Dodaj do ulubionych

błagam, pomóżcie!...

15.08.06, 19:34
może się czepiam mojego biednego męża,ale potrzebuję waszej rady, bo miotam
się jak zwierzę w potrzasku.
jak spędzacie czas ze swoimi mężami, żonami czy partnerami w ogóle.
mój mąż jest typem samotnika. nie ma przyjaciół, znajomych, nawet jego
rodzina jest bardzo okrojona, gdyż jest jedynakiem, a rodzice już dawno nie
żyją. kiedy go poznałam leczyłam rany po wcześniejszym związku- bardzo
dynamicznym wręcz szalonym, spontanicznym i ogólnie nastawionym na zabawę.
dodam tylko, że ten partner był starszy od mojego męża o 5 lat, a tyle w nim
było życia, ikry, flirtu- tego czegoś, co tak pociąga kobiety. szalone dni,
upojne noce, zabawy na dyskotekach do białego rana, miłość na plaży czy
innych fajnych miejscach,rowerowe wypady za miasto. ale to co się burzliwie
zaczęło skończyło się jeszcze burzliwiej. i pojawił się mój mąż. spokojny,
opanowany, troskliwy, opiekuńczy- wspaniały kandydat na męża. nie byłam w nim
bez pamięci zakochana, ale myślałam że to uczucie przyjdzie z czasem. to był
i jest związek z rozsądku. drugi raz gdybym miała podejmować decyzję na pewno
zastanowiłabym się bardziej nad jego sensem. kocham męża jako partnera,
ponieważ jest moim ogromnym przyjacielem, zawsze mogę liczyć na niego, pomaga
w pracach domowych bez żadnego proszenia z mojej strony, ale... czasami nie
mamy o czym ze sobą rozmawiać. bywa tak, że gdy jedziemy samochodem do
pracy /12km/ to prawie słowem do mnie się nie odezwie. zagaduję go ale nie
chce mi się ciągle wymyślać tematów do rozmowy. już mnie to męczy. moja mama
też mi czasami docina że wzięłam sobie za męża niemowę i odludka, chociaż pod
żadnym innym względem nic absolutnie do niego nie ma. z nikim nie utrzymujemy
kontaktów, nie spotykamy się bo on nie lubi i uważa za stratę czasu, nie
wychodzimy do żadnych lokali bo on się źle w nich czuje, nigdy ze sobą nie
tańczyliśmy przez 3 lata naszego małżeństwa, chociaż ja to uwielbiam. przez
te jego ograniczenia nasz związek staje się jałowy. mąż nie jest egoistą i
próbował kilkakrotnie ze mną wyjś na piwo do knajpki czy rower, ale to było
takie męczące dla niego /to było widać,chociaż nie skarżył się/, że już nie
próbuję go namawiać. chciałabym z nim poflirtować, chciałabym żeby mnie
pouwodził, rozkochał w sobie, chciałabym żeby cokolwiek z siebie wykrzesał. a
tak jak dwie foki siedzimy w domu i obrastamy w tłuszcz. stałam się przez to
apatyczna, a mój popęd prawie zanikł. nie mam bodźców to tego żeby chcieć sie
z nim kochać. i tu rodzi się frustracja /chociaż rozmawiamy o tym- tzn
najczęściej ja mówię on słucha / narzeka w żartach że seks ma limitowany, ale
ja potrafię zaangażować się emocjonalnie gdy nie czuję pociągu fizycznego i
psychicznej bliskości. aż tak się czepiam??
Obserwuj wątek
    • vamea1 Re: błagam, pomóżcie!... 15.08.06, 20:40
      hmm!
      • misssaigon Re: błagam, pomóżcie!... 15.08.06, 21:40
        pytanie zasadnicze: czemu na meza wybralas czlowieka tak diametralnie rożnego od
        swojego poprzedniego partnera i jednoczesnie zupelnie nie odpowiadajacego
        twojemu zyciowemu temperamentowi i zainteresowaniom? bo sie dobrze na meza
        nadawal? czyli do czego ? do prac domowych? bo sie nie kloci? bo "dobry chlop z
        niego" "
        ....eh danka zaba
        ....nie na darmo ktos powiedzial "myslenie ma przyszlosc"...
        • woman-in-love Re: błagam, pomóżcie!... 15.08.06, 21:53
          wiadomo - mąz to rodzaj funkcjonariusza, a więc spokojny bardziej się nadaje,
          typ artystyczny bardziej na kochanka, ale w tym wypadku jest cokolwiek ZA
          spokojny. W tekiej sytuacji zastosuj metodyke rozkręcania gościa, albo zacznij
          studiować starocerkiewny dla zabicia czasu...
          • anula36 Re: błagam, pomóżcie!... 15.08.06, 22:37
            Wydaje mi sie ze to po trosze kwestia zwiazku z rozsadku - nie wszysacy sa do
            niego stworzeni. Kiedy nie czujesz zbyt wielu porywow emocji do partnera coraz
            wiecej rzeczy w nim zaczyna cie draznic, przeszkadzac.
            Druga sprawa- maz nie musi byc calym twoim swiatem. maz nie ma znajomych. A ty?
            Moze warto z kolezanka wyjsc na rower, z jakims zaprzyjaznionym malzenstwem na
            tance.
            Po trzecie - opinie rodziny radze puszczac mimo uszu- to twoj maz a nie twojej
            mamy i tobie ma pasowac a nie jej.
            • eriga Re: błagam, pomóżcie!... 16.08.06, 07:24
              Tak wyglądają właśnie małżeństwa z rozsądku. Sama się w taką rutyne wpakowałaś.
              On typ samotnika taki już pozostanie bo natury nie idzie przeskoczyć. A Ty przy
              nim staniesz się wiecznie nie zadowoloną sfrustrowaną i grubą babą. MASZ NAUCZKE.
              • lucusia3 Re: błagam, pomóżcie!... 21.08.06, 15:46
                Bzdura, nauczkę. To potwornie infantylne. Nie masz żadnej nauczki, tylko kryzys. Zakochanie, wrażenie nowości minęło i zaczęłaś sie nudzić. Idź do pracy, znajdź sobie grupę ludzi, nie wiem co lubisz - z siłowni, kursu językowego, kursu układania kwiatów, gimnastki na basenie - i zacznij sobie żyć. Mąż może nie lubić takich rzeczy, więc niech robi to co on lubi. Może na przykład nigdy nie przyszło mu do głowy, żeby iśc razem na kursy tanga, jazdy na nartach, czy chodzic na spotkania z pisarzami do biblioteki, a gdy pomyśli, spróbuje...
                A zresztą bycie razem to nie patrzenie na siebie, ale wspieranie się, uzupełnianie. Jak ci się tęskni z tym poprzednim, to pomyśl, realnie, czy miałabys ochotę na wszystko co sie wtedy wydarzało przez całe życie, czy mogłabyś zawsze na niego liczyć. Tamten to był gość na romans.
                Wspominać jak film.
                A problem z gadaniem - da się obejść, kupcie sobie do samochodu dobra muzykę, czy książki nagrane na płytach. Nie każdy musi lubić ciągle gadać, mamusi to do tematu nic.Wiesz, że 60% rozwodów jest z powodu rodziców?
    • dixia Nie pomożemy!!!! 16.08.06, 07:51
      Szukasz tu recepty na rozruszanie swojego męża. A niby jak to sobie wyobrażasz?
      Dostaniesz tu sto recept sprawiających, że ze spokojnego człowieka w mig stanie
      się latynoskim tancerzem-kochankiem z artystyczną nutą...
      Moim skromnym zdaniem problem nie jest w nim a w Tobie. Tęsknisz za tamtym
      facetem, z którym żyłaś w związku cyklonie. Pomimo prób tak naprawdę gardzisz
      swoim mężem. Jest dla Ciebie ślimokiem, co to zawsze jest, zupę ugotuje,
      posprząta i jeszcze posiedzi sobie cichutko... Dlatego też "karzesz" go
      limitując seks... Stworzona do życia na wysokich obrotach - nie doceniesz tego
      spokoju co masz.
      Dostaniesz tysiąc rad w stylu "zostaw go"... I pewnie to zrobisz... Zranisz parę
      osób - ale przecież chodzi o to by być szczęśliwym. A potrafimy być szczęśliwi?
      Czy potrafimy docenić to co posiadamy? Zrezygnować z części złudnych mrzonek???
      • laurijka Ja tez nie pomoge, ale sie wyzale 17.08.06, 18:38
        Danka, to pytanie "Jak sie spedza czas z partnerem?" zaprzata mnie od kilku
        lat.
        Jestem w zwiazku od 8 lat; dlugo, ale z roznych powodow nie mieszkamy razem.
        Jak poznalam mojego obecnego, bylam w dosc mlodym i "rozrywkowym" okresie
        zycia - kluby, towarzystwo. Podczas nocnych eskapad czesto go spotykalam i
        jakos tak sie zeszlismy. Chyba wtedy oczekiwalam, ze bedziemy zyc troche
        ekstremalnie i zabawowo. Kiedy stalismy sie para, okazalo sie, ze jego
        marzeniem - gdy juz ma partnerke - jest siedzenie w domu, ze swiadomoscia suto
        zaopatrzonej lodowki i ogladanie telewizji. Czemu wtedy nie ucieklam? Odkrycia
        dokonalam stopniowo; na poczatku moze nie jest sie pewnym prawdziwej twarzy
        partnera, pewnie siedzenie w domuma duzo plusow w poczatkowym okresie
        znajomosci, potem jakos tak niezauwazalnie wrasta sie w siebie nawzajem,
        przyzwyczaja sie do siebie, ze zamiast uciekac, zaczyna sie probowac cos
        zmienic i walczyc o przetrwanie ukladu. Nie, nie marze juz o nocach w glosnych
        klubach, chyba z tego sie wyrasta. Chcialabym cos robic RAZEM. Nie obok siebie.
        Przezyc wspolne emocje. Pojsc do kina. Na spacer. Na koncert. Wyjechac na
        weekend. Zawsze slysze bardzo zdziwione pytanie PO CO? Jemu dobrze, gdy on
        pracuje/telefonuje/ zasypia przed telewizorem ze swiadomoscia, ze ja jestem w
        mieszkaniu. Jego mieszkaniu. U mnie staje sie nerwowy i po kilku godzinach
        znika pod pozorem, ze musi pracowac (ma wolny zawod). Czas spedzony ze mna
        liczy sie dla niego wtedy, kiedy ja sie u niego krzatam. Komunikacja werbalna
        nie jest jego mocna strona, wiec byly juz naprawde setki wieczorow, gdy w
        milczeniu ogladalismy propozycje TVP. Pewnie tez bylo mi to czasem potrzebne,
        ale to nie moze byc przeciez esencja zycia. Probowalam nie raz cos zmienic.
        Zazadalam "mojego" wyjsciowego wieczoru raz w miesiacu, w zamian za
        kilka "telewizyjnych" wieczorow - uslyszalam, ze mam fanaberie. Nie mam
        fanaberii, chce wyjsc, nie tylko dlatego, bo sie w domu dusze, rowniez dlatego,
        bo moze po seansie kinowym, nawet po jedzeniu w knajpie mielibysmy jakis temat
        do rozmowy. I moze wyskoczylby z rozwleczonego dresu? I moze mysli o seksie
        zaczelyby sie juz w windzie, albo nawet przy knajpianej kawie, a nie bylyby
        rodzajem smutnego wieczornego rytualu? Doszlo do tego, ze zaczynam unikac
        wspolnego "spedzania czasu" i na pytanie kiedy/czy sie zobaczymy odpowiadam A
        PO CO? Lub, rownie idiotycznie, A CO BEDZIEMY ROBIC?
        Nie wszystko jest czarno-biale, moj partner ma wiele dobrych cech. Dlatego
        jeszcze jakos to trwa. Ale czesto sie zastanawiam, ile wazne jest poczucie
        bezpieczenstwa w zwiazku, na ile dzielenie zainteresowan i kiedy jakis rodzaj
        przyzwyczajenia do partnera nie pozwala nam dokladnie odpowiedziec na pytanie,
        czego tak naprawde w zyiu chcemy.
        P.S. MOze przegralam te walke o zwiazek? Spotykam sie od kilku miesiecy z kims,
        z kochankiem. Nie jest to dobre wyjscie z sytuacji. ALe odczuwam emocje o
        jakich mi sie nie snilo. I jezdze rowerem za miasto. A tam piknik i bajeczny
        seks nad rzeka.
    • dankazaba Re: błagam, pomóżcie!... 16.08.06, 08:23
      kiedyś czytałam w jakiejś mądrej książce, że kobieta kandydata na męż wybiera
      intuicyjnie. bierze tego najlepszego, z którym mogłaby mieć np.najlepsze,
      zdrowe potomstwo. my nie mamy wspólnych dzieci, ale mąż dla mojego syna jest
      prawdziwym ojcem, mają rewelacyjny kontakt. a i mnie niczego nie brakuje /poza
      zabawą i radością życia/. moja przyjaciółka, która dobrze zna mojego męża,
      stwierdziła, że gdyby jej był taki jak mój, to po nogach by go całowała, żeby
      dziękować, że z nią jest /jej mąż nieżadko zaglada do kiliszka, wydziela
      pieniądze i żąda obsługiwania-pan i władca/ wg niej zwyczajnie się czepiam bo
      mam za dobrze. tyle że ja czuję się za młoda, żeby zamknąć się z mężem w domu w
      czterech ścianach. jest naprawdę wartościowym człowiekiem - chyba rzeczywiście
      niedocenianym przeze mnie. może tak jak piszesz cały problem tkwi we mnie. to
      ja muszę zmienić nastawienie do życia i rodziny. tylko czy potrafię?? i chcę??
      • dixia Czy chcesz... Czy potrafisz.... 16.08.06, 08:35
        Niestety nikt Ci na to nie odpowie... Francuzi mówią "chcieć to móc"...

        A ile Ty masz lat????
        • dankazaba Re: Czy chcesz... Czy potrafisz.... 16.08.06, 08:49
          podobno ludzie tyle nie żyją, he,he.
          mam 35 lat i mam się naprawdę całkiem nieźle. moja mama twierdzi, że w tym
          wieku to powinnam myśleć tylko i wyłącznie o rodzinie. w tym wszystkim jakoś
          pogubiłam siebie, swoje marzenia i pragnienia. ale może masz rację, że chciec
          to móc. może nuszę iść do jakiegoś dobrego psychologa, który znajdzie odpowiedź
          na pytanie czego ja właściwie chcę od życia: wiecznej zabawy czy stabilizacji,
          bo ja jako przekorna kobietka chciałabym i jedno i drugie. tylko że nie da się
          dwóch srok trzymać za ogon
          • dixia Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 09:05
            Nawet wnioski jakie wyciągasz są już mniej dramatyczne niż w pierwotnym poście...

            W moim odczuciu powinniście mieć wspólne dziecko...
            • eriga Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 09:33
              oj dziecko moze to wszystko pogłębić. Ja bym odradzała narazie.
              • dankazaba Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 09:43
                dzięki, też myślałam o dziecku. w tej chwili mój syn jest już prawie mężczyzną.
                ma 15 lat i sam rozgląda się za dziewczynami. chociaż mamy dobry kontakt ze
                sobą, to łapię się na tym, że mi to nie wystarcza. fajnie mieć taką małą
                kruszynkę, którą trzeba wprowadzać w życie, za którą jest się zupełnie
                odpowiedzialnym. ale z dugiej strony... znowu pieluchy, zupki, kupki. moja
                pierwsza ciąża była totalną wpadką. nie byłam do niej przygotowana, a mimo to
                poradziłam sobie świetnie /chociaż nie było to do końca łatwe i proste- wiecie-
                rozwód/ teraz kiedy świadomie mogłabym podjąć decyzję ciężko się zdecydować. no
                i tak na dwoje babka wróżyła. chciałabym, żeby los w swej łaskawości po raz
                kolejny podjął za mnie decyzję. mąż z pewnością byłby wspaniałym ojcem, a ja
                może odzyskałabym radość życia w macierzyństwie. żeby to było takie proste...
                • lolant Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 09:52
                  Myślę , że dziecko to dobry pomysł , jeśli tak można powiedzieć , na pewno nie
                  żałoweałabyś tej decyzji , te kupki i zupki w dzisiejszych czasach nie są aż
                  takim problemem , a jesteś w wieku , kiedy na prawdę chce się mieć dzieci , jak
                  na to zapatruje się mąż ?
                  • dankazaba Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 12:39
                    nie myśli na ten temat negatywnie, ale dziecku chciałby zapewnić wszystko co
                    najlepsze. dlatego całą swoją energię, czas i kupę kasy wkłada w wychowywanie
                    mojego syna. do tego stopnia, że w te wakacje syn nie miał czasu pobyć w domu,
                    bo ciągle gdzieś wyjeżdża. był na obozie wędkarskim, sportowym, a teraz jest na
                    żaglach. oczywiście podoba mu się to niesamowicie. mój mąż jest zdania, że
                    trzeba w dzieci inwestować, żeby miały dobry start w dorosłe życie. to naprawdę
                    dobry człowiek. i w takich momentach kocham go bardzo, żeby za chwilę
                    nienawidzieć za to że mną nie zajmuje się tak jak bym chciała. może ja jestem
                    poprostu zazdrosną egoistką. ciągle i ciągle myślę o sobie?! niezbadana jest
                    sfera ludzkich uczuć...
                    • lolant Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 12:50
                      Skoro dobry z niego człowiek , to jednak nie rezygnuj , znajdz jakąś drogę do
                      jego wnętrza.
                      • dankazaba Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 12:52
                        tylko jak??? czuję że gasnę.
                        • lolant Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 13:07
                          Wiesz , szczerze to nie wiem, ja też mam dobrego męża , który w wielu sprawach
                          przypomina Twojego. Jednak myślę , że mam z nim lepszy kontakt , niż Ty ze
                          swoim , ale np. czasem brakuje mi czułości , seksu ... nie wiem , też tu
                          szukałam odpowiedzi, póki co nie znalazłam.
                          • eriga Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 13:38
                            Dziewczyny ale chociaż można się wyżalić a samo to już przynosi ulgę.
                            • lolant Re: Jak chcesz to potrafisz... 16.08.06, 14:16
                              owszem przynosi ulgę , szczególnie świadomość , że inni też nają problemy ;)
                              tylko się nie obrażajcie
                              • metalin Dana... 16.08.06, 14:38
                                ...z tego co tu piszesz , wiecej widzę u niego plusów niż minusów (weź kartkę i
                                wypisz).Bardzo ujęło mnie jego "ojcostwo". Wnioskuję ,że to bardzo szlachetny
                                człowiek.
                                Nie,żebym się czepiała....ale czy Tobie przypadkiem nie jest za dobrze?
                                Stabilizacja , bezpieczeństwo, pełna akceptacja i opieka nad Twoim synem.
                                Wiesz, czasem można przedobrzyć i stracić wszystko , nawet miłość własnego
                                dziecka. Jeśli chcesz przykładu , bardzo podobnego do Twojego (mam w firmie) z
                                chęcią Ci go opiszę....pewne sytuacje są nieodwracalne. Warto czasem zrobić
                                bilans z życia.

                                Rozsądnych wyborów życzę:)
                                • dankazaba Re: Dana... 16.08.06, 15:31
                                  jeśli masz czas i ochotę to chętnie przeczytam o twoim przypadku z pracy.
                                  robiłam kiedyś taki bilans - rzeczy pozytywnych było dwa razy więcej niż
                                  negatywnych. dobrze, że jest takie forum, gdzie można wyrzucić wszystko co nam
                                  leży na wątrobie, bo nawet najlepszej przyjaciółce wszystkiego do końca się nie
                                  powie. a tu proszę, człowiek dowiaduje się że ze swoimi problemami i rozterkami
                                  nie jest sam. że czasami inni mają jeszcze gorzej. kochani dziękuję wam za
                                  wszystkie podpowiedzi. wiem że ostatecznie to ja muszę znaleźć odpowiednią
                                  drogę, ale zazwyczaj jest tak że swój problem bardzo wyolbrzymiamy, a ktoś kto
                                  patrzy na to z boku może to widzieć zupełnie inaczej. czasami może się nawet
                                  okazać, że w zasadzie to nie był problem.
                                  • misssaigon Re: Dana... 16.08.06, 16:24
                                    czesto jest tak ze kobieta opisujac swoj problem w pierwszym poscie robi z tego
                                    tragedie na miare "antygony" niemalze - ale po zadaniu pytan pomocniczych
                                    wychodzi ze zwykle jest dobrze, a nawet bardzo dobrze..i problem jest z rzedu
                                    tych troche wydumanych
                                    natomiast mezczyzna opisujac swoj problem pisuje zwykle bardzo lakonicznie chcac
                                    tylko zasygnalizowac ze ma taki maly problemik lub nurtuja go pewne podejrzenia
                                    - a po pytanaich pomocniczych zwykle wychodzi z tego duza i powazna sprawa...
                                    to tak ku refleksji
                                    • kawitator miss 17.08.06, 08:27
                                      Chylę czoła. Nie często z ust kobitki dochodzą takie trafne uogólnienia . Chyba że jak to jest ostatnio w zwyczaju pod kobiecym nickiem ukrywa sie brodaty i wąsaty facet.
                                      Zresztą tak zwana mądrość ludowa tez w tym kierunku idzie Kobitce nigdy nie dogodzi. Dokładnie jak w dowcipie o domu towarowym i piętrach lub tak popularnych w sieci tekstach typu co trzeba aby kobitka i facet byli zadowoleni z życia. Kurde też pozwolę sobie na uogólnienie. Forum coraz częściej pozwala jak widać oprzytomnieć ( mam nadzieję ze nie na chwile)kobitkom które z braku codziennego bukietu gorących zapewnień miłości robią problem lub wprost odwrotnie z powodu codziennego bukietu i gorących zapewnień robią problem na miarę życia i śmierci.
                                      Do łez obawiają mnie posty typu
                                      Jest on super facetem. Zarabia, pomaga w domu opiekuje się dziećmi. Seks ok, ale ja sie nudzę buuuu.
                                      Lub
                                      On ciągle che seksu ja nie chcę widać mnie zdradza
                                      Na całe szczęście sporo grono normalnych lub tych co to im się zwaliło z powodu nudy lub much w nosie i juz przećwiczyli na własnym tyłku do czego to prowadzi porubuje ostrzegać czy radzić.
                                  • metalin Re: Dana... 16.08.06, 16:40


                                    Odpowiadasz na :

                                    dankazaba napisała:

                                    > jeśli masz czas i ochotę to chętnie przeczytam o twoim przypadku z pracy.

                                    W wolnej chwili napiszę na @.
                    • miauka Re: Kobieto, opamiętaj się... 21.08.06, 15:16
                      Po pierwsze: dziecko nie jest i nie będzie rozwiązaniem Twojego problemu - jak w
                      ogóle można tak myśleć!!! Toż to zabobon! Dziecka nie rodzi się dla siebie, to
                      skrajny egoizm.
                      Po drugie: psycholog nie powie Ci jaka jesteś i jak masz żyć! A jeśli powie, to
                      jest to nieprofesjonalne. Sama musisz sobie na to pytanie odpowiedzieć. Nikt nie
                      rozwiąże za Ciebie Twoich problemów.
                      Po trzecie: jak możesz się oskarżać, że się czepiasz, biczować się poczuciem
                      winy itd. czy słuchać kretynek-koleżanek, że jest Ci za dobrze. Jesteś zupełnie
                      inna od tego faceta, masz inny temperament i inne pomysły na życie. NIE MA w tym
                      niczego złego. Tak jest i koniec - nikt nie jest winny tej sytuacji. Może żle
                      wybrałaś, a może właśnie wspaniale. To trudne odpowiedzieć sobie na to pytanie,
                      ale nikt poza Tobą tego nie zrobi.
                      • lucusia3 Re: Kobieto, opamiętaj się... 21.08.06, 16:16
                        Miauka, święte słowa. Nikt za dankazaba nie ułoży sobie życia.
                        Nie wiem czy dziecko to dobre rozwiązanie, musisz sobie sama pomyśleć, czy to co cię dręczy to nie tęsknota za zmianą, może na młoda mamę na przykład.
                        A może skupic się na czymś innym niż własna osoba.
                        Ja mam tez chyba podobnego męża jak Ty, ale ja się nie nudzę. Nie pytam czy chce czegoś, nie czekam aż cos zaproponuje, tylko sama organizuje i robimy - dawniej ciągnął za mną z miną cierpiętnika, teraz coraz częściej zapomina o tej minie. Z definicji nie lubi Sylwestra, ale zawsze się pyta gdzie "musi" iść ze mną i niepokoi jak nie jestem pewna. Z drugiej strony nie idziemy na potańcówkę z popijawą tylko najczęściej na koncert. Z tych pierwszych chyba ja też wyrosłam. Zacznij myśleć o sobie zdrowo - nie co chciałabym i jakby ślicznie było gdyby..., tylko co TERAZ realnie sprawi Ci przyjemność i zrób to! Skoro się z Toba ożenił, to szukał właśnie takiej żywej, niezbyt milczącej osoby, cos go ciągnęło, więc bez skrupułów zapewnij mu to, co mu sie podobało. Łącznie z burzliwym seksem.Mnie sie to sprawdziło. Owszem idę często na ustępstwa. Mój mąż lubi chodzić, ja jakby mniej, ale mozna zorganizowac kompromis: można iść do miejsc, która ja chcę zwiedzić i wybierać takie miejsca, które np są dośc wysoko. Jesteście parą, nie tylko Ty z nim, ale też on z Tobą.
                        Najgorsze co może się przytrafić, to zamienić się w zgorzkniałą frustratkę, bezwzględnie niszczącą sobie i komuś życie.
                        Tylko, czy Ty wiesz co byś naprawdę chciała?
                        • groszek_73 tylko nie dziecko... 21.08.06, 16:28
                          to skomplikuje sprawę...najpierw naprawiać.
    • ruda332 Re: błagam, pomóżcie!... 16.08.06, 21:57
      tez sama mialam ten problem..maz super , o dzieci sie troszczy , ciezko
      pracuje, gotuje , pozmywa,posprzata.. a mi sie nudzi..i nieszczesliwa jestem..
      amoze bylam ... Wiesz co ci moge poradzic? MAsz przyjaciol, spotykaj sie z
      nimi , powyglupiaj sie, wyjedz z nimi na pare dni gdzies..znajdz sobie hobby..
      miej swoje zycie . Pewnie pomyslisz,ze jest to ucieczka przed zyciem rodzinnym?
      nie.. ale moze wtedy wlasnie bedziesz sama czula sie szczesliwa,a to jest klucz
      do szczescia w zwiazku. Opowiadaj mezowi ,co robilas, czym sie teraz zajmujesz,
      moze tez sie zainteresuje i moze tez sie otworzy..Mi to pomoglo.. fakt,ze
      wieczorami czesto mnie nie ma w domu ( i sport i znajomi),ale jak jestesmy
      razem to naprawde jestesmy razem a nie obok siebie.Ja mam swoje zycie ,on tez
      lubi wolny czas bez zony( domator).. ,ale mamy tez zycie rodzinne.I jest nam
      teraz tak dobrze.. Moze innym wydaje sie dziwne takie malzenstwo,w ktorym zona
      nie siedzi caly czas przy mezy ..ale nareszcie jest nam dobrze..jestesmy 7 lat
      malzenstwem,mamy dwojke maluchow ( 3 i 5 lat)..,super sex i czego jeszcze
      wiecej potrzeba?
      • woman-in-love Re: błagam, pomóżcie!... 16.08.06, 22:09
        zawsze wychodzi na to, że nudą wieje od wewnątrz, a zwalamy na druga osobę.
        Nudzą się tylko ludzie nudni.
        • dixia Re: błagam, pomóżcie!... 16.08.06, 23:12
          Otóż to!!!! Najłatwiej jest zwalić winę na tych co nie odpowiadają jedynie za
          gradobicie i koklusz... ;o)))
      • figa.kw Re: błagam, pomóżcie!... 17.08.06, 09:09
        Podpisuję się pod tym co napisała ruda332 :) Koniecznie znajdź sobie hobby :)
        Może joga, może swetry na drutach, może wyjścia na basen. A we dwójkę fajnie
        sobie można pomilczeć w lesie, zbierając grzyby :)
        • groszek_73 Re: błagam, pomóżcie!... 21.08.06, 14:38
          czasem wybieracie panie niewłaściwych facetów. Rezygnujecie z tych, którzy
          spełniają wasze marzenia. cóż, trudno.
          • lolant groszku.... 21.08.06, 15:25
            skąd my możemy to wiedzieć , że ci których wybrałyśmy nie spełnią tych naszych
            marzeń ???
            • groszek_73 Re: groszku.... 21.08.06, 15:34
              lolant napisała:
              > skąd my możemy to wiedzieć , że ci których wybrałyśmy nie spełnią tych naszych
              > marzeń ???

              bo wybieracie często takich, z którymi nie macie tak silnego kontaktu
              emocjonalnego, ma za to inne zalety. które potem okazują się niewystarczające...
              i wpadacie w błędne koło...

              przecież z zamkniętego w sobie misia nie zrobisz zdobywcy parkietu i żarliwego
              romantycznego kochanka...to powinnyście wiedzieć
              • miauka Re: groszku.... 21.08.06, 15:43
                I w tym problem: wiele kobiet właśnie łudzi się, że z jakichś przyczyn facet się
                zmieni, albo mają nadzieję, że same się przystosują do tego, czego w nim nie
                lubią, albo też mają swoje marzenia i oczekiwania rodem z Harlequinów. A jak się
                zorientują, że tak to nie działa, jest buuu. Niestety.
                No ale też trochę jest tak, że zanim odpadną nam złudzenia z młodości - trochę
                to trwa i wchodząc w życie się wszystkiego nie wie, bo niby skąd - z telewizji,
                od zapóźnionych cywilizacyjnie rodziców, skąd, ja się pytam?
                • lolant Re: groszku.... 21.08.06, 15:57
                  A co jak na początku jest idealnie , wszystkie marzenia na bieżąco spełniane ,
                  a po paru latkach wszystko stopniowo opada , to co ,to że tak będzie można
                  przewidywać wcześniej , niby jakim sposobem ?
                  • groszek_73 Re: groszku.... 21.08.06, 16:04
                    lolant napisała:
                    > A co jak na początku jest idealnie , wszystkie marzenia na bieżąco spełniane ,
                    > a po paru latkach wszystko stopniowo opada , to co ,to że tak będzie można
                    > przewidywać wcześniej , niby jakim sposobem ?

                    idealnie ? ale jak ? opada, bo nie rozmawiamy ze sobą, bo nie staramy się o
                    partnera, nie widzimy że jest mu źle...
                    • lolant Re: groszku.... 21.08.06, 16:05
                      prawie nieba mu przychylam , robię wszystko właśnie dla niego , pytam co
                      jeszcze ???
                      • lucusia3 Re: groszku.... 21.08.06, 16:19
                        Dla niego? a on tego chce. Ja sie panicznie boję tych "przychylających nieba".
                        Zazwyczaj to oni ustalają o jakie niebo chodzi.
                      • groszek_73 Re: groszku.... 21.08.06, 16:27
                        lolant napisała:
                        > prawie nieba mu przychylam , robię wszystko właśnie dla niego , pytam co
                        > jeszcze ???

                        nie, nie można być za dobrym. to nie daje rezultatów. czasem potrzeba traumy.
                        • miauka Re: groszku.... 21.08.06, 16:36
                          No nie przesadzaj, traumy to nie potrzeba, wystarczy nie być za dobrym.
                          Polecam książeczkę Norwood Robin, "Kobiety, które kochają za bardzo" - kiedyś
                          mnie na nogi postawiła :-)
                          • groszek_73 Re: groszku.... 21.08.06, 16:36
                            miauka napisała:
                            > No nie przesadzaj, traumy to nie potrzeba, wystarczy nie być za dobrym.
                            > Polecam książeczkę Norwood Robin, "Kobiety, które kochają za bardzo" - kiedyś
                            > mnie na nogi postawiła :-)

                            a o takich facetach nie ma ? :)
                            • miauka Re: groszku.... 21.08.06, 16:45
                              Świetne pytanie :-) Szczerze? - nie wiem, bo mnie interesuje raczej wątek
                              kobiecy. Natomiast myślę, że facetom rzadziej to się zdarza - po prostu w
                              patriarchacie, w którym przyszło nam żyć, mężczyzn inaczej się wychowuje - nie
                              do tego, żeby być za wszelką cenę dobrymi, nieagresywnymi i okazującymi uczucia.
                              Abtrahując od oceny, takie wychowanie sprawia, że są bardziej asertywni i pewni
                              siebie, co w rezultacie powoduje, że pewnie nie kupiliby takiego poradnika :-)
                  • miauka Re: groszku.... 21.08.06, 16:27
                    No, ale jak ktoś jest dorosły, to wie, że całe życie nie będzie fajerwerków,
                    wie, że pierwsze lata to się jest trochę na eksport, a potem wyłazi to, co jest
                    naprawdę i co chcemy ukryć, i jeśli wtedy jest szacunek, ciepło, oparcie, seks
                    (nawet taki bez pożaru, ale spokojny i udany), jeśli jest chęć ciągłego
                    budowania i rozwija nia związku, to wtedy można odtrąbić sukces.

                    Dlatego jestem przeciwniczką małżeństwa, a jeśli już to po paru latach
                    mieszkania razem. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, a dojrzałość to m.in.
                    umiejętność budowania relacji. Z moich obserwacji wynika, że nie ma na to co
                    liczyć przed 30-tką.
                • misssaigon Re: groszku.... 21.08.06, 15:58
                  a to trzeba udac sie na nauki przedmalzenskie - i wszystko wiadomo ;P
                  • lolant Re: groszku.... 21.08.06, 16:01
                    ha, fajne , a co jak się na tych naukach było razem i księżulo pięknie mówił o
                    miłości i o tym , że w małżeństwie musi być seks , z podkreśleniem musi ...???
                    • misssaigon Re: groszku.... 22.08.06, 00:01
                      a co mial mowic? w koncu ksiadz to facet i bedzie facetow popieral ;P
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka