Dodaj do ulubionych

Fajnie, że jesteście

27.06.04, 01:36
Fajnie, że jesteście (chociaż to przykre dla nas wszystkich, że na takim
forum, a nie np. "Mój mąż (żona) chce całe noce" HA HA!!!). Ponieważ mam ten
sam problem przeczytałam wszyściutko co tu zostało napisane (chylę czoła za
poziom dyskusji) i po prostu muszę z kimś o tym pogadać, a nie bardzo jest z
kim (nawet najlepsi przyjaciele odpadają bo od nich słyszę teksty "ciągle się
kłócimy, on mnie nie rozumie itp. no ale w łóżku jest OK). U mnie jest bardzo
nie Ok w łóżku, natomiast w życiu codziennym całkiem dobrze (do niedawna).
Żebyscie mnie dobrze zrozumieli to muszę wyjaśnić, że dla mnie sex to znaczy
nie tylko łóżko, ale poprzez łóżko buduje się bliskość, czułość(taką zwykłą
codzienną), okazywanie zainteresowania i całe mnóstwo drobiazgów
skaładajacych się na niepowtarzalną atmosferę miłosci i intymności)- (to
wyjaśnienie dla tych, którzy mogą pomyśleć, że tylko o jedno mi chodzi). A
teraz do rzeczy. Mój mąż ostatnio ma ochotę (właściwie to nie wiem czy ma czy
tylko moje płacze i awantury powodują, że kończymy w łóżku)raz na miesiąc ,
dwa a nawet żadziej, praktycznie zawsze z mojej inicjatywy. Jesteśmy 13 lat
po ślubie i jak sobie dobrze przypominam to demonem seksu nie był nigdy (gdy
zamieszkalismy razem przed ślubem to pojawił się po raz pierwszy problem z
częstotliwościa, ale cóż byłam ślepo szaleńczo zakochana i sądziłam, że
wszystko jest do pokanania). Póżniej nie było źle (choć dla mnie wciąż troche
za mało jak na młode małżeństwo) ale jestem kobietą z inicjatywą i starałam
się jak mogłam, żeby pobudzić, rozpalić itp.Przy czym muszę oddać honor, jak
już było to z fajerwerkami i rewelacyjnie. Potem niestety częstotliwość
spadała na pysk, a od ok5 lat jest coraz bliżej dna. Zrobiłam chyba wszystko
co mogłam, były szczere rozmowy wyjaśnianie, co dla mnie znaczy bliskość
budowana w nocy i jak sie przekłada na to co w dzień, jak poczucie odrzucenia
wpływa na moją psychikę, były uwodzenia, świece, ostrzejsze filmiki, próby
odgadniecia lub wyciągnięcia z niego jakiejś fantazji, którą chętnie spełnię,
rozmowy z cyklu a może coś ci jest może chory, zbadaj cukier(cukrzyca źle
wpływa na potencję), było skupienie się wyłącznie na nim (postanowiłam
wyłącznie jemu robić "dobrze" przez kilka miesięcy i na różne sposoby, bo
może znudzony, że musi zaspokajać także mnie, było chyba wszystko co
kochająca i otwarta na wiele kobieta może zrobić, wreszcie była propozycja
rozwodu. Mój mąz nie widzi problemu, moje żale i pretensje (bo tak to się
wreszcie kończyło) były dla niego pretekstem do kierowania dyskusji w inną
stronę, wyciągania jakichś innych spraw i w efekcie wychodziło na to, że się
czepiam, nie wiadomo o co, była wielka awantura i tak naprawdę to wszystko
moja wina bo o coś się przypiep...a on mnie bardzo kocha i nie rozumie
dlaczego ja jestem taka świnia. Do pewnego momentu byliśmy wręcz
rewelacyjnym małżeństwem ale to jedno małe coś zaczęło być coraz trudniejsze
i przekładać się na resztę spraw. Nie bedę wam pisała o coraz większej
frustracji, depresjach, spadku poczucia własnej wartości nocach przeleżanych
obok kogoś zupełnie obojętnego("Ja cię kocham a ty śpisz" to dla mnie tytuł
innego filmu) itp. bo wiem, że wszystko to też znacie. Narastała we mnie
nienawiść do siebie za tę żebraninę o uczucia nienawiść do niego za to, że
wciąż go kocham a czuję sie odrzucona, spirala się nakręcała. Ostatnio
powiedziałam, że dłużej nie wytrzymam i chcę sie rozwieść nie po raz pierwszy
zresztą, ale po raz pierwszy tak stanowczo) i znowu usłyszałam , że nie
wiadomo o co mi chodzi, jestem wyrachowana (to akurat nie bardzo rozumiem-
zawsze zarabiałam więcej, utrzymam się sama więc nie ma mowy o jakimś
finansowym wykorzystywaniu), płacze i mówi,że on mnie kocha i nie odejdzie.
Właściwie często myślę o zwykłej, banalnej zdradzie, ale nie wiem czy
potrafię żyć w ten sposób.Problem polega na tym, że jeszcze ciągle go kocham,
jest wspaniałym ojcem, dziecko go uwielbia i nie chcę małemu zawalać świata.
I tak od kilku dni trwamy w stanie zawieszenia, ja nie śpię i mam ochotę
zabić siebie albo jego za to, że on śpi. Jest jeszcze cała masa innych
przemyśleń, ale już i tak pewnie nikt nie dotrwał do kańca, a jeśli ktoś
jednak dotrwał, to ciekawe czy jest w stanie jakoś ten węzeł rozplątać? Wiem,
że jeśli zdecyduję się jeszcze spróbowac to pozostaje ostatnia szansa- wizyta
u seksuologa. Mam do was pytanie- czy ktoś korzystał z takiej pomocy, w jaki
sposób to się mniej więcej odbywa i czy jest jakaś szansa, że taki ktoś
naprawdę może coś rozwiązać? Dla dociekliwych podpowiadam - m. jest chyba
zainteresowany sexem -czasami ogląda stronki x, -99% pewności, że nikogo nie
miał i nie ma, poród nie wpłynął negatywnie na moją fizjologię (pięknie
zrobiona cesarka), dziecka chcieliśmy oboje, ostatnim pasztetem i zaniedbaną
kurą domową nie jestem. Pozdrawiam Was serdecznie. Fajnie, że jesteście.(Za
ew. błędy i literówki przepraszam )
Obserwuj wątek
    • woman-in-love Re: Fajnie, że jesteście 27.06.04, 06:50
      Musisz być wspaniała dziewczyna. Przeczytałam to, co napisałaś trzy razy. Ani
      jednej literówki, czy błedu. Za co więc przepraszasz na końcu? Twój małżonek
      nieżle Cie zdołował, skoro nawet będęc w absolutnym porządku - PRZEPRASZASZ. To
      trochę tak, jakbys przepraszała, ze żyjesz. A co do samego tematu: poznałaś
      milion sposobów, które NIE DZIAŁAJĄ. Zobaczysz, ktoś kiedys będzie Cię bardzo
      kochał. Z zarzutem "wyrachowania" też sie spotkałam w swoim seksualnie
      nieudanym (a na zewnatrz rewelacyjnym) małżeństwie. Całą resztę mojego
      doświadczenia już opisałam na tym forum, więc nie będę powtarzać. Jeszcze
      poznasz, co to miłośc i rozkosz. Przyjdą same. Serdeczne pozdrowienia! w-i-l
      • woman-in-love Re: Fajnie, że jesteście 27.06.04, 10:23
        Jeszcze dodam, ze nie warto zdradzać tylko dla seksu albo w odwecie. Poczucie
        winy, kac moralny i jeszcze wiekszy dół, w efekcie TOTALNE ZWĄTPIENIE. Miłość
        przyjdzie nieoczekiwanie i wszystko zmieni bez żadnych wstepnych kalkulacji. To
        nieuniknione. A wtedy - idż na całość!
      • mikrosk Re: Fajnie, że jesteście 27.06.04, 12:42
        Bardzo mi miło, że ktoś o 6 rano czytał o moich problemach i to aż 3 razy
        (tylko nie wiem czy dlatego, że coś chaotycznie napisałam, czy w poszukiwaniu
        tych literówek). Jakąś zaćmę w kwestii błędów to ja mam nieraz niezłą (zdarzyło
        mi się w tekście, który miała przeczytać jakaś 1/5 kraju napisac "alkohol"
        przez ch - na szczęście ktoś w porę wyłapał). Normalnie raczej nie jestem
        osobą, która przeprasza, że żyje (te przepr. na końcu to raczej szacunek dla
        ew. czytelnika). Nie prę do przodu jak czołg ale jakoś tak się układa, że
        kariera kwitnie i doły domowe nie przekładają się na moje możliwości zawodowe
        (chociaż porcja jakichś endorfin, czy innego hormonu szczęścia na pewno podnosi
        poziom możliwości twórczych, no ale cóz!!!). Jeśli chodzi o zdradę to nie myślę
        o niej w kategoriach czystego rozładowania swoich napięć seksualnych, a tym
        bardziej odwetu. Chodzi raczej o potrzeby psychiczne, bycie zauważoną i
        dowartościowaną przez kogoś, kto potrafi docenić co mam do zaoferowania nie
        tylko w łóżku. No ale szybki skok w bok tego nie załatwi (cholera, a może choć
        trochę na takim najprostrzym poziomie jednak załatwi?- chyba zwariuję), a
        poważniejszy związek - cóż chyba jeszcze się boję wszystkiego co jest z tym
        związane, mam ciągle nadzieję, że nie wszystko u nas stracone (chyba sobie
        mydlę oczy). Pozdrawiam, chyba będę tu często.
        • woman-in-love Re: Fajnie, że jesteście 28.06.04, 00:30


          > Bardzo mi miło, że ktoś o 6 rano czytał o moich problemach i to aż 3
          razy


          No to teraz o północy! Czytałam az trzy razy, bo opowiedziałaś mi moje
          własne zycie. Kiedy byłam żoną - marzyłam, żeby mąż poświęcił mi chć ułamek tej
          czułości, jaką miał dla swojego samochodu, którym n.b. nie pozwalał mi jeżdzić.
          Nie wiem, czy kiedyś wyzbęde sie tego żalu. Mam w tej chwili męzczyzne moich
          marzeń a mimo to siedze na tym forum i przeżuwam minione dzieje. Głębokie rany
          widac mi zadano (albo: pozwoliłam, by mi je zadano)
      • jacekkur Nie kadź dziewczynie, bo błędy jednak są... hahaha 16.07.04, 08:40
        A to bez znaczenia (tylko żart)
    • gomory Re: Fajnie, że jesteście 27.06.04, 11:18
      Jesli nie jestescie w stanie tego rozstrzygnac na etapie rozmowy (a nie
      jestescie), to idz do seksuologa. Ja nie moglem znalezc w swojej okolicy
      takiego o ktorym uslyszalbym pochlebne opinie, wiec wybralem sie do psychiatry.
      Uwazam ze warto bylo, choc jak na moje oko za malo sie skupil na mozliwosciach
      naprawy zwiazku, a zbytnio na podsuwaniu prostych rozwiazan zwiazanych z
      rozwodem. Rozmawialem ze znajomym ktory bral udzial w terapii rodzinnej.
      Najpierw byly toczone romowy oddzielnie (po kilka spotkan), po czym
      nastepowala "ostateczna" konfrontacja (w 3 bodajze spotkaniach). Znajomy
      twierdzil ze wiele mu to dalo, polepszylo to panujace miedzy nimi stosunki. Ale
      tam nie chodzilo o roznice w poziomie checi ;). Nie wiem jak jest z nimi
      obecnie, gdyz wyprowadzili sie do innego miasta.
      Zycze Tobie odmiany tej sfery zycia, tak czy inaczej. Na pocieszenie, ze swojej
      strony moge dodac ze jestem chodzacym okazem potwierdzajacym ze zwiedla sztuka
      kochania moze sie odrodzic :).
      • woman-in-love Gomory, cokolwiek sciemniasz... 27.06.04, 11:53
        czy Twoim lekarstwem nie była przypadkiem owa niespełna czterdziestka, której
        mąż nie lubi orala? (szukaj w watku "Uwielbiam...)
        • anula36 Re: Gomory, cokolwiek sciemniasz... 27.06.04, 12:00
          Gomory ma liczne lekarstwa:)
          Chcial sie tez zaprosic do jakiejs malolaty,ktorej chlopak pojechal na koncert,
          na ciasto:)
          • woman-in-love Re: Gomory, cokolwiek sciemniasz... 27.06.04, 12:09
            czyli niezły z niego kaznodzieja:"rób, jak mówię, nie rób - jak robię"! hihi
            • anula36 Wracajac do tematu 27.06.04, 12:39
              Przede wszystkim witaj na forum:) jak widac nie wszyscy na tym forum sie
              poddali i cierpia,czesc znalazla swoja droge i sposob na rozwizanei problemow.
              Przeczytalam twojego posta bardzo dokladnie. Problem mialam bardzo podobny tez
              zanik wspolzycia nieomal do zera co opocz znany ci doskanale objawow o tyle
              mnie dodatkowo frustrowalo i niepokoilo ze jak mojego ukochanego poznalam byl
              istnym seskualnym maniakiem:)
              Do seskuologa trafil sam. Mysle ze do dobrego przepytal na 10 strone zlecil
              badania podstawowe i na poziom testosteronu ( ktory okazal sie zatrwazajaco
              niski), przepisal co trzeba i jak tylko maszyneria zaczela dzialac jak trzeba
              od razu ilosc i jakosc seksu sie poprawila od razu.
              Z tego co piszesz twoj maz nigdy nie mial specjalnie rozbudowanych potrzeb
              seksualnych, moze dla niego ten 1 raz na miesiac czy 2 to norma? Moze ma jakies
              problemy ze wzwodem czy utrzymaniem wzwodu i boi sie niepowodzenia.
              Jak wiekszosc takich osob oczywiscie nie widzi problemu, czy w ogole wyraza
              chec wizyty u seksuologa?
              Mysle,ze dobrze by bylo gdyby na poczatek dotarl tam sama i mogl pogadac jak
              facet z facetem. A potem sie mozesz przylaczyc.
              Sprobowac warto, na pewno.
              Trzymam kciuki.
              Swoja droga ciekawe ze osoby ktore nie uprawiaja seksu wyobrazaja sobie ze ich
              partnerzy sa szczesliwi nei uprawiajac rowniez i moga tak zyc.
              Znalazlam ostanio w poratalu www.zdrowemiasto.pl rozmowe z jakims lekarzem,
              ktory wyraznie podaje biologiczne skutki braku seksu u kobiety i ze tzw.kurwica
              macicy nei jest wymyslem tylko faktem biologicznym.
              • mikrosk Re: Wracajac do tematu 27.06.04, 13:05
                Wiesz anulko ten poziom testosteronu to ciekawy pomysł. Problemów ze wzwodem
                raczej nie ma (było coś przez chwilę kiedyś, ale to raczej z powodu stresów w
                pracy) i ja nie robiłam z tego problemu, a raczej wykazałam dużo zrozumienia i
                starałam sie pomóc (na pewno nie dałam powodów do kolejnych stresów). Kiedyś
                jego potrzeby były jednak większe niż raz w miesiącu ( a nawet raz na kilka
                miesięcy jak to ostatnio bywa). Seksuologa jeszcze nie proponowałam (to nowy
                pomysł na ratunek) ponieważ powyższe problemy tak bardzo skomplikowały całą
                resztę między nami, że ostatnia awantura nie dotyczyła w żaden sposób już seksu
                ( a raczej jego braku). Jeżeli sprawy "wagi wyższej" jokoś się ułożą i się nie
                rozstaniemy to może ten testosteron. Na razie jest dno psychiczne. Dzieki, że
                jesteście pozdr.
                • anula36 Re: Wracajac do tematu 27.06.04, 13:31
                  Dlatego o tym trabie jak szalona, bo czasem okazuje ze sie ze duzy problem ma
                  niewielka i prosta przyczyne ktora latwo zniwelowac. W tym przypadku zazywaniem
                  syntetycznego testosteronu ktory kosztyje cos 12 zl, bo jets refundowany ( na
                  recepte).
                  z tego co powiedzial ten seksuolog wynikalo,ze poziom testosteronu czesto ulega
                  obnizeniu z powodu stresow,przemeczenia itp.
                  Niedobrze,ze tak wam sie pokomplikowany inne sprawy te "wagi wyzszej"
                  duzolatwiej cos zrobic z seksem kiedy reszta jeszcze jakos dziala, ale do tego
                  trzeba dobrej woli 2 osob. Ile tej woli w twoim mezu??
                  • mikrosk Re: Wracajac do tematu 27.06.04, 23:17
                    Ile tej woli w mężu to dobre pytanie. Problem polega na tym, że on nie widzi
                    problemu. Jak już lądowaliśmy w łóżku to było super i jemu się wciąż chyba
                    wydaje (po tylu rozmowach!!!), że to super raz na dłuuuugi czas to jest właśnie
                    super i jakoś nie może skojarzyć, że cała masa pretensji dotyczących dnia
                    codziennego wynika z tej ilości, bo nie oszukujmy się kobieta spełniona w nocy
                    może znacznie więcej wybaczyć w ciągu dnia ( wbrew stereotypom pod tym wzgledem
                    niewiele się różnimy od facetów). Żebym była dobrze zrozumiana oczywiście nie
                    chodzi mi wyłącznie o samą ilość zaspokojeń moich potrzeb seksualnych (od tego
                    w ostateczności mam wibrator), ale o całą sferę potrzeb psychicznych, które się
                    zaspokaja poprzez łóżkową bliskość. Ale mój m. ciągle nie potrafi powiązać dnia
                    z nocą i zrozumieć skąd moja frustracja, i coraz większa "czepliwość". Teraz to
                    już nawet nie poruszam tematu łóżka w kolejnych kłótniach, bo czułam się jak
                    żebrak i zaczełam już mieć myśli, że jak w końcu sie kochamy to pewnie dla
                    świętego spokoju (oczywiście jego). Nie wiem, ostatnio zaczęłam się
                    zastanawiać, że może on jest kompletnie niedojrzały emocjonalnie, tylko ja
                    byłam ślepa i sobie coś wymyśliłam, a tak naprawdę to zupełnie inny facet,
                    który nigdy nie dorósł i ciągle zabawki są dla niego ważniejsze (ma taką swoja
                    pasję, której poświęca dużo czasu i uwagi), a ja już nawet o to staję sie
                    zazdrosna. Przyjdzie zwariować. Pozdrowienia
                    • nastinka Re: Wracajac do tematu 28.06.04, 00:27
                      Hej,
                      dlugo juz walczysz?
                      Na pocieszenie Ci powiem, ze reakcja Twojego meża pt. "nie ma
                      problemu", "jestes przewrazliwiona" etc., to standart meskiego myslenia
                      (przepraszam wszytkich inaczej myslacych mezczyzn)
                      , ze kobieta ma taka psychikę, ze wszedzie widzi problemy, ktorych mezczyzna,
                      nawet pod lupa nie moze dostrzec...
                      Jesli mu zalezy na zwiazku, to w koncu do niego cos dotrze.
                      Do mojego dokarlo,
                      jest duzo lepiej...
          • gomory Re: Gomory, cokolwiek sciemniasz... 28.06.04, 07:07
            > Chcial sie tez zaprosic do jakiejs malolaty,ktorej chlopak pojechal na koncert, na ciasto:)

            Jesli bedziesz chciala mnie zaprosic na ciasto, to nie odmowie. Jesli bys miala obawy co do stosownosci mojego zachowania, moge sie zjawic z moja piekniejsza polowka.
            Zdarza mi sie zartowac w bardziej dwuznacznej formie, ale podciaganie tego pod molestowania to juz pachnie "amerykanskim ustawodawstwem" ;).
        • gomory Re: Gomory, cokolwiek sciemniasz... 28.06.04, 07:03
          > czy Twoim lekarstwem nie była przypadkiem owa niespełna czterdziestka, której
          > mąż nie lubi orala? (szukaj w watku "Uwielbiam...)

          Nie, to byla tylko moja proba na radzenie sobie z moim klopotem. Do tego niewiele majaca sie do mojego stalego zwiazku. Nie chce mi sie wdawac w szczegoly, ale w tym okresie w zasadzie przestalem mieszkac z malzonka.
    • net75 Re: Fajnie, że jesteście 15.07.04, 13:23
      Przepraszam za takich mezczyzn. Przepraszam bo sam jestem jednym z nich i
      niedawno dopiero do mnie to dotarlo. Juz wiem ile krzywdy wyrzadzilem, lacznie
      ze zdrada ktora objawila sie w zbyt silnym skoncentrowaniu sie na moim hobby i
      pracy jednoczesnie.
      Uczuciowo jednak pamietaj ze wcale nie musi byc tak ze on cie juz nie kocha.
      Moze Cie kochac calym sercem a mimo to nie przekladac tego na seks. Mysle ze
      rozmowa i szczerosc i otwarcie na sibie moze tu pmoc, ale obie strony musza sie
      otworzyc.
      I na koniec, blagam Cie. Nie zdradzaj. Kto tego nie przezyl, nie wie jakie to
      bolesne. Jezeli choc troche go kochasz to nie rob mu tego. To straszne
      przezycie, a niestety wiem co mowie.

      I dziekuje Ci mikrosk, wiesz za co...
      • woman-in-love Re: Fajnie, że jesteście 16.07.04, 14:22
        net75 napisał:


        > I na koniec, blagam Cie. Nie zdradzaj. Kto tego nie przezyl, nie wie
        jakie to
        > bolesne. Jezeli choc troche go kochasz to nie rob mu tego. To straszne


        Nie mogę sie powstrzymać przed słówkiem komentarza: a może to ty zdradziłes
        pierwszy odrzucając milośc swojej żony? Wyraznie widac, ze sam ją popchnąłes w
        ramiona przyjaciela. Wypij teraz piwo, którego nawarzyłeś.
        • net75 Re: Fajnie, że jesteście 16.07.04, 15:10
          Czy uwazasz ze zdrada moze byc wytlumaczona slabszym uczuciem, lub brakiem
          seksu?
          Zdrada to alamanie zasad zyciowych z powodu naglej utraty zaufania do osoby
          ktorej ufalo sie najbardziej.
          Nie twierdze ze jestem bez winy. Powiedzialbym nawet ze bardzo wiele we mnie
          winy. Ze przylozylem reke do tego co sie stalo w moim malzenstwie. Ale na Boga
          nie az tyle? Nie tyle zebym zostal tak bolesnie ukarany. U mnie bylo tak ze
          obie strony troche gdzies zagubily namietnosc i zar. Moze ja bardziej
          zawinilem, ale dopiero teraz zaczynam zdawac sobie sprawe, ze sam tez nie bylem
          kochany tak jak tego potrzebowalem.
          Mimo wszystkiego co tutaj od Was przeczytalem, wciaz obstaje przy tym, ze nie
          wolno zdradzac drugiej osoby. Lepiej odejsc nie raniac partnera zludzeniami o
          szczesciu ktorego nie otrzymuja, a wiec i nie daja.
          Nie usprawiedliwia sie, ale nie moge pogodzic sie z tak bolesna kara i
          konsekwencjami.

          I niech nikt, kto nie zostal zdradzony nie mowi "wiem jak to jest...". Nie wie
          i wcale nie zycze tej osobie zeby sie dowiedziala.
          • shiseido Re: Fajnie, że jesteście 16.07.04, 19:49
            To przykre, co powiem-i nie chce ta wypowiedzia deprecjonowac meskich uczuc-ale
            panowie sa zdobywcami,niestety.Ofiara upolowana i zaobraczkowana przestaje
            (czesto) byc wystarczajaco atrakcyjna-pod wieloma zreszta wzgledami,nie tylko
            seksualnie.Stad swiadomosc, ze "nasza wlasna,osobista kobieta" smiala nie tylko
            spojrzec na innego samca-na panow dziala wybitnie przygnebiajaco i
            rozwscieczajaco. Ktos smial tknac ich wlasnosc-wlasnosc, o ktorej sami
            zapomnieli lub odsuneli na daleki plan.
            Przezylam zdrade-nie wiem, czy konsumpcja nastapila-ale seks w tym przypadku to
            doprawdy nedzny szczegol.Choc biorac pod uwage, ze od lat sie nie kochamy-to
            pewnie tez by bolalo.
            Pisalam, ze mysle o zdradzie-a wlasciwie o soczystym,tresciwym seksie, nie
            wiem, czy mozna to nazwac zdrada?
            Rozmawialam o tym z Nim-nie podoba mu sie ten pomysl ale jednoczesnie nie robi
            niczego, by do tego nie dopuscic.Pies ogrodnika,niestety.
            Zrozum, dla kobiety jest wazna otoczka ekonomiczna-poczucie bezpieczenstwa
            mieszkaniowego i materialnego.Ale jeszcze wazniejsza jest
            akceptacja,zainteresowanie ze strony partnera-nie zycie razem choc osobno.
            Wiem, ze w moim zwiazku wiele do ratowania nie zostalo i czasem mysle, ze
            terapia wstrzasowa moze zdzialac cuda.W jedna lub druga strone.
            Pozdrawiam.
            • net75 Re: Fajnie, że jesteście 16.07.04, 22:01
              Ja to wszystko rozumiem. Teraz bardziej niz do tej pory. Ale nigdy nie bylem
              potworem. Nie bylo sytuacji zebym nie kochal sie z moja zona dluzej niz 3
              tygodnie. A zdradzony zostalem nie tylko fizycznie. I choc wiem ze to jest ten
              drugi mniej wazny element zdrady, to wyobraznia dziala i bol jest nie do
              zniesienia. Mysle ze zdrade uczuciowa latwiej zapomniec niz zdrade fizyczna,
              choc niesie ona ze soba wazniejsze wartosci.
              Wiem ze seks jest bardzo wazny (teraz bardziej niz kiedykolwiek), ale czy
              przychodzi Wam do glowy ze ktos moze kochac pelnia, akceptowac, wspierac i
              oddac swoje serce drugiej osobie, jednoczesnie ja porzadajac w pewnym sensie,
              ale nie czujac potrzeby do czestego seksu? Pomimo Waszych przeciwnych opinii
              twierdze ze to jest mozliwe.
    • jacekkur Napisz do mnie 16.07.04, 08:44
      To jest moim zdaniem temat, którego nie należy rozwadniać w forumowej dyskusji.
      Jeśli chcesz pogadać z kimś, kto w tej mierze ma spore doświadczenie, a poza
      tym patrzy na te kwestie z pozycji samca - to zapraszam.
    • mikrosk Re: Fajnie, że jesteście 17.07.04, 00:28
      Napiszę dzis króciutko, żebyście dalej nie musieli zastanawiać się czy mam
      zdradzać czy nie. Ja zawalczyłam jeszcze raz i teraz jest miesiąc miodowy-są
      uczucia, emocje i taki seks jakiego chyba jeszcze nigdy nie było (choć
      myślałam, że to niemożliwe). Mam nadzieję, że to nie będzie tylko miesiąc (hi
      hi), ale chyba wreszcie udało mi się coś przełamać w naszym związku i chyba na
      tyle skutecznie, że już nie doprowadzimy się do stanu kolejnego zakleszczenia.
      Jak bedę miała więcej czasu i ktoś będzie zainteresowany to napiszę coś więcej.
      Na razie pozdrawiam i życzę wszystkim "gorącego" lata.
      • woman-in-love Re: Fajnie, że jesteście 17.07.04, 06:51
        Hurra, Mikrosk!!! To ju drogi (po Marcinie)sukces na tym forum!!! I jak ja teraz wyglądam ze swoimi komentarzami??? Ehhh, nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Następnym razem ugryzę się w język, zanim komuś powiem: "pakuj się, szkoda czasu". GORĄCEGO LATA, JESIENI, WIOSNY I ZIMY :-))))))
    • mickey.mouse Re: Fajnie, że jesteście 17.07.04, 09:37
      Akurat to forum ma te szczegolna - na tle pozostalych - ceche, ze nikt tu nie
      obrzuca innych blotem, z drugiej jednak strony, nikt nie jest w stanie podac tu
      jakiejkolwiek konstruktywnej rady. Niemal wszyscy tu mamy podobny problem, a to
      ze tu jestesmy i piszemy tutaj, to wlasciwie jedynie wspieranie sie na duchu.
      Takie Towarzystwo Anonimowych Niezaspokojonych.
      • libressa Re: Fajnie, że jesteście 17.07.04, 18:58
        ...tez tutaj wpadam, pozdrawiam!
        :)
        Libressa
        ---
        Naturalność to bardzo trudna do utrzymania poza.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka