protein.spill
30.03.15, 13:44
Kitty i BGZ uświadomiły mi kompletną abstrakcyjność obrazu kobiet (jako grupy) jaki sobie pracowicie poukładałem w głowie. Sam, bez poważniejszej konsultacji z konkretnymi, żyjącymi przedstawicielkami.
To jest taki liberalny, wypolerowany jeleń na rykowisku. Że kobiety chca partnerstwa, ze chca równości, ze empatyczne. Że z mniejszej skłonności/zdolności do przemocy zanikną wojny a z mniejszej konfrontacyjności wyłoni sie sielanka zrozumienia w korporacjach i finansach.
Tymczasem relacje między płciami instynktownie kształtuje ksenofobia. Kobiety sa dziwne dla mężczyzn. Mezczyzni sa dziwni dla kobiet. Być może bardziej naturalne podejście to traktowanie sie nawzajem jak siły natury albo lepiej surowca naturalnego. Zagospodarować, czyli zdobyć, użyć i w końcu zużyć. Być moze po 30 latach prób zrozumienia kobiet (brak sióstr...) trzeba sie poddać. Moze trzeba przyznac rację moim sąsiadom z dzieciństwa (galicyjskim chłopom/góralom) i Korwinowi. I TB tez i troche Jesod, bo oni wszyscy w gruncie rzeczy mówią to samo: "nawet jezeli Twoja prawda jest Twojsza to i tak Moja prawda jest Najmojsza".
Ja sie dlatego z tym szarpie, ze od dziecka byłem głupim Jasiem. Naprawde podobał mi sie komunizm. W wieku 6 czy 10 lat. Teraz naprawde podoba mi liberalizm w najszerszym tego słowa znaczeniu. Podejrzewam ze napompowalem sie faktami ale dalej żyje sobie jak Dyzio marząc o lodach waniliowych, zamiast dojrzeć i dostrzec w moim małzeństwie odbicie szerszej prawdy o relacjach międzyludzkich: zeby skutecznie kooperować nie jest wymagana ani bliskość ani zrozumienie. Zaczynam widzieć konkurencję, antagonizmy i uprzedzenia jak reaktor jądrowy: przestarzałe, toksyczne i niebezpieczne ale najtańsze i najpotężniejsze źródło energii. Dla Dyziow i ich żeńskich odpowiedników zostają inwestycje w "elektrownie słoneczne" partnerskich związkow. Zeby w pełni odczuć mizerię tej metafory trzeba zobaczyć brytyjskie dachy zapchane ogniwami słonecznymi na ktore ciagle siąpi deszcz...