odetta35
08.03.06, 15:05
Witam.
Mam już dość,jestem zmęczona i załamana życiem z czlowiekiem za ktorego
wyszłam z wielkiej miłości.Pobraliśmy się 10 lat temu,mamy dwoje dzieci 6 i 4
latka.Od początku małżenstwa nieukladało się super ale wtedy myślałam
jeszcze,że jest to czas na tzw.dotarcie.Niestety okazalo się,że mój wybranek
to czlowiek który ciągle poszukuje nowych wrażeń,potrzeba mu ciągłych
wyzwań,podniesionej adrenaliny.Uwielbia kobiety,wciąz nowe
znajomości,flirty.Głęboko mnie to raniło ale chyba nie do końca chciałam
wierzyć,że tak się dzieje.Przelomem okazała się impreza ostatkowa na której
byliśmy z grupą znajomych.Mój mąż bardzo był zainteresowany inną kobietą z
naszego towarzystwa(niezamężną),tańczył z nią,flirtował.Dodam,że ona była z
tego faktu bardzo zadowolona i bynajmiej nie przeszkadzała jej
czekająca,przygnębiona żona.W momencie kiedy ujrzałam ich całujących się
namiętnie(rzekomo wyszli na papieroska)czułam jakby trafił mnie grom z
jasnego nieba.Dlaczego tak bardzo mnie upokorzył?
Mam dość ciągłych gier,podchodów,poprosiłam o szczerą rozmowę:na czym mu w
życiu zależy,co jest dla niego ważne?Odmówił,widocznie nie zasługuję nawet na
chwilę szczerości.Twierdzi,że jestem głupia,ograniczona,że ciężko cokolwiek
mi wytłumaczyć,że na wszystko zawsze patrzę jednostronnie.Narasta we mnie
chęć rzucenia mu w twarz wszystkich najgorszych rzeczy które myślę o
nim,jednak jak narazie zamykam się w sobie ze swoim bólem.Dziś pierwszy raz
pomyślałam o tym,żeby odejść.Wiem,że sobie poradzę,jestem kobietą
wykształconą,mam dobrą pracę i na pewno dam radę.Tylko czy jeszce będę umiała
zaufać kiedyś mężczyźnie?