Seks = rozczarowanie

03.04.06, 09:29
Na tym forum jestem nowicjuszem, gdzieś tam się wypowiedziałem w dwóch czy
trzech wątkach. W naszym małżeństwie prawie od początku zmagamy się z
problemem bardzo dużej różnicy temperamentów - tzn. mój jest dużo większy.
Teoretycznie właściwie nie powinieniem narzekać bo moja żona mi nie odmawia
seksu - jest kochana, nie chce żebym cierpiał i jak prawdziwa męczennica
położy się pode mną i poczeka aż zrobię swoje. Tylko że mnie taki seks nie
interesuje i takiego seksu coraz częściej ja jej odmawiam - przecież ja nie
chcę robić jej krzywdy po to, żeby zaspokoić swoje potrzeby. Bo wg mnie seks
to nie jest mechaniczna czynność prowadząca do orgazmu. Prawdziwy seks
powinien bezgranicznie angażować obu partnerów fizycznie i psychicznie.
Boli mnie strasznie, że nie umiem do takiego stanu jej doprowadzić mimo że
rozmawiamy ze sobą dużo i szczerze, nie obwiniamy się i nie oskarżamy, jestem
dla niej dobry i czuły i ona dla mnie, szanujemy się nawzajem i w wielu
sprawach życiowych rozumiemy się doskonale, oboje jesteśmy domatorami, nie
ciągnie nas do znajomych, na imprezy itd. itp., najbardziej lubimy być tylko
z sobą - sami, w domu. Wiele spraw między nami ułożyło się bez uzgodnień i
kompromisów - po prostu nie było takiej potrzeby. Tylko ta różnica
temperamentów :-(. Jestem raczej mądrym facetem i zdaję sobie sprawę że
równie dobrze jak o brak temperamentu mógłbym ją oskarżać że ma 165 cm a nie
160 cm wzrostu - po prostu jest to od niej niezależne. Tylko co mam zrobić? W
tej chwili mam ochotę iść do seksuologa i poprosić o taką terapię, żeby mój
temperament spadł do poziomu jej temperamentu, czyli prawie do zera - ja
rozumiem że to wszystko nie jest wina mojej żony ale ile mam się jeszcze z
tym męczyć? I czekać aż raz na ruski rok będzie miała prawdziwą ochotę, bo
tylko wtedy nasze zbliżenia są naprawdę satysfakcjonujące.
    • anula36 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 09:43
      jesli uwazasz ze to nie jest wina twojej zony i nie jest ona w stanie nic z tym
      zrobic ( brakiem checi) w co jakos nie do konca wierze, to bedziesz sie tak
      meczyl do konca tego malzenstwa chyba ze stanie sie cud albo spektakularnie
      zadzialaja leki na obnizenie libido.A moze zona rowniez uda sie do seksuologa i
      sprobujecie jednak spotkac sie wpol drogi?
      z innej beczki- na ile jej w ogole seks sprawia przyjemnosc?Prawdziwych
      przyjemnosci ludzie raczej nie unikaja.
      • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 12:30
        Na podstawie różnych prób (przyznaję desperackich bo wolałbym konwencjonalną
        grę wstępną) wiem, że do satysfakcjonującego seksu moja żona potrzebuje bardzo
        silnych bodźców wzrokowych, np. obejrzeć film pornograficzny lub gazetkę, co
        dla mnie było wielkim zaskoczeniem (dla niej zresztą też) bo obawiałem się że
        próba obejrzenia z nią filmu może skończyć się jej całkowitym zablokowaniem i
        zupełnym szlabanem na prawdziwy seks - ale było odwrotnie. Jakiś czas temu
        bodziec w postaci filmu porno stał się dla niej "zbyt słaby" i na nią przestał
        działać. Co teraz by zadziałało? Oglądanie innych współżyjących par na żywca?
        Brrrr, nie chciałbym tego :-(. Także moja żona może mieć ochotę - stymulowaną
        bardzo silnymi bodźcami wzrokowymi. Szkoda, bo wolałbym, żeby ochota na seks
        rodziła się w niej samej :-(.
    • thistle nie sam 03.04.06, 11:19
      Nie chodźdo seksuologa SAM - idźcie cie oboje. Zamiast zupełnie zerować libido
      jednego, moze tak bardziej wyrównać? Jej odrobinę podniesć, Tobie ciutciut
      zmniejszyć częstotliwość...
      Nie jestem specem - psychologiem. Ale cosmnie drąży w Twojej wypowiedzi.
      Generaknie nic nie piszesz o powodach 'oziębłości' -Anula stawia jedną
      hipotezę, przyczyn moze byc wiecej. Mnie fascynuje ta zbiezność charakterów-
      moze jednak za dużo czasu razem spędzacie? Nie ma impulsu do głębszego
      poznawania się,zatęsknienia itp.
      Dodatkowo (jak dla mnie) niepokojący jest ten brak kłótni, walki o jakieś
      własne terytorium, docierania się- takie rzeczy chyba jednak wzmacniają
      zwiazek. Jesli znamy człowieka tylko z tej najlepszej strony,to znamy go
      połowicznie.
      Taka niemalze japońska uległosć może (podkreslam- MOZE) sugerować pewien lęk
      przed konfliktami, obawę przed odrzuceniem i zbytnią skłonność do poświęceń.
      Nawet tych niekoniecznych. Szczególnie,jeśli się bardzo kocha i bardzo boi
      utraty. Do radości z seksu potrzeba chyba duuużo zdrowego egoizmu,a nie
      poświęcenia.
      Jeszcze jedno - "bezgraniczne" zaangażowanie w seks jest tak powszechne, jak
      bezgraniczne zaangazowanie się we wszystko inne. Raczej nieczęste. Może lepiej
      zacząć od dobrej zabawy?;)
      • ex_is Re: nie sam 03.04.06, 12:36
        Odpowiem tutaj na obie wcześniejsze odpowiedzi, za które i anuli36 i thistle
        dziękuję. Niestety do wspólnej wizyty u seksuologa nie jestem w stanie jej
        namówić - a za włosy przecież jej tam nie zaciągnę. W życiu mam jedną zasadę -
        nie przekraczać granicy między namawianiem a naciskaniem kogokolwiek do
        czegokolwiek. Żona błaga mnie żebym nie szedł sam do seksuologa, że jeszcze
        może za jakiś czas coś w niej przeskoczy i cytuję: "...wtedy nie będziesz mógł
        się ode mnie opędzić i będziesz stale chodził z podkrążonymi oczami... a co ja
        wtedy zrobię jak ty nie będziesz miał ochoty..." itd. itp.
        Pozdrawiam.
        • kalj Re: nie sam 03.04.06, 12:39
          Powiem krótko - Twoja żona Tobą manipuluje. Świadczy o tym powyższy cytat dot.
          podkrążonyh oczu itp. Ona boi się, że u seksuloga Ty usłyszysz, że z Toba jest
          wszystko OK a to ona powinna się leczyć.

          • menk.a Re: nie sam 03.04.06, 12:42
            też tu widzę manipulację... niby nie chce a nagle po filmie było inaczej?
            leży cicho pod Tobą bo ... bo co? z obowiązku???
            • krakoma Re: nie sam 03.04.06, 13:05
              menk.a napisała:

              > niby nie chce a nagle po filmie było inaczej?
              no jasne, ze bylo inaczej. rozochocila sie przez bodzce wzrokowe

              > leży cicho pod Tobą bo ... bo co? z obowiązku???
              jej sie na pewno tez to nie podoba, ze nie ma ochoty. czy z obowiazku, czy tez
              nie - nie chce rozczarowac swego meza


          • ex_is Re: nie sam 03.04.06, 20:02
            Nie musi się bać bo dobrze wie, że nie mam najmniejszego zamiaru jej zmuszać do
            leczenia się - żadnych gróźb i szantażowania.
          • ex_is Re: nie sam 03.04.06, 20:08
            Próbę manipulacji i złośliwość bym wyczuł - nie jestem zaślepiony i nie
            chciałbym sam siebie oszukiwać. Ona też się martwi, i często mówi, że jej
            przykro, że tak to między nami wygląda.
        • thistle Re: nie sam 03.04.06, 13:11
          hmmm,a moze ona właśnie chciała by zdobywać, podrywać, uwodzic, a Ty robisz za
          króliczka,który nie chce uciekać??? Spróuj się najpierw poopędzać,oganiac
          itp,moze właśnie to ją ruszy?;)
    • krakoma Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 13:00
      a jak jest z dziecmi?
      moze to z leku przed zajsciem w ciaze?
      a jezeli bierze tabletki to moze jej libido spadlo?

      ktos tam powiedzial, ze nie ma zimnych kobiet. sa tylko zle rozgrzane ;)

      moze ona cie i kocha, uwaza za przystojniaka, ale ty tak naprawde jej fizycznie
      nie krecisz?

      szkoda, ze sie broni przed seksuologiem. ale ja tez uwazam, ze jak bedzie miala
      okazje sie za toba stesknic, to sie jej od razu zachce.
      • woman-in-love Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 13:14
        Zonka manipuluje jak cholera! Wstyd, ze kobiety wyprawiają takie hece.
      • glamourous Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 13:43
        krakoma napisała:
        > ktos tam powiedzial, ze nie ma zimnych kobiet. sa tylko zle rozgrzane ;)
        >
        > moze ona cie i kocha, uwaza za przystojniaka, ale ty tak naprawde jej fizycznie
        > nie krecisz?

        Na to mi tez wyglada - w tym przypadku to raczej nie jest brak libido, tylko
        "niekrecenie". Jak to mowi Starowicz "impotencja ad personam";)).
        Nie chce zalamywac autora watku, ale w podnieceniu zony sie przy ogladaniu
        poronosow te "bodzce wzrokowe" to byc moze po prostu popatrzenie sobie na
        innego, atrakcyjnego faceta w akcji. Moze to ja tak stymluluje. Bo mam wrazenie
        ze gdzies tam jakies libido ona jednak ma. Chora nie jest. Podniecic sie potrafi
        - w pewnych okolicznosciach. Tylko maz nie potrafi tego libido z niej wydobyc.
        Dlaczego? Moze z jej strony nie ma chemii w stosunku do meza...? Kobiety czesto
        tak maja. Ot, biologia i tyle - nie wiem, feromony, podswiadomosc...I nie jest
        kobieta w stanie wytlumaczyc dlaczego dany facet jej za grosz nie "kreci". Sama
        mialam tak wiele razy, ze z jednym mezczyzna bylam jak wulkan, z innym (pomimo
        ze fizycznie niczego mu nie brakowalo) zupelnie nie mialam ochoty na seks. I do
        dzis nie wiem dlaczego...
        • woman-in-love Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 13:47
          No to niech szczerze wyzna mężowi: nie kręcisz mnie, kochanie. Kocham Cię nad
          zycie, ale nie chce mi sie z Toba kochać. I tak dalej... niech się nie znęca
          moralnie.
          • morbius1 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 13:52
            i dochodzimy powoli do mojej teorii. seks to nie dowod posiadania aktu
            malzenstwa, to nie prawo do wydobywania od wspolmalzona wspolzycia, to nie
            obowiazek do bzykania, ktory nalezy egzekwowac.
            seks to tylko zabawa z czlowiekiem, ktory jest pociagajacy, seks to akt
            spelnienia dla organizmu, spelnienia, ktore nic a nic nie chce isc w parze z
            urzedowym aktem.
            • menk.a Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 14:07
              otóż to
              papier jt niepotrzebny by przezywać przyjemności łóżkowe, a kiedy przyjemność
              staje się obowiazkiem przestaje byc przyjemnościa
            • petar2 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 14:11
              Morbius, cóż za poetyka :-))
              "seks to nie dowod posiadania aktu malzenstwa", "prawo do wydobywania od
              wspolmalzona wspolzycia", "obowiazek do bzykania", "zabawa z czlowiekiem, ktory
              jest pociagajacy", "akt spelnienia dla organizmu".

              Już choćby ze wzgledu na nowatorstwo w zakresie języka Twoja teoria zasługuje
              na zainteresowanie ;-))
              • morbius1 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 14:21
                petar idz do wlasnego klasztoru, bedziesz sie tam mogl modlic do swoich
                prywatnych bostw i przekonan.
                od paru dni nie reaguje na twoje wypowiedzi i komentarze. oczekuje tego samego a
                zlosliwy tez potrafie byc, ale tylko w tym przypadku jezeli obydwoje sie tak
                samo tym bawia.
                • petar2 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 14:38
                  > petar idz do wlasnego klasztoru, bedziesz sie tam mogl modlic do swoich
                  > prywatnych bostw i przekonan.

                  Próbka rozumowania a'la Morbius :-)
                  Przy budowie swojej teorii wnioskujesz w ten sam sposób? No to nie moge się
                  doczekać na ciąg dalszy.

                  Ja oczekuję od Ciebie przynajmniej minimalnego szacunku dla gramatyki a mam
                  nadzieję, że oboje będziemy się świetnie bawić zagłębiając tajniki teorii.
                  • morbius1 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 14:42
                    ty jestes chyba naprawde niedowartosciowany.
                    • petar2 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 15:00
                      Morbius, zgodzę się z każdą Twoją diagnozą tylko nie odsyłaj mnie już do
                      klasztoru !!!
                    • kawitator Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 15:05
                      Chłopaki nie róbcie tego. Od wielu dni wasze dyskusje jest to jedyne co tutaj
                      czytam. Lubie bo nie musze sie niczego domyslać Takie proste męskie BĘC.
                      Obserwując oczywiście bez osobistego zaangażowania waszą wyminę myśli i epitetów
                      a równocześnie mając to szczęście że znam troszkę was obu stwierdzam macie
                      więcej wspólnego niż sie na pozór wydaje. Kurde trzeba będzie zorganizowac
                      spotkanie na szczycie przy napojach rozweselających cokolwiek każdy z Was przez
                      to rozumie.
                      Oczekuje jako rozjemca propozycji dotyczących czasu, miejsca i zawartości baru.
                      rozbawiony
                      • kawitator Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 15:07
                        Pistolety pojedynkowe też się znajdą jak by były potrzebne. Kule proch i
                        przybitki takowoż som.
                      • drobiazg Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 15:11
                        kawitator napisał:

                        > Chłopaki nie róbcie tego. Od wielu dni wasze dyskusje jest to jedyne co tutaj
                        > czytam. Lubie bo nie musze sie niczego domyslać Takie proste męskie BĘC.


                        Kawi a może byś łopatologicznie wytłumaczył o co chodzi z ta teoria do której
                        dochodziliśmy z morbiusem ???
            • drobiazg Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 14:58
              morbius1 napisał:

              > i dochodzimy powoli do mojej teorii.

              hym a możesz rozwinąć o jaką teorię chodzi ???

              > seks to nie dowod posiadania aktu malzenstwa, to nie prawo do wydobywania od
              > wspolmalzona wspolzycia, to nie obowiazek do bzykania, ktory nalezy
              > egzekwowac.

              to co napisałeś powyżej to stwierdzenia i nie żadne "prawdy objawione"

              > seks to tylko zabawa z czlowiekiem, ktory jest pociagajacy,

              no tu bym sie akurat nie zgodziła dla mnie to coś wiecej niż zabawa i nie z
              każdym pociągającym człowiekiem którego spotykam dochodzi do seksu ;-)

              > seks to akt spelnienia dla organizmu, spelnienia, ktore nic a nic nie chce
              isc w parze z urzedowym aktem.

              a u mnie chodzi , tak 15 lat już chodzi i akt urzędowy mam i spełnienie
              więc "nic a nic" to chyba za mocne słowa , tych parę ogólników to nieco za
              mało na dochodzenie do teorii dlatego chętnie poczytam co miałes na myśli
              • morbius1 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 15:08
                nalezysz do tych, jezeli wierzyc statystykom, 10% zwiazkow, ktore sa idealne.
                GRATULUJE. pozostale 90% musi sie oblizac smakiem.
                • drobiazg Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 15:15
                  morbius1 napisał:

                  > nalezysz do tych, jezeli wierzyc statystykom, 10% zwiazkow, ktore sa idealne.
                  > GRATULUJE. pozostale 90% musi sie oblizac smakiem.

                  e tam idealne , pracuję na to żeby było dobrze i ja i mój partner, pewnie że są
                  lepsze i gorsze chwilę ale myślę że u podstawy lezy fakt że nie tylko seks nas
                  łączy, on oczywiście jest ważny ale jest wiele równie ważnych a może i
                  ważniejszych spraw ;-)
                  Ale nadal nie wiem o co chodzi z teorią ???
                  • morbius1 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 15:36
                    drobiazg napisała:

                    > ale myślę że u podstawy lezy fakt że nie tylko seks nas
                    > łączy, on oczywiście jest ważny ale jest wiele równie ważnych a może i
                    > ważniejszych spraw ;-)

                    z moja zona laczy nas rowniez bardzo wiele innych wspolnych zainteresowan. mozna
                    by sie pokusic o stwierdzenie "prawie idealnie" gdyby nie to male co nieco. w
                    pewnym okresie naszego wspolnego pozycia stwierdzilismy, ze nie wywieramy juz na
                    siebie wzajemnie takiego wplywu jak na poczatku naszego zwiazku. pomimo
                    korzystnych innych konstelacji, seks pozostawal z tylu. ta poczatkowa "burza
                    hormonow" skonczyla sie.
                    bylo wiele problemow, prawie rozwod. czytalas z pewnoscia wiele postow tutaj.
                    bardzo wiele par przezywa/przezywalo to samo. on/ona nie chce, czy mam zdradzic,
                    co robic, jestesmy malzenstwem i nic z lozka itp, itp. szczegolnie do pan nie
                    dociera, ze sie wypalili. nie pomagaja rozmowy, nie pomagaja nowe techniki, nie
                    pomaga zmiana otoczenia itd, itd.
                    ten drugi (w zdecydowanej wiekszosci faceci) szukaja nowalijek. to nie
                    przypadek. to raczej regula.
                    polecam lekture:
                    kobieta.interia.pl/seks/know_how/news?inf=640369
                    facet.interia.pl/news?inf=640373
    • drak02 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 14:39
      Może zasiedzieliscie się w tym domu jak mamuty albo huby. Moze właśnie
      powinniście się gdzieś ruszyć , przeżyć coś razem. Wspólne działania podnosza
      poziom hormonów.
      • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 20:29
        Ależ ruszamy się, jeździmy po Europie, chodzimy czasem do kanjp - ale sami.
        Czasami do żony dzwonią jakieś koleżanki ze szkoły, żeby się spotkać. Ale ona
        nie chce, mimo że ją namawiam, żeby poszła się spotkać, że nie może siedzieć
        tylko ze mną. A ona mówi że woli być i rozmawiać ze mną niż z koleżankami. Ja
        też rezygnuję z wyjść ze znajomymi, jakoś tych wyjść nie potrzebuję, przed
        poznaniem żony wychodziłem więcej ze znajomymi tylko że te wyjścia w miasto
        prawie zawsze wydawały mi się bezsensowne.
        • glamourous Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 21:23
          Chyba Cie rozumiem, my z narzeczonym tez lubimy sie tak kisic we wlasnym sosie :
          wyjazdy tylko we dwoje, kinko i pub owszem - ale tez tylko we dwoje. Zaproszenia
          na imprezy u przyjaciol tez czesto ignorujemy, bo jakos nam sie nie chce wyjsc z
          naszego milutkiego domku, wolimy obejrzec sobie film i poprzytulac sie na kanapie.
          I powiem Ci, ze po naszych 4 wspolnych latach takie nadmiernie "kiszenie sie we
          wlasnym sosie" doprowadzilo niby do zacisnienia błogiej symbiozy w zwiazku, ale
          w konsekwencji ludzie staja sie sobie zbyt bliscy, zbyt nierozerwalni, zbyt
          przyklejeni do siebie zeby tak naprawde sie pragnac. Ja tez jeszcze niedawno
          plakalam tu na forum, ze libido mojego narzeczonego sie zmniejszylo, ze kiedys
          mnie pragnal codziennie, a teraz raz na kilka dni. I doszlam do wniosku, ze po
          prostu jestesmy sobie za bliscy zeby sie pragnac - z ognistych kochankow
          zamienilismy sie w jakies syjamskie blizniaki, w pare swietnych przyjaciol,
          kumpli, powiernikow, jest miedzy nami duzo czulosci, ale w drapaniu sie nawzajem
          po pleckach raczej nie ma nic erotycznego. Ze caly czas jestesmy razem, ze nie
          dajemy sobie wytchnienia. Ze ja, pomimo zmyslowego stylu ubierania i chodzenia
          po domu w skapej bieliznie i ponczochach nie emanuje na codzien zmyslowoscia w
          stylu bycia, jestem po prostu jego dobrym kumplem na kanapie ze szklanka herbaty
          i ksiazka, i byc moze w zwiazku z tym nie za bardzo kojarze mu sie z goracym
          erotyzmem. Ze w panice i z tesknoty za czestszym seksem za bardzo go osaczam
          "szczerymi rozmowami" i walkowaniem bez konca "tego tematu". Ze za bardzo podaje
          sie na talerzu i "gonie kroliczka", a raczej powinnam sama troche "pouciekac"
          jak na kobiete przystalo - i sprawic zeby to on mnie zdobywal. Kiedy to wszystko
          zrozumialam, wiele sie zmienilo w naszym zwiazku. Stalam sie bardziej
          niezalezna, tajemnicza, dalam do zrozumienia ze mam w pracy przystojnych
          kolegow, przestalam zabiegac o jednoczesne kladzenie sie spac, o wspolne
          kapiele, i inne takie... Efekt - to teraz moj facet prosi mnie o seks.

          Uff, rozpisalam sie, ale mam rade dla Ciebie ex_is. Odklejcie sie od siebie
          troche psychicznie, pomimo ze Wam sie nie za bardzo chce ale zmuscie sie troszke
          - dla higieny zwiazku. Szczypta tajemniczosci i odrobinka zazdrosci - moze to
          cos pomoze... Kochacie sie, przyjaznicie, i jest Wam ze soba dobrze - to
          podstawa i dobra baza waszego zwiazku, ale moze Twojej zonie potrzeba odrobine
          za Toba zatesknic, zeby dawne pozadanie wrocilo...
          • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 21:51
            Dzięki za życzliwą radę, może rzeczywiście to odklejenie się psychiczne od
            siebie jest potrzebne, może natura sama tym steruje? Może któregoś dnia zmieni
            się nam nasza biegunowość z przyciągającej na odpychającą? Ale to musi przyjść
            samo i nie chciałbym żeby wtedy to odklejenie poszło za daleko, bo zależy mi na
            tym związku. Tak jak zauważyłaś - i masz rację - nasz związek, poza nie
            układającą się sferą seksualną, jest dobrym związkiem. Dziękuję Ci, bo po tej
            Twojej odpowiedzi wreszcie się uśniechnąłem.
            • glamourous Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 22:22
              Ciesze sie, ze moglam Ci chociaz troche pomoc, tym bardziej ze z tego co widze
              nasze zwiazki opieraja sie na podobnych zasadach, a ja juz przeszlam przez to
              male piekielko paniki w zwiazku z "zanikajacym libido" mojego partnera...

              Nie obawiaj sie, ze ze wasze male "odklejenie sie" od siebie zajdzie za daleko.
              Wydaje mi sie ze wiez miedzy Wami jest na tyle duza ze poradzicie sobie z tym.
              Madry z Ciebie facet, masz chyba spory wspolczynnik tzw. inteligencji
              emocjonalnej (na to wyglada), wiec nie boj sie ze sie pogubicie i zajdziecie w
              tym za daleko - musicie po prostu inteligentnie i umiejetnie tym sterowac - i
              wszystko powinno byc OK.
              Mam wrazenie, ze z bliskoscia w zwiazku jest tak jak z ogladaniem obrazu w
              muzeum - jezeli stoi sie za blisko i oglada ze zbyt bliskiej odleglosci, wtedy
              traci sie wizje calosci, dlatego trzeba oddalic sie pare krokow, oderwac na
              chwile oczy i wtedy widac obraz w calej krasie, wtedy mozna w pelni go docenic.
              Ze zwiazkiem jest tak samo - trzeba czasami na chwileczke zejsc sobie z oczu,
              odrobinke odetchnac, odejsc o kilka krokow od siebie (oczywiscie w przenosni)
              zeby odzyskac ta swiezosc spojrzenia na siebie, konieczną do pozadania i
              wzajemnej "chemii"
              Byc moze banały tu prawię, ale tak to wlasnie czuje i na wlasnej skorze
              wyprobowalam jak dziala ten mechanizm...
              A Tobie, ex_is, zycze powodzenia, duzo milosci i mnostwa fajnych chwil z zona.
              • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:47
                Glamourous jeszcze raz dziękuję że byłaś dzisiaj tutaj.
    • remax2 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 15:39
      ex_is napisał:

      > I czekać aż raz na ruski rok będzie miała prawdziwą ochotę, bo
      > tylko wtedy nasze zbliżenia są naprawdę satysfakcjonujące.

      No w tym ostatnim zdaniu to chyba najważniejsze napisałes - jeśli ten "raz na
      ruski rok" jest dla was satysfakcjonjuący, tzn ze odpadaja problemy typu "nie
      pociagasz jej, itd." No bo chyba trudno, żeby facet pociągął kobietę raz na
      miesiąc, a potem nie dzialał na nią. A więc rzeczywiście chyba kwestia
      różnorodnych temperamentów.

      Kilka typowych powodów (z włąsnej praktyki): zmęczenie, stres, strach przed
      ciązą, cykle... Zwróciłeś uwagę w jakich momentach cyklu Twoja żona ma ochote
      na sex ? To jedna z podstawowych obserwacji dla mężów z bezseksiem :)U nas
      akurat wyszło na to, że najciekawiej jest ... w tych "trudnych dniach".

      No ale chyba najważniejsze, żebys uzmysłowił żonie, że to naprawde jest problem
      dla ciebie. To nie jest tylko Twoj problem, ale wasz wspólny.
      • glamourous Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 20:06
        remax2 napisał:

        > ex_is napisał:
        >
        > > I czekać aż raz na ruski rok będzie miała prawdziwą ochotę, bo
        > > tylko wtedy nasze zbliżenia są naprawdę satysfakcjonujące.
        >
        > No w tym ostatnim zdaniu to chyba najważniejsze napisałes - jeśli ten "raz na
        > ruski rok" jest dla was satysfakcjonjuący, tzn ze odpadaja problemy typu "nie
        > pociagasz jej, itd." No bo chyba trudno, żeby facet pociągął kobietę raz na
        > miesiąc, a potem nie dzialał na nią. A więc rzeczywiście chyba kwestia
        > różnorodnych temperamentów.

        Absolutnie sie nie zgadzam. Facet ktory nie kreci kobiety na codzien moze jak
        najbardziej "pociagnac" kobiete raz na jakis czas (czyli ruski rok;)) i wtedy
        moze byc bardzo fajnie. Ale wtedy nie jest to raczej jego zasluga , tylko
        jakichs konkretnych okolicznosci zewnetrznych np. wspolne obejrzenie poronosa (w
        ktorym boski Rocco Siffredi tak kobiete rozmarzy, ze potem...hmm, nawet maz sie
        nada ;)) Albo po wspolnym powrocie z zakrapianej imprezy, itp, itd, mozliwosci
        jest sporo. Czasami jest to po prostu zwykla fizjologia, np jednorazowy
        podwyzszony poziom hormonow u kobiety czy elektryzujace spojrzenie kolegi w
        pracy. Wtedy mozna uprawiac z powodzeniem seks nawet z "niekrecacym" juz mezem,
        czemu nie...? Takie sporadyczne, udane "razy" moga sie zdarzyc nawet kiedy
        partner niespecjalnie nas juz na codzien pociaga. I to dziala w obie strony
        rzeczywiscie.
        Pisze oczywiscie z autopsji. I z kobiecego punktu widzenia staram sie zrozumiec
        istote problemu w malzenstwie autora watku. Rozpatruje ja z ewentualnego punktu
        widzenia zony tego pana, i tak to na moj gust wyglada jak opisalam to w moim
        poscie powyzej. Niestety, wielu z nas tkwi w "niekrecacych" seksualnie
        zwiazkach, wiec nie ma co zwalac na czyjsc brak libido czy roznice
        temperamentow. Jest po prostu roznica w "kreceniu sie" nawzajem w malzenstwie,
        ot i cala filozofia.
        • glamourous Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 20:35
          Przepraszam za leciutkie niechlujstwo jezykowe w poscie powyzej, pisalam w
          pospiechu ;)
          • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 20:45
            Z tego co napisałaś wcześniej też sobie zdaję sprawę, że po prostu to ja mogę
            jej nie kręcić a ktoś inny zadziałałby na jej temperament w mgnieniu oka.
            Fajnie jest to przedstawione w książce Kena Folleta "Czlowiek Z Sankt
            Petersburga". Tylko nie mam ochoty sprawdzać i się domyślać kto mógłby to być i
            na pewno ten ktoś nie kręciłby jej mi na złość. Fizjologia rządzi się swoimi
            prawami. Nie nękam jej więc zdaniami typu: "pewnie z kimś innym bardzo by ci
            się chciało". Takie zarzuty nie mają sensu. No i jak ktoś wyżej napisał, seks w
            małżeństwie nie jest obowiązkiem. Żona przed ołtarzem podczas przysięgi nie
            deklarowała się jak cżesto będzie miała ochotę na seks ja też słów "i że nie
            opuszczę cię aż do śmierci" nie kończyłem stwierdzeniem "pod warunkiem że seks
            będzie satyskakcjonujący".
        • remax2 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 22:46
          No jeśli to wypowiedź z autopsji, to oczywiście przyjmuję argument. Choć w moim
          (meskim) przypadku to zupełnie inaczej wygląda - jak nie "kręci" to
          nie "kręci", i już...
          • glamourous Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:32
            Ja jako kobieta twierdze niezbicie ze od "niekrecenia" moga byc takie chwilowe
            wyjatki. Oczywiscie nie chodzi tu o sytuacje, kiedy mamy do czynienia z obca
            osoba ewidentnie nas odstreczajaca i kompletnie nie w naszym typie, bo wtedy
            faktycznie "jak nie kreci to nie kreci" i bez dyskusji.

            Ja mowie tu o sytuacji kiedy "niekrecenie" pojawia sie po poczatkowym
            "kreceniu", po jakims tam czasie wspolnego zycia, albo kiedy dana osoba
            teoretycznie nam sie podoba, akceptujemy ja, niby wszystko jest OK a
            jednoczesnie jakos nie ta chemia.

            Bylam kiedys przez kilka lat z facetem ktory mnie raczej "nie krecil". Chociaz
            fizycznie byl bardzo atrakcyjny, brakowalo mu jakiegos meskiego rysu, aktywnego
            testosteronu, feromonow, nie wiem. Niby bylismy zakochani, bylismy swietnymi
            przyjaciolmi, rozumielismy sie bez slow, ale pamietam, ze bez przerwy wymyslalam
            preteksty jak tu wykrecic sie od seksu. A to glowa, a to zmeczenie, a to okres
            (po 2 razy w miesiacu! ;)))) a to "nie mam nastroju" i tym podobne historyjki.
            Ale czasami zdarzalo mi sie, ze ni stad ni zowad wpadalam w tzw. klimaty : cos
            nagle zaskakiwalo, przychodzilismy np. ze spacerku w gorace letnie popoludnie i
            nagle braly mnie jakies hormony, wciskal mi sie jakis guziczek ze mialam ochote
            na seks z nim - nawet nie musial nic inicjowac, po prostu mialam ochote sama z
            siebie i juz. Zdarzalo mi sie to baaardzo rzadko : na 3 lata spedzone z nim moge
            policzyc te udane "razy" na palcach dwoch rak, bo z reguly jednak bylam na "nie".

            A potem nagle pojawil sie w moim zyciu ktos kto sprawil, ze w ogole moglam nie
            wychodzic z nim z wyrka. I to jest wlasnie ta tajemnica chemii i biologicznego
            doboru, na ktora nie ma chyba sily.
      • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 21:10
        Myślę, że ona to wie, że to nasz wspólny problem, bo jest też przybita tym
        naszym niezgraniem seksualnym tak jak i ja i czasem widać po niej że czuje się
        winna tej sytuacji - chociaż niepotrzebnie. Do pójścia do seksuologa nie daje
        się namówić, bo uważa że to raczej nic nie da, że te prochy które przepisują
        seksuolodzy powodują poważne skutki uboczne, mogące bardziej zaszkodzić niż
        pomóc. Cóż, ma prawo tak myśleć a jej nie mam prawa zmuszać do brania takich
        prochów, których ona się boi.
        • anula36 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 22:12
          a kto jej wmowil takie bzdury ze seksuolodzy przepisuja prochy szkodliwe dla
          organizmu?
          Podstawa to terapia - czyli pogrzebanie w glowie. Moze tego twoja zona boi sie
          bardziej niz prochow.
          Na podstawie tego co piszesz odnosze wrazenie ze jestes facetem do glebi
          delikatnym, wrazliwym, lekko bezwolnym - takie cieple kluchy - biedna kochana
          zonka, do niczego jej nie zmuszac, na nic nie naciskac, niepotrzebnie sie czuje
          winna - kurcze odnosze wrazenie ze ty jej sie zwyczajnie boisz. A tak sie
          sklada ze kobiety raczej wola twardzieli:) Zwlaszcza wlozku:P
          • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 22:33
            Masz rację tylko po części, rzeczywiście jestem wrażliwcem ale nie daję sobie
            jeździć po głowie i jednej rzeczy od mojej żony naprawdę jawnie wymagam i to od
            niej dostaję - szacunku do mnie, szacunku takiego jak i ja jej okazuję - nie
            chodzi tutaj o szacunek sztywny i o dystans jaki okazują sobie obcy ludzie, mam
            nadzieję że rozumiesz, chodzi mi o szacunek jaki okazuje sobie dwoje
            kochających się ludzi. Nie jesteś pierwszą osobą która mi sugeruje lęk przed
            żoną ale to nie tak. Nie chcę jej zmuszać i naciskać dlatego, że ludzie
            zmuszani i naciskani często robią jeszcze bardziej na przekór, taką mamy
            naturę. Jakby mnie ktoś próbował do czegoś ZMUSIĆ, coś KAZAŁ mi zrobić -
            włącznie z żoną i ona dobrze to wie - osiągnie wręcz odwrotny efekt. I wybacz,
            nie mogę od niej oczekiwać, że się rozpali i podnieci tylko dlatego, że mi
            przykro i że mam zły humor. Gdy byłem małym chłopcem, wiele razy
            czytałem "Małego Księcia" - i szczególnie ta opowieść o królu na jednej z
            planet, który kazał zachodzić Słońcu tylko wtedy gdy właśnie zachodziło i był
            dumny jaki ma posłuch, zrobiła na mnie duże wrażenie. I już wtedy wiedziałem,
            że w życiu najważniejsza jest wolna wola - jesteśmy małżeństwem, ale w ramach
            tego małżeństwa każde z nas ma jakąś wolność - i nie wolno mi naruszać jej
            wolności i ani jej nie wolno naruszać mojej.
            • anula36 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:20
              mozna za to pocierpiec przy zachowaniu dobrej woli:)
              Skoro zmian nie, seksuologa nie, odbierania dobrej woli nie- pozostaje zyczyc
              zeby faktycznie w zonie cos przelamalo i zebys chodzil z podkrazonymi (
              bynajmniej nie od zmartwien oczami:)
              Z doswidczen wlasnych i obserwacji rzeczywistosci wniosku je jednak ze zmiany
              sa tam gdzie jest chec i motywacja - w przypadku twojej zony nie widze ani
              jednego ani drugiego.
              • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:33
                Dzięki za życzenia, przydadzą się. Oby ta niewymuszona chęć i motywacja
                wreszcie w mojej żonie zakiełkowały. Bo jak napisałem w pierwszym poście ona mi
                się odda praktycznie na prawie każde zawołanie i cierpliwie wytrzyma
                moje "zaspokajanie się". Ale mi nie o to chodzi - z takiego czegoś nie czerpię
                żadnej przyjemności - ona na pewno też nie. Dlatego nie ma z mojej strony
                tych "zawołań".
                • anula36 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:37
                  oby to nie prowadzilo prosta droga do miesiecy a potem lat braku seksu, bo on
                  nie wola, ona nie chce..to i po co?
                  • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:45
                    A ja myślę że to glamourous ma rację. Że rzeczywiście musimy spróbować z tym
                    psychicznym odklejeniem się od siebie. Może rzeczywiście w naszym związku w
                    pozostałych sferach nie związanych z seksem wszystko jest zbyt jasne i
                    oczywiste? Muszę powiedzieć, że to naprawdę dało mi do myślenia. I w tym przede
                    wszystkim widzę nadzieję.
            • tomek_abc Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:33
              jaka wolność???
              jak ktos chce wolnosci (takze ascezy seksulnej)
              to nie wychodzi za mąż(nie żeni się)

              Walniesz pięścia w stół- być może pomoże
              Nie walniesz- na pewno nie pomoże

              • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:39
                Upraszczasz sprawę, być może na żarty, ale nieważne. O tym że moja żona w
                zasadzie mi nie odmawia pisałem już kilka razy. A jak sobie to wyobrażasz? Mam
                walnać pieścią w stół i wrzasnąć: "Masz matychmiast przeżywać rozkosz!" Sorry
                ale wydaje mi się że efekty będą jeszcze marniejsze.
                • anula36 Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:50
                  a ile wy macie lat wlasciwie, malzonkowie?
                  • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 03.04.06, 23:51
                    Gdzieś pomiędzy 10 a 70 ;-).
    • glamourous Re: Seks = rozczarowanie 04.04.06, 08:36
      Kolejny przyklad na tym forum ze zbyt przyjacielsko-bratersko-siostrzany uklad
      powoduje uposledzenie sfery seksu w zwiazku. Na zasadzie "wszystko jest az ZA
      jasne, wiec po co sie starac"

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=33109593
      Absolutnie nie mowie zeby sie od siebie kompletnie odciac i oddalic, ale
      odrobinka tajemniczosci i niedopowiedzenia pewnie poprawilaby troche sytuacje
    • fragile_f Re: Seks = rozczarowanie 07.04.06, 10:55
      Mam wrazenie, ze twojej Zonie seks z Toba nie sprawia po prostu zadnej
      przyjemnosci - i moze tu lezy problem. Gdyby bylo jej dobrze, to sama chcialaby
      wiecej.. A do seksuologa nie chce isc, bo moze cos ma do ukrycia przed toba?
      Moze ja kreci BSDM? Albo kobiety? Albo "szybkie numerki" w windzie? Albo MESKI
      facet, a nie uległy, misiowaty, kochaniutki.. Tylko taki co oprze o sciane i..
      No sam wiesz najlepiej co :-)

      A to "poswiecanie sie" dla ciebie.. Gdyby ktos dla mnie sie tak "poswiecał" to
      po drugim razie po prostu wstalabym i wyszła z domu. Postawa meczennika w tej
      sferze jest po prostu zenujaca.
      • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 07.04.06, 13:50
        Nie, nie masz racji poza jednym - seks ze mną może nie sprawiać jej
        przyjemności, bo gdyby sprawiał - wiadomo że chciałaby częściej. Żadne oparcie
        o ścianę, na podłodze, pod przysznicem itd itp. nie wchodzi w grę - ona tego
        nie chce i protestuje przy każdej próbie. I to wcale nie na zasadzie że mówi
        NIE a myśli TAK - jestem tego pewien.
        Już we wcześniejszych postach pisałem, że wcale taki uległy nie jestem -
        problem polega na tym że to ona jest uległa. Nie będę się powtarzał. Jak chcesz
        to sobie przeczytaj co pisałem wcześniej. Jak nie chcesz - myśl o mnie co ci
        się podoba.
        W każdym razie po kolejnej rozmowie z żoną (przedwczoraj) uzgodniliśmy że:
        1. W przyszłym tygodniu idziemy do seksuologa - w końcu dała się namówić - i
        zaczynamy terapię.
        2. Ona zaczyna mnie uczyć swojego ciała. W jednej z kolejnych rozmów
        powiedziała, że w czasie gry wstępnej nie chciała mnie pouczać żebym się nie
        obraził. W tej chwili namówiłem ją żebyśmy głównie na tym się skupili - na tym
        żeby mnie nauczyła co jej sprawia największą przyjemność.
        3. Gdy nie będę jej umiał doprowadzić do stanu ochoty na seks - nie chcę "seksu
        z poświęcenia".
        Cóż, jeżeli mogę o coś prosić - trzymajcie kciuki.
        • glamourous Re: Seks = rozczarowanie 07.04.06, 14:07
          Trzymamy :)
          Napisz za jakies czas : jak tam efekty...
          Pozdrawiam!
          • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 07.04.06, 14:14
            Dzięki :). Tobie również życzę powodzenia i samych szczęśliwych chwil z Twoim
            narzeczonym :).
      • ex_is Re: Seks = rozczarowanie 07.04.06, 14:09
        I jeszcze uzupełnienie - źle napisałem że jest uległa - ona się tylko zgadza na
        to, żebym się zaspokoił przy jej pomocy kiedy potrzebuję - bo już samo to że
        protestuje w innych przypadkach świadczy że nie jest uległa.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja