yoric 10.04.13, 12:47 www.alternet.org/sex-amp-relationships/orgasm-gap-real-reason-women-get-less-often-men-and-how-fix-it długie ale ciekawe Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 13:46 To może Autor executive summary... Wtedy m/w wiadomo czy warto wchodzić w długi tekst Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 13:50 A jeśli czas nie pozwala na przedstawienie executive summary długiej lektury, to jakiś highlight z tego tekstu warto zawsze dodać do gołego linku:) Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:15 Streszczam: Na początek artykuł obala mit, jakoby budowa kobieca sprawiała osiągnięcie orgazmu czymś trudniejszym i wymagającym więcej zachodu niż orgazm męski. Dane mówią, że podczas masturbacji kobiety dochodzą tak samo szybko , co faceci podczas stosunku, średnio w 4 minuty. Dalej mowa o tym, że kobiety rzadziej mają orgazmy (1 orgazm damski na 3 męskie), ponieważ bardziej skupiają się na dostarczeniu przyjemności facetowi, a to z kolei jest uwarunkowane kulturowo: orgazm męski jako ten ważniejszy i absolutnie podczas seksu niezbędny, a orgazm kobiecy jako cos w rodzaju efektu ubocznego, co nie jest potrzebne, by kobieta uznała seks za udany. Dalej parę diagramów, z których wynika, że im więcej pieszczot poza stosunkiem, tym bardziej rośnie szansa na orgazm u kobiety (oral zrobiony przez pana, samostymulacja itd) oraz że rośnie ona w przypadku stałego związku (albowiem przy jednorazowej przygodzie panowie kompletnie mają w dupie przyjemność kobiety). Konkluzja jest taka, że jeśli chcesz, by Twoja kobieta miała orgazm, to się postaraj. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:24 Dziękuję za summary. Pozostaje tylko wyjaśnić czy w tekście idzie o orgazm kobiecy w ogole czy o orgazm w stosunku dopochwowym (a co za tym czy mowa o masturbacji dopochwowej, czy łechtaczkowej?? - bardzo istotne rozróżnienie). Z mojego doświadczenia orgazm z językowego pieszczenia łechtaczki rzeczywiście łatwo regularnie uzyskać, i to w 4 minuty. A słuchajcie - automasturbacja dopochwowa vs. łechtaczkowa? Jaka jest łatwość uzyskania orgazmu w jednej vs. drugiej? Bo ja nie wiem, a wydaje się to bardzo ważne i dość naukowe porównanie. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:49 Chodzi o orgazm w ogóle, jakikolwiek. " A słuchajcie - automasturbacja dopoc > hwowa vs. łechtaczkowa? Jaka jest łatwość uzyskania orgazmu w jednej vs. drugie > j? Bo ja nie wiem, a wydaje się to bardzo ważne i dość naukowe porównanie." Nie wiem, czy są kobiety, które poprzestają wyłącznie na masturbacji dopochwowej. Wydaje się to bez sensu, skoro najlepszy efekt daje stymulowanie tylu partii , ilu tylko można. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:53 Ad. Nie wiem, czy są kobiety, które poprzestają wyłącznie na masturbacji dopochwowej. Wydaje się to bez sensu, skoro najlepszy efekt daje stymulowanie tylu partii , ilu tylko można. Dokładnie tak się obawiałem. I dlatego brak potencjalnie dość pomocnej w zrozumieniu sprawy wiedzy eksperymentalnej. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 15:14 Ad. "Na początek artykuł obala mit, jakoby budowa kobieca sprawiała osiągnięcie orgazmu czymś trudniejszym i wymagającym więcej zachodu niż orgazm męski. Dane mówią, że podczas masturbacji kobiety dochodzą tak samo szybko , co faceci podczas stosunku, średnio w 4 minuty. Dlaczego? Dlaczego tylko podczas masturbacji kobiety dochodzą tak samo szybko jak mężczyźni w trakcie stosunku, średnio w 4 minuty? Czy moglibyśmy zastanowić się nad tą kluczową kwestią, wyjaśnić? Moja hipoteza - doprowadzić K do O jest trudniej niż M, w trakcie masturbacji łatwiej o realizację recepty na orgazm danej K. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 15:33 . "Dlaczego tylko podczas masturbacji kobiety dochodzą tak samo szybko j > ak mężczyźni w trakcie stosunku, średnio w 4 minuty? " A czy to nie jest oczywiste? Jeśli się sama dotykam, to czuję , co mi to robi. Facet nie czuje, tak jak ja nie czuję jego, gdy mu robię loda. I też czasem muszę dostać instrukcje, że mocniej, czy wolniej, czy coś i podejrzewam, że gdyby on mógł sobie tego loda zrobić sam, to doszedłby ze 2 razy szybciej niż kiedy ja robię. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 15:39 rekreativa napisała: > . "Dlaczego tylko podczas masturbacji kobiety dochodzą tak samo szybko j > > ak mężczyźni w trakcie stosunku, średnio w 4 minuty? " > > A czy to nie jest oczywiste? Jeśli się sama dotykam, to czuję , co mi to robi. > Facet nie czuje, tak jak ja nie czuję jego, gdy mu robię loda. I też czasem mus > zę dostać instrukcje, że mocniej, czy wolniej, czy coś i podejrzewam, że gdyby > on mógł sobie tego loda zrobić sam, to doszedłby ze 2 razy szybciej niż kiedy j > a robię. > > Nie, TO nie jest aż tak oczywiste. Zauważ że nie piszą - i jak sądzę nie jest tak - że mężczyźni średnio dochodzą szybciej masturbując się niż w ramionach kobiety. Precyzyjnie - w stosunku płciowym z nią. 4 minuty średnio, podano, tyle mężczyźni z kobietą w stosunku... A panie na odwrót - same z sobą są szybsze niż z mężczyzną!! Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 15:40 Same z sobą są szybciej tam, niż z mężczyzną w całej gamie technik, nie tylko o stosunek chodzi. Odpowiedz Link
sea.sea Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 16:01 Z wypowiedzi na innym forum wynika, że kobiety znacznie częściej się przyznają do potrzeby ściśle określonej stymulacji, czasami bardzo, z przeproszeniem, upierdliwej dla partnera - w dodatku samo istnienie danego rytuału (nawet mało absorbującego), może być nużące dla współspacza, bo ile lat można dokładnie to samo i tak samo. Dlatego budzi mój wewnętrzny opór twierdzenie, że kobietę tak samo łatwo doprowadzić do orgazmu, jak mężczyznę. Owszem, zdarzają się panowie specyficznie uwarunkowani w tym kontekście, ale chyba jednak rzadziej. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 16:41 sea.sea napisała: > Z wypowiedzi na innym forum wynika, że kobiety znacznie częściej się przyznają > do potrzeby ściśle określonej stymulacji, czasami bardzo, z przeproszeniem, upi > erdliwej dla partnera - w dodatku samo istnienie danego rytuału (nawet mało abs > orbującego), może być nużące dla współspacza, bo ile lat można dokładnie to sam > o i tak samo. Dla mnie jedna z dwóch najciekawszych dla mnie wypowiedzi ostatnio na Forum Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 16:43 Ta druga to Starego Dziadygi cytowanego Partnera że orgazm się należy, to jest rzemiosło a nie sztuka love making. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 16:49 Więc ja od razu przywołam ten eksperyment i znane prawidło psychologiczne - otóż istoty przywiązują się najbardziej nie do pewnej, lecz do niepewnej nagrody. Dla poszerzenia pola dyskusji. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 16:50 No właśnie, miałam dopisać, że na orgazm w trakcie kontaktu z partnerem może mieć spory wpływ nastawienie psychiczne: kobieta masturbując się nie ma stresu, że to nudne, upierdliwe, może męczące, może nieprzyjemne dla drugiej strony i że już, zaraz trzeba dojść, bo partnera pewnie szyja boli. Powiem szczerze, że sama mam czasem taki problem przy oralu, zaczynam sie stresować, gdy to trwa dłużej, a wtedy szansa klapy wzrasta. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 16:59 Myślę że generalnie mamy ostatnio zbyt często problem perfekcjonizmu w seksie. Mnie się wydaje że perfekcjonizm więcej przeszkadza niż pomaga, choć oczywiście umieć coś warto. No ale to gnębienie się że coś tam - przyznam że na TYM polu nigdy; zawsze byłem luzakiem, artystą fuszerem, teraz to widzę i doceniam, i chyba do cholery nie stanę się self-conscious w alkowie po tych debatach tu. Zastanawiam się dlaczego one mówiły o mnie że świetny jestem, bo jak czytam forum to nie widzę tego swojego kunsztu Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 17:03 Byłem siłą natury, a nie doktorem orgazm Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 17:34 > Dlatego budzi mój wewnętrzny opór twierdzenie, że kobietę tak samo łatwo doprow > adzić do orgazmu, jak mężczyznę. Owszem, zdarzają się panowie specyficznie uwar > unkowani w tym kontekście, ale chyba jednak rzadziej. Rytuału? Bez przesady. To samo można by powiedzieć o mężczyznach, każdy z nich potrzebuje określonej stymulacji. Jeden woli mocniej, inny szybciej, trzeci woli być na górze - każdy człowiek ma swój sposób na orgazm. Tyle, że kobiety te sposoby respektują, a mogłyby stwierdzić co ty - ile do cholery można robić w kółko laskę, zakładać pończochy itp. Inna sprawa, że z powodu braku wiedzy niewielu ludzi w związkach się rozwija seksualnie - jeśli już znajdą receptę na satysfakcję - to ja rytualizują. Ale nie dlatego, że kobiety tego chcą - tylko dlatego, że jak już nauczą partnera jednego sposobu - to wola się go trzymać, bo a nuż znów zacznie chybione eksperymenty i trzeba będzie znów udawać?albo bawić się solo... Odpowiedz Link
sea.sea Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 17:51 > Rytuału? Bez przesady. To samo można by powiedzieć o mężczyznach, każdy z nich > potrzebuje określonej stymulacji. Jeden woli mocniej, inny szybciej, trzeci wol > i być na górze - każdy człowiek ma swój sposób na orgazm. Pozwolę sobie zacytować przykład, żeby było wiadomo o czym w ogóle mowa: "W moim przypadku właściwie każdy rodzaj stymulacji musi być ściśle określony. Jak mineta, to w jednym tempie + koniecznie przy tym stymulacja pochwy, w jedynym właściwym rytmie i sposobie. Jeśli palcami, to należy łechtaczki dotykać wyłącznie czubkiem jednego palca, zawsze z prawej strony. Jeżeli klasyczny stosunek - to zmiana pozycji musi następować według określonej kolejności, a sama penetracja musi być pod odpowiednim kątem i z odpowiednim nasileniem." I tu pytanie: powyższe to jeszcze preferencja, czy już może rytuał? Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 11:48 Nadal preferencja - bardzo niewiele kobiet i nieznacznie większa liczba mężczyzn ma tak dokładna wiedzę o sobie. I jest tu kilka różnych preferencji - nie jedna - które dodatkowo otwierają drogę do nowych wariantów. I za każdym razem seksualny wariant może być inny - przecież preferencja dotyczy tylko tego jak dojść do orgazmu. Więc seks może być bardzo różnorodny, a kobieta może mieć mimo to orgazm za każdym razem. Taka wiedza to bardzo dobra baza do rozwijania, odkrywania nowych satysfakcjonujących sposobów stymulacji - jak odkrywanie nowych smaków, gdy już się pozna ulubione. Wiele kobiet ma problem z tym, że partnerzy nie znają lub nie respektują preferencji partnerki, lub stosują te techniki, których nauczyli się przy innej partnerce. Najczęstszym chyba błędem jest zmiana tempa lub nacisku w fazie tuż przed orgazmem - wtedy zamiast tego uwalniającego od napięcia orgazmu - następuje jedynie rozczarowujące krótkie spięcie. Panowie miewają podobne odczucia, odnośnie postępowania partnerki przy finale i mówią o nich jeszcze rzadziej. Odpowiedz Link
kag73 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 05:11 loppe napisał: > Same z sobą są szybciej tam, niż z mężczyzną w całej gamie technik, nie tylko o > stosunek chodzi. Ja sie z tym nie zgadzam, zalezy od stopnia podniecenia i techniki. Odpowiedz Link
kag73 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 05:23 Nie, TO nie jest aż tak oczywiste. Zauważ że nie piszą - i jak sądzę nie jest t > ak - że mężczyźni średnio dochodzą szybciej masturbując się niż w ramionach kob > iety. Precyzyjnie - w stosunku płciowym z nią. 4 minuty średnio, podano, tyle m > ężczyźni z kobietą w stosunku... A panie na odwrót - same z sobą są szybsze niż > z mężczyzną!! Moim zdaniem odpowiedz jest bardzo prosta. Kobiety podczas masturbacji stymuluja dokladnie w okreslony sposob "to" co sprawia im najwiekszac przyjemnosc- lechtaczke. Podczas stosunku stymulacja lechtaczki jest tylko posrednia, stymulacja penisem podczas penetracji jest zupelnie inna, dlatego potrzeba wiecej czasu i ewentualnie dodatkowej stymulacji lechtaczki. Zauwaz, ze gdyby mezczyzna stymulowal kobiete (okolice lechtaczki) reka dokladnie tak jak robi to ona, to tez doszlaby w 4 minuty albo jeszcze szybciej :) Mezczyzni dochodza szybko podczas stosunku, bo to dokladnie taka stymulacja jakiej potrzebuja, zeby dojsc: kokretny uscisk i rposuwiste ruchy. Im glebsze ruchy tym szybciej facet dochodzi, kobieta wtedy ma raczej niewielkie szanse na orgazm. Odpowiedz Link
zawle Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 08:12 Orgazm...gdyby tylko o to chodziło, wszyscy skupialiby się przez 4 minuty na sobie. Dla mnie szkodliwe i niepotrzebne jest to ciągłe epatowanie potrzebą/koniecznością posiadania przez kobietę orgazmu. Gdyby orgazm był najistotniejszy to każdy robiłby sobie dobrze sam w rekordowo szybkim czasie. Kobiety naczytają się, że inne mają z mężem, a one nie i pojawia się płacz i wyrzuty które tu, na forum często słyszymy. On mi tego nie dał , nie potrafi, jest kiepski. Nie o orgazm chodzi, tylko o mnie, o niego, o nasze razem. Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 11:40 Gdyby orgazm był najistotniejszy to > każdy robiłby sobie dobrze sam w rekordowo szybkim czasie. Kobiety naczytają si > ę, że inne mają z mężem, a one nie i pojawia się płacz i wyrzuty które tu, na f > orum często słyszymy. On mi tego nie dał , nie potrafi, jest kiepski. Nie o org > azm chodzi, tylko o mnie, o niego, o nasze razem. Nie zgadzam się. Do łózka chodzę po orgazm i to po nie byle jaki. Owszem chodzę też po bliskość, po radość bycia razem, po wymianę, po to żeby dać siebie, ofiarować partnerowi seksualnemu przyjemność. Rzecz jednak w tym, że wszystko to powoduje tak zwane napięcie seksualne - bardzo przyjemne, gdy znajduje ujście, bardzo frustrujące gdy narasta - dniami, latami, miesiącami. Nie każdy orgazm uwalnia od napięcia seksualnego - szybki orgazm wywołany masturbacją (a taki jest najczęstszy schemat masturbacji) uwalnia bardzo rzadko. Mężczyzna, który nie potrafi ofiarować partnerce seksualnego spełnienia - jest dla niej źródłem frustracji. Kobiety często wolą się wyłączyć seksualnie - bo przestają wtedy odczuwać nierozładowane napięcie seksualne. Niestety niewiele kobiet wie, co może im przynieść uwolnienie od napięcia seksualnego, więc nie są w stanie nauczyć partnerów. Z kolei mężczyźni są przekonani, że zdrowej "normalnej" kobiecie spełnienie przynosi dokładnie to samo co im. stymulowanie partnerki uważają za upierdliwe, długotrwałe i niewygodne. Kobiety stymulujące mężczyzn rzadko skarżą się że to trwa za długo, było niewygodnie. U mężczyzn to stara śpiewka. Jeśli partner jest zniecierpliwiony - kobieta to wyczuwa - i orgazm - nawet ten minimalny oddala się o całe wieki. Niewielu panów potrafi naprawdę w seksie dawać. Odpowiedz Link
zawle Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 12:43 twojabogini napisała: Rzecz jednak w tym, że wszystko to p > owoduje tak zwane napięcie seksualne - bardzo przyjemne, gdy znajduje ujście, b > ardzo frustrujące gdy narasta - dniami, latami, miesiącami. U mnie to przebiega całkiem inaczej. Gdy nie mam przy sobie partnera, masturbacja załatwia sprawę, ponieważ napięcie nie może zostać w żaden inny sposób zneutralizowane ( celowo użyłam takiego słowa). Gdy jednak jest koło mnie mój mężczyzna, lubię czuć to napięcie. Niespełnienie mnie nakręca. Od niego zaczyna się zabawa. Wolę jeść niż się najeść. > stymulowanie partnerki uważają za upierdliwe, długotrwałe i niewygodne. Długotrwałe stymulowanie partnera również uważam za upierdliwe, niewygodne i zmechanizowane. Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 13:11 > Niespełnienie mnie nakręca. Od niego zaczyna się zabawa. Wolę jeść niż się naje > ść. Okej - rozumiem, też lubię ten stan. Ale niespełnienie trwające miesiącami i latami? Odpowiedz Link
zawle Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 13:22 twojabogini napisała: > Okej - rozumiem, też lubię ten stan. Ale niespełnienie trwające miesiącami i la > tami? No, na tak postawione pytanie nie ma innej odpowiedzi:) Odpowiedz Link
kutuzow Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 13:14 zawle napisała: > Długotrwałe stymulowanie partnera również uważam za upierdliwe, niewygodne i zm > echanizowane. Brawo zawle za odwagę napisania szczerze co myślisz. Popieram. Co innego długo pieścić osobę która właśnie zbliża się do kolejnej fali przyjemności, a co innego od 15 min pracować nad tym żeby na jej twarzy pojawił się jakikolwiek przejaw podniecenia. Przy założeniu, że partnerka ta sama, tylko dzień/moment nieodpowiedni i np. jest rozkojarzona. Tak samo w druga stronę, która z Was miałaby ochotę na 15 min loda widząc że partner nadal jest tak samo słabo rozgrzany jak na początku zabawy? Odpowiedz Link
zawle Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 13:28 kutuzow napisał: Tak samo w druga stro > nę, która z Was miałaby ochotę na 15 min loda Coś tam powinnam odpisać, ale powiem szczerze że zastanawiam się czy to dużo, czy mało. I zdałam sobie sprawę że ja nie mam pojęcia o ramach czasowych czegokolwiek związanego z seksem. Poza takimi ramami: mamy 15 minut na szybki numerek. Muszę zacząć to kontrolować;) Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 13:39 kutuzow napisał: która z Was miałaby ochotę na 15 min loda widząc że partner nadal jest tak > samo słabo rozgrzany jak na początku zabawy? Toż to gardziołko idzie sobie obetrzeć ;) Odpowiedz Link
zawle Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 13:56 Znam facetów którzy kobiecy orgazm traktują jak trofeum. Pompują nimi swoje ego. To nie moja bajka. Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 14:21 Szczerze? Wolę trafić na takiego, który traktuje mój orgazm jak trofeum, niż przekonanego, ze zadowoli mnie bliskość. Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 14:54 > Popieram. Co innego długo pieścić osobę która właśnie zbliża się do kolejnej fa > li przyjemności, a co innego od 15 min pracować nad tym żeby na jej twarzy poja > wił się jakikolwiek przejaw podniecenia. Przy założeniu, że partnerka ta sama, > tylko dzień/moment nieodpowiedni i np. jest rozkojarzona. Tak samo w druga stro > nę, która z Was miałaby ochotę na 15 min loda widząc że partner nadal jest tak > samo słabo rozgrzany jak na początku zabawy? Ale to chyba trzeba na głowę upaść żeby 15 minut stymulować oralnie partnera, który nie jest ani trochę podniecony. Po co? Równie dobrze można lizać ławkę albo banana. na partnerze wywrze identyczne wrażenie. To, że na poronosach to działa jako niezawodna gra wstępna i końcowa zarazem - nie oznacza, że sprawdzi się w życiu. Ja rozumiem że nagły i gorący oral potrafi spowodować wzrost podniecenia w sekundę - ale skoro widać, ze tak nie jest to po co męczyć siebie i partnera. Nie można najpierw go podniecić efektywnie, a nie lizać/ssać i sądzić ze to zastąpi grę wstępną. Swoją droga partner/ka poddająca się takim fajnym zabiegom tez musi mieć interesującą motywację...Moze liczy na to, ze w końcu ta ciamajda jakoś tam wpadnie na to jak to zrobić dobrze i efektywnie. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:09 15-minutowe stymulowanie oralne... Nigdy go nie doświadczyłem ani w jedna, ani w drugą stronę. Jakieś ślamazarne to się wydaje? Odpowiedz Link
sea.sea Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:12 Czemu ślamazarne? Mam przeczucie graniczące z pewnością, mimo niespoglądania na zegarek, że zdarzyło mi się być zarówno dawczynią jak i biorczynią kilkunastominutowego seksu oralnego, który był dynamiczny, entuzjastyczny i nikomu z uczestników się nie nudziło :)) Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:16 Dynamiczny i entuzjastyczny? Mnie po kilku minutach dynamicznego pieszczenia penisa chce się wytrysnąć, aż mnie boleć zaczyna jakby tak rozkosznie niby. Nie wierzę że facet może entuzjastycznie I DYNAMICZNIE nieślamazarnie 15 minut, poza tym który się zaraz zgłosi:)) Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:18 Ależ oczywiście, że może! Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:19 To z drewna ma ciosanego, nie zazdroszczę takiej wrażliwości Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:21 Powtórzę się, nie ma co dorabiać ideologii do krtótkodystansowości. Odpowiedz Link
yoric Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 16.04.13, 03:12 Wiesz, gdybym miał w łóżku paszteta, albo mentalnego paszteta, to też bym nie dążył do jakichś rekordów :). Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:41 Może,może. Tylko nie może być z tych szybkich, za to musi być wrażliwy na subtelne bodźce, a partnerka musi umieć wyczuć moment narastającego napięcia i umieć je z powrotem wycofać (żeby mężczyzna nie musiał zacząć myśleć o czymś nieprzyjemnym, jak niektórzy ponoć mają w zwyczaju) - wtedy można bawić się godzinami. Orgazm - z relacji kosmiczny - z obserwacji - zabawny (spektrum reakcji duże). Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:45 Tak. A to myślenie o nieprzyjemnych sprawach w trakcie miłosnego zjednoczenia, często wspominana metoda - to dla mnie Monty Python i jakiś samogwałt psychiczny, jakże pasujący do nowoczesnych czasów ha ha!! Odpowiedz Link
sea.sea Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:21 Może, może. Są egzemplarze które twierdzą, że nigdy lub bardzo rzadko dochodzą przy oralu. Wymagają ciut więcej wysiłku, ale za to potem są tak uroczo zdziwieni :] Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:30 Eee, czyli jacyś właśnie mało ekscytujący się seksem oralnym. Szkoda na takich czasu, prymittywów Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:32 ...boskim seksem oralnym w dupę niech sobie wsadzą! to ich ścieżka milosna Odpowiedz Link
urquhart Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 18:50 sea.sea napisała: > Może, może. Są egzemplarze które twierdzą, że nigdy lub bardzo rzadko dochodzą > przy oralu. Wymagają ciut więcej wysiłku, ale za to potem są tak uroczo zdziwie > ni :] To często manowce masturbacji i przyzwyczajanie się do charakterystycznego typu bodźca mocnego nacisku ręki na członka. Podobnie jest z paniami co przyzwyczają się do bodźców samodzielnego pobudzania łechtaczki. Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:37 > 15-minutowe stymulowanie oralne... Nigdy go nie doświadczyłem ani w jedna, ani > w drugą stronę. Jakieś ślamazarne to się wydaje? Ślamazarne? Doświadczyłam czynnie i biernie znacznie dłuższej stymulacji oralnej - i to było coś niesamowitego - odjazd. Polecam. Zastanawia mnie tylko po co stymulować w ten (lub inny) sposób partnera, któremu to wyraźnie nie przynosi satysfakcji i nie jest podniecony. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 12:07 Twój partner też uważa, że w seksie nie chodzi o orgazm? Odpowiedz Link
zawle Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 12:44 rekreativa napisała: > Twój partner też uważa, że w seksie nie chodzi o orgazm? Mój czy jego?:) Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 13:27 No Twój, Twój, bo piszesz, że orgazm nie jest istotny. To ciekawa jestem, czy Twojemu partnerowi zdarza się seks bez orgazmu i czy go to satysfakcjonuje. No chyba że to tylko kobiet miałoby dotyczyć. Odpowiedz Link
zawle Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 13:37 rekreativa napisała: > No Twój, Twój, bo piszesz, że orgazm nie jest istotny. > To ciekawa jestem, czy Twojemu partnerowi zdarza się seks bez orgazmu i czy go > to satysfakcjonuje. > No chyba że to tylko kobiet miałoby dotyczyć. No to zacznijmy od mojego. Ci którzy byli ze mną dłużej i znali moje zwyczaje, nie napinali się. Oni też czasami nie mieli orgazmów. I też się nie napinali:) Ale myślę że seksualność mężczyzn jest trochę inna niż kobiet i im te orgazmy były bardziej potrzebne. Chociaż potem trzeba było czekać na nawrót mocy twórczych. Ale jak mówię, niespełnienie mnie nakręca , więc generalnie jest oki. Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 14:25 Serio, uważasz, że mężczyźnie orgazm jest bardziej potrzebny niż mężczyźnie? Ojp... Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 14:26 Miało być mężczyźnie niż kobiecie... Odpowiedz Link
zawle Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 14:30 Na 100% nie wiem komu orgazm jest bardziej potrzebny. Wiem że mnie jajka nie bolą jak nie ma orgazmu:) Ja mogę się tylko wypowiadać za siebie. I nie myśleć że inni/inne mają tak jak ja. Mówię tylko że dla mnie orgazm nie jest celem. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 14:43 Słuchajcie, a jak to jest w świecie zwierząt? Samce i samice mają tam orgazmy? Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 15:02 Małpy i świnie podobno tak. Rzekomo gorące kotki - podobno nie. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 16:06 To jeszcze jedno pytanie. Skoro kobietom tak łatwo (4 min.) doprowadzić siebie do orgazmu, to dlaczego miałybyście tak wysoko cenić i domagać się orgazmu od faceta? Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 16:11 Odwrócę pytanie. Skoro mężczyzna nie doprowadza mnie do orgazmu to po co w ogóle mam z nim chodzic do łózka? Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 16:17 triismegistos napisała: > Odwrócę pytanie. Skoro mężczyzna nie doprowadza mnie do orgazmu to po co w ogól > e mam z nim chodzic do łózka? Oj....hm,,, Do sklepu przecież chodzisz mimo że niekoniecznie tam orgazm, albo do pracy. A po drugie, traktujesz mężczyzn tak instrumentalnie, tak....wąsko? Jako orgazmodawców tylko. A przecież sama możesz sobie zrobić. Więc po co w ogóle outsourcing? Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 17:16 Co za idiotyczne pytanie. Do sklepu chodzę na zakupy, do pracy zarabiać pieniądze. Jeśli cię to bardzo ciekawi mogę też udzielić informacji w jakim celu chadzam do toilet, albo do elektryka. Mnie z kolei nurtuje, czy ty wchodzisz do łóżka dla rozkoszy, czy tylko się poprzytulać? Odpowiedz Link
sea.sea Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 16:20 Bo orgazm samodzielny a orgazm uzyskany przy udziale partnera, to dwa zupełnie różne orgazmy. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 16:55 A po co Ty chcesz orgazmu od kobiety? Przecież też szybciutko sam se możesz zrobić. Odpowiedz Link
sabat-77 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:25 rekreativa napisała: > (albowiem przy j > ednorazowej przygodzie panowie kompletnie mają w dupie przyjemność kobiety). Nieprawda ! :D Raczej skłonny byłbym przyjąć, że niektórzy panowie ZAWSZE mają w dupie przyjemność kobiety, a niektórzy zaś - NIGDY, niezależnie od okoliczności. Trza umieć być dżentelmenem :P Co dla mnie skądinąd dziwaczne, panie zdają się jak pszczoły do miodu lecieć głównie do tych co tą przyjemność mają w dupie. Zawsze zdumiewała mnie powszechność dobierania sobie przez znane mi dziewczęta na partnerów krótkiego zasięgu facetów, których określiłbym mianem brutalnego, nieempatycznego kretyna. Taki wybór rzecz jasna musi skończyć się erotyczną katastrofą i nieeleganckimi komentarzami, o tym jakimi to świniami są faceci :P Odpowiedz Link
marek.zak1 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:44 Sabacie, facet który przyjemność kobiety ma w dupie nie jest brutalnym nieempatycznym kretynem, tylko egoistą. Pytanie dodatkowe, dlaczego Twoje koleżanki tak postępowały? Odpowiedz Link
sabat-77 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:51 marek.zak1 napisał: > Sabacie, facet który przyjemność kobiety ma w dupie nie jest brutalnym nieempat > ycznym kretynem, tylko egoistą. > Pytanie dodatkowe, dlaczego Twoje koleżanki tak postępowały? Moze podniecali je egoisci ? Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:51 "Raczej skłonny byłbym przyjąć, że niektórzy panowie ZAWSZE mają w dupie przyjem > ność kobiety, a niektórzy zaś - NIGDY, niezależnie od okoliczności." To z pewnością prawda. Niemniej badania z artykułu mówią, że jeśli chłop nastawiony jest na jednorazowe spotkanie bliskiego stopnia z panią, to mniej czasu poświęca na pieszczoty stref erogennych tejże pani, niż wówczas, gdy spotkanie uważa za pierwsze z cyklu. Odpowiedz Link
kutuzow randka jako "inwestycja" ? 10.04.13, 14:33 rekreativa bardzo fajne streszczenie. Jedna kwestia mnie tylko zastanowiła. Autorka piszę o tym jak to kobiety idące na przygodne bzykanko (hook-up), z góry zakładają że najważniejsza jest przyjemność mężczyzny, po czym w związku z tym samym mężczyzną (po kilku kolejnych takich spotkaniach) zmieniają podejście. Nie jest to tutaj napisane wprost, ale wg mnie z tego wynika że te spotkania to jest swoista "inwestycja" kobiety w upolowanie takiego kandydata jakiego chce. Na etapie "polowania" wszystkie wysiłki są bowiem skierowane na pokazanie ew. partnerowi wszystkich swoich zalet (czyli komunikat: będziesz miał ze mna zarąbisty seks, bo dbam o Twoją przyjemność). Później zaś gdy "ofiara" jest już upolowana, można zmienić strategię i upomnieć się o swoje. Ankiety były robione wśród studentów. Jak uwzględnimy dane z wcześniejszego art o tym, że "Sex jest coraz tańszy", który mówił o tym że rośnie liczebna przewaga studentek nad studentami. Potwierdzają się wtedy tamte informacje, że studentki coraz mocniej rywalizują między sobą o co ciekawszych/lepszych kolegów ze studiów. Jakość seksu na pierwszej i kolejnej randce jest dość mocnym orężem w tej walce. Odpowiedz Link
rekreativa Re: randka jako "inwestycja" ? 10.04.13, 14:55 " Na etapie "polowania" wszystkie wysiłki są bowiem skierowane na pokazanie ew. > partnerowi wszystkich swoich zalet (czyli komunikat: będziesz miał ze mna zarąb > isty seks, bo dbam o Twoją przyjemność). Później zaś gdy "ofiara" jest już upol > owana, można zmienić strategię i upomnieć się o swoje." No dokładnie, dokładnie. Faceci też tak mają. Na etapie polowania zawsze wypachniony i w ciuszkach modnych, a po zamieszkaniu razem wypełza z sypialni w poplamionym podkoszulku, który nosi od liceum :) Odpowiedz Link
kag73 Re: randka jako "inwestycja" ? 11.04.13, 05:05 Nie wiem jak maja inni. Na moich randkach seks sie wydarzal, niekoniecznie na pierwszej, ale stosunkowo wczesnie. Nie widzialam w tym zadnej inwestycji. Facet mnie krecil, podkrecal, dawalam sie uwiesc i ladowalismy w lozku, w zaleznosci od tego czy bylam mloda i niedoswiadczona czy tez pozniej z doswiadczeniem korzystalam z tego co oferowali sama niewiele wiedzac albo "mieszalam" rowno z nimi kiedy juz cos wiedzialam. I jak najbardziej chcialam miec z tego przyjemnosc. Osobiscie najwiecej "nauczylam" sie i najwiecej przyjemnosci mialam/mam w stalym zwiazku i w malzenstwie: duzo okazji, eksperymentowania, dobrej komunikacji, zainteresowanie partnerow moimi potrzebami i moja przyjemnoscia. I jeszcze dodam, ze za moich czasow:) dla wielu facetow liczal sie wyglad kobiety(figura), bo mezczyznie do podniecenia(przynajmniej na poczatku) wystarcza atrakcyjna partnerka, w razie czego "wszystko zrobi sam" byle tylko go dopuscic. Dodam, ze moje dane moga byc malo reprezentantywne, bo rzecz dziala sie w duzym zachodnim miescie gdzie przewazali faceci i jako kobieta mialam duzo mniejsza konkurencje niz np. w Polsce gdzie jakos tak bylo sporo kobiet, do tego aktrakcyjnych. Nie wiem czy lepsza w lozku ma wieksze szanse niz atrakcyjniejsza, zalezy pewnie od faceta, od okolicznosci i jego motywacji w wyborze partnerek do lozka albo do zycia. Argument o "tanim seksie" mnie nie przekonujuje, bo znam wielu facetow, ktorzy za seks placic nie chca. Zreszta co tu gadac, wiemy, ze to nie to samo. Odpowiedz Link
kutuzow "tanie seks" nie znaczy, że za pieniądze! 11.04.13, 10:27 kag73 napisała: > Argument o "tanim seksie" mnie nie przekonujuje, bo znam wielu facetow, ktorzy > za seks placic nie chca. Zreszta co tu gadac, wiemy, ze to nie to samo. Kag --> "tani seks" oznacza że facecji mają do niego dostęp znacznie szybciej niż kiedyś. Nie muszą za niego płacić. Nie mieszaj tych dwóch kwestii. Zobacz że sama napisałaś: "Na moich randkach seks sie wydarzal, niekoniecznie na p > ierwszej, ale stosunkowo wczesnie." oraz: "rzecz dziala sie w duzym > zachodnim miescie gdzie przewazali faceci i jako kobieta mialam duzo mniejsza > konkurencje niz np. w Polsce gdzie jakos tak bylo sporo kobiet, do tego aktrakc > yjnych. " Więc sama rozumiesz rolę konkurencji innych kobiet przy "polowaniu" na najlepsze męskie egzemplarze. Jeśli do tego uwzględnisz że w takich USA studentek jest obecnie więcej niż studentów (a było odwrotnie), to czynnik "konkurencji" zaczyna być istotny. W uproszczeniu pokażę Ci trend na linii czasu: Dawno temu facet miał seks po ślubie. Później jak sama pisałaś seks na jednej z pierwszych randek, teraz zaś często seks jest właśnie na pierwszej randce (o ile facet jest z tych wartych do upolowania"). Więc jak widzisz seks stał się coraz tańszy, facecji otrzymują więcej "w pakiecie" (kiedyś np. lody czy anal były domeną prostytutek) i mają większy wybór (kobiety przejęły pałeczkę "polujących" na co wartościowsze egzemplarze. Odpowiedz Link
altz Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 21:12 rekreativa napisała: > Streszczam: > Na początek artykuł obala mit, jakoby budowa kobieca sprawiała osiągnięcie orga > zmu czymś trudniejszym i wymagającym więcej zachodu niż orgazm męski. Dane mówi > ą, że podczas masturbacji kobiety dochodzą tak samo szybko , co faceci podczas > stosunku, średnio w 4 minuty. Mnie osobiście to nie dziwi. Jeśli jest więź między partnerami, partnerzy sobie pasują, nie ma strachu o ciążę, trudnych warunków itd, to kobiety z reguły nie mają problemów z szybkim osiągnięciem orgazmu, ani kilkoma orgazmami następującymi po sobie. Prędzej panowie sobie nie radzą w takiej sytuacji, bo mają za silne emocje, które utrudniają na początku satysfakcjonujące współżycie. > Dalej mowa o tym, że kobiety rzadziej mają orgazmy (1 orgazm damski na 3 męskie > ), ponieważ bardziej skupiają się na dostarczeniu przyjemności facetowi, a to z > kolei jest uwarunkowane kulturowo: orgazm męski jako ten ważniejszy i absolutn > ie podczas seksu niezbędny, a orgazm kobiecy jako cos w rodzaju efektu uboczneg > o, co nie jest potrzebne, by kobieta uznała seks za udany. Powiedziałbym, że przy dobrym partnerze na początku jest wręcz odwrotnie, są 3 orgazmy damskie i 1 męski. > Dalej parę diagramów, z których wynika, że im więcej pieszczot poza stosunkiem, > tym bardziej rośnie szansa na orgazm u kobiety (oral zrobiony przez pana, samo > stymulacja itd) oraz że rośnie ona w przypadku stałego związku (albowiem przy j > ednorazowej przygodzie panowie kompletnie mają w dupie przyjemność kobiety). Pewno przy jakimś przypadkowym seksie może tak być, że panowie nie przejmują się przyjemnością kobiety, ale nie chce mi się wierzyć, że to jest norma. > Konkluzja jest taka, że jeśli chcesz, by Twoja kobieta miała orgazm, to się postaraj. Prawda, ale nie zawsze się da to wykonać. Czasami ludzie się spotykają i mieszkają ze sobą, chociaż sami nie wiedzą, dlaczego siebie wybrali, prawdopodobnie nie znaleźli lepszego partnera. Znałem takie pary, większość z czasem się rozstaje w wielkim żalem. Trudno mówić wtedy o postaraniu się, jeśli państwo się sobie niezbyt mocno podobają. :-) Odpowiedz Link
kutuzow Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 14:15 Przyjrzałem się wykresowi na drugiej podstronie dotyczącego orgazmów osiąganych na kolejnych spotkaniach zakończonych seksem (nie wiem jak inaczej przetłumaczyć na polski hook-up). Te dane dotyczące mężczyzny wydają się jakieś zupełnie niewiarygodne. w czasie pierwszego spotkania który tutaj oznacza także stosunek (a nie zwykłą randkę!), tylko 31 proc facetów osiągnęło orgazm. Co z resztą? Bzykali ale nie doszli? Jakoś nie mogę tego pojąć. Drugi wykres, ten pokazujący jak na orgazm u kobiety wpływają różne techniki: sam stosunek, sam seks oralny, stosunek+oral, stosunek i masturbacja oraz cały "pakiet" wydaje się też dziwny. Jak sie przyjrzymy różnicy między drugą a trzecią kolumną (czyli róznica miedzy 1-2 "numerki" a "3 i więcej"), to się nagle okazuje, że mimo ogólnie występującego rosnącego trendu (im więcej spotkań seksualnych tym większa szansa na orgazm), tutaj nagle następuje spadek dla samego oral sex z 32% do 22%. Wcześniej zaś między 1 a 2 kolumną spada np. "stosunek i orla sex" z 37% na 29%. Trochę dziwne i moim zdaniem przypadkowe. To może być efekt źle zbudowanej ankiety. Odpowiedz Link
loppe Ważne wymiary kobiecego orgazmu 10.04.13, 14:41 1. regularność (najwyższa jest gdy 100 zbliżeń daje 100 orgazmów; trochę upraszczam bo możliwe jest więcej niż 100 orgazmow kobiecych w 100 zbliżeniach, ale wiecie o co chodzi) 2. częstotliwość (ile razy/rok) 3. moc (to czynnik jakościowy, nie ilościowy jak w pkt.1 i 2) 4.? Odpowiedz Link
loppe Re: Ważne wymiary kobiecego orgazmu 10.04.13, 14:51 I teraz powstaje np. takie pytanie co do 1. i 2. Czy lepiej mieć 20 orgazmów z 80 zbliżeń w ciągu roku, czy 19 orgazmów z 19 zbliżeń w ciągu roku... Przypuszczam że preferencje jak zwykle mogą być różne, ale może się mylę i jest to jakaś oczywistość? Odpowiedz Link
rekreativa Re: Ważne wymiary kobiecego orgazmu 10.04.13, 14:57 Jesli te wszystkie orgazmy są tej samej jakości, to wybieram opcję drugą: 19/19. Odpowiedz Link
loppe Re: Ważne wymiary kobiecego orgazmu 10.04.13, 14:58 rekreativa napisała: > Jesli te wszystkie orgazmy są tej samej jakości, to wybieram opcję drugą: 19/19 > . Czyli zbliżenia nie dające orgazmu mogą być traktowane przez część kobiet wręcz za mające ujemną wartość! Odpowiedz Link
rekreativa Re: Ważne wymiary kobiecego orgazmu 10.04.13, 15:04 Nie zawsze, nie każde, ale przy proporcjach, które podałeś: 20/80, jeszcze dajmy na to, w stałym związku? To katastrofa :) Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 17:25 Momentami zabawne, zwłaszcza to o nieprawdopodobieństwie orgazmu kobiety przy stosunku analnym. Dane o braku wiedzy o położeniu łechtaczki wydają się mocno przesadzone - 30% kobiet, 25% mężczyzn! - nie wierzę. Z samych przytoczonych danych wynika też, że kobiety są uzależnione od masturbacji, lub ich partnerzy nie mają pojęcia jak je zaspokajać. Stawiam na to, że kobiety są w większości skazane na masturbację, bo ich partnerzy nie potrafią lub nie chcą ich zaspokajać, a kobiety nie maja odwagi się tego domagać - czyli ogólnie się z artykułem zgadzam. 25 % kobiet regularnie szczytujących przy stosunkach - to dopiero obraz nędzy i rozpaczy. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 17:53 "Momentami zabawne, zwłaszcza to o nieprawdopodobieństwie orgazmu kobiety przy s > tosunku analnym" A co konkretnie jest w tym nieprawdopodobnego? Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 14:47 Z artykułu wynika, że jest to mało prawdopodobne z powodu położenia łechtaczki :) Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 20:10 twojabogini napisała: > Momentami zabawne, zwłaszcza to o nieprawdopodobieństwie orgazmu kobiety przy s > tosunku analnym. Seks analny, oczywiście przy jednoczesnen stymulacji łechtaczki daje bardzo wysokie prawdopodobie nstwo orgazmu. Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 14:58 > Seks analny, oczywiście przy jednoczesnen stymulacji łechtaczki daje bardzo wys > okie prawdopodobie nstwo orgazmu. Bez stymulacji łechtaczki też. Zresztą zarówno u kobiety jak i mężczyzny - tylko trzeba wiedzieć co właściwie się chce stymulować. Pornograficzny anal (ładowanie ile wlezie - że tak zreferuję) może dać najwyżej ból d. Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 16:18 Dla mężczyzny zwłaszcza! Znam kilku homoseksualistów, którzy twierdzą, ze dla mężczyzny nie ma nic przyjemniejszego niż bierny seks analny. Co ciekawe, twierdzą tak również tzw aktywni. Odpowiedz Link
yoric Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 18:45 Parę komentarzy. Generalnie całość dobrze ujęła Rekreativa. Mnie zaskoczyło, że to aż tak zależy od stażu w związku - psychoewo przewiduje coś innego (orgazmy z kochankiem - rozpłodowcem, nie mężem - dostarczycielem). Moją uwagę zwrócił jeden szczegół - w dużym stopniu przyczyną zależności może być niewyluzowanie kobiety, strach przed byciem ocenianą, zwłaszcza "że podczas orgazmu będzie się wyglądać nienaturalnie = źle". Poza tym warto zwrócić uwagę na rolę samostymulacji. Podobnie jak innych, zaskoczyło mnie wyjaśnienie o podejściu kobiet, że przy jednorazowych przygodach facet nie nastawia się na zaspokojenie kobiety. Albo mam(y) fałszywy obraz świata, albo jest różnica kulturowa. Co do seksu analnego, kobiety tutaj nie raz deklarowały autentyczną satysfakcję (nie wiem, czy orgazm) z tego rodzaju seksu. Odpowiedz Link
yoric Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 18:56 PS: ciekawe spostrzeżenie Kutuzova. Może była mała próba albo jakieś inne błędy. PPS: IMO ważne jest zdemitologizowanie orgazmu. Poświęca się mu za dużo uwagi. Efekt jest taki, że ona nie tylko chce, ale musi, bo on potem będzie pytał, będzie niezadowolony, że nie miała, itd. Zarówno partner, jak i przede wszystkim sama partnerka muszą dać jej się wyluzować i nie stawiać wymagań. Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 15:06 > PPS: IMO ważne jest zdemitologizowanie orgazmu. Poświęca się mu za dużo uwagi. > Efekt jest taki, że ona nie tylko chce, ale musi, Za dużo? Większość męzatek, ktore chcą sie rozwieść z przyczyn seksualnych robi to dlatego, że mąz nie potrafi dac im orgazmu. a kobiety chca go miecniezaleznie od tego czy sie o tym mowi czy nie - rozładowanie napięcia seksualnego to potrzeba ciała. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 18:58 "Podobnie jak innych, zaskoczyło mnie wyjaśnienie o podejściu kobiet, że przy je > dnorazowych przygodach facet nie nastawia się na zaspokojenie kobiety. " Ale co tu jest zaskakującego? To raczej logiczne: nie mam zamiaru tej laski więcej oglądać, więc nie zależy mi aż tak bardzo na pozostawieniu świetnego wrażenia. Facet, który wyrywa laskę w barze na jednorazowy numer nie robi tego, żeby jej sprawić przyjemność, tylko żeby sobie sprawić przyjemność, więc przyjemność kobiecie sprawi o tyle, o ile jemu to będzie potrzebne do satysfakcji. A z seksem analnym to chyba chodzi o to, że orgazm przez wyłączną stymulację pupy się nie zdarza. Odpowiedz Link
yoric Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 20:24 > Ale co tu jest zaskakującego? To raczej logiczne: nie mam zamiaru tej laski wię > cej oglądać, więc nie zależy mi aż tak bardzo na pozostawieniu świetnego wrażen > ia. tylko to trochę inaczej działa. Jeśli laska w ogóle jest warta wyrywania, to jest warta więcej niż jednego numerka. > A z seksem analnym to chyba chodzi o to, że orgazm przez wyłączną stymulację pu > py się nie zdarza. może i tak. Dlatego zrobiłem to zastrzeżenie. Chodzi bardziej o ton komentarza, który był taki lekceważący wobec tego rodzaju seksu. Odpowiedz Link
sabat-77 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 20:29 rekreativa napisała: > A z seksem analnym to chyba chodzi o to, że orgazm przez wyłączną stymulację pu > py się nie zdarza. Zdarza sie :) Odpowiedz Link
rekreativa Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 21:47 Miałeś? Bo że facetom się zdarza, to wiem. Ale nawet im dosyć rzadko. Odpowiedz Link
sabat-77 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 23:07 rekreativa napisała: > Miałeś? > Bo że facetom się zdarza, to wiem. Ale nawet im dosyć rzadko. Nie miałem. Wiesz, chyba chodzi przede wszystkim o pożądanie i ogromne podniecenie, jeśli jest odpowiednio wysokie, to mogą wystarczyć nawet delikatne bodźce. Jeśli partner długo gra pożądaniem, jest zabawa na zasadzie tease & denial - to na progu orgazmu już wystarczy byle co. Chociaż fakt, że to faceci z reguły się tak podniecają, jakoś nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której jakiś facet osobowo tak działa na kobietę, żeby ta spazmowała na jego punkcie. Kobiety mają z reguły o wiele mniejsze zainteresowanie mężczyzną i tutaj moim zdaniem kryje się odpowiedź, dlaczego tych kobiecych orgazmów jest znacznie mniej. Zwyczajnie, jest znacznie mniej szczerze pożądanych mężczyzn. Duża część to seksualnie obojętni "dobrzy tatusiowie", którzy nigdy tak na dobrą sprawę na dziewczynę nie działali. A co do mnie to niespecjalnie możliwe, bo ciężko tak mocno pożądać kogoś, do kogo odczuwa się silnie negatywne emocje. Przynajmniej mi jest trudno, co upewnia mnie w tym, że jednak masochistą nie jestem. Odpowiedz Link
yoric Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 00:12 > jakoś nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której jakiś facet osobowo tak działa na kobietę, żeby ta spazmowała na jego punkcie. a ja jak najbardziej. Nie tyle z doświadczenia, bo nie przypominam sobie sytuacji, żeby mi kobieta szczytowała od samego dotyku, ale tyle rzeczy widziałem, że jak najbardziej uważam to za możliwe... Odpowiedz Link
sabat-77 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 00:28 yoric napisał: > > jakoś nie umiem sobie wyobrazić sytuacji, w której jakiś facet osobowo ta > k działa na kobietę, żeby ta spazmowała na jego punkcie. > > a ja jak najbardziej. Nie tyle z doświadczenia, bo nie przypominam sobie sytuac > ji, żeby mi kobieta szczytowała od samego dotyku, ale tyle rzeczy widziałem, że > jak najbardziej uważam to za możliwe... Okej, załóżmy że to możliwe - ale pomyśl ile warunków musiałby spełniać taki facet, żeby działało ? Bogaty, uwodzicielski, inteligentny, przystojny, pięknie ubrany i pachnący, dowcipny, zaradny życiowo, sprawujący władzę, a w dodatku nieżonaty i nie posiadający dzieci. Jeśli jakikolwiek facet tego typu pojawiłby się na horyzoncie, to myślę, że niemal na 100% okazałoby się że jest gejem :) Odpowiedz Link
yoric Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 00:51 Co racja to racja. Chodzi mi raczej o ogólniejszą myśl, że faceci często nie doceniają kobiecego podniecenia - a to jednak potrafi być jak wulkan. Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 18:05 > Okej, załóżmy że to możliwe - ale pomyśl ile warunków musiałby spełniać taki fa > cet, żeby działało ? Twoja lista mnie ubawiła. Wystarczy jeden warunek - żeby wiedział co robi, był otwarty na partnerkę oraz miał jaka taka znajomość anatomii (no dobra trzy warunki). Wtedy może być biedny, zarośnięty i pijany oraz mieć tuzin dzieci,oraz trzy zony i sześciu kochanków. I trypla. Odpowiedz Link
sabat-77 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 18:32 twojabogini napisała: > > Okej, załóżmy że to możliwe - ale pomyśl ile warunków musiałby spełniać t > aki fa > > cet, żeby działało ? > > Twoja lista mnie ubawiła. Wystarczy jeden warunek - żeby wiedział co robi, był > otwarty na partnerkę oraz miał jaka taka znajomość anatomii (no dobra trzy waru > nki). Wtedy może być biedny, zarośnięty i pijany oraz mieć tuzin dzieci,oraz tr > zy zony i sześciu kochanków. I trypla. Do seksu najpierw musi dojsc, a takiego zadna baba nie dopusci. Odpowiedz Link
twojabogini Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 18:02 > Nie miałem. > Wiesz, chyba chodzi przede wszystkim o pożądanie i ogromne podniecenie, jeśli j > est odpowiednio wysokie, to mogą wystarczyć nawet delikatne bodźce. ja o tym jak zrobić dobrze mężczyźnie-analnie dowiedziałam się z brytyjskich stron dla gejów, polecam, działa. Jednak jak dotąd tylko jeden mój partner nie miał oporów przed tym, aby takiej stymulacji doświadczyć. Na ile się zorientowałam chodzi o jakieś lęki i fobie na tle homoseksualizmu - powiązanie analu z homoseksualizmem. Co zabawne, ci sami panowie lubili anal w wersji czynnej z kobietą i tu oporów nie mieli. Anal dla kobiety to osobna sprawa i chyba najfajniejsze są praktyki tantryczne, delikatność oraz aktywność kobiety, nie mężczyzny. ale to subiektywny osąd. Odpowiedz Link
sb_slav Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 16.04.13, 00:05 Jakie lęki i jakie fobie? > Co zabawne, ci sami panowie lubili anal w wersji czynnej z kobie tą i tu oporów nie mieli Co jest tu zabawnego? Nie czepiam się - tylko pytam. Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 21:01 rekreativa napisała: > A z seksem analnym to chyba chodzi o to, że orgazm przez wyłączną stymulację pu > py się nie zdarza. Ale co to jest "wyłączna stymulacja pupy"? Podczas seksu analnego w jakiejkolwiek pozycji niż od tyłu łechataczka jest stymulowana niejako automatycznie. Podczas pozycji od tyłu, przy zaciśniętych udach ruchy frykcyjne też stymulują łechatczkę. To chyba specjalnie trzeba się starać, żeby nie stymulowac nic poza pupą... Odpowiedz Link
yoric Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 00:51 Właśnie, dlatego komentarz, nawet jeśli popawny w ścisłym sensie, był nie fair wobec anala :). W przypadku seksu waginalnego możemy dołożyć wstępną minetę oraz samopobudzanie łechtaczki i jest OK, a w tyłek ma ten orgazm wyprodukować w pojedynkę? ;) Odpowiedz Link
kag73 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 04:45 W przypadku seksu waginalnego możemy dołożyć wstępną minetę oraz samopobudzanie > łechtaczki i jest OK. No wlasnie nie wiem czy to jest Ok, bo wtedy to sie zastanawiam skad ten orgazm, raczej zrobilam se go sama a nie, bo facet penetrowal mi wagine:) Tym bardziej kiedy wiadomo, ze kobiety masturbujac sie potrafia bardzo szybko osiagnac orgazm, przynajmniej w wiekszosci. I wtedy se mysle zrob mi te minete porzadnie i "do konca" a potem se penetruj, nie bede musiala przykladac reki :) Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 16:24 Ciekawe, czy mężczyzna w takiej sytuacji rozkminia, czy do jego orgazmu doszło dzięki tobie, czy też sam się doprowadził. Odpowiedz Link
kag73 Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 04:38 A mnie sie wydaje, ze to jest troche inaczej przy jednorazowych przygodach. Ludzie sie dobrze nie znaja, ale ida z soba do lozka, sa zatem dosc napaleni. Dobrze napalony facet moze dojsc i w 2 minuty jezeli podczas stosunku nie bedzie myslal o czyms zupelnie innym niz to co wlasnie robi a czasem i to nie pomaga. Zatem kobieta raczej nie ma szans dojsc w dwie minuty podczas stosunku, to tyle. No chyba, ze facet zaoferuje cala game czegos co ja kreci, ale ewentualnie nie wie co jak kreci i nie o to sie sprawa kreci, bo ona tez niekoniecznie bedzie mu na pierwszej radnce opowiadac, ze woli minete, palcowke, stymulacje lechtaczki podczas stosunku. Owszem ma nadzieje, ze orgazm osiagnie, wszystko sie moze zdarzyc. A jezeli nie osiagnie, jest szansa, ze i tak jej sie spodoba i uzna, ze facet ma potencjal i warto sie z nim dalej spotykac. On z kolei, jezeli nie jest typem szukajacym na jedna noc, jezeli mu sie seks z ta pania spodoba, jak najbardziej bedzie chcial powtorki. Tak ja to widze. Chociaz nie watpie, ze zdarzaja sie lowcy na jedna noc, ci chca sie zaspokoic i to jest dla nich najwazniejsze. Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 10:10 Jako osoba, której zdarzyło się sporo one night standów stwierdzam, że dwuminutowy seks to jednak rzadkość. Kiedy jednak facet zachowuje się tak, jakby interesowało go tylko spuszczenie sobie z krzyża zawsze można przywołać go do porządku, albo w ostatecznosci wyrzucić z wyra. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 10:35 Brak szybkiej eksplozji w pierwszym zbliżeniu z nową partnerką byłby wszelako poszlaką: a/małego podniecenia jej wdziękami lub b/ogólnie niskiego potencjału mężczyzny Odpowiedz Link
triismegistos Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 11:26 Nie ma to jak pokrętne usprawiedliwianie krótkodystanowości :D Odpowiedz Link
ina_nova Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 10:46 > A z seksem analnym to chyba chodzi o to, że orgazm przez wyłączną stymulację pu > py się nie zdarza. Gwarantuję, ze się zdarza. Odpowiedz Link
loppe Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 10:56 Z wykładu seksuologa dr. Andrzeja Depko wiem że penis w odbycie stymuluje te same wrażliwe zakończenia nerwowe co penis w pochwie. Odpowiedz Link
marsiwenus Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 10.04.13, 20:21 Strach przed byciem ocenianą? Wielokrotnie widziałem jak kobiety różnie i dziwnie się zachowywały, miały spazmy drgawki, ale nigdy żeby obawiały że będą wyglądać nienaturalnie. Odpowiedz Link
yoric Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 00:47 > Wielokrotnie widziałem... ale nigdy żeby obawiały że będą wyglądać nienaturalnie. bo to byś musiał nie na twarz patrzeć, tylko do głowy im zajrzeć, nieprawdaż? :) Odpowiedz Link
that.bitch.is.sick Re: Coś o (kobiecych) orgazmach 11.04.13, 02:07 odkrywcze jak diabli. chociaż zamieszczasz to z uporem maniaka żeby osiągnąć podobny efekt jak dowcipy o blondynkach. ale wybacz rozśmieszył mnie naiwny wykresik : okazje seksualne a częstość orgazmów. uwielbiam takie badania, chyba je cenzurują by nie demoralizować młodzieży. nic tylko pierwsza druga, trzecia ranka i ..."związek" a może ślubny kobierzec? życie seksualne bohaterów zmierzchu edwarda i belli wypisz wymaluj. boże ci studenci w Ameryce tacy porządni, nie to co ta młodzież u nas. chociaż serio jak są panie co w ten sposób swoje życie seksualne prowadziły to orgazm u niej będzie dopiero po obopólnych mękach po 20 latach pożycia i to przy silnym nastawieniu partnera do niej jak do osoby ciężko upośledzonej oraz małżeńska harówka na ugorze.. dla niego oczywiście jedynym źródłem satysfakcji będzie porno, Kagney Linn Karter i własna graba. Odpowiedz Link
tygrys-bez-rys Co tam kogo obchodzi babski orgazmus! 11.04.13, 14:43 Ten wykres co o nim Pani Bijacz piszesz, to zawiera jeszcze wiecej ciekawych infromacji a moze nawet danych. Przy pierwszy raz to jaka frekfencja kutafonow pada plackiem? 69 procentus! WTF. To trzeba zdemondotwac! To to oszczerstwo napewno nie dotyczy starych dziadow jak JA, Lupus Vlugaris albo Marek Koniarek! To pewnie Yoric Ty jestes, ze Ci buzdygan nie pali w sytucaji kiedy trzeba sie wykazac. Ja mam dobra pamiec ale krotka. Ktory to mlodziak byl co pil a potem nie umial loli wypatroszyc, czym sie w rezultatcie pochawlil tutaj nam na forum romanum. Podwojny szlem, alkochol i ciplka go pokonala. Ave Maryja. Odpowiedz Link
rekreativa Re: Co tam kogo obchodzi babski orgazmus! 11.04.13, 14:47 "Przy pierwszy raz to jaka frekfencja kutafonow pa > da plackiem? 69 procentus! " Może byli narąbani? Odpowiedz Link
tygrys-bez-rys A Ty skad masz taki insight? 11.04.13, 14:52 Tobie chcial Yo-rich przeczepac bobra po leczniczym sznapsie i siemu szaft zatarl? Ja wam babska mowie, ta mlodosc to jest przereklamowana, wszedzie plastykowe rury, troche hitu i mieknie. Nie ma to jak moja wiekowa z Brass hydraulika na glanc wypolerowana. Odpowiedz Link
yoric Re: A Ty skad masz taki insight? 16.04.13, 02:57 Jest coś na rzeczy, Tygrysie, co? Jakiś poważniejszy problem? Odpowiedz Link
tygrys-bez-rys Nie nie, ja tak tylko ... 16.04.13, 05:44 ... dla podtrzymania rozmowy. Odpowiedz Link
tygrys-bez-rys Te Yo, A to, A to se przeczytaj tez ... 11.04.13, 14:35 Z tego samo zrudla i dla tej samej klientelii. Wcale nie dlugie, a alez ciekawe! Na jakie loki wyrwaz losia! Sweet mother of Dzibus! www.youbeauty.com/hair/galleries/sexy-hair-men-love?utm_source=taboola&utm_medium=cpc&utm_campaign=TaboolaCPC#1 Odpowiedz Link