Dodaj do ulubionych

Żuraw i czapla. Po roku zimy.

11.06.13, 23:59
Witam. Proszę o Wasze porady.
Opis: ja 37 lat , on 39. Pierwszy partner (tak!), on wybiera mnie, ja za nim jak w ogień. Miałam 17 lat on 19. Szalona cudowna młodość, zero troski o nic, łącznie z kasą. Wspólna pasja organizuje nam życie. Seks bajeczny. Piotruś Pan i wieczna dziewczynka - jeszcze zgodni.
Ślub na dziesięciolecie znajomości. Dwa lata po ślubie pierwsze dziecko. Wszystko cudownie. Rok później decyzja o drugim. I tu chyba początek schodów.

Cechy które zdecydowały o zauroczeniu zaczynają... przeszkadzać. Potem przerażać. Dochodzą nowe obowiązki z dwójką dzieci. Jest o wiele mniej kasy, a więcej konfliktów. Pojawia się brak zaufania w kwestii gospodarowania pieniędzmi. Piotruś Pan zdziwiony, wieczna dziewczynka odkrywa że zmieniła się w.........? kogoś innego....

Seks jest rzadziej ale jest, i jak już jest to działa jak cudowne spoiwo. Wracamy do siebie sprzed lat. Ale za dnia dupa blada – rzeczywistość nas dogania.
Przechodzę etap zrzędzenia, wymagania, awanturowania się. Średnie efekty. Już się nie rozumiemy. Milknę.

Potem niespodziewany koniec wspólnej pasji (będącej dla niego także zawodem), częściowo z powodów niezależnych, częściowo z powodu mojego narastającego zmęczenia jego podejściem do spraw kluczowych. Wysiadam z mieszaniną ulgi i żalu z tego wagonika. On dalej jedzie sam. Po 15 latach wspólnej zabawy ja przestaję móc się bawić. Zajmuję się 1. dziećmi, 2. własną działalnością zawodową, 3.domem. Łączenie tego jest tak trudne, że niestety ale przegapiam upadek związku. Nagle on przestaje o mnie zabiegać. Odpuszcza.

Brak zaufania przy kolejnej akcji przeradza się w pewność, że wybrałam człowieka o wysokim poziomie nieodpowiedzalności. Tylko z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów dopiero teraz zaczęło mi to przeszkadzać. WHY?
Myśli o separacji - czasowej, „dla otrząśniecia się”. Myśli typu: „W sumie poradzę sobie sama” (taaa.. jasne.)
Słowa o rozwodzie i alimentach wypowiedziane w afekcie. Bolesny cios zadany mężowi.
Seks znika z horyzontu zupełnie. Mąż zawęża się tylko do ojca i płatnika 2/3 rachunków.
Dochodzi obciążenie w postaci choroby synka.

W moje miejsce w wagoniku pt. Pasja-zawód wchodzi menedżerka - atrakcyjna, rozwiedziona, zaangażowana w pracę. Obrączkę męża znajduję wśród kosmetyków na oknie łazienki. Tak się składa, że więcej wyjeżdża i znajduje rozsądne wyjaśnienia dla spędzania nocy poza domem. 3X w tygodniu.
Pojawia się złość, rozgoryczenie, złe emocje. Odraza. Podejrzenia zdrady.


Nie odzywamy się do siebie już wcale, oprócz spraw typu dzieci i podaj sól. Seks to abstrakcja.
Stan taki trwa pół roku. Jest lodowato, ale udajemy strasznie zajętych zarabianiem pieniędzy (których nie zarabiamy, i jesteśmy pod kreską).

Pyk!
Dociera do mnie, że to już blisko dno. Że zaraz wszystko rypnie się na zawsze. I że ja tego nie chcę. Chyba nie tylko ze względu na dzieci.
Przełamuję się i wyciągam rękę. Napotykam hmmm.. brak zachwytu. Kolejny szok poznawczy. Dotarła kolejna rzecz - że już nie będzie tak jak kiedyś. Że nawet jeśli postanowię zakopać wszystkie urazy i złe rzeczy i przeproszę i wezmę na siebie nawet więcej niż było moje – to i tak może być za późno.
Na razie raz zadeklarował w rozmowie, że chce się dogadać. Że chce. Chyba ze względu na dzieci.

I clou.
Nagle czapla poczuła do żurawia miętę. Ale dopiero jak żuraw zamknął drzwi. Dopóki on ją nagabywał i prosił, to czapla miała w dupie.
Teraz to czaplę żuraw ma w dupie. A nawet może bzyka kaczkę krzyżówkę, bo ile można na ręcznym. I do czapli dotarło.

Jak Państwo oceniacie, czy lepiej odbudowywać stopniowo rozmową i odbudowaniem komunikacji? Przy naszych brakach to może zająć miesiące.
Czy lepiej postawić wszystko na 1 kartę, i zacząć od łóżka? I dopiero po odnalezieniu „nas z tamtych czasów” w łóżku, walczyć dalej?
Oczywiście zakładam przy obu wariantach że on mnie rzeczywiście (jak zapewnia) nie zdradził z menedżerką. Co pozostaje jeszcze do udowodnienia.... Niestety.

Ja wiem, że się nie musi udać. Ale może.
Obserwuj wątek
    • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 00:13
      Spontanicznie bym powiedziala, ze zaczac od lozka. Jezeli on w ogole chce. Hmm, jakby nie bylo w lozku zawsze pasowalo, moze zapasuje i teraz a jak gra w lozku to i gdzie indziej moze zagrac. Jezeli sie okaze, ze nic z tego... to chociaz bylo z tego nieco albo i sporo przyjemnosci:))
      No a tak poza tym to sie trzeba dobrze zastanowic co by trzeba zmienic i jak mialoby wygladac Wasze wspolne zycie. Szybko po sobie te dzieci. Ty, poniewaz jestes kobieta/matka musialas sie obudzic i przejac obowiazki, on, poniewaz jest facetem(potrzebuje nieco dluzej, co by sie przestawic) nadal jestPiotrusiem Panem. Czy zechce to zmienic?
      No i co z ta menadzerka?
      • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 00:27
        tak, ja też tak czuję... że łóżko to znana ścieżka. Tylko na krótko starcza. Do rana.

        Z tym, że muszę sporo dumy jeszcze schować do kieszeni. Ale wierzę, że warto. Zresztą dumy mnóstwo miałam przez ostatnie lata.
        I muszę mieć pewność, że relacja z menedżerką jest faktycznie na gruncie zawodowym. Za dawnych czasów wystarczyłoby mi jego jedno zapewnienie. Teraz zgorzkniałam i straciłam część zaufania.

        Z planem na przyszłość to właśnie gorzej. Ja zrozumiałam już tyle, że go nie zmienię. Natomiast nie wiem jak zmienić siebie.
        Może pokazanie mu tego wątku (co poważnie rozważam) będzie pierwszym krokiem do pracy nad sobą. Faktem jest, że swobodnie wysławiam się na piśmie. Na żywo łatwo się zacinam, łapią mnie emocje itp.

        Dzięki za życzliwy wpis.
        Czytuję to forum nie od dziś i spodziewałam się dość bezlitosnego przyjęcia.
        • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 00:51
          Hmm, jego nie da sie zmienic a sibie sie da? Powiedzialbym, ze jednak potrzebny bylby jakis kompromis, poniewaz zmienily sie okolicznosci. Inaczej Ty sie "zajedziesz" a on sie bedzie bujal i znow d..pa.
          Fakt, dziecko sporo zmienia, dwojka jeszcze wiecej, takich malych. Cierpliwosc wskazana, bo mezczyzni czasami nieco dluzej potrzebuja to oswojenia sie z nowa sytuacja. Wiem, ze nie jest to latwe. Niemniej jednak nie mozesz brac wszystkiego na siebie. To nie tak, ze on ma "wracac", bo Ty chcesz i staniesz na rzesach. On ma wracac, bo sam chce "wracac" i tez musi zrobic krok albo dwa w Twoja strone i dopasowac sie do nowej rzeczywistosci.
          Jezeli latwiej wychodzi Ci piasnie, pisz do niego. Moze i jemu latwiej czytac(ma czarno na bialym) niz sluchac, latwiej przemyslec, pozbierac mysli:))
        • kotoshi Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 08:50
          aniuki napisała:

          > Może pokazanie mu tego wątku (co poważnie rozważam) będzie pierwszym krokiem do
          > pracy nad sobą.
          Moim zdaniem to jest bardzo niedobry pomysł, to jakieś takie niepoważne... bo po co piszesz wątek - by spytać o radę, czy po to, żeby przed facetem robić jakieś demonstracje?

          > I muszę mieć pewność, że relacja z menedżerką jest faktycznie na gruncie zawodo
          > wym.

          Nie umiem ocenić mnóstwa rzeczy z opisanych w Twoim wątku i nie podejmuję się tego, ale znikanie na noce w tym całym kontekście nie pasują mi do "gruntu zawodowego".
          • aniuki specyfika.. 12.06.13, 11:13
            Specyfika zawodu i tej pasji jest taka że się wyjeżdża w sezonie na 2-3 dni. Powiedzmy że branża artystyczna lub blisko.
            Ja nie wychodziłam za mnicha, tylko za charyzmatycznego przystojniaka, za którym oglądają się wszystkie laski w miasteczku gdzie przyjeżdża z ekipą. Jestem doskonale świadoma, że po imprezie w motelu on nie czyta św. Augustyna, tylko wieczorem w grupie znajomych flirtuje z lokalną kelnereczką - a potem idzie spać z ekipą. Sam. Na początku jeździłam z nim wszędzie, potem właśnie wysiadłam. Ale grało dalej. Są wyznaczone granice i już.
            Wyobraź sobie powiedzmy żonatego frontmana zespołu (chociaż to inna branża).
            (Ja wiem, że zdrada w tym układzie jest łatwiejsza niż jak się pracuje 8-16 w urzędzie miasta. Ja to wszystko wiem. )

            Z menedżerką mam duży zgryz. Gdzieś we mnie jest ból, że jednak ja się do tego nie nadawałam. Że idealnie byłoby gdybym to ja rzuciła swój zawód, i stała się jego menedżerką, wspólnikiem, sekretarką i księgową. Ja tego nie chcę.
            Z drugiej strony jego działalność zdechła by gdyby nie ta osoba! On sam tego nie ogarnia, a z nią ruszyło z kopyta...


            Fakt spania 3x w tygodniu w miejscu pracy (a nie tylko wyjazdy) ma obecnie istotne uzasadnienie ekonomiczne. Aczkolwiek ja uważam, że dla dobra rodziny trzeba to przemyśleć, bo mnie to po prostu rozwala.
            Od niedawna, bo jeszcze miesiąc temu miałam to w dupie. Ha!

            Ok, przemyślę pokazanie mu wątku. To słuszna uwaga. Może nie wątku i forum, tylko tekstu z mojego wpisu.
            Bo dzięki temu że tu napisałam, to sama poukładałam sobie to w etapy, ciąg przyczynowo skutkowy zwięźle i jasno. Przeczytanie tego jednym ciągiem może pomóc mu w zrozumieniu mojego pt. widzenia. Bo zanim bym mu to przekazała w rozmowie, to po drodze byłoby kilka spięć i awarii..
            • kotoshi Re: specyfika.. 12.06.13, 13:40
              aniuki napisała:

              Jestem do
              > skonale świadoma, że po imprezie w motelu on nie czyta św. Augustyna, tylko wie
              > czorem w grupie znajomych flirtuje z lokalną kelnereczką

              Jeśli facet jest do tego flirciarzem, to jeszcze podnosi prawdopodobieństwo (moich przypuszczeń). Nie jestem wróżką i nie wiem, piszę tylko, że nie wierzę w brak zdrady w opisanych okolicznościach.
      • mojemail3 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 09:42
        kag73 napisała:

        (...)" Spontanicznie bym powiedziala, ze zaczac od lozka. Jezeli on w ogole chce. Hmm,
        > jakby nie bylo w lozku zawsze pasowalo, moze zapasuje i teraz a jak gra w lozk
        > u to i gdzie indziej moze zagrac.(...)

        Kag, masz to sprawdzone, przetestowane? Przecież oni prawie ze sobą nie rozmawiają, to jak teraz seks jak odgrzewany kotlet? Aniuki napisała,że ON NIE CHCE teraz, a ONA jak kotka na gorącym dachu...
        Nie widzę tego kompletnie, to jest wypalony związek, była bajka jest klapa. Mąż szuka nowości, żona chce ocalić małżeństwo, ale w zasadzie po co? ojca dzieci będą miały, łożyć na nie trzeba i tak...
        Najmi
        • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 10:53
          Przyznaje, nie mam tego sprawdzonego ani przetestowanego.
          I oczywiscie, ze oboje musza chciec. Powiedzialabym tak jezeli facet juz nie kocha i chce TYLKO ze wzgladu na dzieci....to zostawilabym to. Jezeli chce, bo w nim sie jednak jeszcze cos tli, jakies uczucia wzgledem zony, to warto probowac, bo maja dobre fundamenty, moim zdaniem.
          Trzeba dodac, ze byl powod dlaczego maz zaczal szukac nowosci, moze niekoniecznie nadal chce ich szukac. Mysle, ze mozna dac sobie druga szanse...najwyzej sie nie uda, ale sprobowac warto, jezeli oboje tego chca. Zanim pojda ze soba do lozka powinni sie ze soba rozmowic co i jak i jak kazde z nich to widzi i jezeli chce probowac to dlaczego. Osobiscie uwazam, ze powrot TYLKO ze wzgledu na dzieci nalezy wziac na klate i pojsc w swoja strone, bo to chyba jednak nie to czego sie szuka.
        • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 11:22
          Nie to że nie chce. On nie osiągnął wartości ujemnych, tylko wycofał się na pozycję "zero". Takie mam wrażenie.
          Uznał, że został niesprawiedliwe zraniony i wycofał się.

          Mam sygnały od niego, że jest otwarty.
          Ja czuję, że popiołu tu dużo, ale jest gdzieś iskra. A z jednej iskry da się rozdmuchać ogień!

          Tylko że proste wskoczenie do łóżka i oznajmienie "słuchaj, zakopmy topór, ja uznaję swój błąd, ty swój uznasz jutro, na razie weź sobie to wszystko czego tak chciałeś przez ostatnie miesiące...."
          to byłby tez brak szacunku do niego.
          Bo co, nagle mnie oświeciło, przeszłam jakiś etap, i jednym ruchem chcę odwrócić pół roku zgryzot. To se ne da!

          Jednocześnie fatalnie się czuję z tym moim powrotem. Jestem świadoma, że na moje otrzeźwienie w pewnym stopniu wpłynęły dwie sprawy: obecność tej laski i uświadomienie sobie, że mi na nim zależy (typowy przykład nie?) i jego odbicie się od dna finansowego.
          Jak to ohydnie wygląda.. jak był w biedzie, to nie miałam ochoty na ratowanie. Jak zaczyna się troszkę lepiej kleić zawodowo, to już chcę.
          Ogromny mam z tym problem!
          • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 11:36
            "Jednocześnie fatalnie się czuję z tym moim powrotem. Jestem świadoma, że na moje otrzeźwienie w pewnym stopniu wpłynęły dwie sprawy: obecność tej laski i uświadomienie sobie, że mi na nim zależy (typowy przykład nie?) i jego odbicie się od dna finansowego.
            Jak to ohydnie wygląda.. jak był w biedzie, to nie miałam ochoty na ratowanie. Jak zaczyna się troszkę lepiej kleić zawodowo, to już chcę.
            Ogromny mam z tym problem!"

            Nie przesadzalabym z kajaniem sie. Czesto potrzebny jest jakis bodziec czy to z zewnatrz(inna kobieta na horyzoncie) czy to z wewnatrz(postawienie sprawy na ostrzu noza przez druga osobe), w kazdym razie jakies silniejsze emocje, zeby zaczac cos dostrzegac.
            Zaczyna kleic sie zawodowo, nazwijmy to zbiegiem okolicznosci albo pozytywna zmiana, w koncu on rowniez odpowiedzialny jest finansowo za rodzine. Malzenstwo to gra we dwoje, to nie Ty sama, nie tylko Ty ponosisz cala wine, on rowniez dolozyl swoja czesc do zaistnialej sytuacji. Dwojka dzieci kolosalnie zmienia zycie pary, nie jest ono gorsze, po prostu jest inne. Rzecz w tym, ze do niego to nie dotarlo. Nie da sie miec dwojki dzieci i zyc dalej tak jak dotad, jakby sie ich nie mialo.
            Dume i tak juz chowasz do kieszeni, bo Ci nadal na nim zalezy. Milosc ma swoje prawa, rzecz dzieje sie miedzy dwojgiem ludzi, ktorzy sie nadal kochaja(miejmy nadzieje) ale zagubili sie gdzies po drodze. I jezeli oboje sie chca odnalezc...Co on ma sobie do zarzucenia i z czym on moze miec problem to inna bajka.
            Hmm, zacznijcie w takim razie powoli, mozna rozmawiac, naprawiac a przy tym wyladowac ze soba w lozku, bez obiekcji, ze to za wczesnie.
    • bcde Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 04:10
      Trafił się wam fajny związek, jeśli przez 12 lat było OK. Mieliście szczęście, ale wszystko się kiedyś kończy. Nie da się cofnąć słów i zdarzeń, które oddaliły was od siebie. Jeśli będzie poprawa, to chwilowa. To co było kiedyś, już nie wróci. Lepiej oswój się z myślą, że to już koniec i planuj przyszłość bez aktualnego męża.
    • 3rd_sin Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 08:32
      Myślę, że warto walczyć. Mam wrażenie, ze bilans Waszego związku jest zdecydowanie dodatni, ale w natłoku obowiązków, zgubiliscie siebie. Każdy związek miewa kryzysy, ale nie każdy warto reanimować. Po Twoim wpisie, mam wrażenie, ze mieliście (i nadal macie) wyjątkową relację. Jeśli byliście swoimi pierwszymi partnerami, to być może kryzys niesie ze sobą jeszcze ciekawość innych. Myślę, ze często mężczyźni (częściej niż kobiety) maja problem z pewnym poczuciem "straty", które wynika z tego, ze nie mieli więcej kobiet, co wynika chyba w dużej mierze z ciekawości.
      Myślę, ze seks jest dobra droga do odbudowania uczucia. Moze poza klasyka warto spróbować czegoś nowego, aby maz wiedział, ze masz na uwadze jego potrzeby, ale jednocześnie nic, co byłoby wbrew Tobie. Moze warto znowu znaleźć jakas wspolna pasje, aby spędzać wspólnie więcej czasu. No i nie można zapomnieć o tym, aby dużo rozmawiać. Życzę powodzenia w znalezieniu najlepszych rozwiązań.
    • kutuzow Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 12:52
      aniuki napisała:
      > Cechy które zdecydowały o zauroczeniu zaczynają... przeszkadzać. Potem przeraża
      > ć. Dochodzą nowe obowiązki z dwójką dzieci. Jest o wiele mniej kasy, a więcej k
      > onfliktów. Pojawia się brak zaufania w kwestii gospodarowania pieniędzmi. Piotr
      > uś Pan zdziwiony, wieczna dziewczynka odkrywa że zmieniła się w.........? kogoś
      > innego....
      > Przechodzę etap zrzędzenia, wymagania, awanturowania się. Średnie efekty. Już s
      > ię nie rozumiemy. Milknę.

      Sama dość odważnie przyznajesz że się "rozjechaliście". Trochę jak w tym powiedzeniu: "Kobiety chciałyby żeby mężczyzna po ślubie się zmienił, ale oni się nie zmieniają. Mężczyźni chcieliby żeby kobiety po ślubie się nie zmieniały, ale one się zmieniają"
      Oczywiście w Waszym przypadku to nie ślub był tym katalizatorem zmian, tylko dzieci.

      Zdajesz sobie sprawę z tego jak daleko rozjechały się Wasze światy. Sama napisałaś że chęc działania po części jest wynikiem pojawienia się konkurencji na horyzoncie i ryzyka utraty partnera. Pytanie czego Ty oczekujesz?

      Czy jesteś gotowa sama się zmienić -być tą osobą którą byłaś wcześniej (w której Twój partner się zakochał i z którą miał tyle wspólnych zainteresowań)? Czy może z racji dzieciaków, chciałabyś żeby to on stał się bardziej odpowiedzialny i przejął część tych obowiązków "dnia codziennego"?

      Obstawiam (z Twego opisu -więc mogę się mylić), że jego świat jest nadal atrakcyjny dla niego. Bez porównania bardziej niż życie "domowe". Gdy stracił związek (etap zrzędzenia), pewnie koncentracja na pracy pomogła mu się jakoś z tym oswoić. Chcesz żeby wrócił i jesteś gotowa schować dumę do kieszeni, pytanie tylko co jakie są Twoje warunki, tj co oferujesz mężowi? Jeśli zamiast prawdziwej marchewki masz w ręku tylko frazesy i poczucie obowiązku wobec rodziny, to jest to dość kiepska oferta. Zobacz że on pewnie poukładał sobie swoje życie w nowej rzeczywistości i gotów jestem zaryzykować stwierdzenie że nowa przygoda/kochanka podbudowała jego ego (ona teraz dzieli z nim JEGO pasje). Czy możesz i co ważne czy CHCESZ zaoferować coś atrakcyjnego dla męża? Coś co skusi go swą wartością, a nie będzie to tylko gra na poczuciu lojalności wobec Ciebie i dzieci?

      Jest takie powiedzenie że ten komu bardziej zależy stara się bardziej. Jest ono dość uniwersalne i sprawdza się praktycznie w każdej sytuacji (czy to nowy związek, czy chęc kupno domu, czy realizacja marzeń). Jeśli Tobie tutaj bardziej zależy na powrocie męża (niż jemu na powrocie do tego co było dla niego mało atrakcyjne), to Ty będziesz się musiała bardziej napocić żeby Ci się udało go do tego przekonać/zainteresować. Nawet jeśli forumowe koleżanki zgodnie z duchem feminizmu będą Ci tłumaczyły że wystarczy pierwszy krok, a to on powinien zrobić kolejny. Nie wierz w to.
      • kag73 Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 14:37
        No, Kutuzow, to tak tutaj nie do konca. Rzecz w tym, ze obojgu musi zalezec i rzecz w tym, ze "tamtego" zycia juz nie ma. Teraz jest inne, nowe, niekoniecznie gorsze ale inne i trzeba sie do niego przyzwyczaic.
        Ona wydoroslala sila rzczy, bo szybko po sobie pojawily sie dzieci i trzeba bylo przejac nowe obowiazki. W tym calym zamieszaniu i obciazeniu nowa sytuacja zona stala sie dla meza nieznosna(nie do zniesienia) co po czesci wynikalo z jego podejscia do sprawy. I w tym calym galimatiasie nie zdazyli sie rozmowic kto co jak i dlaczego. Jej zmeczenie i borykanie sie z codziennoscia, rowniez z zachowaniem meza spowodowalo oddalenie sie od siebie i w lozku i ogolnie w codziennym zyciu.
        Teraz, jezeli oboje tego chca, musza oboje wyjsc sobie naprzeciw. Dzieci sa i nie da sie cofnac czasu, trza zacisnac zeby i zmienic nastawienie, co nieco sie sprezyc, lepiej podzielic obowiazkami, szukac rowniez czasu i wytchnienia tylko we dwoje. I uzmyslowic sobie: Kochamy sie, ale sytuacja lekko nas przerosla, pogubilismy sie w tym wszystkim, obojgu nam ciezko z nowa sytuacja ale wspolnymi silami damy rade." Wychodze z zalozenie, ze ci ludzie sie kochaja i jednak chca byc razem.
        Bardzo czesto na poczatku dzieci rozwalaja stary porzadek/stare uklady, po jamis czasie jednak ludzie wpadaja w nowy rytm i wszystko znow zaczyna sie krecic i sprawiac radosc.
        Co widzi ona: kurka, jaki nieodpowiedzialny gosc, dwojka malych dzieci a on olewa, nie pomaga, kase rozwla na bzdety...Nie zdaje sobie sprawy, ze trudno mu sie przestawic, ze jakos nie zakojarzyl, ze jest to konieczne, zeby rodzina funkcjonowala, zona byla nieco odciazona i miala ochote na obcowanie z nim.
        Co widzi on: kurka, do tego dzieciaka nic nie mam, slodki jest, ale ta zona nie do zniesienia... Nie widzi, ze to sytuacja(niewyspanie zony, zmeczenie, troska o kase) powoduje takie reakcje. Oboje widza zazwyczaj tylko jedna strone, nie widza przyczyny.
        I tutaj na tym polega kompromis, ze on postara sie dopasowac co nieco do nowej sytuacji, ona bedzie bardziej zadowolona i wtedy bedzie prawdziwa marchewka. Tak jak bylo bez dzieci na razie nie bedzie, sa za male, wiec to absolutnie niemozliwe. Ale odpowiedzialnosc za nie ponosza oboje. Nie mozna byc ojcem rodziny i jednoczesnie wolnym ptakiem.
        Inaczej: rozstanie. Regulowanie kto kiedy zajmuje sie dziecmi i jak to dalej ma wygladac. Ona tez cos robi zawodowo, wiec moze zarabia, uwazam, ze wziela na siebie bardzo duzo: dzieci, praca zawodowa, dom.
        • aniuki Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 15:01
          masz sporo racji kag73
          z tym,że u nas dochodzi jeszcze jeden ważny czynnik: ta cholerna pasja/sposób na życie.
          coś co organizowało NAM życie przez kilkanaście lat, byliśmy tym przesiąknięci
          a teraz to organizuje życie JEMU a ja wypiełam się z orczyka i patrzę z zewnątrz zimnym wzrokiem. wyprzedaję sprzęt na allegro.

          wrócić do pasji na starych warunkach nijak nie mogę.
          - nie mam 19 lat
          - nie stac mnie obecnie
          - nie umiem wrócic do roli wspólnika (co by zdjęło ze mnie koszty ekonomiczne w pewnym sensie). Rozczarowałam się co do męża w tym zakresie i przestałam akceptować organizację, beztroskie wpadki, szalone cygańskie życie z dnia na dzień. A wszystko właśnie na tym polegało. I dalej polega.

          Wiem, że to skomplikowane. Sama do końca tego nie rozumiem. Pomaga mi pisanie o tym.


          "Nie widzi, ze to sytuacja(niewyspanie zony, zmeczenie, troska
          > o kase) powoduje takie reakcje. Oboje widza zazwyczaj tylko jedna strone, nie
          > widza przyczyny."
          Kurczę, on to chyba widzi. Tylko że nie rozumie, dlaczego JA SIĘ TAK PRZEJMUJĘ. Przecież on się nie przejmuje. Przecież wszystko będzie dobrze. Nie ma co robić z igły widły.
          No właśnie on się UMIE nie przejmować. Ja przestałam to umieć.
          Tu jest ta zmiana.
          To chyba się nazywa odpowiedzialność.
          1.Jak pozostać odpowiedzialną, i nie zwariować z beztroskim facetem? (sprawdzałam, nie da się)
          albo
          2.Jak pozbyć się części swej odpowiedzialności i powrócić do jej poziomu z dawnych lat? (awykonalne imho)
          albo
          3.Jak zaakceptować pewien poziom beztroski u męza i jak zmotywować go do pracy nad sobą aby tego poziomu nie przekraczał? (chyba się da..... jeśli obie strony będą chciały)

          any other ideas?
          • kag73 Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 15:20
            Hmm, skomplikowane rzeczywiscie. Pasja...Ciebie nie stac na powrot do pasji a jego stac, zeby nadal w tym twic? Dlaczego? Bo ty mu to umozliwiasz? I co w zwiazku z tym? A chcialbys wrocic do tej pasji w ogole?
            Beztroski i nie przejmujacy sie maz? I Ty sila rzeczy przejmujaca sie za dwoch. A czy juz kiedys wszystko sie posypalo, bo on taki beztroski? A czy nie mozesz kiedys sprobowac nie myslec o rachunkach i innych waznych rzeczach pozostawiajac to jemu? Do wiezienia nie pojdziesz, zabic tez Cie nikt nie zabije.
            Poza tym Ty sie mozesz przestac przejmowac albo mniej sie przejmowac, ale nie zmienia to faktu, ze sa rzyczy, ktorych nikt inny za Ciebie nie odwali, no moze za wyjatkiem jego. Zechcialby? Wtedy przejmowlabys sie mniej:) Musisz sie zastanowic jakie bylyby najwieksze konsekwencje jego nieodpowiedzialnosci i czy daloby sie to przezyc w razie czego.
            Hmm, wyszlas za faceta "jakos to bedzie" i teraz ciagniesz ten wozek. Nie przeszkadzalo dopoki nie bylo odpowiedzialnosci za dwojke dzieci.
            A moze jednak dac mezowie jeszcze jedna szanse i zostac znow jego "wspolnikiem"? Rozczarowlas sie, ale przezyliscie, nikt nie umarl.
        • kutuzow Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 16:26
          kag73 napisała:
          > No, Kutuzow, to tak tutaj nie do konca. Rzecz w tym, ze obojgu musi zalezec i r
          > zecz w tym, ze "tamtego" zycia juz nie ma. Teraz jest inne, nowe, niekoniecznie
          > gorsze ale inne i trzeba sie do niego przyzwyczaic.

          Kag, pisałem przecież że jemu nie musi zależeć na naprawie związku jeśli WIZJA tego związku który zaproponuje ona będzie dla niego mało atrakcyjna. Przykład. Aniuki chce żeby on zmienił zajęcie, był częściej w domu z nią i dziećmi (i przy okazji też uciął kontakty z managerką/kochanką). To będzie jej "chciejstwo" ale nie ma w tym miejsca na zalety płynące dla niego z takiej zmiany. wzięcia pod uwagę co ON chce, czego on pragnie.
          Dopiero jeśli proponowana zmiana będzie DLA NIEGO ATRAKCYJNA to wtedy możliwe ze oboje zaczną się starać.
          Co do przyzwyczajania się do nowego życia -to przecież on się "przyzwyczaił" -umeblował sobie swoje nowe życie i pewnie jakoś stara się radzić w nowej rzeczywistości.

          > Bardzo czesto na poczatku dzieci rozwalaja stary porzadek/stare uklady, po jami
          > s czasie jednak ludzie wpadaja w nowy rytm i wszystko znow zaczyna sie krecic i
          > sprawiac radosc.

          Pod warunkiem że trafi na faceta który pragnie rodziny ew. model który robi za woła pociągowego. Są jednak tacy jak partner Eeeli (o którym pisaliśmy ostatnio) którzy nie nadają się do wtłoczenia w życie rodzinne i mają tego świadomość. Aniuki ma tego pecha że ma model mało rodzinny, a zdecydowali się na rodzinę.
          To trochę jak w 'Pożegnaniu z Afryką" są tacy facecji jak Bror Blixen którzy prowadzą rodzinny tryb życia i tacy jak Denys (Robert Redford), którzy potrzebują przestrzeni i swych pasji i przywiązani do "rodziny" są nieszczęśliwi.

          > I tutaj na tym polega kompromis, ze on postara sie dopasowac co nieco do nowej
          > sytuacji, ona bedzie bardziej zadowolona i wtedy bedzie prawdziwa marchewka. Ta
          > k jak bylo bez dzieci na razie nie bedzie, sa za male, wiec to absolutnie niemo
          > zliwe. Ale odpowiedzialnosc za nie ponosza oboje. Nie mozna byc ojcem rodziny i
          > jednoczesnie wolnym ptakiem.

          To jest kompromis ale z punktu widzenia kobiety. Czyli najpierw zmień się tak jak ja tego oczekuje to moze dostaniesz marchewkę. Widzisz on już teraz wpieprza nowe marchewki w trasie i może nie być zainteresowany zmianami na takich (kiepskich) warunkach.
          Co do odpowiedzialności za dzieci -owszem może być za nie odpowiedzialny, ale NIE MUSI być z ich matką. Poza tym jemu może wystarczyć rola ojca, nie koniecznie musi zaraz być "ojcem rodziny".
          • urquhart Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 16:32
            A co z podstawową zasadą : "Kupiłeś osła to jeździj na ośle"?
            • kutuzow Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 16:59
              urquhart napisał:

              > A co z podstawową zasadą : "Kupiłeś osła to jeździj na ośle"?

              W tym przypadku jest odwrotny problem. Autorka kupiła czystej krwi araba i teraz jest problem bo ten arab nie umie w zaprzęgu się odnaleźć.

              Tak na poważnie -to dlatego pisałem że jesli ma być jakaś zmiana to musi być to propozycja atrakcyjna dla niego, a nie tylko atrakcyjna dla niej (czyli np. pomysł "kompromisu"
              który proponowała wyżej Kag).
              • aniuki Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 17:07
                haha odpisałam o ośle ale Twój tekst o arabie lepiej oddaje ;)
            • aniuki Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 17:03
              ja już nie jestem tą, która kupiła osła
              ja już jestem kimś innym, patrzę na tamtą z mieszaniną niedowierzania, pobłażania i nawet lekką pretensją

              to jest jedno z bardziej mnie zdumiewających odkryć

              i wciąż usiłuję to zrozumieć.
              to się stało tak.. niezauważalnie...
              osioł pozostał osłem bo nigdy nie obiecywał niczego innego
              a ja teraz muszę uczyć się na niego patrzeć od nowa
              bo przeszłam etap siodłania osła i karmienia osła owsem i oczekiwania że pójdzie GrandPrix
              ok wiadomo, że nie pójdzie


              czyli najpierw facet z papierosem w kąciku ust oparty o bar, potem ta burza zmysłów, potem ten niesmak na niechluja z petem. wszystko standard.
              a teraz.... teraz coś przedziwnego. jakby znowu wracał facet oparty o bar. ale to nie jest dokładnie ten sam.. jakby mrużę oczy i znów go widzę a niechluj z petem zaciera się.
              coś w tym rodzaju
              ja sama tego nie rozumiem..
      • aniuki Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 15:14

        > Czy jesteś gotowa sama się zmienić -być tą osobą którą byłaś wcześniej (w które
        > j Twój partner się zakochał i z którą miał tyle wspólnych zainteresowań)? Czy m
        > oże z racji dzieciaków, chciałabyś żeby to on stał się bardziej odpowiedzialny
        > i przejął część tych obowiązków "dnia codziennego"?
        --------------------------
        Nie zmienię się w tamtą z powrotem. Mogę wypracować w sobie nowe mechanizmy akceptacji tego co mi przeszkadza. Pod warunkiem, że nie będę musiała zaakceptować wszystkiego tak jak jest teraz.. bo na dłuższą metę wszystko wróci w tę samą koleinę.

        Chcę osiągnąć żebyśmy oboje zaczęli pracować nad tym małżeństwem.
        Bo przez wiele lat śmigało samo bez smarowania. Potem zaczęło zgrzytać i wypadały śrubki - ale myśmy beztrosko dalej jechali, przecież zawsze działało. Nagle pierdut! stanęło i nawet wymiana oleju nie pomaga. Czas na remont generalny. Tego potrzebujemy.


        > Zobacz że on pewnie poukładał sobie swoje życie w nowej
        > rzeczywistości i gotów jestem zaryzykować stwierdzenie że nowa przygoda/kochank
        > a podbudowała jego ego (ona teraz dzieli z nim JEGO pasje). Czy możesz i co wa
        > żne czy CHCESZ zaoferować coś atrakcyjnego dla męża? Coś co skusi go swą wartoś
        > cią, a nie będzie to tylko gra na poczuciu lojalności wobec Ciebie i dzieci?
        --------------------
        Właśnie nie wiem czy poukładał. On się w tym męczy, cierpi. Ja tego wcześniej nie chciałam dostrzec, zafiksowana na innych priorytetach. Zresztą zawsze byłam twardsza. Too tough...
        Wierzę, że jeśli wspólnie wypracujemy realny pomysł na ułożenie tego na nowych zasadach, to on przyjmie to i wejdzie w to i odczuje ulgę i radość.


        > Jest takie powiedzenie że ten komu bardziej zależy stara się bardziej. Jest ono
        > dość uniwersalne i sprawdza się praktycznie w każdej sytuacji (czy to nowy zwi
        > ązek, czy chęc kupno domu, czy realizacja marzeń). Jeśli Tobie tutaj bardziej z
        > ależy na powrocie męża (niż jemu na powrocie do tego co było dla niego mało atr
        > akcyjne), to Ty będziesz się musiała bardziej napocić żeby Ci się udało go do t
        > ego przekonać/zainteresować. Nawet jeśli forumowe koleżanki zgodnie z duchem fe
        > minizmu będą Ci tłumaczyły że wystarczy pierwszy krok, a to on powinien zrobić
        > kolejny. Nie wierz w to.
        ----------
        To bardzo ważne dla mnie spostrzeżenie (o tym komu zależy), choć pozornie tak oczywiste.
        Chcę wierzyć, że zależy nam tak samo, tylko inaczej to wyrażamy. Ale to nie musi być prawda.
        Faktem jest, że to ja wykonuję pierwsze gesty pojednawcze. To jest pierwsza taka sytuacja. Zawsze on pierwszy wracał i wyciągał dłoń. Teraz nie dość, ze się wycofał to jeszcze jest powściągliwy w reakcjach na moje gesty. Ale nie odtrąca mnie.
        • kutuzow Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 16:10
          aniuki napisała:
          > Nie zmienię się w tamtą z powrotem. Mogę wypracować w sobie nowe mechanizmy akc
          > eptacji tego co mi przeszkadza. Pod warunkiem, że nie będę musiała zaakceptować
          > wszystkiego tak jak jest teraz..

          Widzisz wracamy do kwestii atrakcyjności Twojej oferty. Twój mąż zakochał się i poślubił "tamtą" Ciebie, tą z którą miał wiele wspólnych pasji i która to podzielała jego luzackie podejście do życia. Wg mnie jeśli zaakceptuje Twój pomysł, to raczej będziesz w szufladce "matka moich dzieci" a nie partnerka/kochanka.

          Tak a'propos tego luźnego podejścia do życia Twego męża które Ci teraz troszkę przeszkadza, to skojarzył mi się tekst z felietonu Mellera który tutaj wrzucałem jakiś czas temu:

          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,144483223,144487791,Tajemniczosc_cyt_z_felietonu_Mellera_Newsweek_.html
          > Nagle
          > pierdut! stanęło i nawet wymiana oleju nie pomaga. Czas na remont generalny. Te
          > go potrzebujemy.

          Mam wrażenie, że tego TY potrzebujesz bardziej. Myślę że Twój mąż stara sobie poukładać życie na własną rękę (rozczarowany pewnie że to co było takie super gdzieś po drodze się rozpadło). Poza tym nadal nie napisałaś jasno JAK ma wyglądać to nowe życie. Czego od niego oczekujesz i co jesteś w stanie oferować od siebie. Tak z kartką w ręku punkt po punkcie kluczowe sprawy które Ci przeszkadzają lub na których zmianę liczysz. Bez tego to będzie czysto akademicka debata pt. "Twój mąż powinien starać się bardziej" -jakich pełno na tym forum.

          > Chcę wierzyć, że zależy nam tak samo, tylko inaczej to wyrażamy. Ale to nie mus
          > i być prawda.

          Czemu tak sądzisz? Masz jakieś przesłanki czy zwykłe kobiece "chciejstwo"? Może zależy mu na małżeństwie i dzieciach (przez wzgląd na dawne czasy) , ale niekoniecznie na TAKIM małżeństwie jakie Ty widzisz i mu proponujesz (vide kochanka).

          Nie odbierz tego jako próbę ataku na Ciebie. Po prostu staram się pokazać Ci to oczami faceta.
          • aniuki Re: Co chcesz osiągnąć? 12.06.13, 17:04
            absolutnie nie odbieram tego jako próbę ataku
            dziękuję Ci za pytania
            odpiszę jak sama na nie sobie odpowiem (o ile mi się to uda)
          • aniuki Re: Co chcesz osiągnąć? 14.06.13, 02:29
            odpowiedziałam na Twoje pytania i mam listę powiedzmy, że gotową do negocjacji
            oczywiście taka sama lista powinna powstać z drugiej strony i dopiero ich zestawienie razem coś naświetli
            nie wkleję jej tu, bo w dziale "czego oczekuję" jest jednak zbyt osobista

            albo wkleję, tylko wytnę uwarunkowania szczegółowe

            Oczekuję:
            - Słowności i traktowania własnych zobowiązań i deklaracji poważnie, walki z nawykiem mówienia półprawd, wymigiwania się, "czarowania" i zaklinania rzeczywistości.
            - Szczerej walki z nawykiem tworzenia zaległości w każdej sferze życia. Może być etapami ale muszą być efekty a nie tylko stękanie.
            - poczucia bezpieczeństwa dla rodziny (odpowiedzialne gospodarowanie kasą)
            - zaangażowania w techniczną sferę domu, patrzenie na dom okiem prawdziwego gospodarza
            - Szczerości i nie ukrywania przede mną faktu długów, awarii, choroby itp.
            - Przejęcia części obowiązków dot. dzieci (np jednego punktu z ich listy, ale tak, abym ja w ogóle o tym nie musiała myśleć, a to ma być zrobione na czas i działać bez przypominania)
            - pewności, że menedżerka jest ważna tylko na gruncie zawodowym
            - pewności, że zależy mu na naszym małżeństwie w sensie i duchowym i fizycznym

            Co oferuję:
            -szczerą próbę bycia lojalną wspierającą żoną
            - normalny ciepły ludzki czuły kontakt codzienny
            - przyjęcie i wykonywanie zakresu obowiązków, uprzednio ustalonego jako mój, bez pretensji i żalu.
            - szacunek dla jego sfery seksualnej. Koniec z odtrącaniem. Wygospodarowanie czasu na seks tak często jak ustalimy że to nam potrzebne. Dobry seks, taki jak za najlepszych czasów. I to nie na siłę, nie tylko ze względu na jego potrzeby, bo ja też takowe mam, tylko lepiej ukrywam.
            - szacunek dla jego pracy, docenienie tego że zarabia (raz mniej raz więcej i to jest OK).
            - Docenienie męża jako głowy rodziny
            - podporządkowanie się męza decyzjom w sferze, którą wspólnie uznamy za jego strefę decyzyjną. "Ty tu rządzisz, ty ponosisz odpowiedzialność, ale to czego się podjąłeś ma działać bez zarzutu i być na tip top. "
            - Wspólne i zgodne pchanie tego wózka
            - być może mój powrót do jego świata, do tego, co tak oboje kochaliśmy - do tzw. pasji. Ale na nowych warunkach.

            Jeszcze wspomnę odnośnie zmieniania się mnie na przestrzeni lat (ze zwariowanej zakochanej wspólniczki w zrzędzącą mamuśkę) - otóż to ja byłam za fraki ciągnięta przez niego w zasadzie do wszystkiego po kolei: do łóżka (można powiedzieć, że seksualnie jestem jego dziełem) i do rodzicielstwa (dwa lata mnie namawiał). Bardzo pragnął dzieci i bardzo je kocha. Chciał dzieci i są. Ale nie można zjeść ciastka i mieć ciastka.
            Więc Twój opis:

            "Twój mąż zakochał się i
            > poślubił "tamtą" Ciebie, tą z którą miał wiele wspólnych pasji i która to podz
            > ielała jego luzackie podejście do życia. "

            jest oczywiście prawdziwy, ale mój mąż nie jest idiotą żeby nie rozumieć, że ja się musiałam zmienić.
            • urquhart Myślenie życzeniowe-książkowy przykład 14.06.13, 07:40
              aniuki napisała:
              > - szacunek dla jego sfery seksualnej. Koniec z odtrącaniem. Wygospodarowanie cz
              > asu na seks tak często jak ustalimy że to nam potrzebne. Dobry seks, taki jak z
              > a najlepszych czasów. I to nie na siłę, nie tylko ze względu na jego potrzeby,
              > bo ja też takowe mam, tylko lepiej ukrywam.

              To ułuda i myślenie życzeniowe. Książki o terapii związków* pełne są przykładów takich jak twój ilustrujący typowy paradoks sprzeczności kobiecych oczekiwań.
              Jak facet dostosuje się do twoich oczekiwań będzie ci się wygodniej i bezpieczniej żyło utraci twoje pożądanie, miłość i szacunek tym bardziej jako nudny i ograniczony.
              Kobiety takich mężczyzn jak definiowałaś potrzebują, ale nie pragną i nie pożądają.
              Fora pełne są facetów którzy weszli w tą rolę i piszą z goryczą że złe kobiety zrobiły ich w wała.

              Typowa strategia ewolucyjna to mąż konformistyczny zapewniający bezpieczeństwo którego się nie kocha i kochanek spontaniczny i z polotem który powoduje wilgoć w kroku. Mąż wychowa przy okazji swoich geny kochanka i jakoś się natura kręci żeby geny tych co ciekawi świata i wyzwań pchają go do przodu zamiast pchać wózek upierdzieleni dziećmi nie zaginęły. Twój świetnie nadaje się na takiego kochanka nie męża. Wredne wiem.
              • aniuki Re: Myślenie życzeniowe-książkowy przykład 14.06.13, 10:40
                Może i książkowy. Trzeba przejść na własnej skórze.

                Z drugiej strony:
                chciał zwariowaną dziewczynę u boku, akceptującą nieodpowiedzialność - dostał
                chciał żeby wzięła z nim ślub i urodziła mu dzieci - dostał
                chce żeby była wciąż tą samą dziewczyną - fatal error i zonk

                > Jak facet dostosuje się do twoich oczekiwań będzie ci się wygodniej i bezpieczn
                > iej żyło utraci twoje pożądanie, miłość i szacunek tym bardziej jako nudny i og
                > raniczony.
                > Kobiety takich mężczyzn jak definiowałaś potrzebują, ale nie pragną i nie pożąd
                > ają.
                Oczywiście że jest to zgniły kompromis. Można też nazwać to poświęceniem części siebie dla wspólnego dobra. O ile widzi się sens we wspólnym dobru - rozumianym jako nie rozpieprzona rodzina.

                Co do faceta wychowującego geny mojego męża, to nie do końca, bo laska jest rozwiedziona :P Więc ewentualne geny wychowywaliby sobie sami.


                • urquhart Re: Myślenie życzeniowe-książkowy przykład 14.06.13, 12:24
                  aniuki napisała:
                  > Oczywiście że jest to zgniły kompromis. Można też nazwać to poświęceniem części
                  > siebie dla wspólnego dobra. O ile widzi się sens we wspólnym dobru - rozumiany
                  > m jako nie rozpieprzona rodzina.

                  Myślenie życzeniowe to oczekiwanie niezależnie od okoliczności i praw natury że będzie jak ja chcę i mi się wydaje co ja tego oczekuję. Czyli w tym przypadku że parter weźmie zmieni się i się dopasuje do moich oczekiwań i zapanuje szczęście

                  Tymczasem jedyne zmiany nad którymi realnie panujesz i masz wpływ to zmiany siebie i swoich oczekiwań. Parter może za tobą byc zmotywowany podążyć jeżeli lub nie.
              • kag73 Re: Myślenie życzeniowe-książkowy przykład 14.06.13, 11:11
                "Jak facet dostosuje się do twoich oczekiwań będzie ci się wygodniej i bezpieczniej żyło utraci twoje pożądanie, miłość i szacunek tym bardziej jako nudny i ograniczony.
                Kobiety takich mężczyzn jak definiowałaś potrzebują, ale nie pragną i nie pożądają."

                Ja sie absolutnie z tym nie zgadzam i w moim przypadku sie nie sprawdza. Nie wmawiaj autorce, ze tak musi byc i bedzie, bo za malo znasz ich zwiazek. Oni maja dobre funadamenty, lata bylo im ze soba dobrze i wszystko gralo, takze w lozku. A zmeczenie, przeciazenie obowiazkami i odpowiedzialnoscia, rozczarowanie, ze samemu sie pcha ten wozek moze zabic ochote na seks i chec obcowania z kims. To, ze facet dopasuje sie lepiej do nowych okolicznosci nie ma sie nijak do poziomu pozadania go. I wcale nie znaczy, ze stanie sie nudny i ograniczony. W jej przypaku teraz nie jest nudny ani ograniczony a zycie/pozycie malzenskie lezy i kwiczy. To ma swoj powod i powodem nie jest jesgo podporzadkowanie sie, tylko jej zmeczeni/przeciazenie odpowiedzialnoscia. A zatem tylko zmiana moze przyniesc efekt, moi zdaniem.
                • triss_merigold6 Re: Myślenie życzeniowe-książkowy przykład 14.06.13, 11:27
                  Amen. Obecnego partnera znam 15 lat i jego ewolucja w kierunku stabilizacji i odpowiedzialności wcale nie zabiła pożądania, szacunku i miłości. Tyle, że myśmy oboje wyszaleli się do bólu i swoje w życiu zaliczyli.
            • loppe Re: Co chcesz osiągnąć? 14.06.13, 12:57
              Trochę chyba za dużo. Jak przeczytałem pierwsze cztery oczekiwania to jakby mi ręce opadły. A z temperamentem prokrastynującym (te zaległości) to się w ogóle nie da walczyć, moja żona była i jest taka. No ale jak mówisz to jest wyjściowa lista negocjacyjna. Skup się i ustal sobie z tego wszystkiego jakieś 3 najważniejsze i realne, żebyś z nimi wyszła zwycięsko z negocjacji:). Poza tym on chyba nie może pracować na więcej niż 3 frontach pracy nad sobą jednocześnie:)
    • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 13:05
      Cóż, takie świetne związki które rozpoczęły się od najpiękniejszych tonów mają tylko jedną drogę łatwą - w dół.

      Wiele zależy od tego kim teraz jesteście, po tych latach. Jak się zmieniliście. Jeśli nadal jesteście podobnie fajni, a może jeszcze fajniejsi niż kiedyś:), to dlaczego nie mielibyście się porozumieć w tym kryzysie. Ty zresztą wydajesz mi się fajna.

      Okaż mu miłość w jakichś drobnych a symbolicznych przejawach i popatrz czy jego serce nie zaczyna odtajać.
      • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 15:22
        > Cóż, takie świetne związki które rozpoczęły się od najpiękniejszych tonów mają
        > tylko jedną drogę łatwą - w dół.
        -----------
        nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Ale to racja. Rzeczywiście od dawna mam swiadomośc, ze zaniedbaliśmy oboje i to mocno.

        Dzięki za wsparcie i pozytywy :) Czy fajni? Nie mam pojęcia.. dobrze byłoby to w sobie odnaleźć - a nie widzieć siebie jako zgorzkniałych zawiedzionych ludzi.

        > Okaż mu miłość w jakichś drobnych a symbolicznych przejawach i popatrz czy jego
        > serce nie zaczyna odtajać.
        Taki mam zamiar, chociaż to niełatwe. Trzeba wyjść poza złe nawyki..

        A skoro facet mi radzi, to skorzystam, odważę się i zapytam wprost:
        Czy okazanie miłości nie symbolicznie, a całkiem dosłownie (mam na myśli zaskoczenie go jak wraca z pracy i dosłownie zaciągnięcie do łóżka i wzięcie z zaskoczenia) jest zbyt prostackim pomysłem w tej sytuacji? Ciągle mam wrażenie, że to może mu uwłaczać. Jako mężczyźnie. Że to by było dobre ale pół roku temu, teraz to tak trochę ni z gruchy ni z pietruchy..
        • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 15:26
          Przede wszystkim powinienem był zacząć od Może... Bo ja nie doradzam konkretnie. Tylko Ty znasz w pełni swój kontekst.

          Na moje wyczucie kontekstu takie branie ni z tego ni z owego na seks jest trochę zbyt ryzykowne i może się wydawać nawet desperackie, stąd sugestia ocieplenia wcześniej - żeby to jednak Partner Cię wziął do łózka a nie Ty jego. Tak na to patrzę.
          • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 15:30
            loppe napisał:

            > Przede wszystkim powinienem był zacząć od Może... Bo ja nie doradzam konkretnie
            > . Tylko Ty znasz w pełni swój kontekst.
            >
            > Na moje wyczucie kontekstu takie branie ni z tego ni z owego na seks jest troch
            > ę zbyt ryzykowne i może się wydawać nawet desperackie, stąd sugestia ocieplenia
            > wcześniej - żeby to jednak Partner Cię wziął do łózka a nie Ty jego. Tak na to
            > patrzę.
            O, zgadzam sie z loppe. Ty to sie do niego tak toszke przytul, na chwilke, zachodzac od tylu. Poglaszcz po policzku. Tak subtelnie, milo spojrz na niego, herbaty zrob. No do lozka bym go nie zaciagala jednak:) Inaczej pomysli, ze jestes na glodzie i ma Ci posluzyc.
            • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 15:35
              taktaktak
              macie rację
              właśnie czuję, że chodzi o utylitarne potraktowanie - a raczej o niebezpieczeństwo że tak to zostanie odebrane.
          • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 15:33
            On mnie a nie ja jego.
            To faktycznie byłoby to.
            Określenie "desperacja" też jest słuszne. To nie do końca desperacja, ale ... istotnie może sprawiać takie wrażenie.

            Dziękuję Ci Loppe. Idę pomyśleć nad tym co napisałeś.

            Bardzo być może że wystarczy butelka wina i wspólna rozmowa a potem tak to poprowadzę, żeby był świadomy, że ja go chcę (także w sensie dosłownym fizycznym cielesnym).
            Bo on ciągle tego nie wie. A ja chcę by to poczuł. I żeby miał do czego wracać, o co zawalczyć.
            • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 15:41
              Ale nie badz zbyt nachalna. Facet znajacy Ciebie od lat na pewno zajarzy widzac/czujac subtelne sygnaly:) Do tego ja jestem przekonana, ze nasze ciala rowniez maja pamiec i niektorych rzeczy nie zapominaja, dzialaja z automatu, wywolac moze to mala delikatna pieszczota, musniecie dlonia i takie tam. Nie spiesz sie, co ma wisiec nie utonie. Niech on tez tego chce.
            • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 15:52
              No więc właśnie. Skoro jak piszesz masz silne karty, nie chodzi o desperację tylko o Twój jednak jak z tego wynika pewien brak serca dla niego ostatnio, to tym bardziej należy działać bardziej psychicznie niż fizycznie, machinalnie, utylitarnie Kag napisała?
              • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 15:58
                Czyli wyglądałoby to na desperację braku psychicznych środków wyrazu, jeno ciałem ja już to potrafię...coś w tym rodzaju
                • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 16:00
                  loppe napisał:

                  > Czyli wyglądałoby to na desperację braku psychicznych środków wyrazu, jeno ciał
                  > em ja już to potrafię...coś w tym rodzaju"
                  Hmm, nie za dobrze, bo sypiac to mozna z kazdym, ale o intymnosc to juz trudniej.
                  Chociaz czasem prze lozko do serca/intymnosci ;)
                  • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 16:04
                    Kag: Hmm, nie za dobrze, bo sypiac to mozna z kazdym, ale o intymnosc to juz trudniej.
                    Chociaz czasem prze lozko do serca/intymnosci ;)

                    Tak jest. Ja taki byłem w latach nastoletnich, ciągnąłem dziewczynę do bliskości fizycznej bo inaczej nie umiałem stworzyć bliskości. A teraz to ja najpierw potrzebuję 100 godzin porozmawiać.
                    • kotoshi Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 16:13
                      loppe napisał:

                      > Kag: Hmm, nie za dobrze, bo sypiac to mozna z kazdym, ale o intymnosc to juz tr
                      > udniej.
                      > Chociaz czasem prze lozko do serca/intymnosci ;)
                      >
                      > Tak jest. Ja taki byłem w latach nastoletnich, ciągnąłem dziewczynę do bliskośc
                      > i fizycznej bo inaczej nie umiałem stworzyć bliskości. A teraz to ja najpierw p
                      > otrzebuję 100 godzin porozmawiać.

                      To "przez łóżko do intymności" jak napisała Kag to zupełnie jak w moim obecnym związku :) A ja sama przecież jeszcze niecały rok temu nigdy bym nie pomyślała, że mogę zacząć od bliskości fizycznej wyłącznie...
                      • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.06.13, 17:28
                        Ty Dziecko jednak lepiej poznawaj życie w związkach z własnego doświadczenia, niż z forum doświadczonych. Stracisz element zaskoczenia albo coś w tym rodzaju, nie wiem.
                        • kotoshi Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 13.06.13, 17:25
                          loppe napisał:

                          > Ty Dziecko jednak lepiej poznawaj życie w związkach z własnego doświadczenia, n
                          > iż z forum doświadczonych. Stracisz element zaskoczenia albo coś w tym rodzaju,
                          > nie wiem.

                          Loppe, to, o czym pisałam wyżej, to są właśnie dokładnie moje doświadczenia :)
                          • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 13.06.13, 20:01
                            Bystra wykrętna odpowiedź.

                            Zupełnie nie przejmuj się moimi przekomarzankami z Tobą i rób jak uważasz:)

                            Twoi rodzice się rozwiedli?
                            • kotoshi Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 13.06.13, 21:32
                              Loppe, właściwie ta odpowiedź nie była wykrętna. Ja naprawdę zebrałam w dwóch związkach zupełnie różne doświadczenia. I naprawdę odczuwam "zdziwienie światem", bo wychowałam się (jak chyba każda nastolatka) na modelu związku z wielkiej miłości - na zasadzie, że taki właśnie związek powinien być / taki jest wartościowy. A mój obecny związek, który zaczął się trochę "na chłodno" (co zresztą dla każdej strony coś innego znaczyło) przynosi mi całe mnóstwo niesamowicie wartościowych rzeczy, doznań itp. I moim zdaniem uderza w stereotypy: np. taki, że kobieta nie potrafi oddzielić seksu od uczuć (potrafi, bo inaczej nie byłabym w stanie zacząć być z moim chłopakiem), albo uderza w taki stereotyp, że jeśli na początku nie iskrzy, to potem też nie będzie.
                              PS. Moi rodzice się nie rozwiedli.
                              • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 13.06.13, 21:39
                                Pierwszy związek był nacechowany (co za wyraz) wielkim zakochaniem i rozwinął się w katastrofę. Drugi związek nie zdradzał śladów wielkich porywów, a rozwija się coraz bardziej wartościowo i ciekawie. Tak?

                                Ale Ty jesteś taka utalentowana naprawdę, że nawet ja niewiele Ci mogę dopowiedzieć:)
                                • kotoshi Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 14.06.13, 11:08
                                  loppe napisał:
                                  > Pierwszy związek był nacechowany (co za wyraz) wielkim zakochaniem i rozwinął s
                                  > ię w katastrofę. Drugi związek nie zdradzał śladów wielkich porywów, a rozwija
                                  > się coraz bardziej wartościowo i ciekawie. Tak?

                                  Właśnie tak, Loppe - a jestem zaskoczona, że do niektórych rzeczy można dochodzić jakby "od innej strony".

                                  > Ale Ty jesteś taka utalentowana naprawdę, że nawet ja niewiele Ci mogę dopowied
                                  > zieć:)
                                  No, no! ;)
    • urquhart Czego ty mu życzysz? 12.06.13, 17:19
      > Potem niespodziewany koniec wspólnej pasji (będącej dla niego także zawodem), c
      > zęściowo z powodów niezależnych, częściowo z powodu mojego narastającego zmęcze
      > nia jego podejściem do spraw kluczowych

      Jeżeli ma artystyczny kreatywny zawód to tzw odpowiedzialność, udomowienie, rodzinność, zaangażowanie w dzieci czyli spełnienie twoich oczekiwań będzie zabójstwem dla artystycznej kreatywności. To są przecież cechy sprzeczne.
      Jeżeli podporządkuje się i utraci cechy za które go pokochałaś i cenisz dalej czy naiwnie że będziesz go kochać więcej czy odwrotnie utraci tą odrobinę szacunku którą ma ?
      • kag73 Re: Czego ty mu życzysz? 12.06.13, 20:55
        Czyli jakie jest wyjscie? Rozstac sie i zaczac zycie na nowo, samemu a moze potem znajdzie sie ktos inny.
        Autorka musi dobrze przemyslec czego chce i potem dogadywac sie z mezem.
      • aniuki Czego ja mu życzę.. 13.06.13, 14:42
        Otóż niedawno było we mnie mnóstwo złości i rozczarowania - wtedy życzyłam mu świętego spokoju gdzieś daleko ode mnie - a podświadomie, to wyobrażałam sobie, że czasowe odejście od rodziny wstrząśnie nim i wróci odmieniony.

        Po mojej przemianie jest inaczej.
        Już nie chcę go zmieniać, nie oczekuję że wróci inny. Przede wszystkim dlatego, że uświadomiłam sobie, że to nierealne. Po drugie - to jednak nie jest wobec drugiego człowieka uczciwe. Żądać, aby spowodował u siebie magicznie tę przemianę, która we mnie zaszła samoistnie i naturalnie.

        Życzę mu aby jeszcze spróbował odszukać szczęście w małżeństwie ze mną.
        A jeśli to jest już niemożliwe... to nie wiem. Jeszcze nie umiem tego ubrać w słowa.

        >Jeżeli ma artystyczny kreatywny zawód to tzw odpowiedzialność, udomowienie, rod
        > zinność, zaangażowanie w dzieci czyli spełnienie twoich oczekiwań będzie zabójs
        > twem dla artystycznej kreatywności. To są przecież cechy sprzeczne.
        > Jeżeli podporządkuje się i utraci cechy za które go pokochałaś i cenisz dalej c
        > zy naiwnie że będziesz go kochać więcej czy odwrotnie utraci tą odrobinę szacun
        > ku którą ma ?
        -----------------
        Urquhart , gdyby to wszystko było takie czarno-białe....
        On jest powiedzmy rzemieślnikiem-artystą. Twórczo i pomysłowo tak, ale reszta to kupa brudnej ciężkiej roboty i trudnej logistyki.
        Za to ja jestem artystą-rzemieślnikiem, i tak naprawdę to ja w odróżnieniu od niego mam na papierze mgr sztuk :) Taka z nas parka.
        Tylko że niezależnie od tego ile w kim jest artysty i jaki kto ma papier, to ja musiałam wziąć na siebie wszystko co zw. z regularnością, terminami, płatnościami, decyzjami dot. domu itp itp. Nie miałam wyjścia.. Bo on tego nie umie wziąć na siebie.
        Przykład z wczoraj:
        Informuję, go że przyszedł wyczekany zwrot podatku (ja go wyliczam, bo on nigdy nie wypełnił nawet pół pitu i nie ogarnia tematu), to słyszę beztroskie: "O, to fajnie. Może gdzieś pojedziemy czy coś". Zapomniał, że ten zwrot już pół roku temu został przeznaczony na mega ważne uzyskanie dokumentacji domu, kosztownej i niezbędnej od lat i odwlekanej bo nigdy nie ma kasy, aż w końcu nas nadzór bud. udupi to się zdziwimy... Zapomniał zupełnie, że tą dokumentację trzeba zrobić. Ja ją muszę wycenić, zorganizować, pamiętać o niej ..i cała reszta.
        No urocze. Naprawdę może to być urocze. Przez pierwsze kilka lat. Potem to jest wkurwiające. A teraz - kurczę, zaczynam być z tym chyba pogodzona.

        Czyli: To w sumie miłe, że myśli o wyjeździe. Ale to, że on zawsze myśli TYLKO o wyjeździe, powoduje,że ja już nie umiem się cieszyć tym że on planuje jakiś wyjazd. Nie dostrzegam w tym radości życia, tylko nieodpowiedzialność. Od razu włącza mi się: no tak, znowu beztroska, znowu ja mam pamiętać o tym co ważne, znowu jestem w tym sama, znowu wszystko cholera na mojej głowie.
        I az mi się wyjazdu odechciewa.
        O taki mechanizm widzę na tym przykładzie.

        Jest zaangażowany w dzieci - w jakimś stopniu. Obiektywnie rzecz biorąc niewielkim, ale stara się. Ma fatalną organizację czasu i ze starań czasem niewiele wychodzi. Ale i tak dzieci mają przefantastycznego ojca i super przygody z nim. Oczywiście nie ma pojęcia które leki dać którego dnia synowi, gdzie syn jest umówiony i kiedy i do jakiego specjalisty, do kiedy i gdzie trzeba złożyć dokumenty do szkoły córki, gdzie w szafie leżą syna bluzy, czy są kurtki na zimę - itepe. Za to zabiera ich do pracy i mają tam super przygody. Ja jestem od całej reszty. czy to dużo? I tak i nie. Ja się czuję przeciążona.

        Jest rodzinny i udomowiony poza swoimi wyjazdami. Nie lubi życia w trasie. Sama praca sprawia mu frajdę ale wraca do dzieci na skrzydłach. Do mnie też tak wracał - kiedyś.

        Rok temu spytał mnie wprost: Mam to rzucić? Jeśli chcesz, rzucę to dla ciebie, poszukam "normalnej" pracy, bo chyba o to ci chodzi? (ton pretensji)
        Moja odpowiedź była: "Nic ci nie będę narzucać. Sam wybierz i sam bierz za swój wybór odpowiedzialność. Poza tym nie mam prawa odbierać Ci tego, co sprawia ci frajdę, co jest wieczną próbą spełnienia najgłębszych chłopięcych pragnień, tego, w co już tyle zainwestowałeś ze swego życia."

        Z tym, że że ta pasja i frajda - gdy ja się odcięłam - też stała się dla niego czymś innym.
        Więc samo moje wycofanie się ze wspólnej pasji zmieniło jego życie.
        W pewnym sensie zbieram teraz owoce tej mojej decyzji.
        • triss_merigold6 Re: Czego ja mu życzę.. 13.06.13, 14:47
          Z mojej osobistej perspektywy taki facet byłby wcieleniem koszmaru. Zabiłabym po tygodniu.
          Tak, jesteś przeciążona, a on uroczo niefrasobliwy. I dzieci też mają wzorzec uroczo niefrasobliwego ojca. Pobędziesz z nim jeszcze parę lat i zaczniesz wyglądać 10 lat starzej od niego, jednoosobowa odpowiedzialność daje takie smutne efekty wizualne.
          • aniuki Re: Czego ja mu życzę.. 13.06.13, 14:54
            No z jakiegos powodu zdecydowałam się z nim być, a nie z panem odtąd-dotąd.
            To, że nie umiałam przewidzieć w jakim kierunku pójdą zmiany u mnie a w jakim u niego. No nie umiałam...
            Moja wina? Może i moja.

            Co do wyglądu: jeszcze gdy bywaliśmy w łóżku, nieodmiennie i wciąż twierdził że mam ciało 19latki ;) Co jest ofc. przesadą grubą, ale po dwójce dzieci wciąż noszę 38 itp. (mam nawet jedną spódnicę z liceum! naprawdę. Dobra spódnica ;))

            Pies z wyglądem.
            Bardziej mnie martwi co się dzieje w naszych głowach duszach sercach
            • triss_merigold6 Re: Czego ja mu życzę.. 13.06.13, 15:17
              Pliz kobieto, fakt że 37-latka ma inne priorytety niż 17-latka nie jest niczym zdumiewającym czy nagannym.
              • aniuki Re: Czego ja mu życzę.. 13.06.13, 15:34
                Chodzi mi o to, że w wieku tych 17-20 lat zafascynował mnie przystojniak z dzikimi pomysłami, który potrafił mi podarować trzyletniego ledwo podjeżdżonego folbluta zamiast pierścionka zaręczynowego
                - który porywał się na wariackich papierach na rzeczy na widok których reszta świata pukała się w głowę
                - który nie myślał o wykształceniu, zabezpieczeniu na przyszłość itp duperelach tylko żył w świecie przygody.
                - że mi to pasowało, tak? Że nie ściągałam go na ziemię (no może trochę), tylko radośnie z nim organizowałam najdziwniejsze wyjazdy i imprezy. Z których teraz mogę pisać książkę dzieciom dla pamięci ;) (zresztą w zasadzie robię to).


                To, że nie zostawiłam go i nie poszukałam statecznego ale mniej uroczego i charyzmatycznego studenta SGH z teczką pełną cv i własną firmą wchodzącą na giełdę - to o mnie też świadczy, prawda?
                Na to wszystko miałam czas. Ale nie zrobiłam tego, tylko wybrałam dzikiego i kolorowego ptaka.
                Tyle mogę sobie zarzucić dziś.
                Zarzucić to złe słowo. Takie są źródła moich dzisiejszych problemów.
    • triss_merigold6 Nie uda się 13.06.13, 14:13
      Nie uda się, bo macie rozbieżne oczekiwania.
      Ty ewoluowałaś, on w znacznie mniejszym stopniu.
      Gdyby blisko 40-letnia pracująca matka dwójki dzieci została na etapie wiecznej dziewczynki, to pewnie opieka społeczna by się zainteresowała głodnym zaniedbanym potomstwem i syfem w chałupie.
      Obudź się kobieto, po co Ci ten facet?
      • aniuki Tu już byłam. 13.06.13, 14:50
        Byłam na etapie: po co mi on.
        Wtedy go jawnie odtrąciłam i odtąd on jest zraniony i wycofany.

        Więc teraz jestem na etapie:
        - nie po co mi on, tylko po co my sobie oboje? Po to by odtworzyć to magiczne miejsce na ziemi, którym kiedyś był nasz dom.
        - jesteśmy żoną i mężem wciąż mimo wszystko i odejście bez walki, po pierwszym kryzysie, jest czymś nędznym
        - jest nas na tym wózku czworo i brak chęci dogadania się dwóch osób rozpierdoli życie czterem osobom
        - jego odejście "donikąd" nie przerażało mnie. Jego odejście do konkretnej osoby (motyw menedżerki) przeraziło mnie. Bo to by było coś nieodwracalnego. A czasowa separacja wydawała mi się odwracalnym zabiegiem.

        Nie śmiejcie się ze mnie. To moja pierwsza świadoma konfrontacja z kryzysem małżeńskim. Pierwsza nie polegająca na zamilknięciu i zamknięciu się w sobie.
        • kag73 Re: Tu już byłam. 13.06.13, 15:12
          Alez nie ma tu nic do smiania sie. Dobrze podchodzisz do sprawy, probujesz, myslisz, cos sie dzieje.
          A maz, rozumiem, mieszka teraz osobno? Czy mieszkacie razem?
          Masz takiego bezstroskiego, ktory nie mysli, ze jest jeszcze jutro, niestety nie potrafi za bardzo planowac i przewidywac. Gdyby jednak konkretna kase do domu przynosil, to cala reszta organizacji moglabys zajac sie Ty, bo nie musialabys jeszcze dodatkowo myslec o zarabianiu pieniedzy i kombinowaniu jak powiazac koniec z koncem.
        • lampardzikus Re: Tu już byłam. 13.06.13, 15:13
          "Nie śmiejcie się ze mnie. To moja pierwsza świadoma konfrontacja z kryzysem małżeńskim. Pierwsza nie polegająca na zamilknięciu i zamknięciu się w sobie. "

          Nie śmiejemy się. Przynajmniej ja. Pierwsza świadoma. Czyli były nieuświadomione. Teraz wiesz czego chcesz. Przynajmniej jeśli chodzi o to, że chcesz z problemem się skonfrontować. Osmielę się powiedzieć: próbować warto. I to z różnych stron. Może się okazać, ze to, co uważałabyś za kompletnie nieskuteczne - zadziała. Tym bardziej warto, że to pierwsza konfrontacja - świadoma.
          • aniuki Re: Tu już byłam. 13.06.13, 15:23
            OK. Dzięki za dobre słowo.

            Ze śmiechem chodziło mi chyba o to, że z pozycji wieloletniego forumowicza można się uśmiechnąć "ileż my takich naiwnych tu widzieliśmy"

            Ale ja muszę przez to wszystko przejść sama. Muszę sama sprobować.
        • triss_merigold6 Re: Tu już byłam. 13.06.13, 15:13
          A on chce sie dogadać, odswiezac, szukać magicznych chwil i pokonywać kryzys czy tak sobie biernie spoczywa? Zdaje się pan ma ogólnie beztroskie podejscie, a Ty wchodzisz w role terapeutki, matki, organizatorki.
          • aniuki Re: Tu już byłam. 13.06.13, 15:21
            On wskoczył w pracę po uszy, żeby zarobić pieniądze, żeby mnie odciążyć skoro tak wiele spoczywa na mnie. Istotnie ma teraz sezon i to jedyna okazja że wyjdziemy z długów.
            Na rozmowy nie ma wciąż czasu. Być może to wymówka.

            Uzyskałam:
            1.deklarację słowną że też chce podjąć próbę
            2.obietnicę że w weekend będzie na to czas (istotnie, jedyny jego wolny weekend w perspektywie nast. 2 mcy)

            Wiem, że znowu ja musiałam zacząć, zaplanować i zainicjować. No ale albo to zrobię, albo zamienimy się w warzywa domowe.
            Nie mam pojęcia co z tego wyjdzie. Czy przypadkiem nie Wielka Wolta.

        • bcde Re: Tu już byłam. 14.06.13, 17:53
          aniuki napisała:

          > Byłam na etapie: po co mi on.
          > Wtedy go jawnie odtrąciłam i odtąd on jest zraniony i wycofany.
          >
          > - jego odejście "donikąd" nie przerażało mnie. Jego odejście do konkretnej osob
          > y (motyw menedżerki) przeraziło mnie. Bo to by było coś nieodwracalnego. A czas
          > owa separacja wydawała mi się odwracalnym zabiegiem.

          Boże. Oby wam się nie "udało". Mam nadzieję, że facet będzie miał dość rozumu.
    • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 13.06.13, 16:03
      Podoba mi się jak Aniuki opisuje swój związek - jest w tym jakaś taka rzadziej dziś spotykana nuta wręcz powieściowego romantyzmu z dawniejszych czasów
      • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 13.06.13, 16:11
        Masz racje, ma cos z takiej bezinteresownej mlodzienczej milosci. Moze dlatego,ze zaczelo sie tak wczesnie i trwalo szczesliwie dosc dlugo. Ona nie zdawala sobie sprawy/nie myslala o tym jakie wyzwania niesie za soba zycie i odpowiedzialnosc za dzieci a nawet jezeli zdawala sobie sprawe to poszla za glosem serca. Nie bylo w tym zadnej kalkulacji, bo bardzo mlodo spotkala milosc swojego zycia, mysle, ze stad takie lekki podejscie. Rzeczywistosc lekko to zweryfikowla, pojawily sie dzieci i inne zaleznosci i ona samoczynnie sila rzeczy dopasowala sie do rzeczywistosci. A poniewaz jest ta, ktora z ich dwojki twardziej stapa po ziemi, on przyzwyczail sie, ze zona sie zatroszczy, jakos to bedzie, przeciez wszystko sie kreci. Z tym, ze w pewnym momencie ja to przeroslo, za duzo. Nie watpliwie, ze on, gdyby nie mial innego wyjscia(myslaca o wszystkim zone) sam by sie o wiele spraw zatroszczyl, moze z malym poslizgiem, dodatkowymi klopotami ale nie utonalby jednak, najczesciej tak jest.
        Owszem sa rzeczy, z ktorymi ludzie sobie nie radza/gorzej radza, po to sa razem, zeby sie uzupelniac, tak jak te pity u nich. Wtedy przydaje sie, zeby jednak w innych drobnostkach, druga osoba jednak przejela pewna czesc zadan, rzecz w tym, ze trzeba nimi czasem pokierowac: zrob to i to, zlecac to co na pewno zrobic potrafia.

      • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 13.06.13, 16:18
        Az szkoda byloby zmarnowac taki material, prawda loppe?
        • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 13.06.13, 16:32
          Tak, byłoby przykro nawet osobom postronnym. Ale dadzą radę!
          • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 14.06.13, 02:02
            kag73, loppe, bardzo Wam dziękuję
            z pewnością będzie Wam to policzone (o ile faktycznie nasze dobre uczynki będą kiedyś sumowane...)
            • urquhart Jego punkt widzenia. 14.06.13, 08:04
              Podobno jeżeli próbuje się rozwiązać konflikt (a nie przeforsować swoje racje) trzeba spróbować postawić się w jego położeniu, myśleniu, spróbować zrozumieć punkt widzenia.

              Czyli punkt widzenia partnera aniuki : miał chłopina spontaniczną zauroczoną w nim chętną dziewczynę (namiętność) z którą łączyło go wspólne hobby i satysfakcjonujące aktywności (intymność). Po dzieciach zamieniła się ona w oziębłą roszczeniową sekutnicę której ciągle mało jego zaangażowania w dom, przeszkadza spontaniczność i nie poddawanie sie ograniczeniom, zadeklarowała ze go nie kocha, okazuje ze go nie docenia i co najważniejsze nie pożąda. W dodatku oczekuje i wymaga żeby i on zamieni sie w androida do obsługi dzieci i domu.

              Podczas gdy obok ma pocieszycielkę która jest pod urokiem i docenia go takim jakim jest i z którą łącza go dodatkowo wspólne pozytywne aktywności ...

              Ktoś nie potrafi wyciągnąć z tego wniosków co do dalszego ciągu?
              • aniuki Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 10:29
                urquhart
                Ale ja jestem absolutnie świadoma jego punktu widzenia. Jest on taki jak napisałeś .

                Właśnie dlatego, że to WIEM, to zaczęłam coś robić.
                Nie napotkałam na wstępie na "spierdalaj, too late baby, ja już decyzję podjąłem" tylko "tak, chciałbym"

                No to ok, zobaczmy czy chciałby i czy to przeniesie się na działanie.
                Jeśli nie to faktycznie zamkniemy ten album ze zdjęciami i spuścimy go w kilblu. Nic na siłę!
                • dreemcatcher Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 10:49
                  czy on nadal ciebie kocha , czy deklaracją że go nie kochasz nie przybiłaś tego przysłowiowego gwoździa do trumny . On deklaruje że chce a jak czujesz , jak sie angażuje w to czy jest bierny czy też chce odbudować związek ?
                  jesteś pewna ze to miłość z twojej strony czy tylko strach przed utratą faceta, że ktos inny się nim zainteresował.
                  • marek.zak1 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 10:51
                    Chyba wiesz, że akcje faceta rosną gdy interesuja się nim inne dziewczyny.
                    • dreemcatcher Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:01
                      doskonale :) a jak dla dobra związku poświęci tamte młode , zgrabne , uśmiechnięte , spontaniczne to potem znowu w kąt :)
                  • aniuki Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 14:52

                    <ze to miłość z twojej strony czy tylko strach przed utratą faceta,

                    nie, to nie tylko strach....

                    www.youtube.com/watch?v=VJTjsVSzQ1Q
                • triss_merigold6 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:01
                  Ale nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Mąż też deklaruje chęć zmian czy będzie polegał na Tobie? Oczekiwanie, że matka pracująca matka dwójki dzieci z tysiącem drobiazgów organizacyjno-ekonomicznych na głowie będzie uroczo spontaniczna, jest oczekiwaniem z kosmosu.
                  W kwestii klimatów "nie wzięłam sobie statecznego studenta SGH z teczką", to taka argumentacja w waszym wieku wydaje mi się mocno śmieszna. 15 lat temu moją ulubioną rozrywką byli wytatuowani motocykliści jeżdżący z prędkością... no dużą i z takim się w końcu zeszliśmy. Zaliczyliśmy przeróżne spontaniczne akcje, żeby w końcu osiąść i prozaicznie zasuwać codziennie do pracy, zaliczając żłobek i szkołę po drodze.
                  • dreemcatcher Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:06
                    czyli musimy akceptować zmianę partnera i udawać że tak musi być? niestety miłość łatwo może się przerodzić w nienawiść jeśli nie zmieścimy się w ramkach oczekiwań drugiej strony
                    • triss_merigold6 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:14
                      Zmieniają się okoliczności i zmieniają się oczekiwania. IMO zupełnie normalna i naturalna kolej rzeczy. Coś za coś. Dzieci, dom, stabilizacja materialna, przewidywalność w zamian za porzucenie życia niebieskiego ptaka.
                      • dreemcatcher Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:33
                        wszystko się zmienia ale jeśli zmiana będzie do tego stopnia ze małżonek nie akceptuje takiej to żadne zaklęcia nie pomogą
                        > Coś za coś. Dzieci, dom, stabilizacja materialna, przewidywalność w zamian za porzucenie życia niebieskiego ptaka.
                        niebieski ptak to chyba na współmałżonka się nigdy nie nadawał, czym innym jest dojrzałość w związku a czym inny uznanie małżeństwa za osiągnięty cel , niestety druga strona też ma uczucia i potrzeby
                        • kag73 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:37
                          No ja zrozumialam, ze to on chcial/chce malzenstwa i dzieci.
                          • dreemcatcher Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:43
                            a mnie sie wydaje ze tu chodzi ze zrobienie z niebieskiego birda zniewolonego kanarka
                            • kag73 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:45
                              Watpie bardzo, bo z jej opisu to nie wynika.
                            • aniuki ukanarkowienie 14.06.13, 12:03
                              Widzisz, wydaje mi się, że tutaj już też byliśmy.


                              Był czas, gdy nie widziałam sensu w jego upartym i dumnym łączeniu pasji z zarabianiem pieniędzy. Bo budżet się nie domykał i bywało, że wartość to miało nie ekonomiczną tylko emocjonalną.

                              Wtedy on mi zarzucał "Ty byś chciała, żebym to rzucił i pracował w jakiejś <normalnej> wg. ciebie pracy, od 8 do 16!"
                              Czyli: "Ty chcesz mi podciąć skrzydła, bo chcesz tylko kasy!"
                              Może i na tamtym etapie tak mi się wydawało, że to by pomogło.
                              Ale po drodze miałam taki przypadek wśród znajomych - niebieski ptak wbił się w garnitur, zacisnął zęby i zmusił się do bycia tzw. repem (handlowiec farmaceutyków). Wiele to dobrego nikomu nie przyniosło i wkrótce wrócił na dziką ścieżkę i buduje to życie po swojemu.

                              Zatem zrozumiałam, że nie tędy droga.
                              I doceniłam to co on robi i jak to robi. Jego upór i dumę.

                              Ale z kolei długofalowe bycie z nim bez widocznej zmiany w zakresie codziennych, małych rzeczy prowadzi do jednego: do życia osobno pod jednym dachem.

                              Zatem zmiany w małej skali. W skali codziennych działań, nie w skali mega.
                              Czy to za dużo?
                              • triss_merigold6 Re: ukanarkowienie 14.06.13, 12:13
                                Kobieto, masz przeprany mózg. Autentycznie, czytam Cię z przerażeniem tak jesteś zafiksowana na artystycznej wyjątkowości swojego niebieskiego ptaka, że straciłaś chyba umiejętność odróżniania rzeczy ważnych od nieważnych.
                                Jak się budżet niedomyka, to odpowiedzialny facet zmienia pracę na taką żeby się domykał, a nie zwala to na kobietę. W dupie bym miała upór i dumę pana, czynsz/inne trzeba zapłacić, kupić dzieciom buty i wyjechać na wakacje.
                                • aniuki Re: ukanarkowienie 14.06.13, 12:24
                                  widzisz najwyraźniej oboje nie jesteśmy zbyt odpowiedzialni
                                  :P
                                  dlatego ze sobą tak długo wytrzymaliśmy

                                  może ja tu maluję zbyt wyidealizowany obrazek siebie samej
                                  wcale nie jestem wzorem odpowiedzialności i rozsądku!

                                  gdybym jakimś cudem niepojętym związała się z panem księgowym, który ma wyjazd przyszłoroczny ujęty w tabelce od dwóch lat - to pewnie bym wcale nie była odpowiedzialna już za nic, z przyjemnością bym olała wszystkie daty na fakturach :)

                                  Ta moja cała niby odpowiedzialność nie jest cechą wrodzoną, tylko nabytą z musu.
                                  Więc jeśli ja ją nabyłam z musu, to on już musu nie odczuwa.
                                  Kółko się zamknęło.
                                  • triss_merigold6 Re: ukanarkowienie 14.06.13, 12:29
                                    Ty się starasz przeciwstawić sobie skrajności, bo w ten sposób jakoś usprawiedliwiasz męża. Z jednej strony niebieski ptak ze spontaniczną fantazją, z drugiej nudny księgowy z wakacjami zaplanowanymi z dwuletnim wyprzedzeniem. Jest spora przestrzeń pomiędzy tymi modelami, a Ty piszesz w taki sposób, że mam wrażenie, że jednak nie poznałaś zbyt wielu mężczyzn.
                                    • mojemail3 Re: ukanarkowienie 14.06.13, 12:49
                                      triss_merigold6 napisała:
                                      (...)" Z jednej strony niebieski ptak ze spontaniczną fantazją, z drugiej nudny księgowy z wakacjami zaplanowanymi z dwuletnim wyprzedzeniem"(...)
                                      Otóż to, albo czarne albo białe, a przecież jest coś pośrodku, bynajmniej nie takie szare życie...
                                      Można być facetem, który w tygodniu solidnie pracuje, przyności przyzwoite pieniądze, a spontanicznie organizuje weekendy i wakacje...ja tak mam i nie narzekam.

                                      Aniuki, ja niestety znam takie małżeństwo, jak Twoje, na początku wspólna pasja, miłość, dzieci, a potem się rozjechali. Ona odpowiedzialna,organizująca życie rodziny, on "dbający o pozytywne relacje z klientami" skończyło się na jego kochankach.Potem separacja, rozdzielność majątkowa. Teraz żyją sobie spokojnie na 2 domy, każdy ze swoim przyjacielem/przyjaciólką...A pasję kontynuują syn z żoną, czyli w sumie, nie jest żle...
                        • triss_merigold6 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:42
                          Nie pomogą, ludzie z siebie wyrastają i to też IMO normalne. Zachowania, które mnie urzekały naście lat temu - bo miały miejsce w zupełnie innych okolicznościach, dziś by mnie doprowadzały do szału.
                          No więc jeśli uczucia i potrzeby stają się mocno rozbieżne, to trudno, nic na siłę.
                          Nie rozumiesz, że bycie niebieskim ptakiem jest stosowne dla dwudziestolatków czy dwudziestoparolatków i wtedy nikomu nie szkodzi, a daje dużo funu, natomiast to samo w wykonaniu ojca dzieciom, który ma zarabiać na życie jest męczące i wkurwiające.
                          • kag73 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:44
                            No ale moze on zarabia, ale zle wydaje, nie potrafi sie gospodarzyc, wiec tutaj trzeba ustalic nowe zasady.
                          • kutuzow Facet do zarabiania, kobiety do garów by Triss 14.06.13, 11:50
                            triss_merigold6 napisała:
                            > Nie rozumiesz, że bycie niebieskim ptakiem jest stosowne dla dwudziestolatków c
                            > zy dwudziestoparolatków i wtedy nikomu nie szkodzi, a daje dużo funu, natomiast
                            > to samo w wykonaniu ojca dzieciom, który ma zarabiać na życie jest męczące i w
                            > kurwiające.

                            Triss, jesteś tak jednostronna, że aż słabo się to czyta. Twoje porady i wizja roli faceta w życiu są równie finezyjne jak męski tekst "kobiety do garów". W obu przypadkach jest to równie mądre i stosowne. Całe szczęście że są jeszcze te niebieskie ptaki, bo inaczej zatrzymalibyśmy się na etapie wspólnego rodzinnego sadzenia pszenicy i wypasania bydła. Rodzina przecież by się utrzymała, a po co komu jakieś głupie wynalazki.
                            • triss_merigold6 Re: Facet do zarabiania, kobiety do garów by Tris 14.06.13, 12:08
                              Dlaczego nie miałabym być jednostronna? Patrzę z perspektywy kobiety przed 40-tką, która ma dwoje dzieci, pracę i musi pamiętać o tysiącu drobiazgów, żeby całość sprawnie funkcjonowała.

                              Mąż autorki chciał dzieci i domu, to niech dba. Mógł nie dążyć do takiej formy stabilizacji, która niesie za sobą dużo nowych i trwałych obowiązków. Ona się dostosowała do zmienionych okoliczności, on nie.
                              Na miejscu autorki udusiłabym się z frustracji spowodowanej przeciążeniem.
                              • urquhart Re: Facet do zarabiania, kobiety do garów by Tris 14.06.13, 12:30
                                triss_merigold6 napisała:
                                > Mąż autorki chciał dzieci i domu, to niech dba. Mógł nie dążyć do takiej formy
                                > stabilizacji, która niesie za sobą dużo nowych i trwałych obowiązków. Ona się d
                                > ostosowała do zmienionych okoliczności, on nie.

                                Czy nie pierwsza z rad w książkach o łataniu związków to odpuścić rzekome "obowiązki" dotyczące standardów czystości i czas poświęcany dzieciom ?
                                • kag73 Re: Facet do zarabiania, kobiety do garów by Tris 14.06.13, 12:32
                                  urquhart napisał:

                                  > triss_merigold6 napisała:
                                  > > Mąż autorki chciał dzieci i domu, to niech dba. Mógł nie dążyć do takiej
                                  > formy
                                  > > stabilizacji, która niesie za sobą dużo nowych i trwałych obowiązków. Ona
                                  > się d
                                  > > ostosowała do zmienionych okoliczności, on nie.
                                  >
                                  > Czy nie pierwsza z rad w książkach o łataniu związków to odpuścić rzekome "obow
                                  > iązki" dotyczące standardów czystości i czas poświęcany dzieciom ?
                                  >
                                  Ty chyba nie doczytales co autorka opisywala.
                                • triss_merigold6 Re: Facet do zarabiania, kobiety do garów by Tris 14.06.13, 12:36
                                  Luz, uwielbiam takie rady. To powiedz, co można odpuścić: odprowadzanie oporządzonych dzieci rano do placówek i odbieranie ich zanim zainteresuje się opieka społeczna, ortodontę/alergologa, zaopatrzenie lodówki w produkty jadane przez dzieci czy może pranie?

                                  Tu masz przykład (u autorki) sytuacji kiedy pan chciał dzieci i namawiał ją, tak? No to w pakiecie idzie zarabianie na te dzieci, ubieranie je w czyste majtki i pamiętanie o składce w szkole.
                                  • kag73 Re: Facet do zarabiania, kobiety do garów by Tris 14.06.13, 12:38
                                    triss_merigold6 napisała:

                                    > Luz, uwielbiam takie rady. To powiedz, co można odpuścić: odprowadzanie oporząd
                                    > zonych dzieci rano do placówek i odbieranie ich zanim zainteresuje się opieka s
                                    > połeczna, ortodontę/alergologa, zaopatrzenie lodówki w produkty jadane przez dz
                                    > ieci czy może pranie?
                                    >
                                    No co Ty, to sa tylko drobiazgi, wszystko zajmuje chwilke i polowa jest w dodatku jakims dziwnym wymyslem nadgorliwych kobiet:)
                                    • triss_merigold6 Re: Facet do zarabiania, kobiety do garów by Tris 14.06.13, 12:41
                                      Lol, mój facet by do gardła się rzucił każdemu, kto by tak przy nim powiedział, bo to na nim w dużym stopniu spoczywała dotąd logistyka dzieciowa.
                            • kag73 Re: Facet do zarabiania, kobiety do garów by Tris 14.06.13, 12:16
                              Chlopie, ale o jakich wynalazkach Ty tutaj mowisz? Ten facet, jak kazdy inny "normalny" facet zarabia pienidze, z ta tylko roznica, ze w przeciwienstwie do innych ma to szczescie, ze robi to co lubi. Ze nie ma z tego kokosow, szczegol, zona juz sie z tym pogodzila, ale niech on wezmie pod uwage, ze jak nie ma za duzo to nie mozna rozrzucac na wszystkie strony, bo za chwile przyjdzie bank i mu chalupe zabierze. To wszystko. Ona po prostu mysli juz krok dalej a on zyje jakby nie bylo jutra.
                              Moze trzeba by mu dac jednak raz sie przejechac, pasc lekko na kamienie to by zakojarzyl jak funcjonuje ten swiat. Ale tego ona zbyt sie boi i chce temu zapobiec, stad stresy.
                              • triss_merigold6 Re: Facet do zarabiania, kobiety do garów by Tris 14.06.13, 12:21
                                Można mu pozwolić przejechać się i paść ale na własny rachunek. Jeśli zrobi to na rachunek żony, to ostatecznie ofiarami życia w długach i na krawędzi będą dzieci. Nie zaryzykowałabym oddania finansów domowych komuś, kto nie gospodaruje racjonalnie ograniczonymi środkami.
                        • aniuki Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:43
                          no właśnie kag73 dobrze doczytała - to taki chyba nietypowy niebieski ptak który chciał ze mną małżeństwa oraz dzieci
                          albo bardzo zakochany niebieski ptak

                          > niebieski ptak to chyba na współmałżonka się nigdy nie nadawał
                          Może nie.
                          Ale oboje nie chcieliśmy wtedy tego uznać. Prowadziło nas uczucie i przekonanie, że właśnie uczucie nam wszystkie ewentualne przeczuwane braki zastąpi, czy wypełni.
                          I było tak, ale do czasu.
                          • kag73 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:47
                            Nie, kochana, zakochanie to mija po 3 latach mniej wiecej, wiec on Ciebie kochal...bo pobraliscie sie po 10. Nie kazda para "dociaga" do tego stazu.
                    • aniuki Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:16
                      dreemcatcher napisał:

                      > czyli musimy akceptować zmianę partnera i udawać że tak musi być?

                      Nie wiem.
                      Może on ma mnie zaakceptować z moją zmianą a ja jego takiego jakim jest. I nic nie powinniśmy zmieniać w drugiej osobie.
                      Tak jak tu jakowaś pani napisała:

                      " jeśli [kobieta] swoją energię, z której do tej pory korzystała próbując zmienić partnera, zainwestuje w zmianę siebie, w rozwój swojej osobowości, to zawsze będzie to miało pozytywne skutki. Na pewno przestanie cierpieć z powodu swojej frustracji z nieskuteczności tych prób.

                      Kluczem do takiego zachowania kobiety jest akceptacja mężczyzny takim, jaki jest. Akceptacja rzeczywistości, równoznaczna z rezygnacją z marzeń o tym, że partnera uda się zmienić. Droga o szczęścia nie polega na szukaniu go w innych, ale w sobie. W osiągnięciu stanu wewnętrznej równowagi, co pozwala na racjonalne myślenie i skuteczne przeciwstawienie się trudnościom. "
                      www.kobieceserca.pl/czytelnia-piekna_i_bestia.html

                      Tylko że z tego mi kurde wychodzi życie osobno.
                      • triss_merigold6 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:24
                        Wzruszyłam się doprawdy. Oczywiście osiągnęłabym równowagę wewnętrzną skutecznie ogarniając odpowiedzialność za logistykę domowo-dziecięco-finansową samodzielnie i patrząc z radością jak mój partner żyje sobie spontanicznie. :P
                        • dreemcatcher Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:33
                          bo go nie kochasz i nie cieszysz się jego szczęściem :):):):)
                      • dreemcatcher Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:27
                        > Może on ma mnie zaakceptować z moją zmianą a ja jego takiego jakim jest
                        to masz przykład czy cię zaakceptował z twoją zmianą, właśnie o te zmiany chodzi.
                        Akceptujemy kogoś takim jakim jest a nie zakładamy jak się zmieni, to wróżenie z fusów.
                        .......
                        chcesz zmieniać partnera tylko dlatego że się nie zmienił za to ty się zmieniłaś, coś mi się wydaje że twoja zmiana i naprawa związku będzie do czasu aż poczujesz grunt pod nogami i kiedy uznasz że już mu się nie będzie chciało szukać innej.
                        • kag73 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:36
                          Malzenstwo/zwiazek to sztuka kompromisu. On troszeczke bardziej sie musi przylozyc a ona troche odpuscic. Przed wszystkim zaakceptowac, ze wiele rzeczy musi mu jednak mowic, bo inaczej on na to nie wpadnie(mam taki egzemplarz w domu) i wtedy on to po prostu zrobi co jest do zrobienia. Sama zas lekko sie wyluzowac i zastanowic jakie moga byc konsekwencje jego beztroski. Najwazniejsze, ze nikt nie umrze, do wiezienia za dlugi tez sie raczej nie pojdzie. Konieczna wazna kwestia to umiejetnosc "rozsadnego" wydawania pieniedzy. Tutaj trzeba sie umowic, ze wieksze wydatki bezdyskusyjnie sa omawiane we dwoje i rozpatrywane rozsadkowo. Poniewaz to ona zajmuje sie platnosciami, wie nieco lepiej co jest potrzebne a na co nie mozna sobie pozwolic. I tego sie trzeba trzymac.
                          • dreemcatcher Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 11:51
                            >Poniewaz to ona zajmuje sie platnosciami, wie nieco lepiej co jest potrzebn
                            > e a na co nie mozna sobie pozwolic. I tego sie trzeba trzymac.
                            tu bym się nie zgodził , bo mozę warto na partnera zrzucić trochę odpowiedzialności, dzieckiem nie jest decydować chyba potrafi, a takie matkowanie doprowadza właśnie do zachwiania relacji, raz piszesz o konsultowaniu większych wydatków a potem że ONA wie lepiej na co wydać pieniądze . To się kłóci ze sobą.
                            • kag73 Re: Jego punkt widzenia. 14.06.13, 12:04
                              No wlasnie caly problem polega na tym, ze on tej odpowiedzialnosci nie przejmuje a inni w watku twierdza, ze ma go nie zmieniac na sile, bo on jest "niebieski ptak". O to wlasnie chodzi, zeby rowniez myslal o jutrze, czego on nie robi i dziwi sie, ze ona sie przejmuje i martwi. I teraz nie wiadomo czy mu mozna to zadanie placenia i regulowania roznosci dopisac do jego listy zadan czy woli, zeby nadal robila to zona i wtedy wiadomo, ze ona ma rozeznanie co jeszcze a co juz zaplacone i co zrobic z reszta. No dobra w takim ukladzie tutaj jestem nawet mila i daje mu prawo wyboru co woli. Moze wybrac, jego decyzja, ale wtedy musi to byc jak w banku. Meza tez swego czasu musialam pytac: kapiesz dziecko czy zmywasz naczynia? Inaczej by nie wpadl na to, ze cos jest do zrobienia a ja musialbym robic sporo sama i mialbym wku..ew i bylabym non stop zmeczona bez czasu na nasze wspolne przyjemnosci i swoje wlasne 5 minut.
                      • urquhart Re: Jego punkt widzenia. 15.06.13, 16:43
                        aniuki napisała:
                        > Nie wiem.
                        > Może on ma mnie zaakceptować z moją zmianą a ja jego takiego jakim jest. I nic
                        > nie powinniśmy zmieniać w drugiej osobie.
                        > Tak jak tu jakowaś pani napisała:

                        Generalnie widzę że wiekszość meżczyzn się podpoporządkowuje oczekiwaniom kobiet ale oczekiwesielanki z tego nie ma.
                        Jak już były przykłady to podam jeden mojego znajomego współpracownika. Był takim niebieskim ptakiem piszącym błyskotliwe aplikacje. Kucyk, dres, wpadał o godzinie jak mu pasowało na rozmowy (ja reprezentowałem zleceniodawcę). Ale z czasem po wielu latach mając żonę i dziecko która naciskała żeby się ustatkował przeszedł do koreańskiej korporacji jako programista. Kucyk skrócił, wbił sie w garnitur i musiał być 15 minut przed oficjalnym rozpoczęciem roboty. Niby dostosował się do nowego życia, zarabiał świetnie, wyprowadzili sie z jakiejś kawalerki, wzieli kredyt, a roku takiego życia żona zabiła go paronastoma ciosami noża kuchennego. Byłem pierwszy raz na świeckim pogrzebie na Wólce Węglowej.
                        Jestem sceptyczny dla zmian kanarka na korporacyjny trybik na czyjeś żądanie.
                        • tygrys-bez-rys Holiwoodzka Hucpa Urqa - Generalne vidzenie 19.06.13, 03:20
                          Urq. vachuj sie trutniu bo Cie observuje. Generalne VIDZENIE? Udaj sie an badanie wzroku, moze dadza Ci jakis lek na to GENERALNE widzenie bab i chlopow.

                          rquhart napisał:
                          "Generalnie widzę że wiekszość meżczyzn się podpoporządkowuje oczekiwaniom kobiet ale oczekiwesielanki z tego nie ma."[...]
                          "Jak już były przykłady to podam jeden mojego znajomego współpracownika. Był takim niebieskim ptakiem piszącym błyskotliwe aplikacje. Kucyk, dres, wpadał o godzinie jak mu pasowało na rozmowy (ja reprezentowałem zleceniodawcę). Ale z czasem po wielu latach mając żonę i dziecko która naciskała żeby się ustatkował przeszedł do koreańskiej korporacji jako programista. Kucyk skrócił, wbił sie w garnitur i musiał być 15 minut przed oficjalnym rozpoczęciem roboty. Niby dostosował się do nowego życia, zarabiał świetnie, wyprowadzili sie z jakiejś kawalerki, wzieli kredyt, a roku takiego życia żona zabiła go paronastoma ciosami noża kuchennego. Byłem pierwszy raz na świeckim pogrzebie na Wólce Węglowej. Jestem sceptyczny dla zmian kanarka na korporacyjny trybik na czyjeś żądanie."

                          Evidentnie chesz swoj gowniany punkt o ucisku chlopw prze baby tudziez koreanskie obozy pracy udowdnic. Koloryzujesz i romantyzujesz frazami jak "blyskotliwe aplikacje" (CO TO QRVA jest Blyskotliwa applikacj? Latarka app?), okraszasz egzotyka "koreanskiej korporacji" a cala histora konczysz smiercia kucyka z rak baby-yagii. HUCPA!
                          • kruche_ciacho Cudne pregowcu :-D 20.06.13, 14:41
                            • urquhart Re: Cudne pregowcu :-D 20.06.13, 21:14
                              Życie pisze najbardziej dramatyczne i najbardziej niewiarygodne scenariusze jak ten.
                              Nie zamierzam się tłumaczyć tym bardziej przed rysiem-tygrysiem co to niczym własnym się nie dzieli.
                              metromsn.gazeta.pl/Lifestyle/56,127257,10087996,Najdziwniejsze_torty_weselne,,3.html
                              metromsn.gazeta.pl/Lifestyle/56,127257,10087996,Najdziwniejsze_torty_weselne.html
                              • tygrys-bez-rys Czy mam ja sie mam stoba ... 21.06.13, 22:34
                                ... torcie kujawski podzielic? Ognista woda? Szlugami? Evangelia? Wypraszma sobie takie insynuacje! Ja dziele sie calym soba! Co bys chcial plastusiu?

                                Dobrze ze sie nie zamierzasz tlumaczyc, bo tu nic nie ma do tlumaczenia, postwiles kloca na srodku sali, teraz spos glow na kolana i pobierzaj na karnego jerza.

                                Moze Ci upal nie sluzy wiec przypomne, doplatasz historie, do losowego wydarzenia, baba chlop nozem dzgnela, a ty z tego robisz widly.
                            • tygrys-bez-rys A fajne ... 21.06.13, 22:36
                              ... masz cycki?
                      • potwor_z_piccadilly Re: Coś trącającego myszką 09.07.13, 00:39
                        Dziadkowie mojej żony. Ponad pięćdziesiąt lat razem w pełnej zgodzie i miłości.
                        Ona - opanowana, troszkę zimna potrafiąca twardo stąpać po ziemi.
                        On - bardzo lubiany przez otoczenie, rubaszny pierdoła.
                        Anegdota z ich życia.
                        Dostali awizo z poczty (70 m od ich mieszkania) by odebrali jakiś przekaz pieniężny. Babcia zleciła dziadkowi to zadanie, a ten ? Ten zaczął się modlić. Litanie za litaniami, zdrowaśki, koronki, różańce nie miały końca. Na babci uwagi o poczcie, obruszony protestował, że modlitwy mu przerywa. No i co kobicina miała zrobić ? Na pół godziny przed zamknięciem urzędu sama poszła i odebrała 1 zł 45 gr jakiegoś wyrównania tytułem jakiejś nadpłaty. Opowiadała, że po jej powrocie do domu, z dziadka spłynęło. Modlitewniki odłożył i na powrót stał się rubasznym, kochającym żonę i życzliwie nastawionym do ludzi człowiekiem.
                        Tu nasuwa się pytanie.
                        Co tych ludzi łączyło ?
                        Odpowiem na nie.
                        - Kochali się, a resztę ?
                        A resztę to mieli w d...., bo potrafili się cieszyć sobą i tym, co osiągnęli, czyli w ich przypadku, niczym.
                        Teraz do sprawy.
                        Wy, aniuki świetnie zaczęliście związek. Zbudowaliście na bazie Waszych zainteresowań i uczuć w miarę zamkniętą enklawę, spokojne gniazdko, ale coś się stało. Sądzę, że Ty poruszając jakieś sprężyny, doprowadziłaś do tego, że przeinwestowaliście, a facet przyzwyczajony do sielankowego trybu życia pogubił się. Zarobić pieniędzy na to nowe nie potrafił. Jakaś pinda, menedżerka okazała się bardziej sprawna od niego. Sadzę że troszkę też go to ubodło, a połączywszy porażki z domową rewoltą, wycofał się ( możliwe że po to, by przeczekać).
                        No cóż, ten typ widocznie tak ma, ale czy koniecznie ma tak nie mieć.
                        Tego nie wiem, bo nie jestem tobą i priorytetów Twoich nie znam.
                        Wiem natomiast, że masz przed sobą trzy drogi.
                        1 - Rozstanie.
                        Tu ciężka sprawa, bo zbyt wiele Was łączyło i łączy. Do końca życia będziesz się dręczyć wspomnieniami i przeróżnej konfiguracji pytaniami do siebie.
                        2 - Dalsze wbijanie szpili, by radykalnie przekonstruować coś, czego nie da się w takim stopniu przekonstruować.
                        3 - Pokora i cierpliwość Anusi Borzobohatej Krasieńskiej co to umiała spokojnie zaderki igiełką wydłubywać.
                        Jedynie co do tych paru browarów dziennie, zalecam radykalne metody. Też tak miałem. Dwa lata temu szlus, tylko cztery tygodniowo. Buty normalnie zawiązuję, żonka po płaskim brzuchu mnie inaczej głaszcze, no i nie zionę tym świństwem.
                        Marku, zapraszam do klubu.
                        Na koniec tradycyjnie zbliżona do tematu dedykacja.
                        www.youtube.com/watch?v=0VFPtGzX0pg
                        Pozdrawiam.

                        • aniuki Re: Coś trącającego myszką 12.07.13, 12:30
                          potwór, fajna ciepła opowieść o dziadkach.
                          Sztuka kompromisu przez duże esz.
                          Tak myślę, że obserwowanie w swoim otoczeniu takich par może być budujące. Ja dobrze wiem, jakie znaczenie dla mojego rozgrywania spraw małżeńskich ma fakt, że moi rodzice od kiedy pamiętam (od kiedy skończyłam 5-6 lat) żyją osobno pod jednym dachem. To nie ułatwia.. Ale za to można w ostatniej chwili skręcić przed wpadnięciem w utartą przez matkę koleinę..

                          Dobrze zrozumiałeś o moim małżeństwie, ale oczywiście nie wszystko - nie da się wszystkiego przekazać słowem pisanym.
                          Np. z tą menedżerką to trochę ona mnie wjechała na ambit, nie jemu. Obca kobieta weszła w rolę, którą przecież powinna pełnić każda kochająca i ceniąca męża żona ;) : czyli rolę sekretarki-organizatorki-menedżerki Wielkiego Twórcy, który jest ponad takie drobiazgi jak terminy spotkań. "Kochanie oddzwoniłeś do pana x?"
                          Ja taka nie umiałam i nie chciałam być. Dalej nie chcę - głównie dlatego, że od razu wchodzę wtedy w kapcie jego matki. Trzęsącej się nad synkiem do dziś (!), płacącej po cichu jego mandaty (tak!), przechwytującej korespondencję w celu obrony synka przed ewentualnymi kosztami np. jakichś mandatów/windykacji. Toksyczna matczyna nadopiekuńczość, którą niestety ja, jako żona, ogromnie obciążam za postawę mojego męża. Za jego niedojrzałość.
                          Tamta menedżerka nie miała takich problemów, bo nie jest jego żoną i nie zna od x lat jego mamy. Więc weszła w rolę sprawnie i bez problemów. Ja muszę stać z boku, bo sama sobie wyznaczyłam to miejsce...

                          Zaderki igłą cierpliwie - to właśnie dla mnie trochę nowość. Dumam i czytam i dumam.. Może i to dobra droga dla mnie - o ile będę mieć motywację.
                          Dzięki za słowa o rozstaniu - faktycznie nigdy sobie nawet nie wyobraziłam skali dziury, która by po nim została... Wszystko oczywiście da się przeżyć, ale faktycznie w naszym przypadku koszty przewyższyłyby zyski chyba..

                          Na drodze piwnej działam dość zdecydowanie. Ciekawe, że trafiam co i raz (w realu i w necie) na świadectwa ludzi, którzy przechodzili ten problem. To jednak jest ogromna skala...
    • kutuzow Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 18.06.13, 14:00
      aniuki --> Jak weekendowa rozmowa?
      Napisz czy jest jakiś ciąg dalszy Twojej historii. Jak mąż przyjął Twoje propozycje?
      • aniuki Re: Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 18.06.13, 15:10
        kutuzow, porozmawialiśmy. Były nawet dwie rozmowy, co oczywiście nie wyczerpało tematu. Następna przed nami.
        Na pewno wrócę tu opisać Wam efekty i całość sytuacji - tylko na dzień dzisiejszy nie wiem jak ta całość będzie wyglądać. Na razie wygląda to dobrze. Z tym, że każdy kolejny kroczek wymaga czasu. To nie idzie jak burza.

        Mąż jest wciąż zaskoczony. Wszystkiego się spodziewał ale nie tego.
        Daję mu czas.

        Na razie każda ze stron dowiedziała się o drugiej czegoś, czego nie wiedziała przez ostatnie dwa lata.
        Ot, efekty życia osobno pod 1 dachem.
        Wiedza ta jest cennym nabytkiem i oboje możemy ją wykorzystać do zmiany sposobu postrzegania drugiej osoby.
        Zatem idźmy dalej.

        cdn




        • kruche_ciacho Re: Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 18.06.13, 16:04
          "Wszystkiego się spodziewał ale nie tego"

          a co konkretnie zrobilas/powiedzialas? (jesli moge spytac oczywiscie......)
          • aniuki Re: Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 18.06.13, 18:30
            Tzn nie spodziewał się, że się ja jeszcze do niego odezwę jak do człowieka i że będę chciała wracać, naprawiać itp.

            Okazało się, że odczytywał moje reakcje w ciągu ostatnich kilku miesięcy jako ostateczną choć niewerbalną decyzję. Zapewne nie sposób mu odmówić pewnej logiki.
            No i nie podjąwszy próby jasnej i konkretnej rozmowy udał się po prostu na emigrację wewnętrzną.

            A co ja zrobiłam od tej pory.. hm.
            Zanim jeszcze założyłam ten wątek wykonałam kilka ruchów:
            - zagaiłam do niego ni stąd ni zowąd pewnego wieczoru czy mu dobrze tak jak jest i czy nie chciałby czegoś zmienić w tej chorej relacji
            - 2x w nocy wlazłam mu (aseksualnie i raczej w celach rozejmu-wybadania gruntu) pod jego koc w jego pokoju-norze, do której się był wyniósł po ostatniej kwietniowej mega-awanturze
            Zresztą szybko wylazłam, bo i tak dziecko jedno stale się budzi w nocy i wymaga działań.
            - (potem założyłam wątek)
            - zagaiłam po raz drugi gdzieś w przelocie
            - zainicjowałam wyjazd na 1 dzień właśnie w ostatni weekend poza dom celem stworzenia warunków do względnie neutralnej rozmowy
            - zainicjowałam dwie takie rozmowy
            - wykonałam kilka przyjaznych gestów mających zwiastować, że znowu bym go chętnie potraktowała jak mężczyznę, a nie jako ojco-bankomato-hydraulika

            Wszystko to działo się w ciągu ok. 1 tygodnia i zdaje się, że do niego dociera powoli. Pogrzebał to małżeństwo uroczyście i w samotności, a teraz słyszy pukanie w trumnę i okazało się, że zakopał żywą osobę a nie trupa. Na razie wychodzi z szoku.
            Ciekawe że pogrzeb odbył się ok. miesiąc temu. Dokładnie wtedy, gdy mnie coś tknęło nie wiadomo skąd (może z natchnienia Ducha Świętego, bo wcale tego nie wykluczam, jako osoba nędznie bo nędznie ale wierząca - zatem proszę o niedrwienie)

            A ja ku swemu zdumieniu działam na jakiejś pozytywnej fali. Ciekawe na jak długo mi wystarczy.

            Rozumiem też chyba jego rozterki pt. "znowu robię to co ona chce, pół roku temu mnie odtrąciła, to się posłusznie wycofałem, teraz kiwnęła palcem i czeka aż ja posłusznie wrócę".
            M.in. tym sobie tłumaczę wolne tempo jego reakcji.

            Rzecz jasna mam świadomość, że z zewnątrz może to robić nieco inne wrażenie. No ale to ja jestem wewnątrz tego.
            • hello-kitty2 Re: Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 18.06.13, 19:58
              aniuki napisała:

              > - wykonałam kilka przyjaznych gestów mających zwiastować, że znowu bym go chętn
              > ie potraktowała jak mężczyznę, a nie jako ojco-bankomato-hydraulika

              Aniuki, a kreci Cie jeszcze seksualnie po takiej przerwie? No wlasnie po jak dlugiej przerwie?
              • aniuki Re: Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 18.06.13, 23:03
                Owszem tak. Kręci mnie - jakby od nowa.
                W sumie to się nie mogę doczekać (chociaż to brzmi fatalnie w pewnym sensie).

                Teraz widzę, że pomysł wskoczenia na hura do łóżka był nietrafiony. Łagodnie mówiąc.
                Zdaje się, że nie doceniałam własnej siły rażenia (rażenia negatywnymi emocjami podczas ostatniego najgorszego okresu).
                Teraz dociera do mnie, jaka ta przepaść była głęboka.
                I nie wiem jak się uda ten most zbudować, żeby móc po nim bezpiecznie chodzić. I na jak długo on wystarczy...
                Ale próbuję.

                Przerwa tak naprawdę trwa od pół roku. Może krócej. Ale okres poprzedzający to suche półrocze też nie obfitował w udane akcje. Były to akcje rozpaczliwe.
                • gomory Re: Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 21.06.13, 00:58
                  Jeśli Ci to pomoże w pisaniu to wyznam, że jestem niezmiernie ciekaw z efektów Twoich działań.
                  Życząc powodzenia, jednak pełen sporych powątpiewań spoglądam na to co tworzysz.
                  Piszę jako facet: z punktu widzenia Twojego męża wydaje mi się niemożliwe by coś tam wygrzebać w seksualnej emocjonalności wobec takich okoliczności jak je przedstawiłaś. Ale obym był w błędzie.
                  Bo ja z tych twierdzących, że jakąś zupełnie nową jakość zbudować się owszem da. Ale starej przywrócić nie.
                  • aniuki Re: Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 24.06.13, 11:58
                    Trochę mi to pomoże. Dzięki za dobre słowo.

                    Początkowo wyobrażałam sobie, że wszystko się po pierwszych perturbacjach ułoży w jakiś określony kształt i wtedy ja to na spokojnie opiszę.
                    Teraz widzę, że to będzie proces bardzo rozciągnięty w czasie. Że w takiej niepewności co do ostatecznych i trwałych efektów możemy być bardzo długo.

                    Podsumowując kolejny etap:
                    powrót do łóżka mamy za sobą i jest on budujący. Sytuację nieco komplikuje prozaiczny fakt, że mąż naciągnął sobie kręgosłup i jego sprawność fizyczna mocno ucierpiała. Z drugiej strony to liczy się chyba na plus: plecy go bolały, mógł leżeć tylko na boku ;), w dodatku rzecz działa się nieopodal śpiącego dziecka (a propos wątku o przestrzeni seksualnej) - a jednak to było to.

                    Nie jestem mimo tego pewna, czy on tego potrzebuje tak samo mocno jak ja. Przez tak długi czas byłam zimną rybą a teraz sygnalizuję, oczekuję, omalże inicjuję. Dlatego boję się, że coś gdzieś fałszywie zabrzęczy. Może to obawy na wyrost..
                    Mój ogląd zaciemnia fakt, że mąż wraca do domu naprawdę ledwo żywy ostatnio.

                    Dla mnie chyba to okropne pół roku zostało wyparte, ja to wycięłam i dość sprawnie odszukałam w sobie pozytywne emocje, także seksualne, sprzed tego okresu. Ale też zajęło mi to sporo czasu.
                    On jeszcze to przetrawia, jeszcze nie jest w tym momencie w którym ja jestem. Staram się to uszanować i nie odczytywać tego jako wahanie.

                    Śpimy znów razem.

                    Oczywiście oczekuję od niego różnych rzeczy, ale jestem świadoma, że on nie może ich ot tak wyciągnąć z rękawa. Bo ja jestem jakby etap do przodu. A on jest tym, który został zaskoczony. Jak to wyraził, ciągle jest w szoku całym tym powrotem i "odkrywa mnie na nowo".

                    Staram się tego etapu nie nasycać dyskusjami, ciężkimi tematami, łzami. Nie osaczać, nie stwarzać poczucia winy. Zaufać i poczekać.
                    Oczywiście idzie mi to bardzo kiepsko, jak się pewnie domyślacie.

                    Mimo pewnego zabezpieczenia terenu (jego współdziałanie, łóżko, rozmowy), jednak jestem wciąż na mega huśtawce. Wystarczy drobiazg, a staczam się w czarnowidztwo, pt. " to się jednak nie uda" - za czym błyskawicznie idą wizje jak domino: separacja-podział opieki nad dziećmi-szukanie nowej pracy-wynajem domu- przeprowadzka.... Ale to są już moje emocje. Wystarczy jego odzew (sms np) i z ulgą wracam do moich nadziei, że jeszcze nie jest za późno.

                    Jeszcze jedno: w kolejnej rozmowie doszliśmy do etapu który tutaj dość szybko mi doradzono - że powinny powstać dwie listy wzajemnych oczekiwań i powinno dojść do dyskusji nad nimi. A potem ustalenia które punkty kto jest w stanie zrealizować i w jakim czasie.
                    Otóż na razie on się zgodził, że przygotuje swoją listę.


                    • kag73 Re: Aniuki -czy porozmawialiście w weekend? 24.06.13, 12:22
                      No, ze spokojem, cos sie dzieje, nastapila jakas zmiana sytuacji a to bardzo pozytywne.
                      Co ma wisiec nie utonie:)
                      Staraj sie panowac w miare nad emocjami.
                      Co do lozka: przy takich okolicznosciach: klopoty z kregoslupem i ogromne zmeczenie...tez spokojnie i nie zbyt nachalnie. Przytulac sie mozna a co dalej...
    • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 03:45
      Się znów odsłaniam. No ale pomaga, co zrobić. A może i komuś pomoże, kto wie.

      1). Problemy, które dwa lata temu spowodowały moje protesty a w efekcie kryzys oczywiście przypomniały o sobie teraz ze zdwojoną siłą. OK, przełknęłam tę żabę po raz drugi, tym razem na zimno. I o dziwo działam dalej - mam jakąś determinację w sobie.

      2) Nikły odzew z jego strony. Rozczarowująco słaby odzew. Do tego stopnia słaby, że już napisałam sobie na jednej z kilku karteczek, na których ostatnio pisuję: bardzo być może, że już nie ma w nim uczucia, i już nie będzie -> opracować plan B

      3) Na razie mam nadzieję (że to kwestia czasu). I wciąż go kocham...

      4) On jest niestety słabszą stroną - jest chyba pogubiony. Szarpie się w pracy mimo szczytu sezonu ("chyba to w końcu rzucę i wyjadę do roboty za granicę, innej opcji nie widzę"). Po drugie, jest uzależniony - od fajek i piwa. Pije za dużo i za często - tzn. w moim odczuciu, bo jego zdaniem, to "i tak jest lepiej niż było pół roku temu", i w ogóle to nie ma problemu. Prawie codziennie 1-4 piwa, z wyj. dni kiedy musi jechać autem. Krył się świetnie, co też jest okolicznością obciążającą.. Ja to odbieram już jako picie szkodliwe.. Obym się myliła. Jestem umówiona w poradni z terapeutą ds współuzależnienia. Mam nadzieję zaciągnąć też męża- do terapeuty ds. uzależnień. Choćby dla wykluczenia.

      5) Moje libido poszybowało, jego czołga się jak nigdy. Możliwe przyczyny spadku:
      - już nie ja go kręcę (twierdzi wręcz przeciwnie, ale.. "słowa, słowa słowa słowa")
      - piwo+przepracowanie + stres+ogólna frustracja
      - działam zbyt nachalnie a potrzeba tu czasu i delikatności
      - nie wiem.. wiek? chyba nie. 39 lat
      Zdecydowanie wychłódło temu żurawiu. Czapli zaś bije na dekiel dla odmiany. Muszę b. uważać, żeby nie przekroczyć granic i nie uczynić czegoś, co mnie po prostu upokorzy.
      Do tego wciąż mam wrażenie, że on jest w pewnym sensie usatysfakcjonowany tą sytuacją.. że na końcu języka ma tekst "aha.. a ja się starałem tyle czasu, wreszcie wiesz jak to smakuje". Zresztą wymsknęło mu się dwa razy coś takiego.

      6) "Uważaj jak grasz, żeby tobą nie pograli". Lub kto pod kim dołki..
      Gdy odkryłam skalę problemu piwnego (trudno nie zauważyć, gdy się z kimś znowu zaczęło sypiać, że jest z deka wcięty) to się przeraziłam. W akcie przerażenia zrobiłam coś, co imho jest racjonalne, ale co sporo popsuło. Powiedziałam "sorry, albo piwka albo seks, wyrosłam już z tego, że kręcisz mnie jak jesteś wypity". Naiwnie spodziewałam się, że ciśnie napoczętą puszką i przez tydzień nawet nie sięgnie po browca, za to będziemy się tarzać w pościeli. A tu zonk: dziki foch pt. "Nie będzie mnie nikt szantażował!!"
      Tłumaczę, że to nie szantaż, że ja nie lubię, że czuję to, że jest inaczej i gorzej. I że taka właśnie reakcja czyli obrona przez atak jest jak najgorzej rokująca.. Atmosfera się zagęściła...
      Dzień później namiętny wieczór. Tuż po wydaje mi się, jakbyśmy wrócili do starych dobrych czasów. Wraca jakiś spokój wewnętrzny. Nie na długo, bo następnego dnia dowiaduję się, że milusiński jednak był po 4 piwach. Ha!! I nie zauważyłaś, co? Więc jednak nie jestem gorszy po piwach, co? Aha!? I co teraz? Zresztą to i tak z pożytkiem, bo bez tych piw bym doszedł w 2 sek - itp. teksty. Jest zadowolony z siebie.
      Ja zostałam tym mocno zraniona.
      Nie dość, że nie chciał zrezygnować z piwa vs seks (ergo piwo ważniejsze niż seks, ergo uzależnienie lub blisko, lub ma mnie totalnie w pompie, oba scenariusze bolą), to jeszcze wprowadził piwną manipulacje między nas, w naszą intymność, w sferę absolutnej szczerości! Zostałam z rozmysłem oszukana co do wypitego piwa, a wszystko to w celu udowodnienia że jest świetnie. W dodatku zostało mi to zrobione w łóżku.


      Powtarzam: mimo wszystko mam wciąz dużo siły. Mam wiarę i jestem totalnie wolna od nałogów. - ergo silniejsza. Po uświadomieniu sobie tego przestałam się niecierpliwić i zaczęłam spokojnie obserwować. To potrwa i cholera wie co z tego będzie.
      W tzw. międzyczasie dalje buduję sobie silne poczucie własnej wartości ;) ale oczywiście wyciągam rękę, i jestem w stanie go wesprzeć, o ile:
      a) będzie chciał coś ze sobą / z nami zrobić => dalej odzyskiwać swoją żonę, bo sama całej roboty za niego nie zrobię. Na razie nawet listy oczekiwań nie stworzył. Nie ma czasu.
      b) nie zlekceważy faktu, że problem pt. "10-15 piw tygodniowo" widzimy zupeeeełnie inaczej
      c) o ile moja chęć pomocy go nie dobije jeszcze bardziej.. że znowu jemu trzeba pomagać, że on wymaga pomocy. Męska duma zraniona itp. komplikacje.

      Więc łatwo nie jest, ale coś się dzieje.
      WIem,że po tym poście to już pewnie część z Was w ogóle przekreśli tę sprawę ;)
      Ale najłatwiej jest przekreślić.. To zawsze można zrobić.
      • zyg_zyg_zyg Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 09:38
        Życzę Ci odzyskania uczuć i zaangażowania męża. I żebyście żyli długo i szczęśliwie :-)

        Ale mam wrażenie, że ta sytuacja z piwem to taka miniatura całej Twojej obecnej życiowej sytuacji. A przynajmniej widzę sporo podobieństw.

        On robi coś, co Twoim zdaniem wymaga naprawy. Ty opracowujesz więc program naprawczy. Wymyślasz, co powinien zrobić on i wymagasz od niego działania. On średnio ma na to ochotę, nie podejmuje Twoim zdaniem żadnych działań, nie przyjmuje też z wdzięcznością Twoich. Wszystko jest dla niego ważniejsze od problemu do rozwiązania. A może dla niego po prostu nie ma żadnego problemu do rozwiązania? Ty się frustrujesz, budujesz jakieś piętrowe racjonalizacje, czujesz, że kontrola wypada Ci z rąk, więc opracowujesz plan B, C, D i aż Ci starczy literek w alfabecie. Niewykluczone, że jesteś jedyną osobą w tym układzie, której zależy.

        Z jednej strony bardzo skupiasz się na mężu i jego sprawach, a z drugiej mam wrażenie, że tak naprawdę w jakiś sposób pomijasz go w swoich planach i działaniach. Rozpisałaś dla niego jakąś rolę i robisz wszystko, żeby ją odegrał.

        Ze wszystkich planów działań, które ustaliłaś, jeden wydaje mi się bardzo rozsądny. Mianowicie wizyta u terpeuty ds współuzależnienia . Byc może to, co usłyszysz od niego będzie pomocne też tutaj?
        • urquhart jesteś jedyną osobą w tym układzie, której zależy 07.07.13, 11:21
          zyg_zyg_zyg napisała:
          > On robi coś, co Twoim zdaniem wymaga naprawy. Ty opracowujesz więc program napr
          > awczy. Wymyślasz, co powinien zrobić on i wymagasz od niego działania. On średn
          > io ma na to ochotę, nie podejmuje Twoim zdaniem żadnych działań, nie przyjmuje
          > też z wdzięcznością Twoich. Wszystko jest dla niego ważniejsze od problemu do r
          > ozwiązania. A może dla niego po prostu nie ma żadnego problemu do rozwiązania?
          > Ty się frustrujesz, budujesz jakieś piętrowe racjonalizacje, czujesz, że kontro
          > la wypada Ci z rąk, więc opracowujesz plan B, C, D i aż Ci starczy literek w al
          > fabecie. Niewykluczone, że jesteś jedyną osobą w tym układzie, której zależy.

          Klasyka gatunku, faktycznie, można pewnie opisać wiele sytuacji nią na tym forum, kiedy jedna ze stron ma zaspokojone potrzeby (ma swoje własne uzależniające aktywności, dzieci, piwo, hobby, karierę, pracę, porządki-wicie gniazda) i brakuje jej empatii żeby zrozumieć co boli drugą stronę, która inwestuje więcej i czeka na wzajemność...

          Brutalnie, dla drubiej baby dopiero pewnie chciałby mu się postarać.
          • zyg_zyg_zyg Re: jesteś jedyną osobą w tym układzie, której z 07.07.13, 11:50
            > brakuje jej empatii żeby zrozumieć co boli drugą stronę, która inwestuje więcej i c
            > zeka na wzajemność...

            To niekoniecznie brak empatii - może zwyczajnie przeciwne interesy tej pierwszej strony.
            • urquhart Re: jesteś jedyną osobą w tym układzie, której z 07.07.13, 12:09
              zyg_zyg_zyg napisała:
              > To niekoniecznie brak empatii - może zwyczajnie przeciwne interesy tej pierwsze
              > j strony.

              Mniej lub bardziej przeciwne interesy są przecież zawsze po wyściu z narkotycznego stanu zakochania
              . Ale jak drugą zaspokojoną stronę nie obchodzi wcale ból i niezaspokojenie drugiej to pomijając wyrachowanie, świadome pasożytowanie i złą wolę pozostaje brak empatii.
              >>
              Empatia (gr. empátheia "cierpienie") – w psychologii zdolność odczuwania stanów psychicznych innych osób[1] (empatia emocjonalna), umiejętność przyjęcia ich sposobu myślenia, spojrzenia z ich perspektywy na rzeczywistość (empatia poznawcza).
              • zyg_zyg_zyg Re: jesteś jedyną osobą w tym układzie, której z 07.07.13, 12:19
                > . Ale jak drugą zaspokojoną stronę nie obchodzi wcale ból i niezaspokojenie dru
                > giej to pomijając wyrachowanie, świadome pasożytowanie i złą wolę pozostaje bra
                > k empatii.

                I to zarzucisz mężowi Aniuki?
              • aniuki Re: jesteś jedyną osobą w tym układzie, której z 07.07.13, 15:42
                pamiętaj surowy urquharcie, że nigdy nie jest winna tylko jedna strona
                ja pisząc tutaj automatycznie w jakimś stopniu wybielam się, bo piszę o moim mężu
                zupełnie by inaczej wyglądało gdyby on pisał o mnie

                <<Ale jak drugą zaspokojoną stronę nie obchodzi wcale ból i niezaspokojenie dru
                > giej to pomijając wyrachowanie, świadome pasożytowanie i złą wolę pozostaje bra
                > k empatii.>>

                pewnie że brak empatii. Ale ja też mam na sumieniu brak empatii.
                na co był on odpowiedzią, to inna sprawa
                ale fakty są takie że rok olewałam umizgi męża i odstawiłam go z łóżka (bo uznawałam jego umizgi i radosne mizianie za zupełnie nieadekwatne formą i treścią do naszych problemów - ale nieważne co uważałam, olewałam go, tak?).

                więc teraz on nie może przypaść mi natychmiast do stóp z wdzięcznością
                musi mnie przetrzymać, bo sam jeszcze pamięta jak ja go przetrzymywałam.
                taka prawda. smutna dość.
      • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 09:55
        Raz...on nie jest słabszy. Dwa...nie jesteś zdrowsza tylko dlatego że nie masz żadnego nałogu. Do tego nie gracie do tej samej bramki, ale toczycie ze sobą walkę podjazdową.
        Myślę że przydałaby się wam terapia małżeńska i od niej trzeba zacząć.
        • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.07.13, 13:03
          myślę sobie o tym wpisie co jakiś czas..

          chyba masz trochę racji. Ja siebie kreuję jako silniejszą, ale to ja powstrzymuję łzy odsłaniając się pani na terapii, to ja siedzę na stronach rozmaitych poradniowo-kryzysowych, to ja zapisuję karteczki maczkiem.
          Jemu wystarcza piwko i ma spokój ;) Zresztą sprawdza się sliczne powiedzonko "Miej wyjebane a będzie ci dane".
          Faktycznie nie wiem kto silniejszy, i to chyba nie o to chodzi.

          Natomiast z pomocą pani terapeutki ds współuzależnień (dziwne uczucie gdy zakładają Ci kartę w poradni antyalko!) rozszyfrowałam chyba co się stało w ostatnich dniach.

          Przyznał mi się ile tych piw prawie codziennie jest. Ja się przestraszyłam. Zakomunikowałam mu to, ale on to zlekceważył. Ja poczułam się zagrożona. Sięgnęłam po broń, po którą miałam nie sięgać. A sięgając po nią, nie zdawałam sobie sprawy, że po nią sięgam. Ta broń to seks - a nie chciałam już nigdy używać go do manipulacji.
          I w następnej sekundzie to zrobiłam "Albo piwo albo seks". Wtedy widziałam w tym logiczną umowę. A pani wskazała mi, że mąż to odebrał jako manipulację. Istotnie tak mogło być. "Siad, to dostaniesz ciasteczko".
          Jego automatyczna reakcja to bunt. I skoro ja posłużyłam się seksem, to on posłużył się podstępem, żeby mi wytrącić z ręki argumenty.
          Bo przecież sama powiedziałam że nie chcę by pił, bo po alkoholu jest inaczej i do dupy. Więc on się ślicznie postarał i proszę: nie jest do dupy, sama przyznałaś. Problem solved! O co jeszcze chodzi?

          Rada terapeuty jest taka, żeby zacząć jeszcze raz i zaproponować to samo innymi słowami: umówmy się, że jak wieczorem ma być gorąco, to nie tankujesz. Bo tak naprawdę, to boję się o Ciebie, a jakość seksu to sprawa drugorzędna..
          To pozwoliłoby na ponowne ustawienie nas jako partnerów, a nie przeciwników.

          Problem będzie oczywiście w moim nadszarpniętym zaufaniu. Ale wszystko da się zrobić..

      • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 10:13
        ,,On jest niestety słabszą stroną - jest chyba pogubiony".
        Właśnie i stąd Twoje chęci sterowania, choćby tym, że ma przestać pić piwo. Czy wypicie 2 butelek piwa jest czyms aż tak nagannym, żeby toczyć o to wojnę? Ja sam wypijam wieczorem tyle, a moja żona gdy wypijam jedno pyta, ,,może chcesz jeszcze jedno?".
        • mojemail3 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 10:34
          marek.zak1 napisał:

          > ,,On jest niestety słabszą stroną - jest chyba pogubiony".
          > Właśnie i stąd Twoje chęci sterowania, choćby tym, że ma przestać pić piwo. Czy
          > wypicie 2 butelek piwa jest czyms aż tak nagannym, żeby toczyć o to wojnę? Ja
          > sam wypijam wieczorem tyle, a moja żona gdy wypijam jedno pyta, ,,może chcesz
          > jeszcze jedno?".

          Marku,według współczesnej wiedzy i poglądów na temat popadania w alkoholizm, gorzej jest pić CODZIENNIE 2- 4 piwa, niż urżnąć się w trupa co 2 tygodnie...
          Lepiej dla wątroby, bo zdąży się zregenerować, na co nie ma czasu przy codziennym popijaniu.

          Aniuki, to picie mogło być na "zapicie" problemów, a teraz picie jest problemem, znam taką samą sytuację u znajomych, są na skraju rozstania.
        • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 13:41
          marek.zak1 napisał:

          > ,,On jest niestety słabszą stroną - jest chyba pogubiony".
          > Właśnie i stąd Twoje chęci sterowania, choćby tym, że ma przestać pić piwo. Czy
          > wypicie 2 butelek piwa jest czyms aż tak nagannym, żeby toczyć o to wojnę? Ja
          > sam wypijam wieczorem tyle, a moja żona gdy wypijam jedno pyta, ,,może chcesz
          > jeszcze jedno?".

          dwa różne widzenia picia kilku piw. Jedno dotyczy takiego układu małżeńskiego, w którym nikt nie widzi problemu ( Marek i jego żona). Drugie dotyczy układu gdzie problem jest ( niezadowolenie Anuli). Alkohol jest tematem pobocznym.
          • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 14:43
            Też tak to widzę. Piję 2 piwa, albo 2 kieliszki wina codziennie wieczorem i jest mi z tym bardzo dobrze.
            Co można pić wieczorem po całym dniu pracy i treningu, żeby zasnąć?
            • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 15:03
              marek.zak1 napisał: > Co można pić wieczorem po całym dniu pracy i treningu, żeby zasnąć?

              ja osobiście wolałabym się bzyknąć żeby zasnąć;)
              • urquhart Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 15:15
                zawle napisała:
                > ja osobiście wolałabym się bzyknąć żeby zasnąć;)

                He, he , bingo!
                • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 15:26
                  Jedno nie wyklucza drugiego :)
                  • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 15:39
                    marek.zak1 napisał:

                    > Jedno nie wyklucza drugiego :)

                    jeśli alko jest potrzebne do czegoś...zaczyna w życiu odgrywać zbyt ważną rolę.
                • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 15:34
                  ta jest, zawle, nic dodać nic ująć
                  ja też wybrałabym seks (bo rozluźniać się alkoholem aby zeszło napięcie dnia IMHO można okazjonalnie, albo będąc w jakimś dołku, albo będąc w kryzysie małżeńskim, albo będąc chwilowo samemu itp - ale nie dzień w dzień i to nie z rozpaczliwie inicjującym małżonkiem pod ręką..............)

                  ja nie zdawałam sobie sprawy że on może wybrać cokolwiek innego niż zaoferowany w tej formie seks
                  dlatego takim szokiem był fakt, że on wybrał piwo
                  to naprawdę dla mnie dużo znaczyło - ten jego wybór. to wiele mówi.
                  ale cóż, zagrałam w otwarte karty, to dostałam konkretną odpowiedź..

                  marekzak, a gdyby dajmy na to, Twoja żona czuła się świetnie dzień w dzień ze sporym kielonkiem koniaczku na sen, ale TY nie czułbyś się z tym dobrze, i gdybyś poprosił ją żeby sobie raz odpuściła a zamiast tego wskoczycie do łóżka bez alko. I gdybyś w tym momencie zobaczył, że żona wstaje i idzie sobie nalać.
                  Kumasz? Czy dalej nie?
                  • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 16:49
                    Nie raz tu pisałem, że jestem za seksem w innych godzinach doby. Późnym wieczorem ludzie pracy są zmęczeni.
                    • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 17:43
                      marek.zak1 napisał:

                      > Nie raz tu pisałem, że jestem za seksem w innych godzinach doby. Późnym wieczo
                      > rem ludzie pracy są zmęczeni.

                      A jak żona lubi wieczorem, bo jej praca nie jest tak obciążająca? Odmówisz, czy poświęcisz się Marku? ;)
                      • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 20:25
                        W małżeństwie ważny jest kompromis i elastyczność. Wieczorem obydwoje jestesmy zmęczeni i stąd nigdy nie było problemów z timingiem. ,,Bieg".

                        Mark Zack otworzył oczy w niedzielny poranek. Obok leżała jego
                        piękna żona. Jedna jej noga ponętnie wystawała spod kołdry. Mark zaczął
                        ją gładzić na całej długości i jednocześnie całować kobietę po szyi.
                        W pewnej chwili Elisabeth obudziła się i chciała coś powiedzieć, ale
                        uświadomiła sobie, że Markowi nie chodzi w tej chwili o prowadzenie
                        żadnych rozmów. Chciała powiedzieć, że obok śpią dziewczynki, ale
                        było za późno, ponieważ jej własny mąż już na niej leżał i pewnie znowu
                        zapewne nie miał ochoty na słuchanie jej uwag o topografii mieszkania.
                        Objęła go i ułatwiła mu to, na czym facetom tak zależy. Było jej dobrze.
                        Mark dbał o nią i o rodzinę. Miała zapewnione wygodne, właściwie
                        luksusowe życie, dwie córki i żadnych problemów. Mark z pewnością
                        zasłużył na to, żeby zacząć niedzielę tak, jak chciał. Jedyną wadą seksu,
                        gdy dziewczynki były w domu, była konieczność zachowania ciszy, co
                        w kluczowym momencie stanowiło dla niego duży problem. Gdy nadszedł
                        i Mark wpadł w szał, zamknęła mu usta ręką. Całował ją i gryzł,
                        ale resztką świadomości zachował milczenie. Po chwili leżał obok niej
                        spełniony i zadowolony. W ostatnim czasie wszystko mu się udawało.
                        Wyeliminowany został najgroźniejszy konkurent dla najważniejszego
                        leku jego firmy, dzięki wzrostowi wartości niedawno zakupionych akcji
                        zarobił sporo milionów, a teraz stracił niemal przytomność podczas
                        potwornego rozładowania seksualnego napięcia
                        • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 20:42
                          Doprawdy nie wiem dlaczego mi się przypomniał staaary dowcip "Dlaczego kobiety udają orgazm? Bo myślą, że mężczyzn to obchodzi". Bohaterów Marka konsekwentnie nie obchodzi. Ciekawe skąd się biorą te potworne rozładowania seksualnego napięcia z kobietą, która w trakcie się zastanawia nad listą zakupów :D
                          • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 20:54
                            Potworne rozładowanie bierze się z potwornego podniecenia. To z autopsji. Wszystko inne to literacka fikcja.
                            Jeśli jesteś/byłaś żoną multimilionera to napisz jak jest.
                            • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:00
                              o mateczko.
                              A co mają przepraszam potworne orgazmy potwornych multimilionerów do mojego tematu? Bo się zgubiłam..

                              Poproszę może jednak o odpowiedź na pytanie o koniaczku. Można zmienić porę dnia - nie pora dnia/nocy jest tu istotna tylko bzykanko vs koniaczek.
                              • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:04
                                Nic nie mają, po prostu Marek ma przymus lansowania swej prozy gdzie popadnie, bez zwracania specjalnej uwagi na kontekst. Coś chyba ze 2 tygodnie wytrzymał bez autocytatów i wreszcie mu się ulało :)
                                • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:26
                                  Prozy??? Żart?
                              • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:23
                                Szczerze, to ja mu się nie dziwię, że Twoje uwagi na temat picia odebrał jako zamach na niepodległość. Sama piszesz, że przez rok się od niego opędzałaś i też masz to i owo na sumieniu - a teraz facet dostał komunikat który mógł odebrać jako "no tak, znowu się przypieprza, niby chce naprawiać, ale stawia warunki, guzik tam chce naprawiać, chce mi wleźć na głowę".

                                Oczywiście masz prawo nie lubić zestawu piwo + seks, ale to chyba faktycznie nie był dobry moment, żeby stawiać takie ultimatum i czynić uwagi :/
                            • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:02
                              A Ty jesteś multimilionerem? :)
                              No tak, zapewne jak się ma męża multimilionera to się magicznie zmienia kobiecie fizjologia i takie wymysły jak fizyczna przyjemność z seksu zapewne całkowicie przestają być istotne. Kobieta se wtedy tak po prostu leży pod tym przeżywającym potworne podniecenie i wcale a wcale nie chciałaby też trochę poprzeżywać, bo satysfakcjonuje ją całkowicie myślenie o tym, jakie to ma dzięki niemu luksusowe życie :)))
                              • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:30
                                Odpowiadam zbiorczo:
                                Aniuki: moje doświadczenia biora się z 35 lat fantastycznego małżeństwa. Sugeruje Ci uwaznie czytać i robić to samo, bo się sprawdza.
                                Sea Sea: Facet w amoku nie wie jak się nazywa, gdzie jest i traci kontakt z rzeczywistością. Czy żona multimilionera czerpie radośc z luksusowego zycia? Skoro tak piszesz, może tak jest :). Moze woli jeżdzić Jaguarem, na wakacje na Bahamy, nawet kosztem tego, ze nie zawsze ma orgazm. To sztuka wyboru.
                                • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:35
                                  Czy ktoś pamięta jakikolwiek fragment z Marka, w którym choć raz to kobieta przeżywa potworne podniecenie i wyładowanie? :)

                                  Tak tylko pytam.



                                  • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:44
                                    sea.sea napisała:

                                    > Czy ktoś pamięta jakikolwiek fragment z Marka, w którym choć raz to kobieta prz
                                    > eżywa potworne podniecenie i wyładowanie? :)
                                    >
                                    > Tak tylko pytam

                                    Nie podpuszczaj, bo dostaniesz następne próbki.....a ja tego nie zdzierżę.
                                    • zyg_zyg_zyg Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:54
                                      > Nie podpuszczaj, bo dostaniesz następne próbki....

                                      W temacie na pewno nie dostanie, gwarantuję... :-) No chyba, żeby Marek zaliczył ten kawałek z "byłam głodna" do ilustracji potwornego podniecenia i wyładowania w wydaniu kobiety... ;-)
                                      • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:56
                                        zyg_zyg_zyg napisała: No chyba, żeby Marek zaliczy
                                        > ł ten kawałek z "byłam głodna" do ilustracji potwornego podniecenia i wyładowan
                                        > ia w wydaniu kobiety... ;-)

                                        Błagam.....nie podpuszczaj...plisss
                                  • zyg_zyg_zyg Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:51

                                    > Czy ktoś pamięta jakikolwiek fragment z Marka, w którym choć raz to kobieta prz
                                    > eżywa potworne podniecenie i wyładowanie? :)

                                    Pytasz tak, jakby potworne podniecenie i wyładowanie było kobietom do czegoś w ogóle potrzebne... Przecież co innego jest ważne.
                                • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:40
                                  www.filmweb.pl/film/Przerwane+obj%C4%99cia-2009-399213
                                  Czasami życie stawia nam przeszkody i musimy dokonać wyboru, czasami nic nie stawia...przy odrobienie dobrej woli i barku własnych dokonań można nawet czuć się wybrańcem.
                                  Nie do Ciebie piję osobiście. Wierzę że jesteś szczęśliwy z Twoją żoną, ze świetnie się dobraliście. Ja też tak mogłabym żyć i być szczęśliwa. Ale z kimś szczególnym i mądrym. Pewnie kimś takim jesteś w oczach swojej żony, inaczej nie byłoby to możliwe.
                                  • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 21:58
                                    Dzięki. Dziewczyny, ja nie mogę pisać, jak odczuwa wszystko kobieta, bo tego nie wiem. Piszę z męskiego punktu widzenia. Nie mam pretensji do pisarki-kobiety, że nie opisuje, jak odczuwa facet, bo o na tego tez nie wie.
                                    Oczywiscie, dla mojej żony jestem wyjątkowy, dla Was moge być bufonem i grafomanem. Literatura, w przeciwieństwie do sportu jest niemierzalna i macie pełne prawo odrzucić mój punkt widzenia. Jest taki, że facet powinien być mądry, silny i zapewnić swojej kobiecie fajne życie. tak więc, wracajac do tematu, jesli taki facet prosi swoja kobietę o piwo, ta nie awanturuje się i zwyczajnie mu je przynosi.
                                    • urquhart Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 22:59
                                      marek.zak1 napisał:

                                      > Dzięki. Dziewczyny, ja nie mogę pisać, jak odczuwa wszystko kobieta, bo tego ni
                                      > e wiem. Piszę z męskiego punktu widzenia. Nie mam pretensji do pisarki-kobiety
                                      > , że nie opisuje, jak odczuwa facet, bo o na tego tez nie wie.

                                      Ale będąc uważny to możesz wyłapać tu sporo pikantnych pojechanych wkręcających forumowych babskich zwierzeń o seksie i powinieneś się świeżyzną zainspirować literacko zamiast powtarzać schematy :)
                                    • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 23:18
                                      Mnie tam nie przestaje dręczyć kwestia, jak facet jest w stanie uzyskać wręcz potworne podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej kobiecie. Autopsja mi wskazuje, że to raczej mało możliwe, no ale może ja mam za małe cycki czy coś...
                                      • zyg_zyg_zyg Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 23:30
                                        > no ale może ja mam za małe cycki czy coś...

                                        No i młoda, młoda jeszcze jesteś, to nie znasz życia.
                                        • kag73 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 07.07.13, 23:36
                                          zyg_zyg_zyg napisała:

                                          > > no ale może ja mam za małe cycki czy coś...
                                          >
                                          > No i młoda, młoda jeszcze jesteś, to nie znasz życia.

                                          Otoz. Prawie to samo chcialam napisac:) Tak mniej wiecej.
                                      • rafill Znudzona i niepodniecona 07.07.13, 23:45
                                        sea.sea napisała:

                                        > Mnie tam nie przestaje dręczyć kwestia, jak facet jest w stanie uzyskać wręcz p
                                        > otworne podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej kobiecie. Autopsja mi wskazu
                                        > je, że to raczej mało możliwe, no ale może ja mam za małe cycki czy coś...

                                        Przy znudzonej i niepodnieconej to może trudno, ale przy odpychającej i agresywnej - to pewien typ się podnieca przecież - klienci domin. Opór i zakaz mogą być podniecające, według mnie w znacznie większym stopniu niż całkowita otwartość.
                                        Gdyby w całym kraju wprowadzić urzędowy zakaz malowania ławek na fioletowo w zielone grochy, to pewnie od razu pojawiłyby się takie ławki. A bez zakazu to raczej rzadkość :P
                                      • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 08:27
                                        sea.sea napisała:

                                        > Mnie tam nie przestaje dręczyć kwestia, jak facet jest w stanie uzyskać wręcz p
                                        > otworne podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej kobiecie. Autopsja mi wskazu
                                        > je, że to raczej mało możliwe, no ale może ja mam za małe cycki czy coś...

                                        A kto Ci powiedział że nie jest podniecona? Może jest dobrą aktorką, wiedzącą czego naprawdę pragnie? ( mąż, spokój, bezpieczeństwo, kasa) Albo...wielka wyobraźnia faceta vel rozhukane, nieadekwatne ego powodują ze on tego nawet nie zauważa/nie jest mu to potrzebne. Jest jeszcze trzeci wątek.....najbardziej możliwy. Ona go kocha. Za tą opiekę, za kasę, za bezpieczeństwo. Niesamodzielne kobiety mają zupełnie inne standardy. Niesamodzielność widzę nie tylko jako brak swojego źródła utrzymania, chociaż jest to czynnik bardzo ważny. Nie widziałyście tego nigdy?
                                        • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 08:41
                                          To, że go kocha za opiekę, nie oznacza, że w trakcie kopulacji jest podniecona :] BTW jęki i wicie się da się odegrać, a i owszem, ale wtedy i tak nie ma tego "czegoś", tej specyficznej emocjonalnej aury, tych wyładowań w powietrzu, które to dopiero według mojej autopsji są w stanie spowodować u partnera podniecenie, które można nazwać wręcz potwornym - oraz ogólne wyładowanie będące czymś więcej niż silnym spustem z krzyża.
                                          • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 09:40
                                            Właśnie - specyficzna, emocjonalna aura, jak a panuje między dwojgiem kochającymi się ludźmi. Tak było od zawsze :).
                                            Gdy u faceta nastepuje ,,potworne" podniecenie i wyładowanie, naprawdę nie ma miejsca na zdrady i masturbację przy kompie czy pod prysznicem.
                                            Przechodzenie do innego wymiaru, zapominanie gdzie i kim się jest jest niesamowitym przeżyciem, którego wszystkim Wam życzę.
                                            Idę do mojej korpo. Nara :)
                                          • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 18:54
                                            sea.sea napisała:

                                            > To, że go kocha za opiekę, nie oznacza, że w trakcie kopulacji jest podniecona
                                            > :] BTW jęki i wicie się da się odegrać, a i owszem, ale wtedy i tak nie ma tego
                                            > "czegoś",

                                            No to jeśli wysupłamy podniecenie ze wszystkich towarzyszących uczuć.. Kitty chyba pisała że kręcą ją faceci, którymi pogardza;)
                                      • hello-kitty2 Re: podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej 23.07.13, 15:26
                                        sea.sea napisała:

                                        > Mnie tam nie przestaje dręczyć kwestia, jak facet jest w stanie uzyskać wręcz p
                                        > otworne podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej kobiecie. Autopsja mi wskazu
                                        > je, że to raczej mało możliwe, no ale może ja mam za małe cycki czy coś...

                                        Przyznaje nie wczytalam sie do konca w watek ale jestem pewna, ze facet moze spokojnie podniecic sie (nie wiem czy powtornie) przy znudzonej i niepodnieconej kobiecie. Dowodem na to sa zwiazki w ktorych seks ze stony kobiety kuleje ale poniewaz ona ma fajne cycki i dupe a do tego talie, to jej facet zawsze sie bedzie sie przy niej podniecal wystarczy, ze przejdzie w bieliznie. Jemu moze bedzie odechciewac sie ja posuwac wiedzac jaki trefny bedzie seks ale ona bedzie go pociagac. Bo faceci podniecaja sie wlasnie wygladem. Tez tego nie rozumiem jak mozna podniecac kims kto mnie nie pragnie? Mnie to odpycha. Mnie podnieca czyjes nakrecenie a nie jego dupa. U facetow odwrotnie dlatego babki robia cycki. I nie ma chuja, tez kiedys w to nie moglam uwierzyc, wyglad jest najwazniejszy. W sumie to stawia faceta w moich oczach w pozycji hmm glaba? :) Ale chyba sie natury nie przeskoczy. Tak musi byc?
                                        • that.bitch.is.sick Re: podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej 23.07.13, 16:51
                                          hello-kitty2 napisała:

                                          Tez tego nie rozumiem jak
                                          > mozna podniecac kims kto mnie nie pragnie? Mnie to odpycha. Mnie podnieca czyje
                                          > s nakrecenie a nie jego dupa. U facetow odwrotnie dlatego babki robia cycki. I
                                          > nie ma chuja, tez kiedys w to nie moglam uwierzyc, wyglad jest najwazniejszy. W
                                          > sumie to stawia faceta w moich oczach w pozycji hmm glaba? :) Ale chyba sie na
                                          > tury nie przeskoczy. Tak musi byc?

                                          Kitty nie uogólniaj i utożsamiaj z naturą swojego punktu widzenia. Dla mnie jesteś przykładem(na podstawie twoich wpisów) kobiety zdolnej jedynie do utożsamiania się z męskim podnieceniem. Nie wiem jak wygląda albowiem ja między innym tak nie mam i czy istnieje twoja indywidualna seksualność czy ona kształtuje się tylko w relacji do kogoś. Bo jeśli jesteś zdolna do podniecenia jedynie w relacji do czyjegoś podniecenia to nie jest naturalne, ani zdrowe i myślę że wyczerpuje definicję oziębłości kobiecej w tradycyjnym rozumieniu tego słowa(bo w seksuologii już współcześnie się takich pojęć nie stosuje).
                                          Kobieta której reakcje kształtuje mężczyzna i jego reakcje a jej podniecenie jest jakby światłem odbitym to dla mnie synomim skrzywionej psychiki
                                          . Nie wiem czy istotnie tak masz czy piszesz jak zwykle bez pomyślunku ale ja żeby mnie podniecał facet nie muszę mu się podobać, ba on nawet nie musi mnie widzieć;). To ja wybieram będąc kobietą w kim wzbudzam podniecenie. Facetowi wystarczy widzieć niezbyt szpetną (a czasem nawet szpetną) gołą babę żęby być gotowym do odbycia stosunku. Zupełnie nie dlatego kobiety robią sobie cycki, one robią sobie po to żeby wybierać. Nic dziwnego że ty tego nie rozumiesz, będąc jak alkoholik uzależniona od reakcji innych ludzi.
                                          • lampardzikus Re: podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej 23.07.13, 16:59
                                            Jedno i drugie wydaje mi się uogólnieniem. Baby robią sobie cycki z rożnych względów. Tak myślę. Bo ALBO chcą wybierać ALBO chcą być wybierane. Jest też pewnie margines (w sensie że mało) takich, które lubią przed lustrem widzieć zrobione cycki. Albo chcą pokazać się przed konkurencją że mają zrobione.
                                            • that.bitch.is.sick Re: podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej 23.07.13, 17:09
                                              lampardzikus napisał:

                                              > Jedno i drugie wydaje mi się uogólnieniem. Baby robią sobie cycki z rożnych wzg
                                              > lędów. Tak myślę. Bo ALBO chcą wybierać ALBO chcą być wybierane. Jest też pewni
                                              > e margines (w sensie że mało) takich, które lubią przed lustrem widzieć zrobion
                                              > e cycki. Albo chcą pokazać się przed konkurencją że mają zrobione.

                                              Bzdura, jakoś nie spotkałam się z kobietą która miałaby realny problem ze znalezieniem faceta który by ją dmuchnął (chyba że problem z własną psychiką). Nawet gruba brzydka i stara znajdzie sobie takiego. Więc motywacji do bycia wybieraną nie widzę, co najwyżej wybierać tego przez kogo będzie wybraną.
                                              • that.bitch.is.sick Przykład 23.07.13, 17:12
                                                Ty lampardzikus nie znasz mnie, nie wiesz jak wyglądam a przecież chcesz mnie dmuchnąć nie od dziś, co nie?;)
                                                • lampardzikus Re: Przykład 23.07.13, 18:03
                                                  Ależ skąd. Poza tym jesteś złym przykładem. Nie że jesteś zła, tylko to zły przykład. Bo to bardziej skomplikowane niż Ci się wydaje.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Przykład 23.07.13, 23:14
                                                    lampardzikus napisał:

                                                    > Ależ skąd. Poza tym jesteś złym przykładem. Nie że jesteś zła, tylko to zły prz
                                                    > ykład. Bo to bardziej skomplikowane niż Ci się wydaje.

                                                    Wiem, przecież wiesz o co mi chodzi. Rozmawialiśmy o tym. Ale popatrz przecież dla niektórych to takie proste:))))
                                                  • lampardzikus Re: Przykład 24.07.13, 10:50
                                                    Ciekawe dla kogo, to takie proste ;). W zasadzie stwierdzam, że nic nie jest proste w tej sferze. Węzeł na węźle. Dlatego ludzie chwytają się spontanu - bo tego nie kumają. Bo też działanie wg pewnej metodologii daje tylko cząstkowe efekty. A nieraz nawet bardzo cząstkowe.
                                              • lampardzikus Re: podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej 23.07.13, 18:06
                                                Ale nie mówimy tu tylko o dmuchaniu. Dmuchnąć można sobie nawet lalę. ;)
                                              • rafill Re: podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej 23.07.13, 20:28
                                                that.bitch.is.sick napisała:

                                                > Bzdura, jakoś nie spotkałam się z kobietą która miałaby realny problem ze znale
                                                > zieniem faceta który by ją dmuchnął (chyba że problem z własną psychiką). Nawet
                                                > gruba brzydka i stara znajdzie sobie takiego. Więc motywacji do bycia wybieran
                                                > ą nie widzę, co najwyżej wybierać tego przez kogo będzie wybraną.

                                                Nom, to fakt, znaleźć - znajdzie. Pytanie tylko czy patrząc na tego faceta, który raczył zaszczycić ją adoracją będzie musiała iść na kompromis sama ze sobą i na jak daleki. I czy to wogóle przełknie:)
                                                Im wyższe aspiracje w porównaniu z możliwościami, tym wyższe ryzyko, że nic z tego nie będzie.
                                            • aniuki Re: podniecenie przy znudzonej, niepodnieconej 23.07.13, 21:05
                                              a tu się cycki przydały do szerzenia wiedzy o przepisach ruchu drogowego :P

                                              www.wykop.pl/ramka/1572815/dziewczyny-na-motocyklach-ustap-miejsca-zobaczysz-cycki/

                                          • hello-kitty2 Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 19:54
                                            that.bitch.is.sick napisała:

                                            Zupełnie nie dlatego kobiety robią sobie cycki, one rob
                                            > ią sobie po to żeby wybierać

                                            Bo faceci leca na cycki, dlatego one moga wybierac. Gdyby nie lecieli to by nie robily.

                                            Nic dziwnego że ty tego nie rozumiesz, będąc jak
                                            > alkoholik uzależniona od reakcji innych ludzi.

                                            Nie ponizaj mnie, nie jestem uzalezniona jak alkoholik od reakcji innych ludzi. Wiele kobiet kreci napalony partner. I nigdzie nie napisalam ze to jest jedyny powod mojego podniecenia.

                                            Cokolwiek bys nie napisala na moja niekorzysc to i tak nie ma sensu, bo faceci leca na cycki :)))))))
                                            • kag73 Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 21:12
                                              "Cokolwiek bys nie napisala na moja niekorzysc to i tak nie ma sensu, bo faceci leca na cycki :)))))))"

                                              albo/i na tylki:))
                                              • that.bitch.is.sick Faceci lecą na dziurę 23.07.13, 22:21
                                                kag73 napisała:

                                                > "Cokolwiek bys nie napisala na moja niekorzysc to i tak nie ma sensu, bo faceci
                                                > leca na cycki :)))))))"
                                                >
                                                > albo/i na tylki:))

                                                Albo na cipki. Ale o co chodzi? Nie bardzo rozumiem co to ma do rzeczy? Przecież ja nie piszę tego przeciwko tobie tylko dla twojej refleksji i korzyści. Chyba tu na forum nie masz komu imponować i można sobie pogadać. No chyba że serio za wielki zaszczyt uważasz że ktoś chce Cię wyruchać? Serio? Tak rzadko ci się to zdarza? ;)
                                                • hello-kitty2 Re: Faceci lecą na dziurę 23.07.13, 23:28
                                                  that.bitch.is.sick napisała:

                                                  No chyba że serio
                                                  > za wielki zaszczyt uważasz że ktoś chce Cię wyruchać? Serio? Tak rzadko ci się
                                                  > to zdarza? ;)

                                                  Nie nie uwazam tego za zaszczyt. Jakie to ma w ogole znaczenie jak czesto ktos chce mnie wyruchac, skoro postanowilam uprawiac seks tylko z milosci :)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci lecą na dziurę 24.07.13, 00:47
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > that.bitch.is.sick napisała:

                                                    >
                                                    > Nie nie uwazam tego za zaszczyt. Jakie to ma w ogole znaczenie jak czesto ktos
                                                    > chce mnie wyruchac, skoro postanowilam uprawiac seks tylko z milosci :)

                                                    To jakie w tym kontekście ma znaczenie na co lecą faceci, skoro "miłość" może się zrodzić nawet miedzy angielskim pacjentem, któremu bandaże na oczach przesłaniają zdolność oceny kształtów pośladków i klatki piersiowej a jego pielegniarką?:)) Chyba że się loppe podejmie zrozumienia twojej pokrętnej logiki, on nie widzi sprzeczności tam gdzie innym już opadają ręce:)
                                              • zawle Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 22:25
                                                kag73 napisała:

                                                > "Cokolwiek bys nie napisala na moja niekorzysc to i tak nie ma sensu, bo faceci
                                                > leca na cycki :)))))))"
                                                > albo/i na tylki:))

                                                To bardzo widoczne jest. Idziemy z moją córcią na siłkę w strojach sportowych. Dwoje chłopa ostentacyjnie gapi się na jej cycki. Czwóreczka- z wyrokowali. Dziękuję Bogu że Bóg mnie tak szczodrze nie wyposażył.Z czym musi się borykać moje dziecko....
                                                • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 22:36
                                                  zawle napisała:

                                                  > To bardzo widoczne jest. Idziemy z moją córcią na siłkę w strojach sportowych.
                                                  > Dwoje chłopa ostentacyjnie gapi się na jej cycki. Czwóreczka- z wyrokowali. Dzi
                                                  > ękuję Bogu że Bóg mnie tak szczodrze nie wyposażył.Z czym musi się borykać moje
                                                  > dziecko....

                                                  Nie chcę być niedelikatna ale ja też wolę nastkę od czterdziestki:)
                                                  • kag73 Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 23:19
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    > Nie chcę być niedelikatna ale ja też wolę nastkę od czterdziestki:)

                                                    Jestes dzis brutalna, Bitch!:)Najpierw, ze faceci leca na dziure, hmm...ja bym nawet powiedziala, ze leca na dziury.
                                                    Ale teraz wyobraz sobie, ze czterdziestaka jest lacha i ma te czworeczke(ile to jest "C" czy "D"?) a nastka plaska jak decha albo brzuch wiekszy od biustu(zdarzaja sie takie), to nie jest juz takie oczywiste na kim faceci by oko zawiesili:) Czyli nie wszystko stracone! Pocieszam sie:))
                                                  • aniuki Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 23:26
                                                    o właśnie :)
                                                    A nawet perwersyjnie pociągnę dalej temat pokoleniowy.
                                                    Wczoraj się widziałam ze znajomą (moja równolatka, czyli 37 lat). Nadwaga na moje oko 50. Zrobiło jej się tak po drugim dziecku.
                                                    Tymczasem jej matka weszłaby w moje dżinsy czyli rozmiar 38, w dodatku ostatnio regularnie trenuje sport (jeździectwo), podczas gdy córka po prostu zaprzestała wsiadać na konia (co uważam za rozsądne z pt widzenia konia).

                                                    Z trzeciej strony 13-letnia córka zupełnie innej znajomej ma taki mniej więcej biust jak ja obecnie.. a ja wykarmiłam swoim dwójkę niemowlaków. Uff te hormony w kurczakach...
                                                  • kag73 Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 23:32
                                                    Tak na marginesie, nie wiem jaki masz biust, ale przypuszczam, ze duzy:)
                                                    Hmm, nie na darmo mawia sie, ze "jednemu sie podoba matka a drugiemu corka".
                                                    Nie da sie ukryc, ze pewnych kanonow piekna nie da sie raczej przyskoczyc, 50 kg nadwagi to chyba dla jakiegos specjalnego "smakosza", z kolei jakas moze 58 latka niekoniecznie bedzie miala wziecie a ta malolata, hmm, coz dla tych, ktorych najbardziej kreci ten mlodzienczy rumieniec na twarzy, powiew mlodosci.
                                                    Ach, ludzie sa tak rozni, znam przypadki gdzie facet zostawial zone dla 10 lat starszej kobiety. Wiec wszysko jest mozliwe, zalezy od osobnika i okolicznosci i celu "znajomosci".
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 23:39
                                                    kag73 napisała:

                                                    >
                                                    > Jestes dzis brutalna, Bitch!:)Najpierw, ze faceci leca na dziure, hmm...ja bym
                                                    > nawet powiedziala, ze leca na dziury.
                                                    > Ale teraz wyobraz sobie, ze czterdziestaka jest lacha i ma te czworeczke(ile to
                                                    > jest "C" czy "D"?) a nastka plaska jak decha albo brzuch wiekszy od biustu(zda
                                                    > rzaja sie takie), to nie jest juz takie oczywiste na kim faceci by oko zawiesil
                                                    > i:) Czyli nie wszystko stracone! Pocieszam sie:))
                                                    >
                                                    Ja tak nie uważam, kag:)))). Ja chciałam pokazać zawle, na czym polega wchodzenie w tego typu rywalizację miedzy kobietami:).To śmieszne, kiedy sama się laska traktuje jak dziurę i jeszcze się z tego raduje. Nie ma przymusu, naprawdę.
                                                    Cycki dajmy na to muszą być do czegoś przytwierdzone. Jak są przytwierdzone do towaru brzydkiego, otyłego z marnym podwoziem to kto spojrzy na takie cycki? I co pasują wam takie klasyfikacje? Trzeba być durnym babskiem żeby się na to nabierać...:)

                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 23:51
                                                    Nastolatki widziałam bardzo nieatrakcyjne ale podobno mają inne walory których brakuje czterdziestkom, chyba że niektóre luksus panie do towarzystwa co sobie operacyjnie zwężają miłosną komnatę, czy jak to się nazywa? miłosny tunelik? :P bueee ohyda.
                                                  • kag73 Re: Faceci leca na cycki :) 24.07.13, 00:15
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Nastolatki widziałam bardzo nieatrakcyjne ale podobno mają inne walory których
                                                    > brakuje czterdziestkom, chyba że niektóre luksus panie do towarzystwa co sobie
                                                    > operacyjnie zwężają miłosną komnatę, czy jak to się nazywa? miłosny tunelik? :P
                                                    > bueee ohyda.

                                                    Co? Serio? Dobre! Chodzi o pochwe. A jak ktoras czterdziestka nie rodzila, albo miala cesearke? to przeciez tez jak "nowa" jak to mawia moja tesciowa:)
                                                    Zreszta ja tam mysle, ze jak u faceta dobrze dziala hydraulika to nie ma takich problemow.
                                                    Ach, moi zdaniem faceci i tak tendencyjnie za szybko dochodza(z moich doswiadczen, oczywiscie);)) Chocuaz nie zawsze chca szybko dochodzic;)
                                                    Moze wypowiedza sie panowie?:)
                                                  • hello-kitty2 Re: Faceci leca na cycki :) 24.07.13, 00:36
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Nastolatki widziałam bardzo nieatrakcyjne ale podobno mają inne walory których
                                                    > brakuje czterdziestkom, chyba że niektóre luksus panie do towarzystwa co sobie
                                                    > operacyjnie zwężają miłosną komnatę, czy jak to się nazywa? miłosny tunelik? :P
                                                    > bueee ohyda.

                                                    Atrakcyjne nastolatki to sa ale dla kogo? Przeciez nie dla czterdziestolatkow? A nawet gdyby byly to seks z takimi sie nastolatce w glowie nie miesci. Mi sie nie miescil. Dalej pochwa to jest przeciez miesien. Mozna sobie imadlo zrobic, nieodplatnie.
                                                  • kag73 Re: Faceci leca na cycki :) 24.07.13, 00:46
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    >
                                                    > Atrakcyjne nastolatki to sa ale dla kogo? Przeciez nie dla czterdziestolatkow?
                                                    > A nawet gdyby byly to seks z takimi sie nastolatce w glowie nie miesci. Mi sie
                                                    > nie miescil. Dalej pochwa to jest przeciez miesien. Mozna sobie imadlo zrobic,
                                                    > nieodplatnie.

                                                    Otoz, dla "normalnej" nastolatki taki 25 latek sie nazywa "stary", ale podkreslam dla "normalnej", niemniej jednak moze troche czasy sie zmienily i jakas poleci na kase czterdziwstolatka? Dopiero zreszta co wczoraj czyatalm na gazeta.pl o ogloszeniach "wynajmne mieszkanie za seks" albo "szukam mieszkania, zaplace w naturze" a chodzi czesto o studentki, kasy malo(nie maja nadzianych rodzicow), mieszkanie drogie... no oczy robie. podobnie mi opowiadla jedna, ze podobno w jakichs galeriach malolaty "lody" robia za nowe jeasy albo torebke. Czy to prawda czy bajki...nie wiem.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na cycki :) 24.07.13, 01:10
                                                    kag73 napisała:

                                                    >
                                                    > Otoz, dla "normalnej" nastolatki taki 25 latek sie nazywa "stary", ale podkresl
                                                    > am dla "normalnej", niemniej jednak moze troche czasy sie zmienily i jakas pole
                                                    > ci na kase czterdziwstolatka? Dopiero zreszta co wczoraj czyatalm na gazeta.pl
                                                    > o ogloszeniach "wynajmne mieszkanie za seks" albo "szukam mieszkania, zaplace w
                                                    > naturze" a chodzi czesto o studentki, kasy malo(nie maja nadzianych rodzicow),
                                                    > mieszkanie drogie... no oczy robie. podobnie mi opowiadla jedna, ze podobno w
                                                    > jakichs galeriach malolaty "lody" robia za nowe jeasy albo torebke. Czy to praw
                                                    > da czy bajki...nie wiem.

                                                    :))Nie no oczywiście że dla kitty rośnie konkurencja dla jej poszukiwań prawdziwej miłości i ona się denerwuje w sposób naturalny. Nastolatki z zajebistymi cycami, chętne żeby robić laskę starszym facetom którzy pod wpływem tego zalewu konkurencji mogą półgębkiem o takich jak kitty powiedzieć. s..... pudło;).
                                                    Kag bez urazy przecież chyba rozumiesz że to totalna głupota:) a pokolenie takich matek jak zawle wychowa swoje córki inaczej niż na prymitywnego jawiszona.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 00:56
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    >
                                                    > Atrakcyjne nastolatki to sa ale dla kogo? Przeciez nie dla czterdziestolatkow?
                                                    > A nawet gdyby byly to seks z takimi sie nastolatce w glowie nie miesci. Mi sie
                                                    > nie miescil. Dalej pochwa to jest przeciez miesien. Mozna sobie imadlo zrobic,
                                                    > nieodplatnie.

                                                    Jakoś się strasznie przejmujesz uzasadnieniami jak na szukającą miłości romantyczkę:) A co cię to obchodzi dlaczego lecą na nastolatki?:) Może są młode, wesołe i nie tak rozhisteryzowane strachem przed swoją menopauzą jak Ty:). Ale generalnie są po prostu widocznie młodsze od czterdziestek. A kobiety po co sobie robią botoksy, farbują siwe włosy, likwidują kurze łapki? Bo młodość jest synonimem atrakcyjności.
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 00:59
                                                    Oczywiście kitty rozumiesz żę się wydurniam nad twoją nerwową reakcją, a ten tytuł nie jest na poważnie:)
                                                  • mojemail3 Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 09:37
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    (...)"A kobiety po co sobie robią botoksy, farbują siwe włosy, likwidują kurze łapki? Bo młodość jest synonimem atrakcyjności".

                                                    Kobiety farbują siwe włosy,robią botoksy, bo średnia długość życia się wydłużyła i żadna 40 latka nie aspiruje do miana "babci" choć pod względem tempa przemiany pokoleń jest to jak najbardziej uzasadnione.Coraz pózniej mamy dzieci, chcemy dla nich być w dobrej kondycji i zdrowiu. Ale posiadania dziecka koło 40 tki nie jest niczym nowym, choć kiedyś( dzisiaj tez się zdarza) jest to kolejne dziecko, drugie,piąte, dziewiąte.

                                                    Oczywiście,że młodosć jest synonimem atrakcyjności, to bezdyskusyjne i jako prawie 40 tka nie kwestionuję tego,żeby sobie ego podbudowac. Takie są prawa natury i zdrowy samiec poleci na zdrową,młodą samicę która potencjalnie ma najlepsze możliwości rozrodcze...
                                                    Ale...świadomie chyba żaden męzczyzna nie myśli w tych kategoriach, kulturowo też oddzieliliśmy seks od prokreacji, więc może nie ma sensu drzec szat i strzępić sobie języka???

                                                    Poza tym mało jest przypadków par o dużej rozpiętości wiekowej, chyba jednak preferujemy seks z osobami " swojego pokolenia" ???
                                                    A może się mylę...

                                                  • kag73 Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 09:57
                                                    "Poza tym mało jest przypadków par o dużej rozpiętości wiekowej, chyba jednak preferujemy seks z osobami " swojego pokolenia" ???
                                                    A może się mylę.."

                                                    Czy seks? Moze niekoniecznie, ale zwiazek to juz raczej tak a zwiazek to nie tylko seks. Ogolnie raczej obcowanie z ludzmi w podobnym przedziale wiekowym najlepiej wychodzi, bo nie ma drastycznych roznic w postrzeganiu pewnych rzeczy i w oczekiwaniach od zycia/zwiazku, itd.
                                                  • mojemail3 Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 10:02
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Poza tym mało jest przypadków par o dużej rozpiętości wiekowej, chyba jednak p
                                                    > referujemy seks z osobami " swojego pokolenia" ???
                                                    > A może się mylę.."
                                                    >
                                                    > Czy seks? Moze niekoniecznie, ale zwiazek to juz raczej tak a zwiazek to nie ty
                                                    > lko seks. Ogolnie raczej obcowanie z ludzmi w podobnym przedziale wiekowym najl
                                                    > epiej wychodzi, bo nie ma drastycznych roznic w postrzeganiu pewnych rzeczy i w
                                                    > oczekiwaniach od zycia/zwiazku, itd.

                                                    Kag, bywa też tak, jak mi powiedział mąż : "nigdy nie przypuszczałem w młodości,że będę spał z tak starą kobietą"... i vice versa...
                                                  • kag73 Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 10:08
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > Kag, bywa też tak, jak mi powiedział mąż : "nigdy nie przypuszczałem w młodości
                                                    > ,że będę spał z tak starą kobietą"... i vice versa...

                                                    No oczywiscie, ze bywa, najczesciej tak wlasnie jest:) Bo dziwne, zeby ktos bedacy w udanym zwiazku nagle rzucal wszystko w diably i szukal seksu z mlodsza/mlodszym.Oczywiscie zdarzaja sie i tacy:)

                                                  • mojemail3 Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 10:10
                                                    kag73 napisała:
                                                    > No oczywiscie, ze bywa, najczesciej tak wlasnie jest:) Bo dziwne, zeby ktos bed
                                                    > acy w udanym zwiazku nagle rzucal wszystko w diably i szukal seksu z mlodsza/ml
                                                    > odszym.Oczywiscie zdarzaja sie i tacy:)

                                                    Kag, poza czynnikami, których nie kwestionuję jak "wielka miłość i zauroczenie" to chyba lęk przed przemijaniem i prosta potrzeba zachowania różnorodności genetycznej;-)
                                                  • kotoshi Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 10:16
                                                    kag73 napisała:

                                                    > "Poza tym mało jest przypadków par o dużej rozpiętości wiekowej, chyba jednak p
                                                    > referujemy seks z osobami " swojego pokolenia" ???
                                                    > A może się mylę.."
                                                    >
                                                    > Czy seks? Moze niekoniecznie, ale zwiazek to juz raczej tak a zwiazek to nie ty
                                                    > lko seks. Ogolnie raczej obcowanie z ludzmi w podobnym przedziale wiekowym najl
                                                    > epiej wychodzi, bo nie ma drastycznych roznic w postrzeganiu pewnych rzeczy i w
                                                    > oczekiwaniach od zycia/zwiazku, itd.

                                                    Kag, ja w moim otoczeniu nie znam chyba żadnego przypadku o dużej rozpiętości wiekowej w parach. Mój i mojego chłopaka (ponad 5 lat) to chyba największy. I przy tym czasem bywa to już przeszkodą - tj. w odniesieniu do towarzystwa. Ja nie czuję się dobrze na imprezach z jego znajomymi, on na imprezach z moimi też nie (zwłaszcza jeśli to są takie, że trzeba dużo rozmawiać i z założenia nie tańczy się i nigdzie nie łazi, np. grill u kogoś). Więc zgadzam się z Tobą, że ludzie schodzą się w podobnym przedziale wiekowym, jak widać ja i mój chłopak już podchodzimy po granicę :)
                                                  • mojemail3 Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 10:21
                                                    kotoshi napisała:
                                                    "(...)Mój i mojego chłopaka (ponad 5 lat) to chyba największy. I pr
                                                    > zy tym czasem bywa to już przeszkodą - tj. w odniesieniu do towarzystwa(...)"

                                                    Kotoshi, w "Twoim wieku" to rzeczywiście różnica kilkuletnia może urastac do rangi "różnicy", ja mam w związku taką samą różnicę, a różnicy mi to nie robi;-)

                                                    My chyba z Kag mamy na myśli związki typu 40 latka-20 latek, czy odwrotnie 40 latek i 20 latka...
                                                  • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 10:34
                                                    Marek (nomen omen...;) ) Kondrat i Antonina Turnau - to z drugiego końca takich związków.
                                                    Ale to chyba wyłącznie niemal domena celebrytów.
                                                    Ja z tzw. zwykłego życia znam jedno małżeństwo z różnicą 20 chyba paru lat - rozpadło się po kilku latach i 2 dzieci - ale chyba bardziej z powodu różnicy charakterów a nie wieku, bo oboje byli z gatunku wysokolibidowych osobników alfa o ewidentnych walorach cielesnych.
                                                  • jesod Nomen omen 24.07.13, 10:54
                                                    zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:
                                                    > Marek (nomen omen...;) )

                                                    No, tak... To nie było trudne do przewidzenia. :)

                                                    zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:
                                                    > Ale to chyba wyłącznie niemal domena celebrytów.

                                                    Chyba miało być domina...? :)))))
                                                  • kotoshi Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 11:00
                                                    zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:

                                                    > Marek (nomen omen...;) ) Kondrat i Antonina Turnau - to z drugiego końca takich
                                                    > związków.

                                                    Wrzuciłam do netu - on jest starszy o 39 lat!
                                                    Czy wyobrażacie sobie związek z kimś starszym o 39 lat?
                                                    Żeby nie było - to nie moja sprawa (niech się dobrze bawią, skoro im pasuje), natomiast mam prawo myśleć, że sobie nie wyobrażam.
                                                  • lampardzikus Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 11:04
                                                    No nie przesadzajmy. Co to jest 39 lat... W przypadku psów - to rzeczywiście byłoby sporo ;) ;). Ale w przypadku ludzi? Przecież on zyje ; ) ;) ;)
                                                  • kotoshi Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 10:47
                                                    mojemail3 napisała:
                                                    > Kotoshi, w "Twoim wieku" to rzeczywiście różnica kilkuletnia może urastac do ra
                                                    > ngi "różnicy", ja mam w związku taką samą różnicę, a różnicy mi to nie robi;-)
                                                    >
                                                    > My chyba z Kag mamy na myśli związki typu 40 latka-20 latek, czy odwrotnie 40 l
                                                    > atek i 20 latka...

                                                    To tym bardziej się nie widzę (z 40-latkiem), mój tato ma 44 lata!
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 13:31
                                                    kotoshi napisała:

                                                    > Kag, ja w moim otoczeniu nie znam chyba żadnego przypadku o dużej rozpiętości w
                                                    > iekowej w parach. Mój i mojego chłopaka (ponad 5 lat) to chyba największy. I pr
                                                    > zy tym czasem bywa to już przeszkodą - tj. w odniesieniu do towarzystwa. Ja nie
                                                    > czuję się dobrze na imprezach z jego znajomymi, on na imprezach z moimi też ni
                                                    > e (zwłaszcza jeśli to są takie, że trzeba dużo rozmawiać i z założenia nie tańc
                                                    > zy się i nigdzie nie łazi, np. grill u kogoś). Więc zgadzam się z Tobą, że ludz
                                                    > ie schodzą się w podobnym przedziale wiekowym, jak widać ja i mój chłopak już p
                                                    > odchodzimy po granicę :)

                                                    Nie chodzi o pary tylko o seks i atrakcyjność seksualną. Znowu takie rozmywanie tematu na pitu pitu. Przyjaciele pana Fibaka czyli tzw." ludzie bogaci i z klasą" (klasy nie potwierdzam) nie będą szukali kobiet czterdziestoletnich ani kobiet brzydkich - żeby z nimi przeżyć przygodę.
                                                  • mojemail3 Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 13:37
                                                    that.bitch.is.sick napisała:
                                                    >" Nie chodzi o pary tylko o seks i atrakcyjność seksualną. Znowu takie rozmywanie
                                                    > tematu na pitu pitu. Przyjaciele pana Fibaka czyli tzw." ludzie bogaci i z kla
                                                    > są" (klasy nie potwierdzam) nie będą szukali kobiet czterdziestoletnich ani kob
                                                    > iet brzydkich - żeby z nimi przeżyć przygodę(...)"

                                                    Bitch, nie samą atrakcyjnością seksualną człowiek żyje, a ja mam na tyle szacunku do swojego starego ciała,żeby go byle komu nie pokazywać;-)

                                                    Potencjalne przyjaciółki pana Fibaka i jemu podobnych, to dosć szczególny rodzaj kobiet chyba...
                                                  • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 13:50
                                                    Przyjaciele pana Fibaka i ich jedno/kilkunocne przygody... :(
                                                    Żenujące zjawisko i sam Fibak zdecydowanie również.
                                                    Taka agencja tyle, że w aksamitnych rękawiczkach, jedwabnych majtkach, znajomością języków (biegły francuski to podstawa....) i z dyplomem wyższej uczelni.
                                                    Koneserzy malarstwa i młodych ciał, których właścicielki wiedzą co, z kim i za ile robią.

                                                    Przygody to miał Tomek Wilmowski ;) ;)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 14:11
                                                    zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:

                                                    > Przyjaciele pana Fibaka i ich jedno/kilkunocne przygody... :(
                                                    > Żenujące zjawisko i sam Fibak zdecydowanie również.
                                                    > Taka agencja tyle, że w aksamitnych rękawiczkach, jedwabnych majtkach, znajomoś
                                                    > cią języków (biegły francuski to podstawa....) i z dyplomem wyższej uczelni.
                                                    > Koneserzy malarstwa i młodych ciał, których właścicielki wiedzą co, z kim i za
                                                    > ile robią.
                                                    >
                                                    > Przygody to miał Tomek Wilmowski ;) ;)

                                                    Ale co to ma do rzeczy, ja nie rozumiem tych waszych wypowiedzi. Być może zorzyk gitarzysta basowy musi się zadowolić ciałem które mu w wyniku internetowych działań w ręce wpadnie w wyniku mechanizmów rynkowych, natomiast przyjaciele pana Fibaka mają możliwość przebierania. Dlaczego Zorżyk wypowiada się o tym z taką wyższością? Czyżby łudził się że jest lepszy a jego dążenia i preferencje są szlachetniejsze?
                                                    Sam akces do tak idiotycznej dyskusji, świadczy o tym że nie ma się co czuć specjalnie wyjątkowym. Mnie wyliczanie atrybutów atrakcyjności seksualnej nijak nie poniża bo się z tym nie utożsamiam. Dawno przestał być dla mnie nowiną i ekscytować fakt że jakiś chłop chce się ze mną przespać bo poleciał na moje cycki, tyłek czy wiek rozrodczy.
                                                    Najwyraźniej niektóre osoby się z tym utożsamiają, o czym właśnie miałaby być dyskusja i to jest właśnie żałosne. Stawiają wyżej jakieś atrybuty cielesne niż własną osobę - czyli istotę rozumną - wybrani jesteśmy gdy ktoś dostrzega naszą indywidualność. Gdy dostrzega naszą dupę, to jest mu kompletnie obojętne czy to ta dupa czy inna. Zawsze znajdzie się lepsza jeszcze na dodatek, wtedy nasza dupa pójdzie w odstawkę. To chyba jasne?
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 14:16
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Najwyraźniej niektóre osoby się z tym utożsamiają, o czym właśnie miałaby być d
                                                    > yskusja i to jest właśnie żałosne. Stawiają wyżej jakieś atrybuty cielesne niż
                                                    > własną osobę - czyli istotę rozumną - wybrani jesteśmy gdy ktoś dostrzega naszą
                                                    > indywidualność. Gdy dostrzega naszą dupę, to jest mu kompletnie obojętne czy t
                                                    > o ta dupa czy inna. Zawsze znajdzie się lepsza jeszcze na dodatek, wtedy nasza
                                                    > dupa pójdzie w odstawkę. To chyba jasne?

                                                    Tzn. ja mogę skorzystać z przygody kompletnie mi to nie przeszkadza, choć lepiej rozumiem panie co robią to dla korzyści finansowych w tej sytuacji. Kwestia właściwych proporcji. Mojemu poczuciu wartości własnej ani to ziębi ani grzeje.
                                                  • lampardzikus Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 17:25

                                                    > that.bitch.is.sick napisała:wybrani jesteśmy gdy ktoś dostrzega naszą indywidualność. Gdy dostrzega naszą dupę, to jest mu kompletnie obojętne czy to ta dupa czy inna

                                                    No ale ta indywidualność to też... dupa. Nie da się jednego oddzielić od drugiego. Nie da się dostrzec indywidualności bez-dupy. Bo nie ma ludzi bezdupnych. No chyba, ze gdzieś są... ;)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: Faceci leca na młode :) 25.07.13, 09:45
                                                    lampardzikus napisał:


                                                    >
                                                    > No ale ta indywidualność to też... dupa. Nie da się jednego oddzielić od drugie
                                                    > go. Nie da się dostrzec indywidualności bez-dupy. Bo nie ma ludzi bezdupnych. N
                                                    > o chyba, ze gdzieś są... ;)

                                                    No jeśli indywidualność sie miesza z dupą to jest ok. Ale jeśli jest tylko dupa, tak jak u tej lalki a indywidualność takiej kobiety/ faceta(jak w wątku elviry88) jest zbędnym balastem to twierdzę że nie ma co tego brać do siebie.
                                                  • lampardzikus Re: Faceci leca na młode :) 25.07.13, 12:23
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > lampardzikus napisał:
                                                    >
                                                    >
                                                    > >
                                                    > > No ale ta indywidualność to też... dupa. Nie da się jednego oddzielić od
                                                    > drugie
                                                    > > go. Nie da się dostrzec indywidualności bez-dupy. Bo nie ma ludzi bezdupn
                                                    > ych. N
                                                    > > o chyba, ze gdzieś są... ;)
                                                    >
                                                    > No jeśli indywidualność sie miesza z dupą to jest ok. Ale jeśli jest tylko dupa
                                                    > , tak jak u tej lalki a indywidualność takiej kobiety/ faceta(jak w wątku elvir
                                                    > y88) jest zbędnym balastem to twierdzę że nie ma co tego brać do siebie.
                                                    >

                                                    No tak. Balast jest do wyrzucenia. Ale też nie od razu... Trzeba wiedzieć kiedy go wyrzucić. To jest raczej niezabieranie indywidualności na pokład. Bo tam mieści się sama dupa.
                                                  • zawle Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 14:26
                                                    that.bitch.is.sick napisała: > Najwyraźniej niektóre osoby się z tym utożsamiają, o czym właśnie miałaby być d
                                                    > yskusja i to jest właśnie żałosne. Stawiają wyżej jakieś atrybuty cielesne niż
                                                    > własną osobę - czyli istotę rozumną - wybrani jesteśmy gdy ktoś dostrzega naszą
                                                    > indywidualność. Gdy dostrzega naszą dupę, to jest mu kompletnie obojętne czy t
                                                    > o ta dupa czy inna. Zawsze znajdzie się lepsza jeszcze na dodatek, wtedy nasza
                                                    > dupa pójdzie w odstawkę. To chyba jasne?

                                                    Myślę że przedstawiłaś tu dwa ekstremalne bieguny. Jeden w którym kobieta jest tylko ładnie uformowaną tkanką mięsną i drugi w którym jest tylko wnętrzem. Ale już nawet przedszkolaki wiedzą że ładnych dziewczynek się słucha, brzydkich już niekoniecznie. Ale łatwo jest ładnym dziewczynom wierzyć że ktoś leci na ich inteligencję i urodę ducha;) Tym brzydkim pozostaje pewność? Z domieszką zastanowienia czy to nie był zakład " czy dam radę przelecieć paszczura"? Więc?
                                                  • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 15:01
                                                    "Przyjaciele pana Fibaka" (że tę kategorię tak roboczo sobie nazwiemy) oczywiście mają możliwość przebierania - wynika to zasadniczo z racji ich pozycji finansowej, bo raczej niekoniecznie atrakcyjności fizycznej czy też intelektualnej.
                                                    Rzecz w tym, że owa kategoria nie przebiera - a KUPUJE (młode, zdolne, ładne - w zależności od upodobań i oferty rynkowej, że tak powiem).
                                                    Jest różnica ?
                                                    Bo dla mnie jest zasadnicza - nie ma to nic wspólnego z wyborem o jakim tu dyskutujemy.
                                                  • zawle Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 17:28
                                                    zorzyk.gitarzysta.basowy napisał: > Rzecz w tym, że owa kategoria nie przebiera - a KUPUJE (młode, zdolne, ładne -
                                                    > w zależności od upodobań i oferty rynkowej, że tak powiem).

                                                    No i ? Nie wiem chyba co chodzi. O to że laski robią sobie cycki żeby się lepiej sprzedać? I się z ze swoim wyglądem utożsamiają? Jest dla nich nadmiernie ważny? Inwestują w co mają. Sprzedają to co mają. na rynku seksualno-matrymonialnym chyba tak się dzieje od zawsze? I co w tym złego?
                                                  • aniuki Re: Faceci leca na młode :) 25.07.13, 02:29
                                                    Dla mnie tez jest różnica między życiem ze sponsoringu i robieniem sobie w międzyczasie cycków w nadziei, że się na kolejnym "jachtingu" opalony rekin biznesu zakocha się bez pamięci
                                                    - a kokietowaniem swymi walorami cielesnymi/intelektualnymi mężczyzn ze swego środowiska/otoczenia. W nadziei na to samo w gruncie rzeczy, ale jest subtelna różnica w środkach prowadzących do celu.
                                                  • hello-kitty2 Re: Faceci leca na młode :) 24.07.13, 13:15
                                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                                    > Jakoś się strasznie przejmujesz uzasadnieniami jak na szukającą miłości romanty
                                                    > czkę:) A co cię to obchodzi dlaczego lecą na nastolatki?:) Może są młode, wesoł
                                                    > e i nie tak rozhisteryzowane strachem przed swoją menopauzą jak Ty:). Ale gener
                                                    > alnie są po prostu widocznie młodsze od czterdziestek. A kobiety po co sobie ro
                                                    > bią botoksy, farbują siwe włosy, likwidują kurze łapki? Bo młodość jest synonim
                                                    > em atrakcyjności.

                                                    Dla mnie to akurat nie jest problem, bo ja nie szukam mlodszego faceta, tak mi sie zmienilo, ze juz mnie nie kreca. A dla tych w moim wieku albo starsztch jestem wciaz bardzo atrakcyjna. Moge Ci wyslac najnowsze zdjecie, jak nie wierzysz :) Ale nie wiem czy dasz rade wejsc w skore czterdziestolatka, zeby je ocenic? :-) Swoj wiek przyjmuje z pokora, swoje przezylam wiec luz.
                                              • hello-kitty2 Re: Faceci leca na cycki :) 23.07.13, 23:31
                                                kag73 napisała:

                                                > "Cokolwiek bys nie napisala na moja niekorzysc to i tak nie ma sensu, bo faceci
                                                > leca na cycki :)))))))"
                                                >
                                                > albo/i na tylki:))

                                                Tak jest, cycki to haslo, ogolnie na fizycznosc, moze byc np na piekna talie, a tylek to chyba prowadzi :)
                                    • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 16:59
                                      > Dzięki. Dziewczyny, ja nie mogę pisać, jak odczuwa wszystko kobieta, bo tego nie wiem. Piszę > z męskiego punktu widzenia.

                                      A tak mi się skojarzyło - małżonka by nie mogła podpowiedzieć tego czy owego?
                                      • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 19:20
                                        Poprosiłem. Podeszła, przejrzała moje wpisy i powiedziała, że nie wypowiada się na forum. Jest introwertyczką z charakteru.
                                        A jak pamiętam, Kitty ma słabośc do facetów, których sie (triohę) boi, nie pogardza.
                                        • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 19:41
                                          Ale mi nie o to chodziło, żeby się wypowiadała na forum. Cytuję:

                                          > Dzięki. Dziewczyny, ja nie mogę pisać, jak odczuwa wszystko kobieta, bo tego nie wiem. Piszę > z męskiego punktu widzenia.

                                          Żona Ci nie może udostępnić swojego wglądu w żeński punkt widzenia? Jak można żyć z kobietą 35 lat i jednocześnie twierdzić, że się nie ma pojęcia o tym, co może odczuwać kobieta w różnych sytuacjach? :)

                                          Ciekawe, jak to robi taki - pierwszy z brzegu -Janusz Leon Wiśniewski, który moim zdaniem jest potwornym grafomanem, ale ma jednocześnie ma opinię znawcy żeńskich dusz. Może on jest po prostu łysiejącą kryptobabą :D
                                          • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 19:46
                                            Nie jestem znawcą kobiecych dusz i dlatego z zainteresowaniem czytam, co piszecie. Przyznaję, wypowiedzi facetów mnie mało interesują.
                                            • sea.sea Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 19:51
                                              Z zainteresowaniem, ale ewidentnie bez zrozumienia, bo Twoje porady dla sfrustrowanych małżonek bardzo mi przypominają to, co możemy przeczytać tutaj ---> www.agnieszka.com.pl/seksistowskie_i_szowinistyczne.htm :]
                                              • rafill Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 19:57
                                                sea.sea napisała:

                                                > Z zainteresowaniem, ale ewidentnie bez zrozumienia, bo Twoje porady dla sfrustrowanych małżonek bardzo mi przypominają to, co możemy przeczytać tutaj ---> www.agnieszka.com.pl/seksistowskie_i_szowinistyczne.htm :]

                                                Ej, te porady są chujowe !
                                                Ja nie lubię gotowanego jedzenia, wolę pieczone, a tam jest wyraźnie napisane "ugotuj mu posiłek".
                                                Poza tym, co chwila radzi się seks oralny, a ja bym anala wolał.
                                                Do kitu z takimi poradami, jakaś baba to pisała chyba...
                                                • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 20:43
                                                  Do kitu z takimi poradami, jakaś baba to pisała chyba...

                                                  Rafillu - Kasia to na pewno baba.
                                              • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 20:42
                                                Odpowiedzi Kasi są bardzo zabawne.
                                                A swoją droga skąd bierze się frustracja, nawet w tm temacie? Często z zupełnego niezrozumienia męskiej psychiki. Sfrustrowane małżonki mogą skorzystać z rad obecnych na forum i nie tylko kobiet. Nikt im tego nie broni.
                                        • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 22:35
                                          marek.zak1 napisał:

                                          > Poprosiłem. Podeszła, przejrzała moje wpisy i powiedziała, że nie wypowiada się
                                          > na forum. Jest introwertyczką z charakteru.
                                          > A jak pamiętam, Kitty ma słabośc do facetów, których sie (triohę) boi, nie poga
                                          > rdza.

                                          Nie znam Kitty zbyt dobrze ale na bojaźliwą nie wygląda:)
                                        • zawle Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 22:35
                                          marek.zak1 napisał:

                                          > Poprosiłem. Podeszła, przejrzała moje wpisy i powiedziała, że nie wypowiada się
                                          > na forum. Jest introwertyczką z charakteru.

                                          A to jest cudne:)))
    • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 07:47
      Czytałem w weekend o związkach, miłości, zakochaniu. Właśnie, Wy też poczytajcie sobie, poczytaj Aniuki. Nie tylko terapeuci, ale i autoterapia via biblioterapia.

      I np. przeczytałem w jednej z książek, że kryzys w związku często dotyczy niezadowolenia, późnego niezadowolenia, z tej samej centralnej cechy która kiedyś tak bardzo zachwycała w partnerze. Tu byłaby to powiedzmy wielka spontaniczność a więc i niezorganizowanie partnera - on (nadal) nawet tej listy oczekiwań nie kwapi się spisać:))

      A w ogóle to ludzie mają tendencję do pewnego zmieniania się w połowie życia via rozwinięcie się cech, preferencji które za młodu były mało rozwinięte. Jest w tym "kryzysie wieku średniego" wbrew pozorom dużo nadziei, bo te zmiany wcale niekoniecznie są "na gorsze". On zdaje się jeszcze tak bardzo nie wszedł w tę fazę zmian, jak Ty (?)
      • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 08.07.13, 12:21
        Loppe, dzięki za ten wpis.
        Chyba odrobinkę wyprzedziłam Twoją radę, bo wczoraj zaczęłam robić listę lektur, zaczynając od tych dostępnych w lokalnej bibliotece :)

        To ciekawe z tą cechą "centralną", jakby oś, wokół której wszystko może się obrócić. Czyli nie jestem z tym sama we wszechświecie...

        Rozminięcie się faz rozwoju czy też dojrzałości to pierwsze co mnie zafrapowało, gdy zaczęłam się przyglądać sobie i mężowi z pewnego dystansu. Z tym, że naprawdę ja nie jestem typem szybko się zmieniającym i rozwijającym. Dojście do punktu w którym obecnie jestem zapewne zajmuje większości kobiet znacznie krótszy czas. A ja wszystko strasznie późno -późno skończenie studiów, późno pójście do stałej roboty, ślub po niemal 10 latach narzeczeństwa, dzieci tuż przed trzydziestką, własna firma gdy wszyscy z mojego roku dawno już mają DG... i tak dalej. Wychodzi na to, że spotkało się dwoje "opóźnionych", przedłużających sobie młodość i oddalających odpowiedzialność. I dopiero gdy jedno z nich (ja) wskoczyło w jakąś następną fazę a drugie (mąż) zostało w starej, to zaczęło przeraźliwie trzeszczeć.

        Czytałam gdzieś że przeciętny mężczyzna staje się dorosły w wieku 43 lat ;) ;) Uff to oznacza 4 ciężkie lata...

        A tak zupełnie serio, to ten kryzys jest dla mnie (i mam nadzieję dla mojego męża) czymś cholernie ważnym. Bolesnym ale bardzo już potrzebnym impulsem, żeby wreszcie nasze małżeństwo nie toczyło się tylko siłą rozpędu. Mam nadzieję, że to przewartościuje nasze spojrzenie na siebie, język jakim do siebie mówimy, sposób w jaki o sobie myślimy i jak postępujemy. Że jak w końcu zaczniemy ten wózek ciągnąć razem, to to będzie miało nową jakość. Ustalimy świadomie granice, które do tej pory były oznaczane na oślep i w szarpaninie....
        Bardzo być może, że data założenia tutejszego wątku będzie dla mnie symboliczną cezurą życiową.

        Rozmarzyłam się ;) tym myśleniem życzeniowym.
        A tymczasem listy jak nie ma tak nie ma.
        Ale sea sea słusznie zwróciła mi uwagę, że z "szantażem piwnym" pojechałam bez wyczucia.

        Dumam jeszcze nad jednym aspektem. Wszystko przez x. Pawlukiewicza którego słuchałam przy pracy do 5 rano..
        Czy moje chęci naprawy nie zabiją w mężu chęci zmian?
        Nie mogę go wiecznie popychać, sterować, ustawiać, korygować. Powinnam zarzucić wędkę i odejść w swoich sprawach. Zostawić książkę mimochodem w kuchni na stole. Rzucić w drzwiach: "aha, mam dziś spotkanie ws współuzależnienia, potem ci może opowiem co mi powiedzieli"
        A nie piłować, pytać, nagabywać, napierać, napierać napierać. Jeśli zostawię mu przestrzeń i czas, będzie mu łatwiej w to wejść swoją dziką męską ścieżką, która może być zupełnie inna niż moja, niż moje wyobrażenia.

        Z drugiej strony strach: że jeśli ja tym nie pokieruję, to on nie znajdzie w sobie chęci zmian. I będzie trwał w wegetacji emocjonalnej, piwie i swoim warsztacie-norze. I wmawiał sobie że jest OK.

        I jeszcze: szukam materiałów nt budowania męskich wzorców w sytuacji gdy ojciec biologiczny wcześnie odumiera syna.
        • urquhart mezczyzni_dojrzewaja_w_wieku_43_lat_kobiety_32 08.07.13, 14:28
          > Czytałam gdzieś że przeciętny mężczyzna staje się dorosły w wieku 43 lat ;) ;)
          > Uff to oznacza 4 ciężkie lata...

          Jak twój ma artystyczną dusze to na pewno dojrzeje później niż przeciętny :)
          Ale ciekawy trop, następny kamyczek do ogródka naukowców że harmonijne i optymalne związki są kiedy partner jest o dekadę starszy.
          www.emito.net/edukacja/artykuly/mezczyzni_dojrzewaja_w_wieku_43_lat_kobiety_32_1431573.html
    • losowylogin Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 11.07.13, 17:13
      U mnie dotarcie do rzeczywistości trwało jakieś trzy lata od tąpnięcia, samo się obojgu w głowach poukładało.
      • lampardzikus Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 11.07.13, 17:26
        Ale co znaczy, że się poukładało? Co to konkretnie znaczy?
        • losowylogin Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 11.07.13, 17:30
          Że wiemy dlaczego ze sobą jesteśmy (w każdym razie ja wiem) i że chcemy ze sobą być. Chociaż z seksem nadal słabo.
          • lampardzikus Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 11.07.13, 17:34
            A napiszesz więcej - dlaczego chcecie... choć z seksem słabo? I czy jest nadzieja na poprawę seksu...?
            I przepraszam że pytam, ale jesteś kobietą czy... mężczyzną?
            • losowylogin Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 11.07.13, 17:37
              Mężczyzną. Bo seks jest ważny ale można bez niego żyć, chociaż te nawracające kryzysy doprowadzają do szału.
              • lampardzikus Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 11.07.13, 17:44
                Owszem można bez niego żyć... Ale to co napisałeś - to doprowadza DO SZAŁU.
                Jest szansa na dialog, który doprowadzi do seksu?
                Zawsze się zastanawiałem nad tym: dwoje dorosłych ludzi. Ona i On. Seks - to przyjemność. Seks - to wspólna - z braku lepszego określenia - łączność między Nią a Nim. I nie są w stanie o tym rozmawiać albo po prostu któreś nie chce. Na zasadzie bądź co bądź nie bo nie...
                • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.07.13, 12:48
                  No ja przyznaję, że rok temu napisałabym tak jak kol. losowylogin. Że owszem ważny, ale bez też spoko, żyć się da.
                  Teraz po kilku iluminacjach ;) z których część nastąpiła po czytaniu wątków tego forum, uważam i robię inaczej.
                  Seks w związku jest czymś absolutnie nie do pominięcia - jeśli chcemy mieć zdrowy związek. Bezseksie i pogodzenie się z tym przez jedną ze stron, to równia pochyła.

                  • kruche_ciacho Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 12.07.13, 16:04
                    "Seks w związku jest czymś absolutnie nie do pominięcia - jeśli chcemy mieć zdrowy związek. Bezseksie i pogodzenie się z tym przez jedną ze stron, to równia pochyła."

                    Podpisuje sie recami i nogami ....
    • aniuki Miesiąc później 12.07.13, 13:18
      Stwierdzam, że przyjęta strategia "zaczynamy od łóżka" po początkowych ogromnych trudnościach okazała się dość skuteczna.
      Seks wrócił stopniowo, w kilku odsłonach. Trochę, jakby trzeba było to też wypracować..
      W zasadzie dopiero od kilku dni jest taki "jak dawniej". Przedtem to było jednak zawsze coś nie tak.. Tzn. szło jak po maśle, ale jednak albo w okrojonym zakresie, albo w formie jakiejś rozgrywki (jak w historii z piwem), albo przy moich stu wątpliwościach.

      Tu anegdotka.
      Cały czas nurtował mnie brak lub ograniczenie gry wstępnej, zwłaszcza pominięcie francuszczyzny, która była zawsze i wręcz stanowiła bazę. Moje myśli galopowały aż w stronę "skoro omija te rejony, to pewnie jednak mnie zdradzał, i z kochanką szalał oralnie, stąd ma blokadę w stosunku do żony" itp. czarne wizje.
      W końcu nie wytrzymałam i wypaliłam wprost, czy już w ogóle nie zamierza do tego wracać? I odpowiedź mnie powaliła. Brzmiała "O rany! Zapomniałem że coś takiego istnieje!!!" Wiem, że to brzmi mało wiarygodnie, ale ja uwierzyłam, bo zobaczyłam jego minę pt. "jak mogłem o czymś takim zapomnieć", a w sekundę potem już mogłam odczuć na sobie skutki tego powrotu. Ale zdumienie mnie nie opuszcza. Zapomnieć..
      No ale jest to wersja milsza niż wizja rozgrzanej oralem kochanki ;)

      Poza tym wracają takie małe rzeczy jak dotyk, znowu mnie troll obejmuje i łapie za cycki gdy stoję przy kuchni itp. więc pilnuję się by się od niego odruchowo nie opędzić ;)
      Wracają wszystkie małe gesty stanowiące o zaangażowaniu w akt. Wraca też częsta ochota z jego strony. Trudno tu opisywać, ale początkowo miałam wrażenie, że ja go w to wciągam za uszy. Teraz czuję się że odzyskałam go całego, że jego reakcja jest godna moje akcji że się tak wyrażę.
      Myślałam, że to nastąpi od razu. Błąd, to zajęło trochę czasu.
      • kruche_ciacho Re: Miesiąc później 12.07.13, 16:06
        Trzymam kciuki za Was.

        Ps. ja oralu nie lubie, mnie to akurat usypia..... taka dygresja ;)
        • aniuki Re: Miesiąc później 12.07.13, 16:45
          Dzięki za kciuki :)
          Przydadzą się bo to dopiero pierwszy krok wykonany! A ile jeszcze zostało.. terapeuci, piwa, listy oczekiwań, zapewne trochę mniej czy bardziej ciężkich rozmów..itp.. ale "jeszcze w zielone gramy, jeszcze nie umieramy"
          www.youtube.com/watch?v=NeWYgFQYAF0
          Co do dygresji: hm, ja wręcz przeciwnie.
          (Ale ja jestem mało typowym przykładem, bo jestem zadziwiająco monogamiczna a mąż jest moim jedynym partnerem, a w dodatku zostałam przez niego prawie w całości ukształtowana seksualnie ;) Jak się poznaliśmy w gówniarskim wieku, to on już z kilku pieców chleba próbował, w przeciwieństwie do mnie. Zatem przyjął rolę dumnego samca przewodnika. Jak już się pootwierałam, to zaczęliśmy iść bardziej ramię w ramię.
          Zwyczaj orala na start też pochodzi od niego, ale ja to szybko "kupiłam" i doceniłam. Aż mi ciężko sobie wyobrazić, że to może usypiać ;) )
          • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Miesiąc później 23.07.13, 14:35
            Jeden z NAPRAWDĘ niewielu wątków pisanych wyjątkowo szczerze i otwarcie, a przy tym bez "typowo kobiecych" emocji - czyta się twoje wywody Aniuki znakomicie, logiczne to wszystko, konkretne, pełne emocji ale przefiltrowane przez hmmm... jakąś taką dalekowzroczność ?
            :)
            tak czy inaczej też trzymam kciuki - powodzenia w działaniu :)
            • aniuki Re: Miesiąc później 23.07.13, 21:00
              Wow bardzo Ci dziękuję za tak pozytywny wpis.
              Może dalekosiężność wynika z daleko-wspominalności ;)
              Mając za sobą prawie 20 lat razem, chcąc nie chcąc zyskuje się jakąś perspektywę także w przód.

              W każdym razie bardzo mi Twoje słowa dziś pomogły. Bo akurat opanowały mnie ponure myśli, i sama niepotrzebnie się nakręcam (czekając na powrót męża z wyjazdu).

              A już myślałam, że nikt tego nie czyta ;)
              • wont Re: Miesiąc później 23.07.13, 22:31
                > A już myślałam, że nikt tego nie czyta

                Jeśli nie piszemy, to nie znaczy, że nie czytamy ;)
                Świetne forum, proszę pozdrowić sabata, rafilla czy tam jak się ten prosiaczek dzisiaj nazywa!
                • hello-kitty2 Re: Miesiąc później 23.07.13, 23:43
                  wont napisał:

                  > > A już myślałam, że nikt tego nie czyta
                  >
                  > Jeśli nie piszemy, to nie znaczy, że nie czytamy ;)
                  > Świetne forum, proszę pozdrowić sabata, rafilla czy tam jak się ten prosiaczek
                  > dzisiaj nazywa!

                  No wiesz z uwagi na przemiane jaka Sabat przeszedl okreslenie 'prosiaczek' to troche nie na miejscu :-) Chyba, ze to potraktowac pieszczotliwe :)

                  Ja tez czytam, moze nie od deski do deski ale czytam Aniuki, tylko bajki tytulowej nie kojarze, szczegol.
                  • aniuki Re: Miesiąc później 24.07.13, 00:26
                    hello-kitty2 napisała:


                    << bajki tytulowej nie kojarze, szczegol.

                    www.dzieci.bci.pl/strony/ptaki2/i_czapla.htm
                    ;)

                  • rafill Re: Miesiąc później 24.07.13, 16:55
                    hello-kitty2 napisała:

                    > No wiesz z uwagi na przemiane jaka Sabat przeszedl okreslenie 'prosiaczek' to t
                    > roche nie na miejscu :-) Chyba, ze to potraktowac pieszczotliwe :)

                    Może chodzi o prosiaczka z "Kubusia Puchatka" ? :)
                    • aniuki Re: Miesiąc później 25.07.13, 02:23
                      No ale pamiętasz, jak on się zapamiętale tarzał w kurzu, żeby odzyskać swój stary ulubiony wygląd? ;) Też nie pasuje.
            • aniuki Re: Miesiąc później 23.07.13, 21:01
              btw, specjalnie sobie taki seksowny nick znalazłeś ? ;)))
              w myślach brzmi mi on basem :P
              • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Miesiąc później 23.07.13, 21:30
                Czy seksowny - nie mam pojęcia, kwestia indywidualnych skojarzeń :)
                Jednym skojarzy się z niskim głosem, drugim z piosenką Młynarskiego (i coś w sumie na pewno jest na rzeczy) - a moje skojarzenie jest takim miksem skojarzeń z rolą basisty w dobrym rockowym numerze z w/wym tekstem i paroma jeszcze innymi zjawiskami.
                www.youtube.com/watch?v=2b_2BFQvw6o
                Koleżanka Kitka lubi przykłady, więc posłużę się przykładem - imiennym nieomal ;)
      • gomory Re: Miesiąc później 23.07.13, 21:00
        To wspaniale, że taka jesteś zadowolona z osiągnięć. Oby wszystko co najgorsze spotkało Cię do tej pory. i było już tylko przeszłością.
        Dzięki za wpisy.
        • aniuki Re: Miesiąc później 23.07.13, 21:10
          Po przeczytaniu pierwszego zdania miałam wrażenie, ze to sarkazm. Ale chyba nie :)
          Dzięki.

          Nie tyle może jestem zadowolona z osiągnięć, co bywam z nich zadowolona.

          Zostałam wciągnięta przez męża do łóżka parę razy, co można uznać za pewien sukces w zakresie punktu 1. Pozostałe punkty są jednak znacznie trudniejsze... I wciąż nie mogę powiedzieć, że jestem spokojna.
          • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Miesiąc później 10.08.13, 19:09
            Skoro nadal nic / niewiele piszesz - to chyba jasny sygnał, że idzie powoli ale systematycznie ku lepszemu :) - i oby tak dalej - trzymam kciuki byś z tego łóżka zbyt szybko nie wychodziła no i aby pozostałe pola waszych relacji również ulegały takim pozytywnym zmianom :)
            • aniuki Dwa miesiące później 20.08.13, 23:30
              Nie piszę, bo wszystko dzieje się powoli z uwagi na okoliczności zewnętrzne.
              Powód moich rozterek jest wciąż na wyjeździe zarobkowym 300 km ode mnie
              (tzw. sezon). Przez trzy tygodnie udało się spotkać łącznie może na trzy dni, pełne chaosu. Nieliczne chwile spokoju spędzaliśmy we czwórkę z dziećmi.

              Były dwie tury rozmów. Coś tam więcej wiemy i rozumiemy. Troszkę.
              Dystans mocno utrudnia. Te kilkanaście/kilkadziesiąt godzin wspólnie spędzonych było chwilami ciężkie, emocjonalne, ale dawało mi (nam?) siłę.
              Teraz gdy jestem tu znowu sama z dziećmi, a on tam - to mam zawahania. Czyli doły totalne.
              Mimo rozmów, zapewnień, dobrego bliskiego seksu, dającego nam radość i ulgę psychiczną od tej szamotaniny. Mimo tego.

              Słabo radzę sobie z faktem, że na wyjeździe jest niemal 24/7 sam na sam ze wspólniczką. Tworzą coś w rodzaju zespołu, takiego samego jak ja z nim tworzyłam 5-7 lat temu. Tylko, że w naszym zespole jeszcze była miłość, bliskość, seks i partnerstwo. W ich zespole jest tylko praca.
              Momentami cholernie trudno mi w to wierzyć z odległości tych 300 km.
              (tak, słyszę Wasz śmiech). A do tego zaczynam tęsknić, za tym całym cygańskim życiem.. i chyba za własną młodością. Zamiast się odciąć i patrzeć w przód.
              Muszę terapeutycznie pogadać ze znajomą, która ma męża tancerza. Tancerz miał do pary tancerkę, która była jego ex-dziewczyną. Prywatnie się rozstali, ale zawodowo dalej razem ćwiczyli, tańczyli w parze, jeździli na zawody etc. Podczas gdy ów tancerz był już mężem nowej kobiety. Długo tak się nie dało i skończyło się tym, że facet rzucił w ogóle taniec w parach i się przebranżowił.


              Ad rem: Zamierzam wstrzymać się z publikowaniem tutaj kolejnych odcinków. Rola seksu na tym etapie konfliktu wydaje się być trwale określona. Jeśli ulegnie zmianie, dam znać.

              Stary dobry seks stał się mostem nad lodowcem - czy też najgrubszą spośród kilku chwiejnych kładek. Budowa tej kładki była z mojej strony celowa, może nawet wyrachowana. W pewnym stopniu znowu posłużyłam się seksem, kurka wodna...
              OK, most jest, gotowy, działa. Wchodzimy na niego swobodnie z obu stron w każdej chwili. Ja wciaż więcej inicjuję, ale staram sobie ten fakt racjonalizować.
              Liczę na to, że wciąż korzystając z mostu, kolejny etap przepchniemy we wrześniu - gdy mąż znów zamieszka w domu jak biały człowiek. Ciekawe co będzie, bo już się przestawiłam na tryb żony marynarza. Ciekawe też, co zrobi moje niedawno obudzone libido. I jego.
              Nawet planów jest sporo - i to wspólnych. Więc jest sporo nadziei we mnie.

              -----
              Co do listy oczekiwań. Zakomunikowałam swoje, stopniowo trzeźwiejąc z marzeń i godząc się z tym, że ich spełnienie nie nastąpi zapewne nigdy. Ale sam fakt uświadomienia drugiej strony o tym i owym był od dawna bardzo potrzebny.
              Mąż stwierdził, że nie wymyślił niczego co chciałby konkretnie we mnie zmienić, oprócz jednej rzeczy: abym go wspierała. Czego zaiste nie robię - albo robię w bardzo ograniczonym stopniu (i co gorsza umiem to dobrze uzasadnić).
              Więc w/w lista po prostu unaoczniła nam w jakiej pętli tkwimy. Rozwiązanie chyba daleko...
              A jeszcze dziś trafiłam tu na forum na historię z rosołem z gołębi... No, nie powiem, jest to coś nad czym będę długo myśleć.

              ---------
              Na pocieszenie: przeglądam zdjęcia z tych kilku godzin wspólnych na plaży, i stwierdzam tyle obiektywnie co skromnie, że w nowym bikini wyglądam sexy ;) Chłopu tez nic nie brakuje. Sumując to z faktem, że potrafimy się przytulić, pogadać i pójść do łóżka (o ile cudem uda się logistyka), a nie tylko wiecznie żreć - to przecież nie taki zły bilans na moment przed czterdziestką, do stu piorunów! Co nie? ;)
              Może już nie na plaży na szybko pod ręcznikiem, ale bądź co bądź 39 to nie 19 ...
              • hello-kitty2 Re: Dwa miesiące później 20.08.13, 23:59
                aniuki napisała:

                > Słabo radzę sobie z faktem, że na wyjeździe jest niemal 24/7 sam na sam ze wspó
                > lniczką. Tworzą coś w rodzaju zespołu, takiego samego jak ja z nim tworzyłam 5-
                > 7 lat temu. Tylko, że w naszym zespole jeszcze była miłość, bliskość, seks i pa
                > rtnerstwo. W ich zespole jest tylko praca.
                > Momentami cholernie trudno mi w to wierzyć z odległości tych 300 km.
                > (tak, słyszę Wasz śmiech).

                Ja sie nie smieje. Sluchaj, a co on ma za robote, ze potrzebuje wspolniczke? A nie mogl sobie wziazc faceta? Nie chce Cie denerwowac, zreszta ja jestem skrzywiona. Jak czytam Twoj post dzwiecza mi slowa jedengo zonatego w uszach "mozesz miec ogiera w czasie kradzionym od zony", przepraszam, dlugo zastanawialam sie czy to napisac. Wrzesien juz niedlugo, najlepiej nie swirowac.

                ps atrakcyjna???

                • aniuki Re: Dwa miesiące później 22.08.13, 02:31
                  Tak, atrakcyjna (ale koło niego zawsze się kręciły atrakcyjne, w pewnym sensie był czas przywyknąć, tylko kiedyś jakoś dawałam większy kredyt zaufania...)
                  Można powiedzieć że to moja kopia sprzed lat - gdy jeszcze byłam młoda, beztroska, bezdzietna i zafascynowana całym tym sztafażem i trybem życia. Zresztą dalej tęsknię za tym w głębi serca.

                  Czy mógłby to być facet. Tak, nawet w zeszłych latach bywali to faceci. Ale zawsze im czegoś brakowało (najczęściej odpowiedniej dozy zaangażowania) albo byli na tyle dobrzy w te klocki, że prowadzili własne biznesiki w tej branży i wychodziły kwasy o kasę.
                  Tutaj jest inaczej - lasce się chce, bawi ją to, ma na to czas w życiu, robi to dobrze, na razie jej się opłaca.
                  Wymienił współpracownika: marudzącą żonę na zdystansowaną wspólniczkę.

                  Jeśli jestem przy tym wszystkim robiona w trąbę, to mocno mnie to przeczołga. I uwierzę, żę można mieć dwie osobowości.
                  Jeśli nie jestem, przeproszę męża za podejrzenia.
                  Pytanie czy jestem w stanie to zweryfikować. I czy powinnam dążyć do weryfikacji.

                  Na razie moja huśtawka jest w górze, bo porozmawialiśmy przez telefon. Wierzę mu. Jutro w południe zacznę znowu się zadręczać.
                  Ot, dziwne lato tego roku. Raczej istotnie życzyłabym sobie już nastania jesieni.

                  Dzięki, że się nie śmiejesz. Ja sama momentami jestem bliska śmiechu przez łzy. No ale chciałam próby powrotu ze wszystkim konsekwencjami, to mam. Mogłam olać i nie próbować nic robić. Miało być trudno i jest trudno.
                  • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: Dwa miesiące później 22.08.13, 09:47
                    Myślę, że wielu osobom będącym w takich długoletnich związkach z jedną/jednym tym samym osobnikiem przychodzą podobne rozważania do głowy - nawiązuję do Twoich słów na obu płaszczyznach, tzn. :
                    1. lata lecą i nagle spotykasz na swojej/waszej drodze kogoś, kto jest - tak jak napisałaś - żywą kopią Ciebie sprzed lat. Czyli jak sobie dać radę z upływającym czasem, faktem, że może w okolicach twojego związku pojawić się zagrożenie przyobleczone w młode, zgrabne, ponętne i nie najgłupsze ciało...
                    2. klasyka zawodowa, czyli nagle w pracy pojawia się młodsza, atrakcyjna ona/on - i z racji czasu jakie spędza z naszą drugą połówką jakaś relacja się nawiązuje - pytanie czy tylko i wyłącznie zawodowa, czy wykraczająca poza etap "mój ulubiony kolega z firmy".

                    Nie jesteś na pewno sama z takimi myślami czy podejrzeniami - więc nie powinnaś się obwiniać czy przepraszać. Życie codziennie daje na setki powodów by wątpić / zwątpić ostatecznie - w uczucie, w człowieka, w związek. Ale...., zresztą co ja się będę produkował tutaj - zaśpiewaj sobie głośno kilka razy refren :)

                    www.youtube.com/watch?v=mmmJ9ltyWjQ
                    Trzymam kciuki.
                  • hello-kitty2 Re: Stawiaj na wrzesien! :) 22.08.13, 13:27
                    Tez mysle, ze sie nie pownnas obwiniac czy przepraszac. Za co? To ludzkie. A czy weryfikowac? Hmm tez sie w swoim zyciu zastanawialam czy wolalabym wiedziec. Doszlam do wniosku, ze najpierw trzeba by bylo sobie odpowiedziec na pytania:
                    1. a co zrobie jesli TAK to prawda?
                    2. a co zrobie jesli NIE to nieprawda?
                    Wyszlo mi, ze zrobie to samo = NIC nie zmienie wiec weryfikacja mi nie potrzebna.
                    I w druga strone, jesli to ja w zwiazku zdradzam/chce zdradzic i pojawia sie pytanie: czy sie ujawnic przed partnerem? To zadaje sobie dwa pytania:
                    1. a co on zrobi jak sie dowie?
                    2. a co on zrobi jak sie nie dowie?
                    I znowu wychodzilo mi, ze to samo = NIC nie zmieni czyli nie warto ujawniac.

                    Ale to zalezy od zwiazku, od Was, od Ciebie.
                    WIesz co, stawiaj na wrzesien-jesien. On/ona przyjdzie na pewno :)
              • loppe Re: Dwa miesiące później 21.08.13, 16:21
                Ojejku, jaki fajny bogaty związek!

                :)
                • aniuki Re: Dwa miesiące później 22.08.13, 02:35
                  loppe napisał:

                  > Ojejku, jaki fajny bogaty związek!
                  >
                  > :)

                  Hm, mój, czy jego ze wspólniczką? <czarny humor w czarną noc>

                  Myślę, że większość długoletnich związków (o ile faktycznie chodziło Ci o mój ;) ) po takim rozwałkowaniu jak ja tu wykonałam, ujawni swoje bogactwo w jakiejś płaszczyźnie.
                  Aczkolwiek miło przeczytać coś takiego.
                  • loppe Re: Dwa miesiące później 22.08.13, 11:47
                    Hej słuchaj, może teraz - po tym "rozwałkowaniu" którego dokonałaś - złóż to w big picture i skup się na tym co najważniejsze. Najgłówniejsze sprawy są chyba lepsze tu niż jakieś diabelskie szczegóły (i diabelskie podszepty:)?
                  • 1-smutna-1 Re: Dwa miesiące później 01.09.13, 23:32
                    sluchaj no ale ostatnie pytanie: kim on jest z zawodu? ni cholery nie moge wymyslic co on takiego robi tak sie enigmatycznie wypowiadasz...
                    • symptomy Re: Dwa miesiące później 25.01.18, 13:43

                      1-smutna-1 01.09.13, 23:32 napisała: sluchaj no ale ostatnie pytanie: kim on jest z zawodu? ni cholery nie moge wymyslic co on takiego robi tak sie enigmatycznie wypowiadasz...

                      Ja zgadywałbym że tancerzem! Ale przyznasz że to long shot:)
                      • symptomy Re: Dwa miesiące później 25.01.18, 13:47
                        Pisałem wtedy w wątku - miałem kiedyś innym nick oczywiście, to już przecież lata temu - i wyobraziłem sobie że on jest tancerzem, który z powodu macierzyństwa Aniuki zaczął pracować z nową partnerką taneczną. I tak to się patrzcie potoczyło. Ale oczywiście nie wiem.
    • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 26.03.15, 17:01
      Hej.
      Odkopuję swój własny wątek sprzed lat.
      Wiele tu nie będę pisać, pomyślałam jednak że coś powinnam.
      Minęły dwa trudne lata. Prawda o moim małżeństwie okazała się trudniejsza niż kiedykolwiek mogłam w najczarniejszych snach przypuszczać. Przekroczyła również wasze realistyczne podpowiedzi.
      Jestem po dwóch latach wyczerpującej huśtawki i bardzo trudnych wydarzeń.
      Dziś jestem z mężem, odbudowujemy nasze małżeństwo już od 10 miesięcy. A raczej budujemy je od nowa.
      Wymiar relacji intymnych jest też budowany od nowa. Jest to przedziwne, zarazem bardzo trudne jak i bardzo dobre doświadczenie.
      Obecnie obywamy się bez terapii, ale sięgamy po pomoc w innym wymiarze, raczej duchowym.
      Przy czym ja jestem podczas dwuletniego warsztatu rozwoju duchowego wg. programu "12Kroków do pełni życia". Daje mi to bardzo wiele. Właśnie dotarłam w pracy nad kolejnym krokiem do zrębów tego, co kiedyś tu pisałam - dlatego sobie o tym forum przypomniałam.
      Czyli w skrócie: pracuję nad sobą i jestem w nowym małżeństwie ze swoim starym mężem, od nowa we wspólnocie stołu i łoża.
      Nie jest łatwo, ale warto :) - mam na myśli zarówno małżeństwo jak i pracę nad sobą.

      Pozdrawiam.
      • triss_merigold6 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 26.03.15, 19:27
        Okazało się, że pan coś bierze czy po prostu tradycyjnie nałogowo walił wódkę?
        • sabat.77 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 26.03.15, 20:18
          Okazalo sie, ze maz jest zmiennoksztaltnym reptilianinem, ale mimo dzielacych ich roznic udalo sie utrzymac przyjazn miedzygatunkowa.
      • zyg_zyg_zyg Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 26.03.15, 21:52
        Hej Aniuki,
        super, że wpadłaś po takim czasie i dajesz znak życia :-) Szkoda tylko, że "wiele tu nie będziesz pisać". Ja bym chętnie poczytała o prawdzie na temat Twojego małżeństwa, o sposobach odbudowywania go (budowania na nowo), o tym, na czym polega Twoja praca nad sobą i jak przekłada się na relację.

        Pozdrawiam też :-)
        • loppe Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 26.03.15, 22:00
          zyg_zyg_zyg napisała:

          > Hej Aniuki,
          > super, że wpadłaś po takim czasie i dajesz znak życia :-) Szkoda tylko, że "wie
          > le tu nie będziesz pisać". Ja bym chętnie poczytała o prawdzie na temat Twojego
          > małżeństwa, o sposobach odbudowywania go (budowania na nowo), o tym, na czym p
          > olega Twoja praca nad sobą i jak przekłada się na relację.
          >
          > Pozdrawiam też :-)

          Długo trwa proces renowacji, to skomplikowany związek!
          • potwor_z_piccadilly Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 26.03.15, 22:49
            loppe napisał:

            > Długo trwa proces renowacji, to skomplikowany związek!

            To jak w wyścigu kolarskim.
            Zmarudziłeś godzinę, to tę godzinę musisz odpracować.
            Tylko jedna alternatywa jest. Jest autobus z napisem koniec wyścigu.
    • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 25.01.18, 07:54
      Dzień dobry :)
      Nie wiem, czy to kogoś interesuje, prawdopodobnie nie - ale właśnie sobie znów przypomniałam o tym wątku i postanowiłam dopisać kolejny kawałek.

      Jestem już gotowa do napisania otwartym tekstem:
      podczas moich rozważań w tym wątku, również podczas moich prób nawiązania relacji m.in przez powrót do łóżka cały czas mąż był w intensywnym romansie z kochanką. Oczywiście tą menedżerką.
      Byłam bardzo bardzo ślepa. Ze strachu.
      To widać na tym wątku, chociaż ja nie mam potrzeby do niego wracać.
      Zaklinałam tu rzeczywistość. Teraz to już nie jest dla mnie tak bolesne - ta świadomość własnej ślepoty.
      Program 12 Kroków bardzo pomógł mi w przebaczeniu sobie.
      Kochanka zaszła z moim mężem w ciążę, i to bardzo skomplikowało - a raczej ostatecznie przesądziło - dalsze wypadki.
      Przez pierwszy rok mimo tego dziecka chcieliśmy oboje odbudować rodzinę.
      Tego dotyczył mój wpis z marca 2015. Wtedy mój mąż porzucił ciężarną, spełniając dodatkowe moje warunki, aby znów żyć z nami. Mieliśmy nie odbudowywać, bo już nie było czego - ale budować od zera, na gołym korzeniu.
      Było to bardzo trudne. Ponieważ było to dziecko, ponieważ on chciał być ojcem dla niego, ponieważ ja uznałam że nie moim prawem jest mu tego zakazywać.
      Próbowaliśmy chyba oboje szczerze. Ja ryzykowałam chyba więcej wchodząc w to, bo ryzykowałam że jednak znów może odejść do niej. I odszedł. Mniej więcej trzy miesiące po tym jak tu napisałam.
      Działo się dużo, bo agonie takich rodzin odbywają się w sporej skali.
      .....
      Dziś jestem po drugiej stronie tej cezury. W drugiej części mojego życia.
      Wszystko dlatego, że w mojej okopanej twierdzy samotnej porzuconej dzielnej (i poranionej) żony, odwiedził mnie mój wieloletni przyjaciel. Wpuściłam go do twierdzy, mimo że był mężczyzną. Zrobiłam to, ponieważ mu ufałam na 100%, i nigdy mimo jakiejś mięty nawet nie zbliżyliśmy się do czerwonej linii.
      Tym razem jednak coś jakby zrobiło znowu pyk" pomiędzy wymiarami. I wszystko się zmieniło.
      ..
      Po roku pozwoliłam się wynieść na rękach z moich gruzów.
      Wyjechałam do niego wraz z dziećmi.
      Od 8 miesięcy mieszkam u niego, od kilku miesięcy jestem jego żoną.
      Znów mogę dbać o seks małżeński (posmak gorzkiej ironii). Może się czegoś nauczyłam?
      ..
      Wybaczyłam.
      Zamknęłam etap.
      Otworzyłam nowy.
      ...

      Pozdrawiam wszystkich serdecznie, dobrego dnia.
      I może na koniec dla wierzących dorzucę modlitwę, która gdy sie ją dobrze zrozumie, może pomóc przez samo wniknięcie w jej sens:
      "Panie,
      użycz mi pogody ducha abym mogła znieść, to czego nie mogę zmienić,
      odwagi bym zmieniała to co mogę zmienić,
      i mądrości, abym umiała odróżnic jedno od drugiego"

      I tym optymistycznym akcentem ostatecznie dokonuję pożegnania z wątkiem o żurawiu i czapli.
      Żuraw został opiekować się kaczką i kaczątkiem. Czapla z dwojgiem małych odleciała kawałek na zachód, bo tam pewien samotnik przygotowywał od lat ciepłe i bezpieczne gniazdo. Sam nie wiedząc, ze przygotowuje je właśnie dla nas.
      Kto mógłby wiedzieć? Kto mógłby uwierzyć?
      ..

      Pogody ducha dla wszystkich.
      • marek.zak1 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 25.01.18, 09:09
        Pozdrawiamy i życzymy szczęścia i zadowolenia w życiu, związku i w seksie.
        Nie pamiętam, jak kiedyś tam szło, ale przekonywaliśmy, że nic się nie dzieje bez przyczyny, a brak seksu zawsze jest spowodowany romansem, kryptogejostwem lub masturbacją.
        Powodzenia :)
        • sabat3 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 25.01.18, 11:00
          marek.zak1 napisał:
          > Nie pamiętam, jak kiedyś tam szło, ale przekonywaliśmy, że nic się nie dzieje b
          > ez przyczyny, a brak seksu zawsze jest spowodowany romansem, kryptogejostwem lu
          > b masturbacją.
          > Powodzenia :)

          Może wszystko jednocześnie? Romansem dwóch (lub więcej, bo kto to tam wie z tymi gejami) kryptogejów, którzy się wzajemnie masturbują!
      • symptomy Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 25.01.18, 13:17
        Cieszymy się z Tobą, gratulujemy! Miło że się odezwałaś z nowiną.
        Gratulujemy happy endu a właściwie nowego początku.
        Przed chwilą słuchałem w II programie radia audycji, prowadzący zapowiedział utwór a ja aż zaniemówiłem słysząc tytuł:
        "Penis from Heven!"
        Oczywiście chodziło o Pennies from Heaven, ale nie mam najmniejszych pretensji że tak pięknie wymówił prowadzący pierwszy wyraz. Ofiarowuję tę anegdotę Twojemu pięknemu nowemu związkowi:). Wszystkiego Dobrego!:)
      • aandzia43 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 25.01.18, 13:37
        Fajnie że dopisałaś ciąg dalszy. Powodzenia na nowej drodze życia :-)
        • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 25.01.18, 15:35
          Ach dzięki, dzięki za tak miłe życzenia :)
          Marekzak, przekonywaliście mnie ze prawdopodobnie ma romans, ale ja Was przekonywałam (z równą mocą, co siebie samą), że prawdopodobieństwo jest bardzo małe, pomijalne.
          Musiałam dostać, że tak się wyrażę, dowodami w twarz, żeby dotarło.

          Jeśli ktoś oglądał film "Pitch Black", to pewnie pamięta scenę, gdy naukowiec na moment rozświetla ciemności i przez sekundę widać, że otaczają go te drapieżne gady. Ale za sekundę znów jest ciemność i światełko zapalniczki, a on do siebie mówi z przekonaniem: "To się nie dzieje. To się nie dzieje".
          Tak to było.

          Symptomy, cóż za wyczulone ucho.
          Bardzo dziękuję za wyrafinowany prezent! :) W dodatku naprawdę pasuje.
          Tzn. nie poleciałam na seks. Poleciałam na spokój, i poukładane życie. Tak dla odmiany.
          Natomiast mój wybawca (zresztą ja też go wybawiłam, ze zbyt długiego kawalerstwa), ma czym działać na małżeńskiej niwie.
          Żeby pozostać w klimacie wątku, powiem tylko, że super było znów się zakochać i totalnie szaleć na endorfinach.
          W moim wieku.. Po moich przejściach..

          Zobaczymy co będzie jak endorfiny opadną i czy wykażemy się dojrzałością stosowną do metryki.
          Na pewno takie zakochanie w moim wieku ma wspaniałą zaletę: nie jest się już naiwnym, nie oczekuje się tego, czego się oczekiwało w wieku lat 19 :)

          Będe mile wspominać ten wątek - chociaż reperacja kryzysu seksem chyba uszkodziła najbardziej mnie. Ale to nie wina wątku, tylko mojego ówczesnego stopnia gotowości na przyjęcie prawdy....
          I pewnie będę zaglądać, bo trzymacie poziom.

          Pozdrawiam!!!


          • zielonooka777 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 28.01.18, 19:27
            Od lat czytam to forum, dobrze pamiętam Twój wątek. Pamiętam, że myślałam wtedy: niesamowita babka to pisze, ma facet szczęście, że trafiła mu się taka kobieta... oby się ocknął i kopnął w d... tę drugą. Potem natknęłam się na Twój wątek z 2015 r., miałam nadzieję, że Wam się uda. Teraz doczytałam dalszy ciąg Twojej historii...
            Bardzo się cieszę, że ułożyłaś sobie życie, że znalazłaś swoje miejsce na ziemi u boku innego mężczyzny. Chciałam Cię jednak zapytać - o ile nie jest to zbyt intymne pytanie... czy jesteś szczęśliwa? Czy nie żałujesz, że Wam się mimo wszystko nie udało? Jeśli to zbyt osobiste pytania, wybacz...
            • aniuki Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 31.01.18, 08:55
              Witaj Zielonooka.
              Bardzo dziękuję za ciepłe słowa.
              Oczywiście to tylko internet i moja jakaś tam autokreacja (pomimo szczerości), więc to tylko jedna strona księżyca.
              Ale dzięki.

              Co do Twojego pytania.
              Jestem szczęśliwa.
              Zaopiekowana, kochana, doceniona, zachwycająca (dla męża) i zachwycona (mężem).
              Jestem szczęśliwa patrząc na dzieci - i ich relację z tym człowiekiem, który nie jest ich tatą.
              W ogóle wydaje mi się, że po prostu zamiatając podłogę całkiem przypadkiem znalazłam kupon Lotka z moim nazwiskiem. Nie rozumiem tego.
              Tym bardziej, że obecne dobro nie zdarzyłoby się, gdyby nie zło. Gdyby nie zdrada, cierpienie, miotanie się, wahania, krzywda, płacz łzy i terapia. Gdyby nie dziecko pozamałżeńskie mojego pierwszego męża, gdyby nie mój strach i psychozy (pół roku na widok reklamy pieluszek miałam reakcje typu szloch).

              Gdy ja tam walczyłam na tym froncie umierającego małżeństwa, mój obecny mąż dołował się starokawalerstwem i odechciewało mu się już powoli wszystkiego.
              Po czym zetknęliśmy się ze sobą. I wszystko zagrało po prostu jakby ktoś to precyzyjnie skomponował. Wszystko gra.

              To jest tak:
              Trzęsienie ziemi odsłania podziemną rzekę.
              Woda w niej jest czysta i dobra.
              Gdyby nie to trzęsienie, nikt nigdy by nie korzystał z tej rzeki.

              Czy mam żałować trzęsienia?
              Dopóki nie uniosła mnie ta rzeka, oczywiście że żałowałam.
              Teraz już nie wiem. Nie wiem.
    • echtealtehausfrau Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 05.06.20, 18:58
      Dobry wszystkim.
      Odkopałam ten wątek, bo jest dla mnie samej ciekawym zapisem pewnej historii.
      Musiałam tylko założyć nowe konto, bo do starego "aniuki" nijak nie szło się dostać.

      Życie toczy się dalej.
      Wszystkim, którzy przed laty ten wątek przeglądali (i na pewno zupełnie zapomnieli o co w nim chodzilo) napiszę krótko: żuraw dostał słony rachunek. Przykro na to patrzeć czapli, ale spogląda z bezpiecznej odległości, z zagranicznego gniazda.
      Kaczka krzyżówka po okresie korzystania z żurawia, znudziła się nim i postanowiła odgryźć mu łeb.
      Morał z tego stary jak świat: na fascynacji opartej wyłącznie na zmysłach nie da się stworzyć nowego stabilnego związku. A jeszcze jak się ma pecha, i obiekt fascynacji zmysłowej ma akurat cechy bezwzględnej modliszki, to głupota może kosztować i boleć jeszcze bardziej.
      Przykre to.
      Do mojego bezpiecznego gniazda docierają tylko urywki. Mam tu spokojne dobre życie.
      Czy to mi się wyjątkowo dobrze udało? Czy tamtemu żurawiu wyjątkowo się źle potoczyło?

      Ech. Szkoda mi go aż.
      Ma co chciał, ale przykro patrzeć.
      • aandzia43 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 05.06.20, 23:56
        Cześć Aniuki, fajnie że wpadłaś. I fajnie że sobie życie ułożyłaś i spokoju i szczęścia od lat zaznajesz. Kupon totolotka nadal aktualny czy spowszedniał trochę i przyblakł? ;-)
        Co jest przykre? To że były nie dał rady związku szczęśliwego zbudować z kaczuszką-modliszką? ;-) Czy czasem, jak cię spleen dopadnie to przykre, że poprzednie życie tak się skończyło i tylu cierpień ci przysporzyło?
        • echtealtehausfrau Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 06.06.20, 09:59
          Hej Aandzia :)
          życie ułozyło mi się niechcący, naprawdę tego nie planowałam!
          Jest super i dla mnie i dla dzieci. Wbrew moim obawom.
          Kupon jest aktualny. Wygląda że to taki stary gatunek kuponu, prawie już dziś niespotykany, taki niemodny: na lata, z zasadami i temu podobne nudziarstwo.

          Przykro to jest patrzeć jak ktoś jest niszczony, a zwłaszcza jak to jest ktoś z kim ma się dwoje dzieci i z kim ongiś przeżyło się szalone lata dwudzieste i trzydzieste.
          Może i zasłużył. Ale trafił na osobę, która mu pokaże co to jest walcząca nowoczesna kobieta, co może samotna matka zrobić z ojcem dziecka jeśli tylko chce i jest odpowiednio zmotywowana. Zwłaszcza, jak on jest nieporadny życiowo.

          Poza tym już się pogodziłam z tą kaczuszką-modliszką, to znaczy kalafiorem mi ona wisi i powiewa. Ale skoro już moje dzieci nie miały mieć ojca przy sobie, no to niech chociaż by miały zadowolonego spełnionego ojca daleko, którego mogą odwiedzić i próbować się jakoś odnaleźć w relacjach z przyrodnim rodzeństwem itd itp.
          Ja nie muszę się odnajdywać, mi to lotto. Ale dla dzieci to tata i przyrodnie rodzeństwo.
          A teraz znów przewroty rewolucje wszystko abarot od nowa i wielki pierdolnik życiowy. Nie mówiąc o finansowym, bo to się samo przez się... Ja mu osobiście od dawna dobrze życzę. Teraz natomiast to wygląda niewesoło.

          Co do mojej przeszłości, to jestem z nią zupełnie pogodzona. I z jej przeminięciem, i z nastaniem nowych czasów. Nowe jest też wspaniałe, choć tak inne. Wszystko ma swój czas.
          Moje życie dało mi trochę w kość (komu nie dało??) , ale wszystko jest po coś. Bez tego nie doceniałabym tak bardzo i nie szanowała tego co mam teraz :)

          A może gdybym nie miała tej przeszłości z żurawiem, to by mi się nudziło teraz w spokojnym gnieździe? Bo za spokojnie, zbyt przewidywalnie, NUDNO?
          Tymczasem ja już się nażyłam w kolorach i fajerwerkach, mi już wystarczy. Na całe życie!!!!

          Jedyne co mnie może martwić, to dzieci - jak one sobie to uporządkują. Tam tata-żuraw, nieco już przyblakły kolorowy ptak, wiecznie pływający w ruchomych piaskach, a tu obok nietata dający stabilne oparcie i spokój.
          A serce dziecka to tak czuły organ, tak wiele zależy od tego co się w nim dzieje.

          i jeszcze:
          Gdyby nie mój nowy związek i nie to odległe bezpieczne gniazdo, to pewnie bym teraz przyjmowała po raz kolejny biednego zmokłego żurawia pod swój dach - bo ojciec dzieciom, bo ongiś przysięga, bo to bo tamto, bo co on teraz ma zrobić... Zapewne bym usłyszała od niego, że on zawsze "tylko mnie". I już bym brała biednego na plecy wraz z jego długami, nowymi zobowiązaniami i kłopotami życiowymi, teraz już skomplikowanymi w stopniu odpowiednim do 587456-go odcinka opery mydlanej!

          Bogu niech będą dzięki za naukę granic , i za ten dystans fizyczny!!! Przecież ja bym się zarżnęła psychicznie.

          Ech
          Nie nadaję się do tych czasów, to sie wszystko zmienia i dzieje za szybko, kochanki, dzieci, expartnerki. Jestem zdecydowanie staromodna :P. Na szczęście u mnie w tym nowym gnieździe panuje spokój i dobry układ męsko-damski. Mój maż wyznaje praktyczną i całkiem egoistyczną zasadę: jeśli moja żona ma dobre życie, to i ja mam dobre życie.

          Czego i Wam wszystkim życzę!!!
          :)
          Dzięki za możliwość wygadania się, choć to wszystko nie bardzo już pasuje do tematu wątku.
          aniuki
          • sabat4 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 06.06.20, 13:30
            Rany. Pogubilem sie w tej ptaszarni, sorry :)
            Ale jesli dobrze zrozumialem, to pan zobil sobie z neksia dzieci i teraz jest klasyczne targanie sie po szczekach w sadzie.
            Blad i to zyciowy. Widac pan slabo sobie radzi z wyciaganiem wnioskow.
            • echtealtehausfrau Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 06.06.20, 14:21
              Ta jest, dobrze zrozumiałeś. Tylko to dziecko trafiło się jeszcze na etapie zdrady. Kiedyś mnie ogrywano we dwójkę, ja grałam rolę w ich teatrzyku nie wiedząc o tym. Teraz role się odwróciły. Nagle główny aktor sam jest w roli naiwniaka rozgrywanego na zimno i bezwzględnie.

              A można było nie iść za głosem pożądania, można było posłuchać rozumu.


              Słyszy się często o facetach, którym sperma uderza do mózgu i zaprzepaszczają swoje życie dla dobrego seksu. A potem płacz i żal, ale jest za późno.

              Dlaczego tak się dzieje?
              • sabat4 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 06.06.20, 14:55
                echtealtehausfrau napisał(a):
                > Dlaczego tak się dzieje?

                Moze dla niektorych ludzi zycie bez dobrego seksu jest i tak zaprzepaszczone, wiec probuja tam, gdzie jest chociaz na to szansa? Kwestia priorytetow, jak sadze.
              • mabelle2000 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 06.06.20, 14:59
                echtealtehausfrau napisał(a):

                > Słyszy się często o facetach, którym sperma uderza do mózgu i zaprzepaszczają s
                > woje życie dla dobrego seksu. A potem płacz i żal, ale jest za późno.
                >
                > Dlaczego tak się dzieje?

                Czytam że zdziwieniem, bo tak jak piszesz dzieje się niezwykle rzadko :-)
                Mogę Ci podać za to trzy powody dla których niewierny mężczyzna rzadko porzuca żonę :

                1. Rozwód jest przykry i trudny. Trzeba się dogadywać z adwokatem, w domu są kłótnie, a dzieci mogą płakać. Do tego obciążenia finansowe i sporo innych problemów, na przykład podział opieki nad potomstwem, konflikty z rodziną , ostracyzm otoczenia itd.
                Po co mężczyzna miałby stawiać siebie w takiej sytuacji, skoro robić tego nie musi?

                2.Ma wszystko czego potrzebuje. I na cóż mu porzucać żonę i dzieci? Kochanka zapewnia niesamowity seks, bez zobowiązań. A potem można przyjść do domu i pobawić się z dziećmi, żona zdejmie z głowy obowiązek zajmowania się jego potomstwem, a także nakarmi i posprząta. Ponieważ obie kobiety się o niego troszczą, więc świat kręci się wokół niego.

                3.Gdyby miał plan odejścia od żony, to już dawno by to zrobił. Gdyby uczucie do kochanki przewyższało wszystko inne, to komplikacje zawarte w punkcie 1 i 2, a więc ból związany z rozwodem i żal że się porzuca rodzinę, nie przeszkadzałyby w zawarciu nowego związku.






              • zyg_zyg_zyg Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 06.06.20, 18:49
                Cześć Aniuki, to miło, że zechciałaś zrobić PS :-) Fajnie, że Ci się tak dobrze poukładało.

                >A można było nie iść za głosem pożądania, można było posłuchać rozumu.
                >Słyszy się często o facetach, którym sperma uderza do mózgu i zaprzepaszczają swoje życie dla dobrego seksu. A potem płacz i żal, ale jest za późno.
                >Dlaczego tak się dzieje?

                Jednak resztki jakiegoś żalu i złości się w Tobie tlą. Swoją drogą nie ma w tym nic dziwnego.

                Przecież nie tylko o dobry seks tu chodzi. Faktycznie seks na zakochaniowych endorfinach to niezła jazda dostępna "za darmo". Ale pod tym jest tysiąc innych rzeczy, za którymi panowie idą jak ćma w ogień. Jest świeżość, jest akceptacja, podziw, zachwyt, są słowa, których żona już nie wypowiada, rozmowy o wszystkim, nie tylko o zwrocie podatku i lekach dla dziecka. Ciekawość, której już w żonie nie budzi i której nie budzi ona. Jest odkrywanie siebie, docieranie do tego, co przykrywa ja-pracownik, ja-ojciec, ja-żywiciel rodziny, ja-pan w średnim wieku. Jest nowa energia, której brakuje w starym związku. I w starym życiu. Jest ucieczka przed przemijaniem. Krótko mówiąc jest życie.

                Albo jego miraż. Się wtedy okazuje, że nowy związek nie łata – albo łata tylko przez chwilę - tej dziury, która jest w mężczyzny środku. Że nic z zewnątrz go nie „naprawi” i nie nakarmi. A potem jeszcze dochodzi spowszednienie, być może nowy kierat i nowe chomąto na szyję, gdy okaże się, że „nowa” chce wszystkiego tego, od czego się uciekało.

                Z drugiej strony, jak „się posłucha rozumu”, to można do końca życia żałować, że się nie spróbowało i nie złapało szczęścia, które było na wyciągnięcie ręki. I być przekonanym, że to faktycznie było szczęście, a nie zwykłe pójście na łatwiznę.
          • aandzia43 Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 06.06.20, 13:48
            "Gdyby nie mój nowy związek i nie to odległe bezpieczne gniazdo, to pewnie bym teraz przyjmowała po raz kolejny biednego zmokłego żurawia pod swój dach - bo ojciec dzieciom, bo ongiś przysięga, bo to bo tamto, bo co on teraz ma zrobić... Zapewne bym usłyszała od niego, że on zawsze "tylko mnie". I już bym brała biednego na plecy wraz z jego długami, nowymi zobowiązaniami i kłopotami życiowymi, teraz już skomplikowanymi w stopniu odpowiednim do 587456-go odcinka opery mydlanej!"

            Hehe, szczerze o swoich słabościach piszesz :-)

            "Przykro to jest patrzeć jak ktoś jest niszczony, a zwłaszcza jak to jest ktoś z kim ma się dwoje dzieci i z kim ongiś przeżyło się szalone lata dwudzieste i trzydzieste."

            Na pewno przykre, ludzki odruch to współczuć w biedzie komuś, z kim się spędziło połowę życia i obok którego ukształtowało się w osobę, którą jest się teraz. Tylko nie posuwaj się za daleko w tym rozpływaniu i rozczulaniu nad nim, to niezdrowe dla psychiki. Właściwie wszystko ci istotne zawiera się w zdaniu "sam tego chciał". Dorosły człowiek, podjął szereg decyzji na przestrzeni lat, trwał w kłamstwie i grał na dwa fronty konsekwentnie. Jego położenie to nie wynik jednej paskudnej wpadki życiowej, to zdecydowanie efekt jego charakteru. Nie obronisz człowieka przed nim samym, co najwyżej możesz się przy nim pogrążyć. Udało ci się wygrzebać mimo traum i spapranych kilku lat i tego się trzymaj. Dzieci nie karm jadem (choć ty pewnie tego nie robisz), ale nie staraj się być za bardzo w jego życiu, nie dopytuj ludzi, nie roztrząsaj, zostaw.

            Ale skoro już mowa o smutnawym życiu byłego, który jest też byłym dla kaczuszki - jeśli zostały mu jeszcze resztki uroku osobistego i charyzmy, jeśli jego alkoholizm jest nadal wysokofunkcjonujący, to ma szansę na uszczknięcie odrobiny szczęścia przez pewien czas z jakąś panią, najlepiej młódką w smętnej sytuacji emocjonalnej/życiowej. Może być wrażliwa i spragniona mentora, może być cwana dupa bez domu. Do wyboru. To tak odnośnie sąsiedniego wątku ;-)
            • echtealtehausfrau Re: Żuraw i czapla. Po roku zimy. 06.06.20, 14:22
              Dzięki Aandzia, święte słowa!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka