Dodaj do ulubionych

Czy można po zdradzie wrócić do normalności?

    • iwart Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 07.02.05, 20:38
      Książkowy przypadek: ona - mężatka z paroletnim stażem, deczko znudzona
      pożyciem i statusiałym mężem (zdawałoby się bez jakichkolweik już ambicji)
      myślała, że spotkała wreszcie tego właściwego, prawie idealnego, bo nie była na
      tyle naiwna, żeby wierzyć, że istnieją ideały. Naraziła swoją reputację,
      małżeństwo i cokolwiek by nie było dla tego nowego, lepszego, szybszego. A
      potem okazało się, że to błąd, błąd, błąd! Bo on był owszem, prawie idealny ale
      niezainteresowany tak jak by się na wstępie wydawać mogło. I doceniło się męża,
      który po odkryciu tego draństwa wbrew wszelkim normalnym odruchom zmienił się
      na lepsze. Tylko do tego seksu ciężko powrócić bo jak tu iść do łóżka w takim
      tłumie? Z tyloma wyrzutami sumienia...
      • anula36 Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 07.02.05, 21:23
        dlatego trzeba zamkac drzwi za kochankiem. Calkowicie.
        Mysle,ze przy duzej dozie dobrej woli mozna wrocic do normalnego zycia - czasem
        zdrada uprzytamnia czlowiekowi comoze stracic i docenia to co ma.
        • marcin1973 Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 07.02.05, 21:34
          Tak! zatrzasnąć nawet drzwi!!! trzeba w samym sobie przełamać skrupuły. CZasu
          już nie cofniemy. Możemy tylko sprawic aby żyć lepiej, uczciwiej w przyszłości.
          Marcin
          anula36 napisała:

          > dlatego trzeba zamkac drzwi za kochankiem. Calkowicie.
          > Mysle,ze przy duzej dozie dobrej woli mozna wrocic do normalnego zycia -
          czasem
          >
          > zdrada uprzytamnia czlowiekowi comoze stracic i docenia to co ma.
      • niebieskazuza Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 11:01
        Po pierwsze musisz odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie, to co cię
        powstrzymuje to wyrzut sumienia czy też raczej wspomnienie tego prawie
        idealnego nakładające się na widok statuściałego męża drzemiącego z gazetą w
        fotelu. Gdy zdradziłam swego męża poraz pierwszy, gdy urodziłam nie jego
        córeczkę a dureń nawet się nie domyślił że to nie jego, owszem miałam wyrzuty.
        Parę miesięcy. Nawet z raz czy dwa poszliśmy do łóżka. Ale, co to był za seks w
        porównaniu do tego drugiego. Nawet się nie spostrzegłam jak w mym życiu pojawił
        się nowy ktoś i znowu jest wspaniale. Po co męczyć się ze zmianą męża na lepsze
        jak wokół roi się od super facetów. Nie marnuj sobie życia dziewczyno. Nie chce
        być dla ciebie ideałem, jego strata. Sięgnij po następnego. Chociaż, owszem
        czasem mam wyrzuty sumienia. Gdy widzę swoją córkę wtulającą się w tego niby
        jej ojca który stara się być kochającym to boli mnie że ona nie pozna swego
        prawdziwego taty który był prawdziwym macho a nie kartoflem. Pamiętaj, grzeczne
        dziewczynki może i idą do nieba, ale to te niegrzeczne dochodzą tam gdzie chcą.
        • okinox Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 11:10
          kiepska prowokacja...
          • niebieskazuza Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 12:43
            > kiepska prowokacja...
            Chciałbyś żeby to była prowokacja, przeraża was myśl że dziecko które układacie
            do snu może być nie wasze. I dobrze wam tak, bo są na świecie kobiety które
            wiedzą czego chcą i na pewno nie czekają aż facet się nimi zaintersuje tylko
            same biorą co się im podoba.
            • okinox Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 13:15
              jeśli to nie jest prowokacja to chyba po raz pierwszy widzę żeby ktoś ze
              swojego kurestwa robił cnotę...
              mylisz się - nie przeraża mnie myśl o nie swoich dzieciach układanych do snu
              (bo co tu jest winne dziecko?); przeraża mnie myśl o takich matkach jak Ty.
              Możesz się puszczać na prawo i lewo - to Twoja sprawa. Ale nie przyszło Ci do
              głowy że swoim postępowaniem ranisz nie tylko męża, ale i dziecko! Boli Cię nie
              to, że oszukujesz męża i dziecko tylko że Twój macho nie pozna córeczki?! A co
              Cię powstrzymuje przed rozwodem i powiedzeniem macho że jest ojcem? Czyżby to,
              że mąż ma kasę a macho jest golcem z wielką fujarą? Jesteś pewna że macho też
              by tak tulił dziecko? Wątpię...
              Cieszę się że wiesz czego chcesz i sama bierzesz co Ci się podoba. Tylko
              dlaczego kosztem innych, zwłaszcza dziecka? Twoje zachowanie to przejaw
              klasycznego kurestwa, którym z nieco niezrozumiałych dla mnie przyczyn chełpisz
              się publicznie. No cóz, ale jak widać i takie indywidua żyją na tym świecie...
              • niebieskazuza Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 13:43
                Próbujesz mnie umoralniać, ale to wy porzucacie dziewczyny w ciąży, kochanki w
                ciąży, żony z dziećmi dla młodszych kobiet, nie chcecie nawet wiedzieć jak
                wyglądają wasze dzieci. Nie dziwcie się że zaczynamy działać tak jak wy. Lubię
                być z facetem, i gdy to sobie uświadomiłam mam dość patrzenia na męża który
                wychodował sobie brzuszek i kretyńską bródkę. Chcę żyć, nawet jeżeli muszę
                przespać się z mężem którego nie cierpię żeby potem mu wmówić ciąże. A co do
                mego dziecka, to kocham je, ale nie urodziłam się tylko po to by się jemu
                poświęcić. Nie zaniedbuje córeczki, wręcz przeciwnie, daje jej tyle z siebie
                ile potrafię. A to że czasem znikam na parę godzin i zostawiam ją z opiekunką
                by dowartościować swoje ego i poczuć trochę słodyczy na pewno mi wybaczy gdy
                jej to kiedyś opowiem.
                • okinox Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 14:49
                  znowu się mylisz - jestem jak najdalej od prób umoralniania Ciebie czy
                  kogokolwiek innego... Po prostu zwracam uwagę, że w cyniczny sposób oszukujesz
                  męża i dziecko. Jeśli masz problem z czytaniem ze zrozumieniem to powtórzę
                  jeszcze raz: wg mnie możesz się puszczać z kim chcesz i ile chcesz, ale
                  dlaczego ranisz przy tym męża i dziecko? Odpowiesz mi na to pytanie? Dlaczego
                  tkwisz w tym zakłamaniu? Co Ci przeszkadza, żeby zamieszkać razem z córką i jej
                  prawdziwym ojcem? Przecież wynikną z tego same plusy: przestaniesz widywać
                  spaślaka z kretyńską bródką, nie będziesz miała wyrzutów sumienia, córka pozna
                  prawdziwego ojca, nie będziesz musiała nigdzie znikać bo na wyciągnięcie ręki
                  będzie prawdziwy macho który zapewni Ci nieziemskie doznania seksualne? Jeśli
                  nie jesteś masochistką to dlaczego tego nie zrobisz? Odpowiedz...
                  I jeszcze dwie rzeczy:
                  - racz łaskawie nie uogólniać i pisać bzdur typu "wy macie, wy porzucacie";
                  zauważ że pisałem o Tobie i do Ciebie, a nie ogólnie o kobietach (na szczęście
                  nie wszystkie są takie jak Ty...)
                  - co Ty niby kiedyś córce opowiesz - że facet do którego od kilkunastu
                  mówiła "tata" nie jest jej ojcem? Że mamusia puszczała się z pierwszym lepszym
                  (byle był macho) żeby dowartościować swoje ego? Że latami ją oszukiwałaś aby
                  poczuć trochę słodyczy? Naprawdę jej to powiesz? I naprawdę myślisz że Ci
                  wybaczy???!!!
                  • zupelnie_nikt Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 09.02.05, 04:33
                    okinox napisał:
                    >Po prostu zwracam uwagę, że w cyniczny sposób oszukujesz
                    > męża i dziecko. Jeśli masz problem z czytaniem ze zrozumieniem to powtórzę
                    > jeszcze raz: wg mnie możesz się puszczać z kim chcesz i ile chcesz, ale
                    > dlaczego ranisz przy tym męża i dziecko? Odpowiesz mi na to pytanie?

                    no, pytanie chyba zle postawione bo tak dlugo jak oni o tym nie wiedza to ich
                    to nie rani. i mysle ze lepiej zeby tak pozostalo.


                    >Dlaczego tkwisz w tym zakłamaniu? Co Ci przeszkadza, żeby zamieszkać razem z
                    >córką i jej
                    > prawdziwym ojcem? Przecież wynikną z tego same plusy: przestaniesz widywać
                    > spaślaka z kretyńską bródką, nie będziesz miała wyrzutów sumienia, córka
                    pozna
                    > prawdziwego ojca, nie będziesz musiała nigdzie znikać bo na wyciągnięcie
                    ręki
                    > będzie prawdziwy macho który zapewni Ci nieziemskie doznania seksualne? Jeśli
                    > nie jesteś masochistką to dlaczego tego nie zrobisz? Odpowiedz...

                    moze tak jest wygodniej. co wiecej - moze tak jest wygodniej wszystkim? moze
                    temu macho nie zalezy na stalym zwiazku ze swoja kochanka? moze nie zalezy mu
                    na poznaniu corki? moze gdyby odejsc od meza spaslaka i zwiazac sie na stale z
                    macho okazaloby sie ze nagle zaczyna brakowac pieniedzy na rozne wygody ktore
                    zapewnia maz spaslak? moze dla dziecka bylby to szok gdyby dowiedzialo sie ze
                    jest corka kogos innego?
                    jezeli wszyscy sa zadowoleni (mimo ze nieswiadomi) to po co robic z tego halo?
                    trzeba tylko uwazac zeby "przypadkiem" sie nie wydalo ze jest macho na boku. i
                    na dluzsza mete to moze byc troche niewygodne i strasznie ryzykowne.


                    > - co Ty niby kiedyś córce opowiesz - że facet do którego od kilkunastu
                    > mówiła "tata" nie jest jej ojcem? Że mamusia puszczała się z pierwszym
                    lepszym
                    > (byle był macho) żeby dowartościować swoje ego? Że latami ją oszukiwałaś aby
                    > poczuć trochę słodyczy? Naprawdę jej to powiesz? I naprawdę myślisz że Ci
                    > wybaczy???!!!

                    wg mnie lepiej nic nie mowic

                    z_n
                    • okinox Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 09.02.05, 13:09
                      zupelnie_nikt napisał:
                      > no, pytanie chyba zle postawione bo tak dlugo jak oni o tym nie wiedza to ich
                      > to nie rani. i mysle ze lepiej zeby tak pozostalo.
                      no, pytanie chyba źle zrozumiane dlatego pomogę Ci analogią: czy jeśli coś Ci
                      ukradnę ale Ty o tym jeszcze nie wiesz to znaczy że nie ukradłem?

                      > moze tak jest wygodniej. co wiecej - moze tak jest wygodniej wszystkim? moze
                      > temu macho nie zalezy na stalym zwiazku ze swoja kochanka? moze nie zalezy mu
                      > na poznaniu corki? moze gdyby odejsc od meza spaslaka i zwiazac sie na stale
                      z
                      > macho okazaloby sie ze nagle zaczyna brakowac pieniedzy na rozne wygody ktore
                      > zapewnia maz spaslak? moze dla dziecka bylby to szok gdyby dowiedzialo sie ze
                      > jest corka kogos innego?

                      jest prosty sposób żeby poznać odpowiedź na każde Twoje "może" - powiedzieć
                      wszystkim prawdę! Tak byłoby chyba uczciwie, prawda? Ale może "uczciwość" dla
                      mnie znaczy co innego niż dla Ciebie? Możesz powiedzieć co wg Ciebie
                      znaczy "uczciwość"?

                      > jezeli wszyscy sa zadowoleni (mimo ze nieswiadomi) to po co robic z tego halo?
                      > trzeba tylko uwazac zeby "przypadkiem" sie nie wydalo ze jest macho na boku.
                      i
                      > na dluzsza mete to moze byc troche niewygodne i strasznie ryzykowne.
                      > wg mnie lepiej nic nie mowic

                      A więc wyznajesz zasadę że wszysto jest OK byle tylko się nie wydało? Hmm,
                      niektórzy tak robią ale to wg mnie nie ma nic wspólnego z uczciwością... Masz
                      jakąś bliską osobę? Jeśli masz i wyznaje ona tę samą zasadę co Ty zastanów się,
                      czy sam nie jesteś "spaślakiem z kretyńską bródką"...
                      • zupelnie_nikt Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 09.02.05, 17:57
                        okinox napisał:

                        > zupelnie_nikt napisał:
                        > > no, pytanie chyba zle postawione bo tak dlugo jak oni o tym nie wiedza to
                        > ich
                        > > to nie rani. i mysle ze lepiej zeby tak pozostalo.
                        > no, pytanie chyba źle zrozumiane dlatego pomogę Ci analogią: czy jeśli coś Ci
                        > ukradnę ale Ty o tym jeszcze nie wiesz to znaczy że nie ukradłem?
                        >

                        jakas glupia ta analogia...

                        > > moze tak jest wygodniej. co wiecej - moze tak jest wygodniej wszystkim? m
                        > oze
                        > > temu macho nie zalezy na stalym zwiazku ze swoja kochanka? moze nie zalez
                        > y mu
                        > > na poznaniu corki? moze gdyby odejsc od meza spaslaka i zwiazac sie na st
                        > ale
                        > z
                        > > macho okazaloby sie ze nagle zaczyna brakowac pieniedzy na rozne wygody k
                        > tore
                        > > zapewnia maz spaslak? moze dla dziecka bylby to szok gdyby dowiedzialo si
                        > e ze
                        > > jest corka kogos innego?
                        >
                        > jest prosty sposób żeby poznać odpowiedź na każde Twoje "może" - powiedzieć
                        > wszystkim prawdę! Tak byłoby chyba uczciwie, prawda? Ale może "uczciwość" dla
                        > mnie znaczy co innego niż dla Ciebie? Możesz powiedzieć co wg Ciebie
                        > znaczy "uczciwość"?

                        po co wszystkim mowic prawde? po to zeby bylo uczciwie? wiesz, kiedys uczciwosc
                        nazywalem odwaga. dzis taka uczciwosc nazwalbym glupota.

                        >
                        > > jezeli wszyscy sa zadowoleni (mimo ze nieswiadomi) to po co robic z tego
                        > halo?
                        > > trzeba tylko uwazac zeby "przypadkiem" sie nie wydalo ze jest macho na bo
                        > ku.
                        > i
                        > > na dluzsza mete to moze byc troche niewygodne i strasznie ryzykowne.
                        > > wg mnie lepiej nic nie mowic
                        >
                        > A więc wyznajesz zasadę że wszysto jest OK byle tylko się nie wydało? Hmm,
                        > niektórzy tak robią ale to wg mnie nie ma nic wspólnego z uczciwością... Masz
                        > jakąś bliską osobę? Jeśli masz i wyznaje ona tę samą zasadę co Ty zastanów
                        się,
                        >
                        > czy sam nie jesteś "spaślakiem z kretyńską bródką"...
                        nie twierdze ze wszystko jest ok. ale twierdze ze w sytuacji tutaj opisanej
                        lepiej siedziec cicho bo jest to najmniejsze zlo.
                        no... do spaslaka to mi wiele brakuje i chyba nigdy nim nie bede (to chyba
                        jakies genetyczne uwarunkowania). a brodke - owszem czasami nosze.

                        z_n
                        • okinox Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 10.02.05, 16:05
                          w kwestii braku zrozumienia analogii i przenośni to Ci niestety wiele nie
                          pomogę pewną sprawność umysłową albo się ma, albo nie i trudno to wyćwiczyć...
                          Co do poglądu na uczciwość to jednak zasadniczo się różnimy - dla mnie
                          uczciwość, odwaga i głupota to trzy zupełnie różne pojęcia i nigdy nawet przez
                          myśl mi nie przeszło żeby uczciwość nazywać odwagą lub głupotą. Relatywizm
                          moralny który wyznajesz jest mi kompletnie obcy ale uznaję Twoje prawo do
                          odmiennych poglądów. Moje postrzeganie uczciwości bliskie jest temu, co kiedyś
                          napisał o niej Jan Poplucz z Uniwersytetu Śląskiego w czasopiśmie "Edukacja i
                          Dialog". Nie wiem ile z tego zrozumiesz, ale zamieszczam poniżej najbardziej
                          istotne kwestie:
                          " Stopniowy zanik uczciwości w różnych sferach życia prowadzi do coraz
                          bardziej widocznej demoralizacji. A trzeba przypomnieć, że moralność ma taką
                          moc, że nawet w najsurowszych warunkach pozwala ocalić godność. Jest
                          paradoksem, że ta prawda zdaje się obecnie tracić znaczenie.
                          Akcentowanie uczciwości we wzajemnych stosunkach i w wychowaniu wynika więc z
                          szerszego zjawiska utraty wartości. W imię utrzymania zdrowia społecznego
                          trzeba się temu zanikowi przeciwstawiać. Uczciwość jak każda norma i zasada
                          jest wartością. Nadrzędnym wobec uczciwości pojęciem jest więc wartość.
                          Niezależnie od niejasności tego pojęcia, mimo wielu prób definicyjnych, można
                          przyjąć, że wartość to określone dobro lub wskazanie służące zaspokajaniu
                          potrzeb, rozwojowi oraz współżyciu. Uczciwość jest pewną klasą wartości.
                          Wartość zaznacza granicę pomiędzy tym, co słuszne, a tym co niewskazane;
                          pomiędzy tym, co wypada, a tym co jest niegodne.
                          Po jednej stronie znajdują się: honor, szlachetność, szczerość, prawda,
                          uczciwość, czyli dobro albo tworzenie; po drugiej: cynizm, kombinatorstwo,
                          lekceważenie innych, zakłamanie itp., czyli zło albo niszczenie. Dominacja
                          drugiej grupy kryteriów działań wynika z coraz powszechniejszej akceptacji dróg
                          niegodnych, choć coraz częściej prowadzących wskutek bezkarności do
                          zamierzonego efektu. Zatraca się więc wrażliwość wartościowania, co nieraz,
                          choć nie całkiem słusznie, tłumaczy się bagażem przeszłości.
                          Przekraczanie granicy wartości prowadzi do groźnych szkód. Człowiek dysponuje
                          aparatem oceny tego, co wartościowe, a co sprzeczne z wartościami, godzące w
                          nie, nazywanym sumieniem. Na stan tego aparatu można oddziaływać przez
                          organizację życia społecznego i wychowanie. Nasuwa się obawa, że aparat ów
                          obecnie jest coraz bardziej destabilizowany.
                          Być uczciwym - znaczy więc wywiązywać się właściwie z wszelkich obowiązków,
                          stając się przez to osobą godną zaufania. Nieuczciwością jest zaś to wszystko,
                          co jest z tym sprzeczne, np. lekceważenie obowiązków, przekraczanie uprawnień,
                          poczucie bezkarności, przewrotność, szkodzenie innym, zabór mienia, prywata,
                          cwaniactwo, kunktatorstwo, hipokryzja, zakłamanie, zachłanność, kumoterstwo,
                          plagiatorstwo, oszustwo, bezwzględność, brak wrażliwości, obmowa, wyłudzanie i
                          korupcja, podstęp i fałsz. Skutki nieuczciwości są pustoszące. Zastanawiać więc
                          musi, że mimo to tego rodzaju wykroczenia są aprobowane i nie budzą żywszego
                          sprzeciwu. Nieraz spotykamy nawet różnego rodzaju usprawiedliwienia tego stanu.
                          Wszystko to razem zdaje się wskazywać, że rodzi się jakiś dziwny, nowy wzorzec
                          sukcesu."
                          • zupelnie_nikt Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 10.02.05, 16:39
                            ustepuje ci pola i milkne juz tutaj bo zagadales mnie i faktycznie niewiele z
                            tego madrego wywodu zrozumialem.
                            poza tym zbytnio odszedl on od tematu watku
                            (dla przypomnienia - pytanie bylo czy da sie wrocic do normalnosci)
                            z_n
                            • okinox Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 10.02.05, 19:26
                              OK, jeszcze tylko jestem ciekawy Twojej odpowiedzi na to pytanie... Moim
                              zdaniem nie można, ale to tylko moje zdanie.
                • ada74 niebieskazuza 28.02.05, 23:28
                  Jestes OK.Chcialabym byc taka jak ty(twarda)Widac duzo przeszlas w swoim
                  zyciu.POZDRAWIAM CIE.Tak trzymaj.
            • 7em Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 01.03.05, 00:25
              niebieskazuza napisała:

              > > kiepska prowokacja...
              > Chciałbyś żeby to była prowokacja,

              chciałabyś by to prawda była. wygladasz pewnie jak kazimiera szczuka i ten sam swiatopoglad reprezentyjesz. wystajacymi zebami rysujesz monitor a jad ścieka ci z paszczy niczym ślina alienowi w "obcym". zeby chociaz ten kartofel chcial cie butem dotknac.

              5040
        • marcin1973 Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 11:11
          Jak to sie nie skapował, że nie jego dziecko??? Co za facet?
          Zreszta o ile zdradę bym żonie wybaczył (bo nie mogę inaczej, sam nie jestem
          o.k.), to nie taką w której by zaszła w ciążę...To już inna historia! Swoją
          drogą, lepiej niech się nie pokapuję nigdy!!!!
          Marcin



          > Po pierwsze musisz odpowiedzieć sobie na zasadnicze pytanie, to co cię
          > powstrzymuje to wyrzut sumienia czy też raczej wspomnienie tego prawie
          > idealnego nakładające się na widok statuściałego męża drzemiącego z gazetą w
          > fotelu. Gdy zdradziłam swego męża poraz pierwszy, gdy urodziłam nie jego
          > córeczkę a dureń nawet się nie domyślił że to nie jego, owszem miałam
          wyrzuty.
          > Parę miesięcy. Nawet z raz czy dwa poszliśmy do łóżka. Ale, co to był za seks
          w
          >
          > porównaniu do tego drugiego. Nawet się nie spostrzegłam jak w mym życiu
          pojawił
          >
          > się nowy ktoś i znowu jest wspaniale. Po co męczyć się ze zmianą męża na
          lepsze
          >
          > jak wokół roi się od super facetów. Nie marnuj sobie życia dziewczyno. Nie
          chce
          >
          > być dla ciebie ideałem, jego strata. Sięgnij po następnego. Chociaż, owszem
          > czasem mam wyrzuty sumienia. Gdy widzę swoją córkę wtulającą się w tego niby
          > jej ojca który stara się być kochającym to boli mnie że ona nie pozna swego
          > prawdziwego taty który był prawdziwym macho a nie kartoflem. Pamiętaj,
          grzeczne
          >
          > dziewczynki może i idą do nieba, ale to te niegrzeczne dochodzą tam gdzie
          chcą.
          • nastinka Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 11:49
            O, rany z kartoflem nie wytrzymalabym ani minuty!
            Chyba, ze kartofel to "pieszczotliwe" okreslienie meskiego penisa,
            a nie osobowosci...
            Juz wole chwilowego impotenta, ex macho,
            przynajmniej trzyma ogolny poziom.
            Poco Ci taki maz, ktorego kompletnie lekcewazysz?
            • nastinka p.s. 08.02.05, 11:55
              ...acha, juz chyba wiem,
              moze to jedyny mezczyzna, ktorego udalo Ci sie zdobyc na dluzej?
              • marcin1973 Re: p.s. 08.02.05, 12:01
                raczej po to że zarabia kasę i ogólnie "dba o dom" - to cholernie wygodny
                układ - lekceważę, zatem mogę wykorzystywać ile wlezie.......
                poza tym pewnie są inne dzieci - załóżmy na chwilę, że z tym mężęm- a rozwód
                utrudniłby beztroskie bzykanko (chyba ze dzieci zostanę z ich oficjalnym ojcem -
                to tez wyjście jest jakieś). Marcin
                nastinka napisała:

                > ...acha, juz chyba wiem,
                > moze to jedyny mezczyzna, ktorego udalo Ci sie zdobyc na dluzej?
                • nastinka Re: p.s. 08.02.05, 12:14
                  No właśnie,
                  macho nie udało się usidlić,
                  Więc bierzemy, to co jest...
                  Strasznie smutne musi być takie życie,
                  ciągle Ci się wydaje, że nie zasługujesz na nic lepszego niż palanta-kartofla...
                  • anula36 Re: p.s. 08.02.05, 21:28
                    kartofle pasuja do siebie;)
                    • nastinka Re: p.s. 08.02.05, 23:31
                      ...może raczej karofel i stonka
                      pasują lepiej do siebie?
                      ; )
        • ramyus Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 21:24
          Jesli to nie jest prowokacja, to nie jestes warta nawet obierek tego kartofla,
          jak go nazywasz.
        • bluewings Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 29.07.05, 01:27
          Wspolczuje Ci, musisz miec bardzo nieszczesliwe zycie.
          • bluewings Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 29.07.05, 01:29
            to bylo do niebieskiejzuzy...
      • nikoletta111 Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 12:39
        Twój przypadek jest bardzo podobny do mego. Moja zdrada wiązała się ze zmianą
        pracy. Znalazłam się w dużej, dynamicznej firmie, otoczona przystojniakami
        biorącymi z życia pełnym garściami. A w domu mąż, szara myszka pogrążona we
        własnym, nieciekawym świecie. Pracował, gotował obiady, prał, sprzątał. A ja
        bawiłam się. W końcu dostałam od niego tak długą linę swobody że na jednej z
        imprez się na niej powiesiłam. Wraz z Grzegorzem który był kierownikiem działu
        w którym pracowałam. Romans kwitł w najlepsze aż okazało się że Grzesiowi nie
        wystarcza jedna kobieta do życia i oprócz mnie sypia z jeszcze jedną dziewczyną
        z naszej firmy. Czar prysł, został niesmak, obrzydzenie, uczucie wykorzystania.
        A wkrótce prysł również spokój bo tamta druga nie zdobywając się nawet na
        rozmowę ze mną wykręcił numer do mego męża i uszczęśliwiła go pikantnymi
        szczegółami o moim drugim życiu. To było ciche pożegnanie. Puste mieszkanie,
        karta na lustrze. Przyznam się że poczułam ulgę. Oszczędziło mi to przykrej
        rozmowy. On zamieszkał u rodziców, a ja bez reszty oddałam się pracy. Żadne z
        nas nie złożyło pozwu o rozwód. Nie chciałam tego robić bez rozmowy z nim ale
        wciąż czułam się na to niegotowa. On chyba też. Jakieś dwa miesiące później
        wracając z pracy, wymęczona przesiadywaniem tam całymi dniami i kiepskim
        odżywianiem się, zasnęłam za kierownicą i uderzyłam w latarnię. Myślę że to
        był cud. Cud który Najwyższy zesłał nam byśmy odnaleźli drogę do siebie. Ani na
        chwilę w szpitalu nie zostałam sama, karmił mnie, mył. Ubierał. Zobaczyłam
        człowieka jakim był naprawdę pod tą maską szarej myszy którą przedtem mu
        nałożyłam. Zobaczyłam też straszną depresję w jakiej się znajdował. To był dla
        niego większy cios niż sobie wyobrażałam. To nie myśmy żyli obok siebie, tylko
        ja obok niego. On nigdy nie przestał mnie kochać. Nic nie przychodzi łatwo.
        Oboje pracowaliśmy nad tym żeby się do siebie zbliżyć. Rozmawialiśmy,
        poznawaliśmy światy w których żyliśmy. Jego świat wcale nie okazał się taki
        szary ani pozbawiony ambicji. Po prostu był inny. Z czasem wzięliśmy trochę od
        niego, trochę ode mnie i wreszcie spotkały się znowu nasz uczucia. Gdzieś tam w
        połowie drogi pomiędzy nami. Teraz mamy półrocznego synka, i coraz częściej
        rozmyślamy jakby to było mieć do pary córeczkę. Moja rada dla ciebie? Poznajcie
        się na nowo, po iluś tam latach razem zapomina się co kryje ta druga osoba i
        wszystko wokół wydaje się ciekawsze. Poznajcie się na nowo, dajcie sobie
        szansę, wzajemne ciepło. A kiedy zakochacie się w sobie na nowo, wszystko wróci
        do normy. Przecież cię kocha, bo inaczej by odszedł, ważne że ci wybaczył, a na
        pewno nie jest to łatwa decyzja, pomyśl jak trudno byłoby tobie wybaczyć jego
        zdradę, a jeszcze gorzej, gdyby pojawiło się pozamałżeńskie dziecko. Wtedy jest
        już naprawdę ciężko i nie wielu facetów potrafi pokochać nie swoje maleństwo.
        Może się mylę, wielu potrafi, ale potrzebuje na to czasu i wolą uciec. Ale
        odbiegłam od tematu. Mój słodziutki Matusz śpi i trochę się nudzę, przepraszam.
        Wiem po sobie jedno, robiłam dla kochanka rzeczy, których nie robiłam mężowi.
        Bo taka jest siła miłości. Zawsze dajemy jej więcej niż temu co mamy na co
        dzień. Wstydzę się tego. Ale staram się to jakoś wynagrodzić, warto czasem
        zapomnieć się na chwilę i dać mężowi wszystko co mamy, bez zahamowań, jakby to
        był pierwszy raz. Ale plotę. W każdym razie życzę wszystkiego najlepszego !
        Walentynki tuż, tuż !
        • niebieskazuza Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 13:45
          To co napisałaś jest słodkie to obrzydzenia, sielanka jak z obrazka. I co
          zestarzejecie się razem ? W otoczeniu dzieci i wnuków ? Zaznałaś już szybkiego
          i przyjemnego życia u boku faceta z klasą, jak szybko zechcesz do tego wrócić ?
          Odpowiedz mi
          • nikoletta111 Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 14:11
            Wiesz co, zostałaś upokorzono przez kochanka który jak przypuszczam po
            przeczytaniu twoich wypowiedzi zostawił cię z dzieckiem. Mścisz się na facetach
            za to. Myślisz że przyniesie ci to ulgę ? Arek mój mąż, nie jest ideałem, ani
            pod względem charakteru, ani urody. Ale udowodnił mi że kocha mnie bardziej niż
            wszyscy przystojniacy świata razem wzięci. Jest dla mnie oparciem w każdej
            sytuacji. Owszem mieliśmy problemy. Chociażby wielką niechęć jaką przejawiał do
            wyjść z domu gdzieś do knajpki czy kina. Kiedyś z nim walczyła, teraz normalnie
            porozmawiałam którejś nocy i dowiedziałam się że on wstydzi się swojej lekkiej
            nadwagi. Mi to akurat nie przeszkadzało zupełnie bo on jest z tych strasznie
            drobnych i po przytyciu nabrał takiej „męskiej” sylwetki. Gadanie to musisz
            schudnąć, idź na dietę, zacznij ćwiczyć, albo coś w tym stylu to nie dość że
            denerwuje, to jeszcze i nie pomaga. Więc wzięłam sprawy w swoje ręce, we dwójkę
            łatwiej jak to mówią i zaczęliśmy ćwiczyć razem aerobik. Rano i wieczorem 10-
            15minut. Oj, na początku to śmiechu i zażenowania było co niemiara,
            szczególnie z jego strony. Ale wyszło nam, ja odzyskałam figurę po porodzie, on
            też jest zadowolony ze swego wyglądu. Przestań Zuzo niszczyć życie swemu mężowi
            i sobie, spójrz w lustro i spytaj się czego chcesz w życiu. A potem zrób to
            sama, bez wciągania w to postronnych osób.
            • anula36 nie -wlasne dzieci 08.02.05, 20:52
              zrobiono takie badania w Wielkiej Brytanii - ok 10% ojcow ktore wychowuje
              dzieci w zwiazku malzenskim nei ma swiadomosci ze to nie ich bologiczne dzieci.
              Coz natura zada roznorodnosci.
              • marcin1973 Re: nie -wlasne dzieci 09.02.05, 00:02
                Dzisiaj bawiłem się z Trollami na górce i właśnie myślałem, czy zniósłbym nie-
                swoje dziecko! Wiem, że nie. Nie umiałbym po prostu przytulić, bawić się. W
                ogóle nie lubię dzieci (poza Trollami). MARCIN
                anula36 napisała:

                > zrobiono takie badania w Wielkiej Brytanii - ok 10% ojcow ktore wychowuje
                > dzieci w zwiazku malzenskim nei ma swiadomosci ze to nie ich bologiczne
                dzieci.
                > Coz natura zada roznorodnosci.
                • anula36 Re: nie -wlasne dzieci 09.02.05, 00:17
                  wiesz zeby nei lubic cudzych dzieci trzeba miec swiadomosc ze sa cudze.
                  • anula36 Re: nie -wlasne dzieci 09.02.05, 00:17
                    a tak swoja droga- masz 100% pewnosci ze maz ktorejsc z tych chetnych
                    niedopieszczonych nie bawi sie teraz z twoim??
                    • marcin1973 Re: nie -wlasne dzieci 09.02.05, 08:17
                      Jeśli skok w bok - to tylko w gumce. No glove, no love.
                      anula36 napisała:

                      > a tak swoja droga- masz 100% pewnosci ze maz ktorejsc z tych chetnych
                      > niedopieszczonych nie bawi sie teraz z twoim??
                      • zupelnie_nikt Re: nie -wlasne dzieci 09.02.05, 17:58
                        heh... ladnie powiedziane :-)

                        marcin1973 napisał:

                        > Jeśli skok w bok - to tylko w gumce. No glove, no love.
                        > anula36 napisała:
                        >
                        > > a tak swoja droga- masz 100% pewnosci ze maz ktorejsc z tych chetnych
                        > > niedopieszczonych nie bawi sie teraz z twoim??
                        • anula36 Re: nie -wlasne dzieci 09.02.05, 19:34
                          co daje jakies 98%:)
            • zupelnie_nikt Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 09.02.05, 04:46
              nikoletta111 napisała:
              > Ale wyszło nam, ja odzyskałam figurę po porodzie, on
              >
              > też jest zadowolony ze swego wyglądu.

              gratuluje i zazdroszcze

              >Przestań Zuzo niszczyć życie swemu mężowi
              >
              > i sobie, spójrz w lustro i spytaj się czego chcesz w życiu. A potem zrób to
              > sama, bez wciągania w to postronnych osób.

              ale przeciez ona nie niszczy niczyjego zycia dopoki wszyscy pozostaja w blogiej
              nieswiadomosci. co najwyzej swoje ale przeciez jej to nie przeszkadza?
              dlaczego to jest potepiane?

              z_n
          • zupelnie_nikt Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 09.02.05, 04:42
            a jesli tak? jesli ona w tym znalazla spelnienie? a przy tym dala je jeszcze
            komus...?

            zyj i pozwol innym zyc...

            z_n
        • ramyus Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 08.02.05, 21:31
          Zycze Tobie i Wam jak najlepiej, ale po tym wszystkim, Twoj maz nigdy nie
          bedzie juz tak na prawde Twoj. Niestety, to co przezyl nigdy w nim nie zniknie.
          • iwart Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 09.02.05, 00:35
            Nie śmiem od niego tego oczekiwać, ale wiesz że zdradzie rzadko kiedy winna
            jest tylko rozwiązłość. Wiesz czsami aż się ktoś prosi o to żeby przestać go
            kochać.
            • nikoletta111 ???????????? 09.02.05, 11:57
              Nie wiem czy cię dobrze zrozumiałam, ale twoja odpowiedź dla rozumsa nie jest
              jednoznaczna i zaczęłam się nad nią zastanawiać. Czy naprawdę nie zależy ci na
              tym aby twój mąż cię kochał ? Ufał ci ? Napisałaś że nie wymagasz od niego by
              zapomniał. Wybacz, ale co ty chcesz mu zrobić ? Piekło na ziemi ? Jedne zapewne
              przeszedł gdy dowiedział się o zdradzie. Na co teraz chcesz go narazić nie
              walcząc o niego i jego zaufanie. Chcesz by przy każdym twoim dłuższym pobycie
              poza domem wyobrażał sobie nie wiadomo co ? Zagryzał się w samotności ?
              Kobieto, opamiętaj się !!!! Albo z nim zostajesz i naprawiacie wszystko, albo
              go zostaw i nie marnuj mu życia. Bo do tego zmierza ta twoja obojętność. Nie
              wiem, nie znam ani ciebie ani twego faceta, ale jeżeli nie jest to twardogłowy
              baran to pomyślałaś chociaż że on potrzebuje po tym wszystkim ciepła, czułości,
              poczucia bezpieczeństwa (i nie chodzi o seks wcale), czy skupiłaś się tylko na
              sobie i własnym smutku. On musi znowu poczuć się kochany, potrzebny, naprawić
              własne ego. Wiem to na swoim przykładzie, nie można sobie wmówić, jestem taka
              super bo przecież ze mną został i spocząć na laurach. Arka libido spadło do
              takiego stopnia że miał samobójcze myśli. To jest facet, on nie pójdzie do
              koleżanki się wypłakać, czy wygadać, będzie dusił to w sobie. Czasem tylko
              jeżeli jest narwany da komuś w zęby. Dołóż do tego brak zaufania do ciebie i za
              parę lat masz strzęp człowieka. Wybacz, ale jeżeli się nie mylę to, to co teraz
              robisz jest wcale nie lepsze od zdrady. Ty po prostu wykorzystujesz jego
              miłość, a w zamian dajesz mu swoją obecność, ale nic od siebie, zero poczucia
              że go ktoś kocha. Co najwyżej może czuć się potrzebny do pomagania ci.
              Napisałaś że masz teraz dla kogo żyć, ale wychodzi mi na to że nie męża miałaś
              na myśli. Macie dziecko ? Mam nadzieję że jego. Bo jeżeli nie, a on to wie,
              plus twoja obojętność,,,, naprawdę dziwię się że nie uplótł sobie jeszcze
              sznura w takiej sytuacji. Trzeba mieć poczucie własnej wartości, ale trzeba też
              pamiętać że zostając z kimś bierze odpowiedzialność też za jego życie. Wybacz
              jeżeli się mylę i źle cię oceniłam. Ale z wypowiedzi wydajesz mi się podobna do
              mnie więc szukam analogii. Też musiałam znowu zakochać się w swoim mężu, ale ja
              chciałam, i starałam się o to a nie tylko czekałam na to co on zrobi. A ty, tak
              jakbyś, zostawiała wszystko własnemu losowi. Wybaczy, czy nie wybaczy to jego
              sprawa. W ten sposób to tylko facetowi który zdobył się na coś wspaniałego i
              wcale nie tak częstego udowadniając że cię naprawdę kocha gotujesz horror
              zamiast życia. No ale kim ja jestem by głosić morały, sama przecież mam ciężki
              grzech na sumieniu.
              • niebieskazuza Re: ???????????? 09.02.05, 14:52
                Fajnie piszesz Nikoletto, ale nie dostrzegasz jednego, takie traktowanie jak
                opisujesz to należy się facetowi, takiemu z krwi i kości, u którego boku nie
                wstyd iść przez życie, a kartofel moja droga to zasługu tylko do tego żeby
                siedział w domu i dziecko niańczył. Nie wstyd ci prowadzać się z takim
                ziemniakiem po mieściem ? Ja bym się ze wstydu spaliła !
                • anula36 Re: ???????????? 09.02.05, 15:15
                  dlatego podzial wyrazny:)
                  Ziemniak w domu, ten z klasa po miescie;)
                • orales73 Re: ???????????? 24.02.05, 14:10
                  niebieskazuza napisała:
                  > Fajnie piszesz Nikoletto, ale nie dostrzegasz jednego, takie traktowanie jak
                  > opisujesz to należy się facetowi, takiemu z krwi i kości, u którego boku nie
                  > wstyd iść przez życie, a kartofel moja droga to zasługu tylko do tego żeby
                  > siedział w domu i dziecko niańczył. Nie wstyd ci prowadzać się z takim
                  > ziemniakiem po mieściem ? Ja bym się ze wstydu spaliła !

                  cieszę się, że nigdy cię nie spotkam. &*%$%*%*
              • iwart Re: ???????????? 09.02.05, 20:08
                Jasne, że źle mnie zrozumiałaś. Wiesz to może wyda się beznadziejne i już sobie
                wyobrażam z jaką krytyką się spotkam, ale TERAZ wiem, że mojemu mężowi na mnie
                zależy. Nie umiem siebie zanalizować ale czasem myślę, że podświadomie
                sprowokowałam tą sytuację. Mieszkaliśmy razem ale wiedliśmy osobne życia. Tak,
                tak wiem, że można było najpierw porozmawiać zamiast zdradzić. Swoją drogą
                zazdroszczę komuś kto podejmuje w życiu tylko trafne decyzje. Nie chcę zatruwać
                mężowi życia i nie czynię tego. Ale sama odpowiem na zadane przez siebie
                pytanie: nie można wrócić do normalności. Nic już nigdy nie będzie takie samo
                jak przedtem. I nigdy nie będzie tak samo jak było wtedy kiedy książę jeszcze
                nie zaczął zmieniać się w klartofla. Jestem winna tej zdrady. Skrucha. Ale
                cieplarniane warunki do jej rozwoju stworzyliśmy wspólnie, my DWA KARTOFLE. I
                wracając do tematu - jeszcze po tym wszystkim nie kochaliśmy się. Ale pracujemy
                nad odbudowywaniem tej bliskości. I mój mąż nie jest żadnym kocykiem na otarcie
                łez. Życie każdego z naszej fatalnej czwórki totalnie zmieniło bieg. Ale co się
                stało to już się nie odstanie a przecież nie ma sensu rozważanie teraz kto był
                winien bardziej. Pozdrawiam.
                • anula36 Re: ???????????? 09.02.05, 20:22
                  tak czy inaczej-ciezka praca przed wami.
                • nikoletta111 Re: ???????????? 09.02.05, 22:27
                  Żona nie ma „już” przede mną tajemnic więc poczytałem sobie waszą dyskusję i
                  pozwolę sobie zabrać głos. Normalność, pytasz o normalność. Powrót do niej.
                  Kochacie się ? Ciągle chcecie być razem ? No to, to jest teraz normalność. To
                  co było, o co pytasz czy wróci to przeszłość. Nie można jej zapomnieć z dnia na
                  dzień, ale nie wolno też sprawić by nami rządziła. Jest tu i teraz, i to co
                  czujecie. I to co chcecie ze sobą robić. A za miesiąc, rok…. Okaże się że
                  ta „przeszłość” dla was nigdy nie istniała. Nie wolno jątrzyć ran, trzeba je
                  leczyć. Arek
                • taki_sobie_kartofel Re: ???????????? 10.02.05, 15:35
                  Nie da się odzyskać utraconej „niewinności” ale kiedy mężczyzna naprawdę kocha
                  kobietę potrafi odrzucić fałszywy wstyd i urażone ambicje, by ratować
                  rozpadającą się rodzinę i odchodzącą miłość. Jeżeli kocha się dostatecznie
                  mocno, czas okazuje się najlepszym lekarstwem. Chociaż czasem tak bardzo chce
                  się wyć......mimo to, dla Niej,jedynej, warto przetrwać wszystko.
        • iwart Re: Czy można po zdradzie wrócić do normalności? 09.02.05, 00:25
          Uff, co za ulga. Miło dowiedzieć się iż nie jestem samotna w tej
          nienormalności. Bardzo mi źle i wstyd z powodu tej zdrady, ale nie myślcie
          sobie wszyscy że to było samo cudowne bzykanko bez żadnych negatywnych emocji.
          Może Ty Nikoletta mnie zrozumiesz, bo to był dla mnie czasem koszmar. Do jasnej
          cholery dlaczego miałam akceptować to, że mój mąż staje się tym kartoflem? Dla
          samej przysięgi? Ale z drugiej strony ciekawe jak on mnie postrzegał??? W
          każdym bądź razie stało się - zaczęłam szukać gdzie indziej tego czego nie
          dostałam w domu. Ja, mój mąż i ten prawie idealny to jeszcze mało. Była też
          jego dziewczyna. Wiecie jaką można czuć się w tej sytuacji szmatą? Raniłam męża
          sypiając z kochankiem, raniłam kochanka mieszkając z mężem i uciekałam przed
          jego dziewczyną, której odbierałam faceta. Oczywiście wszystko postrzegałam
          przez pryzmat swoich uczuć, nie przyszło mi do głowy, że prawie idealny nie
          zechce ze mną być kiedy mu to umożliwię. Ot, czytało się czasem o takich
          sytuacjach ale przecież to co spotkało mnie było zupełnie inne! Ha, ha - śmiech
          przez łzy. I tak mi było źle, no bo przecież żadnego z tej wcześniej
          wymienionej trójki nie chciałam skrzywdzić. To co tu piszę to tylko ramy tego
          wszystkiego, bo wplątanych w to było wiele jeszcze nieszczęśliwych wydarzeń.
          Myślałam że nie wyjdę z tego bez psychologa, bo tak na prawdę z tego ogromnego
          poczucia winy, a potem odrzucenia chciałam tylko umrzeć. Ale teraz mam dla kogo
          żyć i jestem szczęśliwa. Spojrzałam drugi raz na tego kartofla i zobaczyłam w
          nim teraz to czego szukałam w ramionach tamtego. Szkoda tylko, że dopiero ta
          zdrada otworzyła nam obojgu oczy. Wybaczcie mi, że tak rozwlekle o tym pisałam.
          Dziękuję za wszystkie komentarze.
          • misza27 Lubię takie kobiety... 09.02.05, 10:52
            One nigdy nie są winne, bo cierpiały, bo były nie doceniane, tak, tak, zdrada
            to nie ich wina tylko wypadkowa życia. Oni są winni że ich zdradzamy bo stają
            się kartoflami. Zapominacie że nie ważne jest dlaczego się stało, a co się
            stało. Nie kochasz go, jest ci obojętny, to się rozwiedź, albo chociaż załóżcie
            sobie sądowną separację, a potem znajdź sobie drugiego faceta. Niech to będzie
            rozwiązane jakoś po „ludzku”, ale nie, wy zdradzający najpierw działacie a
            potem dorabiacie ideologię. Bo było mi źle, bo kartofel. I co nagle stał się
            kartofle, tak po nocy wstał i już ? Brzuch jak dzwon, zapijaczona morda, kołtun
            na głowie, zez rozbieżny i krzywe nogi ? Nieee, po prostu patrzyliście jak
            kartofleje i było wam z tym dobrze bo mieliście alibi dla własnych podłości.
            Czemu go nie rzuciłaś zanim nie poszłaś do łóżka z innym ? Przecież daleki był
            od twego ideału, a nawet więcej ty właśnie swój ideał znalazłaś więc tym
            bardziej on nie miał już u ciebie szans. Nie wiesz ? To ci powiem, bo bałaś
            się, bałaś się że ideał się znudzi zabawką, a kartofel był jak ciepły wytarty
            koc, stary, nie tak przytulny ale dobrze znany, swojski. A nigdy nie wiadomo
            kiedy wiosna miłości zmieni się w jesień rozstania i wtedy można ból po
            kochanku utulić w taki wytarty ale czekający w kącie kocyk. I żal mi tego twego
            faceta, bo nie ma w tobie skruchy, ty już podzieliłaś winę i dałaś sobie
            rozgrzeszenie. I teraz pasuje ci ten odrzucony kocyk, tylko że ja nie wierzę że
            o niego zadbasz. Szczerze wątpię. Poprostu jest ci dziś potrzebny, ale żal i
            wspomnienie po kochanku minie, szarość zacznie ci przeszkadzać, i znowu
            zaczniesz rozglądać się za tymi bardziej kolorowymi kocykami(mam nadzieję że
            rozumiesz przenośnię). Bo raz już udowodniłaś że nie stać cię na walkę o to by
            go zmienić. Wolisz nowe, szybkie, łatwe. Naprawdę mi go żal, ale z drugiej
            strony sam sobie jest winien. W życiu nie zostałbym z kobietą która mnie
            zdradziła. I nie chodzi o wybaczenie zdrady tylko o to że nigdy bym już jej nie
            zaufał.
            • nikoletta111 Re: Lubię takie kobiety... 09.02.05, 11:57
              Niestety masz sporo racji, chociaż przecież nie zawsze zdrada jest przemyślana
              i zaplanowana. A co do zaufania, to rzeczywiście, bardzo trudno je odzyskać.
              Ale jeżeli się kocha i jest się kochanym warto na nie pracować. Nie skreślaj
              więc tak od razu wszystkich którzy cię krzywdzą. Bądź wobec nich ostrożny ale
              daj im szansę na poprawę.
            • iwart Re: Lubię takie kobiety... 09.02.05, 21:28
              Obyś się mylił misza. Piszesz tak jakbyś sam został bardzo skrzywdzony albo się
              tego obawiał. Nie da się tak wszystkiego poukładac wcześniej, żeby było tak
              super uczciwie, bo tego się nie planuje, wiesz? Tego też się nie chce i za
              każdym razem obiecuje się sobie, że to ostatni raz. A potem kochanek staje się
              najbliższą osobą jaką masz. I tylko jemu patrzysz odważnie w oczy bo tylko on
              zna prawdziwą Ciebie, przed innymi chylisz czoło bo myślisz, że w Twoich oczach
              widać Twoje kurestwo. Nim się spostrzeżesz myślami już jesteś na zawsze w
              ramionach kochanka.
              Odnośnie rozważania winny czy nie winny - każdy ma dni, w których staje się
              kartoflem, ale wybacz stary, czasem przeginacie.
      • konrad333 Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 24.02.05, 12:44
        Przeglądam te forum z niezdrową ciekawością męża którego zdradzała żona. Nie
        potrafiłem ani wybaczyć ani zapomnieć, jestem parę miesięcy po rozwodzie i
        czuję się z tym coraz lepiej. Chociaż wcale nie tak łatwo przestać analizować
        swoje życie i zastanawiać się co mogłem zrobić inaczej. Odnośnie Ciebie, panie
        Iwart. Czytając pani wypowiedzi odnosi się wrażenie że ma się doczynienia z
        osobą zadowoloną z siebie, wybaczającą sobie po cichu grzeszki i tylko
        szukającą potwierdzenia u innych że ma rację. Czy tak samo lekko daruje Pani
        winy innym? Bo jak znam życie, a trochę już widziałem, to takie osoby
        najczęściej im łatwiej wybaczają sobie tym większe mają pretensję do otoczenia.
        Założę się również że teraz pomimo niewątpliwe Pani winy, to i tak on musi
        zabiegać o Pani względy. Pani przecież jest wspaniała i najcudowniejsza. Niech
        pokaże że mu naprawdę zależy przecież jeszcze tego nie udowodnił, a może kiedyś
        łaskawie na coś mu pozwolę. Nawet przez myśl Pani nie przeszło że warto
        wskoczyć w seksowne ciuszki i udowodnić mu że nie mylił się zostając z Panią.
        Heheh, o nie, woli Pani poprzez internet sobie udowadniać że jednak to Pani
        jest świetna a jego i tylko jego nieudolność doprowadziły do zdrady. Sama
        zasada zdrady, jest też tu nie bez znaczenia. Z kochankiem obściskuje się w
        publicznych miejscach? Chodzi za rączkę na spacery? Odwiedza rodzinę? Nie,
        kochanka się ukrywa, z kochankiem spotyka się tylko ukradkiem by nacieszyć się
        seksem Na nic innego nie ma zazwyczaj czasu. I taka jest prawda. Ma Pani
        kiepskiego męża w łóżku i potrzebowała faceta który zna się na rzeczy. Musiał
        być dobry, bo to przecież nie mąż, można go wymienić w każdej chwili. I co
        myśli Pani że coś się zmieniło? Nie, nie ma Pani najmniejszych złudzeń, nie
        chcesz kochać się z mężem bo masz wyrzuty sumienia ? Nic z tych rzeczy, ty
        sobie już dawno wybaczyłaś. Nie chcesz iść bo wiesz że po kochanku to mąż
        będzie ledwie namiastką faceta. Nie pociąga cię to, odstręcza. Myślisz że
        zapomnisz z czasem jak wspaniały był tamten? Na pewno nie, a im więcej czasu
        upłynie tym bardziej będziesz pamiętała jaki był wspaniały, a mniej jego wady.
        Zawsze tak jest. A mąż. Mąż ma już przesrane życie i nie wiem, dlaczego był
        takim głupkiem że został. Przecież wiadomo po co się zdradza, co się tam robi i
        dlaczego zostaję się z kochankiem. A może w Pani przypadku jest tak jak
        czytałem niedawno na jednym z forum, mąż był w porządku ale miał małą fujarkę,
        za to kochanek był obdarzony niczym ogier. Małżonkowie wrócili do siebie, ale
        tylko po to żeby za pół roku rozwieść się definitywnie bo ona nie mogła
        zapomnieć. Lepiej niech się Pani zastanowi czy chodzi Pani o psychiczną czy
        fizyczną stronę i będzie szczera ze sobą i z mężem. Po co niszczyć sobie życie
        gdy sfrustrowani za rok czy dwa oboje poszukacie sobie czegoś na boku. A jeżeli
        chce Pani to z nim zrobić to niech Pani zrobi, a nie czeka na cud, bo cuda to
        się zdarzają w tanich filmach. Lampka wina, świece, nastrojowa muzyka i niech
        niesie was namiętność a nie zimna kalkulacja. Albo się kocha albo nie. Tylko wy
        możecie być swoim cudem. Ja przynajmniej wiem że żona mnie zdradzała z moim
        szefem dla kasy którą miał, dobrego samochodu i imprezek po drogich knajpach.
        • gwiazda37 Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 25.07.05, 10:37
          No to chłopie masz przesrane ..........

          Nasuwa mi się pytanie - skoro wiedziałeś o zdradach żony to znaczy, że
          akceptowałeś to dla kasy..........dla dobrego samochodu..........dla imprezek
          po drogich knajpach........... więc w czym problem?
          • gwiazda37 Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 25.07.05, 10:41
            To było do Konrada333
          • ewolwenta Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 25.07.05, 10:47
            gwiazda proszę! język!
            • gwiazda37 Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 25.07.05, 13:30
              Przepraszam.........
        • alien81 Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 25.07.05, 16:01
          masz wiele racji konradzie333 - najczęściej zdradzający nieco za bardzo
          dramatyzują swoją sytuację i lubią siebie łatwo rozgrzeszać, a wybaczyć złe
          cechy swojemy partnerowi to raczej rzadko. ale w nielicznych przypadkach
          zdradzony/a nagle widzi, że przez długi czas krzywdził/a partnerkę/a i ta zdrada
          uzdrawia. ale bardzo rzadko i przede wszystkim ten ktoś zdradzany musi się o
          zdradzie dowiedzieć. argument wielu zdradzających "może jak poczuje konkurencję
          to się zmieni" jest bez sensu jeżeli się ze zdradą ukrywają miesiącami i latami.
          niektórzy po prostu nie nadają się do związków i sami nie wiedzą czego chcą.
          konrad333 - powodzenia na nowej drodze życia!!!


          konrad333 napisał:

          > Przeglądam te forum z niezdrową ciekawością męża którego zdradzała żona. Nie
          > potrafiłem ani wybaczyć ani zapomnieć, jestem parę miesięcy po rozwodzie i
          > czuję się z tym coraz lepiej. Chociaż wcale nie tak łatwo przestać analizować
          > swoje życie i zastanawiać się co mogłem zrobić inaczej. Odnośnie Ciebie, panie
          >
          > Iwart. Czytając pani wypowiedzi odnosi się wrażenie że ma się doczynienia z
          > osobą zadowoloną z siebie, wybaczającą sobie po cichu grzeszki i tylko
          > szukającą potwierdzenia u innych że ma rację. Czy tak samo lekko daruje Pani
          > winy innym? Bo jak znam życie, a trochę już widziałem, to takie osoby
          > najczęściej im łatwiej wybaczają sobie tym większe mają pretensję do otoczenia.
          >
          > Założę się również że teraz pomimo niewątpliwe Pani winy, to i tak on musi
          > zabiegać o Pani względy. Pani przecież jest wspaniała i najcudowniejsza. Niech
          > pokaże że mu naprawdę zależy przecież jeszcze tego nie udowodnił, a może kiedyś
          >
          > łaskawie na coś mu pozwolę. Nawet przez myśl Pani nie przeszło że warto
          > wskoczyć w seksowne ciuszki i udowodnić mu że nie mylił się zostając z Panią.
          > Heheh, o nie, woli Pani poprzez internet sobie udowadniać że jednak to Pani
          > jest świetna a jego i tylko jego nieudolność doprowadziły do zdrady. Sama
          > zasada zdrady, jest też tu nie bez znaczenia. Z kochankiem obściskuje się w
          > publicznych miejscach? Chodzi za rączkę na spacery? Odwiedza rodzinę? Nie,
          > kochanka się ukrywa, z kochankiem spotyka się tylko ukradkiem by nacieszyć się
          > seksem Na nic innego nie ma zazwyczaj czasu. I taka jest prawda. Ma Pani
          > kiepskiego męża w łóżku i potrzebowała faceta który zna się na rzeczy. Musiał
          > być dobry, bo to przecież nie mąż, można go wymienić w każdej chwili. I co
          > myśli Pani że coś się zmieniło? Nie, nie ma Pani najmniejszych złudzeń, nie
          > chcesz kochać się z mężem bo masz wyrzuty sumienia ? Nic z tych rzeczy, ty
          > sobie już dawno wybaczyłaś. Nie chcesz iść bo wiesz że po kochanku to mąż
          > będzie ledwie namiastką faceta. Nie pociąga cię to, odstręcza. Myślisz że
          > zapomnisz z czasem jak wspaniały był tamten? Na pewno nie, a im więcej czasu
          > upłynie tym bardziej będziesz pamiętała jaki był wspaniały, a mniej jego wady.
          > Zawsze tak jest. A mąż. Mąż ma już przesrane życie i nie wiem, dlaczego był
          > takim głupkiem że został. Przecież wiadomo po co się zdradza, co się tam robi i
          >
          > dlaczego zostaję się z kochankiem. A może w Pani przypadku jest tak jak
          > czytałem niedawno na jednym z forum, mąż był w porządku ale miał małą fujarkę,
          > za to kochanek był obdarzony niczym ogier. Małżonkowie wrócili do siebie, ale
          > tylko po to żeby za pół roku rozwieść się definitywnie bo ona nie mogła
          > zapomnieć. Lepiej niech się Pani zastanowi czy chodzi Pani o psychiczną czy
          > fizyczną stronę i będzie szczera ze sobą i z mężem. Po co niszczyć sobie życie
          > gdy sfrustrowani za rok czy dwa oboje poszukacie sobie czegoś na boku. A jeżeli
          >
          > chce Pani to z nim zrobić to niech Pani zrobi, a nie czeka na cud, bo cuda to
          > się zdarzają w tanich filmach. Lampka wina, świece, nastrojowa muzyka i niech
          > niesie was namiętność a nie zimna kalkulacja. Albo się kocha albo nie. Tylko wy
          >
          > możecie być swoim cudem. Ja przynajmniej wiem że żona mnie zdradzała z moim
          > szefem dla kasy którą miał, dobrego samochodu i imprezek po drogich knajpach.
          • ewa9922 Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 26.07.05, 19:14
            ciekawy temat . Byłam zdradzona, wygraam , jak to sie mówi, wybaczyłam mężowi.
            Od roku -ponad- czekam na odrobinę uczucia, gest z jego strony BRAK !!
            Zbliża sioę rocznica ślubu -21-, od kilku lat ja nie reaguję na ten dzień,
            wyjeżdzam, udaję , że nie pamietam. A pamiętam jacy byliśmy wtedy szczęśliwi...
            Kiedyś kupowałam prezenty, drobiazgi, robiłam kolacje, przypominałam ( czsami
            ze złością to fakt), nie wiem jak mam się zachować za te kilka dni? Zaprosić na
            kolację , bo dostałam awasns, bo syn dostał się na studia, czy przemilczeć i
            zasnąć sama przed telewizorem?

            a może zaszaleć i poszukać przygody....
            • woman-in-love Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 27.07.05, 11:33
              na czym więc polega Twoja wygrana? Opisujesz porażkę...
              • ewa9922 Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 27.07.05, 14:28
                dla mnie to nie jest porażka, długoby o tym pisać, mam to co chciałam,
                spokój, bezpieczeństwo, przyszłość i i przekonanie ,że nikomu nie warto ufać.
                Zyję dobrze, mam dobrą pracę , rozrywki, myślę o sobie, nie narzucam się i
                (niestety ) jestem uczciwa. Mam nadzieję , że spotka mnie w życiu coś miłego.
                Narazie leczę blizny, chcę normalności, ale nie w takiej postaci jak była .Co
                jest normą? chyba nie ma odpowiedzi na to pytanie, dla jednych 4 żony, dla
                drugich zona i kochanka, dla innych celibat. Normy nie ma i nigdy nie było.
                Normą dla mojego męża było pamiętanie o wszystkich roczxnicach , urodzinach,
                imieninach , dniach ważnych jego mamuńci.
                Mnie kupił kiedyś bukiet żółtych róż,poszedł po nie ze słowami " o matko znowu
                będzie gadała",teraz nie gadam i dobrze , dla mnie JUŻ dobrze. Poczekam do
                jutra -zobaczymy co się stsnie.
                Zaprosiłam syna i męża na kolację do lokalu ( z okazji mojego awansu i sukcesu
                syna - dostał się na studia), zobaczymy czy cokolwiek załapie- wątpie ,ale
                nadzieja matką głupich!
                Prezent dla mnie już mam obmyślaany i zamówiony, nie będę oglądała się na
                nikogo!
                Porażką byłoby gdybym uniosła się honorem ( tak jak się spodziewał i bał tej
                reakcji) i widziała się z synem raz w miesiącu i udawadniała wszystkim że dam
                sobie radę. Teraz jestem silniejsza niż kiedykolwiek, nic nie złamie mnie już,
                nic i nikt. To jest moja wygrana!
                • woman-in-love Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 27.07.05, 19:16
                  No cóż, każdy ma swój model szczęścia...
                  • ewa9922 Re: Nie wiem czy ten temat jest jeszcz aktywny... 29.07.05, 14:14
                    Słuchaj muszę ci to napisać: kolacja była, udawał, że nie wie o co chodzi, na
                    22 zamówił kwiaty z dostawą i dostałam tel motorolę v3 z opłacaną na 2 lata
                    umową, wiedział,że chcę ten aparat !
                    Cieszę się , słucha co mówię i uprzedził mnie -nawet fajnie.
                    ale za dużo było alkoholu....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka