elle1977
26.11.06, 14:00
... na tym forum przedstawię Wam swój problem. Ale czytam Was od jakiegoś
czasu i wiem, ze na pewno coś poradzicie... Jesteśmy 3 lata po ślubie, mamy
2,5 letniego synka. Przed ślubem byliśmy ze sobą 2 lata. Od jakiegoś czasu w
moim małżeństwie "coś" szwankuje. Już od jakichś trzech miesięcy mąż
zachowuje się "dziwnie", tzn. inaczej, niż zwykle. Ciągle mu coś nie pasuje,
albo jest zmęczony, albo przepracowany, albo musi odpocząć, albo ogląda film,
albo robi coś przy kompie, albo, albo, albo... Dla mnie nie ma czasu.
Oczywiście rozmawiamy, ale inicjatywa zawsze wychodzi ode mnie, a i tak
zazwyczaj te "rozmowy" konczą się kłótnią, bo wciąż cos robię lub mówię nie
tak. No nic, myślałam sobie, że może ma cięższy okres w pracy, może coś go
gnębi, a jest typem, który, gdy ma problem, nie chce rozmawiać - musi - jak
to mówi, sam go rozwiązać. No dobra, ok, szanuję to. Nie dopytywałam, nie
marudziłam, czekałam, aż przejdzie... Aż tu któregoś pięknego piątku (jakieś
trzy tyg. temu)mój mąż oświadcza, że idzie z kolegami na piwo - była jakaś
17:00 może. No dobra, ok. Jeszcze tylko zapytałam, czy dlugo będzie. On mi na
to, ze "raczej" nie. No wiec jest 21:00 a jego nie ma, 22:00, a jego nie ma.
Więc dzwonię. I nic. Nie odbiera. Dzwoniłam chyba z pięć razy, a on nie
odebrał. O 12:00 postanowiłam się położyć (chociaż i tak nie mogłam zasnąć).
O 1:30 dostaję sms-a że jest z kolegami na wódeczce u jednego z nich i nie
mógł zadzwonić, bo koledzy zabrali mu tel.). Nie muszę wam chyba pisac, jak
się czułam. Wściekła napisałam tylko o której będziesz? on mi na to, że nad
ranem. Wrócił... o 15:00 następnego dnia. Nie będę tu opisywać, jaką miał
awanturę i do jakich wniosków doszliśmy, bo to temat na inny post. Do rzeczy:
przez cały następny tydzień baaardzo dużo miał pracy, po godz. 18:00 NIGDY
nie odebrał ode mnie telefonu (bo to albo był na spotkaniu, albo w pubie nie
słyszał telefonu, albo po sp. zapomniał, że ma ściszony i nie słyszał -
tysiąc idiotycznych powodów, w które nic a nic nie wierzę. Weekend spędził z
rodziną i byl "obecny nieprzytomny". Po prostu widziałam, że się biedaczek
męczy. A dzisiaj... no właśnie - w piątek się biedulek dowiedzial, ze musi
jechać w delegację. Pojechal w piątek i wraca dzisiaj (ale jeszcze nie wie, o
której będzie miał pociąg:)). Zwrócę Wam uwagę na jedno: nie odbiera moich
telefonów nadal. Oddzwania, i owszem, ale co mi z tego? Oddzwania wtedy, gdy
jemu jest to na rękę. Ludzie! Jestem prawie na 100% pewna, że ma kogoś. ale
nie mogę tego udowodnić! Bo z rozmowy z nim wychodzi, że to ja mam coś z
głową, a on jest krystalicznie czysty.
Męzczyźni! Proszę o interpretację - w końcu znacie najlepiej męski punkt
widzenia.
PS. Nadmienię tylko, ze przed ślubem miała miejsce identyczna sytuacja -
oczywiście okazało się, że chodzi o kobietę. Zerwaliśmy, ubłagał po trzech
miesiącach, zebym wróciła. Taka sytuacja miała się NIGDY nie powtórzyć - no
i proszę...