20.09.05, 13:35
A w moim małżeństwie oboje lubimy seks, chyba. Mąż na pewno, ja - zawsze tak
mi się wydawało, zawsze dużo o nim myślałam - marzenia, fantazje itp. A jednak
problem jest i to duży. Seks z mężem, którego nota bene kocham bardzo, nie
daje mi po prostu satysfakcji. Jesteśmy 5 lat po ślubie i ciągle jest byle jak
- były okresy, kiedy w ogóle nie miałam na to ochoty, były też czasy
zwiększonego mego libido - ale wtedy seks jest tylko dla mnie frustracją, bo
widzę, że brakuje mi tego rodzaju przyjemności, zaspokojenia. Kurczę, co mam
zrobić? Może ktoś ma podobne doświadczenia. Mąż chyba się stara, ale widzi, że
orgazm to dla mnie rzecz niemal nieosiągalna... Dochodzę do wniosku, że on po
prostu nie jest w tym dobry. Nie wiem - jedni mają zdolności językowe, inni
nie - może ta zasada też tu się odnosi. A może problem tkwi we mnie? Jestem
już bliska zdradzenia męża po to tylko, by przekonać się, czy z innym facetem
będzie nareszcie super - bo seks ponoć ma być super...
Może coś podpowiecie? Bo ja już mam powoli dosyć. Chyba nie jestem stworzona
do zycia bez udanego seksu.
Obserwuj wątek
    • sprzedam Re: a ja? 20.09.05, 14:29
      Oczywiście zdradź i sprawdź siebie. Mąż też niech zdradzi bo wpadnie
      niepotrzebnie w kompleksy, niech się przekona, że naprawdę jest facetem.
      Po prostu potrzebny ci jest psychoanalityk, nie zwalaj swojej ułomności na
      faceta. W końcu to ty masz problem z czerpania przyjemności z seksu nie on.
      • petar2 Re: a ja? 20.09.05, 15:05
        Generalnie zgadam się. Ale odradzam zdradę z psychoanalitykiem.
        Zanim dojdzie do czegokolwiek zagada Cię na śmierć, powyciąga jakieś szczegóły
        z dzieciństwa i okaże się, że Twoje problemy w sypialni są spowodowane tym, że
        tatuś zabierał Ci smoczek albo zmuszała do nocnika ...
      • woman-in-black Re: a ja? 21.09.05, 03:18
        sprzedam napisał:

        > Po prostu potrzebny ci jest psychoanalityk, nie zwalaj swojej ułomności na
        > faceta. W końcu to ty masz problem z czerpania przyjemności z seksu nie on.

        Hehe, dobre sobie, "nie zwalaj swojej ulomnosci na faceta"....
        Faktycznie sa przypadki kobiet, ktore nie sa w stanie osiagnac orgazmu. Po
        prostu...nikt nie potafi wyjasnic dlaczego tak sie dzieje, ale takie kobiety
        naprawde istnieja.
        Jednak, co do wypowiedzi pana Sprzedam- to nie jest ten przypadek. Bowiem
        autorka postu osiaga orgazm w inny sposob wiec to ze nie osiaga orgazmu z mezem
        nie jest ulomnoscia jej, lecz jej meza.

        Tak wiec, faktycznie- to juz do autorki - cos z twoim mezem nie tak. Ja
        osobiscie nie polecam nikomu zdrady, ale tak dluzej nie moze byc. Moze to
        naprawde dobry pomysl by sprobowac z kims z innym i jesli wtedy uzyskasz
        spelnienie powinnas zmienic towarzysza zycia.
        Szkoda cennego czasu na seks nie dajacy zadnej przyjemnosci...
    • ankamk78 Re: a ja? 20.09.05, 14:29
      Niewiedza bywa zbawieniem,uwierz na słowo!
    • ewolwenta Re: a ja? 20.09.05, 15:24
      Że głupio znów spytam, a próbowałaś mu powiedzieć czego oczekujesz? Jak byś
      chciała? Co sprawia Ci największą przyjemność?
      Jak tak rozmowa wygląda?

    • ambx Poproś małżonka o powtórkę z francuskiego... 20.09.05, 15:31
      ...porządne ćwiczenia lingwistyczne, powinny doprowadzić cię na szczyt, jeszcze
      zanim dolina miłości zostanie spenetrowana. Po zagłębieniu się - kolejne
      szczyty połączą się w górskie pasmo... Sprawdzone! A co? Nie robicie takich
      okropnie zdrożnych rzeczy? A... to przepraszam...
      • abdulian Re: Poproś małżonka o powtórkę z francuskiego... 20.09.05, 16:03
        :)))))))))

        Chociaż post ambx pewnie niektórym wyda się nie na miejscu, to ja go poprę w
        100%, bo ta metoda, którą on proponuje, może być dobra :)

        A tak na poważnie, to czy autorka postu potrafi doprowadzić się do szczytowania
        sama? Bo jeżeli tak, to wziąć za rękę i pokazać jak dziecku małemu i może pomoże :)
    • dreamsville Re: a ja? 20.09.05, 16:44
      nie zgadzam się, ze to tylko Twój problem !
      Co za bzdura!
      Problem jest wspólny. Trzeba rozmawiać o tym,
      jeśli nic sie nie zmieni - ułożyć sobie z tym życie (jeśli da radę, jeśli nie -
      wiać)
      • klarciaa1 Re: a ja? 20.09.05, 17:40
        Autorka sama doprowadzić się umie... Nawet nie wiem, czy taka utrwalona
        samodzielność nie utrudnia pracy nad innym orgazmem...
        Wiać od męża po prostu nie chcę...a "zdrożności" i owszem - ja naprawdę jestem
        otwarta na seks i chętnie próbuję różnych rzeczy. Co z tego kiedy zawsze kończy
        sie to tym samym - brakiem orgazmu a tym samym paskudnym uczuciem nienasycenia,
        głodu i niestety poczucia że coś mi w życiu umyka. Może rzeczywiście powinnam
        rozmawiać z nim i rozmawiać. Próbowałam, nie raz zresztą. Niby przyjmuje do
        wiadomości, chce coś zmienić, pyta co i jak, ale potem i tak jest tak samo.
        • ewolwenta Re: a ja? 20.09.05, 17:43
          A rozmowa w trakcie? Delikatne sugestie. Werbalne i nie werbalne?
          • klarciaa1 Re: a ja? 20.09.05, 17:52
            delikatne nie sa chyba zrozumiane, a niedelikatne psuja atmosfere...
            • ewolwenta Re: a ja? 20.09.05, 17:57
              Ale ta atmosfera i tak jest kiepska, zwłaszcza na finiszu.
    • mambaxx Re: a ja? 21.09.05, 11:50
      Ja mam to samo :(((( Ale myślę, ze problem tkwi jednak w nas. Nie potrafimy się
      w pełni wyluzować przed inną osobą. Rozumiem, ze nie miałaś orgazmu też z
      innymi facetami. Ja nie miałam, a sama oczywiście też potrafię dojść i to
      szybko.
      • ambx Właśnie Klarcia, czy kiedykolwiek w swym życiu... 21.09.05, 15:46
        ...przeżyłaś szczytowanie z mężczyzną? Bo jeśli w atmosferze pełnego luzu, po
        spożyciu szmpana z owocami, po powtórce z francuskiego, dosiadając
        mężczyznę "na amazonkę", nie dojdziesz po kwadransie - musisz zainwestować w
        najlepszego seksuologa w mieście, albo w najlepszy wibrator jaki jest w
        seksszopie + ładowarka do baterii. (wychodzi taniej;-)))
        • matko74 Re: Właśnie Klarcia, czy kiedykolwiek w swym życi 21.09.05, 17:22
          Grzebiąc się nieco w temacie i indagując dość bezpośrednio zapytam: czy
          uprawiałaś z nim np. seks analny - niektóre kobiety znajdują w tym wielką
          satysfakcję (ponoć też jest tam umiejscowiona męska łechtaczka)?, czy skoro
          potrafisz sama doprowadzić siebie do orgazmu, niewarto spróbować tak pokierować
          jego, aby też było dobrze?, czy potrzebujesz szybko, a on nie daje rady i nie
          wytrzymuje tempa?...Może też po prostu, na swój sposób, podświadomie, blokujesz
          się na niego i to pomimo że jesteś otwarta na łóżkowe fiku-miku???
          • anais_nin666 Re: Właśnie Klarcia, czy kiedykolwiek w swym życi 21.09.05, 19:44
            Łóżkowe fiku - miku :))) Boskie. Panowie! Założe zeszyt Waszych "złotych myśli"
            ;-) i powiedzonek.
            Fiku - miku znane mi oczywiście jest, ale już zapomniałam , że i tak można
            powiedziec:)))
            • klarciaa1 Re: Właśnie Klarcia, czy kiedykolwiek w swym życi 21.09.05, 20:42
              Hmmm...seksu analnego rzeczywiście nie próbowałam...może powinniśmy. Co do tej
              amazonki będącej pod rozkosznym wpływem szampana :) - obawiam się, że nic by z
              tego nie było, a to tez dlatego, że właśnie mój mąż raczej jest "szybki", a
              kiedy mi jest wyraźnie dobrze, to nawet bardzo szybki... A co do orgazmu - to
              takiego pochwowego nigdy, łechtaczkowy - czasami, wyharowany, a też głównie sama
              muszę skończyć. Kurczę, no widzicie. Beznadzieja. MOże naprawdę seksuolog. Tylko
              ja jakoś nie wierzę, że ktoś może innych - w dodatku teoretycznie - uczyć jak
              uprawiać seks. Może ktoś poleci dobrego w warszawie? Już się tu na forum
              rozglądałm, ale oprócz pytań o namiary na kogoś dobrego odpowiedzi niestety nie
              znalazłam.
              • ambx A maść? 21.09.05, 21:22
                Kup Klarciu maść lekko znieczulającą członka "Stay On" lub inna (są w seks
                szopach i w aptekach) i każ mu jej użyć. Ew. znana Viagra czy Cialis...
                Czas "postoju" do 2 godzin. Powinno ci wystarczyć...
              • 6_na_9 Re: Właśnie Klarcia, czy kiedykolwiek w swym życi 21.09.05, 21:26
                ...a ja myślę że twój mąż też powinien pomyśleć o zdradzie; jak "da sobie radę"
                z inną kobietą to wszystko będzie jasne...
              • niezapominajka333 Re: Właśnie Klarcia, czy kiedykolwiek w swym życi 22.09.05, 09:55
                Piszesz, że często musisz kończyc sama, że po kochaniu pozostajesz
                niezaspokojona. Co na to twój mąż? Zauważa problem? Rozmawiacie o tym?
                Właściwie też tak miałam. I nadal mam. Tylko, że nie kończę sama.
                Przez kilka pierwszych lat po prostu udawałam orgazmy, a mój mąż sądził, że
                wszystko jest w porządku. Penetracja była przyjemna, czasem bardziej niż
                przyjemna,(w niektórych pozycjach też bolesna), ale prowadziła donikąd.
                Pozostawało niezaspokojenie. Na długośc stosunku nie mogłam narzekac, bo mógł
                długo i 2-3 razy pod rząd, ale nic mi to nie dawało. Po prostu ślepa uliczka.
                A że wcześniej nauczyłam się sama dochodzic do szczytu, więc tak kończyłam.
                Ciągle łudziłam się, że kiedyś będzie lepiej, ale potrzeba nam odpowiednio
                długiej praktyki i lepszych, spokojniejszych warunków (własnego mieszkania).
                Ale w odpowiednich warunkach też się nie udawało.
                Postawiłam na szczerośc. Najpierw wyprowadziłam go z błędu, co do mojego
                szczytowania w czasie stosunku. Przeżył.
                Potem powiedziałam, że umiem robic to sama. Przyjął do wiadomosci.
                Potem chciał się nauczyc techniki. Nie mogłam odmówic pomocy.
                Technikę doskonali do dziś, a ja staram się dawac mu jak najlepszą instrukcję
                obsługi.
                Przestałam się z tego powodu frustrowac, po prostu przyjęłam, że w środku mam
                za mało receptorów, żebym mogła dojśc tak do szczytu. Zamiast narzekac i
                zazdrościc innym kobietom, że to potrafią, postanowiłam doceniac i udoskonalac
                to, co mam.
                On pamięta o moich potrzebach, czasem na zasadzie "panie przodem", czasem w
                trakcie, czasem po.
                Paradoksalnie prowadzi to do częstego uprawiania seksu.
                Ja mam mniejsze potrzeby niż mąż - on 2x dziennie, ja 2x w tygodniu(w moim
                przypadku to średnia wartośc, bo w czasie cyklu następuja wahania).
                I kiedy jego skręca, a mnie nie, kochamy się, bo jest to dla mnie pewna forma
                czułości - przyjemne, ale nie podniecające. Stopień tej przyjemności odpowiada
                przytulaniu, pocałunkom. A gdy się okaże, że jednak w trakcie mnie bardziej
                rozbudził, to mówię - skoro mnie rozbudziłeś, to teraz musisz skończyc.
                I przestałam czuc skrępowanie że go zmuszam, lub wykorzystuję, bo dałam sie
                przekonac, że on to po prostu lubi. Podobnie jak ja lubię jego pieszczotami
                doprowadzac do szczytu, nawet, jeśli nie czuję podniecenia. Inna rzecz, ze gdy
                jednak obudzi sie podniecenie, to wiem, że nie zostanie niezaspokojone.

                Przez pewien czas męczyło mnie to, że nie umiem osiagac tzw. orgazmu pochwowego.
                Wyobrażałam sobie, ze to dopiero musi byc "odlot". Jakiś czas temu
                postanowiliśmy nad tym wspólnie popracowac. Odpowiedni nastrój, pełna
                otwartośc, wsłuchiwałam sie w swoje doznania i kierowałam partnerem. Zależało
                mi na tym, żeby cała akcja przebiegała "dwutorowo", ale żeby w kulminacyjnym
                momencie doznania pochodzily tylko z pochwy. Udało mi się. Miałam wreszcie
                orgazm pochwowy. Doznanie takie sobie - krótkie, przytłumione, jakies takie
                głuche. Bardziej rozładowanie napięcia niz rozkosz. W skali od jeden do
                dziesięciu między 3 a 4. Pomyślałam - pierwsze koty za płoty, może potem będzie
                lepiej.
                Udało sie jeszcze dwa razy z podobnym skutkiem. A wysiłek neproporcjonalnie
                duży do efektu. Może po odpowiednio długiej praktyce byłoby lepiej, ale doszłam
                do wniosku, ze szkoda mi okazji na nie wiadomo ile miernych, skoro mogę miec
                wtedy bardzo dobre. Jak dla mnie stanowczo przereklamowane doświadczenie
                (widocznie taka już moja budowa i możliwosci)

                Może kiedyś jeszcze spróbujemy w ramach urozmaicania doznań i odkrywania
                siebie, ale jako cel sam w sobie na pewno nie.
                • kj36 Niezapominajka333 - ekstra rada, naprawdę!!! 22.09.05, 15:14
                  Szkoda że nie wszyscy dojrzeli do takiego spojrzenia na seks jak ty piszesz o
                  tym, tylko zamiast sobie nawzajem pomoc to sprawdzają się z innymi,a wystrczy
                  spróbowac, wykorzystując to szczegółową instrukcje przedstawioną przez Ciebie..
            • ewolwenta Re: Właśnie Klarcia, czy kiedykolwiek w swym życi 21.09.05, 21:48
              ależ mamy taki zeszyt, zaraz go wyciągnę
    • szymciowamama Re: a ja? 22.09.05, 10:27
      Niezapominajko, dziekuję ci bardzo za "podziałakowanie się" swoimi
      dośwaidczeniami. W większości - jakbym to ja pisała. Choć niesety u nas nie ida
      tak łatwo rozmowy - ani w łóżku ani poza nim. Więc takie ciągłe instruowanie nie
      bardzo wchodzi w grę...
      Mnie nawet nie chodzi o osławiony orgazm pochwowy, mnie chodzi po prostu o
      orgazm, który jest, przychodzi, który jest naturalną konsekwencją przyjemności
      całego stosunku. A u mnie to po prostu harówa, żeby był, wygłądanie go przez
      cały czas, czy już, czy będzie....a gdzie tam, oczywiście, że nie. Wiem, że to
      głupie podejście, że trzeba się po prostu wyluzować i nie czekać, a tylko
      cieszyć się nawet małą przyjemnością, ale niestety nie da mi się tak. Poza tym,
      tak już chyba się zapędziłam w to poczucie, że i atk nic z tego nie będzie, że
      chyba moje negatywne podejście wykańcza sprawę definitywnie...
      Poza tym, tak jak piosałam wcześniej - małą frajdę sprawia mi całość. Na
      seksualną przyjemność składa się chyba tak wiele - i dotyk i spojrzenie, i
      dźwięk i zapach. Trudno mówić mężowi - teraz mnie pocałuj, teraz pożadliwie
      mruknij, a teraz namiętnie przeciągnij dłońmi po plecach.
      Im więcej nad tym myślę, tym bardziej wydaje mi się to trudne. Chyba
      zapędziliśmy się już naprawdę daleko w tym problemie...
      • szymciowamama Re: a ja? 22.09.05, 10:28
        A szymciowamama to oczywiście ja - klarciaa :)
        • raqu46 Re: a jak to wygląda z drugiej strony 22.09.05, 11:33
          kiedy chciałem jakiegoś urozmaicenia w seksie, moja była żona zawsze odmawiała,
          kulturalnie, delikatnie lecz stanowczo. narosło we mnie przekonanie, ze dla
          niej to są zboczone zabawy. Takie przekonanie w połączeniu z bardzo tradycyjnym
          wychowaniem rodzą poczucie wstydu i winy.
          spontaniczny seks nie wchodził w grę, zabawy też nie. orgazmu nie dostawała,
          wiem to teraz, bo po 15 latach dostała. musiałem pracować paluszkiem jakiś
          kwadrans, aż mnie ręce bolały.
          powtarzanie tego za kazdym razem wzbudziły moja niechęć do seksu w nią, a
          prawie i do seksu w ogóle. Pożadanie zostało.
          moja obecna partnerka tak bardzo pragęła seksu ze mną, ze dostawała orgazmu po
          kilkunastu ruchach i dbała do przesady o moja satysfakcję. teraz się to
          unormowało i oboje mamy to czego pragniemy.
          niestety związek to nie tylko seks.
          Rozwód był dla mnie taka trumą, ze nie umiem nie mysleć o tym jak zawiodłem
          Tamta kobiete odchodząc po 23 latach wspólnego udanego zycia. dlatego z dużą
          rozwaga podchodzę do rad, mlodych w sumie ludzi którzy mówią: odejdź.

          i taka uwaga, skoro jakoś tam sie dogadujecie w łóżku, a ty potrafisz siednąć
          po orgazm sma, to nic innego jak onanizować sie nawzajem w końcówce, lub bardzo
          sobie pomagajac. może pomoze a jak nie to nie bierz do głowy. kochaj go za to
          jaki jest a nie za to jaki mógłby byc.
          • niezapominajka333 Re: a jak to wygląda z drugiej strony 22.09.05, 12:42

            No ładnie. Jeżeli to tak wygląda z drugiej strony, to idę popaśc w kompleksy z
            powodu swojej niedoskonałosci. Oj, chyba czeka mnie blokada w łóżku.
    • mambaxx Re: a ja? 23.09.05, 16:40
      Widzę Klarcia, że mamy dokładnie ten sam problem. Mój mąż też jest bardzo
      szybki i im mnie jest lepiej tym on jest szybszy. Może faktycznie pomogłyby
      jakieś "spowalniacze". W każdym razie na pewno nie chodzi tutaj o jakąś
      atmosferę, szampana itp. Szybciej pomógłby nam może film softporno! Wydaje mi
      się, że po tylu latach juz od razu jesteśmy nastawione, że i tak nic z tego nie
      będzie. Błędne koło. Nie wiem. Nie wiem czy to blokada psychiczna, czy sprawa
      czysto techniczna. Może jedno i drugie. Wydaje mi się, że najlepsza dla nas
      jest pozycja na jeźdzca z jednoczesnym stymulowaniem łechtaczki. Trochę
      chaotycznie piszę. Ja już nie mam siły. Odechciewa mi się wszystkiego :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka