n.wataha
09.06.11, 13:42
Kolejne wątki o "posusze"seksualnej w małżeństwie ostatnio nam obrodziły jak grzyby po deszczu.
Kobiety, które potrafią nie odczuwać potrzeby zabaw łóżkowych ze swoimi menami nawet po pół roku. Faceci, którzy stają na głowie by wyżebrać od żony ten upragniony seks, udający, że je zdradzą, wyjeżdżając samotnie na urlop, czy znikający z domu, by wreszcie żona przestała się czuć "panem i władcą" rozdającym nagrody w postaci bara bara.
A może inaczej być powinno?
Może zony, które nie mają tak dużych potrzeb seksualnych powinny po prostu zaakceptować, że seks wcale nie musi być zawsze romantyczny, wzniosły, uduchowiony. Że czasem po prostu dla samego oczyszczenia atmosfery powinny potraktować go jak rzemiosło i przespać się z mężem nawet jeśli nie mają ochoty?
A może jeśli tego nie potrafią po prostu zaakceptować i otwarcie facetowi powiedzieć, nie jestem w stanie się z Tobą dzisiaj kochać, ale nie będę miała nic przeciwko temu byś zrobił to z prostytutką?
Co Wy kobiety sądzicie o tak postawiony problemie rozładowywania napięcia w małżeństwie?
Nie byłoby to zdrowsze dla Waszych związków?