Dodaj do ulubionych

Zaczyna się robić co raz gorzej

17.05.13, 20:45
Co raz gorzej ma się moje małżeństwo, ale tylko w sypialni. Od kiedy nasza rodzina zaczęła się powiększać sex w zasadzie wyszedł z naszego związku tylnymi drzwiami.
Przez cały okres ciąży nie kochaliśmy się ani razu (ciąża była zagrożona więc sprawa oczywista i tu nie ma o czym mówić). Niestety od porodu również sprawa się nie zmieniła (żona urodziła na początku lutego tego roku). Praktycznie od roku nie kochaliśmy się ani razu. Oczywiście od porodu odczekaliśmy wskazany termin przez lekarza ginekologa, ale widzę, że żonę nie garnie w ogóle do łóżka. Owszem próbowaliśmy może ze 3-4 razy, ale nic z tego nie wyszło. Żona nie była w stanie się podniecić, czuła się obolała itd.
Wszystko to rozumiem, lecz niestety jestem facetem i sexu brakuje mi strasznie. O tyle, o ile mogę to radzę sobie sam (w oczywisty sposób).\
Widzę też, że żona w ogóle nie ma ochoty na sexi i gdyby nie moje namowy nawet nie byłoby tych kilku podejść.
Zaczynam być co raz bardziej sfrustrowany i boję się, że nie długo może się to skończyć skokiem w bok.
Jeśli macie jakieś porady, czy też własne doświadczenia w tym problemie z chęcią Was połucham.
Pozdrawiam!
Obserwuj wątek
    • bcde Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 04:32
      >Praktycznie od roku nie kochaliśmy się ani razu. Oczywiście od porodu odczekaliśmy >wskazany termin przez lekarza ginekologa, ale widzę, że żonę nie garnie w ogóle do łóżka. Ows
      > zem próbowaliśmy może ze 3-4 razy, ale nic z tego nie wyszło. Żona nie była w s
      > tanie się podniecić, czuła się obolała itd.
      > Wszystko to rozumiem, lecz niestety jestem facetem i sexu brakuje mi strasznie.
      > O tyle, o ile mogę to radzę sobie sam (w oczywisty sposób).\
      > Widzę też, że żona w ogóle nie ma ochoty na sexi i gdyby nie moje namowy nawet
      > nie byłoby tych kilku podejść.
      > Zaczynam być co raz bardziej sfrustrowany i boję się, że nie długo może się to
      > skończyć skokiem w bok.

      Żona nie ma ochoty na seks, bo obolała, bo hormony, bo zmęczona, bo...? OK, niech jej będzie. Ale jeśli żona od roku czasu nie wyszła z inicjatywą, żeby w jakikolwiek sposób pomóc ci rozładować ciśnienie, wiedząc, że w ciąży też seksu z nią nie miałeś, to znaczy, że ma cię w dupie. Rękę też ma obolałą? Rozebrać się dla ciebie nie może? Ona nie wie, że facet ma potrzeby? To niech wraca do piaskownicy, a nie bierze ślub i rodzi dzieci. Tak więc, skacz w bok, na zdrowie, bo obowiązku wierności wobec niej nie masz. To ona pierwsza cię zdradziła.
      • lillam Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 10:52
        jakie farmazony, nie mieszaj chlopakowi w glowie, bo przez takie pieprzenie unieszczesliwisz dwoje ludzi, a dziecko moze wychowywac sie w rozbitej rodzinie

        lepsza bylaby rada, aby zdjal z zony troche obowiazkow, tak aby mogla odpoczac i zrelaksowac sie, zadbac o siebie, poczuc sie kobieta, a nie byc tylko matka-polka chodzaca na okolo zegara, z niemowlakiem wiszacym u cyca, lub wrzeszczacym o butelke, z domem na glowie,

        w pierwszych miesiacach po porodzie to glowna potrzeba organizmu kobiety to jest sen, a nie fiki-miki z napalonym mezusiem,

        niestety ten mechanizm dziala na zasadzie naczyn polaczonych, jezeli nie odciazy jej z opieki nad dzieckiem, to lozko bedzie jej sie kojarzyc tylko ze spaniem, przynajmniej do czasu, kiedy male przestanie byc tak absorbujace i zalezne od opieki
        • kot-leniwiec Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 11:46
          Lillam zdaje się mieć rację. Nie jestem co prawda ojcem, więc wuja się znam i w nogach śpię, ale na zdrowy rozsądek brzmi to sensownie. Inna rzecz, że tak naprawdę nie wiemy, jak to jest między Żonatym a jego Małżonką - może jej pomaga i odciąża w czym może, tylko się nie chwali?...
        • bcde Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 12:42
          > lepsza bylaby rada, aby zdjal z zony troche obowiazkow, tak aby mogla odpoczac
          > i zrelaksowac sie, zadbac o siebie, poczuc sie kobieta, a nie byc tylko matka-p
          > olka chodzaca na okolo zegara, z niemowlakiem wiszacym u cyca, lub wrzeszczacym
          > o butelke, z domem na glowie,

          A gdzie wyczytałaś, że on nie wziął na siebie obowiązków domowych? Jasne, niech facet stara się bardziej, to może dostanie. Typowa kwocza rada.

          > w pierwszych miesiacach po porodzie to glowna potrzeba organizmu kobiety to jes
          > t sen, a nie fiki-miki z napalonym mezusiem,

          Upłynął rok, a żona dalej śpi. Więc niech śpi i sobie nie przeszkadza. Mąż powinien dać sobie radę.
          • lillam Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 13:31
            a gdzie wyczytales, ze on to robi?
            skoro nie pochwalil sie jak sie poswieca, kapiac malucha, czy idac z nim na spacer czy cokolwiek innego z domowego kieratu, to jestem prawie pewna, ze raczej swoja uwage skupia na nagabywaniu zonki niz integracji z wlasnym przychowkiem czy zaprzyjaznianiu sie z odkurzaczem, czy mopem

            jakos mezczyzni uwazaja, ze w domu wszystko robi sie samo, albo w nocy przychodza krasnoludki, ktore odwalaja czarna robote

            typowe
            • bcde Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 15:02
              > skoro nie pochwalil sie jak sie poswieca, kapiac malucha, czy idac z nim na spa
              > cer czy cokolwiek innego z domowego kieratu, to jestem prawie pewna, ze raczej
              > swoja uwage skupia na nagabywaniu zonki niz integracji z wlasnym przychowkiem c
              > zy zaprzyjaznianiu sie z odkurzaczem, czy mopem
              >
              > jakos mezczyzni uwazaja, ze w domu wszystko robi sie samo, albo w nocy przychod
              > za krasnoludki, ktore odwalaja czarna robote
              >
              > typowe


              Gówno prawda, a nie typowe. Tam, gdzie nie wchodzi w grę jakaś patologia, to typowe jest, że faceci po urodzeniu dziecka, przejęci nową rolą spełniają wszystkie polecenia kwoki i znoszą jej kaprysy, bo oczekuje tego od nich całe otoczenie, w tym własna rodzina faceta, a faceci są na tyle głupi i słabi, że uważają, że tak musi być. Dla kwoki jednak wszystkie starania faceta i tak są niewiele warte, bo to oczywiste, że jej "się należy" nadskakiwanie, skoro urodziła i karmi cycem, a poza tym zawsze to, co ona robi jest ważniejsze, tylko ona ma rację i ona najlepiej wie, co należy zrobić. Trochę znam mężczyzn i wiem jak się angażują w życie rodzinne świeżo po urodzeniu dziecka, jak dumni są z ojcostwa i przejęci nowymi obowiązkami.
              • that.bitch.is.sick Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 10:26
                bcde napisał:

                >
                > Gówno prawda, a nie typowe. Tam, gdzie nie wchodzi w grę jakaś patologia, to ty
                > powe jest, że faceci po urodzeniu dziecka, przejęci nową rolą spełniają wszystk
                > ie polecenia kwoki i znoszą jej kaprysy, bo oczekuje tego od nich całe otoczeni
                > e, w tym własna rodzina faceta, a faceci są na tyle głupi i słabi, że uważają,
                > że tak musi być. Dla kwoki jednak wszystkie starania faceta i tak są niewiele w
                > arte, bo to oczywiste, że jej "się należy" nadskakiwanie, skoro urodziła i karm
                > i cycem, a poza tym zawsze to, co ona robi jest ważniejsze, tylko ona ma rację
                > i ona najlepiej wie, co należy zrobić. Trochę znam mężczyzn i wiem jak się anga
                > żują w życie rodzinne świeżo po urodzeniu dziecka, jak dumni są z ojcostwa i pr
                > zejęci nowymi obowiązkami.

                No właśnie będąc na oddziale ginekologicznym blisko porodówki doznałam olśnienia. Z chłopami teraz gorzej jak z babami. To wasza wina jeszcze żeście pogorszyli marazm poprzedniego pokolenia. Te same rozmowy o kupkach i karmieniu, logistyka foteliki, atesty i gładki start w życie podporządkowane bobasowi, gdzie nie ma miejsca na pozostanie sobą czyli istotą atrakcyjną dla płci przeciwnej.
                To wy powinniście być głową rodziny i organizować życie przed i po urodzeniu dziecka, a włożyliście damskie majtki i standardy dyktują wam miesięcznik "Maluszek" i dwutygodnik "Bobas" oraz autorytet teściowej która ze swoim chłopem przestała sypiać po drugim dziecku - w końcu to taka nasza polska tradycja.
                • kag73 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 14:04
                  A mnie bardzo podobaja sie dziesiejsi mezczyzni ojcowie, uwazam, ze sa sexy w tym wszystkim i to takie piekne i meskie jak sie facet w taki meski sposob takim malym brzdacem zajmuje. Zdecydowanie lepsi niz pokolenie albo dwa pokolenia mezczyzn przed nimi.
                  I dla mnie super tata nadal jest atrakcyjny seksualnie, bo decydujace jest jeszcze jak wyglada i jak sie zachowuje wobec mnie. Dziekuje za uwage.
                  • that.bitch.is.sick Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 22:54
                    kag73 napisała:

                    > A mnie bardzo podobaja sie dziesiejsi mezczyzni ojcowie, uwazam, ze sa sexy w t
                    > ym wszystkim i to takie piekne i meskie jak sie facet w taki meski sposob takim
                    > malym brzdacem zajmuje. Zdecydowanie lepsi niz pokolenie albo dwa pokolenia me
                    > zczyzn przed nimi.
                    > I dla mnie super tata nadal jest atrakcyjny seksualnie, bo decydujace jest jesz
                    > cze jak wyglada i jak sie zachowuje wobec mnie. Dziekuje za uwage.

                    Ale nie o to mi chodziło czy się brzdącem zajmuje czy nie, niestety także nie polemizuję z tobą albowiem nie mam z czym.
                    • kag73 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 23:55
                      Powiedz, bitch, Ty tak serio po dwoch czy pieciu dniach pobytu obok porodowki chcesz wyciagac wnioski i twiedzic jak funkcjonuja zwiazki i jacy sa faceci?!
                      Nie daj sie zwiesc :)
                      Dziewczyno, Ty sie najpierw na tej porodowce jako rodzaca znajdz a potem bedziemy gadac. Ty na serio myslisz, ze taki facet na porodowce gdzie sie zonie i jemu przed chwila swiat postawil na glowie bedzie pokazywal swoja atrakcyjnosc mowiac o pilce noznej i cygarach?
                      Hmm...nie wiem co o tym myslec, szczerze.
                      Moze jakis Arab bylby najlepszym kandydatem na Twojego meza. Spoko pokazalby Ci co to znaczy byc autorytetem.
                • potwor_z_piccadilly Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 18:49
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > No właśnie będąc na oddziale ginekologicznym blisko porodówki doznałam olśnieni
                  > a. Z chłopami teraz gorzej jak z babami. To wasza wina jeszcze żeście pogorszyl
                  > i marazm poprzedniego pokolenia. Te same rozmowy o kupkach i karmieniu, logisty
                  > ka foteliki, atesty i gładki start w życie podporządkowane bobasowi, gdzie nie
                  > ma miejsca na pozostanie sobą czyli istotą atrakcyjną dla płci przeciwnej.
                  > To wy powinniście być głową rodziny i organizować życie przed i po urodzeniu dz
                  > iecka, a włożyliście damskie majtki i standardy dyktują wam miesięcznik "Malusz
                  > ek" i dwutygodnik "Bobas" oraz autorytet teściowej która ze swoim chłopem przes
                  > tała sypiać po drugim dziecku - w końcu to taka nasza polska tradycja.

                  "MÓW MI WUJU !"

                  Przynajmniej jest na tym forum jedna osoba, która wie i rozumie to co już wielokrotnie pisałem.
                  Co pisałem ?
                  Ano to że, gatunek męski schodzi na psy.

                  Pozdrawiam.
                  • that.bitch.is.sick Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 23:25
                    potwor_z_piccadilly napisał:

                    > that.bitch.is.sick napisała:
                    >

                    >
                    > "MÓW MI WUJU !"
                    >
                    > Przynajmniej jest na tym forum jedna osoba, która wie i rozumie to co już wielo
                    > krotnie pisałem.
                    > Co pisałem ?
                    > Ano to że, gatunek męski schodzi na psy.
                    >
                    > Pozdrawiam.

                    Bardzo chętnie powiem wuju albo lepiej mon ami bo bardzo Cię lubię i żałuję że tak rzadko można z tobą poflirtować chociażby.
                    Jestem zwolenniczką modelu retroseksualnej męskości. Jedyna normalna rodzina będzie taka gdzie mąż i ojciec będzie autorytetem a nie to tylko go czasem miewał:)
                    • kag73 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 23:39
                      "Jedyna normalna rodzina będzie taka gdzie mąż i ojciec będzie autorytetem a nie to tylko go czasem miewał:)"

                      A czy maz i ojciec oraz zona i matka nie moga byc rownoczesnie autorytetami? Musi to byc zawsze jedna osoba? Tak pytam w kwestii formalnej, bo ja z tych, ktore do meza nie mowia "panie i wladco":) U mnie w zwiazku jest po rowno a wydaje mi sie, ze mam "normalna" rodzine.
                      Hmm, moze wypadaloby wyjasnic co to znaczy "byc autorytetem"?
                      • kag73 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 23:43
                        I jeszcze dodam, ze jestesmy dosc elastyczni w mysleniu i dajemy sie przekonac/zmienic zdanie jezeli druga strona dostarczy lepszych argumentow. Do tego kazdy ma swoje "dzialeczki", ktore mu bardziej leza gdzie sie rozeznaje. Po prostu sie uzupelniamy, ale zeby maz i ojciec mial ostatnie slowo tylko dlatego, ze jest facetm...nie, tego nie ma i nie bedzie, nie w mojej rodzinie.
                      • that.bitch.is.sick Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 21.05.13, 00:06
                        kag73 napisała:

                        > "Jedyna normalna rodzina będzie taka gdzie mąż i ojciec będzie autorytetem a ni
                        > e to tylko go czasem miewał:)"
                        >
                        > A czy maz i ojciec oraz zona i matka nie moga byc rownoczesnie autorytetami? Mu
                        > si to byc zawsze jedna osoba? Tak pytam w kwestii formalnej, bo ja z tych, ktor
                        > e do meza nie mowia "panie i wladco":) U mnie w zwiazku jest po rowno a wydaje
                        > mi sie, ze mam "normalna" rodzine.
                        > Hmm, moze wypadaloby wyjasnic co to znaczy "byc autorytetem"?

                        hmm nie do końca Ci wierzę albowiem jesteś despotyczna i w kwestii płci naładowana negatywnymi emocjami. jak możesz mieć po równo skoro się tak boisz utracić kontroli że nie jesteś autentyczna, bo reagujesz jak na zagrożenie, można powiedzieć więc że miewasz autorytet. Być autorytetem to być o to swoją władzę i kompetencje spokojnym ze względu na swoje naturalne przymioty i umiejętności. Tak to wyjaśnia się zdaje w filozofii.
                        Generalnie nawet nie zauważyłaś że twoje zarzuty cd.mojej wypowiedzi są bezpodstawne,bo ja nigdzie nie przydzieliłam niższej ani w żaden sposób gorszej roli kobiecie - a ty od razu o takiej sytuacji fantazjujesz. Ja po prostu pominęłam kobietę bo rozmawiamy o męskich problemach.:)
                        • kag73 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 21.05.13, 00:13
                          A ja po prostu uwazam ten aspekt sprawy za dosc interesujacy, dlatego o niego zapytalam. To wszystko.
                          Nie rozmawiamy o meskich problemach tylko o problemach damsko- meskich, powiedzialabym:)
                      • urquhart All animals are equal. Some animals are more equal 21.05.13, 10:14
                        kag73 napisała:
                        > A czy maz i ojciec oraz zona i matka nie moga byc rownoczesnie autorytetami? Mu
                        > si to byc zawsze jedna osoba? Tak pytam w kwestii formalnej, bo ja z tych, ktor
                        > e do meza nie mowia "panie i wladco":) U mnie w zwiazku jest po rowno a wydaje
                        > mi sie, ze mam "normalna" rodzine.

                        All animals are equal. But some animals are more equal than others (Folwark Zwierzęcy)

                        Dla mnie to specyficzna nowa równość w której są bardziej i mniej równi z tego co opisujesz, podobnie jak Bogini, wszyscy są równi ale bycie matką dzieci predestynuje akurat kobietę do władzy, dojrzałości i kontroli. Co te co nie rodziły jak Tbis mogą o tym wiedzieć... :)
                        • kag73 Re: All animals are equal. Some animals are more 21.05.13, 10:18
                          "Dla mnie to specyficzna nowa równość w której są bardziej i mniej równi z tego co opisujesz, podobnie jak Bogini, wszyscy są równi ale bycie matką dzieci predestynuje akurat kobietę do władzy, dojrzałości i kontroli. Co te co nie rodziły jak Tbis mogą o tym wiedzieć... :)"

                          A gdzie ja to napisalam?
                          • urquhart Re: All animals are equal. Some animals are more 21.05.13, 13:20
                            Kag masz niewątpliwą władzę i kontrolę, jesteś dominująca w seksie w swoim związku a zamydlasz oczy równością i nie piszesz o tym wprost.
                            Ja też piszę różne rzeczy nie wprost których nie dostrzegasz, tkwiąc w swoich iluzjach.
                            • zawle Re: All animals are equal. Some animals are more 21.05.13, 13:22

                              Kitty napisała:
                              A jak on nadal wierzy jej deklaracjom, ze ona wciaz kocha tylko cos tam to albo jest naiwny albo nie ma innego pomyslu na zycie, planu B

                              Zgadzam się z Tobą. Podobnie rzecz się ma gdy facet mówi że chce dziecka. Załóż że kłamie
                            • zawle Re: All animals are equal. Some animals are more 21.05.13, 13:24
                              urquhart napisał:

                              > Kag masz niewątpliwą władzę i kontrolę, jesteś dominująca w seksie w swoim zwią
                              > zku a zamydlasz oczy równością i nie piszesz o tym wprost.
                              > Ja też piszę różne rzeczy nie wprost których nie dostrzegasz, tkwiąc w swoich i
                              > luzjach.

                              Trochę mi to przypomina rozmowę z koleżanką:
                              - Rosół pachnie
                              - Nie pachnie, bo jeszcze nie jest wstawiony.
                              - Co Ty gadasz że nie jest wstawiony jak wyraźnie czuję że pachnie.
                            • kag73 Re: All animals are equal. Some animals are more 21.05.13, 15:39
                              urquhart napisał:

                              > Kag masz niewątpliwą władzę i kontrolę, jesteś dominująca w seksie w swoim zwią
                              > zku a zamydlasz oczy równością i nie piszesz o tym wprost.
                              > Ja też piszę różne rzeczy nie wprost których nie dostrzegasz, tkwiąc w swoich i
                              > luzjach.

                              Zawle to bardzo dobrze podsumowala z tym rosolem. Podoba mi sie:)
                              Dla Twojej informacji nie mam wladzy i kontroli niepodzielnej. Jestem w partnerskim zwiazku, owszem wiem czego chce, jestem "rezolutna", mojemu mezowi miedzy innymi to sie we mnie spodobalo/do teraz podoba. On jest z tych wygodnych, kapujesz, zwisa mu jakiego koloru beda sciany albo jakie meble postawimy w sypialni, po prostu mu to zwisa. Niech bedzie jak chce zona. Mozna by pomyslec, ze zona rzadzi a to nieprawda, zona musi zadecydowac, bo ktos musi. A on nie bedzie sie upieral, bo mu nie zalezy. A w rzeczach waznych/istotnych(dla niego istotnych) nie ma, ze boli, decyzje podejmujemy wspolnie czasem po dluzszych dyskusjach, plus taki, ze jestesmy dosc dobrze dobrani i mamy podobne spojrzenie na wiele spraw. I wreszcie sa tez dzialki, ktore ja pozostawiam wylacznie jemu(zdaje sie na niego).
                              A w seksie lubie i jestem CZASAMI dominujaca a czesto nie jestem, bo dominujacy jest on, zalezy jak lezy i kto na co ma ochote.
                              No to teraz juz wszystko wiesz:)
                    • potwor_z_piccadilly Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 22.05.13, 17:19
                      that.bitch.is.sick napisała:

                      > tak rzadko można z tobą poflirtować chociażby.

                      No cóż, czasu mało, bo życiowy taniec prowadzę i wyobraź sobie, że przez całe trzydzieści lat pożycia (bez - nawet, jednej sprzeczki) z panią która mnie chciała, odkrywałem i nadal odkrywam, ciągle nowe tajemnice duszy i ciała tej pani.
                      Czasami się dziwię tej pani, bo zodiakalny skorpion bywa ze mnie straszny. Chociaż ?
                      Ona też skorpion.
                      Jak to się skończy ?
                      Pewnikiem tak
                      www.youtube.com/watch?v=6fbM_q-OCCc
                      Pozdrawiam.

                      • urquhart Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 22.05.13, 17:24
                        następne skorpiony na tym forum, nudne...
                        • potwor_z_piccadilly Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 22.05.13, 18:11
                          urquhart napisał:

                          > następne skorpiony na tym forum, nudne...

                          Nie znam nic bardziej nudnego, od Twoich pseudonaukowych - ciągnących się jak tłusty kurz, elaboratów na tematy proste jak dwa i dwa = cztery.
                          Pozdrawiam.

                          • urquhart ... 22.05.13, 18:44
                            potwor_z_piccadilly napisał:
                            > Nie znam nic bardziej nudnego, od Twoich pseudonaukowych - ciągnących się jak t
                            > łusty kurz, elaboratów na tematy proste jak dwa i dwa = cztery.

                            Masz rację o ekscelencjo! pokornie zakładam biały kitel i moje denka od butelek na nos, i wracam do zakurzonej biblioteki.
                            Wstyd mi po prostu tak naprawdę że mimo grzebania w słownikach nic ale to kompletnie nic nie rozumiem i nie ogarniam sensu tekstów piosenek tak licznie załączanych przez Ciebie do kolejnych wątków...
                            • potwor_z_piccadilly Re: ... 22.05.13, 18:58
                              urquhart napisał:

                              > Masz rację o ekscelencjo! pokornie zakładam biały kitel i moje denka od butelek
                              > na nos, i wracam do zakurzonej biblioteki.

                              Zdarza mi się.

                              > Wstyd mi po prostu tak naprawdę że mimo grzebania w słownikach nic ale to kompl
                              > etnie nic nie rozumiem i nie ogarniam sensu tekstów piosenek tak licznie załącz
                              > anych przez Ciebie do kolejnych wątków...

                              No niestety, bycie produktem, ma swoje konsekwencje.
                              Tak że rozumiem i nie wymagam.
                              Pozdrawiam.


                        • sea.sea Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 22.05.13, 22:55
                          To ja już sobie pójdę.
                      • jesod Odkrywanie nieskończoności 22.05.13, 22:46
                        potwor_z_piccadilly napisał:
                        > No cóż, czasu mało, bo życiowy taniec prowadzę i wyobraź sobie, że przez całe t
                        > rzydzieści lat pożycia (bez - nawet, jednej sprzeczki) z panią która mnie chcia
                        > ła, odkrywałem i nadal odkrywam, ciągle nowe tajemnice duszy i ciała tej pani.

                        Potworze, to piękne tak zgłębiać niezgłębione.

                        Przebijam jeszcze jednym skorpionem. :)
                        www.youtube.com/watch?v=rSktfVJc_IM

                  • tygrys-bez-rys Kasi to jeszcze mozna ... 21.05.13, 06:40
                    ... wybaczyc, jako przedstawicielce plci pieknej, ktora biologcznie obdarowana jest wyobraznia estetyczna, intelignecja emocjonalna i logika kuchenna. Uogulnienie na podstwie jednoskowej obserwacji.

                    Jezeli chodzi o wasza podfornosc to nie ma dla Ciebie usprawidliwienia. Po chwili zastanowienia dochodze jednak do wniosku, ze to nie pierwszys przypadek, kiedy it is better to be nice than rite, moze zalapisz sie na lizanie tylka, nie to metaforyczne.
            • hello-kitty2 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 15:32
              lillam napisała:

              > skoro nie pochwalil sie jak sie poswieca, kapiac malucha, czy idac z nim na spa
              > cer czy cokolwiek innego z domowego kieratu to jestem prawie pewna, ze raczej
              > swoja uwage skupia na nagabywaniu zonki niz integracji z wlasnym przychowkiem c
              > zy zaprzyjaznianiu sie z odkurzaczem, czy mopem

              Co ty za horrory opowiadasz? :) A kto przy zdrowych zmyslach 'zaprzyjaznia sie' z odkurzaczem czy mopem? :) Odkurzanie czy inne czynnosci z "domowego kieratu" dla mnie sa taka sama koniecznoscia jak spuszczanie wody po wizycie w toalecie. Czy to sa czynnosci zyciowe takiej rangi, zeby ich wykonywanie zglaszac/raportowac/chwalic sie nimi na forum? :)
              • urquhart A kto przy zdrowych zmyslach 'zaprzyjaznia sie' 18.05.13, 15:47
                > Co ty za horrory opowiadasz? :) A kto przy zdrowych zmyslach 'zaprzyjaznia sie'
                > z odkurzaczem czy mopem? :) Odkurzanie czy inne czynnosci z "domowego kieratu"
                > dla mnie sa taka sama koniecznoscia jak spuszczanie wody po wizycie w toalecie
                > . Czy to sa czynnosci zyciowe takiej rangi, zeby ich wykonywanie zglaszac/rapor
                > towac/chwalic sie nimi na forum? :)

                A jednak dla kogoś ma to ambicjonalny wydźwięk bo inaczej programy jak Pefekcyjna Pani domu nie maiłyby takiej babskiej publiki.
                perfekcyjna.tvn.pl/
                Pomijając typowe coraz częstsze nerwicowe natręctw na punkcie czystości u kobiet.
        • makacjam25 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 21.05.13, 15:05
          Ja kobieta potwierdzam. Zona ma go w dupie.
          Ja tez bylam w ciazy, ja tez rodzilam dzieci. Seks byl, czesciej, rzadziej, roznie. Ogolnie z tym raju u nas nie ma, ale my jacys oboje nie teges jestesmy :D Jednak czulam sie w obowiazku pomoc mu sie rozladowac, gdy tego wyraznie potrzebowal. Chociazby z obawy, ze pojdzie na lewo. Nakrecalam sama sie w trakcie, nigdy to mechaniczne nie bylo. On tez poczuwa sie do obowiazku wziasc dzieci z domu na kilka godzin, gdy widzi, ze z uszu mi dymi. Kompromis, zycie, rodzina i zaspokajanie swoich potrzeb i tych drugiej osoby, chyba na to sie decyzdujemy slub biorac. A tlumaczyc sie mozna roznie, tylko po co? Ja tez sie nie komfortowo czulam, kiedy karmiaca bylam i podczas orgazmu mi mleko tryskalo, ale sie przez pewien czas na finiszu dupa obracalam i tez milo bylo. Na wszystko jest sposob.
          A ozieblosc sie leczy.
          Chyba, ze chlop z tych co pracuje przyslowiowe 8/24 i oczekuje obiadku, drzemki, czystego domu, nocnej obslugi i usmiechnietej zony, bo przeciez sie mu nalezy, to inna bajka.
          Kobieta ochoty na seks ma prawo nie miec, dlugo, bardzo dlugo. Mezczyzna tez, ale swiadomi potrzeb tej drugiej osoby, jesli nic z tym nie robia, to sorry, ale o czym tu gadac?
      • humi-dor Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 13:56
        bcde napisał:

        > Ale jeśli żona od roku czasu nie wyszła z inicjatywą, żeby w jak
        > ikolwiek sposób pomóc ci rozładować ciśnienie, wiedząc, że w ciąży też seksu z
        > nią nie miałeś, to znaczy, że ma cię w dupie. Rękę też ma obolałą? Rozebrać się
        > dla ciebie nie może?

        Z tym akurat w pelni sie zgadzam. Jesli ona mialaby sie zmuszac do stosunku wbrew sobie i jeszcze cierpiec, to lepiej niech tego nie robi. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, zeby zainicjowala inne formy aktywnosci. Kiepsko jesli tego nie robi/nie pomyslala o tym nawet.

        > Ona nie wie, że facet ma potrzeby?

        Jesli ona ma potrzebe snu i pada na gebe ze zmeczenia, to jego potrzeba seksu jest w tym przypadku kiepskim argumentem. Dla niektorych osob permanentne niewyspanie jest rownie wkur...e jak brak seksu. Lepiej byloby sie wiec dogadac i sprobowac zaradzic obydwu potrzebom, zarowno jego jak i jej.
        • urquhart oprócz cipy jest jeszcze przecież paszcza i ręka 18.05.13, 15:13
          humi-dor napisał(a):
          > Z tym akurat w pelni sie zgadzam. Jesli ona mialaby sie zmuszac do stosunku wbr
          > ew sobie i jeszcze cierpiec, to lepiej niech tego nie robi. Ale nic nie stoi na
          > przeszkodzie, zeby zainicjowala inne formy aktywnosci. Kiepsko jesli tego nie
          > robi/nie pomyslala o tym nawet.

          Jak w podobnym duchu napisała Miska na edziecku artykuł że oprócz cipy jest jeszcze paszcza i ręka głupio i nierozsądnie jest wymagać dla swoich potrzeb zrozumienia przez baby ignorując jednocześnie całkowiecie potrzeby partnera mężczyny, to jej mało feministki nie zjadły na śniadanie szafując uprzedmiotowieniem :)
    • twojabogini Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 12:48
      Jeśli w parze mającej tak małe dziecko mężczyzna ma siły i ochotę na seks, a kobiecie seksualność wyłączyła się zupełnie - oznacza to jedno. Życie kobiety po porodzie bardzo się zmieniło, natomiast mężczyzny - niewiele. Jeszcze inaczej - kobieta jest przeciążona nowymi obowiązkami, w których jej mąż nie ma udziału lub jego udział jest niewielki.
      Nie zawsze jest to czyjaś wina - czasem mężczyzna jest po prostu w pracy, czasem jako para tak ustalili, czasem mężczyzna nie czuje się kompetentnym opiekunem niemowlęcia i się wycofuje. Coraz rzadziej jest tak - ze to pan i władca zadecydował i uczynił kobietę jedyna odpowiedzialną.
      Niezależnie od przyczyny, takie nierówne rozłożenie ciężaru obowiązków i odpowiedzialności złożonych z rodzicielstwem skutkuje zahamowaniem popędu u kobiety - w efekcie przemęczenia, ale także poczucia osamotnienia, oddzielenia od partnera, braku wsparcia. Jest to więc proces zarowno fizyczny jak i psychiczny. Dodatkowo męską potrzebę seksu kobieta odbiera wtedy jako instrumentalne potraktowanie jej osoby - chęć wykorzystania bez patrzenia na jej stan - dlatego "próby" nie wychodzą. Czasem dzieje się jeszcze gorzej - kobieta i mężczyzna decydują się nie zważać na opór kobiety i odbywają stosunek. Jeśli kończy się na próbie - oznacza to dużą odpowiedzialność partnera za związek i głęboka więź między partnerami opartą nie tylko na miłości, ale i na szacunku- gratuluję :)
      Co można zrobić? Po pierwsze przestać myśleć o swoich potrzebach, marzyć o seksie z inną osobą (wiem że po długiej abstynencji to trudne) - zacząć myśleć o wspólnych potrzebach pary. Odciążanie żony na ślepo nie ma sensu.
      Dobra byłaby rozmowa. Nie o seksie. Ale o tym, że: widzę, że czujesz się samotna, przemęczona. Chcę ci pomóc, ustalmy w jaki sposób mogę to zrobić. Proszę się nie zniechęcać jeśli reakcja będzie długi potok oskarżeń, łez - i nie polemizować. Otwierając temat - niejako da Pan przyzwolenie na otwarcie się, uzewnętrznienie emocji. Wystarczy wtedy przytulic żonę, lub wyrazić czułość w przyjęty dla zwiazku sposób i powiedzieć - jest mi przykro, nie wiedziałem, ze tak to czujesz. Gdy emocje się rozładują - można będzie przejść do konkretów (czasem dopiero po upływie dnia, dwóch). Część zarzutów może wtedy okazać się sensowna - i trzeba po męsku wziąć to na klatę.
      Dopiero oczyszczając atmosferę w zwiazku można przejść do seksu. Komunikat - mam potrzeby, chce seksu - to komunikat - jestem ważny ja i żądam od ciebie. To samo można wyrazić językiem bliskości miłości. Zamiast chce seksu - warto powiedzieć, brakuje mi naszej seksualnej bliskości, chciałbym abyśmy do tego wrócili. Coś zrobiliśmy źle i się nie udało - ale nie chcę żebyśmy przestali próbować - za bardzo mi się podobasz, pociągasz mnie.
      Nawiązanie kontaktu seksualnego także wymaga delikatności. Nie polecam metody niektórych panów - którzy najpierw dają upust sami sobie - żeby potem w razie czego sprostać (po takiej abstynencji rzecz może potrwać poniżej 60 sek.). Kobiety czują, że mężczyzna nie jest tak spragniony - i niepokoją się, ze to kwestia ich utraty atrakcyjności - komplementem byłby raczej szybki finał - o ile nie zakończy to aktywności seksualnej partnerów (odwróci się i zaśnie).
      Bardzo ważne jest udzielenie pomocy partnerce w zaakceptowaniu jej ciała po porodzie. Jedne mają nadwagę, inne bliznę, inne boją się o stan krocza (i czasem naprawdę wymagają zabiegu lub rehabilitacji mięśni miednicy). Cała masa kompleksów i zahamowań. Mój mąż obejrzał mnie całą (tłusta po sterydach i niezbyt ponętną), całując i oglądając szczególnie te miejsca, które się zmieniły - w tym paskudną bliznę, której do dziś nie lubię. Dał mi tyle miłości i akceptacji, że dopiero wtedy uwierzyłam, że może nadal mnie pragnąć, chcieć mnie, anie lasek które nie rodziły, albo ciąża ich tak nie zdewastowała. To jedna z najpiękniejszych rzeczy jakie dla mnie zrobił. dzięki niemu odzyskałam atrakcyjność - najpierw w swoich oczach - potem w realu.
      Druga sprawa - pierwsze kontakty seksualne nie powinny obejmować stosunku. Najpierw nawiązanie bliskości, potem rozbudzenie kobiety (także poprzez to co ona zrobi dla przyjemności partnera). Potem seks i stosunek atrakcyjny dla obojga. Do tego czasu mężczyzna sobie jeszcze chwilkę poradzi.
      Rozsądnie o powrocie do seksualności napisał Kevin Osborn w książce ojcostwo - nie ze wszystkim się zgadzam - ale jest to spojrzenie na problem męskim okiem.

      • bcde Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 13:26
        > Co można zrobić? Po pierwsze przestać myśleć o swoich potrzebach, marzyć o seks
        > ie z inną osobą (wiem że po długiej abstynencji to trudne) - zacząć myśleć o ws
        > pólnych potrzebach pary.

        Tak, facet, który np. nie jadł od tygodnia (podczas, gdy żona jest syta) też powinien przestać myśleć o swoich potrzebach i zacząć myśleć o wspólnych potrzebach pary.

        > Dobra byłaby rozmowa. Nie o seksie.

        Jasne, że nie o seksie. To, że facetowi sperma od roku zalewa mózg, to nie szkodzi. Po co się spieszyć, przechodząc do sedna.

        >Ale o tym, że: widzę, że czujesz się samotna, przemęczona. Chcę ci pomóc, ustalmy w jaki sposób mogę to zrobić.

        A dlaczego nie o tym, że czujesz się samotny, przemęczony, sfrustrowany brakiem seksu i ustalmy jak mogę ci pomóc?

        >Otwierając temat - niejako da Pan przyzwolenie na otwarcie się, uzewnętrzn
        > ienie emocji. Wystarczy wtedy przytulic żonę, lub wyrazić czułość w przyjęty dl
        > a zwiazku sposób i powiedzieć - jest mi przykro, nie wiedziałem, ze tak to czuj
        > esz. Gdy emocje się rozładują - można będzie przejść do konkretów (czasem dopie
        > ro po upływie dnia, dwóch).

        Nie no, dzień lub dwa to zdecydowanie za szybko. Przytulenie żony powinno męża zaspokoić na znacznie dłużej. Poza tym, myślę, że nie wystarczy, jak mąż powie, że mu przykro. Może powinien jeszcze inaczej się pokajać.

        > Dopiero oczyszczając atmosferę w zwiazku można przejść do seksu. Komunikat - ma
        > m potrzeby, chce seksu - to komunikat - jestem ważny ja i żądam od ciebie. To s
        > amo można wyrazić językiem bliskości miłości. Zamiast chce seksu - warto powied
        > zieć, brakuje mi naszej seksualnej bliskości, chciałbym abyśmy do tego wrócili.
        > Coś zrobiliśmy źle i się nie udało - ale nie chcę żebyśmy przestali próbować -
        > za bardzo mi się podobasz, pociągasz mnie.

        Wygląda na to, że żona rodząc dziecko, całkowicie traci rozum i trzeba ją od nowa uczyć alfabetu, i to językiem miłości. Ona nie wie już, że seks i bliskość są ważne w związku.

        Typowo kobiecy punkt widzenia.
        • urquhart Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 14:35
          bcde napisał:
          > Tak, facet, który np. nie jadł od tygodnia (podczas, gdy żona jest syta) też po
          > winien przestać myśleć o swoich potrzebach i zacząć myśleć o wspólnych potrzeba
          > ch pary. (...)
          > Jasne, że nie o seksie. To, że facetowi sperma od roku zalewa mózg, to nie szko
          > dzi. Po co się spieszyć, przechodząc do sedna.

          Bo to propocja takiej socjalistycznej wersji równoprawnienia w której mężczyzna zawsze ma obowiązek się przejmować uczuciami i potrzebami kobiety i do niej dostosowywać , a kobieta ewentualnie jak ma ochotę albo wcale bo to uprzedmiotowienie przecież.
          Bo przecież i tak inaczej da mu sie "kopa w dupę" i "puści w skarpetkach" przemocowca:)
      • urquhart Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsychologia 18.05.13, 14:29
        twojabogini napisała:
        > porodzie bardzo się zmieniło, natomiast mężczyzny - niewiele. Jeszcze inaczej
        > - kobieta jest przeciążona nowymi obowiązkami, w których jej mąż nie ma udziału
        > lub jego udział jest niewielki.
        > Nie zawsze jest to czyjaś wina - czasem mężczyzna jest po prostu w pracy, czase
        > m jako para tak ustalili, czasem mężczyzna nie czuje się kompetentnym opiekunem
        > niemowlęcia i się wycofuje. Coraz rzadziej jest tak - ze to pan i władca zadec
        > ydował i uczynił kobietę jedyna odpowiedzialną. (...)
        > Niezależnie od przyczyny, takie nierówne rozłożenie ciężaru obowiązków i odpowi
        > edzialności złożonych z rodzicielstwem skutkuje zahamowaniem popędu u kobiety -

        Idealistyczne brednie.
        Po pierwsze każde zwierze doświadczalne jak i kobiety mu się podwyższy paziom prolaktyny hormonu rodzicielskiego w mózgu przestaje być całkowicie zainteresowane seksem niezależnie od fazy cyklu, wystarczy poczytać znienawidzone przez feministki kobietki które popularno-naukowo piszą o tym jak Anne Moire czy Louann Brizendine, więc przeciązenie to jedynie zasłona dymna!
        lubimyczytac.pl/ksiazka/63788/mozg-kobiety
        www.empik.com/plec-mozgu-anne-moir-david-jessel,2292923,ksiazka-p
        Dwa masz badania nie raz wspominane że ci faceci najwięcej się angażują w tak zwane zdefiniowane przez kobieta wspólne obowiązki maja najmniej seksu ze wszystkich bo są dla partnerek niemęscy a one i tak podwyższą poprzeczkę ilości tzw obowiązków i beda "przeciązone", bo partner po prostu spada na koniec listy ważności, szczególnie jak urodzi sie syn, chyba że jest kolejne dziecko w wielodzietnej rodzinie , w której uczucia rodzicielskie rozkładają się na wiele dzieci, najczęściej one piszą krytycznie o subiektywnym "przeciążeniu" (jak Zofia Milska przy trójce). Uczucie przeciążenia zwiazane jest przede wszystkim ze zdefiniowaniem że to najważniejsza aktywność w życiu na którą zawsze bedzie za mało czasu i środków. Dla mężczyzny rzadko bedzie miało to miejsce (kobiecym mężczyznom o niskim testosteronie zaangażowanym w potomstwo ok 10%też bardzo silnie podnosi się prolaktynua hormon niepokoju o potomstwo).

        Nieporozumienie i mechanizm rozpadu relacji pary siedzi przede wszytkim w tym że baby są przekonan że ich sterowane hormanalnie nowe potrzeby i zakręcenie wynika z tzw "dojrzałości" ignorują i mają gdzieś inne uczucia potrzeby mężczyzn jako "niedojrzałe", natomiast oni odczytują nowy nacisk i zdeterminowaną jako intencjonalną rozczeniowość i wyrachowanie.
        -
        Kobiety mają znacznie większe od mężczyzn wymagania i oczekiwania. Ciągle dla większości z nas rodzina i wychowanie dzieci są głównym polem realizacji, sprawą o strategicznym znaczeniu. Mężczyzna przestaje być ukochanym człowiekiem, zostaje sprowadzony do roli dostarczyciela dóbr dla rodziny. (Majka Jaworska)
        • kotoshi Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 15:13
          Przykre, że w wątku (nie tylko tym) widać przede wszystkim walkę meżczyźni-kobiety.
          • urquhart Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 15:32
            kotoshi napisała:
            > Przykre, że w wątku (nie tylko tym) widać przede wszystkim walkę meżczyźni-kobi
            > ety.

            Głupio naiwne byłoby tego nie zauważyć że w życiu mam miejsce. Miłość się rozwija kiedy mamy wspólne nadziej oczekiwania i potrzeby i jesteśmy wzajemnie dla siebie najważniejszymi osobami których interesuje odczuwane tej drugiej strony.
            A po dziecku sie to zmienia.
            Bo kobiecie zmieniają się życiowe priorytety. Zobacz co piszą że jest najważniejsze na forum Młode Mężatki (miłość, partner, uczucia) a na forum Emama czy Życie Rodzine (dziecko, rodzina)
            • rekreativa Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 15:56
              Owszem, ale jak sam pisałeś, to się nie zmienia na ich własne życzenie.
              To jest po prostu biologia: młode jest najważniejsze. To ono w pierwszej kolejnośći dostaje żarcie (czasem kosztem śmierci głodowej samca, którego samica odgania od pożywienia - lemury), to ono jest chronione przede wszystkim w razie niebezpieczeństwa itd. Samiec albo się nim razem z samicą opiekuje, albo jest agresywnie od tandemu samica-młode odpędzany.
              No i samica nie kopuluje dopóki ma młode pod opieką.

              Oczywiście inną sprawą niż spadek libida, nad którym nie mamy żadnej kontroli, jest branie pod uwagę potrzeb partnera. Tutaj już wiele zależy od naszej dobrej woli. Jak ktoś wspominał można , w razie dyskomfortu fizycznego i totalnego braku podniecenia, zaspokoić partnera inaczej niż przez stosunek. Pytanie tylko, jak długo partnerowi to wystarczy.
              • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 17:34
                To, że młode jest najważniejsze to stereotyp. co druga matka pozostająca na macierzyńskim po trzech miesiącach tęskni za dawnym życiem, za dawna sobą (także za czasami, gdy czuła się istota seksualną) i odczuwa chęć ucieczki, wyrzucenia dziecka za okno lub wsadzenia do szafy. Nie robią tego bo są dobrze zsocjalizowane i mają poczucie obowiązku. W środowiskach patologicznych ładują dzieci do beczek, sprzedają na narządy albo staja się celebrytkami poszukującymi rzekomo zaginionych pociech, albo piją. Im mniej partner jest zaangażowany - tym bardziej czują się osamotnione i tym bardziej powiększą się dystans miedzy młodymi rodzicami.

                Zarówno kobieta jak i mężczyzna są w równym stopniu zainteresowani odzyskaniem równowagi po porodzie przez kobietę. Prosta i stereotypowa w naszych czasach recepta - niech partner podzieli obowiązki i odciąży kobietę - jest bzdurą. Nie w każdej rodzinie partner ma wystarczające kompetencje do opieki nad niemowlęciem, w innych chciałby - ale intensywna praca zawodowa jest koniecznością - i nie jest w stanie. ja radzę podzielić odpowiedzialność - nie obowiązki.
                Jeśli partner jest tak samo zaangażowany emocjonalnie w szczepienia, spacery, zupki - nawet gdy w nich nie uczestniczy, ale naprawdę mu zależy i jest tym zainteresowany, pomaga to wszystko zorganizować (podjąć decyzję o wprowadzeniu nowego składnika żywienia, terminie szczepienia, rodzaju szczepionki, wyborze lekarza, zmianie wózka, zmianie śpiworka na lżejszy kocyk) - kobieta nie czuje się obciążona psychicznie. To dużo. A do tego wystarczy net w pracy lub w domu i telefon + chwila rozmowy np. przy kąpieli dziecka.
                Niektórzy mężczyźni świetnie sprawdzają się jako drugie mamy - inni jako osoby wspierające kobietę i dbający o jej dobrostan i odciążający ją (przygotowanie kąpieli dla zony i ponoszenie malca, w czasie gdy ona się umyje i zje- gdy nie miała na to czasu będąc z dzieckiem, pomoc w zorganizowaniu niani lub babci, żeby ona mogła pójść do koleżanki, albo kina, rozmowa, przyniesienie jej książki nie o dzieciach, telefon z pracy z pytaniem o nią -a nie o dziecko, docenienie jej jako matki wobec innych osób, poparcie przeciwko teściowej podważającej jej kompetencje i szereg innych drobiazgów). Jest szereg sposobów żeby odciążyć kobietę opiekująca się dzieckiem i nie każdy mężczyzna musi wchodzić w rolę rodzica intensywnie opiekującego się dzieckiem i dzielącego obowiązki równo po połowie.
                Gdy w zwiazku panuje jako taka równowaga - można przejść do seksu. I tu niestety znów jest zadanie dla mężczyzny. To ciało kobiety się zmieniło i to ona potrzebuje na nowo poczuć się atrakcyjna. Gdyby to on przeszedł operację lub chorobę zmniejszającą atrakcyjność - zadanie przywrócenia partnerowi wiary w siebie należałoby do kobiety. Więc naprawdę nie chodzi tu o to, aby obciążyć mężczyznę - tylko o to, aby zareagować adekwatnie do sytuacji. Męskość polega na tym, żeby umieć taka odpowiedzialność - za siebie, żonę, dziecko, seksualność w związku ponieść. Jedni dają rady i są wystarczająco męscy. Inni są niedojrzali i zamiast rozwiązać problem uciekają w porno, alkohol, romanse, pracę i uznają, że kobiety to oszustki i suki (tylko dlatego, że żonie przejściowo spadło libido!). Kobiety w podobnych sytuacjach reagują podobnie - jedne potrafią partnera opiekującego się dzieckiem, chorego, ze spadkiem libido itp. wesprzeć i dowartościować inne romansują, domagają się "swoich praw", seksualnego zaspokojenia, tracą szacunek, rozwodzą się. To nie kwestia płci, a klasy i dojrzałości (czasem rozumianej jako "męskość" lub "kobiecość").


                • urquhart Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 17:55
                  twojabogini napisała:
                  > Gdy w zwiazku panuje jako taka równowaga - można przejść do seksu. I tu nieste
                  > ty znów jest zadanie dla mężczyzny.

                  Niestety znów socjalistyczne zakłamane roszczeniowe równouprawnienie.
                  Dla kobiety priorytetem jest dziecko, dla mężczyzny priorytetem ma być jego żona, a on kim ma być w tym wszystkim?
                  Jak spotka kochankę z podobnymi potrzebami to nagle go olśni że i on jest dla kogoś wreszcie priorytetowy i ważny :)


                  > Niektórzy mężczyźni świetnie sprawdzają się jako drugie mamy - inni jako osoby
                  > wspierające kobietę i dbający o jej dobrostan i odciążający ją (przygotowanie k


                  Meżczyzna ma swoje męskie role, jako druga mama bedzie zawsze gorszy i żałosny, nie widzisz tego?
                  To Mizoandria, szowinizm i przedtawianie żeńśkiej formy zachowań jako, lepszej formy ideału do którego dążyć.

                  > zebuje na nowo poczuć się atrakcyjna. Gdyby to on przeszedł operację lub chorob
                  > ę zmniejszającą atrakcyjność - zadanie przywrócenia partnerowi wiary w siebie n
                  > ależałoby do kobiety.

                  Byłoby pięknie, ale rzadko spotykane, nie wspominając nawet o chorobie alkoholowej.

                  > ponieść. Jedni dają rady i są wystarczająco męscy. Inni są niedojrzali i zamia
                  > st rozwiązać problem uciekają w porno, alkohol, romanse, pracę i uznają, że kob
                  > iety to oszustki i suki (tylko dlatego, że żonie przejściowo spadło libido!).

                  Ile jest dojrzałych żon które próbuą rozwiązać problem, zamiast widzieć dojrzałości jedynie we własnym instynkcie macierzyńskim ktrórego mężczyźni nie posiadaja?

                  • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 18:35
                    > Meżczyzna ma swoje męskie role, jako druga mama bedzie zawsze gorszy i żałosny,
                    > nie widzisz tego?

                    W moim środowisko wielu mężczyzn jest "druga mamą" - i są męscy i wspaniali w swoich rodzicielskich rolach. Dziś byliśmy na spotkaniu - służbowym i takich mężczyzn było tam więcej. Dwóch przyszło z maluchami, bo żony nie mogły się nimi zająć. karmili, wysikiwali, a czasie wolnym rozmawiali o pierwszych ząbkach i kupkach. Mój mąż został druga mamą i nie jest żałosny - jest wspaniałym i kompetentnym ojcem. Określenie druga mama to efekt braku powiązania ojcostwa z zaangażowaną opieką nad dzieckiem. Tata typu druga mama - to po prostu prawdziwy i kochający tata.

                    > To Mizoandria, szowinizm i przedtawianie żeńśkiej formy zachowań jako, lepszej
                    > formy ideału do którego dążyć.

                    To buraczany sposób prowadzenia dyskusji - przypisywanie wypowiedzi, które z ust uczestnika nie padły. Napisałam wyraźnie, że nie każdy mężczyzna odnajdzie się jako druga mama i jest wiele rożnych modeli zaangażowanie mężczyzny w związek i rodzicielstwo. Jeśli jest inaczej - proszę o cytat - z tej dyskusji. Tylko nie wyrywaj mi swoim zwyczajem zdania z kontekstu.

                    > Ile jest dojrzałych żon które próbuą rozwiązać problem, zamiast widzieć dojrzał
                    > ości jedynie we własnym instynkcie macierzyńskim ktrórego mężczyźni nie posiada
                    > ja?

                    Instynkt macierzyński to mit. A ile jest dojrzałych ludzi rozwiązujących problemy - tyle ile udanych małżeństw - niewiele.
                    • urquhart Inna rola ojca 18.05.13, 18:46
                      twojabogini napisała:
                      > owaną opieką nad dzieckiem. Tata typu druga mama - to po prostu prawdziwy i koc
                      > hający tata.

                      Mam swoje zdanie. Jak u Froma , ojciec ma zupełnie inne role. Nie robi rzeczy za dziecko. Matka opiekuje się i kocha bezwarunkowo ale tym ogranicza, i blokuje rozwój. Ojciec inspiruje do wyzwań, samodzielnosci ryzyka, rozwoju, rywalizacji, inteligencji (męskie cechy) kocha warukowo za osiągniećia, nie za to że dziecko jest ale jakie jest.

                      > To buraczany sposób prowadzenia dyskusji - przypisywanie wypowiedzi, które z us
                      > t uczestnika nie padły. Napisałam wyraźnie, że nie każdy mężczyzna odnajdzie si
                      > ę jako druga mama i jest wiele rożnych modeli zaangażowanie mężczyzny w związek

                      Nie to aspekt którego nie dostrzegasz i nie chcesz dostrzec. Jesteśmy płciowo inni, każda ma wady i zalety. Robienie z ojców drugich matek do deprecjonowanie ich roli i innych zadań i zalet.

                      > Instynkt macierzyński to mit. A ile jest dojrzałych ludzi rozwiązujących proble
                      > my - tyle ile udanych małżeństw - niewiele.

                      Instynkt seksualny i instynkt przetrwania to też mit? Nie bądź śmieszna, mit to że jest on bezwaunkowy i oczywiest, a uruchamia sie nie u każdej kobiety i nie zawsze działa.
                      • humi-dor Re: Inna rola ojca 18.05.13, 21:19
                        urquhart napisał:

                        > kocha warukowo za osiągniećia, nie za to że dzi
                        > ecko jest ale jakie jest.

                        Jakbym mial kochac warunkowo niemowlaka za jego osiagniecia, to bym mu pieluchy nie zmienil, bo predzej bym puscil pawia ;-) A wedlug Twojej teorii wszystkie dzieci chore, niepolnosprawne powinny byc odrzucone przez swoich ojcow jako niespelniajace oczekiwan.
                        Wiem, wiem, zaraz napiszesz o wiekszosci itd, problem w tym, ze wiekszosc mnie kompletnie nie interesuje i gdyby matka moich dzieci, czy jakas inna kobieta, robila z nich zyciowe sieroty, to sam chetnie pogonilbym ja w cztery diably.
                        • humi-dor Re: Inna rola ojca 18.05.13, 21:25
                          Sorry Urqu, podpialem sie pod inny watek :-) Wybacz.
                      • twojabogini Re: Inna rola ojca 19.05.13, 00:48
                        > Mam swoje zdanie. Jak u Froma , ojciec ma zupełnie inne role. Nie robi rzeczy z
                        > a dziecko. Matka opiekuje się i kocha bezwarunkowo ale tym ogranicza, i blokuj
                        > e rozwój. Ojciec inspiruje do wyzwań, samodzielnosci ryzyka, rozwoju, rywalizac
                        > ji, inteligencji (męskie cechy) kocha warukowo za osiągniećia, nie za to że dzi
                        > ecko jest ale jakie jest.

                        Lubię Fromma za optymizm i idealizm, ale wiele z tego co napisał np. o rolach rodziców się zdezaktualizowało. Współczesny model rodziny jest kompletnie inny. Opieka często jest wspólna i opieka matki zasadniczo nie różni się od opieki ojca. Miłość rodziców do dziecka jest i powinna być bezwarunkowa - jak można kochać kogoś za coś? Tak mogli kochać ojcowie w domu nieobecni, którzy nie znali swoich dzieci nie mieli z nimi bliskiej więzi - jak za Fromma.
                        Kiedy kobiety siedziały w domu - nie mogły inspirować dzieci, rozwijać ich intelektualnie (często same nie miały wykształcenia). Dziś to wszystko co kiedyś ojcowie i matki robią. Jakbym jako matka ograniczała swoje dzieci w rozwoju i dusiła miłością to palnęłabym sobie w łeb dla ich dobra.
                      • twojabogini Re: Inna rola ojca 19.05.13, 00:58
                        > Nie to aspekt którego nie dostrzegasz i nie chcesz dostrzec. Jesteśmy płciowo i
                        > nni, każda ma wady i zalety. Robienie z ojców drugich matek do deprecjonowanie
                        > ich roli i innych zadań i zalet.

                        Różnice płciowe dostrzegam. Są widoczne gołym okiem i mają charakter anatomiczny. Cała reszta różnic to kultura i przyjęte role. Mężczyźni wchodzący w role "tradycyjnie kobiece" zaczynają mieć "kobiece" problemy. Ci co nie pracują i są na wychowawczych zachowują się tak jak kobiety na wychowawczych i tak samo narzekają na izolację, nudę, spadek libido, spadek atrakcyjności, oddalenie od partnerki, jej brak zrozumienia dla potrzeb dziecka itp.
                        Każdy człowiek może być drugą albo i pierwszą matką - nawet dziadek. Moje dziecko ma trzy osoby opiekujące się nim macierzyńsko, w tym dwóch mężczyzn.
                        Poza tym już ci pisałam - nie uważam, że każdy mężczyzna powinien zostać drugą mamą. Nie każdy ma ochotę, nie każda partnerka by to zaakceptowała. Są pary, które wolą trzymać się tradycji. Więc skończ przypisywać mi twierdzenia,których nie wypowiadam.

                        Jakie są te inne role - zwłaszcza przy małym dziecku i czym powinien zajmować się tata niemowlaka albo bachorka do lat trzech, albo jak wolisz to i starszego? Jakie mają inne zadania od matek w stosunku do dzieci i inne zalety.
                        • rekreativa Re: Inna rola ojca 19.05.13, 12:58
                          Ja bym się jeszcze zapytała, podobnie jak humi-dor, jaka według urqu jest rola ojca przy dziecku ciężko chorym lub niepełnosprawnym?
                • rekreativa Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 17:57
                  Pisałam, że w przyrodzie młode jest najważniejsze, a to nie żaden stereotyp, tylko fakt.
                  Po drugie, sama piszesz o spadku libido po ciąży i porodzie, więc jednak natura tak to urządza, by człowiek nie skupiał się na zbędnych rzeczach, tylko na chowaniu młodego.
                  Nie należy też utożsamiać pewnych fizjologicznych zmian (hormony, spadek rzeczonego libido, by nie wyprodukować konkurencji dla istniejącego bobasa, mleko w piersiach itd), które nasz organizm nastawiają na opiekę nad młodym z psychicznym nastawieniem, że dziecko jest najważniejsze. To nie zawsze idzie w parze.
                  • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 01:05
                    > Pisałam, że w przyrodzie młode jest najważniejsze, a to nie żaden stereotyp, ty
                    > lko fakt.

                    Ale to żaden fakt. W przyrodzie matki często zjadają lub w inny sposób uśmiercają potomstwo, albo robi to inny członek grupy. Priorytetem jest przeżycie grupy/gatunku, nie jednostki. Kiedy przeżycie grupy zależy od uzupełnienia członków- wtedy młode są ważne.

                    > Po drugie, sama piszesz o spadku libido po ciąży i porodzie, więc jednak natura
                    > tak to urządza, by człowiek nie skupiał się na zbędnych rzeczach, tylko na cho
                    > waniu młodego.

                    Spadek libido jest faktem. ale uzasadnienie spadku - stereotypem. Podobnym stereotypem jest spadek inteligencji. Kiedy mężczyznom kazano spać w rytmie karmienia naturalnego niemowląt to też wypadali na testach o 30% słabiej. Korelacja to nie przyczynowość. Mężczyznom aktywnie zaangażowanym w opiekę nad małym dzieckiem tez libido spada. działa tu wiele czynników, a hormony nie są determinantą.

                    > Nie należy też utożsamiać pewnych fizjologicznych zmian (hormony, spadek rzeczo
                    > nego libido, by nie wyprodukować konkurencji dla istniejącego bobasa, mleko w p
                    > iersiach itd), które nasz organizm nastawiają na opiekę nad młodym z psychiczny
                    > m nastawieniem, że dziecko jest najważniejsze. To nie zawsze idzie w parze.

                    To w ogóle nie idzie w parze. Hormony służą np. wytworzeniu mleka, a przekonanie o priorytetach jest wytworem kultury, nie hormonalnych reakcji.
                    • rekreativa Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 12:55
                      "Ale to żaden fakt. W przyrodzie matki często zjadają lub w inny sposób uśmierca
                      > ją potomstwo, albo robi to inny członek grupy"

                      Ale kiedy to robią? W jakich okolicznościach? Np. wtedy, kiedy młodych urodziło się zbyt dużo w stosunku do dostępnego pożywienia. Matka może wówczas zabić najsłabsze osobniki z miotu, albo też cały miot i poczekać na lepsze czasy. Zdarza się też, że samice zabijają młode w stresie, ale to już nie jest element strategii rozrodczej, tylko jakieś zachwianie w fizjologii.
                      To bynajmniej nie przeczy stwierdzeniu, że potomstwo jest najważniejsze.
                      Kiedy samiec zabija miot to też po to, by zrobić samicy dzieci, tylko że swoje własne.

                      "Kiedy przeżycie grupy zależy od uzupełnienia członków-
                      > wtedy młode są ważne. "

                      A znasz jakąś grupę, która przeżyje bez uzupełniania członków? Bo chyba kolejność jest taka, że bez urodzeń grupa (stado, populacja, gatunek itd.) się wykrusza aż do śmierci ostatniego osobnika.

                      "Spadek libido jest faktem. ale uzasadnienie spadku - stereotypem. Podobnym ster
                      > eotypem jest spadek inteligencji. Kiedy mężczyznom kazano spać w rytmie karmien
                      > ia naturalnego niemowląt to też wypadali na testach o 30% słabiej. Korelacja t
                      > o nie przyczynowość. Mężczyznom aktywnie zaangażowanym w opiekę nad małym dziec
                      > kiem tez libido spada. działa tu wiele czynników, a hormony nie są determinantą"

                      To według Ciebie w jakim celu spada libido opiekującym się potomstwem osobnikom? W jakim celu istnieją w przyrodzie okresy godowe i nie ma kopulacji poza tymi okresami?

                      "To w ogóle nie idzie w parze. Hormony służą np. wytworzeniu mleka, a przekonani
                      > e o priorytetach jest wytworem kultury, nie hormonalnych reakcji."

                      Ale co sugerujesz w tym momencie? Że wszystkie matki, które uważają własne dziecko za najważniejszą osobę w ich życiu uważają tak, bo inaczej nie wypada? Czy uczucia są według Ciebie wytworem kultury?


                      Często pro­wadzę z sobą długie roz­mo­wy i jes­tem przy tym tak mądry, że cza­sami nie ro­zumiem ani jed­ne­go słowa z te­go, co mówię. (O.Wilde)
                    • rekreativa Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 13:59
                      Jeszcze dodam, żeby nie być źle zrozumianą: ja nie twierdzę, że hormony to jedyna przyczyna tego, że kobieta po porodzie nie ma ochoty na seks. Oczywiście wszystko, co Ty wymieniasz: złe samopoczucie fizyczne, niewyspanie, problemy z zaakceptowaniem zmienionego ciała itd. też ma wpływ na ochotę i tutaj partner może wiele zdziałać.
                      Niemniej wahania hormonalne istnieją i czasami to one właśnie są głównym odpowiedzialnym za problem, a tutaj wyżej pupy nie podskoczysz. Wiadomość pocieszająca jest taka, że to nie trwa wiecznie.

                      Jeszcze co do tego: " To w ogóle nie idzie w parze. Hormony służą np. wytworzeniu mleka, a przekonani
                      > e o priorytetach jest wytworem kultury, nie hormonalnych reakcji."

                      Chodziło mi o to, że hormony służą przystosowaniu fizjologii do opieki nad oseskiem, a nie wytworzeniu uczucia miłości do dziecka. Wprawdzie urqu podał tu jakiś artykuł( zwierciadlo.pl/2012/dziecko-2/bede-mama/mama-zakochana-bo-karmiaca-piersia), gdzie naukowcy twierdzą, że hormony wytwarzane podczas karmienia piersią dają efekt taki jak zakochanie, ale też dalej jest wzmianka, że to po pół roku mija.
                      Inaczej rzecz biorąc wytworzenie stałej więzi emocjonalnej z dzieckiem to nie jest kwestia hormonów i u każdej kobiety może przebiegać inaczej. U jednej wytworzy się szybko, u innej wolniej, a u trzeciej wcale.
                      To miałam na myśli mówiąc, że nie idzie w parze z fizjologiczną gotowością do opieki nad młodym.
                      • zyg_zyg_zyg Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 23:26
                        > Niemniej wahania hormonalne istnieją i czasami to one właśnie są głównym odpowi
                        > edzialnym za problem, a tutaj wyżej pupy nie podskoczysz. Wiadomość pocieszając
                        > a jest taka, że to nie trwa wiecznie.

                        Ja też nie pomijałabym kwestii hormonów i też nie przypisywałabym im głównego sprawstwa spadku chęci na seks u kobiety.

                        W ciągu mniej więcej ostatnich pięciu lat raz jeden miałam dni płodne. Jestem pewna, że to był dzień poczęcia mojego drugiego dziecka :-) Wiem kiedy, bo był to też jedyny dzień w ciągu tych pięciu lat, kiedy miałam totalną chcicę. Wiem też, że to jest spowodowane długim karmieniem piersią i długim okresem przyjmowania hormonalnego syfu dla karmiących. Ale zmiany w gospodarce hormonalnej, które zachodzą w moim organizmie, stępiły jedynie ten fizjologiczny kawałek chęci na seks. To znaczy mnie zwyczajnie nie swędzi i nie czuję pilnej potrzeby podrapania - tak jak to bywało wcześniej. Ale ochotę na mojego mężczyznę, na intymność i fizyczną bliskość, na seks z nim mam ciągle i niezmiennie.

                        Na pewno nie miałabym jej w pierwszych miesiącach życia naszych dzieci - i niewykluczone, że potem również - gdyby nie pomoc mojego męża. Na przykład gdyby nie jego wstawanie do niemowlaka, podawanie mi go do karmienia i odkładanie z powrotem do łóżeczka (ale też delikatność i cierpliwość w pierwszych naszych kontaktach po porodzie). Bez tego niespełniona fizjologiczna potrzeba snu zwyczajnie zdominowałaby wszelkie inne potrzeby - w tym potrzebę mojego powrotu do seksualności. Niewykluczone, że brak tej pomocy wywołałby żal do męża, poczucie porzucenia w potrzebie i niechęć do niego i bliskości z nim. A w rezultacie być może również i przelanie całej miłości na dziecko.

                        I nie, bynajmniej nie obarczam mężczyzn odpowiedzialnością za zanik pożycia po pojawieniu się dziecka - myślę, że to, o czym niżej napisała Sea.sea - o przyczynach niechęci leżacych po stronie kobiety - jest dosyć częste. Wyobrażam sobie też, że u innych kobiet zmiany hormonalne mogą skutkować totalnym odrzutem od mężczyzny. Ale na pewno u mnie szybki i dobry powrót do seksu możliwy był dzięki mężowi.
                        • urquhart Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 20.05.13, 01:23
                          zyg_zyg_zyg napisała:
                          > Na pewno nie miałabym jej w pierwszych miesiącach życia naszych dzieci - i niew
                          > ykluczone, że potem również - gdyby nie pomoc mojego męża. Na przykład gdyby(...)
                          > lności. Niewykluczone, że brak tej pomocy wywołałby żal do męża, poczucie porzu
                          > cenia w potrzebie i niechęć do niego i bliskości z nim. A w rezultacie być może
                          > również i przelanie całej miłości na dziecko.

                          Zyg sąsiadko, generalnie działa to w obie strony przecież. Prawdziwa miłość to 3 nogi namiętność intymość zaangażowanie. Wycofanie zaagażowania (dom, rodzina) przez faceta zainicjuje rozpad reszty. Ale i wycofanie intymności (w uproszczeniu czas tylko we 2je) i namiętności (seks) przez kobietę inicjuje że samo zaangażowanie nie pozwoli przetrwać miłości długo i nie trzeba być jakimś psychologiem czy mędrcem żeby to przewidzieć.

                          Jak dla kobiety relacja z partnerem spada ostatni plan bo dziecko i jego gama spraw są najważniejsze, albo staje się jedynie postrzegana przedmiotowo, wspominane intensyfikowanie zaangażowania faceta licząc że się kiedyś się ona obudzi jest iluzoryczne, miłość nie przeżywa bez swoich nóg długo, zatruwa ją z czasem coraz bardziej jad zgorzknienia i rozczarowania, prędzej pomoże potrząśniecie uzmysłowiające czy faktycznie nie zależy jej na tym co może stracić. Bo jak się przekroczy pewien poziom zatrucia zgorzkieniem potem mamy i tak typowy polski przykład zgorzkniałych dogryzających sobie rodziców których łaczy dziecko i kredyt, a partner irytuje do żywego będąc żywym przypomnieniem wzajemnych zawiedzionych oczekiwań i rozczarowań i powrót do tego co było jest niemożliwy.
                          • kag73 Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 20.05.13, 10:01
                            "Bo jak się przekroczy pewien poziom zatrucia zgorzkieniem potem mamy i tak typowy polski przykład zgorzkniałych dogryzających sobie rodziców których łaczy dziecko i kredyt, a partner irytuje do żywego będąc żywym przypomnieniem wzajemnych zawiedzionych oczekiwań i rozczarowań i powrót do tego co było jest niemożliwy."

                            A myslisz, ze tutaj jedyna dopuszczalna przyczyna takie stanu rzeczy jest fakt, ze dziecko stalo sie dla zona najwazniejsze a maz spadl na dtugi plan? Bo ja nie sadze. To moze byc jedna z przyczyn ale nie jedyna.
                          • zyg_zyg_zyg Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 21.05.13, 13:40
                            Urqu,
                            no właśnie chodzi o trzy nogi. Ty w ciemno zakładasz, że wszystkie przed dzidziusiem są równe, tylko babka po porodzie podcina tę od namiętności, a ktoś inny zakłada, że ta od zaangażowania (w rodzinę o nowym kształcie) jest za krótka. W zasadzie mała różnica w prowadzeniu dyskusji :-)

                            A autor wątku już pięć lat temu żalił się na forum, że seks w jego związku mocno kuleje, pisał też o żalach żony do niego, że nie poświęca jej czasu i uwagi. Coś mocno nie tak było z wszystkimi tymi nogami już wtedy. A pojawienie dzidziusia na pewno tej sytuacji nie poprawiło z żadnej strony.
                            • kutuzow Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 21.05.13, 13:49
                              zyg_zyg_zyg napisała:

                              > Urqu,
                              > no właśnie chodzi o trzy nogi. Ty w ciemno zakładasz, że wszystkie przed dzidzi
                              > usiem są równe, tylko babka po porodzie podcina tę od namiętności, a ktoś inny
                              > zakłada, że ta od zaangażowania (w rodzinę o nowym kształcie) jest za krótka. W
                              > zasadzie mała różnica w prowadzeniu dyskusji :-)

                              Zyg -ciekawie napisane. Zmusza do zastanowienia się.
                              Osobiście myślę że chodzi tutaj o to jakie podejście do związku jest dominujące.

                              Jedno -modne wśród wszystkich matek 30+ (które od dawna oczekiwały potomka), to model 1+2: Dziecko jest najważniejsze, a rodzice w pierwszej kolejności mają myśleć o nim (dopiero potem o związku i os swoich potrzebach).

                              Drugi model: 2+1 Związek jest najważniejszy, bo szczęśliwi rodzice to także szczęśliwe dziecko. Czyli najpierw dbamy o związek a potem o dziecko. Czytałem bardzo fajny wywiad z jednym z psychologów o takim modelu (chyba w Charakterach z 5-6 lat temu), może Urqu pomoże go odnaleźć.

                              Gdy wybierze się model 1-szy (dziecko najważniejsze a rodzice są od zaspokajania jego WSZYSTKICH potrzeb, to zawsze jedna nóżka (ta zaangażowania) będzie za krótka.
                              • urquhart Drugi model: 2+1 21.05.13, 15:01
                                kutuzow napisał:
                                > Drugi model: 2+1 Związek jest najważniejszy, bo szczęśliwi rodzice to także szc
                                > zęśliwe dziecko. Czyli najpierw dbamy o związek a potem o dziecko. Czytałem bar
                                > dzo fajny wywiad z jednym z psychologów o takim modelu (chyba w Charakterach z
                                > 5-6 lat temu), może Urqu pomoże go odnaleźć.

                                To wołanie na puszczy ...
                                • zyg_zyg_zyg Re: Drugi model: 2+1 21.05.13, 15:37
                                  > > może Urqu pomoże go odnaleźć.
                                  >
                                  > To wołanie na puszczy ...

                                  Znaczy Urqu odmawia pomocy w szukaniu artykułu... :-)
                                  • kutuzow "Jak wychować szczęśliwe dzieci?" 21.05.13, 16:13
                                    zyg_zyg_zyg napisała:
                                    > Znaczy Urqu odmawia pomocy w szukaniu artykułu... :-)

                                    Sam znalazłem, choć nie było łatwo :-)
                                    Tamten art był rozmową na temat tej książki. Poniżej fragment o którym wspominałem:

                                    "Aby dziecko było zadowolone z życia, rodzic musi zatroszczyć się o siebie. Spełnieni życiowo rodzice dają dziecku poczucie bezpieczeństwa i oparcie niezbędne do rozwoju. To jeden z podstawowych paradoksów rodzicielstwa - jeśli poświęcając się bez reszty maluchowi zaniedbuje się swój związek, prędzej czy później obraca się to przeciwko dziecku"


                                    ksiegarnia.zwierciadlo.pl/78,jak-wychowac-szczesliwe-dzieci.html
                                    • urquhart dziecko rzekomo na pierwszym miejscu ? 21.05.13, 17:54
                                      www.psychoterapiagestalt.pl/dane/opracowania_oraz_artykuly.php?id=teksty/jak_wychowac_szczesliwe_dzieci
                                      -Czy możesz opisać strukturę przeciętnej rodziny? Jak to widzisz po tylu latach pracy terapeutycznej?

                                      W.E.: Rodzina to system bardzo złożony. Każda tworzy inną konfigurację. Możemy zaryzykować opis stosunkowo często spotykanej.
                                      W rodzinie, która ma niefortunne dziedzictwo, matka cierpi z powodu braku poczucia tożsamości i identyfikacji z własną płcią, ponieważ matka tej matki nie była w stanie zaoferować córce pozytywnego wzoru kobiecości i naprawdę jej pokochać. W rezultacie taka matka bardzo przywiązuje się do roli matki i w specyficzny sposób, nieświadomie, manipuluje uczuciami dziecka. To, co wydaje się jej miłością do niego, w istocie służy przede wszystkim spełnieniu jej własnych, nie zaspokojonych w dzieciństwie potrzeb emocjonalnych. Próbuje określić swoją tożsamość przez bycie wreszcie kimś najważniejszym dla kogoś. Tym kimś staje się własne dziecko, które musi zostać silnie uzależnione, aby choć w najmniejszym stopniu mogło tę potrzebę matki zaspokoić

                                      -Gdyby odczytać wszystko to, co taka matka zdaje się mówić dziecku, to jak brzmiałby ten komunikat?

                                      W.E.: „Jesteś po to, żeby mnie kochać.” „Nie wolno ci żyć w pełni, cieszyć się życiem, bo się boję, że cię stracę.” „Odpowiadasz za moje samopoczucie i musisz mnie przekonać, że jestem dobrą matką, bo inaczej tracę poczucie, że istnieję.” Innymi słowy - matka wchodzi w rolę swojego dziecka, wchodzi dziecku na kolana.
                                      Ponieważ nie jest pogodzona ze swoją płcią, czuje się nobilitowana przez fakt urodzenia syna. Deprecjonuje jednocześnie córkę, która z reguły dowiaduje się od niej, że nie jest ważna lub że jest mniej ważna od innych. Mniej ważna niż ojciec, mniej ważna niż bracia, a później mniej ważna niż zięć czy partner córki. W świecie kreowanym przez matkę kobieta ma prawo istnieć wyłącznie ze względu na syna, męża - mężczyznę. Córki uczą się od matki, że ich rola jest podrzędna, że ich szczęście zależy tylko od tego, czy i jakiego mężczyznę spotkają, że popędowość i seksualność kobiety są podejrzane. Uczą się nie ufać sobie, swoim uczuciom, odczuciom i potrzebom. W nieustającej walce przeciw sobie tracą kontakt z sobą, z własnym ciałem.
                                      Z drugiej strony mamy w rodzinie ojca. Z reguły w dzieciństwie nie docenionego przez własnego ojca i zepsutego przez matkę. Ojcowska miłość nieosiągalna, matczyna zbyt łatwa i zbyt zaborcza. Chce być kochany i uważa, że zdobędzie miłość, kiedy będzie kimś nadzwyczajnym.
                • sea.sea Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 20:14
                  Boginka, czy według Ciebie kobieta jest odpowiedzialna za COKOLWIEK w kontekście łóżkowym?

                  Bo z jednej strony się dziwisz tym, które czekają na rycerza na białym koniu, który będzie seksuologiem, terapeutą, casanovą, spowiednikiem, telepatą i diabli wiedzą, kim jeszcze, a z drugiej - wspierasz bierną postawę kobiet względem seksu w związku choćby w powyższym poście. I znowu wg powyższego ona nic nie musi - nawet sama z siebie łaskawie poświęcić tak z pół minuty na myślenie przyczynowo skutkowe, że jak nie było żadnego seksu od roku, to być może partner jest nieco sfrustrowany - i czy ona osobiście może cokolwiek w tej sprawie zrobić.
                  • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 01:24
                    > Boginka, czy według Ciebie kobieta jest odpowiedzialna za COKOLWIEK w kontekści
                    > e łóżkowym?

                    Według mnie za jakość życia seksualnego zawsze odpowiada oboje partnerów. Jeśli jedno się wyłączy - drugie musi zadziałać i włączyć z powrotem. Przy porodach połogach i ciążach wyłączają się kobiety - spada ich atrakcyjność,boli kręgosłup, krocze, z piersi się leje mleko są niedospane bo karmią, odizolowane bo nie mogą się ruszyć bez dziecka, pozbawione dotychczasowego życia i często swoich własnych dochodów. Kto normalny będzie mieć w takim stanie jakiekolwiek libido? I tu jeśli mężowi zależy to rada dla niego - odciążyć lub wesprzeć (na ustalony z partnerka sposób a nie zaczerpnięty z gazety,forum lub doradcy, co to wie lepiej czego zona potrzebuje), pomoc poczuć się atrakcyjnie, od nowa rozbudzić.
                    Przy niewłączonych seksualnie kobietach - tez raczej nie ma wyjścia - chociaż jak pisałam dziwie się takim kobietom i ich czekaniu na księcia - choćby dla ich uporu i cierpliwości - naprawdę długo nieraz czekają.
                    Mężczyźni też się wyłączają - i wtedy rolą kobiety jest ich włączyć. Wyłączenia mężczyzn są inne - ale schemat włączenia ten sam - emocjonalny kontakt, oczyszczenie atmosfery, stopniowe nawiązanie bliskości seksualnej. Tak z fajerwerkami dziki seks się od razu raczej nie przytrafi.

                    > a z drugiej - wspierasz bierną postawę kobiet względem se
                    > ksu w związku choćby w powyższym poście.

                    Nie wspieram. Ale skoro kobieta taka postawę przyjęła, a mąż chce coś osiągnąć - no ta aktywny musi być on. Inaczej się nią da. Oczywiście można przeżyć bez seksu w małżeństwie czekając w imię sprawiedliwości, że to ona powinna...

                    I znowu wg powyższego ona nic nie musi
                    > - nawet sama z siebie łaskawie poświęcić tak z pół minuty na myślenie przyczyn
                    > owo skutkowe, że jak nie było żadnego seksu od roku, to być może partner jest n
                    > ieco sfrustrowany - i czy ona osobiście może cokolwiek w tej sprawie zrobić.

                    Gdzie ja napisałam, że ona nic nie musi? Pytał mężczyzna to napisałam mu co mógłby moim zdaniem zrobić, żeby sytuację zmienić. Czy ja mu napisałam - twoja zona nie musi nic robić - czy raczej właśnie staram mu się podać receptę jak wciągnąć żonę do współpracy i pomyślenie o seksie i potrzebach partnera.
                    jeśli mężczyzna pójdzie do zony i owie że mu się chce i ze ona ma dać, no to raczej zony nie rozbudzi. jeśli powie jej, ze jej pragnie i tęskni za nią, za jej zapachem, bliskością i da jej trochę czasu na ponowne oswojenie - abstynencja zapewne szybciej się skończy, a kobieta zaangażuje się w seks i chętniej spełni potrzeby partnera.
                    To aż taki wymóg - inaczej formułować swoje pragnienia i zamiast chce mi się ruchać powiedzieć chcę bliskości? Zamiast żądać seksu - rozbudzić partnerkę?Czy to aż takie obciążenie? Dla mnie to raczej norma.
                    • sea.sea Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 12:54
                      A jak się ma ta wspólna odpowiedzialność partnerów do Twej wypowiedzi, cytuję: "Jeśli kobieta nie jest i nie była wulkanem seksu - to znaczy tylko, ze jej partner albo jest egoistyczny w łóżku, albo dupa kochanek bez pojęcia." - bo zdaje się nigdy się do tego nie ustosunkowałaś - no chyba, że przeoczyłam. Jeżeli to nie jest całkowite zdejmowanie odpowiedzialności z kobiety i zwalanie 100% oczekiwań na mężczyznę, no to ja nie wiem, co to jest :)))

                      A, i jeszcze mnie olśnij, czy te sugestie kopania partnera w dupę przy pierwszych problemach z hydrauliką wygłaszane przez Ciebie w wątku na forum Kobieta - to taka prowokacyjka, czy czy na poważnie? :) ---> forum.gazeta.pl/forum/w,16,144489862,,Nawala_mu_hydraulika_To_twoja_wina_.html?s=0&wv.x=1
                      • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 19:46
                        > A jak się ma ta wspólna odpowiedzialność partnerów do Twej wypowiedzi, cytuję:
                        > "Jeśli kobieta nie jest i nie była wulkanem seksu - to znaczy tylko, ze jej par
                        > tner albo jest egoistyczny w łóżku, albo dupa kochanek bez pojęcia." -

                        Ano tak, że według relacji i doświadczeń moich i innych kobiet: jeśli facet jest dupa w łóżku albo egoista - to nawet najbardziej napaloną kobietę zgasi. Więc jeśli przez lata związku kobieta ani razu nie była "wulkanem seksu"...nigdy jej libido nie skoczyło chociaż na parę godzin...to tym kto zawala odpowiedzialność seksualną za całość jest facet nie kobieta. I po jakimś czasie kobieta odmawia w udziału w czymś co jest dla niej rodzajem coraz mniej zabawnej gimnastyki.

                        > A, i jeszcze mnie olśnij, czy te sugestie kopania partnera w dupę przy pierwszych problemach z hydrauliką wygłaszane przez
                        Ciebie w wątku na forum Kobieta - to taka prowokacyjka, czy czy na poważnie? :) --->

                        Zabawa intelektualna z przymrużeniem oka - z tych samych badań z których wynikło, że kobiety trzeba zmieniać na młodsze, żeby seks był lepszy wyciągnęłam odwrotne wnioski. Z moim poglądami osobistymi nie ma to nic wspólnego. Osobiste preferencje - wolę młodszych, ale i oni się starzeją ;)


                        • sea.sea Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 20:06
                          > jeśli facet jest dupa w łóżku albo egoista - to nawet najbardziej napaloną kobietę zgasi

                          To fakt, ale wyciąganie z tego wniosku, że jak kobieta nie zapłonęła, to facet dupa, jest IMO poważnym nadużyciem.

                          Bo równie dobrze kobieta nie zapłonęła, bo sobie wybrała faceta, który jej fizycznie nie kręci, ale ona go chce na partnera z innych przyczyn. Jego wina? Ona żadnego wpływu na tę sytuację nie miała?

                          Równie dobrze nie zapłonęła, bo była uprzejma udawać i wprowadzać w błąd, żeby wyglądać na seksmaszynę - zamiast powiedzieć, co i jak lubi. Jego wina? Żadnego wkładu w łóżkową porażkę z jej strony?

                          Równie dobrze nie zapłonęła, bo ma niskie libido i fizyczną pobudliwość z przyczyn zdrowotnych lub źle dobranej antykoncepcji. Jego wina? Rly?

                          I jak kobieta w takiej sytuacji nie zamierza zmieniać partnera, ale nie chce też iść do seksuologa ani sprawdzić czy aby ze zdrowiem wszystko ok - to też 100% winy partnera. Bo przecież mógł być telepatą i mistrzem przekonywania w jednym, a nie był.
                          • urquhart Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 21:49
                            sea.sea napisała:
                            > To fakt, ale wyciąganie z tego wniosku, że jak kobieta nie zapłonęła, to facet
                            > dupa, jest IMO poważnym nadużyciem.

                            Równie prostodusznym wytłumaczeniem jak to że jeżeli facet nie ma ochoty na seks to partnerka musi być gruba, zaniedbana, mieć małe cycki albo grube nogi, walić rybą albo innego gatunku wyjątkowym pasztetem.
                            Bytność na tym forum poszerza typowo horyzonty róznych punktów widzenia, dlatego dziwi mnie ortodoksje Boginki którą trudno posądzić o tępogłowość i brak inteligencji.
                            • humi-dor Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 22:26
                              urquhart napisał:

                              > Bytność na tym forum poszerza typowo horyzonty róznych punktów widzenia, dlateg
                              > o dziwi mnie ortodoksje Boginki którą trudno posądzić o tępogłowość i brak inte
                              > ligencji.

                              Jesli czytasz tylko to co potwierdza Twoj punkt widzenia, reszte ignorujac, to rzeczywiscie mozesz zarzucic komus ortodoksje :-) W swoich wywodach masz, przyznaje, wiele racji, jednak zauwaz, ze cala posiadana przez Ciebie wiedza jest niestety nieprzydatna w praktyce.
                              Czepiasz sie Boginki, slusznie czy nie, nie mnie to oceniac, ale jej rady przynajmniej sklaniaja do refleksji, sa jakims punktem zaczepienia, bodzcem do jakiegokolwiek dzialania. No i chyba dobrze, ze swoje opinie wyglasza z pozycji kobiety, moge sie z nia nie zgadzac, jako facet widziec to inaczej, ale w dalszym ciagu nie znaczy to, ze ona mowi nieprawde, przynajmniej w tych kwestiach, ktore dotycza kobiecej psychiki.
                              Chcesz zmienic postepowanie kobiet, rownoczesnie broniac sie rekoma i nogami przed poznaniem ich. No ale skoro tyle juz o nich wiesz z przeczytanych, naukowych opracowan (szacun, ze Ci sie chcialo to czytac), to pozostaje wyciagnac jakis wniosek, Ty zas mam wrazenie, powtarzasz jak mantre "ona ma dac, bo taka byla umowa" A jak k* nie da, to co, zabijesz ?
                              • urquhart podporządkowywanie się im i dopasowywanie do nich 19.05.13, 22:52
                                > urquhart napisał:
                                > Jesli czytasz tylko to co potwierdza Twoj punkt widzenia, reszte ignorujac, to
                                > rzeczywiscie mozesz zarzucic komus ortodoksje :-) W swoich wywodach masz, przyz
                                > naje, wiele racji, jednak zauwaz, ze cala posiadana przez Ciebie wiedza jest ni
                                > estety nieprzydatna w praktyce. (...)
                                > Chcesz zmienic postepowanie kobiet, rownoczesnie broniac sie rekoma i nogami p
                                > rzed poznaniem ich.

                                He, he, H......umi zagrajmy swoje role.
                                Otóż jak potrzebujesz prostych rad i przejrzystych jak żyć trzeba udać się do księdza Rydzyka a nie zawracać głowę neuro czy ewolucyjną psychologią.
                                Gdybym uważał ze całkowicie nie ma racji to bym ją obśmiał albo zignorował a nie dyskutował.
                                Wychodzisz z mylnego przeświadczenia że kobiety wiedzą czego chcą zaraz po dyskusji nad artykułem wytykającym sprzeczne ich oczekiwania, to raz, dwa że ja chce kobiety zmieniać.
                                Poznawanie kobiet mnie wkręca ale nie podporządkowywanie się im i dopasowywanie do nich a to postuluje w różnych możliwych wersjach Boginka jako receptę. Przerabiałem to już jako grzeczny synek mamusi podobnie jak ty i wiem że to ślepa uliczka
                                • kag73 Re: podporządkowywanie się im i dopasowywanie do 19.05.13, 23:16
                                  "Przerabiałem to już jako grzeczny synek mamusi podobnie jak ty i wiem że to ślepa uliczka".

                                  W Twoim przypadku i z tylko jedna kobieta byla to "slepa uliczka". Sie nie liczy:)
                                • twojabogini Re: podporządkowywanie się im i dopasowywanie do 20.05.13, 23:22
                                  > Poznawanie kobiet mnie wkręca ale nie podporządkowywanie się im i dopasowywanie
                                  > do nich a to postuluje w różnych możliwych wersjach Boginka jako receptę.

                                  Nic takiego nie postuluję. Mam dość silny charakter i zdarzało się, że mężczyźni podporządkowywali mi się - natychmiast przestając być atrakcyjni. To droga donikąd.
                                  Pomoc partnerce i skupienie uwagi na jej potrzebach kiedy ona naprawdę tego potrzebuje - w połogu - to zupełnie inna sprawa. A o tym dyskutujemy. I wtedy warto się dopasować do jej potrzeb (a nie jej podporządkować).

                                  Nie postuluję takiej postawy na co dzień. A nawet mając partnerkę w połogu mężczyzna nie powinien zaniedbać swoich potrzeb i spraw. Choć miło jeśli niektóre odłoży. Połóg trwa około 6 tygodni, jako taka stabilizacja około 3 miesięcy. W pierwszym okresie warto być blisko, w drugim stopniowo wrócić do swoich spraw, ale i umożliwić taki powrót kobiecie.
                          • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 20.05.13, 14:14
                            W każdym opisanym przypadku facet jest dupą (i dupą seksualną jest tez kobieta):

                            > Bo równie dobrze kobieta nie zapłonęła, bo sobie wybrała faceta, który jej fizy
                            > cznie nie kręci, ale ona go chce na partnera z innych przyczyn. Jego wina?

                            Tak - osobnik doświadczony i wyedukowany dość szybko zorientuje się, że nie kręci kobiety - bo dobrze znanych objawach, żeby nie wiem jaki teatr odstawiała. I nie da się wykorzystać - do celów roli pocieszyciela, sponsora itp. - tak jak faceci - dupy. Kobieta nie jest w tym wypadku dupą - tylko osoba która manipuluje seksem i wykorzystuje faceta-dupę.

                            > Równie dobrze nie zapłonęła, bo była uprzejma udawać i wprowadzać w błąd, żeby
                            > wyglądać na seksmaszynę - zamiast powiedzieć, co i jak lubi. Jego wina? Żadnego
                            > wkładu w łóżkową porażkę z jej strony?

                            facet dupa - niepewnie się czuje i teatrzyk go dowartościowuje. Wybacz, ale skurcze macicy wywołane orgazmem różnią się od tych wytrenowanych, pomijając, ze wile kobiet w ramach teatrzyku nie symuluje skurczów, bo nie wiedza, ze powinny. Facet - dupa, kobieta - dupa.


                            > Równie dobrze nie zapłonęła, bo ma niskie libido i fizyczną pobudliwość z przyc
                            > zyn zdrowotnych lub źle dobranej antykoncepcji. Jego wina? Rly?

                            facet dupa - bo gdyby miał podstawowa wiedzę wysłałby ją do lekarza, anie męczył się w abstynencji. Kobieta kretynka - która nie zna własnego organizmu.
                            >
                            > I jak kobieta w takiej sytuacji nie zamierza zmieniać partnera, ale nie chce te
                            > ż iść do seksuologa ani sprawdzić czy aby ze zdrowiem wszystko ok - to też 100%
                            > winy partnera. Bo przecież mógł być telepatą i mistrzem przekonywania w jednym
                            > , a nie był.
                            Jak facet ma wiedzę i doświadczenie i nie jest dupą - to umie ocenić, czy zonie spadło libido bo nie spała od roku wstając do niemowlaka, czy jej się tarczyca powiększyła, czy tez przestał ja kręcić bo od pól roku chleje piwsko i siedzi na bezrobociu. A jak baba odstawia teatrzyk - to potrafi powiedzieć -przestań się mała wygłupiać, odkryjemy jak wysłać cię na orbitę.
                            To, że faceci są dupy - nie zdejmuje odpowiedzialności z kobiet. Niektóre tez są dupami. jak trafi dupa na dupę - to nici z seksu. Edukacja seksualna to podstawa.
                            • sea.sea Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 20.05.13, 18:22
                              Wybacz, ale nie każdy facet ma w życiorysie fafnaście partnerek, żeby mieć organoleptyczne porównanie i wiedzieć, kiedy skurcze macicy są autentyczne, a kiedy to akcja wyćwiczonych mięśni Kegla. W dodatku sama napisałaś, że jak partner niespecjalnie dawał radę, to Ci się nie chciało go edukować (co mnie nie dziwi, ale z drugiej strony trudno mieć potem pretensje, że średnio im wychodzi - wyczytane w książkach a praktyka to dwie różne rzeczy).

                              No i znów dochodzimy do tego, że jak, mężczyzno, niezależnie od wieku i doświadczeń życiowych nie jesteś wróżką i psychoterapeutą w jednym, nie masz levelu master plus w ars amandi ani gadanego jak profesjonalny dyplomata - żeby w razie Niemca oporną babę przekonać choćby do wizyty u lekarza - toś pipa boża, a nie facet. Teraz mamy jeszcze wisienkę na ten tort, że niezależnie od wykształcenia i wykonywanego zawodu powinieneś do tego jeszcze znać podstawy medycyny, żeby móc rozpoznać problemy z tarczycą u żony :DDD Oczywiście on ma to wszystko wiedzieć i umieć, nawet jeśli kochająca małżonka nie ma w zwyczaju szczerej komunikacji. Jak szaleć, to szaleć!

                              No cóż... Ja się już nie dziwię, czemu te biedne kobiety chodzą ciągle takie rozczarowane i nieszczęśliwe. Nie dziwię się nic a nic :) Morał z tego taki, że nie należy się brać za facetów poniżej 35-tego roku życia, którzy nie są w stanie udokumentować, że zdążyli już przelecieć połowę wsi i dokładnie wiedzą, gdzie w bobrze piszczy :D
                              • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 20.05.13, 22:51
                                sea.sea napisała:

                                > Wybacz, ale nie każdy facet ma w życiorysie fafnaście partnerek, żeby mieć orga
                                > noleptyczne porównanie i wiedzieć, kiedy skurcze macicy są autentyczne, a kiedy
                                > to akcja wyćwiczonych mięśni Kegla.

                                Wystarczą podstawy teoretyczne. Jak zbudowana jest łechtaczka i jak ją stymulować oraz jak podczas stosunku stymulować kobiece strefy erogenne (większość panów jest przekonanych, że kobiety mają je na wewnętrznej stronie ud, dłoni i plecach - z powodu swoistej pruderii, która pozwala opublikować w męskim czasopiśmie rozkładówki ginekologiczne, ale nie pozwala opisać jak zbudowana jest kobieca pochwa). Jak mężczyzna tego nie wie - zabawa nie ma sensu. Po co?

                                Przelatywanie panienek to raczej kiepski sposób doskonalenia sztuki seksualnej - choć bardzo dobry sposób uzyskania własnego zaspokojenia.

                                Nie wiem, może ja wysoko ustawiłam poprzeczkę. Nie sądzę jednak, aby wymaganie od mężczyzny, żeby w razie problemów umiał sięgnąć po książkę np. dla młodych dla ojców i przeczytać jaki ewentualnie może być problem z unikaniem seksu przez żonę - a potem umiał stwierdzić czy opis pasuje do sytuacji (tarczyca, kompleksy, depresja, zmęczenie). Na rynku jest kilkanaście całkiem sensownych publikacji.
                                Nie trzeba być lekarzem, psychologiem, seksuologiem - trzeba umieć czytać i znajdować potrzebne informacje. Jak się nie lubi książek jest wujek gogle - na hasło spadek libido po porodzie coś na pewno wyskoczy.

                                Co do kochających małżonek - bez zdolności komunikacyjnych - napisałam: to tak samo dupa baby. Jak masz partnera/kę dupę i na nieszczęście także rodzinę - to nie ma wyjścia i trzeba zabrać się za nadrabianie braków partnera/ki w edukacji seksualnej, komunikacji itp. Zwłaszcza jak związek jest dobry i rokuje. Siebie też warto doszkolić. Nawet gdy wszystko jest dobrze.
                                Seksualność to w ogóle taki fajny obszar, że wciąż można odkrywać nowe bodźce, reakcje, techniki i praktyki - i nigdy się nie nudzi.
                                • sea.sea Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 20.05.13, 23:11
                                  Co nie zmienia faktu, że istnieją kobiety którym się uaktywnia w pewnym momencie postawa "nie i choj", które współpracować nie chcą, walą focha z byle powodu, każą się domyślać i są chore na przymus posiadania racji. I nie mówię tu już wyłącznie o kwestiach łóżkowych, ale ogólnie o kwestiach związkowych.

                                  I bulwersuje mnie, kiedy takie zawodniczki są ciężko zdziwione, że po jakimś okresie programowego olewania potrzeb partnera (łóżkowych, emocjonalnych czy jakichkolwiek innych) potrafi zaowocować bolesnym kopem w ich tyłki i wymianą na przystępniejszy model.

                                  Bulwersuje mnie także zwalanie za każdym razem 100% winy i odpowiedzialności na mężczyznę i sugestie, że się okazał niedojrzały, niemęski i bez klasy, bo mu się nie udało ukręcić bicza z piasku i wychować odwalającej teatrzyki małżonki. Ot, co.
            • humi-dor Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 16:37
              urquhart napisał:

              > Bo kobiecie zmieniają się życiowe priorytety.

              Bo jest na to spoleczne przyzwolenie.
              Kiedys jakas kobieta zakrzyczala mnie tu na forum, ze kobiety trzeba zrozumiec, bo TYLKO ONE maja zdolnosc przewidywania wszystkich nieszczesc jakie moga przytrafic sie dziecku i w dodatku TYLKO ONE potrafia tych nieszczesc uniknac, dlatego nalezy je rozumiec, stad ich koncentracja na dziecku jest w pelni usprawiedliwiona. Jakos dziwnie pominela kwestie, ze potrzeby WSZYSTKICH osob w rodzinie powinny byc respektowane i nigdzie nie jest powiedziane, ze akurat potrzeby dziecka sa najwazniejsze.
              Wydaje mi sie, ze dobrze by tez bylo, aby rodzicielstwo pozbawic otoczki martyrologicznej, bo nie moze byc tak, ze awans na rodzica czyni czlowieka niewolnikiem. Dziecko to w koncu nie kara za grzechy.
              • rekreativa Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 17:02
                Chciałam zauważyć, że istnieje również coś w rodzaju społecznej presji, ażeby dla matki to dziecko było najważniejsze.
                Kobieta, dla której własne dziecko nie jest centrum wszechświata jest z miejsca podejrzana. A gdyby jeszcze przyznała, że relacja z mężczyzną jest dla niej ważniejsza od relacji z dzieckiem, to już w ogóle by ją zjedli.
                Obserwuję też (w mojej rodzinie ostatnio przyszło na świat dwoje dzieci, więc jestem na bieżąco), że młode matki skupiają się na dziecku bardziej niż to konieczne, ponieważ otoczenie oczekuje, że tak właśnie zrobią: rzucą wszystko i będą siedzieć przy bobasie. Powiedziałabym nawet, że istnieje w tych dziewczynach jakiś taki paniczny lęk, żeby nie zostać uznanymi za złe matki. Strasznie się stresują, że zrobią coś nie tak, krzywo pieluchę zawiążą, zbyt ciepłą wodę naleją do kąpieli itd. A otoczenie (najczęściej mamusie) też im nie zostawia pola na błędy.
                Jednocześnie wmawia im się, że dokonały czegoś wyjątkowego , bo urodziły i trzeba je traktować w wyjątkowy sposób. Znaczy, mężczyzna ma tak traktować.
                Trochę kołujące jest to wszystko.
                • urquhart Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 17:36
                  rekreativa napisała:
                  > Obserwuję też (w mojej rodzinie ostatnio przyszło na świat dwoje dzieci, więc j
                  > estem na bieżąco), że młode matki skupiają się na dziecku bardziej niż to konie
                  > czne, ponieważ otoczenie oczekuje, że tak właśnie zrobią: rzucą wszystko i będą
                  > siedzieć przy bobasie. Powiedziałabym nawet, że istnieje w tych dziewczynach j
                  > akiś taki paniczny lęk, żeby nie zostać uznanymi za złe matki. Strasznie się st
                  > resują, że zrobią coś nie tak, krzywo pieluchę zawiążą, zbyt ciepłą wodę naleją
                  > do kąpieli itd. A otoczenie (najczęściej mamusie) też im nie zostawia pola na
                  > błędy.
                  > Jednocześnie wmawia im się, że dokonały czegoś wyjątkowego , bo urodziły i trze
                  > ba je traktować w wyjątkowy sposób. Znaczy, mężczyzna ma tak traktować.
                  > Trochę kołujące jest to wszystko.

                  W świecie przyrody to przecież normalne bez jakiegoś społecznego nacisku. Intuicyjne.
                  Że dla samicy potomstwo jest najważniejsze, a dla samca ruchanie kolejnych samic.
                  Ale ludzie rzekomo kierują się rozumem i dojrzałością...
                  Dlatego będę upierał sprowadzanie że wszystkiemu jest winne w pierwszej kolejności że samiec pomaga za mało to brednie...
                  • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 18:14
                    > W świecie przyrody to przecież normalne bez jakiegoś społecznego nacisku. Intui
                    > cyjne. Że dla samicy potomstwo jest najważniejsze, a dla samca ruchanie kolejnych samic.

                    Bzdura. W gatunkach w których tylko samica zajmuje się potomstwem ruja i okres godowy występują jedynie w jednej określonej porze roku (koty się np. marcują). Więc po okresie rui (gdy parzą się się wszystkie dorosłe i zdolne płodzić osobniki) następuje okres, gdy wszystkie samice wychowują potomstwo, a te które nie urodziły lub straciły małe i samce - po prostu żyją, nie prowadząc aktywności seksualnej - aż do następnej rui, w której wezmą udział także samice, które w ubiegłym roku miały potomstwo - i te będą miały największe wzięcie (płodne - atrakcyjne seksualnie).

                    Są zwierzęta u których wokół samca jest harem - i te samce faktycznie mają intensywniejsze życie seksualne. Tyle tylko, ze w tych gatunkach życie seksualne maja głownie samce alfa, a część samców umiera bezpotomnie (nie zaznawszy seksu) - także młode samce typu alfa zlikwidowane jako konkurencja do haremu.

                    Są zwierzęta które wspólnie opiekują się potomstwem np. pingwiny - i tam tez samce nie latają i nie ruchają kolejnych samic. Są nawet takie gatunki w których para jest razem całe życie i w okresach rui kopuluje tylko ze sobą.

                    Jak widzisz świat przyrody nie jest tak prosty jakbyś chciał i nie jest skrojony na twoją modłę. Ale dam ci szansę - podaj mi przykład choćby jednego gatunku w którym zachowania godowe polegają na tym, że dowolny samiec danego gatunku po okresie rui lata i rucha sobie swobodnie samice (te z samcami alfa wykluczamy - bo jakieś 60 % samców nie rucha tam wcale, albo giną w młodym wieku, albo żyją jako beta, gama, delta i kopulują jedynie w fazie wzrostu hormonów w okresie uzyskiwania dojrzałości płciowej- z kolegami).

                    I jeszcze jedno - jeśli jest jakieś prawo przyrody - to to, ze seks w przyrodzie służy prokreacji, a samiec żeby zaznać seksu to się musi nastarać: zbudować gniazdo, pośpiewać po nocach, pokonać konkurencję, ładnie się ubarwić, wykonać niezły taniec, a nawet dać się zeżreć partnerce po stosunku lub stać się pasożytem wrośniętym w jej ciało, który tylko dostarcza spermy czy czego tam. A te samce , które nie dają rady sprostać wymaganiom samic - nie kopulują wcale. Mało tego - to samice decydują o wyborze, a gwałt lub "przymus małżeński" w świecie zwierzęcym nie istnieje. jak samiec jest do niczego to nie rucha. W świecie ludzi to się sprawdza podobnie. Albo stajesz na wysokości zadania i budzisz w swojej zonie instynkt seksualny - albo robi to inny samiec, podczas gdy ty pokornie zmieniasz pieluchy, sądząc że na tym to polega. Jak od zmiany pieluch i równego podziału obowiązków ma skoczyć kobiecie libido - tego nauka nie wyjaśnia, choć współczesna psychologia gazetowa lansuje to jako pewnik. Równie to głupie jak twoje bajki o "świecie przyrody".





                    • kag73 Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 18:24
                      Jeszcze dodam, ze taki akt seksualny u zwierzat najczescie nie trwa za dlugo i specjalnego wysiliku nie wymaga od samicy. Owszem samiec sie nastaral.Podczas kiedy kobieta potrzebuje troche czasu co by chociaz jej nie bolalo a do tego jej maz chce czego sie w filmach naogladal a nie lezacej jak kloda w lozku kobiety.
                      Dlatego ma sens pomoc co by zona nie padala na pysk wieczorem z niewyspania i przemeczenia. W koncu zestresowany i przemeczony facet tez niekoniecznie daje rade.
                    • urquhart Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 18:31
                      twojabogini napisała:
                      > Bzdura. W gatunkach w których tylko samica zajmuje się potomstwem ruja i okres
                      > godowy występują jedynie w jednej określonej porze roku (koty się np. marcują).
                      > Więc po okresie rui (gdy parzą się się wszystkie dorosłe i zdolne płodzić oso
                      > bniki) następuje okres, gdy wszystkie samice wychowują potomstwo

                      No nie kwestionuję ale co to ma do rzeczy że u zwierząt neuropsychologiczne zależności są bardziej według cyklów, a u ludzi mniej?

                      > ja głownie samce alfa, a część samców umiera bezpotomnie (nie zaznawszy seksu)
                      > - także młode samce typu alfa zlikwidowane jako konkurencja do haremu.

                      Też prawda, bardzo niesprawiedliwe i niepoprawnie politycznie prawda? Dla samców alfa cool, dla gamma kibel.

                      > I jeszcze jedno - jeśli jest jakieś prawo przyrody - to to, ze seks w przyrodzi
                      > e służy prokreacji, a samiec żeby zaznać seksu to się musi nastarać: zbudować g
                      > niazdo, pośpiewać po nocach, pokonać konkurencję, ładnie się ubarwić, (...)
                      > podziału obowiązków ma skoczyć kobiecie libido - tego nauka nie wyjaśnia, choć
                      > współczesna psychologia gazetowa lansuje to jako pewnik. Równie to głupie jak
                      > twoje bajki o "świecie przyrody".

                      Wszystko pięknie, coś za coś. Ktoś zaraz sie oburzy że oto seks za zasoby i usługi wiec kurewstwo.
                      Oczywiście masa facetów sie nie angażuje i wycofuje i ucieka, ale jeszcze wieksza angażuje a i tak sie wszystko sypie i nie wiedza co jest grane. A baby jadą c z teoriami jak ty im zrozumienia tego nie ułatwią tylko mącą, i kończy się faktycznie przeświadczeniem że istotą problemu jest to że spotkali wyrachowane roszeniowe suki.
                      Ja nie kwestionuję tej strony której opisałaś, ale jednocześnie wypierasz inną stronę przyrodniczej determinacji , budując mity że za brakiem seksu po dziecku w pierwszej kolejności stoi "za mało pomocy". Skoro jesteś na tyle ogarnięta że trudno to zwalić na mi ograniczenie horyzontów, to pozostaj jedynie podejrzewać zaślepienie ideologiczne.
                      • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 01:31
                        urquhart napisał:

                        > No nie kwestionuję ale co to ma do rzeczy że u zwierząt neuropsychologiczne zal
                        > eżności są bardziej według cyklów, a u ludzi mniej?

                        Napisałeś, że: "W świecie przyrody to przecież normalne bez jakiegoś społecznego nacisku. Intuicyjne. Że dla samicy potomstwo jest najważniejsze, a dla samca ruchanie kolejnych samic."

                        I wyciągnąłeś wniosek:
                        Dlatego będę upierał sprowadzanie że wszystkiemu jest winne w pierwszej kolejności że samiec pomaga za mało to brednie...

                        I dlatego wykazałam ci, że świat przyrody nie działa tak jak chcesz- samica potomstwo, samiec ruchanie. Samce ruchają się dokładnie tyle ile ruchają się samice. Bo w świecie przyrody seks jest ścisłe powiązany z prokreacją. Może za wyjątkiem psów i kozłów które mogą zruchać wszystko - bo samice nie dają.
                        Skoro świat tak nie działa jak twierdzisz to i twój wniosek jest fałszywy.
                      • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 01:40
                        urquhart napisał:

                        > Też prawda, bardzo niesprawiedliwe i niepoprawnie politycznie prawda? Dla samcó
                        > w alfa cool, dla gamma kibel.

                        Nie rób ze mnie idiotki. Nie oceniam zwierząt w kategoriach politycznej poprawności albo moralności. jak masz na to ochotę - to twój problem. Samce alfa ruchają, delta- nie. Moralnie i politycznie jest to obojętny fakt przyrodniczy. W kategoriach ludzkich - fakt społeczny. Ludzkie samce delta to boli - ale niewiele to zmienia. Zresztą w dobie internetu maja pocieszenie.

                        > jeszcze wieks
                        > za angażuje a i tak sie wszystko sypie i nie wiedza co jest grane. A baby jadą
                        > c z teoriami jak ty im zrozumienia tego nie ułatwią tylko mącą,

                        Z teoriami jedziesz ty - a to Amazonia, a to świat przyrody i samce ruchające ponad miarę nadprogramowe nieistniejące samice...Ja jeśli radzę opieram się na praktyce. Przeżyłam osobiście spadek libido po drugiej ciąży (po pierwszej nie - choć to w pierwszej miałam instynkt i wszystko, a w drugiej nie). Wiem dlaczego miałam spadek libido do zera i poczucia bycia aseksualną. Wiem co zrobił mój mąż, że mnie do seksu przywrócił. Wiem co zrobiliśmy razem, gdy spadły wzajemne chęci.
                        Wiem tez co przezywały moje koleżanki,klientki i znajome pary. I dlatego zamiast teorii mogę konkretnie. Tak swoją drogą - co ty radziłbyś w takie sytuacji, jak opisana w tytułowym poście?jestem ciekawa...

                      • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 19.05.13, 01:52
                        urquhart napisał:

                        Ja nie kwestionuję tej strony której opisałaś, ale jednocześnie wypierasz inną stronę przyrodniczej determinacji , budując mity że za brakiem seksu po dziecku w pierwszej kolejności stoi "za mało pomocy".

                        >.urwa, po raz kolejny (w tej dyskusji trzeci) przypisujesz mi słowa i czyny, których nie wypowiadam. To buraczany styl. Za brakiem seksu po dziecku stoi - zmęczenie kobiety, jej izolacja od normalnego świata, brak czasu na wysranie się, bój krocza,mleko w cyckach, brak snu, brak akceptacji własnego ciała i zmian jakie w nim zaszły, poczucie izolacji od partnera - zwłaszcza gdy ten żyje swoim życiem i niewiele jest zaangażowany w dom i nowe obowiązki.
                        Co do pomocy - napisałam że nie zawsze można i trzeba i nie w każdej parze pomoc jest rozwiązaniem. Nie każda matka chce, żeby ojciec bawił się w niańkę, niektóre wola, żeby siedział w robocie. Receptą jest odpowiedzenie na rzeczywiste potrzeby partnerki- jedna będzie chciała się wyspać, inna pójść do koleżanki, inna zatrudnić nianie na pół dnia - a inna wyjechać na weekend. Jak kobieta poczuje, że ma wsparcie - szybciej się otworzy.Jak mężczyzna pomoże jej zaakceptować zmiany w ciele - to samo.
                        A równy podział obowiązków- napisałam, ale ty czytasz wybiórczo nie wiem jak zmienianie pampersów w tych samych ilościach przez faceta co kobietę miałoby wpłynąć na libido kobiety? Że facet sobie gówienko niemowlaka pooglada to od tego zrobi się męski?męski to się zrobi jak przejmie odpowiedzialność za rodzinę - i wtedy będzie pociągający - nawet jak pampersy będzie omijał łukiem nawet w sklepie.
                        Więc przestań dyskutować na poziomie wpierania mi jakiś tez których nie wygłaszam. To tylko wkur.ia, do dyskusji wnosi niewiele. chcesz udowodnić, ze nie mam racji to odnieś się do tego co piszę faktycznie. Ja lubię polemiki.
                • twojabogini Re: Idealistyczne BREDNIE a czysta neuropsycholog 18.05.13, 17:48
                  > Trochę kołujące jest to wszystko.

                  Jest. Stereotypy górą. Akurat trwa rekrutacja na kontrakt do Afryki - propozycje dostało wielu moich dawnych współpracowników. Większość ma małe dzieci. Mężczyźni jadą w glorii i chwale, a od ich żon oczekuje się, że zostaną z dziećmi - no bo panowie jadą pracować i zarabiać. Koleżanki w identycznej sytuacji (potencjalnie zarobią znacznie więcej niż mężowie tu w kraju) walczą z rodzinami (jako egoistki, które chcą porzucić rodzinę i obciążyć męża całą odpowiedzialnością). Jedna zdecydowała się rozwieść i pojechać - zostawi dwoje małych dzieci. Ja zdecydowałam odrzucić propozycję, choć mąż był gotowy zostać z dzieciakami. W opinii otoczenia jestem durną mamą, której pieluchy zasłoniły świat, w opinii innych fatalna matką, że w ogóle taką propozycję rozważałam. Nikomu nie przyjdzie do głowy, że mam inne plany zawodowe i tak - lubię spędzać czas z rodziną i rok bez nich to dla mnie za długo. Tak źle i tak niedobrze.
                  Swoją drogą młode mamy nie mają innego wyjścia - są z dzieckiem 24 na dobę i nie mają prywatnego życia. Otoczenie uważa to za normalne - więc im nie przyjdzie do głowy się zbuntować. Dostają kręćka od tego, z braku snu, czasu dla siebie i faktycznie nieraz maja korbę. Ale nadal grają role szczęśliwych zadowolonych mam z odlotem na bobaska. A że nie starcza siły na seks?
                  • urquhart każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby dylem 18.05.13, 18:04
                    twojabogini napisała:
                    > Jest. Stereotypy górą. Akurat trwa rekrutacja na kontrakt do Afryki - propozycj
                    > e dostało wielu moich dawnych współpracowników. Większość ma małe dzieci. Mężcz
                    > yźni jadą w glorii i chwale, a od ich żon oczekuje się, że zostaną z dziećmi -
                    > no bo panowie jadą pracować i zarabiać (...)
                    > i faktycznie nieraz maja korbę. Ale nadal grają role szczęśliwych zadowolonych
                    > mam z odlotem na bobaska. A że nie starcza siły na seks?

                    Nie do dzisiaj jest jasne że każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby dylemat. Dlatego ludzie żyją tak długo że dziadkowie (drugie pokolenie) opiekuja się najmłodszymi osobnikami po ustaniu możliwości reprodukcyjnych, a młodzi rodzice dzieci fizycznie aktywni zajmują sie łowiectwem i zbieractwem a nie opieką . Podobnie jest u długowiedvznych ssaków jak słonie, orki i walenie.
                    • kag73 Re: każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby 18.05.13, 18:19
                      > Nie do dzisiaj jest jasne że każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby dylem
                      > at. Dlatego ludzie żyją tak długo że dziadkowie (drugie pokolenie) opiekuja się
                      > najmłodszymi osobnikami po ustaniu możliwości reprodukcyjnych, a młodzi rodzic
                      > e dzieci fizycznie aktywni zajmują sie łowiectwem i zbieractwem a nie opieką .
                      > Podobnie jest u długowiedvznych ssaków jak słonie, orki i walenie.
                      >
                      Urqu i co Ty chcesz przez to powiedziec i jak ma sie to do naszej rzeczywistosci?
                      Mam kolezanke w Niemczech, opowiadla mi, ze jak chce, zeby tesciowa zostala czasem na 3 godziny z dzieckiem to musi to z nia omawiac miesiac naprzod. Tesciowa co by zapobiegac Alzheimerowi chodzi 5 razy ogladac te sama wystawe do muzeum. Wiec o czy Ty piszesz?
                      Kto mieszka z dziadkami i ile i ktorzy chca sie zajmowac wnukami?
                      • urquhart Re: każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby 18.05.13, 18:58
                        > Kto mieszka z dziadkami i ile i ktorzy chca sie zajmowac wnukami?

                        Nie mieszkam z dziadkami ale podrzucamy im dzieci na weekend aby pobyć sami albo wyjechać. Nie trzeba ich namawiać. Bardziej żonę.
                    • twojabogini Re: każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby 18.05.13, 18:26
                      urquhart napisał:

                      > Nie do dzisiaj jest jasne że każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby dylem
                      > at. Dlatego ludzie żyją tak długo że dziadkowie (drugie pokolenie) opiekuja się
                      > najmłodszymi osobnikami po ustaniu możliwości reprodukcyjnych, a młodzi rodzic
                      > e dzieci fizycznie aktywni zajmują sie łowiectwem i zbieractwem a nie opieką .

                      Kolejne życzeniowe traktowanie doniesień gazetowych. Jak rozumiem dzieci do czwartego roku życia karmią w Amazonii piersią babcie, lub dziadkowie (aż się boję myśleć czym). Opieka nad dziećmi w małych grupach społecznych niezależnie od poziomu zaawansowania i kultury jest wielopokoleniowa i udział w niej biorą matki, ojcowie, dziadkowie, rodzeństwo rodziców przed wiekiem reprodukcyjnym i inni członkowie rodziny. Funkcje macierzyńskie w stosunku do dziecka mogą tam pełnić nawet cztery i więcej osób. Małe grupy w których występuje szereg współzależności po prostu nie mogą sobie pozwolić na marnowanie potencjału żadnego z członków grupy.
                      Jak rozumiem ciągnąc dalej twoje tezy w każdym prymitywnym plemieniu Amazonii młode samce po zapłodnieniu kopulują ile wlezie z wolnymi nastolatkami zapewne lub wesołymi wdówkami? Takich tam nie ma, a z cudzymi zonami nie pozwala zwyczaj. Wiele plemion amazońskich żyje w dożywotnich związkach monogamicznych. A seks jest jak Kościół Katolicki przykazuje - tylko w małżeństwach.
                      Pleciesz waszmość bzdury.
                      • urquhart Re: każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby 18.05.13, 18:53
                        > Jak rozumiem ciągnąc dalej twoje tezy w każdym prymitywnym plemieniu Amazonii m
                        > łode samce po zapłodnieniu kopulują ile wlezie z wolnymi nastolatkami zapewne l
                        > ub wesołymi wdówkami?

                        Czepiasz się uproszeń, nie chodzi pare miesiecy niemowlęctwa w tej dyskusji chyba? Mają wiele dzieci a, matka karmi cycem i zajmuje się najmłodszym przez pewien czas. Ale idylliczny obrazek dziecko matka i ojciec wokół niego koncentrują życie to właśnie współczesny życzeniowy obrazek.
                        • twojabogini Re: każde prymitywne plemię w Amazonii ma podoby 19.05.13, 02:01
                          > Czepiasz się uproszeń, nie chodzi pare miesiecy niemowlęctwa w tej dyskusji chy
                          > ba? Mają wiele dzieci a, matka karmi cycem i zajmuje się najmłodszym przez pewi
                          > en czas. Ale idylliczny obrazek dziecko matka i ojciec wokół niego koncentrują
                          > życie to właśnie współczesny życzeniowy obrazek.
                          >

                          A kto pisze, ze w Amazonii są rodziny nuklearne? Każdy głupi wie ze to nowożytny wymysł białego człowieka. Bzdura jest jednak twierdzenie, że dziećmi zajmują się dziadkowie,a rodzice są wolni. Dzieci są karmione piersią do czwartego roku życia - czego efekty widać w postaci cycków kobiet wiszących w okolicach pasa i płaskich ja naleśniki. Typowa amazońska fota. Kobiety dopóki są w wieku prokreacyjnym maja małe przy sobie cały czas, a starsze w okolicy. Po prostu za wiele przy tych dzieciach nie muszą robić. Trochę odzieży od czasu do czasu (spódniczka z trzciny, rurka na fiutka), prania nie ma odkurzania nie ma, edukacji nie ma. jedzenie się zdobywa- ale w tym biorą udział cale rodziny - podobnie jak i w innych czynnościach. Dzieci także pracują, nawet te małe, malutkie.

                          A koncentracja rodziny na dziecku to paranoja a nie idylla.
      • twojabogini Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 16:47
        odpiszę zbiorowo:
        bcde: To, że facetowi sperma od roku zalewa mózg, to nie szkodzi. Po co się spieszyć, przechodząc do sedna.Wygląda na to, że żona rodząc dziecko, całkowicie traci rozum i trzeba ją od nowa uczyć alfabetu, i to językiem miłości. Ona nie wie już, że seks i bliskość są ważne w związku. Typowo kobiecy punkt widzenia.

        Z postu tytułowego wyraźnie wynika, że mąż nie jest zainteresowany tym, żeby żona mu "dała", niezależnie od jej chęci. Gdy podejmowane próby nie powiodły się - wycofał się. Więc ta "sperma" nie zalała mu mózgu ani uczuć do żony. Nie przedstawiam kobiecego punktu widzenia - przedstawiam to, co w wielu parach zadziałało, w tym w moim własnym małżeństwie - po urodzeniu dziecka. Uczestniczyli w tym małżonkowie obojga płci, ku obopólnemu zadowoleniu. Co do seksu i bliskości - to jedna z tych rzeczy których nie da się zrobić wbrew sobie - trzeba to poczuć i dlatego warto podjąć starania, żeby to z partnerów które nie czuje - poczuło.

        urquhart:Bo to propocja takiej socjalistycznej wersji równoprawnienia w której mężczyzna zawsze ma obowiązek się przejmować uczuciami i potrzebami kobiety i do niej dostosowywać , a kobieta ewentualnie jak ma ochotę albo wcale bo to uprzedmiotowienie przecież.
        Bo przecież i tak inaczej da mu sie "kopa w dupę" i "puści w skarpetkach" przemocowca:)

        Twoje osobiste uprzedzenie uniemożliwiają ci chyba spojrzenie obiektywne. Mężczyzna nic nie napisał o tym, ze zona chce go w skarpetkach puszczać. Skończ abstrakcyjne dywagacje o tym jakie to z kobiet są suki - odnieś się do wątku. Może masz jakąś konkretną propozycję dla opisanego przypadku?Może zonę wskarpetkach puścić w ramach twojego prywatnego odwetu na kobietach?

        >>Dwa masz badania

        Badań jest wiele i wszystkie dają sprzeczne wyniki. Obiektywnie ustalono jedno - po porodzie spada kobietom libido. Mało tego - jeśli w opiekę nad dzieckiem zaangażowanych jest intensywnie oboje rodziców - libido spada obojgu, jeśli tylko ojciec - libido spada ojcu. Jest to wyzwanie stające przed niemal każdą parą młodych rodziców, z których przynajmniej jedno opiekuje się małym dzieckiem. Żeby powróciła seksualność - trzeba rozwiązać problem tego rodzica, któremu libido spadło. Badania wskazują jedynie spadek hormonów, a wzrost innych - niezależnie od płci. Tyle, że to przyczyna nie skutek - efekt intensywnej interakcji z dzieckiem.
      • twojabogini Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 17:03
        kotoshi: Przykre, że w wątku (nie tylko tym) widać przede wszystkim walkę meżczyźni-kobiety.

        Przykre. Każda propozycja, aby mężczyzna podjął konkretne działania mające przywrócić seksualną sferę związku, kończy się atakiem niektórych uczestników forum, że po co mężczyzna ma się starać, skoro kobieta powinna po prostu dla dobra związku "dać", nawet gdy nie ma ochoty. W przypadku tych akurat panów odmowa partnerek wydaje mi się naturalna - nikt nie lubi być traktowany instrumentalnie.
        Budująca za to wydaje mi się postawa założyciela wątku, który nie sądzi że żona powinna - tylko chciałby aby jej seksualność wróciła. To, że po tak długiej abstynencji ma skrajne emocje, włącznie z rozważaniem zdrady - jest naturalne. Ale mimo to szuka innych rozwiązań i zastanawia się co mógłby zrobić. Nie ma tu wojny - jest próba rozwiązania problemu. Pełen szacunek za tak dojrzałą postawę.

        urquhart:A po dziecku sie to zmienia.
        Bo kobiecie zmieniają się życiowe priorytety. Zobacz co piszą że jest najważniejsze na forum Młode Mężatki (miłość, partner, uczucia) a na forum Emama czy Życie Rodzine (dziecko, rodzina)

        Stereotyp. na jednym forum piszą zakochane kobiety, na drugim młode matki. na jednym forum piszą o problemach związanych z jedna rolą, na drugim z drugą. Niektóre młode mężatki mają dzieci, niektóre e-mamy udany seks. gdy pojawia siedziecko - staje sie ważne dla obojga rodziców. Przez pierwsze trzy lata zycia wymaga ono pełnej uwagi i energii - i jest jej wtedy mniej dla partnera. To normalny proces - dla rodzicow plci obojga. jeśli odpowiedzialność za dziecko spoczywa w większości na jednym rodzicu - nic dziwnego, ze jego energii życiowej starcza tylko dla dziecka. Przy podziale odpowiedzialności (niekoniecznie obowiązków) - oboje mogą zachować część czasu, sił, zainteresowania dla partnera i współrodzica.

        Coraz częściej mam do czynienia z kobietami, których mężowie zdecydowali się na wychowawczy, a one pracują. Zgłaszają się z tymi samymi problemami, co mężowie niepracujących kobiet zajmujących się dziećmi - ich mężowie są wyłączeni ze sfery seksualnej - a kobietom się chce. Podobne problemy spotykają pary w których i kobieta i mężczyzna łączą pracę zawodową z opieka nad dzieckiem - spada im libido i nie wiedzą co z tym zrobić (zdrada, rozwód, separacja, terapia?). W naszej kulturze tak trudno szczerze rozmawiać o seksie - że prędzej małżonkowie zdecydują się na konsultację prawną w sprawie rozwodu (choć ze zwiazku są zadowoleni) niż wizytę u specjalisty od ich rzeczywistego problemu - braku seksu. Staram ich się tam odsyłać. Nie zamierzam się dorabiać na rozbijaniu rodzin.
    • kawazmlekiem00 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 18:41
      Przede wszystkim duży szacun dla autora. Za postawę.
      Teraz meritum. Faktycznie po porodzie libido spada, czasem nawet do zera. Osławione zmęczenie, hormony ale też brak akceptacji dla zmienionego ciała, strach przed kolejną ciążą, strach przed seksem w ogóle. Moje "pierwsze razy" po porodach były nieprzyjemne, dużo trudniejsze niż ten rzeczywiście pierwszy. Może nie tyle fizyczny ból co paraliżujący strach przed bólem, wrażenie, że jest się w środku jedną wielką raną. To wszystko się nakłada i kumuluje.
      Z mojego punktu widzenia sposobem na przełamanie tej sytuacji byłoby umówienie się z(poinformowaną wcześniej że jest piękna, działa na zmysły .... ) żoną "na randkę". Może na noc, jak dziecko zaśnie. Przecież kobieta może pospać w dzień, wykąpać się, wypachnić i co tylko, ty schowaj gdzieś pod ręką środek nawilżający i do dzieła. Może jakiś pikantny film, może lampka wina jeśli nie karmi, może muzyka, która was jakoś specjalnie łączy. Musisz, drogi autorze, powiedzieć jej wprost nawet za cenę cierpkiego potoku słów, że już czas wrócić do seksu.
      Co do skoku w bok - wydaje mi się on kiepskim pomysłem. Jeśli ją kochasz i zamierzasz być z nią przez resztę życia, po co komplikować sytuację. Z możliwych "powikłań" masz wyrzuty sumienia, przeniesienie całej aktywności seksualnej poza dom a tym samym rozluźnienie więzi w domu, jakieś nadzieje i oczekiwania kochanki, ryzyko chorób i/lub ciąży. Lepiej siły i środki zainwestować w małżeństwo.
      Najtrudniej zacząć a później już samo się potoczy.
    • kawazmlekiem00 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 18.05.13, 19:48
      A z drugiej strony jak dorosła kobieta decyduje się na małżeństwo to przecież wie, że seks jest w nim obecny. Trzeba wziąć się w garść, od nowa nauczyć się swojego ciała i wrócić do seksu.
      • twojabogini Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 19.05.13, 02:10
        kawazmlekiem00 napisała:

        > A z drugiej strony jak dorosła kobieta decyduje się na małżeństwo to przecież w
        > ie, że seks jest w nim obecny. Trzeba wziąć się w garść, od nowa nauczyć się sw
        > ojego ciała i wrócić do seksu.

        Żeby to zawsze było takie proste. Ja czułam się jak wieloryb i nie czułam się za grosz seksualna. Ostatnie miesiące borykałam się po szpitalach i prowadziłam życie towarzyskie ameby. Masakra. W takim stanie mogłabym tkwić jeszcze lata całe. Ja która po pierwszej ciąży dostałam libidalnego szału a całymi latami pracowałam uczciwie na opinię nimfomanki.
        Gdyby nie mój mąż nic by się nie zmieniło. Seks dla mnie nie istniał i gdyby on mi z tym seksem wyskoczył tak z buta to potraktowałabym go jak namolnego palanta, który nie widzi w jakim jestem stanie i mnie molestuje. A jego potrzeby? W d. miałam jego potrzeby, bo miałam tysiące swoich niezaspokojonych potrzeb - pić, jeść, spać, przeczytać chociaż dwie linijki tekstu itp. Najpierw pomógł mi dojść do ładu, zaakceptować bliznę, większą wagę. Potem zaczęliśmy się bzykać - tak z radości życia.
        • urquhart Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 19.05.13, 08:32
          twojabogini napisała:
          > Gdyby nie mój mąż nic by się nie zmieniło. Seks dla mnie nie istniał i gdyby on
          > mi z tym seksem wyskoczył tak z buta to potraktowałabym go jak namolnego palan
          > ta, który nie widzi w jakim jestem stanie i mnie molestuje. A jego potrzeby? W
          > d. miałam jego potrzeby, bo miałam tysiące swoich niezaspokojonych potrzeb - pi
          > ć, jeść, spać, przeczytać chociaż dwie linijki tekstu itp. Najpierw pomógł mi d
          > ojść do ładu, zaakceptować bliznę, większą wagę. Potem zaczęliśmy się bzykać -
          > tak z radości życia.

          Jaką radę miałabyś do autora wątku, po ilu latach angażowania się i nadskakiwania żonie i ignorowania jego potrzeb bo babka ma własne niezaspokojone powinien zacząć się niepokoić że coś nie tak?
          Wzajemności nie będzię jeżeli uzna ona że je się to słusznie należy i jak parę pań tu pisało że przecież to jego "psi obowiązek".
          • twojabogini Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 19.05.13, 12:43
            > Jaką radę miałabyś do autora wątku, po ilu latach angażowania się i nadskakiwan
            > ia żonie i ignorowania jego potrzeb bo babka ma własne niezaspokojone powinien
            > zacząć się niepokoić że coś nie tak?
            > Wzajemności nie będzię jeżeli uzna ona że je się to słusznie należy i jak parę
            > pań tu pisało że przecież to jego "psi obowiązek".

            Jakie ilu latach? Kobieta urodziła dziecko, posypał się seks. Standard. Podejmowane próby nie działają - bo kobieta nie zaskakuje - nie jest w stanie się podniecić. Normalne. Stosunek w takich okolicznościach byłby gwałtem i mężczyzna się wycofuje. Gratuluje dojrzałej postawy - wielu tego nie robi i pogłębia traumę żony.
            Żadne z nich nie widzi wyjścia z sytuacji, a mężczyźnie do tego doskwiera libido - bo jego seksualność nie uległa dewastacji. Albo zaczną mądrze współdziałać w celu odbudowy kobiecej seksualności - albo latami nie będą mieli seksu i zniszczą sobie związek. Trudniej zacząć stronie poszkodowanej - więc naturalna jest inicjatywa mężczyzny. I ten mężczyzną inicjatywę ma, szuka rozwiązania problemu, szczerze nazywa swoje emocje. Dlatego im się uda.
            Okopanie się na buraczanej pozycji i chorej wizji kobiety - gdzie jako żona kobieta ma po prostu obowiązek rozkładać nogi czy jej to sprawia przyjemność czy ból - skutkuje właśnie rozpadem seksualnym związku.

            I jakie angażowanie się i nadskakiwanie zonie? Wielu panów sądzi, ze jak pozmieniają pieluchy i posprzątają a od czasu do czasu ugotują - to uruchomią seksualność zony. Co za bzdura. czy mężowi staje od tego, ze jego zona zrobiła pranie i prasowanie a do tego wyniosła nocnik po dziecku?
            Takie rzeczy jak podział obowiązków według modelu równościowego to głupota. Każdy związek ma inne potrzeby, bo są w nim inni ludzie. Na pewno potrzebne jest zaangażowanie partnera w związek i w dom, gdy jest małe dziecko - bo przeciążonej kobiecie seksualność nie wróci - bo nikt nie ma libido gdy jest skrajnie wyczerpany i w depresji. Ale w jakiej formie - tego muszą zapytać swoich zon i cierpliwie ich wysłuchać, zapytać siebie samych w czym się odnajdą, znaleźć równowagę. Poeksperymentować. A gdy kobieta przestanie padać na pysk i poczuje wsparcie w nowych obowiązkach - które są sprawą obojga rodziców (więc słusznie uważa się, ze jest to ten "psi obowiązek" i jego i jej - postawa pań jest jak najbardziej słuszna)- wtedy można zacząć temat seksu i włączania seksualności żony.



          • twojabogini pytanie do urquhart 19.05.13, 13:05
            Wydajesz się inteligentnym facetem. Ale w kwestii seksualności twoja wiedza to raczej wypadkowa intelektualnego opracowania rożnych teorii niż rzeczywistej praktyki. Wiele piszesz o tym, że kobietom po seksie wyłącza się libido - bo tak pokazują badania. Moja praktyka wskazuje, że większości kobiet faktycznie dołuje do zera, albo i poniżej. Niektórym nie. ta sama kobieta po jednej ciąży może mieć libido, po innej nie (mój przypadek chociażby). Ale ty z góry przyjmujesz jedną z teorii - że to wina hormonów i że kobiecie już macierzyństwo przesłoni oczy i nic nie da się zrobić, a mężczyzna w takiej sytuacji najlepiej zacznie robić, jak będzie ruchać na boku, bo i tak na hormony i prawa przyrody nie poradzi. Wykazałam ci, ze twoje teorie o świecie przyrody to bzdura. Nie byleś w stanie wskazać ani jednego przypadku gdzie naturalnie samiec bzyka inne samice w czasie gdy samica przez niego zapłodniona opiekuje się potomstwem.
            Z twoich postów widać też sporo pogardy do kobiet i przeświadczenie, że "one" najchętniej zrobiłyby z mężczyznę niewolnika nie dając nic w zamian - a powinny dać seks. Widzisz małżeństwo jako układ handlowy. Zapewniam cię, że kobiety mogą mieć seks dla własnej przyjemności, bez potrzeby jakiejkolwiek innej gratyfikacji.
            Teraz pytanie: Nie widzisz, że ze wszystkich teorii wyciągnąłeś to, co potwierdza twoją tezę o samicach połykających mężczyzn i odmawiających im seksu oraz, że twoje teorie są jak zamki z piasku? I nijak mają się do praktyki - wiele osób opisuje ci tutaj swoje osobiste doświadczenia, które nijak nie potwierdzają twoich autorytarnych tez.

            (tak jak ta o świecie przyrody, czy opiece dziadkowej nad dziećmi w dżungli amazońskiej - sprawdziłam: w dżungli nie ma opieki rodzicielskiej, niemowlęciem opiekuje się matka i ojciec (na zmianę noszą je na sobie i karmią metodą usta usta - i w sumie tyle tej opieki), a dzieci odkąd staną na nogi po prostu stają się członkami społeczności, doskonalą umiejętności - które przekazują im różni członkowie wspólnoty, dzieci znajdują swoje miejsce metodą prób i błędów, za bezpieczeństwo dzieci odpowiadają same dzieci, w drugim rzędzie wspólnota - głupie giną).


            • urquhart kobieta istota wyższa? 19.05.13, 21:37
              twojabogini napisała:
              > zi. Wykazałam ci, ze twoje teorie o świecie przyrody to bzdura. Nie byleś w sta
              > nie wskazać ani jednego przypadku gdzie naturalnie samiec bzyka inne samice w c
              > zasie gdy samica przez niego zapłodniona opiekuje się potomstwe

              Mając do wyboru opisy teorii popieranych doświadczeniami kobitek Moire, Brizendine pokrywające się z Buss oraz twoją scholastykę wybieram tamte babki jako te co mnie przekonały :)

              > Z twoich postów widać też sporo pogardy do kobiet i przeświadczenie, że "one" n
              > ajchętniej zrobiłyby z mężczyznę niewolnika nie dając nic w zamian - a powinny
              > dać seks. Widzisz małżeństwo jako układ handlowy. Zapewniam cię, że kobiety mog
              > ą mieć seks dla własnej przyjemności, bez potrzeby jakiejkolwiek innej gratyfik

              Ty zrobiłabyś zaś układ poddańczy, gdzie facet ma obowiązki a kobieta być może ma ochotę.
              Oczywiście nie jestem obiektywny i przedstawiam męski punkt widzenia i oceny, ale i ty jesteś skażona podejściem skrzywdzonych kobiet (twoich klient jak mówiesz) co projektujesz na mnie.
              Tak ludzie wykorzystują się jeżeli tylko mogą i nie mają wrażliwości i ematii, czyli wiekszość i jeszcze dorabiają i podpierają do tego ideologię odhumanizowując wroga.
              Że kobiety lubią mieć seks to nie musisz mnie przekonywać, ba wiem że często bardziej od mężczyzn, ale w wieloletnim małżeństwie to jednak rzadkość i to nie wrażenia z t ego forum, ale wredne prawa partnera długoterminowego opisywanie badaniami przez Bussa. Feministki nienawidzą tego zagadnienia, bo kobieta przestaje się w ich świetle jawić jako istota z gruntu idealna i dojrzała.

              > Teraz pytanie: Nie widzisz, że ze wszystkich teorii wyciągnąłeś to, co potwierd
              > za twoją tezę o samicach połykających mężczyzn i odmawiających im seksu oraz, ż
              > e twoje teorie są jak zamki z piasku?

              Porozumienie jest możliwe kiedy obie strony biorą pod uwagę inny i szanują, subiektywny punkt widzenia, niekoniecznie się z nim zgadzając, docenając inne charakterstyczne zalety i wiedząc o wadach. Rolą mężczyzny nie jest dopasowywać sie jedynie do kobiety , istoty wyższej, predystynowanej do ideału dojrzałości przez macierzyństwo rodem z Nietzsche'go.

              > ię członkami społeczności, doskonalą umiejętności - które przekazują im różni c
              > złonkowie wspólnoty, dzieci znajdują swoje miejsce metodą prób i błędów, za bez
              > pieczeństwo dzieci odpowiadają same dzieci, w drugim rzędzie wspólnota - głupie

              Odniosę sie jak znajdę opisy, czytane bodajże u Elizabeth Badinter o macierzyństwie i roli kobiety po menopauza. Plemiona nie mają opieki socjalnej, młodzi muszą zapewnić jedzenie dla starych, dzieci i siebie, skupianie się na opiece nad dziećmi jest niedawnym cywilizacyjnym luksusem i koncentrowaniu uczuć macierzyńśkich zaprojektówanych na stadko dzieci na jednym albo dwóch.
              Ale luką w twoim myśleniu, pomijając teksty o facecie "drugiej matce", jest to że kobietę można w zapętleniu prolaktynaowego niepokoju o potomstwo odciązyć skutecznie i prosto, mając wiecej czasu i zasobów przeznaczy je na dziecko, to kwestia decyzji co jest ważne. O tym piszą wielodzietne matki tym zakręceonym przy pierwszym dziecku. NA WAZNE RZECZY CZŁOWIEK ZAWSZE ZNAJDZIE CZAS. Czasu jest zawsze za mało w stosuku do możliwych aktywnosci, jeżeli na coś nie ma czasu znaczy że nie jest to ważne. To podstawowy przekaz każdego szkolenia z zarządzania czasu.
              • twojabogini Re: kobieta istota wyższa? 20.05.13, 13:55
                >Ty zrobiłabyś zaś układ poddańczy, gdzie facet ma obowiązki a kobieta być może ma ochotę.
                >Oczywiście nie jestem obiektywny i przedstawiam męski punkt widzenia i oceny, ale i ty jesteś >skażona podejściem skrzywdzonych kobiet (twoich klient jak mówiesz) co projektujesz na mnie.

                Nie przypisuj mi opinii i sądów których nie wypowiadam. ja oddzielam sferę obowiązków od sfery seksu. Tu nie ma handlowej wymiany - jak umyje podłogę i pozwolę jej wyjść do koleżanki na godzinę - to ona mi obciągnie. Nie tak działa seksualność człowieka.

                gdy podział obowiązków nadmiernie obciąża jedna stronę lub jest dla jednej strony krzywdzący - spada libido i szwankuje seks. Jak małżonkowie się podziela - to ich osobisty wybór. Podział powinien być wynikiem ich indywidualnych potrzeb i możliwości, a nie dopasowania się mężczyzny do potrzeb kobiety. Oboje muszą po prostu realizować potrzeby rodziny która założyli i się wspierać.

                Co do klientek - mam także krzywdzonych klientów. Z roku na rok coraz więcej i to jest sygnałem, że jednak stosunki społeczne ulegają zmianie. Nie projektuję krzywd jakich doznają na cokolwiek, a jeśli zacznę - wycofam się z tej sfery działalności. Jest to duże obciążenie i dla higieny psychicznej sama czasem kontaktuje się z psychologiem, żeby się wygadać i wyrzucić emocje, które czuję (np. obawę o bezpieczeństwo klientki, lub chęć narzucenia jej dobrego dla niej rozwiązania - ja mogę tylko pokazać możliwości). Argumenty ad personam sobie daruj.

                >Feministki nienawidzą tego zagadnienia, bo kobieta przest
                > aje się w ich świetle jawić jako istota z gruntu idealna i dojrzała.

                Twoje wyobrażenia o tym czym jest feminizm nie za wiele mają wspólnego ani z rzeczywistością, ani z tematem dyskusji.





        • kawazmlekiem00 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 19.05.13, 12:20
          Sęk w tym, że nikt nie wie, jakim typem kobiety jest żona Autora. Pomysły mamy poparte własnymi doświadczeniami.
          Masz rację, że może być trudno ale życie toczy się dalej i patrząc z boku to bez seksu w końcu coś pęknie. Z jednej strony znam uczucie niechęci do seksu, odwlekania, braku akceptacji siebie i wszystkiego, o czym piszesz ale też z drugiej mam pewien bagaż doświadczeń i wiem, że czasem trzeba się przełamać. Trzeba po wypadku znów wsiąść za kierownicę, trzeba wstać na nogi po ciężkim złamaniu. W tej chwili to mają ciuciubabkę na wulkanie, nawinie się jakaś chętna na podatny grunt i może być krucho. Oby nie.
          • twojabogini Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 19.05.13, 12:26
            kawazmlekiem00 napisała:

            > Sęk w tym, że nikt nie wie, jakim typem kobiety jest żona Autora. Pomysły mamy
            > poparte własnymi doświadczeniami.

            Szczątkowe dane są. Mają udany związek. Kobieta podejmowała próby razem z partnerem - ale im nie wychodziło. Także nie jest z tych co do kąta się chowają i po wypadku nigdy już nie wsiądą do auta. Wierzę, że jako para sobie poradzą i uda im się wspólnie odzyskać seksualność żony - wielu parom się udaje.
    • ksionzka Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 19.05.13, 19:09
      No dobra ty masz potrzeby - wiadomo ważna rzecz.
      No dobra ty rozumiesz - cokolwiek to znaczy.
      Sprawdzanie na świat dzieci niestety nie równa się wyciągniecie różowego bobaska z kapusty, który sobie leży i gaworzy kiedy wy się bzykacie ochoczo. To pewne dla niektórych par ciężkie doświadczenie. Związek przechodzi próbę. Jest dziecko są obowiązki, które w dużej mierze spadają na kobietę. Kobietę, która przez 9 pieprzonych miesięcy borykała się z brzuchem i wszystkimi związanymi z tym niedogodnościami. Tak wiem po to nas natura stworzyła wiec na pewno dała nam siły aby to przeżyć o tak: PSTRYK. Dodaj sobie do tego zagrożoną ciąże - to też pewne atrakcje tez psychiczne. Dla ciebie może też. Dodaj sobie pieprzony poród. Ale to też pstryk i już. Rozchwianą gospodarkę hormonalną, która sprawia że kobieta sama siebie nie poznaje - ale przecież my baby zostałyśmy po to stworzone wiec u nas to działa tak: PSTRYK i już. Tylko jakieś głupie fanaberie nie pozwalają nam wrócić na właściwe tory.
      Niestety czasem trzeba dojść do siebie a to trwa. Czasem potrzeba wręcz pomóc sobie farmakologicznie. Dadaj do tego kompleksy dotyczące zmian po ciążowych w ciele, które niektóre kobiety mają. Dodaj strach przed ciążą czy środki zapobiegawcze, które nie pomagają. Twoja żona TO ( wybierz prawdziwe) przeżyła. Ja rozumiem, ze ci jest ciężko - naprawdę ale może jej też było? A nawet BARDZIEJ. Niby to rozumiesz ale nie rozumiesz.
      Miałeś wyjątkowego pecha bo ciąża zagrożona wiec u ciebie to dłużej niż u wielu mężczyzn ale decydując się na dzieci trzeba się z tym liczyć. Na kryzys z tego powodu też. Skoro od razu o skokach w bok myślisz - po co to dziecko było?
      Inna inszość, ze twoja żona mogłaby ci pomóc: powiedzieć szczerze co i jak? czy zadowolić jakoś inaczej, na około - wszak nie jeden rodzaj seksu istnieje. Możliwe że twoja żona utraciła po tym wszystkim pożądanie, chęci, ochotę, coś ją blokuje a możliwe że jest jedną z tych co to po dziecku seksu nie akceptują. Zanim więc ci się skoki w bok zmaterializują dowiedz się tego:
      1. Pogadaj. Moze nie koniecznie: Ej, dlaczego nie chcesz jak ja chcę. Może zacznij ją popychać do zwierzeń o tym jak odebrała poród, ciążę, jak się czuję po tym wszystkim, czy ma jakieś obawy, odczucia, ze coś się zmieniło...i dojdziesz do seksu.
      2. Rozbudzaj ( daj sobie na to jakiś czas) sugeruj pomoc medyczną. No sorry kobieta to nie sprawnie działająca maszyna. choć maszyny też się psuja i trzeba je naprawić. Śmiem twierdzić że trochę więcej przeszła niż ty. Wyrazisz tym wdzięczność, że nie WY musicie zaciążąć i rodzić. śmiem też twierdzić, ze nie takie posuchy w życiu miałeś. Takie jest życie w związku...raz z górki, raz pod górkę.
      3. Obserwuj czy ma chęci, czy chce coś zmienić, czy ma to gdzieś
      4. Wyciąg wnioski.
    • altz Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 19.05.13, 19:55
      zonaty19791 napisał:
      > Co raz gorzej ma się moje małżeństwo, ale tylko w sypialni. Od kiedy nasza rodz
      > ina zaczęła się powiększać sex w zasadzie wyszedł z naszego związku tylnymi drz
      > wiami.

      Źle wybrałeś. Nie wszystkie kobiety tak mają, ale ma tak dużo.
      70% kobiet po rozmnożeniu ogranicza bardzo seks, a 40% odmawia jakiegokolwiek seksu.
      Opowiem Ci dalszą część twojego małżeństwa. ;-)
      Żona będzie karmić i nie będzie miała tych potrzeb, nie odpuści, ani nie przestanie karmić, ani nie będzie brała hormonów.
      Potem skończy karmić dziecko, będzie miała ochotę na seks i pojawi się następny potomek, sytuacja się powtórzy. Ty będziesz chodził wkurzony, ale w zasadzie trudno będzie Ci się domagać współżycia, bo wyjdziesz na troglodytę, więc taki podładowany będziesz stale. Może znajdziesz sobie kochankę, może nawet żona się będzie na to zgadzać. Może się rozstaniecie dopiero po drugim czy trzecim dziecku, co jest najbardziej prawdopodobne, a konsekwencje sobie dośpiewaj sam.
      • kag73 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 19.05.13, 20:04
        Jeszcze dla wyklarowania sytuacji i wyliczenia szans na poprawe warto by zapytac jak bylo wczesniej czy lubila seks, byla chetna. Jak wygladal Wasz seks? Czy zona miewala frajde i orgazmy? Czy byly rozne techniki czy tylko penetracja?
        Zona obolala, nie potrafi sie podniecic, mowisz. Rozumiem. Ale probowales tez czegos innego oprocz pakowania sie z penisem do pochwy? Pieszczoty reka, masaz, mineta. Wpadliscie na to by zastosowac 69? Popiescic sie recznie?
        Czy tak naprawde nie potraficie o tym rozmawiac, wyrazac zyczen? Zona grzeczna, Tobie nie wypada, bo to zona? Duzo niewyjasnionych pytan abstrahujac od zmecznia, bolu i leku poporodowym i ewentualnym spadku libido, bo hormony i karmienie piersia.
        W zaleznosci od przeszlosci sytuacja nie jest przegrana, ale dzialc trzeba, co by sie nie pogorszylo.
        • nowainnaja1 Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 10:18
          .... Jeszcze dla wyklarowania sytuacji i wyliczenia szans na poprawe warto by zapyta
          > c jak bylo wczesniej czy lubila seks, byla chetna. Jak wygladal Wasz seks?...
          Z doświadczenia wiem, bez względu na to jak wyglądała sytuacja przed, teraz jest do bani. I ani Twoja wnikliwa analiza czasu byłego, ani dociekliwość co do technik wszelakich, nie zmieni stanu rzeczywistego.
          Pani się nie chce, a Panu i owszem. I może jestem troglodytką, ale ja go rozumiem. Nawet jeśli ją kocha i szanuje, to odczuwa pożądanie i już.
          Ja na jego miejscu nie wytrwałabym w bezseksiu w imię przysiegi małżeńskiej, a Ty?
          I żeby nie było, że jestem taka srala mądrala. Sama po porodzie miałam znikome zainteresowanie figlami, ale zdawałam sobie sprawę jak ważny to element związku i pracowałam nad sobą. Tak więc skończmy z hasłami o zaciskaniu zębów w imię miłości. To gra zespołowa i nie powinna chyba oznaczać tylko kapitualcji chłopaków?
          • twojabogini Re: Zaczyna się robić co raz gorzej 20.05.13, 14:02
            > I żeby nie było, że jestem taka srala mądrala. Sama po porodzie miałam znikome
            > zainteresowanie figlami, ale zdawałam sobie sprawę jak ważny to element związku
            > i pracowałam nad sobą. Tak więc skończmy z hasłami o zaciskaniu zębów w imię m
            > iłości. To gra zespołowa i nie powinna chyba oznaczać tylko kapitualcji chłopak
            > ów?

            A ja sobie zdawałam, ale miałam na głowie tyle, że i tak to było na szarym końcu listy. Tak miałam potrzeby partnera gdzieś, choć o nich wiedziałam: byłam zmęczona, czułam się i byłam brzydka, chciało mi się spać, a jak już pospałam to wolałam poczytać książkę - żeby chociaż intelektualnie na chwilę wyjść ze świata pieluch i rehabilitacji. Więc gdyby mi wyskoczył z tym, że mu się chce zaproponowałabym mu obejrzenie filmu i załatwienie sprawy samodzielnie. Na szczęście jest dużym chłopcem i nie czuł, że musi pytać żony o zgodę, żeby włożyć rączki pod kołdrę.
            I tu klasę wykazał mój mąż. I gdyby więcej panów to potrafiło - to mniej by było bezseksia w małżeństwach - spowodowanych ciążą, połogiem, karmieniem.
            • urquhart po co te całe wywody, hipokryzja i mydlenie oczu? 20.05.13, 18:33
              twojabogini napisała:
              > A ja sobie zdawałam, ale miałam na głowie tyle, że i tak to było na szarym końc
              > u listy. Tak miałam potrzeby partnera gdzieś, choć o nich wiedziałam: (...)
              > I tu klasę wykazał mój mąż. I gdyby więcej panów to potrafiło - to mniej by by
              > ło bezseksia w małżeństwach - spowodowanych ciążą, połogiem, karmieniem.

              Tylko po co te całe wywody, hipokryzja i mydlenie oczu o równouprawnieniniu?
              Postulujesz że partner powinien się podporządkować, dostosować, i "dojrzale" uznać że kobieta ma jego potrzeby gdzieś i na tym polegać ma męska "klasa".
              Często musisz reprezentować osamotnione roszczeniowe klientki z podobnym nastawieniem ?
              • twojabogini Re: po co te całe wywody, hipokryzja i mydlenie 20.05.13, 23:11
                > Tylko po co te całe wywody, hipokryzja i mydlenie oczu o równouprawnieniniu?
                > Postulujesz że partner powinien się podporządkować, dostosować, i "dojrzale" uz
                > nać że kobieta ma jego potrzeby gdzieś i na tym polegać ma męska "klasa".

                Jakie podporządkować, jakie dostosować? Zajęcie się kobietą i jej wsparcie jest raczej naturalne w stanie, gdy ona po porodzie: czuje się fatalnie, boli ja krocze, albo blizna po cesarce, jest niedospana, z piersi jej cieknie i ma hormonalny szalej. Opieka nad kobietą w połogu to bardzo istotny element życia seksualnego pary. Mężczyźni, którzy stają na wysokości zadania szybko odzyskują swoje partnerki - jako partnerki seksualne. Napisało ci o tym w tym wątku już wiele kobiet - nie tylko ja - nie pisząc o abstrakcyjnych badaniach, ale o własnych doświadczeniach. O tym, jak dzięki współpracy i miłości męża wróciły do seksualności po porodzie.
                Żadna z kobiet nie napisała, że mąż czekał w nieskończoność. Raczej po prostu był w stanie zrozumieć dlaczego jego partnerka nie ma chwilowo ochoty i nie robić z tego tragedii, nie tworzyć teorii o tym, że to laktacja albo macierzyńskie zaślepienie. Ani nie oczekiwał, że ona rozłoży nogi dla dobra sprawy. Trochę wsparcia i seks wraca.
                Nie wiem jaką masz wizję męskości, ale z tego co piszesz dla ciebie mężczyzna opiekujący się żoną w połogu, angażujący się w opiekę nad dzieckiem i wspierający żonę, gdy ta przechodzi trudny okres w życiu, albo pomagający jej poczuć się atrakcyjnie - to osobnik podporządkowany i dostosowany. Stłamszony przez roszczeniową feministkę.
                Możesz napisać jak w takim razie męski mężczyzna powinien zareagować na brak chęci u małżonki po porodzie na seks? Tak, aby się nie podporządkować, nie dostosować i nie doznać ujmy? Zgwałcić? Przymusić? Zagrozić odejściem do młodszej? Trwać uparcie w abstynencji, aż ona da sama z siebie? Czekać trzy lata aż ona skończy karmić? A może masz jakąś inną receptę?
                • urquhart Ile czasu miłość zawiesić jednostronnie na kołku? 21.05.13, 10:03
                  twojabogini napisała:
                  > Nie wiem jaką masz wizję męskości, ale z tego co piszesz dla ciebie mężczyzna o
                  > piekujący się żoną w połogu, angażujący się w opiekę nad dzieckiem i wspierając
                  > y żonę, gdy ta przechodzi trudny okres w życiu

                  Miłość wymaga zarówno od mężczyzny jak i kobiety wzajemnego zaangażowania i wsparcia drugiej strony w trudny okresie i odpowiedzialność jak najbardziej do mojej wizji męskości się wpisuje. Jedna na tym forum masz masę wątków facetów którzy się angażują i opiekują a ani seksualność ani podmitowość realcji pary nie wraca.
                  Dlatego wcześniej zapytałem ile czasu mężczyna twoim zdaniem powinie uznać za naturalne że patnerka ma jego potrzeby i oczekiawania gdzieś, a jego samego na szarym końcu czyli zawiesza miłość jednostronnie na kołku, bo ma inny obiekt miłosći, miłość to w końcu że ten ktoś jest najważniejszy?
                  Kiedy powinien się niepokoić że coś nie tak i uznawać że żyje na potrzeby symbiotycznej więzi dziecka z matką?
                  6 tygodni pologu?
                  rok karmienia piersią?
                  3 lata do pójścia do przedszkola?
                  18 lat do pełnoletności dziecka?
                  • zawle Re: Ile czasu miłość zawiesić jednostronnie na ko 21.05.13, 10:16
                    Dziwnie piszesz urgu. Oczywiście partnerka nie powinna mieć gdzieś swojego faceta nigdy. Myślę że niepotrzebnie skupiamy się na ekstremach. Facet chcący ruchać kobietę dzień po porodzie kontra żona odmawiająca zawsze.
                    Ja myślę że narodziny dziecka to bardzo trudny okres. To zawsze jest sprawdzian kim jesteśmy. Dla kobiet chyba o wiele większy ale łatwiejszy do udźwignięcia. Może za mało nadal się pisze o uczuciach ojca/męża? Trochę odczarowano ten "magiczny najpiękniejszy czas" w życiu pary. Mówi się trochę o depresji poporodowej, ale nadal milczy o emocjach ojcowskich.
                    • urquhart Re: Ile czasu miłość zawiesić jednostronnie na ko 21.05.13, 11:30
                      zawle napisała:
                      > ta nigdy. Myślę że niepotrzebnie skupiamy się na ekstremach. Facet chcący rucha
                      > ć kobietę dzień po porodzie kontra żona odmawiająca zawsze.

                      Jakie znów eksterema? Jakie dziwne? Przewijały się tu liczne wątki facetów którzy nie dzień po porodzie nie po połogu ale z dzieckiem typowo 1-6 lat narzekają na wymiksowanie się partnerki z łóżka i brak bliskości i dopiero umiera im nadzieja że się coś zmieni.

                      > Ja myślę że narodziny dziecka to bardzo trudny okres. To zawsze jest sprawdzian
                      > kim jesteśmy. Dla kobiet chyba o wiele większy ale łatwiejszy do udźwignięcia.

                      Kobiety przeżywają fizyczny ból ale mają też i bonus od natury w postaci miksu narkotycznych nauroprzekaźników zakochania do dziecka, meżczyzna który upodobni się do kobiety w zachowaniach przeżywa podobne negatywy ale pozbawiony jest całkowicie tych pozytywnych impulsów, jak do tego dochodzi roszczeniowe nastawienie kobiety która tylko wymaga i oczekuje sama wsparcia, świadomość koniec wolności jeżeli jest się odpowiedzialnym i co zostaje, atawistyczne walcz albo uciekaj ...
                      www.charaktery.eu/artykuly/Psychologia-dla-Ciebie/43/Smutek-%C5%9Bwie%C5%BCo-upieczonych-ojc%C3%B3w/
                      • hello-kitty2 Re: Brak seksu = milosc sie skonczyla. 21.05.13, 12:03
                        urquhart napisał:

                        Przewijały się tu liczne wątki facetów któr
                        > zy nie dzień po porodzie nie po połogu ale z dzieckiem typowo 1-6 lat narzekają
                        > na wymiksowanie się partnerki z łóżka i brak bliskości i dopiero umiera im nad
                        > zieja że się coś zmieni. (...)
                        meżczyzna który upodobni
                        > się do kobiety w zachowaniach przeżywa podobne negatywy ale pozbawiony jest ca
                        > łkowicie tych pozytywnych impulsów, jak do tego dochodzi roszczeniowe nastawien
                        > ie kobiety która tylko wymaga i oczekuje sama wsparcia, świadomość koniec wolno
                        > ści jeżeli jest się odpowiedzialnym i co zostaje, atawistyczne walcz albo uciek
                        > aj ...

                        A moze raczej 'nie wchodz' :) Badz swiadomy ile moze cie ewentualnie dziecko kosztowac i decyduj sie swiadomie na taka cene.
                        Poza tym uderza mnie wylaniajace sie z Twoim postow naiwne przekonanie, ze milosc trwa, ma trwac. Skoro zgadzamy sie, ze kobieta jest sterowana hormonami i nie nalezy wierzyc jej deklaracjom (affection vs attraction) to jak to jest mozliwe, ze durny mezczyzna wierzy/ufa, ze ona bedzie go kochac ZAWSZE, dozgonnie i pomimo innych obiektow? Wszystko sie kiedys konczy, milosc tez. Przeciez, to nie jest jakies odrealnione? Wiec skad takie zaskoczenie i rozczarowanie u tych tu piszacych? Takich rzeczy mozna czy wrecz nalezy sie spodziewac. Alfabetyczny pisze o tym wprost, gdy jakis facet zali sie, ze zona ma jego potrzeby w dupie: nie kocha juz cie. I taka jest prawda. A jak on nadal wierzy jej deklaracjom, ze ona wciaz kocha tylko cos tam to albo jest naiwny albo nie ma innego pomyslu na zycie, planu B (patrz: Sabat).

                        Podsumowujac: jak ktos w zwiazku nie chce dawac dupy to znaczy, ze milosc sie skonczyla. Proste. NIe ma co sie oklamywac. Mozna zyc na nowych zasadach, bez milosci i seksu, z przyjaznia, nie wiem co tam kazdy woli albo sie rozstac.
                        • that.bitch.is.sick Re: Brak seksu = milosc sie skonczyla. 21.05.13, 12:15
                          hello-kitty2 napisała:


                          > Podsumowujac: jak ktos w zwiazku nie chce dawac dupy to znaczy, ze milosc sie s
                          > konczyla. Proste. NIe ma co sie oklamywac. Mozna zyc na nowych zasadach, bez mi
                          > losci i seksu, z przyjaznia, nie wiem co tam kazdy woli albo sie rozstac.

                          Nie da się zrozumieć za wiele z tej garści truizmów co autor miał na myśli, jest tu kilka obiegowych przekonań ok., ale co generalnie chcesz nam powiedzieć? że nie ma nadziei na powrót seksu w związku gdy nastąpił spadek namiętności czy jak, czy po prostu sformułować genialną złotą myśl że miłość według ciebie sprowadza się do dawania dupy?
                          To tak z własnego doświadczenia czy nie widziałaś przypadków przeczących tym teoriom? Bo wiesz może to nie rzeczywistość jest wykrzywiona i paskudna tylko ty masz belkę w oku i brak dostępu do pewnych kategorii przeżyć?
                          • hello-kitty2 Re: Brak seksu = milosc sie skonczyla. 22.05.13, 19:40
                            that.bitch.is.sick napisała:

                            > Nie da się zrozumieć za wiele z tej garści truizmów co autor miał na myśli, jes
                            > t tu kilka obiegowych przekonań ok., ale co generalnie chcesz nam powiedzieć?
                            > że nie ma nadziei na powrót seksu w związku gdy nastąpił spadek namiętności czy
                            > jak, czy po prostu sformułować genialną złotą myśl że miłość według ciebie spr
                            > owadza się do dawania dupy?
                            > To tak z własnego doświadczenia czy nie widziałaś przypadków przeczących tym te
                            > oriom? Bo wiesz może to nie rzeczywistość jest wykrzywiona i paskudna tylko ty
                            > masz belkę w oku i brak dostępu do pewnych kategorii przeżyć?

                            Pisalam o akceptacji faktu, ze 'cos' sie w zwiazku moze skonczyc. Moze milosc sie skonczyc, moze sie pozadanie skonczyc, niewazne jak definiujesz milosc, cokolwiek bylo moze przestac istniec i dlaczego tego nie zaakceptowac zamiast ciagle walczyc, wymuszac, prosic, zadac, chciec. Nie wierze w milosc, ktora trwa wiecznie. Nie uwazam, ze rzeczywistosc, w ktorej milosc, pozadanie koncza sie jest wykrzywiona i paskudna, raczej uwazam to za normalne.
                            • urquhart Naturalna śmierć miłości 22.05.13, 20:25
                              > Pisalam o akceptacji faktu, ze 'cos' sie w zwiazku moze skonczyc. Moze milosc s
                              > ie skonczyc, moze sie pozadanie skonczyc, niewazne jak definiujesz milosc, coko
                              > lwiek bylo moze przestac istniec i dlaczego tego nie zaakceptowac zamiast ciagl
                              > e walczyc, wymuszac, prosic, zadac, chciec. Nie wierze w milosc, ktora trwa wie
                              > cznie. Nie uwazam, ze rzeczywistosc, w ktorej milosc, pozadanie koncza sie jest
                              > wykrzywiona i paskudna, raczej uwazam to za normalne.

                              We pierwotnych plemionach skomplikowana relacja pary według socjologów trwała średnio 4-7 lat do usamodzielnienia się potomstwa. Z potomstwa zaś przeżywało do pełnioletności co piąte dziecko. My dziś z jednym i drugim się nie godzimy i tworzymy techniki utrzymywania przy życiu.
                              Inwestując wzajemnie w dobre pozytywne uczucia i wzajemne gratyfikacje o ile ma się w miarę wspólne potrzeby i oczekiwania można bardzo przedłużyć jej życie. Albo dobić przedwcześnie komunikując i postępując że się ma partnera (partnerkę) i jego potrzeby gdzieś jak w tym wątku.
                              • tygrys-bez-rys Nie sposob, nie dodac, do tej perly ... 23.05.13, 01:58
                                ... dedukcji, observacji na temat podorozowani, tacy pielgrzymowie na Mayflower potrzebowali zacnych 2 miesiecy zeby dotrzec, relaksujac sie oczywiscie w konfortowych warunkow kabin tego luksusowego cruzszipu, wpierdalajac kawiar i paszted z nerek, ten swiat nieustannie stacza sie na psy, teraz to jakis chyba 6 godzin z Bostonu do Londynu czy na odwrot. Urq blagam podaj mi zrodla w ktorych process wysyania z dupy tych kocich kup, ktore tu zapodajesz jest opisany, to musi byc zjeb przeczytac jak jakis grad studend wytwarza ten badziew, nie umniejszajac oczywiscie Twoim osiagniecia w replikacji tej nowoczesnej mysli religijnej.
                                • urquhart Re: Nie sposob, nie dodac, do tej perly ... 23.05.13, 20:49
                                  Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed tygrysy, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały...
                        • urquhart Re: Brak seksu = milosc sie skonczyla. 21.05.13, 12:23
                          hello-kitty2 napisała:
                          > A moze raczej 'nie wchodz' :) Badz swiadomy ile moze cie ewentualnie dziecko ko
                          > sztowac i decyduj sie swiadomie na taka cene.
                          > Poza tym uderza mnie wylaniajace sie z Twoim postow naiwne przekonanie, ze mil
                          > osc trwa, ma trwac. Skoro zgadzamy sie, ze kobieta jest sterowana hormonami i n
                          > ie nalezy wierzyc jej deklaracjom (affection vs attraction) to jak to jest mozl
                          > iwe, ze durny mezczyzna wierzy/ufa, ze ona bedzie go kochac

                          No popatrz a jaki krzyk bab że niektórzy wynika z tego odpowiedzialni panowie odwlekają decyzję o potomstwie w nieskończoność. :)

                          Tak, masz rację to jest powodem mojej irytacji że różni psychodycho wyłuszczają i pocą jak OBIE strony powinny angażować się i więziotwórczo inwestować w relacje żeby projekt miłość pary miał długoteminowe szanse realizacji a tu taka Bogini wykłada z grubsza jak zrozumiałem wygodną roszczeniowość jak to facet jest zobligowany żeby być doświadczony, rozbudzać, wspierać, opiekować się, znosić ze ma się go gdzieś a dzięki temu kobieta być może będzie miała kiedyś chęć, a jak nie będzie miała to jedynie dowód że on jest dupa wołowa.

                          Jak myślisz jak mężczyźni z jajami powinni reagować na takie przypadki?
                          • zawle Re: Brak seksu = milosc sie skonczyla. 21.05.13, 13:01
                            urquhart napisał: > Jak myślisz jak mężczyźni z jajami powinni reagować na takie przypadki?

                            Ciągle piszesz o tych jajach, testosteronach, niedającym się męskim mózgu. Chyba coś zakrzykujesz.
                        • kutuzow jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 13:11
                          Kitty, bardzo fajny post. Spodobał mi się. konkretny, bez "sosu" ideologicznego.

                          hello-kitty2 napisała:
                          > Skoro zgadzamy sie, ze kobieta jest sterowana hormonami i n
                          > ie nalezy wierzyc jej deklaracjom (affection vs attraction) to jak to jest mozl
                          > iwe, ze durny mezczyzna wierzy/ufa, ze ona bedzie go kochac ZAWSZE, dozgonnie i
                          > pomimo innych obiektow? Wszystko sie kiedys konczy, milosc tez. Przeciez, to n
                          > ie jest jakies odrealnione? Wiec skad takie zaskoczenie i rozczarowanie u tych
                          > tu piszacych?

                          To pewnie wpływ kultury filmowej i wszechogarniających happy-endów "i żyli długo i szczęśliwie". Poza tym to bardzo atrakcyjna wersja, przejść przez życie mając wsparcie osoby którą kochamy i która nas kocha (na taką osobę można liczyć w potrzebie w przeciwieństwie do znajomych i wielu "przyjaciół" którzy okazują się nimi często tylko z nazwy).

                          > Alfabetyczny
                          > pisze o tym wprost, gdy jakis facet zali sie, ze zona ma jego potrzeby w dupie
                          > : nie kocha juz cie. I taka jest prawda. A jak on nadal wierzy jej deklaracjom,
                          > ze ona wciaz kocha tylko cos tam to albo jest naiwny albo nie ma innego pomysl
                          > u na zycie, planu B (patrz: Sabat).

                          Z tym się w pełni zgadzam. Mówić "kocham" jest łatwo, pokazać że się kocha, to już trochę więcej zachodu.Co do planu "B", to chyba część z tych facetów po prostu zaczyna dostrzegać pewien wzorzec. Wiedzą, że kolejny związek nawet jeśli zacznie się od fajerwerków z czasem osiągnie etap gdzie partnerka zaczyna marudzić "ja chcę dzidziusia" i potem zaczyna się powtórka z rozrywki (odstawienie w kąt itp). Wbrew temu co mówił pewien filozof można wejść do tej samej rzeki, wiec oni wolą zostać na brzegu.

                          > Podsumowujac: jak ktos w zwiazku nie chce dawac dupy to znaczy, ze milosc sie s
                          > konczyla. Proste. NIe ma co sie oklamywac. Mozna zyc na nowych zasadach, bez mi
                          > losci i seksu, z przyjaznia, nie wiem co tam kazdy woli albo sie rozstac.

                          Niby proste ale nie do końca. Kobiety które przeniosły uczucia z partnera na dziecko, nie są w stanie zaakceptować często tego przyjacielskiego układu i otwarcia związku. Zdają sobie bowiem sprawę że może się na widnokręgu pojawić konkurencja i ona z dzieckiem na tym straci. Zobacz że kobiety walczą jak lwice o dobro swoich dzieci (np. materialne wynikające choćby z dziedziczenia po ojcu, które w razie nowej rodziny się dzieli na więcej części). Stąd częste próby szantażowania ograniczenia kontaktu z dziećmi w razie ew rozwodu itp.

                          Przy nieformalnym związku, kochanka która zaciąży może liczyć co najwyżej na alimenty (dziedziczenie majątku jest niezagrożone). Ta sana kochanka która staje się kolejną żoną wchodzi wraz z dziećmi do puli do podziału majątku. Takiej kobiecie łatwiej przełknąć romans na boku niż pozwolić na rozpad ich fasadowego małżeństwa.
                          • zawle Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 13:18
                            kutuzow napisał: Wiedzą, że kolejny związek nawet jeśli z
                            > acznie się od fajerwerków z czasem osiągnie etap gdzie partnerka zaczyna marudz
                            > ić "ja chcę dzidziusia" i potem zaczyna się powtórka z rozrywki (odstawienie w
                            > kąt itp). Wbrew temu co mówił pewien filozof można wejść do tej samej rzeki, wi
                            > ec oni wolą zostać na brzegu.

                            No sorki...skąd tyle katastrofizmu i barku nadziei? Po jednym razie od razu takie wnioski? Skąd to się bierze? Z wygodnictwa, złamania kręgosłupa? Świat by się nie rozwijał, gdyby ta zasada była prawdziwa.

                            Kobiety które przeniosły uczucia z partnera na dz
                            > iecko, nie są w stanie zaakceptować często tego przyjacielskiego układu i otwar
                            > cia związku. Zdają sobie bowiem sprawę że może się na widnokręgu pojawić konkur
                            > encja i ona z dzieckiem na tym straci. Zobacz że kobiety walczą jak lwice o dob
                            > ro swoich dzieci (np. materialne wynikające choćby z dziedziczenia po ojcu, kt
                            > óre w razie nowej rodziny się dzieli na więcej części). Stąd częste próby szant
                            > ażowania ograniczenia kontaktu z dziećmi w razie ew rozwodu itp.
                            >
                            > Przy nieformalnym związku, kochanka która zaciąży może liczyć co najwyżej na al
                            > imenty (dziedziczenie majątku jest niezagrożone). Ta sana kochanka która staje
                            > się kolejną żoną wchodzi wraz z dziećmi do puli do podziału majątku. Takiej kob
                            > iecie łatwiej przełknąć romans na boku niż pozwolić na rozpad ich fasadowego ma
                            > łżeństwa.

                            I znowu piszemy o kobietach. Ale przecież to mężczyzna dokonuje wyboru, a nie jego kobieta za niego.. Zresztą, dziwnie się czyta o męskiej miłości do potomka, gdzie w każdym niemal wątku czytam zaprzeczenia jakoby taka w ogóle istniała.
                            • urquhart Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 13:23
                              zawle napisała:
                              > No sorki...skąd tyle katastrofizmu i barku nadziei? Po jednym razie od razu tak
                              > ie wnioski? Skąd to się bierze? Z wygodnictwa, złamania kręgosłupa? Świat by si
                              > ę nie rozwijał, gdyby ta zasada była prawdziwa.

                              Powiedział samiec modliszki idąc na randkę :) :) :)
                            • kutuzow Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 13:36
                              zawle napisała:
                              > No sorki...skąd tyle katastrofizmu i barku nadziei? Po jednym razie od razu tak
                              > ie wnioski? Skąd to się bierze? Z wygodnictwa, złamania kręgosłupa? Świat by si
                              > ę nie rozwijał, gdyby ta zasada była prawdziwa.

                              Facet który raz już przeszedł przez problem braku seksu po potomku, jest bardziej czujny i wie jakie jest ryzyko w kolejnym związku. Przyznasz chyba że rzadko która kobieta pogodzi się z myślą że nie będzie miała dziecka bo jej facet ma takowe z Ex i kolejnego nie chce.
                              Na to że związki rozwodników się udają wpływa fakt że obie strony mają bardziej rozsądne oczekiwania (tak w skrócie: facet wie czym jak skończy się związek gdy on przestanie się starać o nią, a ona wie jak się zakończy historia gdy zacznie znikać życie erotyczne).

                              > I znowu piszemy o kobietach. Ale przecież to mężczyzna dokonuje wyboru, a nie j
                              > ego kobieta za niego.. Zresztą, dziwnie się czyta o męskiej miłości do potomka,
                              > gdzie w każdym niemal wątku czytam zaprzeczenia jakoby taka w ogóle istniała.

                              Było o kobietach bo Kitty napisała to z punktu widzenia mężczyzn. Co do miłości do potomka -wg mnie to jest bardzo mocno skorelowane z poziomem testosteronu, kortyzolu i innych. Ci nisko testosteronowi (mniejsze libido) lepiej odnajdują się w roli ojca. Przejmują część zachowań kobiecych (opieka nad niemowlakiem) i są szczęśliwi. Ci z wyższym poziomem testosteronu słabo się sprawdzają w roli opiekunki do niemowlaka. Co innego od wieku 3-4 lata gdy można spędzać z dzieckiem aktywnie czas i zaczyna ono być komunikatywne. Tylko że często (jak pisał Urqu) związek nie wytrzymuje do tego czasu (np. z powodu braku seksu od czasów ciąży i porodu).

                              • zawle Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 13:47
                                kutuzow napisał: Przyznasz chyba że rzadko
                                > która kobieta pogodzi się z myślą że nie będzie miała dziecka bo jej facet ma
                                > takowe z Ex i kolejnego nie chce.

                                Wśród moich wykształconych, zarabiających na siebie koleżanek nie jest to prawdą. Większość z nich nie chce dzieci. Za to te niepracujące, nie mające perspektyw, zachodzą w ciążę nader łatwo.

                                Co do miłości
                                > do potomka -wg mnie to jest bardzo mocno skorelowane z poziomem testosteronu,
                                > kortyzolu i innych. Ci nisko testosteronowi (mniejsze libido) lepiej odnajdują
                                > się w roli ojca. Przejmują część zachowań kobiecych (opieka nad niemowlakiem) i
                                > są szczęśliwi. Ci z wyższym poziomem testosteronu słabo się sprawdzają w roli
                                > opiekunki do niemowlaka.

                                Nie lubię wysoko testosteronowych facetów. Są chamscy, agresywni. Oczekują od kobiety delikatności która ma objawiać się tym, że ma się wycofać i zamknąć mordę. Jeśli tego nie zrobi, staje się automatycznie jebaną feministką i leską. W łóżku są prostaccy, uważają że wiedzą lepiej. Nie są skłonni się przyznać do błędu, co wyklucza uczenie się.
                                • kutuzow Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 14:01
                                  zawle napisała:
                                  > Wśród moich wykształconych, zarabiających na siebie koleżanek nie jest to prawd
                                  > ą. Większość z nich nie chce dzieci.

                                  Pytanie czy nie chce WCALE, czy nie chce TERAZ? Bo to jest dość kluczowe.
                                  Zazwyczaj gdy pojawia się ktoś fajny to nagle wizja bycia matką staje się dość atrakcyjna (gdy zaś zaczyna bić zegar biologiczny to nawet i bez tego kogoś odpowiedniego niektóre zdesperowane zaczynają szukać w ramach "łapanki").


                                  > Nie lubię wysoko testosteronowych facetów. Są chamscy, agresywni. Oczekują od k
                                  > obiety delikatności która ma objawiać się tym, że ma się wycofać i zamknąć mord
                                  > ę. Jeśli tego nie zrobi, staje się automatycznie jebaną feministką i leską. W ł
                                  > óżku są prostaccy, uważają że wiedzą lepiej. Nie są skłonni się przyznać do błę
                                  > du, co wyklucza uczenie się.

                                  Jasne, a feministki mają męskie sylwetki, a Żydzi krzywe nosy. To tylko Twoje wyobrażenie. Mylisz prostaków z gośćmi mającymi dużo testosteronu.
                                  Oglądałaś Pożegnanie z Afryką? Kojarzysz rolę graną przez Redforda:
                                  www.imdb.com/title/tt0089755/
                                  Można być wysoko testosteronowym i łączyć to z kulturą osobistą.
                                  • urquhart Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 14:12
                                    kutuzow napisał:
                                    > Można być wysoko testosteronowym i łączyć to z kulturą osobistą.

                                    Może jednostkowo, ale jednak tu pamiętam wiele badań z czytania u Bem że nadmiar testostronu u mężczyn skorelowany jest z niskim rozwojem inteligencji statystycznie. Nie musieli używać synaps żeby zaspokoić oczekiwania ?
                                    Natomiast u kobiet te o najwyższym testosteronie statystycznie są zdecydowanie nainteligentniejsze (vide refleksja tu na forum a ematki?).
                                  • that.bitch.is.sick Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 22.05.13, 09:40
                                    kutuzow napisał:


                                    >
                                    > Jasne, a feministki mają męskie sylwetki, a Żydzi krzywe nosy. To tylko Twoje w
                                    > yobrażenie. Mylisz prostaków z gośćmi mającymi dużo testosteronu.
                                    > Oglądałaś Pożegnanie z Afryką? Kojarzysz rolę graną przez Redforda:
                                    > www.imdb.com/title/tt0089755/
                                    > Można być wysoko testosteronowym i łączyć to z kulturą osobistą.

                                    Znowu dziecinnie fałszywy "obiektywizm". Testosteron działa tylko w kwestiach refleksji nad posiadaniem potomstwa i ewentualnych relacji z potomkami ale nie powoduje agresji i upośledzenia funkcji społecznych. Ależ powoduje agresję i makiawelizm oraz wpływa na relację z potomstwem gdy przekracza normy. W innych przypadkach człowiek naprawdę jest zdolny do refleksji i kierowania własnym życiem oraz świadomej korekty poglądów. Nie działa to tak wybiórczo żeby dla kutuzowa było wygodnie.
                                    Gdyby to było prawdą o kulturze osobistej drogi kutuzow, którą zapewne sobie przypisujesz, to jednocześnie chodziłbyś w staniku i cierpiał albo na ginekomastię. A może z wiekiem dopada Cie hipogonadyzm i musisz to jakoś zracjonalizować?
                                    Bądźże chociaż konsekwentny w swoim determinizmie biologicznym:), tak jak jesteś płodny w mnożeniu tych bzdur związanych ze swoim dyletanckim udawaniem domorosłego endokrynologa. Każdy kto ma coś wspólnego z medycyną uśmiałby się zdrowo.
                                    A feministki są brzydkie, atrakcyjne kobiety nie mają powodu aby być feministkami, chyba że są zakompleksione i nie mają jeszcze wiedzy o tym że są hot.
                                    • kutuzow Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 22.05.13, 10:22
                                      that.bitch.is.sick napisała:
                                      > Gdyby to było prawdą o kulturze osobistej drogi kutuzow, którą zapewne sobie pr
                                      > zypisujesz, to jednocześnie chodziłbyś w staniku i cierpiał albo na ginekomasti

                                      Bitch jasne że skrajne wartości testosteronu tak działają. Chodziło mi raczej o przypadki typu: JFK (legendarna wręcz potencja), DSK (przy okazji afery mamy info o jego możliwościach), Gombrowicz (przygody opisane w Kronosie) itp. Chyba żadnemu z tych przykładów nie można zarzucić braku inteligencji -czyż nie? Jednocześnie poziom testosteronu powodował że byli dość "jurni" (im większe możliwości tym więcej przygód).
                                  • rekreativa Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 22.05.13, 09:49
                                    Posłuchaj bitch, kutuzow, jak ze wszystkim w przyrodzie, tak i z testosteronem najlepsze efekty daje poziom średni, a od nadmiaru facetom cycki rosną.

                                    " Zazwyczaj gdy pojawia się ktoś fajny to nagle wizja bycia matką staje się dość
                                    > atrakcyjna (gdy zaś zaczyna bić zegar biologiczny to nawet i bez tego kogoś odp
                                    > owiedniego niektóre zdesperowane zaczynają szukać w ramach "łapanki").

                                    Patrz pan, ja miałam chęć na bobasa w wieku lat 20, potem mi sukcesywnie chęć spadała, a jak poznałam tego właściwego, to mi chęć minęła całkowicie.
                                • urquhart Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 14:06
                                  zawle napisała:
                                  > Nie lubię wysoko testosteronowych facetów. Są chamscy, agresywni.

                                  Ale niespodziewanie mokro w majtkach nie robi się ci się przecież od tego co lubisz ?
                                  Mi też nie staje od oglądania nagich bab rzeźb i obrazów w Luwrze a bardzo je lubię i mogę tam wracać je oglądać nieustannie.
                                  • zawle Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 14:14
                                    urquhart napisał:

                                    > zawle napisała:
                                    > > Nie lubię wysoko testosteronowych facetów. Są chamscy, agresywni.
                                    >
                                    > Ale niespodziewanie mokro w majtkach nie robi się ci się przecież od tego co lu
                                    > bisz ?
                                    > Mi też nie staje od oglądania nagich bab rzeźb i obrazów w Luwrze a bardzo je l
                                    > ubię i mogę tam wracać je oglądać nieustannie.

                                    Zlituj się i nie mów mi od czego mi się robi mokro w majtkach.
                                    • urquhart Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 14:17
                                      > Zlituj się i nie mów mi od czego mi się robi mokro w majtkach.

                                      Nie będzie litości!
                                      • zawle Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 14:30
                                        urquhart napisał: > Nie będzie litości!

                                        Nad sobą się zlituj. Wszak nie jest modny wzorzec mężczyzny palanta?
                                        • urquhart Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 14:43
                                          > Nad sobą się zlituj. Wszak nie jest modny wzorzec mężczyzny palanta?

                                          Jakbyś nie zauważyła że interesuje mnie na skuteczność nie moda. :)
                                          • zawle Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 14:49
                                            Nie słyszałam o tym żeby jakikolwiek palant był skuteczny w tej materii o której tu mowa...
                                  • that.bitch.is.sick jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 12:35
                                    urquhart napisał:

                                    > zawle napisała:
                                    > > Nie lubię wysoko testosteronowych facetów. Są chamscy, agresywni.
                                    >
                                    > Ale niespodziewanie mokro w majtkach nie robi się ci się przecież od tego co lu
                                    > bisz ?
                                    > Mi też nie staje od oglądania nagich bab rzeźb i obrazów w Luwrze a bardzo je l
                                    > ubię i mogę tam wracać je oglądać nieustannie.
                                    >
                                    Przecież nawet mężczyźni z TDS są atrakcyjni dla kobiet jeśli te mają wysokie libido. A libido to naprawdę w mniejszym stopniu gospodarka hormonalna.
                                    Może czas na powtórzenie podstawowych informacji o tym jak działa ten cały testosteron i na co wpływa. Słyszymy obiegowe opinie o samcach testosteronowych, co wskazuje na potoczne utożsamianie testosteronu jak to się mówi na tym forum "poziomu" testosteronu z tym co potocznie rozumiemy jako cechy męskie, a niestety jest błędnie utożsamiany z męskimi zachowaniami, to spekulacje. W istocie zachowanie ludzkie to bardzo złożony efekt różnorodnych czynników.
                                    Teraz dwie uwagi. Testosteron jest wpływa na rozwój drugorzędowych cech płciowych, a jego niedobór diagnozuje się na podstawie fachowej interpretacji badań laboratoryjnych przez endokrynologa. Nawet fachowiec nie jest w stanie zdiagnozować czy to hipogonadyzmu czy niedoboru testosteronu czyli postaci skrajnej schorzenia na podstawie zachowań , a wy na podstawie wahań poziomu testosteronu w normach czy różnorodności miedzy osobniczej chcecie wywodzić i orzekać o męskości w ramach zachowań społecznych i odwrotnie:). Wyolbrzymiacie ten wpływ nie mając pojęcia o szeregu powiązań zachodzących w ludzkim organizmie.

                                    Testosteron jest syntetyzowany w rytmie dobowym, ze zróżnicowanym wydzielaniem do krwiobiegu w godzinach porannych najwyższe, najmniejsze w godzinach popołudniowych, u młodego zdrowego mężczyzny (u starego dziada zróżnicowanie nie występuje). Jednak postacią aktywną biologicznie jest wolny testosteron, który stanowi jedynie 2 procent puli zsyntetyzowanego testosteronu, pozostałe są wiązane z albuminami osocza, białkiem transportującym SHGB. Luźne połączenie z albuminami osocza stanowi pulę testosteronu do wykorzystania w miarę potrzeb organizmu, co oznacza że w sytuacji gdy organizm ma potrzebę podwyższenia poziomu postaci aktywnej, jest to możliwe.
                                    Daleko tu jednak do sytuacji społecznych jak chcą nasi adepci socjobiologii, nie jest tak gdy mężczyzna jest singlem lub nie ma dziecka podwyższa mu się poziom testosteronu, nie jest on uzależniony od szeregu powiązań w organizmie ludzkim takich jak wiązanie z transkortyną czy stężenie HSBG, zmianami w działaniu nadnerczy, przysadki mózgowej czy podwzgórza. Naprawdę nie polecam interpretowania na własną rękę tych powiązań a zwłaszcza w odniesieniu do zachowań społecznych i grupowych. Jest to po prostu śmieszne i książki które na ten temat powstają są często są interesującymi spekulacjami nie potwierdzonymi naukowo i trzeba to mocno podkreślić.

                                    Generalnie przy badaniach postaci skrajnej czyli zespołu niedoboru testosteronu u mężczyzn stwierdzono że nie ma objawów swoistych czyli patognomonicznych - więc na jakiej podstawie pytam się wnosicie o wpływie poziomu testosteronu na funkcjonowanie męskości w kulturze i u poszczególnych jednostek?!:)
                                    Najbardziej miarodajne wyniki uzyskano w badaniu Massachustts Male
                                    Aging Study (MMAS), które linkuję. Tam są korelacje pomiędzy czynnikami medycznymi i psychosocjalnymi.
                                    www.bjdvd.com/content/2/4/278.full.pdf
                                    Dla leniwych, stwierdzono tam występowanie nieregularne i niespecyficzne następujących objawów hipogonadyzmu: dysfunkcja erekcyjna i zmniejszenie libido, pogorszenie jakości życia, zaburzenia snu, rozdrażnienie lub stany depresyjne, uczucie przewlekłego zmęczenia, otyłość brzuszna, zmniejszenie masy i siły mięśniowej, zmniejszenie gęstości mineralnej kości.
                                    Jak widzicie jeden stereotyp obalony - mężczyźni z niedoborem testosteronu bywają agresywni:). Nie wyciągajmy więc daleko idących wniosków na temat powiązań na których się słabo znamy, żaden endokrynolog nie będzie wywodził spekulacji dotyczących mężczyzn z wysokim/ niskim poziomem testosteronu za wyjątkiem tych oczywistych i specyficznych objawów klinicznych w skrajnych przypadkach.
                                    Na przykład bardzo duży wpływ na m.in. ośrodkowy układ nerwowy u mężczyzn ma synteza estrogenów, możemy więc teraz snuć teorię o wpływie kobiecego hormonu na ośrodkowy układ nerwowy które będą jeszcze śmieszniejsze.
                                    Kolejny ciekawy fakcik, smakowity. Za czasów naszych dziadów, normy testosteronowe były dużo wyższe i mężczyźni byli znacznie bardziej „testosteronowi” niż obecnie – czy nie jest to wspaniały przyczynek do spekulacji dla Kutuzowa i urquharta? O zaniku męskości we współczesnym świecie?:)
                                    • urquhart Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 13:05
                                      Porywajaca polemika.
                                      Latwo udowodnic ze testosteron podnosi sie wyraznie u osobnikow wygrywajacych rywalizacje a spada u przegrywajacych i podporzadkowujacych sie. Casus dziadow i ojcow ?
                                      • kag73 Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 15:30
                                        "Latwo udowodnic ze testosteron podnosi sie wyraznie u osobnikow wygrywajacych rywalizacje a spada u przegrywajacych i podporzadkowujacych sie. Casus dziadow i ojcow ?"

                                        Co ty pier..lisz? Toz to wlasnie ojcowie wygrali rywalizacje, bo ich samica dopuscila. Kto tu jest przegrany?:)
                                        Poza tym nic nie zrozumiales z tego co napisala bitch, Przykro mi:(
                                      • rekreativa Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 15:57
                                        Chodzi o to, żeby sie tak zanadto nie podniecać tym testosteronem, bo oprócz niego jest jeszcze mnóstwo innych czynników, które decydują o ludzkim losie.
                                        Kiedy spotykasz człowieka sukcesu, to nie wiesz, czy on tak prze do rywalizacji, bo ma wysoki testosteron, czy dlatego, że go w domu nauczono, by sięgał po swoje i nie miał kompleksów. A może by się okazało, że testosteron u niego nie wyższy niż np. u ś.p. sabata?
                                        • kag73 Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 16:03
                                          "Kiedy spotykasz człowieka sukcesu, to nie wiesz, czy on tak prze do rywalizacji, bo ma wysoki testosteron, czy dlatego, że go w domu nauczono, by sięgał po swoje i nie miał kompleksów."

                                          Nie, on prze do przodu, bo ma troche oleju w glowie i wie, ze sukces i co za tym idzie kasa(najczesciej) to najlepszy sposob co by wyrwac i zatrzymac przy sobie najatrakcyjniejsza babke/najatrakcyjniejsze babki :) (jezeli mowa tutaj o facetach)
                                          • rekreativa Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 16:18
                                            Owszem, owszem, jasne, ale żeby to realizować, to jednak potrzebna wiara w siebie i we własne możliwości.
                                            Czyli inteligencja, zdroworozsądkowe kalkulowanie i brak kompleksów.
                                            A testosteron gdzieś tam na końcu, o ile w ogóle.
                                            • urquhart Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 17:16
                                              rekreativa napisała:

                                              > Czyli inteligencja, zdroworozsądkowe kalkulowanie i brak kompleksów.
                                              > A testosteron gdzieś tam na końcu, o ile w ogóle.

                                              Nie brakuje ludzi intelgentnych i utalentowanych którzy nie dojdą do niczego bo im się nie chce.
                                              Testosteron odpowiada za motywację skłonność do ryzyka, rywalizacji, determinację, ale nadmiar tych cech też wcale nie wpływa na sukces.
                                              www.charaktery.eu/wiesci-psychologiczne/3365/Mened%C5%BCer-na-testosteronie/
                                              • rekreativa Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 18:19
                                                Ale żeby wykazywać te cechy, które wymieniłeś, nie trzeba być wysoko testosteronowym. Wystarczy testosteron na średnim poziomie, a większość facetów mieści się jak najbardziej w testosteronowej normie.
                                                Im więcej testosteronu tym mniejsza odporność, dlatego panowie trudniej radzą sobie z infekcjami, zapaleniami, depresją oraz chorobami nowotworowymi. Ponadto faceci z wysokim T częściej skaczą na boki, więc czy to taki miód i malina dla kobiety? Śmiem wątpić, szczególnie jak się poczyta biografie żon rozmaitych prezydentów itp. Ze szczęścia to one nie umierały.

                                                www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/zdrowie-rodziny/zdrowie-mezczyzny-badaj-poziom-testosteronu_38265.html
                                                • urquhart Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 19:04
                                                  rekreativa napisała:
                                                  > Ale żeby wykazywać te cechy, które wymieniłeś, nie trzeba być wysoko testostero
                                                  > nowym. Wystarczy testosteron na średnim poziomie, a większość facetów mieści si
                                                  > ę jak najbardziej w testosteronowej normie.(...)
                                                  > faceci z wysokim T częściej skaczą na boki, więc czy to taki miód i malina dla
                                                  > kobiety? Śmiem wątpić, szczególnie jak się poczyta biografie żon rozmaitych pre
                                                  > zydentów itp. Ze szczęścia to one nie umierały.

                                                  Toż to ja cały czas mówię.
                                                  Z charakterystycznymi zaletami zawsze nierozerwalnie związane są charakterystyczne wady...

                                                  Ale wiem jednocześnie że wiele menadżerek korumpuje lekarzy by przepisywali im testosteron w plasterkach żeby mieć energię i doping do skutecznej rywalizacji z facetami w wyścigu szczurów. Przy okazji skacze im libido
                                                  www.netdoctor.co.uk/sex-and-relationships/medicines/intrinsa-patches.html
                                                • kag73 Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 22:27
                                                  " Ponadto faceci z wysokim T częściej skaczą na boki, więc czy to taki miód i malina dla kobiety? Śmiem wątpić, szczególnie jak się poczyta biografie żon rozmaitych prezydentów itp. Ze szczęścia to one nie umierały. "

                                                  No momencik, czy oni maja najwyzszy testosteron to nie wiadomo, wiadomo jednak, ze jako ludzie sukcesu, co czyni ich sexy sa czesciej wodzeni na pokuszenie, czesto uwodzeni, maja wiecej okazji, wiecej ofert a sa tylko ludzmi, ulegaja slabosciom. Zeby se jakis facet mogl poskakac na boki to musi znalezc kandydatki(nie mowie o seksie za kase), taki drwal abo robotnik na budowie nie ma tyle okazji co prezydent albo znany aktor, chociaz testosteron tez moze miec calkiem calkiem. Bo te skoki w boki czesto sie wydarzaja nie sa wcale planowane. Tyle wiemy o sobie na ile nas sprawdzono a okazja czyni zlodzieja:)
                                                  • rekreativa Re: jak to jest z testosteronem. 23.05.13, 09:44
                                                    Słuszna uwaga, w końcu skąd wiadomo, że taki np Kennedy miał dużo T? Zbadał mu ktoś?
                                                  • urquhart żuchwa 23.05.13, 11:39
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Słuszna uwaga, w końcu skąd wiadomo, że taki np Kennedy miał dużo T? Zbadał mu
                                                    > ktoś?

                                                    Badania poziomu są pomocne do badania zmian poziomu pod wpływem bodźców zewnętrznych czy w czasie. Bezwzględny średni poziom testosteronu można łatwo oszacować na podstawie znanych od dawna korelacji cech fizycznych twarzy, inaczej rozwija się żuchwa, czoło, kościec, czy palce.
                                                    www.staff.amu.edu.pl/~krzychu/publik/atr_tw.pdf
                                                  • kutuzow Re: jak to jest z testosteronem. 23.05.13, 10:06
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No momencik, czy oni maja najwyższy testosteron to nie wiadomo,

                                                    Kag wiadomo za to że poziom testosteronu o danego osobnika spada z wiekiem i bardzo dobrze koreluje to z jego aktywnością erotyczną. Podobnie jak np. z liczbą wypadków samochodowych (z czasem bardziej rozsądna jazna, mniej zbędnego ryzyka i "szpanowania" za kółkiem). Jeśli potrafisz wskazać inną cechę która będzie pasowała tutaj tak jak poziom testosteronu -to jestem otwarty na inne podejście.

                                                    > co czyni ich sexy sa czesciej wodzeni na pokuszenie, c
                                                    > zesto uwodzeni, maja wiecej okazji, wiecej ofert a sa tylko ludzmi,

                                                    Po pierwsze cześć z takich facetów jest bardzo aktywna seksualnie jeszcze ZANIM stają się sławnymi. Po drugie w dzisiejszych czasach seks jest ogólnie dostępny. Nie trzeba być sławnym i bogatym. Po trzecie nie wiem czemu wykluczasz prostytutki? Do rozładowania napięcia erotycznego pasują bardzo dobrze (mówimy tu o popędzie erotycznym a nie o miłości).

                                                    Poza tym z tą "okazją" jest troche tak jak z powiedzeniem "okazja czyni złodzieja".
                                                    Niby prawda, ale jedna osoba wybije szybe w aucie bo w środku jest radio (okazja), a druga nawet nie zauważy kluczyków zostawionych w stacyjce (bo nawet nie rozgląda sie za takimi sytuacjami).
                                                  • kag73 Re: jak to jest z testosteronem. 23.05.13, 13:05
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Kag wiadomo za to że poziom testosteronu o danego osobnika spada z wiekiem i ba
                                                    > rdzo dobrze koreluje to z jego aktywnością erotyczną. Podobnie jak np. z liczbą
                                                    > wypadków samochodowych (z czasem bardziej rozsądna jazna, mniej zbędnego ryzyk
                                                    > a i "szpanowania" za kółkiem). Jeśli potrafisz wskazać inną cechę która będzie
                                                    > pasowała tutaj tak jak poziom testosteronu -to jestem otwarty na inne podejście."

                                                    To co chcesz przez to powiedziec, ze Ci slawni i prezydenci te wszystkie afery mieli w wieku lat 25 ciu a potem nie. Przeciez niedawno ktos tu za przyklad atrakcyjnosci w poznym wieku podawal Clooniego (ale i on ma date waznosci, ostatnio widzialam zdjecie i stwierdzilam, ze bylo minelo). Owszem z wiekiem spada poziom testosteronu, ale chyba nie chcesz mi wmowic, ze jak 40 sto latkowi jakas seksi nowa laska usiadzie na lonie to mu sie nic nie poruszy? No chyba, ze ma jakies problemy z erekcja. Co innego 60 cio latek, przyznaje.
                                                    Okolicznosci bardzo wazne, bo co innego miec 40 i byc od 10 ciu lat z ta sama/tym samym w lozku a co innego poczuc przy/na sobie nowe miecho i juz sie budzi chuc.
                                                    Do tego oprocz testosteronu liczy sie nastawienie, charakter i wyglad gostka, pwiedzialabym. Niektorzy maja testosteron, ze hoho i wala konia dwa razy dziennie, albo czesciej, bo nie maja kasy, ani wygladu, nie znalezli zadnej chetnej i nie chca placic za seks.
                                                    Tez rozladuje napiecie. Mozliwe czy nie?
                                                    Seks jest dostepny, ale juz kiedys pialam, ze to dla niektorych roznica czy zaplaca czy babka chce, bo chce z nimi sie bzykac. Jak maja placic, wola zwalic konia. Dlatego wykluczam prostytutki.
                                                    " Niby prawda, ale jedna osoba wybije szybe w aucie bo w środku jest radio (okazj
                                                    > a), a druga nawet nie zauważy kluczyków zostawionych w stacyjce (bo nawet nie r
                                                    > ozgląda sie za takimi sytuacjami)."

                                                    Otoz, zalezy od osoby i jego priorytetow, swiadomosci co ma do stracenia. Do tego zalezy jaki ten samochod, bo MUSI dobrze wpasc w oko. Do tego samochod pozostaje bierny, to jest ten plus a kobieta Cie kuszaca nie. To roznica. Mnie chodzi o sytuacje bardzo jednoznaczne gdzie w niektorych okolicznosciach wylacza sie myslenie a wlacza instynk/chuc. Skoro juz jestesmy przy atrakcyjnych slawnych i bogatych: Brad Pitt zagral w filmie z Angelina Jolie(piekna sztuka aktorska, az sie iskrzylo na planie) i skonczylo sie jego malzenstwo z Jennifer Aniston.



                                                  • kutuzow Gombrowicz jak przykład dla Kag 23.05.13, 14:53
                                                    kag73 napisała:
                                                    > To co chcesz przez to powiedziec, ze Ci slawni i prezydenci te wszystkie afery
                                                    > mieli w wieku lat 25 ciu a potem nie.

                                                    Kag słowem kluczem jest tutaj AFERA. Wcześniej mogli sobie bzykać ile chcieli i co chcieli i jako osoby mniej znane nikt z tego afery nie robił. Zobacz Gombrowicza, w dzienniku Kronos wymienia swoje przygody:

                                                    "„Przyjaciółka Jadźki. 2 kurwy z Mokotowskiej, C. z Zodiaku. 9 kurew. Tancerka z Wilna. Przyjaciółka Brezów i Boya. Kurwa z tryprem. Dziewica. Poza tym: C. z Pragi, Franek, dz. w kinie, bodaj Narbuttówna. I ta z nogami w pantoflach gumiennych” (to za rok 1939)."

                                                    gdy ten sam Gombrowicz jest teraz sławny, to nagle jest wielkie Hallo! Tak samo pewnie było z JFK, DSK i innymi. Gdy byli młodzi i nie interesowała się nimi prasa pewnie tak samo dużo bzykali. Zobacz że dopóki jakaś kochanka nie zaciążyła to nie było problemu.

                                                    > Owszem z wiekiem spada poz
                                                    > iom testosteronu, ale chyba nie chcesz mi wmowic, ze jak 40 sto latkowi jakas s
                                                    > eksi nowa laska usiadzie na lonie to mu sie nic nie poruszy?

                                                    jeśli ma łono to mu się raczej nic nie poruszy ;-)
                                                    Tak na poważnie, to wszystko sprowadza się do tego czy gostek szuka takich wrażeń czy nie (tu jest różnica w testosteronie).

                                                    > Do tego oprocz testosteronu liczy sie nastawienie, charakter i wyglad gostka, p
                                                    > wiedzialabym. Niektorzy maja testosteron, ze hoho i wala konia dwa razy dzienni
                                                    > e, albo czesciej, bo nie maja kasy, ani wygladu, nie znalezli zadnej chetnej i
                                                    > nie chca placic za seks.

                                                    No właśnie, sama widzisz że jak ma testosteron to nawet jak nie ma wyglądu to często się onanizuje. Inny bez wyglądu będzie potrafił spokojnie wytrzymać i miesiąc bez onanizmu i bez seksu. Nie rozumiem tego Twojego rozgraniczenia na seks, onanizm i seks za pieniądze. Przecież to zaspokaja tą samą potrzebę/popęd. To tak jakbyśmy rozmawiając o głodzie dzielili jedzenie na fast-foody, domowe żarcie i drogie restauracje (i tylko te ostatnie brali pod uwagę). nie mówimy tutaj o potrzebie miłości tylko o prostym popędzie.

                                                    > Otoz, zalezy od osoby i jego priorytetow, swiadomosci co ma do stracenia. Do te
                                                    > go zalezy jaki ten samochod, bo MUSI dobrze wpasc w oko.

                                                    Sorry Kag ale podobnie jak kwestią tematu wpływu wieku na atrakcyjność mężczyzny tutaj zaczynasz zaklinać rzeczywistość. Gdy facet jest napalony to naprawdę kwestia "wpadnięcia w oko" jest pomijalna. Wyjaśnij mi zjawisko tirówek, czemu istnieją i mają klientów biorąc pod uwagę Twoją teorią "wybrzydzania" mężczyzn. Sorry ale ani one ładne, ani to bezpieczne pod kątem zdrowia.

                                                    > Do tego samochod pozos
                                                    > taje bierny, to jest ten plus a kobieta Cie kuszaca nie.
                                                    Kag cały czas pomijasz grupę dla której nie musi być kuszących kobiet, bo jak ich "ciśnie" to idą na dziwki na seks lunch. Nawet zawężając grupę do tych którzy są skłonni do romansów i tak widać tych którzy mając nawet możliwość/okazje dają sobie spokój i takich którzy AKTYWNIE tworzą okoliczności i okazje do romansu.

                                                    > Skoro juz jestesmy przy atrakcyjnych slawnych
                                                    > i bogatych: Brad Pitt zagral w filmie z Angelina Jolie(piekna sztuka aktorska,
                                                    > az sie iskrzylo na planie) i skonczylo sie jego malzenstwo z Jennifer Aniston.

                                                    To akurat zły przykład, bo gdyby to była tylko chuć, to ten związek nie przetrwałby tak długo.
                                                  • kag73 Re: Gombrowicz jak przykład dla Kag 23.05.13, 16:19
                                                    Nierozumiem Twoich wywodow, kutuzow. To oczywiste, ze kazdy facet ma testosteron, inaczej nie bylby facetem i umowmy sie, sam mowiles o spadku z wiekiem, ze ci miedzy 19 a 25 rokiem zycia maja go najwiecej.
                                                    I teraz te Tirowki...do nich niby zagladaja ci wysokolibidowi? Czyli cale rzecsze mlodych facetow? Aaa, rozumiem, napaleni sa...i tutaj dochodzi kwestia rozoroznoscie ludzi, oklicznosci w jakich zyja, inteligencji, oczekiwan...Nie sprawdzono nigdzie, ze klientela Trirowek to wysokotestosteronowi faceci. Jest jeszcze tez aspekt nazywany prze Niemcow "dumm fickt gut", czyli "glupie dobrze pieprzy", bo sie nie zastanawia, chce mu sie pieprzyc to pieprzy co popadnie, taki troche pusty. I nie wmawiaj mi, ze wsyzscy testosteronowi faceci tacy sa, bo to nieprawda! To moze byc zwyczajny sredniak testosteronowy, ktoremu brakuje seksu, bo zona nie daje. Ludzie sa tak rozni, a juz dawno stwierdzilam, ze mezczyzni to tez ludzie, rowniez oni potrafia miec sie pod kontrola i nie sa sterowani wylacznie tesosteronem i fiutem. Naprawde nie.

                                                    > Tak na poważnie, to wszystko sprowadza się do tego czy gostek szuka takich wraż
                                                    > eń czy nie (tu jest różnica w testosteronie).
                                                    Nie zgadzam sie. Przyjmiejmy, ze ma wysoki poziom T ale ma regularne bzykanko z wlasna przyjaciolka, do tego jest wysokoerotyczny i ma fantazje wtedy nie szuka okazji, bo po co. Co innego gdyby ta okazja weszla mu na kolana, moim zdaniem, chociaz jej nie szukal. Jednak jezeli ma powod, bedzie takich okazji unikal, bo wie czym to grozi.
                                                    Inny typ to taki, ktory szybko sie nudzi, mysli, ze roznorodnosc w seksie jest jednoznaczna z pukaniem coraz to nowych partnerek i ich szuka, swiadomie szuka okazji i tyle.
                                                  • urquhart Re: Gombrowicz jak przykład dla Kag 23.05.13, 16:54
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > ch "ciśnie" to idą na dziwki na seks lunch. Nawet zawężając grupę do tych którz
                                                    > y są skłonni do romansów i tak widać tych którzy mając nawet możliwość/okazje d
                                                    > ają sobie spokój i takich którzy AKTYWNIE tworzą okoliczności i okazje do roman
                                                    > su.

                                                    A mi podobają mi się twoje porównania. Testosteron skorelowany jest z libido ale przedewszystkim ze skłonnością do ryzyka, a gdzie większa niż u korzystanie z tirówek i seksu w czasie lunchu Czytałem że wysokotestenowi wolą wydupczyć w więzieniu innego więźnia tej samej płci niż sie masturbować bo to ma syboliczne znaczenie przegrania.
                                                  • kag73 Re: Gombrowicz jak przykład dla Kag 23.05.13, 19:45
                                                    CZyli wychodziloby mi z tego, ze wszyscy faceci i wszyscy faceci tutaj piszacy a nie chodzacy na dziwki, tirowki, seks podczas przerwy obiadowej maja malo testosteronu. Dobrze zrozumialam?
                                                    Badaliscie sobie kiedys poziom testosteronu urqu i kutuzow? Ach, po co, macie bardzo niski, ale nie szkodzi, bo Wasze kobiety i tak seksu nie chca czesciej niz Wy.
                                                  • kutuzow Re: Gombrowicz jak przykład dla Kag 23.05.13, 22:37
                                                    kag73 napisała:

                                                    > CZyli wychodziloby mi z tego, ze wszyscy faceci i wszyscy faceci tutaj piszacy
                                                    > a nie chodzacy na dziwki, tirowki, seks podczas przerwy obiadowej maja malo tes
                                                    > tosteronu. Dobrze zrozumialam?

                                                    Źle zrozumiałaś.
                                                    Dużo testosteronu = duży temperament. Nie precyzowałem JAK jest on realizowany (to Ty usilnie trzymałaś się tylko jednego rodzaju seksu pomijając dziwki i onanizm).
                                                    Można ten duzy temperament wykorzystać w ramach związku (że pozwolę sobie podać przykład faceta Kotoshi, który najchętniej by z niej "nie schodził" jak sama pisała w wątku o marzeniach co do weekendu razem w łóżku).

                                                    > Badaliscie sobie kiedys poziom testosteronu urqu i kutuzow? Ach, po co, macie b
                                                    > ardzo niski, ale nie szkodzi, bo Wasze kobiety i tak seksu nie chca czesciej ni
                                                    > z Wy.

                                                    Kag, naprawdę ostatnio zaczynasz jakoś pisać inaczej. Najpierw przekonywałaś że facecji (niczym kobiety) z czasem mają gorzej na rynku matrymonialnym, zupełnie mijając się z rzeczywistością. Teraz gdy nie za bardzo potrafisz się odnieść do przykładów osób które podałem odwracasz kota ogonem a na koniec wrzucasz wycieczkę osobistą. Słabe to było.
                                                  • kag73 Re: Gombrowicz jak przykład dla Kag 23.05.13, 23:16
                                                    "Źle zrozumiałaś.
                                                    Dużo testosteronu = duży temperament. Nie precyzowałem JAK jest on realizowany (to Ty usilnie trzymałaś się tylko jednego rodzaju seksu pomijając dziwki i onanizm).
                                                    Można ten duzy temperament wykorzystać w ramach związku (że pozwolę sobie podać przykład faceta Kotoshi, który najchętniej by z niej "nie schodził" jak sama pisała w wątku o marzeniach co do weekendu razem w łóżku). "

                                                    Przeczytaj moje posty na ten temat a zrozumiesz, ze twiedze dokladnie to samo. Jak kto zrealizuje swoj wysoki testosteron i temperament zalezy od wielu czynnikow, miedzy innymi od jego osobowosci, motywacji, okolicznosci. To ktos inny uparcie twierdzi, ze wszyscy wysokotestorenowcy chodza na dziwki, bo musza i bo lubia ryzyko.
                                                    A zaczelo sie od zon prezydentow, ktorzy, maja wysoki testosteron(tak sobie ktos twierdzi bez dowodow) i dlatego ich zony maja zle wspomnienia. Na co ja napisalam, powtorze sie, ze byc moze maja wysoki poziom T, ale przede wszystkim czesciej wodzeni sa na pokuszenie i maja jednoznaczne okazje a sa tylko ludzmi ze slabosciami i moga ulec pokusie.
                                                    Ty teraz twierdzisz cos innego, bo przestraszyles sie, ze moge Cie uznac za niskolibidowca:)
                                                    Wiec kto odwala numerki z tirowka? Wszyscy wysokolibidowcy cyz moze jednak, jak twierdze ja, niekoniecznie wszyscy i nawet niekoniecznie wysokolibidowcy.
                                                  • kag73 Kutuzow czytaj ze zrozumieniem 23.05.13, 23:47
                                                    Kutuzow napisal:
                                                    "Kag cały czas pomijasz grupę dla której nie musi być kuszących kobiet, bo jak ich "ciśnie" to idą na dziwki na seks lunch. Nawet zawężając grupę do tych którzy są skłonni do romansów i tak widać tych którzy mając nawet możliwość/okazje dają sobie spokój i takich którzy AKTYWNIE tworzą okoliczności i okazje do romansu."

                                                    Ja ich nigdzie nie pomijam, dokladnie na takich dziele facetow/ludzi. Czytaj co napisalam w jednych z wczesniejszych postow:
                                                    "Nie zgadzam sie. Przyjmiejmy, ze ma wysoki poziom T ale ma regularne bzykanko z wlasna przyjaciolka, do tego jest wysokoerotyczny i ma fantazje wtedy nie szuka okazji, bo po co. Co innego gdyby ta okazja weszla mu na kolana, moim zdaniem, chociaz jej nie szukal. Jednak jezeli ma powod, bedzie takich okazji unikal, bo wie czym to grozi.
                                                    Inny typ to taki, ktory szybko sie nudzi, mysli, ze roznorodnosc w seksie jest jednoznaczna z pukaniem coraz to nowych partnerek i ich szuka, swiadomie szuka okazji i tyle."

                                                    A powyzsze bylo moja odpowiedzia na Twoje(albo urqu) twierdzenie, ze:
                                                    "Tak na poważnie, to wszystko sprowadza się do tego czy gostek szuka takich wraż
                                                    > eń czy nie (tu jest różnica w testosteronie)."
                                                    Z tego zdania by wynikalo, ze ten co ma wiecej T bedzie szukal/szuka. Dlatego napislam, ze sie nie zgadzam.
                                                  • kag73 Re: Gombrowicz jak przykład dla Kag 24.05.13, 01:00
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > kag73 napisała:
                                                    > Skoro juz jestesmy przy atrakcyjnych slawnych
                                                    > i bogatych: Brad Pitt zagral w filmie z Angelina Jolie(piekna sztuka aktorska,
                                                    > az sie iskrzylo na planie) i skonczylo sie jego malzenstwo z Jennifer Aniston.

                                                    "To akurat zły przykład, bo gdyby to była tylko chuć, to ten związek nie przetrwałby tak długo."

                                                    Co nie zmiena faktu, ze moglo sie zaczac od chuci, zadna nowosc sporo zwiazkow wlasnie tak sie zaczyna.
                                    • urquhart Re: jak to jest z testosteronem. 22.05.13, 16:57
                                      > Przecież nawet mężczyźni z TDS są atrakcyjni dla kobiet jeśli te mają wysokie l
                                      > ibido. A libido to naprawdę w mniejszym stopniu gospodarka hormonalna.

                                      jak pogodzić twoje i moje informacje, bo według tego co czytałem i rozmawiałem z przyjacielem endokrynologiem?

                                      Jakie są najbardziej charakterystyczne objawy TDS?
                                      Najbardziej charakterystycznym objawem TDS jest obniżenie libido. Innymi objawami są: zaburzenia wzwodu, obniżenie masy i siły mięśni, zwiększenie masy tkanki tłuszczowej, obniżenie gęstości mi-neralnej kości i osteoporoza oraz obniżenie energii i nastroju. Żaden z tych objawów nie jest patognomoniczny dla hipogonadyzmu.
                                      Którzy pacjenci mają wysokie ryzyko TDS?
                                      Częstość niedoboru testosteronu, uwzględniając tylko wykładniki biochemiczne w ogólnej populacji mężczyzn po 40. roku życia, wynosi od 20 do 40%. Istnieją jednak grupy pacjentów, w których ta częstość jest istotnie wyższa. Należą do nich osoby otyłe (BMI >30 kg/m2)(...) Wśród pacjentów z zaburzeniami wzwodu niedobór testosteronu występuje u około 10-20%, często jest także stwierdzany u chorych z depresją.
                                      www.przeglad-urologiczny.pl/artykul.php?1620
                              • urquhart Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 13:48
                                > do potomka -wg mnie to jest bardzo mocno skorelowane z poziomem testosteronu,
                                > kortyzolu i innych. Ci nisko testosteronowi (mniejsze libido) lepiej odnajdują
                                > się w roli ojca. Przejmują część zachowań kobiecych (opieka nad niemowlakiem) i
                                > są szczęśliwi.

                                Kutuzow, Co do owych zaangażowanych wzorcowych facetów idealnych drugich matek lądujących na forach dla samotnych ojców >>>
                                forum.gazeta.pl/forum/w,15128,95821814,,Czuli_zaangazowani_ojcowie_czemu_ich_tak_malo_.html?v=2
                                > rqu) związek nie wytrzymuje do tego czasu (np. z powodu braku seksu od czasów c
                                > iąży i porodu).

                                Korekta: seksu, bliskości, intymności, uwagi, zauważenia, docenienia, słowem wszystkiego co składa się na miłość.
                          • kag73 Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 21.05.13, 19:51
                            ...to chodzi o pieniadze!
                          • hello-kitty2 Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 22.05.13, 20:35
                            kutuzow napisał:

                            > Niby proste ale nie do końca. Kobiety które przeniosły uczucia z partnera na dz
                            > iecko, nie są w stanie zaakceptować często tego przyjacielskiego układu i otwar
                            > cia związku. Zdają sobie bowiem sprawę że może się na widnokręgu pojawić konkur
                            > encja i ona z dzieckiem na tym straci. Zobacz że kobiety walczą jak lwice o dob
                            > ro swoich dzieci (np. materialne wynikające choćby z dziedziczenia po ojcu, kt
                            > óre w razie nowej rodziny się dzieli na więcej części). Stąd częste próby szant
                            > ażowania ograniczenia kontaktu z dziećmi w razie ew rozwodu itp.

                            No wlasnie tutaj nie bardzo rozumiem myslenia kobiet, jesli takie ma miejsce. Po co walczyc jak lwica o majatek ojca dziecka, czy nie lepiej walczyc jak lwica o zgromadzenie wlasnego majatku? Swojego majatku nie musisz z nikim dzielic, nikt Ci nie zabierze. Gdyby kobiety koncetrowaly sie na tworzeniu wlasnego majatku relacje w zwiazkach, w razie ich rozpadow bylyby zdrowsze. Nie byloby o co walczyc.
                            Zadziwiajace jest to, ze kobiety nie maja ambicji do robienia pieniedzy. Wielu mezczyzn kreci robienie kasy, dlaczego kobiet to nie jara? Pieniadze to wladza, po co mam byc z kims, kto je/ja ma, skoro moge je/ja sama miec? Zamiast walczyc o mezczyzne lepiej walczyc o sama kase :)
                            • rekreativa Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 22.05.13, 20:38
                              "Zamiast walczy
                              > c o mezczyzne lepiej walczyc o sama kase :)"

                              Bo mężczyznę łatwiej zdobyć niż kasę. Nie potrzeba do tego ani jakiegoś wykształcenia, ani specjalnych umiejętności.
                              • hello-kitty2 Re: jeśli nie wiadomo o co chodzi... 22.05.13, 23:11
                                rekreativa napisała:

                                > "Zamiast walczy
                                > > c o mezczyzne lepiej walczyc o sama kase :)"
                                >
                                > Bo mężczyznę łatwiej zdobyć niż kasę. Nie potrzeba do tego ani jakiegoś wykszta
                                > łcenia, ani specjalnych umiejętności.

                                No wlasnie, dlatego zdobycie go/jego kasy nie jest satysfakcjonujace, niewystarczajaco trudne, niewystarczajaco ambitne. Przeciez nie po to sie ksztalcimy, zeby konkurowac z kobietami w braku specjalnych umiejetnosci :) Absurd. Pojscie na latwizne. Potwierdzenie wlasnej atrakcyjnosci przez rodzaj meski to za malo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka