Dodaj do ulubionych

swoboda w związku

28.06.05, 19:39
Zastanawiam się od dłuższego czasu gdzie się zaczyna obszar „my” a gdzie
wciąż pozostaje obszar „ja” i „on” („ona”)

Ostatnio podsłuchiwałam mojego kolegę jak zadzwonił do żony i PYTAŁ czy może
zostać w pracy dłużej. Nie zrobił czegoś takiego pierwszy raz więc nie byłam
zaskoczona ale uświadomiłam sobie że w moim związku jest zupełnie inaczej.
Jeżeli muszę zostać w pracy lub nagle gdzieś wyskoczyć, to łapię komórkę i
KOMUNIKUJĘ, że będę później.

Pół nocy przegadanej z przyjacielem (płci odmiennej) nie jest powodem do scen
zazdrości. Znajomych mamy różnych. Akceptujemy odmienne zainteresowania
partnera, choć niektóre rzeczywiście dzielimy.

Czasem zastanawiam się czy ta swoboda nie sprowadzi nas na manowce, ale z
drugiej strony jestem pewna, że takie bycie jednością i dążenie do pełnej
zgody we wszystkim jest błędem.

Gdzie Waszym zdaniem powinna być ta granica? Czy nie czujecie się osaczeni w
związku albo przeciwnie osamotnieni?
Gdzie leży ten złoty środek?
Obserwuj wątek
    • revecca Re: swoboda w związku 28.06.05, 20:00
      Ojej, co za trudne pytanie... :)
      Zaczęłam pisać na nie dwie różne odpowiedzi. Z jednej strony wydaje mi się, że
      jestesm dośc tolerancyjna, z drugiej wiem, że męcząca. A naprawdę wszystko
      zależy od dnia. Jednego dnia nie wypuszczę swojego faceta po notatki do
      koleżanki z roku, drugiego zaś pozwoliłabym mu iść na wieczór kawalerski ze
      striptiserką.
      Więc nie wiem jak jest ze swobodą (w stos. do partnera) w moim związku...
    • dobrek40 Re: swoboda w związku 28.06.05, 22:00
      Granica, przebiega tam, gdzie Wasza tolerancja. Nie ma modelu życia lepszego,
      czy gorszego. Wazne, aby żadne z partnerów nie bylo sfrustrowane.
      • revecca Re: swoboda w związku 28.06.05, 22:07
        dobrek40 napisał:

        > Granica, przebiega tam, gdzie Wasza tolerancja.

        Czyli wg PMS. ;)
      • ewolwenta Re: swoboda w związku 30.06.05, 00:20
        Wiem gdzie jest moja granica. Wiem też, że geografia tego regionu u mnie jest
        zmienna z upływem lat. Pytam o Twoje odczucia.
    • anais_nin666 Re: swoboda w związku 28.06.05, 23:12
      W moim małżeństwie panuje bezgraniczna swoboda. A żeby było śmieszniej, ja tej
      swobody nie znoszę. Chciałabym kiedyś sceny zazdrości, słów: nie chcę byś robiła
      to czy tamto, ale nie słyszę. Jest zawsze i na wszystko "tak". Mąż mi wierzy.
      Begranicznie. I to piekne. Tylko, ze ja jestem troszkę dzika i jeśli daje mi sie
      totalna wolnośc to ja wykorzystuję. A potem wkurzam się, że nie mam faceta,
      który potrafiłby mnie powstrzymać. Potrafię rezygnować i chciałbym nawet,
      sprawiłoby mi radośc zrezygnowanie z czegoś, by sprawic przyjemność M. Chore,
      prawda? Wiem... Bo z drugiej strony za próbę ograniczenia mojej wolności (zbyt
      mocnego ograniczenia) mogłabym pokąsać. Sama sie cholera pogubiłam w tym
      wszystkim:(
      • paszczak54 Re: swoboda w związku 28.06.05, 23:58
        Tolerancji czy zaufania?
      • ewolwenta Re: swoboda w związku 30.06.05, 00:26
        anais_nin666 napisała:

        > Mąż mi wierzy. Begranicznie. I to piekne.

        i odbiera cała przyjemność ulegania pokusom :)


        >Tylko, ze ja jestem troszkę dzika i jeśli daje mi sie
        > totalna wolnośc to ja wykorzystuję. A potem wkurzam się, że nie mam faceta,
        > który potrafiłby mnie powstrzymać.

        To niepoukładanie własnych uczuć nie jest mi obce w tej sprawie :)


        > sprawiłoby mi radośc zrezygnowanie z czegoś, by sprawic przyjemność


        czy to nie lęk przed obojętnością? Znów dziwnie znajomu :)

        >Sama sie cholera pogubiłam w tym wszystkim:(

        A myśłisz czemu ja pytam?
    • loppe Re: swoboda w związku 29.06.05, 08:22
      Zastanawiam się od dłuższego czasu gdzie się zaczyna obszar „my” a gdzie
      wciąż pozostaje obszar „ja” i „on” („ona”)

      Nie wiem.
      • ewolwenta Re: swoboda w związku 30.06.05, 00:27
        Rozczarowujesz mnie Loppe. Nie wierzę :)
    • alien81 Re: swoboda w związku 29.06.05, 08:42
      hmmm, nie wiem... trudny temat zadałaś:) dla mnie wystarczające jest aż (tylko?)
      gdy mój miły poświęca mi około 60% swojego wolnego czasu. tzn. nie tylko
      przychodzi, siedzi i patrzy na mnie:) to czas przeznaczony na wspólne gotowanie,
      oglądanie tv, seks, rozmowy. ale ja lubię mieć czas dla swoich znajomych, więc
      przynajmniej 2-3 razy w miesiącu rezerwuję go sobie nieco i on to rozumie. mamy
      dzięki temu okazję stęsknić się za sobą.

      ale rozumiem też ludzi, którzy prawie 100% wolnego czasu spędzają razem. mniej
      rozumiem te, które prawie wcale nie chcą (tłumacząc to różnie) spędzać ze sobą
      czasu wolnego. ale każdy ma co lubi.

      swoboda-TAK, ale bez nadmiernej tolerancji dla wszystkiego. jakaś mała kontrola
      musi być żeby się nie zdeprawować.
      • ewolwenta Re: swoboda w związku 30.06.05, 00:32
        Że trudny temat to się zgodzę.
        Natomiast nie rozumiem tych, co spędzają czas wyłącznie we własnym
        towarzystwie. To jest realne na etapie gorącego zakochania, później musi
        nastąpić przesyt. Ciekawe byłoby zobaczyć ile związków papużek nierozłączek się
        rozpada i po jakim czasie.
    • drobiazg Re: swoboda w związku 29.06.05, 09:18
      Pewnie każda para ma tę swoją granice gdzie indziej. Ja większą część dnia
      jestem z daleka od mojego męża, poza pracą ma jeszcze dodatkowe zajęcia
      przynajmniej dwa razy w tygodniu, co powoduje, że zdąże się za nim "stęsknić"
      i np. nie wyobrażam sobie wakacji osobno bo to jedyne dwa tygodnie w roku kiedy
      mamy tyle czasu dla siebie. Mamy znajomych wspólnych, oraz takich bardziej jego
      i bardziej moich . Każde z nas ma swoje pasje i rzeczy które lubi robić (inne
      niż partner) ale też lubimy sobie zwyczajnie razem posiedzieć pogadać czy
      pomilczeć. Każde z nas jest zazdrosne, trudno mi powiedzieć, które bardziej bo
      wydaje mi się że to falami;-) ale chyba troche zazdrości jest potrzebne na mnie
      przynajmmniej działa mobilizująco ;-) chce mi się chcieć i starać ;-))
    • ewolwenta Re: swoboda w związku 29.06.05, 09:18
      Ja przeszłam taką drogę.

      Kiedyś zdarzało mi się czekać na mojego mężczyznę ze stygnącym obiadem i
      pretensjami, że przynajmniej nie zadzwonił.

      Potem stwierdziłam, że nie warto i tak go nie zmienię. Jak on jest zbyt zajęty
      pracą to zjemy osobno, przynajmniej nie stoję przy garach. Takie podejście
      zapewniło mi mniej stresu a więcej czasu i ochoty na swoje zabawki. W efekcie
      to ja zaczęłam mieć mniej czasu popołudniami.

      Teraz jest tak, że oboje planujemy swoje sprawy tak by się spotkać wieczorem.
      Nie muszę już się prosić. Sam z siebie zaczął dzwonić. Jeszcze nie jest to
      regułą ale zdarza się dość często. Postępy widoczne, tylko kurcze czemu
      dochodziliśmy do tego tyle lat. Albo może to tylko przystanek i zaraz znów coś
      się zmieni?

      • alien81 Re: swoboda w związku 29.06.05, 09:37
        no i bardzo dobrze:)
        • kalina81 Re: swoboda w związku 01.07.05, 13:00
          "nigdy nie znjadź się w takiej sytuacji, w jakiej nie chciałbyś zastać mnie"-
          to jest moja granica tolerancji, niezmienna od lat, sprawdza się rewelacyjnie
    • krzysiek_dwadziesciapare Re: swoboda w związku 01.07.05, 13:24
      hehe, tak sobie czytam i pod nosem podśmiewuję. Zjednej strony "nie dam się
      ograniczać" a z drugiej "no mógłby czasem być zazdrosny".
      Przed oczami staje mi androgyn o cechach bohuna i skrzetuskiego
      Ech, kobiety....
      • drobiazg Re: swoboda w związku 01.07.05, 13:57
        krzysiek_dwadziesciapare napisał:

        > hehe, tak sobie czytam i pod nosem podśmiewuję. Zjednej strony "nie dam się
        > ograniczać" a z drugiej "no mógłby czasem być zazdrosny".
        > Przed oczami staje mi androgyn o cechach bohuna i skrzetuskiego
        > Ech, kobiety....

        oj Krzysiu ;-) to działa w dwie strony; bo niby ma być piękna i mądra, ale nie
        za piękna bo zazdrość się wkrada i nie za mądra bo czasem lubicie błysnąć
        wiedzą ;-) i jeszcze nich dba o siebie ale nie chcecie jej widzieć w wałkach i
        z maseczką na twarzy, niech fajnie wygląda ale nie szykuje się do wyjścia 2
        godziny, niech ma piękne umalowane paznokcie i umyte wszystkie gary na błysk i
        mogę tak jeszcze długo
        • krzysiek_dwadziesciapare Re: swoboda w związku 01.07.05, 14:07
          no nie.. ja może jestem dziwadłem, ale nie oczekuję 3/4 tego o czym pisałaś -
          gary zmywam sam, malowanych pazurów nie lubię [ choć toleruję ], wałki i poranne
          wory pod oczami są dla mie jak najbardziej naturalne i wcale nie wpływają na
          odbiór kobiety, nie musi co dzień wyglądać jak bóstwo z żurnala, mądrością
          błyszczeć przy niej nie muszę [ bo nie mam na tym tle kompleksów ;P ], zazdrosny
          o oglądających się facetów nie jestem [ ach to męskie poczucie "posiadania na
          wyłączność"... ]

          Po jakichś potwornych stereotypach tutaj pojechaliśmy....
          • drobiazg Re: swoboda w związku 01.07.05, 14:24
            oj zaraz dziwadłem ;-) wyjątkowy jesteś ;-) a zupełnie poważnie masz racje
            poleciałam po stereotypach ale przesłanie miało być takie że ludzie nie
            zależnie od ich płci czasem chcą diametralnie różnych rzeczy w zależności od
            nastroju w danej chwili no bo w końcu ma być czuły i delikatny ale taki
            soczysty klaps …no dobra ziemia do Drobiazgu ;-))) ten piątek tak na mnie
            działa ;-)
            • krzysiek_dwadziesciapare Re: swoboda w związku 01.07.05, 14:27
              "przesłanie miało być takie że ludzie nie zależnie od ich płci czasem chcą
              diametralnie różnych rzeczy w zależności od nastroju w danej chwili "

              zgadzam się, tylko, z mojego doświadczenia [subiektywnego i nie mającego NIC
              wspólnego z prawdą objawioną ;) ]wynika, ze w takich dysonansach przodują kobiety.
              Stąd te moje "ech, kobiety..."
      • anais_nin666 Re: swoboda w związku 01.07.05, 14:31
        Każdy z nas ma w sobie wiele sprzeczności. I dzięki temu jest ciekawie.
        Gdybyśmy byli oczywiści, byłoby...nudno;-)
        A umiarkowane ograniczenia z odrobiną zazdrości świetnie się dogadują. Nic
        nie musi sie w tym wypadku wykluczać Krzysiu.
        • krzysiek_dwadziesciapare Re: swoboda w związku 01.07.05, 14:43
          "Nic nie musi sie w tym wypadku wykluczać "
          toć i ja nic takiego nie napisałem :)
          takie luźne spostrzeżenie mnie naszło, gdyż z ostatnich moich ekspad po forum i
          lekturze postów pań tu i ówdzie, wynika, że najlepiej, jakby facet był
          połączeniem batmana, hydraulika, ojca, rasputina profesora miodka i bankomatu

          niczego/nikogo tu nie krytykuję - tak się tylko pod nosem uśmiecham ;)
          • anais_nin666 Re: swoboda w związku 01.07.05, 14:48
            W drugą strone to samo:-) Przyjrzyj się oczekiwaniom panów. Czy nie podobnie;-
            )?
            • krzysiek_dwadziesciapare Re: swoboda w związku 01.07.05, 14:52
              no właśnie nigdzie nie natknąłem się na posty w stylu "jaka powinna być idealna
              kobieta" [ pomijając te głupawe w stylu 1,2 m i płaska głowa ].
              • anais_nin666 Re: swoboda w związku 01.07.05, 14:55
                Widać nieuważnie czytasz posty panów:)) Dużo tego, za duzo bym mogla teraz
                opisac oczekiwania. Wlasnie wychodze z pracy:)) Ale pozniej zrelacjonuje swoje
                spostrzezenia:) Pozdrawiam:)
          • ewolwenta Re: swoboda w związku 02.07.05, 13:31
            Pęknę ze śmiechu :) Jak więcej się nie odezwę to znaczy, że to się stało.
    • thistle ideał 01.07.05, 16:19
      W poście początkowym ( zwiazek ewolwenty) - ja chyba nigdy do tego nie dotrę;(
      to co M uważa za normę małżenską i kwestie bezdyskusyjne,dla mnie jest jak
      ciasna obroza, takie złote kajdanki.
      Ale nauczył się prać, sprzątać i gotować,to moze i tu zmięknie.
      • ewolwenta Re: ideał 02.07.05, 13:55
        Musiałam do tego dorosnąć. Na początku nie potrafiłam zrozumieć tej potrzeby
        niezależności. Jak każdy zakochany szczeniak chciałam wszystko z nim razem. Na
        początku nawet z wzajemnosćią, ale krótko. Wydawało mi się, że to jedyna droga.
        Jakiś czas temu odkryłam że jednak nie! Szkoda, że tak późno i dopiero po
        poważnym kryzysie naszego związku.
        Efekt mojego odpuszczenia sobie, diametralna poprawa na całym froncie.

        Oczywiście taka całkowita przemiana postwy jest nie możliwa. Coś z dawnej mnie
        zostało.Tak jak napisałam w wątku Alien „trzy najbardziej wkurzające cechy”,
        wśród nich tajemniczość mojego mężczyzny, która mnie po prostu wpienia.
    • witkacy1975 Złoty środek leży tam, gdzie obojgu pasuje... 03.07.05, 08:14
      to jest też element dopasowania. Wolność i jej brak zależy tylko od wzajemnego
      dogadania się. Spędzanie czasu razem jest ważne, ale jeśli żona idzie na
      zakupy "połazić po sklepach" to słusznie czyni mnie nie zabierając - ja się
      nudzę po 30 minutach i robię się nie do zniesienia - ona nie może spokojnie
      zrobić zakupów, a ja jestem wściekły o nic... lepiej spędzić ten czas
      oddzielnie. "My" powinno być tam, gdzie oboje tego "my" pragniemy. Gorzej, gdy
      się okazuje, że "mapa" "my" nie pokrywa się w wielu przypadkach - są inne
      oczekiwania. Dla niej "my" jest tam, gdzie dla niego jest "on" i "ona" i
      odwrotnie - wtedy zaczyna się kłopot.
    • ew99 Re: swoboda w związku 10.07.05, 15:02
      U mnie jest podobnie , mowimy sobie wszystko i mój mąz nie robi mi problemów
      gdy mam się spotkać z przyjacielem .
      • ewolwenta Re: swoboda w związku 10.07.05, 15:25
        My sobie nie mówimy wszystkiego, mimo to (a może dlatego?) ufamy wzajemnie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka