mgla_jedwabna
14.12.15, 18:22
Rozpocznę wątek w stylu naiwnej e-matki.
Moja psiapsiółka - nazwijmy ją roboczo Dyzia - ma problem. Problem polega na braku umiejętności wysyłania facetom sygnałów "podobasz mi się", "mam ochotę na coś więcej" albo zgoła "dziś wieczór chętnie zjadłabym z tobą śniadanie". Nie ma też umiejętności odczytywania tych sygnałów, gdy ktoś jej wysyła. Tzn. twierdzi, że nikt jej nie wysyła, a ja widzę, że zasadniczo jest kobietą a) atrakcyjną fizycznie b) zadbaną c) towarzyską, więc ktoś na pewno na nią nieraz leciał i leci.
Doświadczenie ma Dyzia takie-sobie, jakieś tam związki po drodze były, ale więcej czasu jako singielka, niż w związku. Wiek 30+. Desperacji w temacie "mąż+dzieci=rodzina" nie przejawia, życiowo jest samodzielna, acz partner (a przedtem cały korowód z flirtami i randkami) dobrze by jej zrobił.
Gdyby była facetem w analogicznej sytuacji, poradziłabym jej szkolenie PUA. Ale jest kobietą, do tego taką czującą opory przed byciem tą pierwszą, która okaże zainteresowanie.
Jak na wątek w stylu naiwnej e-matki przystało, z góry zastrzegam, że ja ową Dyzią nie jestem :) W praktyce przekłada się to na konieczność brania poprawki przez wszystkich odpowiadających w wątku, że mogę nie znać całej prawdy (np. straszliwa trauma w okresie nastolectwa Dyzi; choć z tego, co wiem, to nie było), że sytuację obserwuję z boku jako nieco bezradna dostarczycielka dobrych, acz nieskutecznych rad ("patrz na niego, jakby był najpiękniejszy na świecie, to się taki poczuje").
Bardzo proszę o powstrzymanie się od komentarzy w rodzaju "wrzuć fotę Dyzi" albo "daj mi jej numer telefonu". Nie naruszam cudzej prywatności, a Dyzia nie wie, że tu piszę.