Dodaj do ulubionych

Czy warto walczyć do upałego???

17.04.11, 16:26
Mam 36 lat i od 13-tu lat jestem mężem. Tu wszyscy mają ten sam problem, ja też! Ale spróbuję od początku! Z żoną poznaliśmy się na studiach i zaiskrzyło, motylki w brzuchu, owszem też. Choć juz przed ślubem bywały spięcia bo ona nie zawsze miała ochotę. Ok myslałem, brak warunków, strach przed ciążą, może purytańskie wychowanie itp. Po ślubie niestety niewiele się zmieniło, ale seks średnio raz w tygodniu, choć teściowa za ścianą, więc po cichutku. Muszę napisać, że ja naprawdę się starałem bo widziałem, że mojej żonie potrzeba dłuuugiej rozgrzewki, długi erozgrzewki były, nie traktuję seksu mechanicznie, ale też lubię eksperymentować urozmaicać, szukać rozkoszy... U nas szczytem było gdy raz na rok udawało mi się namówić moją żonę by zalożyła seksowną bieliznę. Nieraz zdażało się, że chciala mnie chwilkę popieścić oralnie, ja mogę całować ją całą tyle ile chciała- ale poniżej pasa nie chciała. Pojawiały sie pierwsze spięcia-gwałtowne ale krótkie. Potem ciąża i maluszek, ja spałem w innym pokouju i rozumiałem sytuację - seks rzadko. Potem pytanie jak się zabezpieczać i zona zaczęła brać piguły i wtedy apetyt na seks spadł niemal do zera. No przepraszam tak w okresie jej dobrych dni widziałem, że ma ochotę ale to były 2,3 dni w miesiącu! Zacząłem rozmawiać, spokojnie tłumaczyć, że to ma wpływ na nasz związek i wtedy pojawiły się pierwsze sygnały, że seks dla niej nigdy nie był ważny i nic nieprzyzwoitego nie zamierza robić. Gdy nasze życie stało się dziwnie chłodne, zrozumiała - tak myślę. Odstawila tabletki, ja się zabezpieczalem i jakoś szło, raz lepiej raz gorzej. Potem druga ciąża i po niej znowu tabletki, bo jest zagrożenie, rakiem jajnika. Teraz to już kaplica, żonka ma uzasadnienie, ona jest zagrożona rakiem, więc prochy trzeba brać, a że kompletnie nie ma ochoty, to ona już nic nie poradzi. milość jest najważniejsza, a jak kochasz to musisz zrozumieć, że prochy bierze by żyć! Nie chce iść do lekarza, nie chce szukać innych rozwiązań, ja czytam fora, szukam pomysłów, tłumaczę i zastanawiam się - czy jestem nienormalny? Czy zdrowy 36 letni mężczyzna, który nie ma klopotów z kobietami, jest nienormalny bo chce być z kobietą częściej niż raz w miesiącu? Po za tym ten raz najczęściej wygląda tak, że ja staram się rozgrzać, tak jak potrafię, ale staram się tak kilkanascie minut, dodam, że mi niewiele potrzeba po takich postach, potem żona proponuje może wejdź to się rozgrzeję, bo suchość pochwy to standard. Ja patrzę na jej reakcję i delikatnie próbuję i jakoś to się kończy. Przecież to paranoja. Po ostatnim razie powiedzialem, że ja już nie mogę, że dalej tak nie damy rady, że seks jest mi potrzebny i usłyszałem, że nie jest kur..ą, że jestem nienormalny bo najlepiej jakby codziennie robila mi l...kę, przebierala sie itd. Rozmow nic nie dały. Dodam, że nie jestem brudasem, pijakiem, brutalem, naprawdę dbam o rodzinę, dużo pracuję, dookoła tyle kobiet, niektóre dają nawet znaki, ale ja nie zdradzam. Mamy dwóch synów 6 i 11-latka, dom i kredyt do spłacenia. jesteśmy powiązani wszystkim tylko nie seksem!!! Co robić: uciekać, zdradzać i udawać, że nic sie nie dzieje, rozwód a dzieci?, nie wiem. Najgorsze, że nasze rozmowy nie wyglądają jak cywilizowane, ja boję się, że rozwód też byłby jakiś nienormalny. Ostatnio usłyszłem, że moja matka dowie się dlaczego rozwód-bo ja chcę seksu bez przerwy, przecież to jakaś paranoja - CO ROBIć???
Przepraszam,że tak dużo tego ale tu czytałem wiele mądrych wypowiedzi i może ktoś mi coś podpowie.
Obserwuj wątek
    • zakletawmarmur Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 17:02
      Co robić: uciekać,
      > zdradzać i udawać, że nic sie nie dzieje, rozwód a dzieci?,

      Ani jedno ani drugie:-) Walka o związek! Ale nie na zasadzie rozmów p.t. "jak mi nie będziesz dawać dupy to się rozwiodę". Czy Tobie po takim argumencie by się zachciało seksu z żoną, na którą nie miałbyś ochoty? Pewnie nie... Mnie przynajmniej to by ochoty nie poprawiło.
      A gdybyś zauważył, że inni faceci są żoną zainteresowani i miałbyś świadomość, że ona seksu potrzebuje jak wody?

      Tak więc postaw na:
      - stałe wzbudzanie w żonie zazdrości. Nawet jeśli kobieta miałaby być oburzona i robić sceny. Potraktuj to jako stały obowiązek małżeński:-)
      - zaprzestanie nagabywania żony. Zwiększy to zazdrość o inne kobiety. Szczególnie jeśli wcześniej za nią łaziłeś i ciągle się dopraszałeś seksu.
      - zwiększ dominacje. Szczególnie w łóżku ale też tak na co dzień...
      - na bieżąco uświadamiaj kobiecie, że dla Ciebie seks jest bardzo ważnym elementem związku:-)

      Od razu mówię, że wymaga to stałego działania...

      Ostatnio usłyszłem, że moja matka dowie się dlaczego r
      > ozwód-bo ja chcę seksu bez przerwy, przecież to jakaś paranoja - CO ROBIć???

      Nie daj się zastraszyć! To żałosny chwyt... Zresztą jesteś już dorosły i zdanie mamusi możesz sobie podarować, więc nawet jeśli kobieta zniżyłaby się do takiego poziomu a mama nie zachowała się od żony lepiej to co najwyżej oznaczałoby, że zdanie obu pań trzeba olać:-) Żona powinna sobie uświadomić, że jesteś dorosłym mężczyzną i mamusi to Ty się już nie boisz...
      • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 17:43
        Próbowałem wzbudzać delikatnie zazdrość ale to nic nie wnosi, poza jakimiś aluzjami, spięciami kolejnymi, ta metoda to nie na moją żonę. Wtedy staje się nerwowa i mi po prostu chce dokuczyć. A moje "wystudzenie", czyli sygnały, że nie to nie też nic nie dają. Jak ma się z tyłu głowy, że ktoś dla mnie się nie stara, że moja żona nie próbuje walczyć z tą sytuacją to zaczynasz zachowywać się jak facet, czyli ja nie muszę Cię prosić, ale ty też mnie nie proś abym Ci ciągle mówił jak Cię kocham, przytulal całował i kwadratura koła. Ona wtedy mówi jak mam z Tobą być jeśli nie potrafisz mi mówić jak mnie kochasz itd. To jest denerwujące, jak starasz się, prosisz niczym skomlący pies, robisz wszystko by się czuła dobrze, adorujesz, mówisz miłe slowa, a potem widzisz jak wieczorem zasypia w 3 sekundy od przyklejenia głowy do poduszki i myślisz sobie - dlaczego mam sie starać??! Tekst o mamusi pokazałem by zobrazować poziom rozmowy o klopotach w łóżku. mamy sie nie boję - spoko ale jak będzie miał wyglądać rozwód? Rozumiem, że to nerwy ale ja nie zejdę do tego poziomu!
        • kag73 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 18:16
          Hmm, z seksiara sie nie ozeniles, niestety.
          Do tego zona wydaje sie byc w mala kratke, ma utarte schematy w glowie i ich sie trzyma, ciezki przypadek. Coz robic? Mowisz, ze wzbudzanie zazdrosci nie pomaga.
          A zalezy Ci na niej? Kochasz ja, jestescie poza tym zgrana para? Jest o co walczyc, oprocz kerdytu i dzieci?
          Myslisz, ze zonie zalezy na Waszym malzenstwie?
          Jezeli jej zalezy, moze odstraszyc powazna wizja rozwodu.
          Zona, poniewaz nie jest wysokolibidowa ani wysokoerotyczna, nie potrafi wczuc sie w Twoja sytuacje. Warto jej ja uswiadomic. Powiedziec jak Ty sie czujesz, czego Ci brakuje, ze chodzi Ci po glowie seks z inna, bo wlasna zona nie chce. Najbardziej chcialbys z nia, ale skoro dla niej seks jest niewazny i ona nie chce, to chyba nie ma nic przeciwko, zebys Ty te potrzeby zaspokoil gdzies indziej. Poza tym mozecie zyc dalej jak dotad. Jezeli nie zaakceptuje, zaproponuj rozwod. Ale ta grozba musi byc realna i zabrzmiec prawdziwie. Podkresl milosc do niej, to wazne. Zaproponuj pomoc i wsparcie jezeli zechce sprobowac cos zmienic, wyjsc Ci troche na przeciw. Musi zatrybic, ze chodzi o Wasze malzenstwo, o rodzine. Byc moze, jezeli jej zalezy, sprobuje. Porazmawiaj na spokojnie, daj jej z tydzien czasu na przemyslenia. Powiedz, ze jezeli chce razem z Toba walczyc, bedzie miala kazda pomoc.
          Przekonaj do konsultacji innego lekarza, mozna sprobowac innej pigulki. Na suchosc pochwy sa zele.
          Wydaje mi sie, ze jezeli zonie zalezy na Was, to zacznie cos robic.
          • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 18:50
            Dziękuję za poważne podejście do mojego problemu, za te pytania, sugestie, dziekuję!
            Wydaje mi się, że kocham, przecież gdybym nie kochał to bym nie znalazł tego forum. Męskie myślenie... Właśnie powinienem adorować, zdobywać, przytulać, a nie pracować, zarabiać, być odpowiedzialny, dawać bezpieczeństwo... No dobra mamy inne mózgi. A może mój jest inny niż większość. Tylko, że czytałem tu zanim sam się odważyłem też inne wątki- dziwne są kobiety, którym brakuje seksu... - niemożliwe, a jednak.
            Ale wracając. Rozmawiałem o swoich problemach, przepraszam o naszych, wiele razy najczęściej kończy się to kłótnią, bo słyszę bo ty chcesz codziennie, najlepiej jakbym ci codziennie la..ki robila, itd. Nie chcę wszystkiego cytować. Ja staram sie mówić a może poczytajmy, poszukajmy, razem coś zróbmy, mogę robić co chcesz, przecież realizowanie swoich fantacji powoduje, że odzieramy się z resztek swojej intymności ale jednocześnie musimy sobie mocno zawieżyć. Ja nie mam jakiś dziwacznych pomysłów - lubię bieliznę, lubie oral kurczę nic wulgarnego. No nie o to chodzi.
            Kredyt nie istotny ale dom był naszym marzeniem, czekalismy dziesięć lat i udało się. Spłacę go! Tylko dzieci, one są przyzwyczjone do dużej ilości uczuć daję je chyba w zamian, na złość, nie wiem ale dajemy obydwoje im dużo. One będą cierpieć - tego nie chcę. No więc kocham jeszcze czy nie???
        • zakletawmarmur Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 19:15
          > Próbowałem wzbudzać delikatnie zazdrość ale to nic nie wnosi, poza jakimiś aluz
          > jami, spięciami kolejnymi, ta metoda to nie na moją żonę. Wtedy staje się nerwo
          > wa i mi po prostu chce dokuczyć.

          To znaczy, że działa:-) Ale Ty popełniasz błąd przejmujesz się jej gadaniem. W ten sposób utwierdzasz ją w przekonaniu, że jej metoda na marudzenie, wyśmiewanie jest skuteczna:-)

          W takich chwilach trzeba ucinać dyskusje, tzn. wytłumaczyć, że jej zachowanie jest żałośne i nie będziesz znizał sie do jej poziomu... Będzie marudzić przez miesiąc, dwa, trzy, później zobaczy, że w ten sposób z Tobą nie wygra. Zawsze możesz jej powiedzieć, że jeśli tak bardzo jest z Tobą nieszczęśliwa to nikt jej nie trzyma, są rozwody.
          Najlepiej jednak działa obracanie takich słów w żart:-) Spróbuj traktować w takich chwilach swoją kobietę jako rozkoszną histeryczkę:-)

          A moje "wystudzenie", czyli sygnały, że nie to
          > nie też nic nie dają.

          Bo źle się do tego zabierasz... To nie ma być na zasadzie, "nie dobieram się do Ciebie, bo się obraziłem, że mi odmawiasz/ chcę cię przytrzymać" ale nie dobieram się do Ciebie, bo nie mam ochoty na bylejaki seks... I działa to tylko w połaczeniu z flirtem z fajną koleżanką:-)
    • black_barbie Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 19:00
      Nic na siłę, nic na szybko. Nie wiem czy macie możliwość ale w tej sytuacji potrzebne jest jedno - weekend bez dzieci, rodziny, z dala od garów i wszystkiego co na co dzień bardziej was dzieli niż łączy. Znajdź taki weekend/wieczór, zarezerwuj pokój w hotelu, żonie z uśmiechem powiedz, że zabierasz ją na super wycieczkę, a potem...zachowujcie się tak jak na studiach, jakbyście dopiero się poznali. Bądźcie swobodni, radośni, zapomnijcie na chwilę o wszystkim, powspominajcie najpiękniejsze chwile, śmiejcie się aż do rozpuku. Mam nadzieję, że na samą myśl się uśmiechnąłeś :) Jeśli tak, wszystko jest na dobrej drodze, żonę trzeba na nowo otworzyć, musi się udać !!!
      • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 19:34
        Droga black_barbie. Pomysł świetny ale tu nie chodzi o odblokowanie. Dwa lata temu na rocznicę ślubu namówiłe, niestety musialem namawiać, bo dzieci itd, na wyjazd do Mikołajek. Hotelik, przy przytani, ładna pogoda, wkońcu koniec czerwca. Atmofera super i tańce w knajpce do nocy i seks, no super i mój prezent sądzę, że udany. No ale u licha nie można np dwa razy w miesiącu jeździć do hoteliku. Zreszto to był wyjazd na jedna noc bo moja połowa przeżywała co z dziećmi i dłuższy wyjazd nie możliwy. Po powrocie, powrót do normalności, czyli .... no wiecie. jestem tchórzem, nie umiem powiedzieć odchodzę, co dalej, co z dziećmi, co z tym wszystkim co zbudowaliśmy, może ona to wykorzystuje, ale mówi że kocha, kobiety przecież mówią. Ukladam sobie w głowie, że może wyjdę i nie wróce na dwa trzy dni zniknę niech zobaczy, czy jest lepiej. Tylko te dzieci!
        • zakletawmarmur Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 20:01
          jestem tchórzem, nie umiem powiedzieć odchodzę, co dalej, co z dziećmi, c
          > o z tym wszystkim co zbudowaliśmy, może ona to wykorzystuje

          Bardzo możliwe, że jest w tym troche prawdy. To żona ma w tym związku przewagę i wykorzystuje ją, żeby przeforsować swoją wizje związku... W takich sytuacjach faktycznie warto pokazać, że rozstanie jest możliwe... Twoja żona zauważyła, że bardziej opłaca jej się Ciebie gnoić bo wtedy podkulasz ogon i się wycofujesz. Ona próbuje wziąć Cię pod pantofel. Nie daj się:-)
          • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 20:24
            Jeszcze raz dziękuję za wszystkie te slowa. Muszę pomysleć czy mam siłę na rozwód?
            • zakletawmarmur Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 21:31
              Nie chodzi o to, żeby się rozstać "na zawsze" ale o to, żeby kobieta miała świadomość, że jesteś w ogóle do tego zdolny, że metoda zastraszenia, ponizania na Ciebie nie działa... Jednak faktycznie musisz mieć siły na rozstanie. Rzucanie słów na wiatr tylko mogłoby pogorszyć sytuacje.
      • gacusia1 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 00:06
        Ale nawet jesli to pomoze to pomoze na raz. Na ten jedyny raz "na wycieczce". A potem powrot do szarej rzeczywistosci. Znow to samo-dzieci,tesciowa,pigulki,sratatata... No chyba,ze autor ma pozbyc sie dzieci,utopic tesciowa i przeprowadzic sie do dzungli wraz z ona? :))))
    • efi-efi Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 22:13
      Żona potrzebuje długiej rozgrzewki, ale "ale poniżej pasa nie chciała. "
      Czyli co? Myzianko, całuski?

      >>ale też lubię eksperymentować urozmaicać, szukać rozkoszy.

      No ale czyjej rozkoszy?

      A może jak się zdarzy ten następny raz skup się tylko i wyłącznie na żonie, tak jakbyś miał zadanie do wykonania , że to jej I TYLKO JEJ ma być dobrze, Ty jesteś nieważny.

      >>U nas szczytem było gdy raz na rok u
      > dawało mi się namówić moją żonę by zalożyła seksowną bieliznę.

      - No bo po co niby ma ją zakładać? Kobietę raczej koronki i stringi nie podniecają, a skoro Ty nie spełniasz jej oczekiwań w łóżku to i jej się pewnie nie chce starać.


    • bcde Re: Czy warto walczyć do upałego? Nigdy! 17.04.11, 22:39
      Chłopie! Powyższe rady kobiet możesz o dupę rozbić, bo seksu dzięki nim nie będzie.
      Twoja żona "grozi", że poskarży się twojej mamie, że ty "chcesz codziennie"? Buhahaha!
      Twojej żonie należy się kop w d... , a tobie należałby się medal za to, że z nią tak długo byłeś, gdybyś nie był taką ci... , sorry ciapą.
      Krótka piłka! Żonę przy najbliższej odmowie po prostu opierdol i powiedz, że masz dosyć. Następnie obraź się na nią i odstaw od stołu i łoża - nie śpij z nią, w miarę możliwości jadaj na mieście albo rób sobie jedzenie sam. Jeśli żona zechce cię przeprosić i obiecać poprawę, daj jej szansę. Jeśli nie podejmie starań, powiedz jej, że składasz pozew o rozwód i, do k... nędzy zrób to - wnieś o rozwód z jej winy. Jako przyczynę rozkładu pożycia podaj jej odmowę pożycia fizycznego, co spowodowało rozkład innych więzi. Zanim sprawa trafi na wokandę, tak się już stanie, jeśli będziesz konsekwentny. Poskarż się zaufanym kumplom lub rodzinie, żebyś miał w sądzie świadków, że się skarżyłeś na brak pożycia.
      A po rozwodzie żyj szczęśliwie z inną kobietą, która chętnie będzie ci dawać od przodu i od tyłu (dopóki nie poczuje się zbyt pewnie). I nie żeń się więcej, chyba że faktycznie trafisz na taką, która naprawdę lubi seks z tobą.
      Dzieci są już na tyle duże i związane z tobą, że zrozumieją rozwód i będziesz miał dobre kontakty. Domem i kredytem się nie przejmuj. Majątek i tak musi być sprawiedliwie podzielony.
      • wypasiona_foczka Bardzo trafne. 04.06.11, 20:40
        To strasznie brutalne rozegranie ale niestety prawdziwe i skuteczne.
        Ja odpuściłam po 12 latach takiego skomlenia i zebrania o jakiekolwiek zainteresowanie. Jestem młoda, śliczna, szczupła, wysportowana, seksownie się ubieram a jeśli jakimś cudem mój partner zgodził się na seks to i tak wychodziła średnia 1-2 x na 3 miesiące :/ jak ktoś na forum pisał, że ma seks rzadko bo 1x na tydzień to aż się uśmiechałam. Prosiłam, groziłam, rozmawiałam, wyjaśniałam, że to ważna sprawa, rzutująca na inne relacje - jak grochem o ścianę. Przyczyną odmowy było najczęsciej to, że mu sie nie chce, musiałby wziąc prysznic (albo inna niedorzeczność) albo po prostu "nie" i już a ja chodziłam po ścianach. Przez ostatnie 5 lat zdążyłam przetestować wszystkie rozwiązania polecane tu przez forumowiczów. Wszystko na nic.
        W takich ludziach, w żonie wątkodawcy pewnie także urosło poczucie pewności, że nic nie muszą robic, że nie muszą się starać bo wszystko mają i z ich punktu widzenia jest OK. Jego zona ma już męża, dzieci, wygodny dom, stabilizację po co ma się starać? Żyje w przekonaniu, że mąż musiałby być kompletnym wariatem żeby burzyć ten świat stąd jest pewna, że tego nie zrobi. Moim zdaniem IDEALNIE opisałeś "procedurę" postapienia z takim przypadkiem krok po kroku. Ja zrobiłam podobnie - ostateczny opierdol + ultimatum: robisz coś z tym albo odchodzę. Zostałam gorąco zapewniona o konieczności zmian ale na zapewnieniu się skończyło. Poczekałam jeszcze pół roku by mieć pewność, że nie zmieni się NIC (seks był 3 razy :DD) i po prostu odeszłam. Mina gdy o tym poinformowałam - bezcenna. Najlepsze jest to, że nagle przeżył "cudowne nawrócenie". Widujemy się czasem, mamy dobry kontakt, on ciągle powtarza, że nieustannie marzy by się ze mną kochać, że żałuje każdego "odmówionego" razu, mówi, że nie ma pojęcia dlaczego tak się zachowywał, że to bylo kretyńskie, niedojrzałe ale sorry, już za późno.... Może żona zobaczywszy pozew rozwodowy naprawdę zmięknie albo nawet jesli już do rozwodu dojdzie zobaczy jak wiele straciła i zechce spróbować to poskładać raz jeszcze, dla dobra dzieci chociażby.
        Takim ludziom wydaje się, że tylko żartujemy z tym odejsciem/rozwodem, że się nie odważymy bo mamy do stracenia to i tamto. Wątkodawco, nie ukrywaj przed nikim powodu rozstania, jesteś normalnym człowiekiem o normalnych potrzebach, nie daj się zastraszyć, wsadzić w ramki jakiegoś zboka i seksoholika.
    • grosz-ek Kilka, takich sobie sugestii: 17.04.11, 23:14
      1. Nie daj się wykopać z łóżka małżeńskiego - jest ono równie mocno Twoje, jak Twojej żony, a na pewno nie dziecka;

      2. Bądź bardzo, bardzo miły i czuły - mów dużo o swojej miłości do niej i często ją zaczepiaj - obejmując, przytulając, całując w szyję, itd, w trakcie codziennych czynności. Przyjmij na początek, że będziesz tak postępował np. 3 razy dziennie: przed wyjściem do pracy, po przyjściu, przed zaśnięciem. Obejmij, ukochaj, ucałuj, powiedz, że mocno ją kochasz i ją pragniesz, po czym wróć do swoich codziennych zajęć. I tak dzień w dzień, zwiększając stopniowo częstotliwość. Bądź innowacyjny w okazywaniu miłości, uruchom wyobraźnię;

      3. Twórz sytuacje mocno nacechowane erotyzmem: wykąp się razem z żoną i umyj ją całą dokładnie, albo - po kąpieli wymasuj ją balsamem do ciała, albo - jeśli będzie ciepło, zabierz ją na spacer lub zakupy w niekompletnej bieliźnie, albo - gdy będzie w pracy, wyślij pieprznego sms lub zadzwoń i przeprowadź sprośną rozmowę telefoniczną, albo - zorganizuj w domu kolację przy świecach. Ważne, abyś nie oczekiwał, że sytuacja ma się skończyć czymś więcej. Ta sytuacja jest dla niej, a nie dla Ciebie. Oczywiście, bądź kreatywny. Przyjmij, że takich sytuacji w tygodniu będzie przynajmniej dwie;

      4. Wypracujcie własny kod miłosny - dzięki któremu będziecie w miły dla Was sposób informować o swoich erotycznych pragnieniach. Np. "Kochanie, czuję popołudnie ..."

      5. Zorganizuj dla niej wolny czas, w czasie którego będzie się mogła porządnie wynudzić. Wybierz się więc gdzieś z dziećmi (i tylko w dziećmi - bez niej) na bardzo, bardzo długo. Najlepiej z nocowaniem poza domem. Wyprawa na ryby, do dziadków, wujków, ciotek, cokolwiek. Ważne, żeby to był czas dla niej bez Was. Niech za wami porządnie zatęskni. I niech taka sytuacja będzie miała miejsce przynajmniej raz w miesiącu.

      6. Nigdy, ale to nigdy, nie rób awantur o seks. Seks to jest coś, co dostajemy od kobiet za naszą miłość. Daj jej więc swoją miłość - w postaci słów, czynów i gestów - a być może go otrzymasz. Na pewno go nie otrzymasz, krzycząc, wrzeszcząc lub prosząc. Oczywiście, sygnalizuj żonie, że masz chęć, ale nie domagaj się jej natychmiastowego zaspokojenia. Jak to mówią: "przyjdzie czas, przyjdzie i jedzenie".

      7. Gdy do seksu dojdzie, stań na wysokości zadania. Niech po fakcie, ona będzie bardziej zmęczona, niż Ty. A już minutę po skończeniu zacznij nakręcać atmosferę do następnego razu. Pochwal jej wysiłki, doceń starania, wyraź swoje wielkie zadowolenie i wykaż gotowość na więcej. Wracaj później do tych słów w późniejszych rozmowach. Niech Twoja żona uwierzy, że jest dla Ciebie najlepszą kochanką na świecie. I że właśnie dlatego ją pragniesz i dlatego ją tak mocno kochasz. W końcu - taka jest przecież prawda. Niech o tym dowie od Ciebie, a Ty w tej wiedzy ją później tylko utwierdzaj.

      Prawdę mówiąc, nie wiem, czy to wszystko coś da. W moim przypadku dało. Mam nadzieję, że też tak samo będzie w Twoim.

      • potwor_z_piccadilly Re: Kilka, takich sobie sugestii: 17.04.11, 23:54
        grosz-ek napisał:

        Chłopie, rady ciepłe i dobre, lecz sądzę że nasz autor prawie wszystko z twojego zestawu "siedmiu wspaniałych" przerobił.
        Ja sądzę ze tej konkretnej pani brakuje męskiego, samczego prz....dzielenia.
        Do autora.
        Przemyśl to co tu napisałem.
        • keti3 Re: Kilka, takich sobie sugestii: 19.04.11, 13:37
          tez tak mysle.. a powyzsze rady groszka mozna sobie wsadzic w 4 litery...zona jego po prostu nie bedzie miala ochoty ani na bieganie z gołym tylkiem po sklepie, ani na romantyczna-po 13 latach malzenstwa kolacje, ani na podgryzanie karku o porankui szepty w stylu" mmmrrr hhhrrrr kocham cie" gdy akurat smazy jajecznice dla dzieciakow. To jest bardzo wazne, ofkors, ale tą zone mysle, ze bardzo by podkrecil spontaniczny, bardzo egoistyczny samczy seks 3 minutowy:-)
          • grosz-ek Re: Kilka, takich sobie sugestii: 19.04.11, 13:54
            > To jest bardzo wazne, ofkors, ale tą zone mysle, ze bardzo by podkrecil
            > spontaniczny, bardzo egoistyczny samczy seks 3 minutowy:-)

            "Szybki Lopez" ma wiele plusów, ale bez wcześniejszego podkręcenia atmosfery, tak na sucho, może być bardzo różnie odebrany.
      • janznepomuka Re: Kilka, takich sobie sugestii: 18.04.11, 13:26
        Chyba Ci się, groszeku, na munio coś zdrowo rzuciło....kosmici????

        Przerabiane latami
        • grosz-ek Re: Kilka, takich sobie sugestii: 19.04.11, 11:04
          > Chyba Ci się, groszeku, na munio coś zdrowo rzuciło....kosmici????

          Przytoczę pewien cytat: wolnemedia.net/seks/syndrom-matki-i-dziwki/

          "[...] W najszczęśliwszych parach, które poznałem, był zawsze mężczyzna, który potrafił cały czas ze swoją kobietą flirtować i figlować. Potrafił sprawić, że kobieta miała ochotę dla niego paradować po domu w bieliźnie, na wyjścia wbijać się w mini i wysokie szpilki, a podczas kolacji w restauracji drażnić go nagą stopą przesuwaną na jego udzie pod stolikiem. W tych parach kobiety miały farta poznać mężczyzn, którzy akceptowali i uwielbiali w nich obydwie strony ich tożsamości – jasną (spokojną, ciepłą i miłą) jak i tą ciemną (zabawą, nieskrępowaną i seksualną). [...]"

          Ja tak w swoim małżeństwie miałem i osiągnąłem to metodami przedstawionymi powyżej. Więc, w jakimś sensie, są to metody sprawdzone, choć pewnie nie do zastosowania w każdej sytuacji małżeńskiej.
    • potwor_z_piccadilly Re: Czy warto walczyć do upałego??? 17.04.11, 23:20
      Widzę że porządny z ciebie facet, lecz żonę popsułeś.
      Za dobry na zewnątrz, lecz za bardzo dla niej czytelny i do tego rozgadany.
      Zmień to.
      Rady.
      - Zacznij bywać poza domem. Elegancki, zadbany i roześmiany. Jeśli nie masz zainteresowań, to je znajdź.
      - Przestań gadać, argumentować, napraszać się i naprzemiennie z groźbami skomleć.
      - Z żonką rozmawiaj na tematy zasadnicze. Trudne kwestie zbywaj milczeniem, wymijającą odpowiedzią, żartem.
      - O seksie póki co zamilcz, ograniczając się jedynie do krótkich przytyków i na nich kończ.
      - Nigdy kobiecie nie mów wprost że nie masz już na nią ochoty, bo to będzie równoznaczne z daniem jej po mordzie. Nie znaczy to że nie powinieneś tego jej sygnalizować w sposób dwuznaczny.
      - Zacznij w domu decydować. Tu jednak jeden warunek. Decyzje twoje muszą być trafne.
      - Nie zaprzestawaj dbać o nią i o dzieci. Wręcz uaktywnij się na tym polu ale milcz i nie dopominaj się nagrody.
      - To co najważniejsze, Konsekwentność. Niech się pali, wali, ty trwaj przy swoim.
      - No i troszkę ascezy. Niestety, tej kapitalki nie da się wykonać w miesiąc, czy dwa.
      To chyba tyle.
      O jednym, a ważnym dla sprawy nie napisałeś.
      Czy ta twoja jest osobą religijną, a jeśli tak to jak mocno jest zaangażowana.
      Pytam, bo jeśli pani jest na prostej do moherowego beretu to (niestety) jesteś gościu ugotowany.
      Pozdrowienia.
    • kutuzow Prawdziwe oblicze rad "Staraj sie bardziej" 18.04.11, 00:57
      mateusz999dwa ---> Nasze forumowe koleżanki udzielą Ci oczywiście całkiem sporo porad które wspólnie można zatytułować "Staraj się bardziej". Rady fajnie wyglądają, ale skutecznośc ich jest mizerna -sam przetestowałeś wyjazd z żonką to wiesz, że starczyło na jeden raz a potem wszystko wróciło do normy.

      Duzo lepiej jak zaczniesz czytać między wierszami i zaadaptujesz odpowiednio rady które zakletawmarmur przekazuje innym kobietom, bo na razie stary to jesteś jak gościu który się wybrał na strzelanine ze scyzorykiem - bez szans.

      Pozwól że zacytuje Ci tutaj słowa zakętej poddane zmianie formy z żeńskiej na męską:
      ".... Nawet jeśli masz twardy charakter bez argumentu w postaci możności zakończenia zwiąku jesteś nikim... "
      i dalej po wspomnianej przeróbce:

      "Dobrze jest się też zabezpieczyć, bo dzięki temu pani nie będzie miała tak dużej przewagi:-) Kobieta musi mieć poczucie, że może faceta stracić, wtedy bardziej go szanuje... Nie powinno się polegać na kobiecej empatii."

      całość wypowiedzi zaklętej w oryginale tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,122185578,122253415,Re_Urocze_slowianki_vs_zachodnie_frustrujace_fem.html

      Jak starałem się dowieść wcześniej szanownym koleżankom, że kobieta w małżenstwie ma dwa zabezpieczenia:
      1. Dziecki (w Polsce jak wiadomo w większości przypadków dzieci zostają z matką, która może odpowiednio "utrudnić" kontakt z krnąbrnym ojcem. (BBC podawało że ok 60% brytyjek ogranicza znacząco kontakt ojca z dziecmi po rozwodzie jako formę swoistej zemsty za rozwód)
      2. Finanse (50% majątku) + ew. alimenty na żonę jeśli mąż będzie uznany winnym rozpadu małżeństwa.

      wg mnie na tym bazuje Twoja żona. Czuje sie "okopana" i mocna. Wie że kochasz dzieci i zawsze może użyć straszaka z pkt 1 żeby wybić Ci z głowy "głupie pomysły".
      Nie pisałeś nic o kwestiach finansów, Jak sie podzieliliście obowiązkami domowymi, czy oboje pracujecie, jakie są Wasze dochody itp -to także moze rzucić troche światła pod kątem "zabezpieczeń".

      a teraz pytanie do naszych szanownych koleżanek które tutaj starają się Ci pokazać, że masz coś do powiedzenia i zasadniczo wszystko się ułoży jeśli tylko lepiej sie postarasz. Jakie to "zabezpieczenia" ma autor wątku w opisanej przez siebie sytuacji, co też jego chroni przed tym żeby zgodnie z radą zakletej: "Dobrze jest się też zabezpieczyć, bo dzięki temu pani nie będzie miała tak dużej przewagi:-) Kobieta musi mieć poczucie, że może faceta stracić, wtedy bardziej go szanuje... Nie powinno się polegać na kobiecej empatii."


      do autora ----> osobiście mam wrażenie, że przez lata zaniechań w związku, doprowadziłeś swoją ugodową postawą do tego że Twoje oczekiwania są teraz mało istotne. Nie masz także jakiś mocnych kart w ręku, więc wszelkiego rodzaju działania pt "Staraj się bardziej" będą działaniami kosmetycznymi które niewiele zmienią. Dodatkowo jeśli np. okaże się że Twoja małżonka jest z tych kobiet dla których posiadanie potomstwa jest celem najważniejszym w życiu, a małżeństwo jest tylko środkiem do realizacji tego celu (seks zaś to samo zło i grzech), może się okazać iz sytuacja jest dramatyczna.
      Napisz coś więcej o Waszym podziale obowiązków, finansach.
      • kag73 Re: Prawdziwe oblicze rad "Staraj sie bardziej" 18.04.11, 02:54
        Nie wiem, mnie sie wydaje, ze Twoja zona jest z tych aseksualnych, byc moze zahamowanych, ze wzgledu na wychowanie, wplyw rodzicow albo kosciola. Moze dla niej seks jest czyms brudnym i bebe. dzieci owszem chciala, kochala tez Ciebie dlatego od czasu do czasu "dawala" czego chciales. Wiadomo, ze po 13 latach to juz nie to samo, jej ochota, jezeli w ogole taka czasami miewala, sie zmniejszyla, niestety.
        A czy Ty jeses jej pierwszym i jedynym facetem? Czy masz wrazenie/pewnosc, ze w czasie seksu z Toba w ogole kiedykolwiek miewala orgazmy albo przezywala rozkosz? Czy miala z tego przyjemnosc?
        Byc moze to co i jak robicie nie sprawia jej przyjemosci a eksperymentowac nie chce, bo to nie "po bozemu", albo ma zahamowania, kompleksy, nie wiem co jeszcze. Probowaliscie seksu kiedy byla pod wplywem alkoholu? Jak sie wtedy zachowywala?
        Do konca nie wiem czy Twoje zachowanie mogloby tutaj cos zmienic, bo jak dla mnie, ona zwyczajnie czuje obrzydzenie do seksu. Nie wiem co jest tego przyczyna, moze ona zna powod a moze tez nie. Teraz nie ma ochoty, moze ze wzgledu na pigulki, ale kiedys tez nie byla seks bomba.
        Radze w dalszym ciagu na serio przekazac zonie, ze potrafisz bez niej i ze potrafisz odejsc, jezeli nic sie nie zmieni. Jednak musisz najpierw sam byc pewien, ze dasz rade. Albo musisz byc zupelnie pewien, ze zona tak bardzo Cie kocha, jest przywiazana, mysli o dobru dzieci, ze cos zrobi, zebys nie odszedl.
        zasatanow sie czy tak jest. Jezeli podejmiesz rozmowe z nia, sprobuj dowiedziec sie dllaczego seks dla niej jest taki fuj i czy ona w ogole nie ma z tego frajdy, ale uwazaj, bo moze sie okazac, ze nie spelniasz jej oczekiwan.
        Hmm, jezeli bedzie chciala wspolpracowac, zapewnij wsparcie, jezeli nie bedzie chciala...coz moze zgodzi sie na kogos innego do seksu dla Ciebie. A moze bedzie chciala rowodu. Zona musi uwierzyc, ze odejdziesz jezeli nie bedzie probowala razem z Toba zmienic sytuacji. Nawet jak Ty sam nie chcesz, musisz przekonywajaco klamac. Nie wiem czy potrafisz, bo nie jestes kobieta ;)
        • janznepomuka Re: Prawdziwe oblicze rad "Staraj sie bardziej" 18.04.11, 15:03
          Seks "na mieście" nie jest rozwiązaniem dla każdego, he, he.....

          I jak ktoś tego nie spróbuje, to nigdy nie będzie wiedział, jak to u niego z uczuciami jest.....

          W sumie ciężko jest doradzać zdradę.....ale jak komuś wystarczy rzadko, to zdradą da się ciągnąć.....jak potrzebuje często, to się wkopie jeszcze bardziej....bez sensu....najlepiej zostawić babiszona.....bo tak się nie zachowuje żona tylko babiszon cholerny....
    • vitek_1 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 03:09
      Ja się nawet nie dziwię twojej żonie że nie lubi seksu. Prawdopodobnie nigdy nie miała orgazmu, więc co ma lubić?
      • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 08:17
        Jak dużo pytań i ile krytyki mojej osoby. Pewnie w części uzasadnionej.
        Od strony materialnej i podziału obowiązków wyglada to tak. Moja żona jest nauczycielką - nie zarabia dużo ale jak na miasteczko w którym żyjemy to naprawdę nieźle. Ja zarabiam różnie ale od 2 do 3 razy więcej. Jestem osobą bardzo zaangażowaną w pracę zawodową ale też społeczną. Owszem więcej czasu jestem zajęty, wychodzimy razem do pracy ja wracam po 16.00, często mam spotkania, zebrania wieczorami. Żona jest w domu najczęściej przed 14-tą. W prowadzeniu domu pomaga jej mieszkająca z nami matka. Namówiłem żonę na prawako po 10 latach je zrobiła, ma swoj samochód. Ja jak jestem w domu to staam się pomagać, szczególnie starszemu synowi w sprawach nauki, często jak jestem organizuję kolację i kładę dzieciaki. No nie siedzę jak sułtan i nie patrzę jak żona się uwija. Aczkolwiek przyznaję, nie piorę, nie sprzątam, nie prasuję. Staram się inicjować jakieś rozrywki dla dzieciakow, żony - wyjeżdżamy do teatru- oboje lubimy. Nie wracam do domu na bani, no może dwa razy w roku ale z rozsądkiem, bez awantur, potulnie... Zajmuję się wszystkimi formalnosciami. Sądzę, że gdybym odszedł żona nie wiedziałaby ja znaleźć nr konta i gdzie co załatwić, nigdy tym nie musiała sie przejmować. Nawet samochód tankuje jej ja!
        Pojawia się tu też wątek po tytułem - twoja żona nie ma przyjemności w łóżku...
        Może jest w tym jakaś cząstka prawdy. Ale moja żona lubi bardzo długą grę wstępną, a ja też lubię gdy widzę jej zadowolenie więc całowania, miziania, dotykania, muskania itp... dużo potem bywało miło., czy miala orgazm? Jeśli sama nie wie czy miała to pewnie nie miała... Ja nie chcę się usprawiedliwiać ale zawsze chciałem rozmawiac o jej potrzebach i jeśli takie były ona mi o tym mówiła aja chętnie je reakizowałem. Tylko jak to zrobić jeśli, oralnie nie przepada, "ręcznie" nie bardzo, a klasycznie nawert jak stosowalem techniki i udawało mi się pół godziny w różnych pozycjach to widziałem rozkosz i zadowolenie ale nie orgazm. Bywały chwile, że w okresie najwiekszej chęci, była kąpiel, masaż całego ciała i potem długie pieszczoty i nic. Irytacja mężczyzny, który adoruje kobietę przez godzinę i nic sięga zenitu... Teraz przez tableteczki, nawet półgodzinne mizianie nic nie daje. ona wtedy mówi ja chcę ale mój organizm nie działa. Jak tłumaczę trzeba szukac innych rozwiązań to słyszę, że musi je brać bo lekarz powiedział, że zapobiegają rozwijaniu sie raka jajnika i basta. ma nie brać i umrzeć!!! Ktoś pytał o seks po alkoholu. Owszem łatwiej się rozkrecić i razem to zauważyliśmy ale no można tak od czasu do czasu ale nie pasuje mi aby przed pójściem do łóżka zawsze pić - jej też nie.
        Co do religijności - moja żona nie jest moherem, miala takie zapędy jako młoda dziewczyna, jeździła na pielgrzymki, "kościółek", ale widzę, że od pewnego czau - kilku lat - staje się bardzo obojętna na religię. Może coś tam w głębi pozostało ale jakoś nie widzę w jej zachowaniu objawów religijnego fanatyzmu.
        • sisi_kecz Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 10:04
          Witaj,

          już przyszłam na gotowe, bo napisano i o tym, żebyś Ty się starał i o wzbudzaniu zazdrości, i o kopnięciu baby w dupę ;)

          Jesli chodzi o te odwieczne rady, które sa w kontrze do siebie: okazuj jej swoją miłość i przywiązanie/okazuj jej swoją niezależność i obojętność,
          to wybór opcji zalezy od Ciebie.
          Sądzę, że zależnie od związku i charakteru osobowości osób , które go tworzą może zadziałać, jeśli jest dobrze dobrane.
          W podpowiedziach stoi, że chyba dobra jest zmiana strategii- czyli wyrwanie z marazmu tego co było i było jednostajne, aż stąło sie niewidzialne.

          A co do rozwodu, rozejścia sie, "pójścia na dupy", to warto zadać sobie pytanie- czy warto rozwalać stadło rodzinne, skoro testosteron i tak zaraz zleci w dół? a od seksu ważniejsza stanie się podgrzewana poduszka, może nawet żywa, co się lubi miziać i dobrze jeść daje.
          Trochę gorzkie ale prawdziwe, bo mając lat 36 to już bardziej Ci seksu brakować nie będzie.
          Wszystko ladnie wygląda, gdy jest tylko projekcja- nie ma seksu bez kolców- więc rewolucyjne akcje są proste i prowadzą do szczęścia, najczęściej tylko w planach.
          Koszty są bardzo wysokie, a pole zniszczeń niewspółmierne i chyba sie nie opłaca.
          Ale to moje zdanie.

          Zrób sobie listę plusów, minusów w Twoim życiu osobistym i obejrzył co wyjdzie:)

          pozdro!
          • kutuzow sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 10:43
            Sisi ---> czasami gadasz z sensem, ale czasami jak coś walniesz to sie zastanawiam czy Ty tak na serio, czy może dla jaj. Sugerujesz że facet który ma 36 lat ma już "z górki" i że już nie musi próbować coś zmieniąć bo "za chwilę" i tak nie będzie korzystał z seksu i uroków życia?

            " A co do rozwodu, rozejścia sie, "pójścia na dupy", to warto zadać sobie pytanie
            > - czy warto rozwalać stadło rodzinne, skoro testosteron i tak zaraz zleci w dół
            > ? a od seksu ważniejsza stanie się podgrzewana poduszka, może nawet żywa, co si
            > ę lubi miziać i dobrze jeść daje.
            > Trochę gorzkie ale prawdziwe, bo mając lat 36 to już bardziej Ci seksu brakować
            > nie będzie."


            To zdecydowanie jest "nowa" rada, dość nieszablonowa że tak powiem.
            • sisi_kecz Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 10:52
              Sugerujesz że facet który ma 36
              > lat ma już "z górki" i że już nie musi próbować coś zmieniąć bo "za chwilę" i t
              > ak nie będzie korzystał z seksu i uroków życia?'

              Zasugerowałam, zeby to sobie przeliczył, bo ma dobry domowy mir i tylko coś go w bucie dźga.
              Może mu to przeszkadzać i woli dalej pójść na bosaka, ale może woli zostać w tych troche niewygodnych butach, bo i tak z wiekiem to częściej będzie jeździł samochodem;)

              mając lat 36 to już bardziej Ci seksu brakować
              > > nie będzie."
              To zdecydowanie jest "nowa" rada, dość nieszablonowa że tak powiem.'

              a wzrośnie mu poziom testosteronu?
              to by dopiero bylo nieszablonowe...

              pozdro!
              • urquhart Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 10:57
                sisi_kecz napisała:
                > Może mu to przeszkadzać i woli dalej pójść na bosaka, ale może woli zostać w ty
                > ch troche niewygodnych butach, bo i tak z wiekiem to częściej będzie jeździł sa
                > mochodem;)

                Hipokryzja podejścia gdy z podobnymi problemami pojawia się kobieta wali na kilometr!

                > a wzrośnie mu poziom testosteronu?
                > to by dopiero bylo nieszablonowe...

                Po rozwodzie typowo silnie wzrasta. Sama polecałeś film o tym na Planete. :)
                • sisi_kecz Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 11:11
                  urquhart napisał:

                  > sisi_kecz napisała:
                  > > Może mu to przeszkadzać i woli dalej pójść na bosaka, ale może woli zosta
                  > ć w ty
                  > > ch troche niewygodnych butach, bo i tak z wiekiem to częściej będzie jeźd
                  > ził sa
                  > > mochodem;)
                  >
                  > Hipokryzja podejścia gdy z podobnymi problemami pojawia się kobieta wali na kil
                  > ometr!'

                  Dzielisz porady na te 'dla kobiet bez seksu" i 'dla panów z brakiem seksu", a ja tak nie dzielę.
                  Indywidualnie podchodzę ;) i przeczytałam, jakie ten Autor ma priorytety, zy lubi swoje życie, jaki ma kontakt z dziecmi, jaką ma ogólnie relacje z żoną.
                  Nie jest to IMO, człowiek zafiksowany na braku zajebistego seksu (poza oczywiście sporadycznym atakiem tęsknoty, co każdego dopada).
                  Jesli mu to tak przeszkadza, to odejdzie, ale nie pisał nic w stylu, że wariuje, albo ze juz dlużej nie da rady.

                  To wszystko brzmi raczej jako takie pragnienie pana, aby w w tej sferze ułożyło sie idealnie i kwitnąco- to po co mu tak radykalne kroki jak rozwód?

                  > a wzrośnie mu poziom testosteronu?
                  > > to by dopiero bylo nieszablonowe...
                  >
                  > Po rozwodzie typowo silnie wzrasta. Sama polecałeś film o tym na Planete. :)'

                  A który film?
                  Skokowy wyrzut testosteronu do krwi, a potem powrót do obniżania ;)
                  i kac.

                  pozdro!
                • aandzia43 Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 11:38
                  > Hipokryzja podejścia gdy z podobnymi problemami pojawia się kobieta wali na kil
                  > ometr!

                  Nie odróżniasz jednej jedynej i słusznej rady od wyłuszczenia różnych wariantów? Węszysz hipokryzję akurat tam, gdzie jej nie ma. Naprawdę sądzisz, że wszyscy faceci wybierają "honorowe" wyjście, czyli rozwód i nowy związek. Albo że wszystkim chce się zawalczyć?
                  • urquhart Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 12:04
                    aandzia43 napisała:
                    > Nie odróżniasz jednej jedynej i słusznej rady od wyłuszczenia różnych wariantów
                    > ? Węszysz hipokryzję akurat tam, gdzie jej nie ma

                    Każdego razi inne oblicze hipokryzji. Twoja stopka jest też tego dobrym dowodem :)
                    Co do reszty to uważam że celowe jest poszukiwanie DLACZEGO tak a nie inaczej postępują kobiety czy zupełnie inaczej mężczyźni, znając przyczyny można na nie wpływać. A oceny uogólniające która z płci postępują "honorowo" czy lepiej, uważam za bezsensowne. Zarówno mężczyźni ranią głęboko kobiety jak i kobiety mężczyzn. Wg starej zasady, osobie skrzywdzonej i skupionej na własnej krzywdzie jest znacznie łatwiej przychodzi krzywdzić innych.
                    • aandzia43 Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 12:33
                      > Każdego razi inne oblicze hipokryzji.

                      Ale jeśli jej w ogóle nie ma, to po co się doszukiwać? Sisi rąbie zarówno kobietom, jak i mężczyznom, nie oszczędza nikogo ;-) Tak z klucza się doszukiwać mus jakiś? Czy żeby coś sie działo na forum?

                      A oceny uogólniające która z płci postępują "honorowo" czy lepiej, uwa
                      > żam za bezsensowne

                      Ja też. I dlatego zastanawiam się, dlaczego oburzyła cię jedna z opcji przedstawionych przez Sisi naszemu bohaterowi. Wszystko jest dla ludzi, płeć nieważna.

                      > Co do reszty to uważam że celowe jest poszukiwanie DLACZEGO tak a nie inaczej p
                      > ostępują kobiety czy zupełnie inaczej mężczyźni, znając przyczyny można na nie
                      > wpływać.

                      To fakt, warto. Warto też pamiętać, że ludzie różnią się między sobą szeregiem cech, nie tylko płcią. Jest większe prawdopodobieństwo, że w jakiejś tam sytuacji zachowam się tak, jak mój brat, niż tak, jak różniąca się ode mnie diametralnie genami i wzorcami środowiskowymi kobieta.
                      • kutuzow Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 12:48
                        aandzia43 napisała:

                        > Ale jeśli jej w ogóle nie ma, to po co się doszukiwać? Sisi rąbie zarówno kobie
                        > tom, jak i mężczyznom, nie oszczędza nikogo ;-) Tak z klucza się doszukiwać mus
                        > jakiś? Czy żeby coś sie działo na forum?

                        Pokaz mi proszę choć jeden post w którym Sisi przekonuje KOBIETĘ że np. po 40-tce (mała poprawka na różnice dla obu płci) seks jest przereklamowany i teraz to już będzie łatwiej (wiec nie opłaca sie w sumie nic zmieniać), a przyznam Ci rację.
                        • sisi_kecz Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 13:16
                          Pokaz mi proszę choć jeden post w którym Sisi przekonuje KOBIETĘ że np. po 40-t
                          > ce (mała poprawka na różnice dla obu płci) seks jest przereklamowany i teraz to
                          > już będzie łatwiej (wiec nie opłaca sie w sumie nic zmieniać), a przyznam Ci r
                          > ację.'

                          I sądzisz, że aandzia poleci ryć w wyszukiwarce, bo zadałes zadanie ? dobre:)

                          Nie wiem ,co Wam sie chlopacy, rzucilo na wzrok, ale w pierwszym akapicie , który tu wpisałam, stoi iż padł tu już szeroki zakres rad- że są warte uwagi wg mnie, natomiast rozwód mnie w tym przypadku nie przekonuje.
                          Wielu panów tu wspomina, ze z wiekiem powoli seks spada w ich hierarchii potrzeb- to co Was tak zabolało? że damskie palce to napisały?

                          Na początek kutuzow, to Ty rusz klawiaturą i znajdź podobny do tego, tylko żeńskiego autorstwa wątek, gdzie kobieta znajduje sie w analogicznej sytuacji.
                          Potem pogadamy.

                          pozdro!
                      • sisi_kecz Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 13:09
                        le jeśli jej w ogóle nie ma, to po co się doszukiwać? Sisi rąbie zarówno kobie
                        > tom, jak i mężczyznom, nie oszczędza nikogo ;-)

                        etam, to nie mój problem, Ty też nie powinnaś sie w ogóle tym zajmować, czy sisi jest hipokrytką czy nie- niech każdy uważa swoje i tyle.

                        Tak z klucza się doszukiwać mus
                        > jakiś? Czy żeby coś sie działo na forum?'

                        Przecież już pisałam, że bycie w centrum uwagi, jako ekshibicjonistkę, bardzo mnie podnieca.
                        Ktoś po prostu i bezinteresownie chce mi zrobić dobrze, a Ty sie wtrancasz ;)
                        Weź przestań...

                        pozdro;)
                        • aandzia43 Re: sugerujesz ze chlop ma juz "z gorki"? 18.04.11, 14:30
                          Notopszeee... Już się nie wtrancam, idę sobie ;-P
          • janznepomuka Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:07
            > Trochę gorzkie ale prawdziwe, bo mając lat 36 to już bardziej Ci seksu brakować
            > nie będzie.

            No to się "sisi" podłożyłaś..........ale jestem grzeczny, więc więcej nie napiszę.....
            • sisi_kecz Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:21
              Jan, nie bądź taki litościwy, ja się tam nie znam na męskiej seksualności, ale sami tak piszecie, że Wam to z górki idzie.

              sisi: 'Trochę gorzkie ale prawdziwe, bo mając lat 36 to już bardziej Ci seksu br
              > akować
              > > nie będzie.'

              san.tiago: 'Skutki mizerne. Kiedy już mi wacek oklapnie, będzie fajną dziewczyną. Na razie się męczę. Kupiłem sobie fajny tv, serwer plików i lapka. Pomagają w przetrwaniu samotnych wieczorów, bo żonuś zwykle chodzi spać z kurami. W dzień siłownia, basen albo rower, w necie nauka języków i podczytywanie forów i blogów. Nie ma na co czekać, bo samo się nie naprawi. Musisz coś postanowić, albo się z tym pogodzić. '

              Jak widać w pewnym wieku, po prostu machacie ręką, na brak seksu, bo już Wam tak nie doskwiera i wolicie ciepło domowego ogniska, majsterkowanie i gorącą zupę.

              Przecież ja tego nie wymyśliłam...

              pozdro!
              • nieostry.ksztalt Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:32
                Oj, Alfo i Omego. To, że facet stłumił swoje potrzeby wcale nie oznacza, że się ich pozbył.
                • sisi_kecz Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:45
                  nieostry.ksztalt napisał:

                  > Oj, Alfo i Omego. To, że facet stłumił swoje potrzeby wcale nie oznacza, że się
                  > ich pozbył. '

                  Uważasz, że osoba, która pisze: nie znam się na męskiej seksualności- uważa sie za A i O ?

                  Gwałciciele, nie potrafią stłumić swoich potrzeb, ale rekrutują sie w większości z przekroju lat: 18-24, czyli że wtedy strzela Wam niewykorzystana sperma w sklepienie czaszki i zawłaszcza umysł- później już mniej więcej potraficie opanować fizjologię- a do głosu dochodzi bardziej psychika.
                  Z wiekiem seksu brakuje coraz mniej i nie ma co się obrażać.
                  • nieostry.ksztalt Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 16:07
                    Po co w takim razie taki aksjomat?
                    > Trochę gorzkie ale prawdziwe, bo mając lat 36 to już bardziej Ci seksu brakować
                    > nie będzie."

                    Najpierw ton eksperta, a potem "nie znam się na męskiej seksualności".
                    Czyli Twoim zdaniem, gdyby każdy z męskiego grona nie mógł sobie ulżyć w chwilach parcia spermy na czachę i stłumić popędu, to stanąłby w szeregu gwałcicieli? Odważna teza.
                    • sisi_kecz Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 16:20
                      nieostry.ksztalt napisał:

                      > Po co w takim razie taki aksjomat?'

                      To nie jest aksjomat- pisząc list pierwszej osobie wyrażam swój pogląd, zwrot: moim zdaniem- jest zatem w domyśle dodany do każdego zdania, które tutaj publikuję.

                      Najpierw ton eksperta, a potem "nie znam się na męskiej seksualności".'

                      A dlaczego, dla Ciebie bardziej wiążący jest "ton"- coś co się subiektywnie interpretuje przy czytaniu tekstu z ekranu, niż konkretny tekst: "nie znam się"?
                      Czyżby stronniczość? bo na pewno nie fakty- to Twój problem.

                      Czyli Twoim zdaniem, gdyby każdy z męskiego grona nie mógł sobie ulżyć w chwila
                      > ch parcia spermy na czachę i stłumić popędu, to stanąłby w szeregu gwałcicieli?
                      > Odważna teza.'

                      A to z kolei Twoje nadużycie i kompletny wymysł, bez związku z moją wypowiedzią.

                      pozdro!
                      • nieostry.ksztalt Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 16:49
                        W domyśle :D
              • urquhart Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:57
                sisi_kecz napisała:
                > Jak widać w pewnym wieku, po prostu machacie ręką, na brak seksu, bo już Wam ta
                > k nie doskwiera i wolicie ciepło domowego ogniska, majsterkowanie i gorącą zupę
                > Przecież ja tego nie wymyśliłam...

                Sis, może od razu zaproponujesz regułę kamedułów spania w trumnie?
                Bo w końcu za parędziesiąt lat próchniejąc w skrzynce jakie będą miały znaczenie dzisiejsze zmartwienia?
                „Vanitas vanitatum, et omni Vanitas” – marność nad marnościami i wszystko marność (Koh 1,2)
                • sisi_kecz Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 16:11
                  Sis, może od razu zaproponujesz regułę kamedułów spania w trumnie?'

                  hehehehe:)))

                  no co? jest to jakaś metoda ;)

                  Zróbmy sobie teoretyczne założenie, w którym wyjdzie na moje ;)

                  Mateusz bierze wszystkie rady, ktore padły i stosuje po kolei;
                  -mizia dwa razy bardziej
                  - robi focha
                  - łazi z kolezanką na piwa
                  - przyprowadza krajowego konsultanta ds.kobiecych chorób nowotworowych,
                  - pokazuje pozew o rozwód,

                  i wszystko klapa.

                  Co robi?
                  Stwierdza, że jakoś przeżyje z seksem 2x na miesiąc plus ekstra wypady do hotelu, chociaż klawe życie to nie jest, ale w ostatecznym rozrachunku sie opłaca i myśli- trzeba było tak od razu, kupę nerwow, kasy i czasu zmarnowałem.

                  A sissi mowi; a nie mówiłam...

                  Jest alternatywa- zaprowadzić żonę na szczyt i podrzucać ją tam za każdym razem, kiedy zdecyduje sie uprawiać seks- czyli zostać jej super kochankiem.
                  Jak znam facetów, to łatwiej jest zająć sie modelarstwem, pić szklankę wody zamiast i sypiać w trumnie.

                  Poza tym śmieszy mnie zawsze to buntowanie i szczucie menów na żony- nie chce to nie odejdzie i żadna forumowa porada mądrego kolegi z chaty go nie wygoni :)
                  Już on sam wie, co mu sie najbardziej kalkuluje- widać sie tak nie ukrzywdza tym rzadkim seksem, żeby brac rozwod.

                  pozdro!
                  • urquhart scenariusz jest dość banalny i przewidywalny 18.04.11, 16:51
                    sisi_kecz napisała:
                    > Już on sam wie, co mu sie najbardziej kalkuluje- widać sie tak nie ukrzywdza ty
                    > m rzadkim seksem, żeby brac rozwod.

                    W krótkim okresie czasu tak.
                    W długim scenariusz jest dość banalny i przewidywalny, pozytywne uczucia do żony zamieniają się na rozgoryczenie i rozczarowanie, które wzbiera, pan nawet uważa że się przyzwyczaił, ale o ile nie wypadł sroce spod ogona, w końcu w takim stanie trafia na samotną pocieszycielkę w potrzebie, która na tle żony jawi się jako empatyczny anioł.
                    Wtedy wszyscy czują się bardzo pokrzywdzeni i ofiarami zasiniałej sytuacji.
                    • sisi_kecz Re: scenariusz jest dość banalny i przewidywalny 18.04.11, 16:58
                      W krótkim okresie czasu tak.
                      > W długim scenariusz jest dość banalny i przewidywalny, pozytywne uczucia do żon
                      > y zamieniają się na rozgoryczenie i rozczarowanie, które wzbiera, pan nawet uwa
                      > ża że się przyzwyczaił, ale o ile nie wypadł sroce spod ogona, w końcu w takim
                      > stanie trafia na samotną pocieszycielkę w potrzebie, która na tle żony jawi się
                      > jako empatyczny anioł.
                      > Wtedy wszyscy czują się bardzo pokrzywdzeni i ofiarami zasiniałej sytuacji.'

                      bardzo możliwe. Jan chyba właśnie tak miał- latami bez seksu, w końcu mu się ulało i znalazła sie pani seks lubiąca. A jan do dzisiaj nie przepracował zalu za straconymi latami.
                      Tylko, ze to nie zmienia faktu, ze dopóki sam cierpiący na bezseksie, nie dojrzeje do decyzji: wóz albo przewóz/ mogę tak żyć, nie będę tak żył- to napuszczanie nic nie da- tylko świadczy o napuszczających.

                      pozdro!
                      • urquhart Re: scenariusz jest dość banalny i przewidywalny 18.04.11, 17:26
                        sisi_kecz napisała:
                        > Tylko, ze to nie zmienia faktu, ze dopóki sam cierpiący na bezseksie, nie dojrz
                        > eje do decyzji: wóz albo przewóz/ mogę tak żyć, nie będę tak żył- to napuszcza
                        > nie nic nie da- tylko świadczy o napuszczających.

                        Mam nadzieję że podtrzymasz tą opinię także o napuszczających babach które mają uniwersalną radę na nie spełnianie kobiecych oczekiwań pod tytułem "kopnij go w dupę" :)
                        • sisi_kecz Re: scenariusz jest dość banalny i przewidywalny 18.04.11, 19:19
                          Mam nadzieję że podtrzymasz tą opinię także o napuszczających babach które mają
                          > uniwersalną radę na nie spełnianie kobiecych oczekiwań pod tytułem "kopnij go
                          > w dupę" :) '

                          rozumiem, że to jest ciąg dalszy zarzucania mi hipokryzji?
                          już tak na przyszłość nawet?

                          Widać trzeba reagować ostro, bo inaczej sobie pozwalasz.

                          w takim raznie przeczytaj to:

                          Triss ZAWSZE (lub zwykle;-)) pisze: kopnij go w dupę!
                          A ja sie pytam w tej sytuacji:
                          jej matka kopnęła go w dupę, ona kopnie go w dupę, i jej córka
                          kopnie w dupę swojego- 3 pokolenia rozbitych rodzin i tak do końca
                          historii ludzkości- niesamowicie konstruktywna rada.
                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,113715759,114037153,Re_Bez_taty_.html
                          Nadajecie na fali e-matki: jaki on paskudny, odsuń go od koryta!
                          WHY,aandziu?
                          Masz udane małżeństwo i szybko pracujące komórki szare, i naprawdę uważasz, ze traktowanie współmałżonka jak kretyna, ktorego trzeba ustawić jak marionetkę, to sposób na harmonijne pożycie?
                          Przecież to się niczym nie rózni od urquhartskiego " chwyć żonę za pysk!",
                          tutaj jest "kopnij go w dupę!"
                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,123208956,123385642,Re_a_u_nas_to_jest_tak.html


                          a teraz odszczekaj.
                          • urquhart Re: scenariusz jest dość banalny i przewidywalny 18.04.11, 19:31
                            sisi_kecz napisała:
                            > Widać trzeba reagować ostro, bo inaczej sobie pozwalasz. (...)
                            > traktowanie współmałżonka jak kretyna, którego trzeba ustawić jak marionetkę, t
                            > o sposób na harmonijne pożycie?
                            > Przecież to się niczym nie rózni od urquhartskiego " chwyć żonę za pysk!",
                            > tutaj jest "kopnij go w dupę!"

                            Teraz to naprawdę mnie ujęłaś :)
                            • sisi_kecz Re: scenariusz jest dość banalny i przewidywalny 20.04.11, 09:51
                              urquhart napisał:

                              > sisi_kecz napisała:
                              > > Widać trzeba reagować ostro, bo inaczej sobie pozwalasz. (...)
                              > > traktowanie współmałżonka jak kretyna, którego trzeba ustawić jak marione
                              > tkę, t
                              > > o sposób na harmonijne pożycie?
                              > > Przecież to się niczym nie rózni od urquhartskiego " chwyć żonę za pysk!"
                              > ,
                              > > tutaj jest "kopnij go w dupę!"
                              >
                              > Teraz to naprawdę mnie ujęłaś :)'

                              Nie jesteś moim współmałżonkiem, więc zawsze ,możesz liczyć na "ustawienie".

                              Asertywność jest dla mnie bardzo ważna, ale dopiero sie uczę, więc 3maj kciuki ;)

                              pozdro!
                              • urquhart Re: scenariusz jest dość banalny i przewidywalny 20.04.11, 13:50
                                sisi_kecz napisała:
                                > Asertywność jest dla mnie bardzo ważna, ale dopiero sie uczę, więc 3maj kciuki

                                Trzymam kciuki, bo faceci w końcu to świnie. Nawet jak wyglądają na słodkiego szczeniaczka:
                                shitz.pl/565
                      • allegropajew Re: scenariusz jest dość banalny i przewidywalny 02.06.11, 14:56
                        Tak, Jan znalazł, albowiem Jan SAM POSTANOWIŁ, że to koniec, i w dodatku Jan wiedział już czego szukać.

                        Tak, to prawda. Zmarnowałem z moją żoną (jeszcze nie byłą, rozwód ciągnie się już rok i końca nie widać) najlepsze lata swojego życia. Pozytywów brak, bo od początku było naprawdę daleko od ideału. Na pytanie dlaczego, odpowiadam: "miłość jest ślepa i głupia. człowiek też".

                        Dużo czasu zajęło mi zrozumienie, że jako Jasio byłem debilem. Moją decyzję cała moja rodzina przyjęła z ulgą, wręcz z zachwytem. W zasadzie wszyscy znajomi takoż. I tak, jak się okazało w wyniku szczerych rozmów z rodzicami, że moja żona była TOLEROWANA (bo to mój wybór), tak moja nowa Pani została TOTALNIE zaakceptowana od razu, bowiem już po pięciu minutach przebywania z nią każdy widzi, że jest to całkowite przeciwieństwo tamtej.

                        Co do seksu
        • vitek_1 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 14:40
          Żona zarabia 'nieźle' a ty 2-3 razy więcej od niej ??
          To ja się pytam: WTF ???!
        • ambrozja1980 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 27.04.11, 03:16
          Przeczytalam z zainteresowaniem biezacy watek, bo sama jestem w podobnej sytuacji. Moglabym przepisac watek Mateusza i sama pod nim podpisac sie, z ta roznica, ze jestem kobieta.
          Moj maz jest mi przyjacielem. Nasz zwiazek jest z pozoru idealny. Wiele osob powie: czego chciec wiecej? Ale ja wiem czego, a to pragnienie niszczy mnie wewnetrznie. Probowalam juz wszystkiego z wyjatkiem grozb, szantazu i klotni itp. Przeszlismy godziny rozmow, prawie dwuletnia terapie u seksuologa (dwoch roznych). Moj maz jest chyba ASem. Dla mnie seks, jest naturalna potrzeba fizjologiczna, ktora nalezy zaspokoic, podobnie jak glod, czy pragnienie. Niestety moja lodowka jest dla mnie zamknieta, za to dobrze znam smak odrzucenia. Jednak nie czas tu pisac o mnie....
          Mateusz, z tego co rozumiem nie jestes z zona dopasowany nie tylko pod wzgledem libido (te akurat czesto jest zmienne). Sama mialam okresy prawie zerowego libido, gdy bralam tabletki i bardzo wysokiego, gdy poznalam smak przyjemnosci. Niestety do tego doszlam sama. Mozliwe, ze istnieje miedzy Wami rodzaj "fizycznego" niedopasowania. Moj maz jest wyjatkowo niedelikatny, nawet gdy bardzo sie stara Jego dotyk jest dla mnie nieprzyjemny. Mysle, ze u Nas problem tkwi w roznym progu wrazliwosci. Ja jestem bardzo wrazliwa na dotyk, on przeciwnie. Akceptowalne dla mnie zblizenia zawsze byly po alkoholu, gdy bylam "lekko znieczulona", jednak nigdy nie udalo mu sie sprawic mi przyjemnosci. A gdy kobieta nie znajduje przyjemnosci w seksie, najczesciej do niego nie dazy. Moze i w Waszym przypadku znajdziesz znamiona takiego "niedopasowania". Mysle, ze warto o tym porozmawiac, chociaz pewnie zona nie do konca Cie zrozumie. Syty nigdy nie zrozumie glodnego, ale sprobuj.
          My z mezem na pewnym etapie zwiazku mielismy takie same, niskie libido. Jednak moje bylo sztucznie utrzymywane przez awersje do seksu z powodu bolu jaki odczuwalam. Od kiedy pamietam to co czytalam o seksie nijak mialo sie do rzeczywistosci. Ciekawosc nie dawala spokoju, dlugie lata nie rozumialam co ludzie widza w tym "orgazmie" czy co tak naprawde oznacza "wez pigulke" w Seksmisji... Po wlasnych eksperymentach wiem co to orgazm, przez co nieostroznie rozbudzilam swoje libido, aby teraz pomarzyc czasem o pigulce z Seksmisji.... tak dla swietego spokoju....
        • czerwony.poll74 No niestety kościółek w młodości szkodzi 04.05.11, 05:06
          Jakie szkody te czarne prostytutki w sutannach ludziom robią, nabijają głowy zabobonami, kompleksami, jakimiś pierdoletami, które obrażają inteligencję ludzką. Oglądałem kawałki tej beatyfikacji, no i Korea Płn. mi się przypomniała. Tow. Kim Ir Sen był w naszym hotelu, tu sobie sam pościelił łóżko, tu się zesrał na podłogę, a dywan do tej pory pachnie i pocięty na relikwie pójdzie. Tfuuuu po codziennych wojnach z neoliberalnymi świniami przez ostatnie dni odświeżyłem trochę zakurzoną niechęć do katoli, muslimów, Żydów i w ogóle wszystkich wyznawców "jedynych bogów". Najpierw wy ich, potem my was, ZNAJDZIE SIĘ PAŁA NA DUPĘ KARDYNAŁA
      • malwa200 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 08:24
        niestety, jest to bardzo częsty powód-brak orgazmu a wtedy seks jest dla kobiety stratą czasu i niepotrzebym wysiłkiem
        • berenika.5 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 10:45
          "niestety, jest to bardzo częsty powód-brak orgazmu a wtedy seks jest dla kobiet
          > y stratą czasu i niepotrzebym wysiłkiem"

          hmm wychodzę z założenia, że o własny orgazm też czasem trzeba się postarać a nie położyć się i czekać.
        • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 10:55
          No więc pytanie! Czy u każdą kobietę można doprowadzić do orgazmu? Po moim doświadczeniu nie jestem pewiem. Ja jestem w stani zawalczyć, spróbować, chcieć ale przecież ona musi też chcieć spróbować, to oczywiste. Żeby jeszcze udało sie w sposób jakiś ucywilizowany porozmawiać ale to zawsze schodzi na takie ordynarne tory.
          Przeczytałem wątek kobiety, ktora odeszła od takiego zimnego męża i jest szczęśliwa i wszystkim to radzi. Może i ja dam radę...
          Ile jeszcze razy mam usłyszeć, że jestem nienormalny bo chcę... pisałem już.
          Sądzę, że nie chodzi tu o zniszczenie wszystkiego tylko o uswiadomienie jej, że jestem w stanie to zrobić. Muszę zebrać siły i zniknąć na tydzień - to jest moim zdaniem wystarczający czas ale moja żona jest mocno uparta, no zawzięta i może po tym tygodniu nie zadzwonić, nie chcieć bym wracał, bo się nie ugnie, bo duma.... Co dalej? Jestem człowiekiem, który chciałby mieć wszystko ułożone, który stara się by ciągle porządkowac świat wokół siebie, który dąży do wyznaczonego celu systematycznie, spokojnie na zasadzie ewolucji a tu taka rewolucja? Jak taki koziorożec moze iść w nieznane jak już nabudował w tym życiu tyle..?
          A może po prostu udawać szczęśliwego a na boku się realizować, realizować się seksualnie, nawet płacąc za seks - bez zobowiązań jak zwierzaki, wyuzdanie dziko, a do domku wracać już wyeksploatowanym? Może to jest sposób, czy ktoś z was tak robił? Nie myślę o seksie ze znajomą, nie chcę się zaangażować, bo nie chcę zdradzać emocjonalnie, fizycznie tak emocjonalnie-nie. Tak się nie robi! Choc Panie powiedzą mi zaraz, że zdrada to zdrada, ja jednak odróżniam pójście do łóżka z kobietą za kasę z pójściem do łóżka z kobietą zaangażowaną choć minimalnie.

          Dziękuję Wam, że chce się Wam babrać w tych moich problemach, dużo szerzej myślę o tym wszystkim dzięki Waszym wpisom. dziękuję
          • mujer_bonita Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 11:04
            mateusz999dwa napisał:
            > No więc pytanie! Czy u każdą kobietę można doprowadzić do orgazmu? Po moim dośw
            > iadczeniu nie jestem pewiem.

            Każdą ale nie każdy doprowadzi.
            • proto Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:20
              Chyba, że obydwoje chcą, to wtedy każdy
          • urquhart generalnie żebrzesz a nie walczysz 18.04.11, 11:19
            mateusz999dwa napisał:
            > Przeczytałem wątek kobiety, ktora odeszła od takiego zimnego męża i jest szczęś
            > liwa i wszystkim to radzi. Może i ja dam radę...

            To poczytaj sobie jeszcze ten wątek. Jak mężczyzna nie jest tym którego kocha i on ją nie podnieca to seksu nie będzie, ale trzyma ja z nim co innego, zobacz to z punktu widzenia kobiety:
            forum.gazeta.pl/forum/w,898,124070823,124070823,Oddalamy_sie_od_siebie.html
            Co do pytania w tytule to warto walczyć. Ale do walki potrzebne jest poczucie siły. Ty generalnie żebrzesz a nie walczysz :)
            Jak jesteś gotowy na to żeby się nad tym zastanowić dlaczego, to zapraszam do zapoznania męskim puntem widzenia wyłuszczony drobiazgowo w wątku:
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,123394554,,_Mily_facet_musi_przegrac.html?v=2
            Pozdr
          • allegropajew Re: Czy warto walczyć do upałego??? 02.06.11, 15:15
            >>>Czy u każdą kobietę można doprowadzić do orgazmu?

            Tak, ale nie każdy mężczyzna to zrobi. Nie pasujecie do siebie z żoną i tego nic nie zmieni.
            Co ciekawe, ze swojego doświadczenia powiem, że doznania mężczyzny też mocno zależą od kobiety. Po prostu trzeba odpowiednio trafić. Kiedyś ty na tym forum padło stwierdzenie, że 10% par do siebie pasuje. I pewnie to prawda.

            Już kiedyś odpisałem na tym forum pewnej kobiecie: życie razem nie polega na zawieraniu bolesnych kompromisów. Życie razem polega na obopólnym szczęściu (przy MINIMALNYCH, sporadycznych kompromisach).


            Są pewnie farciarze i farciary, którym odpali wszystko jedno z kim. I jak się tacy pokochają, to mają bezproblemowe życie. Ale, jak widać, na tym forum tacy się nie trafiają.

            Jan
    • dreemcatcher Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 10:56
      jeśli dla żony seks nie jest istotny i nie zależy jej na tym aby Tobie w łóżku było dobrze z nią to te wszystkie zabiegi możesz sobie w buty włożyć - ona się nie zmieni.. taka już jest,
      to czy za radą tutaj niektórych będziesz ją ignorował , pozorował inne zachowanie doprowadzi tylko do tego ze w pewnym momencie powiedz dość dlaczego to ja mam walczyć o wspólne życie... znienawidzisz żonę i będzie pozamiatane , jeśli jeszcze masz ochotę z nią być, a mówiłeś że z przygodnym seksem nie będzie problemu korzystaj z tego bo czas leci a frustracja zacznie narastać
      jeśli w żonie coś drgnie przez to ze poświecisz jej mniej uwagi bo swoją skupisz na kimś innym będzie plus dla Ciebie , jeśli nie ..nic nie straciłeś
      możesz jeszcze się poświęcić rodzinie tylko czy dasz radę ... za kilka kilkanaście lat dzieci się wyprowadzą i zostaniesz z z kimś obcym w domu....
    • lajlah Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 12:45
      Mateusz, bez odstawienia tych cholernych piguł (albo chociaż zamiany na inne, nie obniżające tak bardzo libido) niczego nie osiągniecie:( Przez siedem lat brałam tabletki antykoncepcyjne i mimo, że mój temperament nigdy nie był jakiś szalony, to w trakcie hormonalnej antykoncepcji spadł do 0,... długo nic 1 ;) Od kilku lat już jej nie stosuję, ale w tamtym okresie, mój mąż mógłby napisać identyczny post jak ty. Tylko, że ja nie byłam zagrożona rakiem jajnika, ale miałam inne problemy i nie mogłam sobie pozwolić na drugą ciążę.
      Mnie było tak dobrze, ochotę na seks miałam raz w miesiącu i to jak wypiłam ze dwie lampki wina. Wydawało mi się, że to mąż ma za duże potrzeby. On robił co mógł, w ostateczności leżałam jak kłoda myśląc co jutro zrobić na obiad. Pigułki odstawiłam po tym, jak pewnego razu zobaczyłam do jakiej despracji doprowadziłam swojego faceta. Wrócił po trzech tygodniach z delegacji z piękną bielizną i kwiatami dla mnie, wyposzczony, stęskniony i z nadzieją na seks. A ja oczywiście nie miałam ochoty. Prawie mnie wtedy zmusił siłą (żeby nie napisać innego słowa na z), rzucił na łóżko, opamiętał się, gdy się rozpłakałam. Ale to był przełom.... Dało mi to bardzo do myślenia i zrezygnowałam z pigułek. Libido wróciło w ciągu kilku miesięcy do normalnego poziomu.

      Podzieliłam się z tobą bardzo intymnymi przeżyciami, po to, żebyś uświadomił sobie, że pierwszym krokiem do normalności w waszym pożyciu intymnym musi być zrozumienie przez żonę twoich potrzeb. Musi dostać takiego kopa w d..ę, jak dostałam ja, wtedy może coś ruszy.
      Myślę, że w dzisiejszych czasach, przy takim postępie medycyny, pigułki nie są jedynym sposobem na powstrzymanie raka jajnika, ale tu już lekarz ma pole do popisu.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia:)
      • urquhart Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 13:16
        lajlah napisała:
        > kwiatami dla mnie, wyposzczony, stęskniony i z nadzieją na seks. A ja oczywiści
        > e nie miałam ochoty. Prawie mnie wtedy zmusił siłą (żeby nie napisać innego sło
        > wa na z), rzucił na łóżko, opamiętał się, gdy się rozpłakałam. Ale to był przeł
        > om.... Dało mi to bardzo do myślenia i zrezygnowałam z pigułek. Libido wróciło
        > w ciągu kilku miesięcy do normalnego poziomu.

        Piękny post. Szacun.
        Ale uzmysławia że u podstaw rozwiązania jest empatia i odnalezienie chęci na "manie ochoty".
        • sisi_kecz Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 13:21
          Piękny post. Szacun.
          > Ale uzmysławia że u podstaw rozwiązania jest empatia i odnalezienie chęci na "m
          > anie ochoty".'

          Tak. Tylko, że brakuje nam wypowiedzi żony mateusza, co nią kieruje.
          Wiemy, ze boi się raka szyjki macicy- i chyba potrafimy empatycznie to zrozumieć ?;)
          Przejście na gumki, nie rozwiąże akurat jej problemu, tak jak to sie stało w przypadku lajlah, ktorej problemem była skuteczna antykoncepcja.
          • lajlah Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 14:12
            Przejście na gumki, nie rozwiąże akurat jej problemu, tak jak to sie stało w pr
            > zypadku lajlah, ktorej problemem była skuteczna antykoncepcja.

            Moim problemem nie była tylko skuteczna antykoncepcja, tylko zbyt krótka szyjka macicy, poharatana (że się tak kolokwialnie wyrażę) po porodzie. Musiałam mieć wysoko skuteczną metodę anty, bo nie donosiłabym ewentualnej ciąży. Już pierwsza ciąża była wysoko zagrożona, musiałam leżeć do końca szóstego miesiąca z powodu kłopotów z szyjką (żadnej kobiecie tego nie życzę, stres koszmarny).
            pigułki były najwygodniejsze, ale prawie rozpierdaczyły moje małżeństwo:(
            Teraz jest o wiele mniej wygodnie, równie skutecznie, tylko przy większej ostrożności i zapobiegliwości, ale moje relacje z mężem i nasze intymne pożycie o niebo wyżej:)
            • sisi_kecz Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 14:16
              lajlah napisała:

              > Przejście na gumki, nie rozwiąże akurat jej problemu, tak jak to sie stało w p
              > r
              > > zypadku lajlah, ktorej problemem była skuteczna antykoncepcja.
              >
              > Moim problemem nie była tylko skuteczna antykoncepcja, tylko zbyt krótka szyjka
              > macicy, poharatana (że się tak kolokwialnie wyrażę) po porodzie. Musiałam mieć
              > wysoko skuteczną metodę anty, bo nie donosiłabym ewentualnej ciąży. '

              Więc wydaje mi sie, że dobrze napisałam.

              Ty nie mogłaś sobie pozwoli na ciążę- potrzebowałaś skutecznej anykoncepcji, ale mogłaś wymienic stępiające libido tablety na gumkę lub spiralę, facet mógł zrobi wasektomię, itd.
              Zonie Autora tego wątku, używanie gumki nie zmniejszy ryzyka raka.

              pozdro!
              • lajlah Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 14:38
                Tak, tylko wiesz, w przypadku żony Mateusza ta pigułka jako środek zapobiegawczy, może zamiast korzyści przynieść szkodę. Badania mówią, że owszem, pigułka zmniejsza ryzyko zachorowania na raka jajnika o 40 do 50 %, ale jednocześnie zmniejsza czujność lekarzy i samej pacjentki na możliwość zachorowania. Poza tym tabletka i tak nie uchroni jej przed rutynowymi kontrolami i badaniami, więc jeśli będą one przeprowadzane cyklicznie i regularnie, to szansa wykrycia ewentualnego zachorowania w bardzo wczesnym stadium jest duża. Natomiast sama pigułka może powodować niegroźne, co prawda, polipy na jajnikach ( wiem z autopsji), które pacjentkę z czynnikami ryzyka nowotworu wprowadzają w niepotrzebny stres. Poza tym piguły zwiększają ryzyko nowotworu piersi, a przy nowotworze piersi, wzrasta ryzyko nowotworu jajnika.
                Nie jest to oczywiście temat do dyskusji dla nas, laików w tej kwestii, ale
                na pewno odpowiedni lekarz znalazłby kompromis między zmniejszeniem ryzyka raka jajnika a drastycznym spadkiem libido przez pigułki.
                • lajlah Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 14:43
                  Poza tym, moze nie trzeba w ogóle rezygnować z pigułki, tylko odpowiednio ją dobrać.
                  Muszę kończyć, dziecko wróciło ze szkoły i domaga się obiadu.
                  Pozdrawiam wszystkich :)
                • sisi_kecz Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:02
                  lajlah napisała:

                  > Tak, tylko wiesz, w przypadku żony Mateusza ta pigułka jako środek zapobiegawc
                  > zy, może zamiast korzyści przynieść szkodę. Badania mówią, '

                  Dwie rzeczy:

                  - strach przed nowotworem jest ogromny, bo to strach przed śmiercią i chyba każdy to rozumie, że jeśli można zrobić coś ,aby jej uniknąć to się to robi.
                  - branie tabletek, które obniżają libido daje jej powód, aby unikać seksu, w którym nie ma orgazmu.

                  Jak przejść te dwa problemy?

                  hmmm, raczej grubsza sprawa niż empatia wykazana ze strony żony...

                  pozdro!
                  • allegropajew Re: Czy warto walczyć do upałego??? 02.06.11, 15:22
                    sisi, nie dołuj biednego mateusza. Dla innego faceta jego żona śmiałaby się z raka jajnika głośniej od nas.

                    Jan
      • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 13:26
        Bardzo Ci dziękuję za te słowa - lajlah. Ja to przez skorę czuję, że musi dojść do trzęsienia ziemii. O tabletkach mowilem już żonie, że to one niszczą nasz związek, ale pan doktor to góru powiedział, że te maja najmniejszy wpływ na libido i ratują przed rakiem jajnika to żona musi do konca życia. Probowalem podstępem podsunąć jej informacje o skutkach ubocznych tego cudnego preparatu i nic. Przecież tabletki też trzeba dobierać. Masz rację wstrząs pokaże co dalej albo wóz albo przewóz. Żeby to tylko chodzilo o te łóżko ale ono ciągnie za sobą wszystkie problemy związku dalej za sobą. Nie ma wtedy uczuć, nie ma ich okazywania nie ma radości z prostych rzeczy zaczyna się rozwijać nuda, pesymizm. Kwadratura koła, bo jak nie ma atmosfery to...
        No dobrze teraz muszę doprowadzić do wstrząsu!
    • ciociazlarada Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 13:27
      Przypadkiem zabłądziłam na to forum, ale nie mogę nie odpisać - współczuję autorowi.
      Mam wrażenie, że Twoja żona w rozwoju seksualnym jest w tej chwili na etapie 6-7 latki. Powie mamie, jaki to brzydki chłopiec z Ciebie, piszesz też, że nie potrafi normalnie rozmawiać o seksie, nie pozwala się się obsługiwać poniżej pasa, prawdopodobnie nigdy nie miała orgazmu.
      Wydaje mi się, że jakiekolwiek Twoje zabiegi typu wzbudzanie zazdrości, upijanie, staranie się bądź też zimna obojętność będą mało trafione - to trochę tak, jakbyś wymagał, aby sześciolatka była wulkanem seksu.
      Czy Twoja żona umie osiągnąć orgazm sama? Masturbuje się? Potrafi w ogóle o takich rzeczach rozmawiać normalnie, na poziomie 30+, dojrzałej nauczycielki i matki dzieciom, a nie obrażonej dziewczynki?
      Jeżeli nie, to przykro mi, choćbyś stanął na głowie nie zrobisz jej dobrze, jeśli ona sama tego nie potrafi.

      Pigułki owszem, obniżają libido. Czy żona jest faktycznie w grupie zagrożonej rakiem jajnika? Bo wiesz, istnieje wiele badań wskazujących, że branie pigułek, choć faktycznie zmniejsza ryzyko raka jajnika, zwiększa dla odmiany ryzyko raka piersi...

      Ja bym odeszła. Z drugiej strony, taką ją sobie wziąłeś: zastanawiam się, skąd się takie panie swoją drogą biorą? Możesz postawić wszystko na ostrzu noża i zacząć uczęszczać razem z nią na terapię, bo zakładam, że po dobroci się nie zgodzi. Może jakiś mądry seksuolog pomoże Twojej żonie dorosnąć w ekspresowym tempie.
      • proto Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:35
        Po prostu się nie dobraliście,
        A nie myślałeś sprawdzić, czy ona nie ma kochanka?
        • zawsze-soffie Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 18:26
          haha, ona kochanka? prędzej uwierzyłabym, że w tajemnicy pielgrzymuje :D

          Dla niej seks jest bee, trzeba go uprawiać na odwal się jak się ma powód np: chce się dzieci.

          Ewentualne mizianie się jest dopuszczalne ( masowanie lub całowanie najlepiej w usta choć dopuszczane są bardziej perwersyjnie miejsca: szyja, albo dekolt, no może jeszcze brzuch - niżej to już zboczenie) Bo wiesz, wtedy jest tak w miarę czysto, estetycznie - jak na filmach, no i nie trzeba się wysilać, czy też przybierać śmiesznych pozycji.

          Ona nie chce chcieć i tyle a bez tego zabiegi autora są/będą nieskuteczne.

          bosz, jak można odmawiać sobie samej wręcz lizania przez kogoś tam na dole? I dziwić się ze kobietka nie ma orgazmu...
    • tully.makker Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:22
      naprawde sadzicie, ze to cale wzbudzanie zazdrosci i oddalania sie fizyczne i psychiczne - wzbudzi w kobiecie, ktora juz ma w tej dziedzinei problemy przyplyw pozadania?
      Moze jestem dziwna, ale ja zeby uprawiac z facetem sex potrzebuje milosci i zaufania. Wzajemnego.

      Zreszta, w tym przypadku jestem niestety pesymistka - kobieta ma problemy z sexem i fizjologiczne, zwiazane ze stanem hormonow podczas brania pigulki, i przede wszystkim, mentalne. Z wlasnego doswiadczenia - kiedy bralam antydepresanty, i teraz, kiedy jestem w ciazy, trudno mi sie jest podniecic, nie mowiac juz o osuiagnieciu orgazmu. Tym niemniej sex lubie, uprawiam chetnie, i nawet inicjuje, mimo ze orgazm udaje mi sie osiagnac z raz na miesiac. Lubie bliskosc, reakcje partnera, i daje mi to wystraczajaca frajde ( pomaga swiadomosc, ze to stan przejsciowy). sadze, ze zonie opisywanej w watku sex daje proporcjonalna mentalna antyfrajde zwazana zapewne z jakimis aspektami jej wychowania. No to jaka ona ma motywacje?
      • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:48
        Tym niemniej sex lubie, uprawiam chetnie, i nawet inicjuje
        > , mimo ze orgazm udaje mi sie osiagnac z raz na miesiac. Lubie bliskosc, reakcj
        > e partnera, i daje mi to wystraczajaca frajde

        Właśnie tak!!! Ja też lubię jak partnerka ma frajdę, jak patrzę na reakcję, jak korzystam z bliskości. przecież nie chodzi o sam finał seksu, same wykonywanie ruchów by zakonczyć jest bezsensu. Jeśli udawało mi się ją rozkręcić to mogłem pieścić ją i pieścić ale omna musi się spiąć do seksu i jak na chwilę się "rozluźni" to atmosfera ucieka.
        Jak kiedyś zasygnalizowalem problem to powiedziała przecież sie staram inna wcale by nie dała - no tak rozłożyła nogi po 20 minutach pieszczot i powiedziała spróbuj może jakoś skończysz!! Tak nie chcę, to bez sensu.
        A propoos kochanka - nie ma, nawet wolałbym by miala - wszystko byłoby prostrze i jasne! Moja wina nie spelniam oczekiwan jest inny lepszy niech bierze na siebie te obowiązki i ciągnie ten wózek razem z tym przywilejem. Ona nie lubi szybkich numerków to gdzie niby miałaby z nim być - to niemożliwe, musi być prysznic, łóżeczko, muzyczka, czysta pościel, najlepiej świeczki - a poza domem nocowała beze mnie raz 4 lata temu. Przy tym libido nie ma się kochanków.
      • kag73 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 15:58
        " sadze, ze zonie opisywanej w watku sex daje proporcjonalna mentaln
        > a antyfrajde zwazana zapewne z jakimis aspektami jej wychowania. No to jaka ona
        > ma motywacje?"

        Dokladnie tak samo mysle. Ona sama siebie nie zna, nie zna swojego ciala, swojej seksualnosci, ma zahamowania przypuszczalnie.
        Dlatego moze tylko realne zagroznie rozwodem moze ja obudzic do dzialania. Pod warunkiem, ze wystarczajaco zalezy jej na mezu.
        Zmiana tabletek to pierwszy krok i do tego konsultacja innego lekarza.
        Nie radzilabym autorowi wyprowadzac sie na tydzien, bo moze sie zdarzyc, ze zona uniesie sie honorem, zdaje sie byc uparta i juz go nie przyjmie. Proponuje konkretnie i dosadnie powiedziec o rozwodzie.
        Jestem generalnie za uczciwoscia, niemniej jednak w takich okolicznosciach dalabym autorowi pozwolenie na seks gdzie indziej, pod warunkiem, ze zwiazek z zona jest tak udany, ze nie zachwieje to jego stabilnosci. Niemniej jednak musialbys sie liczyc z tym, ze zona Cie wywali jak sie dowie a wtedy zapomnij o dzieciakach i ich widywaniu, albo z wielkimi problemami. Poza tym nie wiesz czym moze sie skonczyc chodzenie w bok, byc moze rozpadem malzenstwa. Decyzja nalezy do Ciebie. Jezeli uwazasz, ze gorzej juz byc nie moze, bo i tak masz przechlapane, to probuj. Rozpatrz wszelkie opcje za i przeciw, zastanow sie co jest dla Ciebie najwazniejsze i dzialaj.

        • allegropajew Re: Czy warto walczyć do upałego??? 02.06.11, 15:31
          I nawet jak ją coś obudzi, to co z tego ON będzie miał. Rozkraczanie nóg 2*częściej (raczej ona nauczy się udawać). Nie ma co w niej obudzić. Można co najwyżej przywrócić jakieś wcześniejsze stany. A tych NIE BYŁO u nich.

          P O Z A M I A T A N E ! ! !

          Przerabiałem ja, przerabiało tysiące ludzi. Nie dawajcie mu złudnych nadziei.

          Z powyższych powodów rozstanie na jakiś czas też nic tu nie da. KURWA ludzie, to że się parka w sobie zakocha jeszcze o niczym nie świadczy.


          Jan
      • urquhart Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 16:03
        tully.makker napisała:
        > naprawde sadzicie, ze to cale wzbudzanie zazdrosci i oddalania sie fizyczne i p
        > sychiczne - wzbudzi w kobiecie, ktora juz ma w tej dziedzinei problemy przyplyw
        > pozadania?

        Jak defibrylator, może zabić śmierć do końca, ale jest też szansa wskrzesi jeżeli iskra życia jeszcze się tli.
        Jak miłości nie ma ani iskierki, to i tak nie pomoże.
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,94325530,,Mira_Kirshenbaum_romans_jak_defibrylator.html?v=2
        • tully.makker Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 16:39
          Hm, romase mojego exa spowodowaly tyle, ze rzygac mi sie chce na jego widok do dzis, a romanse odbywaly sie 17 lat temu.
      • glamourous Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 17:50
        Zgadzam sie z Tully, dokladnie tak to wyglada. Ochota na seks to nie tylko wprawienie sie w stan fizycznego podniecenia. To gotowosc na bliskosc, ktora sie rodzi w glowie i niekoniecznie ma wiele wspolnego z fizycznoscia. Regularne osiaganie orgazmu nie jest bynajmniej warunkiem sine qua non tego, ze ktos moze lubic seks i go potrzebowac. Znam kobiety, ktore osiagaja orgazm od wielkiego dzwonu, a mimo to seks uwielbiaja. Bo potrzebuja kontaktu, dawania i brania, wymiany energii z partnerem, bycia pozadana. Bo lubia "poczuc samca" po prostu. Brzmi to jak truizm, ale... Mi tez pigulki sporo obnizaja libido w sposob fizyczny. Ale psychiczna ochota na seks jak byla tak jest.
        Tak, ze nie demonizowalabym tych nieszczesnych pigulek, bo czesto to tylko pretekst, wymowka. Jezeli facet kobiete kreci to bedzie krecil w metrze i w swietrze, ze tak sparafrazuja stara piosenke. A tu widocznie tego krecenia brak. Inna sprawa, ze ta konkretna kobita jest najprawdopodobniej po prostu niskolibidowa i do tego niskoerotyczna - i w zwiazku z tym zaden facet po kilkunastu latach wspolnego zycia by jej juz nie krecil. Taka juz ma nature ze niespecjalnie zalezy jej w zyciu na seksie. Kwestia priorytetow po prostu, wynikajacych z takiej a nie innej konstrukcji seksualnosci. Z innym facetem moze by sie lekko obudzila z letargu, ale tez na krotko, na chwile. Sa tacy ludzie : nie maja za specjalnej smykalki do lozkowych spraw - i nalezy sie pogodzic z tym, ze Messaliny/Casanovy z nich nigdy nie bedzie....
        • urquhart Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 18:41
          glamourous napisała:
          > Tak, ze nie demonizowalabym tych nieszczesnych pigulek, bo czesto to tylko pret
          > ekst, wymowka. Jezeli facet kobiete kreci to bedzie krecil w metrze i w swietrz
          > e, ze tak sparafrazuja stara piosenke.

          Ot cała brutalna smutna prawda, Glam. Ochota musi być w głowie.
          Zakładając że psychoewo nie bredzą, każdy facet który się "stara" bardzo i wpisze w cechy partnera długoterminowego zapewniając bezpieczeństwo i stabilizację (dom,dzieci) MUSI przestać kręcić kobietę.
          Pamiętasz moze co radzi na to Perel w swojej książce?
          • glamourous Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 20:15
            Nooo, pewnie Urqu : przywdziac przebranko partnera krotkoterminowego ;-)
            Tyle ze ja sie nie do konca zgadzam z ta teoria dokladnie w tej postaci - juz nie raz byly tu na ten temat zazarte polemiki. Bo nie tyle chodzi o to, ze kobieta przestaje pozadac partnera ZAPEWNIAJACEGO STABILIZACJE. Kobieta IMO przestaje pozadac faceta, ktory traci cechy meskie i zamienia sie w udomowiona ciamajde, w taka miekka, notorycznie ugodowa pipke pod pantoflem. Kruczek polega na tym, ze pomiedzy zapewnieniem rodzinie bezpieczenstwa & stabilizacji, a przeistoczeniem sie faceta w cieple kluchy granica jest dosc cienka i fuzzy, ze sie tak wyraze. A kobieta bezblednie wyczuwa roznice i jakkolwiek szanuje i pozada zapewniajacego dlugoterminowa stabilizacje meskiego chlopa, tak do cieplych i zbyt spoleglowych kluch traci estyme oraz seksualna wene.
            Czyli - wbrew temu, co frakcja ewolucyjno-PUAsowa tutaj twierdzi : to nie jest tak, ze pozadany facet to olewczy i lekko skurwielowaty bad boy, a wiec chlop przyjmujacy strategie partnera krotkoterminowego. To facet silny, ktorego sile kobieta wyczuwa, choc ta sile ciezko jest zdefiniowac...
            • aandzia43 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 20:29
              Bo nie tyle chodzi o to, ze kobie
              > ta przestaje pozadac partnera ZAPEWNIAJACEGO STABILIZACJE. Kobieta IMO przestaj
              > e pozadac faceta, ktory traci cechy meskie i zamienia sie w udomowiona ciamajde
              > , w taka miekka, notorycznie ugodowa pipke pod pantoflem.

              Właśnie. Większość miękkich ciamajd nie zapewnia swoim kobietom żadnej stabilizacji. No, chyba, że jako stabilizację potraktujemy stałą obecność męskiej pipki w życiu kobiety ;-P
              • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 20:42
                Nie czuję się pipką, mam podstway by tak twierdzić. Osiągnąłem w swojej pracy zawodowej przez 13 lat wiele. Jestem dyrektorem instytucji, ktora przerabia kilkadziesiąt milionow rocznie. Podejmuję trudne decyzje, biore za nie odpowiedzialność. Spolecznie też można powiedzieć, że osiągam wiele, mam wrażenie, że ludzie mnie szanują. W moim niemal 50 tysięcznym mieście nie bardzo mógłbym np zdradzać anonimowo.
                Żona też zawsze była raczej myszką, zresztą pochodzi z trudnego domu, gdzie ojciec popijał. Zawsze powtarzala, że gdyby nie ja gniłaby w swojej wsi. Nie sądze aby ona sama podejmowala ważne decyzje w domu, a może mi sie tak wydaje. Ja lubie o wszystkim rozmawiać, partnerstwo w związku to ucieranie swoich zdań aż do osiągnięcia konsensusu. No więc raczej nie pantoflarz.
                • glamourous Re: Czy warto walczyć do upałego??? 18.04.11, 21:02
                  mateusz999dwa napisał:

                  > Nie czuję się pipką, mam podstway by tak twierdzić. Osiągnąłem w swojej pracy z
                  > awodowej przez 13 lat wiele. Jestem dyrektorem instytucji, ktora przerabia kilk
                  > adziesiąt milionow rocznie. Podejmuję trudne decyzje,


                  Oj, to nie jest takie jednoznaczne, ze jezeli facet wiecej zarabia oraz spelnil kiedys w zyciu funkcje drabiny spolecznej wzgledem swojej zony, to ona bedzie go dozgonnie uwielbiac i pozadac. Za proste by to bylo :-)
                  Tak jak napisalam, granica jest cienka a owa kluczowa "meska sila" srednio definiowalna. Osobiscie znam faceta, ktory jest obiektywnie absolutna meska pipka, pomimo, ze jest managerem IT w duzej zachodniej korporacji i zarabia parokrotnie wiecej niz zona. Jego pipkowatosc nie polega na kiepskiej pozycji spoleczno-finansowej ani na braku umiejetnosci podejmowania decyzji w domu. Pantoflem chyba tez nie jest. ALE jest malo konkretny, wiecznie spolegliwy i nadskakujacy z gatunku "wieczny usmiech i no problem", strasznie rozgadany. Posiada taka - nie wiem jak to okreslic -"damska elokwencje" oraz uzywa budzacych groze zdrobnien w co drugim zdaniu. Ogolnie niby dobrze ustawiony spoleczno-ekonomicznie, a pipka jak sie patrzy. Z unikajaca seksu zona w pakiecie, a jakze ;-)
                  Pipkowatosc to jest czasem kwestia klimatu faceta, jego aury, sposobu bycia, timbru glosu. Tacy faceci dzialaja na kobiety na dluzsza mete irytujaca, a nie stymulujaco.

                  I wcale nie sugeruje, ze Ty tak masz i ze Twoje problemy biora sie z pipkowatosci, moj post byl ogolna odpowiedzia na post Urqu o strategiach itp.
                • urquhart DDA? 18.04.11, 22:59
                  mateusz999dwa napisał:
                  > Żona też zawsze była raczej myszką, zresztą pochodzi z trudnego domu, gdzie oj
                  > ciec popijał.

                  Aaaaa, więc ojciec popijał. Toż to klasyka problemu z seksem na tym forum i niestety zmienia sytuację. Niestety, dopiero to jest niezły kibel. Jeżeli do tej pory nie interesowałeś się tym polecam na początek:

                  www.ptt-terapia.pl/przeglad/02/M.%20Filipiak.pps
                  Tak skrócik z podsumowania badań porównawczych:
                  Wyniki badań wskazują na częste występowanie trudności w życiu seksualnym osób wychowanych w rodzinach z problemem alkoholowym (...)
                  - DDA ogółem oraz DDA kobiety częściej doświadczają zaburzeń podniecenia oraz zaburzeń orgazmu,
                  - DDA ogółem i DDA kobiety rzadziej odczuwają odprężenie i rozładowanie po stosunku,
                  - DDA ogółem, DDA kobiety i DDA mężczyźni odczuwają mniejszą satysfakcję seksualną z kontaktów seksualnych z partnerem,
                  - DDA rzadziej przeżywają orgazmy,
                  - kontaktom seksualnym DDA częściej towarzyszy obojętność i niechęć a rzadziej przyjemność.

                  Pogrzeb w archiwum forum, temat DDA przewijał się wielokrotnie.
                  • lemon_curd Re: DDA? 28.04.11, 01:26
                    Dzięki Ci Boże, jestem DDA i uwielbiam seks... Chyba naprawdę złożę świeczkę w podziękowani za to.

                    Jednak... jako, iż młode dziewczę ze mnie to podejrzewam, że liberalne środowisko wokół i powszechna akceptacja mi pomogły. Niestety, 30parolatki z mniejszych miejscowości miały także wokół siebie inne otoczenie, jak dorastały. Ja już słyszałam "masz prawo czerpać przyjemność ze swojego ciała", albo "seks jest dobry, ważne, żeby go uprawiać odpowiedzialnie". Patrząc na moje koleżanki to naprawdę dużo dobrego zdziałało. Jak się całe życie dziewczynkom powtarza, że tylko puszczalskie zdziry robią loda, to jak one mogą potem robić dobrze mężowi ustami, jeżeli to dla nich dowód, że on ich nie szanuje? Albo że kobieta nie inicjuje seksu, bo nie wypada? Prawda jest też taka, że ten kult dziewiczej i niewinnej prowadzi do tego, że faceci wybierają sobie takie katolickie aniołki, a po kilku latach małżeństwa okazuje się, że wszystko słodko, ale nie jest tak, że z pruderyjnego aniołka budzi się po magicznych zaślubinach demon seksu, to nie takie proste.
            • glamourous ... 18.04.11, 20:43
              Ale co do jednego sie zgadzam : nadmierne "staranie sie" jest absolutnie aseksualne. Pomimo, ze moze byc dosc stymulujaco postrzegane na poczatku znajomosci, na dluzsza mete zabija pozadanie. Kultowe (choc nieco naiwne, jak wszystkie amerykanskie poradniki tego typu) "Dlaczego faceci kochaja zolzy" Sherry Argov jest wlasnie poswiecone wypracowywaniu u kobiet postawy "jak walczyc z odruchem nadmiernego starania sie dla/o faceta, dzieki czemu bedzie mnie postrzegal jako watosciowsza zdobycz". To samo dziala oczywiscie w druga strone, jednak nie nalezy popasc w druga skrajnosc ktora jest kompletny egoizm i wycofanie z "my" na rzecz "ja".
              Uf, pisze troche nieskladnie - wlasnie splawilam czerede caloweekendowych gosci i czuje sie z lekka nadwątlona ;-)
              • kutuzow Brawo - piękne porady w tym wątku 18.04.11, 21:38
                glamourous ---> naprawdę napisałaś super tutaj te kilka postów. Jestem pod wrażeniem.
                Miło poczytać takie wyważone i co ważne obiektywne teksty.
                • glamourous Re: Brawo - piękne porady w tym wątku 18.04.11, 23:03
                  Dzieki Kutuzow, nadrabiam forumowe absencje i zaleglosci :-)
        • ururam-tururam Re: Czy warto walczyć do upałego??? 19.04.11, 11:54
          glamourous napisała:

          > kobita jest (...) niskolibidowa i (...) niskoerotyczna

          Na czym polega różnica?
          • poitevin Re: Czy warto walczyć do upałego??? 19.04.11, 12:04
            W dużym skrócie:
            - niskolibidowej się nie chce prawie wcale,
            - niskoerotycznej się chce, ale bez finezji i fajerwerków.
            • ururam-tururam Re: Czy warto walczyć do upałego??? 19.04.11, 12:09
              poitevin napisała:

              > W dużym skrócie:
              > - niskolibidowej się nie chce prawie wcale,
              > - niskoerotycznej się chce, ale bez finezji i fajerwerków.

              Czyli w pierwszym przypadku jest problem ilościowy a w drugim jakościowy.
              Pierwszy przypadek beznadziejny, nad drugim można popracować.
    • rubarom Coś tu nie gra 19.04.11, 11:22
      Ja temu facetowi (autorowi watku) nie wierzę.
      Jeśli facet pisze, że chciałby, żeby żona miała kochanka, to stawia pod znakiem zapytania wszelkie uczucia do żony (na którymi sie wcześniej tak ochoczo rozwodzi), także i jego starania, dotychczasową świętość (że niby jeszcze nigdy nie zdradził).
      W ogóle wszystkie jego wypowiedzi mają według mnie w sobie coś nieszczerego.

      • zakletawmarmur Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 11:57
        > Jeśli facet pisze, że chciałby, żeby żona miała kochanka,

        Gdyby miała kochanka mogłby ją bez wyrzutów pogonić, miałby konkretną wymówkę do rozwodu a także wytłumaczenie "dlaczego mu nie daje":-)
        • rubarom Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 12:05
          Zalkęta, ja się z Tobą co do tego zgadzam, ale mi chodzi - i tu nie zmieniam zdania - o jakis fałszywy ton w wypowiedziach tego osobnika.
          Nie wierzę mu absolutnie.
          • mateusz999dwa Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 13:42
            Ale w co mi nie wierzysz? Piszę kurczę gdyby miała kochanka wszystko byłoby jasne. Nie jest ze mną bo jest ktoś lepszy. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć do widzenia a tak? jest między nami uczucie ale nie ma seksu i teraz pytania czy to uczucie ma szanse przetrwać, a jeśli nie to po co to ciągnąć, łudzić się, dokuczać sobie itd. W czym jestem tu fałszywy cczy nieszczery?????????
            • rubarom Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 13:47
              Piszę, że coś mi tu nie gra - na przykład to:
              - to cytat twoich słów:
              Osiągnąłem w swojej pracy zawodowej przez 13 lat wiele. Jestem dyrektorem instytucji, ktora przerabia kilkadziesiąt milionow rocznie. Podejmuję trudne decyzje, biore za nie odpowiedzialność.
          • glamourous Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 14:02
            ubarom napisała:

            > Zalkęta, ja się z Tobą co do tego zgadzam, ale mi chodzi - i tu nie zmieniam zd
            > ania - o jakis fałszywy ton w wypowiedziach tego osobnika.
            > Nie wierzę mu absolutnie.

            No, bo bardzo czesto faceci ktorzy pisza tu na forum z powodu chronicznego niezaspokojenia w malzenskim lozu szukaja wlasciwie tylko potwierdzenia "masz stary racje, jest absolutnie do doopy, zona jest beznadziejna, rzuc ja" wzglednie "znajdz sobie kochanke".
            Bo oni juz sie w glebi duszy zdecydowali, a pytanie "czy jest sens walczyc do konca?" wyraza nadzieje, ze forumowicze usprawiedliwia ich ochote na zrzucenie ciezkich kajdanow choc na chwile i symbolicznie dadza zielone swiatlo.
            Zauwaz, ze autor niby pro forma pyta o sens dalszej walki, ale bardzo chetnie podchwyca sugestie o zdradzie czy odejsciu. O zonie niby pisze z sympatia, ale odmalowuje jej obraz w taki sposob, zeby zasugerowac nam, ze tak naprawde to on przeciez nie ma wyjscia ;-) Bo w glebi duszy o to mu chodzi, choc miotaja nim sprzeczne odczucia. Co tu sie zreszta dziwic. Rzadko kto ma zelazny charakter i niezlomna wole wytrwania w nieudanej monogamii - trudno sie nie zbuntowac i nie miec ochoty na dozywienie na miescie, kiedy domowa lodowka stoi latami pusta..
            • rubarom Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 14:06
              glamourous napisała:

              > Rzadko kto ma zelazny charakter i
              > niezlomna wole wytrwania w nieudanej monogamii - trudno sie nie zbuntowac i nie
              > miec ochoty na dozywienie na miescie, kiedy domowa lodowka stoi latami pusta..

              Nie wierzę również w tę jego dotychczasową monogamię.
              • tanahoe Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 21:32
                No to ja od siebie.
                Wiem jakie to jest uwłaczające prosić kogoś o seks. On albo się kładzie do łóżka jak ja pójdę spać albo ucieka z niego wcześnie rano. Dodam, że nie ważę 100 kg i prezentuję się przyzwoicie :P To trwało od kilku lat. Nie pomogło straszenie, że znajdę sobie kochanka. Nie pomogły wszelakie Wasze rady. Jak go w październiku zaciągnęłam do łóżka to usłyszałam, że został zgwałcony :) ;P No tak gwałciciel ze Śląska grasuje uważajcie chłopaki :) Rozważałam nawet ściągnięcie sobie Pana z Agencji :) No ale ja kobieta chyba bym nie mogła na zimno.
                Co do pigułek to są jakieś mity i kwestia dobrania. Ja swoje biorę od kilkunastu lat i pamiętam, że miałam tylko problem przez kilka miesięcy a teraz to .... jest za rewelacyjnie... :)
                Drogi Mateuszu mi się już po prostu nie chce. Dzieci są duże po co mam być dłużej w związku w którym jestem tylko sprzątaczką i kucharką. Piszę bo pewnie i Ty w końcu do takich samych przemyśleń dojdziesz. Nadszedł czas zmian. Po co mam się kisić gdzieś gdzie mnie nie chcą. Świat stoi otworem :) Mogę być z kimś z kim mi będzie dobrze. Fakt jako stara feministka rozważałam fakt, że Wy mężczyźni jesteście z jednego worka i tylko na początku się staracie. No ale w mojej kalkulacji wyszło, że przynajmniej z 10 lat będę szczęśliwa :)
                Co Ci mogę doradzić to tylko porozmawianie otwarcie. Niech idzie zmieni tabletki. Może rzeczywiście jakaś poradnia ale z doświadczenia wiem, że ta druga strona nie musi chcieć. Ja w każdym bądź razie postawiłabym otwarcie sprawy - albo coś się zmieni albo skończy się na kochance, bądź rozwodzie. Niech to bierze pod uwagę. Wyjaśniłabym jak mi jest sex potrzebny.
                A potem to już sam musisz dojrzeć do rozwiązania. Nikt Ci tu złotego środka nie sprzeda. Mi kilka lat to zajęło i mogę żałować tych straconych lat.
                W każdym bądź razie odmowa współżycia jest dla sądu podstawą do orzeczenia o winie. Wyczytałam nawet, że w takich wypadkach posiadanie kochanka nie może być uznane za winę.
                Swoją drogą to ona chyba od początku taka była więc przepraszam widziały gały co brały :)
                Odradzam Ci znikanie bez słowa na tydzień albo nawet na noc. Na mnie to działa jak płachta na byka...
                • potwor_z_piccadilly Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 23:25
                  tanahoe napisała:

                  > W każdym bądź razie odmowa współżycia jest dla sądu podstawą do orzeczenia o wi
                  > nie.

                  Dla jasności.
                  Prawo bazuje na faktach popartych dowodami i tu zaczynają się schody, bo najczęściej strona obwiniona idzie w zaparte.

                  Wyczytałam nawet, że w takich wypadkach posiadanie kochanka nie może być u
                  > znane za winę.

                  No to dobrze wyczytałaś, lecz podobnie jak wyżej, dowody.

                  widziały gały c
                  > o brały :)

                  Gały może i widziały, lecz zapomniały o jednym.
                  Procedura zaślubin nie kończy walki o partnera. Przeciwnie, nawet należy ją wzmóc. Przebywanie na co dzień blisko siebie powinno wymuszać starania o to by być przez niego pozytywnie postrzeganym. Ci którym się wydaje że, obrączki, ołtarz wszystko załatwiają nieświadomi zagrożeń wchodzą na równię pochyłą.

                  > Odradzam Ci znikanie bez słowa na tydzień albo nawet na noc. Na mnie to działa
                  > jak płachta na byka...

                  Nikt nie zaleca tego typu zachowań.
                  Jeśli padły na tym wątku podobne rady to dotyczyły raczej mniej lub bardziej lekkiego, kontrolowanego oddalenia, by w oczach żony autora wątku stać się mniej przewidywalnym a tym samym ciekawszym gościem. Nie są groźne dla związku codzienne czynności domowe i kierowane nawykiem procedury. Groźna jest przewidywalność tych czynności i tych procedur. Ktoś spyta, jaka to różnica. Odpowiem, jest, bo zwykłą, głupią zupę można jeść możliwe że na trzysta sposobów.
                  No i ścieżki.
                  Wszyscy jakimiś chodzimy, lecz czy potrafimy wybrać te właściwe ?
                  Czy w przypadku gdy stwierdzimy że ścieżka którą kroczymy prowadzi na manowce, to potrafimy się cofnąć by wybrać tę właściwą ?
                  Zwyczajowo coś w tym sensie.
                  www.youtube.com/watch?v=i_yBa9DH7xQ
            • zakletawmarmur Re: Coś tu nie gra 19.04.11, 20:34
              Chyba macie racje dziewczyny...

              Co tu sie zreszta dziwic. Rzadko kto ma zelazny charakter i
              > niezlomna wole wytrwania w nieudanej monogamii - trudno sie nie zbuntowac i nie
              > miec ochoty na dozywienie na miescie, kiedy domowa lodowka stoi latami pusta..

              I w tym momencie trzeba się zastanowić "co było pierwsze jajo czy kura". Co faktycznie jest powodem a co skutkiem. Brak seks w małżeństwie jest powodem chęci szukania na boku czy chęć szukania na boku jest powodem braku seksu w małżeństwie...

              Jak słowo daje im dłużej czytam to forum tym bardziej związki wydają mi się żałosne:-)
    • efi-efi Re: Czy warto walczyć do upałego??? 20.04.11, 14:58
      mateusz999dwa napisał:
      >>Pojawia się tu też wątek po tytułem - twoja żona nie ma przyjemności w łóżku...
      [...] żona lubi bardzo długą grę wstępną,
      >> Tylko jak to zrobić jeśli, oralnie nie przepada, "ręcznie" nie bardzo, a klasycznie nawert jak >>stosowalem techniki i udawało mi się pół godziny w różnych pozycjach to widziałem rozkosz i >>zadowolenie ale nie orgazm. [...]
      >>Irytacja mężczyzny, który adoruje kobietę przez godzinę i nic sięga zenitu..

      - Skoro żona lubi bardzo długą grę wstępną, to jej ją zapewnij.
      Wierz mi, że kobietę da się (bez słów) przekonać do minetki, a ta u większości kobiet wywołuje przyjemne doznania, a jak będziesz wystarczająco cierpliwy to i orgazm.

      Wiesz co, po 13 latach to ludzie doskonale wiedzą co kręci daną osobę w łóżku, wie się, który "guziczek" nacisnąć żeby przyspieszyć bądź skrócić czas trwania seksualnych uniesień.
      A tu u Ciebie wychodzi, że babka jest kompletną "dziewicą seksualną".
      I trudno ją jedynie o to obwiniać.

      Rogi Ci raczej nie grożą. Ona jest przekonana , że seks jest niefajny.
      • mateusz999dwa Re: Czy warto walczyć do upałego??? 20.04.11, 20:55
        Zaraz zaraz, wszystko na mnie! Te dlugie pieszczoty to są zwsze, bo bez tego ani rusz! Nieraz bywaly bardzo długie, a pieszczenie cipki ustami, też wielokrotnie stosowane i było widać oznaki zadowolenia ale od jakiegoś czasu - tabletki - nie chce! Zresztą nigdy to nie powodowało orgazmu i już tak na trzeźwo słyszalem, że nie lubi, że jakoś to jej nie kręci i wtedy trudno tak nachalnie atakować z tą minetką jak masz z tyłu głowy te opinie! No dobra może nie jestem Casanowa i rozumiem, że zawsze problemy są po obu stronach. Tylko ja chcę rozmawiać, naprawiać, zmieniać, bo wydaję mi się, w przeciwieństwie do tego, co ktoś tu pisał, że jeszcze parę lat mi zostało i się opłaci powalczyć korzystać z życia. Jeśli żona chciałaby abym się np przebrał, czy chciałaby tylko analnie, tylko oralnie, nie wiem co jeszcze i sprawiałoby to jej radość - zrobiłbym to tylko musi o tym mowic! Ktoś tu dobrze napisal, że ona po prostu nie zna swojego ciała, to jest prawda, ale też nie chce go poznać. Któraś z Pań tu piszących zapytała o masturbację- otóż jestem na 200% pewien, że moja żona tego nigdy nie robiła - przecież to jest jakieś upośledzenie jeśli chodzi o normalne poznanie siebie, przecież nie mamy po 15 lat! Moja żona uważa, że to jest nienormalne robic to samemu. Ja po prostu będę sobie sabolubnie korzystał z uciech tego zycia ale już bez proszenia żony. Może dowiem sie czy do czegoś się jeszcze nadaję... . Męskie sprawdzenie siebie!
        Dziękuję wszystkim za pomoc, bo przetrwalem taki mój najgorszy moment, taki czas, że nie wiedziałem pierwszy raz w życiu co dalej jest? - jak w piosence.
        • wypedzonyzziemodzyskanych xxx 21.04.11, 11:03
          ................<realizować się seksualnie, nawet płacąc za seks>.............

          Już sam znalazłeś odpowiedź -( zapewne znasz Roksę oraz Odloty)
          wyjedź na szkolenie - połowa klientów moich kurtyzan to żonaci
          • glamourous Re: xxx 21.04.11, 13:35
            Tak, tylko nie dla kazdego seks = samo zamoczenie. Sa faceci ktorzy w seksie poszukuja dzielenia doznan z CHETNA i faktycznie zainteresowana nimi kobieta. A nie pilowania sztucznie nawilzonej cipki znudzonej rzemieslniczki, dla ktorej jedyna motywacja do bzykania jest kasa wkladana za gumke od stringow. I ktora nieszczerze wije sie i wzdycha, jednoczesnie czekajac az facet wreszcie skonczy i sobie pojdzie w cholere. Co to za przyjemnosc z seksu dla faceta, kiedy ma swiadomosc tego wszystkiego? Naprawde potraficie przymknac oko na ta cala hipokryzje??
    • lemon_curd Kilka merytorycznych uwag 28.04.11, 01:14
      Po pierwsze, indywidualne dobranie tabletek jest trudne. Lekarz mówi, że zapisał takie, które "najmniej wpływają na libido", ale takie stwierdzenie to bzdura. To zależy od poziomu hormonów w organizmie Twej żony. Pewnie chodziło mu o to, że zapisał pigułki najnowszej generacji, ale one wbrew pozorom nie na każdy organizm działają. Możesz podać, jakie tabsy stosuje Twoja żona? No i kobiety też na pigułki różnie reagują. Być może potrzebne są takie z wyższą ilością estrogenów. Ginekolodzy często nie znają się niestety na takich rzeczach.

      Po drugie, jest inna i to lepsza profilaktyka raka jajnika. Jest to wycięcie się, po prostu, jakkolwiek brutalnie to brzmi. Tabletki tylko zmniejszają ryzyko raka i jeżeli w przypadku Twojej żony jest ono tak duże, a nie chcecie mieć innych dzieci to zastanawiam się, dlaczego lekarz nie powiadomił jej o tej alternatywie. Jeżeli jednak ty wspomnisz o tym, to radzę robić to niezmiernie delikatnie, bo ona i tak zapewne odbierze to jako Twoją egoistyczną prośbę. Ale zupełnie serio - radziłabym poczytać Ci o profilaktyce raka i zastanowić się, bo może się okazać, że stała terapia hormonalna to nie najlepsze wyjście.

      Po trzecie, widać, że wiele zostało zaniedbane przed ślubem. Dlaczego nie rozmawialiście wtedy o seksie? No i jak nie było warunków do seksu, a dla żony on nie był nigdy przyjemny i nigdy nie miała orgazmu (gdyby miała to by wiedziała, jest to dość charakterystyczne uczucie), to ona rezygnując z seksu "nic nie traci" prócz ewentualnie Waszej relacji. Ale nie rozumie, że seks może być fajny. Po cholerę tylu mężczyzn bierze sobie purytańskie żony? Przecież wiadomo, że będą problemy. Nie mówię, żeby brać od razu kobiety z nie wiadomo jaką ilością partnerów seksualnych, ale chyba widać, kto ma otwarte podejście, jest w stanie w związku swobodnie i sensownie o tym mówić, ma właściwy stosunek do własnego ciała i seksualności a kto nie.
      • lemon_curd Re: Kilka merytorycznych uwag 28.04.11, 01:17
        A na pretensje żony "bo ty chcesz codziennie" odpowiedziałabym prawdę. "Tak, chciałbym się z Tobą kochać codziennie, bo Cię kocham i jesteś dla mnie bardzo pociągającą kobietą. Pragnę Cię, jesteś moją żoną i jest mi źle, gdy się długo nie kochamy. Rozumiem, że nie masz aż takich potrzeb jak ja, ale jest mi przykro, gdy mnie zupełnie odrzucasz. Czuję się wtedy niekochany i nieszanowany przez Ciebie, bo nie dostrzegasz moich potrzeb. Chciałbym kochać się z Tobą częściej i chciałbym również, żebyś Ty też tego pragnęła" I tyle. A potem ją z tym zostawiasz, niech myśli.

        Bo jak ona mówi "chciałbyś się kochać codziennie" z pretensjami, a Ty się wycofujesz "nie, kochanie, nie chce lodzika, to perwersja", to też jest źle.
        • bcde Re: Kilka merytorycznych uwag 28.04.11, 01:36
          > A na pretensje żony "bo ty chcesz codziennie" odpowiedziałabym prawdę. "Tak, ch
          > ciałbym się z Tobą kochać codziennie, bo Cię kocham i jesteś dla mnie bardzo po
          > ciągającą kobietą. Pragnę Cię, jesteś moją żoną i jest mi źle, gdy się długo ni
          > e kochamy. Rozumiem, że nie masz aż takich potrzeb jak ja, ale jest mi przykro,
          > gdy mnie zupełnie odrzucasz. Czuję się wtedy niekochany i nieszanowany przez C
          > iebie, bo nie dostrzegasz moich potrzeb. Chciałbym kochać się z Tobą częściej i
          > chciałbym również, żebyś Ty też tego pragnęła" I tyle. A potem ją z tym zostaw
          > iasz, niech myśli.

          Tak, akurat. Po niej to spłynie jak po kaczce i nie będzie o tym myśleć, bo wg niej nie ma o czym.
          Jedyną skuteczną metodą na takie kobiety jest wymuszenie seksu groźbą kopa w d... albo faktyczny kop w d... .
      • sisi_kecz Re: Kilka merytorycznych uwag 28.04.11, 17:47
        Po trzecie, widać, że wiele zostało zaniedbane przed ślubem. Dlaczego nie rozma
        > wialiście wtedy o seksie? No i jak nie było warunków do seksu, a dla żony on ni
        > e był nigdy przyjemny i nigdy nie miała orgazmu (gdyby miała to by wiedziała, j
        > est to dość charakterystyczne uczucie), to ona rezygnując z seksu "nic nie trac
        > i" prócz ewentualnie Waszej relacji. Ale nie rozumie, że seks może być fajny. P
        > o cholerę tylu mężczyzn bierze sobie purytańskie żony? Przecież wiadomo, że będ
        > ą problemy. '

        Mądre są Twoje rady odnośnie hormonów, rację masz te w kwestii tego purytaństwa,ktore ma dwa końce (żona nietknięta przez inych, ale nie dająca sie dotykać tez mężowi), ale po pierwsze:
        jest juz po ptakach i mateusz ma żonę jaką ma,
        po drugie; te rady są pracochłonne i trudne do wprowadzenia ;)

        duze pozdro!!!
        • lemon_curd Re: Kilka merytorycznych uwag 28.04.11, 22:28
          Wszystkie rady są trudne do wprowadzenia, zwłaszcza, jak są problemy w komunikacji. Ale alternatywy są moim zdaniem gorsze, trudniejsze i warto spróbować. Ja wiem, że Mateusz już ma taką żonę, po prostu naprawdę sporą część problemów da się przewidzieć/uniknąć jej, jeśli człowiek zadba o relacje na starcie. Szkoda, że tego nie uczą na kursach przedmałżeńskich. ;)
          • mateusz999dwa Re: Kilka merytorycznych uwag 02.05.11, 23:19
            Moja żona używa yazz, używała jasmin i też była lipa. masz 100% racji pisząc po coś ją brał ale teraz są dzueci i już po ptakach teraz muszę walczyć by je nie stracić! Dziękuję wszystkim za pochylenie się nad moim problemem
            • diamondxxx Do mateusz999dwa 03.05.11, 11:51
              Cześć, przeczytałam z niezwykłą uwagą Twoją historię, ponieważ sama mam podoby problem, tylko że w wydaniu kobiecym... Przeczytałam kilkanaście odpowiedzi na Twojego posta i strasznie się zirytowałam przy niektorych wypowiedziach, chociaż od razu uświadomiłam sobie, że zupełnie niesłusznie, bo ludzie którzy nie dotkneli tego problemu nie mają pojęcia jakie emocje targają człowiekiem, zwłaszcza jeśli jest się osobą odpowiedzialną za podjęte decyzje i poczynione działania. Nie będę tutaj opisywać swoich szczegółów, jeśli będziesz zainteresowany wymianą poglądów zapraszam do napisania na moją prywatną pocztę, powiem tylko że jestem w trochę dalszym miejscu niż Ty i wiele z tych cudownych rad udzielonych na forum próbowałam przerobić np. wzbudzania zazdrości ale w przypadku osób takich jak Twoja żona, czy mój mąż nie są one skuteczne, bo oni mają swój schemat w głowie i ani myślą go zmieniać, naginać względem kogokolwiem, nawet dzieci nie są tutaj skutecznym argumentem... Przez cały czas trwania naszego małżeństwa miałam wiele okazji na tzw. skok w bok, jednak nigdy nie zdradziłam swojego męża. Wielu ludzi tego nie rozumie i uważa że jest się głupim i samemu sobie winnym, ja to postrzegam inaczej, jako odpowiedzialność za związek z drugim człowiekiem, chociaż teraz po latach czasami tego żałuję... Przez 10 lat byłam pozbawiona nie tylko sexu jako samego aktu ale wszelkiej czułości, dotyku, miłego słowa, gestu od najbliższego wydawałoby się człowieka..., Trzeba być bardzo silnym aby nie zwariować, by nie dopuścić do siebie myśli, że to my jesteśmy winni całej sytuacji... Do dzisiaj ponoszę konsekwencje tak długiego tkwienia w tej patologii (m.in. strach przed bliskością aby nie zostać znowu skrzywdzonym...) Obecnie jestem w trakcie kończenia naszego wspólnego życia i nadal często łapię się na wątpliwościach, czy to co robię jest słuszne, może powinnam jednak zostać w tym wszystkim i się nie rozczulać nad sobą... Ilość problemów nakładających się na siebie jest często przytłaczająca, zwłaszcza jak jest się w malżeństwie, ma się dzieci, nie ma np. rodziców, czy wsparcia chociażby materialnego, wbrew pozorom wcale nie jest tak łatwo odejść i zacząć żyć od nowa...
              Pozdrawiam i życzę Ci dużo siły...
              • mateusz999dwa Re: Do mateusz999dwa 04.05.11, 21:59
                Chciałbym do Ciebie napisać na pocztę ale nie mam adres, więc jeśli możesz mi go tu podać.... Czekam i pozdrawiam
                • janznepomuka Re: Do mateusz999dwa 02.06.11, 15:47
                  Widzisz, a moja Pani zadzwoniła minutę temu z pracy, że tak strasznie chce jej się bzykać, żebym zamiast obiadu zakrzątnął się za jakąś zapiekanką, którą zjedlibyśmy po drodze do domu, nabytą obok przystanku, z którego ją odbieram.


                  Czego i Tobie życzę, ale do tego musisz wreszcie stać się mężczyzną. Wiem, ja mam dorosłe dziecko, było w pewnym sensie łatwiej. Ale tylko w pewnym sensie, bo straconych lat nikt nie zwróci, a frustracja i piekło w domu i tak na dziecku odbija się straszliwie. Myślę, że dużo bardziej, niż rozwód.
                  • jedyny_skok_w_bok Do janznepomuka 02.06.11, 20:21
                    Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam wątek ( cały! ) i targały mną sprzeczne uczucia.Tyle porad i przepisów jak ratować albo jak kopnąć w d...i sama nie wiedziałam co zrobiłabym gdybym musiała wybierać. W moim małżeństwie bywa różnie ale do tak dramatycznej sytuacji jest baaaaaaardzo, baaaardzo daleko i na szczęście nie muszę, ufff.
                    Janie, jesteście Chłopem z jajami, brawo za odwagę i podjęcie męskiej decyzji! Dużo szczęścia i dużo bzykania życzę bo seks i w nim spełnienie, zwłasza z kimś kogo się bardzo kocha to najwspanalsza rzecz pod słońcem. Ciesz się życiem! Wielkie gratki.
                    A morał z tego taki - kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
            • lemon_curd Re: Kilka merytorycznych uwag 06.05.11, 00:07
              Widzisz Mateuszu, te rodzaje tabletek to są tabletki z niską ilością hormonów, w tym małą ilością sztucznego estrogenu. Zarówno yaz jak i yasmin (baza właściwie jest ta sama, yaz to jakby nowsza wersja). Nie za bardzo widzę, jaką logikę kierował się lekarz czyniąc akurat taką zmianę tych pigułek, gdyż ich skład naprawdę nie różni się aż tak wiele. Nie jestem lekarzem, zaznaczę, ale wiem na pewno, że część lekarzy na spadki libido poleca tabletki starszej generacji, z większą ilością estrogenów. Niestety, obawiam się, że specjalista ginekolog nie jest aż takim specjalistą i nie za bardzo zna się na doborze tabletek. Czy mógłbyś namówić żonę na wizytę u dobrego endokrynologa? Bo to tabletki z niską ilością estrogenów i działaniem antyandrogennym naprawdę bardzo często obniżają libido, ale ponieważ są "nowoczesne" i "takie super", to lekarze się na nie upierają. A nie dla każdego i nie zawsze są super. Powodzenia!
      • zawsze-soffie Re: Kilka merytorycznych uwag 05.06.11, 18:16
        "Po drugie, jest inna i to lepsza profilaktyka raka jajnika. Jest to wycięcie si
        > ę, po prostu, jakkolwiek brutalnie to brzmi. "

        Ze hę? Przecież jajniki nie są tylko od parady. Dostarczają organizmowi hormony, Kobiety po wycięciu jajników i tak biorą hormony - hormonalna terapia zastępcza.

        Mylę się?????
        • lemon_curd Re: Kilka merytorycznych uwag 06.06.11, 00:08
          Nie, nie mylisz się, ale hormonalna terapia zastępcza to coś innego niż doustna antykoncepcja hormonalna. Jest też bardziej precyzyjna, by wyrównać konkretne poziomy. Ten lekarz wyraźnie zapisuje po prostu "jakieś środki nowej generacji z małą ilością hormonów", zupełnie nie zastanawiając się dlaczego to robi, obawiam się.
          • zawsze-soffie Re: Kilka merytorycznych uwag 06.06.11, 10:57
            A dasz gwarancję kobiecie, że te hormony zadziałają na nią tak strasznie super a broń boże nie tak jak antykoncepcja hormonalna? Bo widzisz jak jednak nie zadziała tak fajnie to jajniki nie odrosną i co wtedy?
    • yoko0202 mateusz 03.06.11, 09:56
      przeczytałam Twoje wpisy praktycznie od deski do deski
      wychodzi na to, że najzwyczajniej w świecie wziąłeś sobie babę, która sexu nie lubi, nigdy nie lubiła i nie chce go uprawiać - minetka nie, orgazm - a co to jest, masturbacja - ble, i w ogóle jesteś zboczony...
      w takiej sytuacji obawiam się, że cokolwiek byś nie zrobił, nie przyniesie to żadnych efektów, bo ona po prostu nie chce i nie lubi i koniec.
      oczywiście masz prawo chcieć żyć inaczej i uprawiać radosny sex z ukochaną osobą - pytanie brzmi, czy gdyby był ten fajny sex, to byłbyś zadowolony ze związku? czy to jedyna rzecz, która kuleje? [oczywiście przez to rodzą się i inne frustracje, ale chodzi o źródło]. Jeżeli tak, to zastanów się czy jeszcze nie powalczyć. Z tym że samodzielnie raczej nic nie zdziałasz - tutaj konieczna byłaby interwencja specjalisty, no ale żona musi tego chcieć. Orgazmu i radości z sexu można się nauczyć. Może nadszedł czas na ostateczne ultimatum - jeżeli żona chce ratować małżeństwo, to musi zgodzić się na pomoc z zewnątrz. Oczywiście gwarancji żadnej nie ma, że to by pomogło, więc licz się z porażką i na tym polu.
      • janznepomuka Re: mateusz 03.06.11, 11:25
        Weź ty się kobieto yoko0202 zastanów, co piszesz? Wymuszone orgazmy? Wymuszona nauka?

        Tak, to możliwe, ale tylko wtedy, gdy dana osoba CHCE z danym osobnikiem przeżywać te orgazmy. Więcej, nie przeżywa, ale CHCE choć jemu dawać, bo go KOCHA. Nie wychodzi jakiś czas, choćby latami, a ona NADAL chce, wreszcie przełamuje wstyd (bo to chyba bywa w takich związkach głowny powód), szczerze KOMUNIKUJE problem, po czym terapia MOŻE, ale nie musi dać JEJ/IM szansę.
        • yoko0202 Re: mateusz 03.06.11, 15:45
          janznepomuka napisał:

          > Weź ty się kobieto yoko0202 zastanów, co piszesz? Wymuszone orgazmy? Wymuszona
          > nauka?

          nauczone, nie wymuszone. nie wiem jak z facetami, ale ja nie dostaję orgazmu ot tak sobie obierając ziemniaki, tylko jak sobie zrobię dobrze albo jak ktoś mi zrobi; zanim dostawałam orgazmów z kimś, nauczyłam się robić sobie sama, i tu trzeba było pokombinować jak to zrobić, żeby ten orgazm był.

          > Tak, to możliwe, ale tylko wtedy, gdy dana osoba CHCE z danym osobnikiem przeży
          > wać te orgazmy.

          z wpisów autora wynika, że ona nie wie co to orgazm, nie zna swojego ciała, nie wie jak może wyglądać seks sprawiający obojgu przyjemność więc nie może chcieć czegoś czego nie zna i co nie sprawia jej w ogóle przyjemności.
          może ewentualnie chcieć ratować małżeństwo - i zaznaczyłam, że ona musi chcieć.

          > Więcej, nie przeżywa, ale CHCE choć jemu dawać, bo go KOCHA. Ni
          > e wychodzi jakiś czas, choćby latami, a ona NADAL chce, wreszcie przełamuje wst
          > yd (bo to chyba bywa w takich związkach głowny powód), szczerze KOMUNIKUJE prob
          > lem, po czym terapia MOŻE, ale nie musi dać JEJ/IM szansę.

          no przecież napisałam, żeby przygotował się na porażkę, czego się czepiasz?
    • zonaty26 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 03.06.11, 11:18
      Pogódź się z tym. Inaczej nie będzie, ona się nie zmieni. Ja mam podobnie i pisałem o tym niedawno w wątku "czy raz w tygodniu to dużo czy mało". My, partnerzy/partnerki z dużym libido, trafiający na partnerów ze znikomymi potrzebami, musimy to chyba zaakceptować. Ile lat można czekać na zmiany. Oczywiście, jeśli nie chcemy niszczyć rodziny itd. Nie myśl o niej jako obiekcie pożądania, staraj się nie myśleć o seksie, znajdź jakieś wieczorne miłe zajęcia. Wiem, że to trudne, ale jeśli nie tak to wyjście jest tylko jedno ...
    • ech1984 Re: Czy warto walczyć do upałego??? 05.06.11, 16:08
      nie odpowiem czy warto, sama mam problem w tej sferze i coraz mniej checi do zycia i siebie samej... wiec chyba nie pomoge ale musze przyznac ze po dzisiejszym wykladzie mojego jak to facetom seks wcale nie jest w glowie na tyle na ile sie mowi to milo znalezc jednak samca ktory wciaz chce ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka