólnego
                zycia mi ucieka, jesli nie zrobimy testamentu


                > Mój kumpel w ten sposób mało co nie wylądował pod mostem.

                niestey bolesne jest to jak wiele osób jest po prostu nieuczciwych

                ale zawsze mozemy dostac po dupie jak trafimy na takową osobę

                ale mozna sie zabezpieczyc w małzenstwie i miec "wpólnotę" w wolnym
                zwizku

                to nie zalezy od formalnosci tylko od zycia jakie prowadzimy

              • mujer_bonita Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 22:59
                kutuzow napisał:
                > W przypadku drogich zakupów takich jak samochód, mieszkanie,
                > działka itp zazwyczaj wiadomo (mniej więcej) kto ile włożył ew. kto
                > jaki zaciągnął kredyt (nie mając wspólnoty majątkowej każdy z
                > partnerów ma osobną historie kredytową bądź wyciąg z konta.)

                Wiadomo kto zaciągnął kredyt a kto go spłacał? Bo tu może być spora rozbieżność.
                > Nie zmienia to faktu że i tak jest łatwiej niż walczyć
                > o wszystko w sądzie.

                Hmmm... a o co walczy się w sądzie przy rozwodzie? Bo tego zupełnie nie rozumiem. Sąd albo dzieli na pół dorobek (wspólnota) albo każdy zostaje z tym c na niego zapisane (rozdzielność).

                > Brak wspólnoty załatwia jeszcze jedną ważną sprawę - jeśli jedna z
                > osób wniosła do małżeństwa nieruchomość nabyta przed jego zawarciem,
                > to jest one jej (wyłączną) własnością, lecz gdy młoda para decyduje
                > się np. na sprzedaż tej nieruchomości aby nabyć nową większa, to już
                > wszystko zlewa się i w przypadku ew. rozwodu ta osoba zostaje z
                > połową nowej nieruchomości (nawet jeśli wartość tej starej była
                > niewiele mniejsza).
                > Mój kumpel w ten sposób mało co nie wylądował pod mostem.

                Kolejna nieścisłość prawna - zakup nieruchomości z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży majątku odrębnego (sprzed małżeństwa) również nie wchodzi do majątku wspólnego. Trzeba to jedynie zaznaczyć w akcie notarialnym.


                Mnie się wydaje, że jesteś czystym teoretykiem w temacie ;)
          • mujer_bonita Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 10:17
            kutuzow napisał:
            > Próbowałem przedstawić Paniom obecnym na tym forum,
            > że ten niezalegalizowany zmusza obie strony do dalszego starania
            > się -ponieważ nie ma tak dużych barier wyjścia jak w małżeństwie
            > Gdybyś chłopie był z obrączką na palcu i miał wspólnotę majątkową,
            > to byś teraz musiał ładnie prosić swoją żonę o zgodę na rozwód
            > (ciekawe jaka byłaby jej odpowiedz ;-)

            Hehe - kutuzow - w małżeństwie też można mieć rozdzielność majątkową i też można wyprowadzić się z dnia na dzień. Owszem formalnie może być je trudno rozwiązać (szczególnie w sytuacji problemu z udowodnieniem winy drugiej strony) ale PRAKTYCZNIE 'wyjść' można w dowolnym monecie.

            Dodatkowo - myślę, że nieco przeceniasz brak 'barier wyjścia' w związkach nieformalnych. Zakładasz, że w takiej sytuacji nie tworzą się zależności między stronami? Cóż - nic nie wiąże ludzi tak mocno jak kredyt na 30 lat a taki nie tylko małżeństwa biorą :P
            • songo3000 Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 12:32
              Może i Kutuzow przecenia siłę związku nieformanych ale może Ty jej po prostu nie doceniasz?

              Prosty przykład: żeby w małżeństwie 'moje' było 'moje' a 'twoje' było 'twoje' należy:
              - znaleźć prawnika który ustanowi pomiędzy małżonkami intercyzę
              - zastanowić się nad szczególami jej treści
              - poświęcić na to wszystko dodatkowy czas
              - zabulić ładny grosz

              W związku nieformanym należy zrobić... nic.
              • aneta-skarpeta Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 12:39
                no to w moim zwiazku nieformalnym ( od 4 lat, budowa domu w drodze)
                nie umiem powiedziec jest moje, a co jego- wiem co było moje i jego
                przed zwiazkiem i co wnieslismy..ale teraz?

                pieniadze lezą na wspolnej kupce, zakupy wspolne ( typu tv, kanapa,
                pralka), a pieniadze lezą na lokacie na moje nazwisko..choc duzy
                wklad jest jego

                dodatkowo zakupy robimy z jednej pensji, a ile mozemy to odkladamy
                na kupkę,

                i naprawde ciezko byloby to wsyztsko podzielic- dokladnie tak samo
                jak w malzenstwie- ja roznic nie widze- byłam w obu
              • mujer_bonita Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 12:42
                songo3000 napisał:
                > W związku nieformanym należy zrobić... nic.

                No właśnie nie wiem dlaczego wszyscy zakładają, że w związku nieformalnym wszystko jest 'moje' albo 'twoje' z założenia. Jak się coś kupuje wspólnie to jest wspólne i tyle. Mieszkanie, samochód etc. Tak samo przy ewentualnym rozstaniu się to dzieli w razie braku porozumienia sądownie.

                A co to intercyzy to podobnie jest w przypadku związków nieformalnych z testamentem. Też należy go spisać, bo z litery prawa partnerom nic się nie należy. Tak więc w jednym i drugim wariancie są jakieś formalności do wypełnienia w zależności do tego czego się chce.

                I tu nie chodzi o niedocenianie czy przecenianie tylko o prosty fakt, że stosunki majątkowe i niemajątkowe zależą bardziej od tego jak sobie je ludziska między sobą ustalą niż od tego czy małżeństwem są czy nie.
                • kutuzow Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 16:36
                  mujer_bonita napisała:
                  > No właśnie nie wiem dlaczego wszyscy zakładają, że w związku
                  nieformalnym wszys
                  > tko jest 'moje' albo 'twoje' z założenia. Jak się coś kupuje
                  wspólnie to jest w
                  > spólne i tyle. Mieszkanie, samochód etc. Tak samo przy ewentualnym
                  rozstaniu si
                  > ę to dzieli w razie braku porozumienia sądownie.

                  Mylisz się -w związku niezalegalizowanym kupując wspólnie dom czy
                  samochód jesteśmy jego właścicielem w takiej części jaką wnieśliśmy.
                  Np. może to być 30/70 na rzecz tego kto zaciągnął większy kredyt lub
                  wniósł większy wkład w gotówce. Zadzwoń sobie do pierwszego lepszego
                  banku, powiedz że chcesz z partnerem/przyjacielem kupić wspólne
                  mieszkanie - udzielą Ci takich samych informacji.

                  rozstając się można spłacić druga stronę lub ew sprzedać
                  nieruchomość (czy samochód) i podzielić kasę wg wkładu wniesionego
                  przy zakupie. Nie trzeba adwokatów, sądu itp.

                  • songo3000 Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 18:44
                    Zrozumiałem, że Bonitka mówiła raczej o instytucji 'cichego wspólnika'. W małżeństwie bez intercyzy i związku nieformalnym jest ona domyślna. Wszystko jest dobrze jak rozstajemy się fair-play, gorzej już wyegzekwować np.: swoje 70% z samochodu. I tu i tu trzeba ruszyć dupsko po jakieś 'papiery'.
                  • aneta-skarpeta Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 19:58
                    Kutuzow, a wystarczy kupowac mieszkanie bez kredytu na jedną
                    osobę..a ze zbierało sie na niego 5 czy 10 lat to juz nikt nie
                    pamieta ile kto dał- co zreszta dla nich nie ma zadnego znaczenia

                    albo kupują samochod na raty na jej nazwisko, ale de facto on placi
                    raty, a ona placi za jego leczenie

                    itd itd

                  • mujer_bonita Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 22:53
                    kutuzow napisał:
                    > Zadzwoń sobie do pierwszego lepszego
                    > banku, powiedz że chcesz z partnerem/przyjacielem kupić wspólne
                    > mieszkanie - udzielą Ci takich samych informacji.

                    A właśnie pudło - można wziąć kredyt na całość na jedną osobę w przypadku kiedy współwłaścicielami nieruchomości będą dwie. Hipoteka jednak obowiązuje na całość, czyli osoba będąca współwłaścicielem a nie będąca kredytobiorcą musi wyrazić na nią zgodę.

                    > rozstając się można spłacić druga stronę lub ew sprzedać
                    > nieruchomość (czy samochód) i podzielić kasę wg wkładu wniesionego
                    > przy zakupie. Nie trzeba adwokatów, sądu itp.

                    Adwokaci i sąd często są potrzebni do ustalenia wysokości wkładu :)
              • kutuzow Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 16:39
                songo3000 napisał:


                > Prosty przykład: żeby w małżeństwie 'moje' było 'moje' a 'twoje'
                było 'twoje' n
                > ależy:
                > - znaleźć prawnika który ustanowi pomiędzy małżonkami intercyzę
                > - zastanowić się nad szczególami jej treści
                > - poświęcić na to wszystko dodatkowy czas
                > - zabulić ładny grosz
                >
                > W związku nieformanym należy zrobić... nic.
                >

                Wiesz songo wg mnie intercyza "leczy" nas z problemu w który sami
                się wpędzamy poprzez małżeństwo. "Naprawiamy" więc w ten sposób coś
                co było pierwotnie dobre.
                • songo3000 Re: Bariery wyjścia z niezalegalizowanego związku 24.03.10, 18:39
                  Hehe, no tak :)
                  Ale wiesz, ja hipokryta jestem - innym radośnie doradzam intercyzę a sam nie wyobrażam sobie funkcjonowania mojego wspaniałego związku z takimi 'prymitywnymi ficzerami' ;D
          • zakletawmarmur O co chodzi z podziałem majątku? Dla opornych:-) 24.03.10, 20:10
            > Sorry że tak "podepnę" się pod Twój post z małą prywata, ale swego
            > czasu była tutaj dyskusja czym się różni związek niezalegalizowany
            > od małżeństwa. Próbowałem przedstawić Paniom obecnym na tym forum,
            > że ten niezalegalizowany zmusza obie strony do dalszego starania
            > się -ponieważ nie ma tak dużych barier wyjścia jak w małżeństwie.

            Barierą może być co najwyżej kwestia materialna a nie sam fakt
            małżeństwa. Jeśli obie strony są niezależne finansowo to jaka
            różnica czy są w związku małżeńskim czy konkubinacie? Żadna.

            Jeśli jedno z partnerów ma gorszą sytuacje materialną, to faktycznie
            w konkubinacie musi się bardziej starać, jednak wtedy strona
            majętniejsza się rozleniwia:-) Po zsumowaniu wyszłoby na to samo:-)

            Co zmienia małżeństwo? Nie znam sie dokładnie na prawie ale chyba
            tylko tyle, że majątek wypracowany podczas trwania małżeństwa dzieli
            się na pół i w przypadku rozwodu z orzeczeniem winy można się
            wystarać o jakieś gówniane alimenty na siebie. IMO jest to
            sprawiedliwe. Ustawodawcy wyszli z założenia, oboje strony podczas
            trwania związku wnoszą taką samą ilość różnych wartości. Nie tylko
            dóbr materialnych. Zakładając, że ludzie wiążą się z kimś na swoim
            poziomie (o kim myślą jak o równym sobie a nie tym "gorszym") wkład
            obojga jest podobny.

            Sytuacja: pan zarabia 3 razy więcej od żony, która więcej czasu
            poświęca na dom i dzieci. W przypadku rozwodu ona dostaje połowę
            dóbr materialnych, które zaoszczędzili. Jeśli uważasz, że to jest
            niesprawiedliwe to powinieneś dokonać wyceny dóbr, które w związek
            wnosi Twoja kobieta lub je odpracować...
            Czyli w tej sytuacji: Żona dostaje tylko 1/4 dóbr materialnych ale
            pan powinien przez 1/2 t trwania małżeństwa przychodzić sprzątać jej
            mieszkanie i tyle samo czasu dodatkowo aktywnie(!) zajmuje się
            dziećmi, planuje jej czas wolny i robi wszystkie inne rzeczy, które
            robiła jego żona, kiedy on ciężko pracował. Są też rzeczy, których
            zrobić by nie mógł- nie może "odrobić" połowy ciąży- jeśli chcesz,
            żeby było sprawiedliwie to powinien żonie zapłacić odszkodowanie za
            połowę dolegliwości ciążowych i dać połowę funduszy potrzebnych na
            odrestaurowanie:-)

            Prawo to upraszcza stawiąc tezę, że oboje wnieśli w ten
            związek "tyle samo". Tak, w przypadku konkubinatu pan mógłby
            zabrać "swoją" część oszczędności, nie patrząc, że kobieta w tym
            czasie dzieci mu odchowała i przejeła na siebie organizacje życia
            domowego. Uważasz, że to sprawiedliwe? Jeśli uważasz, że jedyne
            dobro, które się w związek wnosi (i z którego powinno się rozliczać)
            to pieniądze to może poszukaj sobie majętnej kobiety, która myśli
            podobnymi kategoriami?
            • marek_gazeta Re: O co chodzi z podziałem majątku? Dla opornych 24.03.10, 22:12
              > Sytuacja: pan zarabia 3 razy więcej od żony, która więcej czasu
              > poświęca na dom i dzieci. W przypadku rozwodu ona dostaje połowę
              > dóbr materialnych, które zaoszczędzili. Jeśli uważasz, że to jest
              > niesprawiedliwe

              Z tego, co ja wiem, podział majątku jest na pół. Sąd nie rozstrzyga, kto ile wniósł. Podział ról jest kwestią dogadania się małżonków i nie ma jak tego oceniać. Może być tak, że facet zarabia, sprząta, zajmuje się dziećmi, a kobieta leży na kanapie i jest piękna. Jeśli oboje tak sobie wyobrażali wzajemne relacje, ich sprawa. Próbę wywalczenia innego podziału majątku można podjąć, ale w praktyce wymaga to udowodnienia działania współmałżonka na szkodę "firmy" - np. kobieta nie dość, że nic nie robiła, to potajemnie przegrywała duże kwoty w kasynie.

              Podsumowując - o ile nie zachodzą jakieś patologiczne sytuacje, podział będzie zawsze na pół.
            • kutuzow Re: O co chodzi z podziałem majątku? Dla opornych 25.03.10, 13:04
              zakletawmarmur napisała:

              "Barierą może być co najwyżej kwestia materialna a nie sam fakt
              małżeństwa. Jeśli obie strony są niezależne finansowo to jaka
              różnica czy są w związku małżeńskim czy konkubinacie? Żadna."

              W konkubinacie obie strony się rozchodzą gdy któraś z nich nie widzi
              już sensu dalszego związku (czy się tej drugiej stronie to podoba
              czy nie) - tak jak ma to miejsce tutaj w opisanej sytuacji przez
              autora tego wątku - gulcraft-a). Jest więc ryzyko że jak jedna
              strona przegnie (tak jak dziewczyna gulcrafta) to czeka ją życie w
              pojedynkę. To oczywiście dotyczy obu płci, pisze o kobiecie bo o tym
              jest ten wątek.

              W małżeństwie rozstanie (pod kątem prawnym) jest to proste o ile
              oboje tego chcą (rozwód za porozumieniem stron), jeśli jednak
              gulcraft byłby mężem opisywanej tutaj kobiety, to jest duża "szansa"
              że ta poczułaby się porzucona (bo przecież przysięgła że na dobre i
              na złe -w jej rozumieniu pewnie na jej dobre i jego złe) i nie
              zgodziłaby się na rozwód.

              Bez rozwodu facet miałby zablokowaną drogę na poukładanie sobie
              życia z inną - sama wiesz pewnie jak kobiety traktują historie
              facetów będących "w separacji" co to się rozwodzą z żonami.
              Podawałem już gdzieś wykładnie prawa o tym że osoba która jest winna
              rozpadu małżeństwa (a niedoszła zona gulcrafta na pewno tak by go
              przedstawiała) nie może wnosić o rozwód.
              Poza tym rozwód można blokować przez zwykłą złośliwość -co u
              porzuconej kobiety nie jest rzadkim zjawiskiem.


              Co do poruszonych przez Ciebie kwestii majątkowych - dyskutowaliśmy
              już o ze sobą tym w tym wątku:
              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,107129324,107194195,Re_Wolny_zwiazek_jako_punkt_odniesienia.html


              • symmetryisall Re: O co chodzi z podziałem majątku? Dla opornych 25.03.10, 13:32
                > Poza tym rozwód można blokować przez zwykłą złośliwość -co u
                > porzuconej kobiety nie jest rzadkim zjawiskiem.

                Dla równowagi - u porzuconych facetów też się zdarza, wiem, bo mam w rodzinie
                taki przypadek.

                :)
              • zakletawmarmur Re: O co chodzi z podziałem majątku? Dla opornych 25.03.10, 15:17
                Nadużycia zdarzają się zawsze i wszędzie!!!

                Moja koleżanka żyła w konkubinacie w mieszkaniu faceta. Jej ojciec
                zrobił im remont za free. Ona płaciła rachunki i za żarcie, on w tym
                czasie urządzał mieszkanie. Zostawił ją w ciąży, nie pozwolił jej
                zabrać połowy mebli i sprzętu, bo to ON kupował. Za remont też w
                żadnej części jej nie zwrócił. Taki standardowy przykład przegięcia
                w drugą stronę. Gdyby byli małżeństwem miałaby prawo do połowy tych
                rzeczy. Tylko na co to dowód?

                W małżeństwie rozstanie (pod kątem prawnym) jest to proste o ile
                > oboje tego chcą (rozwód za porozumieniem stron), jeśli jednak
                > gulcraft byłby mężem opisywanej tutaj kobiety, to jest
                duża "szansa"
                > że ta poczułaby się porzucona (bo przecież przysięgła że na dobre
                i
                > na złe -w jej rozumieniu pewnie na jej dobre i jego złe) i nie
                > zgodziłaby się na rozwód.

                Wtedy można się procesować i prędzej czy później ten rozwód się
                dostanie. Mąż też podczas rozwodu robi się złośliwy. Chciałby kobitę
                pod most wygonić i dzieci pozbawić (tylko po to, żeby alimentów nie
                płacić). Wszystko to oczywiście tłumaczy sobie na swój sposób. Gdyby
                nie mieli ślubu, to faktycznie możliwości bogatszego pana, coby żonę
                wychujać byłyby większe:-)

                > Co do poruszonych przez Ciebie kwestii majątkowych -
                dyskutowaliśmy
                > już o ze sobą tym w tym wątku:

                No i mam wrażenie, że dalej nic nie rozumiesz...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka