nina.bhang
10.10.15, 04:13
Czy ktoś jeszcze oprócz mnie ma problemy z zaśnięciem?
Właśnie wróciłam z dzikiego kraju na drugim koncu swiata i upaliłam się po raz pierwszy od ponad roku. Jako, że przez ten rok zdążyło się wydarzyć u mnie naprawdę sporo, cały rok skondensowanej dramy walnął mnie nagle znienacka prosto w twarz. Co gorsza, miało to miejsce u pary znajomych, którzy są dla tego forum wybitnie podręcznikowi, i choć uwielbiam obydwoje, to płakać mi się chce patrząc, jak się oboje męczą ze sobą. Zresztą, nieważne, jestem chyba przedostatnią osobą, która powinna udzielać komukolwiek jakichś porad związkowych...
Odkąd skończyłam 12 lat, przez większość mojego życia klepałam na różnych forach w internecie (mówcie mi: dziecko Neostrady). Przestałam kilka lat temu, kiedy zamknęli moje ulubione forum dla bab, a ja zaczęłam cierpieć na chroniczny brak czasu. Przez cały ten czas podczytuję, szczególnie was i ematkę, ale wygrywacie z ematką o kilka dobrych lat świetlnych kulturą (tak, tak), poszanowaniem ortografii i cudnymi filozoficznymi offtopami. (Sabat, nie sądzę, żebyś był w moim typie fizycznie, ale wiedz, że zaglądam tu głównie dla ciebie ;-) Plus sygnaturki sea.sea ;-))
Dziwnie się troszkę czuję, wiedząc tak dużo o was, podczas, gdy wy nic o mnie nie wiecie. Nic personalnego, jakby ematek nie było tak dużo, to też bym je znała na wyrywki. Każdy ma swoje guilty pleasure, są tacy, co lubią dramy w TV, a są tacy, dla których obserwowanie prawdziwych, żywych ludzi jest dużo ciekawszą frajdą. Ja jestem z tych drugich: niniejszym oficjalnie przyznaję, że wbrew temu, co powtarzałam przez 5 lat polibudy, jestem wręcz w 100% humanistką. Jak bardzo kocham kosmos, astrofizykę i wszystko, co z tym związane, tak drugi człowiek wydaje mi się najbardziej skomplikowanym, a przez to najciekawszym zjawiskiem, z jakim mogliśmy mieć dotąd kontakt. Następnym takim mogliby być chyba dopiero kosmici... Marzę, by tego dożyć.
Z bardziej przyjemnych rzeczy, nie jestem w stanie pojąć, jak można nie interesować się muzyką w ogóle (choćby i to było nawet już to nieszczęsne disco-polo) i jak można przedkładać oglądanie sportów nad ich uprawianie. Bywam stabilna emocjonalnie, odkąd zaczęłam medytować i serio uważam to za swój największy sukces w życiu. Nie mam nic przeciwko arabskim imigrantom (najprzystojniejszych sobie umyję i będą moi). Mama płacze, że na starość skończę ze stadem szalonych kotów. Nadal brzmi lepiej niż jej własny plan na życie, ale preferowałabym elegancki dom starców gdzieś na Boracay z paczką kretynów ode mnie z akademika. Przynajmniej tak się umawialiśmy.
O najważniejszym bym zapomniała: wskazujący palec mam dłuższy. Coś czuję, że tu zagoszczę na trochę... ;-)