Dodaj do ulubionych

Nałogi...

01.02.16, 02:27
Wątek stale pojawiający się na bsm to uzależnienie od pornografii. Dokonując podsumowania mojej własnej pracy zawodowej odkryłam interesującą zależność. Na razie ostrożnie formułuję bardzo roboczą tezę: zjawisko bsm jest stosunkowo często powiązane z uzależnieniami i prowadzącymi do nich zachowaniami kompensacyjnymi.

Jako uzależnienia rozumiem nie tylko zależność od substancji (alkohol, nikotyna, narkotyki), ale także uzależnienia behawioralne (pornografia, internet, gry, gry hazardowe, pracoholizm, zakupy, chorobliwe skupienie na ojcostwie/macierzyństwie, ćwiczenia fizyczne).
W przypadku pornografii schemat jest pozornie prosty. Osoba uzależniona od pornografii po fazie "zakochania" wycofuje się z życia seksualnego w swoim związku. Partner/partnerka cierpi, nie rozpoznaje problemu itd. Ten sam mechanizm działa często w związkach z osobami zależnymi od substancji (także się wycofują z relacji seksualnej) oraz zależnymi od określonych zachowań.
I tu sprawa się komplikuje: rozpoznanie problemu przez partnera/partnerkę zainteresowanego/ą utrzymaniem relacji seksualnej zależy od stopnia jego/jej uwikłania w zachowania kompensacyjne (z czasem prowadzące do nałogów). Ktoś kto we frustracji seksualnej sięga po alkohol, zaczyna intensywnie ćwiczyć, koncentruje się na dzieciach, budowie nowego domu, jara trawkę, robi zakupy lub wstawia co godzinę post na jakiejś społecznosciówce ma znacznie mniejsze szanse na wyjście z problemu. Szereg zachowań zastępczych pozwala latami kręcić się w kółko. I prowadzi do nałogów. Oraz do niedostrzegania i bagatelizowania nałogu partnera/ki.
Utrzymanie abstynencji i powstrzymanie się od zachowań kompensacyjnych jest silnie skorelowane z podejmowaniem działań naprawczych, zmierzających do rozwiązania problemu, poprawy jakości własnego życia, relacji. Oraz do zidentyfikowania i nazwania problemów w relacji.
Pytanie osobiste, ale co tam: jak wiele z was stosuje takie mechanizmy w swoich związkach dotkniętych problem bsm, albo w ogóle w życiu - znieczula się alkoholem, ćwiczeniami, zakupami, koncentruje na dzieciach, pracy - w sposób zaburzający ogólną równowagę?

Pozornie używki mają większą moc rażenia i są bardziej destrukcyjne niż np. wyciskanie sztangi. Ale patrząc przez pryzmat emocji - przyczyniają się do takiego samego rozwalenia emocjonalnego, unikania własnych emocji, deprechy i rodzą takie samo przywiązanie do określonych zachowań. Jedni/e nie zasną bez piwka, inni bez wyciska na siłowni.
Na trop naprowadziły mnie badania i relacje dotyczące kobiet wpadających w alkoholizm z powodu nieradzenia sobie z nałogiem partnera.
Dokonując osobistego rachunku sumienia - ja z tych co raczej wino i wyprawa w góry niż siłka. Ale im starsza jestem tym bardziej wolę wino kiedy jestem radosna, niż kiedy mam problemy. I mam coraz więcej odwagi mierzyć się z problemami wprost, bez uciekania od nich. Może stara rada babci Hani rada: "otrzeźwiej" ma sens?
Obserwuj wątek
    • urquhart Re: Nałogi... 01.02.16, 09:19
      > Utrzymanie abstynencji i powstrzymanie się od zachowań kompensacyjnych jest sil
      > nie skorelowane z podejmowaniem działań naprawczych, zmierzających do rozwiązan
      > ia problemu, poprawy jakości własnego życia, relacji. Oraz do zidentyfikowania
      > i nazwania problemów w relacji.
      > Pytanie osobiste, ale co tam: jak wiele z was stosuje takie mechanizmy w swoich
      > związkach dotkniętych problem bsm, albo w ogóle w życiu - znieczula się alkoho
      > lem, ćwiczeniami, zakupami, koncentruje na dzieciach, pracy - w sposób zaburzaj
      > ący ogólną równowagę?

      Zapomniałaś że receptor dopaminowy może być też uruchamiany zaspokajaniem ciekawości (dominuje nad innymi jak podaje Fisher u 8 procent populacji) :)
      Pracoholik też kompesuje i zaburza harmonię a jest społecznie pożadany.
      Cały czas myślę o harmonii i myśle że jej pilnuje w życiu.

      Natomiast prawda z jednej strony mamy uwarunkowania genetyczne róznych receptorów dopaminy które determinują zachowania, ale nie do końca bo po pierwsze ważne jest jakie są alternatywy innych pozytywnych bodźców (w tym sensie kluczową zmienną jest wsparcie partnera/ki), a nie tyko blokowanie się, a z drugiej strony siła psychiczna nastawienia, siła woli podejmowanie wyzwań które pochodzi od wzorców (ale koduje się emocjonalnie w gadziej części mózgu , a nie logicznie w korteksie wiec trzeba odczuć emocjonalnie w relacji wzorzec nie wystarczy o nim edukować). Równanie nigdy nie jest zdeterminowane do końca, zależy od genów ale i własnego nastawienia, od tego kogo spotkamy na naszej drodze życia i na nas wpłynie.


    • satrustequi Re: Nałogi... 01.02.16, 09:38
      Właśnie, właśnie, tak jak napisałaś. Nałogi są bardzo rozmaite, a wspólnym mianownikiem dla nich może być ucieczka od własnych uczuć w uzależnienie.

      Kończy się miłość, zaczyna się smutek
      I czeka na mnie siedem wysokości
      Ale choć mogłem nie odchodzę jeszcze
      W czekający na mnie ciemny niebios wór
      Kusi mnie jeszcze wstydliwa prostota
      Podanej dłoni, odwróconej głowy
      I na dobranoc uchylone wrota...

    • sabat777 Re: Nałogi... 01.02.16, 09:53
      To jest dość ciekawe, bo czytałem i oglądałem na youtube rady, że medytacja może bardzo pozytywnie wpływać na życie seksualne, w tym np. na silną erekcję i problem przedwczesnego/opóźnionego wytrysku u mężczyzny.
      Sugerujesz, że np. uzależnienie od internetu (nie tylko porno) może zaburzać życie seksualne? To jest interesujące. Może tak być, ostatnio zainteresował mnie ruch nofap - i zauważyłem, że wielu z nich jakby zastępuje porno i masturbację przesiadywaniem wiele godzin na sieci, typowa społecznościówka. Może to ma związek?
    • zawle Re: Nałogi... 01.02.16, 11:40
      Ja się wszystkim co tu wymieniłaś pocieszam.
    • marek.zak1 Re: Nałogi... 01.02.16, 12:36
      twojabogini napisała:


      > Jako uzależnienia rozumiem nie tylko zależność od substancji (alkohol, nikotyna, narkotyki), ale także uzależnienia behawioralne (pornografia, internet, gry, gry hazardowe, pracoholizm, zakupy, chorobliwe skupienie na ojcostwie/macierzyństwie, ćwiczenia fizyczne).
      ==================================================
      Już kilkaset lat temu Paracelsus stwierdził, że nie ma ani leku ani trucizny jest tylko dawka. Tak więc przesada i jechanie po bandzie zakłóca równowagę człowieka. Dotyczy to wszystkiego, wymienionego, ale także innych, jak jedzenia, oglądania telewizji, zajmowania się kotami, dziećmi dobroczynnością i wielu innych. Przesada jest szkodliwa.
      Ale oczywiście główna teza, że uzależnienie od pornografii jest przyczyną bswm.
    • hello-kitty2 Re: Nałogi... 01.02.16, 16:25
      Nie bardzo potrafie odpowiedziec na pytanie z postu zalozycielskiego. Moge powiedziec ogolnie, ze dla mnie nalogi=uzaleznienia sa trescia mojego zycia, wypelniaja je. Dlaczego sa trescia? Bo zycie mnie boli. Od wszystkiego w zyciu mozna sie uzaleznic, to jest latwe, nawet od wit C. Jezeli w zyciu chodzi o rownowage, to znaczy, ze chodzi o rownowage miedzy uzalenieniami i tego generalnie staram sie trzymac wynajdujac sobie nowe uzaleznienia, zmieniajac, dozujac w zmiennych dawkach, ect.
      • zawle Re: Nałogi... 01.02.16, 16:53
        Uzależnienia sposobem na pełniejsze życie....jak się daje, to czemu nie? A jesteś z tym szczęśliwa? Czy raczej Cię to męczy? I czy to wybór czy przymus?
        • hello-kitty2 Re: Nałogi... 01.02.16, 17:03
          zawle napisała:

          > Uzależnienia sposobem na pełniejsze życie....jak się daje, to czemu nie? A jest
          > eś z tym szczęśliwa? Czy raczej Cię to męczy? I czy to wybór czy przymus?

          A dokladniej: uzaleznienia sposobem na zycie/na przezycie zycia ;) Nigdy nie jestem szczesliwa, z nautry jestem wesola/radosna ale nieszczesliwa. Juz sie ze swoim dziedzictwem pogodzilam. Nie mecza mnie wcale, sa czesto gesto b.przyjemne, wrecz uzalezniajace ;-)))) Ostatnie pytanie retoryczne choc przewrotne, bo jesli ktos chodzi do pracy, bo musi, to co, nalogowiec? ;) A zycie to wybor czy przymus?
          • zawle Re: Nałogi... 01.02.16, 17:13
            Staje się wyborem od momentu w którym zauważasz że możesz je skończyć. Myślę że dla wielu w tym momencie staje się też przymusem;) Podobnie z robotą....zawsze możesz odejść, zostać kloszardem i mieć w dupie system. Wbrew pozorom mamy wybór.
        • satrustequi Re: Nałogi... 01.02.16, 17:15
          Nawyki są nieuniknione, bez nich ludzki umysł nie poradziłby sobie. To te oceniane jako złe lub przesadne nazywane są nałogami, a także -holizmami jak np. pracoholizm. Ludzie rozwijają przeróżne nawyki by funkcjonować.

          Niektórzy, jak K. Marx, ganili akurat nawyk religijnego rytuału, on porównał go nawet do opium czyli heroiny, a potem megazaczadzeniu ulegli uczestnicy zjazdów KPZR zwłaszcza za Józefa Stalina

          Gdyby ktoś jak ten tu - jedyny człowiek który zmówił Ojcze Nasz ze sceny na koncercie rockowym w mało religijnych czasach - zrobił to na posiedzeniu partyjnym, mielibyśmy może równowagę której szuka Kitty

          www.youtube.com/watch?v=ANQspcmfhJU
      • proteinowy Re: Nałogi... 04.02.16, 18:30
        Doskonale Cie rozumiem, Kitty. Mnie zycie nie boli, ale chciałbym mu dokopać. Nie uznaję słowa nałóg, używam "koncentracja", ale chodzi o to samo. Tak długo jak jestem na czymś "skoncentrowany" nie czuję potrzeby podpalenia wszystkiego w cholerę. Z grubsza zgadzam się z dynamiką opisywaną przez TB, tylko na własny użytek wyprałem ją z wartościujących, dydaktycznych nut, bo mi tak wygodniej. Bardziej niż życiu dokopałbym tylko dydaktyce.
        • ninek04 Re: Nałogi... 04.02.16, 19:47
          proteinowy napisał
          >Nie uznaję słowa nałóg, używam "koncentracja", ale chodzi o to samo. Tak długo jak jestem na czymś "skoncentrowany" nie czuję potrzeby podpalenia wszystkiego w cholerę.<

          Niestety, wszystko sprowadza się w gruncie rzeczy do tego magicznego "jak długo". Bo oczywiście można bardzo długo koncentrować się na jednym, a wypierać i ignorować to drugie, no ale w końcu przychodzi taki czas, że czujesz, że czas podpalić wszystko w pizdu, bo i tak nie masz nic do stracenia.
          • proteinowy Re: Nałogi... 06.02.16, 11:30
            ninek04 napisała:

            > Niestety, wszystko sprowadza się w gruncie rzeczy do tego magicznego "jak długo
            > ". Bo oczywiście można bardzo długo koncentrować się na jednym, a wypierać i i
            > gnorować to drugie, no ale w końcu przychodzi taki czas, że czujesz, że czas po
            > dpalić wszystko w pizdu, bo i tak nie masz nic do stracenia.

            To drugie = seks? Wyprzeć sie nie da i nie ma sensu, ale mozna spokojnie zniszczyć w sobie instynkt lgnięcia do kobiet (czy do kogo tam nas ciągnie). ML to zrobił i zrzucił odpowiedzialność na kobiety (wszystkie!), ja od dłuższego czasu wiercę dziury we własnym poczuciu wartosci, podkopuje je i niszczę. W Matrixie pada nieśmiertelny kamień żółciowy ludzkiej mądrości : "nie myśl, ze mozesz - wiedz ze mozesz". To działa w druga stronę tez: jak z obaw o własna nieadekwatność przejdziesz do spokojnej pewności tejże to przestajesz tracić czas na śmieszne podskoki po dyndający na sznurku kawałek mięsa i po prostu idziesz gdzie indziej i robisz cos konstruktywnego. Nawet pijacki stupor ma w sobie wiecej spełnienia niz udział w tych pustych socjalnych rytuałach, nie mowiac o wyciskaniu sztangi, bieganiu, szachach czy po prostu zarabianiu pieniędzy.
    • that.bitch.is.sick Re: Nałogi... 01.02.16, 22:37
      Czemu akurat Bogu ducha winna siłka i uzdrawiające ćwiczenia znalazły się na liście używek Bogini, czy Bogini z jakiś przyczyn nie może ich uprawiać więc swoim zwyczajem uruchamia jakiś mechanizm kompensacyjny podparty zawodowym autorytetem? Czy Bogini nie może jednego wątku założyć bezinteresownie, tylko zawsze widać jak na dłoni że kompensuje jakieś osobiste niedobory. Mam wrażenie i deja vu że kolejny raz mamy do czynienia z tą samą obsesją.
      • twojabogini Re: Nałogi... 02.02.16, 02:02
        Czemu siłka i ćwiczenia na liście uzależnień? To nie mój wymysł - jest na oficjalnej liście uzależnień behawioralnych. Wbrew twoim podejrzeniom nie mam żadnych uprzedzeń ani przeciwwskazań do siłki, zaglądam raz dwa razy w tygodniu na trening kondycyjny. Mam sensownego trenera, który mnie motywuje, ale siłka to i tak nie moja bajka i nie mój nałóg.
        Osobistych niedoborów i nałogów mam od cholery i tego nie ukrywam. Więc nie musisz dopatrywać się we wszystkim co piszę drugiego dna. Po prostu naszła mnie refleksja jak wyglądałoby życie bez nałogów i zachowań kompensacyjnych. Do czegoś takiego się przymierzam. Testowałam już na sobie różne opcje, np. życie bez kosmetyków (za wyjątkiem podstawowych artykułów higienicznych) przez równo rok (nie polecam). Aktualnie testuję życie bez depilacji (póki co neutralne, ale wniosków ostatecznych jeszcze nie wyciągnęłam). Sprawdzałam też jak się żyje stale i systematycznie korzystając z jednej konkretnej używki (nie polecam). Zazwyczaj tym co mnie interesowało było zabicie nudy, która nieustannie mi towarzyszy. Lejtmotywem wszystkich moich eksperymentów było zawsze obalanie stereotypów - jak np. że żadne kosmetyki nie są potrzebne i nieobciążona niczym skóra z czasem odzyska "własny balans". Obok testowania na sobie w okresie eksperymentu wyszukuję jak najwięcej informacji, badań, osobistych relacji itp. Układam sobie z tego jakiś tam obraz. Niczemu to nie służy. Zapewne te moje testy to jeden z moich osobistych mechanizmów kompensacyjnych.

        Teraz jestem o krok od eksperymentu pod tytułem życie w abstynencji. Jak już się wydepiluję. Moja własna postawa - dość typowa dla nałogowca - to, że takie życie może być zbyt bolesne, pozbawione smaczków, nudne...I nie wiem czy się zdecyduję - od lat nie udało mi się rzucić palenia, mojego stałego regularnego nałogu. Trudno mi będzie zrezygnować całkowicie z alkoholu i okazjonalnych używek. Oraz z całej masy innych zachowań kompensacyjnych - np. paskudnych nawyków żywieniowych, czy brzydkich/szkodliwych/niemoralnych sposobów rozładowywania stresu. I jeśli się zdecyduję będzie to pierwszy z moich eksperymentów, który podejmę z innych motywacji niż tylko zaspokojenie ciekawości. Zastanawiam się co mogłoby się ze mnie wykluć, gdybym wyłączyła te wszystkie kompensacje?
        Teza 1 - kompensacje wzbogacają życie, redukują ból egzystencji i napięcie, Teza 2 - kompensacje zubażają życie, wzmagają ból egzystencji i napięcie. Mam już sporo literatury w temacie, co ciekawe większość opracowań dotyczących roli kompensacji w życiu człowieka ma charakter religijny lub filozoficzny.
        Jednak porzucenie na jakiś czas zachowań kompensacyjnych jest o wiele trudniejsze niż regularne jaranie haszu, czy nie używanie niczego co służy depilacji. Ale z drugiej strony - jest pociągającą alternatywą. Jak najbardziej ten wątek ma charakter bardzo osobisty. Ale niewiele ma to wspólnego z siłownią.
        • wont2 Re: Nałogi... 02.02.16, 02:46
          twojabogini napisała:

          Testowałam już na sobie różne opcje, np. życie bez k
          > osmetyków (za wyjątkiem podstawowych artykułów higienicznych) przez równo rok (
          > nie polecam). Aktualnie testuję życie bez depilacji (póki co neutralne, ale wni
          > osków ostatecznych jeszcze nie wyciągnęłam).
          ----------
          Zadam pytanie z męskiej perspektywy - czy mąż miał/ma coś do powiedzenia w kwestii twojej decyzji o odstawieniu kosmetyków i depilacji? Czy po prostu zakomunikowałaś mu to? I jak on w ogóle zareagował? Lubi włochate nogi?
          • twojabogini Re: Nałogi... 02.02.16, 03:32
            Jesteś boski :) Nie czuje potrzeby uzyskiwania zgody męża na to co robię z własnym ciałem. Jak sobie to wyobrażasz? Kochanie czy wyrażasz zgodę na to, żebym przez rok nie używała podkładu i odżywki do włosów? Czy wyrażasz zgodę na niegolenie przeze mnie okolic intymnych?
            Czy jesteś za równouprawnieniem i mój mąż powinien uzyskiwać moją zgodę na zapuszczenie brody lub przytycie paru kilogramów?
            Nie udało mi się zrezygnować z depilowania pach, mam uczucie nie zachowywania higieny. Golę.

            Natomiast jeśli ciekawi cię kwestia wpływu owłosienia na kwestie seksualności i jakość życia seksualnego. Początkowo odczuwałam silne skrępowanie, miałam mocno wdrukowane, że seks wymaga depilacji. Choć jak to w życiu małżeńskim bywało i wcześniej że nie byłam tu czy tam dogolona. Włosy łonowe są fajne, dają dużo przyjemności. Do tych przyzwyczaiłam się najszybciej. Dopóki włoski na moich nogach były sztywne wolałam nie być dotykana po nogach. Teraz są miękkie i niewyczuwalne - nie robią różnicy. W kwestii wizualnej - odpadły zabawy i przebieranki za kociaka w pończochach i na szpilach (z owłosionymi nogami raczej wypadłoby groteskowo) ale jest tyle innych zabaw i źródeł pobudzeń, że rezygnacja jednego aspektu nie ma takiego znaczenia.
            Mój mąż jest otwarty na eksperymenty w seksie i nie ma wąskiej wizji seksu. Nie zauważyłam, żeby miał słabsze erekcje, czy jakieś inne przejawy zaburzeń satysfakcji czy pożądania związanych z moim owłosieniem. Po seksie jest zazwyczaj radosny, czasem pełny nowych sił, czasem zmęczony. Jak zawsze. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek mój mąż zachwycił się moim owłosieniem tak jak ja jego, i jest to pewnie tak samo uwarunkowane jak to, ze odczuwam przymus golenia pach. Ja swoim owłosieniem tez nie umiem się zachwycić, ale już umiem je zaakceptować i nie odczuwać włosów na swoim ciele jako czegoś obrzydliwego.
            Odkomercjalizowanie seksu w parze oceniam pozytywnie. Przełamanie mojej bariery wstydu podniosło mój poziom zaufania w relacji seksualnej. Więc ten akurat aspekt eksperymentu oceniam pozytywnie.

            Tak: możliwy jest satysfakcjonujący obie strony seks w parze heteroseksualnej z owłosionymi nogami kobiety i mężczyzny. Sprawdzone i zatwierdzone by TB.

            Moje pytanie do ciebie - czy nie czułbyś się uprzedmiotowiony, gdyby twoja partnerka seksualna uzależniała seks z tobą od tego czy wydepilowałeś starannie swoje ciało?
            • wont2 Re: Nałogi... 02.02.16, 04:21
              twojabogini napisała:

              > Jesteś boski :)
              ----
              Dziękuję :)

              Nie czuje potrzeby uzyskiwania zgody męża na to co robię z włas
              > nym ciałem. Jak sobie to wyobrażasz? Kochanie czy wyrażasz zgodę na to, żebym p
              > rzez rok nie używała podkładu i odżywki do włosów? Czy wyrażasz zgodę na niegol
              > enie przeze mnie okolic intymnych?
              ----
              Nie chodzi o zgodę a o opinię (rzeczywiście, mało precyzyjnie się wyraziłem). Czy dostał szansę wyrażenia swojej opinii w tej kwestii. Rozumiem, że nie.


              > Czy jesteś za równouprawnieniem i mój mąż powinien uzyskiwać moją zgodę na zapu
              > szczenie brody lub przytycie paru kilogramów?
              > Nie udało mi się zrezygnować z depilowania pach, mam uczucie nie zachowywania h
              > igieny. Golę.
              -------
              Jeszcze raz - nie chodzi mi o zgodę ale o branie pod uwagę zdanie/gust/potrzeby partnera w zakresie naszej fizyczności. Jeśli wiem, że mojemu partnerowi nie podoba się piwny brzuch i włosy w uszach to sam z siebie dbam o to, żeby się piwnego brzucha nie dorobić i golić włosy w uszach. Ja nie widzę tutaj naruszenia mojej autonomii, ty zdaje się takie naruszenie dostrzegasz.


              > Tak: możliwy jest satysfakcjonujący obie strony seks w parze heteroseksualnej z
              > owłosionymi nogami kobiety i mężczyzny. Sprawdzone i zatwierdzone by TB.
              --------
              Oczywiście, że jest możliwy. W waszym przypadku. W przypadku innych osób nie będzie możliwy. A co byś zrobiła, jakby się okazało, że jednak twojemu mężowi owłosione nogi przeszkadzają i ma problem z podnieceniem? Kontynuowałabyś eksperyment czy jednak ogoliła nogi? :)


              > Moje pytanie do ciebie - czy nie czułbyś się uprzedmiotowiony, gdyby twoja part
              > nerka seksualna uzależniała seks z tobą od tego czy wydepilowałeś starannie swo
              > je ciało?
              -------
              Nie czułbym się uprzedmiotowiony, tylko nie byłbym zainteresowany dalszym uprawianiem seksu z tą partnerką, bo nie jestem zainteresowany depilowaniem swojego ciała - golenie nóg, rąk przez mężczyznę uważam za niemęskie i źle bym się z tym czuł. Wystarczy, że golę głowę, pachy i jaja. Oczywiście, rozważając tę kwestię teoretycznie - jakbym od początku relacji z partnerką starannie depilował swoje ciało wiedząc, że ona tego potrzebuje i nagle wpadł mi do głowy pomysł, żeby zapuścić hairy na nogach, to pretensje, że jej cipka wyschła miałbym jedynie do siebie.
              • marek.zak1 Re: Nałogi... 02.02.16, 10:02
                wont2 napisał:

                > twojabogini napisała:
                >
                > > Jesteś boski :)
                > ----
                > Dziękuję :)
                >
                > Nie czuje potrzeby uzyskiwania zgody męża na to co robię z włas
                > > nym ciałem. Jak sobie to wyobrażasz? Kochanie czy wyrażasz zgodę na to, ż
                > ebym p
                > > rzez rok nie używała podkładu i odżywki do włosów? Czy wyrażasz zgodę na
                > niegolenie przeze mnie okolic intymnych?
                > ----
                > Nie chodzi o zgodę a o opinię (rzeczywiście, mało precyzyjnie się wyraziłem). Czy dostał szansę wyrażenia swojej opinii w tej kwestii. Rozumiem, że nie.
                =========================================
                Wont, pracujesz w korpo i szef przychodzi i pyta. Panie Wont, teraz wprowadzamy obowiązek chodzenia w brązowych butach. To powinno zwiększyć wydajność pracy, Co pan na to? Są 3. możliwości:
                - szefie, pan zwariował,
                - ciekawy pomysł.
                - znakomity pomysł. Czy wprowadzany od jutra, czy jeszcze dzisiaj mam pojechacćdo domu i zmienić obuwie?

                Ktoórą odpowiedź wybiera mąż TB?

                • sabat777 Re: Nałogi... 02.02.16, 10:20
                  marek.zak1
                  > Wont, pracujesz w korpo i szef przychodzi i pyta. Panie Wont, teraz wprowadzamy
                  > obowiązek chodzenia w brązowych butach. To powinno zwiększyć wydajność pracy,
                  > Co pan na to? Są 3. możliwości:
                  > - szefie, pan zwariował,
                  > - ciekawy pomysł.
                  > - znakomity pomysł. Czy wprowadzany od jutra, czy jeszcze dzisiaj mam pojechacć
                  > do domu i zmienić obuwie?
                  >
                  > Ktoórą odpowiedź wybiera mąż TB?

                  Dlaczego 3 mozliwosci? Zadna nie jest wlasciwa.
                  Ja daje czwarta:
                  - Jak Pan sobie zyczy szefie. Poniewaz jest to wymog korporacyjny, rozumiem ze moge liczyc na pelna refundacje zakupionego obuwia, gdyz na moment wprowadzenia zarzadzenia nie posiadam brazowego obuwia ani funduszy by takowe nabyc. Rozumiem rowniez, ze jest pan sklonny zaakceptowac obuwie renomowanej marki, bo przeciez jako pracownik szanujacej sie korporacji nie moge wygladac jak powsinoga. Chce tez ustalic, czy firma widzi jakies przeciwskazania bym zabieral obuwie do domu celem odpowiedniej konserwacji, inaczej szybko przestanie byc reprezentacyjne.
                  • marek.zak1 Re: Nałogi... 02.02.16, 11:12
                    sabat777 napisał:

                    > Dlaczego 3 mozliwosci? Zadna nie jest wlasciwa.
                    > Ja daje czwarta:
                    > - Jak Pan sobie zyczy szefie. Poniewaz jest to wymog korporacyjny, rozumiem ze moge liczyc na pelna refundacje zakupionego obuwia, gdyz na moment wprowadzenia zarzadzenia nie posiadam brazowego obuwia ani funduszy by takowe nabyc. Rozumiem rowniez, ze jest pan sklonny zaakceptowac obuwie renomowanej marki, bo przeciez jako pracownik szanujacej sie korporacji nie moge wygladac jak powsinoga. Chce tez ustalic, czy firma widzi jakies przeciwskazania bym zabieral obuwie do domu celem odpowiedniej konserwacji, inaczej szybko przestanie byc reprezentacyjne.
                    ==========================================
                    Odkryłeś w sobie duży potencjał negocjacyjny. Spróbuj w pracy negocjować podwyżkę pensji.
              • twojabogini Re: Nałogi... 06.02.16, 11:50
                Powiem tak - łączenie depilacji z seksem jest mocno przereklamowane. Jeszcze nasi dziadkowie kobiety z owłosieniem mocniejszym niż przeciętne, a nawet z wąsikiem uważali za szczególnie namiętne. Patrząc przez pryzmat historyczny - różnie to bywało. W wysoko rozwiniętych kulturach depilacja ciała dokonywana przez kobiety i mężczyzn była zazwyczaj przejawem ucywilizowania, sposobu odróżnienia się od hord barbarzyńców. W społeczeństwach w których depilacja dotyczyła jedynie kobiet i miała wymiar seksualny zazwyczaj wiązało się to z niską pozycją kobiety, jej użytkowy charakterze oraz kulturowym związaniem żeńskiej seksualności i podporządkowaniem jej potrzebom męskim.

                Co do opinii mojego męża - jest dorosłym człowiekiem i męskim mężczyzną, jeśli poczuje potrzebę wyrażenia opinii na pewno to zrobi. Nie muszę go traktować ani jak mojego rodzica (prosić o zgodę) ani jako dziecka (pytać o opinię).
                Gdybym zauważyła, że jakiekolwiek moje działanie źle wpływa na nasze - moje i męża - życie seksualne na pewno starałabym się taką sytuację zmienić.

                Swoją drogą pytania jakie mi zadałeś są tymi które dostaję najczęściej - czy mąż wyraził zgodę i czy nie ma nic przeciwko. To jest w mojej opinii przejaw tego, że w naszej zbiorowej świadomości ciało kobiety należy do jej męża.
                Kolejne pytanie to pytanie o seks - co oznacza, że silnie wiążemy depilację kobietą z seksualnością.

                Nikt nie zapytał mnie jak ja postrzegam swoje ciało, czy mam trudności w seksie związane z posiadaniem włosów na nogach. Czy odczuwam wstyd. A wszystkie te rzeczy stały się w większym lub mniejszym stopniu moim udziałem.

                Mam tez jedną uwagę - zbyt silnie wiążesz seksualność z wyglądem kobiety. W długoterminowym związku nie ma bata - oboje partnerów nie będzie młodnieć ani pięknieć, przyjdą zmarszczki, kilogramy, to i owo obwiśnie, wyłysieje itd. Nie oznacza to spadku namiętności - jeśli umie się pogłebiac więź, rozwijać seksualność w parze, poszukiwać w różnych kierunkach.
                Uwarunkowanie porno sprawiło, że starsze pokolenie słysząc eksperyment myślało oral, anal, trójkąt, dominacja. Nie mam pojęcia co myślą o sferze eksperymentu sporo młodsi, bo anal i oral to dal nich sprawy niczym się nie różniące od klasyka. Tak czy siak to co uważamy na ogól za urozmaicenie wynika albo z tego co zawarte na filmach xxx albo co w kosmo napiszą.

                Idziemy z mężem swoją drogą i tak na przykład odkryliśmy jak silnie w sferze pobudzenia seksualnego działa zapach. Okej do tego trzeba odwagi, przełamania uwarunkowań kulturowych (seks - ścisła higiena, brak zapachów, wymyte ciała) i wzajemnego zaufania. Ale już wiemy co napoleon miał na myśli :)
                Jasne, że na mojego męża, jak na większość heteroseksualnych mężczyzn działa silnie bodziec wizualny: ładna, wydepilowana kobieta w odpowiednio erotycznym stroju. Ale jest to jeden z wielu bodźców, mogę wyglądać w ten sposób i sprawiam mu tym przyjemność, ale nie jest to ani mój obowiązek, ani warunek kontaktu seksualnego. Na mnie silnie działa poświęcenie mi czasu, przygotowanie czegoś dla mnie i prezent. Gdy zostaję zaproszona na starannie przygotowaną randkę, dostaję w trakcie coś uroczego i czuję jak mężczyzna mnie pragnie, stara się o mnie i zabiega - to mięknę, wilgotnieję, twardnieją mi piersi, przyspiesza puls i dostaję erekcji. Ale działa nie mnie tez masa innych rzeczy i nie wymagam od męża randki ze mną i prezentu za każdym razem jak ma ochotę na seks ze mną. Jest masa innych rzeczy które także na mnie działają. Na mężczyzn tez działa wiele innych rzeczy po za wydepilowanym seksownym kociakiem.
                Swoją drogą - jeśli seksualność pary opiera się głównie na przyporządkowaniu kobiety jednemu tylko aspektowi męskiego pobudzenia - atrakcyjności wizualnej - to namiętność w takiej parze szybko wygaśnie. Kobiecie znudzi się bycie obiektem, mężczyźnie znudzi się obiekt.


                • marek.zak1 Re: Nałogi... 06.02.16, 12:11
                  twojabogini napisała:


                  > Swoją drogą pytania jakie mi zadałeś są tymi które dostaję najczęściej - czy mąż wyraził zgodę i czy nie ma nic przeciwko. To jest w mojej opinii przejaw tego, że w naszej zbiorowej świadomości ciało kobiety należy do jej męża.
                  ============================================
                  Ciało należy w dużej mierze do seksualnego partnera i to on/ona powinien mieć na to wpływ. Tak więc skoro od pewnego czasu żona stwierdziła, że podobam jej się w kilkudniowym zaroście, mam ten zarost i wcale to nie oznacza, że moje ciało należy do mojej zony. Podobnie gdyby stwierdziła, że powinienem nabrać masy czy schudnąć, dlaczego nie miałbym tego zrobić? Moja cielesność w sensie seksu, służy mojej partnerce i to ona powinna mieć duży na nią wpływ. Nie wyobrażam sobie eksperymentów na moim ciele bez spytania jej o opinię. Przecież to ona mnie dotyka, całuje itp.

                  =========================================================

                  Swoją drogą - jeśli seksualność pary opiera się głównie na przyporządkowaniu kobiety jednemu tylko aspektowi męskiego pobudzenia - atrakcyjności wizualnej - to namiętność w takiej parze szybko wygaśnie. Kobiecie znudzi się bycie obiektem , mężczyźnie znudzi się obiekt.
                  ===========================================================
                  Męskie pobudzenie opiera się w największej mierze na wizualnej atrakcyjności. Faceci są wzrokowcami.
                  >
                  >
                  >
                  • twojabogini Re: Nałogi... 06.02.16, 12:45
                    Moje ciało należy do mnie, ciało męża należy do niego. Najbardziej atrakcyjne ciało to ciało zdrowe - więc zachowanie atrakcyjności to raczej dbałość o zdrowie niż depilację, czy utrzymanie stałej wagi przez całe życie. Lubię kiedy mąż ma lekki zarost, ale gdyby stale utrzymywał lekki zarost przestałoby to być bodźcem...

                    Co do męskiego pobudzenia - zdanie jest prawdziwe jeśli dodasz do niego jeszcze : w kulturze uwarunkowanej pornografią...a do tego rzetelnej analizy tego jakiego rodzaju bodźce wzrokowe uznajemy za pobudzające.

                    Mój dziadek dostawał silnych erekcji na widok choćby odrobiny damskiego ciała, uniesiona nieco sukienczyna koleżanki odsłaniająca damska solidnie owłosioną łydkę doprowadzała go do "czynów haniebnych" przez szereg kolejnych nocy.
                    Zapach kobiecego ciała.
                    Marzenie o rozmowie z koleżanką.
                    Uśmiech dziewczynki skierowany do niego.

                    To wszystko były silne erotyczne bodźce. Dziadek wychował się w surowym otoczeniu, w ścisłej koedukacji pilnie przestrzeganej. Sam kontakt z dziewczynką był nieosiągalnym marzeniem. Mój syn wychowuje się razem z dziewczynkami, nawet w szpitalach często nie ma już podziału na sale chłopięce i dziewczęce. Porno ogląda większość ludzi. Bodźce seksualne są zupełnie inne.

                    Z mężem mamy gdzieś konsumpcyjny fastfood, więc szukamy sobie swoich własnych bodźców, nie sprowadzając wszystkiego w seksie do pornograficznej wizji bezzapachowej, sterylnej i bezwłosej wizualnej atrakcyjności.
                    • marek.zak1 Re: Nałogi... 06.02.16, 13:26
                      twojabogini napisała:

                      > Moje ciało należy do mnie, ciało męża należy do niego.
                      ===================================
                      Ale nie w seksie. Partner jest użytkownikiem mojego ciała.

                      ======================================
                      >
                      > Co do męskiego pobudzenia - zdanie jest prawdziwe jeśli dodasz do niego jeszcze
                      > : w kulturze uwarunkowanej pornografią...
                      ======================================
                      Ciało i nagość kobiety były głównymi czynnikami pobudzenia od tysięcy lat.
                      • twojabogini Re: Nałogi... 09.02.16, 12:38
                        Ciało i nagość kobiety były głównymi czynnikami pobudzenia od tysięcy lat.

                        Marku, czy możesz swoją tezę czymś podeprzeć? I odnieść się w swojej wypowiedzi to takich oto zjawisk:
                        1. W wielu kulturach z uwagi na uwarunkowania klimatyczne nagość jest stanem naturalnym i nie jest kojarzona z bodźcami erotycznymi. Mężczyźni nie są tam wzrokowcami, reagują na zupełnie inne bodźce.
                        2. Bodźce wzrokowe stosowane w nadmiarze upośledzają reakcje seksualne. Stali użytkownicy porno są niezdolni do satysfakcji seksualnej z partnerką. Nawet jeśli jest atrakcyjna seksualnie.
                        3. Świadectwa przeszłości w swej ogromne masie jako podstawowy bodziec erotyczny w relacjach damsko-meskich wskazują określone sposoby zachowania, identyfikowane w danej kulturze jako uwodzicielskie. Niezależnie od kultury i przyjętych sposobów wyrażania seksualności mają one wspólny mianownik. Z tego to też powodu mega odstawione laski na imprezach mają mniejsze wzięcie niż mniej atrakcyjne wizualnie koleżanki potrafiące się w okreslony sposób zachowywać.

                        Zachowania stanowiące bodźce seksualne:
                        - kontakt wzrokowy z "obiektem",
                        - sugerowanie kontaktu fizycznego - dotykanie innych osób, rzeczy w obecności "obiektu",
                        - określone sposoby poruszania się, otwarta mowa ciała, pewność siebie, swoboda,
                        - okazywanie adoracji,
                        - "przekazanie daru" - tu wiele zależy od kultury, która reguluje jakie prezenty (i czy) są dopuszczalne

                        Osoby oceniane jak mniej atrakcyjne seksualnie zmieniające swoje zachowanie w podanym kierunku zaczynają być postrzegane jako znacznie atrakcyjniejsze.
                        W naszej kulturze przekazanie daru praktycznie nie jest dopuszczane przez kobiety w stosunku do mężczyzn, choć się to zmienia. To jednak on stawia drinka, daje te pieprzone kwiatki czy co tam jeszcze. Kultura z drugiej strony osłabia działanie pewnych bodźców, tak wiec postawienie drinka obecnie żadnej laski raczej nie podnieci. W drugą stronę - postawienie drinka mężczyźnie może się okazać bodźcem seksualnym. Sprawdzałam. Działa.

                        • marek.zak1 Re: Nałogi... 09.02.16, 13:27
                          twojabogini napisała:

                          > Ciało i nagość kobiety były głównymi czynnikami pobudzenia od tysięcy lat.
                          >
                          > Marku, czy możesz swoją tezę czymś podeprzeć?
                          ================================
                          Tak, własnym doświadczeniem, rozmowami z wieloma facetami, czytaniem opinii i wielu książek, dobrą znajomością historii. Historia była i jest moją pasją, a jeszcze w szkole podstawowej wygrałem warszawski konkurs historyczny. Jestem aktywnym uczestnikiem forum www.historycy.pl.


                • sea.sea Re: Nałogi... 06.02.16, 13:05
                  W zbiorowej świadomości ciało osoby dowolnej płci "należy" do drugiej osoby lub osób dowolnej płci z którymi ta osoba sypia. Jestem pewna, że facet który zapuszcza wąsy, ścina na zero bardzo długie włosy, umieszcza sobie kolczyk w penisie czy robi duży, widoczny tatuaż na klacie, też słyszy pytanie "a co na to twoja partnerka/partner". Ludzie są po prostu ciekawi, jak inni, zwłaszcza najbardziej zainteresowani, reagują na wyłomy w dotychczasowej czy też najpowszechniejszej estetyce. Nie dopatrywalabym się w takim pytaniu kolejnego dowodu na to, jak płeć męska przedmiotowo traktuje nasze siostry, bo nasze siostry identycznie traktują płeć męską.
                  • marek.zak1 Re: Nałogi... 06.02.16, 13:23
                    sea.sea napisała:

                    > W zbiorowej świadomości ciało osoby dowolnej płci "należy" do drugiej osoby lub osób dowolnej płci z którymi ta osoba sypia.
                    -------------------------------------------------------------------------------
                    Zgadzam się z tym. Gdybym się sam całował byłoby inaczej, ale skoro całuje i dotyka mnie druga osoba, powinna mieć wpływ na to, jak wyglądam, gdyż to jej chce się podobać.
                  • twojabogini Re: Nałogi... 09.02.16, 12:47
                    Pytałam męża jak reagowano na jego brodę, z która miał już różne fazy. Nigdy nie dostał pytania co ja na to, nawet gdy zmiany były radykalne. Pytałam tez kolegi, który ostatnio się roztył, czy ktoś komentował to pod katem jego atrakcyjności seksualnej dla zony.
                    Wiec zaczęłam pytać kobiety i mężczyzn jak często pytani są o reakcje partnera w związku z ich wyglądem w kontekście atrakcyjności. Kobiety relacjonują pytania w stylu: czy ci pozwolił, czy mu nie przeszkadza, czy nie powinnaś czegoś z tym zrobić, bardziej o siebie zadbać - bo możesz przestać być dla niego atrakcyjna. Często są to nie tyle pytania, co docinki lub takie niby żarciki.
                    Mężczyźni nie relacjonują podobnych sytuacji, komentarzy żartów. Albo naprawdę się z nimi nie stykają, albo wstyd im się przyznać, albo tak dalece nie zwracają uwagi, że nie zwracają uwagi :)
                    Bardzo chętnie dowiem się, czy jakiś pan usłyszał kiedyś w kontekście wyglądu - a co na to twoja partnerka, a może któraś z dziewczyn komentowała w ten sposób kolegę, wujka, czy innego osobnika płci męskiej? Naprawdę mnie to zaciekawiło...
                    • sea.sea Re: Nałogi... 10.02.16, 03:27
                      Mężczyźni zapewne mają wyrąbane, ja też miałam wyrąbane i nie zwracałam uwagi na ewentualne tendencyjne uwagi skierowane do mnie, mimo że jako kobieta zapewne byłam takich "ofiarą", dopóki nie podniosłaś tematu.

                      Ale pamiętam tak na gorąco, że całkiem niedawno jeden kolega zapuścił sobie wąsa tak dla jaj i usłyszał pytanie, co na to jego dziewczyna - co prawda nie było to pytanie wprost "czy Zuzia ci jeszcze daje?", więc pewnie się według Ciebie nie liczy. Z kolei inny postanowił rzucić palenie i wszyscy to natychmiast skojarzyli z tym, że jego Zuzia nie pali, więc pytali, czy to Zuzia mu kazała - jakby chłopak nie miał własnego rozumu i nie był w stanie podejmować za siebie decyzji dotyczących własnego zdrowia. Aaa i jak jeden się opitolił z pięknych, długich loków na prawie jeża, to też były pytania, jak jego dziewczyna to zniosła.
                  • rekreativa Re: Nałogi... 09.02.16, 12:54
                    Poza tym ja, na przykład, uważam, że jako partnerka, między innymi, seksualna drugiej osoby powinnam mieć cokolwiek do powiedzenia w kwestii jej ingerencji w wyglądu ciała, którego mam przecież jak najdłużej pożądać. Nie chodzi tu o żaden terroryzm, ale zasięgnięcie przez partnera opinii i pomyślenie o konsekwencjach.
                    Przykładowo ja nie cierpię brody u faceta. Obrzydza mnie to niemiłosiernie. Nie mogę zakazać mężowi zapuścić brody, ale musi się on liczyć z tym, że ja do seksu z brodziskiem sie palić nie będę.
                    Podobnie rzecz dotyczy zmieniania wagi, golenia głowy na łyso, robienia tatuaży na pół pleców i podobnych rzeczy, które w drastyczny sposób potrafią zmienić wygląd człowieka.
                    Choc akurat włosy na nogach się w tej kategorii nie mieszczą.
                    • marek.zak1 Re: Nałogi... 09.02.16, 13:21
                      rekreativa napisała:

                      > Poza tym ja, na przykład, uważam, że jako partnerka, między innymi, seksualna drugiej osoby powinnam mieć cokolwiek do powiedzenia w kwestii jej ingerencji w wyglądu ciała, którego mam przecież jak najdłużej pożądać. Nie chodzi tu o żaden terroryzm, ale zasięgnięcie przez partnera opinii i pomyślenie o konsekwencjach.
                      ====================================
                      Oczywiście. Partner jest w sensie seksu, ale także estetyki, jedynym użytkownikiem ciała partnera i powinien mieć znaczący wpływ, jak to ciało wygląda, tak, żeby mu /jej się podobało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka