bia_my
12.07.10, 08:29
Piszę bo chcę się podzielić.
Otóż, sobota, gorąco, szałowa impreza urodzinowa w gronie znajomych, niemalże
przyjaciół.
Jestem solenizantem: dostaję życzenia, całusy. Dziewczyny szałowo ubrane kuszą
swoimi wdziękami. Żona również w kusej kiecce. Alkohol, taniec... sięgamy po
bitą śmietanę, dziewczyny skropione pianką więc trzeba je wylizać. Jako
gospodarz raczej dbam o wszystkie koleżanki bez wyjątku. Moja żona jest
natomiast adorowana przez 1 kolegę, trochę mnie to irytuje więc nadmiernie
wylewam na nią bitą śmietanę - chce się bawić to niech ma (taki objaw
zazdrości). Ona to dostrzega..i po paru godzinach idziemy na górę. Szybki
seks, cały czas wzdycha, że cudownie że jestem zazdrosny o tego
kolegę..Wzdycham że tak i że już chcę ją mieć dla siebie. Schodzimy na
dół..gubimy się w tłumie. Nie ma jej.. gdzie jest? Szukam na parkiecie - nie,
kuchnia - nie. Wpadam do łazienki: pod prysznicem jest nago z inną koleżanką i
tym właśnie kolegą. Miałaś na mnie czekać syczę.. Ale nie było cię - mówi
niewinnie. Wpadam w szał...
Co było dalej nawet nie chcę pisać. Rozpieprzyłem imprezę i pokłóciłem się z
żoną.. To efekt do czego prowadzi namiętność i alkohol. Teraz siedzę w pracy i
myślę o swoim życiu. Jest we mnie pustka.