Dodaj do ulubionych

Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że...

26.11.06, 14:00
... na tym forum przedstawię Wam swój problem. Ale czytam Was od jakiegoś
czasu i wiem, ze na pewno coś poradzicie... Jesteśmy 3 lata po ślubie, mamy
2,5 letniego synka. Przed ślubem byliśmy ze sobą 2 lata. Od jakiegoś czasu w
moim małżeństwie "coś" szwankuje. Już od jakichś trzech miesięcy mąż
zachowuje się "dziwnie", tzn. inaczej, niż zwykle. Ciągle mu coś nie pasuje,
albo jest zmęczony, albo przepracowany, albo musi odpocząć, albo ogląda film,
albo robi coś przy kompie, albo, albo, albo... Dla mnie nie ma czasu.
Oczywiście rozmawiamy, ale inicjatywa zawsze wychodzi ode mnie, a i tak
zazwyczaj te "rozmowy" konczą się kłótnią, bo wciąż cos robię lub mówię nie
tak. No nic, myślałam sobie, że może ma cięższy okres w pracy, może coś go
gnębi, a jest typem, który, gdy ma problem, nie chce rozmawiać - musi - jak
to mówi, sam go rozwiązać. No dobra, ok, szanuję to. Nie dopytywałam, nie
marudziłam, czekałam, aż przejdzie... Aż tu któregoś pięknego piątku (jakieś
trzy tyg. temu)mój mąż oświadcza, że idzie z kolegami na piwo - była jakaś
17:00 może. No dobra, ok. Jeszcze tylko zapytałam, czy dlugo będzie. On mi na
to, ze "raczej" nie. No wiec jest 21:00 a jego nie ma, 22:00, a jego nie ma.
Więc dzwonię. I nic. Nie odbiera. Dzwoniłam chyba z pięć razy, a on nie
odebrał. O 12:00 postanowiłam się położyć (chociaż i tak nie mogłam zasnąć).
O 1:30 dostaję sms-a że jest z kolegami na wódeczce u jednego z nich i nie
mógł zadzwonić, bo koledzy zabrali mu tel.). Nie muszę wam chyba pisac, jak
się czułam. Wściekła napisałam tylko o której będziesz? on mi na to, że nad
ranem. Wrócił... o 15:00 następnego dnia. Nie będę tu opisywać, jaką miał
awanturę i do jakich wniosków doszliśmy, bo to temat na inny post. Do rzeczy:
przez cały następny tydzień baaardzo dużo miał pracy, po godz. 18:00 NIGDY
nie odebrał ode mnie telefonu (bo to albo był na spotkaniu, albo w pubie nie
słyszał telefonu, albo po sp. zapomniał, że ma ściszony i nie słyszał -
tysiąc idiotycznych powodów, w które nic a nic nie wierzę. Weekend spędził z
rodziną i byl "obecny nieprzytomny". Po prostu widziałam, że się biedaczek
męczy. A dzisiaj... no właśnie - w piątek się biedulek dowiedzial, ze musi
jechać w delegację. Pojechal w piątek i wraca dzisiaj (ale jeszcze nie wie, o
której będzie miał pociąg:)). Zwrócę Wam uwagę na jedno: nie odbiera moich
telefonów nadal. Oddzwania, i owszem, ale co mi z tego? Oddzwania wtedy, gdy
jemu jest to na rękę. Ludzie! Jestem prawie na 100% pewna, że ma kogoś. ale
nie mogę tego udowodnić! Bo z rozmowy z nim wychodzi, że to ja mam coś z
głową, a on jest krystalicznie czysty.

Męzczyźni! Proszę o interpretację - w końcu znacie najlepiej męski punkt
widzenia.

PS. Nadmienię tylko, ze przed ślubem miała miejsce identyczna sytuacja -
oczywiście okazało się, że chodzi o kobietę. Zerwaliśmy, ubłagał po trzech
miesiącach, zebym wróciła. Taka sytuacja miała się NIGDY nie powtórzyć - no
i proszę...
Obserwuj wątek
    • yvona73pol Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 26.11.06, 14:04
      niestety klasycznie - romans, na wiecej niz 100%
      • hyper_mouse Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 16:55
        tak, zachowanie typowe dla romansującego samca... nie udawaj(a raczej on), ze
        wszystko jest ok, bo nie jest
    • pcat Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 26.11.06, 14:07
      Jeśli racjonalny do tej pory mężczyzna zaczyna się zachowywać irracjonalnie,
      nielogicznie i idiotycznie, to są 4 możliwości:
      - pożyczył pieniądze od mafii i kombinuje, bo musi szybko oddać
      - przygotowuje dla Ciebie wielką niespodziankę (np. kupił w tajemnicy dom i
      wykańcza go po godzinach)
      - dziki seks z inną kobietą
      - wielka miłość do innej kobiety
      • elle1977 oj... ludziska... 26.11.06, 14:18
        ... no właśnie wiem... U mnie nie jest tak, jak u większości szukających tutaj
        porad, że WIEDZĄ, że zdradził, tylko NIE WIEDZĄ, co dalej - wybaczyć, nie
        wybaczyć, wkurzyć się, rzucić doniczką, czy być miłą i słodką żonką, żeby
        wiedział, co traci... Oj, nie... Ja WIEM doskonale, co powinnam zrobić. Tylko
        jak ja mam mu UDOWODNIĆ to, czego jestem prawie pewna??? On się w życiu do tego
        nie przyzna. No, chyba, że mu plemniki mózg zaleją i przestanie myśleć, że ma
        rodzinę, dziecko, że coś, kiedyś, obiecał...

        Co ja mam robić???

        Dla mnie takie trwanie w zawieszeniu jest czymś najgorszym z możliwych...
        Chodzę, miotam się, na niczym nie mogę się skupić. Jest mi źle... Czuję się
        upokorzona podwójnie - że (na 99% dzieli czas z inną) i że nie ma na tyle
        charakteru, zeby się do tego przyznać... Mówię Wam, ja chyba zwariuję... Co z
        tego, że mam męża? Na papierze...

        Ech, szkoda gadać...

        Please, pomóżcie...
        • gomory Re: oj... ludziska... 26.11.06, 14:41
          A Ty chcesz miec na niego dowody, czy przekonac sie samej?
          • elle1977 Re: oj... ludziska... 26.11.06, 14:56
            chcę się sama przekonać - nie potrzebuję zadnych dowodów. Bo wiesz, teraz
            rozmowa wygląda tak (mniej więcej):
            Ja: "Powiedz, co jest. Co się dzieje?
            On: Nic się nie dzieje
            Ja: Jak to nic się nie dzieje? Wracasz po nocach, nie odbierasz telefonów. Nie
            wracasz na noc.
            On: (milczy)
            Ja (coraz bardziej wściekła): Dlaczego nie odbierasz telefonów?
            On: Bo (i tu powody, które opisałam w pierwszym poście)
            Ja: Proszę, powiedz, jest ktoś?
            On: Nie, nie ma nikogo

            Itp, itd... I tak w nieskończoność... Wychodzi w końcu na to, ze jestem
            rozhisteryzowaną wariatką...
            • fred127 Re: oj... ludziska... 26.11.06, 23:35
              Przejrzyj mu wszystkie kieszenie. Przejrzyj telefon. Jak zostaje w pracy dzwon
              na "biurkowy" telefon.
              pozdrawiam
              • elle1977 Re: oj... ludziska... 26.11.06, 23:40
                Tak robię, chłopie, tak robię... Komórki nie mogę mu przejrzeć, bo, jak już
                gdzieś pisałam - chowa ją tak skrzętnie, że ni cholery nie mogę jej znaleźć, a
                jeżeli zostawia na wierzchu, to wyłączoną. Po godzinie normalnego zakończenia
                pracy dzwonię na biurkowy telefon - oczywiście nie odbiera, bo go tam po prostu
                nie ma. Ale tłumaczenie jest: "bo byłem na spotkaniu". Po prostu ZAWSZE ma
                wytłumaczenie. Czy dziwicie mi się, że chcę dowodów? Zobaczyć, że spotyka się z
                inną kobietą byłoby dla mnie mniej upokarzające niż to ciągłe czekanie. Teraz
                znowu czekam na jego powrót.. Miał być około 12:00, nie odbiera... Ciekawe, ile
                jeszcze zniosę?
        • maripel Re: oj... ludziska... 26.11.06, 16:23
          elle1977 napisała:
          > Dla mnie takie trwanie w zawieszeniu jest czymś najgorszym z możliwych...
          > Chodzę, miotam się, na niczym nie mogę się skupić. Jest mi źle... Czuję się
          > upokorzona podwójnie
          > Ech, szkoda gadać...
          > Please, pomóżcie...

          Uzyj najprostszych metod.
          1
          Zacznij wydawac w exprsesowym tempie pieniadze na drogie ciuchy i kosmetyki,
          perfumy no i oczywiscie wolaj na to od niego.
          2
          Dzwon czesto z wiadomoscia, zeby zjadl cos na miescie, bo Ty jestej u fryzjera,
          kosmetyczki itp.
          3
          Zapytaj sie kiedy moglby spedzic troche wiecej czasu w domu bo prawie sie juz
          zdecydowalas pojechac na 7 dniowa kuracje SPA.
          4.
          Powiedz zeby okna umyl w ten weekend, a ja ksie wykreci to sprowadz kogos do
          mycia.
          5.
          Skocz z kolezanka do pubu i przyjedz wstawiona do domu po polnocy.

    • simone2006 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 26.11.06, 15:28
      Witaj,
      Ja byłam w identycznej sytuacji i myśle, że niestety Twój mąż Cię zdradza, tym
      bardziej, że z tego co napisałas ma do tego skłonności. Mój był identyczny, a
      moja historia bardzo podobna do Twojej. Z tą jednak różnicą, że Ja już z nim
      nie jestem. Odkryłam wszystko i skończyłam. Mimo, że mam tez synka, który ma
      2,5 roku nie mogę żyć z kimś komu nie mogę ufać. Ale to co napisałam to nie
      żadna rada. Sama musisz zdecydować co z tym zrobić. To trudna sytuacja. Myslę,
      że musisz znaleźć sposób żeby sprawdzic jakie to ważne sprawy i delegacje ma
      Twój mąż. Oczywiście musisz uzyc jakiegośc małego "podstępu" bo On raczej sam
      Ci o tym nie powie. Mój do końca sie zapierał rekami i nogami. Dopiero jak sie
      spotkałam z panienką to mleko sie rozlało... Powodzenia
      • romulus11 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 26.11.06, 16:40
        Zdrada 100%.Powąchaj koszule,dorwij sie do komorki no i pojedz do pracy gdy
        zostaje dłużej.
        • anula36 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 26.11.06, 17:19
          to chyba jedyna mozliwosc - sledzic samemu albo zlecic to komus.
          • zenobia27 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 26.11.06, 19:09
            Moim zdaniem musisz to sprawdzić i faktycznie pojedź do pracy kiedy twierdzi,że
            zostaje dłużej, tylko broń Boże nie uprzedzaj go-i nie strasz,że to zrobisz,
            wyjdź po niego na dworzec kiedy będzie wracał, lub odprowadź go ,gdy znowu się
            wybierze w "delegację", no i oczywiście komórka-do sprawdzenia...Może spróbuj
            też zdobyć jakieś informacje od którejś z żon-dziewczyn kolegów towarzyszących
            Twojemu mężowi przy piwku...Jeśli nie złapiesz go na "gorącym uczynku" nie
            licz,że sam się przyzna.
            • elle1977 Zenobia27 26.11.06, 19:13
              ...ale ja nie mogę z dzieckiem o 12 w nocy (przyjazd pociągu), czy o 22:00
              (wyjazd), pojechać na dworzec! Nie mam go z kim zostawić... A jeżeli chodzi o
              odprowadzenie na dworzec - w życiu by sie na to nie zgodził zastawiając się
              dobrem dziecka... Olałabym te jego głupie tłumaczenia - ale co, mam się szarpać
              z dorosłym facetem...?

              P.S. Właśnie dostałam wiadomość od niego, że będzie w domu o 12:00... Załamka...
              • hyper_mouse Re: Zenobia27 27.11.06, 16:58
                no i co z tego, że z dzieckiem, tym bardziej będzie mu wstyd jak go złapiesz na
                gorącym uczynku.
      • elle1977 do Simone2006 26.11.06, 19:06
        Kochana, ja też wiem, co muszę zrobić, jak już będę wiedziała, że mnie zdradza.
        Tu nie ma zmiłuj... Niestety, drugiego razu już się nie wybacza... Ale jak ja
        mam mu to udowodnić??? Ty spotkałaś się z panienką - ale ja nie wiem, KIM JEST
        ta panienka?? Nie mam pojęcia! A jak to sprawdzić??? O to jedno mi chodzi...

        No qrde... Nie mam kasy na prywatnych detektywów, bo, przysięgam Wam, w
        przypływie desperacji nawet o tym myślałam...
        • elle1977 Re: do Romulus 26.11.06, 19:10
          Wiem, wiem, muszę się dorwać do komórki... Tylko jak??? W nocy, chociaż zawsze
          budził go budzik z komórki - teraz komórki niet. Nie mam pojęcia, gdzie on ją
          zostawia??? Nawet kiedyś go zapytałam, gdzie ma komórkę, to tylko wzruszył
          ramionami, że nie wie - że może w torbie (od laptopa), może w kurtce?
          Przeszukałam - nie było.
          A jak zostawił na wierzchu (tylko w weekend) - nie było się do czego przyczepić
          (chyba wszystko wykasował). A, i była jeszcze jedna sytuacja, jak zostawił na
          wierzchu - wyłączoną..., a ja nie znam jego PIN-u...

          Patowa sytuacja.

          Muszę go śledzić, ale nie mam nikogo, kto mógłby to dla mnie zrobić. Sama
          naprawdę, mimo ogromnych chęci, nie mogę - dziecko...
          • zenobia27 Re: do Romulus 26.11.06, 19:17
            jeśli chodzi o komórkę,to proponuję dorwać się do niej podczas kąpieli Twojego
            męża, może kiedyś nie zabierze jej do łazienki? ale skoro tak jej pilnuje, to
            możesz mi wierzyć, że jej zawartość wkońcu może go zdemaskować...
            • elle1977 Re: do Zenobia27 26.11.06, 19:30
              Kochana wiem, wiem... Mam nad nim przewagę o tyle, że niestety wiem już, jak
              się zachowuje, kiedy coś (a raczej kogoś), ukrywa...
          • gomory Re: do Romulus 26.11.06, 19:30
            A co mi tam - moge Ci sprzedac taki dosc prosty sposob jak go sprawdzic. Moze zadzialac. Skoro ma kom. to pewnie ta droga sie kontaktuje z ewentualna kochanka, byc moze ma inna karte sim, ale to niczemu nie przeszkadza. Musisz wybrac wlasciwy moment kiedy sie spieszy i jest skupiony na czyms innym (np. wychodzi z domu na pilne spotkanie). Wysylasz mu wtedy z kompa SMSa (wazne zeby z kompa, bo wtedy nr jest nieczytelny od kogo to). W tresci wpisz tylko i wylacznie "buziaczki" albo "caluje :-)". Mozesz mu sama wtedy podpowiedziec, ze tel. mu piknal i pewnie ma esemesa. Wazne, zeby sprawdzil wtedy telefon przy Tobie (nawet jesli nie piknal bo ma wylaczony dzwiek, to sie nie zorientuje, wazne by po niego siegnal). Nie zwracaj w ogole na niego uwagi, tylko w momencie gdy patrzy do telefonu spytaj sie (od razu mu tez podaj ratunkowa podpowiedz) "od kogo to? Z pracy/Mama/Stefan -> ktokolwiek wiarygodny"? Moze sie wtedy nie zastanowic ze to nie ta karta, czy ze nie jest pora otrzymywania takich wiadomosci etc. tylko od razu bedzie chcial rozwiac Twoje watpliwosci potakujac - tak, to Stefan/Praca/Mama. Mozesz byc wtedy pewna, ze takie otrzymuje i kryje sie z nimi przed Toba. No chyba ze sie zdziwi, i Tobie pokaze - wtedy nawet mozesz sie z nim ucieszyc ze przeslalas mu wirtualnego buziaczka.
            • elle1977 Gomory 26.11.06, 19:35
              O widzisz! To już jest sposób! Dzięki!!! Na pewno spróbuję takiego fortelu i
              zdam relację, jaka była reakcja.
            • agatelek2 Re: do Romulus 29.11.06, 18:05
              gomory napisał:

              > A co mi tam - moge Ci sprzedac taki dosc prosty sposob jak go sprawdzic. Moze z
              > adzialac. Skoro ma kom. to pewnie ta droga sie kontaktuje z ewentualna kochanka
              > , byc moze ma inna karte sim, ale to niczemu nie przeszkadza. Musisz wybrac wla
              > sciwy moment kiedy sie spieszy i jest skupiony na czyms innym (np. wychodzi z d
              > omu na pilne spotkanie). Wysylasz mu wtedy z kompa SMSa (wazne zeby z kompa, bo
              > wtedy nr jest nieczytelny od kogo to). W tresci wpisz tylko i wylacznie "buzia
              > czki" albo "caluje :-)". Mozesz mu sama wtedy podpowiedziec, ze tel. mu piknal
              > i pewnie ma esemesa. Wazne, zeby sprawdzil wtedy telefon przy Tobie (nawet jesl
              > i nie piknal bo ma wylaczony dzwiek, to sie nie zorientuje, wazne by po niego s
              > iegnal). Nie zwracaj w ogole na niego uwagi, tylko w momencie gdy patrzy do tel
              > efonu spytaj sie (od razu mu tez podaj ratunkowa podpowiedz) "od kogo to? Z pra
              > cy/Mama/Stefan -> ktokolwiek wiarygodny"? Moze sie wtedy nie zastanowic ze
              > to nie ta karta, czy ze nie jest pora otrzymywania takich wiadomosci etc. tylko
              > od razu bedzie chcial rozwiac Twoje watpliwosci potakujac - tak, to Stefan/Pra
              > ca/Mama. Mozesz byc wtedy pewna, ze takie otrzymuje i kryje sie z nimi przed To
              > ba. No chyba ze sie zdziwi, i Tobie pokaze - wtedy nawet mozesz sie z nim ucies
              > zyc ze przeslalas mu wirtualnego buziaczka.




              DOBRE!;O)))
    • sofi84 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 26.11.06, 19:39

    • glamourous Chcesz dowodow?. 26.11.06, 23:06
      Zabaw sie w szpiega. Tylko inteligentnie. Zostaje w pracy po godzinach? Zadzwon
      do firmy, i popros sekretarke zeby pod jakimkolwiek pretekstem (chore dziecko,
      awaria telewizora, telefon z Urzedu Skarbowego) koniecznie wywolala go do telefonu.
      Albo zwyczajnie odwiedz go w pracy "kochanie wracalam z zakupow, przejezdzalam
      obok, pomyslalam ze wstapie do ciebie...")

      Jedzie w delegacje? Jak wroci popros zeby pokazal ci dowody : bilety na pociag,
      rachunek z hotelu, z lokalnej restauracji, cokolwiek co poswiadczy ze byl w tym
      konkretnym miejscu na koncu Polski, a nie u kochanki 3 ulice dalej ;-)

      Regularnie przetrzepuj mu kieszenie, komorke, sluzbowa teczke, samochod (chocby
      byl niewiem jak ostrozny, zawsze jakis slad zostawi). Poszukaj sladow na
      koszulach (moga na nich byc obce wlosy, slady pudru, szminki, zapach obcych
      perfum...)

      I najlepszy test : wyjedz z dzieckiem na weekend do rodziny, przed wyjazdem
      gruntownie posprzataj, zmien posciel, zmyj podloge, wyrzuc smieci. Po powrocie,
      jesli zdradza, bedziesz miala mnostwo sladow : na podlodze, w prysznicu i w
      lozku beda obce wlosy, na przescieradle podejrzane plamki, w smietniczkach
      dowody kobiecej bytnosci (waciki do demakijazu, jakies chusteczki, wkladki
      higieniczne itp). Faceci ( zwlaszcza odurzeni hormonami) nie mysla na ogol o
      zatarciu takich sladow, wiec bedziesz miala dowody jak na dloni.
      Albo pojdz na calosc. Wroc wczesniej, stan w drzwiach i nakryj pare gachow, jak
      w filmie albo w rysunkach Mleczki ;-)

      To wszystko to sa rady doswiadczonej w tropieniu weteranki - bylej narzeczonej
      patologicznego zdradzacza ;-) Przerobilam to wszystko na wlasnej skorze i zawsze
      potrafilam wytropic zdrade. W pewnym momencie stalo sie to nawet dla mnie
      pewnego rodzaju przyjemnoscia, takie tropienie jak w policji kryminalnej ;-)
      Wiem ze to chore, ale byl taki etap w moim zyciu kiedy toksyczny zwiazek zabil
      we mnie instynkt samozachowawczy do tego stopnia, ze zamiast zwiac gdzie pieprz
      rosnie, tkwilam w tym upodleniu i z wypiekami na twarzy tropilam dranstwa mojego ex.
      • elle1977 Re: Chcesz dowodow?. 26.11.06, 23:37
        Dzięki:) Pewnie którąś z tych rad wykorzystam... Teraz znowu mam doła... Jeżeli
        jechałby pociągiem i zgodnie z prawdą podaną przez siebie wyjechałby o tej
        godzinie, o której mówił, to teraz powinien jechac taksówką do domu. A on znowu
        nie odbiera tej cholernej komórki... Nie no, to już staje się upokarzające...
        Już mam znowu ileś tam minut (mam nadzieję, że wróci tak, jak zapowiedział)
        upiornego czekania. Czym sobie na to zasłużyłam?? Zaczynam myśleć, że, jeżeli
        nawet był gdzieś tam w tej delegacji, to wrócił wcześniej... Mam dość,
        dziewczyny, mam dość.
        • fred127 Re: Chcesz dowodow?. 26.11.06, 23:55
          Apropo wyjzadow weekendowych...
          Jesli wyjezdasz, i masz starsza sasiadke "taka moherowa babcie" zazartuj i
          powiedz jej niech Ci przez ten czas pilnuje meza. Skutecznosc gwarantowana:).

          Bedziesz kto byl, jak dlugo i o ktorej godzinie.
          pozdrawiam
          • elle1977 Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 00:05
            Hehe - niestety, sami młodzi dookoła...:)

            Męża nadal nie ma...

            Zdradza, to wiem...

            Potrzebuję dowodów!:(:(:(
          • suez78 Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 00:16
            Zważywszy na to, że już raz zdradził a ciało puszczone raz....

            Jednakże może to też być kryzy, znudzenie - najczęściej dłuższe związki swój
            pierwszy kryzys przyżywają w okolicy 5cio latki, także tej opcji też nie należy
            wykluczyć.

            Może chce się poprostu poczuć wolny jak za kawalerskich czasów ;)
        • enith Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 00:08
          - Pokaż mi swoją komórkę.
          - Po co? Nie ufasz mi? Szpiegujesz mnie?
          - Nie pokażesz?
          - Nie.
          - Pakuj się.

          Tak bym to załatwiła. Nie ma znaczenia, że mieszkanie jest na was oboje lub
          cokolwiek. Facet definitywnie coś knuje, a Ty ma małe dziecko. Wywaliłabym
          skubańca z domu, niech sobie przemyśli kilka spraw. Ty też powinnaś.
          • elle1977 Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 00:16
            Tak, ja mam wieeeele czasu na przemyślenia - np. teraz. Zadzwoniłam na pkp.
            Okazało się, że pociąg przyjechał planowo do Wawy o 23:19. Jest 24:15. Jego nie
            ma - wydaje mi się, że nie wróci na noc. On mnie zupełnie nie szanuje,
            zupełnie...
          • suez78 Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 00:17
            Jeszcze jedna kwestia, masz prace? Możesz być niezależna finansowo czy tylko
            mąż Was utrzymuje?
            • elle1977 Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 00:34
              Mam na szczęście:)Jestem niezależna finansowo...
              • gomory Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 00:54
                Chwala niech bedzie sufrazystkom, feministkom, rewolucji no i Tobie rzecz jasna. Wolnosc ekonomiczna to najprawdziwsza wolnosc :).
                • elle1977 Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 01:06
                  Haha - zgadzam się! W 100% się zgadzam!:) Chwała!
          • avide Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 08:44
            Gdybym zrobił podobny numer rekacja żony była by identyczna jak Twoje Enith.
            I to właśnie jest jeden z elementów jej charakteru któremu dałem się uwieść.
            Bardzo to w niej cenię.

            • petar2 Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 08:56
              > Gdybym zrobił podobny numer rekacja żony była by identyczna jak Twoje Enith.
              > I to właśnie jest jeden z elementów jej charakteru któremu dałem się uwieść.
              > Bardzo to w niej cenię.

              A pozostałe? Niech zgadnę, karne pompki za rzucone skarpetki i tydzień o
              chlebie i wodzie za 15 minut spóźnienia z piwka z kumplami? ;-)
              • avide Re: Chcesz dowodow?. 27.11.06, 13:19
                Widzisz Petar niektórzy faceci tak mają że lubią kobiety z charakterem. Takie co
                mają coś sensownego do powiedzenia, nie dają sobie łatwo w kaszę dmuchać i
                potrafia walczyć o swoje.
                Ty może wolisz ciepłe kluchy, Twoja sprawa. Takie na tle których bez wiekszego
                wysiłku będziesz błyszczała w towarzystwie. Ja bym się z taką zanudził na śmierc.
                Wszystko kwestia osobistego wyboryu i upodobań.
                3maj sie.
    • renebenay Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 03:32
      Po pierwsze zachowac spokoj, zadnych awantur bo to mu daje w pewnym sensie dla
      siebie wytlumaczenie ze,ma nie dobra zone czy atmosfere i inne duperele.Na
      koniec miesiaca macie chyba jakies rachunki,czynsz czy inne oplaty do
      uregulowania i meza stanowczo poprosic o polowe tych pieniedzy jak rowniez
      polowe kosztow utrzymania waszego dziecka,poprostu podziel wasze koszta na 2
      czesci i jak Ci da pieniadze to nie zapomnij mu dac pokwitowanie a Ty z kolei
      zatrzymaj dla siebie kopie z jego podpisem.Znajdz jakis tygodnik w ktorym sa
      porady prawne na temat separacji i rozwodow,zostaw te wydawnictwo "przypadkowo"
      w miejscu gdzie Twoj facet lubi przebywac w domu i tak aby ta strona o rozwodach
      byla widoczna-szczegolnie aby on zauwazyl.Dobra metoda jest zostawienie otwartej
      ksiazki telefonicznej ze strona gdzie sa adwokaci jak rowniez widzac wchodzacego
      meza da mieszkania wez sluchawke od telefonu i udawaj ze,akurat konczysz
      rozmowe-on musi widziec ze,odkladalas sluchawke.W kazdym badz razie pobaw sie z
      nim a zobaczysz ze,facet szybko bedzie reagowal i nawet na gwizd,pozyjesz i
      zobaczysz jak sie sytuacja rozwija-czy warto ratowac malzenstwo czy nie-to juz
      bedzie Twoja decyzja.Duzo slonca.Pozdr.
      • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 09:07
        Dziekuję!:) Twoje rady na pewno wykorzystam...

        Miłego dnia.
    • avide Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 08:44
      Musisz sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcesz takiego oszusta tolerować w
      domu. Sytuacja sie powtarza i nawet jeśli teraz wyjdziesz z tego obronna ręką
      chyba już nigdy mu w 100% nie zaufasz. Każde spóźnienie w domu, wyjazd, chćby
      cień nieszczerości będzie odbierane przez twoja podświadomość jednoznacznie -
      destrukcyjnie.
      Jeśli mam tego dość najlepiej napisz do SNAKERSA (wątek obok) a na pewno
      podpowie Ci ja z tego wszystkiego wyjść z twarzą i kasą. Jak go zniszczyć krok
      po kroku tak by nawet koledzy przestali sie do niego przyznawać i zaczęli z
      niego drwić. Awantura w takim układzie tylko utwierdzi go w przekonaniu że
      dobrze robi. Swoją droga może on coś podonego kręci również. Może dojść do tego
      że za niedługo stanie z pozwem w drzwiach spakuje sie i tyle będziesz go
      widziała, wcześniej załatwiając sprawy po swojej myśli.
      Zanim moja matka się połapała o co chodzi (wyglądało podobnie jak u Ciebie)
      skończyło się właśnie jak napisałem. Ojciec przyjechał spakował się i pa pa. A
      matula na lodzie została. Życie .... cóż.
      Pozdrawiam.
      • avide PS. 27.11.06, 08:47
        PS. Ja się nie gniewam. :)))))

        PS2. Swoją drogą gdyby mi przyszło kiedyć kręcić coś na boku na pewno odświeże
        sobie wątek gdyż są tu świetne rady jak zacierać za soba wszelkie ślady i jakie
        zachwania są podejrzane :)))) Krótko mówiąć: Jak się nie dać złapać na
        małżeńskiej zdradzie.

    • lolant Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 09:41
      Witaj !
      Podpowiem Ci , co ja kiedyś dawno temu zrobiłam , żeby wyciągnąć karty na
      stół . Było to dawno , dotyczyło nie mojego męża , a chłopaka , który przez
      pewnien czas też podobnie mnie oszukiwał.
      Pytanie wprost nie dawało żadnego efektu , o dowody też było trudno , więc
      zaczęłam być dla niego niesamowicie słodka , oddana i zmartwiona , że biedaczek
      taki smutny , pewnie ma jakiś problem , ja mu chętnie pomogę , bo on jest
      najwspanilaszy na świecie itp.
      Choć ciężko było grać mi tą komedię , facet wymiękł pierwszy i wypalił kiedyś
      po prostu , ze wcale nie jest taki wspaniały , bo jest ktoś inny.
      To był koniec i całe szczęście , oczywiście moja zraniona duma dawała mi się
      jeszcze jakiś czas we znaki , ale przeżyłam to , a dziś jestem szczęśliwa jak
      diabli , bo mam faceta , na którego zawsze mogę liczyć i nie obiecuje mi
      gruszek na wierzbie ale jest uczciwy i szczery.
      Spróbuj , moze i Tobie uda się w ten sposób dowiedzieć prawdy .
      • elle1977 Lolant 27.11.06, 09:53
        ...dzięki... super, że w Twoim przypadku to był "tylko" chłopak. Tutaj już
        niestety mąż.. Spróbuję, chociaż nie wiem, czy długo tak wytrzymam, naprawdę...
        Poza tym ja chciałabym niejako zaskoczyć go. Nie chcę, by inicjatywa była po
        jego stronie, tzn. żeby miał tę przewagę, że jak już stwierdzi, że chce
        powiedzsieć, to wtedy się dowiem... Tak, jak już tu ktoś napisał na forum -
        chciałabym być górą chociaż w tym sensie, że to ja będę wtedy rozdawać karty. A
        w przypadku, gdy to on zechce mnie wreszcie uświadomić, jaka byłam ślepa pewnie
        już będzie miał gotowy plan działania i byc może to on pomacha mi przed oczami
        pozwem rozwodowym. Kto to wie??? Takiego upokorzenia już bym chyba nie
        przeżyła.
        Piszę nieco chaotycznie, przepraszam. Mam nadzieję, że zrozumiecie, o co mi
        chodzi?
    • your_and Widziane z drugiej strony! 27.11.06, 09:53
      > ... Jesteśmy 3 lata po ślubie, mamy
      > 2,5 letniego synka. Przed ślubem byliśmy ze sobą 2 lata. Od jakiegoś czasu w
      > moim małżeństwie "coś" szwankuje. Już od jakichś trzech miesięcy mąż
      > zachowuje się "dziwnie", tzn. inaczej, niż zwykle (...)
      > Dla mnie nie ma czasu. (!!)

      A zastanawiałaś się od jakiego czasu "coś szwanuje"?
      Czy ty miałaś dla niego czas przez te ostatnie miesiące?
      Czy to nie jest tak że to ty nie maiąłś czasu spojrzeć co szwankuje bo twoje
      uczucia, zaangazowanie uczuciowe były gdzie indziej?
      I zreflektowałaś sie nagle gdy twój mąż TEŻ przeniósł zangazowanie uczuciowe
      gdzie indziej?
      Zdradził, nie zdradził, ale wygląda na to że uczuciowo się nagle oddalił i
      gdzie indziej zaiwestował uczucia. Ale czy nie była to konsekwencja (typowa dla
      wiekszości zwiazków kryzysu pierwszego dziecka, szczególnie gdy jest chłopiec)
      że to TY pierwsza odaliłaś się uczuciowo o skupiłaś je na synu?

      Pamiętaj, jeśli tak jest i on czuje sie skrzywdzony przez ciebie i odstawiony
      na boczny to, nie wzbudzisz w nim wiekszego poczucia winy, bedzie czuł sie
      całkowicie usprawiedliwiony ze swojego postępowania i po postawieniu sprawy na
      ostrzu noża jak radzą uczynne koleżanki, może ty tylko zintensyfikować
      negatywny obraz twojej osoby który w nim w miedzyczasie się zebrał.
      • elle1977 Re: Widziane z drugiej strony! 27.11.06, 10:31
        Tak, zastanawiałam się - setki razy.
        Tak, miałam dla niego czas - możesz mi nie wierzyć, ale tak jest - mówię to z
        pełną świadomością.
        Nie zreflektowałam się NAGLE. To zawsze ja byłam w naszym związku tą osobą,
        która jest bardziej czuła, mój mąż po prostu taki jest, że nie okazuje uczuć
        zbytnią wylewnością - ale to wiedziałam juz przed ślubem i kocham go takim,
        jaki jest. Zreflektowałam się natomiast, że coś się zaczyna psuć, i trwa do
        dzisiaj, a wręcz problem z dnia na dzień narasta. Rozmowy z mojej strony byly
        zawsze, chęć pomocy, interesowanie się jego sprawami. Tylko że teraz to on nie
        ma ochoty na te rozmowy... Nie zamierzam oskarżać siebie w tym względzie, bo wg
        mnie zachowania takiego jak mojego męża teraz - nic nie usprawiedliwia.
        To raczej ja czuję się pokrzywdzona i odstawiona na boczny tor.
        Nie piszę tego, żeby się usprawiedliwiać - daleko mi od tego. Wiem, jak jest,
        wiem, jaka jest nasza sytuacja, jacy jesteśmy oboje - takie są fakty...
        A może, skoro moje starania przynoszą odwrotny skutek powinnam po prostu to
        wszystko olać, przestać się starać??? Może to nim jakoś potrząśnie??? Nie mam
        już naprawdę zielonego pojęcia, co robić? Chyba muszę zacząć udawać, że to mi
        nie zależy...
        • your_and zdefiniuj cel !!! 27.11.06, 11:04
          Sytuacja to na tym forum typowa. Powraca w kolejnym co najmniej raz w tygodniu.
          Ale TY zdefinuj cel.
          Jeśli zranił Cię i to był gwóźdź do trumny i tak go nie kochasz przydadza ci
          się dowody. Ale tylko wtedy.
          Jeśli chcesz odbudowywać i być razem zajmuj sie chorobą a nie jej objawem!
          Po co ci dowody i szczegóły gdzie jak, z kim???
          Tworzysz samorealizującą sie przepowiednię na i nakręcasz na różnych forumach.
          Jeśli tego nie zrobił to zrobi w takich warunkach nacisku i twojego oddalenia.
          I nie nakręcaj się negatywnie bo zintensyfikowanie twoich negatywnych uczuć
          sprawi że tym badziej skieruje on swoje uczucia gdzie indziej. I nawet jeśli
          odzyskasz go wtedy poczuciem obowiązku i niezbitymi dowodami, jego uczucia,
          fanzaje, marzenia pozostaną gdzie indziej - do następnego razu.
          • elle1977 Re: zdefiniuj cel !!! 27.11.06, 11:53
            Qrde... ja go KOCHAM! Ale nie mogę z nim być na zasadach takich, jakie on
            wprowadza do naszego życia. KOCHAM go takim, jaki jest - ale jeżeli zdradza...
            Wtedy, nawet, jakbym miała cierpieć przez lata - odeszłabym, bo nie chciałabym
            przechodzić przez to po raz n-ty.
            Myślisz, że w domu zachowuję się jak oszalała? Nie. Jestem taka, jak zawsze (a
            przynajmniej staram się), bo w końcu nie mam dowodu, że to zrobił. Byc może nic
            złego nie robi??? To znaczy, że może się zachowywać tak obojętnie i, za
            przeproszeniem, mieć gdzieś moje potrzeby? Próbuję to naprawić, zrobić coś,
            żeby było, jak dawniej - ale nie, nic się nie zmienia. Więc mam chyba podstawy
            do tego, żeby sądzić, że coś jest nie tak?? Tylko co?? Bo tak życ nie
            zamierzam. Nie wiesz, co się czuje, gdy dziecko już spi, mąż Ci powiedział, że
            będzie o 20:00, jest 23:00 a jego nie ma i nie dzwoni również...
            Wiem, że to, co piszesz, ma ręce i nogi. I że masz rację. Ale w moim przypadku
            to się nie sprawdza.
            Dzięki w każdym razie...
            P.S. Nie "nakręcam się" na forach. Muszę się wygadać, inaczej bym zwariowała..
            • your_and Re: zdefiniuj cel !!! 27.11.06, 12:14
              Ludzie nakęcają cie na radykalne rozwiązania.
              Sama kreujesz przyszłość taką wokół której bedziesz intensyfikować myśli i
              działania. Niezależnie od jego ruchu. Ty tez swoim postępowaniem dokonujesz
              wyboru.
              Jeśli go kochasz, skoncentuj sie na problemie przełamywania kryzysu w związku.
              Sama lub z pomocą kompetentej osoby (życzliwośc nie wystarczy).
              A przede wszystkim spróbuj zrozumieć ja wygląda prolem widziany oczami drugiej
              strony, w czym może być pomocne to forum.
      • mreck Re: Widziane z drugiej strony! 27.11.06, 10:50
        jesu, ludzie nie trzeba sie zaraz zabijać.
        że zdradza? 99,999999% że tak.
        wiem coś o tym.
        musi kręcić, mylic ślady itp.
        ale dopuki kręci to znaczy, ze mentlik w głowie. i słaby charakter. i to tez są
        powody dla których musisz sobie postawic to zasadnicze pytanie czy warto
        zostawać z nim. lekko nie bedzie i i tak 90% że sie rozleci.
        jezeli macie net w domu to sie kontaktuje z tą osoba. więc sciagnij z netu:
        gpr.exe - łamacz haseł do gg
        oraz MySpy program do robienia zrzutów z ekranu kompa i sledzenia klawiatury.
        z komórka tez nie widzę problemu.
        rozładuj swoja na maksa. wyczekaj az bedzie w domu i popros go o jego bo chcesz
        wysłać sms-a do mamy,cioci,kuzynki,kolezanki itp.
        ale to tylko może wytracic ciebie z równowagi - wkaczasz na drogę wojny z nim
        przy pomocy jego broni tz kłamstwa i wybiegów.
        najlepiej to załatw sobie kilka dni urlopu, odetchnij trochę. nim sie nie
        przejmuj. jak sie z nia spotyka to i tak tych kilka dni ciebie nie zbawi.
        przewartościujesz się, uspokoisz.
        nabież powietrza w płuca i podejmij decyzję.
        i potem nie żałuj.
        • elle1977 Mreck 27.11.06, 11:55
          Mreck - dzięki, dzięki, dzięki!!! On ciągle coś ukrywa w tym kompie przede mną -
          dzięki za namiary na te cuda techniki (mam nadzieję, że to całkiem legalne
          jest, co?;))
          • mreck Re: Mreck 27.11.06, 12:13
            nie musisz nikomu nic mówić. o tym jak sie to uzywa na privie. no moze dowiesz
            sie, ze on handluje prochami? ulzyłoby ci?
            w zasadzie masz dość poszlak, by sprawe wyjaśnic w cztery oczy. cokolwiek
            przeczytasz otworzysz piekło domysłów. nawet jak bedzie tam czarno na białym
            opisanych 100 stosunków twojego męża.
            ja mu nawet współczuje. znalazł sie w matni uczuć. ale sam tego chciał.
            jak wplatałem sie w swój zwiazek pozamałżeński wiedziałem ze bedzie bolało. ale
            nie ze aż tak.
            • your_and Zdrada i szpiegowanie 27.11.06, 12:29
              Ni przyszło ci do głowyze zdrada to podeptanie udzielonego zaufania a nie
              kontant z genitaliami innej osoby?
              Szpiegując, podsłuchując nagrywając robisz w guncie rzeczy to samo.
              Niszczysz wzajemne zaufanie.
              Nawet jeśli on zrobił to wcześniej i wydaje Ci sie że jesteś usprawieliwiony...
    • zorka99 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 11:50
      Elle, zastanów się dobrze, czy chcesz się na pewno przekonać o tej zdradzie.
      Nie wierzę, że jeślibyś naprawdę chciała znać niedobrą dla Ciebie prawdę, nie
      umiałabyś tego zrobić. Najprościej załatwić dziecku opiekę, podjechać do jego
      pracy w Bardzo Ważnej Sprawie (kiedy jest niby w pracy i nie odbiera komórki) i
      złapać gościa na kłamstwie. Możesz porozmawiać wywiadowczo z kolegami od piwa.
      Możesz zaczaić się z kimś znajomym samochodem i wyśledzić ich, gdzie się
      spotykają. Skoro facet pilnuje komórki, niczego w niej nie znajdziesz. Sposobów
      jest tysiąc na przyłapanie. Myślę, że tego nie zrobiłaś, bo boisz się, co
      dalej. Mój mąż też mnie zdradza, ale ja nawet nie chcę wiedzieć niczego ani z
      kim, jestem ponad to. Mam dzieci do wychowania, poza tym wydawanie jego
      pieniędzy bardzo mnie bawi i na tym się skupiam. Może to nieetyczne, co robię,
      ale zbyt długo nad tym myślałam i wiem, co robię. Mam przewagę i doskonale to
      wykorzystuję. Pomyśl nad bardzo trafnymi radami Maripel, i zanim doprowadzisz
      do konfrontacji, pobaw się przynajmniej setnie. Pamiętaj, teraz chodzi tylko o
      to, żebyście Ty i dziecko osiągnęli jak największe korzyści z sytuacji, w
      której Ty masz przewagę. Pamiętaj o maxymalnym zabezpieczeniu ekonomicznym
      przed konfrontacją.
      • your_and Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 13:23
        zorka99 napisała:
        > Mam przewagę i doskonale to
        > wykorzystuję. Pomyśl nad bardzo trafnymi radami Maripel, i zanim doprowadzisz
        > do konfrontacji, pobaw się przynajmniej setnie. Pamiętaj, teraz chodzi tylko
        > to, żebyście Ty i dziecko osiągnęli jak największe korzyści z sytuacji, w
        > której Ty masz przewagę. Pamiętaj o maxymalnym zabezpieczeniu ekonomicznym
        > przed konfrontacją.

        Nie zauważyłaś drobnego dysonansu z tym co napisała: "Qrde... ja go KOCHAM!"
        • zorka99 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 14:08
          No tak, your_and, dlatego boi się prawdy, ma złudzenia. Facet chce być uważany
          przez otoczenie jako dobry mąż i ojciec, a na boku bzykać sobie panienki.
          Sytuacja taka właśnie mu pasuje. Ona go kocha i traci nerwy, jest upokorzona.
          Pewnie nawet nikt z rodziny i bliskich nie wie, co się dzieje. Wg mnie wszyscy
          powinni właśnie dowiedzieć się od bardzo kochającej żony, jak biedny mężuś
          ciężko pracuje i o której wraca. W tej sytuacji on musi poczuć się
          niekomfortowo, nie żona, poczuć - że nie ma przyzwolenia otoczenia. Dopóki
          będzie mu tak wygodnie i nie poniesie żadnych konsekwencji, facet nie zrobi
          żadnego ruchu. Autorka postu pewnie w głębi duszy ma nadzieję, że facet ją
          kocha, że to nieprawda. Jeśliby tak było, to nie chowałby komórki, nie kłamał i
          nie ukrywałby gdzie jest-nawet kiedy wraca bardzo późno. Czy to znaczy, że
          jeśli ona go kocha, tzn. że ma być milutka, tolerować, cicho siedzieć, i czekać
          cierpliwie, aż mężuś się odkocha? Nie awanturować się, bo a nuż facet się
          zniechęci do niej? Na ludzi przeważnie działa terapia szokowa. Miłość miłością,
          poza nią kobieta musi przede wszystkim zadbać o swoje i dziecka interesy.
          • your_and Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 14:35
            Musi poczuć że nie ma przyzwolenia - ale do tego niepotrzebne są nagrania
            dowody, szczegóły
            Ale musi jednocześnie zatęsknić że ma do czego wrócić.
            Jezeli to emocjonalnie facet, a nie fajtłapa mamisynek przywyczajony do
            prowadzennia silna reką mamusi przez życie.
            Zmienic postępowanie mając nadzieję że i ona je zmieni.
            Kręci ostentacyjnie nieudolnie, więc mam wrażenie że wręcz chce zwrócić uwage
            partnerki na to co się w nim dzieje i co do tego doprowadziło.

            Ale może jest inaczej i to wyrachowany mało inteligentny nieudolnie kombinujący
            typ pozbawiony empatii - ale w takim razie gdzie elle ma oczy pisząc że go
            kocha?
            • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 14:51
              No właśnie... gdzie ja mam oczy? A nie wiesz, że miłość ślepa jest?...
              • zorka99 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 15:40
                Elle, jeśli miłość ślepa, to po co Ci ta cała szopka z demaskowaniem kłamstwa?
                Przeczekasz jedną zdradę, potem następne, inne kłamstwa... i dalej będziesz Go
                kochać, no bo po co patrzeć prawdzie w oczy? Będziesz kochająca, uczciwa,
                pokornie czekająca i na pewno pójdziesz do nieba. Jakiej rady oczekujesz? Nikt
                z nas, ani Ty też, nie zmusi Twojego faceta, żeby Ciebie kochał i nie zdradzał.
                • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 15:48
                  Zorka, nie zrozumiałaś - to było stwierdzenie faktu. No bo czy miłość nie jest
                  ślepa??? Gdyby nie była, to pewnie za mojego M. o którym tu tyle rozmawiamy z
                  pewnością bym nie wyszła, bo pewnie widziałabym wszystkie jego wady przez szkło
                  powiększające.
                  Nawiązując do sytuacji, która jest teraz - kocham go, ale jak widzicie, ślepa
                  nei jestem. Widzę, co robi, i wszyscy razem i każdy po trochu ze swoimi radami
                  macie rację. Powtarzam raz jeszcze - NIE BĘDĘ Z NIM, GDY SIĘ OKAŻE, ŻE MNIE
                  ZDRADZA. Ani ze względu na dziecko, ani sprawy finansowe ani żadne inne.
                  Właśnie ze względu na dziecko z nim NIE BĘDĘ. Synkowi nie pomoże w beztroskim
                  dorastaniu widok ciągle kłócących się rodziców, tatusia wracającego po nocach i
                  nieszczęśliwej mamy.
                  Przepraszam, jeżeli kogoś uraziłam - ale wałkowanie przeze mnie ciągle jednego
                  i tego samego jest spowodowane jednym - uważam, że najlepiej będzie, jak
                  skorzystam z usług detektywa. Tylko, że to naprawdę droga sprawa. I czy to się
                  komuś podoba czy nie, uważa za moralne, czy nie - mi jest potrzebne! Jak będę
                  miała czarno na białym co wyprawia - wtedy pewnie dopiszę Wam ciąg dalszy mojej
                  historii... Chyba, że będzie inny, w co jakoś nieszczególnie wierzę...
              • zorka99 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 15:47
                I czemu nie wierzę, że naprawdę chcesz go przyłapać na zdradzie?
                • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 15:52
                  Zorka, NAPRAWDĘ!!! Nie wiem, jak mam Ci to udowodnić, bo przecież się nie da. A
                  to, że sama sobie nieraz przeczę jest właśnie spowodowane tą cholerną miłością -
                  no bo chciałabym siebie sama przekonać, że taki do końca zły, przebiegły i
                  zupełnie nie liczący się ze mną być nie może...
                  I tu rozsądek dochodzi do głosu - i po to te dowody... Bo jak się nie przekonam
                  na własne oczy - nie uwierzę (to niestety głos serca).
                  Mam nadzieję, że rozumiecie?...
                  Może i nie.. trudno chyba zrozumieć pokrętne myslenie kobiety w mojej
                  sytuacji...
                  • your_and Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 17:17
                    I przy tym wszystkim zupełnie nie domyślasz się czego może mu brakować w domu
                    że tak chetnie z niego zmiata skoro ta cholerna miłośc mu to na pewno
                    zapewnia???
                    • victta Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 18:09
                      Bardzo dobrze myslisz i ja doskonale Cie rozumiem.Chcesz znac prawde i masz do
                      tego calkowite prawo,nie wieszasz psow na mezu,relacjonujesz wszystko bez
                      histerii.Podziwiam Cie,bo jestes silna kobieta.
                      Zdrade mozna przebaczyc gdy sie kocha,ale warunek jest jeden-zdradzajacy musi
                      pragnac tego wybaczenia bardziej niz zdradzony.W Twoim przypadku byc moze do
                      tego dojdzie,ale najpierw musisz zdobyc dowody i masz moralne prawo do tego.Nie
                      robisz tego,zeby upokorzyc meza ,tylko starasz sie walczyc o szacunek dla
                      siebie.I to jest godne pochwaly,kulenie sie w sobie i udawanie ze nic sie nie
                      dzieje nie rozwiaze problemu,dzikie awantury rowniez.Musisz miec dowody.
                      Pozdrawiam
                      • your_and Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 27.11.06, 18:19
                        victta napisała:
                        > Zdrade mozna przebaczyc gdy sie kocha,ale warunek jest jeden-zdradzajacy musi
                        > pragnac tego wybaczenia bardziej niz zdradzony. (...)

                        No, zaiste prawda, a o to akurat dużo trudniej niż o zebranie dowodów.
                        Szczególnie jeśli akurat jest się skupi na szpiegowaniu zbieraniu dowodów i
                        emocjach z tym związanych.
                      • elle1977 Victta... 27.11.06, 19:16
                        ...nic dodać, nic ująć... Dzięki za zrozumienie.
                        • zorka99 Re: Victta... 27.11.06, 20:23
                          Elle, jedno jeszcze tylko mogę dodać. Jeśli ma Ci się udać odzyskanie miłości
                          męża, to im wcześniej tym lepiej. Zawsze jest ryzyko zaangażowania
                          zdradzającego, jeśli wbrew początkowym zamierzeniom "niewinnego" seksu na boku,
                          zakocha się w tej drugiej. Moim zdaniem musisz działać szybko, zabezpieczyć
                          się, zebrać dowody i postawić faceta na ostrzu noża. Widmo straty rodziny i
                          kochającej żony, która prowadzi zdecydowane działania ochronne i nie chowa
                          głowy w piasek, to dla męża wartość warta zastanowienia, nawet jeśli jest
                          zaślepiony nową kobietą. Może tylko chwilowo powinęła mu się noga i rzecz nigdy
                          się nie powtórzy? Błądzi i musi dostać porządnego kopa, żeby przemyśleć, z kim
                          chce być. Może nie jest za późno i Ciebie kocha, skoro ukrywa coś na boku?
                          Widzisz, ja niby "przymykam oko" ze względu na dzieci, ale zaufania nie mam.
                          Miłości do niego też nie czuję i nie potrafię niczego z siebie wykrzesać, on
                          też się nie stara. Korzystam tylko ile się da z kasy, niby dobrze się bawię -
                          ale takie życie to niestety, nie jest bajka. Chłód, oficjalne rozmowy, wspólne
                          wychowywanie dzieci, czasem wyjścia razem, ale i tak każdy ma swoje życie.
                          Dwoje obcych ludzi pod jednym dachem. Wybierz, jak chcesz żyć. Życzę Ci z
                          całego serca, żeby zwyciężyło uczucie męża do Ciebie.
                          • your_and Macie mężów czy duże dzieci? 27.11.06, 20:52
                            zorka99 napisała:
                            > zakocha się w tej drugiej. Moim zdaniem musisz działać szybko, zabezpieczyć
                            > się, zebrać dowody i postawić faceta na ostrzu noża. Widmo straty rodziny i
                            > kochającej żony, która prowadzi zdecydowane działania ochronne i nie chowa
                            > głowy w piasek, to dla męża wartość warta zastanowienia, nawet jeśli jest
                            > zaślepiony nową kobietą

                            Rany, a opcja obudzenia namiętności, uczuć, rozkochania go w sobie na nowo,
                            odkurzenia zapomnianych własnych wzniosłych chwil aby przyćmić tą kiełkujacą
                            alternatywę?

                            Mówicie o dużych dzieciach które wy wszystkowiedzące mamy możecie zawstydzić,
                            skarcić, postawić do kąta, przywołać do porządku stanowczą reprymendą i
                            niezbitymi faktami które zaczerwieną się i wrącą na jedynie słuszną ścieżkę -
                            czy o dorosłych mezczyznach kierujących sie określonymi pragnieniami żądzami,
                            marzeniami, które niestety w pewnym momencie przestały być wspólne i się
                            rozjechały?

                            Nie dziwcie sie że szukają gdzie indziej, traktowani przez Was jak dzieci a nie
                            partnerzy i to w dodatku te gorsze i mniej kochane - w końcu muszą na wejściu
                            przegrać uczuciwa rywalizaję z prawdziwymi malcami skoro zaliczyłyście ich już
                            do tej samej kategorii.
                            Bez odbioru
                            • zorka99 Re: Macie mężów czy duże dzieci? 28.11.06, 08:40
                              Masz rację, your_and, czuję się jak mamuśka karcąca niedojrzałego "pieseczka",
                              którego trzeba trzymać mocno na smyczy, bo inaczej urwie się i jak wypuszczony
                              z piwnicy będzie zaliczać wszystko, co sie rusza. Pomyslałeś o moich marzeniach
                              o silnym mężczyźnie, który da mi wsparcie? Moje marzenia, starania, myśli i
                              całe życie kręcące się wokół Niego? Każde uczucie wypala się po jakimś czasie,
                              trzeba dbać o nie, ale nie może jedna osoba tylko dawać z siebie wszystkiego.
                              Zauważyłam , że "pieseczek" zawsze interesuje się nową partnerką, fascynuje go
                              inność, nacieszy się i wraca do "mamusi". Po takich wybrykach jakoś nie ma się
                              ochoty na budzenie namiętności i rozkochania na nowo. Czuje się obrzydzenie, na
                              każdym kroku ma się udowadniane, że to nasza wina, bo czegoś nie robimy tak jak
                              ta nowa (nawet wyczuwa się to bez słów). Naprawdę jedyną naszą "winą" jest to,
                              że jesteśmy już poznane, z drugą jest tajemniczość i niepewność "nieznanego".
                              Pewnie jedne babki mają szczęście trafić na normalnych facetów, inne trafiły
                              tak jak ja właśnie na "pieseczka". Uczciwie byłoby go zostawić, może postąpić
                              podobnie podle. Każdy ma swoją moralność i przemyslenia. Ja akurat uważam, że
                              nawet w takiej sytuacji trzeba postępować korzystnie dla dzieci i dla siebie,
                              nie patrząc na uczucia faceta. Każdy ma inną sytuację i trzeba to przemyśleć na
                              zimno, bez emocji. To jest tak, że w takich przypadkach kiedy są dzieci, nie ma
                              prostych rozwiązań. Są mniej i bardziej korzystne dla dzieci, w zależności od
                              konkretnego przypadku.
                              • your_and Re: Macie mężów czy duże dzieci? 28.11.06, 10:04
                                > Masz rację, your_and, czuję się jak mamuśka karcącaniedojrzałego "pieseczka",
                                > którego trzeba trzymać mocno na smyczy, bo inaczej urwie się i jakwypuszczony
                                > z piwnicy będzie zaliczać wszystko, co sie rusza.

                                Jako żona niewiele możesz już zrobić.
                                Ale jesteś też matką i pamietaj że taka osobowość to właśnie wpływ matczynej
                                nadopiekńczości w procesie wychowania.
                                • zorka99 Re: Macie mężów czy duże dzieci? 28.11.06, 10:18
                                  Wiem , your_and, bardzo się staram, tym bardziej, że mam synów. Już teraz
                                  obserwuję, że traktują dziewczyny bardzo lekko, bez zaangażowania, na równi z
                                  innym rodzajem miłego spędzenia czasu.
                            • elle1977 Your_and 28.11.06, 10:28
                              Zaczyna mnie denerwować z lekka Twoja argumentacja. Owszem, dla mnie sa to duże
                              dzieci, ale nie z powodu naszych zachowań tylko ich. Mając RODZINĘ i DZIECI
                              szukają czegoś na boku! Wg Ciebie to jest OK, tylko to my, żony, jesteśmy be -
                              biedulek jeden z drugim tak się męczy w małżeństwie, że musi sobie ulżyć i co
                              my wtedy wg Ciebie powinnyśmy zrobić??? Być czułe, kochające, pogłaskać po
                              główce, itd. - a nuż widelec się odkocha w tamtej i zobaczy, jaki skarb ma w
                              domu???
                              Człowieku! Czys Ty na głowę upadł?? Sorry, ale dla mnie mężczyzna, który jest
                              wart takiego zachowania to na pewno nie ten, który spotyka się z kimś na
                              boku... bo ma "złą" żonę. Akurat! W takim razie prawie wszystkie jesteśmy złe,
                              bo, jak widać z tego forum i nie tylko, prawie wszyscy zdradzają (albo
                              większość).
                          • elle1977 Zorka 28.11.06, 10:24
                            ...jesteś kochana, dziękuję Ci bardzo za ciepłe słowa... Oczywiście to, co
                            piszesz, że musi dostać kopa, musi przemyśleć z kim chce być, itd. to święta
                            racja. I rzeczywiście mogła mu sie chwilową "powinąć noga"... Ale on to już
                            robi drugi raz! Drugi raz! Przy czym przy pierwszym przysięgał, że nigdy więcej
                            i wiedział, że drugiego razu mu nie wybaczę, nie wyobrażam sobie tak cierpieć
                            po raz drugi. Ustaliliśmy wtedy, że cokolwiek by się nie działo - powie mi o
                            swoich problemach, porozmawia, zaradzimy coś, bo, jak już wspomniałam w którymś
                            poście - jest człowiekiem, który wszystko dusi w sobie. Poza tym - jak to sobie
                            tłumaczyć? Że jak tylko są jakies problemy w małżeństwie to on szuka odskoczni
                            i znajduje sobie kobietę?? Nie, nie wybaczę... Jestem pewna, że zrobiłby to
                            trzeci raz, i czwarty...
                        • shintzie Hmm... 27.11.06, 20:50
                          Hmm nie doczytalam sie... wrocil Twoj maz w koncu do domu??? jak sie
                          zachowywal?
                          • yvona73pol Re: Hmm... 27.11.06, 21:35
                            you and, czy naprawde nie wiesz, ze sa egzemplarze, ktore zdradzaja nie
                            dlatego, ze w domu cos nie tak, tylko "nie moga sie powstrzymac", uwazaja, ze
                            to normalne, adrenalina i te pe. w domu grzeczna zonka a od czasu do czasu
                            laska na boku i jest to "normalne", i zapewne w ich mniemaniu "wszyscy to
                            robia", a jak nie robia, to frajerzy? w tym wypadku obietnica poprawy to
                            zaslona dymna, przytakniecie, ok, kochanie, cokolwiek zechcesz, a drubim uchem
                            wylatuje....
                            wez pod uwage, ze napisalam "sa egzemplarze" a nie "wszyscy", panie takowe
                            rowniez sie zdarzaja
                            • your_and Re: Hmm... 27.11.06, 22:17
                              > you and, czy naprawde nie wiesz, ze sa egzemplarze, ktore zdradzaja nie
                              > dlatego, ze w domu cos nie tak, tylko "nie moga sie powstrzymac", uwazaja, ze
                              > to normalne, adrenalina i te pe.

                              Jasne że są. Ale mnie parę drobiazgów tu sugeruje że to bardziej prozaiczna
                              sytuacja niż trafienie na taki egzemplarz.
                              • pilotka12 Re: Hmm... 28.11.06, 11:15
                                Zorka99! Nareszcie znalazłam kogoś, kto podszedł do problemu podobnie jak ja,
                                bo już myślałam, ze cos ze mną nie tak. Terapia szokowa, to jedyne rozwiazanie.
                                U mnie wyglądało to tak: sam mi powiedział, bo ja wiedzieć, mimo oczywistych
                                faktów chyba nie chciałam. To taki typ, który musi z siebie zrzucić każdy
                                problem (czyt. przerzucic go na mnie), po czym wyjechał na miesiąc na koniec
                                świata, zeby "sobie wszystko przemyśleć". Zablokowałam sobie jego numer w
                                komórce, spakowałam wszystkie jego graty w 8 120-litrowych worków na śmieci i
                                wywiozłam do naszego drugiego mieszkania. Umyłam, zdezynfekowałam jego szafę,
                                zapełniłam ją moimi i dziecka rzeczami, żeby pustka nie świeciły. Napisałam
                                pozew o rozwód i wysłałam mu go mailem, zeby sie do niego ustosunkował zanim
                                złożę go w sądzie. Przy okazji ustaliłam sposoby widywania się z synem. Wrócił
                                zrozpaczony, gotowy na wszelkie poświęcenia, ale ja akurat "musiałam" wyjechać.
                                Tak mnie przekonywał, że zaczęłam mięknąc. Sama się swojej słabości
                                przestraszyłam i zaświtała mi myśl, czy przypadkiem nie boję się o
                                bezpieczeństwo finansowe moje i syna. No i wymyśliłam, że dam mu szansę jeśli
                                podpisze mi akt notarialny o dobrowolnych alimentach. Zarządałam bardzo dużej
                                kwoty (aż notariusz pomyślał, że to literówka). Nie chciał mi tego podpisać, bo
                                twierdził, że to rani jego ambicję. Oczywiście moja zraniona ambicja nie jest
                                ważna :/, ale w końcu podpisał. Mam teraz komfortową sytuację: wiem, że jeśli
                                zdecyduje się z nim być, to nie ze wzgledu na kasę.
                                A wracając do tematu, nie czekaj dziewczyno!!! On jest teraz panem sytuacji.
                                Zacznij, jak ktos juz ci radził mówic o tym rodzinie znajomym. U mnie pomogło.
                                Dotąd kryłam wszystkie jego wyskoki (nie chodzi o zdradę tylko) i on czuł, ze
                                jest to akceptowane. Kiedy dowiedział się, ze wszyscy o tym wiedzą stracił
                                grunt pod nogami. Ja jeszcze nie wiem, jak sobie poradzę z tą sytuacją, ale mam
                                chociaz poczucie, że teraz ja rozdaje karty. Trzymaj się i wyjdz z roli
                                męczennicy.
                                • elle1977 pilotka12 28.11.06, 11:24
                                  Wszyscy już wiedzą. Powiedziałam, że jego pierwszy wyskok to był ostatni raz,
                                  kiedy go kryłam. Nawet teściowa przyjechała na interwencję. Oczywiście wcisnął
                                  jej te same kity co mi, tylko, że ona w nie wierzy a ja nie. Wie również jego
                                  brat. Wie rodzina, wiedzą, jak się zachowuje, są informowani na bieżąco.

                                  Nie czekam biernie, ludziska, naprawdę.

                                  Jak szybko tego nie rozwiążę, to się wykończę.
                                • your_and Re: Hmm... 28.11.06, 11:29
                                  pilotka12 napisała:
                                  > No i wymyśliłam, że dam mu szansę jeśli
                                  > podpisze mi akt notarialny o dobrowolnych alimentach. Zarządałam bardzo dużej
                                  > kwoty (aż notariusz pomyślał, że to literówka). Nie chciał mi tego podpisać,
                                  > twierdził, że to rani jego ambicję. Oczywiście moja zraniona ambicja nie jest
                                  > ważna :/, ale w końcu podpisał. Mam teraz komfortową sytuację: wiem, że jeśli
                                  > zdecyduje się z nim być, to nie ze wzgledu na kasę.

                                  Hmm...
                                  Nie każdemu trafia sie taki pantoflarz i gapa co daje się łatwo zaszatażować
                                  podkuli ognek i wróci potulnie do małżeństwa w którym w dodatku coś szwankuje
                                  bez względu na postawine wyśrubowane warunki.
                                  Nic dziwnego że taki miękuś zniechęca do myśli wspólnych igraszkach w sypialni.
                                  W końcu w facecie żeby sie podniecic kobieta tez musi zobaczyć męższczyznę...
                          • elle1977 Re: Hmm... 28.11.06, 11:00
                            Wrócił, wrócił, o 12:30 w nocy. Zachowywał się "normalnie", jeżeli tak to można
                            nazwać. Był całkiem z siebie zadowolony...
                            • elle1977 Mam pierwszy dowód... 28.11.06, 11:27
                              ... przeszukałam portfel. W czasie tej ostatniej "delegacji", którą Wam tutaj
                              opisywałam, w ciągu dnia, kiedy to tak ponoć ciężko pracował, mój M. robił
                              zakupy...

                              Znalazłam paragony na:
                              - wino
                              - perfumy męskie (nie ma ich w domu)
                              - perfumy damskie (których ja z pewnościa nie otrzymałam...

                              Jak to znalazłam, to całą noc miałam z głowy, spałam może z godzinę.
                              • zorka99 Re: Mam pierwszy dowód... 28.11.06, 12:18
                                Elle, bardzo, bardzo mi przykro. Też miałam nadzieję, że to jednak jakimś cudem
                                nie to. Elle, teraz bardzo cierpisz, ale musisz wyciszyć emocje. To nie koniec
                                świata, jesteś zdrowa i masz dziecko, dla którego jesteś najważniejsza. Wiesz,
                                co jest grane, i to jest na plus. Mogłaś dalej żyć w niewiedzy i dowiedzieć się
                                jako ostatnia, tak często bywa - kiedy ciężko przyjąć do wiadomości oczywiste
                                fakty. Reszta ułoży się, przemyślisz na zimno, przetrawisz. Trzymam kciuki,
                                cokolwiek postanowisz. Ważne, żebyś miała wsparcie otoczenia, innych bliskich
                                Ci osób. Pozbierasz się, jesteś silna i mądra. Cokolwiek zrobisz, postaw teraz-
                                przez chwilę chociaż, na siebie, na swoje potrzeby, dla poprawy humoru, wyglądu
                                i nabrania dystansu. Podwójna korzyść: Twoje lepsze samopoczucie i z
                                premedytacją większa atrakcyjność dla niewiernego pana.
                              • fred127 Re: Mam pierwszy dowód... 28.11.06, 12:18
                                Po pierwsze zrob ksero, jesli mozesz...
                                Po drugie: sprawdz adres sklepu. Niunia twojego meza pewnie mieszka niedaleko.
                                • elle1977 fred127 28.11.06, 12:34
                                  ...myślę, że tak... już się domyślam, kto to jest... A raczej jestem pewna tak
                                  na 99,9%. Najgorsze, że to ktoś, kogo znam i ona mnie - jak można coś takiego
                                  zrobić osobie, którą się zna (i to dosyć dobrze)???
                                  • maripel Re: fred127 28.11.06, 12:40
                                    A jak chcesz ratowac meza to zaproponuj mu trojkacik.
                                    On na to pojdzie, a moze ona sie sploszy. Jak nie to bedziesz miala mniej
                                    obowiazkow domowych.
                                  • zorka99 Re: fred127 28.11.06, 12:47
                                    To bardzo częste, niestety. Nie dla wszystkich romans z mężem przyjaciółki czy
                                    koleżanki to oczywiste tabu. W moim przypadku była to sąsiadka, która bardzo
                                    chciała się ze mną zaprzyjaźnić. Przeczuwałam coś takiego między nimi od
                                    początku, ale uważałam to za niemożliwe i bagatelizowałam różne takie symptomy.
                                  • fred127 Re: fred127 28.11.06, 12:50
                                    wystarczy teraz zrobic maly test zeby sie upewnic.
                                    1. Zlozyc "przyjaciolce" niepsodziewana wizyte, gdy maz jest w delegacji albo
                                    nie wraca z pracy. Siedząc u niej w domu zadzwonic do meza :).
                                    2. Zadzwonic do Niej (wtedy gdy maz jest u Niej) i spytac czy na zajmie sie
                                    maluszkiem bo nagle cos sie stalo imusisz nagle gdzies jechac ... Ciekawe kto
                                    bedzie pierwszy : maz czy "przyjaciolka" ?
                                    3. Sprawdzic najlepiej z aparatem czy napewno wchodzi do niej. psrawdzic czy
                                    poprostu samochod stoi pod jej domem.

                                    Pozdrawiam
                                    Piotrek
                              • maripel Re: Mam pierwszy dowód... 28.11.06, 12:38
                                Ty elle1977, a ile dowodow chcesz jeszcze zebrac?
                                A tak na marginesie to kup srode na przeczyszczenie i dodawaj m u do jedzonka.
                                Ze fontanna z tylka trudno robic sex, nawet po winie i perfumach.
                                • zorka99 Re: Mam pierwszy dowód... 28.11.06, 12:52
                                  Maripel, masz jak zwykle doskonałe pomysły. I w takiej sytuacji też można się
                                  dobrze bawić
                            • pilotka12 Re: Hmm... 28.11.06, 11:40
                              No i dobrze. Dla mnie to było bardzo trudne, jestem introwertyczką i mówienie o
                              swoich problemach innym było wielkim problemem. Teraz rozgryź jego komputer,
                              rady dostałas już wyżej. Wydrukuj sobie co ważniejsze informacje, spakuj mu
                              graty i dołącz te wydruki. Chyba, że zamierzasz go potem dalej kontrolować,
                              wtedy nie możesz się zdradzić z tym, że wiesz. Tylko po co Ci to? Będziesz
                              codziennie przeglądała mu pocztę, gg itp z nieustannym poczuciem przerażenia,
                              czy przpadkiem czegoś nie znajdziesz. Albo każde niewinne zdanie bedzie dla
                              ciebie podejrzane. Wiesz co ja odkryłam na kompie mojego męża? wycieczki po
                              stronach internetowych dla hakerów. Chciał złamac hasło do mojego komputera :).
                              Dał mi przy okazji namir, bo jest tam wiele informacji nt. jak się przed takimi
                              włamaniami branić ;).
                              Potem uzbrój się w cierpliwość. Daj mu czas na przemyślenia. Jeśli go kochasz,
                              to najprawdopodbniej bedziesz miała ochotę mu odpuścić przy pierwszej próbie
                              skruchy. Ostrożnie!
    • kobietka25 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 13:00
      Jak tak czytam , to nasuwa mi sie jedno pytanie. Czy twój mąż ma na imie
      Artur ;). Bo ja takiego jednego znałam. Zdradzał mnie jednocześnie z 3 naraz, a
      im wmawiał że on taki nieszczęśliwy bo go dziewczyna zdradza i takie tam.
      Telefon zostawił przez przypadek i żeśmy sobie kiedyś pogadały z dziewczynami.
      • maripel Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 13:05
        kobietka25 napisała:
        > Jak tak czytam , to nasuwa mi sie jedno pytanie. Czy twój mąż ma na imie
        > Artur ;). Bo ja takiego jednego znałam. Zdradzał mnie jednocześnie z 3 naraz,

        A ja myslalem, ze takie numery to tylko w burdelu mozna zamowic, no, no.
        Pelen podziwu dla kondycji Pana Artura
        maripel
        • kobietka25 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 13:10
          Kondycja jak kondycja. Ale oszukiwac 3 kobiety naraz to trzeba się dopiero
          nakombinoiwac. I to tak zeby sie zadna nie połapała.
    • avide Zemsta elle 28.11.06, 14:15
      Tak mi przyszło do głowy, może głupie nie wiem, ale...
      W wojsku na obniżenie libido facetów daje się brom do pożywienia. Podobno po tym
      libido faceta pikuje w dół na łeb na szyję.
      Jak już zbierzesz dowody zacznij go tym reularnie karmic. Jego "przyjaciółka"
      weźmie go za impotenta hehehe jak mu raz czy drugi czy trzeci albo w ogóle jak
      mu przestanie stawać. hehhee. I pogoni nieudolnego kochasia.
      A później jak już będziesz gotowa wywal skur....na wiesz co...
      Zemsta bywa słodka. :))))))
      • mreck Re: Zemsta elle 28.11.06, 14:45
        avide! no nie, jescze lepsze efekty dałyby strychnika i cyjanek.
        ele, niczego mu nie dosypuj. zadbaj o swoja sytuacje finansowa, i osobista
        pogode ducha. zycie przed tobą.
        to nie miłosci doswiadczasz teraz tylko zalu, gniewu, odrzucenia.
        dystansu ci potrzeba.
        bez wzgledu jak xle sie z toba zyło, nie wiedziałaś o tym. więc nie zrób z
        siebie ofiary, masz swoja godność. i tyle.
    • kobietka25 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 14:52
      A jeśli wiesz kto to, to zaproś "koleżankę" na herbatkę. Jak mąż wejdzie do
      domu i zobaczy was dwie przy herbatce to nie ma szans - nie bedzie się juz mógł
      wykrecić z tego.
      • fred127 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:12
        Podoba mi sie.
        Powiedz jej ze maz pozno wraca i nie masz co robic w domu. Chcialas sobie
        troche poplotkowac :)
        • mreck Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:14
          fred? a gdzie solidarność plemników? ... aha one zawsze konkurują.
        • aasiolek Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:15
          Jak was dwie razem zobaczy to wy nawet sobie o pogodzie rozmawiac mozecie, a on
          i tak bedzie miał ciepło ;)
        • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:17
          Tja.... a ona na widok mojego nru telefonu nie odbierze, albo, co gorsza,
          będzie miała gotową relację do zdania mężowi, jaka to ze mnie nawiedzona
          wariatka, że do niej zadzwoniłam.

          Przecież oni zapewne kontaktują się przed spotkaniami kilka razy dziennie.
          Znając mojego M. wydzwania do niej namiętnie co czas jakiś...

          Nie będę im dawała gotowych tematów do rozmów wieczornych.

          Plan mam już gotowy.

          Detektyw prawie już wybrany.

          Jak przyniesie dowody - dopiero wtedy się zacznie...
          • mreck Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:20
            zawsze jest tak-tak. 10 zł pakiet startowy. wystarczy.
          • maripel Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:22
            elle1977 napisała:
            > Plan mam już gotowy.>
            >Detektyw prawie już wybrany.
            > Jak przyniesie dowody - dopiero wtedy się zacznie...

            A jednak czworokat, a ja naiwny proponowalem zwykly trojkat z kolezanka i mezem.





          • anka3002 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 15:34
            nie wiem, czy przeoczylam czy nie ma takiej informacji ale wlamalas sie do tego
            archiwum gadu gadu? tam mozesz znalezc to, czego szukasz. Jesli chcesz,moge Ci
            wyslac linka z tym programem.
      • zorka99 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:31
        Może jestem nienormalna, ale czemu nikogo nie ciekawi problem wyjaśnienia
        miejsca pobytu tych perfum. Jeśli były oczywiście drogie. Uczucia uczuciami,
        ale qrde, wściekłabym się, gdybym ich ja nie dostała. Jeśli jakieś tanie
        badziewie, to odpuściłabym, tanimi obca baba może się skrapiać. Gdzie one są?
        Chyba, że paragon był przypadkowo obcy. Możesz, Elle, źle o mnie myśleć, że
        jestem materialistką, nabijam się, itd. Nie wiem, jakie macie zwyczaje, ale mąż
        przeważnie ma kupować rzeczy do własnego domu, przynosić kasę, nie wydawać
        Waszych pieniędzy na prawo i lewo - bez uzgodnienia. Nie chcę Cię denerwować
        głupstwami, ale zwróć uwagę, na co i ile mąż ogólnie wydaje kasy. To ważne.
        • aasiolek Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:44
          Możesz do niej zadzwonic z jakiegos taktaka i nie przedstawiac sie jako żona
          ale jako kolejna partnerka, która wlasnie odkryła że jej narzeczony ją zdradza.
          Zrobiła jej awanture i takie tam. Dziewczyna zgłupieje i nie bedzie wiedziala
          co ma o tym myslec.
          Bo to ze twój mąż wmawia kochance jaka to ma głupia żone i jakie nieszczesliwe
          małżeństwo to możesz byc pewna. I jaki on jest pokrzywdzony.
          Jako żona nie masz szansy na porozmawianie, ale ona nie musi wiedziec z kim
          rozmawia.

          Albo możesz poleciec po bandzie i powiedziec jej ze odkryłaś ze jest was 3, że
          juz wiesz ze z zona wcale nie chce sie rozstac i takie tam. A o niej twoj mąż
          mówi że to skonczony zwiazek i ze ona mu nie daje spokoju. Ot taka kochanka na
          boku nic nie znaczaca. Zgłupieje kobicina.
          Zakładam oczywiscie ze wie ze twój mąż ma żone, bo to że może nie wiedziec,
          albo słyszec ze wlasnie sie rozwodzicie to tez mozliwe.

          Jeśli wmawia kochance ze sie rozwidzicie, to twoja wersja powinna byc na
          spokojnie: tak powiedzial mi ze znalazl sobie odskocznie, na chwile, on tak ma,
          nieraz tak robil, teraz planujemy kolejne dziecko i sie bardzo kochamy. A ty
          jestes dla niego kolejna zabawka, która rzuci po jakims czasie ;)I myslisz ze
          juz sie nie bedzie zastanawiac czy ty przypadkiem prawdy nie mowisz. Możesz jej
          podstawic jakas kolezanke swoja, ze to niby ta poprzednia i niech sobie do niej
          zadzwoni i sprawdzi. :)
        • maripel Zorka99 28.11.06, 15:44
          zorka99 napisała:
          > Może jestem nienormalna, ale czemu nikogo nie ciekawi problem wyjaśnienia
          > miejsca pobytu tych perfum. Jeśli były oczywiście drogie. Uczucia uczuciami,
          > ale qrde, wściekłabym się, gdybym ich ja nie dostała.

          Do jakiej pochwy maz wklada palke nie tak wazne jak to gdzie sa perfumy.
          Zorka99 a jaki ty masz kolor wlosow?
          • zorka99 Re: Zorka99 28.11.06, 15:51
            A jak myślisz - oczywiście blond. W tej sytuacji zupełnie nieważne do jakiej
            pałkę. Ważne - w którą stronę wypływa kasa (wspólna). W zależności od stopnia
            zaangażowania faceta w równoległy, drugi związek, może być różnie. Znam
            sytuacje, kiedy po cichu szykowane było drugie gniazdko... i to nie jest
            śmieszne.
            • elle1977 Re: Zorka99 28.11.06, 15:54
              A wiesz, Zorka, że ja bym się wcale nie zdziwiła, gdyby to gniazdko było
              szykowane właśnie w tym wypadku?

              Naprawdę, muszę szybko coś zrobić, bo on naprawdę jest w stanie pewnego
              pięknego dnia oświadczyć mi, że już mnie nie kocha, kocha inną i do widzenia...

              • kobietka25 Re: Zorka99 28.11.06, 16:00
                Musisz z nim porozmawiac, a do tego musisz miec dowody. Z rozmowy moga wyjsc
                dwie rzeczy : albo facet sie opamieta, bo teraz juz nie bedzie mógł bezkarnie
                kłamać i nie ujdzie mu to na sucho, albo poprostu odejdzie. Jeśli odejdzie to
                nie bedzie to i tak spowodowane ta rozmowa, bo jak odejdzie to znaczy ze by
                odszedl i tak predzej czy pozniej. A chyba mimo wszystko lepiej predzej, bo nie
                ma sensu sie tak udreczac. Jeśli bedzie mu choc troche zalezalo a ty mu
                udowodnisz zdrade to powinien sie opamietac. Moze on mysli ze skoro mu uchodzi
                caly czas na sucho to co robi to moze top robic dalej.
              • maripel Zorka99 i Elle1977 28.11.06, 16:05
                A niech spada niedorajda jedna.
                Napisz jesli mozesz, jak z takim byle kim wogole mozna sie zadawac.
                Mi naprawde smiac sie chce.
                Facet nie przynosi kasy do domu.
                Bzyka na boku, a skarpety i osrane majtki do wyprania przynosi Tobie.
                Jak kochanka ma okres, a mu sie zachce to pewnie Ciebie namowi na loda.
                To jest niezly cyrk, a watkow podobno sporo.
                Czy Wy baby nie szanujecie siebie ani troche.
                Powiem tak. Nikt Was nie bedzie szanowal jak sie same nie bedziecie.
                bleeeeeeeeeee


                • zorka99 Re: Zorka99 i Elle1977 28.11.06, 16:27
                  Jaki jest taki jest, nieskomplikowany i prosty w użyciu. Można z niego nieźle
                  wyżyć, a czasem mu dokopać. Przyjemnie też mieć z kim się pokłócić, doczekać do
                  starości - wtedy z racji biologii uspokoi się.
                • zorka99 Re: Zorka99 i Elle1977 28.11.06, 17:58
                  Maripel. Odejście od męża tylko dlatego, że bzyka na boku, ma same wady w moim
                  przypadku. Przynosi kasę, wspiera naprawdę dom, odpowiedzialnie wychowuje
                  dzieci, które mają pełną rodzinę i zapewniony byt. Za wyjątkiem "bzykania" nie
                  mam zastrzeżeń. Nie będę mu ułatwiać łatwego pozbycia się kłopotów z dziećmi,
                  codziennością, chorobami. Niczego nie zyskałabym. Mimo tego wszystkiego sama
                  siebie szanuję, więc on też musi. Niech wypije piwo, które sam nawarzył. Sama
                  mam się borykać ze wszystkim tylko dlatego, że lubi czasem sobie gdzieś
                  wetknąć? Maripel, jest tyle sposobów ułożenia sobie wszystkiego po swojej
                  myśli... To nie koniec świata.
                  • maripel To nie koniec swiata to prostytucja 29.11.06, 07:15
                    zorka99 napisała:
                    > Maripel. Odejście od męża tylko dlatego, że bzyka na boku, ma same wady
                    > przypadku. Przynosi kasę, wspiera naprawdę dom, odpowiedzialnie wychowuje
                    > dzieci, które mają pełną rodzinę i zapewniony byt.
                    >To nie koniec świata.

                    Masz racje to nie koniec swiata to sie nazywa PROSTYTUCJA.
                    • your_and prostytucja małżeńska 29.11.06, 07:48
                      maripel napisał:
                      > Masz racje to nie koniec swiata to sie nazywa PROSTYTUCJA.

                      Zbigniew Lew Starowicz: Prostytucja małżeńska oznacza, że kobieta związała się z
                      mężczyzną, którego nie kochała, nie pociągał jej fizycznie, ale zapewnił jej
                      standard finansowy, wyrwanie się z domu rodzinnego i seks dla niej jest
                      obowiązkiem i potrzebą utrzymania przy sobie męża. Z seksu nie ma żadnej
                      satysfakcji. Bardziej prymitywna forma tej prostytucji to np. oddawanie się
                      mężowi za prezent, pieniądze itp.

                      rozmowy.onet.pl/artykul.html?ITEM=1098392&OS=26159
                    • zorka99 Re: To nie koniec swiata to prostytucja 29.11.06, 08:03
                      Maripel, chyba żartujesz. Kto tu mówi o seksie? Śpimy osobno, nawet by mi nie
                      przyszło coś takiego do głowy... Miałabym uprawiać seks z facetem "po jakiejś
                      babie"? Nie, to niemożliwe. Domyśl się zatem, skąd wzięłam się na tym forum,
                      którego nazwa sama sugeruje problem...
                      • maripel Re: To nie koniec swiata to prostytucja 29.11.06, 08:21
                        No to Zorka opisz nam jak bedzie wygladala Wigilia w Twoim Domu.
                        I zyczenia Wesolych Swiat, dzielenie sie oplatkiem.

                        To jest Twoje ale tylko jedno i krotkie zycie.

                        • zorka99 Re: To nie koniec swiata to prostytucja 29.11.06, 08:47
                          Jak wszędzie: teatr, przedstawienie, obłuda do kwadratu. Tylko, że ja o tym
                          wiem i świadomie się w to bawię. Cała rodzina przy wspólnym stole, uśmiechy,
                          zdawkowe rozmowy o niczym, pełna kultura, (oh i ah!). Ja z mężem szczęśliwi na
                          zewnątrz (dla publiki) i wszystko jak w każdej rodzinie. Może mężuś otrzyma
                          jakieś smsy od lali (zwisa mi to). I to co najważniejsze: szczęśliwe,
                          uśmiechnięte dzieci. Ciepła atmosfera - tak jak pragnę, aby dzieci zapamiętały
                          na zawsze. Dzieci... w święta spacer lub wycieczka z dziećmi, wyjście do
                          wspólnych znajomych. Widzisz, dzieci są najważniejsze. Następnego dnia po
                          świętach mąż może później wróci do domu, czego nawet nie zauważę, bo dawno będę
                          spała. Wiesz, życie jest jedno, ale dla niektórych za krótkie na radykalne
                          kroki...
                          • matylda_n Re: To nie koniec swiata to prostytucja 29.11.06, 09:10
                            Zorka99 naprawdę spodziewasz się, że dzieci nie dostrzegą waszej obłudy ? Szczęścia nie da się udawać. Możecie z mężem byc poprawni w stosunku do siebie, ale przeciez nie da sie udawać wzajemniej bliskości, czułości... Tak czy siak dzieci podświadomie czerpią wzorce z zachowń rodziców.
                            Nie zazdroszczę sytuacji... Jak sobie radzisz z własnymi emocjami ?
                            • zorka99 Re: To nie koniec swiata to prostytucja 29.11.06, 09:21
                              Nie radzę sobie. Zagłuszam zakupami, remontem domu, staram się żyć intensywnie,
                              mieć swoje własne sprawy, nie myśleć o problemie. Kiedyś znalazłam nawet
                              kogoś... i uciekłam, tak przestraszyłam się właśnie emocji. Matyldo, nie ja
                              jedna żyję w kłamstwie, takich "niby-małżeństw" z drugim dnem jest wiele.
                              Ostatnio czytam forum. Pomaga.
                            • maripel Re: To nie koniec swiata to prostytucja 29.11.06, 09:29
                              matylda_n napisała:
                              > Zorka99 naprawdę spodziewasz się, że dzieci nie dostrzegą waszej obłudy ?

                              Agencja towarzyska, malzenstwo Zorki, Renata Beger to to samo -dno.
                              Trudno.
                              Niech tylko agentka nie pisze porad o wiernosci i moralnosci, Zorka jak
                              uratowac malzenstwo, a Renatka niech nie uprawia polityki.

                              Nawiasem mowiac Elle juz wybaczyla mezowi, ze bzyka na boku i martwi sie tylko
                              zeby jej dziecka nie zrobil, bo szkoda kasy na alimenty.

                              PRZEPRASZAM, SZPITAL PSYHIATRYCZNE TO PO KTOREJ STRONIE MURU?
                              • zorka99 Re: To nie koniec swiata to prostytucja 29.11.06, 09:56
                                Maripel, każdy wybiera sam, jak chce żyć. Wokół mnie każde małżeństwo ma swoje
                                drugie dno, tylko się o tym nie mówi. Ludzie wolą się okłamywać, nie nazywać
                                problemu, nie widzieć, nie słyszeć. Temat tabu. Nieważne. Życzę Ci szczęścia i
                                aby Twoje wyobrażenia o małżeństwie naprawdę się zrealizowały.
              • jackie71 Re: Zorka99 01.12.06, 19:22
                Elle1977, osobiscie znam przyapdek, gdy żona po 22 latach małżeństwa
                dowiedziała sie, że mąż ma nie tylko drugi dom, ale równiez 15-letnią córkę.
                Postaraj sie nie isc w ślady tej pani- mimo swojej miłości do męża...
                • elle1977 Jackie71 04.12.06, 09:06
                  Boże! Jackie, postaram się - aż mi się słabo zrobiło, jak to przeczytałam, ale
                  po ostatnich wydarzeniach już chyba nic mnie nie zdziwi...
        • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:47
          Zorka, ten problem to temat na inny post... Mąż generalnie nie potrafi
          oszczędzać i bardzo lubi sprawiać sobie różne przyjemności, kupowac ubrania
          itp., nawet wtedy, gdy wie, że nie powinien w tym miesiącu, bo nas po prostu
          nie stać... To, jakie boje z nim przechodzę, żebyśmy mieli pospłacane wszystkie
          rachunki to powieść można by napisać...

          A teraz wydaje więcej poza domem niż do domu. Rachunek ze sklepu spożywczego
          opiewający na 50 zł również widziałam, ale w tym dniu mój mąż nie przyniósł
          żadnych sprawunków do domu, więc jak myślicie - gdzie je zaniósł?

          A perfumy były bardzo drogie... Wiem, że perfumy męskie kupił dla siebie, nie
          przyniósł ich do domu tylko zostawił u niej. Perfumy dla kobiet były trzy razy
          droższe od tych dla niego... Naprawdę, ryczeć mi się chciało jak to
          zobaczyłam...

          • zorka99 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 15:56
            Elle, nie wiem w jaki konkretnie sposób, ale zabezpiecz na wszelki wypadek
            cokolwiek grosza. Najlepiej załóż sobie osobne konto. Jeśli wszystko będzie
            dobrze, to zawsze możesz zlikwidować, ale miej na razie swoje pieniądze.
            • kobietka25 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 16:02
              Albo bierz teraz od niego wiecej pod jakims tam pretekstem. I wlasnie odkładaj.
              Jak nie bedzie mial czym szastac, to nie bedzie zapraszal kochanki bóg wie
              gdzie. A ty przynajmniej bedziesz miala jakies zabezpieczenie na wypadek gdyby
              nagle zniknał.
          • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 16:00
            Wiecie co??? Qrde! Dopiero teraz sobie to uświadomiłam!!! Jeżeli spotyka się z
            osobą, o której myślę (a tak jest na 99,9%), to dopiero będzie...

            Jest to dosyć młode dziewczę, chyba z lat 23. Znam ją dobrze. Zawsze, jak
            rozmawiałyśmy, to ona strasznie zazdrosciła mi rodziny, dziecka, itd. Ona miała
            wtedy chłopaka, który nie chciał się żenić. Więc się rozstali. W którejś tam z
            nią rozmowie powiedziała mi, że ona to tak chce mieć dziecko, że mogłaby mieć
            dziecko a faceta wcale nie.

            Boże! Przecież zaraz się może okazać, że mój mąż będzie tatusiem po raz drugi!
            Naprawdę, jejku, dopiero teraz sobie to uświadomiłam - przecież ona z
            przyjemnością "złapie" go na tzw. dziecko!

            Właśnie dlatego muszę coś szybko zrobić, jakoś zadziałać...
            • kobietka25 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 16:03
              Sluszne spostrzeżenie, bo potem bedziecie razem płacic alimenty koleżance, a to
              wcale nie jest takie fajne.
            • kobietka25 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 16:05
              Jeśli ja znasz to moze lepiej z nia porozmawiaj. Np. umów sie z nia niby na
              jakies pogaduchy, ale wtedy kiedy niby mąż ma miec delegacje albo cos mu innego
              wypadnie. Jeśli bedzie sie wykrecac no to bedziesz wiedziala ze to ona. A ona
              ma swoje mieszkanie czy mieszka z rodzicami. Jeśli ma swoje wyslij kogos niech
              sprawdzi czy sie tam spotykaja. Jeśli nie moze pogadaj z jej rodzicami niech
              jej przemowia do rozumu.
              • dzagoda32 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 16:09
                az sie we mnie gotuje jak to czytam. jak mozna zrobic cos takiego komus kogo
                kiedys sie kochalo :(
                • elle1977 dzagoda32 28.11.06, 16:21
                  No właśnie... sama się zastanawiam, czy to ja byłam taka ślepa, czy to on tak
                  się zmienił?:(

                  Nie zmienia to faktu, że strasznie się teraz czuję, naprawdę:(
                  • dzagoda32 Re: dzagoda32 28.11.06, 16:34
                    nawet nie probuje sobie wyobrazic jak sie teraz czujesz.Z pewnością bedzie Ci
                    ciezko przez najblizszy czas, ale musisz być silna, silna dla dziecka.
                  • zorka99 Re: dzagoda32 28.11.06, 16:37
                    Elle, nie nakręcaj się w złości. Pomyśl spokojnie, co zrobić, po kolei. Może
                    nie taki diabeł straszny? Wiem, że to ciężko przy dziecku, ale wyglądaj
                    pięknie, atrakcyjnie i godnie. To nie Twoja wina. Baby, które są zdesperowane i
                    chętne potrafią złapać faceta na łóżko, co nie tłumaczy samego faceta
                    oczywiście. Ale... chłop to tylko chłop, sama wiesz
                  • sol-talullah Re: dzagoda32 29.11.06, 21:39
                    Bardzo Ci wspolczuje, kiedys sama bylam w takiej sytacji. U mnie skonczylo sie
                    rozwodem, ale o tym zadecydowala nie jego zdrada /bo to wybaczylam, mimo, ze
                    cholernie bolalo/, lecz inne czynniki.
                    Ciekawi mnie co stalo sie z tym paragonem ze sklepu, ktory widzialas w jego
                    portfelu, dlaczego go po prostu nie zabralas i nie schowalas? Dlaczego nie
                    machnelas nim przed nosem Twojego meza? Po tym co piszesz wnioskuje, ze tak
                    napawde nie chcesz potwierdzenia jego zdrady, unikasz tego, bojac sie bolu i
                    cierpienia.
                    Ta sytuacja jest dla Ciebie bardzo niedobra, wykanczasz sie psychiczne,
                    pozbawiasz sie sil, ktore beda Ci potrzebne do dzialania, jesli okaze sie, ze
                    on naprawde Cie zdradza.

                    PS. Do komorki polecam sprawdzony PIN 1111 /lub inne proste kombinacje/, dwa
                    razy na dzien mozesz sie przeciez pomylic :) Zycze powodzenia.
                  • maja5952 Re: dzagoda32 30.11.06, 12:29
                    Witaj.
                    Dzielna z Ciebie dziewczyna. Nie przeczytałam wszystkich postów bo jest ich
                    baaardzo dużo. Czytałam tylko Twoje wypowiedzi. Nie przemyślałam dogłębnie tego
                    co teraz napiszę, ale to była moja pierwsza myśl, taka spontaniczna :-) Skoro
                    znasz tę dziewczynę to powiedz jej może ze łzami w oczach, że masz innego
                    faceta, zdradzasz męża i nie masz z kim o tym pogadać. Zobaczysz czy ta
                    informacja dotrze do Twojego faceta i co on na to. Jeśli jesteś zdecydowana
                    rozstać się z nim kiedy dowiesz się na 100% że cię zdradza, to nie masz nic do
                    stracenia.
                    Trzymaj się ciepło. Nie warto cierpieć z powodu takiego faceta. Pozdrawiam.
                    • maja5952 Re: dzagoda32 30.11.06, 12:32
                      Przeczytałam przed chwilą wypowiedź mrecka. Jego pomysł z ciążą jest niezły.
    • kobietka25 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 28.11.06, 16:10
      Przepraszam, ale czekam z niecierpliwoscia na dalszy rozwój wydażeń. Pewnie
      dlatego, że kiedys tez bylam w takiej sytuacji.
      • mreck tak mi wpadło bo wredny jestem z natury 29.11.06, 14:03
        elee powiedz jej, ze zaszłas z męzem. ona na pewno mu powie a on bedzie wił sie
        biedaczek. i moze wtedy będziesz miala ten koronny dowód, bo jezeli tylko ona
        bedzie wiedziała? to skad on sie dowie?
      • bezsilna5 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 11:44
        z tym pinem to nie za halo...jak wpiszesz raz błędnie to po właczeniu przez
        niego komórki pojawi sie komunikat "pozostały jeszeze dwie próby"więc się
        zdekonspirujesz a wnioskuję ze wszystkie twoje działania na dzień dzisiejszy są
        top secret:)pomysł z wyznaniem potencjalnej kochanicy męża i tylko jej że
        spodziewacie się dzidziusia jest trafiony pod warunkiem że sypiasz z mężem.Bo
        jeżeli nie a ona mu przekaże radosną nowinę to klops nic sobie z tego nie
        zrobi.Detektyw jest ok ale pamietaj to jest wydatek i jeżeli chcesz wylądować w
        sądzie to jest fantastyczny dowód na orzeczenie winy i oczywiście alimenty dla
        dziecka i dla ciebie.Ale rozwód z orzeczeniem o winie hmm.. długi ,mozolny i
        bardzo przykry(świadkowie wyciąganie brudów...)brrrr ale zabezpieczysz siebie i
        bajbusa.Piszesz ze jesteś niezależna finansowo więc mam jedna radę WYWAL GO NA
        ZBITY PYSK!!!jak znowu się spóźni niech zastanie przed drzwiami walizeczkę i
        szlos!!!może się otrząśnie jak nie to poboli,poboli i przestanie.Napewno mniej
        się wycierpisz niż teraz tkwiąc w tym toksycznym związku.Elle powodzenia bądz
        twarda nie miętka:)napisz jak tam sobie radzisz
        • mreck Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 13:39
          e tam, jezeli ele powie kochance, ze bedzie dzidzius, to facet bedzie sie
          musiał tłumaczyc kochance, ze nie sypia, jak sypia.
          i sprawa jak bumerang wróci do ele. albo tyle ze zepsujesz im weckend.
        • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 14:31
          Tak, bezsilna, właśnie - były top secret, aż nie wytrzymałam (patrz post
          niżej).
    • agatelek2 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 29.11.06, 17:59
      Jak raz zdradził będzie zdradzał nadal,tak myślę...
      • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 14:15
        Witam Was wszystkich raz jeszcze. Przede wszystkim chciałam Wam podziękować za
        wsparcie, słowa otuchy i rady. Jesteście kochani! Wszyscy bez wyjątku - i Ci,
        którzy mnie krytykują i Ci, co wspierają. O to chodzi przecież na forum, żeby
        spojrzeć na problem z różnych punktów widzenia.
        Nie pisałam, bo nic się u nas nie zmieniło. Ani na lepsze, ani na gorsze. Jest,
        jak było...
        Ktoś (przepraszam, zapomniałam nicka), napisał, dlaczego nie pomachałam m.
        przed nosem rzeczonym dowodem winy w postaci paragonu na kupno perfum. Otóż,
        uczyniłam to. Usłyszałam, że to nie jest jego paragon, bo zakupy robił z kolegą
        z pracy, który nie wziął portfela i dlatego "on płacił swoją kartą", a wino
        wypił... z kolegami - przy kompie... No ludziska... No załamka totalna. Albo ja
        jestem nienormalna, że nie wierzę w takie cuda, albo on wyjątkowo "koleżeński".
        Na potwierdzenie, że mówi prawdę dodał jeszcze, że ten rzeczony kolega śmiał
        się, czy mamy wspólne konto, bo "jak żona zobaczy, że kupowałeś damskie perfumy
        to będziesz miał prze...e". Udałam, że mu wierzę - no bo co mam do stracenia?
        Chcę tylko, żeby stracił czujność, żeby myślał, że wszystko jest OK, bo, jak
        widzicie, takie dowody na nic się zdają - on zawsze znajdzie wytłumaczenie...
        Jemu trzeba czarno na białym - nie wiem, pokazać zdjęcia, jak to się spotyka
        z "koleżanką", albo jeszcze lepiej, jak coś z nią już "kombinuje" na boku, bo
        sądzę, że nawet zdjęcia ze zwyczajnego spotkania nie wystarczyłyby, bo wykpiłby
        się, że co, z koleżanką się nie może umówić?? No ręce opadają i nie tylko...
        Aha - wtedy w czasie akcji z tym paragonem o godz. 1:00 w nocy w przypływie
        szału zadzwoniłam (ze służb. komórki) pod nr podejrzanej - nie odebrała...
        Oczywiście odbywało się to przy nim. Ona nie zna mojej słuzb. komórki (o ile
        się z nim nie spotyka). Wtedy coś we mnie wstąpiło, porwałam jego telefon i
        powiedziałam, że dzwonię z jego kom. na jej numer. Wiecie, co to byla za walka
        o ten telefon??? Oczywiście on wygrał... Powiedział, że nie będę wydzwaniać do
        ludzi po nocach z jego telefonu.. Po prostu super - poległam na calej linii, bo
        znowu on jest górą i tak naprawdę to zrobiłam tylko z siebie idiotkę a on jest
        w pełni zadowolony. To by było na tyle...
        Jeszcze raz Wam bardzo dziękuję za zainteresowanie.
        • maja5952 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 14:20
          I co teraz? Chcesz to po prostu tak zostawić? Żyć z domysłami przez kolejne
          nieprzespane noce czekając na niego?
          • elle1977 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 14:29
            nie - chcę wynająć detektywa, ale chcę, żeby poczuł się pewnie, żeby w wybrane
            przeze mnie dni rzeczywiście się z nią spotkał. Jak będę go naciskać, to może
            trochę przystopowac i nici z obserwacji, a pieniądze w błoto, i moje poczucie,
            że coś wiem na poziomie -100
        • zorka99 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 15:10
          No nie wiem, nie powinnam niczego doradzać, jak ktoś wcześniej słusznie
          zauważył, bo sama nie potrafiłam utrzymać uczuć męża. Jeśli naprawdę chcesz go
          przyłapać, chyba musi Ci ktoś pomóc... Najlepiej dostać się z jakimś swiadkiem
          (który w razie czego poświadczy, teściowa? teść? jego brat?) do mieszkania
          koleżanki pod zgrabnym pretekstem, kiedy jest pewne, że są tam razem, i
          wyjaśnić - w jakiej sprawie kolega małżonek zawraca głowę biednej, samotnej
          koleżance o tak późnej porze. Dobrym pretekstem może być np. nagła choroba
          dziecka, kiedy trzeba szybko działać, a kochany tatuś nie odbiera komórki -
          więc szukasz go wszędzie, u niej też. Jeśli jesteś pewna, że to ta kobieta, i w
          dodatku znajoma, możesz nagadać jej takich głupot o małżonku - że sama sobie
          odpuści. Mogłabyś jej saię zwierzyć, że mąż jest takim "kogucikiem", który
          kolejny raz zdradza (ciągle ma kogoś na boku i "przywykłaś"), kłamie, nie
          zarabia, nie pomaga, ogólne zero, ciągle zmusza Cię do seksu, chyba nawet znowu
          jesteś z nim w niechcianej ciąży, no ale musisz go tolerować ze względu na
          dziecko. No i to, że mówi "kocham" każdej kochance, którą potem rzuca. Możesz
          jej doradzić, żeby znalazła sobie kogoś mądrego, bo np. z fajtłapą podobnym do
          Twojego męża nie ułoży sobie życia. Nawet jeśli będzie głupia i wszystko
          powtórzy Twojemu mężowi, to się wyprzesz.
    • anka3002 do "kobietki25" 30.11.06, 00:02
      mam pytanko, czy ten Artur, ktorego kiedys znalas byl moze ze Slaska?
      • mreck Re: do "kobietki25" 30.11.06, 14:20
        swoją drogą, to współczuję temu facetowi.
        • elle1977 Re: do "kobietki25" 30.11.06, 14:30
          Mreck, dlaczego? Pytam poważnie - dlaczego mu współczujesz?
          • elle1977 Mreck - c.d. 30.11.06, 14:36
            ...jesteś facetem, więc zależy mi bardzo na Twojej opinii (co nie znaczy, że
            rady kobiet na tym forum wkładam w kieszeń i nic sobie z nich nie robię, wręcz
            przeciwnie - cenię je bardzo, tylko chciałabym wiedzieć, jak na tę sytuację
            spogląda mężczyzna). Napisz proszę, skąd Twoje współczucie?
          • mreck Re: do "kobietki25" 30.11.06, 14:39
            byłem w podobnej pułapce.
            tam zycie szanowanego, powaznego człowieka, dzieci, dorobek materialny,
            posadzone drzewo, zbudowany dom, czyli cos z czego facet moze byc dumny.
            tu kobieta która kocham. serce sie doniej rwie i wiesz ze musisz cos
            postanowić. nie jest to łatwy wybór.
            albo dźwignąć się i przeżyć czyściec małzeński, i zostać świetrzym od papieza,
            jak Antek z "Chłopów",albo podążyć za głosem serca i za miłoscią. z pełną
            swiadomościa, ze juz nic nie będzie jak było.
            był moment, ze stałem na krzesełku w garazu z paskiem na szyi.
            dlatego teraz jestem takim przeciwnikiem zdradzajacych. sami sobie gotuja
            piekło, ale czy to powód zeby im nie współczuć?
            czy jego zachowanie wynika tylko z jakiegoś hipotetycznego skurwysyństwa,
            wyrachowania?
            raczej sadzę, ze zgubił droge i nie moze wrócić. ze jest zagubiony i nie ma
            tych tzw jaj. ale jest człowiekiem który czuje.
            ele też nie jest bez winy. osiadła na laurach. faceta też trzeba umieć
            ekscytowac soba całe zycie. jak sie juz wybrało taki model, to tym bardziej
            trzeba sie starać.
            • elle1977 Re: do "kobietki25" 30.11.06, 14:42
              ...masz rację, nie jestem bez winy na pewno... Dzięki za odpowiedź, bardzo
              cenie Twoje opinie. A ta jest super, bardzo trafna i na dodatek zawiera info na
              temat Twoich prywatnych spraw. Za to Ci dziękuję.
              Ale nie podbudowałeś mnie tym postem, wręcz przeciwnie...
              • mreck Re: do "kobietki25" 30.11.06, 14:44
                nie mam obowiazku. ja tam nie wiem, czy on ją kocha, ale jest przyczyna tego,
                ze nie umie zachowac twarzy w tym wszystkim.
                • pisdama do mreck 30.11.06, 15:00
                  A on ma w d twoje wspolczucie.
                  czy naprawde nie widzisz, ze ten facet to zwykly jebaka i jest jak dla niego w
                  komfortowej sytuacji.
                  Bzyka sobie na boku bo lubi, zona mu skarpetki pierze.
                  Zona doszukuje sie w sobie winy zeby sie usprawiedliwic, ze mu wybaczy.
                  On to wie i w dupie ma jej wybaczenie, klamie bezczelnie.
                  Zona da zjesc, tylek tez sie nalezy (moze nawet sobie porownuje, ktora lepiej
                  ciagnie).
                  Czego ty mu wspolczujesz. On zyje pelnia swego penisa. A Elle modli sie tylko o
                  to zeby wrocil no i zeby tych alimentow nie bylo.

                  • elle1977 pisdama.. 30.11.06, 15:07
                    ...coś się tak przyczepił/a do tych alimentów??? Ja mam jego alimenty głęboko w
                    d... Chodzi tylko o to, że jak inna będzie w ciąży i mu to z lubością
                    oświadczy, a ja nie zdążę nic zrobić, to on, w swoim zaślepieniu jej osobą
                    przyjdzie, oświadczy mi, że mnie nie kocha i w takim razie to good bye. A ja
                    wtedy zostanę z ręką w nocniku i to on zażąda rozwodu. Nie mam w tej chwili
                    głowy do myślenia o alimentach - w tej chwili najważniejsze jest udowodnienie
                    mu jego winy, do cholery, żeby chociaż raz to jemu ziemia osunęła się spod
                    stóp, żeby zobaczył, co się wtedy czuje! W przypadku, gdy to on postanowi się
                    ze mną rozstać, wszystko będzie miał wykalkulowane, gniazdko urządzone i plan
                    gotowy. I gdzie tu jakaś nauczka dla niego??? Rozumiesz???
                    • pisdama Re: pisdama.. 30.11.06, 15:42
                      I tu jest wlasnie pies pogrzebany.
                      A daj sobie spokoj z nauczka.
                      Jak sie facetom podobasz to kopniak,
                      alimenty dla Was,
                      kuracja,
                      nowe zycie.
                      No masz jeszcze drugie wyjscie, ktore przy takim palancie to wczesniej czy
                      pozniej skonczy sie wirusem HIV.


                  • mreck Re: do mreck 30.11.06, 15:16
                    i co z tego że on ma w d.? :)
                    pis damo?
                    ja tez ma ciebie tam gdzie słonce nie zaglada a przeciez ciebie to ani ziebi
                    ani grzeje.
                    cenię twój sposób myslenia, bo swiadczy o wielkiej inteligencji. posiadasz
                    zdolność do analizy i syntezy, jasnego wyraznia mysli. przypraw to wszystko
                    odrobiną ironii. bedziesz ciekawszy.
                • elle1977 Re: do "kobietki25" 30.11.06, 15:02
                  no nie, to nie Twój obowiązek wprawiać mnie w dobry nastrój:)
                • zorka99 Re: do "kobietki25" 30.11.06, 15:21
                  Myślę, że ją kocha. Cały czas wymyśla kłamstwa. To dobry znak, bo jest jeszcze
                  nadzieja, bo to znaczy, że jeszcze kochanki nie traktuje poważnie. Może się to
                  zmienić, jak się w porę nie opamięta, tylko np. zakocha.
                  • mreck Re: do "kobietki25" 30.11.06, 15:26
                    zorka słusznie zauważa że cały czas wymysla kłamstwa. to znaczy ze sie waha.
                    i na tym koniec słuszności. to nie jest "dobry znak".
                    to jest prawdziwe kłamstwo.
                    to xle wrózy, tak czy inaczej.
                    • zorka99 Re: do "kobietki25" 30.11.06, 15:34
                      Właśnie, że się waha, to dobre w tym bagnie. Gdyby chciał wiązać przyszłość z
                      kochanką, wyprowadziłby się do niej chyba. Mreck, czy dobrze myślę?
                      • anka3002 Re: do "kobietki25" 30.11.06, 15:42
                        --------------------------------------------------------------------------------
                        nie wiem, czy przeoczylam, czy nie ma takiej informacji ale wlamalas sie do
                        tego archiwum gadu gadu? tam mozesz znalezc to, czego szukasz. Jesli
                        chcesz,moge Ci wyslac link z tym programem
                        • mreck Re: do "kobietki25" 30.11.06, 15:43
                          a myslałem ze tylko ja mam monopol na podłość. ;)))
                        • elle1977 anka3002 30.11.06, 16:40
                          Nie, nie włamałam się do archiwum GG - niedawno zmieniliśmy komputer,
                          przychodził późno do domu, przy kompie w ogóle nie siedział - nawet nie
                          mieliśmy zainstalowanego GG.
                          Natomiast jak kiedyś przyniósł laptopa do domu, to poprosiłam go, żeby mi
                          otworzył swoją służbową skrzynkę pocztową w trybie offline (chciałam zobaczyć,
                          co też on tam ma), to wcisnął mi znowu jakiś kit (chyba, że tak jest - może
                          mnie ktoś oświecić, kto lepiej niż ja zna się na komp.?), że teraz mają jakieś
                          tam inne łącza, systemy czy inne cuda nie widy i nie może otworzyć skrzynki -
                          nawet w trybie offline. Ale na tyle, na ile się znam, to jest to znowu
                          kłamstwo, tym bardziej, że nie pokazał mi, że rzeczywiście nie da się otworzyć
                          tej cholernej skrzynki, a ja nie nalegałam, bo to by nic nie dało, a humor
                          miałabym jeszcze gorszy niż miałam.
                          • glamourous do elle 03.12.06, 01:32
                            elle1977 napisała:

                            >to wcisnął mi znowu jakiś kit, że teraz mają jakieś
                            > tam inne łącza, systemy czy inne cuda nie widy i nie może otworzyć skrzynki -
                            > nawet w trybie offline. Ale na tyle, na ile się znam, to jest to znowu
                            > kłamstwo, tym bardziej, że nie pokazał mi, że rzeczywiście nie da się otworzyć
                            > tej cholernej skrzynki, a ja nie nalegałam, bo to by nic nie dało, a humor
                            > miałabym jeszcze gorszy niż miałam.


                            Tak czytam ten Twoj watek i coraz szerzej otwieram oczy ze zdumienia : na mily
                            Bog, elle, czy Ty nie widzisz, ze on Cie ma za kompletna idiotke?? Przepraszam
                            Cie za mocne slowa, ale czas sie otrzasnac i spojrzec prawdzie w oczy. Rozumiem
                            Cie doskonale, wiem, ze zakochana, zraniona i tkwiaca w zawieszeniu kobieta
                            przelknie wiele grubymi nicmi szytych bzdetow ktore serwuje jej klamliwy,
                            cyniczny s...syn (sama to przerobilam z moim niewiernym eksem ;-) ale to co
                            czytam w Twoich postach to przechodzi ludzkie pojecie, TAKICH wierutnych BZDUR
                            nie kupilby chyba NIKT przy zdrowych zmyslach.
                            Odnajduje w nich w kazdym razie siebie sprzed kilku lat, tyle ze Twoja sytuacja
                            jest jeszzce bardziej, niestety, patologiczna. Moj eks klamal, ale przynajmniej
                            dbal o pozory, wieczorami grzecznie wracal po pracy do domu, nie znikal na
                            weekendy, mowil ze mnie kocha, kupowal kwiaty. Zdradzal, ale dbal o pozory i nie
                            plotl AZ TAKICH idiotyzmow!

                            Powiem teraz to zcego nie powiedzialam Ci w moim poscie na poczatku Twojego
                            watku, teraz juz jestem raczej pewna : przy najblizszej takiej mega sciemie z
                            jego strony walnij garnkiem o podloge i UCIEKAJ! Nie masz nic do stracenia,
                            jezeli mu na Tobie zalezy to sie opamieta i bedzie skamlal o Twoje przebaczenie
                            i spal na wycieraczce. Wtedy duzo zyskasz, bo jesli pozwolisz mu wrocic to na
                            TWOICH warunkach!
                            Chociaz raczej Twoj maz wyglada mi na malo asertywnego typka, zakochal sie w
                            jakiejs mlodce, nie wie teraz jak odejsc i chyba czeka az to TY stracisz
                            cierpliwosc i sama skonczysz ta farse... W ten sposob z niego spadnie
                            odpowiedzialnosc za porzucenie zony z dzieckiem - taki z niego asekurant...

                            I do tego te bezczelne sciemy, az sie chce mu powiedziec "koncz wasc, wstydu
                            oszczedz"!!

                            Przeciez ten facet nie ma dla ciebie za grosz szacunku znikajac na cale weekendy
                            i opowiadajac ci brednie o "kolegach", z przeswiadczeniem ze glupia zona i tak
                            lyknie najgorsza bzdure! Przeciez on sie nawet nie wysila zeby te jego metne
                            tlumaczenia brzmialy wiarygodnie!

                            Co za cynizm, to znikanie z domu i te cienkie klamstwa to po prostu potworna
                            bezczelnosc, nie ma nawet szacunku dla matki swojego dziecka, nie ma go nawet
                            dla samego siebie rozegrac sprawe jak mezczyzna!

                            Jezeli czujesz, ze na tym etapie nie stac Cie na twarda reakcje typu walniecie
                            piescia w stol, to przynajmniej zazadaj od niego zeby skonczyl ten cyrk z nocami
                            i weekendami poza domem. Skoro on nie ma jaj zeby co z tym zrobic, to Ty postaw
                            mu ultimatum - skoro ci "koledzy" sa tak atrakcyjni ze spedza z nimi cale noce,
                            weekendy, zaniedbuje rodzine, zone, kupuje im perfumy (sic!)to po prostu powiedz
                            mu basta! Powiedz mu ze jestes nieszczesliwa, ze Ci ciezko, kiedy baluje po
                            nocach a ty siedzisz z dzieckiem, powiedz, ze nie jestes go pewna. Jesli to
                            faktycznie koledzy - to przystopuje. Jesli nie koledzy - to wiesz sama...
                            Nie mow mu ze to ultimatum, powiedz mu raczej ze to Twoja prosba (stanowcza!!)o
                            wspolne ratowanie zwiazku. Moze zadziala...

                            W kazdym razie, ZROB COS, nie siedz i sie nie zamartwiaj, a na detektywa szkoda
                            kasy! Pamietaj, ze Twoja biernosc, brak reakcji, duszenie wszystkiego w sobie i
                            potulne lykanie tych jego idiotyzmow wzmagaja tylko jego bezkarnosc! Wywoluje w
                            nim cos w rodzaju cichego sadyzmu "na ile jeszcze moge sobie pozwolic"(tak jak
                            dziecko : jezeli rodzice nie ustanowia twardo regul i limitow, dziecko testuje
                            ich wyrozumialosc i pozwala sobie na wiecej i wiecej...)

                            Powodzenia i badz twarda. Pamietaj, ze biernosc, brak charakteru i potulnosc nie
                            poplacaja na zadnym etapie zwiazku. Jestem calym sercem z Toba, bo przeszlam
                            podobny koszmar i koniec tamtego zwiazku, chociaz bolesny, byl wyzwoleniem.
                          • greymanho Re: anka3002 04.12.06, 15:48
                            chyba, że tak jest - może
                            > mnie ktoś oświecić, kto lepiej niż ja zna się na komp.?), że teraz mają jakieś
                            > tam inne łącza, systemy czy inne cuda nie widy i nie może otworzyć skrzynki

                            Oświecam - możliwe. U mnie w firmie tak jest. W domu nie otworzę Outlooka.
                            Wracam do czytania wątku, bo jestem ciekaw jak rozwinie się sytuacja
                            (zatrzymałem się na 30.11)
                            • elle1977 Greymando 04.12.06, 16:10
                              Dzięki za odpowiedź! No i widzicie?? Jeżeli ktoś nie wie, o czym mowa, niech
                              przeczyta post poniżej, autor: Kawitator i moją odpowiedź na ten post.
                              Naprawdę, chyba muszę zacząć się leczyć na głowę.
                              Dzięki, Greymando.
                              • greymanho Re: Greymando 05.12.06, 08:44
                                Nie Greymando, a greymanho ;) Ale nie szkodzi
                                Wracając do meritum - u mnie w firmie jest tak, że wszystkie e-maile trzymane są
                                na serwerze firmowym, ktoś otwiera Outlooka, będąc podłączonym do sieci
                                korporacyjnej i dopiero wtedy maile ściągają się na jego kompa. Nie ma
                                podłączenia do sieci korp. - nie ma e-maili. Proste :)
                                Cieszę się, że tchnąłem trochę nadziei, jednak co myślę o sprawie, to moje.
                                W każdym razie trzymam za Ciebie kciuki. Pozdrawiam.
                                • elle1977 Greymanho 05.12.06, 09:04
                                  sorki za przejęzyczenie:)
                                  Nadziei troszkę we mnie tchnąłeś, to fakt, co nie zmienia stanu rzeczy,
                                  niestety. I wiem, co myślisz, wiem. Gdybym nie była zakochana, pewnie od razu
                                  doszłabym do takiego samego wniosku... Wiesz, ja to nawet wiem, że tak jest,
                                  ale nie chcę w to wierzyć! Tego się chyba nie da zrozumieć, bo nawet ja sama
                                  tego do końca nie pojmuję.
                                  Postanowiłam od wczoraj, pod wpływem postu Kawitatora, zmienić taktykę. A więc -
                                  1. w ogóle do niego nie dzwonię (no bo mu wciąż przeszkadzałam ciągłymi
                                  telefonami), więc w końcu to on zadzwonił do mnie po 19:00, że niedługo będzie
                                  wychodził z pracy i rzeczywiście - w domu był około 20:00.
                                  2. W ogóle nie poruszam znanego Wam tematu, nie prowokuję do rozmowy - staram
                                  się być zupełnie neutralna, nie zwracam uwagi na jego humoru (udaję, że nie
                                  widzę), jak chce rozmawiać, to rozmawiamy, jak nie, to zajmuję się swoimi
                                  sprawami.
                                  3. Jego telefon kom. zupełnie mnie "nie obchodzi". Nie pytam, gdzie jest, czy
                                  jest, kto dzwonił, itp., itd.
                                  4. Próbowałam zainicjować "zbliżenie":) Co mi się zupełnie nie udało.
                                  I teraz relacja z jego zachowania w dniu wczorajszym.
                                  Miałam wrażenie, że coś go gryzie, sam przyznał, że jest przybity, ale nie
                                  podał przyczyny. Odezwał się do mnie może z kilka razy w czasie wieczoru -
                                  fakt, ma teraz nerwowy okres w pracy. Na moje pytanie, gdzie idziemy na Sylwka
                                  odpowiedział, że nie wie - przyjęłam do wiadomości... Na moje pytanie, czy
                                  idzie spać, powiedział, że nie, bo jemu się spać jeszcze nie chce. Więc
                                  rzuciłam propozycję, że wcale nie mówię tu o spaniu. Odpowiedział, że nie ma
                                  siły. I tak dalej w tym tonie:) Jak już wprost powiedziałam, że chcę się z nim
                                  kochać zareagował wielce zdenerwowany, że "on nie ma ochoty, nie ma siły i nie
                                  chce mu się spać". To dałam buziaka i sama poszłam... spać...
                                  Wiecie, starałam się przez cały wieczór być jakby "z boku" tej sprawy, starałam
                                  się, żeby w grę nie wchodziły emocje (moje, oczywiście). Wszystko przyjmowałam
                                  na chłodno, z anielskim uśmiechem na twarzy. Starałam się ten czas poświęcić
                                  synkowi. I wiecie co? Udało mi się! Udało mi się nie denerwowac i nie martwić.
                                  Doszłam do wniosku, że i tak nic mi po moich nerwach, co ma być, to będzie, i
                                  to on do tego doprowadzi, a ja tak naprawdę nie mam wiele do powiedzenia. Mam
                                  nadzieję, że uda mi się wytrzymać tak jak wczoraj przez dłuższy okres. Myślę,
                                  że wówczas, jeżeli coś jest na rzeczy, sam się wygada... Takie mam wrażenie...
                                  Jeszcze raz dzięki, Germanho - nadzieja, którą we mnie tchnąłeś to była
                                  niestety tylko kropla w morzu...
                                  Zachowanie mojego męża jest nadal baaardzo dalekie od ideału, ba, od
                                  normalności...
                                  • greymanho Re: Greymanho 05.12.06, 09:27
                                    Gratuluję Ci wczorajszego podejścia. Taka, bądź co bądź, udawana obojętność jest
                                    bardzo trudna. Wiem o tym i myślę, że wiedzą wszyscy tutaj. Staraj się w niej
                                    wytrwać. Nie będzie to łatwe, będziesz miała chwile zwątpienia, ale musisz być
                                    twarda. Wiem wiem, łatwo powiedzieć, ale to tak jak z rzucaniem palenia - jak po
                                    2 dniach niepalenia wszyscy Ci gratulują, że rzuciłaś i chwalą Twoją siłę woli -
                                    nie ma odwrotu, trzeba to palenie rzucić na dobre, bo co sobie pomyślą, jak do
                                    tego śmierdzącego nałogu wrócisz ;)

                                    Także gratuluję raz jeszcze :) Trzymaj się.
                      • mreck Re: do "kobietki25" 30.11.06, 15:43
                        to juz naprawde nie jest ważne czego on chce. on juz utracił mozliwość wyboru i
                        kontrolowania sytuacji. moze jeszcze mysli, ze moze wybierać. teraz wybiera
                        elle.
                        miota sie jak muszka w pajęczynie, a im bardziej sie miota tum bardziej plącze.
                        czy nie współczujemy muszcze?
                        • pisdama Re: do "kobietki25" 30.11.06, 15:55
                          mreck napisał:
                          > to juz naprawde nie jest ważne czego on chce. on juz utracił mozliwość wyboru

                          Niech tylko pisnie ze chce wrocic do domu i elle bedzie w niebo wzieta.
                          Ale po co?
                          Gacie wyprane. Ptaszek wydojony. A wszycho za darmo !!!
                          • elle1977 pisdama 30.11.06, 16:43
                            Aleś ty uparty! Mam tylko jedno pytanie - na jakiej podstawie wysnuwasz
                            wnioski, że (jak twierdzisz) przywitam go z otwartymi ramionami, "jak tylko
                            zechce wrócić do domu? Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, żebym coś takiego
                            pisała, lub można było coś takiego wywnioskować z moich postów. Ale każdy
                            czyta, jak chce i każdy wnioskuje, na ile go stać...
                            • pisdama Re: pisdama 30.11.06, 16:51

                              elle1977 napisała:

                              > Aleś ty uparty! Mam tylko jedno pytanie - na jakiej podstawie wysnuwasz
                              > wnioski, że (jak twierdzisz) przywitam go z otwartymi ramionami, "jak tylko
                              > zechce wrócić do domu? Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, żebym coś takiego
                              > pisała, lub można było coś takiego wywnioskować z moich postów. Ale każdy
                              > czyta, jak chce i każdy wnioskuje, na ile go stać...
                              To tez napisala Elle:
                              Chodzi tylko o to, że jak inna będzie w ciąży i mu to z lubością
                              oświadczy, a ja nie zdążę nic zrobić, to on, w swoim zaślepieniu jej osobą
                              przyjdzie, oświadczy mi, że mnie nie kocha i w takim razie to good bye.

                              I to by bylo na tyle.
                              Napisz prosze czy tylko ty pierzesz mu zasrane gacie i skarpetki czy kochanka
                              tez.

                        • zorka99 Re: do "kobietki25" 30.11.06, 16:00
                          Mreck, z tego co ja zrozumiałam, to Elle na razie ma tylko podejrzenia i
                          domysły. Nie przyłapała, nie ma żadnego dowodu. Będzie miała wybór, kiedy dowie
                          się czarno na białym. Na tym etapie Elle nie ma ruchu. Facet wszystko przekręci
                          i wykręci kota ogonem. Miota się, zapętla, więc trochę jeszcze myśli głową, a
                          nie samym.... Po co tak się plącze? Zapiera się rękami i nogami, bo boi się, że
                          Elle go wykopie, że straci wszystko: rodzinę, dziecko i opinię. Jeśli się boi,
                          to znaczy, że albo kochanka nadaje się tylko do podupczenia na boku, albo
                          finansowo nie przygotował się jeszcze do planowanego odejścia.
                          • gagamel1 Re: do "kobietki25" 30.11.06, 16:16
                            oooooooo, oooooo, zwlaszcza to "finansowo" trzeba zawsze z glowa przemyslec.
                            • pisdama Do elle 30.11.06, 16:23
                              gagamel1 napisał:
                              > oooooooo, oooooo, zwlaszcza to "finansowo" trzeba zawsze z glowa przemyslec.

                              Tak jest.
                              Teraz ma dwie dupy za darmo. To jak zamieni to na jedna to straci.
                              Elle napisz nam prosze czy gacie Ty mu tylko pierzesz, czy kochanka tez.


                              • elle1977 pisdama 30.11.06, 16:48
                                Elle napisz nam prosze czy gacie Ty mu tylko pierzesz, czy kochanka tez.

                                Ooo, to jak do tej pory najgłębiej poruszające problem i najtrudniejsze
                                pytanie.
                                Muszę długo pomyśleć.
                                A może zacznę liczyć "gacie" te czyste i te brudne, wrzucać do pralki, liczyć i
                                zobaczyć jaki będzie wynik?

                                Tak, koniecznie muszę to sprawdzić.




                                • pisdama Re: pisdama 30.11.06, 16:57
                                  elle1977 napisała:

                                  > Elle napisz nam prosze czy gacie Ty mu tylko pierzesz, czy kochanka tez.
                                  >
                                  > Ooo, to jak do tej pory najgłębiej poruszające problem i najtrudniejsze
                                  > pytanie.
                                  > Muszę długo pomyśleć.
                                  > A może zacznę liczyć "gacie" te czyste i te brudne, wrzucać do pralki, liczyć
                                  i
                                  >
                                  > zobaczyć jaki będzie wynik?
                                  >
                                  > Tak, koniecznie muszę to sprawdzić.
                                  >
                                  Ty Elle cud kobieta jestes gacie pierzesz, koszule prasujesz, jak trzeba loda
                                  zrobisz i to wszystko ze swiadomoscia ze te czyste gacie zaklada dla kochanki
                                  a penisa wkladal w pochwe kolezanki.
                                  Smacznego Elle.


                                  • kici10 Re: pisdama 30.11.06, 23:08
                                    To może przestań Elle mu prać te gacie. Niech lata do kochanki w brudnych.
                          • elle1977 Zorka99 30.11.06, 16:45
                            Jak zwykle - masz stuprocentową rację. Wszystko, co napisałaś uważam za słuszne
                            i trafne.
                            Pozdrawiam Cię serdecznie.
                            • avide Re: Zorka99 30.11.06, 17:06
                              Elle mam co Ciebie pytanie. Wiesz juz dużo. Próbujesz udowodnić mu to i owo.
                              Facet wodzi Cię za nos jak tylko chce. Nawet jak mu coś wytkniesz coś wymyśli i
                              dalej jestes bezradna.
                              Powiedz mi, albo raczej sobie: Czy ty wiesz do czego teraz zmierzasz??? Co
                              chcesz z tym wszystkim zrobić??? Jak zareagować gdy już się przekonasz o tym
                              albo owym ???

                              Czemu pytam??? Odnoszę wrażenie że ok, zaufanie do niego straciłaś ale ty go
                              chcesz... no właśnie ??? Odzyskac za wszelką cenę czy udowodnic i wykopać majac
                              z tego przynajmniej tyle satysfakcji w obliczu osobistej życiowe kląski ??? Bo
                              musisz być świadomo tego co chcesz z tym zrobić.
                              po tym co napisałaś co widze ...
                              Twój mąż: Kłamca, kretacz, cynik, obłudnik do kwadratu. Stosuje metode
                              zaprzeczania. Choć byś go za rękę złapała on powie że to nie jego ręka. Taki
                              własnie jest. Jak juz nawet polegnie nie zdziwiłbym się gdyby pokłonił sie na
                              kolana powiedział "przepraszam" i liczył że wróci do ciepłego gniazdka, do
                              następnego razu.
                              No własnie przyjmiesz tą jego (wg mnie pseudo) skruche czy dołozysz mu???
                              To jest bardzo wążne żeby wiedzeć do czego zmierzasz. Bo narazie widze zagubiona
                              mocno (i nic dziwnego, ja raczej tobie współczuje) osobę. Świadcza o tym
                              pokazanie tego paragonu, walka o komórke, laptop i cała reszta. Bezradność widzę
                              i słabość twoją całkowitą
                              A on cały czas cię robi w trąbe.
                              Pogubił się biedaczysko (pisze Mreck ).... och jak mi przykro proszę pana, jakie
                              to straszne...... Jesli wsadzał ku..sa to miał muzg i wiedział co robi. Jesteśmy
                              myślącymi istotami i wiedział że takie zachowanie może wywołać takie konsekwencje.

                              Podobno kobiety lubią facetów męskich, stanowczych itp. a nie takie słodkie
                              kluch które są na każde zawołanie. Faceci (przynajmniej niektórzy np. ja)
                              również lubie tzw kobiety z chrakterem. Pomysl o tym. On może tak postępuje bo
                              wie że i tak nić mu nie zrobisz, widzi cię słabą. Czasami mocy kop w jaja
                              skutkuje 3 razy lepiej niż tysiące próśb i lamentów.
                              Pozdrawiam
                              Avide

                              PS.Sory Mreck ja bym stado pająków wpuścił na tą pajęczynkę w której się mota.
                              • avide Pytanie do Elle cd. 30.11.06, 17:21
                                Widzisz Elle również mam swoje kłopoty w małżeństwie.
                                Nie będę sie zapierał że nigdy nie zdradze żony (to w świetle tewgo męża) bo
                                zycia pisze takie scenariusze że głowe urywa, bo nad uczuciami władzyy nie mamy.
                                Czasmi może nie byc to tylko zwykłe "zaliczenie kolejnej cipki"
                                Jednak jest dla mnie jeasne (to w świetle twojej osoby) że jeśli tak zrobię
                                dostanę od żony "mocnego kopa w jaja", tego mogę byc pewny. tolerować ani
                                patyczkowac się ze mną nie będzie. I to w niej cenie i szamuję. To mi się w niej
                                podoba. Na pewno nie pozwoli mi na takie cicubabki na jakie może sobie pozwolić
                                twój mąż.
                                Pozdrawiam
                                avide
                                • elle1977 Re: Pytanie do Elle cd. 30.11.06, 17:46
                                  I tu masz świętą rację. Mój mąż oczywiście wie, jaka jestem - patrz pierwsza
                                  zdrada i dlatego ma święte prawo sądzić, że może robić co chce i kiedy chce, a
                                  ja i tak mu przebaczę. Ma prawo tak sądzić w świetle tego, co zrobił i jak się
                                  wtedy zachowałam - tu ma nade mną przewagę. Ale tylko pozorną. Jemu może się
                                  tak WYDAWAĆ. Ale teraz jestem już inną osobą, i wiem, do czego jest zdolny, jak
                                  potrafił kłamać, nie przejmować się mną zupełnie i nie liczyć ze mną wcale.
                                  Wtedy dałabym sobie uciąć obie ręce, nogi i głowę na dodatek, że nie jest do
                                  tego zdolny. Jak widać, pomyliłam się... Po tamtych doświadczeniach NIGDY bym
                                  mu tego nie wybaczyła. ale on tego nie wie, biedaczek i niech sobie żyje w
                                  swojej pewności co do mojej osoby. Z pewnością baaardzo się rozczaruje.

                                  Jak już pisałam wcześniej, nie musicie mi wierzyć, że to zrobię. To, co piszę
                                  to najprawdziwsza prawda. Nie znacie mnie przecież, możecie mnie oceniać po
                                  kilku napisanych zdaniach. ci, co mnie znają - wiedzą. Nie zamierzam tu nikogo
                                  przekonywać i stawać na głowie, żeby mi uwierzył, bo nie jest mi to do niczego
                                  potrzebne. Możecie wierzyć lub nie - ja wierzę sobie i w trafność swoich
                                  decyzji. Ja to ja. Wiem też, że jestem taka a nie inna i bez NIEPODWAŻALNYCH
                                  DOWODÓW nie potrafiłabym skreślić ukochanego człowieka, męża i ojca - ot, tak.
                                  To właśnie jestem ja. I mój mąż zakochała się we mnie, a nie w kimś, kto po
                                  pierwszym późniejszym powrocie do domu składa pozew o rozwód. Po to mamy różne
                                  charaktery i różne gusta, żeby dobierać się w pary jak komu pasuje.Każdy ma to,
                                  co się komu podoba".
                                  Oczywiście doceniam Twoje zdanie i dziękuję bardzo za Twoją opinię, Avide.
                                  Cenię to, że potrafisz nie pójść za głosem większości i masz swoje zdanie -
                                  szacuneczek. Ale proszę, nie podważaj mojej wartości jako żony i kobiety w
                                  ogóle, bo to Ci się akurat nie uda. Poczucie własnej wartości mam OK i na
                                  właściwym miejscu, szacunek do siebie również, mąż doskonale o tym wie. A co z
                                  tą wiedzą zrobi i jak ją wykorzysta, to już jego sprawa. Jest dorosły i, mam
                                  nadzieję, myślący (chociaż ostatnio w to wątpię).

                                  Konsekwencje poniesie.

                                  A że działam inaczej niż Twoja żona i wiele, wiele innych kobiet? Do celu
                                  dochodzę - może trochę krętymi ścieżkami i pod górkę, a nie prosto i szybko,
                                  ale jednak. Za to mam poczucie, że robię to w zgodzie z własnym ja i własnym
                                  sumieniem, a to dla mnie NAJWAŻNIEJSZA sprawa. Muszę przecież od czasu do czasu
                                  spoglądać w lustro...

                                  Pozdrawiam
                                  • avide Re: Pytanie do Elle cd. 30.11.06, 18:19
                                    Elle na pewno Cie nie oceniam. Nie mam do tego prawa. Nie znam Cię.
                                    Nie podważam ani twojej wartości jako kobiety, ani jako żony. Nawet przez
                                    sekunde przez myśl mi coś takiego nie przeszło. Chciałem tylko zwrócić Ci uwagę
                                    na jeden z możliwych aspektów Twojego problemu.
                                    1) Wytyczenie sobie drogi postępowania i konsekwencje w działaniu
                                    2) Stanowczość (ew. jej brak - to mogło być (podkreślam tryb przypuszczający!! a
                                    nie twierdzący) jeną przyczyn obecnej sytuacji.
                                    Często gdzieś tam w pędzie gubimy to i owo co powoduje że tracimy w oczach
                                    partnera, i dopiero ktoś trzeci stojący z boku powie ci: "Słuchaj a może to a
                                    może tamto było przyczyna" Na koniec i tak TY wszystko musisz przeanalizować i
                                    wyciągnąć WŁAŚCIWE wnioski na przyszłość. TY i tylko TY.

                                    Nic nikomu na tym forum musisz udwoadniac. Każdy (no prawie) który tu pisuje
                                    przezył/wa jakiś własny osobisty dramat. Sama obecność na forum jest tego jasnym
                                    dowodem.
                                    Najważniejsze teraz żebyś postępowała zgodnie z własnym sumieniem.
                                    W końcu trzeba czasem spojrzeć w lustro. Mąż już wybrał. Jak się okazuje nie
                                    pierwszy raz (czyt. zdrada chyba że coś mi umknęło, postów juz ponad 170 :)) )
                                    Teraz kolej na Ciebie.
                              • elle1977 Avide 30.11.06, 17:29
                                Dzięki za odzew.

                                Wydawało mi się, że w kilku postach napisałam, co chcę zrobić - i taka jest
                                prawda.

                                Nawet, jakby się kajał, przepraszał, błagał na kolanach - nie przebaczę.

                                Mozesz w to wierzyć lub nie. Ja wiem, co piszę.

                                Nie przebacza się drugi raz TAKIEGO błędu.

                                Możesz mnie uważać za głupią - może i jestem? Ale aż TAKA głupia nie...
    • bezsilna5 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 30.11.06, 12:36
      no niestety jeżeli jest w ciąży,ojcostwo zostanie ustalone to nie ma rady musi
      płacić.Jeżeli wykaże brak dochodów i nadal nie będzie płacił to to odsiedzi
      niestety takie mamy prawo.Warunek sprawa w sądzie o alimenty złożona przez ta
      kicię,utsalenie ojcostwa,nakazem sądu przeprowadzenie badania to sorry nie ma
      przebacz alimenty musi płacić jeżeli sąd tak zasądzi.Przykra sprawa mam podobna
      sytuacje w rodzinie miesiąc w miesiąc 900 zł na konto exkochanicy musi wpłynąć:
      (((
      • pisdama Nie exkochanicy tylko... 30.11.06, 12:47
        Bezsilna nie na konto exkochanicy tylko na potrzeby dziecka Twojego mezczyzny.

        Nie wiadomo czy kochanka meza elle jest w ciazy, ale nie to jest wazne.
        To ze chlop sobie podupczyl na boku to male piwko, ale zeby placic alimenty
        zamiasz spalcac kredyt np. na fiata pande.
        Elle nie pisze bo chlop wyrazil skruche a o ewentualnych alimentach
        powie pozniej.
        Elle szczesliwa a za pare miesiecy zalozy nowy watek.
        "Co zrobic zeby nie placic na cudzego bachora"


        • kasia_ruchasia Re: Nie exkochanicy tylko... 30.11.06, 20:40
          ..mreck pisze że dla miłości chciał zostawiać wszystko, był w garażu ze sznurem
          na szyi..
          ty piszesz że nie przebaczysz drugiej zdrady ze znasz swoja wartość- i bardzo
          dobrze

          ale prawda jest taka że on dupczy na boku, kupuje perfumy drugiej zaniast tobie-
          k**as. Byłam kochanką i wiem ze spakowane walizki za drzwiami i wymienione
          zamki przemówią do takiego frajera który nie ejst w stanie jak prawdziwy
          męzczyzna odejsć bo już nie chce "być". Moi drodzy albo w lewo albo w prawo to
          nie jest sytuacja gdzie ciocia Halinka mówi "a moze jednak mam oochotę na
          herbate" Facet ma żone dziecko coś to do jasnej cholery ma znaczyć. Jeśli on
          nie umie być meżczyzną zrób to za niego i wystaw mu walizki- DOSŁOWNIE!
          • siola Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 10:17
            Elle- napisałaś, że dopóki nie będziesz pewna na 100% to facetowi walizek za
            drzwi nie wystawisz- skoro facet paragonu się wypiera, komórkę wyłącza,
            skrzynki pocztowej nie chce pokazać, na noc nie wraca i ciągle kręci-
            faktycznie, mały to dowód.. Jak detektyw zrobi zdjęcia- też się wyprze, ze
            koleżanka, że przyjacielski pocałunek.. Jak się bzykają w hotelu, to przeciez
            detektyw tam nie wejdzie, zeby "akcję" sfilmować- kamery tez nie zamontuje, bo
            nie bzyka się we wlasnym domu tylko poza nim. No chyba, żebyś wyjechała i
            pomontowała we wszystkich kątach domu kamerki..

            Bo inaczej jak chcesz być pewna na 100%??
            Ja też należę do tej grupy kobiet, która od razu wystawiłaby faceta za drzwi i
            wyrzuciła za nim najpierw walizkę, a potem ciuchy- żeby sam sobie je powsadzał.
            Jak dla Ciebie te wszystkie poszlaki nie skladają się na jedną całość.. A facet
            sobie bimba..

            Ja bym po prostu powiedziala- albo wlączysz komórkę i pokażesz mi smsy- czy
            pocztę w laptopie- albo pakujesz walizy. I byłabym konsekwentna. Bo to by było
            dla mnie właśnie przyznanie się do winy- czyli do zdrady. To by było moje 100%.
            Bo co on tam ma? E-maile z puchatymi kotkami w koszyczku? I tego nie chce
            pokazać?

            Bo dokładnie tak jak napisał przedmówca- złapiesz go za fujarę przy rozebranej
            kochance, to powie, że mu coś do drinka wsypała i uwiodła- a Ty uwierzysz, bo
            nie masz 100%...
            Kobieto, zacznij działać.. Szkoda Twoich nerwów i życia na zdradzającego dupka!
            Pozdrawiam i trzymam kciuki za madre decyzje!
            • avide Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 15:04
              Elle niestety obawiam się że dziewczyny mają rację. Takim tokiem rozumowania
              nigdy nie będziesz miała tych 100% bo zawsze coś wymyśli co zmąci ci umysł i
              podsunie wątpliwości.
              Niech Ci pokaże przy najbliższej okazji wszystko , komórkę, laptopa, nie wiem
              wyciaki z konta, albo zarządaj Bilingów jeśli nie bedzie chciał dac to walizki i
              cześć. MUSZISZ BYĆ KONSEKWENTNA.
              Trzymaj się.
              • mreck Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 15:09
                no tak, ale zawsze jest jakies ale. a jak okaze się, ze nie jest prawda jakoby?
                takie zadania dowodów wprost zabija to co jeszcze było.
                a jak dziwnym zbiegiem okoliczności wykrety dotycza czego innego? może facet
                jest szntazowany, może ma długi i wierzycieli, moze moze moze.
                ja bym raczej doradzał dyskrecję.
                • zorka99 Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 15:25
                  Co ty mreck? Facet oszukuje, powód jest nieistotny!!!!! Jeśli ma długi i
                  wierzycieli, to jest cacy? Jak zdradza, to jest be? Jakie wykręty? Z tych
                  wszystkich możliwych powodów, zdrada to jeszcze małe piwo....
                  • mreck Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 15:29
                    no niby nie, ale podejrzewam, ze elle wolałaby, zeby jej mąż miał kłopoty z
                    prawem niż inną kobietę. nie upieram sie przy swoim. zawsze jednak co pewność
                    to pewność.
                    współczuję jej. naprawde.
                    • elle1977 Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 15:45
                      Dziękuję Wam, naprawdę. Mreck ma rację - naprawdę wolałabym kłopoty z prawem
                      czy inne niewyjasnione zjawiska, niż inną kobietę... Moja głupota jest
                      nieuleczalna, niestety...

                      Dzięki za wyrazy współczucia... Sama też sobie współczuję, że taka "mientka
                      jestem, a nie twarda", i dlatego ciągle dostaję po d..., bo tacy zawsze
                      najbardziej cierpią. Ech, życie..
                      • zorka99 Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 16:09
                        Elle, myślę, że gdybyś tylko naprawdę chciała, zebrałabyś dowody. Gdybyś
                        postawiła warunki, jak masz być traktowana: zawsze dostępny pod telefonem,
                        który musi od Ciebie zawsze odbierać, nieograniczony dostęp do jego komórki,
                        komputera, laptopa, e-maili. Gdybyś ustaliła zasady: zawsze ma się meldować ,
                        gdzie jest i kiedy wróci, pytać o zgodę na spotkania z kumplami, i co tam
                        jeszcze chcesz. Nie dociekać, co było. Zmienić zasady od dziś. Jeśli facet Ci
                        pasuje, kochasz go, wiesz, że Cię oszukiwał, nie chcesz wchodzić w szczegóły -
                        ale dajesz ostatnią szansę jasno ustalając warunki? Jak myślisz, jeśli będzie
                        przestrzegał warunków: będziesz już szczęśliwa? Wiesz, jeśli zażądasz dowodów
                        od niego i potwierdzą się Twoje przypuszczenia, to co zyskasz?: nie będziesz
                        mieć ruchu innego niż wystawić walizki...
                        • kawitator Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 16:35
                          Gdybyś ustaliła zasady: zawsze ma się meldować ,
                          zawsze dostępny pod telefonem,
                          > który musi od Ciebie zawsze odbierać, nieograniczony dostęp do jego komórki,
                          > komputera, laptopa, e-maili.
                          > ma sie mesldowac gdzie jest i kiedy wróci, pytać o zgodę na spotkania z
                          kumplami, i co tam jeszcze chcesz. ,
                          Subcio
                          Lecę zaproponowac swojej dziewczynie według wykazu powyżej. Mam nadzieję
                          że weżmie to za wygłup i nie pośle do wszystkich diabłow.
                          Cuś żeście się za bardzo nakreciły kobitki. Nie uważacie ?
                          • zorka99 Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 16:53
                            Kawitator, a jest jakieś inne wyjście z sytuacji, kiedy jest się tak
                            traktowaną, (oprócz wystawienia walizek)? Wiesz, żeby ominąć nerwy związane z
                            tym śledzeniem, sprawdzaniem, itd?
                            • kawitator Re: Popieram Kasię_Ruchasię :-) 01.12.06, 21:39
                              W tak dużym wątku wszystko już powiedziano więc nie bede tu mówił nic nowego
                              tylko zbiorę według mnie rozsądne opinie oczywiście swoimi słowami.
                              Mamy tu rozhisteryzowaną z zazdrości kobitkę. Jest wpieprzona na maksa i głęboko
                              przekonana o zdradzie (zdradach) swego partnera. Czasmi podaje argumenty które
                              moga na to wskazywać, a czasami zupełnie naciagane i dla mnie bez sensu.
                              Pierwszy z brzegu.
                              Nie odbiera moich telefonów tylko potem oddzwania. Sam tak często robię bowiem
                              jak jestem w pracy to jest zrozumiałe, że nie zawsze moge rozmawiać prywatnie a
                              poza pracą czasami nawet nie słyszę dzwonka i dopiero po dłuższej chwili
                              orientuję się, że ktos dzwonił to oddzwaniam. Nie o tym jednak miało być. Z
                              Powodu takiej wyczuwalnej histerii w wypowiedziach autorki wątku nie jestem do
                              konca przekonany o winie jej faceta. Mogę sobie wyobrazić bez winy gościa który
                              był był na początku rozbawiony podejrzeniami, próbami śledzenia czy zazdrością
                              tak mile głaszczącą ego każdego pod warunkiem, że jest utrzymywana w ryzach.
                              Potem chyba miał powoli dosyć bowiem stoczenie walki o komórkę to już nie mieści
                              mi się w głowie. Nie wyobrażam sobie żebym zaglądał czy walczył o dostep do
                              komórki swojej dziewczyny wyrywając jej ją. Jeżeli przyjęte założenie o
                              niewinności faceta jest słuszne tłumaczyło by to fakt, że nakęrcona przez siebie
                              samą kobitka w czasie rozmowy uznawała argumenty swojego faceta. Po pewnym
                              czasie znowu sie nakręcała i od poczatku.
                              Równie dobrze moża załozyc ze facet bezczelnie zdradza autorke i licząc na jej
                              miłość, uzaleznienie psychiczne czy społeczne wciska jej ciemnotę. Co można
                              zrobić w takiej sytacji kiedy człowiek nie jest sam pewny swoich wniosków, nie
                              ma pewności, ma podejrzenia. Autorka powinna troche odsunąc się od tej sprawy
                              emocjonalnie. Zlecić rozeznanie i sprawdzenie chłopa fachowcom. Agencje
                              detektywistyczne żyją między innymi z takich spraw. Oni są niezangażowani
                              emocjonalnie i maja na pewno większą wiedze jak sprawdzić czy facet ma kochankę.
                              Musi się tylko przygotować i wiedziec co chce dalej robić jeżeli jej podejrzenia
                              sie potwierdzą. Jeżeli okaże się ze facet jest bogu ducha winny to powinna kupić
                              mu bilety na lige mistrzów, beczkę piwa i zrobić lod... tu moze nie bede pisał
                              moze się sama domysli ;-)))). Tylko bardzo trzeba uważac żeby po oświadczeniu że
                              facet jest wporzadku po trzech miesiach nie dojść do wniosku ze agencja była
                              przekupiona, lub dobrze sie maskował i zaczynać od nowa. Wtedy należy udać sie
                              do lekarza od głowy.
                              • elle1977 Kawitator 04.12.06, 09:32
                                Dzięki za Twoje spostrzeżenia. Wiesz, jak tak czytałam Twój post, to momentami
                                naprawdę miałam łzy w oczach (ze śmiechu). Chodzi o to, że co niektóre Twoje
                                opinie pokrywają się w 100% z tym, co mówi mój mąż. On tez uważa, że powinnam
                                się leczyć "na głowę". No i OK, przyjęłam do wiadomości. Co prawda nic to nie
                                zmieniło, ale sobie jeszcze zaczekam, a co mi tam???
                                Wiecie, w ten weekend celowo oddałam synka do moich rodziców. Chciałam, żebyśmy
                                mieli ten czas tylko dla siebie, chciałam gdzieś wyjść, rozerwać się. A mój
                                mąż... cóż... pomimo, że w piątek obiecał, że "gdzieś wyjdziemy", w sobotę
                                zapał już mu minął. Moje propozycje przyjmował ze stoickim spokojem i od
                                godziny 12:00 w południe wciąż mówił: "musimy coś wymyślić". O godz. 17:00
                                przejęłam pałeczkę i stwierdziłam, że jak ja czegoś nie wymyślę, to będziemy w
                                końcu siedzieć w domu, więc zaproponowałam wyjście do kina. Ale niestety... dla
                                mojego męża nie było żadnego wartościowego filmu, który moglibyśmy obejrzeć:)
                                Cóż, siedzieliśmy i oglądaliśmy telewizję (sic!). Było naprawdę suuuper!
                                Owszem, rozmawialiśmy. Specjalnie nie wchodziłam na "newralgiczne" tematy, bo
                                on, jak już słyszy początek rozmowy, to, tak jak przewidział kawitator,
                                adrenalina mu się podnosi:) Więc rozmawialiśmy o tym i owym, oglądaliśmy to i
                                owo i było... tak jak zawsze, bez zmian.
                                Jak przeczytałam post Kawitatora, to pomyślałam, że mój mąż to właśnie taki typ
                                jak Kawitator. Jestem pewna, ze nie jestem bez winy. Co nie zmienia faktu, że
                                fakty są faktami, a jego zachowanie nie uległo zmianie. Pomijając wszystko
                                inne, on nie okazuje mi w ogóle uczuć, jakbym sama się nie przytuliła, nie
                                pocałowała, to mogłabym i rok czekać na taką z jego strony reakcję.
                                Pozostaje tylko pytanie, czy to jest kontrreakcja na moje zachowanie, czy też
                                co innego spowodowało, że tak się zachowuje?
                                Żeby być prawdomówną, dodam jeszcze, że mąż nigdy nie był typem "misiem", więc
                                te jego czułości były dawkowane w jakiejś tam minimalnej ilości, ale
                                rekompensował mi to swoim zainteresowaniem, rozmowami, żartami, seksem...
                                Teraz nie ma mowy o seksie - no, chyba, że to ja się wokól tego "zakręcę".
                                P.S. Obejrzałam "Plac Zbawiciela". Film rewelacyjny! Ale straaasznie
                                przygnębiający - jeszcze w moim przypadku, gdy wyobraźnia działa... Ci, co
                                oglądali, wiedzą, o czym mówię.
                                Pozdrawiam Cię, Kawitator i, muszę przyznać, że wbrew pozorom Twój post
                                poprawił mi humor, a wzmianka na końcu "wtedy należy się udać do lekarza od
                                głowy" spowodowała, że śmiałam się w głos.
                                Chciałabym, żebyś miał rację. I, uprzedzając wszelkie następne posty - tak,
                                jestem głupia, wiem o tym:)
                              • elle1977 Re: Kawitator 04.12.06, 09:36
                                kawitator napisał:

                                "Jeżeli przyjęte założenie o niewinności faceta jest słuszne tłumaczyło by to
                                fakt, że nakęrcona przez siebie samą kobitka w czasie rozmowy uznawała
                                argumenty swojego faceta. Po pewnym czasie znowu sie nakręcała i od poczatku."

                                Muszę się przyznać - było tak dokładnie, jak napisał wyżej Kawitator - nic
                                dodać, nic ująć.
                                Co oczywiście może rzutowac za lub przeciw winie M. Chciałam się tylko przyznać
                                do pewnych swoich zachowań. To akurta, które przytoczył Kawitator, to strzał w
                                dziesiątkę...
                                • tralala69 My tez sie smiejemy Elle 05.12.06, 11:20
                                  >Dzięki za Twoje spostrzeżenia. Wiesz, jak tak czytałam Twój post, to momentami
                                  >naprawdę miałam łzy w oczach (ze śmiechu).
                                  >On tez uważa, że powinnam się leczyć "na głowę". No i OK, przyjęłam do
                                  >wiadomości.

                                  1.
                                  Facet ja zdradza a Elle inicjuje zbilzenie.
                                  2.
                                  Facet nie chce zblizenia, bo albo wie ze juz zlapal jakas chorobe, albo czeka
                                  12 tygodni na test HIV.
                                  3.
                                  A moze juz wie ze trzeba bedzie placic alimenty.


                                  Tak czy owak maz ma racje. Trzeba sie leczyc.

                                  • greymanho Re: My tez sie smiejemy Elle 05.12.06, 11:26
                                    > 2.
                                    > Facet nie chce zblizenia, bo albo wie ze juz zlapal jakas chorobe, albo czeka
                                    > 12 tygodni na test HIV.

                                    12 tygodni?? Tyle to się chyba czeka na wynik badania na miano (ilość)
                                    przeciwciał Anty-HIV. Sam wynik (+ czy -) jest na drugi dzień.
                                    • tralala69 Re: My tez sie smiejemy Elle 05.12.06, 12:06
                                      Zycie jest podle i niestety trzeba czekac 3 miesiace od skoku w bok na test.
                                      Mozna wczesniej, ale to nie daje pewnosci.
                                      Przykro mi greymanho.

                                      • greymanho Re: My tez sie smiejemy Elle 05.12.06, 12:12
                                        No tak, zapomniałem o okresie karencji od włożenia tam gdzie nie trzeba do
                                        pojawienia się przeciwciał w organizmie. Moja mea culpa.
                                        Nie wiem z kolei tralala69 dlaczego Ci tak przykro, bo ja nie mam takiego
                                        zmartwienia. Jestem z wzajemnością szczęśliwie zakochany :)
    • zorka99 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 01.12.06, 19:37
      Elle, uśmiechnij się. Niżej cytuję adekwatny dowcip:

      JEJ pamiętnik:

      "Sobota wieczorem, wydał mi się trochę dziwny.
      Umówiliśmy się na drinka w barze. Ponieważ całe popołudnie z
      koleżankami byłam na zakupach, myślałam, że może to moja
      wina...dotarłam trochę z opóźnieniem ; ale on nic nie
      powiedział. Żadnego komentarza. Rozmowa była jakaś spięta, więc
      ja proponowałam pójść w inne miejsce, bardziej spokojne,
      intymne. W drodze do ładnej restauracji on dalej był dziwny. Był
      jakby nieobecny. Próbowałam go rozbawić, i zaczęłam się
      zastanawiać czy to moja wina czy nie! Pytałam czy coś nie tak
      zrobiłam, on powiedział że nie mam z tym nic wspólnego, ale jego
      odpowiedź nie była przekonująca. Później w drodze do domu
      objęłam go i powiedziałam że go bardzo kocham ale on dał mi
      tylko zimny pocałunek bez żadnego słowa. Nie wiem jak tłumaczyć
      jego zachowanie, nic nie powiedział... nie powiedział że mnie
      kocha... bardzo się tym martwię! W końcu byliśmy w domu; w
      tamtej chwili byłam pewna że on chciał mnie zostawić; próbowałam
      z nim rozmawiać, ale on włączył telewizor i oglądał coś
      zanurzony w myślach, chcąc jakby powiedzieć że wszystko się
      skończyło. W końcu poddałam się i poszłam spać. Ale dziesięć
      minut później, niespodziewanie on też przyszedł do łóżka, i o
      dziwo oddał moje pieszczoty, i kochaliśmy się, mimo że cały czas
      był jakiś zimny, jakby daleko ode mnie. Próbowałam rozmawiać
      znowu o naszej sytuacji, o jego zachowaniu, ale on już spał.
      Zaczęłam płakać, i płakałam całą noc aż zasnęłam. Jestem pewna
      że on myśli o innej, moje życie jest takie trudne."

      JEGO pamiętnik

      "Wisła przegrała... ale przynajmniej był sex !"
      • ambx Przychodzi chwila, że trzeba wziąć fachowca... 01.12.06, 22:16
        Niestety Elle, on ci się nigdy nie przyzna. Musisz udać pogodzoną z losem -
        żadnych podejrzeń, kłótni ew. powiedz mu coś w stylu "chyba mi coś odbiło z tą
        zazdrością, ty tak ciężko pracujesz, jesteś taki uczynny dla kolegów...". A w
        tym czasie detektywi pracują. Muszą udokumentować 2 - 3 parogodzinne pobyty w
        mieszkaniu kochanki. Zbieraj dyskretnie wszelkie "kwity". Za kolejnym razem -
        wejście smoka - ty oraz detektyw lub adwokat albo wersja "lajtowa" - z kimś z
        twojej rodziny. Po paru godzinach od zameldowanego przez detektywa wspólnej
        bytności u niej, dzwoń na jej numer z tekstem: "Mówi Elle. Jesteśmy pod twoimi
        drzwiami. Mój mąż jest u ciebie od godziny x. Jak nas nie wpuścicie, zostaje
        pod drzwiami detektyw i czeka kiedy wyjdziecie, a ja jadę po jego rzeczy. Będą
        na dole. Może je sobie zabrać. Resztę przekaże mu mój adwokat. Jest twój i
        teraz ciebie będzie zdradzał."
        • kasia_ruchasia Re: Przychodzi chwila, że trzeba wziąć fachowca.. 01.12.06, 22:40
          nawiązując do dzisiejszego dnia 1 grudzien -swiatowy dzien walki z aids
          Coniektórym moge wydac się smieszna ale..

          On zdradzając jest potencjalnym zagrożeniem dla Ciebie..Nie wspominając o
          innych "uleczalnych" świerzbach- obrzydlistwo.
          Ja jestem po testach jak sie dowiedziałam że jednaknie byłam jedyna, dużo by
          mówić... i uwierz 48godzin czekania na wynik to był horror i potworny stres.Nie
          rzycze tego nikomu.
      • elle1977 zorka99... 04.12.06, 09:57
        ...uśmiechnęłam się zorkuś, dzięki:)
    • glamourous Napisze to jeszcze raz 03.12.06, 01:44
      elle1977 napisała:

      >to wcisnął mi znowu jakiś kit, że teraz mają jakieś
      > tam inne łącza, systemy czy inne cuda nie widy i nie może otworzyć skrzynki -
      > nawet w trybie offline. Ale na tyle, na ile się znam, to jest to znowu
      > kłamstwo, tym bardziej, że nie pokazał mi, że rzeczywiście nie da się otworzyć
      > tej cholernej skrzynki, a ja nie nalegałam, bo to by nic nie dało, a humor
      > miałabym jeszcze gorszy niż miałam.


      Tak czytam ten Twoj watek i coraz szerzej otwieram oczy ze zdumienia : na mily
      Bog, elle, czy Ty nie widzisz, ze on Cie ma za kompletna idiotke?? Przepraszam
      Cie za mocne slowa, ale czas sie otrzasnac i spojrzec prawdzie w oczy. Rozumiem
      Cie doskonale, wiem, ze zakochana, zraniona i tkwiaca w zawieszeniu kobieta
      przelknie wiele grubymi nicmi szytych bzdetow ktore serwuje jej klamliwy,
      cyniczny s...syn (sama to przerobilam z moim niewiernym eksem ;-) ale to co
      czytam w Twoich postach to przechodzi ludzkie pojecie, TAKICH wierutnych BZDUR
      nie kupilby chyba NIKT przy zdrowych zmyslach.
      Odnajduje w nich w kazdym razie siebie sprzed kilku lat, tyle ze Twoja sytuacja
      jest jeszzce bardziej, niestety, patologiczna. Moj eks klamal, ale przynajmniej
      dbal o pozory, wieczorami grzecznie wracal po pracy do domu, nie znikal na
      weekendy, mowil ze mnie kocha, kupowal kwiaty. Zdradzal, ale dbal o pozory i nie
      plotl AZ TAKICH idiotyzmow!

      Powiem teraz to zcego nie powiedzialam Ci w moim poscie na poczatku Twojego
      watku, teraz juz jestem raczej pewna : przy najblizszej takiej mega sciemie z
      jego strony walnij garnkiem o podloge i UCIEKAJ! Nie masz nic do stracenia,
      jezeli mu na Tobie zalezy to sie opamieta i bedzie skamlal o Twoje przebaczenie
      i spal na wycieraczce. Wtedy duzo zyskasz, bo jesli pozwolisz mu wrocic to na
      TWOICH warunkach!
      Chociaz raczej Twoj maz wyglada mi na malo asertywnego typka, zakochal sie w
      jakiejs mlodce, nie wie teraz jak odejsc i chyba czeka az to TY stracisz
      cierpliwosc i sama skonczysz ta farse... W ten sposob z niego spadnie
      odpowiedzialnosc za porzucenie zony z dzieckiem - taki z niego asekurant...

      I do tego te bezczelne sciemy, az sie chce mu powiedziec "koncz wasc, wstydu
      oszczedz"!!

      Przeciez ten facet nie ma dla ciebie za grosz szacunku znikajac na cale weekendy
      i opowiadajac ci brednie o "kolegach", z przeswiadczeniem ze glupia zona i tak
      lyknie najgorsza bzdure! Przeciez on sie nawet nie wysila zeby te jego metne
      tlumaczenia brzmialy wiarygodnie!

      Co za cynizm, to znikanie z domu i te cienkie klamstwa to po prostu potworna
      bezczelnosc, nie ma nawet szacunku dla matki swojego dziecka, nie ma go nawet
      dla samego siebie rozegrac sprawe jak mezczyzna!

      Jezeli czujesz, ze na tym etapie nie stac Cie na twarda reakcje typu walniecie
      piescia w stol, to przynajmniej zazadaj od niego zeby skonczyl ten cyrk z nocami
      i weekendami poza domem. Skoro on nie ma jaj zeby co z tym zrobic, to Ty postaw
      mu ultimatum - skoro ci "koledzy" sa tak atrakcyjni ze spedza z nimi cale noce,
      weekendy, zaniedbuje rodzine, zone, kupuje im perfumy (sic!)to po prostu powiedz
      mu basta! Powiedz mu ze jestes nieszczesliwa, ze Ci ciezko, kiedy baluje po
      nocach a ty siedzisz z dzieckiem, powiedz, ze nie jestes go pewna. Jesli to
      faktycznie koledzy - to przystopuje. Jesli nie koledzy - to wiesz sama...
      Nie mow mu ze to ultimatum, powiedz mu raczej ze to Twoja prosba (stanowcza!!)o
      wspolne ratowanie zwiazku. Moze zadziala...

      W kazdym razie, ZROB COS, nie siedz i sie nie zamartwiaj, a na detektywa szkoda
      kasy! Pamietaj, ze Twoja biernosc, brak reakcji, duszenie wszystkiego w sobie i
      potulne lykanie tych jego idiotyzmow wzmagaja tylko jego bezkarnosc! Wywoluje w
      nim cos w rodzaju cichego sadyzmu "na ile jeszcze moge sobie pozwolic"(tak jak
      dziecko : jezeli rodzice nie ustanowia twardo regul i limitow, dziecko testuje
      ich wyrozumialosc i pozwala sobie na wiecej i wiecej...)

      Powodzenia i badz twarda. Pamietaj, ze biernosc, brak charakteru i potulnosc nie
      poplacaja na zadnym etapie zwiazku. Jestem calym sercem z Toba, bo przeszlam
      podobny koszmar i koniec tamtego zwiazku, chociaz bolesny, byl wyzwoleniem.
      • zorka99 Re: Napisze to jeszcze raz 03.12.06, 13:06
        "Pamietaj, ze biernosc, brak charakteru i potulnosc nie poplacaja na zadnym
        etapie zwiazku". Glamourous, zgadzam się w 100% z Tobą. Tak właśnie jest.
        Cokolwiek Elle postanowisz, musisz coś zmienić. Najlepiej wiesz, czego naprawdę
        chcesz. Chcesz: spakuj walizki i wyrzuć go, chcesz: postaw warunki i wymagaj,
        tylko nie chowaj głowy w piasek i nie daj się oszukiwać, nie pozwalaj się nie
        szanować. Glamourours pisze, że koniec związku okazał się wyzwoleniem. Każdy
        człowiek jest inny, każda sytuacja inna. Moja sytuacja trwania na moich
        warunkach nie jest dobrym wyjściem, chociaż lepszym niż potulna wiara w
        kłamstwa. Patrząc wstecz, będąc młodziutką dziewczyną i tylko z 1 dzieckiem,
        może postąpiłabym inaczej. Jednak moi znajomi potrafili odbudować związek bez
        szans i wbrew wszystkim prognozom są szczęśliwsi, bardziej wzmocnieni i
        świadomi zagrożeń niż przed zdradą.
    • blotter Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 03.12.06, 13:32
      ....a przyprawże mu rogi dziewczyno :-)
      ...i już.
      od razu ci ulży.
      • nado76 Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 04.12.06, 14:48
        Poczytałem trochę ten dłuuugi wątek.
        Elle - bez urazy - ale wygląda to tak, jakbyś przygotowywała artykuł do
        jakiegoś pisma kobiecego/gazety i celowo prowokowała ludzi do wypowiedzi na
        temat zdrady. A może jakaś praca magisterska na psychologii? :)

        P.S.Jeśli jednak opisywane przez ciebie historie są prawdziwe i dotyczą ciebie -
        przepraszam i współczuję. Wtedy albo jesteś mega-naiwna, albo po prostu nie
        bardzo chcesz, by doszło do "finalnej sceny demaskacji"... :(
        • elle1977 nado76 04.12.06, 16:08
          Zapewniam Cię, że nie pracuję dla żadnej gazety, a pracę magisterską już parę
          lat temu napisałam na nieco nudniejszy temat.
          Przepraszam, jeżeli macie wrażenie, że Was naciągam.
          Jeżeli tak to wygląda, to b. mi przykro.
          Moje odpowiedzi wynikają z faktu, że uważam, iż skoro ktoś poświęcił chwilkę na
          odpisanie na mój post, to jestem mu winna co jakiś czas jakies info. Ale
          rozumiem, że tak to może wyglądać, tym bardziej, że wciąż zmieniam zdanie nt.
          ewentualnego zakończenia mojej przydługiej historii.
          Myślę, że rzeczywiście ten wątek za długo już się ciągnie i, tak jak zauważył
          Kawitator, wszystko już w nim napisano - to prawda. Teraz już tylko do mnie
          należy zakończenie.
          Jeżeli nie chcecie, żeby to się dalej ciągnęło - nie odpisujcie na mój post. Po
          prostu taka już ze mnie istota, że uważam, że należy się jakas odpowiedź na
          info skierowane do mnie. Ale jeżeli chcecie, nie będę odpisywac. W każdym razie
          raz jeszcze Wam wszystkim dziękuję. Wszystkim bez wyjątku. Jak to się skończy -
          poinformuję. Nie wiem, niestety, kiedy to nastąpi. Ale obiecuję, że jakies info
          będzie, w podzięce za poświęcony dla mnie czas:)
          Nado - niestety, taka jest brutalna prawda - widocznie jestem mega naiwna:(
          • metokard Re: nado76 04.12.06, 17:00
            do tej pory nie komentowalam, ale czytam i wspolczuje. do glowy mi nie przyszlo, ze mialabys
            prowadzic ten watek, dla jakiegokolwiek celu innego niz szukanie rady i wsparcia. pisz dalej. a jesli
            chodzi o twojego meza, to najsmutniejsze wydaje mi sie to, ze on pluje ci w twarz i mowi, ze to deszcz
            pada... tak grubymi nicmi szyte zdaja sie byc jego tlumaczenia. oczywiscie, zdrada nie bedzie w
            niczym lepsza tylko dlatego, ze klamstwa sa bardziej wiarygodne i profesjonalne. ale wyglada to tak,
            jakby twoj maz miotal sie i nie umial podjac zadnej decyzji. a moze kreci w tak ostentacyjny i malo
            wiarygodny sposob, bo w gruncie rzeczy chce, zeby ktos inny za niego rozwiazal ta sytuacje? moze,
            gdyby wiedzial czego chce, bylby bardziej dyskretny?
            wydaje mi sie, ze powinnac dzialac szybko i zdecydowanie, zeby nie okazalo sie, ze na koniec to twoj
            maz rozdaje karty. zycze powodzenia.
          • nado76 Re: nado76 05.12.06, 12:32
            > Zapewniam Cię, że nie pracuję dla żadnej gazety, a pracę magisterską już parę
            > lat temu napisałam na nieco nudniejszy temat.

            Odniosłem takie wrażenie, bo czasem piszesz w tonie optymistycznym, wstawiasz
            emotikony :) itp - czyli tak jakbyś nie była kompletnie przygnębiona tą
            sytuacją. Jednak przez internet trudno ocenić czyjeś emocje...

            > Przepraszam, jeżeli macie wrażenie, że Was naciągam.

            To był tylko mój pomysł, a nie wszystkich, którzy tu piszą. Więc nie uogólniaj
            droga Elle. :)

            > Nado - niestety, taka jest brutalna prawda - widocznie jestem mega naiwna:(

            Może to być naiwność, może to być wieczne uciekanie od problemu, może wreszcie
            obawa, co będzie gdy "to" się wreszcie stanie itp itd. Jest też spora szansa,
            że facetowi hormony trochę zluzują i jeszcze go odzyskasz. O ile on nadal cię
            kocha.
            Myślę sobie (lub może wiem to z doświadczenia), że czasem takie przygody
            paradoksalnie umacniają związek. O ile druga strona jakoś przełknie i pogodzi
            się z potknięciem swojego partnera/-ki (zdradą).
            Dużo jest też prawdy w tym, że jak ktoś raz zdradził, będzie ryzyko nawrotu w
            przyszłości...

            W każdym razie trzymam za ciebie kciuki, cokolwiek byś nie zdecydowała. :)
    • claptola Re: Mam nadzieję, że się nie pogniewacie, że... 05.12.06, 13:56
      wiesz elle, gdy czytam Twój wątek, to tak jakbym czytała o sobie sprzed kilku
      lat. U nas wgrę wchodziła nie tylko zdrada. Gdzieś napisałaś ze wolałabyś inne
      kłamstwa i inne problemy, nawet problemy z prawem. Wierz mi, nie wolałabyś.
      Zdrada była u nas kroplą przelewającą czarę. Nikt ci nie powie jak masz
      postąpić, sama podejmiesz decyzję.
      Jedno co Ci radze - nie oszukuj siebie. Wiesz, mój eks nie wrócił na noc kiedyś.
      Rano zadzownił ze miał wypadek i został na obserwacji w szpitalu, ale juz
      własnie wychodzi na własne żadanie, więc żebym nie przyjeżdżała. Tak bardzo
      chciałam w to wierzyć, że gdy wrócił czułam zapach szpitala. Oczywiście noc
      spędził u kochanki.
      Życze Ci mądrych wyborów.
      • elle1977 Claptola 06.12.06, 10:40
        napisałam na priv.
        • claptola Re: Claptola 06.12.06, 10:59
          odpisałam :)
        • greymanho Re: Claptola 06.12.06, 14:58
          elle! Jak wygląda sytuacja? Musisz nam tu raportować, bo niektórzy z nas, np.
          ja, umierają z ciekawości jak sprawy się układają/ułożyły.
          • elle1977 Greymanho 06.12.06, 16:11
            Witam! Cieszę się, że chcesz jeszcze czytać te moje wynurzenia:) Dziękuję Ci za
            to:)
            Wiesz, jest jakby lepiej. Tzn. staram się zachowywać tak, jak ostatnio
            napisałam - nie dzwonię, nie sprawdzam, nie wypytuję. M. sam dzwoni, raportuje
            o której będzie.
            Wczoraj np. miał spotkanie w pracy. Wrócił późno jak na spotkanie biznesowe, bo
            o 22:00, ale ja, przyzwyczajona już do jego występków, nawet się nie zdziwiłam.
            Oczywiście, zadowolona nie byłam, ale nie zamierzałam mu tego okazać. I co? Nie
            ściemniał, qrde, jak ja się z tego cieszę. Powiedział, że owszem, od 18 do 20
            miał spotkanie, ale później poszedł z ludźmi z pracy na piwo, bo byli tak
            wkurzeni, że "musieli odreagować". Nadal o nic nie pytałam, myśląc, że to
            kolejna jakaś ściema, a on mi z detalami opowiedział przebieg spotkania, tak
            sam z siebie - o czym rozmawiali, itp. itd. No, i tutaj mu wierzę! Gdyby tak
            zawsze było, nie byłoby żadnego problemu! Nie wiem tylko, czemu wcześniej tak
            nie potrafił. Myślę, że to pod wpływem mojego teraźniejszego zachowania
            pt. "nicmnietonieobchodzigdziebyłeśicorobiłeś":)
            A, i teraz rodzynek na koniec:) Nie uwierzycie, czytajcie uważnie, bo sama jak
            to usłyszałam, to przez dłuższą chwilę milczałam i dopiero po chwili odzyskałam
            mowę (pomijając, że śmiać mi się chciało jak diabli). Oto rodzynek:
            Mój M. myśli, że... to ja kogoś mam!:):):)
            No nie - tego to się naprawdę nie spodziewałam:)
            Ale wcale mi to nie przeszkadza jakoś... Nie wiecie przypadkiem dlaczego?:):)
            To tyle.
            I jeszcze raz dzięki, Greymanho, naprawdę.
            Cieszę się, że interesuje Cię, co się u mnie dzieje.
            Pozdrawiam Cię bardzo, bardzo serdecznie:)
            Elle
            • matylda_n Re: Greymanho 06.12.06, 16:31
              elle1977 napisała:
              > A, i teraz rodzynek na koniec:) Nie uwierzycie, czytajcie uważnie, bo sama jak
              > to usłyszałam, to przez dłuższą chwilę milczałam i dopiero po chwili odzyskałam
              >
              > mowę (pomijając, że śmiać mi się chciało jak diabli). Oto rodzynek:
              > Mój M. myśli, że... to ja kogoś mam!:):):)
              > No nie - tego to się naprawdę nie spodziewałam:)

              To cię pewnie zaskoczę stwierdzeniem, że odwrócenie sytuacji, czyli postawienie tobie zarzutu posiadania kogoś jest najczęstszym chwytem w podobnych do twojej sytuacji. Takie odwrócenie sytuacji przez twojego męza powoduje, ze uwaga skupia się na Tobie, a nie na nim. Poza tym mąż otwiera sobie w ten sposób drzwi do prowadzenie rozmowy i postepowania tak jak ty to robiłas do tej pory.
              • kawitator Re: Greymanho 06.12.06, 17:50
                w pierwszym poście autorka wątku napisała :
                Już od jakichś trzech miesięcy mąż
                zachowuje się "dziwnie", tzn. inaczej, niż zwykle.
                wniosek - ma kogoś cham przebrzydły

                obecnie jej mąż gdby chciał się uzewnętrznić mógłby napisać
                Już od jakiegoś czasu żona
                zachowuje się "dziwnie", tzn. inaczej, niż zwykle.
                wniosek - ma kogoś ta puszczalska

                • nie_alicja Re: Greymanho 06.12.06, 20:38
                  czytałam kiedyś strasznie długą historię na jakomś forum dla osób z
                  uzależnieniami. autorka wątku podejrzewała męża o alkoholizm. odpowiadało jej
                  mnóstwo osób z osobistymi doświadczeniami z piciem. dziewczyna szybko zaczęła
                  się wycofywać ze swoich wcześniejszych opisów, przekonując, że tak naprawdę
                  rodzina jest szczęśliwa i co do męża to wszystko ok. każdy z komentujących,
                  który ostrzegał przed bagatelizowaniem problemu był zbywany, że się myli, bo
                  przypadek jej małżeństwa jest inny. alkoholika pogoniłaby z życia swojego i
                  dziecka, mąż do tej kategorii absolutnie sie nie zalicza.

                  trwało to jakiś rok.
                  zrobiłam sobie linka do tego wątku.
                  niedawno przeczytałam - mieliscie rację, on jest alkoholikiem, tak bardzo nie
                  chciałam w to wierzyć.

                  Elle, ile czasu sobie dajesz?

            • glamourous Mam mieszane uczucia 06.12.06, 23:24
              Z jednej strony nie chce burzyc dobrego samopoczucia Elle i jej wrazenia ze
              nastapila poprawa. Z drugiej jednak strony mam chec ja ostrzec ze
              najprawdopodobniej wilk przyjal strategie udawania baranka. Wie ze strasznie w
              ostatnim czasie przeginal, a chlod elle i jej obojetnosc wzbudzily w nim lekki
              niepokoj, ze moze ona zaczyna naprawde miec tego dosyc i powoli sie odcina (tu
              sie znow potwierdza moja ulubiona teoria gonienia kroliczka!;-) No wiec stal sie
              serdeczny, zalal ja szczegolami z kumpelskiej popijawy "ten powiedzial to, a
              tamten tamto..." Elle, czy myslisz ze takiego czegos nie mozna wymyslec, nawet
              na poczekaniu? Tym bardziej ze jak wykazalas, twoj maz ma wyjatkowa zdolnosc do
              konfabulacji. A grunt jest podatny - Ty BARDZO chcesz mu wierzyc, wiec efekt
              osiagniety. Potem zas zeby postawic kropke nad i ODWROCIL KOTA OGONEM. Ja tez
              mialam takie akcje z moim bylym, kiedy zarzucalam mlu kolejna zdrade wymachujac
              przed oczami dowodem, on mi na to "no dobra, zdradzilem cie, bo wyczuwam ze TY
              TEZ MNIE ZDRADZASZ, ze masz kogos. Wiec zrobilem to, zeby sie odegrac" No,
              pamietam, ze rece i nogi mi wtedy opadly na taki argument - typowe przeniesienie
              winy i odwrocenie uwagi od swoich grzechow, po to zebym ja cala moja energie
              wlozyla w przekonywanie go ze sie myli, zamiast oskarzac jego. Sprytne i bardzo
              makiawelliczne.

              Dalam Ci juz te rade, Elle, ale powtorze jescze raz. Popros go zeby na jakis
              czas zrezygnowal z tych piwek i wodeczek po pracy z kolegami. Powiedz mu ze
              chcialabys zeby troche wiecej pomogl ci wieczorami przy dziecku, powiedz ze te
              samotne wieczory cie RANIA, ze czujesz sie samotna kiedy on baluje a ty siedzisz
              sama z dzieckiem. Ze chcesz zeby przynajmniej na jakis czas, dopoki nie
              odzyskasz zaufania, przystopowal, zeby wracal do domu prosto po pracy, a
              weekedny spedzal z wami. Czy to az takie duze poswiecenie, jezeli facet kocha
              zone i dziecko? Spytaj go po prostu, czy moze to zrobic dla Ciebie, dla Twojego
              komfortu psychicznego. Na moj gust, jezeli jest niewinny i te piwka to sa
              faktycznie piwka, zgodzi sie bez problemu. Natomiast jezeli kryje sie za tym
              romans (niestety caly czas sledzac Twoj watek mam jednak takie wrazenie) to
              powinien sie wsciec i zarzucic ci ze chcesz go uwiazac w domu, itp. Ewentualnie
              powie "no dobra, bedzie jak chcesz", ale pozne powroty beda nadal kwitly -
              pretekstow znajdzie sie jak zwykle mnostwo.

              Przemysl to, nie daj sobie zamydlac oczu, nie kupuj tak latwo tych gladkich
              historyjek ktore Ci serwuje, nie daj soba MANIPULOWAC! Pamietaj, ze jesli jest
              niewinny, to wykazanie tego nie powinno sprawic mu zadnego problemu!
              • matka_boza Re: Mam mieszane uczucia 06.12.06, 23:54
                szczerze mowiac ten watek czytalem z zapartym tchem do momentu kiedy natchnalem
                sie na ten post w ktorym ktos podejrzewa iz elle pisze to do jakiejs gazety, i
                wlasciwie, ten pomysl wydaje sie calkiem logiczny..
                zwroccie uwage ze miedzy nimi juz wszystko ok itp itd, moze to jakis rodzaj jej
                testu na czytelnikach zadnych sensacji? i co dalej, i co dalej.... jak w
                latynoskiej operze mydlanej:-)))))

                a jesli ta cala historia to prawda to wg mnie koles na 100% ma laske, sam bym
                tak zone probowal kiwac...
            • greymanho Re: Greymanho 07.12.06, 09:15
              Super, naprawdę się cieszę i gratuluję cały czas "nieczułego" podejścia i tego,
              że przynosi skutek. Pamiętaj jednak o ograniczonym zaufaniu - jedna jaskółka
              wiosny nie czyni, staraj się w dalszym ciągu być twarda.
              Piszę o ograniczonym zaufaniu, a ostatnie posty innych to skrajny defetyzm ;)
              Ograniczone zaufanie tak, defetyzm i pesymizm nie! :)
              • nado76 Re: Greymanho 07.12.06, 09:43
                Zakładając, że cała ta historia jest prawdziwa - nasuwa się takie
                spostrzeżenie: niejaka Elle po prostu mocno kocha swojego faceta i tak naprawdę
                nie chce doprowadzić do oczyszczenia sytuacji, bo wiąże się z tym zbyt ogromne
                ryzyko: jeśli facet ma romans, być może dojdzie do rozwodu itp itd. Dlatego
                daje upust narastającemu niepokojowi pisząc na tym forum.
                Czasem miłość lub też lęk przed samotnością lub samodzielnością (potencjalnym
                brakiem środków na wychowywanie dziecka) powodują celowe samo-oślepnięcie i
                przymykanie oczu na takie sprawy.
                Elle - jeśli mocno pragniesz być z tym facetem nadal lub jeśli rozpaczliwie
                boisz się tego co będzie, kiedy się wyda - doprowadź do zdemaskowania jego
                romansu, a potem daj mu kolejną szansę. Korzyści będą takie, że przynajmniej na
                jakiś czas (parę miesięcy, może ze 2 lata) facet znowu będzie tylko twój i
                twojego dziecka. A jeśli wstrząs ujawnienia zdrady będzie wystarczająco silny
                (to zależy od jego wrażliwości i wyobraźni), to może i zaprzestanie uganiania
                się za laskami na wiele lat.
                :)

                P.S. Cały ten wątek to chyba powinien trafić na forum "Psychologia", bo na tym
                raczej chodzi o brak seksu w małżeństwie, nespa?
                • elle1977 nado76 07.12.06, 09:57
                  ...dzięki ogromne za zrozumienie, bo, niestety, chyba tak jest, jak piszesz.
                  P.S. Przepraszam, że zaśmiecam Wam Wasze forum wątkiem nieadekwatnym do
                  poruszanych na nim tematów.
                  • andriu_samogwa Problemy finansowe 07.12.06, 10:13
                    Mamy tez problemy finansowe i chodzimy na piwko.

                    No i znowu jest slonce, bo nie ma kasy to i nie ma dupy na boku.
                    Odlozy to znowu pojdzie. Tak juz jest ze dupy na boku kosztuja.
                    Wlasna zona to najtansza restauracja gdzie kelnerka dupe daje za darmo.
                    No i jeszcze po wszystkim gacie wypierze.
              • elle1977 Re: Greymanho 07.12.06, 09:54
                Witajcie.
                Dzięki za wszystkie opinie. Jest, jak jest i każdy z Was może mieć rację. I Ci
                skrajni pesymiści, skrajni optymiści jak i Ci, którzy stoją gdzieś pośrodku.
                Glamourous - dzięki za Twoje spostrzeżenia. Oczywiście - masz rację. Juz taką
                rozmowę z nim odbyłam, obiecał, że na te piwka i inne wódeczki chodził nie
                będzie (oczywiście, przez czas jakiś, w celu odbudowania zaufania). Co z tego
                wyniknie - nie wiem, czas pokaże, ale ja chcę mu wierzyć i tyle.
                Możecie wieszać na mnie psy, podejrzewać o skrajną głupotę i uzależnienie, o
                wypisywanie bajek na forum w celu stworzenia artykułu do jakiejś gazety (!)
                itd., itp. Nie mam nic na swoją obronę jak i nie zamierzam udowadniać Wam, że,
                niestety historia tutuaj opisana to szczera prawda.
                Niestety, opisana przeze mnie historia to nie jedyny nasz problem. W tej chwili
                borykamy się również z problemami finansowymi, które po prostu doprowadzają nas
                oboje na skraj wyczerpania nerwowego.
                Nie wiem, jak to się wszystko skończy - tak, jak obiecałam - na pewno Was o tym
                poinformuję.
                Miałam już nie odpowiadac na posty, żeby nie powodować reakcji pt. "tekst do
                gazety", ale pewne Wasze wypowiedzi mnie do tego po prostu prowokują. Nie mam
                do nikogo żalu - każdy ma prawo do własnych opinii. Natomiast te, które są
                poparte jeszcze jakimiś logicznymi argumentami cenię najbardziej.
                No nic, koncze już bo i tak wiem, że wszystkich w życiu zadowolić się nie da.
                To forum jest tego doskonałym przykładem.
                • anetazw do Elle1977 07.12.06, 10:42
                  Witaj
                  przeczytałam cały Twój wątek. Po pierwszym poście byłam skłonna Ci uwierzyć że
                  odejdziesz od niego skoro zdradza, bo mu tego nie wybaczysz i że tylko
                  potrzebujesz dowodów.
                  Znalazłaś paragon, późne powroty z dworca zajmujące co najmniej 1.5 godziny....
                  Miałaś podejrzenia co do sąsiadki.

                  Jak teraz patrzysz na to wszystko?

                  Co się stało z Twoimi podejrzeniami co do sąsiadki???

                  Ja też pisałam na tym forum o swoich problemach, n awet przeniosłam sięna jakis
                  czas na forum Rozwód i co dalej....
                  Mój mąż nie mieszka z nami już ponad 2 miesiące....
                  patrzę na wszystko z dystansem i twoje zachowanie bardzo mi przypomina moje
                  własne i wielu innych kobiet.

                  Wierzysz w to w co chcesz wierzyć. Najperw chiałaś wierzyć w jego zdrady...
                  widziałas już oczami wyobraźni jego z kobietą i wszystko ci się układało w
                  jedną całość.
                  Teraz wierzysz w to w co wierzysz i wdzisz że się stara i że jest miły itp???

                  Zastanów się nad tym..

                • glamourous do elle 07.12.06, 11:27
                  Ja Ci wierze. Sama przeszlam podobne piekielko, dlatego wierze jak najbardziej,
                  nie wiem skad te bzdurne pomysly z gazeta ;-)nie sadze zeby dziennikarze
                  musieli pisywac na forach zeby czerpac inspiracje ;-)
                  Trzymam za Ciebie kciuki, elle, mam nadzieje ze wam sie ulozy, bo z tego co
                  widze chyba jednak zalezy mu na Tobie. Wierz mu, ale miej oczy otwarte i nie
                  daj sobie "w kasze dmuchac" i zbywac byle czym.
                  Mam nadzieje ze jednak bedziesz nadal pisywac tu na forum, bo wielu z nas
                  naprawde z zapartym tchem sledzi Twoj watek - jedna z Twoich "wiernych
                  czytelniczek" jestem ja - i chetnie od czasu do czasu sie dowiem co u Ciebie
                  slychac, jak rozwoj sytuacji, czy kryzys zazegnany itp.
                  A forumowymi zgryzliwcami sie nie przejmuj, przeciez ostatecznie jesli ktos
                  odbiera dany watek jako prowokacje, to nie musi go czytac...
                  Pozdrawiam Cie goraco!
                • matka_boza Re: Greymanho 07.12.06, 15:09
                  nie obrazaj sie na wszystkich tylko pisz dalej nie widzisz ilu wiernych
                  czytelnikow/czytelniczek juz masz?

                  a poza tym jesli borykacie sie z problemami finansowymi to twoj facet jest
                  skrajnie nieodpowiedzialnym kolesiem wydajac to na piwko to na wodeczke u kolegow..
            • kobietka25 Re: Greymanho 07.12.06, 17:03
              Mnie też interesuje ;)
    • kartka1 Re: elle 07.12.06, 12:03
      To i ja się dopiszę , bo też jestem wierną czytelniczką tego wątku.
      Kochasz męża, czy on Ciebie - nie wiem. Bardzo chcesz wierzyć , że wszystko
      będzie dobrze, zgadzam się z tymi którzy piszą że on trochę za daleko się
      posunął i teraz przycichnie, żebyś się uspokoiła. Myślę jednak, że on Cię
      zdradza, co z tym zrobisz, to Twoja sprawa. Mój mąż zdradził mnie z facetem,
      też nie mogłam w to uwierzyć, a jednak to prawda. Pisz co u Ciebie, będę
      czytać. Cokolwiek postanowisz jestem z Tobą. Ściskam Cię serdecznie.
      • andriu_samogwa Re: kartka 07.12.06, 12:22
        > Mój mąż zdradził mnie z facetem,
        > też nie mogłam w to uwierzyć, a jednak to prawda.

        ?
        No to jest ttemat na nowy watek
        • mreck Re: kartka 07.12.06, 15:25
          no. ciekawe. ale co zakochał sie w nim, czy tylko się "pedałowali", raz czy
          częściej?
          czy było to dla ciebie obrzydliwe?
          tak pytam bo pisałem tez na watku o odwrotnej relacji i mnóstwo czytelniczek
          popierało kobiete która miała kochanka.
          • kartka1 Re: mreck 07.12.06, 23:56
            tak to temat na nowy wątek
            tak zakochał się
            więcej nie chcę o tym pisać
            dla mnie jest to nie do przyjęcia, nie mogę tego zaakceptować, ale jak ktoś
            chce tak żyć, to niech sobie żyje

            trafiłam na to forum z powodu jak w temacie forum, i uspakajałam się różnymi
            przeczytanymi postami, niestety u mnie powód braku seksu, był zupełnie inny

            wiem, że wielu mężczyzn, prowadzi takie życie, fora dla bi, uginają się pod
            anonsami- jestem żonaty poznam faceta- ale bardzo mało kobiet wie o tym, bo to
            chyba jest ostatnia rzecz jaka może kobiecie przyjść do głowy, a i ukryć taką
            zdradę jest o wiele łatwiej, po prostu wychodzi się z kolegą na piwo, cóż to
            takiego, zwykła rzecz
            • mreck Re: mreck 08.12.06, 08:41
              chm. czasem brak realizacji swoich fantazji skutkuje takimi marzeniami.
              jasne, przypowiesci o jurnych juhasach co to te no... owieczki zapylają są
              symptomatyczne.
              taki biologiczny rezultat działania testosteronu. dręczacy koszmar wyobraxni
              który prowadzi do zoofilii, pedofilii, i innych perwersji.
              jezeli twój mąż skrecił w tamta stronę to pewnie sie nie realizował seksualnie
              w zwiazku. nie zwrozum mnie xle, ty nie miałas obowiazku robic to na wszystkie
              sposoby jakie mu przyzszły do głowy. on i tak zrobiłby swoje.
              mnie samemu czasem marzył sie seks z facetem, ale jak zobaczyłem w tv jakis
              dwóch gosciów całujacych sie... brrr. pzdr.
              • kartka1 Re: mreck 08.12.06, 12:25
                no widzisz ja pytałam jak by chciał się kochać, ale zawsze mówił , że jest
                wszystko OK, że tak jak jest , jest dobrze, nigdy mu niczego nie odmówiłam, a
                on mi i owszem
                jego pociąg do facetów ma dużo grubsze dno, bo to nie choddzi tylko o seks, ale
                i inną relację z facetem, niż z kobietą
                teraz mówi mi, że nie ma w tym żadnej mojej winy
                niestety tu trzeba cofnąć się do dzieciństwa, i "naprawić to co zostało zepsute"

                wiesz może to zabrzmi absurdalnie , ale chciałabym , aby była w tym moja wina,
                bo mogłabym zmienić swoje zachowanie, ale niestety niewiele mogę zrobić, mogę
                go tylko wspierać
                i wierz mi chciałbym to z nim robić na wszystkie możliwe sposoby jakie mu
                przyjdą do głowy
    • u-kochana brak slów =( 08.12.06, 23:46
      właśnie skończyłam czytać to forum- przeleciałam całe-kilka godzin mi to zajęło ale warto było poświęcic ten czas
      jestem w szoku co tutaj przeczytałam!!
      Elle1977, wiedz, że jestem z tobą!! pamiętaj,że są ludzie,
      którzy będą się z toba w 100 % solidaryzować.
      Bądz silna i nie dawaj się !!
      napisz nam czasami co u ciebie słychać i czy sytuacja uległajakiejś zmianie=)
      aaa i nie zwracaj uwagi na jakieś głupie spekulacje co do arykułu do gazety.
      trzymaj się cieplutko =*
      --

      NaSze zDroWie- NajWyższYm cElem ...
      • elle1977 Re: brak slów =( 09.12.06, 11:32
        U-kochana - dzięki za zrozumienie. Cieszę się, że jesteś ze mną i że mnie
        rozumiesz. Mam tylko nadzieję, że Twoja wyrozumiałość nie wynika z faktu, że
        sama to przeżyłaś, a jeżeli tak, to bardzo, bardzo serdecznie Ci współczuję...
        Skoro tak wiele osób chce się dowiedzieć, co będzie dalej to będę pisać -
        obiecuję...
        Na razie jest, jak jest. Jakiejś szczególnej zmiany nie zauważyłam, ale faktem
        jest, że przez ten tydzień m. wracał do domu o "przyzwoitej" porze - no i
        dzwonił, o której będzie... Ale to na razie o niczym nie świadczy - w domu
        mam "chłód emocjonalny" - zero przytulania, całowania, rozmowy o "dupie
        maryni". Nie wiem, moze za dużo wymagam na raz... Ale chyba nie... Na którymś
        forum przeczytałam bardzo mądrą wypowiedź jakiejś dziewczyny, która tkwiła w
        podobnym jak ja związku i zaufała, chociaż intuicja podpowiadała jej, że coś
        jest nie tak... Po długim czasie okazało się, że jednak miała rację,
        niestety... I ta forumowiczka, apelując do wszystkich takich jak ja i ona,
        napisała coś, co zapadło mi bardzo w pamięć, a mianowicie (pozwólcie, że
        zacytuję): "Dziewczyny! Nigdy nie dajcie się nabrać! Ufajcie swojej intuicji,
        bo TO się po prostu czuje". Nie mogę zapomnieć o tych słowach, bo myślę, że
        ona, niestety, ma rację... Co nie znaczy, że na razie coś zamierzam zmieniać.
        Nie, taktyka pozostaje ta sama - a co on z tym zrobi - zobaczymy...
        Pozdrawiam
        • u-kochana Re: brak slów =( 09.12.06, 12:08
          nie, na dzięki Bogu tego ,,jeszcze'' nie przeżyłam (choć dmucham na zimne).Choć miałam już podobną sytuację, ale wiem, że do zdrady fizycznej nie doszło.
          Mam jeszcze ten komfort,że jestem panienką i dzieci nie mam, także gdyby coś...
          to niebyłoby większego problemu.
          Moje zrozumienie wynika z tego,że ja też jestem kobietą i bardzo wrażliwą na cudzą krzywdę i wiem,że może to spotkać każdą z nas=(
          Nie lubie takich kobiet(typu lolitki dla nich najważniejsze żeyby był profesonalny makijąż, modne ciuchy i perfumy od gucciego a w głowie pustka.Oczarowały swojego męza łatwym tyłkiem a potem już dzidziusiem i obowiazkiem do spełnienia), które w pewnym sensie się ,,wywyższają'' jakich one to mężów wiernych i oddanych mają- a prawda jest taka,że w wiekszości one również są w ''rogi walone'' ! i nawet nie przypuszczają bo facet jest cwany i dobrze potrafi się kamuflować.
          elle1977 a powiedz mi jeszcze jaie są relacje twojego meża z waszym dzieckiem, on tak samo traktuję synka jak ciebie (chłodno) czy bawi się z nim, interesuję, rozmawia, przytula ??
        • kawitator Re: brak slów =( 09.12.06, 21:37
          "Dziewczyny! Nigdy nie dajcie się nabrać! Ufajcie swojej intuicji,
          > bo TO się po prostu czuje"
          A moja intuicja mówi kategorycznie że ziemia jest płaska
          :-PPPPPPPPP
          • elle1977 Re: brak slów =( 09.12.06, 22:47
            Kawitator - ziemia jest okrągła - na100%, a Twoja intuicja na nic się zdaje -
            wszak jesteś facetem:)
            U-kochana - do dziecka odnosi się FANTASTYCZNIE - kocha go nad życie, bawi się
            z nim, przytula, itd. - absolutna odwrotność relacji w stosunku do mnie...
            Cieszę się, że nie piszesz tego z własnego doświadczenia. Bardzo się cieszę...
            • kawabezcukru Re: brak slów =( 11.12.06, 11:50
              wow...jak poprzednicy, przeczytałam cały ten watek z zapartym tchem, i bardzo
              ci wspolczuje bo z tego wszystkiego wynika ze bardzo kochasz swojego meza! a on
              hm no cóż, zapomniał (z tego co przeczytałam) o kilku bardzo ważnych zasadach.
              mam nadzieje ze wszystko sie ulozy po Twojej mysli. jezeli ktos ma cierpieć to
              niech cierpi on, jeżeli ktos ma tu wygrac to mam nadzieje ze to bedziesz ty!
              tez jestem zwolennikiem 'intuicji' jezeli ona podpowiada ze jest cos nie tak to
              z pewnoscia tak jest, wiec czujną musisz być! tym bardziej ze twoje podejrzenia
              sa caly czas pewne na 98%! badz silna! goraco pozdrawiam.
              • u-kochana Re: brak slów =( 15.12.06, 16:56
                cześć elle już minął tydzień a ty sie nie odzywasz, napisz co u ciebie =)
                pozdrawiamy
          • yvona73pol Re: brak slów =( 16.12.06, 11:51
            kawi, ale ty nie masz kobiecej intuicji, wiec sie nie liczy ;)))
            ale chyba juz ktos to napisal ;)))
            • kawitator Re: brak slów =( 16.12.06, 13:14
              Nie ma czegoś takiego jak "Kobieca" intuicja. Jest intuicja w którą to cechę
              umysłowości jesteśmy w różny sposób wyposażeni. Związana jest głownie z empatia
              i pozycja społeczną (im niższa tym intuicja lepsza)a nie wyłącznie z płcią.
              Natomiast jest coś takiego jak kobieca logika ale ona nie ma żadnych punktów
              stycznych z tym co nazywamy logiką ;-PPPPPP
              Wesołych świąt
              • elle1977 Witajcie:) 16.12.06, 14:09
                Odzywałam się, odzywałam - odpowiedziałam, ale w innym wątku, który ktoś
                utworzyl pt. "do elle".
                Na razie jest b. dobrze:) Oby nie zapeszyć! Poczytajcie w tamtym wątku. Minął
                tydzień, a mój m. zachowuje się naprawdę super. Tak, jak kiedyś - nie mam
                zastrzeżeń.
                Aha, i winna jestem podziękowania Kawitatorowi, bo to dzięki jego uwagom
                zmieniłam nastawienie (ten Kawi to coś taki podobny do mojego m. jeżeli chodzi
                o podejście do związku:))
                Pozdrowionka!
                Elle
                • smeyse do Elle 1977 16.12.06, 15:06
                  Swietnie ze jest juz u Was w porzadku. Ale powiedz mi ,czy zdrade poscilas mu
                  plazem?Nie meczy Cie to ze gdzies tam przeez pewien czas byla inna? Czy moze ja
                  cos przeoczylam i w koncu wyjasnilo sie ze nie bylo nikogo innego No coz, zycze
                  wszystkiego dobrego!!!
                  • yvona73pol Re: do Elle 1977 17.12.06, 02:37
                    he, he, kawi, a wiesz, ze kobiety dziedzicza kobieca intuicje po ojcach? ;) moj
                    padre miala ja nawet dosc mocno aktywna... a co do kobiecej logiki...
                    no, zdaje sie, ze tez dysponuje ;)
                    wesolych swiat rowniez :))))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka