26.03.14, 13:47
Wobec zakwestionowania podanej przeze mnie liczby dotyczącej 70 % kobiet, które nie osiągają orgazmu przy stosunku z partnerem powrzucam rożne źródła. Jak ktoś ma namiary na badania - poczytam

Zaznaczam, że część statystyk podaje np. że tylko 25% nie osiąga orgazmu, ale to kwestia zadawania pytań - 25% procent nie osiąga orgazmu w żaden sposób, a u Starowicza - 89% osiąga orgazm w jakiś sposób. Kluczowa dana jest jednak liczba kobiet, które nie osiągają orgazmu przy stosunku.

Zacznijmy od artykułu, który ładnie ujmuje problem z kobiecego punktu widzenia - leków i powodów udawania:
polki.pl/we-dwoje/brak;orgazmu;u;kobiety,artykul,15872.html
Wedle różnych statystyk od 25% do 30% kobiet orgazm określa w skali „nigdy” albo „bardzo rzadko”. Większość z nich oczywiście i tak uprawia seks, aby zaspokoić partnera, aby nie czuć się dysfunkcyjną, czasem nawet dla przyjemności fizycznego kontaktu. Do stacji końcowej tramwaj zwany pożądaniem jednak nie dojeżdża.

Tak naprawdę, tylko co dziesiąta z nas szczytuje zawsze, gdy ma do tego powody.

W rezultacie, żyjemy w swoim małym świecie frustracji i strachu - bo dlaczego wszyscy mają, a ja nie? I co będzie, jak on kiedyś odkryje mój teatrzyk? Wszędzie piszą, że seks to zdrowie i recepta na szczęście, a orgazm daje nam zastrzyk endorfin nie do porównania z czekoladą. Co z tego, jeśli ja akurat lepiej radzę sobie z odpakowywaniem sreberka?
Obserwuj wątek
    • twojabogini Re: 70% 26.03.14, 13:51
      Dla równowagi - także mężczyźni potrafią liczyć i rozumieć statystyki

      www.menshealth.pl/seks/Kobiecy-orgazm-przewodnik-dla-faceta,3599,3
      Zasada 8
      Nie daj się nabrać!

      Według "Raportu seksualności Polaków" Pfizera, opracowanego przez Zbigniewa Lwa-Starowicza, aż 87% Polek przyznaje, że przeżywa orgazm. To o wiele więcej niż kilka lat temu. Specjaliści jednak są sceptyczni, co do tych statystyk. My podejrzewamy, że one naciągają fakty, bo myślą, że u nowoczesnej kobiety orgazm to po prostu obowiązek. Poza tym, "mieć" może również znaczyć "udawać".

      Prof. Zbigniew Lew-Starowicz twierdzi, że przeszło połowa ankietowanych przez niego kobiet przyznała, że zdarza jej się udawać orgazm, a jedna czwarta, że robi to często. I - co istotne - z powodzeniem. Skąd to wiemy? Bo faceci badanych pań o wiele częściej opowiadali, że ich partnerki szczytują wraz z nimi. Dotyczy to nawet takich przypadków, gdy wspomniane panie - jak same przyznały w ankietach - w ogóle nie miewają orgazmów. O, święta naiwności!

      Mój komentarz do statystyki Lwa - dotyczyła orgazmu w ogóle, a nie na skutek stymulacji pochwy, co pokrywa się mnie więcej z badaniami, że oo 10 do 20 % nie ma orgazmu (co a contrario i z tego badania wychodzi - 13 %).
      • twojabogini Re: 70% najnowsze badania 26.03.14, 13:59
        abcnews.go.com/Health/ReproductiveHealth/sex-study-female-orgasm-eludes-majority-women/story?id=8485289
        New research suggests that a simple measurement
        • twojabogini Re: 70% najnowsze badania 26.03.14, 14:01
          www.lew-starowicz.pl/index.php?id_strony=6
          Statystyki dotyczące częstości zgłaszanych trudności z osiąganiem orgazmu wykazują znaczną w zmienność w odniesieniu do różnych części świata (populacji, kultur). W Europie Północnej i w Polsce problem ten jest udziałem niespełna 20% kobiet. Ogólnie, ocenia się, że ok. 10% kobiet nigdy nie przeżyło orgazmu, 10% przeżywa go okazjonalnie i w zależności od osoby partnera, 50% w trakcie stymulacji łechtaczki oraz stosunku pochwowego, pozostałe 30% tylko w trakcie stosunku pochwowego.

          Skoro mistrz Lew podaje, że 30% dochodzi na skutek samego tylko stosunku - to znaczy, że pozostałe 70% dochodzi lub mnie na inne sposoby, ale sam stosunek do szczytu ich nie doprowadza.
          • twojabogini Re: 70% najnowsze badania 26.03.14, 14:07
            Fajny artykuł o obowiązkowym orgaźmie pochwowym

            seksualnosc-kobiet.pl/orgazm/do_lozka_ide_po_orgazm
            Kobieta, która żąda orgazmu (specjalnie nie piszę „prosi o”) nadal wydaje się dziwna. Kobietę, która udaje orgazmy pochwalnie klepie się po pleckach i mówi: „dobra kobieta, dobra!”. Przecież jej orgazm to uprzejmość, porównywalna z sąsiedzkim small-talkiem na klatce schodowej, nagroda dla partnera. Orgazm osiągany przy pomocy masturbacji – z użyciem gadżetów lub bez – komentowany jest jako „nieprawdziwy”.
            • twojabogini Re: 70% najnowsze badania 26.03.14, 14:09
              seksualnosc-kobiet.pl/orgazm/ratunku_nie_mam_orgazmu
              Otóż drogie Panie i Panowie - osiąganie przez kobiety orgazmu podczas stosunku jest póki co wyjątkiem, aberracją, a nie normą. Powszechne przekonanie o słuszności i powszechności orgazmu pochwowego, a także o jego lepszej „jakości” i „dojrzałości” niż orgazmu łechtaczkowego, wynika częściowo z prac psychchoanalityków, w tym Freuda.

              Z tym artykułem się nie zgadzam - bo w jego wymowie zaleca się dostosowanie do kobiecej seksualności bez dążenia do orgazmu pochwowego, a neguje się zdolność kobiet do jego nauczenia - to samo zrobił Iam Kerner pisząc książkę Jej orgazm najpierw.
          • sea.sea Re: 70% najnowsze badania 26.03.14, 19:31
            Sama sobie zaprzeczyłaś w tym punkcie. Ewidentnie w trakcie dyskusji mieszasz orgazmy od samej penetracji z orgazmami w trakcie stosunku.

            Skoro czytamy, że "50% w trakcie stymulacji i łechtaczki oraz stosunku pochwowego, pozostałe 30% tylko w trakcie stosunku pochwowego" to nie oznacza, że "pozostałe 70% dochodzi lub mnie na inne sposoby, ale sam stosunek do szczytu ich nie doprowadza". Nie doprowadza ich do szczytu sama penetracja, natomiast spora część z nich ma orgazm w trakcie stosunku pod warunkiem, że się nie zapomina o zewnętrznej stymulacji łechtaczki.
          • zyg_zyg_zyg Re: 70% najnowsze badania 26.03.14, 20:10
            > Skoro mistrz Lew podaje

            Nie mistrz Lew, tylko syn Lwa mistrza - tak dla ścisłości, jeśli koniecznie tego dziada chcesz nazywać mistrzem... ;-)
    • druginudziarz Re: 70% 26.03.14, 14:07
      70%? to już taka bardzo zacna śliwowica.
    • twojabogini Re: 70% 26.03.14, 14:14
      Dość reprezentatywny opis tego co czuja kobiety i jaka presje czują same od siebie i ze strony partnera - gdy otwarcie powiedzą, ze nie mają orgazmu - oraz jak źle się czuja i bezradnie z tym problemem

      To i tak lepiej, niż te które przed mężami udają - o całe nieba lepiej.


      www.benc.pl/grupy/forum/70/watek/1748939/seks_libido_niespelniony_orgazm_kobiecy_jak_temu_zaradzic_przeciez_udany_seks_jest_zaleta_udanego_zwiazku/
      "dla mnie jest to kalectwo nie mieć przyjemności takiej z seksu jak mają inne kobiety"
      "chciała bym chociaż raz poczuć się pełno wartościowo i dać tą satysfakcję
      mojemu mężowi ... on o niczym innym bardziej nie marzy
      żeby w końcu przestał sobie zarzucać to i owo
      kiedyś byłam u seksuologa ... opowiedziałam mu trochę o swojej przeszłości
      i stwierdził że mam jakąś blokadę emocjonalną "

      zabiłabym tych seksuologów, którzy utwierdzają kobiety, że coś z nimi nie tak, zamiast poradzić jak ćwiczyć i co robić (kurcze, zaczynam wierzyć, że część seksuologów tego po prostu nie wie)
      • twojabogini Re: 70% 26.03.14, 14:16
        Niejedna para przeżywa problemy w sypialni i jak wskazują na to statystyki, niejedna kobieta udaje orgazm. Dlaczego? Właśnie dlatego, aby uniknąć widoku zasmuconej twarzy partnera. Jemu zależy nie tylko na własnych doznaniach, ale też na tym, aby zaspokoić potrzeby kobiety. Zbytnie starania się panów albo zbyt małe wyczucie w kwestiach łóżkowych mogą spowodować, że nie osiągniesz orgazmu.

        jejzdrowie.pl/dlaczego-nie-mam-orgazmu
    • zyg_zyg_zyg Re: 70% 26.03.14, 14:14
      Nie kwestionowano, jak mi się zdaje, liczby nieszczytujacych przy stosunku kobiet, tylko Twoje uzasadnienie, dlaczego nie szczytują.
      • twojabogini Re: 70% 26.03.14, 14:18
        Kutuzow napisał:

        Kitty, to że dane są subiektywne jest jeszcze OK, ale problemem jest to że TB na podstawie jakiegoś wycinka danych projektuje zachowania CAŁEJ grupy i wyskakuje z rewelacjami w stylu "70% kobiet nie ma orgazmu" itp.
        • zyg_zyg_zyg Re: 70% 26.03.14, 14:19
          Ubiegłaś mnie - właśnie to doczytałam w sąsiednim wątku. Pardon! :-)
        • rekreativa Re: 70% 26.03.14, 15:18
          I tu tkwi źródło nieporozumienia, bo zdaje się, kutuzow przeczytał, że 70% kobiet W OGÓLE nie ma orgazmów, a nie że orgazmów na skutek penetracji.
          • lybbla Re: 70% 26.03.14, 15:58
            rekreativa napisała:

            > I tu tkwi źródło nieporozumienia, bo zdaje się, kutuzow przeczytał, że 70% kobi
            > et W OGÓLE nie ma orgazmów, a nie że orgazmów na skutek penetracji.

            Rekrativa a pamiętasz bój o to by TB uznała orgazm łechtaczkowy jako
            pełnoprawny orgazm. Jak już wszystkie będziecie mieć pochwowy
            to zacznie się sugerowanie, że jeśli nie squirtujesz to masz problem.

            W kwestii formalnej na skutek penetracji to nie to samo co orgazm pochwowy.
    • twojabogini Re: 70% 26.03.14, 14:30
      Dalej mi się nie chce wklejać - ale wiedza o tym, jak niewiele kobiet potrafi szczytować podczas stosunku jest dostępna. Podobnie jak dostępna jest wiedza o tym jak wiele kobiet radzi sobie z tym problemem po prostu udając i w przekonaniu, że to ona jest anomalią. Oraz jak wiele kobiet przez to cierpi.

      Co do tego - dlaczego tylko 30% potrafi.

      Jedni będą twierdzić, że to ewolucyjne uwarunkowanie (niektórzy od psychoewo twierdza jednak, że przyjemność kobiety zanika po spełnieniu prokreacji - co nie pokrywa się z relacjami kobiet, że przed prokreacją tez takiego oragazmu nie miały, w co niektórzy panowie nie chcą uwierzyć, inne nurty psychoewo twierdza, że to dlatego, że kobiety są poligamiczne i do orgazmu muszą mieć stosunek z wieloma panami - - hehe pewnie, że tak - aż się trafi taki co umie :)

      Inni, że partner nie ten i chemia wygasła (znów kłopot z uwierzeniem, że jak chemia była to ten jeden konkretny rodzaj orgazmu ona udawała dla dobra sprawy). Zresztą - co zawsze partner jest nie ten aż dla 70% kobiet? I wszystkie one chodzą do łózka bez chemii?

      Według moich doświadczeń, lektur, relacji innych kobiet - te 70% wynika z braku wiedzy o kobiecej seksualności, a orgazmu pochwowego da się nauczyć. Nie jest to kwestia hokus pokus, a techniki osiągania orgazmu. Doświadczony kochanek (co nie znaczy, że nie wiadomo ile kochanek posiadł, mógł mieć nawet jedną, albo nawet żadnej jeśli poczytał odpowiednie lektury) może tego nauczyć kobietę, doświadczona kochanka - może nauczyć dawania kobiecie orgazmu mężczyznę.

      W badaniach nie podaje się też, że 70% kobiet dotyczy naszego kręgu kulturowego - co jest bardzo istotne z punktu potencjalnej zdolności kobiet do orgazmu w ogóle i czynników kulturowych. Oraz, że w nieco dawniejszych statystykach, przed rozpowszechnieniem wiedzy o orgazmie łechtaczkowym - w badaniach ankietowych około 70 % kobiet w ogóle nie przeżywało żadnego orgazmu z partnerem, a spora liczba nawet solo. Bo go nie osiągały, skoro mężczyźni nie ruszali łechtaczek, a i niektórym kobietom jakoś to nie przychodziło do głowy.
    • twojabogini i ostatnie moje słowo na jakiś czas 26.03.14, 15:32
      Większość kobiet udaje przed sobą nawzajem, partnerami i przed światem orgazm pochwowy.

      Tak - twierdzę, że jest to przyczyna większości problemów małżeńskich z seksem i jego brakiem lub ochota lub częstotliwością. Twierdzę, że jeśli mężczyzna jest przekonany, że daje kobiecie orgazm, a ona unika seksu, a on czasem wyczuwa jej niechęć - to ona udaje. Że jak ona ma orgazmy przy każdym stosunku - to najprawdopodobniej udaje. Twierdzę, że jak kobieta podczas stosunku się nie porusza, jej wewnętrzne mięśnie nie pracują, a pojawia się tylko pulsowanie na koniec- to także z dużym prawdopodobieństwem jest to udawane. Udaje większość kobiet. A czasem udaje nawet jeśli rusza się jak głupia i macha głową i mdleje z rozkoszy :)

      Twierdzę także, że jeśli kobieta na początku związku była aktywna seksualnie, a potem przestała być - to najczęstszą przyczyną jest to, ze nie nauczyła się orgazmu, zafiksowała na nim i seks stał się dla niej nieprzyjemny - bo udając upragniony przez siebie i partnera orgazm pochwowy wprowadziła w błąd partnera i siebie. Twierdze tez że nie można za to winić kobiet - tak robi większość kobiet, w obawie przed utrata partnera, chcąc podtrzymać związek. Robią to z miłości nie wyrachowania i to one na tym najbardziej cierpią.

      Twierdzę też, że kobiety głupieją, gdy czytają statystyki, bo liczba 70 % kobiet bez orgazmu pochwowego jest im znana - co nie zmienia faktu że wszystkie ich znajome maja po kilka orgazmów pochwowych na noc, włącznie z tymi po przejściach, gwałtach i molestowaniach. Twierdze też, że mężczyźni głupieją, gdy czytają statystyki, bo większość ich kochanek miała orgazm przy stosunku, nawet w czasach gdy byli ledwo opierzeni i słabo się znali. Przecież nawet prostytutki i przelotne kochanki mają z nimi orgazmy. Co tylko potwierdza skalę zjawiska nie tych nie mających - to jest zbadane, ale tych które systematycznie udają - to w zasadzie ta sama liczba (jeszcze raz - to ile znanych wam kobiet nie ma orgazmu przy stosunku?wszystkie mają?)

      Parę razy zdarzyło mi się rzucić w kobiecym gronie kwestię orgazmu przy stosunku. Gdy któraś szczerze przyznała, że nie ma - reszta rzucała się na nią jak stado wron i opowiadały o swoich cudownych (posiłkując się opisami z gazet,a ostatnio ze stron z internetu). Jak wchodziłyśmy na nowy poziom rozmowy - okazywało się, że te najgłośniej krzyczące - też nie mają. Czasem kobiety płakały z ulgi, że w końcu mogą o tym pogadać. Wszyscy znani mi mężczyźni mają i mieli wyłącznie niemal kochanki, które mają z nimi orgazmy przy stosunkach i tego z kolei nic nie zmieni. Wszyscy są ogierami i szczęśliwie trafiają i przyciągają jedynie te 30% co przy stosunkach dochodzą.

      Reakcje na forum są reprezentatywne. Gdy kobieta przyznaje się że nie ma - to jest atakowana przez kobiety w stylu, no co ty nie masz, coś z tobą nie tak.
      Gdy mężczyźnie się sugeruje, że niechętna żona może nie mieć frajdy z seksu - usłyszymy tysiąc powodów i domysłów dla których tak jest - poza najbardziej oczywistym, że żona nie garnie się do tego, co nie sprawia jej przyjemności. Szczególnie będą się w tym lubować zwolennicy brzytwy Ockhama ;)

      Bardzo podobnie jest w realu - czyli jak widać jesteśmy tu zazwyczaj na tyle samo szczerzy na ile potrafimy być w realu. Mimo to - kobietom, które nie mają orgazmu pochwowego radzę uznać, że są w większości i coś z tym w końcu zrobić (od zaakceptowania tego co mają na początek, po nauczenie się orgazmu - tylko może z pominięciem porad polskich seksuologów, radzących "szukanie jakichś blokad". Naprawdę - po Freudzie wymyślono i odkryto dużo nowych rzeczy, choćby wibratory i ćwiczenia pochwy i ciała). Dobrze też robi pogadanie z innymi kobietami, które będą szczere. W związkach zaś ze szczerością radzę uważać - jeśli chcecie utrzymać związek to nie jest dobry pomysł (chociaż tkwienie w kłamstwach też nie jest fajne). Warto spojrzeć na związek jaki jest i przynajmniej przed sobą przyznać, ile złego zrobiło całe to udawanie i uznanie, że ten facet, jeśli poza tym jest okej - nie jest wcale taki zły i nieczuły, tylko tkwi w błędzie. Jeśli go kochacie - to jakoś da się na prostą wszystko wyprowadzić, bez wtajemniczania go - nie dlatego, że jest burakiem. Dlatego, że to chyba bardzo trudne dla mężczyzny przyjąć taka prawdę (co zresztą jest jedna z przyczyn dla których tyle kobiet decyduje się udawać).

      A mężczyznom raczę - skoro maja te swoje ścisłe męskie umysły - wykonać parę działań matematycznych, przyjmując za punt wyjścia następujące dane: 70% kobiet nie osiąga orgazmu przy stosunku, z pozostałych 30% większość nie osiąga go za każdym razem. Większość kobiet radzi sobie udając. Biorąc to wszystko pod uwagę, jeśli macie szczytująca perełkę w domu, która się nie garnie do seksu - jakie jest prawdopodobieństwo, że to jak w większości par i przypadków był teatrzyk? Jakie zaś jest prawdopodobieństwo, że wasza szczytująca (lub niegdyś szczytująca) za prawie każdym razem perełka, należy do 30% kobiet, w tym zaś do jeszcze mniejszej grupy kobiet szczytujących przy stosunku niemal zawsze - a przy tym bardzo nie lubi seksu, tak że go unika, mimo, że grozi to rozpadem związku, rodzi konflikty i nawet czasem groźbę, że odejdziecie (co już z pewnością większość panów w desperacji swoim perełkom zdążyła oznajmić).

      I jeszcze jedno - jeśli naprawdę swoją kobietę kochacie i połapiecie się że odstawia lub odstawiała w przeszłości teatrzyk z orgazmem przy stosunku (tylko nie wpadajcie w paranoję - reszta nie była udawana, kobiety lubią seks i sprawia on im frajdę, nawet jak nie potrafią dojść przy penetracji) - to przeczytajcie uważnie nawet te zalinkowane relacje kobiet.

      Pomyślcie nad przyczynami dla których cały ten teatr się zaczął (miłość, lęk, że coś ze mną nie tak, obawa przed odrzuceniem prze kochanego mężczyznę, chęć zadowolenia go - a nie wyrachowanie) i uświadomcie sobie ile bólu, niepotrzebnego cierpienia fizycznego i psychicznego wasze partnerki przysporzyły przede wszystkim sobie i jak cierpią teraz (nawet te które trochę obwiniają za swój brak orgazmu wasz brak umiejętności - bo i tak bywa - w końcu to mężczyzna w naszej kulturze ma być przewodnikiem, znawcą itp.). I znając ich ból - po prostu je przytulcie i zacznijcie rozmowę. A potem na jakiś czas dajcie sobie spokój z seksem, wybaczcie sobie nawzajem co złego się działo, pomyślcie o swojej roli w teatrzyku i tym, dlaczego w ogóle się zaczął (zadawaliście pytania "po",? a może usilne próby doprowadzenia kobiety do orgazmu przy stosunku, a może sugestia albo zwierzenie, ze poprzednia miała?). Pomóżcie partnerce być szczerą i nauczcie się razem jej orgazmu. A zanim się nauczycie - cieszcie się tym co macie - powoli sobie przypominając jak fajny może być seks, gdy orgazm przy stosunku nie jest priorytetem i nikt niczego nie udaje, ale też nikt niczego nie oczekuje (w tym przeżycia orgazmu).

      Jeszcze jedno - mój kolega tantryk zaleca takie słowa na wstęp: "Moja mała głupia dziewczynko (to musi być bardzo czułe określenie - albo ton głosu, albo trzeba znaleźć inne), wiem że dotąd udawałaś przede mną. Wiem, że bałaś się odrzucenia, że czułaś się samotna, że myślałaś źle o mnie i o sobie. Wiem ile bólu i cierpienia ci to przysporzyło. Jesteś moją słodką księżniczką. Nie gniewam się i wybaczam ci. Chciałbym nauczyć się ciebie, akceptuję cię taką jaką jesteś. Wybacz mi." Podobno najczęstsza reakcją jest płacz. Niektóre kobiety jednak nadal zaprzeczają.

      Przesłałam tekst koleżance która boryka się z problemem BSM i brakiem i udawaniem orgazmu (on nie wie), czy nie wyśmiałaby chłopa, bo wydało mi się to zbyt sentymentalne - powiedziała, że się popłakała, gdy wyobraziła sobie, że mogłaby coś takiego usłyszeć. I nie mogła się uspokoić.
      • rekreativa Re: i ostatnie moje słowo na jakiś czas 26.03.14, 15:57
        To się zwierzę, że i mnie dopadają ambiwalentne uczucia co do orgazmu przy stosunku - z jednej strony czytam o tych 70%, czyli większości, z drugiej czytam opisy na forum, jak to babki mają z każdym, bez problemu i że wystarczy poćwiczyć mięśnie.
        I zaczynam mieć coś w rodzaju poczucia winy - że widocznie nie mam wystarczającego kontaktu z ciałem, że nie ćwiczę tak jak należy, że w ogóle może głupia jestem i zaciskam nie to, co trzeba....
        I tak, też słyszałam opowieści od męża, jak jego była miała zawsze i na zawołanie, aczkolwiek to nie było na zasadzie pretensji do mnie, nie. Ja od początku niczego nie udaję, więc sprawa jest jasna. Mam orgazm inaczej, ale wciąż podczas stosunku, więc po prostu zrezygnowałam z pogoni za tym pochwowym. Teraz myślę, że niesłusznie, ale z kolei nie chcę się na tym orgazmie fiksować.
        Ech, jak tu znaleźć złoty środek?
        • sea.sea Re: i ostatnie moje słowo na jakiś czas 26.03.14, 16:15
          > Ech, jak tu znaleźć złoty środek?

          No właśnie, najpierw była walka o prawo do damskiego orgazmu, a teraz orgazm się okazuje obowiązkiem, bo jak nie masz pochwowego, to frustrujesz swojego chłopa (nawet jeśli mówi, że nie, na pewno udaje, jak te nierozbudzone żony udają orgazmy), nie masz kontaktu z ciałem, a Twój facet to pipa boża, która nie wie co robić z kobietą. Rany...

          Ja tam sobie znalazłam faceta, który był wyjątkowo przekonujący w kwestii, że obsługa mnie w taki a nie inny sposób w ogóle mu nie przeszkadza, a wręcz nawet bardziej cieszy, bo sobie lubi popatrzeć w spokoju na damski orgazm, a w trakcie stosunku jednak różne czynniki rozpraszają. Skutek? Wylazłam z wieloletnich uwarunkowań masturbacyjnych, uwrażliwiła mi się pochwa, zaczęłam miewać orgazmy w pozycjach do tej pory niedostępnych, znacznie łatwiej mi osiągnąć orgazm z nim, niż samej, miewam też dość często orgazmy przy stosunku (choć nie od samej penetracji) - co wcześniej było awykonalne. I jak słyszę, że powinnam obligatoryjnie mieć pochwowy, bo inaczej mi się biedaczek sfrustruje, straci wiarę w swą męskość, może nawet zacznie unikać pożycia - to mam ochotę komuś przywalić.
          • hello-kitty2 Re: i ostatnie moje słowo na jakiś czas 26.03.14, 18:19
            sea.sea napisała:

            > Ja tam sobie znalazłam faceta, który był wyjątkowo przekonujący w kwestii, że o
            > bsługa mnie w taki a nie inny sposób w ogóle mu nie przeszkadza, a wręcz nawet
            > bardziej cieszy, bo sobie lubi popatrzeć w spokoju na damski orgazm, a w trakci
            > e stosunku jednak różne czynniki rozpraszają. Skutek? Wylazłam z wieloletnich u
            > warunkowań masturbacyjnych, uwrażliwiła mi się pochwa, zaczęłam miewać orgazmy
            > w pozycjach do tej pory niedostępnych, znacznie łatwiej mi osiągnąć orgazm z ni
            > m, niż samej, miewam też dość często orgazmy przy stosunku (choć nie od samej p
            > enetracji) - co wcześniej było awykonalne. I jak słyszę, że powinnam obligatory
            > jnie mieć pochwowy, bo inaczej mi się biedaczek sfrustruje, straci wiarę w swą
            > męskość, może nawet zacznie unikać pożycia - to mam ochotę komuś przywalić.

            I bardzo dobrze. Wg mnie spokojnie mozesz (zamiast przywalac ;) przyjac, ze Ciebie To nie dotyczy. Mnie o tyle dotyczy, ze ja nie potrafie sobie znalezc takiego kompatybilnego partnera wiec musze sie podciagnac z orgazmow ;-) Ale gdybym takiego miala tez bym pewnie machnela reka, po co sobie robic problemy.
        • kag73 Re: i ostatnie moje słowo na jakiś czas 26.03.14, 16:59
          No i bardzo dobrze, bo masz orgazm i jestes zadowolona. Nazywa sie, ze 70 do 80% kobiet potrzebuje bezposredniej stymulacji lechtazki, zeby miec orgazm.
          Niektorym zdarza sie tez orgazm dzieki posredniej stymulacji lechtaczki, niemniej jednak wiekszosc kobiet nie ma oragzmu podczas TYLKO penetracji pochwy przez penisa. Tak podaje niemiecka wikipedia.
        • hello-kitty2 Re: i ostatnie moje słowo na jakiś czas 26.03.14, 18:35
          rekreativa napisała:

          > To się zwierzę, że i mnie dopadają ambiwalentne uczucia co do orgazmu przy stos
          > unku - z jednej strony czytam o tych 70%, czyli większości, z drugiej czytam op
          > isy na forum, jak to babki mają z każdym, bez problemu i że wystarczy poćwiczyć
          > mięśnie.

          Takie doniesienia to tylko od mezczyzn tu bywaly typu orgazmy z wrazenia czy jakies tam wiec mozna je miedzy bajki wlozyc, nie ma co sie nad tym zastanawiac.

          > I zaczynam mieć coś w rodzaju poczucia winy - że widocznie nie mam wystarczając
          > ego kontaktu z ciałem, że nie ćwiczę tak jak należy, że w ogóle może głupia jes
          > tem i zaciskam nie to, co trzeba....
          > I tak, też słyszałam opowieści od męża, jak jego była miała zawsze i na zawołan
          > ie, aczkolwiek to nie było na zasadzie pretensji do mnie, nie. Ja od początku n
          > iczego nie udaję, więc sprawa jest jasna. Mam orgazm inaczej, ale wciąż podczas
          > stosunku, więc po prostu zrezygnowałam z pogoni za tym pochwowym. Teraz myślę,
          > że niesłusznie, ale z kolei nie chcę się na tym orgazmie fiksować.
          > Ech, jak tu znaleźć złoty środek?

          Wydaje mi sie, ze to zalezy czego Ci potrzeba. Jesli jest Ci dobrze, tak jak jest to po cholere cos zmieniac. Zauwaz, ze te wszystkie przypadki kobiet, ktore opisuje Boginii to o rozwod sie ocieraly. No to gdziez te przypadki do Twojego? Tam dochodzilo do silnej seksualnej frustracji, a Ty czujesz sie sfrustrowna? Chyba nie, co? To nie ma sie co przejmowac.
          • arcibiskup Re: 70% 26.03.14, 19:26
            a już miałem nadzieję że przyjemny temat o trunkach dla prawdziwych mężczyzn,
            a tu narzekanie pewnie otłuszczonej, że receptory w tłuszczu śpią. Było tyle jeść pytam się ?????
            • rekreativa Re: 70% 26.03.14, 20:42
              Idź ty się trollu utop, bo pierdolisz jak potłuczony.
              Nie masz innych zajęć niż wypisywanie bzdetów po forach? Ile ty masz lat? Trzynaście?
              • mojemail3 Re: 70% 28.03.14, 11:17
                rekreativa napisała:

                > Idź ty się trollu utop, bo pierdolisz jak potłuczony.
                > Nie masz innych zajęć niż wypisywanie bzdetów po forach? Ile ty masz lat? Trzyn
                > aście?

                No, ja tu chciałam napisać,że jesteś cudowna...Ale tym samym dołączasz do zbioru kobiet na forum epatujących zbyt ekspresyjnym słownictwem;-)
                Ale czasem się nie da, no nie da się inaczej...
                Ciekawe, czy się troll utopił,dobrze by było;-)
                • rekreativa Re: 70% 28.03.14, 11:30
                  No chyba właśnie nie epatuję, bo póki co, to mi się wymsknęło wyłącznie do chamskich trolliszczy, których organicznie nie cierpię i zwalczam.
        • that.bitch.is.sick Re: i ostatnie moje słowo na jakiś czas 27.03.14, 13:26
          rekreativa napisała:

          > To się zwierzę, że i mnie dopadają ambiwalentne uczucia co do orgazmu przy stos
          > unku - z jednej strony czytam o tych 70%, czyli większości, z drugiej czytam op
          > isy na forum, jak to babki mają z każdym, bez problemu i że wystarczy poćwiczyć
          > mięśnie.
          > I zaczynam mieć coś w rodzaju poczucia winy - że widocznie nie mam wystarczając
          > ego kontaktu z ciałem, że nie ćwiczę tak jak należy, że w ogóle może głupia jes
          > tem i zaciskam nie to, co trzeba....
          > I tak, też słyszałam opowieści od męża, jak jego była miała zawsze i na zawołan
          > ie, aczkolwiek to nie było na zasadzie pretensji do mnie, nie. Ja od początku n
          > iczego nie udaję, więc sprawa jest jasna. Mam orgazm inaczej, ale wciąż podczas
          > stosunku, więc po prostu zrezygnowałam z pogoni za tym pochwowym. Teraz myślę,
          > że niesłusznie, ale z kolei nie chcę się na tym orgazmie fiksować.
          > Ech, jak tu znaleźć złoty środek?

          Rekreativa, jeśli czytałaś między innymi mój opis bo zaliczam się do tych co napisały że mają z każdym, to musisz wiedzieć że ja nic w tym kierunku nie robiłam jestem swego rodzaju wybrykiem, wręcz miałam problemy z tego powodu bo miałam czasem szybciej niż facet i seks mnie frustrował i partnera, więc mną sie nie sugeruj zupełnie. Co do innych kobiet, to jest procent kobiet które mają orgazmy pochwowe, w tym kobiety co tak maja od zawsze i te które do tego doszły czy się u nich pojawiły w trakcie współżycia. Mam świadomość że tych kobiet jest mniejszość, że większość ma z orgazmem podczas stosunku trudność i zupełnie nie uważam że trzeba poćwiczyć i to cały problem.
          Tylko co z tymi kobietami które nie potrzebują technik żeby mieć orgazm, już nie mówię o sobie, ale co ze świadectwami pań które nauczyły się przeżywać orgazm?
          Zastanawiam się po prostu, nie mówię o tobie ale co do tych liczb - 70 procent kobiet które nie szczytują.. Jak wiele kobiet narzeka na sylwetkę, nie jest zadowolona ze swojego ciała, a ile z nich podejmuje regularny trening. Pytałam się często pań co narzekały na cellulit ile z nich zrobiło coś w tym kierunku, podjęło np. 30 dniowe wyzwanie squatów z obciążeniem?
          Ile kobiet narzekających na nadwagę miało większy kontakt w życiu z paczką ptasiego mleczka niż z bieżnią? I analogicznie ile jest wśród tych udawających orgazm racjonalizujących problem, tych które zwalają na partnera, wyszukują mity że taka jest natura, takich którym nie zależy? Ciekawi mnie ile pań (bo ty może rekreativa masz realny problem i się podjęłąś i wiesz) rzeczywiście podjęło jakiś program ćwiczeń kegla, coś zrobiło w tym kierunku..i tyle.



      • zyg_zyg_zyg Re: i ostatnie moje słowo na jakiś czas 26.03.14, 16:07
        > Reakcje na forum są reprezentatywne. Gdy kobieta przyznaje się że nie ma - to j
        > est atakowana przez kobiety w stylu, no co ty nie masz, coś z tobą nie tak.

        Fantazja Cię ponosi, Bogini. Nigdy tutaj nie spotkałam się z podobną reakcją. No chyba, żeby uznać za takową Twoje "kobietom, które nie mają orgazmu pochwowego radzę (...) coś z tym w końcu zrobić". Należę do 70 procent kobiet, które nie szczytują podczas stosunku. Nie myślę o sobie, jako o osobie ułomnej. Co więcej, w przeciwieństwie do Ciebie nie uważam, żeby brak orgazmu podczas stosunku był felerem bezwzględnie koniecznym do naprawienia. Może faktycznie ze względu na partnera, który żebym doszła musi wykonać konkretną robotę, zamiast dać mi to "przy okazji", warto byłoby zwiększyć swoje szanse, żeby się pojawił. Ćwiczenie mięśni Kegla, zwiększanie świadomości własnego ciała ok - uważam że są rzeczy ogólnie pożyteczne - ale pomysł specjalnej pracy nad orgazmem podczas stosunku mnie odrzuca.

        Ja nie osiągam orgazmu mimochodem. Muszę się skupić nad tym, żeby go mieć. Czasami muszę go "wyciągnąć za uszy" - nie przegapić momentu, który zapowiada jego nadejście, i pilnować, żeby mi nie uciekł. Nie mam orgazmu bez skupienia. Co więcej, pieszczoty łechtaczki, nie są dla mnie wartością samą w sobie, jeśli nie prowadzą do szczytu - wolę już wtedy je pominąć. Inaczej jest z penetracją. Daje przyjemność, jest przyjemnością samą w sobie - taką, która nie wymaga złapania, przytrzymania i tego skupienia. Jest treścią samą w sobie. Jasne - nie samym stosunkiem żyje człowiek :-). Orgazm w seksie jest mi zdecydowanie potrzebny do szczęścia (choć nie musi być za każdym razem). Orgazm podczas stosunku już niekoniecznie.
        • kag73 Re: i ostatnie moje słowo na jakiś czas 26.03.14, 16:53
          Dla mnie najlepszametoda jest przyjac, ze orgazm to orgazm i nie wazne jak sie go osiaga. Najwazniejsza jest satysfakcja i zadowolenie z zycia seksualnego.
          To moje zdanie.
      • gogol77 Ja pieprzę, wiec ona udaje?? 28.03.14, 21:37
        twojabogini napisała:
        Większość kobiet udaje przed sobą nawzajem, partnerami i przed światem orgazm pochwowy.
        ...Twierdzę, że jeśli mężczyzna jest przekonany, że daje kobiecie orgazm, a ona unika seksu, a on czasem wyczuwa jej niechęć - to ona udaje. Że jak ona ma orgazmy przy każdym stosunku - to najprawdopodobniej udaje. Twierdzę, że jak kobieta podczas stosunku się nie porusza, jej wewnętrzne mięśnie nie pracują, a pojawia się tylko pulsowanie na koniec-to także z dużym prawdopodobieństwem jest to udawane. Udaje większość kobiet. A czasem udaje nawet jeśli rusza się jak głupia i macha głową i mdleje z rozkoszy :)

        No to ładne kwiatki! Wszystko legło w gruzach. Te Jej orgazmy to ściema!!! Teatrzyk!!!. A ja głupi pławiłem się w samouwielbieniu, że jestem taki fantastyczny gość co to daje swojej kobiecie cale konstelacje pięknych orgazmów. I co teraz będzie?
        Bogini, zadziałałaś według tego samego scenariusza co ci faceci od zamachu smoleńskiego – wystarczyło zasiać ziarno niepewności, reszty dokona paranoja. Już działa i nic już nie będzie takie jak przedtem.
        Próbowałem w Jej oczach odnaleźć potwierdzenie autentyczności tych jej orgazmów. Ale Ona perfidnie w czasie orgazmu zamyka oczy. Oczywiście coś chce ukryć, Co? Jak to co? To że udaje!!!
        Cipka Jej pulsuje? Ściema, teatrzyk - to wytrenowane kulkami gejszy mięśnie Kegla które Ona uruchamia w odpowiednim momencie. Kulek nigdy nie widziałem, ale na pewno trzyma je gdzieś w przepastnych głębiach tej Jej wielkiej torby.
        Robi się cala mokra od byle jakiego sygnału, że będzie bzykana? Ściema, na pewno kupuje w aptece jakieś lubrykanty i smaruje się nimi Tylko dlaczego tak obficie? Może nie wie ile stosować by było tak jakby było naturalnie.
        Po odlocie leży nieżywa i patrzy na mnie maślanymi oczami. Na pewno te oczy to Ona wytrenowała przed lustrem.
        I nie pozwala dotknąć cipki bo podobno jest nadwrażliwa – pewnie to gdzieś wyczytała i perfidnie włączyła do repertuaru swojego teatrzyku
        Dobrze, że jeszcze nie wpadła na to by wydawać z siebie te regularne dźwięki takie jak w pornosach, ale wszystko przed nami.
        W celach śledczych (jeśli jest dziennikarstwo śledcze to pewnie może być tez erotyka śledcza?) – wczoraj gdy była tuż przed orgazmem – zawiesiłem na chwilę swoją aktywność suwową.. Najpierw popatrzyła na mnie z mieszaniną zawodu i oburzenia a potem doprowadziła się sama do finału kilkunastoma szybkimi ruchami swoich bioder, Gdy Jej potem powiedziałem o co szło – chciała mnie pobić i odgrażała się że już mi nigdy nie da a jak Jej się będzie chciało to sobie zrobi sama. A nie mówiłem, że udaje!!
        Zwaliłem wszystko na Boginię i dała się przebłagać. Ale patrzcie jaka podła - repertuar tego swojego teatrzyku to Ona ma przygotowany w rożnych wersjach i na każdą nietypową ewentualność. :) :)

        • twojabogini Te eksperymnty, ech... 29.03.14, 11:44
          gogol77 napisał(a):

          Gogol, nie doczytałeś. Udająca kobieta z czasem traci ochotę na seks. Jeśli twoja partnerka jest z tobą w łóżku i nie ma z tym problemów - no to chyba dobrze?

          To co pisałam o udawaniu dotyczy głównie kobiet, które albo są na początku związku i zależy im na parterze (a sądzą, że orgazm przy stosunku jest ważny dla mężczyzny i nie chcą go ranić) - co absolutnie nie znaczy, że wszystkie udają (statystycznie 30% nie musi :), albo systuacji w których kobieta regularnie dochodziła, teraz tez jeśli już do czegoś dojdzie dochodzi - a przy tym komunikat jest sprzeczny, bo seksu unika, a podczas czuć czasem wręcz jej niechęć, oraz, ze to jest dla partnera.

          Swoją drogą - nie martw się, ja pod wpływem forum sprawdzałam, męża i jeszcze parę koleżanek namówiłam na testowanie ich osobistych ślubnych/ukochanych. Sprawdzałyśmy, czy do orgazmu mężczyzny wystarczy damska cipka. I wiesz co? Nie wystarczy. Zasady były proste, naśladować zachowania mężczyzny podczas stosunku (ustaliłyśmy, że te powtarzające się to -narzucić lub zmienić kąt i tempo akcji, klepnąć w tyłek ze średnim wyczuciem lub w nieodpowiednim momencie, ustawić nieco inaczej partnera). Żaden z panów nie doszedł - testowanych było jak dotąd 4. Odkryłyśmy przy tym zabawną rzecz - każdy z panów czuł się w obowiązku wytłumaczyć (chyba miałem ciężki dzień :) i albo nie wiedzieli co się zmieniło i co spowodowało trudności, albo jakoś nie potrafili się przyznać, że im żona/partnerka przeszkadzała :)

          • gogol77 Re: Te eksperymnty, ech... 29.03.14, 12:28
            twojabogini napisała:
            > Gogol, nie doczytałeś.

            Bogini, doczytałem. I tak w ogóle to ja Twoje teorie uważam za mądre. Choć nie do końca, bo np. uważam, że to nie wina Sabata, ze ona nie ma orgazmów i nie chce się bzykać.
            A mój wpis ma charakter trochę prześmiewczy ale nie tylko. Bo to pod wpływem Twojego pisania po raz pierwszy zdarzyło mi się popatrzeć na Nią podejrzliwie w czasie orgazmu.
            I najgorsze, że uzmysłowiłem sobie, że właściwie to wszystko co widzę/czuję może być fake, może być podróbą. Że to tylko sprawa kunsztu aktorskiego. I ogarnęła mnie taka paranoja!!
            Więc ten paranoidalny stan swojego ducha przelałem na forum.
            • twojabogini Re: Te eksperymnty, ech... 29.03.14, 12:37
              gogol77 napisał(a):

              > I najgorsze, że uzmysłowiłem sobie, że właściwie to wszystko co widzę/czuję moż
              > e być fake, może być podróbą. Że to tylko sprawa kunsztu aktorskiego. I ogarnęł
              > a mnie taka paranoja!!

              Nie rób sobie tego :) Jeśli wszystko jest ok, to bez sensu się umartwiać. To byłaby taka sama porażka, jak w parze w której seks jest fajny, oboje zadowoleni, fiksować się na orgazm pochwowy, bo taki jest modny.

              Swoją droga nawet jeśli kobieta robi teatrzyk - a życie seksualne się układa, to także nie problem. Teatrzyk to także jeden z fajniejszych elementów seksu, kobiety tez lubią jak im mężczyzna do ucha pojęczy :)
            • marek.zak1 Re: Te eksperymnty, ech... 29.03.14, 12:42
              Orgazm i Tobie moze spieprzyć zycie, seksualne i ni etylko. Uważaj.
              • kag73 Re: Te eksperymnty, ech... 29.03.14, 15:05
                marek.zak1 napisał:

                > Orgazm i Tobie moze spieprzyć zycie, seksualne i ni etylko. Uważaj.

                Ales Ty madry, bo orgazmy masz:) Wyobraz sobie, ze bys ich nie mial!
    • yoric Re: 70% 26.03.14, 18:19
      Widzę, że wpisy TB przekroczyły już objętość, która pozwoliłaby się im zmieścić w jednym wątku :).

      Zachwyca mnie, jak TB kompletnie nie przeszkadza, że jej nowa teoria nie zgadza się ze zdrowym rozsądkiem (jak zwykle), z jej poprzednią teorią, z faktami, z danymi, oraz z doświadczeniami i wypowiedziami Forumowiczek. To jest fascynujące, jak te wszystkie czynniki kompletnie nie robią na niej wrażenia. Widzę tu w akcji tego przysłowiowego matematyka, który cierpliwie wyjaśnia trzmielowi, że ten nie ma prawa latać.
      • twojabogini Drogi yoricu 27.03.14, 16:11
        Watek osobny, bo i tematyka osobna. Watek jest dedykowany dla panów, którym sienie mieści w głowie, że 70% kobiet nie potrafi dojść na skutek penetracji pochwy, czyli czystego stosunku bez dodatkowej stymulacji łechtaczki.

        > Zachwyca mnie, jak TB kompletnie nie przeszkadza, że jej nowa teoria nie zgadza
        > się ze zdrowym rozsądkiem (jak zwykle)

        Przeczytaj sobie wpisy nie tylko moje, bo ja także do tych 70% należałam, a właściwie nadal należę, bo o ile orgazm na skutek stymulacji łechtaczki jest dla mnie osiągalny i dostępny w każdej chwili otyle orgazm na skutek stymulacji pochwy jest cudownym przeżyciem, dużo głębszym, ale za to trudno osiągalnym. Kobiety wypowiadające się w wątku raczej potwierdzają tezę 70% niż jej zaprzeczają.

        Więc jeśli na kimś coś nie robi wrażenia - to właśnie na tobie. Ani statystyka, ani bezpośrednie relacje kobiet najwyraźniej nie przekonają cię, że kobieca seksualność nie obejmuje szczytowania przy każdym stosunku zwłaszcza bez dodatkowej stymulacji.
        • yoric Re: Drogi yoricu 27.03.14, 17:09
          Droga TB,

          odnoszę się do tej konkretnej tezy

          "Tak - twierdzę, że jest to przyczyna większości problemów małżeńskich z seksem i jego brakiem lub ochota lub częstotliwością"

          która stoi w sprzeczności z danymi, z faktami, z wypowiedziami Forumowiczów i Forumowiczek, a przede wszystkim z Twoją wcześniejszą tezą, według której większość, cytuję i zaznaczam, "większość" BSwM wynika z czego innego.

          > Więc jeśli na kimś coś nie robi wrażenia - to właśnie na tobie...

          niestety nie mogę się do tego odnieść, ponieważ nie ma to żadnej styczności z moimi wypowiedziami.
          • mojemail3 Re: Drogi yoricu 27.03.14, 19:32
            yoric napisał:

            (...)"odnoszę się do tej konkretnej tezy która stoi w sprzeczności z danymi, z faktami, z wypowiedziami Forumowiczów i Forumowiczek, a przede wszystkim z Twoją wcześniejszą tezą, według której większość, cytuję i zaznaczam, "większość" BSwM wynika z czego innego(...)"

            A ja Ci powiem drogi yoricu, że w moim przypadku, BSwM wynikał ze wszystkiego po trochę, z przyczyn wymienianych przez TB.
            Pogadamy, jak będziesz w małżeństwie co najmniej 10 lat...
            • yoric Re: Drogi yoricu 27.03.14, 23:47
              Pani Adwokat,

              ale Pani klientka twierdziła poprzednio, że większość BSwM wynika z jednego czynnika, tj. niewystarczającego udziału mężczyzn w obowiązkach domowych. Ta teza nie została wycofana, a jednak teraz klientka twierdzi, że większość - znowu większość - BSwM wynika ze złej techniki mężczyzny.
              Jak to możliwe?
              • mojemail3 Re: Drogi yoricu 28.03.14, 12:05
                yoric napisał:

                > (...)" większość BSwM wynika z jednego czy
                > nnika, tj. niewystarczającego udziału mężczyzn w obowiązkach domowych. Ta teza
                > nie została wycofana, a jednak teraz klientka twierdzi, że większość - znowu wi
                > ększość - BSwM wynika ze złej techniki mężczyzny.
                > Jak to możliwe?

                Yoric, co Ty się tak burzysz straszliwie? Ci Cię tak to osobiście dotyka??? Może to też jest męskie życzeniowe myślenie w dziedzinie rzeczywistości w związku?
                Ty się lepiej chłopie nie żeń, nie miej dzieci, szkoda sensu.
                Bo to jest "krew, pot i łzy" jak zapowiadał swym rodakom Winston Churchill przed wielką walką...
                Jednak jest szansa na zwycięstwo, głównie nad samym sobą ;-)
                • zyg_zyg_zyg Re: Drogi yoricu 28.03.14, 12:22
                  Yoric się tylko burzy na używanie przez Boginię słowa "większość" w sposób sprzeczny z rzeczywistością. Ktoś mu odbiera monopol... :-)
                  • yoric Re: Drogi yoricu 28.03.14, 15:48
                    > Yoric, co Ty się tak burzysz straszliwie? Ci Cię tak to osobiście dotyka?

                    Nie burzę się i nie dotyka. Punktuję bzdury - zob. niżej. "Co cię dotyka" to nie jest odpowiedź na moje pytanie. To nie jest w ogóle żaden argument w dyskusji. Jak nie ma argumentów, to zaczynają się próby amatorskiej psychoanalizy - jak już wiele razy pisałem, dyskutujmy o treści, a nie

                    > Yoric się tylko burzy na używanie przez Boginię słowa "większość" w sposób sprz
                    > eczny z rzeczywistością. Ktoś mu odbiera monopol... :-)

                    no nie tylko. Punktuję bzdury, które w linii prostej biorą się z ideologicznej podbudowy - te błędne założenia promieniują potem absurdalnymi konsekwencjami, które obnażam jedną po drugiej.
                    Na początek dwie sprzeczne tezy, z których każda tłumaczy "większość" przypadków zjawiska. Z samych najprostszych zasad logiki wynika, że nie ma opcji, żeby to się mogło zgadzać - ale to ani TB, ani jej adwokatkom po prostu nie przejdzie przez gardło.

                    Później banalny fakt, że którekolwiek z twierdzeń o większości - zaznaczmy, tak kategorycznie stawianych twierdzeń - nie ma żadnego umocowania w niczym poza wrażeniami TB na podstawie jej rozmów z kobietami znajdującymi się w określonej sytuacji emocjonalnej. Tu podaje kontrargumenty powułując się na dane (w odpoiedzi słysząc "co cię tak boli", "jaki masz kompleks" - nawiasem mówiąc).

                    Potem cała gama bzdur, które muszą wynikać z błędnych założeń, czego najnowszym przykładem jest odkrycie, że mężczyźni zawdzięczają orgazmy seksualnemu wyedukowaniu kobiet (także w czasach prehistorycznych) - tutaj także nie widziałem komentazy adwokatek :).
                    • rekreativa Re: Drogi yoricu 28.03.14, 16:08
                      Czyli głównie chodzi Ci o generalizację, tak?
                      Że TB na podstawie własnych obserwacji wyciąga wnioski na całą populację? (a przynajmniej takie można odnieść wrażenie).
                      Bo chyba nie zaprzeczasz samemu faktowi, że babka może stracić ochotę na seks, jeśli ten seks nie daje jej przyjemności? I że ta przyjemność w jakimś stopniu zależy również od działań partnera?
                      (w końcu gdybyśmy mieli sobie podczas seksu orgazmy robić sami, to po kiego grzyba ludzie by w ogóle uprawiali seks? )


                      " Potem cała gama bzdur, które muszą wynikać z błędnych założeń, czego najnowszym
                      > przykładem jest odkrycie, że mężczyźni zawdzięczają orgazmy seksualnemu wyeduk
                      > owaniu kobiet"

                      Owszem, to za daleko idący wniosek, bo jak już BBP oznajmił, facetowi nie trzeba żadnego ars amandi od kobiety, wystarczy mokra cipka.
                      (dla niektórych nie musi nawet być mokra...)
                      • kutuzow Re: Drogi yoricu 28.03.14, 17:02
                        rekreativa napisała:
                        > Bo chyba nie zaprzeczasz samemu faktowi, że babka może stracić ochotę na seks,
                        > jeśli ten seks nie daje jej przyjemności? I że ta przyjemność w jakimś stopniu
                        > zależy również od działań partnera?

                        Widzisz, Jak to mówią diabeł tkwi w szczegółach.
                        Jeszcze niedawno "obowiązująca wersja" teorii TB była taka, że to TECHNIKA faceta jest odpowiedzialna za przyjemność w seksie kobiety. Technika była tutaj słowem kluczem.

                        gdy pojawiła się krytyka, gdy zacytowałem tezy z artykułu który przytoczyła sama TB (a które pokazywały że kobiety same z siebie rzucają sobie często kłody pod nogi), to nagle nacisk na technikę znikł i teraz słowem kluczem jest ORGAZM. Oczywiście gdy znów pojawiły się krytyczne opinie od samych kobiet to wychodzi do pomieszania pojęć. Bo pierwotnie TB płakała nad losem kobiet które nie mają orgazmu POCHWOWEGO (a nie jakiegokolwiek), ale potem to zaczęło się rozmywać i nagle niczym królik z kapelusza pojawia się ORGAZM w miejsce wczesniejszej TECHNIKI.

                        > Owszem, to za daleko idący wniosek,

                        Widzisz mój osobisty problem z tezami TB jest taki że teza ta składa się z samych takich "za daleko" idących wniosków. Gdy zaczyna się to analizować to rozłazi się niczym stary materiał po praniu.
                        • sabat.77 Drogi Kutuzowie 28.03.14, 19:03
                          Niezależnie od tego jak bardzo rozłazić się będą te tezy TB, jedna ich oś pozostanie zawsze wspólna - winni są mężczyźni :D
                          • twojabogini Re: Drogi sabacie 29.03.14, 11:14
                            sabat.77 napisał:

                            > Niezależnie od tego jak bardzo rozłazić się będą te tezy TB, jedna ich oś pozos
                            > tanie zawsze wspólna - winni są mężczyźni :D

                            Ja bym to ujęła inaczej. Cokolwiek napiszę, ty i tak sprowadzisz to do tego, że obwiniam mężczyzn.

                            Nie uważam, że mężczyźni są winni temu, że 70% kobiet nie potrafi osiągnąć orgazmu na drodze stosunku, bez dodatkowej stymulacji łechtaczki. Takie są fakty i nikt tak naprawdę nie wie czemu tak jest (starzy psychoeweloe twierdzili, ze orgazm przy stosunku jest normą dla kobiet, tylko zanika po prokreacji, bo ma jeden cel - prokreację, nowsi psychoewole, w tym kobiety zdają sobie już sprawę, że nie istnieją zanikające orgazmy przy stosunku, mają dostęp do najnowszych badań - więc niektórzy doszli do wniosków, że kobieta potrzebuje się pieprzyc jak kotka, z wieloma partnerami po kolei i dlatego jeden facet nie wydoli, genderowcy wskażą na uwarunkowania kulturowe, hamowanie kobiecej seksualności w drodze wychowania itp.). Tak naprawdę to dyskusja akademicka - czemu tak jest dla pary, która ma z tym problem nie ma znaczenia.

                            Bardziej liczy się co z tym zrobić. Bo ani psychoewo ani gender recepty nie dają. A receptą jest: zaakceptować taką a nie inną seksualność kobiety i zrozumieć, że jest ona normalna. Zaakceptować, że kochanek jest dobry gdy daje kobiecie rozkosz, a nie gdy ją pieprzy, aż ona dostanie spazmów (jak to pokazują na filmach i to wcale nie fikanych). A potem wypracować takie techniki (jak to dla ciebie zbyt mało romantyczne słowo - to napiszę "pieszczoty") - które będą przyjemne dla obojga i będą prowadzić do kobiecej satysfakcji seksualnej, w tym orgazmu. Bo cokolwiek będą pisać mądrzy ludzie i specjaliści pokroju Starowicza - to kobiety wiedzą swoje, na dłuższa metę seks bez rozładowania seksualnego prowadzi do ostrej frustracji, depresji i pierdolca. Oraz tycia lub popijania wieczorami, a najczęściej popijania i tycia.

                            Gdy zaakceptujesz seksualność swojej kobiety, nauczysz się jej i nauczysz się ją zaspokajać (co nazywam techniką) - to ona sama będzie miała ochotę na seks z tobą. Nawet jeśli nie pozmywasz garów i obsikasz deskę.

                            Gdzie w tym wina mężczyzn? W tych momentach, w których nie chcą dostosować się do potrzeb partnerki - choć partnerka ochoczo dostosowuje się do ich potrzeb. Tak wiem - mężczyzna do satysfakcji seksualnej potrzebuje jedynie kobiecej pochwy. No to wyobraź sobie seks, w którym jest wszystko, tylko pochwa (ani żaden inny otworek) nie są udostępniane (albo tylko na chwilkę). A teraz pomyśl, że większość kobiet do satysfakcji potrzebuje męskiej dłoni lub języka, lub obu naraz - i pomyśl, że z jakiejś przyczyny nie są one w seksie przez wielu mężczyzn udostępniane, albo udostępniane tylko w ramach gry wstępnej. Broń boże, aby kobieta w "prawdziwym seksie" doszła za pomocą ręki swojej lub partnera - tak jest w wielu parach.

                            Pomyśl tez o kobietach, które decydują się na szczerość, otwarcie informując partnera o tym, że nie dochodzą przy stosunku, proszą o wprowadzenie nowych elementów, które będą fajne dla nich - a w odpowiedzi pan albo kobietę odrzuca, albo podejmuje starania, żeby ona zaczęła dochodzić przy stosunku. W tych sytuacjach uważam mężczyzn za winnych kobiecej frustracji seksualnej.
                        • twojabogini Re: Drogi yoricu 29.03.14, 10:52
                          kutuzow napisał:

                          >nagle nacisk na technikę znikł i teraz słowem kluczem jest ORGAZM

                          Ech, Kutuzow,

                          Technika ma na celu danie kobiecie orgazmu - więc dla słowa orgazm i satysfakcja seksualna słowo technika ma kluczowe znaczenie. Jeśli ktoś się zafiksował na orgazm pochwowy, (czy to kobieta, czy mężczyzna, czy para) - niech szukają techniki, która taki właśnie orgazm kobiecie da - a nie latami zamartwiają się, że takiego orgazmu nie ma. Wiem po sobie, że gdy się człowiek bez sensu zafiksuje, to nic innego nie będzie cieszyć.

                          Z drugiej strony - zważywszy, że kobieca seksualność zazwyczaj nie obejmuje dochodzenia do orgazmu drogą samego stosunku seksualnego (stąd watek 70%, który założyłam, bo okazało się w dyskusji, że dla niektórych panów to zupełna nowość) - to znacznie lepiej opanować po prostu technikę, która danej kobiecie sprawia przyjemność i prowadzi do jej seksualnego zaspokojenia.

                          >pierwotnie TB płakała nad losem kobiet które nie mają orgazmu POCHWOWEGO

                          Bo ich los - zważ że mówimy o losie 70% kobiet, jest w płaszczyźnie seksualnej bardzo trudny. Wiele z nich sądzi, że coś jest z nimi nie tak. Mają też problem z partnerami, którzy koniecznie chcą się sprawdzić i dać im ten pochwowy orgazm. Przy czym najlepsze - że zazwyczaj próby osiągnięcia tego orgazmu, to próby odbycia dłuższego stosunku, mocniejszych pchnięć, zmiana kąta - wszystko bez sensu i nic nie daje. Jeśli kobieta i jej partner nie mają wiedzy o seksualności kobiety - najczęściej skończy się teatrzykiem, a potem często BSM, lub problemami w inne sferze związku.

                          Jeszcze raz wyłożę ci swoją tezę: 70% kobiet nie osiąga orgazmów na drodze stosunku seksualnego, bez dodatkowej stymulacji łechtaczki. Za to mają wiele innych dróg osiągania orgazmu. Wiele z nich z powodu zafiksowania własnego lub partnera (przekonania, że kobieta powinna dochodzić przy stosunku) cierpi, odgrywa teatrzyki, regularnie jest sfrustrowana seksualnie. Co zazwyczaj prowadzi w dłuższej perspektywie do BSM.

                          Remedium na to jest popracowanie nad techniką, i nie chodzi tu o jakieś sztuczki, ale wypracowanie takich sposobów zaspokajanie kobiety, które będę przyjemne i satysfakcjonujące dla pary. Tak jak kobieta wypracowuje specjalne orgazmy, poprzedzone przyjemnością seksualną dla mężczyzny - pracując nad techniką orala czy stosowania ręki, piersi, stóp - to samo może uczynić mężczyzna dla kobiety.

                          Co do kłód pod nogi - piszę i wielokrotnie pisałam, że wiele kobiet nie potrafi rozbudzić swojej seksualności i jej nie zna. Można oczywiście latami biadolić, gdy taka żona się trafi, mieć pretensje do losu - albo wziąć fakty jakimi są i po prostu ją rozbudzić (i tu słowo technika będzie kluczowe, bo jak nie będziesz wiedział jak, to możesz sobie i choinkę w tyłek wsadzić, a kobieta pozostanie zimna jak tafla lodowa). Gdy tylko mogę zachęcam kobiety do własnych poszukiwań i samorozwoju.

                          Z drugiej strony - jeśli kobieta ma partnera, a swoją seksualność jest zmuszona rozwijać sama (bo partnerowi się nie chce, albo nie odpowiada to jego wizji seksu, albo zaspokajanie kobiety traktuje jak orkę na ugorze, albo woli się trzepać) - to taka kobieta się rozwinie, ale jest wtedy często po związku. Bo kobieta będzie się czuła odrzucona w najważniejszej sferze, a o tym bardzo trudno zapomnieć. Jakoś tak jesteśmy w większości ukształtowani, że więcej radości daje nam seks w parze niż solo (nawet gdy chwilowo jest odwrotnie, to i tak tęsknimy za seksem z drugą osobą).
                          • sabat.77 Re: Drogi yoricu 29.03.14, 11:04
                            twojabogini napisała:

                            > Co do kłód pod nogi - piszę i wielokrotnie pisałam, że wiele kobiet nie potrafi
                            > rozbudzić swojej seksualności i jej nie zna. Można oczywiście latami biadolić,
                            > gdy taka żona się trafi, mieć pretensje do losu - albo wziąć fakty jakimi są i
                            > po prostu ją rozbudzić (i tu słowo technika będzie kluczowe, bo jak nie będzie
                            > sz wiedział jak, to możesz sobie i choinkę w tyłek wsadzić, a kobieta pozostani
                            > e zimna jak tafla lodowa).

                            To teraz kilka słów kluczy:
                            - "ja tak nie chce"
                            - "w życiu ci na to nie pozwolę"
                            - "nie gmeraj tam"
                            - "wibrator ? Jak chcesz to kup sobie, o ile lubisz"

                            I rozbudzaj, jak potrafisz :)
                    • kag73 Re: Drogi yoricu 29.03.14, 00:43
                      Moze chodzi o orgazmy podczas oralu albo robot recznych. Oczywiscie penetracja jest dokladnie taka stymulacja czlonka jakiej mezczyzna potrzebuje by dojsc, w zasadzie u faceta bez problemow zdrowotnych itd. zadna sztuka. Inaczej juz sprawa wyglada podczas robienia loda albo recznego obrabiania ptaka, wtedy wazne jest co i jak robi kobieta, prawda?
                      Chociaz znalam przypadek, z relacji kolezanki, gdzie facet pilowal i pilowal przy stosunku z pol godziny i dojsc nie mogl a winna byla ONA, bo nie byla dziwica, takie bylo jego wyjasnienie problemu.
                      • twojabogini Re: Drogi yoricu 29.03.14, 11:54
                        kag73 napisała:

                        >Oczywiscie penetracja
                        > jest dokladnie taka stymulacja czlonka jakiej mezczyzna potrzebuje by dojsc, w
                        > zasadzie u faceta bez problemow zdrowotnych itd. zadna sztuka.

                        Kag, nie znalazłam badań, ale przeprowadziłam własne, na razie próba czterech mężczyzn. Zabije mnie mąż jak się dowie, że był obiektem - w sumie trochę przegięłam i trochę mam wyrzutów. Trochę :)
                        Otóż: gdy kobieta zaczyna zachowywać się inaczej, narzucać dominację (nie psychiczną, ale właśnie jakie ruchy, tempo itp.), zmieniać kąt, inaczej się ustawiać, narzucać swoje tempo - to mężczyzna nie dochodzi. Na czterech testowanych, czterech nie dało rady. Próba nie jest oczywiście reprezentatywna, ale samce zdrowe, aktywne seksualnie, bez problemów na co dzień z dochodzeniem. Wniosków jeszcze nie wyciągnęłam. Po weekendzie będę mieć więcej danych z terenu :)
                        • kag73 Re: Drogi yoricu 29.03.14, 15:03
                          twojabogini napisała:
                          > Kag, nie znalazłam badań, ale przeprowadziłam własne, na razie próba czterech m
                          > ężczyzn. Zabije mnie mąż jak się dowie, że był obiektem - w sumie trochę przegi
                          > ęłam i trochę mam wyrzutów. Trochę :)
                          > Otóż: gdy kobieta zaczyna zachowywać się inaczej, narzucać dominację (nie psych
                          > iczną, ale właśnie jakie ruchy, tempo itp.), zmieniać kąt, inaczej się ustawiać
                          > , narzucać swoje tempo - to mężczyzna nie dochodzi. Na czterech testowanych, c
                          > zterech nie dało rady. Próba nie jest oczywiście reprezentatywna, ale samce zdr
                          > owe, aktywne seksualnie, bez problemów na co dzień z dochodzeniem.

                          Tak, tak, zgadza sie, gdzies tu w watku przyznalam Ci racje, ze rzeczywiscie jest tak jak piszesz.
                          • hello-kitty2 Re: Przepychanka ;-) 29.03.14, 15:54
                            kag73 napisała:

                            > twojabogini napisała:
                            > > Otóż: gdy kobieta zaczyna zachowywać się inaczej, narzucać dominację (nie
                            > psych
                            > > iczną, ale właśnie jakie ruchy, tempo itp.), zmieniać kąt, inaczej się us
                            > tawiać
                            > > , narzucać swoje tempo - to mężczyzna nie dochodzi. Na czterech testowan
                            > ych, c
                            > > zterech nie dało rady. Próba nie jest oczywiście reprezentatywna, ale sam
                            > ce zdr
                            > > owe, aktywne seksualnie, bez problemów na co dzień z dochodzeniem.
                            >
                            > Tak, tak, zgadza sie, gdzies tu w watku przyznalam Ci racje, ze rzeczywiscie je
                            > st tak jak piszesz.

                            Bez sensu, nie? Tez sie nad tym zasatanwialam. To tak jakby z natury nie jestesmy dopasowane do mezczyzn czy mezczyzni do nas. Dlaczego lechtaczka jest tak wysoko? Po co ta odleglosc? Czemu to sluzy? Przeciez gdyby byla w pochwie albo przy samym wejsciu to by zadna kobieta nie miala problemu z orgazmem. A tak to kazdy ciagnie w swoja strone, ja chce takie tempo, on chce takie, ja chce taka pozycje, on chce inna, ja chce pod tym katem, on pod innym. Przepychanka ;-)
                            • rekreativa Re: Przepychanka ;-) 29.03.14, 15:57
                              Widzę, że takie same pytania sobie zadajemy: jak to się stało, że łechtaczka wylądowała w takim "gupim" miejscu? Ktoś wie, jak ona w ogóle wyewoluowała?
                              • kag73 Re: Przepychanka ;-) 29.03.14, 16:06
                                rekreativa napisała:

                                > Widzę, że takie same pytania sobie zadajemy: jak to się stało, że łechtaczka wy
                                > lądowała w takim "gupim" miejscu? Ktoś wie, jak ona w ogóle wyewoluowała?

                                No ale co ten krzyk, przeciez mozna ja przedtem wylizac, albo wymasowac albo mozna sie poocierac o niego i jest orgazm a facet niech sobie dojdzie przy stosunku czy jak tam sobie chce. Moze wcale nie ma, nie bylo zalozenia, ze trzeba dochodzic jednoczesnie i tylko przy stosunku:)
                                • hello-kitty2 Re: Przepychanka ;-) 29.03.14, 16:15
                                  kag73 napisała:

                                  > No ale co ten krzyk, przeciez mozna ja przedtem wylizac, albo wymasowac albo mo
                                  > zna sie poocierac o niego i jest orgazm a facet niech sobie dojdzie przy stosun
                                  > ku czy jak tam sobie chce. Moze wcale nie ma, nie bylo zalozenia, ze trzeba doc
                                  > hodzic jednoczesnie i tylko przy stosunku:)

                                  Ale musisz miec chetnego faceta (akurat masz ;) a zdarzaja sie niechetni.
                              • hello-kitty2 Re: Przepychanka ;-) 29.03.14, 16:09
                                rekreativa napisała:

                                > Widzę, że takie same pytania sobie zadajemy: jak to się stało, że łechtaczka wy
                                > lądowała w takim "gupim" miejscu? Ktoś wie, jak ona w ogóle wyewoluowała?

                                No wlasnie! Jak to wyszlo? Jeszcze my jestesmy w miare niskie, a u wysokich kobiet ta odleglosc jest jeszcze wieksza, jak rozumiem. Moze w przyszlosci stana sie modne operacje przesuniecia lechtaczki w miejsce bardziej strategiczne ;-)
                            • kag73 Re: Przepychanka ;-) 29.03.14, 16:05
                              No sie nazywa, wedlug niemieckiej wykipedii, ze lechtaczka jest wiekszym organem niz dotchczas przyjmowano i jej znaczna czesc znajduje sie w pochwie i to wlasnie jej stymulowanie powoduje kobiecy orgazm. Niemniej jednak kobiety zdecydowanie potrzebuja innej stymulacji niz mezczyzni, zeby dojsc.
                              Hmm, kobiecy orgazm do prokreacji nie jest potrzebny.
                              A pisalam Wam o tej malolacie, lat 21, ktora se zrobila pircing na lechtaczce, bo miala dosc beznadziejnego seksu, bylam pod wrazeniem. Zapytalam tez co znaczyl ten beznadziejny seks a ona "nie mialam orgazmu".
                              • hello-kitty2 Re: Przepychanka ;-) 29.03.14, 16:12
                                kag73 napisała:

                                > A pisalam Wam o tej malolacie, lat 21, ktora se zrobila pircing na lechtaczce,
                                > bo miala dosc beznadziejnego seksu, bylam pod wrazeniem. Zapytalam tez co znacz
                                > yl ten beznadziejny seks a ona "nie mialam orgazmu".

                                A teraz ma?
                              • that.bitch.is.sick Re: Przepychanka ;-) 31.03.14, 14:03
                                kag73 napisała:

                                > No sie nazywa, wedlug niemieckiej wykipedii, ze lechtaczka jest wiekszym organe
                                > m niz dotchczas przyjmowano i jej znaczna czesc znajduje sie w pochwie i to wla
                                > snie jej stymulowanie powoduje kobiecy orgazm. Niemniej jednak kobiety zdecydow
                                > anie potrzebuja innej stymulacji niz mezczyzni, zeby dojsc.
                                > Hmm, kobiecy orgazm do prokreacji nie jest potrzebny.
                                > A pisalam Wam o tej malolacie, lat 21, ktora se zrobila pircing na lechtaczce,
                                > bo miala dosc beznadziejnego seksu, bylam pod wrazeniem. Zapytalam tez co znacz
                                > yl ten beznadziejny seks a ona "nie mialam orgazmu".

                                To bardzo dobra definicja beznadziejnego seksu. Krótka i zwięzła:)
                                Co do łechtaczki, to polecam książkę
                                lubimyczytac.pl/ksiazka/64821/wagina-kobieca-seksualnosc-w-historii-kultury
                                w której ten temat jest rozwinięty i od strony anatomii i kulturowej, tak naprawdę okazuje się że łechtaczka to ogromny potencjał, szkoda iż nie wykorzystany, chodzi o orgazmy nie tylko poprzez stymulację tej najbardziej wrażliwej części.
        • sea.sea Re: Drogi yoricu 27.03.14, 17:35
          > Watek jest dedykowany dla panów, którym sienie mieści w głowie, że 70% kobiet nie potrafi
          > dojść na skutek penetracji pochwy, czyli czystego stosunku bez dodatkowej stymulacji
          > łechtaczki.

          Przypuszczam, że to niemieszczenie wynika ze wskazanego już ze mnie pomieszania w wypowiedziach pojęć i traktowania jako synonimów: orgazm przy samej penetracji vs orgazm przy stosunku (gdzie dodatkowa stymulacja łechtaczki nie jest wykluczona).
    • twojabogini Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 16:03
      Kompletnie źle mnie zrozumiałyście: nie uważam, że orgazm na skutek penetracji i tylko penetracji jest lepszy niż orgazm na skutek jakiejkolwiek innej aktywności. Wbrew przeciwnie, sądzę, że kobieca seksualność to właśnie zdolność dochodzenia do orgazmu na skutek rożnych stymulacji. Rzecz w tym, że niewiele osób zdaje sobie sprawę jak duża jest tu różnorodność, a kobiety na siłę stara się dopasować do jednego wzorca - wiem panowie się oburzą, gdy napisze, że jest to wzorzec najwygodniejszy dla mężczyzn.
      Ale jest prawdą, że oczekiwanie dojdź gdy ja dojdę i w ten sam sposób to droga na skróty.

      Zalecając podjęcie próby osiągnięcia orgazmu przy penetracji pisze do tych kobiet, które się na tym zafiksowały sadzą, że coś tracą i w ogóle już przez to im się cały ten seks zbrzydził. Ja zostałam w bardzo wczesnej młodości zgwałcona. Gdy podjęłam życie seksualne sądziłam, że mam te słynne blokady i dlatego nie potrafię dojść przy stosunku ani w ogóle bez stymulacji łechtaczki. bardzo z tego powodu cierpiałam, nie czułam się normalną kobietą. Dawno pogodziłam się z gwałtem, przerobiłam go - a tu taki skutek i to może na całe życie. Odbierałam to jako kastrację. Z jednej strony gdybym wiedział, że tak jak ja ma 70% kobiet uniknęłabym niepotrzebnego bólu i cierpienia - z drugiej strony to zmotywowało mnie do poszukiwań, eksplorowania własnej seksualności.
      Przetestowałam naprawdę wszystko z terapiami włącznie, nie było tylko w tamtych czasach seks-coachów (a szkoda, bo wielu i wiele z nich uczy pary i kobiety i mężczyzn, że kobieca seksualność obejmuje różne drogi do orgazmu a dochodzenie do niego przy samej tylko penetracji jest najrzadszym z nich).
      Odkryłam tantrę i to bardziej przypadkiem i to stało się dla mnie drogą do orgazmu przy stosunku, ale także do zwiększenia siły doznań i uniezależnienia mojej przyjemności od partnera i tego co on robi. Nauczyłam się tak jak mężczyźni robić sobie w seksie dobrze.
      Mój pierwszy orgazm na skutek penetracji stymulacji pochwy nastąpił podczas "koleżeńskiego" masażu - i był dla mnie mega odkryciem. Tyle, że nie potrafiłam tego doświadczenia powtórzyć, ani tym bardziej powtórzyć z partnerem. Dlatego zaczęłam ćwiczyć. Nie uważam, że orgazm przy stosunku to jakiś ważny element życia seksualnego dla kobiety (chyba, że jest się związaną z jebniętym facetem, który domaga się normy i nie chce mu się obsługiwać - ale to raczej faceta trzeba wtedy kopnąć w dupę).
      Jeśli już zaczynać prace nad swoją seksualnością - to tak jak pisałam - wychodząc od akceptacji tego co mamy, od pogłębiania doznań, a nie szukania na siłę nowych, tylko po to, żeby udawać "normalną". Zwłaszcza, że normą jest nie przezywanie orgazmu przy stosunku na skutek samej penetracji.

      Zafiksowane - jak nie dają rady i bardzo im przeszkadza - raczej nie maja przez to życia i muszą skupić się na orgazmie pochwowym. Gdyby mi się to nie udało - byłabym sfrustrowana do końca życia. Zresztą jak raz się udało i potem było nie osiągalne dalej - czułam się jeszcze gorzej.

      Sa kobiety które twierdzą, że gdy przestały się skupiać to samo przyszło. Pytałam wczoraj kumpeli o to - jak to przebiegało. Powiedziała, że kiedy Naprawde odpusciła orgazm pochwowy (bo wczesniej twierdziła, z esię nie przejmuje, ale gdzieś to w niej siedziało). No i przyszedł dzień, w którym rzucił ja taki jeden co ją tym frustrował. I ona obiecał sobie, ze od tej pory w łóżku bedzie dbała o swoja przyjemnośc, na własnych warunkach, a jak sie komu nie podoba - to niech sie goni. Az kiedys na własnych warunkach samo przyszło. I potem zdarzał się coraz częsciej. POdkreśliła jednak jedno słowo NAPRAWDĘ odpusciła.

      Co do tych 70% - tak dotyczy to 70% kobiet które nie dochodza na skutek samego stosunku. Róznice wynikaja z róznego opisu w artykłuach.
      • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 19:00
        twojabogini napisała:

        (...)"Co do tych 70% - tak dotyczy to 70% kobiet które nie dochodza na skutek samego stosunku. Róznice wynikaja z róznego opisu w artykłuach (...)"

        Dopisuję się do tych 70 %. Nie wiem,dlaczego panowie się tak burzą, czy to świadczy żle o ich umiejętnościach? U mojego partnera też to wywoływało stres i frustrację, poza innymi problemami zaliczyłabym to do przyczyn BSwM...

        Aha, jeszcze coś z artykułu o badaniach seksuologów Masters&Johnson:

        (...)"W pierwszej fazie badań Masters często współpracował z jedną ze studentek, bardzo atrakcyjną dziewczyną, która dorabiała prostytucją. Nie miała żadnych oporów, żeby za pomocą wibratora doprowadzić się do orgazmu, a potem dokładnie opowiedzieć o doznaniach. - A co jeśli udawałam? - zapytała w pewnym momencie. Mastersowi opadła szczęka. - Nie mam pojęcia, o czym mówisz - stwierdził. - Przecież tym zarabiam na życie: udaję orgazmy. Żeby facet szybciej skończył, zapłacił i wyszedł - odparła brutalnie szczerze dziewczyna. Lekarz wciąż miał minę, jakby znów był małym chłopcem, a ona właśnie powiedziała mu, że Święty Mikołaj nie istnieje (...)"
        • marek.zak1 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 19:09
          mojemail3 napisała:

          U mojego partnera też to wywoływało stres i frustrację, poza innymi problemami zaliczyłabym to do przyczyn BSwM...

          Właśnie, bo jak stres i frustracja, to się facetowi odechciewa i potem tu na forum wiele dziwwczyn pyta: ,,dlaczego on woli trzepać?"
          • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 19:25
            marek.zak1 napisał:

            > Właśnie, bo jak stres i frustracja, to się facetowi odechciewa i potem tu na fo
            > rum wiele dziwwczyn pyta: ,,dlaczego on woli trzepać?"

            Można się też brakiem ochoty i nastroju partnera nie przejmować, dochodzić na siłę swych praw, instrumentalnie, a co tam, byle mieć "dziką przyjemność".

            Żeby przyczyna BSwM to była tylko kwestia stresu i frustracji, ale wiadomo, życie to nie bajka, innych utrapień i dopustów bożych nie szczędzi...

            Jakimś cudem, jak Bogini pisała, są przypadki związków, które zdrowieją,do których również ja należę.Jeszcze sporo pracy przed nami, ale widzę światełko w tunelu...
            • marek.zak1 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 20:30
              Życze Ci więc powodzenia.
              Przyczyn, że coś nie idzie jest , jak piszesz, zwykle więcej, niemniej jednak obciążenie faceta brakiem orgazmu powoduje stresy, nerwy i ucieczkę w masturbację, bądź do innej.
              Powtórze jeszcze raz słowa T. Okupnik: ,,mój orgazm -moja sprawa, niech on o nim nie myśli, tylko niech bedzie ze mną szczęśliwy".".
              • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 20:56
                marek.zak1 napisał:

                (...)"
                > Przyczyn, że coś nie idzie jest , jak piszesz, zwykle więcej, niemniej jednak o
                > bciążenie faceta brakiem orgazmu powoduje stresy, nerwy i ucieczkę w masturbacj
                > ę, bądź do innej (...)"

                E, dlaczego,niektórzy wcale się tym nie przejmują, akceptują teatrzyk ;-)
                No i nie brakiem, tylko niedoborami, lub niezgodnymi z wyobrażeniami.
                Ja tam nie jestem zafiksowana na tym punkcie, jak jest to dobrze, a jak nie ma to też nie problem. Zdecydowanie wolę to co przed wielkim finałem,wolę drogę niż sam cel.

                > Powtórze jeszcze raz słowa T. Okupnik: ,,mój orgazm -moja sprawa, niech on o ni
                > m nie myśli, tylko niech bedzie ze mną szczęśliwy".

                O, a pani Okupnik to jakieś nowe guru seksuologii???
                • marek.zak1 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 21:14
                  mojemail3 napisała:

                  E, dlaczego,niektórzy wcale się tym nie przejmują, akceptują teatrzyk ;-) No i nie brakiem, tylko niedoborami, lub niezgodnymi z wyobrażeniami. Ja tam nie jestem zafiksowana na tym punkcie, jak jest to dobrze, a jak nie ma to też nie problem. Zdecydowanie wolę to co przed wielkim finałem,wolę drogę niż sam cel.

                  Ty tak, ale to co powtarza TB jest nowa ,,Cosmo"ideologią, wg ktorej istotą życia na ziemi jest orgazm, a facet słuzy do jego osiagnięcia. Trzeba go szkolić i uczyć, co ma robić, żeby ,,rozbudzic seksualnośc kobiety"

                  Powtórze jeszcze raz słowa T. Okupnik: ,,mój orgazm -moja sprawa, niech on o ni m nie myśli, tylko niech bedzie ze mną szczęśliwy".

                  O, a pani Okupnik to jakieś nowe guru seksuologii???

                  Wie o czym mówi, w przeciwieństwie do TB, która obrzydza facetom seks..
                  • zawle Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 21:46
                    marek.zak1 napisał:> O, a pani Okupnik to jakieś nowe guru seksuologii???
                    >
                    > Wie o czym mówi, w przeciwieństwie do TB, która obrzydza facetom seks
                    Pani Okupnik głosi tezy Tobie bliskie i tylko dlatego wie o czym mówi?
                    TB obrzydza Ci seks? Jesteś Królem, Przedstawicielem Kapitalizmu i Wszystkimi Facetami? TB....czy Twój partner jest obrzydzony?
                    • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 21:52
                      zawle napisała:

                      > marek.zak1 napisał:
                      > > Wie o czym mówi, w przeciwieństwie do TB, która obrzydza facetom seks
                      > Pani Okupnik głosi tezy Tobie bliskie i tylko dlatego wie o czym mówi?
                      > TB obrzydza Ci seks? Jesteś Królem, Przedstawicielem Kapitalizmu i Wszystkimi F
                      > acetami? TB....czy Twój partner jest obrzydzony?


                      Specjalnie dla Marka, jeden z moich ulubionych kawałków z wczesnej młodości, w nowej wersji...
                      "Ku przyszłości"
                      www.youtube.com/watch?v=1782dtW7A5c
                      • szopen_cn Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 05:00
                        mojemail3 napisała:

                        > Specjalnie dla Marka, jeden z moich ulubionych kawałków z wczesnej młodości, w
                        > nowej wersji...
                        > "Ku przyszłości"
                        > www.youtube.com/watch?v=1782dtW7A5c

                        hehehe.... zarechotal szopen....
                        My chyba w tej samej rzeczywistosci dorastalismy.
                        • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 11:07
                          szopen_cn napisał:
                          > hehehe.... zarechotal szopen....
                          > My chyba w tej samej rzeczywistosci dorastalismy.

                          Niechybnie;-) To nie była taka zła rzeczywistość,oszałamiające poczucie wolności...

                          A dziś śniło mi się dwóch moich 17 letnich ( ówczesnie;-) kolegów w glanach i skórzanych kurtkach...Tylko dlaczego dwóch naraz? To jest zagadka...
                          Ciekawe, jak teraz stare dziady się trzymają ( lub jak się puszczają??)

                          www.youtube.com/watch?v=Hq31etcp-BE
                      • twojabogini Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 13:04
                        mojemail3 napisała:

                        jeden z moich ulubionych kawałków z wczesnej młodości, w
                        > nowej wersji...
                        > "Ku przyszłości"

                        No to mamy wspólną młodość :)
                    • sea.sea Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 21:55
                      Już nie wspominając, że z jednej wypowiedzi pani Okupnik trudno wnioskować cokolwiek. Bo równie dobrze mogła akurat być w tej fazie związku, o której TB pisze, że dziewczyny nie mają orgazmu z facetem i się masturbują pokątnie, ale im to JESZCZE nie przeszkadza :)
                      • marek.zak1 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 22:08
                        Nie wiem, w jakiej fazie TO była, ale uważam jej wypowiedzi za rozsadną. Teraz musze iść z Sowa na spacer.. I pamietajcie, jak ćwiczyć, to codziennie, tak jak moja brązowa Sowa.
                        zakbajka.blog.onet.pl/2014/03/22/codzienne-cwiczenia/
          • niezapominajka333 Re: Dziewczyny - to nie tak 27.03.14, 22:37
            Właśnie, bo jak stres i frustracja, to się facetowi odechciewa i potem tu na fo
            > rum wiele dziwwczyn pyta: ,,dlaczego on woli trzepać?"

            Jak to woli trzepać?
            To trzeba upowszechniać powiedzenie Twojej znajomej, że seks trwa krótko, a kłopoty ciągną się latami....
            • kag73 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 01:57
              Mam wrazenie, ze co niekktorzy mezczyzni tutaj na forum zaklinaja rzeczywistosc i wiedza lepiej niz kobiety co i jak odczuwaja i prezywaja kobiety.
              Moim zdaniem wypowiedzi TB sa bardzo istostne i pomocne. Takich rzeczy powinno sie uczyc w mlodosci. Tymczasem literatura, filmy, porno przekazuja falszwy obraz, w ktory swiecie wierza zarowno kobiety jak i mezczyzni: para, laczaca sie w jedno podczas stosunku i razem dochodzaca na szczyt. Wielka bzdura i raczej rzadkosc. Ale taki mamy obrazek i potem mamy/mielismy oczekiwania jakie mamy. Do tego to niekoniecznie temat do rozmow. Sama nie kojarze zadnej kobiety/kolezanki, ktora konkretnie mowilaby o osiagalnosci/nieosiagalnosci orgazmow. Ja tez nigdy bezposrednio nie pytalam. Czesto kobiety nie osiagajace orgazmu mysla, ze z nimi cos nie tak, ze sa wyjatkiem i czesto go szukaja, probuja z roznymi mezczyznami, w nadziei, ze moze jednak wreszcie ten orgazm sie pojawi.
              I to nie jest tak, ze kobieta zawsze stresuje faceta, bo chce od niego orgazmu podczas stosunku. To on sam czesto sie stresuje, bo by sobie tego zyczyl, w koncu to "norma", tylko dziwnym trafem nie u niego:(( albo nie z nia:((
              Zdarzylo sie mi, ze maz po ciezkiej harowce podczas penetracji(dla moich potrzeb oczywiscie, bo jemu niewiele potrzeba), po sprawie wstal z kolan i stwierdzil rozczarowany soba samym "no nie potrafie!" Duzy plus jezeli facet zaakceptuje, ze kobieta ma swoja droge do osiagania orgazmu albo jej z nia poszuka. Warunek: musi wiedziec co w sprawie piszczy, udawanie to duzy blad i nikla szansa na orgazm.
              • twojabogini Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 14:01
                Dziękuję ci Kag za trafne podsumowanie - nie zrobiłabym tego tak przejrzyście, a na pewno zajęłoby mi znacznie więcej miejsca :)
              • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 14:51
                kag73 napisała:

                (...)"I to nie jest tak, ze kobieta zawsze stresuje faceta, bo chce od niego orgazmu podczas stosunku. To on sam czesto sie stresuje, bo by sobie tego zyczyl, w koncu to "norma", tylko dziwnym trafem nie u niego:(( albo nie z nia:((
                Zdarzylo sie mi, ze maz po ciezkiej harowce podczas penetracji(dla moich potrzeb oczywiscie, bo jemu niewiele potrzeba), po sprawie wstal z kolan i stwierdzil rozczarowany soba samym "no nie potrafie!" Duzy plus jezeli facet zaakceptuje, ze kobieta ma swoja droge do osiagania orgazmu albo jej z nia poszuka. Warunek: musi wiedziec co w sprawie piszczy, udawanie to duzy blad i nikla szansa na orgazm (...)"

                Kag, mam podobne doswiadczenia i podobnego wrażliwca przejmującego się bardzo moją satysfakcją...Pewnie na skutek tego oraz moich stanów lekko depresyjnych ( nie odmawiałam ale nie przejawiałam chęci) odsunął się i nie inicjował ( a ja nie chodziłam z nim do łóżka w sensie dosłownym)
                • marek.zak1 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 15:03
                  A wiec i Ty jestes ofiarą magii obligatoryjnego orgazmu. Współczuję.
                  • twojabogini Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 15:36
                    marek.zak1 napisał:

                    > A wiec i Ty jestes ofiarą magii obligatoryjnego orgazmu. Współczuję.

                    Marek - kobiety potrzebują orgazmu, bo inaczej prowadząc życie seksualne dostałyby szajby. To się kiedyś histeria nazywało i leczyło się orgazmem właśnie (histeryczny paroksyzm i kobieta się uspokajała).

                    Nie chodzi o magię obligatoryjnego orgazmu, tylko o magię obligatoryjnego orgazmu osiąganego na drodze stosunku. Czy ty czujesz ta różnicę? Nie ma nic piękniejszego dla kobiety niż dostać przyjemność zakończoną orgazmem od mężczyzny (lub kobiety) - w taki sposób, który ją satysfakcjonuje.

                    Gdy nie akceptuje się kobiecej seksualności i jedno z partnerów się na tym pochwowym zafiksuje - to kłopoty w małżeństwie gotowe. Ale gdy uzna się kobiecy orgazm za nieważny - to także z czasem będą kłopoty (chyba, że kobieta jest niskolibidowa albo autoerotyczna, ale wtedy to nie ma znaczenia, bo ona w łóżko jest głownie dla satysfakcji mężczyzny, bliskości, a nie z przyczyn seksualnych - jej radością jest przyjemność jej męża, bliskość z nim).
                    • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 17:44
                      twojabogini napisała:

                      (...)"Marek - kobiety potrzebują orgazmu, bo inaczej prowadząc życie seksualne dostałyby szajby. To się kiedyś histeria nazywało i leczyło się orgazmem właśnie (histeryczny paroksyzm i kobieta się uspokajała)"

                      Bogini, Ty się Markiem nie przejmuj, bo on nic nie kuma...a mojej sytuacji i tak nie rozumie w ząb, wrzucił mnie do wora ofiar magii obligatoryjnego orgazmu;-)
                  • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 17:36
                    marek.zak1 napisał:

                    > A wiec i Ty jestes ofiarą magii obligatoryjnego orgazmu. Współczuję.

                    Marek,do ciebie trzeba pisac dużymi literami jednak;-) To spróbuję, żeby reszta szanownego towarzystwa też żle nie zrozumiała...

                    MOJE STANY PRZYGNĘBIENIA NIE wynikały z zafiksowania spowodowanego brakiem orgazmu ( bo takowy mam, choć nie zawsze) cudownie by było,żebym tylko takie problemy miała w życiu.
                    Facet,który nie traktuje kobiety instrumentalnie, któremu zależy na przyjemności partnerki,nie będzie się nią masturbował,kiedy ona jest w kiepskim nastroju, jest przybita.
                    Szkoda może, że nie umiał oddzielić naszych problemów( związanych ze stanem zdrowia) od życia seksualnego,które mogło być radosną odskocznią od problemów, a nie kolejną przyczyną stresu i frustracji.
                    No ale mężczyzna musi się SPRAWDZIĆ, to że jest miło nie zawsze wystarczy. Ja nie jestem zafiksowana, o nie.
                    Nie wiem, czy dość jasno, szczegółów nie mam zamiaru tutaj wypisywać.
                    • marek.zak1 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 18:49
                      Tak napisalaś:

                      Kag, mam podobne doswiadczenia i podobnego wrażliwca przejmującego się bardzo moją satysfakcją...Pewnie na skutek tego oraz moich stanów lekko depresyjnych ( nie odmawiałam ale nie przejawiałam chęci) odsunął się i nie inicjował ( a ja nie chodziłam z nim do łóżka w sensie dosłownym.

                      Tego, czyli braku satysfakcji oraz....

                      Tak wiec brak satysfakcji podałaś PRZED stanami depresyjnymi jako przyczynę odsunięcia.
                      Może miałas cos innego na mysli , ale tak napisałaś.
                      • sea.sea Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 19:00
                        Czyli: jak jemu zależy, żebyś miała orgazm, a ty nie masz - udawaj dziewczyno, po prostu udawaj! :)
                        • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 22:16
                          sea.sea napisała:

                          > Czyli: jak jemu zależy, żebyś miała orgazm, a ty nie masz - udawaj dziewczyno,
                          > po prostu udawaj! :)

                          Ten on to w sumie jest w porządku, chociaż facet;-)
                          Dostosuję się do zalecenia, a nawet gdybym miała to na "O", to i tak trochę poudaję, nie będę zostawiać tylko dla siebie miłych wrażeń, sąsiedzi niech też się dowiedzą ;-)
                      • mojemail3 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 22:13
                        marek.zak1 napisał:

                        (...)"Tego, czyli braku satysfakcji oraz....

                        Tak wiec brak satysfakcji podałaś PRZED stanami depresyjnymi jako przyczynę odsunięcia.
                        Może miałas cos innego na mysli , ale tak napisałaś (...)"

                        Tak wiem,jest taki rodzaj mężczyzn, co nawet lepiej wiedzą, co kobieta miała na myśli...
                        • marek.zak1 Re: Dziewczyny - to nie tak 28.03.14, 22:21
                          Napisałaś nieprecyzyjnie i to wszystko.
    • twojabogini obrzydzanie seksu 28.03.14, 13:58
      mojemail3 napisała:

      >TB....czy Twój partner jest obrzydzony?

      Nie jest. Ale Marek niestety ma trochę racji - naprawdę wielu panów, gdy okazuje się, że partnerka nie dochodzi przy stosunku, a do orgazmu potrzebuje jakichś innych akcji przerzuca się na inną panią, albo na trzepanie przy porno. Czują się "obrzydzeni". Moim zdaniem wynika to z ich przekonania, że jako dobrzy kochankowie powinni umieć dać kobiecie orgazm w wyniku penetracji. Oraz do niechęci wobec nauczenia się partnerki - bo seks ma być prosty, on dochodzi, ona dochodzi bez starań z jego strony. Tak więc na BSM często wpływa nie tylko zafiksowanie kobiety na tym nieszczęsnym orgazmie, ale i mężczyzny. Takie są fakty a z faktami trudno dyskutować.


      Nie rozumiem natomiast pomysłu, że orgazm kobiety nie jest sprawą partnera. Ja sama potrafię dać sobie kilka rożnych orgazmów (co może o sobie w sumie powiedzieć większość osób), niemniej jednak nadal potrzebuję seksu partnerskiego, nie jestem autoerotyczna. I tu nie wyobrażam sobie seksu z partnerem, który sądzi, że powinnam sobie orgazm (czy przyjemność) zrobić sama. Tylko, że ja miałam komfort wykopywania takich panów z łózka, zdaję sobie jednak sprawę, że gdyby "obrzydzonym" był mój mąż - to zaczęłyby się kłopoty.

      Dlatego mimo wszystko będę się upierać, że brak akceptacji dla kobiecej seksualności odpowiada za wiele, a wręcz większość przypadków BSM.
      Jak panowie wskazali - skutkuje to BSM również po męskiej stronie. Tego nie wiem, ale zacznę weryfikować - wbrew pozorom wydaje mi się prawdopodobne. Wielu mężczyzn nie potrafiło określić czemu "wybrali porno" i czemu seks z partnerką nie był dla nich atrakcyjny.
      • bigbadpig Re: obrzydzanie seksu 28.03.14, 14:08
        > naprawdę wielu panów
        > Tak więc na BSM często wpływa
        > Takie są fakty a z faktami trudno dyskutować.
        Jak wielu? Jak często? Gdzie te fakty? Ja nie kwestionuję tego co mówisz, może tak jest - poprzyj to czymkolwiek, albo nie nazywaj tych mglistych opinii faktami. Ciągle wypisujesz syntezy jakbyś miała przed sobą rozłożone wyniki szeroko zakrojonych badań socjologiczno-seksuologicznych, a jak przyjdzie co do czego to znajomi mówili, klientki się skarżyły. Naprawdę, nie chcę się czepiać pojedynczych słów, ale to jest już męczące.
        Jak wszyscy wiemy, nieprawdą jest jest że TB opiera swoje opinie na twardych podstawach. Nie można też dyskutować z oczywistym faktem, że uwiarygadnia swoje projekcje, raczej za pomocą formy niż treści.
        • twojabogini Re: obrzydzanie seksu 28.03.14, 14:35
          bigbadpig napisał:

          > > naprawdę wielu panów

          Komentowałam Marka, który twierdził, że domaganie się przez kobietę od partnera orgazmu obrzydza mu seks. Nie wiem dokładnie ilu panów uważa tak jak on. Wiem, że wielu. Skąd - pisałam. Większość znanych mi kobiet, gdy przyznała się swojemu partnerowi, że poza stosunkiem dla satysfakcji seksualnej potrzebuje jeszcze dodatkowej stymulacji - została sama. To nie były związki nastolatków, tylko małżeństwa, z dziećmi, kredytami itp. Panowie byli w stanie dźwigać brak seksu, a dodatkowej stymulacji się bali.


          Ciągle wypisujesz syntezy jakbyś miała przed sobą rozłożone wyniki szeroko
          > zakrojonych badań socjologiczno-seksuologicznych, a jak przyjdzie co do czego t
          > o znajomi mówili, klientki się skarżyły. Naprawdę, nie chcę się czepiać pojedyn
          > czych słów, ale to jest już męczące.

          Wiele razy pisałam, że to co ja piszę to nie są efekty badań (wykazałam już parę razy, także tu na forum jak zawodne bywają to źródła: pokazując, że do konkretnych wyników badań da się dopasować inne, zupełnie przeciwne wyniki, że często są źle liczone - vide watek z sensacyjnym badaniem Izdebskiego, przy którymś tam poście policzyłam, próby przekraczały 100% przy jednej opcji odpowiedzi).
          Piszę zawsze, że opieram się na doświadczeniach swoich, na relacjach, na doświadczeniach innych osób. Oraz, że gdy odnajdę coś co mnie zafascynuje to szukam na ten temat w literaturze różnorakiej - od opracowań antropologicznych i etnograficznych (żeby sprawdzić jak coś działa w innych kulturach), po doświadczenia innych osób, które się ze zjawiskiem zetknęły, czytam także niekiedy badania, ale są najczęściej wzajemnie sprzeczne, wyrywkowe. Pomijam, że na te 70% badania podałam.

          Z badań wynika jedynie, że 70% kobiet nie jest w stanie osiągnąć orgazmu na skutek samego stosunku (bądź penetracji samej pochwy czymkolwiek innym niż penisem). Nie przeprowadzono badań ile kobiet kłamie i robi teatrzyk, ale nawet z dostępnych badań wynika, że sporo - gdy zestawiane są dane mężczyzn i kobiet.
          Nie przeprowadzono tez badań dotyczących wpływu udawania przez kobiety lob oczekiwania przez mężczyznę lub jego partnerkę, że kobieta osiągnie orgazm na drodze stosunku, bez dodatkowej stymulacji. Za to jest wielu praktyków którzy z tym pracują, widzą to obserwują starają się zrozumieć. Od księży po psychologów, oraz osoby takie jak ja - które gdy czegoś nie rozumieją to starają się to zglebić.
        • twojabogini Re: obrzydzanie seksu 28.03.14, 14:49
          Swoją drogą - przy okazji. Napisałeś, że mężczyźnie do orgazmu wystarczy mokra cipka. Myślałam o tym i trochę gadałam z innymi - ustalając męskie przeszkadzacze, zrobiłam potem eksperyment. I wiesz co - nie wystarczy.
          Jest cała masa bodźców i zachowań, które są w stanie mężczyznę rozproszyć, od zmiany tempa, po rozluźnienie mięśni, klepnięcie go w tyłek, przytrzymanie, odpowiedni dotyk jąder (da się mężczyznę tym nawet zwiotczyć), zmianę ustawienia w nieodpowiednim momencie (sprawdziłam to w praktyce).
          Tak wygląda seks z punktu widzenia kobiety, gdy dominuje mężczyzna. Nigdy nie wie co i kiedy nastąpi, tempo dyktuje partner, kąt partner itp. I naprawdę trudno jest dojść w takich warunkach, nie tylko kobietom ale i mężczyznom.

          Oczywiście powiesz mężczyzna może sobie kobietę przytrzymać i dojść. Większość kobiet byłaby w stanie przytrzymać sobie na chwilę męską nogę lub penisa i dojść ocierając się o niego łechtaczką. Tyle, że wielu panów nie pozwala kobietom na to aby same sobie wzięły orgazm - czy to przy stosunku, czy inaczej. Bo pomysł weź sobie orgazm ma być zrealizowany "podczas gdy ja cię pieprzę", bo orgazm ma dawać partner. Gdy kobieta dotyka swoje łechtaczki, często mężczyzna się oburza. Nie nie ma na ten temat badań - rozmawiałam z koleżankami i sypiałam z facetami i koleżankami.

          Więc podsumowując - gdy kobieta jest przychylna i współpracuje - mężczyzna może mieć wrażenie że orgazm bierze sobie sam, a gdyby mężczyzna był przychylny i współpracował - kobieta z użyciem jego ciała też by sobie "wzięła" swój.
          • kag73 Re: obrzydzanie seksu 29.03.14, 01:11
            twojabogini napisała:

            > Swoją drogą - przy okazji. Napisałeś, że mężczyźnie do orgazmu wystarczy mokra
            > cipka. Myślałam o tym i trochę gadałam z innymi - ustalając męskie przeszkadzac
            > ze, zrobiłam potem eksperyment. I wiesz co - nie wystarczy.
            > Oczywiście powiesz mężczyzna może sobie kobietę przytrzymać i dojść. Większość
            > kobiet byłaby w stanie przytrzymać sobie na chwilę męską nogę lub penisa i dojś
            > ć ocierając się o niego łechtaczką. Tyle, że wielu panów nie pozwala kobietom n
            > a to aby same sobie wzięły orgazm - czy to przy stosunku, czy inaczej. Bo pomy
            > sł weź sobie orgazm ma być zrealizowany "podczas gdy ja cię pieprzę", bo orgazm
            > ma dawać partner.
            > Więc podsumowując - gdy kobieta jest przychylna i współpracuje - mężczyzna może
            > mieć wrażenie że orgazm bierze sobie sam, a gdyby mężczyzna był przychylny i w
            > spółpracował - kobieta z użyciem jego ciała też by sobie "wzięła" swój.

            Bardzo trafne spostrzezenie, naprawde tak czesto jest.
            Owszem cipka wystarcza kiedy mezczyzna jest strona dominujaca i majaca pelna kontrole, wtedy dochodzi bez dwoch zdan.
            Bardzo czesto "biore" sobie wlasnie tak oragzm tak jak to opisalas, bo partner mi na to pozwala, bo po pierwsze lubi kiedy to ja dominuje a po drugie chce, zebym rowniez ja osiagnela orgazm. I np. na jezdza kiedy to ja jestem szefem, tak wlasciwie on ma male szanse na dojscie(ja dochodze za szybko), bo egoistycznie dbam o odpowiednia stymulacje dla mnie, on potrzebuje innej, serio. Po moim orgazmie "pozwalam" mu na jego dojscie, wtedy niech robi po swojemu i tak jak potrzebuje.
    • twojabogini yoric 2 28.03.14, 14:19
      >twierdziła poprzednio, że większość BSwM wynika z jednego czynnika, tj. niewystarczającego >udziału mężczyzn w obowiązkach domowych. Ta teza nie została wycofana, a jednak teraz >klientka twierdzi, że większość - znowu większość - BSwM wynika ze złej techniki mężczyzny.

      Już ci tłumaczę. Kobiety dla których mąż jest dla nich partnerem, czują z nim bliskość, więź, nie są przeciążone a mąż uczestniczy w odzyskiwaniu ich libido po ciążach połogach i karmieniach - wracają do seksu, nawet jeśli jego część będzie oznaczała teatrzyk. Bo mają ochotę na seks z mężem, nawet jeśli nie zakończy się dla nich orgazmem.

      Kobiety, które zostają same z zagadnieniami typu dzieci dom obiady czują do męża złość, czują się przeciążone, często nawet nie mają czasu na to, żeby się rozbudzić na nowo w sferze seksu (a niektóre kompensują sobie tłumioną frustrację jedzeniem lub alkoholem popijanym w niewielkich ilościach). W ramach tego wkurzenia i rozczarowania czują się zwolnione z odgrywania teatrzyku - nie mają po co iść do łóżka z mężem, one same nie mają ochoty, nie ma więzi emocjonalnej, wiec po przytulanie i bliskość tez nie pójdą - no to po co do cholery.

      W tym kontekście porady w stylu spraw żeby poczuła się zagrożona działają - bo jeśli kobiecie zależy na utrzymaniu związku - to w takiej sytuacji zmusi się do aktywności seksualnej i nawet może i teatrzyku - żeby nie stracić partnera. Jak wiadomo - także z doświadczeń opisanych tu na forum - to strategia na krótko.

      Wiem, że zaraz wyjedziesz z panami co myją gary i mają mniej seksu. Po pierwsze mniej nie znaczy wcale. Bardzo możliwe, że jeśli są otwarci na potrzeby partnerek częstotliwość seksu spada bo staje się wypadkowa nie tylko ich potrzeb, ale też kobiety.
      Po drugie już pisałam jeśli działają na zasadzie służących żony a nie partnerów - bardzo tracą na atrakcyjności - linkowałam inne badania i literaturę na temat (nie dlatego, że myją gary, tylko dlatego, że oczekują poleceń i nie mają swojej inicjatywy - obezjajce). Inna sprawa, że jeśli seks z takim służącym nie jest atrakcyjny - to może się skończyć BSM, bo kobieta czując się pewnie uzna, że obsługa pana nie jest potrzebna.
      Pomijam, że nagłe włączenie się w prace domowe nie przywróci seksu, bo jeśli libido kobiecie wysiadło, albo przeszła na autoerotyzm i ma mnóstwo negatywnych uczuć do męża to sam umyty kibel sprawy nie załatwi.

      Tak czy siak - punktem wyjścia jest to czy kobiecie jest w łóżku z mężczyzna przyjemnie. Widzisz seksualność ludzka jest złożona, podobnie jak zakres reagowania, a rzecz się jeszcze komplikuje przy interakcjach międzyludzkich.
      • marek.zak1 Wierze Kitty 28.03.14, 14:26
        a ja wierzę Kitty, czyli najfajniejszy seks jest z facetem, którego kobieta się troche boi, a która kobieta się boi faceta, który zmywa talerze.
        Czyli z tym zmywaniem juz sie wyjasniło.
        • bigbadpig Re: Wierze Kitty 28.03.14, 14:32
          - Stefek nas zaprasza na piątkowy wieczór, idziemy?
          - On nie myje naczyń - boję się.
        • rekreativa Re: Wierze Kitty 28.03.14, 15:56
          Tak, ja też wierzę Kitty, że najfajniejszy seks jest DLA NIEJ z facetem, którego KITTY się trochę boi, a pewnie takiego, co zmywa talerze KITTY się nie boi.
          • marek.zak1 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 18:43
            Możesz się smiać, ale dla mnie Kitty jest autorytetem, podobnie jak KAG i Tatiana Okupnik.
            • rekreativa Re: Wierze Kitty 28.03.14, 19:24
              Marku, ja się nie smieję, tylko próbuję Ci przekazać to samo, co wcześniej BB P - nie uogólniaj pojedynczych przypadków na wszystkie kobiety, czy wszystkich facetów.
              Już przynajmniej mógłbyś wstawić słowo "niektóre"...
        • sabat.77 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 19:06
          marek.zak1 napisał:

          > a ja wierzę Kitty, czyli najfajniejszy seks jest z facetem, którego kobieta się
          > troche boi, a która kobieta się boi faceta, który zmywa talerze.
          > Czyli z tym zmywaniem juz sie wyjasniło.

          A jeśli zmywa je we krwi swoich ofiar i robi monumentalne, powolne spojrzenie do kamery ponurym wzrokiem i śmiechem godnym Lucypera ? :D
        • hello-kitty2 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 19:15
          marek.zak1 napisał:

          > a ja wierzę Kitty, czyli najfajniejszy seks jest z facetem, którego kobieta się
          > troche boi, a która kobieta się boi faceta, który zmywa talerze.
          > Czyli z tym zmywaniem juz sie wyjasniło.

          Marek nie rob wiochy. Ja juz Cie prosilam nie raz zebys sie na mnie nie powolywal. Ja juz tlumaczylam o co mi chodzilo, Ty sobie uprosciles na wlasny uzytek i powtarzasz pod talerze i pod inne pierdoly. Od lat mam zmywarke i sie jej nie boje ;)
          • sabat.77 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 19:22
            hello-kitty2 napisała:

            > Marek nie rob wiochy. Ja juz Cie prosilam nie raz zebys sie na mnie nie powolyw
            > al. Ja juz tlumaczylam o co mi chodzilo, Ty sobie uprosciles na wlasny uzytek i
            > powtarzasz pod talerze i pod inne pierdoly.

            Bo Marek nie kuma. Trzyma się tego strachu jak pijany poręczy.
            Dla mnie dobrym porównaniem jest obowiązujące w więzieniu albo środowiskach kryminalnych określenie "szacunek". Mieć szacun do kogoś, to nie dosłownie bać się. To oznacza respekt a nie strach.
            To oznacza, że szanujesz tego kogoś, podziwiasz jego siłę, mądrość lub inne atrybuty, i nie pozwoliłabyś sobie aby wozić się po kimś takim.

            > Od lat mam zmywarke i sie jej nie
            > boje ;)

            No wiesz, są różne zmywarki. To może być taka zmywarka jak w horrorze, albo zmywarka-transformers.
          • marek.zak1 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 19:35
            Kitty, wiem, że to nie Twoja wina, że niektore twoje stwierdzenia robią na mnie takie wrażenie, ale robią.
            Kiedyś napisalas, że babka muisi poczuć sie jak dziwka żeby miec prawdziwy fun. Po namyśle doszedłem do wniosku, ze z facetem jest podobnie. W któryms momencie uniesienia i zatracenia leżąca przy nim kobieta staje się jego dziwką. Bez tego nie ma kosmosu i odlotu do innego wymiaru..
            • sabat.77 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 19:38
              marek.zak1 napisał:

              > Bez tego nie ma kosmosu i odlotu do innego wymiaru..

              Chyba, że nie masz zespołu MiL :) Wtedy może tą dziwką nie być...
              • bigbadpig Re: Wierze Kitty 28.03.14, 20:19
                Akurat w mil to problem jest taki, że nie jesteś w stanie pogodzić tych dwu wątków z wizją jednej kobiety.
                • sabat.77 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 20:23
                  bigbadpig napisał:

                  > Akurat w mil to problem jest taki, że nie jesteś w stanie pogodzić tych dwu wąt
                  > ków z wizją jednej kobiety.

                  Jakich "dwóch wątków" ? Według mnie nie ma żadnych dwóch wątków.
              • marek.zak1 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 20:21
                Nie mam i dlatego madonna staje się.....na ten krótki czas. I dlatego jest własnie OK :)
                • sabat.77 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 20:33
                  marek.zak1 napisał:

                  > Nie mam i dlatego madonna staje się.....na ten krótki czas. I dlatego jest wła
                  > snie OK :)

                  Marek, postrzeganie kobiet przez pryzmat Madonny i Ladacznicy już samo w sobie jest problemem. To jest postrzeganie obiektywnego zjawiska jakim jest człowiek, ze wszystkimi swoimi wadami i zaletami, poprzez fałszywą optykę dwóch wyidealizowanych skrajności. Zarówno jeden jak i drugi obraz - Madonny i Ladacznicy - jest nieprawdziwy.
                  • marek.zak1 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 20:43
                    U mnie takiego problemu nie ma. Sam zamieniam się z miłego Mareczka w dzikie zwierzę i i taka metamorfozę przechodzi moja kobieta. Zresztą opisałem to w kilku miejscach w książkach. Ta metamorfoza jest, moim zdaniem, warunkiem szczęścia i seksualnego spełnienia.
                    • sabat.77 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 20:44
                      marek.zak1 napisał:

                      > Ta metamorfoza jest, moim zdaniem, warunkiem szczęścia
                      > i seksualnego spełnienia.

                      A gdybyś był dzikim zwierzem cały czas ?
                      • marek.zak1 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 20:54
                        Musiałbym przenieść sie na sawannę, a tam lwy i gepardy :)
                        • sabat.77 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 21:06
                          marek.zak1 napisał:

                          > Musiałbym przenieść sie na sawannę, a tam lwy i gepardy :)

                          Mogę Cię pocieszyć. Pomyślałem przez chwilę o sobie, ale zauważ, że ratlerek w towarzystwie lwów i gepardów wypada chyba jeszcze mniej korzystnie.
                          • marek.zak1 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 21:11
                            E tam, wyzwól w sobie lwa :). Twoja żona struchleje ze strachu bedzie twoja w sekundę. Just do it :)
                            • sabat.77 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 21:22
                              Ludzie lubia porownywac sie do lwow, wilkow... A czemu nie zauwazyc, ze jest sie bardziej baranem, oslem, koza, malpa... Ja nie widze w sobie lwa, poza znakiem zodiaku nie mam z tym zwierzeciem nic wspolnego.
                              • rekreativa Re: Wierze Kitty 28.03.14, 22:03
                                "Twoja żona struchleje ze strachu bedzie twoja w sekundę. "

                                Może nawet orgazmu dostanie z tego strachu :P
                    • mojemail3 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 22:07
                      marek.zak1 napisał:

                      > U mnie takiego problemu nie ma. Sam zamieniam się z miłego Mareczka w dzikie zw
                      > ierzę i i taka metamorfozę przechodzi moja kobieta. Zresztą opisałem to w kilku
                      > miejscach w książkach. Ta metamorfoza jest, moim zdaniem, warunkiem szczęścia
                      > i seksualnego spełnienia.

                      Nachalna autopromocja.
                      • marek.zak1 Re: Wierze Kitty 28.03.14, 22:10
                        Miałaby sens, gdybym był umówiony z którąś z Was. A smoro nie, opisuję to, co przeżywam.
                        • zawle Re: Wierze Kitty 28.03.14, 22:51
                          marek.zak1 napisał:

                          > Miałaby sens, gdybym był umówiony z którąś z Was. A smoro nie, opisuję to, co p
                          > rzeżywam.

                          To prawda...cokolwiek byś nie napisał o sobie to autopromocja a do tego wszyscy zabiegają żeby to ich wielbić..co za psychoza?
            • twojabogini Re: Wierze Kitty 29.03.14, 11:30
              marek.zak1 napisał:

              >W któryms momenc
              > ie uniesienia i zatracenia leżąca przy nim kobieta staje się jego dziwką. Bez t
              > ego nie ma kosmosu i odlotu do innego wymiaru..

              Dla takiego z syndromem MiL to na pewno ważne. To by wyjaśniało użytkowe podejście do kobiety i uznanie, że gdy trzeba się napracować nad jej orgazmem to "obrzydza seks". Kto widział, żeby dziwce orgazm robić, dobra dziwka dostaje orgazmu równocześnie z klientem (chyba, że ma on inne preferencje, lub orgazmu sobie nie życzy).

              Znam takich którzy odlatują, gdy z kobiety uczynią swoją boginię, której mogą się w pełni oddać, a potem się z nią zjednoczyć. A najbardziej lubię takich przy których mogę ujawniać wszystkie swoje oblicza - dziwki, bogini, śpiącej królewny, nieśmiałej dziewczynki,zboczonej suki, rubasznej staruchy, zaniedbanej kury domowej, której od miesiąca nie chciało się ogolić nóg i wylaszczonej zdziry. I takich, którzy są w stanie szukać swoich oblicz - bo i męska seksualność ma ich wiele.

              Szczerze mówiąc, gdy mężczyźni piszą o swojej seksualności tu na forum zawsze zastanawia mnie ich jednowymiarowość, dążenie do ujednolicenia swojego obrazu jako kochanka.

              • mojemail3 Re: Wierze w zwierze;-) 29.03.14, 11:40
                twojabogini napisała:

                (...)"A najbardziej lubię takich przy których mogę ujawniać wszystkie swoje oblicza - dziwki, bogini, śpiącej królewny, nieśmiałej dziewczynki,zboczonej suki, rubasznej staruchy, zaniedbanej kury domowej, której od miesiąca nie chciało się ogolić nóg i wylaszczonej zdziry. I takich, którzy są w stanie szukać swoich oblicz - bo i męska seksualność ma ich wiele(...)"

                Genialne, szczególnie ta rubaszna starucha ( a znam takie bestie, mniej więcej 70 letnie panie z kół gospodyń wiejskich;-)

                ps. napisałam do Ciebie priva.
                • lybbla Re: Wierze w zwierze;-) 29.03.14, 13:11
                  mojemail3 napisała:

                  > Genialne, szczególnie ta rubaszna starucha ( a znam takie bestie, mniej więcej
                  > 70 letnie panie z kół gospodyń wiejskich;-)

                  Bo widzisz Mojemail te Dezertery, Kryzysy, Izraele to na wieczorkach zapoznawczych po siedemdziesiątce.
                  Muzyka odpowiednia dla naszego wieku jest tutaj

                  www.youtube.com/watch?v=j9mrwpz-wOs
                  One little, two little, three little Indians :)
                  • mojemail3 Re: Wierze w zwierze;-) 29.03.14, 14:39
                    lybbla napisał:

                    > Bo widzisz Mojemail te Dezertery, Kryzysy, Izraele to na wieczorkach zapoznawcz
                    > ych po siedemdziesiątce.
                    > Muzyka odpowiednia dla naszego wieku jest tutaj
                    > www.youtube.com/watch?v=j9mrwpz-wOs
                    > One little, two little, three little Indians :)www.youtube.com/watch?v=GsfbJqBya_w

                    Muzyka dla naszego wieku? Dla XXI wieku ??
                    A po siedemdziesiątce,że co, urodzeni w latach 70-tych?
                    Coś mi tu nie gra;-)

                    No jeśli jako tło, to bardziej mnie bierze...przy Dezerterze;-)
                    A jak już przy tle, dla miłości, ostatnio w momencie kulminacyjnym słyszymy jak Martyna ( z płyty z coverami Joni Mitchell, którą poleciła mi Bitch) tak więc słyszymy, jak Martyna śpiewa " wszystko tak krótko trwa"... no i jak się tu nie frustrować;-)
                    www.youtube.com/watch?v=GsfbJqBya_w
                    • lybbla Re: Wierze w zwierze;-) 29.03.14, 15:22
                      mojemail3 napisała:

                      > lybbla napisał:
                      > > www.youtube.com/watch?v=j9mrwpz-wOs
                      > > One little, two little, three little Indians :)

                      Ale różnicę w liczbie wcieleń pomiędzy kobietą a mężczyzną zauważyłaś?

                      > Jako tło, to bardziej mnie bierze...przy Dezerterze;-)

                      No tak ale to przez te dwie pary glanów.

                      > A jak już przy tle, dla miłości, ostatnio w momencie kulminacyjnym
                      > słyszymy jak Martyna (z płyty z coverami Joni Mitchell, którą poleciła mi Bitch)
                      > tak więc słyszymy, jak Martyna śpiewa " wszystko tak krótko trwa"...
                      > no i jak się tu nie frustrować;-)

                      Ale to jest ósme na płycie więc nie marudź :P
                  • szopen_cn Re: Wierze w zwierze;-) 31.03.14, 02:36
                    lybbla napisał:

                    >
                    > Bo widzisz Mojemail te Dezertery, Kryzysy, Izraele to na wieczorkach zapoznawcz
                    > ych po siedemdziesiątce.

                    Ty tak na powaznie?

                    Cos matematyka szwankuje?

                    A Rolling Stones to graja dla tych co maja lat ponad sto piec?

                    • lybbla Re: Wierze w zwierze;-) 31.03.14, 09:27
                      szopen_cn napisał:

                      > lybbla napisał:
                      >
                      > >
                      >> Bo widzisz Mojemail te Dezertery, Kryzysy, Izraele to na wieczorkach
                      >> zapoznawczych po siedemdziesiątce.

                      W sensie za 30 lat na potańcówkach. Już nie mogę się doczekać.

                      > Ty tak na powaznie?

                      Nie.

                      > Cos matematyka szwankuje?

                      Odejmowanie w słupku nigdy nie było moją mocną stroną.
                      Dzisiaj się przyłożyłem, użyłem kalkulatora.

                      > A Rolling Stones to graja dla tych co maja lat ponad sto piec?

                      Użycie nazwy Rolling Stones, po ekscesach ich prawników z
                      Bitter Sweet Symphony, w kontekście wyżej wymienionych
                      polskich zespołów jest niestosowne :)
                      • szopen_cn Re: Wierze w zwierze;-) 31.03.14, 09:38
                        Bo ja juz spekalem, ze mi trzydziesci lat umknelo niezauwazone.
                      • twojabogini Re: Wierze w zwierze;-) 31.03.14, 16:28
                        > szopen_cn napisał:
                        >
                        > > lybbla napisał:

                        > >> Bo widzisz Mojemail te Dezertery, Kryzysy, Izraele to na wieczorkach

                        > >> zapoznawczych po siedemdziesiątce.
                        >
                        > W sensie za 30 lat na potańcówkach. Już nie mogę się doczekać.

                        Ja też :)
                        >
          • twojabogini Re: Wierze Kitty 29.03.14, 11:23
            hello-kitty2 napisała:

            > Marek nie rob wiochy. Ja juz Cie prosilam nie raz zebys sie na mnie nie powolyw
            > al.

            Marek nam się zafiksował. Zdaje się preferować tzw. typ kobiet współpracujących z patriarchatem (jednak taka znana powiedziała, że zamiast kłócić się z mężem o porządki i gotowanie, to woli sama zrobić i zaoszczędzony czas przeznaczyć na masaż i kosmetyczkę - i stała się bożyszczem męskich tłumów, co jakiś czas polskie gwiazdy ją cytują - to znaczy bezczelnie twierdzą, że to myśl ich autorstwa i mądra rada dla kobiet, bo niewielu już pamięta kobietę-pierwowzór - która nota bene przyznał przed śmiercią, że nigdy w życiu niczego nie ugotowała).
            Pani Tatiana rzuciła po pijaku, albo i na trzeźwo, że swój orgazm robi sobie sama i nie zawraca tym dupy kochankom. Okej. Może lubi sama. Ja preferuję kochanków, którzy lubią oglądać kobieca rozkosz, której są sprawcami. I wbrew temu co twierdzi Marek - nie są "obrzydzeni".

            Swoja drogą Marek - czy ciebie odrzuca pomysł pogrzebania w damskiej pochwie? Bo nie wiem co tu miałoby obrzydzać seks?
            • marek.zak1 Re: Wierze Kitty 29.03.14, 11:39
              Dla wyjaśnienia. Nigdy nie użyłem słowa ,,obrzydzenie". A o czynności, która wspominasz, jestem bardzo za.
              W całej dyskusji, wielu z Was, sorry, nie rozumie słowa ,,odpowiedzialność". Tak z firmy, pracuję w marketingu i od mojej pracy coś tam jednak zależy - sprzedaż, a od szprzedaży produkcja. Zależy mi na niej, bo większa produkcja oznacza większe przychody, większe premie itp, tak więc cieszę sie gdy ta rośnie. Co wiecej, robię wszystko, aby wzrosła. Ale ja za produkcję w firmie NIE JESTEM ODPOWIEDZIALNY i jak coś spieprzy, nie ja jestem temu winny.
              Podobnie w seksie, staram się, aby moja kobieta była zadowolona, ale nie jestem odpowiedzialny za jej orgazm, podobnie jak ona za mój. Może mi [pomóc, ale za mnie szczytować nie będzie i obarczanie kobiety brakiem u mnie orgazmu byłoby zwyczajnie niesprawiedliwe. A Ty kolezanko TB tak robisz i stąd protesty facetów.
        • kag73 Re: Wierze Kitty 29.03.14, 00:58
          marek.zak1 napisał:

          > a ja wierzę Kitty, czyli najfajniejszy seks jest z facetem, którego kobieta się
          > troche boi, a która kobieta się boi faceta, który zmywa talerze.
          > Czyli z tym zmywaniem juz sie wyjasniło.

          Ja jej wierze, ze tak ma. Ale ja mam inaczej nie boje sie ludzi, facetow tez nie. Moj akurat zmywa talerze, nie ma wyjscia, a i tak mam z nim supcio seks. Gdyby jednak talerzy nie zmywal z pewnoscia nie mialby obiadu i bardzo prawdopodobne, ze nie mialby tez seksu:)
          A zatem kobiety rozne sa.
    • kutuzow Tak mi się skojarzyło 28.03.14, 14:49
      twojabogini napisała:

      > W rezultacie, żyjemy w swoim małym świecie frustracji i strachu - bo dlaczego w
      > szyscy mają, a ja nie? I co będzie, jak on kiedyś odkryje mój teatrzyk? Wszędzi
      > e piszą, że seks to zdrowie i recepta na szczęście, a orgazm daje nam zastrzyk
      > endorfin nie do porównania z czekoladą. Co z tego, jeśli ja akurat lepiej radzę
      > sobie z odpakowywaniem sreberka?


      foch.pl/foch/5,133530,15564988,Refleksje_na_przedwiosniu___lutowe_porysunki_Magdy.html?i=13
      • twojabogini Re: Tak mi się skojarzyło 28.03.14, 14:51
        kutuzow napisał:

        > twojabogini napisała:

        Ja cytowałam, nie pisałam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka