Dodaj do ulubionych

no nie, nie no

11.06.14, 10:50
No nie mogę! Jeszcze mi ten psycholog chodzi po głowie. Moja koleżanka czytała wywiad i właśnie dzwoniła do mnie. Od paru lat walczy w domu o to, aby mąż się zaangażował. Nie w imię ideologii, ale w imię tego, że jest zatyrana, mają dwójkę dzieci, ona pracuje (oczywiście tak aby móc pogodzić to z domem i dziećmi, więc częściowo w domu - mąż pracuje bez ograniczeń, zwolnień nigdy nie bierze, to jej problem, jak dzieci chorują, czy w szkole nie ma zajęć). Pan kąpie i usypia młodsze z dzieci, czasem robi kolację, odkurza i wstawia zmywarkę, w sobotę bierze udział w porządkach, w niedzielę gotuje obiad. I uważa, że mają równy podział i czego ona chce, i on jest facetem, w końcu pracuje na rodzinę, przecież ona więcej w domu siedzi, itp.
Większość znanych mi małżeństw to przechodzi, przechodziło bądź przejdzie - nie wykluczając mojego.
No i ona teraz wstrząśnięta po lekturze mówi - słuchaj, może ja jednak źle robię, może powinnam odpuścić, może dokonuję jakiegoś gwałtu na męskiej naturze, już mam dość i tak nic się nie zmienia. I z płaczem - no i wiesz, rzeczywiście on ze mną prawie nie sypia...A jak już - to zupełnie inaczej niż kiedyś, on rozładowuje napięcie, ja nic z tego nie mam, bo on mnie i moje potrzeby ignoruje. Za każdym razem mam nadzieję, że będzie jak kiedyś (był cudownym kochankiem), ale on potem przytula mnie i zasypia. Twierdzi, że jak chcę czułość po - no to przecież ją mam - plecami się nie odwraca. A jak chcę coś innego, coś dla mnie, to potem on zawsze jest zmęczony i w ogóle długo do niczego nie dochodzi. Cholera, ona czeka aż on zaśnie, albo wyjdzie na fajka i potem się zaspokaja - po cichu, żeby on nic nie zauważył.
Cholera, cała masa znanych mi mężatek ma właśnie takie "życie seksualne". Dlaczego kobiety mają się ukradkiem zaspokajać, gdy mąż wyjdzie do łazienki (zaraz po tym jak odegrają spektakularny orgazm, żeby mężowi nie było przykro)?

Chciałabym móc jej powiedzieć, że jej mąż to burak, że znajdzie sobie innego, lepszego, zaangażowanego, kochającego. Ale to nieprawda. To całkiem sympatyczny facet, znam go. Do tego większość moich znajomych ma tego rodzaju problemy małżeńskie. W moim małżeństwie też zdarzają się koszmarne wojny o podział odpowiedzialności - i mimo wszystko ja w wiele spraw jestem zaangażowana bardziej - co czasem mnie wkurza, bo zabiera mi czas na inne rzeczy. Nawet pani redaktor prowadząca wywiad kornie pochyliła głowę przed objawioną męskością.

Ostatnio było sporo wątków o tym. Że albo żona się podporządkuje - nie będzie się domagać równości, tylko pokornie zapierdalać, nie bredzić o feminizmie, tylko obsługiwać pana męża w domu i łóżku, nie domagać się swojego orgazmu i przyjemności, żeby on czasem nie pomyślał, że jest złym kochankiem. Albo to - i przy takiej samicy, która nie ma potrzeb i jest skrzyżowaniem dmuchanej lali z AGD (co powszechnie określamy: "żoną") pan jest samcem - albo jak nie to on się wycofa, storpeduje wszystko, będzie się na złość masturbował i do tego jeszcze nie będzie się czuł męski więc przestanie być waleczny i zarabiać. W ten sam deseń jedzie zazwyczaj Starowicz. Jego terapia często polega na tym,aby nauczyć kobietę jak udawać głupszą - i on otwarcie o tym pisze.

Czy mężczyźni to są naprawdę jako grupa tacy idioci, którzy potrzebują stałej obsługi, nie są w stanie zaspokoić seksualnie kobiety, a do tego, aby w ogóle jakoś funkcjonować muszą mieć przy sobie przymilną istotę, która będzie ich podziwiać, adorować i udawać głupszą, żeby czuli się lepsi?
Czy naprawdę tak boją się samodzielnej kobiety, która lubi seks i w seksie chce przyjemności, a nie tego, aby mąż był zaspokojony i nie poszedł do innej, albo żeby nową bluzkę kupił. Czy to taki problem, kobieta, która chce pogodzić pracę z opieką nad dziećmi i oczekuje, że skoro jest partnerstwo w finansach, to będzie też partnerstwo w domu? Albo kobieta, która oczekuje, że skoro ma dzieci z mężem, to on tym dzieciom poświęci tyle samo czasu i uwagi co ona?

Ja nie wierzę w kobiety, które mieszkanie traktują jak przedłużenie ciała. Znam kobiety, które doskonale pełnią rolę matki i żony i pracownika, przy bardzo mało zaangażowanych mężach. Ale to wcale nie wynika z ich natury, wymaga ogromnego poświęcenia, braku czasu dla siebie - w sensie rozwoju, zainteresowań, poświęcenia integralności seksualnej, na rzecz dawania mężowi i nie domagania się własnej przyjemności. One są zmęczone, sfrustrowane seksualnie, często łykają prochy na deprechę, albo wieczorami popijają wino. Niech się Marek i obrazi, ale odkąd pojawił się na forum nazywam je "żonami Marka" - Marek sądzi, że ma idealną żonę - ja sądzę, że to prawda - ale nikt nie wie jak ogromny koszt poniosła żona, żeby się przystosować.

Czy kobieta ma tylko trzy drogi - niezależność bez mężczyzny, związek-wojna w którym działa stale aktywny front lub podległość i związek w którym jej potrzeby nie mają znaczenia?
Obserwuj wątek
    • orzech69 Re: no nie, nie no 11.06.14, 11:17
      twojabogini napisała:
      Pierwszą rzeczą potrzeba do szczęścia jest nasza zgoda na to by być szczęśliwym. Jeżeli jej nie będzie zawsze będzie coś nie tak, zawsze znajdzie się jakieś ale. Zawsze partner będzie mógł robić coś więcej, lepiej....
      • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:12
        orzech69 napisał:

        > twojabogini napisała:
        > Pierwszą rzeczą potrzeba do szczęścia jest nasza zgoda na to by być szczęśliwym

        Z tym się zgadzam.

        > . Jeżeli jej nie będzie zawsze będzie coś nie tak, zawsze znajdzie się jakieś a
        > le. Zawsze partner będzie mógł robić coś więcej, lepiej....

        Z tym się nie zgadzam. Jeśli jest współpraca - jest okej, jeśli jej nie ma - nie jest. Mam inną receptę. Związek to związek, raz jest w nim lepiej raz gorzej, raz partner jest w porządku raz nie jest. Raz się układa, a raz się nie układa. Dzieci to dzieci. Czasem fajnie się spędza z nimi czas, a czasem ma się ochotę uciec na karaiby czy inne hawaje.
        Więc po prostu warto mieć jeszcze jakieś swoje własne życie, które nie opiera się na związku i pracy zawodowej. Własne, odrębne, satysfakcjonujące, w którym jest się sobą. Nie wszystko trzeba robić z partnerem i dziećmi. Nie trzeba rezygnować z siebie zostając matką i żoną. Lubię muzykę, festiwale, spektakle teatralne, góry, koncerty, podróże, spotkania ze znajomymi i używki oraz wszystko co dotyczy przeminęło z wiatrem i parę równie innych głupich rzeczy. I cieszę się nimi, niezależnie od tego, czy mój mąż jest tym zainteresowany (jak każda młoda mężatka z początku odczuwałam smutek, gdy mąż nie chciał w czymś uczestniczyć, albo - głupia nawet rezygnowałam :) Uznałam szybko, że priorytetem jest takie zorganizowanie swojego życia, żebym miała czas na to co lubię. Nie chodzi o robienie na złość partnerowi - tylko o autentyczne zaangażowanie się w swoje własne rzeczy, dla samej siebie.

        No i tu większość znanych mi mężatek ma problem - bo nie mają jak wyjechać z domu, bo mąż nie zostanie z dziećmi, a nikt inny także. Bo fundusze rozłożone są tak, że na ich potrzeby jakoś nie wystarcza, chociaż mąż właśnie kupił sobie nową wędkę za tysiaka z hakiem (ona chciała na kurs chyba 300 zł - historia niestety prawdziwa, mogłam po czasie kwoty zrąbać, ale rząd był ten :( Okej - ja zaczęłam później, ucząc się na błędach poprzedniczek, gdy ja wchodziłam w obecne małżeństwo one się często właśnie rozwodziły. Wiedziałam już, co jest ważne dla mnie i tego przypilnowałam. Większość kobiet tego nie wie i na starcie małżeństwa ustawia się tak, że są potem kompletnie udupione. Dlatego może mniej ważna od równości w małżeństwach jest niezależność kobiet w małżeństwach?

        Niezależność mam. Równość w związku? Równy podział odpowiedzialności? Nie. Mimo zaangażowania męża wahadło obowiązków jest nadal wychylone w moją stronę. Raz na jakiś czas wybucha o to wojenka. I można by powiedzieć, że ja właśnie z tych co chcą jeszcze lepiej, więcej...Ale to nie tak. Ja tylko nie chcę, żeby na mojej głowie spoczywało więcej. Bo to kradnie mój czas, którego potrzebuję dla siebie. Często słyszę - daj spokój, czego ty chcesz i tak masz sporo. Po ci konflikty? Ja wolę zdrowy konflikt o to co dla mnie ważne, niż spokojne podporządkowanie.
        Tak jestem ekspansywna, ofensywna i jaka tam jeszcze. Na całe szczęście poziom testosteronu mojego męża jest niezły, skoro jeszcze nie wycofał się do monitora (kiedyś takie jak ja straszono, że znajdzie kochankę :)
        Ale tak myślę czasem - po ch... mi te przepychanki i gierki. Kumpela myśli to samo. Tylko wnioski wyciągamy inne - ona w razie czego zastanawia się nad podporządkowaniem (nie wiem, moim zdaniem to ona już jest podporządkowana, zważywszy na to, że nie ma odwagi powiedzieć mężowi, że stał się do dupy w łóżku, sama nie wiem czy jej to mówić?a jak mu powie i on ją zostawi?). Ja w takich razach (gdy są kolejne przepychanki) myślę raczej o daniu sobie spokoju - nie z dążeniem do partnerstwa, tylko ze związkiem.
        • orzech69 Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:10
          twojabogini napisała:
          > > . Jeżeli jej nie będzie zawsze będzie coś nie tak, zawsze znajdzie się ja
          > kieś a
          > > le. Zawsze partner będzie mógł robić coś więcej, lepiej....
          >
          > Z tym się nie zgadzam.

          Tylko to jest prawda. Możesz mieć miliony a i tak będziesz uważać że masz za mało i będziesz nieszczęśliwą bo będziesz uważać się za biedną. Twój partner może robić 50% prac w domu a i tak będziesz nie zadowolona bo dlaczego nie 51 ?.
          Trzeba znaleźć złoty środek miedzy tym co mamy i tym co chcemy mieć.
    • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 11:43
      twojabogini napisała:

      > Czy kobieta ma tylko trzy drogi - niezależność bez mężczyzny, związek-wojna w k
      > tórym działa stale aktywny front lub podległość i związek w którym jej potrzeb
      > y nie mają znaczenia?

      Kiedy nie pętają nas zobowiązania, gdy jesteśmy bardzo młodzi, wybieramy różne konfiguracje, kłócimy się, zdradzamy, zmieniamy partnerów jak rękawiczki - albo przeciwnie, tkwimy przy sobie jak zakochane małpięta. Różnorodność jest kluczem. Nikt nie dobiera się "na zawsze".
      Zatem może to jaką drogę wybieramy w życiu i to jakie mamy perspektywy tego wyboru jest w gruncie rzeczy zdeterminowane naszymi zobowiązaniami wobec innych? Może kobiety odczuwają, że mają wobec świata inne zobowiązania niż mężczyźni, stąd wciąż porządek rzeczy jest tak nierówny? Może społeczność wciąż postrzega powinności kobiet wobec otoczenia inaczej niż powinności mężczyzn?
      • rekreativa Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:07
        " M
        > oże kobiety odczuwają, że mają wobec świata inne zobowiązania niż mężczyźni, st
        > ąd wciąż porządek rzeczy jest tak nierówny? Może społeczność wciąż postrzega po
        > winności kobiet wobec otoczenia inaczej niż powinności mężczyzn?"

        A skąd ta wątpliwość?
        Nie "może", tylko tak jest.
        Jeśli ktoś do mnie przyjdzie i zobaczy bałagan, to nie mężowi zwróci uwagę, tylko mi: ale tu masz nabałaganione.
        Ja mam nabałaganione, rozumiesz...
        • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:16
          rekreativa napisała:

          > Ja mam nabałaganione, rozumiesz...

          Tiaaa, ja najbardziej lubię pytania co zrobiłam z dziećmi (gdy wychodzimy razem) albo gdy wyjeżdżam sama - "a mąż się zgodził?"
          Tak jeśli chodzi o postrzeganie kobiet i ich obowiązków i pozycji, to my mentalnie tkwimy w jaskiniach (w których jak się okazuje według najnowszych badań kobiety nigdy nie tkwiły :)
          • rekreativa Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:27
            " albo gdy wyjeżdżam sama - "a mąż się zgodził?""

            Akurat tutaj to ja równie często byłam świadkiem pytań "a żona ci pozwoliła?"
            To chyba jest ogólnie polska mentalność bez względu na płeć - takie traktowanie męża/żony jak własnej ręki, bez której się nigdzie nie ruszam i której samej nigdzie nie puszczę, bo kto to widział, żeby ręka bez właściciela łaziła.
            • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:59
              rekreativa napisała:

              > Akurat tutaj to ja równie często byłam świadkiem pytań "a żona ci pozwoliła?"

              Aż muszę męża spytać, bo o dzieci go nie pytają, wiadomo, że zostawił ze mną :)
            • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 15:33
              rekreativa napisała:
              > Akurat tutaj to ja równie często byłam świadkiem pytań "a żona ci pozwoliła?"
              > To chyba jest ogólnie polska mentalność bez względu na płeć - takie traktowanie
              > męża/żony jak własnej ręki, bez której się nigdzie nie ruszam i której samej n
              > igdzie nie puszczę, bo kto to widział, żeby ręka bez właściciela łaziła.

              Nie, nie to nie tylko w Polsce tak jest. I to sie czesto nawet bardzo przydaje, najlesza wymowka w pracy czy gdziekolwiek jak nie chcesz dokas pojsc czy czegos zrobic: "muesze meza/zone zapytac. Wtedy Tyjestes czysta, coz zrobic, maz, zona sie nie zgodzil/zgodzila.
              Ludzie czesto sie zastawiaj mezem albo zona, bo to wygodniej, zwala sie na druga osobe:)
              Co nie zmienia faktu, ze nie ma takiej opcji, dla mnie, ze maz z dzieckiem nie zostanie!
          • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:33
            twojabogini napisała:

            > Tak jeśli chodzi o postrzeganie kobiet i ich obowiązków i pozycji, to my mental
            > nie tkwimy w jaskiniach (w których jak się okazuje według najnowszych badań kob
            > iety nigdy nie tkwiły :)

            O, to ciekawe. Dasz linka?
            To jest fajne zagadnienie. Dla przykładu - większość opracowań opartych na stereotypach płciowych mówi o roli mężczyzn w polowaniu. Tymczasem ja spotkałem się z całkiem rozsądną teorią, że póki panowała megafauna, to polowanie było raczej wykluczone. Nie moglibyśmy konkurować z takimi stworzeniami jak niedźwiedź krótkopyski albo machajrodony. Bylibyśmy śniadaniem a nie konkurentem. Teoria była taka, że ludzie wyspecjalizowali się w zbieraniu długich kości, których nawet drapieżnikom nie udawało się rozgryźć i rozłupywaniu ich po obróbce cieplnej. Dopiero wyspecjalizowane narzędzia dawały jakieś szanse. Ogólnie to wydaje się sensowniejsze, że nasi przodkowie raczej specjalizowali się w umiejętnym spieprzaniu przed wielkimi dzikimi stworzeniami niż w bezpośredniej konfrontacji...
            • orzech69 Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:59
              Pytanie tylko dlaczego gdy w środowisku pojawił się człowiek megafauna dosyć szybko znikała ze środowiska ?
              • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:00
                orzech69 napisał:

                > Pytanie tylko dlaczego gdy w środowisku pojawił się człowiek megafauna dosyć sz
                > ybko znikała ze środowiska ?

                Tak... A zaczęła znikać kiedy? :D
                I kiedy pojawił się człowiek?
                • orzech69 Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:13
                  sabat.77 napisał:

                  > orzech69 napisał:
                  >
                  > > Pytanie tylko dlaczego gdy w środowisku pojawił się człowiek megafauna do
                  > syć sz
                  > > ybko znikała ze środowiska ?
                  >
                  > Tak... A zaczęła znikać kiedy? :D
                  > I kiedy pojawił się człowiek?

                  Leniuch
                  Dwa pierwsze linki z googli z informacjami o które pytasz:

                  kopalniawiedzy.pl/Australia-megafauna-kangur-diprotodon-ludzie,15497
                  archeowiesci.pl/2010/07/11/dlaczego-wymarla-amerykanska-megafauna/
                  • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:21
                    A nie pisałem o wyspecjalizowanych narzędziach? Miałem na myśli najpierw miotany oszczep a potem łuk. Zauważ jednak, że ewolucyjnie te dwa narzędzia pojawiają się na mgnienie oka temu. Spotkałem się z następującymi teoriami - łuk - ok. 40 tys lat temu. Oszczep - jakieś 120-150 tys lat temu. To wszystko, wraz z udomowieniem psa rzeczywiście dało pole do swobodnych polowań. A wcześniej? Nie mówię wyłącznie o Homo Sapiens, tylko sięgam po całej linii ewolucyjnej - może tutaj jest między nami nieporozumienie.
                    • orzech69 Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:52
                      sabat.77 napisał:

                      Parę informacji:
                      "Najstarsze świadectwa działalności technicznej człowieka pochodzą z czasów prehistorycznych. Z tych najdawniejszych czasów mamy relatywnie dużo śladów owej działalności. Pierwszymi jej przejawami są najprostsze narzędzia kamienne pochodzące sprzed 2,5 mln lat. Około 600 tys. lat temu upowszechniły się pięściaki – uniwersalne narzędzia kamienne, oraz drewniane oszczepy służące do polowania. W tym czasie zaczęto też używać ognia co było rewolucyjną zmianą w dziejach. Dzięki wykorzystaniu ognia można było przekształcać różne materiały, wzrosły możliwości przetrwania.
                      Około 30 tys. lat temu, wraz z rozwojem Homo sapiens pojawiły się istotne ulepszenia i wynalazki – udoskonalone narzędzia krzemienne, łuk i strzały, użycie kości, rogu i ścięgien zwierzęcych"

                      Czyli drewniane oszczepy pojawiły się jakieś 600 tys. lat temu a nie 100 tys. jak piszesz.
                      Do tego zastanów się tak na zdrowy rozsądek ile kości musieli by znajdować dziennie ludzie by mieć zapewniona odpowiednia porcję kalorii ?
                      • yoric Re: no nie, nie no 12.06.14, 11:27
                        Australe sprzed 2,5 mln i później habilisy były malutkie. Szpik oraz mózg z czaszek nie był podstawą diety, ale niektórzy uważają, że mógł być kluczowym uzupełnieniem, zwłaszcza w deficytowe zwierzęce składniki odżywcze.
                        Natomiast później stopniowo rósł rozmiar oraz udział mięsa w diecie. Neandertale prawdopodobnie prawie tylko polowały (być może nawet kobiety). Jednak wybitnie niszczycielskie faktycznie były dopiero sapiensy i dopiero niedawno (powiedzmy ostatnie 50 tyd.) wyeliminowały masę gatunków, w tym co najmniej 3 ludzkie (Neandertale, Floresiensy, Denisowanie).
            • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:20
              > O, to ciekawe. Dasz linka?

              Były badania nad dietą jaskiniowców. Do samych badań linków nie mam. Mam jakieś do artykułów w których są namiary na badania. Jeszcze nie miałam czasu się wgłębić, ale zamierzam. Stereotyp jest taki, że podstawą diety było mięcho zdobywane przez facetów, więc kobiety zajmowały się wszystkim poza polowaniem. Z badań wynika, że mięso zdarzało się rzadko, na tyle rzadko, że to raczej nie efekt polowań, co znalezienia padliny, ewentualnie jakiś żywych młodych, co im inne zwierze matkę zeżarło. Najwięcej linków do badań diety jaskiniowców znajduje się na stronach o weganizmie i wegetarianizmie. Katolików i mizoginów jakoś to nie interesuje :)

              6weidera.pl/index.php/aktualnosci/items/jadl-sobie-jaskiniowiec.html
              veganworkout.org.pl/mity-diety-paleo/
              W tym drugim linku są linki do jakiś konkretniejszych badań, jeszcze się nie zagłębiałam. Poruszony jest też problem seksizmu w ocenie diety jaskiniowców. Tylko nieco inaczej niż ja to widzę - że propaguje się, że mięcho było ważne w diecie, żeby oddać chwalę łowcom, bo zbieractwo było rolą starców kobiet i dzieci. To bzdura. Jest w tym seksizm oczywiście, ale innej natury- nie może upaść mit że baby w jaskini siedziały. Skoro uprawiały zbieractwo - to jak rozumiem były same z dziećmi wysyłane do dżungli, żeby je różne drapieżniki mogły zeżreć? Bez tej niby ochrony, która mieli pełnić faceci?

              Po prostu - polowanie nie było organizowane codziennie. Do tego było przedsięwzięciem zbiorowym - wszystkich, tylko każdy miał swoją rolę. Polowania wiązały się głównie z sezonowymi migracjami zwierząt. Tak jak u Indian polowanie na bizony - dwa razy do roku. Wtedy nie konkurowaliśmy z drapieżnikami, trzeba było natłuc jak najwięcej miecha i jak najszybciej je zgarnąć. Oczywiście chodziło też o skóry, kości itp. Żaden facet nie tachał tego do jaskini - obrabiano na miejscu i w poręczniejszych częściach zabierano co trzeba. Do tego linku nie mam, ale generalnie były badania. I jeszcze są jakieś badanie szwedki, która bada różnice we wzroście między mężczyznami i kobietami oraz rasowe - wyszło jej z analiz kości że mięcho jedli głównie mężczyźni. Więc kobiety za wiele na tych polowaniach nie korzystały, dzieci tez nie. Więc wymiana dupa za mięcho tez nie działała...
              • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:25
                No weganie to raczej będą mieli dość tendencyjne informacje. Białko to nie tylko mięso z polowań, ale też pędraki, owady, padlina, małe gryzonie itd. Człowiek nie mógł być też roślinożerny, bo ma za krótki przewód pokarmowy. Ale co do polowań, to zgoda. Tylko co to ma wspólnego z jaskiniami, które są miejscem ukrycia?
              • orzech69 Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:06
                Przeczytałem linki które podałaś same ogólniki mało konkretnych faktów. Drugi artykuł ma za zadanie zdewaluować wyznawców diety paleo więc nie jest obiektywny. ( do tego napisany jest przez wegetarian...)
                Zapewne mięsa było tak dużo jak się tylko udało zdobyć ;).
                • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:18
                  orzech69 napisał:

                  > Przeczytałem linki które podałaś same ogólniki mało konkretnych faktów.

                  Okej, zaznaczałam ze tak jest. Niemniej jednak, te bardziej lub mniej tendencyjne artykuły odnoszą się do rzeczywistych naukowych nieankietowych i systematycznych badań nad dietą paleo. I jak już znajdę czas, to na pewno z tymi badaniami się zapoznam - bo mi to potrzebne niestety. Niemniej jednak jak z doniesień wynika (oczywiście najwięcej ich było w publikacjach wegańskich itp.) - dieta paleo w mięso była uboga, wiec polowanie nie mogło być podstawa do zdobywania żywności i co za tym idzie głównym męskim zajęciem. A co za tym idzie - kobiety nie siedziały w jaskini. Skoro żarli roślinność, to pewnie tej roślinności szukały (złośliwie powiem - może więc to mężczyźni siedzieli w jaskiniach z dziećmi? - oczywiście żart :). W sprzyjającym klimacie zdobycie roślin zajmuje około 4-5 godzin dziennie (badania australijskie).
                  • orzech69 Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:23
                    Zobacz jak wygląda zdobywanie żywności u Indian w Amazonii. Nawet programy Cejrowskiego pokazują jak to tam jest.
          • kag73 a co do tych trzech mozliwosci 11.06.14, 18:28
            nie moge znalezc tego posta...ale powiem tyle:
            100% nie ma co oczekiwac, bo takie idylle to tylko w bajkach i nie dramatyzowalabym. Wyluzuj, jezeli zazwyczaj jest spoko a od czasu do czasu zdarzy sie burza(wojna) to mozna to zdzierzyc i z tym zyc, nikt nie umiera, troche meczy ale oczyszcza powietrze. O cos sie w koncu klocici trzeba:)

        • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:53
          rekreativa napisała:

          > A skąd ta wątpliwość?
          > Nie "może", tylko tak jest.
          > Jeśli ktoś do mnie przyjdzie i zobaczy bałagan, to nie mężowi zwróci uwagę, tyl
          > ko mi: ale tu masz nabałaganione.
          > Ja mam nabałaganione, rozumiesz...

          Słuchaj, skoro mówimy o pewnych stereotypach i wizerunku - pytanie pozornie z innej beczki.
          Kiedyś mówiłaś, że fascynowałby Cię seksualnie widok męża jako obiektu biernego gejowskiego seksu.
          Łatwo można sobie to wyobrazić, wierzę że sam widok mógłby być podniecający. Jednak czy po obejrzeniu jak przez kilkanaście minut facet penetruje analnie Twojego męża za jego zgodą i radością, a potem spuszcza mu się na goły tyłek, albo jak Twój mąż robi facetowi laskę i przyjmuje wytrysk w otwarte usta, miałabyś jeszcze ochotę go przytulić i uprawiać z nim seks, tak jak do tej pory? Czy to nie zniszczyłoby jego wizerunku jako mężczyzny w Twoich oczach?
          • rekreativa Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:11
            "Czy to n
            > ie zniszczyłoby jego wizerunku jako mężczyzny w Twoich oczach?"

            Nie, bo ja nie pielęgnuję stereotypowego wizerunku mężczyzny - znaczy się, moje ideały w tym zakresie od zawsze były "na opak".

            Poza tym to ja jestem nienormalna i mam fiksację gejowo-analną :) - więc może innych pytaj.
            • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:14
              rekreativa napisała:

              > więc może innych pytaj.

              Zatem pytam - jak by to było u was, dziewczyny?
              • sea.sea Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:15
                Wizerunek mężczyzny jako obiektu seksualnego w moich oczach padłby na bank w następujących okolicznościach:

                - gdyby się okazał fetyszystą stóp/obuwia. dyskwalifikacja od razu. tacy mi się nie wiem czemu kojarzą wyjątkowo obleśnie (żaden mi nigdy nic nie zrobił, ale mnie cofa sama myśl, obrzydliwsza od tego jest tylko koprofagia)

                - gdybym go przyłapała w koronkowej bieliźnie albo na przebierankach w kolorowe lateksy (takie w stylu japońskiego porno)... w sumie koronkowa bielizna i makijaż by mogły być ciekawe na facecie o pewnym typie urody, ale na moim aktualnym akurat nie, wyglądałby jak debil.

                Wątki gejowe na pewno do tych cofających nie należą - w żadnej postaci, wręcz przeciwnie.
            • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:33
              > Poza tym to ja jestem nienormalna i mam fiksację gejowo-analną :) - więc może i
              > nnych pytaj.

              Nie ty jedna :) Dzięki, że byłaś tak szczera - choć jestem dość otwarta to sądziłam, że jestem po tym kątem wyjątkowo fiśnięta i z takich pomysłów sie nikomu nie zwierzałam :) Nawet w erotyce niszowej nie ma takich kobiet, ale nie byłabym sobą jakbym czegoś nie znalazła:

              "Lulu" Autor: Almudena Grandes
              Jak nie czytałaś - to przeczytaj. U Lulu rozwija się taka fiksacja, są fajne scenki. Taki trochę pornograficzny Almodovar.

              Swoją drogą nie rozumiem pytania sabata. Czy widok kobiecego tyłka na który spada sperma, otwartych ust itp. nie niszczy wizerunku kobiety (no niektórym kretynom niszczy, jak mają problem z kobiecą seksualnością).
              Tak samo - wydaje mnie się, prostej kobicie - jest z seksualnością mężczyzny, widok mężczyzny dominowanego seksualnie niszczy wizerunek mężczyzny tym, którzy mają problem z męską seksualnością. Jedni chcą widzieć w kobiecie wyłącznie świętą, inni w mężczyźnie wyłącznie dominatora.
              • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:37
                Nadinterpretujesz. Mi żadnego wizerunku męskości ani kobiecości to nie niszczy, nie mam potrzeby wchodzenia w takie kalki myślowe.
                Zakładam jednak, myślę że trafnie, iż w przypadku większości kobiet to byłby koniec myślenia o facecie w jakichkolwiek kategoriach seksualnych.
                • rekreativa Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:48
                  " Zakładam jednak, myślę że trafnie, iż w przypadku większości kobiet to byłby ko
                  > niec myślenia o facecie w jakichkolwiek kategoriach seksualnych."

                  Bardzo możliwe. Aczkolwiek nigdy tego nie sprawdzimy, bo większość facetów ma podobny problem z własną męskością i sama myśl, że ktoś mógłby się zapuścić na ich święte dupne terytorium wyciska z nich zimne poty.
                  • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:04
                    rekreativa napisała:

                    > Bardzo możliwe. Aczkolwiek nigdy tego nie sprawdzimy, bo większość facetów ma p
                    > odobny problem z własną męskością i sama myśl, że ktoś mógłby się zapuścić na i
                    > ch święte dupne terytorium wyciska z nich zimne poty.

                    No ale chyba nie przez przypadek? Może mają właśnie to poczucie, że bycie dominowanym to utrata twarzy?
                    Wiesz - jak się nad tym głębiej zastanowisz, to zrozumiesz, że pozwolenie na zdominowanie się, nawet tylko w kategoriach seksualnych, to nie jest zbyt zdrowy wybór. To pozwala partnerowi myśleć, że jest władcą. Jest deprawujące dla dominującego. Otwiera pole do nadużyć. Pozwala innym sądzić, że jest się słabym i bezbronnym, a na tym chętnie korzystają jednostki nieprawe i nikczemne.
                    Dlatego np. zawsze dziwiłem się facetom angażującym się w BDSM po stronie biernej - rozumiem pragnienia seksualne, ale to jest dla nich niesamowicie destrukcyjne. Wymaga nie tyle odwagi co raczej braku wyobraźni...
                    • rekreativa Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:16
                      "pozwolenie na zd
                      > ominowanie się, nawet tylko w kategoriach seksualnych, to nie jest zbyt zdrowy
                      > wybór. To pozwala partnerowi myśleć, że jest władcą. Jest deprawujące dla domin
                      > ującego. Otwiera pole do nadużyć. Pozwala innym sądzić, że jest się słabym i be
                      > zbronnym,"

                      Ja się z tym zgadzam po części, tylko że nie utożsamiam samej penetracji (z którejkolwiek strony) z dominacją. No gdyby tak było, to jak kobiety miałyby się odnaleźć w świetle tego, co napisałeś wyżej?
                      • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:25
                        rekreativa napisała:

                        > Ja się z tym zgadzam po części, tylko że nie utożsamiam samej penetracji (z któ
                        > rejkolwiek strony) z dominacją. No gdyby tak było, to jak kobiety miałyby się o
                        > dnaleźć w świetle tego, co napisałeś wyżej?

                        Ja sobie myślę tak - da się zorganizować penetrację jako dominację i da się zorganizować jako wyraz bliskości, albo po prostu jako coś przyjemnego. W kontekście gejowskim dominacja mnie nie kręci, raczej chodzi o przeżywanie (oglądanie) przyjemności.
                      • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:32
                        rekreativa napisała:

                        > Ja się z tym zgadzam po części, tylko że nie utożsamiam samej penetracji (z któ
                        > rejkolwiek strony) z dominacją. No gdyby tak było, to jak kobiety miałyby się o
                        > dnaleźć w świetle tego, co napisałeś wyżej?

                        Jednak jest taki wydźwięk. Penetruje ta strona, która ma symbolicznie więcej do powiedzenia. Stąd np. penetruje domina, ale sama spenetrować się nie pozwala. Też symbolika tego kto pozostaje ubrany. Zauważ, że nawet w porno gdzie mężczyzna jest dominowany, tam on jest nagi (symbolicznie bezbronny) a kobiety najczęściej ubrane, bądź przebrane w atrybuty władzy (Skóry, pejcze, czapki policyjne itd.). Nie ma sensu temu zaprzeczać.
                        Moja obserwacja jest taka, że kobiety odbierają seksualność mężczyzn jako próbę narzucenia im swojej woli, stąd seksualność gdzie mężczyzna jest biernym obiektem seksualnym może im odpowiadać. Jest to satysfakcjonujące obserwowanie męskiego upokorzenia i do tego się de facto sprowadza.
                        • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:35
                          Przepraszam - niewolnik czy niewolnica nie są nadzy, ale na twarz często mają nałożoną maskę. To jest odebranie twarzy. Twarz jest symbolicznym przedstawieniem człowieczeństwa, zatem maska symbolizuje odhumanizowanie istoty ludzkiej, odebranie jej prawa o samostanowieniu.
                          • mojemail3 Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:38
                            sabat.77 napisał:

                            > Przepraszam - niewolnik czy niewolnica nie są nadzy, ale na twarz często mają n
                            > ałożoną maskę. To jest odebranie twarzy. Twarz jest symbolicznym przedstawienie
                            > m człowieczeństwa, zatem maska symbolizuje odhumanizowanie istoty ludzkiej, ode
                            > branie jej prawa o samostanowieniu.

                            No, ciekawa interpretacja...Odebranie twarzy. Jeszcze lepsze odebranie głosu, panny z ekranu też nie gadają i nie czepiają się jak te przebrzydłe żony ;-)
                        • rekreativa Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:52
                          " Moja obserwacja jest taka, że kobiety odbierają seksualność mężczyzn jako próbę
                          > narzucenia im swojej woli, stąd seksualność gdzie mężczyzna jest biernym obiek
                          > tem seksualnym może im odpowiadać. Jest to satysfakcjonujące obserwowanie męski
                          > ego upokorzenia i do tego się de facto sprowadza."


                          Dla mnie dominacja to postawa (objawiająca się w słowach, gestach itp.), a nie pozycja seksualna. Oczywiście prędzej postawy dominacyjne można wyrazić , gdy jest się stroną penetrującą - bo w takiej pozycji po prostu łatwiej kogoś fizycznie opanować, ale strona penetrowana też może być dominująca (jeśli zwiążę faceta, tak że nie ma możliwości ruchu i zacznę go ujeżdżać tak, jak mi się podoba - to przecież nie on jest tutaj stroną dominującą - dominuje ten, kto ma kontrolę nad rozwojem sytuacji).
                          Aczkolwiek zgadzam się, że część kobiet może postrzegać seksualność męską jako zagrożenie - tak dla własnego ciała (unieruchomienie, ustawienie w pozycji, gdzie trudno w razie czego przejąć inicjatywę) jak psychiki ( kontrola).
                          O tyle nie zgadzam się, że oglądanie seksu męsko-męskiego to przyjemność płynąca z widoku upokorzenia.
                          Osobiście zaczęłam oglądać gejowskie porno, żeby mieć wytchnienie od sytuacji kojarzących się z upokarzaniem - ten męsko-męski seks jakiś mi się zawsze jawił bardzo równorzędny.
                        • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 19:20
                          sabat.77 napisał:
                          > Moja obserwacja jest taka, że kobiety odbierają seksualność mężczyzn jako próbę
                          > narzucenia im swojej woli, stąd seksualność gdzie mężczyzna jest biernym obiek
                          > tem seksualnym może im odpowiadać. Jest to satysfakcjonujące obserwowanie męski
                          > ego upokorzenia i do tego się de facto sprowadza.

                          Bzdury, Sabat piszesz i zbyt pochopnie wysuwasz dalekoidace wnioski. Na jakiej podstwie zreszta? Bo ja Ci z doswiadczenia powiem, ze tak wcale byc nie musi.
                    • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 19:17
                      sabat.77 napisał:
                      > Dlatego np. zawsze dziwiłem się facetom angażującym się w BDSM po stronie biern
                      > ej - rozumiem pragnienia seksualne, ale to jest dla nich niesamowicie destrukcy
                      > jne. Wymaga nie tyle odwagi co raczej braku wyobraźni...

                      Sabat a moze to Tobie brakuje wyobrazni. Sprobuj sobie jednak wyobrazic, ze niektorzy potrafia rozdzielac zycie i lozko i sa dosc elastyczni w mysleniu. To zalezy o ludzi i znow co w ich glowach siedzi.
              • sea.sea Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:53
                > Nawet w erotyce niszowej nie ma takich kobiet

                Eee? A.N. Roquelaure czyli pseudonim Anne Rice, 3 części o Śpiącej Królewnie. W każdym Empiku :))

                • rekreativa Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:57
                  O, przeczytam sobie.
                  • sea.sea Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:05
                    Nie pożałujesz, trafiłam na nikogo innego, kto by pisał takie ładne porno - ładne też pod względem językowym :)
                    • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:22
                      sea.sea napisała:

                      > Nie pożałujesz, trafiłam na nikogo innego, kto by pisał takie ładne porno - ład
                      > ne też pod względem językowym :)

                      To i ja przeczytam :) I naprawdę sa tam watki gejowsko-analne w kontekscie kobiet które kreci ogladanie tego? Wow :)

                      A tak swoją droga sabat masz spory odzew kobiet, które w takiej akcji nie widzą "upokorzenia męskości".
                      • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:26
                        twojabogini napisała:

                        > A tak swoją droga sabat masz spory odzew kobiet, które w takiej akcji nie widzą
                        > "upokorzenia męskości".

                        Na tym forum? Wcale mnie to nie dziwi.
                      • sea.sea Re: no nie, nie no 11.06.14, 14:33
                        Nie dam sobie uciąć palca, ale na 99% tak - jest dużo wątków homo i dominacji - zarówno damskiej jak i męskiej, więc dziwne by było gdyby nie - jeśli nie ma, to mi się mogło przyśnić pod wpływem lektury (czytałam jakiś czas temu, a mi w głowie nie zostają zazwyczaj szczegóły fabuły, a raczej jakieś ogólne wrażenia czy pojedyncze sceny), więc z góry przepraszam za ewentualne wprowadzenie w błąd, ale i tak Wam się będzie raczej miło czytało ;)

                        Kiedyś w rozmowie na innym forum całkiem spora reprezentacja dziewczyn przyznała się do oglądania z chęcią gejowskiego porno - co prawda od tego daleka droga do "życzliwej akceptacji" wizji spermy spływającej z twarzy ojca przyszłych wspólnych dzieci, ale zawsze to jakiś początek ;)
                        • orzech69 Re: no nie, nie no 12.06.14, 10:13
                          sea.sea napisała:

                          > Kiedyś w rozmowie na innym forum całkiem spora reprezentacja dziewczyn przyznał
                          > a się do oglądania z chęcią gejowskiego porno -ciach - ale zawsze to jakiś początek ;)
                          Wiele kobiet marzy o gwałcie. Z tym że to są marzenia których nie chcą zrealizować.
                          • rekreativa Re: no nie, nie no 12.06.14, 13:27
                            " Wiele kobiet marzy o gwałcie."

                            Nie o gwałcie, tylko o niby-gwałcie. W końcu w fantazji ten "gwałciciel" to jakieś niezłe ciacho, które niby coś tam przymusza, ale w gruncie rzeczy to się ten cały "gwałt" kończy wielkim orgazmem.
                            a nie wybitymi zębami, rozerwaną pochwą i zespołem stresu pourazowego. ..
                            • orzech69 Re: no nie, nie no 12.06.14, 13:41
                              rekreativa napisała:

                              > " Wiele kobiet marzy o gwałcie."
                              >
                              > Nie o gwałcie, tylko o niby-gwałcie. W końcu w fantazji ten "gwałciciel" to jak
                              > ieś niezłe ciacho, które niby coś tam przymusza, ale w gruncie rzeczy to się te
                              > n cały "gwałt" kończy wielkim orgazmem.
                              > a nie wybitymi zębami, rozerwaną pochwą i zespołem stresu pourazowego. ..
                              Napisałem to samo tylko innymi słowami.
                              Pytanie jest fantazje o pedałach są również niby-fantazjami które nigdy maja się nie zrealizować.
                              • rekreativa Re: no nie, nie no 12.06.14, 13:47
                                "Pytanie jest fantazje o pedałach są również niby-fantazjami które nigdy maja si
                                > ę nie zrealizować."

                                No i nikt nie twierdzi, że mają.
                                Pytanie było sabata gdybające - jak nam się wydaje, gdyby jednak się zdarzyło w realu, to co.
                                No to gdybamy.
                            • urquhart Re: no nie, nie no 12.06.14, 14:06
                              Podobne faceci marzą o dzieciach...

                              Bez upierdliwych negatywnych ograniczeń :-)
                              • orzech69 Re: no nie, nie no 13.06.14, 08:03
                                urquhart napisał:

                                > Podobne faceci marzą o dzieciach...
                                >
                                > Bez upierdliwych negatywnych ograniczeń :-)
                                Dobre spodobało mi się.
                                Trzeba tylko teraz to kobieta uświadomić ;)
        • hello-kitty2 Re: no nie, nie no 12.06.14, 09:52
          rekreativa napisała:

          > Jeśli ktoś do mnie przyjdzie i zobaczy bałagan, to nie mężowi zwróci uwagę, tyl
          > ko mi: ale tu masz nabałaganione.
          > Ja mam nabałaganione, rozumiesz...

          'Maz mi nabalaganil!' ;-)

          Ale takie pytanie to dostaniesz tylko od kobiety, bo mezczyzna to przeciez nawet nie zauwazy, a jak zauwazy to nie zwroci uwagi, bo co go to? ;) Wiec kobiety robia to sobie same nawzajem. Mnie (moje balaganiarstwo) tez po rodzinie obgadywala tylko eks tesciowa = kobieta. Zaden mezczyzna w tym eks maz nie twierdzil, ze mam balagan, wiec? A u mnie teraz to tego w ogole nie ma, bo jest calkowita wolnosc i jakby ktos komus zwrocil tak uwage to by zostal wysmiany po prostu. Moze tez wysmiewaj i juz.
          • kutuzow Re: no nie, nie no 12.06.14, 09:59
            hello-kitty2 napisała:
            > Ale takie pytanie to dostaniesz tylko od kobiety, bo mezczyzna to przeciez nawe
            > t nie zauwazy, a jak zauwazy to nie zwroci uwagi, bo co go to? ;) Wiec kobiety
            > robia to sobie same nawzajem. Mnie (moje balaganiarstwo) tez po rodzinie obgady
            > wala tylko eks tesciowa = kobieta. Zaden mezczyzna w tym eks maz nie twierdzil,
            > ze mam balagan, wiec? A u mnie teraz to tego w ogole nie ma, bo jest calkowita
            > wolnosc i jakby ktos komus zwrocil tak uwage to by zostal wysmiany po prostu.
            > Moze tez wysmiewaj i juz.

            Dokładnie!
          • kag73 Re: no nie, nie no 12.06.14, 10:03
            hello-kitty2 napisała:
            > Ale takie pytanie to dostaniesz tylko od kobiety, bo mezczyzna to przeciez nawe
            > t nie zauwazy, a jak zauwazy to nie zwroci uwagi, bo co go to? ;) Wiec kobiety
            > robia to sobie same nawzajem. Mnie (moje balaganiarstwo) tez po rodzinie obgady
            > wala tylko eks tesciowa = kobieta. Zaden mezczyzna w tym eks maz nie twierdzil,
            > ze mam balagan, wiec? A u mnie teraz to tego w ogole nie ma, bo jest calkowita
            > wolnosc i jakby ktos komus zwrocil tak uwage to by zostal wysmiany po prostu.
            > Moze tez wysmiewaj i juz.

            Kitty, mylisz sie. Sama pamietam Twoja opinie na temat balaganu Holendrek, w ich domach. To kwestia mentalnosci jest. I mezczyzni mysla bardzo czesto tak samo. Zoragnizowalam kiedys dwom Polakom prace na tzw. zachodzie w domu prywatnym. Po powrocie opowiadali, ze "takiego syfu w kuchni to jeszcze nie widzieli". Oczywiscie oni sa z tych niesprzatajacych, u nich w domu syfu nie ma, bo sprzata sie samo;) A inny, to juz w Polsce, mi opowiadal, ze wchodzi do lazienki a tam taki balagan, rzeczy porozwalane, szuka kibla, bo go nigdzie nie widac. A moj wlasny ojcec jak byl u kogos i podloga byla brudna i stol nie starty to tam nic nie przelknal, ani herbaty sie napic nie mogl;)
            To jest ten plus na Zachodzie, maja gdzies co sobie pomyslisz albo powiesz albo nie wpuszcza Cie do domu jak maja balagan, albo nawet jak nie maja balaganu, tez cie nie wpuszcza, to wszystko.
            • kutuzow Re: no nie, nie no 12.06.14, 10:28
              kag73 napisała:
              > Po powrocie opowiadali, ze "takiego syfu w kuchni to jeszcze nie widzieli".
              Co nie zmienia faktu, że raczej tego nie komentowali na głos do właścicielki mieszkania :-)

              > To jest ten plus na Zachodzie, maja gdzies co sobie pomyslisz albo powiesz albo
              > nie wpuszcza Cie do domu jak maja balagan, albo nawet jak nie maja balaganu, t
              > ez cie nie wpuszcza, to wszystko.

              Widzisz, bo na zachodzie kobiety nie RYWALIZUJĄ między sobą o tytuł "Gospodyni Roku". Mają inne pola rywalizacji miedzy sobą. W Polsce nadal jesteśmy na etapie, gdzie statystyczna kobieta nie robi kariery (bo woli dzieci i dom), nie ma zainteresowań (poza dziećmi) więc zostają jej DWIE płaszczyzny rywalizacji z innymi kobietami: DOM i DZIECKO.
              Dom musi lśnić i być ładnie urządzony. Dziecko musi być najinteligentniejsze w całym bloku.

              Dokładnie taką samą rywalizację widać u wielu mężczyzn w Polsce na polu SAMOCHÓD. To nie jest narzędzie do przemieszczania się (jak np. we Włoszech). Tutaj to jest symbol mojego statusu. Musi być wymyty, nabłyszczony, każda rysa to tragedia itp. W obu przypadkach to nic innego jak leczenie kompleksów i rywalizacja.
              • kag73 Re: no nie, nie no 12.06.14, 10:39
                kutuzow napisał:
                > Co nie zmienia faktu, że raczej tego nie komentowali na głos do właścicielki mi
                > eszkania :-)
                Bariera jezykowa, moj drogi:) Do tego nie wszystkie kobiety/mezczyzni komentuja, ale wiekszosc sobie mysli "ale syf".

                > > Widzisz, bo na zachodzie kobiety nie RYWALIZUJĄ między sobą o tytuł "Gospodyni
                > Roku". Mają inne pola rywalizacji miedzy sobą. W Polsce nadal jesteśmy na etapi
                > e, gdzie statystyczna kobieta nie robi kariery (bo woli dzieci i dom), nie ma z
                > ainteresowań (poza dziećmi) więc zostają jej DWIE płaszczyzny rywalizacji z inn
                > ymi kobietami: DOM i DZIECKO.

                Nie prawda, rowniez w Niemczech, w Anglii kobiety zajmuja sie dziecmi, nie zawsze pracuja zawodowo, w Anglii to juz w ogole zyja z socjalki. Po prostu nikt im nie nawkrecal, ze celem zycia kobiety jest sprzatanie, bo co powiedza sasiedzi i goscie. Tak jak jest to w Polsce. Do niedawna bylo tez w Polsce tak, ze ludzie wpadaja do ciebie bez zapowiedzi a tu syf. Gdzie indziej nie idziesz bez uprzedzenia, albo licz sie z tym, ze cie do chalupy nie wpuszcza.
                I tez sa programy o gospodyniach domowych o sprzataniach otd, to wszystko przychodzi z zachou albo z Ameryki.

                > Dokładnie taką samą rywalizację widać u wielu mężczyzn w Polsce na polu SAMOCHÓ
                > D. To nie jest narzędzie do przemieszczania się (jak np. we Włoszech). Tutaj to
                > jest symbol mojego statusu. Musi być wymyty, nabłyszczony, każda rysa to trag
                > edia itp. W obu przypadkach to nic innego jak leczenie kompleksów i rywalizacja.
                Taka juz ludzie maja tendencje, ze nie chca byc gorsi i miec mniej od sasiada.
                W Polsce to wszystko jest dosc nowe, rowniez fetysz markowych ciuchow i epatowanie nimi. Gdzie indziej ludziom juz to zwisa, bo dla nich to takie bardziej normalne, marka owszem, ze wzgledu na jakosc a nie zeby pokazac co mam.
                > .
            • hello-kitty2 Re: no nie, nie no 12.06.14, 10:34
              kag73 napisała:

              > Kitty, mylisz sie. Sama pamietam Twoja opinie na temat balaganu Holendrek, w ic
              > h domach. To kwestia mentalnosci jest. I mezczyzni mysla bardzo czesto tak samo
              > . Zoragnizowalam kiedys dwom Polakom prace na tzw. zachodzie w domu prywatnym.
              > Po powrocie opowiadali, ze "takiego syfu w kuchni to jeszcze nie widzieli". Ocz
              > ywiscie oni sa z tych niesprzatajacych, u nich w domu syfu nie ma, bo sprzata s
              > ie samo;) A inny, to juz w Polsce, mi opowiadal, ze wchodzi do lazienki a tam t
              > aki balagan, rzeczy porozwalane, szuka kibla, bo go nigdzie nie widac. A moj wl
              > asny ojcec jak byl u kogos i podloga byla brudna i stol nie starty to tam nic n
              > ie przelknal, ani herbaty sie napic nie mogl;)
              > To jest ten plus na Zachodzie, maja gdzies co sobie pomyslisz albo powiesz albo
              > nie wpuszcza Cie do domu jak maja balagan, albo nawet jak nie maja balaganu, t
              > ez cie nie wpuszcza, to wszystko.

              Kag Ty mylisz w moich wypowiedziach odnosnie balaganu - porzadku dwie rzeczy:
              1. zwracanie uwagi (slowne, zachowaniem)
              2. swiadomosc balaganu.

              Ad. 2. Tak, ja widze ich balaganiarstwo tak jak swoje, trudno nie zauwazyc i o tym mowie, jak o wszystkim, tak jak jest, bez sciemniania.
              Ad. 1. Niedy bym nie zwrocila nikomu uwagi, ze ma brudno, bo uwazam, ze zwracanie uwagi jest proba wplyniecia na czyjas postawe, do ktorego to wplywania nie mam prawa.

              W dwoch sprawach sie zgadzam:
              1. U nas to kwestia mentalnosci,
              2. Na zachodzie leja na to, co kto mysli.

              Wiec rozwiazanie jest proste i do przyjecia od zaraz: nie, ze maja u nas nie komantowac (przeciez komentarz jest zazwyczaj prawdziwy) i nie zwracac uwagi TYLKO to my mamy te komentarze zlewac cieplym moczem. Jak bedziemy olewac to przestana komentowac, bo zauwaza, ze nie maja na nas wplywu. I dlatego ja komentuje tu swobodnie, ze Holenderki maja syf czy ja mam, a one na to leja, wiem to i to jest wlasnie sluszna koncepcja ;-))
              • kag73 Re: no nie, nie no 12.06.14, 10:44
                hello-kitty2 napisała:
                > W dwoch sprawach sie zgadzam:
                > 1. U nas to kwestia mentalnosci,
                > 2. Na zachodzie leja na to, co kto mysli.
                >
                > Wiec rozwiazanie jest proste i do przyjecia od zaraz: nie, ze maja u nas nie ko
                > mantowac (przeciez komentarz jest zazwyczaj prawdziwy) i nie zwracac uwagi TYLK
                > O to my mamy te komentarze zlewac cieplym moczem. Jak bedziemy olewac to przest
                > ana komentowac, bo zauwaza, ze nie maja na nas wplywu. I dlatego ja komentuje t
                > u swobodnie, ze Holenderki maja syf czy ja mam, a one na to leja, wiem to i to
                > jest wlasnie sluszna koncepcja ;-))

                Wydaje sie Tobie prosta, ale to jest w ludziach zakorzenione. Nawet jak ktos nie skomentuje to cie obgada za plceami i ty poza tym wiesz dokladnie co ta osoba mysli i to jest ten problem, bo tobie to przeszkadza, nie chesz, zeby tak myslano. To kwestia wychowania i mentalnosci. Ty mieszkasz na Zachodzie wiec problem Ciebie nie dotyczy, mozesz to zlewac.

              • kutuzow Re: no nie, nie no 12.06.14, 10:57
                hello-kitty2 napisała:
                > Wiec rozwiazanie jest proste i do przyjecia od zaraz: nie, ze maja u nas nie ko
                > mantowac (przeciez komentarz jest zazwyczaj prawdziwy) i nie zwracac uwagi TYLK
                > O to my mamy te komentarze zlewac cieplym moczem. Jak bedziemy olewac to przest
                > ana komentowac, bo zauwaza, ze nie maja na nas wplywu. I dlatego ja komentuje t
                > u swobodnie, ze Holenderki maja syf czy ja mam, a one na to leja, wiem to i to
                > jest wlasnie sluszna koncepcja ;-))

                BINGO!
                Bardzo dobre podsumowanie.
                Przetestowałem na sobie i DZIAŁA!.
                Niezależnie czy chodzi o brud w domu, czy o chodzenie do Kościoła w Niedzielę, czy mieszkanie bez ślubu z partnerką, gdy zaczynasz olewać co mówią inni oni z czasem przestają mówić. Jak Kitty napisała, bo zauważą, że nie mają i tak wpływu.
          • rekreativa Re: no nie, nie no 12.06.14, 13:41
            To tylko przykład był , kitty.
            Mi nikt takich uwag nie robi. (bo też nie miałby do czego - ja porządek lubię i mam) A jakby zrobił, to trudno, o nim świadczy, nie o mnie.
            Niemniej wskazuję tylko na pewną prawidłowość - że jak ktoś się przyczepi o bzdety typu nieporządek, brak domowego obiadku, nieoprane dzieci, to przyczepi się pod adresem kobiety. Bo w mentalności tkwi, że obrządzanie domu i bachorków to babska i tylko babska sprawa.
            I masz rację, w tym dosrywaniu sobie wzajem celują inne baby. Chłop albo nie widzi takich bzdetów jak plamka na obrusie, albo chooj go to obchodzi.
    • marek.zak1 Czwarta droga 11.06.14, 11:53
      twojabogini napisała:

      > Czy kobieta ma tylko trzy drogi - niezależność bez mężczyzny, związek-wojna w którym działa stale aktywny front lub podległość i związek w którym jej potrzeby nie mają znaczenia?

      Ma też czwarta, o która walczysz tak zacięcie, dobrać sobie faceta i podporządkować go sobie w łóżku.
      • twojabogini Re: Czwarta droga 11.06.14, 12:25
        marek.zak1 napisał:

        > Ma też czwarta, o która walczysz tak zacięcie, dobrać sobie faceta i podporządk
        > ować go sobie w łóżku

        Nie znoszę podporządkowania, ani mężczyzn ani kobiet. Tak w życiu jak i w łóżku lubię partnerstwo. W łóżku lubię też zabawę, więc fajnie jest czasem eksperymentować i seksualna dominacja jest jedną z fajniejszych zabaw. W życiu nie znoszę podporządkowywania: żon, mężów, dzieci, pracowników, uczniów. Trochę podróżowałam, trochę czytałam - są społeczeństwa zorganizowane inaczej. Oparte na współpracy nie na dominacji. Wiesz jak fajna może być dla dzieciaków szkoła?Wiesz jak fajnie się pracuje w autentycznym zespole (a nie tym co jest nazywane "zespołem" w naszych kochanych rodzimych korpo)?

        Pieprzenie o tym, że takie społeczności cywilizacyjnie stoją niżej jest bzdurą. Nasze społeczeństwo jest tradycyjne, shierarhizowane, tylko sukcesów gospodarczych i cywilizacyjnych brak. Z twojej perspektywy marek to wygląda tak, że albo on dominuje ją, albo ona jego.

        Sądzisz, że nie jest możliwe partnerstwo?
        • marek.zak1 Re: Czwarta droga 11.06.14, 12:41
          twojabogini napisała:

          > marek.zak1 napisał:
          >
          > > Ma też czwarta, o która walczysz tak zacięcie, dobrać sobie faceta i podp
          > orządk
          > > ować go sobie w łóżku
          >
          > Nie znoszę podporządkowania, ani mężczyzn ani kobiet. Tak w życiu jak i w łóżku
          > lubię partnerstwo.

          ,,Partnerstwo" to ulubione słowo silniejszej osoby w związku, żeby tej slabszej nie było przykro. Dla Ciebie ,,partnerstwo" jest wtedy, gdy facet ,,dba o potrzeby kobiety", bo przecież on i tak dojdzie bez problemu.
          Gdybym powiedział mojej zonie, że to ona jest odpowiedzialna za moje dojscie, a jej wina jest, gdy do niego nie dojdzie, (co jest twoja teza a rebours) zaczęłaby tylko mysleć ,,dojdę, czy nie, a może juz, a moze nie" i zniszczyłoby to nasz seks dokumentnie. Podobnie zrzucanie odpowiedzialności na faceta odbiera mu CAŁĄ przyjemność seksu a sam seks zamienia w usługe masażu.
          • twojabogini Re: Czwarta droga 11.06.14, 14:29
            marek.zak1 napisał:

            > ,,Partnerstwo" to ulubione słowo silniejszej osoby w związku, żeby tej slabszej
            > nie było przykro. Dla Ciebie ,,partnerstwo" jest wtedy, gdy facet ,,dba o potr
            > zeby kobiety", bo przecież on i tak dojdzie bez problemu.

            Nie mareczku. Pisałam już wielokrotnie - panowie dochodzą bez problemu, bo panie o to dbają, lub przynajmniej nie przeszkadzają swoimi nic nie znaczącymi potrzebami, poruszeniami i zachowaniami.
            Partnerstwo zaś w łóżku jest wtedy gdy oboje partnerów jest nastawionych na dawanie i branie przyjemności. Ani pan nie obsługuje pani, ani pani pana. Są razem i sprawiają sobie frajdę razem, poznają się, otwierają, poszukują i eksperymentują.
            • marek.zak1 Re: Czwarta droga 11.06.14, 14:38
              twojabogini napisała:

              > marek.zak1 napisał:
              >
              > > ,,Partnerstwo" to ulubione słowo silniejszej osoby w związku, żeby tej sl
              > abszej nie było przykro. Dla Ciebie ,,partnerstwo" jest wtedy, gdy facet ,,dba o
              > potr zeby kobiety", bo przecież on i tak dojdzie bez problemu.
              >
              > Nie mareczku. Pisałam już wielokrotnie - panowie dochodzą bez problemu, bo panie o to dbają, lub przynajmniej nie przeszkadzają swoimi nic nie znaczącymi potrzebami, poruszeniami i zachowaniami.

              Jest różnica miedzy potrzebami, a wymaganiami.

              > Partnerstwo zaś w łóżku jest wtedy gdy oboje partnerów jest nastawionych na dawanie i branie przyjemności. Ani pan nie obsługuje pani, ani pani pana. Są razem i sprawiają sobie frajdę razem, poznają się, otwierają, poszukują i eksperymentują.

              Powtórze: dawanie I branie spontaniczne, a nie wymaganie i egzekwowanie.
              • twojabogini Re: Czwarta droga 11.06.14, 14:54
                marek.zak1 napisał:

                > Jest różnica miedzy potrzebami, a wymaganiami.
                > Powtórze: dawanie I branie spontaniczne, a nie wymaganie i egzekwowanie.

                Teraz to histeryzujesz. Jeśli seksualny partner z którym umówiłam się na monogamię (a tym jest mąż czy żona) spontanicznie nie realizowałby moich potrzeb seksualnych - to oczywiste, że nie byłoby innego wyjścia jak te potrzeby zakomunikować. Zresztą nie wiem jak można spontanicznie realizować czyjeś nie wyrażone potrzeby.
                Skąd pan x ma wiedzieć, żeby swojej żonie poklepać delikatnie i rytmicznie łechtaczkę, gdy ona jest podniecona. Sorki, ale małe szanse, żeby on się tego spontanicznie domyślił :)


                • marek.zak1 Re: Czwarta droga 11.06.14, 15:18
                  twojabogini napisała:
                  > Skąd pan x ma wiedzieć, żeby swojej żonie poklepać delikatnie i rytmicznie łechtaczkę, gdy ona jest podniecona. Sorki, ale małe szanse, żeby on się tego spontanicznie domyślił :)

                  Z literatury :). Wszędzie to tam stoi.
    • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: no nie, nie no 11.06.14, 11:53
      "Czy mężczyźni to są naprawdę jako grupa tacy idioci, którzy potrzebują stałej obsługi, nie są w stanie zaspokoić seksualnie kobiety, a do tego, aby w ogóle jakoś funkcjonować muszą mieć przy sobie przymilną istotę, która będzie ich podziwiać, adorować i udawać głupszą, żeby czuli się lepsi?"

      Znacznie ciekawsza była by szersza próba analizy przypadku twojej znajomej i jej męża - zamiast budowania na tym (czy paru innych zbliżonych) przypadku koszmarnie ogólnej tezy, którą zacytowałem powyżej.
      Zrodzi się z tego co najwyżej kolejna dyskusja lub pseudodyskusja (w zależności od poziomu argumentów) - ale o niczym.
      Będzie jak zwykle - chłop swoje, baba swoje (a dzieci razem mają dwoje :-) ) - no ale każdy ma swoje ulubione hobby, nie tylko zwykłe szare kobiety, nawet boginie ;-)
      No to czekamy z utęsknieniem na kolejne głosy Ligi Kobiet ;-) - na szczęście już jutro Mundial, więc chyba nawet to forum odpocznie trochę od płomiennych dyskusji :-)
      • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 11:56
        zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:

        > No to czekamy z utęsknieniem na kolejne głosy Ligi Kobiet ;-) - na szczęście ju
        > ż jutro Mundial, więc chyba nawet to forum odpocznie trochę od płomiennych dysk
        > usji :-)

        Nie odpocznie, bo ja i tak piszę 50% postów, a mnie piłka nożna zupełnie nie interesuje.
        • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:03
          Ale innych facetów chyba jednak interesuje (choć pewnie nie wszystkich).
          No i może nawet jakieś wyjątki płci pięknej się znajdą co wiedzą co to spalony ;-)
          • prosty_facet Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:35
            zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:

            > Ale innych facetów chyba jednak interesuje (choć pewnie nie wszystkich).
            > No i może nawet jakieś wyjątki płci pięknej się znajdą co wiedzą co to spalony
            > ;-)

            Uważam się za w miarę fajnego a piłka mnie w ogóle nie interesuje.
            No chyba, że moje mniemania o sobie samym są błędne.... :-(
          • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:37
            > No i może nawet jakieś wyjątki płci pięknej się znajdą co wiedzą co to spalony
            > ;-)

            Co wy wszyscy z tymi spalonymi. Pewnie, że wiem co to spalony. To stan mojego kumpla po oglądaniu meczu. Jest też damska wersja - spalona.

            Podczas mundialu jestem takim samym ekspertem jak każdy inny kibic, też wiem lepiej od trenera, kiedy powinien dokonać zmiany i lepiej od sędziego kiedy i jaka kartka powinna pójść oraz czy zawodnik udawał.


            • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:48
              Jak już jesteśmy przy mundialu. Ponieważ jedną z moich mań jest praca kamer, proponuję zwrócić uwagę na ciekawe zjawisko. Przekaz z automatów jest neutralny, kamera obojętnym szklanym wzrokiem ślizga się po publiczności, jednak gdy kamerzysta zaczyna aktywnie kamerować, zaraz w kadrze zobaczymy cycki, tyłek, albo jakąś niezłą lalę. Bywa - w całkiem niezłym zbliżeniu.

              Dostałam kiedyś szału podczas meczu naszych siatkarek. Jakiś kretyn operował - zamiast akcji można było obejrzeć ruch mięśni pośladków i podskakujące cycki (gdy mogła paść piłka meczowa!). Ten debil zrobił z fajnego meczu spektakl erotyczny. Nie wiem czy miał skok testosteronu, czy posuchę, czy widział świat przez pornookulary. Wyobrażałam sobie, że kobieta nakręciłaby takim erotycznym damskim okiem mecz siatkówki męskiej - odsądzono by ją od czci i wiary. I za napalenie i przegapienie dobrych sportowych akcji.

              Dlatego jednak wolę oglądać męską nogę - kamera przez większość czasu idzie za piłką. Jak kamerzysta dowcipny to wyłapuje fajne rzeczy z publiki, z ławki rezerwowych, geniusze łapią takie akcje z boiska, ech.. jak współpraca operatorska idzie dobrze to jest to wszystko jeszcze świetnie migane w powtórkach. Ciekawa więc jestem operatorów - czy skupią się na cyckach, czy na sporcie?
              • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:58
                No tak, przy piłce moglibyśmy w takim wypadki oglądać podrygujące w rytm biegu ptaki. Frustrujące :)
                Wiesz, może niektórzy mężczyźni dobrze czują się, wchodząc w taką rolę nieogolonego, chłepcącego piwo prostaka, co głośno beka, pierdzi i wgapia się w szklane pudło z miną śliniącego się debila rechocąc i komentując to co widzi na ekranie: "dupaaa", "cipaaaa", "cyceeeee".
                Generalnie inteligencja porównywalna z rzodkiewką :D
              • marek.zak1 Sport & sex 11.06.14, 13:04
                twojabogini napisała:
                . Ten debil zrobił z fajnego meczu spektakl erotyczny.

                Sport ogladaja głównie faceci i faceci to lubią. Sex sells.
                Kamerzysta nie jest debilem tylko sam z siebie, ale raczej z polecenia pokazuje to, co chce zobaczyć publika.
                Zobacz mecze tenisistek. Jest to samo. W zblizeniu nogi Szarapowej I jak wyciaga pilke spod majtek.
                A moja zona uwielbia Nadala, Robredoi Djoko I mowi, że ich oglada, bo jej sie podobają.
                • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 13:15
                  marek.zak1 napisał:

                  "Sport ogladaja głównie faceci i faceci to lubią. Sex sells.
                  Kamerzysta nie jest debilem tylko sam z siebie, ale raczej z polecenia pokazuje to, co chce zobaczyć publika(...)"

                  Ale widz nie musi być debilem i tego kupować...
                  • rekreativa Re: Sport & sex 11.06.14, 13:19
                    Ale kupuje, z czego wynika, że debilem jest.
                  • marek.zak1 Re: Sport & sex 11.06.14, 13:20
                    mojemail3 napisała:

                    > marek.zak1 napisał:
                    >
                    > "Sport ogladaja głównie faceci i faceci to lubią. Sex sells.
                    > Kamerzysta nie jest debilem tylko sam z siebie, ale raczej z polecenia pokazuje
                    > to, co chce zobaczyć publika(...)"

                    Ale widz nie musi być debilem i tego kupować...

                    Ogladalnośc w TV jest wazniejsza od Pana Boga. Faceci lubia ogladac ładne, wysportowane dziewczyny. Czy sa idiotami? Moze..
                    • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 13:23
                      marek.zak1 napisał:

                      > Ogladalnośc w TV jest wazniejsza od Pana Boga. Faceci lubia ogladac ładne, wysp
                      > ortowane dziewczyny. Czy sa idiotami? Moze...

                      Jak dla kogo Mareczku ( oglądalność w TV)
                      Na drugie pytanie nie podam szacunków procentowych idiotów, ale mam w tym temacie pewność;-)
                      • marek.zak1 Re: Sport & sex 11.06.14, 14:14
                        mojemail3 napisała:

                        > marek.zak1 napisał:
                        >
                        > > Ogladalnośc w TV jest wazniejsza od Pana Boga. Faceci lubia ogladac ładne
                        > , wysportowane dziewczyny. Czy sa idiotami? Moze...
                        >
                        > Jak dla kogo Mareczku ( oglądalność w TV)

                        Tu nie ma przypadku. Robi się sondaże i okresla sie preferencje widzów. Ogladalność jest najważniejszym celem każdej stacji, gdyż ona generuje przychody z reklam. Ladne dziewczyny maja na to wielki wpływ. Taki swiat.
                        • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 14:17
                          marek.zak1 napisał:

                          "(...)Taki swiat "

                          Ja wiem, ale ja nie muszę się na taki świat godzić.
                          • marek.zak1 Re: Sport & sex 11.06.14, 14:18
                            mojemail3 napisała:

                            > marek.zak1 napisał:
                            >
                            > "(...)Taki swiat "
                            >
                            > Ja wiem, ale ja nie muszę się na taki świat godzić.

                            To, że facetom podobaja sie ładne dziewczyny nie jest najgorszym na tym swiecie :)
                            • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 14:24
                              marek.zak1 napisał:

                              > To, że facetom podobaja sie ładne dziewczyny nie jest najgorszym na tym swiecie
                              > :)

                              Przecież nie o to mi chodziło, tylko o serwowane przez media ogłupienie.
                              • marek.zak1 Re: Sport & sex 11.06.14, 14:40
                                mojemail3 napisała:

                                > marek.zak1 napisał:
                                >
                                > > To, że facetom podobaja sie ładne dziewczyny nie jest najgorszym na tym swiecie
                                > > :)

                                > Przecież nie o to mi chodziło, tylko o serwowane przez media ogłupienie.

                                Alez ja sie zgadzam że ogłupianie ma miejsce, ale nie przez to, że pokazuje sie ładne dziewczyny, jak graja w tenisa/siatkówkę.
                              • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 15:05
                                mojemail3 napisała:

                                >
                                > Przecież nie o to mi chodziło, tylko o serwowane przez media ogłupienie.

                                Mojemail -naprawdę uważasz że sport jest największym zagrożeniem?

                                Może mały cytat w takim razie:
                                „Perfekcyjna pani domu 3” w swoim czasie antenowym dała TVN pozycję wicelidera rynku telewizyjnego. Przed TVN uplasował się Polsat, który w tym czasie emitował filmy fabularne, a jego udział wyniósł 15,25 proc. Z kolei za TVN znalazła się TVP2 („Tomasz Lis na żywo” i filmy fabularne; 10,70 proc.) oraz TVP1 (dokumenty z cyklu „Oglądaj z Andrzejem Fidykiem” oraz seriale fabularne; 8,28 proc.). Taka sama była kolejność stacji w grupie komercyjnej."

                                www.wirtualnemedia.pl/artykul/perfekcyjna-pani-domu-1-2-mln-widzow-11-4-mln-zl-z-reklam
                                Jak widzisz program który dla mnie osobiście jest kwintesencją ogłupiania bije wszystkie inne wyświetlane w tym samym czasie poza filmami fabularnymi.

                                teraz pytanie -jak sądzisz kto ogląda "Perfekcyjną Panią Domu"?
                                • rekreativa Re: Sport & sex 11.06.14, 15:09
                                  "teraz pytanie -jak sądzisz kto ogląda "Perfekcyjną Panią Domu"?"

                                  Ja myślę, że ważniejsze jest pytanie "dlaczego?"
                                  Bo przecież nie dlatego, by się dowiedzieć, że piekarnik można oczyścić sodą z octem (czy jakoś tak :))
                                • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:10
                                  kutuzow napisał:

                                  >Mojemail -naprawdę uważasz że sport jest największym zagrożeniem?

                                  Kutuzowie drogi, nie doczytałeś początku dyskusji, chodziło o kamerowanie podczas meczu podstawionych ( wg mnie) lal. Czy taką podstawioną lalą nie była pani Natalia S. podczas Mistrzostw Europy? No to jest własnie pornografizacja mediów...

                                  • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 15:19
                                    mojemail3 napisała:
                                    > Kutuzowie drogi, nie doczytałeś początku dyskusji, chodziło o kamerowanie podcz
                                    > as meczu podstawionych ( wg mnie) lal. Czy taką podstawioną lalą nie była pani
                                    > Natalia S. podczas Mistrzostw Europy? No to jest własnie pornografizacja mediów

                                    Nie ważne czy była podstawiona czy nie. Ważne że jest zapotrzebowanie na takie "lale".
                                    W poście obok podałem Ci przykłady np. hostess w czasie wyścigów formuły 1.

                                    Zobacz że w czasie meczów koszykówki są występy profesjonalnych zespołów cheerleaderek i one tańczą tak, że taka Natalia S. to się może schować.
                                    Zobacz, że po prostu tam gdzie się da, tam jest dodatkowa "oprawa". w piłce nożnej która technicznie i organizacyjnie tkwi jeszcze w XX wieku organizatorzy łapią się brzytwy kamerując takie Natalie bo nic innego się nie dzieje na boisku.

                                    • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:28
                                      kutuzow napisał:

                                      "(...)Nie ważne czy była podstawiona czy nie. Ważne że jest zapotrzebowanie na takie "lale".
                                      W poście obok podałem Ci przykłady np. hostess w czasie wyścigów formuły 1 (...)"

                                      Nie, nie i jeszcze raz nie. Zapotrzebowanie nie jest odpowiedzią na potrzeby, to jest chęć sprzedania czegoś niekoniecznie potrzebnego...z chęci zysku.
                                      Wpieprzenie paczki chipsów czy pudła czekoladek też nie jest potrzebą.
                                      Nie wiem, dlaczego jesteś tak bezkrytyczny do tego co wciska nam świat.
                                      • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 15:34
                                        mojemail3 napisała:
                                        > Nie, nie i jeszcze raz nie. Zapotrzebowanie nie jest odpowiedzią na potrzeby, t
                                        > o jest chęć sprzedania czegoś niekoniecznie potrzebnego...z chęci zysku.
                                        > Wpieprzenie paczki chipsów czy pudła czekoladek też nie jest potrzebą.
                                        > Nie wiem, dlaczego jesteś tak bezkrytyczny do tego co wciska nam świat.

                                        Widzisz, nie jestem bezkrytyczny. Ja nie oglądam piłki. Nie oglądałem nawet występów naszej reprezentacji na Euro (uważałem że występ będzie zbyt żenujący żeby im kibicować i nawet się nie pomyliłem).

                                        To nie jest tak że oglądanie ładnych kobiet podczas zawodów sportowych jest sztucznie wygenerowaną potrzebą. Zaskocze Cię ale mężczyźni lubią patrzeć na ładne kobiece ciała. Gdy są ciekawie roznegliżowane -tym lepiej. To nie jest jakieś "wciskanie"- to po prostu tak działa.
                                        W drugą stronę działa to tak samo, z tym że my jesteśmy większymi "wzrokowcami". Więc u Was kobiet większą rolę odgrywa "otoczka" -stąd cała rzesza amantów w serialach które mają większą oglądalność niż nawet najpopularniejsze imprezy sportowe!

                                        • marek.zak1 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:39
                                          kutuzow napisał:
                                          >
                                          > Zaskocze Cię ale mężczyźni lubią patrzeć na ładne kobiece ciała. Gdy są ciekawie roznegliżowane -tym lepiej.

                                          Kutuzow. To moze być zbyt duży szok dla naszych koleżanek.
                                          • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:41
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > Kutuzow. To moze być zbyt duży szok dla naszych koleżanek.

                                            A idz Ty stary dziadu jeden...Naprawdę nie mogę czasem uwierzyć,że jesteś w wieku mojego ojca... A tatuś mówił mądrze,że " mężczyzna dojrzewa koło 40 tki, ale niektórym i to się nie udaje"...
                                            • marek.zak1 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:54
                                              mojemail3 napisała:

                                              > marek.zak1 napisał:
                                              >
                                              > > Kutuzow. To moze być zbyt duży szok dla naszych koleżanek.
                                              >
                                              > A idz Ty stary dziadu jeden

                                              Dzieki za merytoryczna odpowiedź.
                                              • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 19:15
                                                marek.zak1 napisał:
                                                >
                                                > Dzieki za merytoryczna odpowiedź.

                                                Alez prosze bardzo...
                                            • hello-kitty2 Re: Sport & sex 13.06.14, 09:12
                                              mojemail3 napisała:

                                              > marek.zak1 napisał:
                                              >
                                              > > Kutuzow. To moze być zbyt duży szok dla naszych koleżanek.
                                              >
                                              > A idz Ty stary dziadu jeden...Naprawdę nie mogę czasem uwierzyć,że jesteś w wie
                                              > ku mojego ojca... A tatuś mówił mądrze,że " mężczyzna dojrzewa koło 40 tki, ale
                                              > niektórym i to się nie udaje"...

                                              Tatus ;-) Mi przez gardlo nawet slowo 'tata' nie przejdzie. Ja tam mialam 'ojca'. Tatus to mi sie kojarzy z dirty talk 'Come to daddy babe' ;) To ile Marek masz lat?
                                              • sabat.77 Re: Sport & sex 13.06.14, 09:29
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > Tatus ;-) Mi przez gardlo nawet slowo 'tata' nie przejdzie. Ja tam mialam 'ojca
                                                > '. Tatus to mi sie kojarzy z dirty talk 'Come to daddy babe' ;) To ile Marek ma
                                                > sz lat?

                                                To znamienne, każdy rycerz Jedi miał "ojca" a nie "tatusia" :)
                                                www.youtube.com/watch?v=Lbjru5CQIW4
                                                Moi chłopcy chyba nie zostaną Jedi, bo przychodzą do mnie i wpatrują się tymi wielkimi, dziecięcymi oczkami - "Tatusiuuuu?"
                                              • kag73 Re: Sport & sex 13.06.14, 09:55
                                                hello-kitty2 napisała:
                                                > Tatus ;-) Mi przez gardlo nawet slowo 'tata' nie przejdzie. Ja tam mialam 'ojca
                                                > '. Tatus to mi sie kojarzy z dirty talk 'Come to daddy babe' ;) To ile Marek ma
                                                > sz lat?
                                                No ale nie mow, ze to taty sie zwracalas per "ojciec"?
                                                • hello-kitty2 Re: Sport & sex 13.06.14, 10:23
                                                  kag73 napisała:

                                                  > hello-kitty2 napisała:
                                                  > > Tatus ;-) Mi przez gardlo nawet slowo 'tata' nie przejdzie. Ja tam mialam
                                                  > 'ojca
                                                  > > '. Tatus to mi sie kojarzy z dirty talk 'Come to daddy babe' ;) To ile Ma
                                                  > rek ma
                                                  > > sz lat?
                                                  > No ale nie mow, ze to taty sie zwracalas per "ojciec"?

                                                  Nie, pewnie, ze nie ale teraz mam 40 lat. Zreszta tak samo nie wyobrazam sobie mowic o matce 'A moja mamusia to powiedziala...' :-) Ale pamietam jak moj kuzyn bedac nastolatkiem mowil juz per 'ojciec', zreszta moja matka zawsze sie tak do mnie zwracala 'Twoj ojciec powiedzial, zebys...', po prostu w rozmowach zawsze byl 'ojciec' i 'matka'. Wg mnie to brzmi dumnie, a 'tatus' to jakis misiu czy ktos, przytulanka jakas, piesek ;-) Moze mam glupie skojarzenia. Smiac mi sie zachcialo. Swiat dziecka to nie swiat doroslego. Ja je rozdzielam. Moze faktycznie taka uroda polskiego - zdrobnienia.
                                                  • mojemail3 Re: Sport & sex 13.06.14, 10:29
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    "(...)Wg mnie to brzmi dumnie, a 'tatus' to jakis misiu czy ktos, przytulanka jakas, piesek ;-) Moze mam glupie skojarzenia. Smiac mi sie zachcialo. Swiat dziecka to nie swiat doroslego. Ja je rozdzielam. Moze faktycznie taka uroda polskiego - zdrobnienia (...)"

                                                    Nie o to chodzi, ja do ojca mówię normalnie " tato" ale jak przytaczałam anegdotkę to pisałam " że tatuś powiedział".
                                                    Przecież wyrwane z kontekstu to może różnie brzmieć i być inaczej zrozumiane...
                                                  • kag73 Re: Sport & sex 13.06.14, 10:41
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    > Nie, pewnie, ze nie ale teraz mam 40 lat. Zreszta tak samo nie wyobrazam sobie
                                                    > mowic o matce 'A moja mamusia to powiedziala...' :-) Ale pamietam jak moj kuzyn
                                                    > bedac nastolatkiem mowil juz per 'ojciec', zreszta moja matka zawsze sie tak d
                                                    > o mnie zwracala 'Twoj ojciec powiedzial, zebys...', po prostu w rozmowach zawsz
                                                    > e byl 'ojciec' i 'matka'. Wg mnie to brzmi dumnie, a 'tatus' to jakis misiu czy
                                                    > ktos, przytulanka jakas, piesek ;-)
                                                    Moze to kwestia umowna, kwestia przyzwyczajenia. Bo ja mialam wlasnie "mamusie" i "tatusia" jako dziecko. I nawet jezeli teraz zwracam sie do mamynajczesciej "mamo", to wiele razy juz sie zlapalam na tym, ze w rozmowach o rodzicach z rodzenstwem, nawet jako dorosli mowilismy/mowimy "mamusia", od kiedy mamy dzieci ewentulanie mowimy o mamie "babcia". Przyklad: brat wpada do domu i pyta: "a mamusia gdzie?", albo rozmawiam z siostra przez telefon i pytam "a mamusia jak sie czuje" i nikogo to nie dziwi, tak nam jakos zostalo.
                                                    No nie wiem czy tutaj cos o dumie mozna mowic.
                                                    Roza(o kwaiatku pisze) pozostaje roza nie wazne jak sie ja nazywa:)
                                              • marek.zak1 Re: Sport & sex 13.06.14, 10:31
                                                hello-kitty2 napisała:

                                                > mojemail3 napisała:
                                                >
                                                > > marek.zak1 napisał:
                                                > >
                                                > > > Kutuzow. To moze być zbyt duży szok dla naszych koleżanek.
                                                > >
                                                > > A idz Ty stary dziadu jeden...Naprawdę nie mogę czasem uwierzyć,że jesteś
                                                > w wieku mojego ojca... A tatuś mówił mądrze,że " mężczyzna dojrzewa koło 40 tk i, ale
                                                > > niektórym i to się nie udaje"...
                                                >
                                                > To ile Marek masz lat?

                                                61. Dla wyjasnienia, juz byłem zupełnie dojrzały jak miałem 19, mieszkalem sam w W-wie, a rodzice pracowali za granicą.Juz około 30-stki miałem troje dzieci.
                                          • kag73 wracajac do twojej kolezanki... 11.06.14, 15:45
                                            Dlaczego udaje orgazmy? Nie rozumiem tego. Facat przekonany, ze nadal jest miodzio skoro zona szczytuje. Nigdy nie udaje orgazmu.
                                            Skoro kolezanka potrafi i kiedys osiagala orgazmy niech bedzie bardziej asertywna i aktywna, niech bierze sprawe w swoje rece. Skoro wie co ja do orgazmu zaprowadzi to ma do tego dazyc i tyle. Jak sie facet chce pakowac i robic tak czy siak, co jej nic nie daje, to zwyczajnie blokuje/mowi "nie, nie, poczekaj, poczekaj, najpierw to i to i to..."(tak zgaduje, bo nie znam jej preferencji) ale tak mniej wiecej, musi stac sie strona biologiczna. Przeciez nie musze byc ulegla milczec, akceptowac, udawac orgazm a potem sie uzalac sama sobie i nad soba.
                                            • twojabogini Re: wracajac do twojej kolezanki... 11.06.14, 16:01
                                              kag73 napisała:

                                              > Dlaczego udaje orgazmy? Nie rozumiem tego. Facat przekonany, ze nadal jest miod
                                              > zio skoro zona szczytuje. Nigdy nie udaje orgazmu.
                                              > Skoro kolezanka potrafi i kiedys osiagala orgazmy niech bedzie bardziej asertyw
                                              > na

                                              Próbowała. To usłyszała, że żądania stawia i spontanicznie nie jest. rany, żebym nie wiedziała jak jej mąż na imię ma i ze psa nie mają, to bym myślała, że to Marek. Kiedyś już coś o tym gadaliśmy - że facet się stara, potem nagle mu się odwiduje i robi się beznadziejnym kochankiem.
                                              I to tak zdaje się było - ona przestała mieć frajdę, bo on przestał jej robić frajdę. A udawała z najgłupszej możliwej przyczyny - sama się z tego śmieje. Przeczytała wywiad z seksuologiem w którym było napisane, że jak będzie udawać, to orgazm sam przyjdzie. Zanim się pokapowała, że zachowanie męża się zmieniło i dlatego jest jej kiepsko - no to już jej głupio było się wycofać z udawania. (Na marginesie - relacjonuję za jej zgodą, może przybędzie nam użytkowniczka, albo czytelniczka :) A mąż do dawnych zachowań wrócić nie chce.
                                              Sądzi że to jego (nieświadoma) zemsta, za to, że ona się domaga równości w związku. Na zasadzie, że jak ona się awanturuje, to zanika bliskość, jak nie ma bliskości - no to seks się robi mechaniczny.
                                              Coś w tym może być - jak ja się z początków awanturowałam i konflikt się przeciągał, to z tą bliskością i czułością było różnie. Ogólnie w fazach konfliktu bywa różnie, tylko teraz wiemy, że nie ma co konfliktów ciągnąc i szybko je kończymy. A przynajmniej się staramy :)

                                              U nich konflikt trwa już długo - ona jest u kresu, on twierdzi, że ona go terroryzuje i ma wciąż nowe żądania, no bo on już i kapie i odkurza i nawet obiad raz w tygodniu robi. Pan psycholog jej na to wszystko mocno zamieszał w głowie - na tyle, że zastanawia się jednak, że może ta sytuacja to jej wina, że powinna rozumieć nierówność między mężczyzna i kobietą i sama zasuwać i zrozumieć męską naturę. Myślę, że niejednej kobiecie przy lekturze, pogrążonej w domaganiu się od męża zaangażowania serce drgnęło.
                                              • marek.zak1 Re: wracajac do twojej kolezanki... 11.06.14, 16:11
                                                twojabogini napisała:
                                                > Próbowała. To usłyszała, że żądania stawia i spontanicznie nie jest. rany, żeby
                                                > m nie wiedziała jak jej mąż na imię ma i ze psa nie mają, to bym myślała, że to Marek.

                                                To nie ja.
                                                >
                                                > U nich konflikt trwa już długo - ona jest u kresu, on twierdzi, że ona go terroryzuje i ma wciąż nowe żądania, no bo on już i kapie i odkurza i nawet obiad raz w tygodniu robi.

                                                Znam ten typ. Duzo żon moich kolegów terroryzuje swoich mężów. Jak im sie to uda tez nie sa zadowolone.
                                                • twojabogini Re: wracajac do twojej kolezanki... 11.06.14, 16:22
                                                  Marku, skoro jesteś taki mądry, to udziel dobrej porady, nie tylko koleżance, bo ja tez chętnie wysłucham, bo i ja najchętniej jednak jeszcze bym męża poterroryzwała, bo w mojej ocenie na mnie spoczywa zbyt duża odpowiedzialność, mimo, że sporo w domu i przy dzieciach robi.

                                                  Czy w takim razie, kobieta powinna:
                                                  1. Sama się wszystkim zająć
                                                  2. Sama się wszystkim zając, a nawet więcej zacząć obsługiwać męża.
                                                  3. Może są jakieś nieznane szerzej metody uświadomienia mężczyźnie, że doba kobiety ma 24 godziny, a dzieci oznaczają szereg nowych i nie zawsze chcianych obowiązków, które wykonać trzeba, w to wchodzi niestety pranie, gotowanie i sprzątanie, nie mówiąc już o organizacji życia domowego oraz zwolnieniach na chore potomki, co wpływa na jakość i wydajność pracy.

                                                  I co ma zrobić kobieta, gdy mąż był niezłym kochankiem ale przestał się starać i zaczął się o nią zaspokajać - załóżmy nawet, ze to z powodu jej ofensywy? Wycofać się do pozycji małżeńskiej jaka zajmowała jej prababcia?Przepisać na męża majątek i pytać się czy wenus to planeta, czy gwiazda, bo jej się myli?





                                                  • marek.zak1 Re: wracajac do twojej kolezanki... 11.06.14, 17:43
                                                    > 1. Sama się wszystkim zająć
                                                    > 2. Sama się wszystkim zając, a nawet więcej zacząć obsługiwać męża.
                                                    > 3. Może są jakieś nieznane szerzej metody uświadomienia mężczyźnie, że doba kobiety ma 24 godziny, a dzieci oznaczają szereg nowych i nie zawsze chcianych obowiązków, które wykonać trzeba, w to wchodzi niestety pranie, gotowanie i sprząt anie, nie mówiąc już o organizacji życia domowego oraz zwolnieniach na chore potomki, co wpływa na jakość i wydajność pracy.

                                                    Nie rozumiem Twoich pytan. Ja wiem, co znaczy wychowanie dzieci i nie wiem, co to ma do rzeczy z tematem. Oboje rodziców powinni w tym współpracować i odpowiednio organizować życie.

                                                    I co ma zrobić kobieta, gdy mąż był niezłym kochankiem ale przestał się starać, i zaczął się o nią zaspokajać - załóżmy nawet, ze to z powodu jej ofensywy?

                                                    Sama napisałeś, że on twierdzi, że żona go terroryzuje. Czy nie tak? To niech po pierwsze terroryzować przestanie.

                                                  • kag73 Re: wracajac do twojej kolezanki... 11.06.14, 19:47
                                                    marek.zak1 napisał:
                                                    > Sama napisałeś, że on twierdzi, że żona go terroryzuje. Czy nie tak? To niech
                                                    > po pierwsze terroryzować przestanie.

                                                    Nasuwa sie ciekawe pytanie: Na czym to terroryzowanie polega i czym jest spowodowane. Gdyby maz z wlasnej woli i bez problemow robil co do niego nalezy nie trzeba by go bylo terroryzowac.
                                                    Niech ona spokojnie usiadzie i zastanowi sie jak wylada u nich z robota domowa, czy rzeczywiscie sa tam jakies fanaberie i jej zachcianki, czy, jak znam zycie, minimum, ktorego i tak jest do diabla i z powrotem.
                                                    Potem moze mezowi przedstawic kto, co i ile robi i co w zwiazku z tym.
                                                    Mnie sie wydaje, ze to zalezy naprawade od ludzi, z niektorymi nie idzie ujechac, bo oni po prostu ida w zaparte, strugaja wariata, nie maja ochoty robic wiecej i beda sie klocic do usranej smierci i robic z siebie ofiary. Jezeli gostek uwaza, ze zona przesadza, ze jej standardy sa za wysokie, pozwolic mu zaproponowac co nie jest jego zdaniem potrzebne, co mozna olac(z uwzglednieniem stereotypow typu: przyjda goscie i sie bedzie nazywalo, ze zona niechluj). I wtedy tym sie dzielic.
                                                    Potem jeszcze nie zapomniec wspomniec, ze przy okazji sypie im sie malzenstwo a przeciez bylo im tak dobrze:))
                                                    Nie mam pojecia dlaczego z niektorymi tak trudno sie dogadac, rozumiem, ze sa leniwi, prawie nikt sprzatac nie chce. Czasem mysle, ze ich kobety sa kapciowate i nie potrafia wyegzekwowac, sa za miekkie, w koncu ulegna, boja sie jakichs konsekwencji, sa niecierpliwe. No nie wiem.
                                                    >
                                                  • kag73 Re: wracajac do twojej kolezanki... 11.06.14, 18:01
                                                    Pierwsze co bym zrobila to przestala udawac orgazmy, to najglupsze co moglo bylo przyjsc jej do glowy. Trudno, jak maz sie zaineteresuje co sie dzieje czemu nagle nie ma orgazmu powiedzialabym wprost i bez orodek: Byles kiedys rewelacyjnym kochankiem, rozkosza bylo byc w Twoich ramionach i mialam orgazmy i bylo mi z Toba cudownie. Niestety zmieniles sie, moje przyjemnosc przestala Cie obchodzic, zarzuciles mi, ze zabijam spontanicznosc. Jestem inna niz Ty, do orgazmu potrzeba mi troche wiecej i kiedys dawales mi wiecej. Zupelnie zakrecona nowa sytuacja zaczelam udawac, bo nic lepszego nie przyszlo mi do glowy. Idiotka, przyznaje, nic nie zrobie, ale tak jest.
                                                    Jak nie zauwazy, trza bedzie mu naswietlic sytuacje.
                                        • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:40
                                          kutuzow napisał:

                                          (...)" Zaskocze Cię ale mężczyźni lubią patrzeć na ładne kobiece ciała. Gdy są ciekawie roznegliżowane -tym lepiej. To nie jest jakieś "wciskanie"- to po prostu tak działa (...)"

                                          Nie zaskoczysz mnie, nawet na ubrane się gapią, przecież to czuję.
                                          Cały szkopuł w tym, co idzie za tym patrzeniem i myśleniem, jak się jest w monogamicznym związku.
                                          • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 15:48
                                            mojemail3 napisała:
                                            > Cały szkopuł w tym, co idzie za tym patrzeniem i myśleniem, jak się jest w mono
                                            > gamicznym związku.

                                            ????
                                            pominę wszystkie rozsądne odpowiedzi (wspominałem o przyczynach wcześniej w postach), postawie na bardziej odległe skojarzenie.

                                            Widzisz to jest tak jak z patrzeniem i podziwianiem przez kobiety super torebki którą kupiła własnie koleżanka z pracy. Powodów praktycznych nie widać. Oglądająca sama jej nie kupi bo co za pomysł mieć identyczną, ale jednak zwraca uwagę na ładne rzeczy.
                                            • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 19:14
                                              kutuzow napisał:
                                              > ????
                                              > pominę wszystkie rozsądne odpowiedzi (wspominałem o przyczynach wcześniej w pos
                                              > tach), postawie na bardziej odległe skojarzenie.
                                              >
                                              > Widzisz to jest tak jak z patrzeniem i podziwianiem przez kobiety super torebki
                                              > którą kupiła własnie koleżanka z pracy. Powodów praktycznych nie widać. Ogląda
                                              > jąca sama jej nie kupi bo co za pomysł mieć identyczną, ale jednak zwraca uwagę
                                              > na ładne rzeczy.

                                              I widzisz, to jest przygnebiajace, porownanie patrzenia i napalania sie na torebki( itp) przez kobiety z patrzeniem i napalaniem sie mezczyzn na kobiety...
                                              Konsumpcyjne podejscie,jak do rzeczy, "zwracanie uwagi na ladne rzeczy" ( j.w.).
                                              • orzech69 Re: Sport & sex 12.06.14, 13:46
                                                mojemail3 napisała:
                                                > I widzisz, to jest przygnebiajace, porownanie patrzenia i napalania sie na tore
                                                > bki( itp) przez kobiety z patrzeniem i napalaniem sie mezczyzn na kobiety...
                                                > Konsumpcyjne podejscie,jak do rzeczy, "zwracanie uwagi na ladne rzeczy" ( j.w.)
                                                Piękno jest w oku patrzącego. Moje oko cieszy ładna kobieta. Czy to źle ?
                                                Oczywiście że nie taki jestem i nikomu krzywdy patrzeniem nie robię....
                                        • twojabogini Re: Sport & sex 11.06.14, 15:47
                                          kutuzow napisał:

                                          > . Więc u Was kobiet większą rolę odgrywa "otoczka" -stąd cała rzesza amantów w
                                          > serialach które mają większą oglądalność niż nawet najpopularniejsze imprezy sp
                                          > ortowe!

                                          Zażywasz przegrywasz. Nie oglądam TV, porno ani seriali - taka higiena mózgu. Ale meczyk chętnie obejrzę ze znajomymi - to co innego - po prostu zabawa, kibicujemy sobie, wrzeszczymy i zachowujemy się trochę jak bydło (ale w przestrzeni prywatnej, więc nikomu tym nie przeszkadzamy). Nie jesteśmy prawdziwymi kibicami, wynik meczy średnio nas interesuje (to znaczy konwencja jest oczywiście taka, że jak nasza drużyna przegra to będziemy załamani, dlatego kibicujemy tym co mają szanse na wygrana a w razie czego zmieniamy stronę) ale bawi nas udawanie kibiców.
                                          Ale jakbym z zaproponowanych w wątku rozrywek miała coś sobie wybrać tak dla siebie - to jestem za gejowskim porno.
                                          Coś mi się wydaje, że twoje tezy dotyczące męskiego zapotrzebowania na oglądanie panów biegających po boisku, z przerwami na cycki/dupy, czy wręcz pań biegających po boisku z uwzględnieniem cycków/dup, czy odrealnionych seriali w których jest otoczka, dotyczą nie tyle kobiet czy mężczyzn, ale doskonale i konsekwentnie ukształtowanych konsumentów.

                                          Jest naturalne, że jak widzę bzykających się ludzi, czy fajną atrakcyjną seksualnie osoba to się popatrzę. I jest naturalne ze zrobi to facet. To odruch. Ale nie jest odruchem konsumowanie tego w telewizji przez parę godzin nieważne dziennie czy tygodniowo. To już jest komercyjne wykorzystanie odruchu i ogłupianie tłumów. Jak tych szczurów co im elektrody do mózgu podłączyli i zaorgazmowały się na smierć.
                                          • orzech69 Re: Sport & sex 12.06.14, 13:53
                                            twojabogini napisała:
                                            Oglądałem mecze NBA na żywo. 4 w nocy, przerwa i aż było miło popatrzeć na występy chilliderek. Nie rozumiem dlaczego uważasz to za cos złego.
                                            Konsumenta wychowuje się inaczej i gołe cycki tutaj nijak nie pasują. To się dokonuje dużo bardziej subtelnie i skutecznie.
                                      • orzech69 Re: Sport & sex 12.06.14, 13:12
                                        mojemail3 napisała:

                                        > kutuzow napisał:
                                        >
                                        > "(...)Nie ważne czy była podstawiona czy nie. Ważne że jest zapotrzebowanie na
                                        > takie "lale".
                                        > W poście obok podałem Ci przykłady np. hostess w czasie wyścigów formuły 1 (...
                                        > )"
                                        >
                                        > Nie, nie i jeszcze raz nie. Zapotrzebowanie nie jest odpowiedzią na potrzeby, t
                                        > o jest chęć sprzedania czegoś niekoniecznie potrzebnego...z chęci zysku.
                                        > Wpieprzenie paczki chipsów czy pudła czekoladek też nie jest potrzebą.
                                        > Nie wiem, dlaczego jesteś tak bezkrytyczny do tego co wciska nam świat.
                                        Ale faceci chcą oglądać kobiety. Młode, ładne, gorące, pełne erotyzmu. Myślisz że dlaczego teledysk Cleo i Donatana odniósł taki sukces ?
                                        • mojemail3 Re: Sport & sex 12.06.14, 13:15
                                          orzech69 napisał:

                                          "(...)Ale faceci chcą oglądać kobiety. Młode, ładne, gorące, pełne erotyzmu. Myślisz że dlaczego teledysk Cleo i Donatana odniósł taki sukces ?"

                                          Ale oglądaj sobie orzeszku ile wlezie, czy ja Ci bronię tej radości?
                                          • orzech69 Re: Sport & sex 12.06.14, 13:55
                                            Czytając twoje posty można dojść do wniosku że uważasz to za coś niestosownego.
                                            • mojemail3 Re: Sport & sex 12.06.14, 13:57
                                              orzech69 napisał:

                                              > Czytając twoje posty można dojść do wniosku że uważasz to za coś niestosownego.

                                              Daj spokój chłopie, w tym off topie wątkowym chodziło o coś innego, mi się już nie chce powtarzać, doczytaj sobie, pa!
                                        • zyg_zyg_zyg Re: Sport & sex 12.06.14, 13:17
                                          > Ale faceci chcą oglądać kobiety. Młode, ładne, gorące, pełne erotyzmu.

                                          Wszędzie? Zawsze? W każdych okolicznościach?
                                          • orzech69 Re: Sport & sex 12.06.14, 13:56
                                            zyg_zyg_zyg napisała:

                                            > > Ale faceci chcą oglądać kobiety. Młode, ładne, gorące, pełne erotyzmu.
                                            >
                                            > Wszędzie? Zawsze? W każdych okolicznościach?
                                            Facet prawie zawsze zauważy kobiece piękno. Są wyjątki ale one są nieliczne.
                                            • mojemail3 Re: Sport & sex 12.06.14, 13:59
                                              orzech69 napisał:


                                              > Facet prawie zawsze zauważy kobiece piękno. Są wyjątki ale one są nieliczne.

                                              I bardzo ślicznie, tylko w tej męsko-damskiej układance czasem brakuje istotnego elementu po męskiej stronie...
                                              • orzech69 Re: Sport & sex 12.06.14, 14:12
                                                mojemail3 napisała:

                                                > orzech69 napisał:
                                                >
                                                >
                                                > > Facet prawie zawsze zauważy kobiece piękno. Są wyjątki ale one są nielicz
                                                > ne.
                                                >
                                                > I bardzo ślicznie, tylko w tej męsko-damskiej układance czasem brakuje istotneg
                                                > o elementu po męskiej stronie...
                                                tzn ?
                                                • mojemail3 Re: Sport & sex 12.06.14, 14:15
                                                  orzech69 napisał:

                                                  > > I bardzo ślicznie, tylko w tej męsko-damskiej układance czasem brakuje is
                                                  > totneg
                                                  > > o elementu po męskiej stronie...
                                                  > tzn ?

                                                  Dam Ci radą, usiądz sobie i mów do siebie jak Kubuś Puchatek " myśl,myśl, myśl"...

                                                  www.youtube.com/watch?v=jG83zU4AtuU
                                                  • orzech69 Re: Sport & sex 12.06.14, 14:18
                                                    myślę cały czas ale jak bym nie myślał w głowie mam:
                                                    "stosuje sie przepisy ustawy z dnia 6 wrzesnia
                                                    2001 r. o dostepie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198, z pózn. zm.),"
                                                    itp. pierdoły.
                                                  • mojemail3 Re: Sport & sex 12.06.14, 14:19
                                                    orzech69 napisał:

                                                    > myślę cały czas ale jak bym nie myślał w głowie mam:
                                                    > "stosuje sie przepisy ustawy z dnia 6 wrzesnia
                                                    > 2001 r. o dostepie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198, z pózn.
                                                    > zm.),"
                                                    > itp. pierdoły.

                                                    Biedaku...
                                                  • orzech69 Re: Sport & sex 12.06.14, 14:28
                                                    mojemail3 napisała:

                                                    > orzech69 napisał:
                                                    >
                                                    > > myślę cały czas ale jak bym nie myślał w głowie mam:
                                                    > > "stosuje sie przepisy ustawy z dnia 6 wrzesnia
                                                    > > 2001 r. o dostepie do informacji publicznej (Dz. U. Nr 112, poz. 1198, z
                                                    > pózn.
                                                    > > zm.),"
                                                    > > itp. pierdoły.
                                                    >
                                                    > Biedaku...
                                                    Dlatego jak mam czas wchodzę tutaj żeby się trochę odtruć.
                                                    Jeden szef do tego powiedział mi kiedyś że jestem "piękny umysł". Po zastanowieniu się nad jego słowami przyznałem mu rację i dlatego wole się dopytać co masz na myśli.
                  • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 14:56
                    mojemail3 napisała:
                    > Ale widz nie musi być debilem i tego kupować...

                    Zarówno kobietom jak i mężczyznom podobają się osoby ładne/seksowne.
                    W sporcie jest ciśnienie na wspomniane tyłki i biusty bo jak wspomniał Marek większość dyscyplin oglądają mężczyźni.

                    Zerknijmy zatem na coś gdzie zdecydowaną przewagę wśród widowni mają kobiety - seriale.
                    Jacy tam są aktorzy? Czy wybrani jak leci, czy może też większość przystojna, wystylizowana itp?
                    Czy to świadczy o tym że kobiety to (analogicznie do facetów) debilki? Czy może to że każdy z nas woli oglądać na ekranie ludzi ładnych niż brzydkich?
                    Wg mnie nie ma co się bulwersować i dorabiać ideologii.

                    • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:01
                      kutuzow napisał:

                      "(...)Zarówno kobietom jak i mężczyznom podobają się osoby ładne/seksowne.
                      W sporcie jest ciśnienie na wspomniane tyłki i biusty bo jak wspomniał Marek większość dyscyplin oglądają mężczyźn(...)"

                      Ależ oczywiście, ależ tak. Ale...czy mówimy o seksownych, wysportowanych, proporcjonalnych ciałach sportowców ( które np.pięknie fotografuje Ewa Bilan-Stoch),na które patrzymy podczas obserwacji dyscyplin sportowych, czy o kamerowaniu lal podczas meczu?
                      No bo to są już dygresje pod durną publiczkę, a lale może podstawione, lansują się....
                      • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 15:15
                        mojemail3 napisała:

                        > Ale...czy mówimy o seksownych, wysportowanych, propo
                        > rcjonalnych ciałach sportowców ( które np.pięknie fotografuje Ewa Bilan-Stoch),
                        > na które patrzymy podczas obserwacji dyscyplin sportowych, czy o kamerowaniu la
                        > l podczas meczu?
                        > No bo to są już dygresje pod durną publiczkę, a lale może podstawione, lansują
                        > się....

                        MojeMail, to nie ma znaczenia.
                        W niektórych dyscyplinach atrakcyjnie prezentują się zawodnicy, w niektórych stosuje się wszelkiego rodzaju "dodatki" które uatrakcyjniają wizualną stronę. Począwszy od hostess linii lotniczych kraju w którym odbywa się wyścig Formuły 1, poprzez cheerleaderki na meczach koszykówki, po laski co to noszą cyferkę z numerem rundy w walkach bokserskich.

                        Co do samych strojów zawodników/zawodniczek.
                        Dobrym przykładem jest kobieca liga bejsbola w USA w czasie WWII (facecji byli na froncie).
                        Nawet przy kusych strojach nie miała na początku zbyt dużej oglądalności.
                        Wyobraź sobie np. siatkarki plazowe które grają w dresach (eliminujemy czynnik "wizualny") -zostaje sama gra. Jak sądzisz czy ludzie byliby zainteresowani kto wygra?

                        Ten sam eksperyment myślowy. Tym razem łyżwiarstwo figurowe.
                        Obdzieramy je z tych wszystkich błyskotek, piór i blichtru. Pary prezentują się w kostiumach jak np. łyżwiarze szybcy. Jak sądzisz czy oglądalność by spadła? Przecież emocje związane z samym tańcem by zostały -tutaj nic by się nie zmieniło.
                        • marek.zak1 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:24
                          kutuzow napisał:

                          > mojemail3 napisała:
                          >
                          > > Ale...czy mówimy o seksownych, wysportowanych, propo
                          > > rcjonalnych ciałach sportowców ( które np.pięknie fotografuje Ewa Bilan-S
                          > toch),
                          > > na które patrzymy podczas obserwacji dyscyplin sportowych, czy o kamerowa
                          > niu la
                          > > l podczas meczu?
                          > > No bo to są już dygresje pod durną publiczkę, a lale może podstawione, lansują się....
                          >
                          > MojeMail, to nie ma znaczenia.
                          > W niektórych dyscyplinach atrakcyjnie prezentują się zawodnicy, w niektórych st
                          > osuje się wszelkiego rodzaju "dodatki" które uatrakcyjniają wizualną stronę.

                          Dokładnie. Czy pokazywanie pieknych dziewczyn tenisistów to pure informacja, czy lansowanie. Komentatorzy Eurosportu (no nie nasi, niestety) wiedzą, ze często pokazywana dziewczyna Andego Murraya to była Miss Szkocji, itp.
                          Ogladalnośc jest wazniejsza w mediach od Pana Boga, sorry, a uroda I długośc spódniczki bohaterki jest ściśle z nia skorelowana.
                          Jak napisałeś, przy robieniu filmów aktorów dobiera się pod katem targetu. Jak sie wydaje miliony szkjoda byłoby je stracić.
                        • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:25
                          kutuzow napisał:

                          > Wyobraź sobie np. siatkarki plazowe które grają w dresach (eliminujemy czynnik
                          > "wizualny") -zostaje sama gra. Jak sądzisz czy ludzie byliby zainteresowani kto
                          > wygra?

                          Nie występują w dresach, bo za ciepło byłoby im w nich...
                          Tak samo spódniczki tenisowe, długie były niewygodne.


                          > Ten sam eksperyment myślowy. Tym razem łyżwiarstwo figurowe.
                          > Obdzieramy je z tych wszystkich błyskotek, piór i blichtru. Pary prezentują się
                          > w kostiumach jak np. łyżwiarze szybcy. Jak sądzisz czy oglądalność by spadła?


                          Tu chodzi o to,żeby się nogi w długie spódnice nie zaplątały, łyżwiarze szybcy mają takie stroje,żeby opór powietrza był mniejszy.

                          Nie przekonasz mnie, takim sposobem myślenia jak Twój dojdziemy do tego,że sportowcy mają występować nago, a strój ma swoje funkcje, estetyczne, praktyczne.

                          No chyba że, chyba że...taki grecki dyskobol ciało natłuszczone oliwą, intrygujące nie przez nagość nawet, ale przez gibkość, proporcje, sprawność, ruch...
                          Ale to już sztuka jest, starożytna...

                          www.google.pl/search?q=dyskobol&authuser=1&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=g1iYU7z5L8WM4gSTtYD4Bg&sqi=2&ved=0CCUQsAQ&biw=1024&bih=677
                          • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 15:44
                            mojemail3 napisała:
                            > Nie występują w dresach, bo za ciepło byłoby im w nich...
                            > Tak samo spódniczki tenisowe, długie były niewygodne.

                            serio? Temperatura jest tutaj najwyższą zmienną?
                            Ciekawe zatem czemu tenisiści nie występują w takich strojach jak siatkarki plażowe -czasami w czasie meczów jest równie ciepło.

                            Co do spódniczek -to czemu nie szorty -tak jak noszą mężczyźni?

                            > Tu chodzi o to,żeby się nogi w długie spódnice nie zaplątały, łyżwiarze szybcy
                            > mają takie stroje,żeby opór powietrza był mniejszy.

                            Łyżwiarze szybcy mają takie stroje bo u nich liczy się TYLKO czas, nie ma punktów za walory "artystyczne". W tańcu na lodzie liczy się wspomniana "otoczka".
                            W tańcach klasycznych długośc spódnicy też nie jest problemem -chodziło mi raczej o te wszystkie cekiny, dekolty, brylantyne itp. To co nie ma wspływu na sam TANIEC.

                            > Nie przekonasz mnie, takim sposobem myślenia jak Twój dojdziemy do tego,że spor
                            > towcy mają występować nago, a strój ma swoje funkcje, estetyczne, praktyczne.

                            Oczywiście że nie. Nie potrafisz tylko dostrzec że atrakcyjny strój to nie tylko roznegliżowane laski do których się przyczepiłaś. Dla kobiety równie atrakcyjny jest wygląd pary z łyżwiarstwa figurowego, co dla faceta widok siatkarki plażowej. obie dyscypliny mogłyby mieć inne prostsze stroje), ale widownia woli tak jak jest teraz.

                    • rekreativa Re: Sport & sex 11.06.14, 15:01
                      Ja się na ten przykład zmieniałam w debilkę, kiedy w starych dobrych czasach piłkarze po meczu ściągali koszulki. Czasem aż żeśmy z siostrą przyklejały nosy do TV, żeby lepiej widzieć :)
                      Lubię oglądać zawody panów we wodzie - pływanie, skoki. Ciekawe dlaczego? :)
                      • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 15:29
                        rekreativa napisała:

                        > Ja się na ten przykład zmieniałam w debilkę, kiedy w starych dobrych czasach pi
                        > łkarze po meczu ściągali koszulki. Czasem aż żeśmy z siostrą przyklejały nosy d
                        > o TV, żeby lepiej widzieć :)
                        > Lubię oglądać zawody panów we wodzie - pływanie, skoki. Ciekawe dlaczego? :)

                        Bo to jest naturalne.
                        Dlatego przeciwstawiam się próbie robienia z tego czegoś wyjątkowo płytkiego i dotyczącego tylko mężczyzn.
                        Skoro "otoczka" nie jest istotna, to czemu np. pary taneczne w tańcu zespołowym noszą tak bogato zdobione stroje.
                        Przecież wszyscy mogliby występować w jednym i takim samym stroju (jak np. karatecy) i wtedy większą uwagę przywiązywałoby się do ich umiejętności tanecznych (wygląd nie odwracałby uwagi od techniki).

                        P.S. Kiedyś oglądałem amerykańską werjsę You Can Dance (która w przeciwieństwie do polskich edycji koncentruje się na uczestnikach i ich umiejętnościach, a nie na sędziach i łzawych historiach). Byłem zachwycony tym co jeden z tancerzy robi ze swoim ciałem w czasie tańca (jak potrafi napinać poszczególne partie mięśni). Dla mnie to była większa sztuka niż oglądanie rzeźby Dawida. Jak rozentuzjazmowany opowiadałem znajomym, to jakoś tak się dziwnie na mnie patrzyli (musiałem dodawać że jestem straight).
                        Sami mozecie ocenic:
                        www.youtube.com/watch?v=w-tGN1yi__E
                        • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 15:33
                          kutuzow napisał:


                          "(...)Skoro "otoczka" nie jest istotna, to czemu np. pary taneczne w tańcu zespołowym noszą tak bogato zdobione stroje (...)"

                          Ponieważ do tańca zwyczajowo zakłada się specjalny strój, a do karate też właściwy strój...
                          Co ma do tego kamerowanie lal na meczu? Dlaczego temat się tak rozmywa???
                          • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 15:55
                            mojemail3 napisała:
                            > Ponieważ do tańca zwyczajowo zakłada się specjalny strój, a do karate też właśc
                            > iwy strój...
                            > Co ma do tego kamerowanie lal na meczu? Dlaczego temat się tak rozmywa???

                            Wspólnym elementem jest próba wykazania Tobie że OTOCZKA jest ważna w każdym sporcie.
                            Uwierz mi, ale NIGDY nie zakładałem do tańca takich strojów jak Panowie z konkursów tańca:
                            portal.dance.pl/system/zdjecia/108.jpg
                            Za to do koszykówki zakładam dokładnie taki sam strój jak profesjonalni gracze (choć taka długośc spodenek przy moim wzroście powoduje ze wyglądam jak kurdupel).
                            To nie jest więc tak że tancerze tańczą tak bo coś takiego jest wygodne. Tańczą w takich strojach na granicy kiczu bo ktoś (kobiety które to oglądają?) to lubią.

                            Karatecy zaś mają w nosie wygląd bo ocenia się ich za TECHNIKĘ, a nie za wygląd. W przeciwieństwie do takiego Wrestlingu, gdzie wygląd jest częścią show.
                          • zyg_zyg_zyg Re: Sport & sex 11.06.14, 17:13
                            > Co ma do tego kamerowanie lal na meczu? Dlaczego temat się tak rozmywa???

                            Kutuzow nie ogląda piłki, ale ja oglądam. Dość wybiórczo wprawdzie - jestem np. fanką Ligii Mistrzów, za to omijam szerokim łukiem wszelkie występy polskich drużyn. No i na tej Lidze Mistrzów nie ma przerywników na cycate lale typu Natalia Siwiec. Dlaczego? Może dlatego, że ludzie, którzy tam przychodzą i którzy to oglądają, skupiają się na grze i nie kupią nic innego? Może dlatego, że w sposób wystarczający jest na co patrzeć na boisku i nie trzeba żenady przykrywać cycami z publiki?
                            • zyg_zyg_zyg Re: Sport & sex 11.06.14, 17:15
                              *Ligi
                            • rekreativa Re: Sport & sex 11.06.14, 17:28
                              No właśnie, pokazywanie ładnych pań i zabawnie ubranych/pomalowanych kibiców to specyfika meczów narodowych - Mistrzostwa Europy, Mundial.
                              I faktycznie - skupienie się na Natalce Siwiec miało na celu odciągnąć uwagę od dramatycznego jak zawsze występu polskiej drużyny. Było to coś na pocieszenie - wprawdzie nasza piłka kopana leży i się podnieść nie może, ale za to jakie mamy pikne dziołchy :)
                              Gdyby Polacy szli jak burza, to by pewnie o Siwiec nikt nie słyszał.
                            • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 18:31
                              zyg_zyg_zyg napisała:
                              > Kutuzow nie ogląda piłki, ale ja oglądam. Dość wybiórczo wprawdzie - jestem np.
                              > fanką Ligii Mistrzów, za to omijam szerokim łukiem wszelkie występy polskich d
                              > rużyn. No i na tej Lidze Mistrzów nie ma przerywników na cycate lale typu Natal
                              > ia Siwiec. Dlaczego? Może dlatego, że ludzie, którzy tam przychodzą i którzy to
                              > oglądają, skupiają się na grze i nie kupią nic innego? Może dlatego, że w spos
                              > ób wystarczający jest na co patrzeć na boisku i nie trzeba żenady przykrywać cy
                              > cami z publiki?

                              Wiesz, jest jeszcze jedno wyjaśnienie. Rozgrywki klubowe nie przyciągają na stadion tyle kobiet co imprezy typu Mistrzostwa Europy, czy Mistrzostwa Świata. Po prostu może nie być kogo pokazywać.

                              Zobacz na taką stronę: euro2012girls.com/ ile przykładów i to posegregowanych krajami.
                              Obstawiam, że po Brazylii będzie równie duzo materiału.


                              Poza tym to raczej nie chodzi o "przykrywanie żenady". Zobacz że praktycznie wszystkie ligi w USA mają super pokazy cheerleaderek. Koszykówka (NBA), futbol amerykański (NFL), hokej (NHL), baseball (MLB). Także to nie jest konieczność przykrywania czegoś kiepskiego, to część wielkiego show.

                              Jak zerkniesz na fotki dziewczyn z tylko jednej drużyny to zauważysz, że Natalia S. była takim zastępstwem dla cheerleaderek własnie.
                              www.youtube.com/watch?v=0-Ic8ajOSlc
                              • zyg_zyg_zyg Re: Sport & sex 12.06.14, 00:52
                                Ty piszesz o USA, gdzie najlepsza partia to kapitan drużyny lub czirliderka, ja piszę o europejskiej Lidze Mistrzów, gdzie czirliderlek nie uświadczysz. Nie sądzę, że to z powodu niedostatku ładnych dziewczyn w Europie...
                                • kutuzow Re: Sport & sex 12.06.14, 10:04
                                  zyg_zyg_zyg napisała:

                                  > Ty piszesz o USA, gdzie najlepsza partia to kapitan drużyny lub czirliderka, ja
                                  > piszę o europejskiej Lidze Mistrzów, gdzie czirliderlek nie uświadczysz. Nie s
                                  > ądzę, że to z powodu niedostatku ładnych dziewczyn w Europie...

                                  Jak już pisałem piłka nożna po prostu jest strasznie stara i skostniała jeśli chodzi zarówno o przepisy, jak i o organizację samych meczy. Sędziowie nie mają wsparcia technicznego nie dlatego że jest ono niedostępne, lecz dlatego że "nie, bo tak" :-)
                                  Zamiast mieć możliwości "podpowiedzi" od sędziego który byłby przed monitorami wideo i widział wszystko w zwolnionym tempie, nadal ważne jest zdanie tylko jednego gościa który często się myli nieumyślnie lub umyślnie (sympatia, drukowanie meczy itp).

                                  Zobacz, że inne dyscypliny nawet w Polsce mają już oprawę w postaci cheerleaderek. Najbardziej znane to zespołu Flex Sopot.
                                  • mojemail3 Re: Sport & sex 12.06.14, 10:18
                                    kutuzow napisał:

                                    "(...)Zobacz, że inne dyscypliny nawet w Polsce mają już oprawę w postaci cheerleaderek. Najbardziej znane to zespołu Flex Sopot (...)"

                                    No i to jest takie durne przenoszenie tradycji i wzorców amerykańskim do naszej kultury. Jak wpieprzanie hamburgerów.
                                    Dlatego np.amerykańskie wyznania protestanckie mnie odrzucają, bo te chóry typu gospel są fajne po 2 piosenkach a potem mam dość...
                                    • kutuzow Re: Sport & sex 12.06.14, 10:31
                                      mojemail3 napisała:

                                      > No i to jest takie durne przenoszenie tradycji i wzorców amerykańskim do naszej
                                      > kultury. Jak wpieprzanie hamburgerów.

                                      Nie no jasne, lepiej się napieprzać sztachetami na weselu bo to taka nasza Polska tradycja niż grać w koszykówkę która jest sportem obcym (przeniesienie tradycji).

                                      Tak samo lepiej gapić się w czasie przerwy pomiędzy kwartami koszykówki w pusty parkiet niż obejrzeć występ cheerleaderek. ew żeby było zgodnie z tradycją to najwyżej powinny być to pokazy zespołu Mazowsze.
                                      • mojemail3 Re: Sport & sex 12.06.14, 10:39
                                        kutuzow napisał:
                                        > Nie no jasne, lepiej się napieprzać sztachetami na weselu bo to taka nasza Pols
                                        > ka tradycja niż grać w koszykówkę która jest sportem obcym (przeniesienie trady
                                        > cji).

                                        A widzisz, na góralskim "metalowym" weselu nie byłeś, to nie wiesz, jakie to emocje etnograficzne;-)


                                        > Tak samo lepiej gapić się w czasie przerwy pomiędzy kwartami koszykówki w pusty
                                        > parkiet niż obejrzeć występ cheerleaderek. ew żeby było zgodnie z tradycją to
                                        > najwyżej powinny być to pokazy zespołu Mazowsze.


                                        A widzisz, jaki świetny pomysł, a jakby tak te "Cheerleaderki" występowały w regionalnych strojach, seksownych gorsecikach i krótkich spódniczkach ludowych ( np.rzeszowskich, śląskich, krakowskich)to wiesz, jakie to byłoby genialne i kultywujące tradycje? Dziwię się,że nikt na to nie wpadł ( poza parodią z Donatanem) a i Unia dałab na taki projekt kasę, jestem pewna;-)
                                        No ale u nas etnografia, kultura ludowa to obciach, trzeba z Hameryki wzorce czerpać...
                                  • zyg_zyg_zyg Re: Sport & sex 12.06.14, 11:46
                                    > Jak już pisałem piłka nożna po prostu jest strasznie stara i skostniała jeśli c
                                    > hodzi zarówno o przepisy, jak i o organizację samych meczy.

                                    No ale jednak miliony facetów się nią jarają i nie potrzebują do tego jarania babek. Albo wręcz wolą się bez nich obchodzić. Nie wiem, jaki sport jeszcze jest tak bardzo "męski" ("niekobiecy"?). Może boks? Chociaż oglądałam ostatnio galę MMA i tam było mnóstwo roznegliżowanych lasek w roli dekoracji. Ale różnica jest może taka, że jak facet chce się ponapierdalać z innym facetem i poprężyć muskuły, to kobieta-widz robi mu dobrze. Ale jak chce ganiać z innymi facetami półtorej godziny za okrągłym przedmiotem próbując wkopać go do jednej siatki i nie dać wkopać do drugiej, to po co mu do tego baba?
                            • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 19:20
                              zyg_zyg_zyg napisała:

                              > Dlaczego? Może dlatego, że ludzie, którzy tam przychodzą i którzy to
                              > oglądają, skupiają się na grze i nie kupią nic innego? Może dlatego, że w spos
                              > ób wystarczający jest na co patrzeć na boisku i nie trzeba żenady przykrywać cy
                              > cami z publiki?

                              O to, to wlasnie ;-)
                        • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 20:31
                          kutuzow napisał:

                          (...)"Byłem zachwycony tym co jeden z tancerzy robi ze swoim ciałem w czasie tańca (jak potrafi napinać poszczególne partie mięśni)"

                          Ok, tancerz świetny, ale...

                          "(...) Dla mnie to była większa sztuka niż oglądanie rzeźby Dawida(...)"

                          tutaj strasznie blużnisz...
                          • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 22:50
                            mojemail3 napisała:
                            >
                            > tutaj strasznie blużnisz...

                            wiesz, to moje zdanie.
                            Wg mnie Will (ten tancerz) wygląda lepiej. Choćby dlatego że gdy stoi to wygląda OK, ale nie robi takiego wrażenia jak wtedy gdy się porusza i napina poszczególne partie mięśni. Wtedy wygląda rewelacyjnie.

                            a David, owszem jest piękny, ale do budowy Willa się nie umywa:
                            freeletics.pl/wp-content/uploads/2014/01/Micha%C5%82-Anio%C5%82-Dawid-1501.jpg
                            • mojemail3 Re: Sport & sex 11.06.14, 23:00
                              kutuzow napisał:
                              > wiesz, to moje zdanie.
                              > Wg mnie Will (ten tancerz) wygląda lepiej. Choćby dlatego że gdy stoi to wygląd
                              > a OK, ale nie robi takiego wrażenia jak wtedy gdy się porusza i napina poszczeg
                              > ólne partie mięśni. Wtedy wygląda rewelacyjnie.


                              Wygląda lepiej, jeszcze jakiś czas, zanim dopadnie Willa ząb czasu a mięśnie zaczną wiotczec, ciało obejmie czule grawitacja...

                              > a David, owszem jest piękny, ale do budowy Willa się nie umywa:
                              > freeletics.pl/wp-content/uploads/2014/01/Micha%C5%82-Anio%C5%82-Dawid-1501.jpg

                              Hmmm, a widziales jakies dzielo Michala Aniola na "zywo" ???
                              Bo na mnie zrobily ogromne wrazenie!
                              Poza tym wymowa, drobny Dawid a pokonal Goliata...
                              • kutuzow Re: Sport & sex 11.06.14, 23:06
                                mojemail3 napisała:
                                > Wygląda lepiej, jeszcze jakiś czas, zanim dopadnie Willa ząb czasu a mięśnie z
                                > aczną wiotczec, ciało obejmie czule grawitacja...

                                no tak, faktycznie z rzeźbą ciężko się "ścigać" w kategorii "wpływ upływu czasu na ciało" :-)

                                > Hmmm, a widziales jakies dzielo Michala Aniola na "zywo" ???
                                > Bo na mnie zrobily ogromne wrazenie!

                                Widziałem, kopię która zastąpiła oryginał, ale uważam że to to samo (wątpię żebym potrafił odróżnić kopie od oryginału). Z dzieł Anioła widziałem także Pietę.

                                > Poza tym wymowa, drobny Dawid, a pokonal Goliata...
                                No tak, bo gdyby ta sama rzeźba nazywała się "młody Brutus" to zupełnie inaczej by się ją oglądało i podziwiało. Tak to ma +20 do wyglądu :-)

              • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: no nie, nie no 11.06.14, 13:28
                Siatkówka to inna sprawa, tu masz praktycznie po każdej akcji powtórkę, zbliżenie itp. - a w wersji damskiej, czyli tej gdzie gra toczy się jednak dłużej i ciut wolniej (faceci znacznie częściej choćby grają krótkie piłki, a asach serwisowych i wbijaniu gwoździ w drugi metr nie wspomnę) to tym bardziej jest co powtarzać.
                Poza tym to chyba teraz nie ma już siatkarek, które nie zrobią makijażu przed meczem - pamiętam kiedyś wywiad z Niemczykiem, jak przed jakimś meczem z Rosjankami kazał wszystkim zawodniczkom zrobić się na bóstwa i jak Rosjanki zobaczyły jak odstają wizualnie już przed meczem to przez 1,5 seta grały cieniutko i mimo, że potem jakoś się zebrały to mecz przegrały równo.
          • jesod Wyjątki jak wątki 11.06.14, 13:00
            zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:
            > No i może nawet jakieś wyjątki płci pięknej się znajdą co wiedzą co to spalony
            > ;-)

            Spalony na boisku czy w życiu? Bo, jeśli na boisku, to... phiiiii... naprawdę, nie ma czym sobie głowy zawracać.
            A jak spalony w życiu, to... też dobrze, bo.... nareszcie święty spokój i koniec dylematów. :)
      • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:34
        zorzyk.gitarzysta.basowy napisał:

        > Znacznie ciekawsza była by szersza próba analizy przypadku twojej znajomej i je
        > j męża - zamiast budowania na tym (czy paru innych zbliżonych) przypadku koszma
        > rnie ogólnej tezy, którą zacytowałem powyżej.

        To nie jest moja teza. Ja nie wierzę w takich mężczyzn. Ja nie chcę! Chcę wierzyć w męskich mężczyzn, mężczyzn - dobrych kochanków, sprawnych intelektualnie, nie obawiających się kobiet i ich seksualności, czy kobiecych zarobków.

        Takie uogólnienia jednak są dokonywane powszechnie - przez autorytety - pana psychologa Pawła, pana wielki autorytet profesora Starowicza, który notorycznie pisze o tym, że ekspansywne kobiety kastrują mężczyzn i im się seksu od równości nie chce i uczy kobiety być kobietami - to jest udawać głupie, żeby nie peszyć mężczyzn. To te autorytety piszą o kobietach sukcesu, których nikt nie zechce, zostaną starymi pannami. Przecież psycholog Paweł korzystając z innych stereotypów lansuje to samo (kobieca ofensywa, kobieca niezdolność do sukcesu, kobiecy sukces jako porażka reprodukcyjna, kastrowanie, kastrowanie, kastrowanie, zacieranie różnic).
        Przecież obraz męskości jaki wystawiają jest straszny. Tak męskość istnieje tylko gdy kobieta zarabia mniej, nie wygłasza mądrych uwag w towarzystwie i potwierdza udawanymi orgazmami, że facet jest ogierem, nawet, gdy ona od lat jedyne orgazmy ma tylko sama ze sobą, albo gdy się jej sąsiadka przyśni.
        • prosty_facet Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:39
          twojabogini napisała:

          > Takie uogólnienia jednak są dokonywane powszechnie - przez autorytety - pana ps
          > ychologa Pawła, pana wielki autorytet profesora Starowicza, który notorycznie p
          > isze o tym, że ekspansywne kobiety kastrują mężczyzn i im się seksu od równości
          > nie chce i uczy kobiety być kobietami - to jest udawać głupie, żeby nie peszyć
          > mężczyzn.

          Weź przestań - kogo Ty tu dajesz za przykład. Starowicz to stary zesklerociały zbereźnik tkwiący mentalnie w epoce kolonializmu. Ktoś go w ogóle jeszcze słucha? 30 lat temu to może i był autorytetem, ale nie umiał się przystosować do zmian.
          • twojabogini Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:56
            prosty_facet napisał:

            > Weź przestań - kogo Ty tu dajesz za przykład. Starowicz to stary zesklerociały
            > zbereźnik tkwiący mentalnie w epoce kolonializmu.

            Przeczytałam jego autobiografię i zaczęłam mu współczuć. Napisał bez żenady, że na przyjęciach mniej atrakcyjnym lub pulchnym kobietom, które zwierzają mu się, że chciałyby uprawiać seks tantryczny mówi, że to wymaga wygimnastykowania. Albo burak - albo niedoedukowany i mu się tantra z kamasutrą myli...

            Okej, Starowicz schodzi do lamusa. Ale zastępują go rzesze kolejnych specjalistów, uznanych terapeutów, zapraszanych do gazet, piszących książki - kloników w rodzaju psychoterapety Pawła. Kiedyś żeby zostać autorytetem trzeba było chociaż jakaś praktykę mieć, tytuł profesorski, a teraz taka oto rekomendacja przy artykule: ani słowa o wykształceniu, współautor jednej publikacji, jak wynika z notki - czyny zawodowo - no to mi sukces!
            I ten facet śmie mówić pulicznie z mocą autorytetu, że kobiety nie mają pędu do kariery, a jak ją zrobią mimo to - to staną się aseksualne i że mieszkanie jest przedłużeniem ich ciała.


            • jesod Do lamusa 11.06.14, 13:04
              twojabogini napisała:
              > Okej, Starowicz schodzi do lamusa.

              Nie zapominaj, że to droga nas wszystkich. Twoja też. :)
            • jesod Kobiety nie mają pędu 11.06.14, 13:29
              twojabogini napisała:
              > I ten facet śmie mówić pulicznie z mocą autorytetu, że kobiety nie mają pędu do
              > kariery, a jak ją zrobią mimo to - to staną się aseksualne i że mieszkanie jes
              > t przedłużeniem ich ciała.

              Ja nigdy nie miałam i nadal nie mam pędu do kariery. Chyba coś ze mną nie tak...? :)
              Natomiast mieszkanie to mój azyl, ale nigdy ciało.

            • zyg_zyg_zyg Re: no nie, nie no 11.06.14, 16:58
              Ale zastępują go rzesze kolejnych specjalist
              > ów, uznanych terapeutów, zapraszanych do gazet, piszących książki - kloników w
              > rodzaju psychoterapety Pawła. Kiedyś żeby zostać autorytetem trzeba było chocia
              > ż jakaś praktykę mieć, tytuł profesorski, a teraz taka oto rekomendacja przy ar
              > tykule: ani słowa o wykształceniu, współautor jednej publikacji, jak wynika z n
              > otki - czyny zawodowo - no to mi sukces!

              Paweł Droździak swego czasu w rewelacyjny sposób prowadził gazetowe forum eksperckie Bezpieczeństwo Kobiet. Czytałam to forum z ogromną przyjemnością i podziwem dla przenikliwości, trafności diagnoz i psychologicznej wiedzy eksperta, chociaż ten temat bezpośrednio mnie nie dotyczy. Dodatkowymi plusami były jego opanowanie, stanowczość, cierpliwość i poczucie humoru. Mam jego (w 1/2 jego) książkę "Zawsze bezpieczna". Nie przebrnęłam przez omawiany tutaj artykuł, na który natknęłam się wcześniej - znużył mnie sam początek, uznałam czytanie go za stratę czasu. Z urywków, które cytujesz, wynika, że to faktycznie słabe, co napisał. Ale krytykowałabym wypowiedzi i poglądy pana Droździaka, a nie jego samego. Bo ogólnie mam go za mądrego gościa.
    • mojemail3 Re: no nie, nie no 11.06.14, 12:04
      twojabogini napisała:

      (...)"W ten sam deseń jedzie zazwyczaj Starowicz. Jego terapia często polega na tym,aby nauczyć kobietę jak udawać głupszą - i on otwarcie o tym pisze (...)"

      Ponieważ Starowicz usiłuje zastosować swoistą "protezę" czyli zachowywac się tak, jak w wieku XIX, przyjąć pewną pozę bez względu na zmiany społeczno-ekonomiczne.
      Ale zdarzyło mi się wywołać salwy śmiechu na pewnym przyjęciu rodzinnym, gdzie podałam przyklad zachowania zgodnie z kanonem naczelnego seksuologa kraju,brzmiało to tak, pytanie żony do męża: "Misiu, czy Ziemia na pewno kręci się wokół Słońca, czy może odwrotnie "???
    • prosty_facet znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 12:27
      Jak znajdziesz odpowiedzi na pytania, które sama zadałaś to dostaniesz Nobla.

      Ja tam wiem po sobie, że zaangażowanie się w dzieci jest dla faceta bardzo trudne. Pani w przedszkolu pokazywała ćwiczenia logopedyczne w formie zabawy z dziećmi. Super. Ale jak pomyślę, że miałbym ze swoimi coś takiego robić to mnie ciarki przechodzą. Taka natura faceta. Coś, co dla kobiety jest super zabawą i kontaktem z ukochanym dzieckiem, dla faceta jest robieniem z siebie małpy.
      • rekreativa Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 12:42
        "Coś, co dla kobiety jest super zabawą i kon
        > taktem z ukochanym dzieckiem, dla faceta jest robieniem z siebie małpy."

        Oj, założę się, że wiele kobiet w opisanej sytuacji również czuje się jak małpa i również z całego serca miałaby ochotę znaleźć się "daleko stąd".
        • sabat.77 Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 12:45
          ... ale czuje, że "powinna". To jest wypełnianie ról społecznych. Mentalne zaprogramowanie.
          Jestem kobietą, kobieta robi "X". Jestem mężczyzną, mężczyzna robi "Y". Wizja, wizerunek, gęba.
          • twojabogini Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 13:46
            sabat.77 napisał:

            > Jestem kobietą, kobieta robi "X". Jestem mężczyzną, mężczyzna robi "Y". Wizja,
            > wizerunek, gęba.

            Dobra, może w takim razie łatwiej mi nie jest być kobietą, bo odrzuciłam to co powinnam jako kobieta i tego nie robię. Bo mi się nie chce, bo tego nie lubię, bo to nudne. Kiedyś myślałam, że to kobiety są nudne i głupie i uważałam, że to bez sensu, że ja tez mam się stać nudna i głupia. Potem odkryłam, że po prostu kobietom powierza się to co nudne i głupie i na tej podstawie twierdzi się, że są nudne i głupie i lubią co nudne i głupie.

            Vide przykład z logopedą: facet czułby się jak małpa, ale zakłada, że dla żony to będzie świetna zabawa i wyraz więzi z dziećmi.

            Kobieta to oczywiście zrobi - nawet jeśli będzie się czuła jak małpa. Nie dlatego, że jest kobietą, tylko dlatego, że jest normalna i dojrzała i wie, że czasem trzeba zrobić coś co jej nie odpowiada, nie jest fajne - bo jest się na ten przykład rodzicem. a mężczyzna, który sie tego nie podejmie, uzasadniając, że dla zony to naturalne - jest po prostu niedojrzały.
            Bo ja jako kobieta tez bym mogła powiedzieć, że dla mnie robienie z siebie małpy nie jest naturalne, bo mężczyźnie wszystko jedno jak wygląda, a ja jednak od dziecka uczyłam się, że wygląd jest ważny, więc moja kobiecość mi nie pozwala uczestniczyć w czymś tak niekobiecym.

            To mój najnowszy sposób obalania mitów męskości - gdy słyszę, że coś jest niemęskie, znajduję równie przekonujący argument, że jest to także wybitnie niekobiece. Tak się da zrobić ze wszystkim - gotowaniem, prasowaniem, zakupami, myciem głowy dziecku, pilnowaniem lekcji, podawaniem leków. No to mamy dylemat drodzy państwo - bo ani to męskie, ani kobiece, a umyć dziecku dupę i tak trzeba :)

            • prosty_facet Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 14:31
              twojabogini napisała:

              > No to mamy dylemat drodzy
              > państwo - bo ani to męskie, ani kobiece, a umyć dziecku dupę i tak trzeba :)

              Ja myję. Jak będzie trzeba to i małpę z siebie zrobię - mimo wszystko.
              Co do uczuć kobiet - wydaje mi się, że niewiele różnimy się od siebie.
              To, że coś jest dla kobiet "naturalne" chyba rzeczywiście wynika z narzuconych ról.
              Czy z większej odpowiedzialności ? Trudno mi oceniać. Chyba raczej z różnych
              wizji wychowania. Facet powie "jak się nie wywali to się nie nauczy" a matka biega za
              dzieciakiem i go łapie za każdym razem żeby sobie kolanka nie stłukł. Czy to kwestia ról,
              odpowiedzialności czy czegoś tam innego - nie wiem.
              • kag73 Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 20:08
                prosty_facet napisał:
                > Ja myję. Jak będzie trzeba to i małpę z siebie zrobię - mimo wszystko.
                > Co do uczuć kobiet - wydaje mi się, że niewiele różnimy się od siebie.
                > To, że coś jest dla kobiet "naturalne" chyba rzeczywiście wynika z narzuconych
                > ról.
                > Czy z większej odpowiedzialności ? Trudno mi oceniać. Chyba raczej z różnych
                > wizji wychowania. Facet powie "jak się nie wywali to się nie nauczy" a matka bi
                > ega zadzieciakiem i go łapie za każdym razem żeby sobie kolanka nie stłukł. Czy testia ról,
                > odpowiedzialności czy czegoś tam innego - nie wiem.
                >
                No i po to sa potrzebni oboje, bo kazde ma inny sposob i ro jest wazne. Czasem jest odwrotnie kobieta tak a facet inaczej. Ja kobieta, z przezornosci i egoizmu staralam sie unikac "wypadkow", bo co oznaczaloby dla mnie? Jak dzeiciak ryczy i go boli i ma ala, to do kogo z nim/do kogo idzie, kto ma robote albo czasem nocke z glowy? No? Oczywiscie mama.
                I bardzo czesto jest tak, ze facet widzac "aha, wszystko pod kontrola, mama sie zatroszczy" ma swiety spokoj, dziecko w dobrych rekach. Jezeli odpowiedzialnosc mialby tylko on, byl sam, starlaby sie i robil co trzeba. Nie kazdy, ale wielu. Bo wtedy to on sila rzeczy bylby odpowiedzialny.
                Kobiety sa przewidujace, patrza dalekowzrocznie(dalekobieznie), rozwali se glowe i bede musiala z nim do szpitala jechac. Facet pomysli dopiero jak sie stanie, w wiekszosci,bo sa tez inne przypadki.
      • urquhart Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 13:07
        Masz już odpowiedź skąd biorą się faceci wymagający 24 godzinnej obsługi, zatrzymują się na etapie pielęgnowania niezaradności i bycia maskotką dla opiekuńczych instynktów.
        Na marginesie:
        Czy podobne symetrycznie roszczenią że żona nie zajmuje się i nie interesuje podobnie troskliwie obsługa i konserwacją wspólnego samochodu czy komputera nie wydają się głupie i niedorzeczne?

        Polecam opisy doświadczeń na kulturowo plciowonieindokrynowanychdzieciachwkobuicach
        Tylk
        • mojemail3 Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 13:20
          urquhart napisał:

          (...)"Czy podobne symetrycznie roszczenią że żona nie zajmuje się i nie interesuje podobnie troskliwie obsługa i konserwacją wspólnego samochodu czy komputera nie wydają się głupie i niedorzeczne? (...)"

          Wiesz co, daj już spokój naprawdę tym odwracaniem kota ogonem. Jak się jeżdzi jednym autem np. ( bo męża służbowe) to tak samo tankuję, wożę do naprawy,przeglądu,na myjnię, płacę ubezpieczenie etc.
          Moje spostrzeżenie jest takie, mężczyżni to zazwyczaj minimaliści, jak nie muszą, to nie robią nic, jak ich nie przypili,albo jakimś cudem przypadkiem wejdą na wyższy poziom świadomości ;-)
          • kutuzow Przykład z myciem auta 11.06.14, 18:41
            mojemail3 napisała:
            > Wiesz co, daj już spokój naprawdę tym odwracaniem kota ogonem. Jak się jeżdzi j
            > ednym autem np. ( bo męża służbowe) to tak samo tankuję, wożę do naprawy,przegl
            > ądu,na myjnię, płacę ubezpieczenie etc.

            MojeMail, wyobraź sobie, że Twój mąż jest jednym z tych facetów co to co weekend pucują swój samochód. Nie wystarczy myjnia na stacji, oni muszą sami dokładnie. Mycie, woskowanie, polerowanie, odkurzanie środka itp. Dla Ciebie 5 min na myjni automatycznej raz w miesiącu jest "w sam raz". Jednak maż chce żeby to było zrobione wg jego systemu.

            Dopóki bawi się w to sam, to jeszcze pół biedy, od niegroźne dziwactwo. Co gdy jednak w ramach równego podziału obowiązku nagle Tobie przypada co drugi weekend takie kilkugodzinne pucowanie samochodu? Czy pogodziłabyś się z tym i trzymała się jego standardu, czy jednak buntowała i chciała pokazać, że myjnia automatyczna też jest OK?

            Dostrzegasz analogie?
            Nie chodzi bowiem o to czy ktoś pomaga i ile realnie pomaga, tylko o to, kto USTALA STANDARDY co jest do zrobienia.
            • mojemail3 Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 19:23
              kutuzow napisał:

              >Dostrzegasz analogie?
              >Nie chodzi bowiem o to czy ktoś pomaga i ile realnie pomaga, tylko o to, kto USTALA >STANDARDY co jest do zrobienia.

              To sa przejaskrawione sytuacje, jak nie masz szofera ani gosposi to jest raczej nierealne sprostanie takim standardom...Kto tak zyje jak ma dzieci i pracuje???

              No i daj spokoj z tym POMAGANIEM, pomaga sie mamie a nie zonie...
              • kag73 Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 19:30
                mojemail3 napisała:

                > No i daj spokoj z tym POMAGANIEM, pomaga sie mamie a nie zonie..

                Otoz, "pomagam" oznacza to nie moje zadanie, tylko twoje, ale ci pomoge, bo jestem taki mily. Tymczasem nie ma nigdzie napisane, ze gotowanie obiadu i sprzatanie to zadanie/obowiazek zony.
                • kutuzow Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 20:02
                  kag73 napisała:
                  > Otoz, "pomagam" oznacza to nie moje zadanie, tylko twoje, ale ci pomoge, bo jes
                  > tem taki mily.

                  Dokładnie tak! Uważam że robisz coś co niekoniecznie jest do zrobienia, ale się upierasz to Ci pomogę.
                  Jak już nie raz pisałem u nas sprzątamy razem (zasadniczo wtedy gdy uznamy że jest już wystarczający syf).
                  Gdyby moja narzeczona nagle chciała sprzątać regularnie i zaganiała mnie do tego to wtedy własnie odbierałbym to jako POMOC.
                  Bo dla mnie nie byłoby potrzeby sprzątać tak często - analogia do mycia samochodu co weekend.

                  Jak już pisałem kluczowe jest to kto ustala ZAKRES prac i częstotliwość sprzątania, a nie kto jeździ na szmacie.
                  Ja np. moge ustalić że sprzątamy dwa razy na miesiąc. Czyli każdy ma jeden "dyżur" w miesiącu na szmacie. Wtedy nei ma pomagania -tylko jest podział obowiazków
                  • kag73 Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 20:14
                    kutuzow napisał:
                    >
                    > Dokładnie tak! Uważam że robisz coś co niekoniecznie jest do zrobienia, ale się
                    > upierasz to Ci pomogę.
                    > Jak już nie raz pisałem u nas sprzątamy razem (zasadniczo wtedy gdy uznamy że j
                    > est już wystarczający syf).

                    No to macie szczescie, ze razem jednoczesnie jestescie zdania, ze jest syf. A co by bylo gdyby bylo inaczej?
                    Ja mam jednak wrazenie, ze tu sie ludzie o inne rzeczy kloca typu zmywanie, zakupy, obiad, szykowanie kolacji itd. A to juz raczej trudniej robic raz na dwa tygodnie.

                    > Jak już pisałem kluczowe jest to kto ustala ZAKRES prac i częstotliwość sprząta
                    > nia, a nie kto jeździ na szmacie.
                    To tez zaproponowlam co by kolezanka TB zapytala meza co on uwaza za norme, ale i tak jestem pewna, ze o codzienne pierdy chodzi, ktorych sie nie da ominac a od ktorych on sie miga i tyle.
                    • kag73 jeszcze odnosnie zmiany frontu... 11.06.14, 20:21
                      Niech kolezanka Twoja nie ludzi sie, ze bedzie miodzio, seks, superowo jak przejmie wszystko a on bedzie niby samcem. Nadal bedzie "zatyrana", bedzie jeszcze bardziej zatyrana niz jest teraz. Nie bedzie w dobrym humorze a wieczorami bedzie tak padala na pysk, ze o seksie moze zapomniec. Znam taki przypadek. Facet nie robil praktycznie prawie nic w domu, bo przeciez do pracy chodzi. Ona, po daremnych walkach(jak dla mnie cieciowatych), robila wszystko, bo inaczej na noze by musieli isc, jej zdaniem, serio. Kiedys uskarzal mi sie, ze dla niego seks 1x w tygodniu to stanowczo za malo. A ja znam wersje rowniez drugiej strony "jestem tak zmeczona, ze padam, on przychodzi do lozka przed pierwsza w nocy, nawet gdy mam ochote na seks, odechciewa mi sie, jak pomysle, ze musze jutro wstac o 6:30".
                      Nie wiem juz sama zwatpilam czy zdarzaja sie moze faceci, z ktorymi nie mozna ujechac i nie ma na nich sposobu, czy po prostu kobiety nie sa konsekwentne i nie potrafia wyegzekwowac co/jak trzeba.
                    • kutuzow Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 22:57
                      kag73 napisała:
                      > No to macie szczescie, ze razem jednoczesnie jestescie zdania, ze jest syf. A c
                      > o by bylo gdyby bylo inaczej?

                      Widzisz u nas jest podział -każdy ma swoją "specjalność" co woli sprzatać, a druga osoba tego unika.
                      Np. moją specjalnością jest łazienka i mycie okien.
                      Gdyby moja narzeczona doszła do wniosku że wg niej łazienka jest zbyt brudna, to ma do wyboru:
                      a) poczekać aż ja ją umyję
                      b) umyć ja samodzielnie
                      Nie akceptuję bowiem takiego "poszturchiwania" w stylu "zrób to, zrób tamto". Zasada jest prosta, przeszkadza Ci, to sam/sama to zrób lub poczekaj. Stosuje to także w druga stronę. Sam NIGDY nie zwróciłem uwagi, że coś jest do zrobienia. Jeśli mi coś przeszkadza (np. pajęczyna na schodach, albo brudny garnek, to SAM to sprzątam, a nie "instruuje" na zasadzie "zrób to".

                      Gdyby kobiety to stosowały (np. przy praniu, prasowaniu itp) to nie byłoby kłotni -facecji sami by widzieli kiedy trzeba pozmywać/uprać/uprasować. Nie byłoby także narzucania własnego systemu miary i oceny co trzeba zrobić.
                      • kag73 Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 23:10
                        kutuzow napisał:
                        > Gdyby kobiety to stosowały (np. przy praniu, prasowaniu itp) to nie byłoby kłot
                        > ni -facecji sami by widzieli kiedy trzeba pozmywać/uprać/uprasować. Nie byłoby
                        > także narzucania własnego systemu miary i oceny co trzeba zrobić.

                        Mylisz sie, moj drogi, mylisz sie. To wyjatki, Ty jestes przyzwyczajony, bo mieszkales dlugo sam i to wszystko robiles.
                        Jak ja mam pelen zlew brudnych naczyn, a wlasnie mam, a to zadanie mojego meza, nic nie mowie, czasem jednak do czasu, bo jak chce ugotowac a wszystko jest brudne i nie mam w czym, to nie mam zamiaru tego za niego robic a jezeli nie powiem to bede musiala a niby dlaczego skoro to jego zadanie. I czasem on na to wpadnie i zmyje, czasem mu mowie zmyj a czasem nie gotuje, bo nie mam w czym. Wiec nie mow mi, ze wszyscy wiedza sami z siebie kiedy maja co zrobic.
                        To jest roznica czy syf w lazience albo pajeczyna a roznica czy mamy na czym zjesc, bo jesc musimy czesto i gesto:)
                        • kutuzow Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 23:44
                          kag73 napisała:
                          > bo jak chce ugotowac a wszystko jest br
                          > udne i nie mam w czym, to nie mam zamiaru tego za niego robic a jezeli nie powi
                          > em to bede musiala a niby dlaczego skoro to jego zadanie.

                          Kag, rozwiązanie jest proste.
                          Myjesz "awaryjnie" tylko to co potrzebujesz do ugotowania obiadu SOBIE.
                          Mąż nie pozmywał to nie będzie jadł obiadu. Raz, drugi i się nauczy. Zapewniam. Tylko trzeba być konsekwentnym, a z tym kobiety mają problem (często empatia bierze górę).
                          • kag73 Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 23:51
                            kutuzow napisał:

                            > kag73 napisała:
                            > > bo jak chce ugotowac a wszystko jest br
                            > > udne i nie mam w czym, to nie mam zamiaru tego za niego robic a jezeli ni
                            > e powi
                            > > em to bede musiala a niby dlaczego skoro to jego zadanie.
                            >
                            > Kag, rozwiązanie jest proste.
                            > Myjesz "awaryjnie" tylko to co potrzebujesz do ugotowania obiadu SOBIE.
                            > Mąż nie pozmywał to nie będzie jadł obiadu. Raz, drugi i się nauczy. Zapewniam.
                            > Tylko trzeba być konsekwentnym, a z tym kobiety mają problem (często empatia b
                            > ierze górę).
                            Nie boj, nie boj, ja jestem konsekwentna, obiadu u nas nie bylo czesto i gesto, chociaz maz bardzo lubi moje obiady, on po prostu jest lekko roztargniony, nie ma tego pod kontrola i tyle. Nie ma nic przeciwko, zeby mu powiedziec "zmyj", wtedy najczesciej myje, bo sam zapomina, nie mysli o tym, ma zamiar pozniej a pozniej zapomni itp.
                            Z drugiej strony nie ma 100% gwarancji, ze zawsze bedzie obiad, bo naczynia pozmywane, bo czasem mi sie gotowac nie chce i nikt ode mnie nie wymaga, zebym gotowala:)
              • kutuzow Re: Przykład z myciem auta 11.06.14, 19:52
                mojemail3 napisała:

                > To sa przejaskrawione sytuacje, jak nie masz szofera ani gosposi to jest raczej
                > nierealne sprostanie takim standardom...Kto tak zyje jak ma dzieci i pracuje??
                > ?

                MojeMail, to że dla Ciebie mycie auta raz na tydzień to "przejaskrawienie" to nie znaczy że takich facetów nie ma. Sam znam jednego.
                Tak samo w drugą stronę. Dla mnie mycie podłogi częściej niż raz na dwa tygodnie to "przejaskrawienie", a takich kobiet które uważają że trzeba częściej jest całkiem sporo.
                Ja np. nigdy nie pastowałem podłogi -uważam to za taką samą stratę czasu jak Ty pewnie wspomniane woskowanie auta, co nie zmienia faktu że jest spora grupa która zarówno pastuje podłogi jak i woskuje auta.

                Jedyna różnica jest taka że o ile Panowie są samodzielni w swoich wariactwach z autami, to Panie próbują rozciągać swoje wariactwa z porządkami jako "wspólne obowiązki".
          • urquhart Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 12.06.14, 08:58
            To jest wyższy poziom świadomości i dlatego to faceci są autorami wynalazków i postępu :)
            • jesod To jest wyższy poziomom 12.06.14, 10:42
              urquhart napisał:

              > To jest wyższy poziom świadomości i dlatego to faceci są autorami wynalazków i
              > postępu :)

              Fajnie jest siebie samego tak podziwiać, na jakimś tam forum, nie...?
              • mojemail3 Re: To jest wyższy poziomom 12.06.14, 10:43
                jesod napisała:

                > urquhart napisał:
                >
                > > To jest wyższy poziom świadomości i dlatego to faceci są autorami wynalaz
                > ków i
                > > postępu :)
                >
                > Fajnie jest siebie samego tak podziwiać, na jakimś tam forum, nie...?

                Podobno kobiety na tym forum szukają adoracji, to może mężczyzni podziwu???
                • jesod Re: To jest wyższy poziomom 12.06.14, 11:12
                  mojemail3 napisała:
                  > Podobno kobiety na tym forum szukają adoracji, to może mężczyzni podziwu???

                  Nie wiem. Nie pytałam tych... kobiet. Nie będę się również za nie wypowiadać.
                  Jeśli chodzi o mnie nie szukam tu żadnej adoracji. Wystarczy mi w zupełności real.
              • urquhart Re: To jest wyższy poziomom 12.06.14, 11:42
                Ot Kokietka.
                Przecież to dobrze wiesz protekcjonalnie odnoszac sie tu do wszystkich :)
                • jesod Re: To jest wyższy poziomom 12.06.14, 12:52
                  urquhart napisał:
                  > Ot Kokietka
                  Cóż za awans z Samicy Alfa na Kokietkę...
                  Czyżby równowaga, nie podlegającej dyskusji, mądrości męskiej została zachwiana? :)

                  urquhart napisał:
                  > Przecież to dobrze wiesz protekcjonalnie odnoszac sie tu do wszystkich :)

                  Ja protekcjonalnie... ? To tylko wirtualne złudzenie. Myślisz to z bezpośredniością, która jest raczej przywilejem, a czasem przymusem i koniecznością, rozmawiania na forach.
        • twojabogini Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 13:52
          urquhart napisał:

          > Masz już odpowiedź skąd biorą się faceci wymagający 24 godzinnej obsługi, zatrz
          > ymują się na etapie pielęgnowania niezaradności i bycia maskotką dla opiekuńczy
          > ch instynktów.

          Masz rację z tą niezaradnością. No i to lepsze określenie niż moje "debil". Trudno mówić koleżance, że jej mąż zachowuje się jak debil, jeszcze trudniej powiedzieć koledze, że tak się zachowuje. Niezaradność lepiej obrazuje istotę rzeczy, no i jest milsze :)

          Ale masz rację - bo często niezaradność jest tarczą - zakupów nie zrobi, bo się w sklepie gubi, dziecku leków nie poda bo się nie zna, obiadu nie ugotuje, bo nie wie jak to się robi...Mam nadzieję, że to nieprawda i pismaki pokręcili, ale dziś rano zmroziło mnie info na gazecie, że mężczyzna zostawił na wiele godzin swoją córkę na parkingu w pracy i dziecko zmarło w aucie w męczarniach, bo zapomniał zawieźć ją do przedszkola. Mam szczerą nadzieję, że ten człowiek jest po prostu chory psychicznie, a nie że próbował dowieść sobie i żonie swojej niezaradności w opiece nad dzieckiem.
          • rekreativa Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 14:00
            "Mam szczerą nadzieję, że ten człowiek jest
            > po prostu chory psychicznie, a nie że próbował dowieść sobie i żonie swojej nie
            > zaradności w opiece nad dzieckiem. "

            E tam, zaraz "chory psychicznie". Po prostu roztargniony, biedak zapomniał, że jakieś dziecko ma.
            (no bo ewidentnie zapomniał).
          • mojemail3 Re: znajdź odpowiedzi - dostaniesz Noibla 11.06.14, 14:04
            twojabogini napisała:

            "(...)Mam nadzieję, że to nieprawda i pismaki pokręcili, a
            > le dziś rano zmroziło mnie info na gazecie, że mężczyzna zostawił na wiele godz
            > in swoją córkę na parkingu w pracy i dziecko zmarło w aucie w męczarniach, bo z
            > apomniał zawieźć ją do przedszkola(...)"

            Niestety to prawda. Nie wiem, czy to dowodzi choroby psychicznej, na pewno tak zamroczenie świadczy o tym,że dziecko, jest "rzeczą nabytą" przedmiotem, elementem codziennej ukladanki, który należy POSIADAĆ. Bieg do pracy po kasę jest wazniejszy od dzieciaka niestety.
            Podobnie traktuje się partnera, nie jak żywego człowieka z potrzebami, tylko kolejny element życiowej układanki.

            www.gazetaprawna.pl/artykuly/802811,rybnik-ojciec-zapomnial-o-dziecku-3-latka-zmarla-w-zamknietym-samochodzie.html
            • jesod Rzecz nabyta 11.06.14, 14:11
              mojemail3 napisała:
              > na pewno tak
              > zamroczenie świadczy o tym,że dziecko, jest "rzeczą nabytą" przedmiotem, eleme
              > ntem codziennej ukladanki, który należy POSIADAĆ. Bieg do pracy po kasę jest w
              > azniejszy od dzieciaka niestety.

              Nie wiem, o czym to świadczy. Tak szybko bym jednak nie oceniała, nie znając okoliczności sprawy i nie dorabiała do niej legendy wraz z osądem.
              To tragedia.
              Z tego, co wiem ojciec jest w szoku i wylądował w szpitalu psychiatrycznym.
              • mojemail3 Re: Rzecz nabyta 11.06.14, 14:15
                jesod napisała:

                > Nie wiem, o czym to świadczy. Tak szybko bym jednak nie oceniała, nie znając ok
                > oliczności sprawy i nie dorabiała do niej legendy wraz z osądem.
                > To tragedia.
                > Z tego, co wiem ojciec jest w szoku i wylądował w szpitalu psychiatrycznym.

                Słuchaj, ja temu ojcu serdecznie współczuję, ja nie wiem, jak można dalej żyć po takim doświadczeniu. Ale coś w tym jest,że współczesny pracownik idealny,to ma być korporacyjna maszynka co się nie spóżnia, zawsze jest dyspozycyjny itp. Nie wiem, może to skutek stresu, niewyspania, ale...jaki jest sens w umniejszaniu odpowiedzialności? Nasze sądy i tak startują z pozycji domniemanej niewinności, więc szansa na obronę jest...Ja na szczęście nie jestem sędzią...
                • prosty_facet Re: Rzecz nabyta 11.06.14, 14:37
                  mojemail3 napisała:
                  > Ale coś w tym jest,że współczesny pracownik idealny,to m
                  > a być korporacyjna maszynka co się nie spóżnia, zawsze jest dyspozycyjny itp.


                  Wyścig szczurów ....
                  Ja się wypisałem ;-)
                  • mojemail3 Re: Rzecz nabyta 11.06.14, 14:39
                    prosty_facet napisał:

                    > Wyścig szczurów ....
                    > Ja się wypisałem ;-)


                    Gratulacje, ja walczę z wiatrakami;-)
                    • twojabogini Re: Rzecz nabyta 11.06.14, 14:45
                      mojemail3 napisała:

                      > prosty_facet napisał:
                      >
                      > > Wyścig szczurów ....
                      > > Ja się wypisałem ;-)
                      >
                      >
                      > Gratulacje, ja walczę z wiatrakami;-)

                      Ja się zastanawiam nad ponownym włączeniem. Na razie myślę...Ale mam opory.
                • twojabogini Re: Rzecz nabyta 11.06.14, 14:43
                  mojemail3 napisała:

                  > Słuchaj, ja temu ojcu serdecznie współczuję, ja nie wiem, jak można dalej żyć p
                  > o takim doświadczeniu. Ale coś w tym jest,że współczesny pracownik idealny,to m
                  > a być korporacyjna maszynka co się nie spóżnia, zawsze jest dyspozycyjny itp.

                  Współczuję serdecznie ojcu, współczuję serdecznie matce i całej rodzinie. Serdecznie współczuję też dziecku, które zmarło w męczarniach. Wiem, że zdarzają się wypadki. Ale ten - jeśli to prawda, że ojciec zostawił na parkingu dziecko w aucie na wiele godzin i o nim zapomniał i w tym czasie spokojnie pracował, choć miał dziecko zawieźć do przedszkola, świadczy albo o tym, że miał problem z psychiką (uzależnienie, leki, choroba mózgu, coś co otumania), albo zachował się skrajnie nieodpowiedzialnie. Pisze - jeśli to prawda - bo gazety różne rzeczy piszą.

                  Niestety znam jednak z życia wiele przypadków, gdy dochodziło do wypadków - na szczęście mniej groźnych z dziećmi, gdy normalni i wydawałoby się odpowiedzialni mężczyźni wrzucili na luz podczas opieki i wyłączyli mózg, zadowoleni, że zona to jednak przesadza. Tak zrobił mój kolega, który zgubił syna na placu zabaw - bo nie rozumiał, czemu żona nie może czytać materiałów do doktoratu podczas pobytu z dzieckiem na placu, więc żeby jej udowodnić wziął gazetę. Kolega, którego syn nażarł się mąki i cukru (fajnie, ze nic innego nie znalazł), bo udowadniał zonie, że można iść spokojnie do toalety, umyć się i dziecku w tym czasie nic się nie stanie i wcale nie trzeba czekać z tym na powrót męża, tylko można go przywitać domytą i w makijażu.

                  Jak takie wyłączenie mózgu działa po męskiej stronie szczerze opisał gość w jednym z felietonów z zbiorku "Drań na kanapie". Opisuje swój dzień z dziećmi pod nieobecność zony i to jak to się stało, że dzień zakończył na pogotowiu ratunkowym. Oraz to, ze pielęgniarka od razu go "zdemaskowała" odgadując "Co? Dzień taty?" Od znajomej pielęgniarki z dziecięcego słyszałam, że tacy tatusiowie na dyżurach to norma, jeszcze częściej z dzieckiem nie dojeżdża tatuś, tylko mamusia, albo teść/teściowa - bo tatuś jest w szoku. A czasem taki tatuś nie wiezie uszkodzonego dziecka, nikogo nie powiadamia, tylko czeka na powrót zony(to ostatni z przypadków o jakich słyszałam). I słuchajcie - to nie są przypadki z domów patologicznych. Choć tak właśnie brzmią.
            • jesod Rzecz nabyta 11.06.14, 19:29
              mojemail3 napisała:
              > zamroczenie świadczy o tym,że dziecko, jest "rzeczą nabytą" przedmiotem, eleme
              > ntem codziennej ukladanki, który należy POSIADAĆ. Bieg do pracy po kasę jest w
              > azniejszy od dzieciaka niestety.

              We wspomnianej tu kwestii, posiadania dziecka jako rzeczy nabytej, wygląda na to, że nastąpił jednak nieszczęśliwy zbieg okoliczności.
              wiadomosci.onet.pl/slask/smierc-3-letniej-oliwii-rozpacz-w-rybnickich-stodolach/1eg7x
    • loppe Re: no nie, nie no 11.06.14, 16:26
      Ludzie są nieuważni, chodzą jak nieprzytomni. Ten tragiczny przypadek z dzieckiem zostawionym w aucie w pełni to uzmysławia. Uważność jest bardzo ważna. Bo skąd ma się brać empatia w związku, jeśli strony chodzą nieskoncentrowane na tym co teraz trzeba zrobić, jak się zachować? A bez empatii związki są mało udane.
    • wont Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:17
      Jakies dwa miesiace temu rozmawialem z moim przyjacielem o jego zwiazku. Zwiazku, ktory wielokrotnie przedstawialem jako przyklad zwiazku, no moze nie idealnego ale bardzo dobrego. Najlepszego wsrod moich znajomych. Otoz przyjaciel ten moj poskarzyl mi sie, ze mysli o rozwodzie. Fajna zona, dwojka super dzieciakow, zdrowi, pracujacy, z kasa. No zyc, nie umierac. Sytuacja jest bardzo podobna do sytuacji opisanej przez Ciebie, boginko. Pozwol zatem, ze przedstawie, bez zbytniego wchodzenia w szczegoly, relacje z drugiej strony.

      Moj przyjaciel w robocie zapierdala. ZAPIERDALA. Nie - czatuje, flirtuje, smsuje, pisze na forum, czyta internet, tak jak wiekszosc, tak jak ja i Ty. Tylko ZAPIERDALA. Od rana do wieczora. I ma z tego bardzo konkretne pieniadze. Bardzo konkretne. Znaczy nie on je ma, ale rodzina - bo on wszystko laduje w dom i rodzine. Jest bardzo rodzinnym facetem. Jego zona tez pracuje. Probowala robic kariere, nie udalo sie, z roznych wzgledow, takze z powodu wylaczenia z rytmu zawodowego przez dzieci. Ale, to nie byl najwazniejszy powod. Glownym powodem jest to, ze on po prostu jest lepiej wyksztalcony. Jemu sie udalo, jej nie. Ale zadnej tragedii nie ma - ma jego zona prace biurowa, sredni szczebel specjalisty. Pieniadze wyzsze niz srednia krajowa, praca ciekawa - tez jej sie udalo, ale KARIERY nie zrobila.

      No i powiedz mi, bo to tez bylo zarzewiem konfliktu w ich zwiazku - kto powinien brac zwolnienie w pracy, kiedy dziecko zachoruje - on, ktorego praca przynosi 90% dochodow rodziny, czy ona? Ja rozumiem emocje, ambicje i byc moze empatie, ktorej zabraklo mojemu przyjacielowi, no ale kto powinien brac zwolnienia/urlopy na dzieci?

      Piszesz, ze maz Twojej kolezanki tez zapierdala w robocie i nie bierze zwolnien, ze kapie i usypia dzieci, czasem robi kolacje, odkurza i wstawia zmywarke, w sobote bierze udzial w porzadkach, w niedziele gotuje obiad. Moj przyjaciel robi podobnie, poza tym wozi dzieciaki na zajecia sportowe w weekendy, pomaga im w nauce. I czuje sie po prostu niedoceniony. Wykorzystywany tez chyba.
      • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:31
        Przez Twoj post zaczalem sie zastanawiac co ma zrobic ktos, kto zapierdala (Z.A.P.I.E.R.D.A.L.A.) w robocie za jakas najnizsza krajowa :) On to sie musi czuc niedoceniony. Nosz kurde :)
        Dobra, mowie o sobie. Wlasciwie to o klasie robotniczej generalnie, ktora reprezentuje.
        Szczerze - kim jest Twoj kolega z zawodu, ze az tak zapierdala? Bo gwarantuje Ci, ze najwiekszy zapierdol maja ci z najnizszych szczebelkow.
        • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:37
          sabat.77 napisał:

          > Przez Twoj post zaczalem sie zastanawiac co ma zrobic ktos, kto zapierdala (Z.A
          > .P.I.E.R.D.A.L.A.) w robocie za jakas najnizsza krajowa :) On to sie musi czuc
          > niedoceniony. Nosz kurde :)
          > Dobra, mowie o sobie. Wlasciwie to o klasie robotniczej generalnie, ktora repre
          > zentuje.
          > Szczerze - kim jest Twoj kolega z zawodu, ze az tak zapierdala? Bo gwarantuje C
          > i, ze najwiekszy zapierdol maja ci z najnizszych szczebelkow.

          Prawda, prawda. To jest najgorsza opcja, bo ten co zapierdala za dobre pieniadze to chociaz wie po co. Najgorzej jest sie zapracowywac i stracza tylko na zarcie i oplaty.
          • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:51
            Kag, najlepiej przerobic rozne opcje, zeby miec punkt odniesienia. Bo ze zapierdala, to uwaza kazdy :) Tylko potem idziesz do innej roboty i okazuje sie, ze da sie zapierdalac dwa razy bardziej. A najbardziej zatyrani sa nauczyciele, przy smiesznej liczbie godzin zgarniajac fajna pensje. Ale oni w wiekszosci nie znaja innej roboty - i tu jest to co mowie. Jakby dostala jedna z druga przepukliny noszac palety z kapusta, to by sie przekonala co to znaczy zapierdol.
            • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:00
              sabat.77 napisał:

              > Kag, najlepiej przerobic rozne opcje, zeby miec punkt odniesienia. Bo ze zapier
              > dala, to uwaza kazdy :) Tylko potem idziesz do innej roboty i okazuje sie, ze d
              > a sie zapierdalac dwa razy bardziej. A najbardziej zatyrani sa nauczyciele, prz
              > y smiesznej liczbie godzin zgarniajac fajna pensje. Ale oni w wiekszosci nie zn
              > aja innej roboty - i tu jest to co mowie. Jakby dostala jedna z druga przepukli
              > ny noszac palety z kapusta, to by sie przekonala co to znaczy zapierdol.

              Zapierdol moze powodowac wypadki, skaleczenia problemy fizyczne ale moze tez powodowac stresy i problemy psychiczne, tak czy siak odbija sie negatywnie na zdrowiu.
              I nauczyciele czesto tez nie maja latwo, niektorzy maja calkowicie zszarpane nerwy. Roznie to bywa. Znasz to "obys cudze dzieci nianczyl!"?
              • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:11
                Pewnie. A wiesz jak zszarpane nerwy maja prezesi firm? Odpowiedzialnosc kosmiczna. Ale to nie jest zapierdol, tylko obciazenie. To cos innego.
                Najwiekszy zapierdol to praca fizyczna, im jej wiecej, tym ciezszy.
            • rekreativa Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:00
              No Ty to chyba zapierdalasz, ale posty na foro...
              • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:06
                ...ale nigdy z roboty :)
                • wont Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:08
                  1/100 etatu masz??? :)))
                  • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:14
                    Nie, pelny etat. Teraz mam urlop, wiec wiecej pisze. Jak sie dorwe do foro to wale duzo postow, stad to wrazenie.
            • orzech69 Re: no nie, nie no 12.06.14, 14:16
              sabat.77 napisał:

              >A najbardziej zatyrani sa nauczyciele, prz
              > y smiesznej liczbie godzin zgarniajac fajna pensje. Ale oni w wiekszosci nie zn
              > aja innej roboty - i tu jest to co mowie. Jakby dostala jedna z druga przepukli
              > ny noszac palety z kapusta, to by sie przekonala co to znaczy zapierdol.
              Nauczałeś kiedyś kogoś ? Tak się pytam bo łatwo oceniasz i chciałem się dowiedzieć czy masz jakieś doświadczenie jako nauczyciel.
              • rekreativa Re: no nie, nie no 12.06.14, 14:20
                Dobre pytanie.
                Sabata zapraszam do gimnazjum. To pogadamy o lekkiej, łatwej i przyjemnej pracy.
      • marek.zak1 Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:32
        wont napisał:

        > Jakies dwa miesiace temu rozmawialem z moim przyjacielem o jego zwiazku. Zwiazk
        > u, ktory wielokrotnie przedstawialem jako przyklad zwiazku, no moze nie idealne
        > go ale bardzo dobrego. Najlepszego wsrod moich znajomych. Otoz przyjaciel ten m
        > oj poskarzyl mi sie, ze mysli o rozwodzie. Fajna zona, dwojka super dzieciakow,
        > zdrowi, pracujacy, z kasa. No zyc, nie umierac.

        Mam znajomego milionera, tez dwójka dzieci, piekna willa pod Warszawą, wakacje w dowolnej części świata,a żona nim pogardza. W kazdym wypowiedzianym do niego zdaniu wrogość. Ma żal, ze przez niego nie zrobiła kariery, bo dzieci, bo, bo. A on nic. Wiec skoro nic, to wina jest jego. Widocznie sobie na to pozwala.
        • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:35
          marek.zak1 napisał:
          > Mam znajomego milionera, tez dwójka dzieci, piekna willa pod Warszawą, wakacje
          > w dowolnej części świata,a żona nim pogardza. W kazdym wypowiedzianym do niego
          > zdaniu wrogość. Ma żal, ze przez niego nie zrobiła kariery, bo dzieci, bo, bo.
          > A on nic. Wiec skoro nic, to wina jest jego. Widocznie sobie na to pozwala.

          No prosze, prosze, pieniadze, jak widac, szczescia nie daja. Ale bez nich tez kicha:(
          Wiara juz taka jest, ze czesto chce tego czego nie ma.
          • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:07
            kag73 napisała:

            > marek.zak1 napisał:
            > > Mam znajomego milionera, tez dwójka dzieci, piekna willa pod Warszawą, w
            > akacje
            > > w dowolnej części świata,a żona nim pogardza. W kazdym wypowiedzianym do
            > niegozdaniu wrogość. Ma żal, ze przez niego nie zrobiła kariery, bo dzieci, b
            > o, bo. A on nic. Wiec skoro nic, to wina jest jego. Widocznie sobie na to pozw
            > ala.
            >
            Hmm, skoro on nic, to pewnie zona prawde gada, gdyby ona nie zajela sie dziecmi i, i, i , to on by milionerem nie byl:) Inna sprawa, ze i ona z miliona korzysta.
            A nawiasem, nie koledzy tu na forum pisali, ze milionerzy stare zony wiemieniaja na lepszy model?
            • potwor_z_piccadilly Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:11
              kag73 napisała:

              > kag73 napisała:

              > A nawiasem, nie koledzy tu na forum pisali, ze milionerzy stare zony wiemieniaj
              > a na lepszy model?

              Niekoniecznie manufaktura-radosci.blogspot.com/2012_11_01_archive.html
        • sabat.77 Re: no nie, nie no 12.06.14, 08:53
          Dziwie sie temu milionerowi - czemu sie nie rozwiedzie?
          • urquhart Re: no nie, nie no 12.06.14, 09:12
            Nie bądź infantylny, nie rozwiedzie się bo miałby tylko pół milionerem jak bedzie musial oddać połowę żonie :)
            • marek.zak1 Re: no nie, nie no 12.06.14, 09:36
              urquhart napisał:

              > Nie bądź infantylny, nie rozwiedzie się bo miałby tylko pół milionerem jak bedzie musial oddać połowę żonie :).

              Nie chodzi o pieniądze. Ten masochistyczny uklad mu widiocznie odpowiada.
      • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:32
        No widzisz, wychodzi, ze oboje zatyrani. Twoj przyjaciel i kolezanka Bogini. Pytanie czy rowniez ich partnerzy czuja sie zatyrani. Pewnie tak.
        I co robia nie tak? Moze nie mozna miec wszystkiego. Albo duza kasa za cene zmeczenia, albo olac porzadki, albo nie gotowac obiadu, albo przysrubowac troche wymagania i ambicje, moze dzieci moga posiedziec w domu, nie musza miec najlepszych stopni. Co tu zrobic?
        Pewnie kazdy ze spokojem powinien przedstawic swoja sytuacje, powiedziec o odczuciach, zapewnic o milosci i poszukac razem jakiegos wyjscia.
        Jak sie Twoj kolega rozwiedzie to nadal bedzie pewnie zapieprzal i dzieciaki wozil na sport, bo jest dobrym ojcem, ale przynajmniej nie bedzie mial wrazenia, ze sie go nie docenia i wykorzystuje:(
        • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:44
          Aha, bogini nie napisla, ze maz kolezanki zapierdala, tylko, ze pracuje. Ona zreszta tez.
          Co do zwolnien lekarskich na dzieci, prosteani zona ani maz nie maja ochoty siedziec z chorym dzieckiem w chalupie: Ten zapierdalajacy moglby pojsc na zwolnienie na dzieci, to by troche odpoczal od tego zapierdolu, no chyba, ze jest free lance i mu placa za godzine i nie placa jak nie bedzie go w robocie. A nawet wtedy moze isc na zwolnienie, bo pieniadze to nie wszystko. Jak jest tak dobrze wyksztalcony to go chyba za pare dni zwolnienia na dzieciaka z roboty nie wywala.
      • potwor_z_piccadilly Re: no nie, nie no 11.06.14, 21:51
        wont napisał:

        ma jego zona prace biurowa, sredni szczebel specjalisty. Pi
        > eniadze wyzsze niz srednia krajowa,

        Czyli min. 3800

        > No i powiedz mi, bo to tez bylo zarzewiem konfliktu w ich zwiazku - kto powinie
        > n brac zwolnienie w pracy, kiedy dziecko zachoruje - on, ktorego praca przynosi
        > 90% dochodow rodziny,

        90% to 9 x 3800zł = 34200zł + jej 3800 = 38000 nowych zł. miesięcznie i kwota ta, to też minimum.
        Nieźle.

        > Piszesz, ze maz Twojej kolezanki tez zapierdala w robocie i nie bierze zwolnien
        > , ze kapie i usypia dzieci, czasem robi kolacje, odkurza i wstawia zmywarke, w
        > sobote bierze udzial w porzadkach, w niedziele gotuje obiad. Moj przyjaciel rob
        > i podobnie, poza tym wozi dzieciaki na zajecia sportowe w weekendy, pomaga im w
        > nauce. I czuje sie po prostu niedoceniony. Wykorzystywany tez chyba.

        Pewnie coś ją ugryzło i ponarzekać kobitka mus poczuła.
        Cóż, Fredro pisał
        "jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla kup mi luby"

        • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:09
          potwor_z_piccadilly napisał:
          > Pewnie coś ją ugryzło i ponarzekać kobitka mus poczuła.
          > Cóż, Fredro pisał
          > "jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla kup mi luby"

          Wiecie co ja mysle? To wszystko nie byloby tak zle i byloby mniej marudzenia z jej strony gdyby gostek ja porzadnie zaspokoil seksualnie, wtedy czlowiek zaraz ma lepszy humor. Serio, jak jakbym dluzej nie miala seksu(takiego w deche) to mna zaczyna noscic ;)
          • potwor_z_piccadilly Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:18
            kag73 napisała:

            > To wszystko nie byloby tak zle i byloby mniej marudzenia z
            > jej strony gdyby gostek ja porzadnie zaspokoil seksualnie, wtedy czlowiek zaraz
            > ma lepszy humor.

            A jak jeszcze do tego dojdzie bezuprzedzenie, to UHHHH, w skowronkach cała.
            • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:23
              A tak szczerze powiedziawszy co takiego strasznego jest w wzieciu zwolnienia na dziecko. Ja bym sie cieszyla, ze se w domu moge posiedziec i sie dzieckiem zajac jak sie nalezy. Ale ja to jestem matka z powolania:))) a nie ci wszyscy leniwcy co chca dzieci ale jak sie trzeba zajac to szukaja losia albo jakiejs babci. Bo z dzieciakiem trza cos zrobic, zajac sie a w robocie laba, pogaduchy i se kawke mozna wypic.
              • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:26
                Zalezy w jakiej robocie Kag...
                Ciekawe czy taki gornik przodowy, hutnik albo ktos na ta modle ma w robocie labe, kawke i pogaduchy :)
                • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:28
                  sabat.77 napisał:
                  > Zalezy w jakiej robocie Kag...
                  > Ciekawe czy taki gornik przodowy, hutnik albo ktos na ta modle ma w robocie lab
                  > e, kawke i pogaduchy :)
                  To czemu na zwolnienie na dziecko nie chce isc? He?
                  Ten kolega wonta ma zapierdol to czemu na zwolnienie na dziecko nie chceisc i o to jest klotnia?
                  • sabat.77 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:32
                    Wont zle uargumentowal teze. Ludzie, ktorzy biora za duzo zwolnien (czytaj - biora w ogole jakies zwolnienia) sa gorzej postrzegani i. moga wyleciec z roboty. Praca tego faceta jest bardziej wartosciowa dla domu, wiec nie ma co jej ryzykowac. I z tym zgadzam sie w zupelnosci.
                  • sea.sea Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:40
                    Jako że przyjaciel domu jest w sytuacji, w której ma zapierdol w pracy, ale bierze zwolnienia na dziecko - odpowiem.

                    Mianowicie - tej roboty, co on ma zrobić, nikt pod jego nieobecność nie zrobi. Jak wróci, to będzie miał dwa albo trzy razy tyle do roboty do zrobienia w jeden dzień, bo mu się zwyczajnie nazbiera - i nikogo nie będzie obchodziło, czy on się wyrabia, czy nie - wdrożenie jest wdrożenie i nikt tego z pierdołowatych powodów w stylu "miałem zwolnienie na chorą dzidzię i jestem dwa dni w plecy" przesuwał nie będzie.
                    • mojemail3 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:43
                      sea.sea napisała:
                      >wdrożenie jest wdrożenie i nikt tego z pierdołowatych p
                      > owodów w stylu "miałem zwolnienie na chorą dzidzię i jestem dwa dni w plecy" pr
                      > zesuwał nie będzie.

                      I jeszcze PKB spadnie...Dzidziom na pohybel;-)
                    • kag73 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:52
                      sea.sea napisała:
                      > Mianowicie - tej roboty, co on ma zrobić, nikt pod jego nieobecność nie zrobi.
                      > Jak wróci, to będzie miał dwa albo trzy razy tyle do roboty do zrobienia w jede
                      > n dzień, bo mu się zwyczajnie nazbiera - i nikogo nie będzie obchodziło, czy on
                      > się wyrabia, czy nie - wdrożenie jest wdrożenie i nikt tego z pierdołowatych p
                      > owodów w stylu "miałem zwolnienie na chorą dzidzię i jestem dwa dni w plecy" pr
                      > zesuwał nie będzie.
                      Wiec Ty to wiesz a jego zona nie wie? Nie wytlumaczyl jej co i jak? A gdyby to on sam sie rozlozyl i z lozka wstac nie mogl tydzien?
                      • mojemail3 Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:55
                        kag73 napisała:

                        > Wiec Ty to wiesz a jego zona nie wie? Nie wytlumaczyl jej co i jak? A gdyby to
                        > on sam sie rozlozyl i z lozka wstac nie mogl tydzien?


                        O kochana, jak facet jest chory, to jest CHORY a nie jakies tam babskie urojenia;-)
                      • sea.sea Re: no nie, nie no 11.06.14, 22:57
                        Żona przyjaciela domu też wie. Tłumaczę, czemu człowiek mający zapierdol w pracy się nie rwie ochoczo do brania zwolnień na dziecko czy z jakichkolwiek innych powodów - pomijając już kwestie, czy go mogą zwolnić za "nadmiar" zwolnień, czy nie. Bo człowiek mający zapierdol w pracy, wcale na tym zwolnieniu nie odpocznie.
                      • kag73 a tak nawiasem mowiac.... 11.06.14, 23:03
                        wychodzi na to, ze kobitey, co poniektore przynajmniej to naprawde mile i zyczliwe istoty, wola same cierpiec i sie poswiecac niz zobic przykrosc mezowi. TB napisala:

                        "Cholera, cała masa znanych mi mężatek ma właśnie takie "życie seksualne". Dlaczego kobiety mają się ukradkiem zaspokajać, gdy mąż wyjdzie do łazienki (zaraz po tym jak odegrają spektakularny orgazm, żeby mężowi nie było przykro)?"

                        Po ch...ja ja sie pytam one odgrywja taki teatr i czego sie spodziewaja w tykiej sytuacjach po swoich facetach i co ma sie zmienic. Zdecydowanie widze tu wine/bledne zalozenie kobiet. Przeciez po co facet ma odstawiac nie wiadomo co za piruety jak kobitka bezproblemowo za kazdym razem z nim szczytuje, no ludzie! Przeciez ten facet zyje w blogiej niewiedzy, w dodatku przekonany o swojej swietnosci jako kochanek.
          • orzech69 Re: no nie, nie no 12.06.14, 14:54
            kag73 napisała:

            >. Serio, jak jakbym dluzej nie miala seksu(takiego w deche) to
            > mna zaczyna noscic ;)

            To chyba już wiem czemu tak Ciebie dużo na forum.....
    • hello-kitty2 Re: Rozwiazanie:orgazm pochwowy +max jedno dziecko 12.06.14, 09:36
      A nie trzeba jej bylo podpowiedziec zeby nauczyla sie orgazmu pochwowego, wtedy zapokajalaby sie niejako przy okazji spuszczenia z krzyza meza i oszczedzila te 2 minutki masturbacji cichaczem 'po'? ;-)))

      A na powaznie: ludzie kurna, baby glupie robcie jak najmniej dzieci, zamiast dwojki jedno i macie szanse na obciecie 50% zwolnien na dzieci, 50% mniej czasu na nie, 50% mniej problemow. Wtedy dwojka osob (albo wiecej jak dziadkowie np chetni i pod reka) obsluguje jedna osobe. Mnie tam matka zawsze mowila, ze trzeba miec jedno dziecko (O dzieki ci mamo!), bo w najgorszym scenariuszu, jak masz jedno to bierzesz na rece i uciekasz, z jednym sobie zawsze poradzisz, no a jak masz grupe to co sie dziwisz? Dzieci to zapierdol dla bab, po co sobie brac robote, a potem plakac, ze sie jedna z druga nie wyrabia ;)
      • kag73 Re: Rozwiazanie:orgazm pochwowy +max jedno dzieck 12.06.14, 09:54
        hello-kitty2 napisała:
        > A nie trzeba jej bylo podpowiedziec zeby nauczyla sie orgazmu pochwowego, wtedy
        > zapokajalaby sie niejako przy okazji spuszczenia z krzyza meza i oszczedzila t
        > e 2 minutki masturbacji cichaczem 'po'? ;-)))

        Problemik w tym, ze do tego orgazmu podczas penetracji tez czesto potrzebna odpowiednia pozycja, odpowiednie tempo, troche wiecej czasu i czesto dodatkowa stymulacja :)
        I znow sie robi dla pana niespontanicznie i za dlugo :(

        Co do dzieci, to za pozno, bo juz maja wiecej niz jedno, nie oddaja do Domu Dziecka teraz. Polak (i nie tylko) madry po szkodzie:)
        Ale poweim Ci, ze moja mama mowila tak samo: jedno dziecko albo wcale. Ja na to zawsze myslalam: o, dzieki ci, mamo. Bo ja bylam drugim dzieckiem:(

        >
        • urquhart Re: Rozwiazanie:orgazm pochwowy +max jedno dzieck 12.06.14, 10:12
          A przede wszyskim partner do którego czuje sie podziw i pożądanie a nie wspolnik czy sponsor do dzieci garów i czynszu :)
          • kag73 Re: Rozwiazanie:orgazm pochwowy +max jedno dzieck 12.06.14, 10:16
            urquhart napisał:
            > A przede wszyskim partner do którego czuje sie podziw i pożądanie a nie wspoln
            > ik czy sponsor do dzieci garów i czynszu :)

            Ha, ha, ha, ha, ha, tylko za co go podziwiac, za to, ze facetem jest :)?
            I od tego podziwu to az sie orazm wielokrotny zrobi, od samego patrzenia na niego!
            Bo zapewne kobiety zawsze czuja sie podziwiane i pozadane, w ogole nigdy nie maja wrazenia, ze pelnia role kucharki, sprzatczki, niani do dzieci:)
          • mojemail3 Re: Rozwiazanie:orgazm pochwowy +max jedno dzieck 12.06.14, 10:18
            urquhart napisał:

            > A przede wszyskim partner do którego czuje sie podziw i pożądanie a nie wspoln
            > ik czy sponsor do dzieci garów i czynszu :)

            Pieprzysz, poważnie???
            • twojabogini Rozwiązanie 12.06.14, 17:15
              Koleżanka zadzwoniła dziś z newsem, że się rozwodzi. Stwierdziła, że ten artykuł przelał w niej czarę goryczy, ze ma dość walki w małżeństwie, ale tez nie zamierza zapierdalać sama. Że ma dość seksu który jej kompletnie nie odpowiada. Stwierdziła, że próbowała już wszystkiego - zarówno w kwestii obowiązków domowych, opieki nad dziećmi, jak i tego co się dzieje i nie dzieje w łóżku. I czytając artykuł uświadomiła sobie, że ona może ględzić do usranej śmierci, ale jej mąż najwyraźniej ma poglądy zbieżne z panem psychologiem - że to naturalne, że kobieta robi więcej i do kariery się nie nadaje. Z tego co wiem, to jej mąż wcale jakoś specjalnie nie zapierdala, pracuje jak wszyscy, zarabiają porównywalnie. I ona chyba naprawdę się rozwiedzie :( Szkoda bo to fajni ludzie są, ale ja ją rozumiem. Ona twierdzi, że jej ulży - będzie miała jedno mniej dziecko do obsługi no i przestanie być sfrustrowana seksualnie.

              W sumie temat podziału obowiązków zawsze mnie rusza, bo jest to jedna ze stale wracających kwestii w moim własnym związku. Zresztą wracają one także w związkach moich znajomych, a także wielu forumowiczów, także czasem napomyka o tym. Kobiety zawsze w kontekście - że muszą o czymś przypominać, mężczyźni, że zona znów ma wymagania. Okej - nie mogę narzekać, nie mam w domu mężczyzny, który nie ma pojęcia o niczym i trzeba mu palcem pokazywać. Niemniej jednak jakoś tak się często składa, że na mojej głowie jest więcej spraw, w sumie pierdół, ale razem zabierają mi sporo czasu. No i czasem jakoś tak ukradkiem mąż a to tego nie zrobi, a to tego zapomni - i łapię się na tym, ze z automatu ja to przejmuję - no bo pewne rzeczy takie jak pranie czy gotowanie muszą być przy dzieciach na bieżąco. Robię to w dobrej wierze, bo on tez bez gadania mnie wyręcza, gdy ja akurat nie mam czasu ani ochoty. Ale jakoś tak ukradkiem się dzieje, że ja przejmuję więcej. No i wtedy jest burzowo.
              No więc on się na co dzień wywiązuje, ale zdarzają się okresy w których łapie lenia (tak naprawdę nie ma pojęcia co wtedy w jego głowie siedzi). Może gdzieś tam w głębi czuje się uciskany i myśli jak psycholog Paweł? Nie wiem - muszę go zapytać. Mam nadzieję, że nie to co synowi, który zapytany czemu nie wyładował zmywarki (co jest jego obowiązkiem) powiedział, że stwierdził, że już niedługo w związku z moją przeprowadzką się wszystko zmieni, więc na razie "korzysta" (liczył, że ja to zrobię). Uświadomiłam mu, ze to nie "korzystanie", tylko próba wykorzystania mnie, na co ja się nie godzę. Czytałam kiedyś zbiorek "Drań na kanapie" gdzie różni mężczyźni w formie felietonów piszą szczerze o swoich związkach, dzieciach, seksie, podziale obowiązków. Tam też się przewija pogląd, że jednak sprzątanie i dzieci to sprawa kobiety, no i jak mężczyzna pracuje to go zwalnia z innych rzeczy.
              Ja w razie takich konfliktów zachowuję się nieco jak Kag napisała. Ostatnio właśnie zwróciłam uwagę, że znów jakoś się tak "samo złożyło", że ja robię więcej, przez co zaczynam mieć ograniczony czas dla siebie. Mąż stwierdził, że się zastanowi i jakoś na nowo zweryfikujemy podział. No to czekam czwarty dzień, nie robiąc kompletnie nic.
              W sumie z drugiej strony to jedna z rzeczy, które mnie wkurzają (i wkurzają wiele znanych mi żon i mężów) - że jest to kwestia do której trzeba co jakiś czas wracać. Kurcze nawet lubię konflikty, lubię gdy się nie zgadzamy - ale nie w kwestii podziału obowiązków, nudnej i paskudnej. Już niedługo przez przynajmniej rok będę mieszkać z dala od swojej rodziny (z przyczyn zawodowych) i szczerze mówiąc - obok wielu minusów takich jak tęsknota i inne takie odczuwam ulgę - ni,e że nie będę miała obowiązków, ale że właśnie nie będzie tych cholernych rozmów. Lubię rozmawiać, ale ile można o tym samym? No i nie da się ukryć, że akurat te kwestie psują atmosferę w związku co rzutuje na wiele innych rzeczy, w tym na BSM. Plus taki, ze przynajmniej szybciej się chcemy dogadać.
              Z drugiej strony od kilku kobiet wiem, że taka czasowa nieobecność kobiety w domu zmienia pogląd mężczyzny na to jakie prace są potrzebne i gdy żona wraca, mąż cieszy się, że ma mu kto "pomóc". Może to doświadczenie definitywnie zakończy wszystkie te rozmowy - bo kolejna mnie taka czeka i w w niektórych chwilach sama myślę, że wolałabym rozwód (żart). W sumie to tak naprawdę wolałabym się ostro wyżyć i nawrzeszczeć, zamiast gadać. No ale to niestety nie metoda.

              Dzięki za fajną dyskusję. Sorki za przydługi wywód osobisty - tak sobie myśli porządkuję...Jak ktoś ma jakieś sensowne pomysły co do nawracających podziałów obowiązków - chętnie przeczytam.
              • sabat.77 Re: Rozwiązanie 12.06.14, 17:53
                twojabogini napisała:

                > no i przestanie być sfrustrowana seksualnie.

                A co do tego, to przecież nie wiadomo :D
                • twojabogini Re: Rozwiązanie 12.06.14, 17:58
                  sabat.77 napisał:

                  > A co do tego, to przecież nie wiadomo :D

                  Ładna dziewczyna jest, seks lubi - nie sądzę, żeby był z tym jakiś problem. Przecież chętnych mężczyzn jest mnóstwo.
                  • sabat.77 Re: Rozwiązanie 12.06.14, 18:03
                    twojabogini napisała:

                    > Ładna dziewczyna jest, seks lubi - nie sądzę, żeby był z tym jakiś problem. Prz
                    > ecież chętnych mężczyzn jest mnóstwo.

                    Ale skoro faceci są tacy do dupy w łóżku, to nie wiadomo czy ten seks zaspokoi frustrację :D
                  • potwor_z_piccadilly Re: Rozwiązanie 12.06.14, 19:00
                    twojabogini napisała:

                    > Ładna dziewczyna jest, seks lubi - nie sądzę, żeby był z tym jakiś problem. Prz
                    > ecież chętnych mężczyzn jest mnóstwo.

                    Owszem mnóstwo, tyle tylko, że tych co to kobitki biorą metodą na krokodyla.
                    Czytaj, dobierają się do kroku, a potem dyla.
                    • sabat.77 Re: Rozwiązanie 12.06.14, 21:11
                      Zgadzam sie z przedpisca :) Dodam, ze dobrych kochankow, gotowych otworzyc sie na potrzeby kobiety i zrobic jej zajebiscie dobrze, pewnie nie jest wcale wiecej od kobiet silnie zainteresowanych seksem :p
              • kag73 Re: Rozwiązanie 12.06.14, 23:28
                twojabogini napisała:

                > Koleżanka zadzwoniła dziś z newsem, że się rozwodzi.
                > I ona chyba naprawdę się rozwiedzie :( Szkoda bo to fajni ludzie są, ale ja ją
                > rozumiem. Ona twierdzi, że jej ulży - będzie miała jedno mniej dziecko do obsłu
                > gi no i przestanie być sfrustrowana seksualnie.

                Hmm, powiem szczerze, ze jej sytuacja nie wydawala mi sie az tak tragiczna, oprocz seksu, gdzie ona sama popolnila blad, moim zdaniem, udajac orgazmy.
                Jednak jej facet tak kompletnie od obowiazkow sie nie migal, bywaja gorsze przypadki. Niemniej jednak kazdy musi znac swoja granice tolerancji/wytrzymalosci i co dla niego jest znosne a co nie.
                Jest szansa, ze wizja rozwodu mezem lekko potrzasnie i jezeli mu nadal zalezy to jednak zmieni i nastawienie i razem cos zmienia.

                • potwor_z_piccadilly Re: Rozwiązanie 12.06.14, 23:55
                  kag73 napisała:

                  > Jest szansa, ze wizja rozwodu mezem lekko potrzasnie

                  Raczej to on nią powinien potrząsnąć.
                  Jeśli tego nie zrobi, to marne jego widoki. Albo nie marne. Zawsze zostaje mu, życząc pani wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, zwinąć się do takiej, która nigdy pozy typu ą, ę, nie stosowała, lub z niej wyrosła.

                  • kag73 Re: Rozwiązanie 13.06.14, 00:02
                    potwor_z_piccadilly napisał:
                    > Raczej to on nią powinien potrząsnąć.
                    > Jeśli tego nie zrobi, to marne jego widoki. Albo nie marne. Zawsze zostaje mu,
                    > życząc pani wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia, zwinąć się do takiej
                    > , która nigdy pozy typu ą, ę, nie stosowała, lub z niej wyrosła.

                    Aha, to Twoje zdanie, ona zdaje sie ma inne. I jakie pozy chodzi niby?
                    Z jednym sie zgadzam, jezeli jemu nie zalezy, to i tak nie bylo i nie ma o co walczyc i tyle.
                    Powiedza sobie do widzenia.

              • szopen_cn Re: Rozwiązanie 13.06.14, 06:02
                twojabogini napisała:

                > W sumie temat podziału obowiązków zawsze mnie rusza, bo jest to jedna ze stale
                > wracających kwestii w moim własnym związku. Zresztą wracają one także w związk
                > ach moich znajomych, a także wielu forumowiczów, także czasem napomyka o tym......

                Tak czytam juz po raz kolejny o tych obowiazkach, podziale, rozmowach i dyskusjach na ten temat i przyznam sie, ze nie rozumiem.

                Nie pamietam, zeby w domu moich rodzicow byl to jakis problem a oboje pracowali (i pracuja dalej), robili kariere, wychowali dwoje dzieci. Wszystko co trzeba zrobione i jeszcze mieli zawsze czas "polezec". Mieszkaja w domu wiec na zewnatrz tez jest toche pracy.

                U nas tez nie ma takiego problemu. Ja pracuje normalnie, zona pracuje na ciut ponad pol etatu plus studiuje full time czyli musi sporo czasu dziennie spedzic "odrabiajac lekcje". Dziecko ma lat 12, chodzi do szkoly i w prawie codziennie wieczorem ma jakies tam zajecia gdzie nalezy ja zawiezc i przywiezc.

                Role jakos bez wiekszej dyskusji podzielily sie naturalnie. Ja zawoze corke do szkoly, robie zakupy i gotuje. Malzonka przywozi corke ze szkoly, robi wiekszosc sprzatania i pierze. Mieszkamy w domu to dodac trzeba koszenie trawnikow, prace ogrodowe/basenowe plus drobne remonty (zawsze cos do zrobienia sie znajdzie).

                Czas mamy na hobby i czas pogadac, poczytac, film razem kilka razy w tygodniu obejrzec a w weekendy pojechac na ryby czy sie gdzies poszwedac.

                Mysle, ze dwa glowne czynniki: po pierwsze nie stresujemy sie brakiem absolutnego porzadku na codzien, wieksze sprzatanie jesli ktos ma sie u nas pojawic i po drugie nie ogladamy TV.
                • mojemail3 Re: Rozwiązanie 13.06.14, 08:12
                  szopen_cn napisał:

                  > Role jakos bez wiekszej dyskusji podzielily sie naturalnie. Ja zawoze corke do
                  > szkoly, robie zakupy i gotuje. Malzonka przywozi corke ze szkoly, robi wiekszos
                  > c sprzatania i pierze. Mieszkamy w domu to dodac trzeba koszenie trawnikow, pra
                  > ce ogrodowe/basenowe plus drobne remonty (zawsze cos do zrobienia sie znajdzie)


                  Szopenie, jesteś uroczy i zabawny zarazem,żona na pół etatu a Ty robisz zakupy i gotujesz, słodkie, też bym tak chciała...

                  • szopen_cn Re: Rozwiązanie 13.06.14, 08:43
                    mojemail3 napisała:

                    > Szopenie, jesteś uroczy i zabawny zarazem,żona na pół etatu a Ty robisz zakupy
                    > i gotujesz, słodkie, też bym tak chciała...
                    >

                    Tak szczerze to dla mnie gotowanie to nie jest obowiazek a raczej przyjemnosc.
                    I calkiem niezle mi to wychodzi.
                  • twojabogini Re: Rozwiązanie 13.06.14, 13:05
                    > szopen_cn napisał:
                    >
                    > > Role jakos bez wiekszej dyskusji podzielily sie naturalnie.

                    Fajnie. A moja doba ma 24 godziny. Mam ambicje zawodowe, dużo czytam i się uczę - w zasadzie codziennie, w ramach poszerzania kompetencji. Dużo pracuję. Oprócz prac domowych i okołodomowych (też domek) mam jeszcze dwójkę dzieci wymagających stałej rehabilitacji. Trzy godziny dziennie - dzień w dzień. Jeśli wszystko idzie dobrze - mamy czas na odpoczynek, swoje zajęcia itp. Gdy mąż cichcem zaprzestaje współpracy - jestem od razu w głębokiej dupie.
                    Nie napiszę ci, że chciałabym cię za męża - bo mam swojego osobistego i na ogół się sprawdza. Ale punkt dla ciebie za stałe zaangażowanie. Z naciskiem na stałe.
          • twojabogini Re: Rozwiazanie:orgazm pochwowy +max jedno dzieck 12.06.14, 17:17
            urquhart napisał:

            > A przede wszyskim partner do którego czuje sie podziw i pożądanie a nie wspoln
            > ik czy sponsor do dzieci garów i czynszu :)

            No to przekichane - ja męża podziwiam i pożądam za to ze jest moim wspólnikiem do dzieci, garów i czynszu. gdyby przestał nim być - to i pożądania niet (zatyranym babom sił nie starcza) i podziwu też nie - bo i za co?
        • hello-kitty2 Re: Rozwiazanie:orgazm pochwowy +max jedno dzieck 13.06.14, 09:25
          kag73 napisała:

          > Ale poweim Ci, ze moja mama mowila tak samo: jedno dziecko albo wcale. Ja na to
          > zawsze myslalam: o, dzieki ci, mamo. Bo ja bylam drugim dzieckiem:(

          A moj ojciec mawial, ze 'dzieci to zlo tego swiata', a ja byla dzieckiem ;) Ale Kag posluchalas mamy. Z jednym Wam sie latwo przemieszczac, jak wyjezdzacie, upilnowac. A niedawno jak przedwczoraj rozmawialam z matka czworki i skazyla mi sie, ze do jakiegos tam parku atrakcji ich nie stac pojsc z dziecmi czesciej. Wakacje, wyjscia, przejazdy wszystko drogie i specjalny wiekszy samochod potrzebny. Jakie koszty i obciazenie. Mi sie wydaje, ze matce mojej chodzilo o pesymistyczny scenariusz, ze jak zostaniesz sama z dzieckiem to sobie powinnas poradzic, a jak wiecej to bieda dla kobiety. Jeszcze jak dziadkowie zyja i moga pomoc. A mojej mamy rodzice juz nie zyli jak sie rodzilam, zreszta tak samo jak rodzice ojca mojego syna.

          • kag73 Re: Rozwiazanie:orgazm pochwowy +max jedno dzieck 13.06.14, 09:53
            hello-kitty2 napisała: Ale
            > Kag posluchalas mamy. Z jednym Wam sie latwo przemieszczac, jak wyjezdzacie, u
            > pilnowac.
            Ja wcale nie posluchalam mamy, po prostu zycie pisze rozne scenariusze. Mysle, ze i z dwojka moglibysmy sie przemieszczac i wszystko zorgnizowac, bo mamy cos bardzo potrzebnego: czas. Czasem nie latwo miec jedynaka i nie latwo jest byc jedynakiem. Wszystko ma swoje plusy i minusy, moim zdaniem. Bardzo duzo ludzi decyduje sie wlasnie dla dziecka na drugie dziecko, moze to blad a moze wcale nie, troche to rozumiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka