mateusz999dwa
17.04.11, 16:26
Mam 36 lat i od 13-tu lat jestem mężem. Tu wszyscy mają ten sam problem, ja też! Ale spróbuję od początku! Z żoną poznaliśmy się na studiach i zaiskrzyło, motylki w brzuchu, owszem też. Choć juz przed ślubem bywały spięcia bo ona nie zawsze miała ochotę. Ok myslałem, brak warunków, strach przed ciążą, może purytańskie wychowanie itp. Po ślubie niestety niewiele się zmieniło, ale seks średnio raz w tygodniu, choć teściowa za ścianą, więc po cichutku. Muszę napisać, że ja naprawdę się starałem bo widziałem, że mojej żonie potrzeba dłuuugiej rozgrzewki, długi erozgrzewki były, nie traktuję seksu mechanicznie, ale też lubię eksperymentować urozmaicać, szukać rozkoszy... U nas szczytem było gdy raz na rok udawało mi się namówić moją żonę by zalożyła seksowną bieliznę. Nieraz zdażało się, że chciala mnie chwilkę popieścić oralnie, ja mogę całować ją całą tyle ile chciała- ale poniżej pasa nie chciała. Pojawiały sie pierwsze spięcia-gwałtowne ale krótkie. Potem ciąża i maluszek, ja spałem w innym pokouju i rozumiałem sytuację - seks rzadko. Potem pytanie jak się zabezpieczać i zona zaczęła brać piguły i wtedy apetyt na seks spadł niemal do zera. No przepraszam tak w okresie jej dobrych dni widziałem, że ma ochotę ale to były 2,3 dni w miesiącu! Zacząłem rozmawiać, spokojnie tłumaczyć, że to ma wpływ na nasz związek i wtedy pojawiły się pierwsze sygnały, że seks dla niej nigdy nie był ważny i nic nieprzyzwoitego nie zamierza robić. Gdy nasze życie stało się dziwnie chłodne, zrozumiała - tak myślę. Odstawila tabletki, ja się zabezpieczalem i jakoś szło, raz lepiej raz gorzej. Potem druga ciąża i po niej znowu tabletki, bo jest zagrożenie, rakiem jajnika. Teraz to już kaplica, żonka ma uzasadnienie, ona jest zagrożona rakiem, więc prochy trzeba brać, a że kompletnie nie ma ochoty, to ona już nic nie poradzi. milość jest najważniejsza, a jak kochasz to musisz zrozumieć, że prochy bierze by żyć! Nie chce iść do lekarza, nie chce szukać innych rozwiązań, ja czytam fora, szukam pomysłów, tłumaczę i zastanawiam się - czy jestem nienormalny? Czy zdrowy 36 letni mężczyzna, który nie ma klopotów z kobietami, jest nienormalny bo chce być z kobietą częściej niż raz w miesiącu? Po za tym ten raz najczęściej wygląda tak, że ja staram się rozgrzać, tak jak potrafię, ale staram się tak kilkanascie minut, dodam, że mi niewiele potrzeba po takich postach, potem żona proponuje może wejdź to się rozgrzeję, bo suchość pochwy to standard. Ja patrzę na jej reakcję i delikatnie próbuję i jakoś to się kończy. Przecież to paranoja. Po ostatnim razie powiedzialem, że ja już nie mogę, że dalej tak nie damy rady, że seks jest mi potrzebny i usłyszałem, że nie jest kur..ą, że jestem nienormalny bo najlepiej jakby codziennie robila mi l...kę, przebierala sie itd. Rozmow nic nie dały. Dodam, że nie jestem brudasem, pijakiem, brutalem, naprawdę dbam o rodzinę, dużo pracuję, dookoła tyle kobiet, niektóre dają nawet znaki, ale ja nie zdradzam. Mamy dwóch synów 6 i 11-latka, dom i kredyt do spłacenia. jesteśmy powiązani wszystkim tylko nie seksem!!! Co robić: uciekać, zdradzać i udawać, że nic sie nie dzieje, rozwód a dzieci?, nie wiem. Najgorsze, że nasze rozmowy nie wyglądają jak cywilizowane, ja boję się, że rozwód też byłby jakiś nienormalny. Ostatnio usłyszłem, że moja matka dowie się dlaczego rozwód-bo ja chcę seksu bez przerwy, przecież to jakaś paranoja - CO ROBIć???
Przepraszam,że tak dużo tego ale tu czytałem wiele mądrych wypowiedzi i może ktoś mi coś podpowie.