Dodaj do ulubionych

Sprawiedliwość, czy zaspokojenie

09.06.14, 21:47
Ciekawy temat, o którym nie raz tu rozmawialismy, czyli czy facet, ktory zmywa ma mniej seksu, albo, czy równość może być afrodyzjakiem? Także o tym, że facet w seksie zamienia się w (oszalałe) zwierzę, co niektóre userki (i redaktor Masłoń) wyśmiały iii.
foch.pl/foch/1,133531,16085131,Co_jest_dla_Ciebie_wazniejsze__sprawiedliwosc_w_zwiazku.html
Obserwuj wątek
    • sabat.77 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 09.06.14, 22:05
      A nie lepiej jedno i drugie? No bo nie jest powiedziane, ze z tymi samymi osobami chyba? :)
    • loppe Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 09.06.14, 22:08
      "Moc swoich słów Paweł Droździak potęguje stwierdzeniem, że relacje najsilniej nasycone erotyzmem (wręcz zahaczający o kontrowersję), niekoniecznie były takimi, w których partnerzy mówili do siebie per „Dziubusiu” czy ”Misiaczku”.

      To by się zgadzało. Ja na przykład mówię do żony Kwiatuszka i jakiegoś pożaru w łóżku nie ma.
      • loppe Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 09.06.14, 22:11
        Ale nie było go też kiedy na przykład mówiłem do niej Kaźmierz...
        • kahdor8 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 07:29
          Czyli i tak źle i tak niedobrze ;-) !
          • kag73 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 12:15
            Nie chce mi sie czytac tych wszystkich dupowatych artykulow, kazdy musi wiedziec co dla niego najlepsze i co sie sprawdza. Dla mnie zmywanie naczyn nie ujmuje meskosci, to robota, ktora ktos musi odwalic i tyle, skoro ja gotuje to on zmywa. Kropka. Nie przeszkadza nam to w sypianiu ze soba.
            Moj ex nie dosc, ze gotowal to jeszcze zmywal i tez nam nie przeszkadzalo. Chemia, ludzie, libido, czas i jechane z koksem!
            • anbale Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 12:28
              Zgadzam się z przedmówczynią. Jeśli kobieta traci seksualne zainteresowanie facetem, bo on jej pomaga w domowym kieracie- to musi mieć nieźle zryty beret...Osobiście uwielbiam jak mój facet gotuje dla mnie albo sam z siebie posprząta pobojowisko po moim gotowaniu- dla mnie to wielki punkt dla jego atrakcyjności...Myślę, że ta hołubiona tutaj kasa i prestiż nie kręciłyby mnie aż tak jak zwykła dobra wola mojego faceta.
    • twojabogini Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 12:38
      Czytałam najnowszy wywiad z psychologiem Pawłem. Okej, dotyka wielu problemów z którymi borykają się współczesne związki:
      1. Podział obowiązków domowych i opieki nad dziećmi (stare wzorce nie działają, niewiele rodzin może sobie pozwolić na to, aby kobieta zajmowała się domem i dziećmi, a mężczyzna pracował, a kiedy kobieta pracuje - sama nie jest w stanie wszystkiego ogarnąć).
      2. Nie da się sprawiedliwie i po równo tego podzielić.
      3. Wygasa pożądanie.
      4. Rozmowy o seksie, problemach i podziale obowiązków nic nie wnoszą.

      To wszystko prawda. Tylko, że stary model, w którym domeną mężczyzny było zarabianie (co nie znaczy, że w domu i przy dzieciach nic nie robił), a kobiety - dom i dzieci (co nie znaczy, że kobiety nie pracowały zawodowo) - ten model nie zakładał utrzymania namiętności. Rozmawiam gdy tylko mam okazję z dzisiejszymi mniej więcej 70 latkami, którzy żyli w takich związkach. Po paru latach najczęściej życie seksualne małżeństwa wygasało, rodzice spali oddzielnie - często z jednym z dzieci (których wcale nie mieli tak dużo). Jeśli po jakimś czasie chcieli jeszcze jedno dziecko - podejmowali aktywność seksualną. Seks równał się prokreacji i oni uważali to za naturalne. Nie czuli się tym sfrustrowani, raczej pogodzeni z losem. Więc pomysł psychologa Pawła, aby powrócić do "nierówności" (choć to wcale nie była nierówność, choć my ja tak widzimy, małżonkowie się uzupełniali), to nagle będzie więcej seksu w małżeństwach - jest nietrafiony. Nierówność nie generowała seksu, równość go nie zabija.

      Dziś mamy antykoncepcję - która pozwala nam oddzielać prokreację od seksu (choć w polskich małżeństwach nadal jest z tym źle i nieodpowiednia antykoncepcja jest jedną z wielu przyczyn BSM). Oczekujemy także, iż w parach małżeńskich będziemy prowadzić satysfakcjonujące życie seksualne. Ale wzorców do tego nie mamy. Większość małżeństw nadal nie podsiada własnej odrębnej sypialni (sypialnia wielu rodziców to często równocześnie salon w którym jest TV oraz jadalnia), nie ma ani czasu ani przestrzeni w której seks mógłby naprawdę zaistnieć. Pan psycholog dotyka tu równie ważnej kwestii - że seks nie bierze się z gadania.

      Jeśli w związku notorycznie trwa konflikt o podział odpowiedzialności - seksu nie będzie. Trudno mieć seks z kimś, kto nas do czegoś zmusza, wykorzystuje, nie chce współpracować - a tak się postrzegają małżeństwa walczące na polu kto co będzie robił w domu i przy dzieciach.
      Seks w długotrwałym związku bierze się z bliskości (nie mylić z przekraczaniem granic, naruszaniem intymności, stapianiem się w jedno, nadmierną kontrolą). Bliskość rodzi się ze wspólnie spędzanego czasu, współpracy, poczucia posiadania wspólnych celów, wyjątkowości łączącej więzi, radosnego przeżywania seksualności, wzajemnej atrakcyjności, flirtu, uwodzenia, akceptacji. W małżeństwie seks generuje to samo co generowałby go poza małżeństwem. W większości małżeństw tego nie ma.

      Dlatego tak ważne jest aby się w związku porozumieć - co do podziału nawet nie obowiązków, ale odpowiedzialności. Aby porozmawiać o swoich upodobaniach seksualnych i potrzebach (w starym modelu nikt się seksualnie nie realizował - orale, anale, pieszczenie łechtaczki, orgazm kobiety, eksperymenty - nie istniały). Z rozmowy seks się nie wygeneruje. Ale wygenerują się z niej potrzebne do utrzymania namiętności w małżeństwie zaufanie, bliskość, intymność, czas i przestrzeń potrzebne do tego, aby seks a przede wszystkim wzajemne pożądanie zaistniały. na tej bazie rodzi się też szacunek do partnera, radość z przebywania z nim.
      • sabat.77 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 13:14
        Wiesz, seks w małżeństwach zanika często również z tak prozaicznej przyczyny, że niespecjalnie jest na niego miejsce i czas. Brak przestrzeni, brak miejsca na intymność, brak czasu ze względu na godzenie bezustannej opieki nad dziećmi i panowanie nad tym chaosem. Kurcze, nawet zdradzać za bardzo nie ma gdzie i jak ;) Dlatego dobrze, że wymyślili burdele - uważam że to zwyczajnie ratuje istnienie wielu małżeństw, szczególnie tam, gdzie babka ma ograniczone libido, a jeszcze obcięte przez zmęczenie, brak warunków itd. Faktycznie - tak to jest i trzeba się z tym pogodzić.
        • kag73 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:02
          sabat.77 napisał:

          > Wiesz, seks w małżeństwach zanika często również z tak prozaicznej przyczyny, ż
          > e niespecjalnie jest na niego miejsce i czas. Brak przestrzeni, brak miejsca na
          > intymność, brak czasu ze względu na godzenie bezustannej opieki nad dziećmi i
          > panowanie nad tym chaosem. Kurcze, nawet zdradzać za bardzo nie ma gdzie i jak
          > ;) Dlatego dobrze, że wymyślili burdele - uważam że to zwyczajnie ratuje istnie
          > nie wielu małżeństw, szczególnie tam, gdzie babka ma ograniczone libido, a jesz
          > cze obcięte przez zmęczenie, brak warunków itd. Faktycznie - tak to jest i trze
          > ba się z tym pogodzić.
          Moim zdaniem brak czasu i zmeczenie, zostawianie calej energii zyciowej w pracy. Wiadomo pracowac trzeba, wtedy mniej czasu na wszystko inne. Ale dlaczego zwalac na dzieci? Zwalmy na prace! Co z tego, ze bez pracy sie nie da? I tak stracony czas i tak.
          • sabat.77 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:08
            kag73 napisała:

            > Moim zdaniem brak czasu i zmeczenie, zostawianie calej energii zyciowej w pracy
            > . Wiadomo pracowac trzeba, wtedy mniej czasu na wszystko inne. Ale dlaczego zwa
            > lac na dzieci? Zwalmy na prace! Co z tego, ze bez pracy sie nie da? I tak strac
            > ony czas i tak.

            Bez znaczenia. Trzeba się nauczyć organizować w takich warunkach jakie się posiada. I przy takim partnerze jakiego się ma.
        • twojabogini Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:08
          sabat.77 napisał:

          > Wiesz, seks w małżeństwach zanika często również z tak prozaicznej przyczyny, ż
          > e niespecjalnie jest na niego miejsce i czas. Brak przestrzeni, brak miejsca na
          > intymność, brak czasu ze względu na godzenie bezustannej opieki nad dziećmi i
          > panowanie nad tym chaosem.

          Okej, zgoda. Ale ten chaos wynika z braku współpracy. Brak czasu i przestrzeni wynika z tego, ze w naszej kulturze małżonkom wręcz nie wypada mieć swojego miejsca na seks. Te wszystkie dożywotnie kredyty, przez które nie będzie się można rozwieść, gdy seks całkiem padnie, opłacane są najczęściej za mieszkania bez oddzielnej sypialni dla dorosłych. Randek w małżeństwie nikt nie planuje. Podczas, gdy to właśnie małżonkom - rodzicom randki są potrzebne najbardziej.
          No bo o ile jeszcze mogę swobodnie wpaść do kawalera i jest szansa, że się z nim bzyknę (choć i tak moje szanse się zwiększą, gdy się zapowiem i on będzie przygotowany i w nastroju - czyli jednak randka). Do dzieciatego tak nie wpadnę - bo albo się dziećmi zajmuje, albo akurat padnięty, albo fuchę jakąś robi. Szansa na seks jest jeśli się umówię i on zaplanuje sobie czas tek, aby tego dnia być ogolony, domyty, mieć czyste gacie, dzieci pod dobrą opieką i zwyczajnie - wolny czas. Ta zasada dotyczy nie tylko kochanków, ale przede wszystkim mężów. I żon.

          Burdel nie załatwia sprawy seksu w małżeństwie. Nie liczy się.
          • sabat.77 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:10
            twojabogini napisała:

            > Burdel nie załatwia sprawy seksu w małżeństwie. Nie liczy się.

            O, mów za siebie. W przypadku stereotypowej kobiety to może faktycznie nie. Ale w przypadku męskiej strony - owszem, często ułatwia życie.
            • twojabogini Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:45
              sabat.77 napisał:

              > O, mów za siebie. W przypadku stereotypowej kobiety to może faktycznie nie. Ale
              > w przypadku męskiej strony - owszem, często ułatwia życie.

              Tak samo jak mi ułatwiłby życie kochanek. Bo kochanek to jest dla kobiet odpowiednik burdelu. Seks bez nakładów, bez zobowiązań, kiedy i jak chcę. I wtedy mogłabym sobie spokojnie walczyć o równość w domu, nie mieć seksu, czasy ochoty, ale czasem bzyknąć kochanka i mieć spokój. Więc wiem o jakim ułatwieniu piszesz.

              Ale ani burdel, ani kochanek nie załatwiają sprawy seksu w małżeństwie. To droga na skróty - albo prowadzi do rozpadku - albo gdy druga strona po cichu akceptuje - do utrwalenia status quo. Ale nie do harmonijnego związku.

              • sabat.77 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:48
                Owszem, zgadzam się całkowicie - nie załatwiają kwestii seksu W MAŁŻEŃSTWIE. Pytanie tylko, czy w wypadku zaspokojenia deficytu seksu jako takiego ta kwestia w ogóle wymaga załatwienia. Po co? Może nie ma takiej potrzeby?
                • twojabogini Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 15:09
                  sabat.77 napisał:

                  > Owszem, zgadzam się całkowicie - nie załatwiają kwestii seksu W MAŁŻEŃSTWIE. Py
                  > tanie tylko, czy w wypadku zaspokojenia deficytu seksu jako takiego ta kwestia
                  > w ogóle wymaga załatwienia. Po co? Może nie ma takiej potrzeby?

                  Sabat, ty mnie otwarcie demoralizujesz :) Gdy w moim małżeństwie nastąpi okres BSM, bo znów się w czymś tam nie będziemy mogli dogadać - to mam sobie po prostu poszukać kochanka jeśli akurat mi libido nie zgaśnie? Mam deficyt - wyrównuję deficyt? Nikt nie cierpi, wszyscy zadowoleni?
                  To brzmi dla mnie bardzo rewolucyjnie.
                  • sabat.77 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 15:35
                    twojabogini napisała:

                    > Sabat, ty mnie otwarcie demoralizujesz :) Gdy w moim małżeństwie nastąpi okres
                    > BSM, bo znów się w czymś tam nie będziemy mogli dogadać - to mam sobie po prost
                    > u poszukać kochanka jeśli akurat mi libido nie zgaśnie? Mam deficyt - wyrównuję
                    > deficyt? Nikt nie cierpi, wszyscy zadowoleni?
                    > To brzmi dla mnie bardzo rewolucyjnie.

                    Bo dla mnie moralność to dyrdymały, wymyślone by kontrolować masy. Te wszystkie "zasady"... To dopiero niewidzialny Matrix, który nas pęta i czyni nas nieszczęśliwym.
                    • marek.zak1 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 15:39
                      sabat.77 napisał:


                      > Bo dla mnie moralność to dyrdymały, wymyślone by kontrolować masy. Te wszystkie "zasady"... To dopiero niewidzialny Matrix, który nas pęta i czyni nas nieszczęśliwym.

                      Sabat, szczerze, myślisz, że gdybym w ramach złamania zasad zasponsorował miłą studentkę byłbym szczęśliwszy?
                      • sabat.77 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 15:45
                        marek.zak1 napisał:

                        > Sabat, szczerze, myślisz, że gdybym w ramach złamania zasad zasponsorował miłą
                        > studentkę byłbym szczęśliwszy?

                        Jeśli TO jest rzeczywiście Twoje pragnienie? Jeśli organicznie tego pożądasz i tego w głębi duszy chcesz? Pewnie byłbyś. Przynajmniej przez chwilę :)
                        Jeśli sponsorowanie studentki nie jest Twoim głębokim pragnieniem, a jedynie narzuconym przez kulturowy obraz mężczyzny imperatywem, z którym TY czułbyś się w głębi i szczerze źle - to czułbyś się nieszczęśliwy.
                        Człowiek nie powinien się ograniczać, ale raczej zadać sobie pytanie co jest jego prawdziwym pragnieniem a co jedynie realizacją jakiegoś zewnętrznego stereotypu.
                        Różnica między CHCĘ / POWINIENEM.
                        • marek.zak1 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 16:05
                          sabat.77 napisał:

                          > marek.zak1 napisał:
                          >
                          > > Sabat, szczerze, myślisz, że gdybym w ramach złamania zasad zasponsorował
                          > miłą studentkę byłbym szczęśliwszy?
                          >
                          > Jeśli TO jest rzeczywiście Twoje pragnienie? Jeśli organicznie tego pożądasz i
                          > tego w głębi duszy chcesz? Pewnie byłbyś.

                          Sabat, mylisz przyjemność, jaką daje sex, ze szczęściem.
          • kag73 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:15
            Jasne, jak dzieciak byl maly a my goniliym w te i we wte, zaczelismy planowac seks, umawialismy sie na 20:00 w sobote(jak tylko dzidzius byl w lozku), na seks i to byly sesje do 2 w nocy! Dopiero co wczoraj to wspominalismy.
            A to dlatego, ze przyszlo nam wczoraj w nocy ewakulowac sie z wlasnej sypialni, gdzie spal z nami w lozku dzieciak, do jego lozka we wiadomym celu.
            Czasem nawet oddzielne sypialnie nic nie daja, ale wiadomo, ze lepiej je miec ;))
            • sabat.77 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:20
              Ale to trzeba we dwoje bardzo chcieć. A jak jedno nie chce, to już jest to niewykonalne.
              • kag73 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:41
                sabat.77 napisał:
                > Ale to trzeba we dwoje bardzo chcieć. A jak jedno nie chce, to już jest to niew
                > ykonalne.
                Ano i o to sie wszystko rozbija:(
    • triismegistos Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 13:02
      Cóż, podejrzewam, ze wśród mężczyzn istnieją również osobniki kalekie, upośledzone, i na tyle słabe, że pozmywanie garów pozbawia ich wszelkich sił witalnych. Cóż, myślę, ze ludzkość jakoś się bez ich genów obejdzie.
    • loppe Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 13:09
      Mam ogólnie rzecz biorąc autorytet u mojej żony, ale niekiedy wspominamy największy błąd intelektualny jaki popełniłem w obszarze zarządzania gospodarstwem domowym. Musiałem nie być w formie, bo wypowiedziałem się kiedyś przeciwko zakupowi zmywarki do naczyń, wydawała mi się zbyteczna. Człowiek jest omylny.
      • loppe Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 13:13
        Ona to wspomina czasem wciąż zdziwiona że taki głupi mogłem być:)
    • twojabogini stereotypy psychologa 10.06.14, 13:35
      W artykule wkurzyły mnie tez stereotypy, zacytuje różne kwiatki:

      1. "Kobiety nie fantazjują o mężczyźnie, który zmywa". - wydaje się sensowne? Dobrze - tylko ilu mężczyzn podnieca się przywołując widok żony zmywającej, mieszającej w garach, czy zmieniającej osraną pieluchę? Obowiązki domowo-dzieciowe rzadko są obiektami marzeń seksualnych - dla obu płci.
      2. "Nawet kobieta siedząca w domu i niepracująca jest wściekła, kiedy mąż przychodzi z pracy i NIC nie robi w domu". Prowadzenie domu i wychowanie dzieci jest pracą - te kobiety nie leżą i nie pachną przez cały dzień. Pracują. Prowadzenie domu i opieka nad dziećmi to jednak nie to samo co obsługiwanie mężczyzny. Tym panom widać się żona myli z nadskakującą mamusią myli. Wybaczcie, ale w większości przypadków pożądanie budzi mężczyzna, który nie domaga się obsługi jakby był niemowlęciem. Ten co przyjdzie z roboty i sprzątnie po obiedzie, umyje kibel jeśli zobaczy, że brudny i zabierze dzieci na spacer. Nie ten co legnie na kanapie i poczeka, aż obiad podadzą.
      3. "A potem [ona] i tak ma pretensje, że on robi jedynie tyle, ile ona mu każe robić". I słusznie ma pretensję. Bo dorosły mężczyzna nie może oczekiwać, że żona jak dobrotliwa mamusia wyposaży go w listę obowiązków. Dlatego zawsze będę upierać się, że lepiej dzielić odpowiedzialność, niż obowiązki. Odpowiadam za pełną lodówkę i uzupełnianie zapasów, albo za to żeby łazienka była czysta. Wtedy wszystko jest jasne. A jak facet nie nauczył się sprzątać łazienki albo nie wie co jest potrzebne dzieciom do jedzenia - to może poprosić o pomoc lub instruktaż. Najczęściej wtedy panowie doznają olśnienia i wpadają sami jak i co należy wykonać ;) I kończą się męskie pretensje w stylu"przecież mi nie powiedziałaś, że za kiblem tez mam umyć i deskę od spodu też".
      4. "Kobieta traktuje mieszkanie jak przedłużenie swojego ciała, a mężczyzna traktuje tak samochód". Mogę powiedzieć za siebie - ja tak nie mam. I zapytać - a co jak mężczyzna nie ma samochodu?
      5. "Kobieta nie widzi, że mężczyzna na ten dom pracuje" - sorki, ale większość współczesnych kobiet też pracuje na dom. I nie zwalnia ich to z odpowiedzialności i obowiązków. Dla mężczyzn to też żadne usprawiedliwienie. Jak rozumiem, gdy kobieta np. wróci do pracy po wychowawczym, może zaprzestać sprzątania, gotowania i prania - BO PRACUJE i to będzie wystarczający przejaw jej zaangażowania?
      6. "Seksualność jest podłączona do różnicy" - z kontekstu zaś wynika, że ta różnica zniknie, gdy mężczyzna zacznie wykonywać w domu prace i zajmować się dziećmi. Nie słyszałam o zaniku jąder pod wpływem chemii domowej. Penis od zajmowania się dziećmi też nie odpada. Kobietom w pracy nie maleją cycki, ani nie zarastają pochwy.
      7. "Związek, który najsilniej był naznaczony seksualnością, wręcz zatrącająca o kontrowersję, to w nim partnerzy na pewno nie mówili do siebie: Dziubdziusiu". Z tym się zgadzam, najwięcej seksu doświadczały w swoich związkach, kobiety które doświadczały też przemocy psychicznej i fizycznej. Do trzech razy dziennie - raczej w standardzie, niż jako coś ekstra. Zakład, że one wolałyby, aby partner zmywał, seksu było mniej, za to doświadczanego jako bliskość i przyjemność? Zgadzam się jednak, że dziubdzianie zabija seksualność w związku - to przekroczenie granic. Ale są inne alternatywy, niż agresywna olewająca dom dzieci i kobietę męskość, jako generator seksu.
      8. Potem mowa o facetach, co nic nie robią "nie weźmie się do roboty, nie ma kasy, nie przejawia siły". Dlaczego pan psycholog utożsamia ten typ z tymi co zmywają, angażują się w dzieci? Większość zaangażowanych mężów i ojców to także zaangażowani pracownicy.
      9. Potem pisze, że kobiety chcą kontaktu i równości. Ale z tego co pisze pan psycholog , to równość wyklucza kontakt. Mało tego kobiety są idiotkami: "wiele pań mówi, że chce równości, a często po prostu chce kontaktu". Nie wiedza co mówią, nie wiedza czego, chcą, ach kobiety....Albo nie daj boze chcą i tego i tego. I jeszcze orgazmów :)
      10. "Planowanie randek? Absurd". To największy stereotyp o małżeństwie który staram się obalać. Każdy kto przypomni sobie początki związku i gorąca seksualną atmosferę, przypomni tez sobie jak starannie planował randki, jak się do nich przygotowywał, czekał, podniecał. Kazdy kto pozwolił sobie na romans w trakcie małżeństwa, wie ze powrót do randek to jedna z fajniejszych przyjemności, które z tego płyną. Bez randek nie ma seksu w małżeństwie. Tak jak ludzie zazwyczaj nie rzucają się na siebie na ulicy, tylko się uwodzą, planują randkę, tak małżonkowie nie rzuca się na siebie ani w kuchni, ani w łóżku, pod wpływem nagłego impulsu.
      11. "Kobieta ma faceta, któremu odebrała cała władzę" - panu psychologowi nie przyjdzie do głowy, ze mężczyzna może sam z siebie opiekować się dzieckiem gotować, sprzątać i nie robić tego pod dyktando kobiety. Czyli jak sprząta i się zajmuje - to jest pantoflem.
      12. "Kobieta nie ma tej cechy, która mężczyźnie pozwala iść po swoje" - chodzi o zrobienie kariery :)))))
      13. "Jak mężczyzna będzie robił wszystko to co kobieta, to będzie czuł się wykastrowany"
      14. "Kobieta, która osiąga sukces nie generuje zainteresowania faceta" :) Tak istotnie, kobiety sukcesu, znane i uznawane zawsze były i zawsze są samotne, aseksualne. Nieznane są życiorysy takich kobiet sukcesu, obfitujące w małżeństwa, związki, kochanków, adoratorów i miłośników :) Joanna d`Arc była dziewicą i to jest dowód koronny. A Skłodowska dzieci nie miała!!!!Dziewczyny żadnych sukcesów, broń boże!!!
      15. "Gdyby kobieta mieszkała sama to i tak by to robiła" - koronny argument, żeby jednak kobieta sprzątała i wykonywała obowiązki, a mężczyzna nie. Pozornie logiczny. Tylko pozornie. Jakby facet mieszkał sam - to też by sobie gotował i sprzątał i prał i robił wszystko inne. Więc równie logiczne byłoby, żeby to facet wszystko przejął, skoro mieszkając sam i tak by to wszystko robił :)

      I właśnie dlatego, że pan psycholog Paweł, dla udowodnienia swojej rewolucyjnej tezy, że angażowanie mężczyzn w prace domowe i opiekę nad dziećmi zabija seks w małżeństwach posługuje się stereotypami, a nie argumentami - jego pozornie logiczny wywód (jak facet będzie facetem, to seks będzie) jest do bani.
      Podobnie jak do bani jest jego założenie, że gdy podział odpowiedzialności przebiegał po linii podziału kobiece- męskie, według powszechnie ustalonego wzorca społecznego - seks w małżeństwach kwitł. Wysyłając kobiety do pracy (które i tak nie zrobią kariery, bo nie mają do tego drygu, jak mają i odniosą sukces, to z kolei będą same i nieatrakcyjne- kurwa w którym my wieku żyjemy?) oraz oczekując, że mężczyźni zaangażują się w dom rzekomo zabiliśmy seksualny małżeński raj :) Tylko, że tego raju nigdy nie było....




      • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 13:44
        Boginka, a ja powiem Ci, jako postronny obserwator, że ludzie zajmujący się problematyką problemów małżeńskich, są trochę jak analitycy giełdowi. Dziesiątki teorii i nic z tego nie wynika. Nie prościej przyznać, że jak między dwojgiem ludzi nie ma chemii, to nie ma?
        Zauważ, że to co w jednym związku generuje przełom, to w drugim może być zupełnie bez znaczenia. Jedni faceci myją gary i walą konia, a drudzy są wredni, chamscy, łażą na kurwy a żony i tak im dają tyłka. Ale bywa zupełnie odwrotnie. Nie czas już przyznać, że to często jest zupełnie bez znaczenia? Śmieszą mnie te ideologiczne przepychanki.
        Ludzie mają różne charaktery i to chyba najważniejszy czynnik. Przede wszystkim - nie jesteśmy tacy sami i często te same rzeczy mają na nas odmienny wpływ.
        • loppe Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 13:51
          Tak, różne są konfiguracje. A Korwin Mikke twierdzi, że kobiety chcą żeby mąż był od nich wyższy, silniejszy i inteligentniejszy, a nie niższy, słabszy i głupszy, w czym zresztą - mówi - przejawia się mądrość kobiet.
          • kag73 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 13:55
            loppe napisał:
            > Tak, różne są konfiguracje. A Korwin Mikke twierdzi, że kobiety chcą żeby mąż b
            > ył od nich wyższy, silniejszy i inteligentniejszy, a nie niższy, słabszy i głup
            > szy, w czym zresztą - mówi - przejawia się mądrość kobiet.

            Ja chce, zeby moj byl wyzszy i sileniejszy, inteligentniejszy byc nie musi, taki na rowno mi wystarczy. Bo zreszta jak tu mierzyc glupote albo inteligencje, najlepiej, zebysmy sie uzupelniali i wtedy we dwoje jestesmy silniejsi i lepiej nam sie zyje:)
            • loppe Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 14:01
              kag73 napisała:

              >
              > Ja chce, zeby moj byl wyzszy i sileniejszy, inteligentniejszy byc nie musi, tak
              > i na rowno mi wystarczy. Bo zreszta jak tu mierzyc glupote albo inteligencje, n
              > ajlepiej, zebysmy sie uzupelniali i wtedy we dwoje jestesmy silniejsi i lepiej
              > nam sie zyje:)

              Tak, Korwin jakby nie dostrzega że równa inteligencja również może zadowalać czy imponować, gdy jest wysoka. Bo on wyraźnie uważa, że kobiety są happy gdy mają partnera, który im imponuje. Przypuszczam, że faceci raczej nie chcą mieć partnerki, która im imponuje, lecz taką która zachwyca - na przykład swoją odmiennością, która właśnie uzupełnia to czego nie mają:)
              • kag73 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 14:10
                "zachwycac" czy "imponowac" mozna uzyc troche wymiennie, zapewne dla kazdego moze liczyc sie cos innego. Rzecz w tym, zeby jedno o drugim myslalo "och i ach, wow!", "szczesciarz/szczesciara ze mnie, bo znalazlem/znalazam jego/ja".
                • loppe Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 14:13
                  kag73 napisała:

                  > "zachwycac" czy "imponowac" mozna uzyc troche wymiennie, zapewne dla kazdego mo
                  > ze liczyc sie cos innego. Rzecz w tym, zeby jedno o drugim myslalo "och i ach,
                  > wow!", "szczesciarz/szczesciara ze mnie, bo znalazlem/znalazam jego/ja".


                  Trochę wymiennie, a ja to widzę tak, że imponowanie oznacza pewną relację wyższości, gdy zachwyt wiąże się z afirmacją inności, zaskakującej pięknej inności. How did I get so lucky to get you? - mówię czasem żonie:)
                  • kag73 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 14:17
                    No ta innosc moze polegac tez na tym, ze ja potrafie cos czego nie potrafisz Ty i to juz cos, moze imponowac i /albo zachwycac.
                    • loppe Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 14:27
                      kag73 napisała:

                      > No ta innosc moze polegac tez na tym, ze ja potrafie cos czego nie potrafisz Ty
                      > i to juz cos, moze imponowac i /albo zachwycac.

                      To bardzo ważne że talenty się uzupełniają, lepiej się żyje w wymiarze praktycznym. Ale chodzi też o to kim jest druga osoba, nie co potrafi zrobić.

                      A w ogóle to ja kiedyś byłem antytalentem jeśli chodzi o relacje z mniej bliskimi ludźmi (do cholery chyba z kobietami mi jednak wychodziło), a wybitniejszym od utalentowanej żony teoretykiem jeśli chodzi o te sprawy:). Aż się wreszcie zorientowałem i zacząłem kończyć każdą naradę w takich sprawach - ale co ja Ci będę mówić, jesteś o wiele lepsza ode mnie w tych sprawach!
                • triismegistos Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 14:56
                  No nie, zachwycanie a imponowanie to co innego. Mogę być np. zachwycona świetnym tyłkiem partnera, ale nie imponuje mi to w żaden sposób.
                  • kag73 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 15:28
                    triismegistos napisała:
                    > No nie, zachwycanie a imponowanie to co innego. Mogę być np. zachwycona świetny
                    > m tyłkiem partnera, ale nie imponuje mi to w żaden sposób.
                    No tez fakt:)
                    Ale taki tylek to nie zwasze dostaje sie w prezencie a zatem moze imponowac z jakim zapalem/nakladem pracy go wypracowal:)
        • twojabogini Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 14:36
          sabat.77 napisał:

          > Nie prościej przyznać, że jak między dwojgiem lu
          > dzi nie ma chemii, to nie ma?

          Tylko, że to nieprawda. Z rozmów ze wspomnianymi 70 latkami wiem na przykład, że seks wygasał, spali ze swoimi dziećmi, bliskość wygasała. Oni uważali, że tak ma wyglądać małżeństwo - zarówno mężczyźni jak i kobiety. I wiesz co? Część z nich twierdzi, że gdy nagle lęk o antykoncepcję minął, przeszły obowiązki dzieciowo-domowe, główne troski - to nagle buch - od nowa wybuchała wielka namiętność - do tej starej, średnio już atrakcyjnej żony i tego podstarzałego męża, który też już nic wspólnego z tym młodym chłopakiem sprzed lat nie miał. To przytrafiło się mniejszości spośród moich rozmówców, większość już nie odkryła na nowo libido (do nikogo). Ale jednak czasem chemia wracała.

          Ty bsm opisujesz jako wygaśnięcie chemii. Ja się zgadzam chemia wygasa - ale to nie jest proces nieunikniony. Wygasa - bo nie ma na nią przestrzeni, bo nie ma na nią czasu, nie ma randek, bo są konflikty o podział obowiązków (a co za tym idzie także władzy).
          Kiedyś małżonkowie świadomie tą chemię wygaszali - żeby nie narobić dzieci. Dziś żeby przywrócić chemię każe się nam ich naśladować, powielając ich podział obowiązków - który w wtedy sprawdzał się dobrze, a nijak się ma do współczesnych realiów.

          Swoją drogą. Podział męskie-żeńskie w takim ujęciu chłop pracuje, baba robi w domu i przy dzieciach (plus chłop robi męskie prace a baba ewentualnie pracuje gdzieś koło domu, żeby na czas obiad był) - jest podziałem wynikającym ze specyfiki życia na wsi.
          Mieszkam na wsi trzeci rok. Z perspektywy panienki urodzonej wychowanej i zamieszkałej w mieście - końcowego produktu białej cywilizacji (biała wykształcona niepracująca fizycznie kobieta, skupiona na sobie, swoim rozwoju i swojej seksualności) podział taki jawił mi się jako niesprawiedliwy, jako wyzysk kobiety, pozbawienie jej perspektyw.
          Mieszkając na wsi, rozmawiając z ludźmi, obserwując widzę że taki podział odpowiedzialności miał głęboki sens, nie polegał na wyzysku, ale na uzupełnianiu się małżonków. Była w tym ogromna godność - i kobiety i mężczyzny.
          Obecnie taki model nie ma racji bytu nawet na wsi. Zmieniły się warunki życia. I teraz taki model jest wyzyskiem kobiety, ale też ściąga rodzinę na dno - finansowe m.in. Są tu rodziny które nadal tak żyją - i są one na dnie finansowej rozpaczy. Także miastach, gdy kobieta zostaje w domu - bo mężczyzna nie chce dzielić z nią odpowiedzialności za opiekę nad dzieckiem - status finansowy rodzin najczęściej bardzo spada. Współczesność wymaga pracy zawodowej obojga, prac męskie zanikły - za to jest więcej tych kobiecych - bo wyższy jest na przykład standard opieki nad dziećmi.

          Jeśli mamy brać przykład z przodków, dziadków, rodziców - bierzmy. Ale nie bezmyślnie ich kopiując. Harmonia w ich związkach wynikała nie z tego jak rozdzielali odpowiedzialność - ale z tego, że rozdzielali ją optymalnie.
          To głupie próbować dzielić obowiązki we współczesnym małżeństwie według modelu który sprawdzał się na wsi jakieś 40 lat temu (w opcji małego gospodarstwa z jakimś drobiem, krową czy baranem). Ja wiem, że jesteśmy narodem rolniczym z pochodzenia - ale kurwa aktualnie większość polaków nie mieszka na wsiach i nie uprawia roli.

          I tak widzę, że te konflikty męsko-damskie niestety często wybuchają w układach kobieta z miasta (od paru pokoleń najmniej) i mężczyzna z pochodzeniem wiejskim (w mieście jest najdalej trzecim pokoleniem, do dziadków lub rodziców jeździł lub nadal jeździ na wieś). Żeby było ciekawiej dziewczęta-żony pochodzące ze wsi dość łatwo przystosowują się do nowych potrzeb, nawet jeśli jako są pierwszym pokoleniem migrantów lub nawet pozostają na wsi. I nie chodzi mi o to, że mężczyźni są tępymi burakami - bo nie są. Wielu z nich jest wykształconych, ale też po prostu przyjemnych, miłych, obytych.
          Może to efekt tego, że dawna "męska rola", po odciążeniu jej z odpowiedzialności którą dawniej dźwigali mężczyzn przy takim podziale i odpadnięciu wielu bardzo uciążliwych i męczących prac - staje się bardzo sielska. Idę do pracy. I na tym, kończy się moja męska odpowiedzialność. Reszta to sprawa baby. Tylko, że to naprawdę nie tak drzewiej bywało.


          • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 14:42
            twojabogini napisała:

            > Tylko, że to nieprawda. Z rozmów ze wspomnianymi 70 latkami wiem na przykład, ż
            > e seks wygasał, spali ze swoimi dziećmi, bliskość wygasała. Oni uważali, że tak
            > ma wyglądać małżeństwo - zarówno mężczyźni jak i kobiety. I wiesz co? Część z
            > nich twierdzi, że gdy nagle lęk o antykoncepcję minął, przeszły obowiązki dziec
            > iowo-domowe, główne troski - to nagle buch - od nowa wybuchała wielka namiętnoś
            > ć - do tej starej, średnio już atrakcyjnej żony i tego podstarzałego męża, któr
            > y też już nic wspólnego z tym młodym chłopakiem sprzed lat nie miał. To przytr
            > afiło się mniejszości spośród moich rozmówców, większość już nie odkryła na now
            > o libido (do nikogo). Ale jednak czasem chemia wracała.

            To jest prosto wyjaśnić. Już o tym pisałem. Chodzi o zmianę warunków. Żona nagle zrozumiała, że nie będzie w stanie dalej szantażować mężczyzny rodziną, bo nagle tej rodziny zabrakło. Murzyn, który był niewolony warunkami, nagle stał się wolny.I ze strachu żeby jej nie wymienił na lepszy model zaczęła się robić aktywna. Trzeba było zacząć być dla murzyna milszym. Tu chodzi o sposób postrzegania męża. Ewaluacja, czy on ma ciągle szansę na znalezienie innej kobiety. Wyjątkowe kurewstwo moim zdaniem, ale tak działają te instynkty.
            • twojabogini Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 15:02
              sabat.77 napisał:

              > To jest prosto wyjaśnić. Już o tym pisałem. Chodzi o zmianę warunków. Żona nagl
              > e zrozumiała, że nie będzie w stanie dalej szantażować mężczyzny rodziną, bo na
              > gle tej rodziny zabrakło.

              Sabat, nie wiesz o czym piszesz. Lubelszczyzna, katolicyzm. Nie było w tym pokoleniu rozwodów. Jakieś odejścia do kochanek, czy ucieczek z kochankami miały miejsce - w środowiskach patologicznych. Rodzina dla mężczyzny nie była czymś czym on był szantażowany - była celem jego życia (podobnie jak i kobiety). I odejście z domu dzieci nie oznaczało końca rodziny - bo dzieci nadal przyjeżdżały, bo święta, bo wnuki, często nadal też wspólna praca w gospodarstwie.
              I to nie jest tak jak piszesz, że kobiety nie dawały, bo nie musiały, a potem nagle zmiana warunków i zaczęły dawać. Seks wygasał w małżeństwach za obopólną zgodą - uważano, że to naturalne koleje małżeństwa. Nie matka spała obłożona dziećmi - jedno z rodziców spało z jednym, drugie z drugim dzieckiem, jeśli było trzecie to starsze wypadało do swojego łózka i jego miejsce w łóżku rodzica zajmowało najmłodsze. Słuchaj z początku gdy o tym usłyszałam - to sądziłam, że te dzieci musiały być masowo gwałcone i byłam przerażona. Wydawało mi się to patologią. Im więcej rozmawiam - tym bardziej okazuje się, że było to praktyką powszechną. I dzieciom nie działa się krzywda. Seks wiązał się z prokreacją.

              Niestety z nikim nie nawiązałam aż tak bliskiego kontaktu, żeby zapytać o osobiste odczucia - czy małżonkowie odczuwali osamotnienie, tęsknotę, jak radzili sobie z pożądaniem? Pytam pośrednio. I wiesz co? Te pytania są dla nich niezrozumiałe. To co się działo było normalne, naturalne. Nikt nie wył z pożądania. Może przy takim mocnym zaangażowaniu w rodzinę libido się zwyczajnie wyłącza i kobietom i mężczyznom? Może to siła woli, miłości, chęć dotrzymania zobowiązań? Może po cichu się zaspokajali każde samo (wątpię, onanizm to grzech)? Widzę tylko, że wbrew temu co powszechnie sądzimy - mogły istnieć małżeństwa, w których nie było seksu przez wiele lat, ale nie było też zdrady, za to była miłość przywiązanie i wszystko co potrzeba.

              Zetknięcie się z tym wszystkim, poznanie, rozmowy wywróciły mi w głowie. Wiele razy musiałam od nowa rożne rzeczy sobie układać, zmieniać perspektywę. To co piszesz o dawaniu przez kobietę jak ustaje szantaż - też est przykładem zbyt wąskiej perspektywy. To nie tak - ci ludzie naprawdę odkrywali bliskość, intymność, czułość i namiętność. A nie odbywali stosunek, bo zona się bała że pan znajdzie inną.

              • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 15:32
                Ale ja znam takie klimaty, bo moje starsze pokolenia (np. dziadków) też były takie "świętojebliwe". Oficjalnie, bo oczywiście żyli w zakłamaniu, ale ukrywali prawdę. Dulszczyzna, ot co.
                Ja im nie wierzę. Nie da się pokonać naturalnych popędów, za to udawać Greka i być całe życie nieszczęśliwym - owszem. To jest niewolnictwo umysłu i brzydzę się tym.
                Wolę wierzyć w rzeczywistość opisywaną np. przez takiego rubasznego Haška, w którym świat burdeli i zakłamania kwitnie i przeplata się ze sobą. Dziś się wiele nie zmieniło, może poza tym, że dzisiaj rozwodzić się już wypada.
                • twojabogini Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 16:03
                  sabat.77 napisał:

                  > Ale ja znam takie klimaty, bo moje starsze pokolenia (np. dziadków) też były ta
                  > kie "świętojebliwe". Oficjalnie, bo oczywiście żyli w zakłamaniu, ale ukrywali
                  > prawdę.

                  Jak według ciebie była prawda?

                  Cholera, ale ja tu nie zaobserwowałam zakłamania. Nie widzę dulszczyzny. Widzę miłość, przywiązanie,wzajemną opiekę, radość. Kłótnie też się zdarzają :) Naprawdę nie sądzę, że oni żyli w zakłamaniu. Że robili boki, korzystali z kochanków z burdeli.
                  • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 16:08
                    twojabogini napisała:

                    > Cholera, ale ja tu nie zaobserwowałam zakłamania. Nie widzę dulszczyzny. Widzę
                    > miłość, przywiązanie,wzajemną opiekę, radość. Kłótnie też się zdarzają :) Napr
                    > awdę nie sądzę, że oni żyli w zakłamaniu. Że robili boki, korzystali z kochank
                    > ów z burdeli.

                    A wiesz, że moja dalsza rodzina podaje w rozmowach moje małżeństwo jako wzór harmonii i szczęścia rodzinnego ? :) Nie to co oni ;)
                    • twojabogini Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 16:40
                      sabat.77 napisał:

                      > A wiesz, że moja dalsza rodzina podaje w rozmowach moje małżeństwo jako wzór ha
                      > rmonii i szczęścia rodzinnego ? :) Nie to co oni ;)

                      Sabat, mimo wszystko nie sądzę, że ci ludzie byli zakłamani, robili boki. Sądzę też, że część z nich, zwłaszcza z dużym temperamentem bardzo cierpiała. Słyszałam historie o kobietach, które uciekły w świat, porzucając męża i dzieci. Żeby było ciekawiej nie ma podobnych historii o mężczyznach. Zdarzali się zdradzający panowie, ale jako wyjątki i oceniani jako niemoralni. Budzili spore oburzenie - bo zazwyczaj uwodzili cudze żony. A nie odchodzili od rodzin.

                      Sadzę, że gdzieś za ta fasadą kryje się wiele ludzkich tragedii i mężczyzn i kobiet, stłumionego pożądania, tęsknoty, utraconych szans. Ale raczej nie kłamstwa, zdrady, manipulacji. Myślę też, że ci ludzie nie postrzegają swojego życia jako porażki - bo mieli inne priorytety. Z duma mówią o domach jakie zbudowali, dzieciach, wnukach, czasem o swoich wyjazdach, czasem o przeżyciach. Oboje harowali na rodziny i nie mają na kontach spektakularnych sukcesów osobistych - nie mieli czasu na rozwój osobisty. Ale każdy z nich miał jakieś swoje hobby, zainteresowania i w tym się realizował. To znacznie mniej puste niż dzisiejsze hobby polegająca na opłacaniu zajęć w jakimś akurat modnym klubiku na akurat modny temat.

                      Zaznaczam - to odnosi się do środowiska wiejskiego. Pochodzę z miasta i dla mnie taki świat był...no nie wiem, szokiem. Że tak można, że po co - dopóki oceniałam z własnej perspektywy ni umiałam zobaczyć w tym wartości. Teraz już umiem. Nie jest to coś czego bym chciała dla siebie, ale czegoś się nauczyłam.
                      Za mało jest we współczesnych związkach współpracy. Bardzo krzywdząco oceniamy mężczyzn z poprzednich epok, twierdząc, że się nie angażowali i jako pozorny wzór męskości wskazując ich dystans do rodziny. Przeceniamy rolę seksu. Piszę to ja - mimo mojego ogromnego temperamentu, potrzeby bliskości, czułości. Nie umiemy pogodzić się np. z tym, że gdy będą dzieci seksu będzie mniej i będzie on pewnie gorszej jakości - bo zmęczenie, stres, mniej czasu. I tak jest go w tych okresach mniej - ale my to postrzegamy jako tragedię, rozpad związku i cierpienie z tym związane jest większe. Jak również skłonność do szukania zaspokojenia na boku.
                      • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 16:51
                        To normalne, ze seksu jest mniej, ale nienormalne, gdy nie ma go wcale przez dlugie miesiace i lata.
                      • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 17:25
                        I tak jestesmy zepsuci. Jest w kazdym z nas silna chec do uczynkow powszechnie rozumianych jako niemoralne. Pytanie czy zechcemy tego glosu posluchac, czy raczej udawac, ze go nie ma :)
                        Co do uwodzenia mezatek, to chcialem zauwazyc, ze to ma jeszcze dodatkowy aspekt. Symboliczny triumf nad innym samcem. Prawie jak w tej zabawie zdradzajacych: Facet bierze babke od tylu, ona dzwoni do mezusia i usiluje prowadzic normalna rozmowe, a kochanek w tym czasie pieprzy ja od tylu najszybciej i najmocniej jak potrafi, zeby jej w tym przeszkodzic. :) Pytanie, czy mezus sie polapie, ze cos jest nie halo :)
                        • rekreativa Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 17:53
                          " Pytanie czy zechcemy tego glosu posluchac, czy rac
                          > zej udawac, ze go nie ma :)"

                          A można nie udawać, że go nie ma, ale nie posłuchać.
                          • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 18:08
                            Mozna. Zawsze jest cos za cos. Kwestia wyboru :) Mozna grzeszyc i zalowac albo zalowac, ze sie nie grzeszylo.
                            • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 19:23
                              I to tak troche w temacie watku, a jednak nie do konca, bo niekoniecznie chodzi o sprawiedliwosc. Bardziej - obyczajnosc czy zaspokojenie :) Byc grzeczna dziewczynka, ktora pojdzie do nieba, czy niegrzeczna, ktora pojdzie tam gdzie chce.
                              Ciekawe zagadnienie do dyskusji - obalic stereotyp monogamicznej mezatki. Obnazyc chciwa nowego kutasa, pozadliwa suke, ktora tkwi w kobiecie :)
                              • kag73 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 20:41
                                sabat.77 napisał:
                                > Ciekawe zagadnienie do dyskusji - obalic stereotyp monogamicznej mezatki. Obnaz
                                > yc chciwa nowego kutasa, pozadliwa suke, ktora tkwi w kobiecie :)

                                Sabat, pprzeciez niedawno w jakims watku pislales, ze kobiety seksu nie chca i sie nim nie interesuja:)
                                • rekreativa Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 20:57
                                  Ha, ha, miałam napisać coś podobnego.
                                  Jak to w końcu jest według sabata? Kto to jest kobieta?
                                  Suka tłumiąca swoją rozbuchaną seksualność w imię wymyślonej moralności, czy istota nieposiadająca seksualności, która seks uprawia zawsze wyłącznie po to, by nim sobie coś załatwić?
                                  • kag73 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 21:14
                                    rekreativa napisała:
                                    > Ha, ha, miałam napisać coś podobnego.
                                    > Jak to w końcu jest według sabata? Kto to jest kobieta?
                                    > Suka tłumiąca swoją rozbuchaną seksualność w imię wymyślonej moralności, czy i
                                    > stota nieposiadająca seksualności, która seks uprawia zawsze wyłącznie po to, b
                                    > y nim sobie coś załatwić?
                                    No rozdwojenie jazni po prostu, tylko, ze nie wiem u kogo, u Sabata czy u kobiety!
                                    • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 21:24
                                      Kobieta jest tym czym zechce by byla. Czyli w zaleznosci od mojego nastroju jest tym lub tamtym :)
                                      • marek.zak1 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 21:29
                                        sabat.77 napisał:

                                        > Kobieta jest tym czym zechce by byla. Czyli w zaleznosci od mojego nastroju jest tym lub tamtym :).

                                        Ja też jestem miłym, kulturalnym, subtelnym, dowcipnym, kochajacym Mareczkiem, czasami chamem z Powiśla, a bywa, że cynicznym kapitalistą.
                                        Jak Dr Jekyll i pan Hyde :).
                                        W W-wie panuja upały. Pozdrowienia od Sowy
                                        zakbajka.blog.onet.pl/2014/06/10/praca-w-upalne-dni/
                                        • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 21:33
                                          Ha! A jak mowilem ze masz swojego mr Hyde to nie chciales sie przyznac! :)
                                          • marek.zak1 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 21:45
                                            sabat.77 napisał:

                                            Ha! A jak mowilem ze masz swojego mr Hyde to nie chciales sie przyznac! :)

                                            Sabat. Każdy (chyba|) z nas go ma.
                                            • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 21:49
                                              Wiesz, tylko u niektorych to on sie nie nawet nie probuje ukrywac :)
      • kag73 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 13:53
        twojabogini napisała:
        > I właśnie dlatego, że pan psycholog Paweł, dla udowodnienia swojej rewolucyjnej
        > tezy, że angażowanie mężczyzn w prace domowe i opiekę nad dziećmi zabija seks
        > w małżeństwach posługuje się stereotypami, a nie argumentami - jego pozornie l
        > ogiczny wywód (jak facet będzie facetem, to seks będzie) jest do bani.
        > Podobnie jak do bani jest jego założenie, że gdy podział odpowiedzialności prze
        > biegał po linii podziału kobiece- męskie, według powszechnie ustalonego wzorca
        > społecznego - seks w małżeństwach kwitł. Wysyłając kobiety do pracy (które i ta
        > k nie zrobią kariery, bo nie mają do tego drygu, jak mają i odniosą sukces, to
        > z kolei będą same i nieatrakcyjne- kurwa w którym my wieku żyjemy?) oraz oczeku
        > jąc, że mężczyźni zaangażują się w dom rzekomo zabiliśmy seksualny małżeński
        > raj :) Tylko, że tego raju nigdy nie było....
        >
        Naprawde az strach sie bac kiedy takie bzdety pisze psycholog! Ale wiadomo, wyjasnienie jest proste: on tez jest tylko facetem i mu sie zmywac ani sprzatc nie chce, to wszystko! Przejrzalam go:))
        >
        >
        >
        • marek.zak1 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 13:58
          kag73 napisała:

          > Naprawde az strach sie bac kiedy takie bzdety pisze psycholog! Ale wiadomo, wyjasnienie jest proste: on tez jest tylko facetem i mu sie zmywac ani sprzatc nie chce, to wszystko! Przejrzalam go:))

          Ale teraz ma do tego teorię naukową, potwierdzajaca, że jak nie bedzie sprzątał, będzie bardziej podniecał swoja kobietę i w następstwie bedzie więcej seksu.
        • mojemail3 Re: stereotypy psychologa 10.06.14, 23:10
          kag73 napisała:

          (...)"Naprawde az strach sie bac kiedy takie bzdety pisze psycholog! Ale wiadomo, wyjasnienie jest proste: on tez jest tylko facetem i mu sie zmywac ani sprzatc nie chce, to wszystko! Przejrzalam go:))"


          Czytałam artykuł w WO.Zaskoczył mnie momentami,fragmentami...
          Odniosłam wrażenie,że pan psycholog taki smutnawy, sfrustrowany, może mu się coś w związku chrzani, a pan forum BSwM nie czyta i nie ma takiej wiedzy jak my...
          Tak to jest,szewc bez butów chodzi ;-)
          • twojabogini Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 09:58
            mojemail3 napisała:

            > Czytałam artykuł w WO.Zaskoczył mnie momentami,fragmentami...
            > Odniosłam wrażenie,że pan psycholog taki smutnawy, sfrustrowany,

            Podziwiam twój spokój. Naprawdę. Artykuł mnie bulwersował, wkurzał, byłam gotowa nawet coś rozwalić. Jeśli chodzi o epitety dla pana psychologa, to smutnawy byłoby ostatnim, co przyszło mi na myśl - za te to wokół różnych złamanych rzeczy mi się nasuwały.

            Ogólnie wniosek wysnułam podobny - że pan psycholog załatwia swoje problemy. Stworzył własną teorię na bazie stereotypów i jednego badania (choć sam mówi, że badania niczego nie dowodzą - czyli czegoś się tam na studiach nauczył, ale jednak to jedno mu pasuje do teorii).

            Na zewnątrz jestem oazą spokoju, ale to tylko dlatego, że nie uzewnętrzniam swoich burzliwych emocji. Dlatego bardzo spodobał mi się opis twojej reakcji - bardzo spokojna, kobieca, współczująca.

            I jeszcze mnie dziennikarka zdenerwowała. Je mu z ust. Sama mu cytaty wstawia, bo oblatany pan psycholog nie potrafi odnieść się sam do kontekstów kulturowych, więc ona to za niego robi. Jest taki fragment, gdzie jednak okazuje się, że pan psycholog ma kontakt z kulturą: "Oglądam teraz skandynawskie filmy..."
            pani dziennikarz: "w których nic się nie dzieje"

            To najbardziej mnie wkurzyło - bo pani dziennikarz poszła torem, skandynawia, równość, unifikacja płci, nic się nie dzieje - i uprzedza wypowiedź rozmówcy starając się wpasować w jego ducha. Wywiad jeszcze nie dobiegł końca, a ona już zrezygnowała z feminizmu, już nie ma tego czegoś, już jest tylko kobietą, której się w głowie przewróciło - a równość zaczęła oznaczać brak seksu.
            Sorki, ale taki wywiad sporo mówi o pani redaktor - próbowała równości, ale chłop nadal się nie zaangażował, chciałaby orgazmu ale go nie ma i zaczyna się zastanawiać, czy jednak nie byłoby lepiej, gdyby ona wróciła do kuchni. Może chociaż orgazm by miała i nie martwiła się o terminy? Może jest zatyrana praca na kilka etatów - zawodowy, domowy i łóżkowy i dlatego nie myśli logicznie. I pan psycholog bazując na stereotypach może wtedy urosnąć w wywiadzie do rangi guru i specjalisty męskiej duszy oraz kobiecej specyfiki, która sprawia, że "mieszkanie jest przedłużeniem ciała kobiety"!
            • kag73 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 10:11
              No durna baba, gra kobiecinke, bo obok siedzi pan psycholog, ktory zrobil badanie. I najgorsze jest jak mozna krytykowac skandynawskie filmy, ktore w wiekszosci sa bardzo dobre:)) Ale moze pani lubi kino akcji since fiction. On glupi, ona jeszcze glupsza, co tu robic na glupote nie ma rady!
              • kag73 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 10:39
                W ogole to zaczelabym od tego o czyje zaspokojenie chodzi i skad zalozenie, ze kiedys kobiety byly zaspokojone. Z wypowiedzi nieco starszych juz pan wynika co innego. Niestety, wiele kobiet bylo nieuswiadomionych, do tego temat rabu, o ktorym sie nie rozmawia/nie rozmawialo, skrepowanie ogolne miedzy partnerami. Poza tym brak antykoncepcji i ryzyko ciazy, oraz czesto slyszane "chlopu trza dac dla swietego spokoju". Nikt sie kobieca seksualnoscia i satysfakcja szczegolnie nie przejmowal, mniej o niej wiedziano.
                Co zatem kobietom z takiego seksu, wiele pan cieszylo sie jak moglo uniknac.
                • twojabogini Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 11:07
                  kag73 napisała:


                  > Poza tym brak antykoncepcji i ryzyko ciazy, oraz czesto slyszane "chlopu trza dac
                  > dla swietego spokoju". Nikt sie kobieca seksualnoscia i satysfakcja szczegolni
                  > e nie przejmowal, mniej o niej wiedziano.
                  > Co zatem kobietom z takiego seksu, wiele pan cieszylo sie jak moglo uniknac.

                  Potwierdzam. Gdy rozmawiam ze starszymi kobietami, było ogromnie rozczarowane życiem seksualnym jako młode mężatki. Był to akt zaspokojenia mężczyzny (a raczej prokreacji, bo oprócz tego, że facet rozładowywał napięcie to wyrafinowania w tym żadnego), a ani one, ani mężowie nie mieli pojęcia jakby to mogło inaczej wyglądać. Najtrudniej było tym, które mimo wychowania, tłumienia i braku wiedzy pożądanie odczuwały (płakałam godzinami, miałam myśli samobójcze, nienawidziłam męża i dzieci, nie panowałam nad emocjami). Zwłaszcza po tym jak trafiły na kochanka (on przyjechał do nas w delegację, samo się tak potoczyło, potem przez rok byłam uskrzydlona, ale nie chciałam być TAKA, już nigdy się nie zdecydowałam). Większość poszła w jedzenie jako środek zastępczy, w komenderowanie mężem, dziećmi. Do tego dochodzą stany lękowe, bezsenność, często prochy nasenne i lekkie psychotropy. Współcześnie kobiety jadą w takich sytuacjach na alkoholu i twardych lekach, urządzają awantury i wyżywają się otwarcie - zdobycze feminizmu :(

                  Jako starsze kobiety te kobiety cierpią na mięśniaki macicy, nietrzymanie moczu (często ignorują objawy, aż choroba rozwinie się tak, że dochodzi do stanów rakowych, albo muszą nosić pieluchy), nadwagę, zaburzenia emocjonalne i wiele innych przypadłości związanych z zaniedbaniem seksualnym.

                  Tak koniecznie wróćmy do czasów, gdy kobiety podporządkowane były mężczyznom i w małżeństwach było więcej seksu :)
                  • sabat.77 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 11:18
                    Nieeeee... Nie wracajmy do tamtych czasow. Ale czasy wkurwionego brakiem seksu feminizmu to zadna alternatywa. Mysle, ze feminizm tylko postawil pytania, na ktore my, mezczyzni, nie zdazylismy jeszcze spolecznie odpowiedziec.
                    Nalezy stawiac pytania fundamentalne. O monogamie, sposob wychowania dzieci i kto ma to robic. Ekonomiczne zaleznosci miedzy ludzmi. To pekniecie jest wieksze niz ludziom sie zdaje i dotyczy naszej natury jako gatunku. Mozna i trzeba zadac sobie pytanie o rodzine, lojalnosc malzenska, role seksualnosci w zyciu.
                    Bo my dzisiaj wolnosci w tym zakresie nie mamy. Cos tam nam sie zdaje. Tylko postawilismy pytania i nie do konca wiadomo co z tym zrobic.
                    • kag73 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 14:49
                      sabat.77 napisał:
                      > Nalezy stawiac pytania fundamentalne. O monogamie, sposob wychowania dzieci i k
                      > to ma to robic. Ekonomiczne zaleznosci miedzy ludzmi. To pekniecie jest wieksze
                      > niz ludziom sie zdaje i dotyczy naszej natury jako gatunku. Mozna i trzeba zad
                      > ac sobie pytanie o rodzine, lojalnosc malzenska, role seksualnosci w zyciu.
                      > Bo my dzisiaj wolnosci w tym zakresie nie mamy. Cos tam nam sie zdaje. Tylko po
                      > stawilismy pytania i nie do konca wiadomo co z tym zrobic.

                      No ja nie wiem moge tylko pisac o sobie, jak ja czuje. Bardzo mnie cieszy, ze skonczyly sie czasy kiedy maz/facet mial ostatnie slowo w wielu sprawach w rodzinie i w podejmowaniu decyzji, bo takie bylo prawo i bo tak mu sie nalezalo tylko ze wzgledu na fakt bycia mezczyzna. To troche za malo i niesprawiedliwie, moim zdaniem, a ludzie lubia sprawiedliwosc.
                      Co do pytan, o ktorych piszesz, jestesmy wolnymi ludzmi i rzecz polega na tym, zebysmy to my sie dogadali jako para co i jak nam odpowiada i sie podoba. Ja nie potrzebuje odgornej regulacji i wymagan kto co ma robic w moim malzenstwie i jak. Sobie poradze, oboje sobie poradzimy. Znajdziemy/ znalezlismy droge dla nas najlepsza.
                      To wszystko kwestia ludzi i tego co maja w glowach. Pomaga zasada bycia fair wobec drugiej osoby, bo tego samego oczekuje sie w duga strone. Nie rob drugiemu co Tobie nie mile, dosc proste i logiczne, reszte trza uzgodnic.
            • mojemail3 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 11:22
              twojabogini napisała:

              (...)"Ogólnie wniosek wysnułam podobny - że pan psycholog załatwia swoje problemy. Stworzył własną teorię na bazie stereotypów i jednego badania (choć sam mówi, że badania niczego nie dowodzą - czyli czegoś się tam na studiach nauczył, ale jednak to jedno mu pasuje do teorii)"

              Otóż to, załatwianie własnych problemów z kobietami, podszytych silną frustracją, pewnie seksualną...
              Kupiłam ten numer właśnie dla tego artykułu, który bardzo mnie rozczarował, a nawet zasiał ziarnko niepewności...Ale, to teoria pana psychologa, a u mnie w praktyce wychodzi na to,że powrót bliskości, świadomości że tworzymy razem MAŁŻEŃSTWO, a w tym zaangażowanie WSPÓLNE we wspólne sprawy domu i dziecka, skutkuje powrotem seksu w malżeństwie...
              Nawet taka śmieszna sprawa, jak zdążymy razem ogarnąć dom, to kładziemy się wcześniej spać, razem...
              No i jeszcze rezygnacja z pseudo-wolności w małżeństwie, która to pseudo-wolność skutkowała tylko wycofaniem w swoje sprawy. Nigdy więcej takiego życia zgodnego z frutracją pana psychologa...
              • kag73 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 14:53
                mojemail3 napisała:
                ..Ale, to teoria pana psychologa, a u mnie w pr
                > aktyce wychodzi na to,że powrót bliskości, świadomości że tworzymy razem MAŁŻEŃ
                > STWO, a w tym zaangażowanie WSPÓLNE we wspólne sprawy domu i dziecka, skutkuje
                > powrotem seksu w malżeństwie...
                > Nawet taka śmieszna sprawa, jak zdążymy razem ogarnąć dom, to kładziemy się wcz
                > eśniej spać, razem...
                > No i jeszcze rezygnacja z pseudo-wolności w małżeństwie, która to pseudo-wolno
                > ść skutkowała tylko wycofaniem w swoje sprawy. Nigdy więcej takiego życia zgodn
                > ego z frutracją pana psychologa...

                Az bym chciala Ci napisac, ze Ameryki nie odkrylas:)) ale tego nie zrobie, chociaz to co piszesz wydaje mi sie bardzo oczywiste. A okazuje sie, ze nie jest.
                Niemniej jednak zapewne kazdy ma wlasne wyobrazenia i niekoniecznie co sprawdza sie u jednych, sprawdzi sie rowniez u innych.

                • mojemail3 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 14:56
                  kag73 napisała:

                  (...)"Az bym chciala Ci napisac, ze Ameryki nie odkrylas:)) ale tego nie zrobie, chociaz to co piszesz wydaje mi sie bardzo oczywiste. A okazuje sie, ze nie jest (...)"

                  Wiem Kag,ale każdy ma swoją "Amerykę" do odkrycia...
                • kag73 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 15:00
                  > mojemail3 napisała:
                  > > Nawet taka śmieszna sprawa, jak zdążymy razem ogarnąć dom, to kładziemy s
                  > ię wcześniej spać, razem...
                  A pamietasz jak Ci niegdys doradzalam jak sleczalas przed kompem a maz o 21:00 do lozka, bo wczesnie wstaje...mojemail, kladz sie z nim razem spac, jak za wczesnie dla Ciebie, to po wszystkich/po jakims czasie mozesz wstac:) Ale Ty nie i nie i nie. A teraz da sie.
                  To jest dla mnie zasada prawie numer jeden: kladziemy sie razem spac! Dopuszczalne
                  5 minut minut roznicy ;)
                  • mojemail3 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 15:03
                    kag73 napisała:
                    > A pamietasz jak Ci niegdys doradzalam jak sleczalas przed kompem a maz o 21:00
                    > do lozka, bo wczesnie wstaje...mojemail, kladz sie z nim razem spac, jak za wcz
                    > esnie dla Ciebie, to po wszystkich/po jakims czasie mozesz wstac:) Ale Ty nie i
                    > nie i nie. A teraz da sie.

                    Miałaś rację, teraz da się:) ale jeszcze parę innych spraw musieliśmy wyjaśnić i rozwiązać kilka problemów i teraz...da się;-)
                  • twojabogini Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 15:33
                    kag73 napisała:

                    > To jest dla mnie zasada prawie numer jeden: kladziemy sie razem spac! Dopuszcza
                    > lne 5 minut minut roznicy ;)

                    Spróbuję. Bo się nieco ostatnio rozjeżdżamy...a spać chodzimy faktycznie o różnych porach...Jakieś inne sensowne pomysły?
                    • mojemail3 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 15:37
                      twojabogini napisała:


                      > Spróbuję. Bo się nieco ostatnio rozjeżdżamy...a spać chodzimy faktycznie o różn
                      > ych porach...Jakieś inne sensowne pomysły?

                      Bogini, nie mam teraz czasu, na poprzedniego posta odpiszę póżniej, ale u nas tak własnie się to zaczęło ( pomijając inne wspólne problemy) właśnie chodzeniem spać o różnych porach. Na początku to może było zabawne, szczególnie kiedy seks niekoniecznie odbywał się w łóżku, potem może zabrakło tego "uzależnienia od partnera"...
                      • twojabogini Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 16:06
                        Ok, zaniepokoiłaś mnie...
                        • mojemail3 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 19:17
                          twojabogini napisała:

                          > Ok, zaniepokoiłaś mnie...

                          Nie Bogini, o Ciebie sie nie martwie, Ty za madra jestes...Ty jestes swiadoma swych potrzeb seksualnych, wiesz, ze bez tego ani rusz...A ja naiwnie myslalam, ze to samo sie zadzieje, a bylam zbyt pochlonieta innymi problemami.
                    • kag73 Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 18:55
                      twojabogini napisała:
                      > Spróbuję. Bo się nieco ostatnio rozjeżdżamy...a spać chodzimy faktycznie o różn
                      > ych porach...Jakieś inne sensowne pomysły?

                      Podobnie jak mojemail u nas tez bylo mniej seksu jak jakis czas nie chadzalismy razem spac a moze dlatego nie chadzalismy, bo ktos sie migal, nie ciagnelo go do drugiej osoby i moze tez troche nie bylo tej atmosfery bliskosci i checi "polezanie" razem.
                      No i fakt gesta atmosfera nie sprzyja seksowaniu sie, ale warto pomyslec dlaczego jest taka a nie inna atmosfera, jedno zwala na drugie, bo kazdy widzi tylko swoja krzywde i wine drugiej osoby. Czesto myli sie przyczyne ze skutkiem itd.
                      U nas wiecej seksu jak panuje harmonia:) Tylko ze wzgledu na nasz styl zycia o te harmonie latwiej, wiec nie licze sie do reprezentatywnych przykladow, wiem, przyznaje.
                      Poza tym zawsze spimy nago, mamy ulubiona pozycje do zasypiania i tak sobie lezac i sie przytulajac, ktores nabiera ochoty, co daje odczuc(albo zaczyna czuc) to drugie, albo oboje a czasem nikt. Nie zawsze jest tak, ze idzie sie juz z ochota do lozka, tak to bywalo na poczatku:))
                      Sa tez pary, ktore super seks maja wlasnie po klotni, pewnie roznie bywa.


                • twojabogini Re: stereotypy psychologa 11.06.14, 15:19
                  kag73 napisała:

                  > mojemail3 napisała:

                  > > No i jeszcze rezygnacja z pseudo-wolności w małżeństwie, która to pseudo
                  >> -wolność skutkowała tylko wycofaniem w swoje sprawy. Nigdy więcej takiego życia
                  >> zgodnego z frutracją pana psychologa...

                  >chociaz to co piszesz wydaje mi sie bardzo oczywiste. A okazuje sie, ze nie jest.

                  Ten fragment dla mnie oczywisty nie jest. Często słyszę, że jestem zbyt samodzielna jak na związek, daję sobie zbyt dużo wolności i że to się na mnie kiedyś zemści (domysł jest taki, że mąż mi się puści, bo będzie zazdrosny o moje wyjazdy i kiedyś tez wyjedzie, ale właśnie żeby się puścić). W sumie mnie to śmieszy, bo po co sobie aż tyle zachodu zadawać, żeby się puścić, nie można na miejscu? Nawet jest szansa, że się na obiad załapie u żony po wszystkim i siły na kanapie zregeneruje ;) Oczywiście słyszę też pytania, czemu ja męża "puszczam"? Na co nieustannie odpowiadam, że on sam się puszcza.

                  Co ciekawe - nikt nie mówi mężowi, że ja się puszczę, bo on na jakieś kursy dwa razy w tygodniu po robocie chodzi. Ale jak ja jadę na konferencję, to już słyszę. On to robi dla kariery i rodziny, ja jak widać kobieta jestem i jak z domu wychodzę, to wiadomo po co.
                  Nie zawsze idziemy razem na imprezę, czasem komuś się nie chce, drugie ma ochotę pohulać - i okej. Mój mąż nie przepada za niektórymi spektaklami - no to idę sobie na nie z innymi osobami. Mnie średnio bawiłaby męska pohulanka z upijaniem się, graniem twardziela przy innych kolesiach i imponowaniem głupotą obecnym paniom jako celem zabawy, mąż ma chyba duszę kowboja i raz na jakiś czas po prostu tak musi (odkąd przeczytałam krainę Hi-lo mam więcej zrozumienia dla takich kowbojskich zachowań :) Żeby nie było hulać i upijać się lubię, mnie jednak bardziej kręcą nieco inne style takiej zabawy.

                  My mimo wszystko mamy mały staż, ale ja sobie obecnie to swoje samodzielne życie cenię. I cenię sobie to, że nie muszę uczestniczyć w całym życiu męża. Oczywiście ostrzeżenia płyną zewsząd. Oczywiście z początku związku byłam rozczarowana - bo miałam wizję, że jednak większość fajnych rzeczy w moim życiu dziać się będzie w parze (i wiele się dzieje, ale nie wszystkie). Tak gdzieś w głębi siebie mam przekonanie, że ma to wpływ na bliskość, że gdy jest więcej wolności, to mniej bliskości i w konsekwencji sfera erotyczna też się wtedy rozmywa. No i jak tu żyć?

                  Jakbyś tak mojemail rozwinęła na mój użytek myśl o pseudowolności - będę wdzięczna.

            • urquhart jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla faktó 12.06.14, 07:40
              > Ogólnie wniosek wysnułam podobny - że pan psycholog załatwia swoje problemy. St
              > worzył własną teorię na bazie stereotypów i jednego badania (choć mówi, że
              > badania niczego nie dowodzą - czyli czegoś się tam na studiach nauczył, ale jed
              > nak to jedno mu pasuje do teorii).

              Ogólnie to ominęły Cię złote czasy tego forum ale które mają sie w najlepsze na innych babskich forach udowadniania aktywistek że wszyscy psychologowie maczają palce w mizogińskim spisku którego inspiratorami są wręcz Starowicz, Milska, Perel czy Eichelberger bo wszyscy którzy coś w tym zawodzie znaczą i mają doświadczenie śmią kwestionować założenia teorii feministycznej walki o równość płci (najczęściej przez wykastowanie i zamianę ról).

              > , więc ona to za niego robi. Jest taki fragment, gdzie jednak okazuje się, że p
              > an psycholog ma kontakt z kulturą: "Oglądam teraz skandynawskie filmy..."
              > pani dziennikarz: "w których nic się nie dzieje"

              Przegapiłaś że to przeświadczenie tak powszechne że śmieją sie z tego kabarety. Widzisz tam raj wiec zachowujesz się jak kiedyś każdy pretendujący do miana intelektualisty na zachodzie sławił raj w ZSRR i był odporny na argumenty jak wygląda tam realne życie.
              www.youtube.com/watch?v=car7vXe4Lfc
              > rając się wpasować w jego ducha. Wywiad jeszcze nie dobiegł końca, a ona już zr
              > ezygnowała z feminizmu, już nie ma tego czegoś, już jest tylko kobietą, której
              > się w głowie przewróciło - a równość zaczęła oznaczać brak seksu.

              To wiedzieli już starożytni, że różnice między yang i ying tworzą seksualną energię, nowoczesna nauka ubiera to w nowe definicje i techniki obrazowania.
              A wydawało by sie że w epoce rozumu i pragmatyczności próba dopasowywania rzeczywistości na siłe do swiatopoglądu jak feminizm powinna być skompromitowana...


              • zawle Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 09:35
                ale urgu...o co problem?;) Ty z całą pewnością masz zajebistą zonę z odpowiednim ładunkiem elektrycznym i u was w łózku zawsze jest gorąco. I fajnie...niech wam pościel lekką będzie. Ale jak widzisz jest tu pełno kobiet które inaczej widzą swoją rolę w związku. Te poszukają sobie innych facetów lub wybiorą samotność.

                Dla mnie żadne ruchanko nie jest tyle warte żebym miała zostać sama z całym domem i chłopem do oporządzania.
                • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:13
                  zawle napisała:

                  "(...)Dla mnie żadne ruchanko nie jest tyle warte żebym miała zostać sama z całym domem i chłopem do oporządzania(...)"

                  Podpisuję się. Zresztą, po zrobieniu całej tej roboty kobieta i tak jest...wydymana;-)
                  • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:19
                    mojemail3 napisała:

                    > Podpisuję się. Zresztą, po zrobieniu całej tej roboty kobieta i tak jest...wydy
                    > mana;-)

                    Wkurza mnie to jak jedna z drugą, jest taka cwana jak dzieci już są odchowane. Gdzie byłyście na etapie narzeczeństwa, czemu wtedy nie wychodziłyście z założenie, że nie warto -lepiej być samej...a zaraz zaraz, czy aby nie dlatego, że KOBIETA PRAGNIE DZIECKA? Zazwyczaj mąż/partner jest niezbędny w tej początkowej najtrudniejszej fazie gdy niemowlak wymaga stałej opieki i nie da się pogodzić tego z zarabianiem na dom. Później zaś jak widzę trochę na zasadzie "Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść".
                    • kag73 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:21
                      kutuzow napisał:
                      > Wkurza mnie to jak jedna z drugą, jest taka cwana jak dzieci już są odchowane.
                      > Gdzie byłyście na etapie narzeczeństwa, czemu wtedy nie wychodziłyście z założe
                      > nie, że nie warto -lepiej być samej...a zaraz zaraz, czy aby nie dlatego, że KO
                      > BIETA PRAGNIE DZIECKA? Zazwyczaj mąż/partner jest niezbędny w tej początkowej n
                      > ajtrudniejszej fazie gdy niemowlak wymaga stałej opieki i nie da się pogodzić t
                      > ego z zarabianiem na dom. Później zaś jak widzę trochę na zasadzie "Murzyn zrob
                      > ił swoje, Murzyn może odejść".

                      A tam kutuzow, bo czlowiek na bledach sie uczy. Malo razy slyszy sie :Gdybym wtedy wiedziala to co wiem teraz...."
                      • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:39
                        kag73 napisała:
                        > A tam kutuzow, bo czlowiek na bledach sie uczy. Malo razy slyszy sie :Gdybym wt
                        > edy wiedziala to co wiem teraz...."

                        Kag, przyznałbym Ci może rację, gdyby nie to że na TYM SAMYM FORUM sam odczuwam "pressing" w kwestii mojego związku i decyzji o tym że dzieci nie chce.
                        Więc to nie jest tak, że jedna czy druga forumowiczka się rozmnożyły i teraz piszą "masz chłopie racje, dzieci to błąd". To jest tak, że się rozmnożyły, a teraz strugają silne laski co to i bez chłopa dałyby sobie radę. Pewnie nawet do zapłodnienia nie byłby potrzebny ;-)
                        To mnie wkurza, taka maniera gdy już mam dziecko duże/odchowane i jest DUŻO łatwiej, to nagle zaczyna się niedocenianie wkładu partnera i pozowanie na siłaczkę.


                        • kag73 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:48
                          kutuzow napisał:
                          >
                          > Kag, przyznałbym Ci może rację, gdyby nie to że na TYM SAMYM FORUM sam odczuwam
                          > "pressing" w kwestii mojego związku i decyzji o tym że dzieci nie chce.
                          > Więc to nie jest tak, że jedna czy druga forumowiczka się rozmnożyły i teraz pi
                          > szą "masz chłopie racje, dzieci to błąd". To jest tak, że się rozmnożyły, a ter
                          > az strugają silne laski co to i bez chłopa dałyby sobie radę. Pewnie nawet do z
                          > apłodnienia nie byłby potrzebny ;-)

                          Jezeli chodzi o scislosc: ja sie ciesze, ze mam dziecko i gdybym miala cofnac czas i decydowac sie jeszcze raz zdecydowalabym tak samo, ten sam maz i dziecko tez bym chciala. I dalabym rade bez chlopa, ale wszystko wygladaloby troche inaczej, ale rade bym dala.
                          >
                          • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:52
                            kag73 napisała:
                            > I dalabym rade bez chlopa, ale wszystko wygladaloby troche ina
                            > czej, ale rade bym dala.

                            Wiesz Kag, co innego "dać radę", co innego "mieć wygodne życie", a co innego gdy prezentujesz że partner jest kulą u nogi.
                            Najbardziej mnie wkurza że ta kula u nogi to zaczyna ciążyć później, jak wspominałem, gdy Murzyn już swoje zrobił.
                            Przecież nikt nie każe się rozmnażać i nawet wychodzić za mąż. Po co sobie Panie takie kule na nogi zakładają?
                            • zawle Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 11:31
                              kutuzow napisał:
                              > Wiesz Kag, co innego "dać radę", co innego "mieć wygodne życie", a co innego gd
                              > y prezentujesz że partner jest kulą u nogi.
                              > Najbardziej mnie wkurza że ta kula u nogi to zaczyna ciążyć później, jak wspomi
                              > nałem, gdy Murzyn już swoje zrobił.

                              hehe....widzę ze czujesz się oszukany:)) Widzę ze bierze się to stąd, iz zakładasz ze żaden facet nie chce dzieci, ze podłe kobiety okłamują mężczyzn ze będą ich niańczyć az do śmierci, a potem robią sobie podstępem ( wymuszają/wyłudzają zgodę) lub przemocą dziecko i wycofują się z umowy po wyżarciu miękkiego ze skorupki. Poradzę Ci coś...zacznij pisać listy. Do ministerstwa sprawiedliwości, do opieki społecznej, na policję i do innych instytucji które powinny zająć się tym problemem. Jeśli po roku nikt nim się nie zajmie- wyprowadź się z tego chorego kraju lub udaj się do lekarza. Pozdrawiam.
                              • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 11:44
                                zawle napisała:
                                > hehe....widzę ze czujesz się oszukany:))

                                Zawle, chciałem Ci przypomnieć że to Ty ogrywasz tutaj "cwaną gapę". Ja nie czuje się oszukany, choćby dla tego że dzieci nie chce. Nie ma ryzyka, że po kilkunastu latach moja parnerka wyjedzie z takim tekstem jak Ty. Wtedy owszem czułbym się oszukany.

                                Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Czemu nie zdecydowałaś się na bycie singielką i ew. samotną matką skoro posiadanie męża partnera to taki ciężar?

                            • kag73 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 12:23
                              kutuzow napisał:
                              > Wiesz Kag, co innego "dać radę", co innego "mieć wygodne życie", a co innego gd
                              > y prezentujesz że partner jest kulą u nogi.
                              > Najbardziej mnie wkurza że ta kula u nogi to zaczyna ciążyć później, jak wspomi
                              > nałem, gdy Murzyn już swoje zrobił.
                              > Przecież nikt nie każe się rozmnażać i nawet wychodzić za mąż. Po co sobie Pani
                              > e takie kule na nogi zakładają?

                              Chyba o czym innym rozmawimy, bo nie rozumiem o co Ci chodzi. Facet jest kula u nogi, jezeli zdecydowalismy sie na dziecko a on wszystko olewa cieplym moczem jakby nic sie nie zmienilo. Wtedy jesz niepotrzebny, bo tylko wiecej z nim roboty. Do tego dochodzi rozczarowanie, ze ktos jest ale tak naprawde go nie ma, nie mozna liczyc na jego wspolprace. Gdyby go nie bylo sprawa bylaby jasa i tyle.
                              • hello-kitty2 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 13:07
                                kag73 napisała:

                                > Chyba o czym innym rozmawimy, bo nie rozumiem o co Ci chodzi. Facet jest kula u
                                > nogi, jezeli zdecydowalismy sie na dziecko a on wszystko olewa cieplym mocze
                                > m jakby nic sie nie zmienilo. Wtedy jesz niepotrzebny, bo tylko wiecej z nim ro
                                > boty. Do tego dochodzi rozczarowanie, ze ktos jest ale tak naprawde go nie ma,
                                > nie mozna liczyc na jego wspolprace. Gdyby go nie bylo sprawa bylaby jasa i tyl
                                > e.

                                Racja ale to ze nie pali sie do wspolpracy (przy dzieciach, w gospodarstwie domowym) to widac juz wczesniej zwlaszcza w dzisiejszych czasach jak sie dzieci rodzi po trzydziestce. Ja wychodzac za maz w wieku 22 lat wiedzialam, ze dzieci z mezem nie bede miala, bo sie na ojca nie nadawal, pozmienialo sie, bo sie rozwiedlismy. Inna sprawa, ze ludzie czasem decyduja sie na dziecko z powodow hmm takich romantycznych typu: potomek, chce miec z Toba dziecko = czyli jestes dla mnie wazny = jestes juz na zawsze moj, taka pieczatka. A mnie tam interesowalo czy facet ma chate, potrafi sie utrzymac, jest wydajny finansowo, rachunki ma pozaplacane na czas, jest samowystarczalny, umie poprac, posprzatac, prasuje, umie gotowac, robi na czas zakupy, w domu ma w miare czysto, niczego nie brakuje, nic nie odlatuje, nie jest popsute, wstaje na czas do pracy, nie zasypia, ect, ect. + czy chce miec dziecko. Jak ktos zapierdala w chacie przed dzieckiem to i przy dziecku bedzie jesli je chce. Natomiast znam takich co chca dzicko, a egzaminu z ogarniania chaty by nie zdali wiec dla mnie to taki facet nie nadaje sie na ojca i wszystko spadnie na kobiete. Same roztaczane czarodzijskie wizje splodzenia potomka + milosc to za malo. Trzeba wiedziec czy facet nadaje sie do roboty przy dziecku czyli konkretnie: nie plodzic dzieci z Yorikiem dla przykladu, ktory otwartym tekstem mowi, ze dzieci chce ale nie bedzie sie nimi zajmowal. Czy w takim przypadku mozna by bylo miec do niego pretensje, ze skoro zdecydowalismy sie na dziecko, to...? A takich Yorickow to pewnie wiekszosc jest, nie? Fajny, ladny, wyksztalcowny, z dobra robota, kaska, mieszkanie, pragnie dzieci, babka to lyka, a potem, no coz, ma tylko jeden mankament ;-)


                                • sabat.77 Kitty - wzorzec. 12.06.14, 13:54
                                  Kitty, ja sobie te Twoje posty będę gdzieś na boku zapisywał i moi synowie za parę lat będą zdawać z ich znajomości przede mną egzamin :)
                                  Jesteś dla mnie wzorcem kobiecości i kobiecego myślenia, niemal jak wzorzec metra z Sevres. Czysta przyjemność to czytać i jednocześnie pukać się w czoło jak można było być aż tak głupim.
                                  • sabat.77 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:07
                                    Chciałem jeszcze dodać, że szalenie cenię sobie jako czytelnik Twoją niesamowitą szczerość, piszesz prosto z mostu, jak czujesz, bez owijania w jakieś ideologiczne bawełny, albo pisania tak, żeby wyszło na stronę Twojego światopoglądu, który aktualnie wyznajesz. Ta bezpośredniość jest dla mnie - człowieka, który myśli zupełnie inaczej niż Ty - źródłem absolutnie bezcennego materiału porównawczego. Dzięki temu łatwiej jest mi zrozumieć wiele zachowań kobiet, których w życiu byłem świadkiem, a które wtedy wydawały mi się dziwne. Dziś stają się jasne i układają się w jedną układankę.
                                    To co piszę nie należy odbierać jako osobistego komplementu. To moja ocena, nie mam do tego emocjonalnego stosunku. Wyrażam jedynie radość z tak daleko idącego ułatwienia sprawy. Gdybym miał rozumienie kobiecości opierać na tym co piszą Twoje mniej szczerze przedstawiające sprawę koleżanki, pewnie wciąż nie rozumiałbym świata tak jak udało mi się go zrozumieć dzięki Twoim postom.
                                    • marek.zak1 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:20
                                      Sabat, kiedyś napisałem, jaka Kitty jest mądra, a ona mnie nastepnie opieprzyła i napisała, że sie bardzo gniewa. Mozesz doczekać się tego samego :).
                                      • sabat.77 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 17:22
                                        marek.zak1 napisał:

                                        > Sabat, kiedyś napisałem, jaka Kitty jest mądra, a ona mnie nastepnie opieprzyła
                                        > i napisała, że sie bardzo gniewa. Mozesz doczekać się tego samego :).

                                        Nie wiem, bo ja Kitty nie uważam za jakąś wyjątkowo mądrą. Bywa tylko, że ona nie jest taka obłudna jak większość, nie wiem - może już jej nie zależy? Nie ma o co walczyć? Przed kim udawać? To zresztą wcale nie dotyczy tylko kobiet, ludzie generalnie są zakłamani i obłudni. Chuj wie po co stroją jakieś pawie pióra przed sąsiadami, a i tak wszyscy zainteresowani widzą jacy są żałośni.
                                        To całe pierdolenie o miłości, wartościach, szlachetności - rzygać mi się od tego chce. Normalnie jak Wuj Dobra Rada z "Misia".
                                    • urquhart Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:30
                                      True, true. :)
                                      Ale Kity jest wyjątkowa bo stanowi kanał komunikacji łącząc myślenie obu światów męskiego i kobiecego bez typowej dla innych aktywistek maniery roszczeńiowej i zyczeniowych światopoglądowych wydanych utopii i idealizacji .
                                      • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:32
                                        urquhart napisał:

                                        "(...)bez typowej dla innych aktywistek maniery roszczeńiowej i zyczeniowych światopoglądowych wydanych utopii i idealizacji (...)"

                                        Urqu,czy Ty sam wymysliłeś ten zlepek zdaniowym,czy to jest skądś skopiowane??
                                        Tak mnie ostatnio ciekawość babska zżera ;-)
                                        • urquhart Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:38
                                          Wymyśliłem jedząc kebaba u turka ale klawaiturka smartona mała i jeden wyraz przekrecilo :-)
                                          • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:39
                                            urquhart napisał:

                                            > Wymyśliłem jedząc kebaba u turka ale klawaiturka smartona mała i jeden wyraz pr
                                            > zekrecilo :-)

                                            Tak właśnie myślałam,że nad jakimś fast-foodem to musiało być;-)
                                    • rekreativa Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:46
                                      Acha, czyli każdy, kto stwierdzi, że myśli i żyje inaczej niż kitty, to zakłamana pipa , tak?
                                      (bo właściwie o co Ci chodzi? I jaką to niesamowitą i skrzętnie skrywaną prawdę objawiła kitty w swoim poście? Taką, że facet, z którym chcemy machać dzieciaki, powinien być ogarnięty? )
                                      • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:48
                                        rekreativa napisała:

                                        > Acha, czyli każdy, kto stwierdzi, że myśli i żyje inaczej niż kitty, to zakłama
                                        > na pipa , tak?


                                        Nie, my jesteśmy:"(...)mniej szczerze przedstawiające sprawę koleżanki(...)" by sabat ;-)
                                        • sabat.77 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:53
                                          O, wlasnie tak. Kitty nie przyswiecaja zadne idealy, ktorych musialaby bronic. A wieksza czesc dziewczyn tutaj wypowiada sie odnosnie kobiet tak, by przedstawic je w korzystniejszym swietle. Na zasadzie "tego nie napisze, bo to jest niewygodne".
                                          • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:57
                                            sabat.77 napisał:

                                            > O, wlasnie tak. Kitty nie przyswiecaja zadne idealy, ktorych musialaby bronic.
                                            > A wieksza czesc dziewczyn tutaj wypowiada sie odnosnie kobiet tak, by przedstaw
                                            > ic je w korzystniejszym swietle. Na zasadzie "tego nie napisze, bo to jest niew
                                            > ygodne".

                                            Nie pomyślałeś tylko o jednym, każda z kobiet wypowiadających się tutaj, poza tym,że łączy je płeć, ma inne doświadczenia życiowe i inny model życia.
                                            Nie da się równać do równej prostej niestety...
                                      • sabat.77 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 14:57
                                        Chodzi o pewna ogolna wizje swiata, ktora przebija z jej postow. Tym co ona pisze mozna wytlumaczyc wiele rzeczy, ktore obserwuje irl. Tym co piszecie wy - glownie zaangazowane feministki - prawie nic sie nie da wytlumaczyc. Praktyka jest ostatecznym kryterium prawdy :)
                                        • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 15:02
                                          sabat.77 napisał:

                                          "(...)Praktyka jest ostatecznym kryterium prawdy :)"

                                          Święta prawda, jak sobie kto ułożył życie jest kryterium jego prawdy życiowej.
                                        • rekreativa Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 15:16
                                          "Tym co piszecie wy - gl
                                          > ownie zaangazowane feministki - prawie nic sie nie da wytlumaczyc."

                                          A to feminizm jest od tłumaczenia zjawisk damsko-męskich?
                                          • urquhart Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 15:34
                                            Tyle co nazizm o pokoju między narodami . Ma określoną wizję .Znaczy zarządzania narodami podbitymi :-)
                                      • kutuzow Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 15:19
                                        rekreativa napisała:

                                        > Acha, czyli każdy, kto stwierdzi, że myśli i żyje inaczej niż kitty, to zakłama
                                        > na pipa , tak?

                                        zazdrośnica ;-)
                                        Sabat jedną skomplementuje to od razu inne go zadziobią.
                                        Biedak.
                                        • rekreativa Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 15:25
                                          Masz rację, to z zazdrości :D
                                          • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 15:29
                                            rekreativa napisała:

                                            > Masz rację, to z zazdrości :D

                                            Ze wściekłej zawiści jeszcze;-)
                                    • zawle Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 15:05
                                      sabat.77 napisał: Gdybym miał rozumienie kobiecości opierać na tym co piszą
                                      > Twoje mniej szczerze przedstawiające sprawę koleżanki, pewnie wciąż nie rozumia
                                      > łbym świata tak jak udało mi się go zrozumieć dzięki Twoim postom.

                                      Rozumiem sabat ze w posiadanie miernika szczerości wszedłeś PO poznaniu zony? A moze tu jest Twój problem? Ze kupujesz tylko to, co jest Twoje? Moze twoja zona od 15 lat Ci powtarza ze będzie w Tobą sypiać jak...nie wiem.....przestaniesz palić? A ty uwazasz ze jest nieszczera?Hę?
                                    • kag73 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 16:48
                                      sabat.77 napisał:
                                      o osobistego komplementu. To moja ocena, nie
                                      > mam do tego emocjonalnego stosunku. Wyrażam jedynie radość z tak daleko idąceg
                                      > o ułatwienia sprawy. Gdybym miał rozumienie kobiecości opierać na tym co piszą
                                      > Twoje mniej szczerze przedstawiające sprawę koleżanki, pewnie wciąż nie rozumia
                                      > łbym świata tak jak udało mi się go zrozumieć dzięki Twoim postom.

                                      To jest pierdolenie, Sabat, boTy na podstawie wypowidzi kitty podsumowujesz wszystkie kobiety jako gatunek a to sie nie zgadza. Wez pod uwage wszystkie okolicznosci jakie towarzyszyly decyzji kitty i nie porownuj jablek z gruszkami. Zapewne pasuje Ci do Twojego przypadku, wychodzi ci, ze Twoja zona myslala zupelnie tak samo jak kitty. Ale to nie dowod, ze myslalam tez tak ja i tysiace innych kobiet.
                                      • sabat.77 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 17:11
                                        kag73 napisała:

                                        > Ale to nie dowod, ze myslalam tez tak ja i tysiace innych kobiet.

                                        Ależ oczywiście. Te tysiące kobiet i mężczyzn dobierają się jak dwie połówki pomarańczy. I potem w domowym zaciszu jadą takie dialogi na cztery nogi. Sorry - łapy :D
                                        www.youtube.com/watch?v=kqdYDBoTlHI
                                        Na zakupach w markecie trzymają się za ręce.
                                        Na mszy w kościele idą w pierwszym rzędzie po komunie.
                                  • kag73 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 16:45
                                    sabat.77 napisał:
                                    > Kitty, ja sobie te Twoje posty będę gdzieś na boku zapisywał i moi synowie za p
                                    > arę lat będą zdawać z ich znajomości przede mną egzamin :)
                                    > Jesteś dla mnie wzorcem kobiecości i kobiecego myślenia, niemal jak wzorzec met
                                    > ra z Sevres. Czysta przyjemność to czytać i jednocześnie pukać się w czoło jak
                                    > można było być aż tak głupim.
                                    Momencik, kitty byla juz po rozwodzie i mlodosc i romantycznosc miala za soba. Kolo 30 stki miala parcie nd dziecko i leb na karku. To nie jest najczesciej spotykana sytuacja. Do tego wybrala/wybierala ojca dziecka niekoniecznie milosc i kochanka.
                                  • hello-kitty2 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 18:23
                                    sabat.77 napisał:

                                    > Kitty, ja sobie te Twoje posty będę gdzieś na boku zapisywał i moi synowie za p
                                    > arę lat będą zdawać z ich znajomości przede mną egzamin :)
                                    > Jesteś dla mnie wzorcem kobiecości i kobiecego myślenia, niemal jak wzorzec met
                                    > ra z Sevres. Czysta przyjemność to czytać i jednocześnie pukać się w czoło jak
                                    > można było być aż tak głupim.

                                    Jejciu znowu cos chlapnelam, az sie boje co tam dalej leci :-) A bo mam dzisiaj trudny dzien, rower mi sie znowu zepsol i siedze upaprana w smarze, musze w koncu przyznac, ze nie umiem tego naprawic, az sie poplakalam ze zlosci, cholernie spaprany dzien moich 39 urodzin, takze wybaczcie.
                                    • marek.zak1 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 18:36
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      > sabat.77 napisał:
                                      >
                                      > Jejciu znowu cos chlapnelam, az sie boje co tam dalej leci :-) A bo mam dzisiaj trudny dzien, rower mi sie znowu zepsol i siedze upaprana w smarze, musze w koncu przyznac, ze nie umiem tego naprawic, az sie poplakalam ze zlosci, cholernie spaprany dzien moich 39 urodzin, takze wybaczcie.

                                      Wszystkiego co najlepsze w tym dniu. Wlaśnie wróciłem z przychodni z Sową. Szczepienie na wścieklizne. Teraz też ide na rower do lasu - Mazowieckiego Parku Krajobrazowego. Trzymaj się :)
                                    • sabat.77 Re: Kitty - wzorzec. 12.06.14, 20:51
                                      Blizniak!!! Ha, Ha, wiedzialem :)
                                      Wszystkiego najlepszego z okazji osiemnastych urodzin. Teraz juz do konca zycia bedziesz miec tylko osiemnastki :) Co roku kolejna.
                                    • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 13.06.14, 09:36
                                      hello-kitty2 napisała:

                                      "(...)dzien moich 39 urodzin, takze wybaczcie (...)"

                                      Wszystkiego najlepszego, wymarzonego...
                                      I nic się nie przejmuj, 40 te urodziny to jest dopiero przeżycie;-)
                                      Grace Kelly to mówiła,że dla kobiety po 40 tce życie traci sens i szybko się nieszczęsna rozbiła samochodem, na Amen...
                                      • sabat.77 Re: Kitty - wzorzec. 13.06.14, 09:45
                                        mojemail3 napisała:

                                        > I nic się nie przejmuj, 40 te urodziny to jest dopiero przeżycie;-)
                                        > Grace Kelly to mówiła,że dla kobiety po 40 tce życie traci sens i szybko się ni
                                        > eszczęsna rozbiła samochodem, na Amen...

                                        To zależy co kto definiuje jako kobiecość. To co jest najbardziej destrukcyjne dla człowieka, to zaprogramowanie swojego umysłu na wzorce, którym nie jest w stanie sprostać.
                                        Dla mnie babcia stojąca w kuchni przy górze nasmażonych, pachnących drożdżowych placków i świeżo wyjętym z pieca makowcu też jest kobietą.
                                        Najbardziej destrukcyjne w ludziach jest to, gdy zaczynają się zastanawiać ile mogą wziąć ze świata, zamiast nad tym ile sami mogą zaoferować. A dawać, to też brać. Głównie o tym zapominamy.
                                        • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 13.06.14, 10:33
                                          sabat.77 napisał:
                                          "(...)Najbardziej destrukcyjne w ludziach jest to, gdy zaczynają się zastanawiać ile mogą wziąć ze świata, zamiast nad tym ile sami mogą zaoferować. A dawać, to też brać. Głównie o tym zapominamy (...)"
                                          Pojechałeś z moralitetem, a teraz zastosuj go do siebie ;-)
                                          • sabat.77 Re: Kitty - wzorzec. 13.06.14, 10:40
                                            mojemail3 napisała:

                                            > Pojechałeś z moralitetem, a teraz zastosuj go do siebie ;-)

                                            Oskarżasz mnie, że tego do siebie nie stosuje? Na podstawie czego? Wygłupów na foro?
                                            • mojemail3 Re: Kitty - wzorzec. 13.06.14, 11:04
                                              sabat.77 napisał:
                                              > Oskarżasz mnie, że tego do siebie nie stosuje? Na podstawie czego? Wygłupów na
                                              > foro?

                                              No to już przesada...Ciebie "oskarżam" do Kutuzowa mam "zarzuty" a co to ja jestem, sędzia oskarżyciel posiłkowy czy co?
                                              Uspokójcie się chłopcy...
                                              Muszę się chyba odłączyć od forum na jakiś czas, bo może komuś działam na nerwy...
                        • jesod To mnie wkurza 12.06.14, 10:53
                          kutuzow napisał:
                          > To mnie wkurza, taka maniera gdy już mam dziecko duże/odchowane i jest DUŻO łat
                          > wiej, to nagle zaczyna się niedocenianie wkładu partnera i pozowanie na siłaczkę

                          Jeśli to był wkład jedynie przyjemnościowy przy konstruowaniu (dziecko wynalazkiem mężczyzny?)
                          to niewątpliwie już z tego względu należy mu się pożądanie i podziw na całe życie, z męskiego punktu widzenia.
                          Ale.... jeśli z punktu widzenia kobiety to zbyt mało - to wkurzaj się pan dalej, póki życia starczy.
                    • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:23
                      kutuzow napisał:

                      "(...)Wkurza mnie to jak jedna z drugą, jest taka cwana jak dzieci już są odchowane. Gdzie byłyście na etapie narzeczeństwa, czemu wtedy nie wychodziłyście z założenie, że nie warto -lepiej być samej...(...)"

                      A powiedz mi co to ma do rzeczy? Tak samo z małżeństwem, jak są problemy, kryzysy, to trzeba wszystko kwestionować i mówić " trzeba było się nie wiązać"???
                      Mój mąż zakładał w narzeczeństwie,że możemy mieć...troje dzieci, ale problemów sobie nie wybieramy, dopadło nas to czego się nie spodziewaliśmy, mamy nie rozwiązywać problemów tylko jęczeć " a po cośmy się związali, po co się staraliśmy o dziecko" ???
                      Przecież to jest objaw lęków, to jest objaw nie podejmowania wyzwań w życiu, nie rozumiesz tego???
                      • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:43
                        mojemail3 napisała:
                        > Przecież to jest objaw lęków, to jest objaw nie podejmowania wyzwań w życiu, ni
                        > e rozumiesz tego???

                        Co innego objaw lęku, a co innego "struganie" silnej laski co to ze wszystkim dałaby sobie radę sama, a mąż to tylko kula u nogi.
                        Tym bardziej wkurza, gdy wiemy że jest dokładnie odwrotnie i bez partnera/męża dziecka by dana osoba nie miała.

                        • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 11:28
                          kutuzow napisał:

                          > Co innego objaw lęku, a co innego "struganie" silnej laski co to ze wszystkim d
                          > ałaby sobie radę sama, a mąż to tylko kula u nogi.
                          > Tym bardziej wkurza, gdy wiemy że jest dokładnie odwrotnie i bez partnera/męża
                          > dziecka by dana osoba nie miała.

                          Z moich obserwacji wynika,że mężczyzni w małżeństwach, rodzinach mają tendencje do "emigracji wewnętrznej" uciekają w swoje rozrywki, hobby,pracę, kochanki, etc. naprawdę stają się nieobecnymi mężami i ojcami.Ja to widzę tak,że kobiety widzą że coś jest nie tak, zaczynają się naprawdę czepiać, sądzą po objawach, nie widzą wewnętrznej postępującej martwoty duchowej męża.
                          Pan Paweł w artykule pisze tak:
                          "(...)Co z tego wychodzi globalnie?Mówi się o takich facetach( co nic nie robią w domu)że rozpieściły ich matki, ale ukrytym celem tego stwierdzenia jest odebranie im siły. Bo to nie jest tak,że ten mężczyzna nic nie robi w domu.Ale on czuje,że jak będzie robił to wszystko co kobieta, to będzie czuł się wykastrowany, będzie czuł,że odebrano mu siłę, a wraz z nią atrakcyjność, w oczach kobiety, czyli właściwie wszelkie powody do życia. W związku z tym to jest jego walka o życie(...)"

                          Przygnębiające, że pisze to psycholog, terapeuta. Co do męskiej siły, już kolejny raz spotykam się z twierdzeniem,jakoby to kobiety umacniając się zabierały tą siłę mężczyznom.A przecież wiadomo, z pustego to i Salomon...Ciekawe, czy np.ojciec dając siłę córkom ( wiarę w swe możliwości) sam się tej siły pozbawia, czy tą siłę "rozmnaża" ???
                          Jeśli mężczyzna szuka powodów do życia w atrakcyjności w oczach kobiety,jeśli u kobiet szuka potwierdzenia swej męskości, to w istocie jest biednym żałosnym facetem...
                          A pan psycholog-terapeuta jest na życiowym, osobistym zakręcie i zamiast doradzać powinien się udać do jakiegoś eremu i przemyśleć sobie swoje problemy...

                          • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 11:51
                            mojemail3 napisała:
                            > Z moich obserwacji wynika,że mężczyzni w małżeństwach, rodzinach mają tendencje
                            > do "emigracji wewnętrznej" uciekają w swoje rozrywki, hobby,pracę, kochanki, e
                            > tc. naprawdę stają się nieobecnymi mężami i ojcami.

                            Po pierwsze jak to się ma do decyzji na początku, że chce się być singielką i wtedy nie ma tego "ciężaru" na który się tutaj tak skarżycie z Zawle?

                            Po drugie, zastanawiałaś się może czemu faceci mają tą "emigrację wewnętrzną"? Może partnerka zarzuca ich obowiązkami które ich zupełnie nie interesują, nudzą? Może wybierają to co jest ciekawsze. Zaobserwowałaś taki mechanizm, że kobiety singielki mają mnóstwo zajęć dodatkowych (joga, lepienie gliny, języki, kuchnia, cuda wianki), gdy poznają faceta i z czasem zakładają rodzinę w większości przypadków wszystkie te zainteresowania idą w kąt. Facet który zakłada rodzinę nie przestaje się nagle interesować np. nurkowaniem. Kobieta ze swojej perspektywy może odbierać to jako "emigrację wewnętrzną" bo ona poświęca cały swój czas na swoje nowe "hobby" (dzidzi), a on nadal interesuje się także tym starym (nurkowanie).



                            • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 12:04
                              kutuzow napisał:
                              > Po pierwsze jak to się ma do decyzji na początku, że chce się być singielką i w
                              > tedy nie ma tego "ciężaru" na który się tutaj tak skarżycie z Zawle?

                              Ja się skarżę?? Nie dość, że uniosłam swoje problemy, to jeszcze udało mi się dać swojemu partnerowi motywację do udzwignięcia swoich ( naszych też)
                              I nie żałuję swoich decyzji, nie wiem, dlaczego mi to wciskasz, poza tym na małżeństwie bardziej zależało mężowi,ja mu się nie oświadczałam, ani nie naciskałam.


                              > Po drugie, zastanawiałaś się może czemu faceci mają tą "emigrację wewnętrzną"?
                              > Może partnerka zarzuca ich obowiązkami które ich zupełnie nie interesują, nudzą?

                              Bo takie k...rwa jest życie, wiesz? Stawia wyzwania i warto im sprostać, a nie uciekać w popłochu lub nie nie robić z lęku przed ryzykiem.
                              Zarzuca obowiązkami co nudzą, no obowiązki mają to do siebie,że często nudzą...
                              Uważasz,że jedna osoba w związku ma mieć monopol nudne obowiązki???


                              >Może wybierają to co jest ciekawsze.

                              Wybierają to co ŁATWIEJSZE.


                              > Facet który zakłada rodzinę
                              > nie przestaje się nagle interesować np. nurkowaniem. Kobieta ze swojej perspekt
                              > ywy może odbierać to jako "emigrację wewnętrzną" bo ona poświęca cały swój czas
                              > na swoje nowe "hobby" (dzidzi), a on nadal interesuje się także tym starym (nu
                              > rkowanie).


                              Nie, nie i jeszcze raz nie. Przecież Ty nie wiesz, jak jest po nastu latach MAŁŻEŃSTWA, prawda? To są Twoje domniemania.
                              Nie oczekiwałabym rezygnowania ze swoich pasji, nawet w nich wspierałam, ja sam też z niewielu spraw zrezygnowałam.
                              Emigracja wewnętrzna, wycofanie, martwota psychiczna jest czymś zupełnie innym.
                              • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 12:22
                                mojemail3 napisała:

                                > Bo takie k...rwa jest życie, wiesz? Stawia wyzwania i warto im sprostać, a nie
                                > uciekać w popłochu lub nie nie robić z lęku przed ryzykiem.
                                > Zarzuca obowiązkami co nudzą, no obowiązki mają to do siebie,że często nudzą...
                                > Uważasz,że jedna osoba w związku ma mieć monopol nudne obowiązki???

                                Życie jest takie jakie sobie sami zorganizujemy.
                                Zobacz, że ja wybrałem brak dzieci i nie mam tych wszystkich nudnych obowiązków. To że Ty chcesz czemuś "sprostać" to Twój wybór. Możesz się przekonywać że to jest "dojrzałość", a moje podejście "brak dojrzałości' co nie zmienia faktu że powinnaś wziąć na klatę wyniki tych wyborów. Zeby nie było -facet który decyduje się na dziecko "bo partnerka chciała" także powinien potem wziąć na klate efekt swojej decyzji.


                                >
                                > Wybierają to co ŁATWIEJSZE.
                                >

                                ...ale przepraszam, czy w życiu chodzi o to żeby się zatyrać? Czy to daje szczęście? Bo zupełnie nie rozumiem tego "zarzutu".
                                • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 12:27
                                  kutuzow napisał:
                                  > To że Ty chcesz czemuś "sprostać" to Twój wybór.

                                  Oczywiście.

                                  >Możesz się przekonywać że to jest "dojrzałość", a moje podejście "brak dojrzałości'
                                  > co nie zmienia faktu że, powinnaś wziąć na klatę wyniki tych wyborów.

                                  Biorę na "klatę" ( z partnerem, nie sama)Nie zamierzam nikogo przekonywać do jedynej własciwej drogi życiowej,każdy niech panuje nad swym życiem.


                                  > ...ale przepraszam, czy w życiu chodzi o to żeby się zatyrać? Czy to daje szczę
                                  > ście? Bo zupełnie nie rozumiem tego "zarzutu".

                                  Nie wiem o co chodzi w życiu każdego człowieka, niech sobie człowiek sam odpowie, ja wiem co mi chodzi;-)
                                  Szczęście to ulotna iluzja.
                • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:14
                  zawle napisała:
                  > Dla mnie żadne ruchanko nie jest tyle warte żebym miała zostać sama z całym dom
                  > em i chłopem do oporządzania.

                  Zawle, chyba mnie nie było jeszcze na forum jak wyjaśniałaś kiedyś swój związek.
                  Napisz mi proszę zatem czemu się decydowałaś na rodzinę? Przecież mogłaś być sama od początku i miałabyś teraz jeszcze mniej problemów na głowie. Czyż nie?
                  • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 12:51
                    Ale czy Ty zrozumiałeś tę wypowiedź?
                    Przecież nie chodzi o to, że każdy facet w domu to zawsze kula u nogi.
                    Kula u nogi to facet, który nic w tym domu nie robi, nie zajmuje się dzieckiem i całą robotę okołodomową zwala na babę. I że nawet jakby seks z tym facetem był niezły, to jest to za mało, by w takim układzie tkwić i się zatyrać. (chyba że któraś tak lubi).
                    • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 13:08
                      rekreativa napisała:

                      > Ale czy Ty zrozumiałeś tę wypowiedź?
                      > Przecież nie chodzi o to, że każdy facet w domu to zawsze kula u nogi.
                      > Kula u nogi to facet, który nic w tym domu nie robi, nie zajmuje się dzieckiem
                      > i całą robotę okołodomową zwala na babę. I że nawet jakby seks z tym facetem b
                      > ył niezły, to jest to za mało, by w takim układzie tkwić i się zatyrać. (chyba
                      > że któraś tak lubi).

                      Wiesz, wziąłem pod uwagę co Zawle pisała wcześniej na forum, że kobiety nie potrzebują mężczyzn bo mogą same wychować dzieci. Ta wypowiedz była kolejną z tej serii.
                      Wychodzę z założenia, że ZANIM się rozmnoży z takim facetem, to najpierw z nim się mieszka. Więc widać jakie ma podejście i na co można liczyć gdy pojawi się dziecko.
                      Zazwyczaj jest tak, że jedna strona chce dziecka bardziej i gdy ono się pojawia to potem jest marudzenie, że druga nie przykłada się tak, jak ona by chciała. Przecież nikt nie każde nikomu się rozmnażać, można żyć bez narzekania że druga strona to kula u nogi.
                      • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 13:56
                        "Zawle pisała wcześniej na forum, że kobiety nie pot
                        > rzebują mężczyzn bo mogą same wychować dzieci."

                        No bo nie potrzebują - tak jak nie potrzebujesz obu rąk, czy nóg, żeby w ogóle żyć.
                        Niemniej z obiema rękami i nogami żyje się łatwiej i przyjemniej :)

                        "Zazwyczaj jest tak, że jedna strona chce dziecka bardziej i gdy ono się pojawia
                        > to potem jest marudzenie, że druga nie przykłada się tak, jak ona by chciała. "

                        Bo człowiek w fazie planów i marzeń o bobasku wszystko widzi przez różowe okulary - ach, jakoś to będzie!
                        A potem się okazuje, że mimo całej miłości do bobaska doba wciąż ma tylko 24 godziny i zwyczajnie padasz na ryj. Się przeliczyłeś z własnymi siłami. A jak człowiek zmęczony, to i wkurzony i szuka, na kogo by tu zwalić własną słabość.
                        Aczkolwiek masz rację - jest to dosyć infantylne.
                        • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 14:09
                          rekreativa napisała:
                          > No bo nie potrzebują - tak jak nie potrzebujesz obu rąk, czy nóg, żeby w ogóle
                          > żyć.
                          Jasne, w końcu jak nie ma kto zarobić na dom, bo matka musi zajmować się dzieckiem to nawet MOPS* może pomóc i z głodu nie umrą. Tylko pytanie czy taką przyszłość planowała dla swojego dziecka?


                          > Bo człowiek w fazie planów i marzeń o bobasku wszystko widzi przez różowe okula
                          > ry - ach, jakoś to będzie!
                          > A potem się okazuje,

                          Ja uważam, że nikt nie jest aż tak naiwy, tylko często kobiety czują upływ czasu i rozmnażają się z tym partnerem, który jest pod ręką, a nie z tym którego by chciały. Stąd potem to marudzenie, że nie jest jak książe z bajki i nie spełnia ich zachcianek.
                          W pełni zgadzam się z tym co kilka postów wyżej pisała Kitty.

                          forum.gazeta.pl/forum/w,15128,151413516,151457351,Re_jezeli_fakty_sa_przeciwko_nam_tym_gorzej_dla.html
                          *Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej
                          • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 14:31
                            " Ja uważam, że nikt nie jest aż tak naiwy,"
                            \
                            Ależ jest i to niejedna (niejeden).
                            Nawet tutaj na forum pamiętam wypowiedzi babek, że człowiek nie ma pojęcia, co go czeka, dopóki się to dziecko realnie nie pojawi.
                            To nie chodzi o wiedzę - bo że trzeba będzie zmieniać pieluchy i wstawać w nocy to każdy wie.
                            Tu chodzi o szacowanie własnych sił i odporności psychicznej. Że może się człowiekowi zdawać, że co to na niego, a potem zonk - bo jest się bardziej zmęczonym, bardziej zestresowanym niż się spodziewało.
                            • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 14:56
                              Korwin wywołał burzę kiedyś że kobiety musza być mniej inteligentne bo nikt inteligentny nie wytrzyma więcej niż godzinę z niemowlęciem.
                              :-)
                              Badania to w sumie potwierdzają że nawet tym samym kobietom w ciąży i posiadającym niemowlaka obniża się kobietom znacznie pamięć i zdolność koncentracji co chyba zauważył każdy pracodawca
                              • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:00
                                urquhart napisał:

                                > Badania to w sumie potwierdzają że nawet tym samym kobietom w ciąży i posiadają
                                > cym niemowlaka obniża się kobietom znacznie pamięć i zdolność koncentracji co c
                                > hyba zauważył każdy pracodawca.

                                No ja wiem,kiedyś cytowałam te badania na pocieszenie gawiedzi męskiej,że od porno też się mózg kurczy,,,
                                A ja mam inne wytłumaczenie, kiedyś ma skutek silnego stresu miałam taki czas,że zapomniałam wszystkie ważne hasła, piny itp.Możliwe,że macierzyństwo jest tak silnym stresem dla kobiety,że wyłącza ona pewne obszary w mózgu,żeby skoncentrowac się na opiece nad bezbronnym niemowlęciem.
                                Poza tym drogi Urquharcie, któż dostarczy pracodawcom nowych pracowników, jak nie te ze skurczonym mózgiem ograniczone istoty niezdolne do epokowych wynalazków;-)
                                • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:10
                                  Tak właśnie myślę.
                                  I dlatego się różnimy i należy mówić o męskiej rycerskosci i ochronie kobiet a nie o sprawiedliwości i równości w tej kwestii czy gledzic o męskich drugich matkach
                                  • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:32
                                    urquhart napisał:

                                    > Tak właśnie myślę.
                                    > I dlatego się różnimy i należy mówić o męskiej rycerskosci i ochronie kobiet a
                                    > nie o sprawiedliwości i równości w tej kwestii czy gledzic o męskich drugich ma
                                    > tkach


                                    Taaaa, a gdzie ta rycerskość męska jest? Ach gdzież? Tu na forum objawie się w szlachetnej obronie "div" oraz piękności z pornosów, a zwczajnym kobietom, żonom i matkom pieprzy się o niedościgłych wzorcach pań celebrytek wszelkiej maści...Oraz pyta się, po co się w ogóle wiązały z mężczyznami i miały z nimi dzieci...Trzeba było się nie wiązać i nie chcieć, proste!!!
                          • zawle Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:10
                            kutuzow napisał: > Jasne, w końcu jak nie ma kto zarobić na dom, bo matka musi zajmować się dzieck
                            > iem to nawet MOPS* może pomóc i z głodu nie umrą. Tylko pytanie czy taką przysz
                            > łość planowała dla swojego dziecka?

                            Ale co ty tu usiłujesz ugrać? Straszysz brakiem seksu, mopsem, bierzesz za świadka sumienie? Dziecko będzie miało taką przyszłość jaką zaplanują mu oboje rodzice. Oczywiście poza tymi, które powstały ze spermy z banku i dziewiczego poczęcia ( a nawet to miało ojca);)
                            • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:16
                              zawle napisała:
                              > Ale co ty tu usiłujesz ugrać?

                              Staram Ci pokazać, że odgrywania chojraka po tym jak się ma już odchowane dzieci to jest zwykłe cwaniactwo.
                              Gdyby kobieta która SAMA wychowała dziecko, pisała iż facet to kula u nogi to bym nie miał nic przeciwko. Wykazała się że owszem dała radę.
                              Tutaj zaś kobiety korzystają ze wsparcia męża w tym najtrudniejszym momencie, a potem są wyszczekane jakaż to kula u nogi ten mąż.
                              Kula u nogi... to TRZEBA BYŁO NIE WYCHODZIĆ ZA MĄŻ.
                              • twojabogini Kutuzow 12.06.14, 17:55
                                kutuzow napisał:

                                > Gdyby kobieta która SAMA wychowała dziecko, pisała iż facet to kula u nogi to b
                                > ym nie miał nic przeciwko. Wykazała się że owszem dała radę.
                                > Tutaj zaś kobiety korzystają ze wsparcia męża w tym najtrudniejszym momencie, a
                                > potem są wyszczekane jakaż to kula u nogi ten mąż.
                                > Kula u nogi... to TRZEBA BYŁO NIE WYCHODZIĆ ZA MĄŻ.

                                Bzdury piszesz. Ja na przykład z moim pierwszym mężem rozstałam się, gdy byłam w ciąży. To był młodzieńcza miłość, zaszalał mi mocno instynkt macierzyński, i w ogóle instynkt - potomek dostał wypas geny. Ale poza dobrymi genami i romantyczną namiętnością mój eks nie był w stanie wnieść do związku nic więcej. A wychowanie dziecka tego wymaga. Gdy mały pojawił się na świecie, dałam eksowi jeszcze jedną szansę, ale po trzech miesiącach uświadomiłam sobie, że to bez sensu - i się rozstałam definitywnie.
                                Dałam radę - wiele lat wychowywałam dziecko sama i nie sadzę, aby było to jakieś szczególne obciążenie, czy bohaterstwo. Okej na pewno byłoby mi łatwiej gdybym wychowywała dziecko z odpowiedzialnym partnerem, ale było mi zdecydowanie łatwiej niż wielu mężatkom, których mężowie są kulami u nogi. I to tym kobietom należy się prawdziwy szacunek za to jak one dają radę (kierując się dobrem rodziny i żeby dzieci miały ojca).
                                Moment w którym mąż stałby się dla mnie kula u nogi byłby ostatnim momentem mojego małżeństwa - bez względu na ilość i wiek dzieci. Bo moje dobro też się liczy.
                                Znam dużo kobiet, które rozstały się z mężczyznami będąc w ciąży, lub gdy dziecko/dzieci były małe. A jeśli chodzi o rozstania po odchowaniu malców - to nie tak działa jak piszesz, że murzyn zrobił swoje. Najczęściej: dzieci są odchowane - przez kobietę. Okej, ona była na macierzyńskim czy innych wychowawczych. Ona chce wrócić do pracy - więc oczekuje, że mąż się włączy w obowiązki, że nastąpi jakiś podział. On na starcie powinien nawet przez jakiś czas robić więcej - a tu dupa, nie zamierza robić nic. I wtedy taki facet staje się kulą - więc dochodzi do rozstania. Proste?
                                • kutuzow Re: Kutuzow 12.06.14, 18:04
                                  twojabogini napisała:

                                  > Bzdury piszesz. Ja na przykład z moim pierwszym mężem rozstałam się, gdy byłam
                                  > w ciąży. T

                                  Jak sądzisz ile jest kobiet które mają tak dobrą pensje, że mogą sobie pozwolić na ew. opiekunkę.
                                  Druga opcja to ew. pomoc babci (jednej czy drugiej).
                                  Konczy się urlop macierzyński który jest płatny i co dalej? Kto zajmuje się dzieckiem gdy matka idzie zarabiać?
                                  Zerknij na średnie zarobki w Polsce i koszty utrzymania, nawet w pojedynkę, bez dziecka.
                                  Jak dodasz jeszcze np. kredyt na mieszkanie (co jest popularne u obecnych 25+ 35+ to zobaczysz że w pojedynkę to może się utrzymac z dzieckiem bardzo mała grupa.
                                  • sabat.77 Re: Kutuzow 12.06.14, 18:06
                                    kutuzow napisał:

                                    > w pojedynkę to może się utrzymac z dzieckiem bardzo mała grupa.

                                    Grupa trzymająca ciasteczko :D
                                    W przeciwieństwie do tych co ich z jakichś powodów nie jedzą zamiast chleba.

                                    Nie oszukujmy się - mnóstwo małżeństw funkcjonuje wciąż pod terrorem ekonomicznym, mimo, że często ci ludzie się nawzajem nienawidzą.
                                • zawle Re: Kutuzow 12.06.14, 22:43
                                  twojabogini napisała: Okej na pewno byłoby mi łatwiej gdyb
                                  > ym wychowywała dziecko z odpowiedzialnym partnerem, ale było mi zdecydowanie ła
                                  > twiej niż wielu mężatkom, których mężowie są kulami u nogi. I to tym kobietom n
                                  > ależy się prawdziwy szacunek za to jak one dają radę (kierując się dobrem rodzi
                                  > ny i żeby dzieci miały ojca).

                                  hehe...ja nawet pomarudzić nie mogę wśród męzatek jak mam cięzko, bo zaraz z takim własnie tekstem mi wyjezdzają...Ty masz cięzko? Ja mam męza i ja mam cięzko:))
                              • zawle Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 22:33
                                kutuzow napisał: > Staram Ci pokazać, że odgrywania chojraka po tym jak się ma już odchowane dziec
                                > i to jest zwykłe cwaniactwo.
                                > Gdyby kobieta która SAMA wychowała dziecko, pisała iż facet to kula u nogi to b
                                > ym nie miał nic przeciwko.

                                Moje dzieci są odchowane, bo ja je odchowałam. SAMA. Przepraszam za te kilka lat na początku;) Błędy młodości, wiara w ludzi i inne bzdety. Nie
                              • zawle Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 22:34
                                kutuzow napisał: > Staram Ci pokazać, że odgrywania chojraka po tym jak się ma już odchowane dziec
                                > i to jest zwykłe cwaniactwo.
                                > Gdyby kobieta która SAMA wychowała dziecko, pisała iż facet to kula u nogi to b
                                > ym nie miał nic przeciwko.

                                Moje dzieci są odchowane, bo ja je odchowałam. SAMA. Przepraszam za te kilka lat na początku;) Błędy młodości, wiara w ludzi i inne bzdety. Nie ma takiej gównianej sytuacji z której człowiek nie miałby prawa zmienić na lepsze:)))
                                • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 22:43
                                  zawle napisała:
                                  > Moje dzieci są odchowane, bo ja je odchowałam. SAMA.

                                  Pierwsze lata (1-3) także? Zanim dziecko można wysłać do przedszkola.
                                  Wysłałaś je do żłobka i poszłaś do pracy żeby zarobić na utrzymanie rodziny, czy może jednak mąż pomagał?
                          • kag73 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 16:52
                            Kutuzow, ja Ci powiem tylko jedno, ludzie z reguly nie roztrzasaj wszystkich szczegolow jezeli sie kochaja, sa razem i chca dziecka. Nie wiedza tez co i jak bedzie, bo niby skad maja to wiedziec. Potem zmienia sie sytuacja, dochodzi nowa osoba, czas trza podzielic na trzech. I zazwyczaj kazdy ma swoje racje, ona zmeczona i czasu nie ma, on zemczony i czasu nie ma i jeszcze jeden drugiego sie czepia, ze za malo robi a przeciez w jego wlasnym odczucie on juz tyle robi, ze wiecej nie moze:) Najtrudniejszy pierwszy rok a potem sie ludzie potrafia zgrac, jak sa rozsadni i z gorki.
                            Pomijam, ze wielu sie potem dowiaduje i mimo wszystko decyduje sie na kolejne dziecko.
                      • zawle Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:00
                        kutuzow napisał:
                        > Wiesz, wziąłem pod uwagę co Zawle pisała wcześniej na forum, że kobiety nie pot
                        > rzebują mężczyzn bo mogą same wychować dzieci. Ta wypowiedz była kolejną z tej
                        > serii.


                        No zaraz....to po co to larum ze ona po zrobieniu sobie dziecka pozbywa się z łodzi dodatkowego balastu ( nie pomagający, wymagający facet)? Po co ten płacz i zawód ze ona nadal nie godzi się matkować panu?
                        • kutuzow Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:17
                          zawle napisała:
                          > No zaraz....to po co to larum ze ona po zrobieniu sobie dziecka pozbywa się z ł
                          > odzi dodatkowego balastu ( nie pomagający, wymagający facet)?

                          Jak taki balast to trzeba było za niego nie wychodzić i nie rozmnażać się z nim.
                          PROSTE.
                          • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:31
                            Męski sposób myślenia wzajemności jest taki, ją zrealizuje jej oczekiwania co do dzieci to ona zrealizuje moje różne oczekiwania.
                            A tu niedoczekanie...
                            Pięknie o tym pisze Szlendak porównując społeczne myślenie kobiet i mężczyzn.
                            To też szklany sufit kariery u kobiet, one nie kierują się zasada wzajemności.
                            • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:34
                              urquhart napisał:

                              > Męski sposób myślenia wzajemności jest taki, ją zrealizuje jej oczekiwania co d
                              > o dzieci to ona zrealizuje moje różne oczekiwania.
                              > A tu niedoczekanie...


                              Transakcja jednym słowem, ja jemu to on mi tamto.Trzeba jeszcze zrobić biznesplan i przeanalizować koszty, czy się opłaca, bo może nie.
                              • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:41
                                Niech będzie. Uczciwa transakcja versus roszczeniowość
                                • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:44
                                  Nazywasz to uczciwą transakcją, ale komu ocenić, co tu jest uczciwe? To znaczy wymiana czego na co spełnia kryterium uczciwości i kto o tym decyduje, że akurat taka wymiana, a nie inna?
                                  • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:50
                                    Subiektywne kobiety nazywają męskie poczucie niesprawiedliwości i braku wzajemności niedojrzałością :)
                                    A chodzi o podporządkowanie jej kryteriom i uznanie że subiektywny punkt widzenia kobiety jest jedyny słuszny :)
                                    • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:52
                                      urquhart napisał:

                                      > A chodzi o podporządkowanie jej kryteriom i uznanie że subiektywny punkt widze
                                      > nia kobiety jest jedyny słuszny :)

                                      A nie jest?
                                      ;-D
                                      • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 16:00
                                        Dla feminizmu który przedstawia męską rasę jako z definicji upośledzoną niedojrzala przemocową i wymagająca reedukacji a kobiecą jako opiekuńczą i odpowiedzialną to oczywiste :-)
                                        • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 16:02
                                          urquhart napisał:

                                          > Dla feminizmu który przedstawia męską rasę jako z definicji upośledzoną niedojr
                                          > zala przemocową i wymagająca reedukacji a kobiecą jako opiekuńczą i odpowiedzia
                                          > lną to oczywiste :-)

                                          A skąd Ty bierzesz te definicje, z jakiegoś radykalnego wojującego feminizmu? Jest taki współcześnie???
                                          • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 16:21
                                            Czym różni się ten mniej radykalny?
                                            Też kwestionuje istnieje odmienngo męskiego punktu widzenia i innych preferencji tyle że w mniej agresywny sposób .
                                    • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:56
                                      Ty za to byś chciał, żeby to męski punkt widzenia był tym wyznacznikiem.
                                      A z transakcjami to wiadomo jak jest - dla jednego super uczciwa wymiana, dla drugiego rozbój w biały dzień.
                                      • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 16:38
                                        Tobie tak wygodnie myśleć. Ja biorę pod uwagę inny kobiecy punkt Widzenia, piszę o komunikacji i kompromisie między nimi. Generalnie psychotetapeutki które szanuja męski odmienny punkt widzenia komentarzach zaraz dostają łatke mizoginki od roszczeniowych bab które oczekują jedynie dostosowania się do nich...
                                        A potem projektują te emocje na chłopów że to rzekomo oni nie mogą wyjść że schematu pana i władcy .
                                        • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 16:52
                                          Na czym u Ciebie polega branie pod uwagę kobiecego punktu widzenia?
                                          Bo tu, na forum, to raczej kobiecy punkt widzenia krytykujesz i obśmiewasz.
                                          • urquhart Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:09
                                            Ośmiewam punkt widzenia który nie zakłada wzajemności czyli hipokryzje i wali roszczeniowoscia. Często się powoduje na konkretne kobiece autorytety które szanuję , muszę ci przypominać?
                                            • sabat.77 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:15
                                              Urqu, wzajemność relacji występuje tam, gdzie jest równowaga sił i możliwość egzekucji w razie niesubordynacji jednej ze stron. A jak nie ma równowagi i możliwości egzekwowania swoich racji, to jest tak, jak wymiana handlowa Związku Radzieckiego z państwami satelitarnymi w ramach RWPG :D
                                              • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:30
                                                Ale znowuż - w większości przypadków możesz ocenić zaraz na początku relacji, czy ta równowaga jest, czy nie.
                                                Jesli poznajesz drugą osobę, poznajesz jej charakter, jej zapatrywania, to również możesz ocenić, czy to typ, który ma tendencję do despotyzmu, czy może ugodowy, czy mściwy, czy zrzędliwy, czy histeryczny itd.
                                                Ekonomicznie też chyba widać, kto jest górą, lub kto może być górą. Jesli poznajesz nauczycielkę z podstawówki, a sam pracujesz w korpo z szansą na awans, to nie trzeba być jasnowidzem, by wiedzieć, że ona nigdy Twoim zarobkom nie dorówna i że w razie czego to Ty będziesz miał ją finansowo w garści.
                                                (jeśli już tak na zimno sobie dywagujemy, bo w realu to wiadomo, zauroczenie i te sprawy i człowiek myśli, w co wdepnął, jak już jest bobas w drodze).
                                                • sabat.77 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:38
                                                  Z tym, że za 10 lat to ona może więcej zarabiać, a ty lizać rany po wywaleniu z korpo ;)
                                                  • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:50
                                                    No tak, możesz też wypaść z pociągu po pijaku i stracić obie nogi...

                                                    Niemniej dużo rzeczy jest widocznych od razu. Czy np. obecna postawa Twojej żony jest dla Ciebie jakimś mega-zaskoczeniem?
                                                  • sabat.77 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:56
                                                    rekreativa napisała:

                                                    > Niemniej dużo rzeczy jest widocznych od razu. Czy np. obecna postawa Twojej żon
                                                    > y jest dla Ciebie jakimś mega-zaskoczeniem?

                                                    Nie, to jest moja wina - to jak z żoną alkoholika co wierzy, że on się dla niej zmieni. Tym gorzej - sam sobie zmarnowałem życie. W sumie, na pocieszenie - z inną pewnie nie byłoby lepiej, bo jestem jaki jestem.
                                            • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:24
                                              A może najlepiej nie używać takich określeń jak "męski punkt widzenia", "kobiecy punkt widzenia"?
                                              Bo co to właściwie jest? Ilu ludzi, tyle punktów widzenia.
                                              Czy można mówić np. "nie zgadzam się z męskim punktem widzenia", skoro trzech facetów się wypowiada i każdy podchodzi do tematu inaczej?
                                              No chyba że mówimy o jakimś stereotypowym - punkcie widzenia jakiejś zbiorczej stereotypowej kobiety , albo zbiorczego - stereotypowego mężczyzny. Tylko jaką wartość ma coś takiego? W realnym życiu liczy się , jaki punkt widzenia ma konkretna osoba, z którą wchodzimy w relację, a tu może być rozmaicie.
                          • rekreativa Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 15:34
                            No i tu akurat kitty ma rację: to, czy facet umie sam ogarnąć to i owo, czy może jest księciem udzielnym oczekującym, aż mu podsuną pod nosek, to widać dość szybko. Stosunkowo też łatwo obczaić, jakie są ogólne zapatrywania pana na rolę kobiety i mężczyzny w domu.
                            Moim zdaniem wiele kobiet popełnia ten błąd, że liczą, iż uda im się "babskimi sposobami" misia trochę urobić na swą modłę. Wprawdzie misio mówi, że koło dziecka to on nic robić nie zamierza (yoric np.), ale przecież jak już zobaczy to urocze bobo, to z pewnością zmieni zdanie i będzie z uśmiechem i oddaniem zmieniał zafajdane pieluchy.
                            A tu dupa.
                            Dorosły człowiek, facet w szczególności nie zmienia się - nawyki utrwalane od dziecka zostają. Jak nic w rodzinnym domu nie robił, to w swoim małżeńskim też nie będzie. Chyba że ulegnie zrzędzeniu i się zmusi, ale co z tego wynika, to patrz tytuł forum.
                • kag73 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 10:22
                  zawle napisała:
                  > Dla mnie żadne ruchanko nie jest tyle warte żebym miała zostać sama z całym dom
                  > em i chłopem do oporządzania.
                  Tu sobie mozemy podac rece;)) Mam tak samo.
                • twojabogini Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:30
                  zawle napisała:

                  > Dla mnie żadne ruchanko nie jest tyle warte żebym miała zostać sama z całym dom
                  > em i chłopem do oporządzania

                  Podpisuję się.
                  • mojemail3 Re: jeżeli fakty są przeciwko nam tym gorzej dla 12.06.14, 17:32
                    twojabogini napisała:

                    > zawle napisała:
                    >
                    > > Dla mnie żadne ruchanko nie jest tyle warte żebym miała zostać sama z cał
                    > ym dom
                    > > em i chłopem do oporządzania
                    >
                    > Podpisuję się.

                    No ładnie, zawle zebrała już całą listę podpisów...
    • rekreativa Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 14:38
      Całe te wywody można streścić krótko: jak to zrobić, by się nie narobić.
      Żadnej ideologii bym się tu nie dopatrywała. Chłopom się nie chce sprzątać (wcale im się nie dziwię, mi się też nie chce), więc wymyślają dyrdymały, żeby swojego lenia ulegitymizować.
      I tyle.
      • kag73 Re: Sprawiedliwość, czy zaspokojenie 10.06.14, 15:23
        rekreativa napisała:
        > Całe te wywody można streścić krótko: jak to zrobić, by się nie narobić.
        > Żadnej ideologii bym się tu nie dopatrywała. Chłopom się nie chce sprzątać (wca
        > le im się nie dziwię, mi się też nie chce), więc wymyślają dyrdymały, żeby swoj
        > ego lenia ulegitymizować.
        > I tyle.
        AMEN!
        • twojabogini Dyrdymałka 10.06.14, 16:22
          Kobiety od dzieciństwa przygotowywane są do roli pięknej. Zarówno rodzice jak i dalsza rodzina starają się we wszystkim dziewczynkę obsłużyć, nie dźwigają one ciężarów - wszystkie naprawdę ciężkie prace lub wymagające zdolności czy wysiłku powierza się braciom dziewczynek. Nie docenia się inteligencji dziewczynek, ich zdolności organizacyjnych - a jedynie wygląd, ewentualnie ładny sposób poruszania się, czy miły głos.
          Dlatego tez gdy kobieta wchodzi w małżeństwo, nie można oczekiwać od niej, że wyjdzie z roli kobiety. To pozbawiłoby ją całkowicie wdzięku, kobiecości, seksualności i zmysłowości - pewniej i szybciej niż wycięcie chirurgiczne macicy z jajnikami pochwą i łechtaczką. Kobieta musi pozostać tym, kim była jako mała dziewczynka. Nie może podjąć się trudu codziennych obowiązków, bo zniszczy skórę dłoni i starannie wykonany manicure.Gotowanie i szorowanie odpadają nawet w ochronnych rękawiczkach, podobnie jak zajmowanie się dziećmi. Kobieta nie jest w stanie podołać tym zadaniom, ani od strony organizacyjnej (nikt jej nie przygotował do takiej odpowiedzialności), ani też nie miałaby czasu na to co stanowi esencję jej kobiecości. Dziecko mogłoby też ją pobrudzić, niszcząc starannie przygotowaną kreację, biżuterię lub dewastując makijaż.
          Jest oczywiste, że prace domowe muszą wykonywać mężczyźni, od dziecka przystosowani do tego, aby być zdyscyplinowani, systematyczni i dobrze zorganizowani. Nikt tak dobrze nie zaplanuje zakupów, wydatków domowych i menu na cały tydzień jak mężczyzna. Gdy kobieta nadal zastanawiałaby się co dziś na obiad, na kuchni mamy trzydaniowy obiad na dwa dni, a mężczyzna właśnie wywiesza pranie, zabawiając przy tym starsze dziecko i bez wysiłku taszcząc przytroczonego do pleców chustą niemowlaka. Jest oczywiste ze kobieta nie podołałaby temu także z uwagi na słabe warunki fizyczne. Po cóż więc w ogóle podejmować próby angażowania kobiet w prace domowe, skoro i tak z góry wiadomo, że mężczyźni wszystko zrobią szybciej, lepiej i staranniej, a także ekonomiczniej.
          No i jeszcze jedna sprawa - kobieta zmuszona do wykonywania obcych jej naturze czynności straciłaby ochotę na seks, co ujemnie mogłoby wpłynąć na stosunki małżeńskie. Kobieta - unurzana w kurzu, resztkach jedzenia, dziecięcych wymiocinach i kupkach nie mogłaby się czuć ani piękna, ani atrakcyjna. Praca ponad siły związana z noszeniem zakupów i dzieci osłabiłaby jej i tak już wątłą konsystencję. Zresztą kontakt z matkami dzieciom nie służy - wystarczy że opowiedzą im bajkę na dobranoc, czy wysłuchają wierszyka. Jedynie mężczyzna może dać dziecku wystarczająca inspiracje i wsparcie do rozwoju - kobiety są na to zbyt głupie, nie posiadają wielu cech w które wyposażeni są mężczyźni. Tracą na tym szczególnie córki - nie dość , że z natury głupie, to pozbawione ojca mogłyby całkiem nie dorosnąć społecznie, pozostając skazane na matkę. Ale i chłopcom, choć z natury lepiej przystosowanym, brak ojca bardzo by szkodził.
          Także dla dobra swoich małżeństw i dzieci panowie, wyślijcie swoje żony do kosmetyczek, na zajęcia rzeźbienia figury, tańca i śpiewu - dajcie im karty kredytowe, aby mogły podkreślać i pielęgnować swoją urodę, a sami zajmijcie się tym co jest wam przeznaczone - gotowaniem, ogarnianiem i potomstwem. I nie próbujcie zmieniać tego co przyrodzone - badania wykazały, że u kobiet, które zajmują się dziećmi i domem spada poziom hormonów odpowiedzialnych za pociąg seksualny. Gdy kobiety zmywają i zajmują się dziećmi - seksu jest zdecydowanie mniej!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka