Dodaj do ulubionych

Dzis mija 4,5 miesiaca bez sexu

31.12.10, 17:31
Przyzwyczailam sie ale czasami bardzo mi brakuje,moze nie tyle sexu,co ciepla a dopiero potem sexu. Mojemu mezowi chyba nie brakuje bo od 4,5 m-ca nawet nie zasugerowal zblizenia,nie mowiac o inicjowaniu. Ja sie zawzielam. Najpierw chcialam sprawdzic jak dlugo moj maz wytrzyma. No i okazalo sie,ze chyba tak juz zostanie. Prawda taka,ze teraz chocby na glowie stanal i zaklaskal uszami to ja zwyczajnie nie mam juz na niego ochoty. Jest zal, upokorzenie.
Tak w glebi duszy marzy mi sie,ze to on zlozy pozew o rozwod,ze to ona odejdzie do innej/innego :) tylko obawiam sie,ze mu zbyt wygodnie z taka zona jak ja.
Obserwuj wątek
    • gomory Re: Dzis mija 4,5 miesiaca bez sexu 01.01.11, 10:19
      > Tak w glebi duszy marzy mi sie,ze to on zlozy pozew o rozwod,ze to ona odejdzie
      > do innej/innego :)

      Pociesz sie, ze nadal nosisz w sobie seksualne skojarzenia. Toz to brzmi jak smiala erotyczna fantazja ;).
      • candyca Re: Dzis mija 4,5 miesiaca bez sexu 01.01.11, 16:05
        Oj,fantazje to ja mam ;) ale nie z mezem :P
        A tak na marginesie,to powinno byc "...,ze to ON (nie ona) odejdzie do innej/innego"
    • m00nlight Ty odejdź... 01.01.11, 15:45

      Po co czekać aż on to zrobi?

      A może już od dawna ma kogoś na boku i Cię tylko oszukuje, wykorzystuje, traci Twój czas?

      Skoro on nie robi absolutnie NIC żeby zaradzic problemowi ( a zakladam że wie o istnieniu takowego)- znaczy ma Cię i Twoje potrzeby gdzieś gdzie światło nie dochodzi. Po co się męczyć? Lata lecą... na świecie jest wielu facetów. Nie można tkwić w bezsensownym związku tylko z obawy przed samotnością- wtedy zamykasz sobie drogę do lepszej przyszlosci.

      Sama, bywa, rozważam rozstanie z moim facetem, dokladnie z tego powodu. Zwyczajnie jestem nieszczęśliwa bez seksu. koniec, kropka. Jestem z nim tylko dlatego że widzę, że on się stara, że mu zależy, że naprawde robi coś w kierunku zmian. Jeśli zauważę że położył laskę na to, odejdę i poszukam kogoś lepszego (nie na odwrót :P). Związki 'otwarte' mnie nie interesują, nie wyobrażam sobie seksu z kimś bez zaagażowania uczuciowego- a to wyklucza szukanie kochanka tylko do seksu.

      Ale może u Was takie rozwiązanie sie sprawdzi? mowie o 'legalnym' kochanku- po prostu postaw mężowi sprawę jasno: 'potrzebuję seksu, albo coś w tym temacie się zmieni, albo poszukam sobie kogoś do łóżka, albo się rozstajemy'. Może sama taka deklaracja (choć wątpię w to) wystarczy, jesli mąż zobaczy ze naprawde jestes zdeterminowana. Ogarnij sie kobieto i zrob jakiś konkretny krok, inaczej obudzisz się jak Forumowiczka z innego wątku co sie obudzila po 20stu latach... nie będzie Ci żal tych 20 lat? Prawda jest taka że cudów nie m i jak już teraz jest chujowo, to bedzie tylko gorzej. Samo się nie poprawi.
      • candyca Re: Ty odejdź... 01.01.11, 16:10
        Ja nie mam zludzen,ze sie cos polepszy. Cud sie nie zdarzy i mezus nagle przeciez mnie nie zapragnie-chyba,ze nagle zmienie sie w INNA kobiete :P
        Tyle,ze zeby odejsc trzeba miec zaplecze. A ja go jeszcze nie zorganizowalam. Nie spadne z deszczu pod rynne z dwojka dzieci. Gdybym byla sama,to nawet chwili bym sie nie zastanawiala.
        • vitek_1 Re: Ty odejdź... 02.01.11, 02:22
          E tam. Wystarczy przeciętnie zdolny papuga i to mąż będzie szukał sobie rynny, a ty będziesz cieplutko żyć z alimentów :)
          • candyca Re: Ty odejdź... 02.01.11, 16:31
            Na adwokata trzeba miec kase. Zaden na piekne oczy sprawy nie poprowadzi.
            • m00nlight sama sobie szukasz argumentow 02.01.11, 17:36
              żeby zostać :)

              I to typowych 'z dziecmi sobie nie poradze sama'. A kto powiedzial że nie można odejść bez dzieci? chociaż chwilowo, dopoki nie staniesz na nogi, nie znajdziesz mieszkania itp tak żeby z alimentami dac sobie rade? Czemu to zawsze kobiety w obliczu rozwodu toczą samotny bój o byt wraz z dziecmi? Przecież ojciec im głów nie poodgryza... zawsze mnie to dziwilo, że jak facet sobie idzie do kochanki to ok, ale jak kobieta chce odejsc to z przychowkiem bo inaczej 'wyrodna?'. Tak czy srak, facet wtedy kawalerzy sobie do woli a babka z dziecmi się katuje o każdy grosz albo tuła sie z dziecmi niewiadomo gdzie. To jest dopiero jawna niesprawiedliwosc. Ile kobiet męczy sie w nieudanym malzenstwie tylko dlatego że nie ma dokąd pójść? Ilu facetow z latwoscią podejmuje decyzję o porzuceniu rodziny tyko dlatego ze oprocz smiesznych alimentow nie ciążą na nim praktycznie żadne konsekwencje? Założęsię że wizja samotnego ojcostwa szybko ostudzilaby zapał i podstarzłego kochasia co już sie ślini na myśl o sielankowej wizji przyszłości u boku nowego ślicznego modelu. Tylko czy temu nowemu modelowi spodobalby się pomysl że ich miłosne gniazdko będzie okupowane przez dzieci ktorymi jeszcze zająć się trzeba :) cudze dziecko co drugi weekend jakoś sie zdzierży, ale na codzien to już raczej niekoniecznie. Dziwię się kobietom że tego nie wykorzystują, wolą przybrać szatę cierpiętnicy. Albo latami odwlekają decyzję, wlasnie dlatego, że nie widzą dla siebie wyjścia. Faceci nie mają takich dylematow, wyprowadzają się i już (albo wykopują żonę jeśli to ich mieszkanie). Żeby nie bylo- mowię o FACETACH a nie o tchórzach ktorych tak strasznie przeraża wizja 500 zl alimentow i utraty polowy majątku że wolą prowadzic podwojne życie, tu oszukując, tam zwodząc ;)

              Ja bym sprawdzila co jest powodem niechęci męża- czy porno, czy kochanka. Bo jak to drugie to nie trzeba kasy :) wystarczy troche sie poczaic, poudawac że sie o niczym nie wie, robic słodkie oczy i zbierac dowody :) potem pozew z orzekaniem o jego (rzecz jasna!) winie, alimenty na siebie i dzieci, korzystny dla Ciebie podzial majątku i wszystko sie da zalatwic.

              To oczywiscie ostatecznosc.

              Widzę że siedzisz tu od dość dawna, a nie kojarzę historii. Jakie konkretne dzialania podjelas żeby coś zrobić z problemem? Byliście na terapii czy coś? Wszystko wypróbowane i odhaczone jako 'nie dziala'???

              Jeśli tak, masz do wyboru albo odejsc, albo poszukac kochanka, albo zaakceptowac życie takim jakie jest i nie jęczeć.

              Jeśli nie, to nie wiem na co czekać :)
              • candyca Re: sama sobie szukasz argumentow 02.01.11, 21:27
                Nigdy nie powiedzialam,ze "nie poradzilabym sobie z dziecmi"-to absolutnie nie moje slowa. Ja po prostu mam grunt nieprzygotowany. Po jaka cholere mam odchodzic do przytulku i rezygnowac z fajnego domu i milych warunkow? W tym wypadku po prostu jestem egoistka i realistka. Z jakiej racji mam dzieciom fundowac gorsze warunki niz maja teraz? To chore. Ja nie oczekuje dyspozycji od was co robic. Ja to wiem..wygadac sie chcialam i tyle.
                Jak bede gotowa to odejde,no chyba ze maz mnie wyprzedzi-plakac nie bede.
                • potwor_z_piccadilly Re: sama sobie szukasz argumentow 02.01.11, 21:44
                  candyca napisała:

                  > Jak bede gotowa to odejde,no chyba ze maz mnie wyprzedzi-plakac nie bede.

                  Aleś się zawzięła.
                  Zastanawia mnie tylko o co tyle rabanu i czy przypadkiem nie chodzi tu jak zwykle o pierdoły doprowadzone obopólną nieustępliwością do rangi katastrofy.
                  Jeśli tak jest, to czarno widzę twoją przyszłość pani candyco ambitna.
                • m00nlight A jeśli Cię 'wyprzedzi'? 02.01.11, 22:35

                  To będziesz miała przygotowany grunt?

                  Wlasnie tego nie rozumiem.

                  Skoro Ty z nim jesteś dla wygody i on z Tobą też, po co oboje się męczycie? Nie lepiej się dogadać jak ludzie i np dać sobie wzajemną swobodę seksualną? Wygoda nie przepadnie a frustracji znacznie mniej... Lepsze to niż kręcenie i chowanie się po kątach.

                  Ja doskonale rozumiem że ludzie są ze sobą z różnych powodów, nie tylko z miłości. Śmiem nawet twierdzić, że małżeństwa z tzw 'rozsądku' są trwalsze. Nie krytykuję też ludzi którzy są w tego typu związkach, ot, każdy ma swoje wartości, jedni cenią bardziej 'motyle w brzuchu' a inni stabilizację i ciepły dom. Tyle że motywacja bycia w związku powinna być jasna dla obu stron, trzeba mieć odwagę przyznać: 'jestem z Tobą tylko dlatego że tak jest wygodniej dla mnie i lepiej dla dzieci'. W sumie znam kilka takich małżeństw- oboje 'mają za uszami', doskonale o tym wiedzą i wcale ich to nie krępuje, ba, nawet twierdzą że są szczęśliwi, że są dla siebie 'przyjaciółmi', nie robią sobie świństw, nie prowadzą głupich gierek itd tyle że 'wierność' oznacza dla nich coś innego niż wyłączność na siebie w łóżku. Myślę że to fajny układ, z tym że osobiście uważam, że warunkiem do tego jest brak miłości. Sama- kochając, nie potrafię sobie wyobrazić swojego chłopa z inną laską. Nie i koniec. Ale podejrzewam że gdybym nie kochala- interesowaloby mnie tylko żeby był i przynosil wypłatę do domu :)
                  • grosz-ek Czym jest małżenstwo? 02.01.11, 23:32
                    Moon, poruszyłaś niezwykle ciekawy temat. Czym jest małżeństwo dla współczesnych ludzi? Formą spędzania czasu? Metodą realizacji aspiracji emocjonalnych? Sposobem na dalsze życie osób zakochanych? Instytucją pielęgnowania i wychowywania dzieci? Wynikiem realizacji nakazów religijnych? Nie ma i chyba nigdy nie było na to jednoznacznej odpowiedzi. Ale dobrze byłoby dla trwałości związku, zadowolenia i szczęści z niego płynącego, aby małżonkowie sobie na nie odpowiedzieli. Pozytywnym objawem będzie, jeśli te odpowiedzi nie będą mocno o siebie rozbieżne.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka