la_extranjera 28.04.11, 20:27 czy czujecie sie odpowiedzialni za zaspokajanie swojego parnera? czy uwazacie, ze jesli go nie zaspokajacie on ma prawo szukac tego na boku? Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
grosz-ek Re: niezaspokojony partner 28.04.11, 20:37 No, ja się kierowałem zasadą, aby po fakcie żona była bardziej "zmęczona" niż ja. W kontekście Twoje pytania nasunęło mi się inne: czy po skończonym akcie głośno wyrażacie swoje zadowolenie jego przebiegiem. Na zasadzie - "Kochanie, to było naprawdę cudowe", "Jesteś niesamowitą/niesamowitym kochanką/kochankiem" lub coś z tej broszki. Czy też, od razu przechodzicie do następnego etapu - krótszej lub dłuższej drzemki, tudzież wstania, ubrania się i powrotu do domu ;-) Odpowiedz Link
lemon_curd Re: niezaspokojony partner 28.04.11, 22:16 Wydaje mi się, że słowa uznania czy okazania sobie uczucia/czułości/sympatii są po prostu przyjemne. Zaś zwłaszcza dobry seks powinno się chwalić. :) Odpowiedz Link
atela Re: niezaspokojony partner 28.04.11, 22:49 Tylko może nie tak od razu te komplementy, lepiej od niechcenia, później :) Odpowiedz Link
iamhier Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 12:15 do atela-wiesz...jak jest taki temat to jest problem.W tych malzenstwach chodzi tylko o dymanie,a nie o POŻĄDANIE. A ludziom to wlasnie chodzi o pożądanie...dymanie to skutek uboczny tego pierwszego. PO prostu sie nie dobraliscie... Mozna dymac babke,ale jej nie pożądac ,a nawet nie kochac tak jak facet (przywiazanie,wspolne zycie to nie to samo).A natura i psychika jest bezwzgledna.Tylko problem w tym ,ze dymanie bez pożądania nie zaspokaja faceta,ani kobiety.Na pewno nie odpreza i nie zaspokaja wszelkich potrzeb emocjonalno-psychicznych,wrecz doprowadza do wtornego spiecia i chorob-serca,hormonalnych,autoimmunologicznych i DEPRESJI (anhedonii wrecz,wisi mi wszystko,moja atrakcyjnosc tez). Sex to moze byc,ale nie ma love i kołko sie zamyka.A wiadomo w starym zwiqzku to trudno o to. Odpowiedz Link
ururam-tururam Re: niezaspokojony partner 01.05.11, 10:22 grosz-ek napisał: > czy po skończonym akcie głośno wyrażacie swoje zadowolenie jego > przebiegiem. Na zasadzie - "Kochanie, to było naprawdę cudowe", > "Jesteś niesamowitą/niesamowitym kochanką/kochankiem" lub coś z tej broszki. Raczej z tej broszki. Pochwała może być wszak niewerbalna, można na przykład bardzo wymownie, z wdzięcznością, uroczyście ucałować na koniec cipkę. A nawet jeśli nie było tak rewelacyjnie to zawsze można powołać się na Szwejka: "Jak tam było, tak tam było; zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było". Odpowiedz Link
iamhier Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 12:01 do ururam-tururam,-ucałować cip....jesuuuuu........! może jeszcze klęknąć..... Odpowiedz Link
ururam-tururam Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 13:30 iamhier napisała: > do ururam-tururam,-ucałować cip....jesuuuuu........! może jeszcze klęknąć..... A czemu nie? Wagina to Świątynia. Odpowiedz Link
libre-hombre Re: niezaspokojony partner 30.04.11, 20:38 oczywiscie ze czuje sie odpowiedzialny mysle ze to normalne jesli zaspokoisz partnera to mysle ze sa miejsze szanse na skoki a czy ma prawo do szukania na boku hmmmm..... Me gusta dar y recibir a si es la vida ! Odpowiedz Link
iamhier Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 12:04 do libre-hombre-nie.To nie ma nic wspolnego z zaspokojeniem seksualnym badz jego brakiem.Tu chodzi o stan ducha i emocji.U mezczyzn w szczegolnosci.To wyjatkowo wrazliwe bestie na tym tle. To,ze sypialabym czy nie sypiala z facetem nie ma żadnego znaczenia w kontekscie nowych milosci. Odpowiedz Link
roewelina ja osobiście uważam, że satysfakcjonujący sex 01.05.11, 09:46 to jedna z podstawowych potrzeb człowieka i jednocześnie jego niezbywalne prawo. wiem, wiem, utopistka ze mnie ;p Odpowiedz Link
ururam-tururam Re: ja osobiście uważam, że satysfakcjonujący sex 01.05.11, 10:16 Jesteś jak Ten Straszny Kaczyński, który usiłuje podważyć konstytucyjne podstawy państwa. O niczym takim o czym piszesz nie ma mowy w Ustawie Zasadniczej! Odpowiedz Link
roewelina w moim świecie tak jest :P 01.05.11, 16:03 ja się kieruję chciejstwem i chcę, żeby ten świat tak wyglądał jak ja chcę, żeby było dobrze ;) Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 03.05.11, 20:03 > czy czujecie sie odpowiedzialni za zaspokajanie swojego parnera? Aktualnie nie mam partnerki, bo odeszła ode mnie żona, ale widzę to tak: 1) jestem odpowiedzialny za zaspokajanie potrzeb partnerki, 2) ona jest odpowiedzialna za ich komunikowanie. Jeśli nie będzie mi mówić na co ma ochotę, niech nie liczy, że się domyślę. I niech nie uzurpuje sobie prawa do szukania tego gdzie indziej. Odpowiedz Link
grosz-ek Re: niezaspokojony partner 03.05.11, 22:35 > Aktualnie nie mam partnerki, bo odeszła ode mnie żona, ale widzę to tak: > 1) jestem odpowiedzialny za zaspokajanie potrzeb partnerki, > 2) ona jest odpowiedzialna za ich komunikowanie. > > Jeśli nie będzie mi mówić na co ma ochotę, niech nie liczy, że się domyślę. I n > iech nie uzurpuje sobie prawa do szukania tego gdzie indziej. A co, jeśli komunikuje w sposób dla Ciebie niezrozumiały? Np. wściekając się o brudny talerzyk na stole, gdy tak naprawdę chodzi jej o brak porządnego dymanka? Mam przekonanie, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna mają swoje role do odegrania w związku. Rolą mężczyzny jest seksualnie zaspokajać swoją kobietę. Zarówno w zakresie ilości, jak i jakości seksu. A to znaczy, że musi znać potrzeby swojej kobiety - lepiej od niej samej. Musi wiedzieć co, jak, gdzie i kiedy w sprawach seksu. Ma być przewodnikiem swojej kobiety. Być o pół kroku przed nią. Odpowiedz Link
iamhier Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 12:08 do groszek-no coz..inteligencja i klase faceta/kobiety poznaje sie w łóżku i w sferze seksualno-erotycznej,po stosunku do tegoz calego zjawiska. Widzisz,,,jesli zona jest wsciekla to zapewne nie o dymanko idzie tylko o to,ze juz nie ejstescie dla siebie atrakcyjni.A w szczegolnosci facet.Nie jest ,bo nie chce dla niej taki być.Trzeba podac jej wibrator.Bo nie pożądanie tu chodzi,tylko o zwykle napiecie seksualne,ktore moze zaspokoic z kazdym,łącznie z gumowym penisem i sie uspokoi. Odpowiedz Link
sonix24 Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 13:04 Mam przekonanie, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna mają swoje role do odegran > ia w związku. Rolą mężczyzny jest seksualnie zaspokajać swoją kobietę. Zarówno > w zakresie ilości, jak i jakości seksu. A to znaczy, że musi znać potrzeby swoj > ej kobiety - lepiej od niej samej. Musi wiedzieć co, jak, gdzie i kiedy w spraw > ach seksu. Ma być przewodnikiem swojej kobiety. Być o pół kroku przed nią. grosz-ek! Tak seksistowkiego tekstu jak twój dawno nie czytałem! Nawet się nie chcę zagłębiać w rozważanie twoich słów, bo to jest żeński szowinizm czystej wody to co napisałaś, nic więcej! Sorry, musiałem zareagować, bo to co napisałaś jest po prostu ohydne, obrzydliwe wręcz. I nawet nie będę cię uświadamiał dlaczego, wiedz jedynie że żadna istota ludzka nie służy do instynktownego zaspokajania drugiej istoty! Od tego jest wibrator! Resztę sobie sama domyśl! Żenada. Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 13:49 Groszek jest mężczyzną. Ot, taka ciekawostka socjologiczna :) Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 13:40 > A co, jeśli komunikuje w sposób dla Ciebie niezrozumiały? Np. wściekając się o > brudny talerzyk na stole, gdy tak naprawdę chodzi jej o brak porządnego dymanka > ? To wtedy nie mamy do czynienia z komunikacją. To ona ma swoje potrzeby wyrażać w sposób dla mnie zrozumiały, a jak tego nie potrafi, to niech się nauczy. Odpowiedz Link
titta Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 14:29 > To wtedy nie mamy do czynienia z komunikacją. To ona ma swoje potrzeby wyrażać > w sposób dla mnie zrozumiały, a jak tego nie potrafi, to niech się nauczy. Bo dla faceta to taki straszny wysilek nauczyc sie dostrzegac potrzeby drugiej osoby? Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 14:33 Ja jestem kobietą, ale też nie mam umiejętności czytania w myślach. Stosuję zasadę: jak czegoś chcesz, otwórz buzię i to wyartykułuj. Sprawdza się jak złoto. Odpowiedz Link
sonix24 Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 15:29 sea.sea napisała: > Ja jestem kobietą, ale też nie mam umiejętności czytania w myślach. > Stosuję zasadę: jak czegoś chcesz, otwórz buzię i to wyartykułuj. Sprawdza się > jak złoto. Całkowita i bezapelacyjna racja! Jak nie umiem powiedzieć co chcę, to nie mogę tego od kogoś wymagać i tyle... Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 15:41 > Bo dla faceta to taki straszny wysilek nauczyc sie dostrzegac potrzeby drugiej > osoby? Bo dla kobiety to taki straszny wysiłek nauczyć się komunikować własne potrzeby? Oczekiwanie, że zaczniemy się domyślać, jest zwyczajnie głupie. Nie, nie zaczniemy. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 17:46 rozwodnik-waw napisał: > Bo dla kobiety to taki straszny wysiłek nauczyć się komunikować własne potrzeby? Owszem - bardzo często tak. > Oczekiwanie, że zaczniemy się domyślać, jest zwyczajnie głupie. Oczekiwanie, że kobieta dostosuje się do mężczyzny, który nie zada sobie odrobiny trudu, żeby ją zauważyć jest zwyczajnie głupie. Swoją drogą - z takim podejściem nic dziwnego, że jesteś rozwodnikiem :D Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 11.05.11, 22:11 > > Bo dla kobiety to taki straszny wysiłek nauczyć się komunikować własne po > trzeby? > > Owszem - bardzo często tak. Myślę, że jednak łatwiej jest nauczyć zamieniać myśli na słowa (umiejętność do ogarnięcia przez dwu-trzylatka), niż nauczyć się czytać w cudzych myślach. > Oczekiwanie, że kobieta dostosuje się do mężczyzny, który nie zada sobie odrobi > ny trudu, żeby ją zauważyć jest zwyczajnie głupie. Odrobiną trudu jest wysłuchanie werbalnych komunikatów z jej strony ze zrozumieniem. A w razie niezrozumienia z dopytaniem o co chodziło. > Swoją drogą - z takim podejściem nic dziwnego, że jesteś rozwodnikiem :D Jestem, bo nie byłem w stanie się domyślić, że żona od kilku miesięcy przygotowywała się do rozwodu. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 11.05.11, 23:02 rozwodnik-waw napisał: > Myślę, że jednak łatwiej jest nauczyć zamieniać myśli na słowa (umiejętność do > ogarnięcia przez dwu-trzylatka), niż nauczyć się czytać w cudzych myślach. Nikt nikomu nie każe czytać w cudzych myślach. > Jestem, bo nie byłem w stanie się domyślić, że żona od kilku miesięcy > przygotowywała się do rozwodu. Jasne. Bo powodu nie miała. Zwyczajnie ślepy byłeś - może nadal jesteś. A może po prostu nie chciało Ci się wysilić. Wiesz - mój kolega z pracy 'nie domyślił się', że żona ma depresję poporodową. Cytuję 'no jakaś ospała była - CHYBA zmęczona... ale NIC NIE POWIEDZIAŁA'. Taaa... Żona to mebel - sprzęt domowy na który przecież uwagi się nie zwraca. Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 00:35 > Nikt nikomu nie każe czytać w cudzych myślach. Oburzyła Cię moja sugestia, że potrzeby trzeba komunikować. Jeśli zatem nie chodziło Ci o czytanie w myślach, to o co? Albo się potrzeby komunikuje, albo się ich nie komunikuje i trzeba czytać w myślach. Innych możliwości nie ma. > > Jestem, bo nie byłem w stanie się domyślić, że żona od kilku miesięcy > > przygotowywała się do rozwodu. > > Jasne. Bo powodu nie miała. Zwyczajnie ślepy byłeś - może nadal jesteś. A może > po prostu nie chciało Ci się wysilić. Tak, nie chciało mi się wysilić i odczytać jej myśli. Rozśmieszyłaś mnie, dzięki. > ... Żona to mebel - sprzęt domowy na który przecież uwagi się nie zwraca. Ależ się zwraca. Ale od samego zwracania uwagi, zadawania pytań, czy nawet dopytywania, jeszcze nikt nikomu myśli nie przekazał. Jeszcze druga strona musi coś konkretnego POWIEDZIEĆ, a nie zmuszać do domyślania się. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 08:16 rozwodnik-waw napisał: > Oburzyła Cię moja sugestia, że potrzeby trzeba komunikować. Jeśli zatem nie cho > dziło Ci o czytanie w myślach, to o co? Albo się potrzeby komunikuje, albo się > ich nie komunikuje i trzeba czytać w myślach. Innych możliwości nie ma. Albo ma się za partnera człowieka, który nie traktuje drugiej osoby jak mebel czy sprzęt domowy i zwraca na nią uwagę. To naprawdę nie jest trudne - trzeba się tylko trochę wysilić. Pomyśleć o partnerze, zwrócić uwagę na jej/jego reakcje. Ale po co - lepiej stać z założonymi rękami i oczekiwać, że wszystko zostanie podane na tacy. Są ludzie, którzy po latach związku kompletnie drugiej osoby nie znają. To bardzo smutne i nic tego nie tłumaczy. Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 19:08 > Albo ma się za partnera człowieka, który nie traktuje drugiej osoby jak mebel c > zy sprzęt domowy i zwraca na nią uwagę. Zwracanie uwagi na drugą osobę bez komunikowania przez nią potrzeb nic nie da. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 23:21 rozwodnik-waw napisał: > Zwracanie uwagi na drugą osobę bez komunikowania przez nią potrzeb nic nie da. Owszem da. Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 23:27 R U sure? Ja z aktualnym odczuwam chwilami wręcz telepatyczne porozumienie i zrozumienie, ale nie jestem pewna, czy to z tej wielkiej miłości, czy też fakt, że potwornie dużo tematów przegadaliśmy wcześniej drogą korespondencyjną oraz, że mamy ogólnie rzecz biorąc podobne preferencje, poglądy i gusta - ma jednak dosyć sporo na rzeczy... Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 23:51 sea.sea napisała: > R U sure? Posiadam w domu egzemplarz, którego zdolności czytania ludzi są tak niskie, że ocierają się o Zespół Aspergera. I nie chodzi tu tylko o mnie - w zasadzie to najmniej o mnie, bo mnie zna pół życia. Sporo świadomej pracy kosztuje go próba dobrnięcia do poziomu przeciętnego człowieka ale efekty są powalające. Tylko, że on jest świadomy swojej 'ułomności' i chce nad sobą pracować. Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 15.05.11, 21:32 > Posiadam w domu egzemplarz, (...) i chce nad sobą pracować. To jest dowodem tylko na to, że u Ciebie to działa. Absolutnie nie daje to podstaw by twierdzić z uporem, że automatycznie "zwracanie uwagi na drugą osobę" oznacza rozumienie jej potrzeb. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 16.05.11, 08:36 rozwodnik-waw napisał: > To jest dowodem tylko na to, że u Ciebie to działa. Absolutnie nie daje to pods > taw by twierdzić z uporem, że automatycznie "zwracanie uwagi na drugą osobę" oz > nacza rozumienie jej potrzeb. Skoro osoba z problemami jest w stanie to średnio przeciętna osoba tym bardziej. Tylko to wymaga pracy, wysiłku, zastanawiania się, analizy. Lepiej jak dziecko stwierdzić 'nie da się'. Mężczyźni to po prostu śmierdzący lenie - taka prawda. Wszystko ma być podane na tacy. Sam nic w tej kwestii nie zrobiłeś ale oczywiście 'nie da się'. Dlaczego nie da? Bo nie przyszło bez wysiłku :) Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 16.05.11, 19:16 > Skoro osoba z problemami jest w stanie to średnio przeciętna osoba tym bardziej > . Tylko to wymaga pracy, wysiłku, zastanawiania się, analizy. Lepiej jak dzieck > o stwierdzić 'nie da się'. Mężczyźni to po prostu śmierdzący lenie - taka prawd > a. Mylisz się, ale niestety nie jesteś skłonna przyjąć innego punktu widzenia, niż tylko swój własny. Przepraszam, nie będę dalej ciągnąć tego wątku, szkoda mojego czasu. Wiem, że napiszesz mi jeszcze odpowiedź, bo lubisz mieć ostatnie słowo, ale nie spodziewaj się, że się do niej odniosę. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 17.05.11, 15:45 rozwodnik-waw napisał: > Mylisz się, ale niestety nie jesteś skłonna przyjąć innego punktu widzenia, niż > tylko swój własny. To nie jest kwestia punktu widzenia tylko FAKTÓW. A fakty są takie, że mój partner ciężką pracą, startując z prawie straconej pozycji osiągną baaaaardzo wiele a Ty siedząc na 4 literach i nie robiąc nic jesteś po rozwodzie (nadal nie wiedząc dlaczego) i potrafisz tylko jęczeć, że 'się nie da'. Fakt? FAKT! Odpowiedz Link
sebcio220889 I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 14:40 Ja się zgadzam z gościem, który pisał o odpowiedzialności za komunikowanie. A komunikowanie brudnym talerzykiem, że pannie / żonie / partnerce, chce się dymać jest wg mnie co najmniej niedorzeczne. Jest to co najwyżej przejaw frustracji, a nie sposób komunikowania potrzeb seksualnych, a jeśli któraś przychodzi do faceta z talerzem i myśli, że jest to jednoznaczny sygnał, to ja takiemu facetowi szczerze współczuję. Inna sprawa, że facet zawsze może zwyczajnie zapytać, czego jego partnerka sobie życzy. "Rolą mężczyzny jest seksualnie zaspokajać swoją kobietę." Nie jest to obowiązek i jedyna rola, ale facet powinien się czuć odpowiedzialny za samopoczucie partnerki, w tym zaspokojenie seksualne. Z resztą - każdy związek rządzi się innymi prawami, a co człowiek to inne priorytety. Jednak powinniśmy pamiętać, że to działa w obie strony, tak więc kobieta też nie może się, że tak powiem, opierdzielać i leżeć jak wór ziemniaków czekając na gotowe. Bo do tanga trzeba dwojga przecież :D Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 17:48 sebcio220889 napisał: > Inna sprawa, że facet zawsze może zwyczajnie zapytać, czego jego partnerka sobie > życzy. Może równie dobrze zacząć zauważać ją i jej potrzeby. Co lubi, co jej sprawia przyjemność, jak reaguje. Ale nie! Lepiej bez wysiłku domagać się podania na tacy :D Odpowiedz Link
sea.sea Re: I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 18:10 Ja miałam taką osobę w najbliższej rodzinie. Wiecznie obrażona na wszystkich i przepotwornie nieszczęśliwa, ponieważ solidarnie i jak jeden mąż, nikt się nigdy nie był w stanie domyślić czego królewna chciała - ani mąż, ani dzieci, ani wnuczęta - i spełnić jej potrzeb zanim zdążyła coś powiedzieć. Kiedy była już zmuszona skleić dwa słowa żeby wyznać, że czegoś potrzebuje, albo że czegoś nie lubi - przypominało to dowcip o sąsiedzie, który idzie pożyczyć drabinę [ten z pointą "a wsadź se w dupę tę zasmarkaną drabinę!"]. Hasło "No ale przecież MOGŁ(A)BYŚ się domyślić!" - budzi do dziś moją żądzę mordu. I jest jednym ze zwrotów, których nigdy mój samiec z ust moich nie usłyszy. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 18:14 A gdzie ja pisałam o 'domyślaniu się'? Odpowiedz Link
sea.sea Re: I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 18:16 A o czym piszesz w poście z 17:46 ? :) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 18:22 sea.sea napisała: > A o czym piszesz w poście z 17:46 ? :) Dokładnie o tym co jest tam napisane. DOSŁOWNIE. Czyżbyś 'domyśliła się' treści, której tam nie ma? Odpowiedz Link
sea.sea Re: I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 18:37 W pierwszym zdaniu Twojego postu z 17:46 napisałaś, że owszem, są osoby którym jest trudno wykomunikować własne potrzeby. Moja wypowiedź tyczyła się tego, jak się żyje z osobami, którym trudno jest wykomunikować własne potrzeby. Czy Ty pomyślałaś może, że skoro podczepiłam posta pod Twojego, to znaczy, że uważam Ciebie za jedną z takich osób i piję m.in. do Ciebie? o.O Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 18:59 sea.sea napisała: > Moja wypowiedź tyczyła się tego, jak się żyje z osobami, którym trudno jest wyk > omunikować własne potrzeby. Osoba, której trudno komunikować własne potrzeby a księżniczka strzelająca fochami na prawo i lewo to dwie różne osoby. Świat jest jednak nieco bardziej złożony. Zaryzykuję stwierdzenie, że 90%-om kobiet jest trudno komunikować własne potrzeby. Tak jesteśmy wychowywane a w zasadzie tresowane. Uczy się nas jak dbać o wszystkich dookoła siebie stawiając na samym końcu, z nadzieją, że może ktoś nas dostrzeże. Kobieta otwarcie mówiąca o swoich potrzebach seksualnych jest dziwką, facet - ekstrasamcem. Itp. itd. temt-rzeka. Odpowiedz Link
sea.sea Re: I jak Ty sobie to wyobrażasz? :) 09.05.11, 19:03 mujer_bonita napisała: > Zaryzykuję stwierdzenie, że 90%-om kobiet jest trudno komunikować własne potrzeby. > Tak jesteśmy wychowywane a w zasadzie tresowane. Z tym się ze smutkiem zgodzę. Wywróciło mi się w tyłku z aktualnego dobrobytu i zapominam, że gdyby nie parę wpływów mimochodem silnie na mnie wywartych, to też bym nie była taka cwana i mocna w gębie :) Odpowiedz Link
sebcio220889 :) 09.05.11, 23:53 mujer_bonita napisała: > Może równie dobrze zacząć zauważać ją i jej potrzeby. Co lubi, co jej sprawia p > rzyjemność, jak reaguje. Ale nie! Lepiej bez wysiłku domagać się podania na tac > y :D Czyli "domyślać się". Sorki, ale kobieta to nie jest jakiś nie wiem, chomik, żebym ja się zastanawiał, czy jest zadowolona z życia. Wolę zapytać, czego Jej potrzeba, co jest nie tak, wtedy nie ma przynajmniej nieporozumień. Skoro kobieta nie mówi facetowi, co Jej leży na wątrobie to znaczy, że mu nie ufa. Nie mówię/ piszę, że całkiem mi wisi, jak mi kobieta chodzi przybita jak paczka gwoździ, ale jak "nic się nie dzieje" to nic się nie dzieje. Poza tym - jest subtelna różnica między "zapytać" a "czekać aż sama powie". "Zaryzykuję stwierdzenie, że 90%-om kobiet jest trudno komunikować własne potrzeby. Tak jesteśmy wychowywane a w zasadzie tresowane." Zgoda, ale to nie ja swoją żonę wychowałem i doskonale wiem, co rodzice potrafią zrobić z córką, bo właśnie z małżonką to przerabiam. I dłuuuuugo musieliśmy wspólnie (i to trzeba podkreślić, bo to szczególnie panowie powinni wiedzieć) żeby moja żona zaczęła coś tam w ogóle mówić w kategorii "JA potrzebuję" "MNIE boli" "JA chiałabym". Ale to, że nas coś interesuje, nie znaczy, że nie będziemy zadawać pytań i oczekiwać konkretnej odpowiedzi. Odpowiedz Link
fieldsofgold Re: niezaspokojony partner 04.07.11, 14:35 "Mam przekonanie, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna mają swoje role do odegran > ia w związku. Rolą mężczyzny jest seksualnie zaspokajać swoją kobietę. Zarówno > w zakresie ilości, jak i jakości seksu. A to znaczy, że musi znać potrzeby swoj > ej kobiety - lepiej od niej samej. Musi wiedzieć co, jak, gdzie i kiedy w spraw > ach seksu. Ma być przewodnikiem swojej kobiety. Być o pół kroku przed nią." hm....bajka, tylko strasznie ciezko takiego znalezc Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 16:56 > 1) jestem odpowiedzialny za zaspokajanie potrzeb partnerki, > 2) ona jest odpowiedzialna za ich komunikowanie. A gdyby żona zakomunikowała Ci, że chce, żebyś jadł jej kupe i zarabiał 5 więcej to też czułbyś się w obowiązku, żeby zaspokoić jej potrzeby? Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 11.05.11, 22:07 > A gdyby żona zakomunikowała Ci, że chce, żebyś jadł jej kupe i zarabiał 5 więce > j to też czułbyś się w obowiązku, żeby zaspokoić jej potrzeby? Gdyby zakomunikowała mi to w momencie zanim się zaangażowałem (tj. gdzieś na początku znajomości) a ja bym to zaakceptował, to owszem. Gdyby jej tak nagle odbiło, posłałbym ją na leczenie. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 11.05.11, 23:22 > Gdyby jej tak nagle odbiło, posłałbym ją na leczenie. No i pewnie to samo o swoich mężach myślą te wszystkie żony... "Nagle mu odbiło zaczął się za dupami oglądać a przecież na początku raz na tydzień mu nie przeszkadzało":-) Odpowiedz Link
rozwodnik-waw Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 00:36 > No i pewnie to samo o swoich mężach myślą te wszystkie żony... "Nagle mu odbiło > zaczął się za dupami oglądać a przecież na początku raz na tydzień mu nie prze > szkadzało":-) Niech sobie myślą, co chcą. :) Odpowiedz Link
iamhier Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 11:59 A co? Jeśli nie będzie zaspokojony to nie odejdzie do innej czy nie zakocha się? U mnie było wręcz przeciwnie.To niczego nie gwarantuje. Sex to nie obowiązek i nie żadna ODPOWIEDZIALNOSC.To chęc albo jej brak.Tylko tyle lub aż tyle. Zresztą jak mam taką osobistą opinie (potwierdzona przez wiekszosc),ze sex w malzenstwie nie istnieje.Zaspokojenie seksualne mozna uzyskac tylkow sytuacji pelnej wolnosci,w wolnym zwiazku.Satysfakcje i zadowolenie i uczucie.Malzenstwo to coś za coś....a to sie z idea normalnej milosci fizycznej kloci. Czytajac te posty to mam wrazenie,ze sex to jakis egzamin albo zawodowy.Chwalic niewolnika czy zawodonika za sex.A jak ma przedwczesny wytrysk to falstart? Po prostu kompletna utopia. Odpowiedz Link
empeczy Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 12:10 iamhier napisała: > Czytajac te posty to mam wrazenie,ze sex to jakis egzamin albo zawodowy.Chwalic > niewolnika czy zawodonika za sex.A jak ma przedwczesny wytrysk to falstart? do kąta! Odpowiedz Link
iamhier Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 12:19 i na dodatek musze trwac przy żonie,ktora mnie niszczy.A sex jest dla mnie przyzwyczajeniem,albo wrecz czyms czego chcialbym uniknąć. Odpowiedz Link
sebcio220889 :D 09.05.11, 14:47 I szlaban na telewizor. A co do falstartu - zależy, niektórzy potrafią zrobić drugie podejście :D Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 17:51 iamhier napisała: > w sytuacji pelnej wolnosci,w wolnym zwiazku. Po raz enty - nie istnieje coś takiego jak 'wolny związek'. To oksymoron. Odpowiedz Link
kryptopatolog ludzie w bardzo głupi sposób podchodzą do seksu 09.05.11, 13:29 ludzie podchodzą do seksu w przeróżny sposób, ale niemal zawsze jest coś z nimi nie tak. albo "jak najszybciej, bo im się chce" i nieważne że partnera nie znają, nie rozumieją, jego osoby, jego potrzeb. bo im sę chce. i związek z partnerem zaczynają jak związek z żywym wibratorem. i to jest chore. albo drugi biegun, jakieś blokady, przeróżne. bo mamusia tak nauczyła swoją córeczkę. bo pierwszy partner to był jakiś chudy łaku z obozu, którego znała 3 dni (i był, bo musiał być, fatalnym partnerem, na dodatek pierwszym). bo przekonania religijne. albo poprzedni partnerzy, co się snują jak smród za człowiekiem, te wszystkie porównania itp. to oczywiście może być dobre. ale jak będzie się kierować logiką. zapach obecnego partnera jest 100 razy gorszy niż poprzedniego? to ZERWAĆ jak najszybciej i nie ciągnąć tego tylko "bo mi się chce". to się i tak nie uda. pozornie, ale tylko pozornie, piszę bez sensu. ale już przechodzę do meritum. otóż, jeśli ludzie by się dobierali Z SENSEM, oraz nie mieli jakichś beznadziejnych popędów i blokad, czyli we wszystkim postępowali po prostu SŁUSZNIE, to by nie było problemów w łóżku. ludzie co nie powinni być ze sobą - nie byliby ze sobą. ci co by byli, trwaliby w tym, bo by było im ze sobą dobrze, lub rozstawali się, ale z przyczyn pozaseksualnych. a już tak stricte odpowiadając na pytanie - póki w związku jest silna więź, to zaspokajanie partnera jest przyjemnością, nie obowiązkiem. następnie, wraz z osłabieniem więzi, obowiązkiem może się stać. kolejny etap, to porzucenie tego obowiązku. a ostatni - to rozpad związku, niestety. ostateczny rozpad, bo ten faktyczny ma już miejsce wtedy, gdy zaspokojenie partnera przestaje być satysfakcją, przyjemnością i przygodą. Odpowiedz Link
titta Re: ludzie w bardzo głupi sposób podchodzą do sek 09.05.11, 14:35 <a już tak stricte odpowiadając na pytanie - póki w związku jest silna więź, to zaspokajanie <partnera jest przyjemnością, nie obowiązkiem. Ale dochodzi jeszcze do tego biologia i mozliwosci. Dla jednego przyjemnoscia jest raz na miesiac inny chcial by codziennie. i jak takie dwie rozne osoby na siebie trafia to uczucie moze okazac sie niewystarczajace. Odpowiedz Link
sebcio220889 Re: ludzie w bardzo głupi sposób podchodzą do sek 09.05.11, 14:54 Ja tam jeszcze jedno tylko powiem: Brak współżycia, albo kiepska jego jakość potrafi mieć bardzo złe skutki, z rozwaleniem związku i zabiciem uczuć włącznie. Odpowiedz Link
kryptopatolog nie rozumiem problemu. 09.05.11, 15:55 zaspokajać można na różne sposoby. niektóre "zastępcze" są lepsze niż te stricte prokreacyjne. trzeba mieć tylko odpowiednio wyrafinowany gust, brak zahamowań (a z tym ciężko) no i przyjemność z dawania przyjemności ukochanej osobie (z tym jeszcze ciężej). a jak ktoś jest wiecznie niezaspokojony czysto seksualnie, a nie z potrzeby fizycznego aspektu więzi, to zawsze może to napięcie rozładować samemu. nie wiem, w czym problem. Odpowiedz Link
titta Re: nie rozumiem problemu. 09.05.11, 17:38 Z punktu widzenia kobiety "samemu" to nie jest ciekawe rozwiazanie. A chciala bym widziec faceta, kory radosnie i z przyjemnascia wezmie sie do dziela jak sam nie ma potrzeby. Odpowiedz Link
kryptopatolog no cóż. 09.05.11, 18:09 mieć ochotę, a mieć potrzebę, to dla mnie dwie różne sprawy. to jak ze zdrowym jedzeniem, albo sportem. nie zawsze mam ochotę, ale mam POTRZEBĘ. jak inni faceci tego nie rozumieją, cóż, tym lepiej dla mnie. jestem od nich lepszy i moje kobiety to widzą. Odpowiedz Link
titta Re: no cóż. 09.05.11, 18:18 Tja... Nie ma to jak dobre mniemanie o sobie. Ja wlasnie mowie o braku potrzeby (ew. mozliwosci). Odpowiedz Link
titta Re: no cóż. 09.05.11, 18:20 Ps. jesli piszesz kobiety (l. mn.) to chyba wiem jakie masz rozwiazanie: jak nastepuje zanik "potrzeby" to po prostu szuka sie nowej pani, ktora barzdiej kreci. Nieprawdaz? Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 16:43 > czy czujecie sie odpowiedzialni za zaspokajanie swojego parnera? Jest też druga strona medalu. Zależy od potrzeb. Gdyby mój chłop oczekiwał ode mnie seksu 10 razy na dobę albo czegoś co w moim oczuciu jest obrzydliwe np. jedzenia kupy to nie potrafiłabym spełniac jego potrzeb... Mam swój limit, swoje ograniczenia, których nie pokonam. Ja też przecież mogłabym oczekiwać od mojego partnera, żeby zarabiał jak Bill Gates:-) Czy on powinien czuć się w obowiązku, żeby spełnić takie potrzeby? Czy miałabym prawo go zdradzać do czasu aż nie zacznie tyle zarabić? czy uwazacie, > ze jesli go nie zaspokajacie on ma prawo szukac tego na boku? To wcale nie byłoby sprawiedliwe. Zresztą zastanówmy się co by było, gdyby była taka zasada? Wtedy nikt nie chciałby się żenić z kobietami, które lubią seks. Bo przecież w razie problemów pani pójdzie do innego:-) To już lepiej ocżenić się z kobietą nierozbudzoną seksualnie z małym libido i dzięki temu bzykać na boku żony tych frajerów, którzy ożenili się z kobietami lubiącymi seks... Generalnie "wysokolibidowe" byłyby na już kompletnie na straconej pozycji jako kandydatki na żony. Wtedy z seksem miałybyśmy jeszcze bardziej pod górkę:-) Tzn. kobiety bałyby się czerpać satysfakcje seksualną, seks jawił by się jako coś zarezerwowanego dla prostytutek i kobiet upadłych... Odpowiedz Link
zb1k Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 17:48 zakletawmarmur napisała: > > Jest też druga strona medalu. Zależy od potrzeb. Gdyby mój chłop oczekiwał ode > mnie seksu 10 razy na dobę albo czegoś co w moim oczuciu jest obrzydliwe np. je > dzenia kupy to nie potrafiłabym spełniac jego potrzeb... Mam swój limit, swoje > ograniczenia, których nie pokonam. masz racje, ale jesli ja lubie tylko przy zgaszonym swietle jak ksiadz przykazal to nie biore sobie kogos kto chce 5x dziennie na wszelkie sposoby. > > ze jesli go nie zaspokajacie on ma prawo szukac tego na boku? > > To wcale nie byłoby sprawiedliwe. > > Zresztą zastanówmy się co by było, gdyby była taka zasada? Wtedy nikt nie chcia > łby się żenić z kobietami, które lubią seks. nie wyobrazam sobie zeby nie byc z kobieta, ktora lubi sex. raz na tydzien to mozna zjechac na recznym, a poogladac mecze czy pojsc na piwo moge z kumplami. Nie ma sexu, nie ma milosci, nie ma kobiety. jedyne co, to nie zgadzam sie na zdrady, nie odpowiada mi sex raz na 3 miesiace to rozstajemy sie i szukam kogos kto mi odpowiada. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 18:35 > masz racje, ale jesli ja lubie tylko przy zgaszonym swietle jak ksiadz przykaza > l to nie biore sobie kogos kto chce 5x dziennie na wszelkie sposoby. I w drugą stronę! Jeśli lubie często, lubie eksperymentować to powinnam brać kogoś, kto daje mi często i lubi eksperymentować:-) Dlaczego to strona mniej chcąca zawsze jest winna?! > nie wyobrazam sobie zeby nie byc z kobieta, ktora lubi sex. No ale jak rozumiem związałeś sie z taką, która lubi? Problem polega na czymś innym. Nikt nie wiąże się z kimś z typowo seksualnych pobudek:-) Podstawowym czynnikiem, który ma wpływ na nasze chęci związekowe jest atrakcyjność partnera... Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 18:41 zakletawmarmur napisała: > Dlaczego to strona mniej chcąca zawsze jest winna?! Wiesz Zaklęta - mnie tego nauczyli w szkole :) Bo ta strona która 'traci' - jest zawsze ofiarą. Ofiary są założenia niewinne :) Kiedyś na przerwie dwaj chłopcy się pobili. Jeden upadł dość nieszczęśliwie rozbijając sobie głowę. I cóż się okazało? To nie 'oni się pobili' tylko ten mniej poszkodowany 'pobił' tego bardziej poszkodowanego. Oczywiście odbyła się pogadanka jak to nie można 'bić' innych. Moje pytanie czemu winien jest tylko jeden chłopiec skoro bili się równo nie spotkało się ze zrozumieniem ciała pedagogicznego ;) Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 18:14 Jest też trzecia strona medalu. Intencje. Inaczej patrzymy na kogoś, kto się stara, ale mu nie wychodzi - a inaczej na takiego, co ma wywalone na wszystko i palcem nie kiwa. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 18:19 > Jest też trzecia strona medalu. Intencje. > Inaczej patrzymy na kogoś, kto się stara, ale mu nie wychodzi - a inaczej na ta > kiego, co ma wywalone na wszystko i palcem nie kiwa. No dobrze partner nie stara się. Co wtedy? Czy wtedy zdrada się nam należy? Na tej samej zasadzie czy można podkradać pieniądzę, gdy partner jest sknerą? A może, skoro jest nam tak źle, lepiej byłoby odejść? Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 18:29 Ja - odeszłam. Ale nie było wspólnych kredytów, dzieci, firmy itp - więc idealnie komfortowa sytuacja. A i tak łatwa to decyzja nie była, bo nawet go jeszcze lubiłam. Tyle, że nie wyobrażałam sobie przyszłości z totalnym bezseksiem, bez choćby czułego złapania za tyłek. Gdybym nie mogła odejść, to bym zdradzała aż furczało. W imię czego mam się prężyć, żeby zaspokajać czyjąś hipotetyczną potrzebę wierności, skoro ten ktoś mojej potrzeby bliskości starannie, mimo komunikowania, ignoruje? Ni cholery nie mam skłonności do poświęceń czy do utrudniania sobie życia. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 18:40 > Gdybym nie mogła odejść, to bym zdradzała aż furczało. Co to znaczy "nie można odejść"? IMO zawsze można:-) > W imię czego mam się prężyć, żeby zaspokajać czyjąś hipotetyczną potrzebę wiern > ości, skoro ten ktoś mojej potrzeby bliskości starannie, mimo komunikowania, ig > noruje? Chodzi o uczciwość. Facet olewając Twoje potrzeby seksualne, nie oszukuje Cię. Często po prostu nie rozumie, nie potrafi ich zaspakajać... No i kolejne pytanie. Po kiego żenić się, rodzić dzieci i zaciągać kredyty, skoro tak ważny element naszego życia, jakim jest seks, jest beznadziejny? Bo nie wierze, że partner nie spełnia innych potrzeb, np. nie zarabia kroci, nie jest świetnym ojcem? Dlaczego to partner ma ponosić odpowiedzialność za NASZE błędne wybory? Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 18:59 > Co to znaczy "nie można odejść"? IMO zawsze można:-) IYO - tak, ale to nie musi być obowiązująca każdego i w każdym przypadku opinia :) > Chodzi o uczciwość. Facet olewając Twoje potrzeby seksualne, nie oszukuje Cię. > Często po prostu nie rozumie, nie potrafi ich zaspakajać... Po pierwsze - zejdźmy z facetów i wróćmy do uogólnień, bo niezaspokojenie zdarza się niezależnie od płci przecież. Po drugie - całkiem spory kawał forum jest zajęty przez takich, co piszą, że partnerom się chciało, a potem się znienacka odechciało - bo cokolwiek. Dziecko, pigułki, opatrzenie, znudzenie, wszystko jedno ;) Przypadki, gdzie ktoś pięć lat temu jeszcze rozumiał, a teraz nagle nie rozumie. Co z takimi? Po trzecie - jestem akurat wysokoerotyczna i wysokolibidowa. Więc fizjologicznie nie ma opcji, że mi zakupy albo patrzenie jak chłop przewija dzieci zastąpią szał w prześcieradłach. Nie zastąpią, fizycznie odchorowuję brak seksu i myziania, tak mam i nic nie poradzę. Ale że znam sytuację z obu stron - bo też byłam kiedyś tą, która nie chciała - nie udawałabym zdziwionej do nieprzytomności faktem, że ignorowany partner, po entej próbie doproszenia się choćby o suchą bułkę, poszedł zjeść coś na mieście. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 23:21 > Po drugie - całkiem spory kawał forum jest zajęty przez takich, co piszą, że pa > rtnerom się chciało, Tak, w większości raz na tydzień:-) Dziecko, > pigułki, opatrzenie, znudzenie, wszystko jedno ;) Przypadki, gdzie ktoś pięć la > t temu jeszcze rozumiał, a teraz nagle nie rozumie. Co z takimi? Przecież obowiązkiem żony/męża jest czuć pożądanie! I zmuszać się do rozkładania nóg. Faceci mają trudniej ale zawsze mogą zmusić się do lizania. > Po trzecie - jestem akurat wysokoerotyczna i wysokolibidowa. Więc fizjologiczni > e nie ma opcji, że mi zakupy albo patrzenie jak chłop przewija dzieci zastąpią > szał w prześcieradłach. Nie zastąpią, fizycznie odchorowuję brak seksu i myzian > ia, tak mam i nic nie poradzę To szukasz faceta z jeszcze większym libido i dbasz, żeby mu się nie odechciało:-) Na prawdę nie można się zmusić do pożądania. Można natomiast postarać się być osobą, którą partner będzie pożądał... Innej drogi nie ma! Brak pożądania nie oznacza, że partner robi nam na złość!!! > Ale że znam sytuację z obu stron - bo też byłam kiedyś tą, która nie chciała - > nie udawałabym zdziwionej do nieprzytomności faktem, że ignorowany partner, po > entej próbie doproszenia się choćby o suchą bułkę, poszedł zjeść coś na mieście To, że Ty masz liberalne poglądy na temat wierności nie oznacza, że Twój partner też powinien mieć! Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 23:37 > To, że Ty masz liberalne poglądy na temat wierności nie oznacza, że Twój partner też > powinien mieć! Pożądanie owszem nie jest na pstryknięcie, wiem bo doświadczyłam - ale z drugiej strony podejście w stylu "nie chce mi się bzykać i nie zamierzam nad tym pracować, jedź sobie na ręcznym przez najbliższe 30 lat, mam w dupie to że się męczysz, ręką ci nawet nie zrobię, bo attraction is not a choice, ale jak choćby spojrzysz na inną to ci flaki plastikową łyżeczką wypruję i nie zobaczysz już nigdy naszych wspólnych dzieci" - też nie jest wyrazem szczytowej miłości bliźniego swego i dbałości o jego dobrostan, nie sądzisz? :) Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 10.05.11, 00:35 "nie chce mi się bzykać i nie zamierzam nad tym prac > ować, jedź sobie na ręcznym przez najbliższe 30 lat, mam w dupie to że się męcz > ysz, A w jaki sposób można nad pożądaniem pracować?? W jaki sposób można się na męża/żonę nakręcić? > ysz, ręką ci nawet nie zrobię, bo attraction is not a choice, Ale zauważ, że to nie rozwiązuje problemu bo nikomu nie wystarcza rozłożenie nóg/zrobienie ręką/ czy nawet mineta, kiedy wiadomo, że facet nas nie pożąda! Jeśli zona się zmusza to panowie dalej marudzą... ale jak choćby sp > ojrzysz na inną to ci flaki plastikową łyżeczką wypruję i nie zobaczysz już nig > dy naszych wspólnych dzieci" Wiesz co zauważyłam, że na tym forum panuje podwójna moralność. Facet ma prawo dać się ponieść emocjom a nawet mścić się na żonie idąc na dziwki/znajdując sobie kochankę. Kobieta, która odkrywa zdradę ma zachować kontrolę, być spokojna. Ja wcale się nie dziwie kobiecie, że wpada w szał, wystawia panu walizki i kombinuje jak pozbawić kasy. Tak działają emocje a zdrada ma prawo być bolesna... Powiedzmy sobie szczerze- bardziej niż brak seksu. też nie jest wyrazem szczytowej miłości bliźnieg > o swego i dbałości o jego dobrostan, nie sądzisz? :) Proste. Jeśli związek jest tak fatalny to czy jest sens w nim trwać? Swoją drogą to dawno już się z takim ekstremum nie spotkałam:-) Starystyczna żona pana piszacego na tym forum to po prostu nie rozbudzona seksualnie kobitka, które dobrego seksu tak naprawdę nigdy nie zaznała... Nie ma nawet pojęcia co to znaczy tak naprawdę pożądać faceta. I wcale nie jest leniwą ksieżniczką, która w dupie ma potrzeby męża. Na różne sposoby dba o niego. To im bardziej przydałby się kochanek niż mężowi kochanka:-) Zresztą sama przyznaj, gdyby były takie nieprzydatne to po co mężczyźni mieliby się z nimi męczyć? Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 10.05.11, 10:53 > A w jaki sposób można nad pożądaniem pracować?? W jaki sposób można się na męża > /żonę nakręcić? Raz: czasem problemy z libido to kwestia hormonów/choroby/źle rozwiązanej antykoncepcji/strachu przed ciążą itp. To raz. To jest weryfikowalne. Dwa - morał z tego taki, że monogamia jest do bani i najlepiej się nie hajtać. Przynajmniej będąc WL, bo to za duże ryzyko. Ponieważ NL /zakładamy, że libido nagle siadło, pomijamy przypadek "a bo myślałem że ona się rozkręci"/ należy się święty spokój i on nic nie musi, nawet kontrolnie zajrzeć do lekarza i sprawdzić czy wszystko ok - natomiast WL musi tłumić swoje potrzeby w imię moralności, trwałości związku i tym podobnych - i jest to jego psim obowiązkiem :) BTW - istnieje punkt widzenia mówiący, że WL jak zdradza /zamiast odejść/ to z wygody - bo ma w domu uprane, ugotowane i dzieci oporządzone - jeśli jest facetem, bądź - tak jej wygodniej ekonomicznie - jeśli jest kobietą, bo faceci jednak często zarabiają więcej. Wie, że unieszczęśliwia partnera /zdradą/ a jednak to robi, zamiast najpierw kulturalnie odejść. Ale z drugiej strony - tak samo można stwierdzić, że osoba z nagłym atakiem niskiego libido jest egoistyczną świnią - bo spija sobie śmietankę, nie inwestując niczego. Bo ma w domu uprane, ugotowane i dzieci oporządzone - bądź zabezpieczenie ekonomiczne :) --- Zupełnie subiektywnie, jako że byłam po obu stronach - jednak mniej mnie masakrowało psychicznie zmuszenie się raz na jakiś czas do seksu i wykrzesania z siebie choćby pozorów entuzjazmu - zakładając, że się partnera owszem, nie pożądało, ale trochę jeszcze lubiło a może nawet kochało - niż tłumienie na siłę potrzeby bliskości - choćby przytulenia - i tłumaczenie sobie, że to na pewno nie dlatego, że - jestem beznadziejną kochanką - bo nie dochodzę we wszystkich pozycjach z hukiem jak gwiazdy porno, - ani nie dlatego że jestem brzydka jak kupa bo wyglądam jak zwyczajna kobieta a nie jak lachon z okładki Shape'a - czy tam jeszcze cokolwiek innego deprecjonującego, co przychodzi do głowy niepożądanym kobietom. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 10.05.11, 17:26 Dwa - morał z tego taki, że monogamia jest do bani i najlepiej się nie hajtać. > Przynajmniej będąc WL, bo to za duże ryzyko. Nie koniecznie:-) Wbrew pozorom nie każdej kobiecie opłaca się żyć samotnie i dawać dupy na lewo i prawo (no chyba, że czerpie z tego korzyści materialne). Często oznacza to samotność, traktowanie przez mężczyzn tylko w kategoriach "seksualnego, darmowego wspomagania", ewentualnie wiązanie się z odrzutami, których nikt inny nie chciał. Zauważ, że o "nie dające" faceci bardziej zabiegają, bardziej starają sie "zasłużyć":-) Facetowi WL też może być ciężko. Dziwka bierze za numerek min. 150 zł. Czyli codzienny seks = 4.5 tyś miesięcznie. Sporo... Łażenie po knajpach i wyrywanie lasek też kosztuje. Bardziej opłaca się mieć żonę, która oprócz seksu, jeszcze zarobi, urodzi i odchowa dzieci, obiad ugotuje, posprząta... Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 10.05.11, 17:41 > Zauważ, że o "nie dające" faceci bardziej zabiegają, bardziej starają sie "zasłużyć":-) Zauważam. Cóż to za cudowne narzędzie do manipulacji, nieprawdaż? Nie dam mu, to zrobi to czego chcę, potem rzucę ochłapek na zachętę... A potem znowu niech się stara :] Do mnie przemawia koncepcja wymyślona nie pamiętam przez kogo, możliwe że to z Perel, ale nie dam sobie ręki uciąć - z umówieniem się na regularny seks kompromisowo powiedzmy dwa razy w tygodniu, z którego zwolnić może tylko śmierć w rodzinie lub grypa żołądkowa ;) Rozwiązanie to jest jedynym sensownym - oczywiście w przypadkach, gdzie obydwojgu zależy na związku, gdzie NL nie odczuwa awersji seksualnej do WL a WL nie jest cham i prostak ;) Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 10.05.11, 19:05 > Zauważam. Cóż to za cudowne narzędzie do manipulacji, nieprawdaż? Nie dam mu, t > o zrobi to czego chcę, potem rzucę ochłapek na zachętę... A potem znowu niech s > ię stara :] To nie działa tak. Kobieta wcale nie musi być manipulantką. To raczej chodzi o tą zasadę, że drugą stronę pociąga niedostępność a nawet pewne traktowanie z góry. Lepiej smakuje zajączek, którego trzeba było pogonić niż zwierzyna, która sama w sidła wpada:-) > Do mnie przemawia koncepcja wymyślona nie pamiętam przez kogo, możliwe że to z > Perel, ale nie dam sobie ręki uciąć - z umówieniem się na regularny seks kompro > misowo powiedzmy dwa razy w tygodniu, z którego zwolnić może tylko śmierć w rod > zinie lub grypa żołądkowa ;) Mnie też to się podoba. Tym bardziej, że lubie planować i działa to na mnie nawet podniecająco. Lubie ten rodzaj kontroli, który to daje... Mój facet woli jednak spontaniczny seks. Dlatego też kompromis mamy taki, że ja planuje a on myśli, że to spontan:-) Jak się dobrze zaplanuje to nawet partner sam wyjdzie z incjatywą:-) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 19:01 sea.sea napisała: > Ni cholery nie mam skłonności do poświęceń czy do utrudniania sobie życia. Do uczciwości czy odwagi cywilnej też nie? Wiem, wiem... takie wyświechtane... jak to mówią? Wartości! Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 19:14 Ja najpierw miło i sympatycznie zasugerowałam poprzedniemu chłopu, żeby się wyprowadził /mieszkanie było moje własnościowe, inaczej ja bym sobie poszła/ potem dopiero mi się napatoczył aktualny. No ale jak pisałam, u mnie to była kwestia krótkiej piłki. Znalazł mieszkanie, wyprowadził się, EOT. Żadnych problemów z podziałem opieki nad dziećmi, kredytu, kwestii "kto mnie zatrudni po iluś latach siedzenia z dziećmi w domu" etc. Natomiast nie będę przypisywać sobie cnót których nie mam i wmawiać forumowiczom, że byłabym doskonałą, cierpliwą, czułą i kochającą żoną dla faceta z którym bym miała dzieci i który byłby dobrym ojcem, a który nie chciałby już mnie dotykać. Wiem, że nie oparłabym się pokusie gdyby nadeszła, bo pamiętam jak przepotwornie boli bycie niechcianym, kimś, od kogo dotyku druga osoba się opędza - i jak mnie po szybkim i bezproblemowym przecież rozstaniu zaskoczyło do nieprzytomności kiedy się okazało, że świat jest pełen facetów, którzy widzą we mnie kobietę i to w dodatku atrakcyjną. Odpowiedz Link
mujer_bonita Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 19:25 sea.sea napisała: > Wiem, że nie oparłabym się pokusie gdyby nadeszła, bo pamiętam jak przepot > wornie boli bycie niechcianym, Fajnie, że to napisałaś bo właśnie dotknęłaś kwintesencji problemu a w zasadzie jego postrzegania. To TY przeniosłaś swoje odczucia względem seksu na drugą osobę, która takich odczuć kompletnie nie miała. Ty obierasz seksualne zainteresowanie jako 'bycie chcianą' - druga strona zupełnie niekoniecznie. Drugiej stronie seks może zwisać w kwestii bliskości czy związku. Zainteresowanie okazuje zupełnie inaczej. I choć zrozumienie tego nie stanowi żadnej pociechy w kwestii rozwiązania problemu to pomaga zrozumieć, że bardzo często zadręczamy się sami. Ranimy sami siebie oczekując od drugiej osoby naturalnego wyrażania uczuć, bliskości, wartości w sposób do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 19:38 I tak, i nie. Bo jeśli ktoś przez jakiś czas okazuje zainteresowanie w jakiś tam szeroko pojęty fizycznie pieszczotliwy sposób, a później je całkowicie zabiera - to można się poczuć nieco zdezorientowanym: e no! Było i nie ma! Widziały gały co brały, ale brały zupełnie coś innego! :) Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 19:42 A i kijek w mrowisko, bo mnie w sumie zaintrygowało do nieprzytomności: Jeżeli komuś seks zwisa w kwestii bliskości czy związku i okazuje zainteresowanie oraz uczucie w inny sposób - to skąd nagłe pretensje gdy jego partner(ka) zaczyna uprawiać seks [nieistotny przecież w kontekście bliskości czy związku] z kimś innym? :D Jak się pominie wiadome atawizmy - to to jest kompletnie nielogiczne... Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 19:49 sea.sea napisała: > Jeżeli komuś seks zwisa w kwestii bliskości czy związku i okazuje zainteresowan > ie oraz uczucie w inny sposób - to skąd nagłe pretensje gdy jego partner(ka) za > czyna uprawiać seks [nieistotny przecież w kontekście bliskości czy związku] z > kimś innym? :D Jak się pominie wiadome atawizmy - to to jest kompletnie > nielogiczne... Bo skoro to 'tylko seks' to czemu on/ona nie mogli się powstrzymać? IMO osobie niskolibidowej jeszcze trudniej jest zdradę zrozumieć i zaakceptować. Na takiej samej zasadzie tylko w drugą stronę 'skoro mnie do innych nie ciągnie to czemu ją/jego tak?'. Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 19:57 Na pierwszy rzut oka - tak. Ale jest drugi koniec kija: Skoro niskolibidowy uważa seks za, powiedzmy, "przereklamowany" - to czemu mu tak przykro, że ktoś mu zdjął ten nudny, mało istotny życiowo i nie mający nic wspólnego z intymnością problem z głowy - i wyręczył? :D Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 20:24 Sea - tak tak napisałam - dokładnie w tak samo tylko w drugą stronę. Niskolibidowiec nie postrzega seksu jako obowiązku, w którym ktoś go ma 'wyręczyć'. Nie rozumie w ogóle potrzeby, nie czuje jej, nie doświadcza. I może poczuć się urażony/a, skoro druga strona w tak mało ważnej kwestii nie potrafiła się 'powstrzymać'. Ty myślisz 'jak on mógł mnie nie chcieć' bo tak odbierasz klepanie po tyłku. Dla Ciebie to coś, co się robi bez wysiłku, ot tak, na podobnej zasadzie jak zwraca się do drugiej osoby po imieniu. Więc brak takich dla Ciebie drobnych gestów ze strony partnera odbierasz w wymiarze - 'nawet takiej drobnostki dla mnie nie może zrobić'. A z kolei niskolibidowiec, nie odczuwający chęci bzykania zdradę odebrać może w dokładnie taki sam sposób 'nawet takiej drobnostki (jak wierność fizyczna) nie może dla mnie zrobić'. Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 20:59 Ja rozumiem, ale nie rozumiem dlaczego dla niskolibidowca, ważne jest to, żeby partner nie uprawiał seksu z kimś innym, skoro sam seks jest nieważny. Dla ułatwienia analogia z życia wzięta: ja mogłabym żyć na kanapkach i sałatkach, gotowanie mnie nie rusza, jedzenie też jakoś niespecjalnie jest dla mnie czynnością priorytetową - no ale dla formalności czasem się staram jakiś tam pozór obiadu stworzyć [mimo, że tż sobie umie sam zrobić, ale nie w tym clou, jakoś mam wdruk po babci, że kobieta ma zapewniać pełną miskę i czuję się jakoś tak dziwnie z tym, że nie zapewniam]. Więc kiedy mu się zdarza zeżreć obiad u mamusi, to ja jestem cała szczęśliwa - jest nażarty i zadowolony, a przede wszystkim nie będzie się przymilał o placuszki z jabłkami w porze kolacji, w zasadzie jak dla mnie to mamusia mogłaby go żywić codziennie, a ja bym w spokoju ducha rąbała swoje sałatki - i wszystkim żyłoby się lepiej. Tak samo nie gadam z nim o motoryzacji, bo się nie znam i mnie to wali - w związku z tym nie mam żadnego emocjonalnego stosunku do faktu, że z kolegą sobie dziubią w autku czy podniecają się ostatnim numerem "Top Gear" :) Więc czemu z seksem to nie działa analogicznie :D Odpowiedz Link
kobieta_z_polnocy Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 21:57 Chyba trochę zbyt czarno biało widzisz całą sprawę i stąd te (nietrafione) analogie. To nie jest tak, że dla niskolibidowca seks ma równie małą wartość jak dla ciebie obiad... Ludzie zazwyczaj bez względu na potrzeby seksualne raczej wymagają wierności od drugiej strony. Im się po prostu chce ten przysłowiowy raz w miesiącu, co nie oznacza jednak, że wyłączność seksualna nie ma dla nich znaczenia. Trochę racji jest w tym co pisze mujer bonita. Osoba niskolibidowa nie postrzega braku seksu jako przejaw braku zainteresowania partnerem. Im się wydaje, że jak najbardziej okazują zainteresowanie, tyle tylko że robią to w inny sposób. Dla ciebie seks jest ważny - ośmielę się stwierdzić - nie tylko z pobudek fizjologicznych, lecz również (a może przede wszystkim) z pobudek emocjonalnych: czujesz się wtedy dowartościowana, atrakcyjna, bo mierzysz swoją atrakcyjność stopniem pożądania przez faceta. Ten hipotetyczny niskolibidowy facet pewnie nie do końca rozumie o co ci chodzi, bo przecież jak najbardziej się tobą interesuje, choć w inny sposób. To że ktoś przywiązuje mniejszą wagę do pieniędzy nie oznacza, że przystanie z łatwością na bycie okradzionym... Mówię oczywiście o związku "normalnym", a nie o sytuacjach kiedy wstrzemięźliwość jednej ze stron wynika z jakiś żali, lęków, czy też zdrady. Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 22:04 Kurczę, ja tak dopiero pisząc tu widzę, że mi trauma po moim jeszcze nie przeszła, ile mam niezrozumienia i rozżalenia w sobie, yhhh. Niefajnie. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Kwintesencja problemu :) 09.05.11, 21:59 sea.sea napisała: > Ja rozumiem, ale nie rozumiem dlaczego dla niskolibidowca, ważne jest to, żeby > partner nie uprawiał seksu z kimś innym, skoro sam seks jest nieważny. A to akurat proste - bo kwestia wierności jest absolutnie niezależna od indywidualnego poziomu potrzeb. Równie dobrze można by zapytać, dlaczego osobie, która chce 3 razy w tygodniu tak bardzo zależy, żeby partner, który chce seksu 7 razy w tygodniu nie uprawiał go z kimś innym? Czy to, że np. jedna ze stron nie lubi orala/anala/bdsm ma automatycznie oznaczać, że ma się nie przejmować jak druga strona skoczy sobie w bok? Poza tym jakby nie patrzeć - wierność seksualna jest w naszej (i nie tylko naszej) kulturze ściśle powiązana ze związkiem. Odpowiedz Link
ururam-tururam Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 09:23 sea.sea napisała: > ja mogłabym żyć na kanapkach i sałatkach Mensa et thoro. Nie, dobrą żoną to Ty nie jesteś. ;) Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 10:25 Mam jednakowoż parę zalet. Dla wyrównania wad :) Odpowiedz Link
pingwinistka Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 16:29 Niskie libido nie oznacza, że danej osobie nie zależy na partnerze, tak jak już zostało napisane nie rozumie i nie czuje potrzeby seksu tak jak partner. Widzisz Ty jesteś szczęśliwa, gdy mężczyzna posili się u mamusi, ale czy byłabyś równie szczęśliwa gdyby on zaczął wisytować mamę trzy razy dziennie, spędzać u niej coraz więcej czasu, zaniósł do niej pranie, itd. Lub jeżeli chodziłby na obiadki nie do mamy, ale do obcej kobiety? Za każdym razem gdy naszłaby by go ochota na domowy obiad? Nie czułabyś obaw, że może się z tego rozwinąć coś więcej, bo przecież rozmawialiby spędzali wspólnie czas i poznawali przy okazji nieco lepiej? Mogłoby się okazać, że już nie tylko obiad u tej pani jest lepszy niż u Ciebie. Ja też byłam po obu stronach barykady. Co więcej gdy nie miałam ochoty na żaden seks, dałam swojemu mężczyźnie przyzwolenie na seks poza domem, postawiłam kilka warunków. Pan z tego co prawda nie skorzystał, a ja się... cieszę. Mimo, że wtedy naprawdę było mi to doskonale obojętne i poczułabym tak jak Ty piszesz, że ktoś zdjął ze mnie to jarzmo. Odpowiedz Link
ururam-tururam Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 17:25 pingwinistka napisała: > dałam swojemu mężczyźnie przyzwolenie na seks poza domem, postawiłam kil > ka warunków. Jakie to warunki, po których spełnieniu kobieta nie ma pretensji? I czy na pewno gdyby mąż jednak skorzystał, przestrzegając reguł, nie miałabyś pretensji? Odpowiedz Link
pingwinistka Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 21:31 Nie generalizuj, nie piszę o kobiecie (hipotetycznej) czy też ogóle kobiet, tylko o sobie w danym miejscu i czasie. Co za tym idzie warunki takiego przyzwolenia chyba będą się zmieniać. Jakie były u nas, klasyka - higiena, zachowanie prywatności, niezatajanie faktu. Oraz kilka bardziej osobistych, ale te zostawię dla siebie ;-). Jak napisałam wyżej, obecnie cieszę się, że z tej wolnej ręki wówczas nie skorzystał. Jednak czy miałabym pretensje o to gdyby jednak skorzystał - nie wiem na 100%, podejrzewam jednak, że nie, nie miałabym żalu ani pretensji. Troszkę razem przeszliśmy życiowo, spróbowaliśmy kilku rzeczy wspólnie łóżkowo, tak więc myślę, że to też nie byłoby traumatyczne czy powodujący cichy rozkład związku. Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 17:52 Niskie libido nie oznacza z automatu awersji seksualnej względem partnera. Ja mimo bycia WL też nie jestem dyspozycyjna 24/7 i miewam momenty, że wolałabym się po prostu poprzytulać, ale widzę, że partner ma dziką chęć na erotyczne pieszczoty, więc się pewnie - według niektórych - wtedy poświęcam. Ale w moich kategoriach to nie poświęcenie, robię coś dla jego przyjemności, ponieważ utrzymywanie go w błogostanie, patrzenie na jego radość - jest warte tego "wysiłku". Poza tym zdaje się, że całkiem sporo NL płci obojga jak się już da zaciągnąć do łoża boleści, zaczyna się rozkręcać "w trakcie" - mimo że niby chwilę wcześniej zupełnie nie mieli ochoty na bzykanko. Więc nie musi być mowy o skrzywionym przymusie z zaciśniętymi zębami. Odpowiedz Link
urquhart robię coś dla jego przyjemności 10.05.11, 17:59 sea.sea napisała: > Ja mimo bycia WL też nie jestem dyspozycyjna 24/7 i miewam momenty, że wolałaby > m się po prostu poprzytulać, ale widzę, że partner ma dziką chęć na erotyczne p > ieszczoty, więc się pewnie - według niektórych - wtedy poświęcam. Ale w moich k > ategoriach to nie poświęcenie, robię coś dla jego przyjemności, Fee, jakie to uprzedmiotawiające kobietę! :) A na serio: Dzięki za ten tekst. Nieraz podobnie wspominałem że robię mnóstwo rzeczy na które nie mam ochoty w życiu w rożnych sferach. Tylko po to żeby zrobić przyjemność mojej partnerce i widzieć ją zadowoloną. Odpowiedz Link
ciezka_cholera Re: robię coś dla jego przyjemności 11.05.11, 10:39 urquhart napisał: > Fee, jakie to uprzedmiotawiające kobietę! :) > > A na serio: Dzięki za ten tekst. > Nieraz podobnie wspominałem że robię mnóstwo rzeczy na które nie mam ochoty w ż > yciu w rożnych sferach. Tylko po to żeby zrobić przyjemność mojej partnerce i w > idzieć ją zadowoloną. Urqu, osobiście nie mam problemów z rozłożeniem nóg na rządanie, a nawet wczuwaniem się w temat. Taką mam konstrukcję psychiczną i żadna to moja zasługa. Myślę, że większość prostytutek ma podobnie (tych nieprzymuszonych do zawodu). Są jednak ludzie wrażliwsi, którzy po takiej sesji będą czuć obrzydzenie do siebie, do partnera i seksu w ogóle, dlaczego odmawiasz im tego prawa? I jeszcze jedno, dlaczego Ty, który pierwszy piszesz, że attraction is not a choice, jeśli mowa o zapuszczonej pani niedopieszczanej przez małżonka i generalnie uznajesz, że nie ma on najmniejszej szansy przymusić się do stosunku (osobiście wierzę, że są panowie, którzy to też potrafią - patrz Żigolacy) tak kategorycznie odmawiasz tego prawa kobietom, choć, jestem przekonana, że taki wymuszony seks jest dla wielu z nich więcej niż przykry? Odpowiedz Link
ciezka_cholera Re: robię coś dla jego przyjemności 11.05.11, 10:41 edit: rządanie = żądanie, przepraszam :-) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: robię coś dla jego przyjemności 11.05.11, 12:18 ciezka_cholera napisała: > osobiście nie mam problemów z rozłożeniem nóg na rządanie, a nawet wczuwaniem > się w temat. Taką mam konstrukcję psychiczną i żadna to moja zasługa. Myślę, że > większość prostytutek ma podobnie (tych nieprzymuszonych do zawodu). > większość prostytutek ma podobnie (tych nieprzymuszonych do zawodu). Są jednak > ludzie wrażliwsi, którzy po takiej sesji będą czuć obrzydzenie do siebie, do > partnera i seksu w ogóle, dlaczego odmawiasz im tego prawa? Sprawa chyba właśnie rozbija się o to, co możemy a co nie zrobić dla partnera wbrew sobie. Wysokolibidowemu łatwo powiedzieć 'rozłóż nogi' - dla niego to nie problem. W ogóle panom łatwo myśleć o seksie ze strony partnerki jako 'rozkładaniu nóg'. Bo facetom odpuszczają - przecież nie stanie i tyle! Odpowiedz Link
urquhart Poczucie wykorzystania? 12.05.11, 08:06 ciezka_cholera napisała: > Urqu, > osobiście nie mam problemów z rozłożeniem nóg na rządanie, a nawet wczuwaniem s > ię w temat. Taką mam konstrukcję psychiczną i żadna to moja zasługa. Myślę, że > większość prostytutek ma podobnie (tych nieprzymuszonych do zawodu). Są jednak > ludzie wrażliwsi, którzy po takiej sesji będą czuć obrzydzenie do siebie, do pa > rtnera i seksu w ogóle, dlaczego odmawiasz im tego prawa? Primo całkowicie to rozumiem Ciężka Cholero (?!). Secundo rozłożeniem nóg na żądanie, bez udawania zainteresowania jak u prostytutki jest niewiele warte w końcu i nie o to chodzi. Oszustwem i hipokryzją jest jedynie korzystanie z wkładu partnera w związek a obrona świętego prawa do odmowy swojego wkładu i uzależnienie go od ochoty. Dla mnie niektóre babki uważają że mają święte prawo oczekiwać i ekzekwować wiele a dać coś na co mają ochotę albo i nie. Z obrzydzeniem do siebie i poczuciem wykorzystania też działa w obie strony, mężczyźni też mają z tym problem, czytałaś może o alimenciarzach co wolą widzieć w kiciu niż dać choćby kolejną jedną złotówkę temu potworowi tej "wrednej suce". Odpowiedz Link
mujer_bonita Prosty świat Urquhqrta 12.05.11, 08:21 urquhart napisał: > Oszustwem i hipokryzją jest jedynie korzystanie z wkładu partnera w związek a o > brona świętego prawa do odmowy swojego wkładu i uzależnienie go od ochoty. Tylko widzisz Urquhqrcie świat jest bardziej skomplikowany niż babka daje dupy a facet przynosi kasę. O wiele bardziej skomplikowany. Odpowiedz Link
ciezka_cholera Re: Poczucie wykorzystania? 12.05.11, 08:53 Napiszę w punktach i całościowo, co sądzę o temacie: 1) potrzeba seksu i potrzeba bycia nie molestowanym są równoważne; 2) fajnie by było gdzieś się jednak spotkać; 3) w przypadku małej rozbieżności temperamentów kompromis jest możliwy i satysfakcjonujący dla obojga, co więcej małżeństwo może trwać zgodnie, nawet gdy jedna strona zrezygnuje całkowicie ze swojej potrzeby (patrz punkt 1) na rzecz drugiej; 4) w przypadku dużej rozbieżności temperamentów kompromis sprawi, że obie strony będą niezadowolone, całkowita rezygnacja ze swojej potrzeby spowoduje stopniowe narastanie frustracji u strony rezygnującej (czyli tzw dupa blada); 5) w ograniczonym stopniu można partnera skłonić do seksu dbając o własną atrakcyjność (szeroko rozumianą); 6) kiepskie pożycie zwiększa prawdopodobieństwo zdrady ze strony osoby z wyższym libido (warto, żeby osoba odmawiająca miała tego świadomość i nie traktowała jako rodzaj szantażu, tylko jako konsekwencję, z którą być może warto się liczyć); 7) kiepskie pożycie nie usprawiedliwia zdrady (warto, żeby osoba zdradzająca miała tego świadomość); 8) outsourcing zaspokajania potrzeb erotycznych jest OK, pod warunkiem, że wszystkie strony (łącznie z kochanką) są świadome swojej roli; 9) punkt 8 jest dla związku niebezpieczny, ze względu na trudny do przewidzenia rozwój sytuacji, czasami (punkt 4) może być jednak jedynym sensownym rozwiązaniem poza rozstaniem; to tak w skrócie. Odpowiedz Link
ciezka_cholera Re: Poczucie wykorzystania? 12.05.11, 11:24 Chciałam jeszcze rozwinąć punkt 6 i 7, bo zależy mi, bym była tu dobrze zrozumiana: to, że jakieś działanie, bądź zaniechanie może zwiększyć prawdopodobieństwo zdarzenia, nie oznacza zdjęcia całkowitej odpowiedzialności ze sprawcy zdarzenia. Posłużę się analogią: żaden wyzywający strój ofiary ani jej przebywanie w nieodpowiednim miejscu, żaden poziom jej naiwności nie usprawiedliwia w najmniejszym nawet stopniu sprawcy gwałtu, ani nie czyni jej współwinnej lub współodpowiedzialnej. Co nie zmienia faktu, że jeśli zależy nam na uniknięciu gwałtu, to pewnych okoliczności też warto unikać - nie zabezpieczy nas to w 100%, ale zwiększy nasze szanse. Dokładnie tak samo widzę temat ewentualnej zdrady sprowokowanej brakiem seksu. Przy czym zdaję sobie sprawę, że tak postawiony temat wielu idealistów zmierzi, albowiem wyjdą oni z założenia, że dbanie o pożycie tylko w celu zabezpieczenia się przed ewentualną zdradą jest dowodem desperacji i braku wiary w małżonka. Dla mnie, kobiety praktycznej, jest to prosta kalkulacja – na czym mi bardziej w danym momencie zależy, czy na zmniejszeniu (nie wyzerowaniu!) prawdopodobieństwa bycia zdradzoną, czy wymiganiu się od seksu (lub ogólniej od dbałości o relację). Ale, podkreślam, jeśli ta nieszczęsna zdrada nastąpi, to odpowiedzialność za nią i tak w całości spada na wiarołomce (patrz analogia). Odpowiedz Link
urquhart Re: Poczucie wykorzystania? 12.05.11, 11:37 ciezka_cholera napisała: > Posłużę się analogią: żaden wyzywający strój ofiary ani jej przebywanie w nieod > powiednim miejscu, żaden poziom jej naiwności nie usprawiedliwia w najmniejszym > nawet stopniu sprawcy gwałtu, ani nie czyni jej współwinnej lub współodpowiedz > ialnej. To trochę jak widziałem i pomagałem tłumaczyć jak jakiś Niemiec na posterunku chciał zgłosić że ukradli mu radio i bagaże z niezamkniętego samochodu - policjanci patrzyli na niego jak na niedorozwiniętego że ma do kogoś innego niż on sam pretensje :) Tymczasem niezamknięte samochody i mieszkania z których nic nie ginie na prowincji na Bawarii to norma, byłem, mieszkałem. Winny jest sprawca, ale świadomość słabości innych i nieuchronności swoich poczynań też jest nie bez znaczenia. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 19:14 > Ja mimo bycia WL też nie jestem dyspozycyjna 24/7 i miewam momenty, że wolałaby > m się po prostu poprzytulać, ale widzę, że partner ma dziką chęć na erotyczne p > ieszczoty, więc się pewnie - według niektórych - wtedy poświęcam. Ale w moich k > ategoriach to nie poświęcenie, robię coś dla jego przyjemności, ponieważ utrzym > ywanie go w błogostanie, patrzenie na jego radość - jest warte tego "wysiłku". Ależ to normalne i nie ma co porównywać tego do poświęcalstwa:-) Sprawianie przyjemności jest przyjemne. Problem się zaczyna, jeśli potrzeby partnera są zbyt duże/upierdliwe i ta przyjemność zmienia się w katorgę. Dla mnie problemem byłoby też, gdyby partner uważał, że "to mu się należy" czyli moim OBOWIĄZKIEM jest sprawianie mu przyjemności. Presja w tej dziedzinie może odbierać ochotę bardziej niż cokolwiek. Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 20:49 > Problem się zaczyna, jeśli potrzeby partnera są zbyt duże/upierdliwe i ta przyjemność > zmienia się w katorgę. No to jest oczywiste, ale też jest problem w subiektywnym postrzeganiu od którego punktu zaczyna się upierdliwość. W moim subiektywnym odbiorze jednak narzekający na bezseksie w przeważającej większości nie rozpaczają, że chcą trzy razy dziennie, rozpaczają natomiast, że nie mają nawet trzy razy w miesiącu. Możliwe, że dla NL trzy razy w miesiącu jest odbierane jako tak wyczerpujące jak dla mnie trzy razy dziennie - no ale to jest trochę jednak dramat... A w ogóle to wcale nie chodzi o bzykanie - w większości znanych mi osobiście przypadków. A o to, że za odcięciem dostępu do bzykania idzie jak po sznurku niezauważanie partnera jako istoty atrakcyjnej fizycznie i ogólnie jako obiektu zainteresowania. Nie ma przytulania, nie ma przypadkowych zetknięć dłoni, nie ma nawet "jak ładnie wyglądasz" albo "co to za woda kolońska? niezła". Człowiek się czuje jak bankomat albo wielofunkcyjny artykuł gospodarstwa domowego. To jest najbardziej kijowe i uprzedmiotawiające. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 21:19 > No to jest oczywiste, ale też jest problem w subiektywnym postrzeganiu od które > go punktu zaczyna się upierdliwość. W moim subiektywnym odbiorze jednak narzeka > jący na bezseksie w przeważającej większości nie rozpaczają, że chcą trzy razy > dziennie, rozpaczają natomiast, że nie mają nawet trzy razy w miesiącu. Możliwe > , że dla NL trzy razy w miesiącu jest odbierane jako tak wyczerpujące jak dla m > nie trzy razy dziennie - no ale to jest trochę jednak dramat... To nie jest tak:-) Dla kogoś, kto "mógłby zyć bez seksu" (czyli 0/miesiąc) seks w częstotliwości 1/dziennie wydaje się kosmosem. I nie oszukujmy się rozłożenie nóg 3 razy w miesiącu nie wystarczy bo pan (oczywiście moze chodzić i o kobietę) szybko się przyzwyczai i będzie chciał dwa razy na tydzień i to jeszcze z udawanym entuzjazmem itd... Osoba NL nie chce wprowadzać w ruch tej maszyny bo wie, że oznaczać to będzie ciągle dokładanie do pieca. Nakłady trzeba będzie systematycznie zwiększać a i tak partner będzie marudził do czasu aż nie będzie miał wyuzdanego seksu 4 razy w tygodniu:-) > A o to, że za odcięciem dostępu do bzykania idzie jak po sznurku niezauważanie > partnera jako istoty atrakcyjnej fizycznie i ogólnie jako obiektu zainteresowan > ia. Nie ma przytulania, nie ma przypadkowych zetknięć dłoni Nie ma bo partner WL takie gesty wykorzystuje, żeby proponować seks... Przytulisz się a on już się dobiera:-) NL szybko uczy się, co robić, żeby nie prowokować. Człowiek się czuje jak > bankomat albo wielofunkcyjny artykuł gospodarstwa domowego. To jest najbardzie > j kijowe i uprzedmiotawiające. NL dodatkowo czuje się jak materac na spermę:-) Przecież zarabia pieniądze, dba o dom i dzieci, często w większym wymiarze niz WL, gdzie więc można mówić o wykorzystaniu? Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 10.05.11, 21:58 Jak mężczyzna zarabia sporo więcej, ale wydziela kasę swej partnerce i obrzydliwie skąpi - to na Ematce i Kobiecie podnosi się larum, że egoista, cham i prostak i że wspólnota ekonomiczna w związku... Jak mężczyzna uporczywie odkłada decyzję o dziecku, podczas gdy partnerka wisi mu u fiuta i błaga o zapłodnienie - to na Ematce i Kobiecie podnosi się larum, że egoista, cham i prostak, niedojrzały do związku i że ona traci z nim swój cenny czas. Jak kobieta pisze, że sobie nie daje rady z absorbującym dzieciem i nie ma ochoty się nim zajmować bo ją to nudzi - to na Ematce i Kobiecie podnosi się larum, że nie dojrzała do macierzyństwa, a dziecko to nie lalka i wymaga opieki oraz odpowiedzialności. Tylko niskolibidowcom płci obojga wolno uporczywie a radośnie ignorować potrzeby osób, z którymi są związani i nikt nie ma moralnego prawa krytykować niskolibidowca. I nikt mu nie wytknie, że jeżeli fizycznie i psychicznie nie jest w stanie ogarnąć świadomości że związanie się z kimś ma konsekwencje w postaci takiej, że partner będzie chciał uprawiać seks - to znaczy, że jest niedojrzały do związku, bo mieszkanie z partner/ką tym się różni od mieszkania z własną siostrą, że się uprawia seks i jeśli to się komuś nie podoba, to może sobie mieszkać z siostrą. Ciekawostka taka :) Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Kwintesencja problemu :) 11.05.11, 00:04 A Ty czytasz emamę czy jedziesz stereotypami? > Jak mężczyzna zarabia sporo więcej, ale wydziela kasę swej partnerce i obrzydli > wie skąpi - to na Ematce i Kobiecie podnosi się larum, że egoista, cham i prost > ak i że wspólnota ekonomiczna w związku... Ale namawiają kobietę do podbierania panu pieniędzy? Czy mówią "daj mu kopa w dupę"? > Jak mężczyzna uporczywie odkłada decyzję o dziecku, podczas gdy partnerka wisi > mu u fiuta i błaga o zapłodnienie - to na Ematce i Kobiecie podnosi się larum, > że egoista, cham i prostak, niedojrzały do związku i że ona traci z nim swój ce > nny czas. Ale jak rozumiem nie namawiają jej do odstawienia tabletek i "zaciążenia mimo wszystko", tylko do zmiany partnera na chętnego, prawda? A jak na forum BSWM, mąż pisze, że żona mu nie daje to namawiają go na oszukiwanie, zdradzanie:-) A jak nie ma ochoty na seks to posądza się ją o wszystko co najgorsze a panu doradza skok w bok:-) > Jak kobieta pisze, że sobie nie daje rady z absorbującym dzieciem i nie ma ocho > ty się nim zajmować bo ją to nudzi - to na Ematce i Kobiecie podnosi się larum, > że nie dojrzała do macierzyństwa, a dziecko to nie lalka i wymaga opieki oraz > odpowiedzialności. Jak dla mnie to pojechałaś stereotypami:-) Wszędzie znajdziesz psycholi ale nie ma sensu się na takich wypowiedziach skupiać i wyrabiać sobie zdania na temat wszystkich emam:-) > Tylko niskolibidowcom płci obojga wolno uporczywie a radośnie ignorować potrzeb > y osób, z którymi są związani i nikt nie ma moralnego prawa krytykować niskolib > idowca. Nie rozumiesz. Seks to specyficzna potrzeba. Nie można się zmusić do pożądania. Sprawianie przyjemności partnerowi ma sens ale nie zastąpi prawdziwej potrzeby seksu. Z wcześniejszym partnerem (z tym z którym Ci się nie chciało) jakoś "sprawianie przyjemności" nie było dla Ciebie wystarczającą motywacją do regularnego współżycia:-) I taka jest prawda, jeśli chcesz, żeby ktoś z Tobą sypiał, musisz zadbać o to, żeby Cię pragnął. Nie licz na to, że będzie całe życie jechał na potrzebie "spawienia Ci przyjemności". A już na pewno nie powinnaś robić z tego "tego co Ci się należy"! - to znaczy, że jest niedojrzały do z > wiązku, bo mieszkanie z partner/ką tym się różni od mieszkania z własną siostrą > , że się uprawia seks i jeśli to się komuś nie podoba, to może sobie mieszkać z > siostrą. Nie prawda! Dwóch NL świetnie się dogada i może stworzyć szczęśliwy związek:-) Seks wcale nie musi być podstawą każdego związku. Dla Ciebie jest, ok. Szukając partnera na stałe kieruj się właśnie poziomem libido i podejściem do tych spraw. Zauważ, że 90% tego nie robi:-) Dlaczego ktoś, kto szukając żony/męża kierował się innymi cechami, ma nie ponosić odpowiedzialności za swoje decyzje? Dlaczego kobieta, która zamiast związku z napalonym erotomanem związała się/ trwa w związku z bezpiecznym bogaczem, ma mieć nagle prawo do seksu na boku? Czy jej mąż, jest winny "nie spełniania jej potrzeb"? To może nagle powinien zacząć olewać zobowiązania finansowe, przestać dbać o dzieci i tak, jak kochanek pojawiać się tylko, gdy ma ochotę na bzykanko? Nie... To nie o to chodzi, prawda? A facet, który związał się/ trwa w związku z kobietą z "wyższej półki". Taką "idealną kandydatką na żonę", którą można przedstawić mamusi i pokazać kolegom ale nie bzykać. Czy taki pan ma prawo mieć puszczalskie kochanki na boku? Takie co to na żony się nie nadawały ale dają za darmo? Albo chodzić na dziwki? A może żona powinna tak jak te divy, przejść na utrzymanie mężusia, przestać gotować obiadki, wydawać fortunę na tipsiki i solarę a w wolnych chwilach rozbudzać się w ramionach przystojniaków? Jeśli już sprawiedliwość to w 100% a nie tylko tych wygodnych 30:-) Odpowiedz Link
ciezka_cholera Re: Kwintesencja problemu :) 11.05.11, 09:24 zakletawmarmur napisała: > A facet, który związał się/ trwa w związku z kobietą z "wyższej półki". Taką "i > dealną kandydatką na żonę", którą można przedstawić mamusi i pokazać kolegom al > e nie bzykać. Czy taki pan ma prawo mieć puszczalskie kochanki na boku? Takie c > o to na żony się nie nadawały ale dają za darmo? Proszę: forum.gazeta.pl/forum/w,150,110511420,,kobieta_dajaca_dupska_bez_zobowiazan_.html?v=2 @ Sea.Sea: Odnośnie panów zaklinających się, że nie chcieliby "kobiety dającej dupska bez zobowiązań", czy ich porządna wybranka rzeczywiście powinna stawać na rzęsach, by im dogodzić? A może jej niskolibidowość była jednym z kryteriów, dla których ową wybranką została? Nie twierdzę, że zawsze tak jest, ale nader często bywa. @ Zaklęta: Przyznaj się, że ich podpuściłaś? :D Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Kwintesencja problemu :) 11.05.11, 16:35 > @ Zaklęta: Przyznaj się, że ich podpuściłaś? :D Ha, idealnie moja namenklatura! Chyba mam fana:-) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Kwintesencja problemu :) 11.05.11, 12:13 sea.sea napisała: > Jak mężczyzna uporczywie odkłada decyzję o dziecku, podczas gdy partnerka wisi > mu u fiuta i błaga o zapłodnienie - to na Ematce i Kobiecie podnosi się larum, > że egoista, cham i prostak, niedojrzały do związku i że ona traci z nim swój ce > nny czas. Sea - z całym szacunkiem ale to JEST tracenie cennego czasu. Facet może mieć dziecko po 60-tce, kobiecie po 35 roku życia dramatycznie spadają szanse. Tak więc o ile mężczyzna ma niezbywalne prawo dzieci nie chcieć - zajmowanie właśnie 'cennego czasu' partnerce jest w tym względzie imo niemoralne. > Tylko niskolibidowcom płci obojga wolno uporczywie a radośnie ignorować potrzeb > y osób, z którymi są związani i nikt nie ma moralnego prawa krytykować niskolib > idowca. Czy osobę z astmą skrytykowałabyś, że nie towarzyszy partnerowi w maratonie? Odpowiedz Link
sea.sea Re: Kwintesencja problemu :) 11.05.11, 13:13 Osoby z astmą zdaje się że mogą biegać na długich dystansach - po zażyciu odpowiednich lekarstw. Casus Marit Bjoergen chociażby :) Poza tym Twój przykład z maratonem nijak się nie nadaje na analogię, jest tylko sprowadzeniem do absurdu, na potrzeby dyskusji - tak jak obsesyjnie przytaczany przykład Zaklętej z jedzeniem kupy. Ja wychodzę z założenia, że dwie osoby będące ze sobą w związku odpowiadają wzajemnie za swój dobrostan - po coś w końcu w tym związku są i niekoniecznie po to, by rozliczać razem podatki ;) Jeżeli X zgłasza Y, że jego naturalna, właściwa 99% ludzkości potrzeba jest całkowicie niezaspokojona a Y mówi "sorry, kuźwa, to Twój problem i nie licz na to, że pomogę Ci go w jakikolwiek sposób rozwiązać, ale jak go rozwiążesz w sposób który mi nie będzie pasował, to masz wp...dol" - to IMO jest bardzo nie halo. Niezależnie od tego, czy jest to potrzeba zabezpieczenia ekonomicznego, realizacji swoich talentów i zainteresowań, seksu, prokreacji, wyspania się po nocce zarwanej na pracę - czy jakakolwiek inna. Inaczej to nie związek. IMO. I darujmy sobie ekstrema w stylu "czy jak mój mąż chce gang bangu albo żona domaga się rolls royce'a, to też jestem za to odpowiedzialny" - bo to już nawet nie jest śmieszne :] Odpowiedz Link
mujer_bonita A dlaczego to działa tylko w 1 stronę? 11.05.11, 13:38 sea.sea napisała: > o, by rozliczać razem podatki ;) Jeżeli X zgłasza Y, że jego naturalna, właściw > a 99% ludzkości potrzeba jest całkowicie niezaspokojona Super - a dlaczego to ma działać tylko w jedną stronę? Czy potrzeba spokoju i nie bycia seksualnie molestowanym w związku nie jest naturalna? Czy jeżeli osoba jest niskolibidowa i jej potrzebą jest mieć spokój od seksu i wszelkich co do tego aluzji przez 6 z 7 dni w tygodniu to już prawa do tego nie ma? Czy jeżeli Twój partner stwierdzi, że chce dwudaniowego obiadu CODZIENNIE - to masz psi obowiązek go zrobić? Mimo, że nienawidzisz gotować? A może masz obowiązek sama zarobić na codzienny catering, rezygnując z kasy na włane przyjemności? Dlaczego jedne potrzeby koniecznie trzeba zaspokajać a inne można olać? Twoje potrzeby są te 'najważniejsze' bo są Twoje? Odpowiedz Link
sea.sea Re: A dlaczego to działa tylko w 1 stronę? 11.05.11, 17:01 Ma. I dlatego należy usiąść i dojść do jakiegoś kompromisu. Rozmawiamy o związku dwojga kochających i lubiących się ludzi, a nie o przymusie sypiania z wrogiem, którego się nie lubi, który śmierdzi i ocieka zielonym śluzem. Natomiast ja tu już parę razy przeczytałam "no jak to, mam się zmuszać?" No nie ma obowiązku się zmuszać ani w ogóle poruszać tematu z partnerem, ale niemoralne jest odgrywanie potem skrzywdzonej niewinności kiedy związek się rozpieprza, bo osoby A nie interesowało, że osoba B się męczy [i już nie różnicujmy tu zmęczeń: czy się czuje zajechana 3 razy dziennie, czy też jej narządy ulegają atrofii od tego, że udaje jej się coś ugrać trzy razy na rok]. BTW ciekawostka, ale znane są przecież nierzadkie przypadki, gdy namacalna groźba, że partner odejdzie, znakomicie nagle podnosi chęci NL i podsyca łóżkową kreatywność - przynajmniej do czasu, aż groźba ucichnie. Wychodzi na to, że poczucie zagrożenia jest skuteczniejsze niż viagra, pomoc w obowiązkach czy kolacja przy świecach :) Odpowiedz Link
kag73 Re: A dlaczego to działa tylko w 1 stronę? 11.05.11, 17:13 Zgadzam sie z sea.sea, dokladnie tak samo to widze. Zwlaszcza w przypadkach gdzie partner nie od poczatku zwiazku byl NL i unikal seksu, tylko po jakims czassie polozyl na niego laske. W koncu to gra we dwoje i mowimy o milosci. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: A dlaczego to działa tylko w 1 stronę? 11.05.11, 18:06 Z pozwolenia na zdradę doszliśmy do dyskusji:-) Można oczywiście dyskutować, ustalać kompromisy. Tylko czy to załatwia problem? Czy fakt, że umówimy się z mężem na trzy lizania tygodniowo będzie nas satysfakcjonował? Może lepiej byłoby popracować nas sobą i zmienić sie w osobę, która faktycznie będzie go kręcić? Zresztą niech będzie, że nam sie nie chce/ nie mamy potrzebnych atrybutów więc wychodzimy z założenia, że nie mamy już szans na to żeby nas partner pożądał, wolimy mieć bezpieczny dostęp do seksu. Czy druga strona ma obowiązek się zgadzać? Nie, nie ma. To jej dobra wola czy chce o nas w ten sposób dbać. Może dojść do wniosku, że to jej nie odpowiada, że nasze wymagania (np. 4 razy tygodniowo, godzinny seks z udawaniem entuzjazmu, z urozmaiceniami typu oral, anal+ "uwodzenia" typu naga fotka mms-em) są nie do pokonania. Nam jedno lizanko/rozłożenie nóg tygodniowo i to bez entuzjazmu też nie odpowiada... Wtedy mamy prawo odejść lub zaproponować układ z kochankiem. Jeśli w razie rozwodu NL będzie robił(a) z żony kurwę/męża zboczka i kombinował(a) w sądzie jak pozbawić kasy, dzieci lub zachachmęcić na alimentach to uwierz mi, że żadna z nas nie będzie trzymać strony takiej osoby:-) Dostanie zjeba tak samo jak WL kombinujący jak bzykać na boku... Chodzi przede wszystkim o to, żeby skończyć z tym "mi się należy" i to z dwóch stron... Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: A dlaczego to działa tylko w 1 stronę? 11.05.11, 23:06 sea.sea napisała: > nieemoralne jest odgrywanie potem skrzywdzonej niewinności kiedy związek się > rozpieprza, bo osoby A nie interesowało, że osoba B się męczy Super - po raz kolejny podchodzisz do kwestii tylko jednostronnie. To osoby niskolibidowej nie interesuje 'męczenie się' osoby wysokolibidowej? A w drugą stronę to już nie działa? Osoba wysokolibidowa może mieć gdzieś męczenie się osoby niskolibidowej? Czy naprawdę chciałabyś zafundować swojemu niskolibidowemu parterowi choć połowę tej męczarni, którą sama przechodziłaś - w drugą stronę? Odpowiedz Link
sea.sea Re: A dlaczego to działa tylko w 1 stronę? 11.05.11, 23:17 A doczytałaś to, co było w nawiasie kwadratowym? Uwzględniłam zarówno WL jak NL :) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: A dlaczego to działa tylko w 1 stronę? 12.05.11, 08:17 sea.sea napisała: > A doczytałaś to, co było w nawiasie kwadratowym? Uwzględniłam zarówno WL jak NL > :) Owszem - napisałaś. Reszta wypowiedzi kompletnie nie wskazuje na jakiekolwiek zrozumienie tematu z drugiej strony. Odpowiedz Link
urquhart A jak zrobić żeby działał w obie? 12.05.11, 07:46 mujer_bonita napisała: > Czy jeżeli Twój partner stwierdzi, że chce dwudaniowego obiadu CODZIENNIE - to > masz psi obowiązek go zrobić? Mimo, że nienawidzisz gotować? A może masz obowią > zek sama zarobić na codzienny catering, rezygnując z kasy na włane przyjemności > ? > Dlaczego jedne potrzeby koniecznie trzeba zaspokajać a inne można olać? Twoje p > otrzeby są te 'najważniejsze' bo są Twoje? To proste. Związek polega na WZAJEMNYM realizowaniu potrzeb i oczekiwań a nie na ich nierealizowaniu i we wzajemnym odmawianiu sobie. Każdy powinien mieć prawo do lenistwa, niskolibidowości, świętego spokoju, depresji, zapicia się na śmierć, ale jest to w sprzeczności z zawieraniem zobowiązań związanych ze związkiem. A tak w praktyce, pamiętam z terapii partnerskiej. Tworzysz listę najważniejszych oczekiwań wobec partnera(ki), potem listę co uważasz że najważniejszego robisz dla niego za co powinien być ci wdzięczny(na). Potem te listy się konfrontuje wzajemnie. Jeżeli są całkowicie odmienne i nic nie mające ze sobą wspólnego to dalsza praca nad związkiem nie ma sensu. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: A jak zrobić żeby działał w obie? 12.05.11, 08:33 urquhart napisał: > A tak w praktyce, pamiętam z terapii partnerskiej. > Tworzysz listę najważniejszych oczekiwań wobec partnera(ki), potem listę co uwa > żasz że najważniejszego robisz dla niego za co powinien być ci wdzięczny(na). P > otem te listy się konfrontuje wzajemnie. Jeżeli są całkowicie odmienne i nic ni > e mające ze sobą wspólnego to dalsza praca nad związkiem nie ma sensu. I o to chodzi - o nierealistyczne oczekiwania! Kompromis to piękna rzecz ale w praktyce w wielu przypadkach po prostu nierealna. Na forum jest aż nadto takich przypadków. Wiązanie się z nieodpowiednim partnerem i a potem lament 'jaki to on jest zły'. Wychodzenie z założenia, że moja racja jest najważniejsza, najnaturalniejsza, najoczywistsza. I klapa. Bo druga strona się 'nie nagina'. Niestety - czasem trzeba poszukać winy w sobie. Widziały gały co brały a z pustego i Salomon nie naleje. Nie każdą kwestię da się pogodzić - niezależnie jaka jest - czy to sprzątanie czy gotowanie, posiadanie dzieci, wychowanie dzieci, seks, religia. Czasem różnice - RÓŻNICE (a nie lenistwo czy olewactwo partnera) są nie do pogodzenia. Odpowiedz Link
urquhart Re: A jak zrobić żeby działał w obie? 12.05.11, 08:49 mujer_bonita napisała: > Niestety - czasem trzeba poszukać winy w sobie. Widziały gały co brały a z pust > ego i Salomon nie naleje. Nie każdą kwestię da się pogodzić - niezależnie jaka > jest - czy to sprzątanie czy gotowanie, posiadanie dzieci, wychowanie dzieci, s > eks, religia. Czasem różnice - RÓŻNICE (a nie lenistwo czy olewactwo partnera) > są nie do pogodzenia. Bardzo niszczące jest także tworzenie list "psich obowiązków". Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: A jak zrobić żeby działał w obie? 12.05.11, 09:21 urquhart napisał: > Bardzo niszczące jest także tworzenie list "psich obowiązków". To czemu je tworzysz? Odpowiedz Link
aandzia43 Re: A jak zrobić żeby działał w obie? 12.05.11, 15:27 P > otem te listy się konfrontuje wzajemnie. Jeżeli są całkowicie odmienne i nic ni > e mające ze sobą wspólnego to dalsza praca nad związkiem nie ma sensu. No, zgadza się. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 23:25 Żadnych problemów z > podziałem opieki nad dziećmi, kredytu, kwestii "kto mnie zatrudni po iluś latac > h siedzenia z dziećmi w domu" etc. No cóż, jeśli ktoś decyduje się na kredyt, dzieci i rezygnacje z pracy to musi się liczyć i z tym, że trudniej mu będzie związek zakończyć! Nie oznacza to, ze ma prawo zrzucać odpowiedzialność za własne decyzje na barki swojej połówki... Fajnie byłoby tylko czerpać korzyści z tytułu posiadania partnera (kasa) i nie ponosić nieprzyjemnych konsekwencji (wierność, dbanie o związek)... Odpowiedz Link
urquhart Związek a obowiązek zaspokajania potrzeb? 09.05.11, 21:20 la_extranjera napisała: > czy czujecie sie odpowiedzialni za zaspokajanie swojego parnera? czy uwazacie, > ze jesli go nie zaspokajacie on ma prawo szukac tego na boku? Jak piszą psychologowie w atawistycznym kształcie związek to wymiana seks za zasoby. Tak odczytuje ostatnio uświadamianie i napuszczanie się pośród kobiet że mają gonić leniwych chłopów do roboty bo innaczej to przemoc ekonomiczna jest jak nie dają godziwej kasy, prezydent nie dawno ustawę stosowną podpisał o przemocy ekonomicznej a do sądów wpływają na chłopów pozwy o "niezaspokajanie ekonomicznych potrzeb rodziny"*. A potrzeby seksualnie czy nie są uważane w psychologii za jeszcze bardziej podstawowe? Czy małżonkowie nie są zobowiązani do wspólnego pożycia tzn. utrzymywania ze sobą więzi o charakterze duchowym, fizycznym i gospodarczym? Tylko jakiś brak "równouprawnienia" w możliwościach egzekwowania tego prawa :) *malzenstwo.wieszjak.pl/prawa-i-obowiazki-malzonkow/251321,Obowiazek-przyczyniania-sie-do-zaspokajania-zwyklych-potrzeb-rodziny.html Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Związek a obowiązek zaspokajania potrzeb? 09.05.11, 22:05 urquhart napisał: > Tylko jakiś brak "równouprawnienia" w możliwościach egzekwowania tego prawa :) Jaki brak równouprawnienia??? A to przepraszam prawo mówi 'Mężczyzna ma obowiązek zarabiać' czy 'KAŻDY z małżonków ma obowiązek przyczyniania się do zaspokajania potrzeb rodziny??? Odpowiedz Link
grosz-ek Statystycznie mężczyźni zarabiają więcej 09.05.11, 22:14 od kobiet, więc ewentualne pozwy będą bardziej ich dotyczyły niż kobiet. Natomiast, nie odniosłem wrażenia, żeby artykuł odnosił się do leni, ale raczej bardziej do skner. Takich, co zarabiają tysiące, a żyją jak na przysłowiowej rencie. Odpowiedz Link
urquhart Re: Statystycznie mężczyźni zarabiają więcej 09.05.11, 22:37 grosz-ek napisał: > od kobiet, więc ewentualne pozwy będą bardziej ich dotyczyły niż kobiet. Natomi > ast, nie odniosłem wrażenia, żeby artykuł odnosił się do leni, ale raczej bardz > iej do skner. Takich, co zarabiają tysiące, a żyją jak na przysłowiowej rencie. No to zobacz dalszą część: "Możliwości majątkowe i zarobkowe należy oceniać nie ze względu na faktyczne osiągane dochody i zarobki, ale biorąc pod uwagę wysokość dochodów i zarobków, które zobowiązany jest w stanie uzyskać, lecz ich nie osiąga z przyczyn nie zasługujących na usprawiedliwienie. Chodzi o sytuację, kiedy np. mimo braku przeszkód małżonek nie chce pracować w wyuczonym i dobrze płatnym zawodzie, pracuje w niepełnym wymiarze godzin, bądź też pracuje dorywczo.(...) Na przykład, jeżeli współmałżonek odmawia pomocy w zaspokajaniu potrzeb rodziny, drugi z małżonków może żądać takiej pomocy lub domagać się - gdy małżonkowie pozostają we wspólnym pożyciu - ażeby wynagrodzenie za pracę albo inne należności przypadające współmałżonkowi były w całości lub w części wypłacane do jego rąk."* No i czy to nie jest jawnie seksistowskie? Znajdź mi sąd który przyczepi się do baby która chce siedzieć w domu i już. Facet wiadomo ma zapierdalać i się nie lenić. *malzenstwo.wieszjak.pl/prawa-i-obowiazki-malzonkow/262327,Zaspokajanie-potrzeb-rodziny-obowiazkiem-kazdego-z-malzonkow.html Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Statystycznie mężczyźni zarabiają więcej 10.05.11, 06:53 urquhart napisał: > Znajdź mi sąd który przyczepi się do baby która chce siedzieć w domu i już. > Facet wiadomo ma zapierdalać i się nie lenić No tak - przecież baba 'siedzi w domu'. A całą resztę odwalają skrzaty domowe :) Taka Urquhartowa bajka :D Odpowiedz Link
urquhart Re: Statystycznie mężczyźni zarabiają więcej 10.05.11, 07:35 mujer_bonita napisała: > > Facet wiadomo ma zapierdalać i się nie lenić > No tak - przecież baba 'siedzi w domu'. A całą resztę odwalają skrzaty domowe : > ) Taka Urquhartowa bajka :D A jak tam ma się wątek hipokryzji w twojej bajce o równouprawnieniu :) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Statystycznie mężczyźni zarabiają więcej 10.05.11, 08:41 urquhart napisał: > A jak tam ma się wątek hipokryzji w twojej bajce o równouprawnieniu :) Ma się bardzo dobrze. Mój świat po prostu nie zatrzymał się na etapie jaskiniowców jak Twój :) Odpowiedz Link
grosz-ek Re: Statystycznie mężczyźni zarabiają więcej 10.05.11, 10:57 Kodeks rodzinny i opiekuńczy został uchwalony w 1964 r, za głębokiej komuny. Wtedy praca była obowiązkiem, a nie przywilejem - jak w dzisiejszych czasach. Niemniej, fajnie się czyta kwiatki z minionej epoki. Ciekawe, jak się egzekwuje taki wyrok - sąd od razu wskazuje gdzie pozwany ma pracować? Odpowiedz Link
urquhart Re: Statystycznie mężczyźni zarabiają więcej 12.05.11, 07:52 grosz-ek napisał: > Kodeks rodzinny i opiekuńczy został uchwalony w 1964 r, za głębokiej komuny. Wt > edy praca była obowiązkiem, a nie przywilejem - jak w dzisiejszych czasach. A jak jest dziś z alimentami myślisz? Sąd nie wnika, dlaczego facet nie ma pieniędzy tyle ile oczekuje partnerka, zakłada że mężczyzna w odróżnieniu od kobiety zawsze może podjąć lepszą pracę lub wziąć drugi etat :) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Statystycznie mężczyźni zarabiają więcej 12.05.11, 08:25 urquhart napisał: > A jak jest dziś z alimentami myślisz? Sąd nie wnika, dlaczego facet nie ma pien > iędzy tyle ile oczekuje partnerka, zakłada że mężczyzna w odróżnieniu od kobiet > y zawsze może podjąć lepszą pracę lub wziąć drugi etat :) Owszem - wnika. Średnie zasądzone alimenty w Polsce są żenująco niskie - niecałe 500zł. Średnie!! Większość DZIECI dostaje mniej. O ile w ogóle dostaje. A sąd owszem bierze pod uwagę możliwości zarobkowe. Jak tatuś się dzieckiem nie interesuje, to zająć się nim musi matka i nie bardzo ma możliwość drugiego etatu. Olewający tatuś - jak najbardziej. Zejdź na naszą Polską ziemię Urquhqrcie. Hamerykańskie filmy to nie u nas :) Odpowiedz Link
urquhart Re: Związek a obowiązek zaspokajania potrzeb? 09.05.11, 22:52 mujer_bonita napisała: > Jaki brak równouprawnienia??? A to przepraszam prawo mówi 'Mężczyzna ma obowiąz > ek zarabiać' czy 'KAŻDY z małżonków ma obowiązek przyczyniania się do zaspokaja > nia potrzeb rodziny??? To mniej więcej takie równouprawnienie w prawie jak pocieszenie że jak żona bez jego zgody go przymusi do seksu to możne zgłosić gwałt na policji :) Cały posterunek miałby ubaw na długo... Odpowiedz Link
xciekawax Re: niezaspokojony partner 09.05.11, 23:08 Ja uwazam ze zaspokajanie partnera to wazna sprawa. Przeciez gdy kogos kochamy, lub przynajmniej lubimy to chcemy wiedziec co sprawia takiej osobie przyjemnosc - i ta przyjemnosc sprawiac. Dla mnie latwo to mowic bo mam spore libido ;) Mojemu ex-mezowi prawie nigdy nie powiedzialam "nie", ale i tak zdradzal. Obecny partner ma libido rowne z moim, ale moze dlatego ze jest mlodszy. Kto wie jakby to wygladalo za pare lat. Odpowiedz Link
klawiatura_zablokowana Powrót obowiązku małżeńskiego? 09.05.11, 23:47 > czy czujecie sie odpowiedzialni za zaspokajanie swojego parnera? Rozumiem, że rozmawiamy o sytuacji, gdy partner ma odcięte obie ręce, stan zdrowia nie pozwala uprawiać normalnego seksu i do naszych obowiązków należy zaspokojanie go manualnie i oralnie, bo sam nie da rady? Można ewentualnie podpisać umowę-zlecenie na zaspokajanie i wtedy będzie to w obowiązkach służbowych. We wszystkich innych sytuacjach nie widzę innego układu niż wzajemne zaspokajanie we współdziałaniu, poprzedzonym adekwatną komunikacją. I nikt nie jest za żadne zaspokajanie odpowiedzialny, bo o jakość życia seksualnego i obopólną satysfakcję starają się obie strony - dla dobra partnera, siebie, związku. czy uwazacie, > ze jesli go nie zaspokajacie on ma prawo szukac tego na boku? Tak, ma takie samo prawo jak do zaparkowania auta na trawniku, kiedy parking jest zapchany. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Powrót obowiązku małżeńskiego? 10.05.11, 00:38 > Można ewentualnie podpisać umowę-zlecenie na zaspokajanie i wtedy będzie to w o > bowiązkach służbowych Swoją drogą jak czyta sie takie posty to człowiek zaczyna rozumieć te wszystkie kobiety, które seksu nie lubią:-) Odpowiedz Link
n.wataha Re: Powrót obowiązku małżeńskiego? 10.05.11, 09:41 TAK - CZUJĘ SIĘ ODPOWIEDZIALNY ZA ZASPOKOJENIE MOJEJ PARTNERKI! Bo właśnie to nakłada na mnie nie tylko obowiązek małżeński, ale chęć bycia razem. Jeśli bez pruderii mówimy, że mężczyzna powinien czuć się odpowiedzialny za swoją rodzinę, to czemu niby to kochanek powinien poczuwać się do odpowiedzialności za zaspokajanie seksualne mojej żony - A NIE JA? Odpowiedz Link
n.wataha Re: Powrót obowiązku małżeńskiego? 10.05.11, 09:43 c.d. i powinno to działać wobec obu uczestników związku. Żona również jest odpowiedzialna za zaspokajanie potrzeb seksualnych partnera. Jeśli jedna ze stron zawala ten obowiązek, to zawsze będzie to zły związek. Wiem, że wielu mężczyzn czuje się odpowiedzialnych wyłącznie za zaspokajanie samego siebie. Ale cóż, narcyzów w żadnym społeczeństwie nie brakuje. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Powrót obowiązku małżeńskiego? 10.05.11, 17:02 > TAK - CZUJĘ SIĘ ODPOWIEDZIALNY ZA ZASPOKOJENIE MOJEJ PARTNERKI! I nie ma znaczenia jakie ona ma te potrzeby? Zrobiłbyś dla niej wszystko? A gdyby kręciło patrzenie jak jesz jej kupę? Albo seks w trójkącie z sąsiadem? A gdyby oczekiwała, że facet ma jej zapewnić życie na wysokim poziomie finansowym to czuł byś się w obowiązku? Bo ja na forum zauważyłam raczej umniejszanie przez facetow potrzeb kobiety... Tak właściwie to kobieta powinna oczekiwać tego, czego oczekuje pan i władca:-) Odpowiedz Link
n.wataha Re: Powrót obowiązku małżeńskiego? 11.05.11, 09:52 zakletawmarmur napisała: > > TAK - CZUJĘ SIĘ ODPOWIEDZIALNY ZA ZASPOKOJENIE MOJEJ PARTNERKI! > > I nie ma znaczenia jakie ona ma te potrzeby? Zrobiłbyś dla niej wszystko? A gdy > by kręciło patrzenie jak jesz jej kupę? Albo seks w trójkącie z sąsiadem? A gdy > by oczekiwała, że facet ma jej zapewnić życie na wysokim poziomie finansowym to > czuł byś się w obowiązku? > > Bo ja na forum zauważyłam raczej umniejszanie przez facetow potrzeb kobiety... > Tak właściwie to kobieta powinna oczekiwać tego, czego oczekuje pan i władca:-) > > Zasadą udanego związku jest dobranie się partnerów pod kątem ich oczekiwań, potrzeb i wysokości libido. Twój przykład jest nieco za przeproszeniem z d. strony. Bo jeśli para dobrała się tak, ze rajcują ją te klimaty, to czemu nie? Ale tak samo dotyczy to bardzo wielu aspektów seksu. Choćby wiele razy poruszana tutaj kwestia częstotliwości baraszkowania. Jeśli jedno uwielbia kochać się codziennie, a drugie raz na kilka miesięcy, to tak samo będzie to nie udany związek, jak ten, w którym nie zaspokaja się potrzeb żony/męża. Facet fantazjuje, że kocha sie z 2 partnerkami na raz. Kobitka fantazjuje, że bzyka się z mężem i obcym facetem. Teraz pomyśl sobie, że po paru (parunastu) latach, gdy zaczyna powiewać nudą partner powie swojej partnerce (lub odwrotnie), że chciałby zrealizować to marzenie. Tylko, że jest to całkowicie nieakceptowalne przez drugą stronę. Więc albo proponująca/y będzie niezaspokojony w swoich marzeniach, albo zrani druga osobę, próbując za wszelką cenę wprowadzić w życie ten pomysł. Ale może po prostu już na początku, gdy jeszcze para nie podjęła decyzji o poważnym związku powinni byli uczciwie porozmawiać o swoich preferencjach, marzeniach czy skłonnościach? Ja wyszedłem właśnie z tego założenia i moja żona (już zanim stała się żoną) wiedziała co mnie rajcuje, a co nie. Ja wiedziałem również nieco o niej (niestety Wy kobiety macie wielkie trudności by wyartykułować swoje potrzeby, ale cóż, trzeba próbować aż do skutku). Dzięki temu wiemy, że w pewnych sferach nie przekroczymy granicy nie akceptowalnej przez drugą stronę. Ale wiemy również w jakich granicach się poruszać i jak może daleko sięgać nasza pikanteria. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Powrót obowiązku małżeńskiego? 11.05.11, 18:16 Czyli Ty i Twoja partnerka zdobyliście dużą samoświadomość jeszcze przed związkiem. Idealne dobranie (które przecież zdarza się rzadko) eliminuje prawdopodobieństwo późniejszych problemów:-) Problem polega na tym, że ta świadomość własnych potrzeb pojawia się często w czasie trwania związku. Czy wtedy można wymagać od partnera "dostosowania się"? To samo dotyczy sytuacji, gdy ktoś nie może znaleźć tego "ideału" i wiąże się z kimś, kto odbiega potrzebami... Jednak tu wcale nie chodzi o to, że "dla niej zrobiłbyś wszystko". To nie jest kwestia tego. To jest kwestia odpowiedniego dobrania się i nie dokładajmy do tego filozofii:-) Odpowiedz Link
n.wataha Re: Powrót obowiązku małżeńskiego? 11.05.11, 10:01 zakletawmarmur napisała: > Bo ja na forum zauważyłam raczej umniejszanie przez facetow potrzeb kobiety... > Tak właściwie to kobieta powinna oczekiwać tego, czego oczekuje pan i władca:-) Ja raczej zauważam (również z waszych -kobiet, wypowiedzi) coś całkiem odwrotnego. Że nie potraficie dzielić się z partnerem swoimi pragnieniami, oczekiwaniami. Z resztą rozumiem to, bo tak jak kilka kobiet napisało na tym forum, jesteście już od dzieciństwa programowane jak cyborgi, gdzie macie wpojone o czym rozmawiać, a o czym nie, co robić, a czego "nam kobietom nie wypada". Mężczyźni dzielą się jak i Wy, na egoistów, altruistów i tych pośrodku. Do egoistów nie trafisz w żaden sposób, nawet gdybyś mu "nie dawała" przez rok, to i tak oleje Twoje potrzeby i walenie wałkiem po głowie też nie pomoże. Ale masz też te 66%, które będzie starało się byś była szczęśliwa lub chociaż zadowolona z Waszych stosunków. Problem w tym, że jedni będą się starać do skutku, rozgryźć co w Was, "ukryte na samym dnie i przyklepane" siedzi. Czego oczekujecie, a inni w pewnym momencie stwierdzą, że to nie Wasze głęboko ukryte pragnienia, lecz po prostu nie macie żadnych pragnień. Podsumowując - to, że wiele z Was nie jest zaspokajanych w stopniu w jakim pragniecie, jest w dużej mierze winą Waszego wychowania, a przez to trochę Waszą winą, że z tego nie próbujecie się wyrwać, choć "w tym kaftanie" Wam niewygodnie. Odpowiedz Link
zakletawmarmur Re: Powrót obowiązku małżeńskiego? 11.05.11, 18:24 > Mężczyźni dzielą się jak i Wy, na egoistów, altruistów i tych pośrodku. Do egoi > stów nie trafisz w żaden sposób, nawet gdybyś mu "nie dawała" przez rok, to i t > ak oleje Twoje potrzeby i walenie wałkiem po głowie też nie pomoże. Ale ja wcaele nie uwazam, że "nie dawanie" jest sposobem na egoistę. Ja w ogóle nie zastanawiam się jak znaleźć sposób na egoistę bo ja jednak zbyt księżniczkowa jestem niż siostra miłosierdzia:-) Powiedziałabym raczej, że trzeba być dwa razy większą egoistką:-) > Podsumowując - to, że wiele z Was nie jest zaspokajanych w stopniu w jakim prag > niecie, jest w dużej mierze winą Waszego wychowania, a przez to trochę Waszą wi > ną, że z tego nie próbujecie się wyrwać, choć "w tym kaftanie" Wam niewygodnie. Nie zwalaj winy tylko na wychowanie. Nikt nie wychowywał by tak kobiet, gdyby nie było takiego zapotrzebowania... Odpowiedz Link
urquhart egoiści, altruiści i ci po środku 12.05.11, 08:17 n.wataha napisał: > Mężczyźni dzielą się jak i Wy, na egoistów, altruistów i tych pośrodku. I tu żeś gości utrafił w sedno. Faceci jako zbiorowość przyznają się do tego ze część facetów taka jest i nie identyfikują z leniami, egoistami, pijakami i resztą swołoczy. Kobiety, uważają jakoś że kobieta jako płeć są te lepsze, dojrzalsze, predestynowane do zaspokajania potrzeb, i jak coś nie gra to jest zawsze poświęcająca się i mniej lub bardziej wykorzystana przez z założenia egoistycznego mężczyznę. Mają na to nawet szowinistyczną ideologię :) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: egoiści, altruiści i ci po środku 12.05.11, 15:26 Faceci jako zbiorowość przyznają się do tego ze > część facetów taka jest i nie identyfikują z leniami, egoistami, pijakami i re > sztą swołoczy. Nie całkiem. Bronią swoich w bardziej pokrętny sposób - kolegę pijaka lub alkoholika nazywając "trochę imprezowym facetem", lenia zaś pechowcem, żeby tak polecieć po "męskich grzechach głównych". Tylko na agresję wobec kobiet są wyczuleni, fakt. > Kobiety, uważają jakoś że kobieta jako płeć są te lepsze, dojrzalsze, predestyn > owane do zaspokajania potrzeb, i jak coś nie gra to jest zawsze poświęcająca si > ę i mniej lub bardziej wykorzystana No, mniej więcej podobnie, jak i faceci mają dobre pojęcie o swoich braciach ;-) Kobiety bronią kobiet en masse, jak wy mężczyzn, natomiast co drastyczniejsze przypadki paskudnego zachowania swych sióstr piętnują tak, jak wy analogiczne zachowania u mężczyzn (np. przemoc w rodiznie lub wyjątkowo galopujący alkoholizm). > Mają na to nawet szowinistyczną ideologię :) No proszę, weź się już nie wygłupiaj... ;-P -- Ja nie interpretuję Biblii. I nie mam zamiaru czytać jej w całości. Zbyt krwawa i pełna odrażających moralnie (jak dla mnie) opowiastek. I choć rozumiem zjawisko przenośni, i wiem, że nie należy starych tekstów traktować dosłownie, to sądzę, że nie wszystkie żenujące wygłupy przodków da się wytłumaczyć odległością w czasie i przestrzeni. Odpowiedz Link
urquhart i antyfeminiści 12.05.11, 17:42 aandzia43 napisała: > > Mają na to nawet szowinistyczną ideologię :) > No proszę, weź się już nie wygłupiaj... ;-P Po męskiej stronie wzrasta i krystalizuje poczucie krzywdy i niesprawiedliwości, wobec jawnej dyskryminacji mężczyzn jako płci, razi to także coraz więcej kobiet. Zobacz jaki tekst w temacie spłodziła moja przyjaciółka: www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,9543381,Meska_defensywa.html Pozdr Odpowiedz Link
aandzia43 Re: i antyfeminiści 12.05.11, 20:27 Wzrasta poczucie krzywdy w niegłupich facetach, bo nie wszystko jest OK, bo nigdy nie jest tak, że wszystko jest OK. Świetnie to rozumiem. Uważam, że nic tak dobrze nie robi względnemu dobrostanowi obu stron, jak trzymanie ręki na pulsie i dyskretne, acz twarde, pilnowanie swoich interesów. I dlatego dobrze robią faceci, jeśli bronią praw ojców, mówią głośno o agresji kobiet itd. Nie brakuje też oszołomów, którzy poczucie krzywdy mają wdrukowane i wszędzie węszą jakieś spiski, a wszechświatowy spisek feminazistek wpasowuje się w ich zwoje mózgowe doskonale: "Tymczasem magazyn 'The Spearhead' jest napędzany nienawiścią sprawnie piszących antyfeministów. Jego lektura nie jest dla kobiet z wysokim ciśnieniem! Chcą zniszczyć system i zbudować nowy, nie wierzą, że feministki chcą być ich partnerkami. Ich zdaniem mamy władzę, która na razie doprowadziła Amerykę do kryzysu, i nic lepszego z tego nie będzie. Lubią analizować filmy i seriale takie jak 'Seks w wielkim mieście', doszukując się w nich dowodów na to, że kobiety wchodzące w męskie role społeczne i seksualne są skazane na samotność i porażkę. Ekstremalność tych panów mnie odstrasza i obawiam się, że znam jednego z ich fanów z Polski. Korespondowałam z nim latem 2010 roku za pośrednictwem Facebooka. Pan Z. zaczął wysyłać mi groźby. Żądał mojego zniknięcia z telewizji, bo twierdził, że jestem wrogiem mężczyzn. Nie była to kulturalna wymiana poglądów. 'Przestańcie w kółko oczerniać facetów - pisał. - Odejdź, zniknij, zamilcz. (...) wybaczę ci, jak znikniesz, precz, klątwo stołeczna!' Po konsultacji z detektywem policji i wykluczeniem, że pan Z. może zjawić się z czarnym worem pod moim domem i wywieźć mnie do lasu, zbagatelizowałam jego wybuch nienawiści jako objaw frustracji lub choroby psychicznej. Kiedy jednak odkryłam goodmenowców i spearheadowców, poczułam, że ich świat nie jest aż tak odległy od naszego." Odpowiedz Link
urquhart Re: i antyfeminiści 12.05.11, 21:18 aandzia43 napisała: > Wzrasta poczucie krzywdy w niegłupich facetach, bo nie wszystko jest OK, bo nig > dy nie jest tak, że wszystko jest OK. Świetnie to rozumiem. He, he, jedynie w tych co dali się nabrać bajaniu o równouprawnieniu i tera budzą z ręka w nocniku :) Odpowiedz Link
aandzia43 Re: i antyfeminiści 13.05.11, 12:05 > He, he, jedynie w tych co dali się nabrać bajaniu o równouprawnieniu i tera bud > zą z ręka w nocniku : He, he, nie w tych, co się dali nabrać bajaniu o równouprawnieniu, bo niegłupi faceci dobrze wiedzą, że trzymanie bab na łańcuchu nie sprzyja satysfakcjonującym niegłupiego faceta relacjom w związku. Raczej w tych naiwnych, którzy nie trzymali ręki na pulsie i dlatego obudzili się z ręką w nocniku. Analogicznie wygląda to w sytuacji: wychodzi młoda naiwna za mąż w dawnych czasach lub w dzisiejszych w pewnych krajach lub kręgach, powierza naiwnie swoje życia ukochanemu w przekonaniu, że on wie najlepiej, co dla niej najlepsze, a potem jest przebudzenie i gorycz i tragedia. Dlaczego? Bo nikt (ani mężczyzna, ani kobieta, ani czarny, ani biały) nie jest dobrym, dającym szansę na szczęście, władcą absolutnym. Takie zjawisko nie istnieje. Władca absolutny uszczęśliwia tylko siebie i swoich przydupasów. Więc trzymajmy łapę na pulsie, pilnujmy swoich praw i nie dajmy sobie wejść na głowę. I nie dajmy też sobie wmówić, że fajnie to będzie dopiero wtedy, gdy ubezwłasnowolnimy partnera/partnerkę. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: i antyfeminiści 12.05.11, 23:18 urquhart napisał: > Po męskiej stronie wzrasta i krystalizuje poczucie krzywdy i niesprawiedliwości > , wobec jawnej dyskryminacji mężczyzn jako płci Już była o tym dyskusja. To nie dyskryminacja - to poczucie utraty władzy. Mniej więcej jak żal byłych właścicieli niewolników :) Odpowiedz Link
urquhart poprawny jest jedynie wizerunek uciśnionej ofiary 13.05.11, 06:45 mujer_bonita napisała: > Już była o tym dyskusja. To nie dyskryminacja - to poczucie utraty władzy. Mnie > j więcej jak żal byłych właścicieli niewolników :) Jeżeli już lubisz przykład niewolników w twojej fem-hipokryzji, to podobna sytuacja jest w RPA gdzie jak tylko czarni się dorwali do władzy od razu dyskryminują i inspirują akty przemocy na białych. A "postępowe" media nie chcą o tym pisać bo politycznie poprawny i jedynie słuszny jest wizerunek czarnego uciśnionej ofiary. www.rp.pl/artykul/357629.html "Murzyński Afrykański Kongres Narodowy niegdyś zwalczał dyskryminację rasową a dziś, gdy rządzi, stosuje dokładnie takie same metody. Niestety, wokół całej sprawy panuje zmowa milczenia – mówił w wywiadzie udzielonym „Rz” przedstawiciel afrykańskiej Solidarności Kobie de Villiers." Odpowiedz Link
mujer_bonita Kobieta zawsze winna! 13.05.11, 08:00 Taaa... kobiety dyskryminują facetów :) Jak to było w tej dyskusji o seksualnych cieniasach? Jakkolwiek mężczyzna nie spojrzy na problem - winna będzie kobieta :D Odpowiedz Link
urquhart Re: Kobieta zawsze winna! 13.05.11, 09:30 mujer_bonita napisała: > Taaa... kobiety dyskryminują facetów :) Jak to było w tej dyskusji o seksualnyc > h cieniasach? Jakkolwiek mężczyzna nie spojrzy na problem - winna będzie kobiet > a :D No proszę, tak sądzisz? :) Daj spokój, jesteś za inteligentna. Bo ja sądzę że swołoczy, patentowanych leni i seksualnych cieniasów równie dużo w sumie wśród mężczyzn jak i wśród kobiet. Nazwijmy ich po imieniu a nie że jeżeli kobieta to koniecznie uciśniona, a bo podejrzenie że ona wykorzystującą stroną w związku to automatycznie mizoginizm. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: Kobieta zawsze winna! 13.05.11, 10:08 urquhart napisał: > Bo ja sądzę że swołoczy, patentowanych leni i seksualnych cieniasów równie dużo > w sumie wśród mężczyzn jak i wśród kobiet. Proporcje są podobne - poziom samooceny diametralnie różny :) Odpowiedz Link
urquhart Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 08:39 Wracając do początku. Czy jeżeli taka babka Milska czy Perel opowiadają że w olbrzymiej cześci ochota na zespolenie z partnerem kobiet zależy od nastawienia, że trzeba myśleć o sobie jako erotycznym obiekcie, myśleć o seksie, ubierać choćby pod spód erotyczną bieliznę, nakręcać, zaczać od zmiany nastawienia to bredzą i stawiają jakieś uprzedmiotawiające kobietę wymagania? Czy jak istnieją leki które rozbudzą niskolibidowe kobiety jak flibanseryna* to i tak ważniejsza jest obrona prawa do braku ochoty? I dopiero wtedy można pytać: jak święte prawo do odmowy w łóżku i olania podjętych zobowiązań do utrzymywania więzi fizycznej ma się do olania zobowiązania o wierności drugiej strony. *www.rp.pl/artykul/9141,392988_Pozadanie_w_pigulce.html ___ Każdy umie cierpieć – to ludziom przychodzi najłatwiej -najtrudniejszą i najambitniejszą rzeczą w życiu jest osiągnąć szczęście(P. Coelho) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 08:50 urquhart napisał: > Wracając do początku. Czy jeżeli taka babka Milska czy Perel opowiadają że w ol > brzymiej cześci ochota na zespolenie z partnerem kobiet zależy od nastawienia, > że trzeba myśleć o sobie jako erotycznym obiekcie, myśleć o seksie, ubierać cho > ćby pod spód erotyczną bieliznę, nakręcać, zaczać od zmiany nastawienia to bre > dzą i stawiają jakieś uprzedmiotawiające kobietę wymagania? To jest jawne nawoływanie do kupczenia tyłkiem. Sposoby na zmniejszenie u siebie poczucia bycia prostytutką :) Nastawienie kobiet do seksu bardzo często zależy od jakości partnera i związku. Bardzo chwielibyście panowie, żebyśmy same to sobie załatwiały ale to tak nie działa. Owszem - da się zamknąć oczy i myśleć o Anglii - to też jakieś 'nastawienie' ale bynajmniej zdrowe ono nie jest :) Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 11:50 Mujer, ja może i jestem zafiksowana na wizji "żebrzące WL stające na rzęsach żeby rozbudzić NL dysponujące łaskami" - wynika to nie tylko z własnej historii, ale i ze znajomości historii paru bliskich osób - no tak się akurat złożyło, że takich znajomych mam i takie historie znam. Ale Ty z kolei brzmisz mi, jakbyś w życiu miała do czynienia wyłącznie z przypadkami osobników WL ale za to WE, czyli zanudzających na śmierć rutynową rąbanką - na zmianę z jakimiś natrętnymi perwersami domagającymi się z upodobaniem na przykład obsługi a2m czy innych takich, co się większości kobiet z qrestwem kojarzą :) Żeby nie było: nie próbuję tu pojechać ad personam ani wyciągać z Ciebie cokolwiek na temat osobistych doświadczeń czy obserwacji. Może to tylko ja mam fiksację, a Ty po prostu jesteś bardzo empatyczna :) --- A w ogóle to jeżeli czyjeś NL wynika z faktu, że partner jest beznadziejny w łóżku i nie wie, oraz nie jest w stanie się nauczyć, gdzie nacisnąć, żeby zapiszczało - to ja takiego NL doskonale rozumiem, naprawdę :) Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 12:12 sea.sea napisała: > Żeby nie było: nie próbuję tu pojechać ad personam ani wyciągać z Ciebie cokolw > iek na temat osobistych doświadczeń czy obserwacji. > Może to tylko ja mam fiksację, a Ty po prostu jesteś bardzo empatyczna :) Jestem baaardzo empatyczna ;) To co piszę wynika z doświadczeń niedopasowania ale zupełnie innego wymiaru niż seksualny. I z doświadczenia wiem, że kompromis to piękna rzecz ale niestety często nierealna. Zbyt dużo kosztuje OBIE strony a w pół drogi to często miejsce, które nie satysfakcjonuje żadnej ze stron. Wiem też, jak bardzo w poczuciu krzywdy potrafimy nie widzieć drugiej strony. Bo dla nas pewne rzeczy są proste i oczywiste, a on/ona 'nawet tego nie zrobią'. Przestałam szukać winy w sobie, przestałam winić innych. W ogóle staram się widzieć coś w kategorii powodu/przyczyny nie winy. To nie rozwiązuje problemu ale pozwala opaść emocjom i pogodzić się z tym, czego zmienić nie możemy i w sobie i w drugiej osobie. Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 12:33 > I z doświadczenia wiem, że kompromis to piękna rzecz ale niestety często nierealna. No fakt. Ale mnie na przykład robi różnicę, czy ktoś się widocznie stara, czy nie. Nawet jeśli efektem jest identyczny brak efektu :) Naprawdę, mnóstwo niespełnień w każdej właściwie materii jestem w stanie znieść bez uszczerbku i żalu - pod warunkiem, że wiem że wynikają z "chciałem, ale nie wyszło" a nie z "nie zależy mi". Odpowiedz Link
urquhart problem starania się robi różnicę! 12.05.11, 12:40 sea.sea napisała: > No fakt. > Ale mnie na przykład robi różnicę, czy ktoś się widocznie stara, czy nie. > Nawet jeśli efektem jest identyczny brak efektu :) Kolejny raz mnie ujęłaś Sea. Sztandarowym używanym argumentem jest tu że ktoś może ciężko zachorować i bez seksu musiałby partner i tak wytrzymać. Ale różnica jest zasadnicza. To jak facetem który jest bez pracy i nie zaspokaja "słusznych ekononomicznych potrzeb rodziny" bo jest patentowanym leniem i opojem, albo bo jest chorym inwalidą - efekt ten sam a problem starania się robi różnicę! Odpowiedz Link
ciezka_cholera Re: problem starania się robi różnicę! 12.05.11, 13:53 Efekt starania się robi wielką różnicę, niestety na krótko! Na chwilę pomaga, tak jak podwyżka i słowa uznania w nudnej i niesatysfakcjonującej pracy, czujemy się dzięki niej ważni i docenieni, ale bardzo szybko problem powraca. Bez odcięcia źródła frustracji, będzie ona nadal narastać, co więcej będzie podszyta poczuciem winy, wszak nie możemy mieć pretensji do kogoś kto się stara. Ale niezaspokojona potrzeba będzie w nas tkwiła. I tak, uważam, że związki gdzie ważna potrzeba jest niezaspokojona bez winy drugiej strony są bardzo bardzo trudne i rzucałabym tak łatwo twierdzeniami, że same starania wystarczają i powodują powrót sielanki. One tylko na chwilę poprawiają samopoczucie. Jestem przekonana, że tam gdzie musimy zrezygnować z czegoś bardzo dla nas ważnego, gdzie przyczyna leży po stronie partnera, a winy jego nie ma w tym żadnej (np. jest bezpłodny), tam też kryją się ludzkie dramaty. Nie wiem dlaczego, tak trudno jest uznać, że czasem ludzie się źle dobiorą i nie ma w tym niczyjej winy i ich wspólną decyzją jest, że chcą dalej w takim związku trwać. Odpowiedz Link
sea.sea Re: problem starania się robi różnicę! 12.05.11, 14:07 Wiesz co, ja ogólnie wyznaję zasadę, że człowieka się nie da zmienić jeśli on nie odczuwa potrzeby - a często nie da się także jeśli tę potrzebę odczuwa. I faktycznie rozstanie, zamiast szarpania się na siłę, uważam za najsensowniejsze - i powodujące w ogólnym rozrachunku najmniej szkód - rozwiązanie. Ale ludzie nie zawsze chcą się rozstawać - np ze względu na dzieci czy jakieś tam inne wspólne sprawy /pomijam to, czy dla dziecka bardziej traumatyczny jest rozwód, czy patrzenie na sfrustrowanych rodziców żrących się o pryncypia - bo nie wiem/. I w tym jest właśnie zonk: jak przetrwać w takim związku? Odpowiedz Link
urquhart Re: problem starania się robi różnicę! 12.05.11, 14:16 sea.sea napisała: > I w tym jest właśnie zonk: jak przetrwać w takim związku? Chlać ? Odpowiedz Link
ciezka_cholera Re: problem starania się robi różnicę! 12.05.11, 14:24 sea.sea napisała: > I w tym jest właśnie zonk: jak przetrwać w takim związku? I to jest tzw dupa blada, albo jak mawiali klasycy - konflikt tragiczny. Obie strony mają swoje racje i żadna z tych racji nie jest obiektywnie mniej/bardziej ważna. I od uświadomienia sobie tego faktu rozpoczęłabym proces przetrwania. A dalej, to już co kto lubi: outsourcing, dawanie na siłę, trwanie w abstynencji, szukanie kompromisu, szukanie ekwiwalentów itd... Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: problem starania się robi różnicę! 12.05.11, 14:35 sea.sea napisała: > I w tym jest właśnie zonk: jak przetrwać w takim związku? Lata istnienia tego forum nie dały jeszcze odpowiedzi. Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 13:17 sea.sea napisała: > Ale mnie na przykład robi różnicę, czy ktoś się widocznie stara, czy nie. > Nawet jeśli efektem jest identyczny brak efektu :) To jest takie ładne okrągłe określenie 'widocznie się starać'. Wiesz co to znaczy? Dokładnie nic. Bo dla strony, której brakuje 'widocznie' zwykle jest wtedy, kiedy przestaje się męczyć. Mniej nie doceni. Nie zauważy, nawet jak dla drugiej strony to już ogromny wysiłek. Wiem to z własnego doświadczenia. Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 13:38 Moje doświadczenie mi wskazuje zupełnie co innego, chyba że masz na myśli jakiś abstrakcyjny przypadek, gdzie "staranie się" jest niemierzalne i nieweryfikowalne w żaden sposób. Co prawda nic takiego mi do głowy nie przychodzi, no ale to nie wyklucza istnienia takich opcji. Bo to o czym mówisz mi się kojarzy z relacją, gdzie obydwoje się mają nawzajem w dupie, mimo deklaracji, że jest inaczej - ewentualnie komunikują się w zupełnie różnych językach - bądź to, które oczekuje starań jest kamiennie i uporczywie roszczeniowe oraz nie widzi świata poza swoim pępkiem. Bądź też wyartykułowało oczekiwania względem celów, ale nie sprecyzowało "jak" [np: "chciałabym, żebyś więcej czasu poświęcał opiece nad naszymi dziećmi" jest bardzo nieprecyzyjne i ciężkie do rozliczenia jeżeli się nie powie wprost "fajnie by było gdybyś je kąpał i chodził na wywiadówki oraz w soboty zabierał na trzy godziny do parku" - to jest jak najbardziej weryfikowalne] Więc: czy ja mogę prosić o jakiś przykład? Odpowiedz Link
mujer_bonita Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 14:12 sea.sea napisała: > Więc: czy ja mogę prosić o jakiś przykład? (...) > Bądź też wyartykułował > o oczekiwania względem celów, ale nie sprecyzowało "jak" A jak sprowadzisz mierzalność w kwestiach seksualnych? Na przykład mąż powie 'chcę 3 razy w tygodniu'. Więc pani rozłoży nogi i będzie 'dawała' 3 razy. Dla niej to będzie wielkie poświęcenie a dla jej wysokolibidowego partnera żałosna namiastka, po której dojdzie do wniosku, że jak tak ma być, to woli wcale (potwierdzone doświadczeniami forum). I jeszcze raz - w przypadku dużych rozbieżności 'widoczne staranie' bardzo często leży już po za sferą możliwości drugiej strony co wynika wprost właśnie z tej dużej rozbieżności. Odpowiedz Link
kutuzow "You never go A2M" 12.05.11, 12:14 sea.sea napisała: ".... na zmianę z jakimiś natrętnymi perwersami domagającymi się z upodobaniem na > przykład obsługi a2m czy innych takich, co się większości kobiet z qrestwem koj > arzą :)" Piękna scena z Clerks 2 "w temacie": www.youtube.com/watch?v=VhWvuxMXlYk Odpowiedz Link
sea.sea Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 12:22 > WL ale za to WE NE miało być, oczywiście, o niskoerotycznych chodziło :) Odpowiedz Link
klawiatura_zablokowana Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 10:26 Nie wiem, jaki problem mają taka babka Milska czy Perel, ja tam nie czuję oporu przed założeniem (nie "ubraniem") pod spód sexy bielizny itp., to jest stawianie sprawy na głowie. Chodzi o to, żeby mieć motywację do zakładania pod spód tej bielizny i zaczepiania faceta erotycznie. Jak w związku wszystko gra, to takie inicjatywy wychodzą same z siebie. Nie trzeba w sobie zmieniać nastawienia ani "myśleć o sobie jako o erotycznym obiekcie", bo to się dzieje samo, adorowana kobieta tak myśli i tyle. Kobieta zaniedbywana w związku tak nie pomyśli, a nawet jak założy koronkowe majtki z dziurą, to jej się od tego w mózgu nie ptrzestawi, że jest boginią seksu, bo np. mąż dalej siedzi przy kompie, odwrócony do niej dupą. I w tym jest problem, a nie w fatałaszkach. Jak się druga strona nie stara, to nie sposób wykrzesać z siebie ochoty na seks. I żadne treningi "myślenia o sobie jak o erotycznym obiekcie" nie pomagają, co najwyżej mogą skierować naszą ochotę na inny obiekt w okolicy :> Odpowiedz Link
urquhart Re: niezaspokojony partner 12.05.11, 10:36 klawiatura_zablokowana napisała: > Jak w związku wszystko gra, to taki > e inicjatywy wychodzą same z siebie. Nie trzeba w sobie zmieniać nastawienia an > i "myśleć o sobie jako o erotycznym obiekcie A jak nie gra, to kto ma niby w obowiązku przerwanie spirali wzajemnego rozczarowania? > Jak się druga strona nie stara, to nie sposób wykrzesać z siebie ochoty na seks > . I żadne treningi "myślenia o sobie jak o erotycznym obiekcie" nie pomagają, c > o najwyżej mogą skierować naszą ochotę na inny obiekt w okolicy :> No i git! Ale żeby od razu ten inny obiekt przejął automatycznie obowiązki utrzymania więzi emocjonalnej i ekonomicznej. I tu wachlarz możliwości wyboru nagle się gwałtownie zmniejsza... Odpowiedz Link
klawiatura_zablokowana Re: niezaspokojony partner 16.05.11, 00:07 > A jak nie gra, to kto ma niby w obowiązku przerwanie spirali wzajemnego rozczar > owania? Oboje - w najlepiej pojętym własnym interesie. Odpowiedz Link
har_y Re: niezaspokojony partner 13.05.11, 00:52 witam wszystkich jestem tu nowy więc was jeszcze nie znam,jestem w pracy i mam chwilkę.dużo piszecie o niezaspokojeniu czy to partnera lub odwrotnie,napiszę wam moją historię.Jestem już w małżeństwie 11lat,mamy 2 dzieci,ostatnio żona mi wyznała że przed ślubem kochała się w innym facecie ale nie miała odwagi mu o tym powiedzieć , to była miłość platoniczna taka na odległość.Następnie pojawiłem się ja i do tej pory jestem.Wszystko byłoby ok.ale ostatnio mieliśmy większą kłótnie i oznajmiła mi, że mnie nie kocha tylko tego faceta, którego czasami widzę w sklepie ,bo mieszka w tym samym miasteczku ale dalej jest kawalerem. Powiedziała mi że wyszła za mnie tylko z rozsądku a nie z miłości,teraz żałuje tego i gdyby nie dzieci to rozwiodłaby się.Tak mnie to dobiło że od tamtego czasu ( 4tygodnie minęło ),mimo że śpimy w tym samym łóżku to nie mogę się do niej przytulić ani dotknąć chociaż czuję że ona by chciała i się przytula ale ja odwracam się tyłem i nic nie robię. Czy ktoś może mi coś doradzić co mam robić ? Odpowiedz Link
n.wataha Re: niezaspokojony partner 13.05.11, 09:45 har_y napisał: > witam wszystkich jestem tu nowy więc was jeszcze nie znam,jestem w pracy i mam > chwilkę.dużo piszecie o niezaspokojeniu czy to partnera lub odwrotnie,napiszę w > am moją historię.Jestem już w małżeństwie 11lat,mamy 2 dzieci,ostatnio żona mi > wyznała że przed ślubem kochała się w innym facecie ale nie miała odwagi mu o t > ym powiedzieć , to była miłość platoniczna taka na odległość.Następnie pojawiłe > m się ja i do tej pory jestem.Wszystko byłoby ok.ale ostatnio mieliśmy większą > kłótnie i oznajmiła mi, że mnie nie kocha tylko tego faceta, którego czasami wi > dzę w sklepie ,bo mieszka w tym samym miasteczku ale dalej jest kawalerem. Powi > edziała mi że wyszła za mnie tylko z rozsądku a nie z miłości,teraz żałuje tego > i gdyby nie dzieci to rozwiodłaby się.Tak mnie to dobiło że od tamtego czasu ( > 4tygodnie minęło ),mimo że śpimy w tym samym łóżku to nie mogę się do niej prz > ytulić ani dotknąć chociaż czuję że ona by chciała i się przytula ale ja odwrac > am się tyłem i nic nie robię. Czy ktoś może mi coś doradzić co mam robić ? Szczerze? Kobieta w złości potrafi ranić jak mało kto. Problem w tym żeby nie przejmować się tym co one potrafią wygadywać w czasie kłótni. Co ja bym zrobił? Myślę, że bym sobie zrobił małą zemstę za te słowa. Czyli po prostu zdradziłbym ją, ale nie po to by sie o tym dowiedziała, co to to nie. Wystarczyłaby mi wewnętrzna satysfakcja, że ona o tym opowiada (że wolałaby z tamtym), a ja to wprowadziłem w czyn. Wiem, jestem świnia, ale myślę, że moje samopoczucie jest równie ważne jak jej. Odpowiedz Link
n.wataha Re: niezaspokojony partner 01.07.11, 09:39 la_extranjera napisała: > czy czujecie sie odpowiedzialni za zaspokajanie swojego parnera? czy uwazacie, > ze jesli go nie zaspokajacie on ma prawo szukac tego na boku? Trudno tutaj mówić o "prawie". Bo jednak obiecywał jej wierność. Czy będzie szukał? To już zależy jak bardzo czuje się niezaspokojony. Jeśli permanentnie (to też dość subiektywne określenie, bo dla jednego permanentnie pojmie jako pół roku, inny dopiero po kilku latach, a jeszcze inny z bardzo wysokim libido, będzie się już starał zweryfikować swoją męskość, czy coś z nią jest nie tak, już po 2 miesiącach), to z pewnością będzie się rozglądał. Ale czy będzie do tego podchodził biernie czy czynnie?! Mężczyzna poprzez akt seksu potwierdza w pewien sposób we własnych oczach, że nadal jest męski. Jeśli ma "szlaban" ze strony żony na seks, to jego poczucie wartości często zaczyna szwankować. Zaczyna sobie roić we własnych myślach "co jest do cholery ze mną nie tak, że moja partnerka nie chce ze mną współżyć?". Od tego już krok do zdrady. Ale tutaj jeszcze potrzeba jednego elementu - okazji. Facet z zasady nie niszczy świadomie tego co do tej pory było dla niego najwyższą wartością, czyli nie inicjuje zdrady (choć od reguły zawsze są odstępstwa). Raczej pozwoli się uwieść, gdy takowa okazja się mu nadarzy. Dopiero gdy jego potrzeba zaspokojenia będzie już dość destrukcyjna "ruszy na łowy". Choć tutaj też część facetów wybierze raczej "bezpieczniejszy" sposób zaspokojenia, w postaci płatnej panienki. Tylko, że płatny seks z pewnością nie pozbawi go frustracji i destrukcyjnych myśli o sprawdzeniu się. To zapewnić mu może jedynie kochanka. I tutaj bardzo często kochanki popełniają poważny błąd, myśląc ze jeśli facet "postanowił z nimi być", a przy okazji opowiada im banały "jak to mu z żoną źle i chętnie by od niej odszedł", myślą że faktycznie jeśli pomiędzy nimi dobrze się układa, to mężczyzna faktycznie zostawi rodzinę/żonę i zwiąże się na stałe z kochanką. Nic bardziej mylnego. W zdecydowanej większości przypadków (co nawet psychologowie i seksulodzy potwierdzają) mężczyzna potrzebuje kochanki w 2 celach - by fizycznie odreagować sytuacje "postu" seksualnego oraz by potwierdzić w swojej świadomości, że "nadal jest do rzeczy w tych klockach". Jeśli kochanka jeszcze mu "cukruje" jaki to on jest wspaniały, jedyny, cudowny, to tym bardziej jego potrzeba docenienia/zauważenia/akceptacji jest w pełni zaspokojona. Żona jest szczęśliwa, bo mężowi przeszły humory i złe dni, a przy okazji mniej się jej narzuca. Mało tego, zaczyna jej czasami kupować bez okazji prezenty, kwiaty, bo wewnętrznie czuje, że jest wobec niej nie fair. Za to jakby mniej ciągnęło go do domu i rzadziej miał ochotę na rozmowy z żoną. Innymi słowy, o ile chodzi jeszcze po domu nabzdyczony jak indor, to znaczy, że jeszcze sobie nie przygruchał stałej kochanki (lub jakaś nie przygruchała jego). Ot i cała filozofia "niezaspokojonego partnera". Odpowiedz Link
sisi_kecz Re: Kwintesencja problemu :) 01.07.11, 10:40 palalalala napisała: > Zobaczcie, panowie doskonale sobie to już usprawiedliwili i opisali:' jakiś Roman napisał artykuł, zgarnął szmal i plus dla niego, bo nic odkrywczego tu nie ma. Identyczny wykaz można zrobić po stronie męskiej: pantoflarz, bałaganiarz, babiarz, tyran, świętoszek, itd. i podać to jako fakt, ktorym panie usprawiedliwiają swe zdrady. Chyba każdy wie, że robiąc skok w bok osoba zdradzająca w myślach się nie biczuje tylko tłumaczy swą przyjemność okolicznościami zewnętrznymi, szczególnie wadami stałego partnera. Eureka po prostu ;) Odpowiedz Link