Dodaj do ulubionych

co o tym sądzić......

29.08.06, 08:06
Witajcie.....od dłuższego czasu śledzę te forum i byłam w szoku, że tyle par
ma problemy z seksem małżeńskim czy też nie małżeńskim......byłam w szoku ale
teraz już nie jestem bo u mnie też zaczyna się "posucha". Mój mąż ma duży
temperament (moze raczej miał) i nigdy nie narzekałam na brak doznań. Ja nie
byłam może doświadczoną kochanką ale starałam się nauczyć tego i owego aby
było nam miło. I tak sobie płynął czas aż wreście teraz mój mąż zaczął jakoś
mniej dążyć do tego abyśmy ze sobą sypiali. Kiedyś stwierdził, że jest za
mało inicjatywy z mojej strony (choć ja byłam dość częśto tą aktywną
stroną....ale jego zdaniem tak nie było) i nie potrafię być wyzywająca i
jestem za mało kreatywna bo jak mi się chce to i tak nie potrafię mieć tego
czego chce. Starałam się być wyzywajaca w ciągu dnia aby wieczorem coś
było...ale nie zawsze było to to o co chodziło mojeju ślubnemu. I tak teraz
kochamy się raz, dwa wrazy w miesiącu a to chyba nie jest za często....ja
potrzebuję tego częściej...podejrzewam, że mój mąż też. Gdy zaczęłam
żartować, że jemu się podobają żony ale cudze a o sowją nie dba to
usłyszałam, że to nie jego winna, że ja go bardziej odpycham niż pociągam.
Nie było to miłe....a wręcz bardzo przykre. Nie jestem może super seks bombą
ale podobam się mężczyznom i wiem, że niektórzy dużo by dali aby być ze
mną "blisko" (wiecie o czym mówię). Ale inni mnie nie obchodzą, bo kocham
mojego męża i to dla niego chciałabym być obiektem pożądania. Jestem zadbaną
kobietką i nie uważam, żebym była jakaś odpychająca. Co ja mam zrobić? Czy
mam za wszelką cenę starać się być wyzywającą aby mój mąż nabrał ochoty (choć
nie jestem z natury taka...nieraz tak ale z reguły jestem spokojną
dziewczyną) czy tez cierpliwie czekać aż mojego męża "przypili" i wtedy będę
dla niego dobra? Ale to jest dla mnie takie troche upakarzające, że bedzie
tak jak w przysłowiu " z braku laku to i wosk dobry".
Obserwuj wątek
    • misssaigon Re: co o tym sądzić...... 29.08.06, 08:16
      kicia - jesli czytasz dosc dlugo posty na tym forum - to zapewne tez zauwazylas
      ze w takich sytuacjach sa dawane konkretne rady - niektore nawet warte
      wdrozenia- twoj przypadek nie jest jakis wyjatkowy abys nie mogla skorzystac z
      forumowego "dorobku"
    • your_and Re: co o tym sądzić...... 29.08.06, 09:47
      kicia20052 napisała:
      > czego chce. Starałam się być wyzywajaca w ciągu dnia aby wieczorem coś
      > było...ale nie zawsze było to to o co chodziło mojeju ślubnemu. I tak teraz
      > kochamy się raz, dwa wrazy w miesiącu a to chyba nie jest za często....ja
      > potrzebuję tego częściej...podejrzewam, że mój mąż też. Gdy zaczęłam
      > żartować, że jemu się podobają żony ale cudze a o sowją nie dba to
      > usłyszałam, że to nie jego winna, że ja go bardziej odpycham niż pociągam.
      > Nie było to miłe....a wręcz bardzo przykre. Nie jestem może super seks bombą
      > ale podobam się mężczyznom i wiem, że niektórzy dużo by dali aby być ze
      > mną "blisko" (wiecie o czym mówię).

      Krótko: Wojciszke pisze że kluczem satysfakcjonującego związku jest dbanie
      kobiety o atrakcyjność w oczach partnera.

      Niby oczywiste, ale znaczy to że trzeba wiedzieć co jest atrakcyjne w jego
      oczach i chcieć się tej wizji podporządkować, a nie kwestionować że inni to mój
      styl doceniają inni i widzą że jest świetny, ja nie jestem taka itp.

      A jezeli to że sie chce wyglądać innaczej świadomie wybiera ze względu na ego,
      trzeba mieć świadomośc czym sie za to zapłaci.
    • e1114 Re: co o tym sądzić...... 30.08.06, 16:52
      Problem o klasie trudności podobnej do: "Czemu świat nie jest dobry?" No bo
      taki nie jest. Pokaż mi jedną rzecz, która jest w życiu stała i nie zmienia
      się. Zmienny jest cały wszechświat, fizyka, biologia, psychika... Wybierz sobie
      najbardziej ulubioną potrawę i spróbuj ją jeść codziennie - ile wytrzymasz,
      zanim któregoś dnia nie zwymiotujesz?
      Niestety, tu chodzi o świadomy wysiłek (czyt: świadomą i trudną pracę) - to się
      potocznie nazywa: dbać o związek. Tyle że przechodzimy od abstrakcji do
      konkretu, a tu fachowcem jesteś tylko Ty. Że on jest winny, on nie chce, on...
      itp. itd. to wie każdy głupi. Problem w tym, jak to odmienić. Znaleźć kogoś na
      boku - jasne, proste jak drut i równie głupie. Tyle zawsze zdążysz zrobić -
      stań wieczorem przy krawężniku i sprawa błyskawicznie się rozwiąże (tylko żeby
      nie było w tym miejscu zakazu zatrzymywania).
      Rzadko kto pojmuje, że nagroda następuje dopiero po wysiłku, a nie przed nim
      lub bez niego - sorry, taki świat.
      Rada:przypomnij sobie, w jakiej sytuacji Twój mąż Cię kiedykolwiek wysłuchał i
      zastosuj tę sytuację ponownie. Wtedy powiedz o Twoim problemie tak, aby biedak
      ten problem (jak to się powiada) zinternalizował - przyjął, jako jeden z
      problemów, który musi w życiu rozwiązać. Bez tego - sorry...
    • a1ngela Re: co o tym sądzić...... 30.08.06, 21:38
      Moja Droga...
      smierdzi mi tu zdrada.....
      ale pewnie sie myle....
      • kicia20052 Re: co o tym sądzić...... 31.08.06, 08:23
        Hej. Dzięki za wszystkie opinie na temat mojego "problemu". U mnie nic się nie
        zmieniło....nadal maż unika patrzenia na mnie, przytulania (choć rzadko to
        robił)...o sypianiu nie ma mowy....Nadal okazuje mi to, że jakoś nie działam na
        niego i jest wiele atrakcyjnych kobiet ale ja niestety nie. Co do tego, że mój
        mąż jest wierny to jestem pewna tego, że jestem tylko ja w jego życiu....ale
        może nie w myśli i wyobraźni.
        • e1114 Re: co o tym sądzić...... 31.08.06, 09:09
          Nie zrozumieliśmy się. - Czego nie robi mąż, wiemy. Nie wiemy, co Ty w tej
          sprawie robisz konkretnego?
          • kicia20052 Re: co o tym sądzić...... 31.08.06, 09:28
            Co ja robię konkretnego? Staram się okazywać miłośc swojemu mężowi, staram się
            być dobrą żoną ale z tego co widzę to chyba jednak nie jestem taką żoną a
            przede wszystkim kochanką o jakiej marzy mój mąż. On nie lubi za często
            okazywać uczuć...robi to jak go "najdzie". On lubi aby kobieta była wyzywająca,
            prowokująca..wrećz "skandaliczna".....Ja jestem innego usposobienia, jestem
            raczej spokojna i nie lubię tak się zachowywać...nie mówie też tego, że zasze
            jestem taka "święta" bo niekiedy też lubię "pośwituszyć" ale też nie chcę aby
            taki sposób zachowania oraz seksu był dominujący. To nie jest miłe, gdy po
            przytuleniu się do męża słyszę: odsuń się, nie jestem jakimś misiem abyś się do
            mnie przytulała...albo: co ja jestem jakąś poduszka? Ja naprawdę go kocham ale
            nieraz to czuję, ze przeżywam porażkę za porażką jako żona......A przecież tak
            mało oczekuję......
            • kici10 Re: co o tym sądzić...... 31.08.06, 10:22
              Odbierz pocztę
            • e1114 Re: co o tym sądzić...... 31.08.06, 11:50
              OK - zatem sprawa się wyjaśnia Ty jesteś kochana, sympatyczna i dobra kurka i
              nie rozumiesz, dlaczego on - zły - tak paskudnie z Tobą postępuje, kiedy
              przecież Ty kochasz, chciałabyś, pragniesz, całujesz, przytulasz, uchylasz
              rąbka nieba... itp. itd. - jak w romansie dla pensjonarek. No to właśnie
              dlatego on traktuje Cię, jak pensjonarkę - sentymentalną obywatelkę II
              kategorii emocjonalnej. To, że napinasz łuk i wypuszczasz miłosne strzały, nie
              oznacza jeszcze, że one trafiają w cel; nie oznacza, że one w ogóle dolatują w
              jakieś konkretne miejsce. Pytanie za 100 pkt. - czy Twój mąż jest dla Ciebie
              kumplem? Czy Ty jesteś dla Niego kumplem (czyt: przyjacielem)? Potrafisz
              powiedzieć, co go męczy (bo że coś - pewnie niejedno - go męczy, to widać gołym
              okiem)? Chodzi o to, że prowadzicie - zamiast dialogu - dwa oddzielne monologi.
              Zauważ, że milczenie i odepchnięcie jest silnym komunikatem emocjonalnym - on
              Ci mówi bardzo ważną rzecz, tylko Ty tego nie widzisz - jego strzały także Cię
              omijają. Beznadzieja!
              Zrób tak: wyglądaj jak w pracy przed szefem (schludnie, konkretnie, aktywnie
              itp.) i powiedz: "Mistrzu mojego życia, nie jest mi z Tobą źle, choć czasem mam
              ochotę kopnąć Cię w dupę. A teraz rusz tę dupę, w którą chcę Cię kopnąć, bo
              idziemy do knajpy gadać." I dalej w tym tonie (jeśli moderatorzy nie usuną tego
              postu). Nurtuje mnie pytanie: czy ty się sytuacją chcesz bawić, czy wziąć ją za
              łeb i załatwić? Pozdrowionka dla małżonka.
            • a.b1 Re: co o tym sądzić...... 31.08.06, 16:54
              a czy on zawsze chciał, zebys była taka wyzywająca. skąd on nagle nabrał takich
              ciągotek??
    • kicia20052 do kici10 31.08.06, 12:20
      odbierz pocztę jeśli możesz.....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka