binookl
18.09.10, 16:42
Wiem, że to wątek dla małżeństw, ale my nim niedługo będziemy a ja mam ostatnio poważne wątpliwości... Nie jesteśmy ze sobą długo bo 9 miesięcy, ale wszystko się toczyło dotychczas tak, że możliwe że spędzimy całe życie razem... O co chodzi..a mianowicie o brak seksu...
Jestem kobietą z chyba nienormalnie wysokim libido, uwielbiam seks i nie jestem ani krztynkę pruderyjna i w swoim życiu trochę poeksperymentowałam... On nie miał wiele partnerek ale przez pierwsze miesiące przeżywaliśmy cudowny seks...nie był dziki ani namiętny...taki by całe dnie nie wychodzić z łóżka i tylko się kochać...od początku czegoś mi brakowało...ale było mi dobrze...mimo że nie miałam ani razu orgazmu..
Oczywiście winy szukam w sobie bo:
- może ja go tak do końca nie podniecam? Kocha mnie, szanuje i traktuje jak przyjaciółkę ale nie jak kochankę na całe życie?
- może go onieśmielam? lubię rozmawiać o seksie, fantazjować, oglądać filmy ero-i pornograficzne...
- może on nie lubi seksu ze mną? nie zgrywamy się w nim?
- może za dużo wymagam i oczekuję?
Ja mogłabym się kochać codziennie nawet po kilka razy...On raz na 2 tygodnie... i zawsze to ja inicjuję seks, staram się być namiętna ale on we mnie to gasi... i czuję że u mnie napięcie seksualne rośnie a w nim opada...
Np. jak uprawiamy seks, to kiedy skupiamy się na mnie - czyli seksie oralnym lub jakiś zabawkach to... on już nie ma potem siły i chęci by już dokończyć to klasycznie...i mam poczucie, że takie zabawy go zniechęcają i wcale nie podniecają...
Czasami jak już się pieścimy i ja jestem rozgrzana on urywa wszystko i nie chce iść dalej...
a jak się zaczynam tym martwić smucić to kocha się ze mną ale mam wrażenie że z łaski... a nie tego że mnie pragnie...
Ja po prostu tego nie rozumiem, próbuję z nim rozmawiać i zadałam mu te same pytania co powyżej i nie usłyszałam nic niepokojącego w odpowiedzi...a mimo to jest coraz gorzej....
Ja go bardzo kocham, ale mnie ogromnie frustruje to jak wygląda nasze życie seksualne... próbowałam się do niego dostosować ale ja nie umiem zamknąć tego jaka jestem i się zmienić... i po prostu sama się zaspokajam...a robi się to coraz smutniejsze...