sabat.77
07.03.14, 07:23
Od paru dni zachodze w glowe, dlaczego ktos nazwal ta instytucje kochanka. No bo skoro facet woli byc z zona, to co to za kochanie ? Jak mozna nazywac milosna relacje, ktora sprowadza sie do seksualnej konsumpcji ? Moze dlatego, ze chociaz ona go kocha, a on jej nie ? Ale to jednak hipokryzja mowic o pragnieniu bliskosci kobiety ze strony mezczyzny, kiedy przy checi przeksztalceniu tego w prawdziwy, formalny zwiazek, facet wpada w panike i w podskokach wraca do zony ? Widac, do czego pani byla potrzebna, ale czy mozna nazwac to kochaniem ?