Dodaj do ulubionych

autor a bohater

11.07.16, 11:37
marek.zak1 napisał:

> ----------------------------------------------------
> Nie, czytam różne rzeczy, jeśli są ciekawe, natomiast czym innym jest czerpanie
> z ust fikcyjnych bohaterów prawd ogólnych. Jeśli autor - uwodziciel stwarza bo
> hatera wiernego jednej kobiecie oi mówi, jak to jest z nią fajnie, to się zwycz
> ajnie zgrywa. Autor i bohater sa innymi loudźmi, ale główne przesłanie powinno
> być zgodne z przekonaniami autora.

Nie czytałam ani jednej twojej rzeczy Marku, poza jednym opisem stosunku podlinkowanym na forum. O ile mnie pamięć nie myli, a nigdy mnie nie myli, był to opis stosunku: opisano kobietę udostępniającą swoje ciało mężczyźnie, nie mającemu pojęcia o tym, że seks to gra zespołowa. Wsadzić wyjąć zasnąć. Mężczyzna był na tyle konserwatywny, że nie pytał kobiety o orgazm, dzięki czemu ona nie musiała tego orgazmu dla niego udawać. Po tym widać, że był z dawniejszego pokolenia, z obecnymi macho orgazm przy stosunku jest obowiązkowy. Z tego zresztą zaczęła się decyzja o orgazmach kobiet.

Teraz jednak chętnie przeczytam to co napisałeś, skoro to klucz do analizy ciebie. Jak masz coś na necie - podlinkuj.
Wiem, że wszyscy tu jesteśmy nickami, alterami i kreacjami. Mnie jednak interesuje to, co kryje się pod alterami. Choć akurat twój alter jest interesujący - wiele osób nie tylko wierzy, ale szczerze wyznaje marka - postać szczęśliwego małżonka u boku równie szczęśliwej zony, w którego związku namiętność nie gaśnie.
Mam tego pecha, że pamiętam słowo pisane, i magazynuję je systemowo, bezwiednie zwracając uwagę na luki, sprzeczności, zmiany trendów. Pomijam jedynie mało istotne szczegóły, takie jak imiona (choć zdaje mi się, że twój alter nazywał się Jacek Mróz?).
Twój forumowy alter ewoluował: z takiego dość prostego macho, przywódcy stada, zainteresowanego swoim orgazmem (o swoje orgazmy niech żona dba sama, bo to jej sprawa), do nieco bardziej wrażliwego, silnego mężczyzny sukcesu u boku silnej partnerki, której służysz i którą czcisz, co zapewnia gorąca atmosferę w sypialni.

Wracanie do twoich dawnych wypowiedzi, które wypowiadałeś całkiem serio, nie jest - jak mi napisałeś - przedszkolnym zachowaniem. Po prostu te wypowiedzi mocno odstają od aktualnego obrazu małżeństwa partnerskiego z 20-letnim stażem, połączonego namiętnością.
Nie żebym się czepiała, ale pamiętam, że w początkach uczestnictwa na forum wyliczałeś, że praca żony, kiedy są dzieci się nie opłacała się finansowo - dojazdy, żłobki, jedzenie poza domem i że z tych względów podjęliście z żoną decyzję, że zostanie w domu. Za drogo kosztowałaby was jej praca i jak to wtedy określiłeś - musiałbyś dokładać. Do tego dorzuciłeś dobro dzieci, które będą miały zapewnioną opiekę. Wtedy jeszcze twój alter nosił ślady twojej osobowości, twoich doświadczeń. Jednak puszenie się, że udało ci się utrzymać rodzinę i spełnić męskie zadanie oraz być przywódcą stada, nie przynosiło ci chwały jakiej oczekiwałeś. Za wiele tu feministek, które zaczęły się zastanawiać jak bardzo spełniona i zadowolona z życia jest twoja żona. Więc teraz - w ramach ewolucji wstecznej altera - żona nie pracowała, albowiem miała zapewnione dochody od "rodziny z zachodu". Twój stary alter w takiej sytuacji uznałby, że żona może jednak iść do pracy - bo byłoby was na stać.
Stąd moje pytanie o który twój związek chodziło. Bo opisałeś tu już cztery. Od macho, co nie puścił żony do pracy bo się nie opłaca, który korzysta z ciała żony i uważa to za sukces, że ona wciąż chętnie się udostępnia, po partnerskiego marka, czczącego urodę żony, którego zona darzy namiętnością.

Nie jestem w stosunku do ciebie złośliwa. Nie mam nic do ciebie, bo cie nie znam. Uważam jednak, że twoja zabawa w dawanie złotych rad jak utrzymać szczęśliwe małżeństwo i namiętność jest okrutna. Jedynym pozytywnym efektem jest to, że sycisz swoje ego. Minusów jest więcej - chociażby to, że niektórzy szczerze teraz wierzą, że metodą "na starowicza" (ona podziwia jego siłę i męskość, on podziwia jej urodę) da się utrzymać namiętność.
Nie ma związków, które nie ewoluują, nie przechodzą kryzysów, nie mają okresu spadku namiętności. Chociażby dzieci, ciąże, połogi, samotne wychowywanie dzieci przez żonę - to wszystko generatory kryzysów erotycznych w związku. O czym każdy, kto to przeszedł wie. Twój awatar tak się rozjechał z rzeczywistością, że jego odwzajemniana przez żonę namiętność trwa nieustannie od dwudziestu lat. Jeśli ktokolwiek w to wierzy, to tylko dlatego, że mamy wpisane kulturowo marzenie o związku doskonałym, a każdą burzę i załamanie nauczeni jesteśmy traktować jako kryzys, wpadać w panikę i nie widzimy w tym niezbędnych aktywatorów rozwoju - związku, erotyki, partnerów.
Obserwuj wątek
    • twojabogini Re: autor a bohater 11.07.16, 11:45
      " Jeśli autor - uwodziciel stwarza bohatera wiernego jednej kobiecie i mówi, jak to jest z nią fajnie, to się zwyczajnie zgrywa."

      Nie wiem na jakie słowo wymienić słowo uwodziciel (jeśli zaproponuję tych tam od porno i trzepania, to się całkiem obrazisz, chociaż bardzo identyfikowałeś się z ideą nowego mężczyzny samowystarczalnego seksualnie)? Generalnie jednak jest to dobre i szczere autopodsumowanie twojej twórczości literackiej na forum. Stary dobry Freud mylił się co do kobiet i łechtaczek, ale nie co do podświadomości i jej nieświadomych manifestacji.
      Żałuję, że tak bardzo skryłeś się za kreacją awatara, lepiej dyskutowało się z TOBĄ.
      • marek.zak1 Re: autor a bohater 11.07.16, 12:38
        twojabogini napisała:
        > Żałuję, że tak bardzo skryłeś się za kreacją awatara, lepiej dyskutowało się z TOBĄ.
        ----------------
        Szanowna Koleżanko.

        Kluczem do Twoich wpisów jest jak mi sie wydaje info, że kuzyn zgwałcił Cie, jak miałaś 12 lat. Rozumiem Twoją traumę i wynikające z niej opinie i wypowiedzi.
        Jeszcze raz - bohaterowie moich książek nie są mną, co nie znaczy że nie wypowiadają tez mi bliskich. Moje książki sa książkami politycznymi, a element miłości / erotyki jest tak naprawdę drugoplanowy.
        Piszesz, że niekiedy czy ja czy moi bohaterowie, kobiety, jej ciało, jako element zaspokojenia. Ależ oczywiście, jeśli te ciało nie spełnia takiej roli, staje się nieatrakcyjne, jak to jest w przypadku choćby MiL. Jeśli nie ma tego elementu, związek sie sypie, a facet zaczyna szukać seksu poza nim.
        Nie czuję się poza tym żadnym macho i nigdy nim nie byłem.
        • urquhart Re: autor a bohater 11.07.16, 12:54
          No to było niehonorowe zagranie Marek. :(
          Co do meritum pytania TB to ja też jestem sceptyczny dla historii I afirmacji nieustającej 20leniej spontanicznej namiętności bez kryzysów, reanimacji, wspomagania i plodozmianów itp.
          Dla mnie są 3 wyjścia, albo to życzeniowa rzeczywistość na potrzeby narracji , albo nie mówisz czapek prawdy o jej źródłach, albo żona skorpionica nie mówi tobie całej prawdy o źródłach. Osobiscie pisałem już ze stawiam na ostatnie jako klasykę od Bussa.
          • marek.zak1 Re: autor a bohater 11.07.16, 13:02
            urquhart napisał:

            > No to było niehonorowe zagranie Marek. :(
            ----------------------------------------------------
            Nie uważam tak. Należy zdefiniować przyczyny takiego, a nie innego stosunku do facetów i seksu.

            > Co do meritum pytania TB to ja też jestem sceptyczny dla historii I afirmacji nieustającej 20leniej spontanicznej namiętności bez kryzysów, reanimacji, wspomagania i plodozmianów itp.
            > Dla mnie są 3 wyjścia, albo to życzeniowa rzeczywistość na potrzeby narracji albo nie mówisz czapek prawdy o jej źródłach, albo żona skorpionica nie mówi tobie całej prawdy o źródłach. Osobiscie pisałem już ze stawiam na ostatnie jako klasykę od Bussa.
            -----------------------------------------------------------
            Może nie mówi. Może mnie zwyczajnie kocha, a może uważa za swoją własność i robi wszystko, żebym był zadowolony. Miłość niejedno ma imę.
            Awantura była niejedna.
            POza tym nasz związek ma 39 lat.

            • aandzia43 Re: autor a bohater 11.07.16, 13:16
              marek.zak1 napisał:

              > urquhart napisał:
              >
              > > No to było niehonorowe zagranie Marek. :(
              > ----------------------------------------------------
              > Nie uważam tak. Należy zdefiniować przyczyny takiego, a nie innego stosunku do
              > facetów i seksu.

              Burackie i prymitywne zagranie i nie dorabiaj piździe uszu. Bo jeśli rzeczywiście uważasz, że u TB ma miejsce "taki" stosunek do mężczyzn i seksu i że jest on spowodowany niegdysiejszym gwałtem, to JESTEŚ burakiem i prymitywem.
              Pytania i spostrzeżenia TB są również moimi spostrzeżeniami. Mnie nikt nie zgwałcił. Czy możesz się więc do nich ustosunkować tak, jakby byłymoimi pytaniami?
              >
              • twojabogini Re: autor a bohater 11.07.16, 14:33
                aandzia43 napisała:

                > Pytania i spostrzeżenia TB są również moimi spostrzeżeniami. Mnie nikt nie zgwa
                > łcił. Czy możesz się więc do nich ustosunkować tak, jakby byłymoimi pytaniami?

                Dziękuję Ci.

                Marku jak widzisz także nieskalane gwałtem ciała i umysły chętnie podejmą z tobą dyskusję. Więc skoro nie możesz polemizowac ze zgwałconą, może podejmiesz polemikę z niezgwałconą?

              • marek.zak1 Re: autor a bohater 11.07.16, 14:42
                aandzia43 napisała:

                > > facetów i seksu.
                >
                > Burackie i prymitywne zagranie i nie dorabiaj piździe uszu. Bo jeśli rzeczywiśc
                > ie uważasz, że u TB ma miejsce "taki" stosunek do mężczyzn i seksu i że jest o
                > n spowodowany niegdysiejszym gwałtem, to JESTEŚ burakiem i prymitywem.
                > Pytania i spostrzeżenia TB są również moimi spostrzeżeniami. Mnie nikt nie zgwa
                > łcił. Czy możesz się więc do nich ustosunkować tak, jakby byłymoimi pytaniami?
                --------------------------
                Mój znajomy nienawidzi bokserów. Okazało sie e gdy miał 5 lat bokser podbiegł do niego, zabrał mu czapkę i uciekł. Odtąd mineło 40 lat.
                Nie wiesz co to trauma i tyle.
                Twoje chamskie personalne inwektywy zostaw dla innych.
                > >
                >
                >
                • gardenersdog Re: autor a bohater 11.07.16, 14:50
                  Fraszka o Marku:

                  "Jestem emocjonalnym klocem i nie umiem rymować."
                • aandzia43 Re: autor a bohater 11.07.16, 15:18

                  > --------------------------
                  > Mój znajomy nienawidzi bokserów. Okazało sie e gdy miał 5 lat bokser podbiegł d
                  > o niego, zabrał mu czapkę i uciekł. Odtąd mineło 40 lat.
                  > Nie wiesz co to trauma i tyle.
                  > Twoje chamskie personalne inwektywy zostaw dla innych.
                  > > >

                  Ty, kocioł, mnie.garnkowi? :-P
                  Pies mnie ugryzł w dzieciństwie - nigdy nie bałam się psów. Za to bałam się chmur. Żadna na mnie nie spadła ;-)
                  • zawle Re: autor a bohater 11.07.16, 15:38
                    oooo...a ja pająków panicznie. Ale ja spędziłam dzieciństwo przy kamienicznym śmietniku. Muchy łapaliśmy i paśliśmy pająki krzyżaki. Jak konie były wielkie;)
        • twojabogini Re: autor a bohater 11.07.16, 14:27
          Szanowny Mareczku. Nie mam żadnej traumy. Mam Aspergera. Co bywa ogromną zaletą. Chociażby taką, że średnio czytam różne "normy społeczne", nie tylko jaka powinna być poprawna żona, czy matka, ale także jaka powinna być ofiara gwałtu.
          W związku z tym sam gwałt nie był dla mnie jakąś ogromną traumą, był jednym z niemiłych doświadczeń, nie mniej niemiłych niż np. punkcja zatok. Trudniejsze dla mnie było to, że nie dostałam od nikogo pomocy po gwałcie, bo była mi potrzebna.

          Z tego powodu kiedy tylko mogę wspieram ofiary gwałtów oraz molestowania seksualnego w dzieciństwie. Bo wiem, że nie otrzymują potrzebnej im pomocy, bo wiem, że nie mają twardych dowodów, bo wiem, że to one postrzegane są jako brudne, nieczyste, zdemoralizowane. Albo przynajmniej nieodwracalnie uszkodzone i wypaczone. Wszystko co dalej nastąpi w ich życiu jest w oczach innych nierozerwalnie związane z gwałtem. Nawet wypowiedź na forum. Dlatego ofiary milczą. A wiele z nich wierzy w to, że całe ich życie od momentu gwałtu jest pochodną gwałtu. Dlatego im pomagam.

          Nie oznacza to, że w każdym napotkanym mężczyźnie widzę swojego kuzyna. Jestem pro (od prozopagnozja), więc szczerze mówiąc nawet nie pamiętam, jak ten kuzyn wyglądał. Ani ciotki partner, który mnie obleśnie obmacał. Tak jak nie widzę w każdej matce obleśnej pedofilki, choć znam wiele relacji o molestowaniu dzieci przez matki.
          Większości ludzi nie jest przestępcami seksualnymi, zresztą przemoc seksualna ma podłoże przemocowe, nie seksualne, to akt dominacji i kontroli. Z aktem seksualnym nie ma zbyt wiele wspólnego.

          seksualnosc-kobiet.pl/moje_cialo/zostalam_zgwalcona_i_zyje_normalnie

          Pod wieloma zdaniami z tego tekstu jestem gotowa się podpisać. "Bycie ofiarą gwałtu" to społeczny konstrukt. Stygmatyzacja ofiar - czyli m.in. twoja wypowiedź - ten konstrukt wzmacnia. Dlatego tak niewiele osób jest w stanie opisać nawet na w miarę anonimowym forum swoje doświadczenia związane z molestowaniem. Nie czuja się bezpiecznie, boją się stygmatyzacji, oceny przez pryzmat tego, na co nie mieli wpływu i co nie definiuje ich jako ludzi, kobiet, mężczyzn.

          Wracając do moich pytań. Wiem, że cię wkurzyły i rozumiem bezpardonowy atak ad personam. To jedyna taktyka, gdy nie mamy argumentów. A agresja jest reakcją obronną, także w sytuacji gdy ktoś rozpieperza lub nawet podważa idylliczny z takim mozołem budowany obraz.

          Wracając do kwestii doświadczeń przemocy seksualnej w przeszłości: wiele osób ma te doświadczenia nie przepracowane, spycha je, odsuwa. I wtedy determinują one życie. W zupełnie inny sposób, niż sądzisz. Tak jak stada starszych wiekiem katoliczek, które urodziły po dwoje dzieci w czasach, gdy nie było antykoncepcji, ale była dostępna aborcja - gorących zwolenniczek ochrony życia. One wykrzykują swoją traumę. Bo wiele z nich dokonywało aborcji mimo, że chciały mieć dzieci, ale wiedziały, że nie utrzymają ich, że nie poradzą sobie, bo są w domu zdane na wszystko same. Wierzyły tez że popełniają grzech - dla swojej wygody. Nie wrzeszczą na państwo, które je zawiodło, ani na mężczyzn którzy je zawiedli. Domagają się dla kobiet tego, co uważają za dobre - prawa do rodzenia, które im zabrano. Chcą oszczędzić innym kobietom swoich złych doświadczeń.

          Podobny mechanizm działa u ofiar molestowania albo gwałtu, gdy zdarzenie to nie zostało przepracowane. Ktoś, kto głęboko spycha takie elementy swojej biografii (tak gwałt jest na stałe elementem mojej biografii), wrzeszczy na tych którzy mówią otwarcie, dezawuuje ich. Bo najbardziej się boi ujawnienia, odsłonięcia. Nie staje po stronie ofiar, nie jest gotowy mówić o swojej krzywdzie. Domaga się milczenia, bo milczenie jest jego zasłoną. I zmusza lub stara się zmusić innych by milczeli.

          Nie robiłam nigdy nikomu coming outu na siłę - bo zazwyczaj współczuję ofiarom. Ale nie mam zwyczaju idealizować ofiar. Nie każdy kto stał się ofiarą jest z tego tytułu człowiekiem prawym, bez skazy. Więc: ad personam atakowałeś mnie już w wątku o molestowaniu. Podkreślałeś, że "tytuł nie jest precyzyjny". Wyraźnie się dystansowałeś, zmieniła się forma twojej wypowiedzi a nawet jej struktura gramatyczna. Dość emocjonalną dyskusję o molestowaniu usiłowałeś sprowadzić do dyskusji o znaczeniu słów. Przy okazji podkreśliłeś swoją wiedzę o molestowaniu i o tym, że temat jest ci znany jedynie ze szkoleń.

          Jeśli mogę ci coś doradzić - znajdź kogoś mądrego (i niekoniecznie specjalistę, ci bywają głupi i myślą równie stereotypowo co reszta) i porozmawiaj z nim. Uporządkuj swoje doświadczenia zamiast je wypierać. Jest szansa, że przestaniesz taką wagę przywiązywać do autokreacji i generowania postów o swoim idyllicznym życiu (nie neguję tego, że masz udane małżeństwo, neguję awatar małżeństwa jaki tworzysz, oraz recepty na to jak tego dokonać, których tu udzielasz).

          Skończmy już kwestie ad personam. Chciałabym przeczytać twoje tekstu i posłuchać opinii bohaterów. Jeśli będę mieć wątpliwości, spytam czy się z nimi identyfikujesz.

          Co do atrakcyjności ciała - to bzdura. Moje małżeństwo nie trwa nawet dekady, w tym czasie stan ciał mojego i męża był bardzo różny - od ślicznych zadbanych, po średnio atrakcyjne, z dodatkowymi kilogramami. Nie wpływało to na seksualną płaszczyznę relacji w takim stopniu jak wpływały na nią konflikty, także te niewypowiedziane, stres, tempo życia, ilość obowiązków, czas jaki mogliśmy razem spędzić oraz jakość tego czasu.

          I na koniec uroczy cytacik :) Z ciebie, a jakże. Bardzo mnie rozbawiłeś.

          "Jeśli nie ma tego elementu [atrakcyjności ciała], związek sie sypie, a facet zaczyna szukać seksu poza nim. Nie czuję się poza tym żadnym macho i nigdy nim nie byłem."
        • kruche_ciacho Re: autor a bohater 12.07.16, 10:15
          to bylo chamskie Marek
          • zawle Re: autor a bohater 12.07.16, 10:27
            Oj tam. Jak myślicie...Ela przestanie go po tym występie pożądać? Wszak napisał że kobiety pociąga:
            Kultura osobista Pewność siebie
            Wiedza Siła,
            Poczucie humoru Kasa
            Inteligencja Sukces

            Niewiele mu zostało;)
    • gardenersdog Re: autor a bohater 13.07.16, 00:30
      Tak mi się skojarzyło:

      www.youtube.com/watch?v=woW1tvVV0pE

      :)))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka