Dodaj do ulubionych

Mąż i dziecko a raczej jego brak...

10.04.07, 11:16
Kochani,forum podczytuję od dosyć dawna i bardzo cenię Wasze towarzystwo. Tyle
tytułem wstępu.
Od pewnego czasu gryzę się z moim problemem,a że nie bardzo mam z kim
porozmawiać to postanowiłam tutaj się wypisać. Otóż problem dotyczy mojego
małżonka i jego podejścia do posiadania potomstwa. Jesteśmy ze sobą ponad 5
lat z czego mieszkamy razem 4 a od półtora jesteśmy małżeństwem. Od zawsze
wiedziałam,że nie ciągnie go do posiadania dzieci,drażnią go,unika kontaktu.
Nigdy go nie naciskałam,nie stawiałam pod murem tak samo z resztą jak w wielu
innych kwestiach,staram się aby nasz związek był partnerski nie tylko z nazwy.
Nie “wychowuję” swojego męża, wychodząc z założenia ,że takiego sobie wzięłam
i takiego mam.

Niestety ta kwestia zaczyna mnie chyba zjadać i przerastać. Nie ma dnia żebym
o tym nie myślała, rozmowy coraz częściej schodzą na ten temat,nie tylko z
mojej inicjatywy. Czasem sam je prowokuje. On wie co mnie gnębi i zna moje
argumenty. Ja znam jego argumenty i.......nic. Nie wiem co dalej. Jak mu
przetłumaczyć,że to dla mnie naprawdę ważne, nie chodzi o to żeby już teraz
zaraz,ale żeby ta furtka była otwarta,żebym miała poczucie że on tego tak
drastycznie nie odrzuca...problem w tym,że właśnie tak jest. Są, były chwile
kiedy mi obiecywał, że napewno do końca 2005 roku pomyślimy...potem że do
końca 2006 a teraz...teraz są inne priorytety. Oczywiście w tym wszystkim
zapewnia ,że to ze mną chce spędzić swoje życie z nikim innym,że ja jestem
najważniejsza. Kiedy pytam jak to się ma do moich potrzeb-milczy.

Zapytacie to o czym rozmawialiście przed ślubem,trzeba było to ustalić. Ale
tak było od zawsze,ślub nie był momentem przełomowym w naszym życiu, był
naturalną konsekwencją bycia razem,niczego nie ustalaliśmy,niczego nie
zakładaliśmy.
Dla dopełnienia obrazu może dodam że oboje jesteśmy w okolicach trzydziestki,
materialnie napewno byśmy sobie poradzili,mamy gdzie mieszkać.
Teraz może garść jego argumentów:
-ja jestem zbyt leniwa
-on nie jest zdolny do poświęceń
-napewno się do tego nie nadajemy
-nie wyobraża sobie nas w tej roli
-samorozwój jest ważniejszy niż sprowadzanie na świat kolejnych istnień (to
kluczowy argument)
-nie potrzebuje w życiu nikogo poza mną ( to też ważne,nie jest rodzinny, z
własną rodziną ma nikły kontakt)
To wszystko oczywiście odbija się na naszym sexie.Od ślubu nie biorę tabletek,
generalnie źle się po nich czułam,zaczęłam mieć problemy z pękającymi
naczynkami. On oczywiście o tym wie, czasem wspomina ,że mogłabym wrócić do
tabletek ale nie naciska. Mój organizm,a może moja podświadomość zaczęła
jednak od pewnego czasu dziwnie reagować. Zauważyłam że od skończonego okresu
do dni płodnych mam ochotę na sex a potem...tragedia. Nie wiem,może sama się
tak nastawiłam, że jeśli nie ma szans na zapłodnienie to go od siebie
odsuwam,sex uważam za zbędny. To oczywiście prowadzi do spięć,bo on zawsze
miał duży temperament, ja raczej umiarkowany.
Rozmowy nic nie dają,awanturowała się nie będę więc co dalej...?
Obserwuj wątek
    • misssaigon Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 11:29
      a. kochac dalej swojego wybranego na meza egoiste i zrezygnowac z macierzynstwa
      b. podstepnie zajsc w ciaze i udawac - "kochanie, to czysty przypadek" pewnie
      natura tak chiala - grozi to odejsciem meza, ktory moze nie zniesc takiej
      konkurencji
      c. znalezc sobie innego mezczyne, ktory zrozumie, ze dziecko to nie konkurencja,
      mozna sie przy nim i z nim rozwijac - o ile sil ci starczy aby zrealizowac
      wlasny zyciowy scenariusz....

      pozdrawiam:)) i zycze udanego wyboru
      • kwiatpolny Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 11:40
        :) odnośnie punktu a: zrezygnować z macierzyństwa i dalej kochać...pięknie ale
        tak się nie da,żal zawsze wyjdziew więc nie tędy droga
        b)wpaść i udawać ,że przypadek...tego bym nie chciała konsekwencje mogą być
        właśnie takie jak napisałaś
        c)znaleźć innego....ale ja nie chce innego!!!
        • eeela Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 11:48
          Ale tylko takie masz rozwiazania, i tylko miedzy nimi mozesz wybierac.
          • zygzak60 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 12:01
            eeela napisała:
            > Ale tylko takie masz rozwiazania, i tylko miedzy nimi mozesz wybierac.

            jest inne wyjście i autorka postu pewnie je zna :-)
            (tylko chce sie upewnic itd.)

            kropla drąży skałę a gdzie diabeł nie może ...

            domyslam się, że slub po kilku latach wspólnego mieszkania to sprawa nacisku
            kobiety, podobnie może byc i z dzieckiem

            i tylko na marginesie dodam, że jego argumenty przeciw dziecku mnie osobiście
            zwaliły z nóg, ale cóż: każda potwora ... ;)))))))))))))

            pozdrawiam
            • eeela Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 12:15
              Wiem. Podejrzewam, ze mnie tez to czeka - ale autorka watku przedstawila sprawe
              tak, ze ma sie wrazenie, ze drazenie skaly okazuje sie w zasadzie calkowicie
              nieefektywne. Pamietaj, ze kobieta nie ma nieskonczonej ilosci czasu na
              wydrazenie. Mezczyzna moze sobie czekac i do piecdziesiatki - kobiecie zegar
              biologiczny tyka jak szalony w okolicach trzydziestki.
              • zygzak60 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 12:35
                eeela napisała:
                > Mezczyzna moze sobie czekac i do piecdziesiatki - kobiecie zegar
                > biologiczny tyka jak szalony w okolicach trzydziestki.
                ---------
                w pewnym wieku mężczyzna tez zaczyna chciec miec potomka i wynika to z pewnej
                dojrzałości a nie jakiegoś gwałtownego instynktu,

                a co do autorki:
                1 rok narzeczeństwa i randek,
                2,5 roku od zamieszkania razem do ślubu,
                juz 1,5 roku powolnych nacisków na dziecko

                no! według optymistycznych ocen - złamie 'gbura' za rok ;)

                więcej optymizmu i ... do damskiej roboty ;)


                • eeela Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 12:48
                  Ja bym uderzyla w nute lekko szantazujaca. Z postu wynika, ze facet dziewczyne
                  naprawde kocha. Nie powinna sie bac pokazywac, ze jest nieszczesliwa z powodu
                  braku potomstwa. Nie marudzic bez przerwy, ale poplakac sie raz czy drugi po
                  spozyciu wina, dawac sie od czasu do czasu zlapac na depresyjnych pozach, po
                  prostu pokazywac od czasu do czasu, ze cierpi, ze dla niej to nie banal nie
                  glupi kaprys, tylko kwestia niezmarnowania sobie zycia. Powinien z czasem sie
                  zlamac, jesli rzeczywiscie kocha.
          • niezapominajka333 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 12:17
            Mozesz jeszcze sprawdzic jego reakcję na ciążę.
            Może jego nastawienie zmieni sie po dowiedzeniu się, że spodziewasz się
            dziecka. Pokaż mu dodatni wynik testu( nie musisz byc w ciąży - wystarczy mocz
            koleżanki w stanie błogosławionym))i zobacz jak zareaguje.
            Jeśli będzie piekielna awantura, każe ci iśc na zabieg lub w inny sposób okaze
            swoje najwyższe nizadowolenie będziesz wiedziała, jak zachowa się w razie nawet
            nieplanowanego(tej ewentualności nie można wykluczyc) ojcostwa.
            Daj mu tydzień na ochłonięcie i przemyślenie sprawy, a jeśli jego nastawienie
            się nie zmieni, to przemyśl swoje priorytety. Ja na twoim miejscu nie
            ryzykowałabym stawiania go przed faktem dokonanym, chyba, ze bierzesz pod uwagę
            samotne macierzyństwo.

            • wiktoriada111 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 12:36
              A ja myślę, że kwiatpolny doskonale wie, że zrobiła ogromny błąd w związku i
              teraz szuka cudów na forum. Skoro od początku związku wiedziałaś jak on widzi
              kwestię dzieci, to nie dziw się, że za pstryknięciem palca zmieni zdanie tylko
              dlatego, że jeteście małżeństwem, albo że tobie się zachciało. Nie byłaś
              stanowwcza na początku, jak sama piszesz nie wychowywałaś go, to teraz nie
              oczekuj że się chłop raptem przemieni w kochającego tatusia. Od początku
              wiedziałaś, że on nie chce mieć dzieci i nie planuje ich w bliskiej
              przyszłości. Wszelkie żale uznję za próżne, a za taki stan nawet nie ma co
              nikogo obwiniać, w końcu on sprawę stawiał jasno. Nie barzo wiem, co nasze
              opinie na forum mogą zmienić... mamy podac przepis na zminę światopoglądu
              Twojego męża?
              • eeela Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 12:44
                Wiesz, to nie jest takie proste. Poznajesz faceta, zakochujesz sie, chcesz z nim
                zyc, ale widzisz, ze do dzieci ma stosunek niechetny. I co, rzucasz faceta w
                kat, chociaz glowe stracilas dla niego, chociaz widzisz, ze jest wspanialym
                partnerem, ze moglby byc bardzo dobrym ojcem, ze jest pelen ciepla,
                odpowiedzialny, srutututu? Nie, nie zostawiasz go w takiej sytuacji. Ale tez nie
                stawiasz go pod sciana na samym poczatku, tylko drazysz i drazysz, i drazysz.
                Jedna kobieta mam mniej cierpliwosci, inna wiecej. Jedna straci cierpliwosc i
                wrobi faceta w dziecko, inna straci cierpliwosc i odejdzie. Moja Mama
                powiedziala mi kiedys, ze facet, ktory sam z siebie jest gotow na posiadanie
                potomstwa, to straszliwa rzadkosc. Reszte trzeba naciskac, drazyc, stawiac
                ultimatum, wrabiac, w drastycznych przypadkach odchodzic, bo oni sami wola byc
                dziecmi, nie chca dzielic sie z kims uwaga kobiety, boja sie obowiazkow, a
                instynkt maja jeno po temu, zeby jak najczesciej posuwac jak najwieksza ilosc
                samiczek, a nie po temu, zeby wychowywac dzieci.
                • wiktoriada111 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 13:04
                  eeela, ja nie mówię, że to jest dla kwiatka łatwe, proste i przyjemne...Lecz
                  znała podejście swojego faceta i jego zdanie na temat dzieci i wylewanie żali
                  na forum za swoją decyzję uważam za bezcelowe, bo nic nie zmieni. I szukanie
                  wyjścia z tej sytuacji, to trochę obudzenie się z ręką w nocniku...
            • misssaigon hm 10.04.07, 13:02
              tylko jak sie wyda, ze to podstep - to maz moze nie wybaczyc takiego
              "podchodzenia i manipulowania" - tak czy siak - skonczy sie źle...

              generalnie - trudno tu stworzyc jakis optymistyczny plan działania -

              - wymeczona, wypłakana zgoda na dziecko "dla swietego spokoju" - czy to nie
              wplynie na poczucie bliskosci?
              - zranienie i zal o nielojalnosc za "podstep" - czy to nie odsunie ich od siebie?
              - odejscie do innego - dobrowolna rezygnacja z miłosci i wieczne pytanie czy sie
              za wczesnie nie zrezygnowało - bedzie siedziało cierniem w sercu...

              mozna oczywiscie liczyc, ze meza da sie przekonac... ale..

              dziecka chce sie sercem, insynktem a nie rozumem!!!!

              jest jeszcze jeden aspekt - moze mniej miły - maz naszej bohaterki moze nie
              chciec miec z akurat z nią dziecka.
              • eeela Re: hm 10.04.07, 13:04
                > dziecka chce sie sercem, insynktem a nie rozumem!!!!

                Czytaj wyzej. Kobiety chca w ten sposob dziecka. Mezczyzni raczej rzadko.
              • your_and Re: hm 10.04.07, 13:59
                misssaigon napisała:
                > tylko jak sie wyda, ze to podstep - to maz moze nie wybaczyc takiego
                > "podchodzenia i manipulowania" - tak czy siak - skonczy sie źle...

                Co się stanie, jeżeli ona postawi go przed faktem dokonanym? Możliwe, że on
                odejdzie.
                Wtedy, paradoksalnie, może nie być najgorzej. Ona odpłacze, odcierpi i dziecko
                przyjdzie na świat po prostu w niepełnej rodzinie. Od samej matki będzie
                zależało, jaki stworzy dom.
                Wariant, w którym mąż nie porzuca żony, tylko zostaje mimo narodzin dziecka,
                może mieć dwojaki przebieg. Pozytywny, gdy ojciec przełamie niechęć i
                rozsmakuje się w ojcostwie - wiele kobiet na to liczy.
                I wariant najgorszy: ojciec zostaje, ale nie cierpi dziecka i żony, która go
                wrobiła.
                Takie dziecko będzie czuło, że "należy" tylko do matki. Jak sobie wytłumaczy
                niechęć ojca?
                Tak jak wszystkie dzieci na świecie: że jest niepotrzebne, nieudane, nie takie,
                jakie powinno być. Dlatego jeżeli masz ochotę i zamiar spełnić się w
                macierzyństwie oraz w życiu rodzinnym, poszukaj partnera, który ten zamiar
                podziela. Jeżeli pokochałaś kogoś, kto odrzuca taką perspektywę, nie próbuj
                zrobić z niego rodzica na siłę

                Dlaczego on nie chce dziecka? - Wypowiedzi psychologów
                kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,1708477.html
            • avide Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 13:39
              Niezapominajko ... ;)) przebiegłość twoja nie zna granic :)))
              W życiu bym nie wpadł by tak przetestować drugą połówkę ;))).
              Pozdrawiam i gratuluję inwencji twórczej :)).
              Pzdr.
              Avide
      • czousen Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 19:03
        zgadzam sie ze wszystkimi punktami, ja wlasciwie jestem taki sam jak twoj maz
        tylko, ze lubie dzieci, ale nie chce miec wlasnych.
    • wmt28 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 12:45
      u mnie odwrotnie. ja nie chce on chce. w takiej sytuacji seks to dla mnie
      tragedia..na szczescie slubu jeszcze nie ma, choc termin jest.nic sie tu nie da
      zrobic.pozostaje chyba tylko jedna mozliwosc..
    • trzydziestoletnia Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 15:39
      Niestety, nie bardzo wiem co Ci doradzic, oprocz tego, zeby jasno i b.konkretnie powiedziec mu o swoich oczekiwaniach co do zwiazku. Nie "dawac do zrozumienia", bo facetowi nie mozna zostawiac spraw do domyslania sie, jemu trzeba naprawde jasno wylozyc swoje stanowisko. I nie dac sie wmanipulowac w odkladanie rozmowy czy decyzji "na pozniej".
      Ja jestem w troche podobnej sytuacji, 15 lat razem, juz niestety po trzydziestce i bez dziecka. Zwiazek usycha, nie rozwija sie, chodzimy na terapie, ale nie wiem czy nie jest juz za pozno.. Czuje sie b.staro, nie ma we mnie radosci i zycia, jakbym byla juz kompletnie wypalona. I chyba przestalam miec nadzieje.
      • trzydziestoletnia Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 15:39
        Wez sprawy w swoje rece zanim bedzie za pozno jak u mnie.
        • your_and Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 16:22
          trzydziestoletnia napisała:
          > Wez sprawy w swoje rece zanim bedzie za pozno jak u mnie.

          Czy to nie tak samo cyniczne jak radzenie mężczyznom żeby wzieli sobie kochankę
          jak żona ignoruje ich podstawowe potrzeby seksualne? Seks instykt,
          macierzyństwo też instynkt. Którego druga strona po prostu nie czuje i już.
          Anologia nasuwa sie sama. Wrodzony instynkt tłumaczy wszystko. Zaciągnięte
          zobowiązania wobec drugiej osoby przestają sie z czasem liczyć...
          Tylko taka róznica że instykt macirzyński to kulturowe sacrum, a seksualny
          profanum.
          • zygzak60 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 17:19
            każde dwie różne płaszczyzny ( a nie równoległe) w przestrzeni 3D
            maja nieskończenie wiele punktów wspólnych
            a pomimo to są nadal różne
            ;)
        • zygzak60 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 17:16
          trzydziestoletnia napisała:
          > Wez sprawy w swoje rece zanim bedzie za pozno jak u mnie.

          dziewczyny!
          (córuchny no_prawie_że, laleczki)
          nie wpadać w panikę
          ja się ożeniłem mając 30 lat
          i dorobiłem się dwójki dzieci
          a znam kobiety które urodziły pierwsze dziecko koło 40

          a bo to jest nawet przeciwnie niz sie wydaje
          cała masa młodych dziewczyn zaprzęgnieta w pług macierzyństwa od wczesnej młodości
          zostaje babciami w wieku około 40 i ... przezywa kryzys:
          - gdzie młodośc uciekła i gdzie uroda?
          - gdzie miłośc sie wypaliła i co dalej bez miłości?
          - co robic przez pozostałe pół zycia?
    • piticja Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 17:43
      No hej !!!! Jestem z moim mężem 11 lat, 8 po ślubie i nie mamy dzieci.Na
      początku, to ja nie chciałam - studia, praca, jakieś mieszkanko- to były
      priorytety. Potem były poważne problemy małżeńskie.Po jakimś czasie doszłam do
      wniosku ,że tak jest wygodnie i niezależnie. W między czasie były okresy gdzie
      bardzo chciałam mieć dziecko, ale strach i wygoda zwyciężyły. Teraz trudno jest
      mi się zdecydować nawet na psa. Więc jesteśmy sami ja i mój mąż.Dobra ze mnie
      ciocia a z niego wujek :)))dla naszych siostrzeńców i bratanków :))))) i tak już
      zostanie.
      Zastanów sie na czym Ci bardziej zależy , czego pragniesz i czy osiągając jedno
      nie stracisz drugiego . Czyli zawsze będzie jakaś strata, która będzie boleć.
    • victta Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 17:56
      Bardzo Ci wspolczuje ,poniewaz macierzynstwo dla mnie to jeden z piekniejszych
      etapow w zyciu i bardzo ciezko,ze szkoda dla wlasnej psychiki byloby mi sie go
      wyrzec.Dochodze do wniosku,ze gdyby mezczyzni mieli decydowac o narodzinach
      dzieci ,ludzkos szybko by wyginela-oni wogole nie czuja takiej potrzeby.
      Moj maz tez nie chcial dziecka. Nasze dziecko jest z najwspanialszej wpadki
      ;-)))(jakies sily pozaziemskie maczaly w tym rece,bo chociaz wiedzial,ze sie nie
      zabezpieczam ,bardzo uwazal,zeby wlasnie nie wpasc-hihi),a teraz jest super ojcem.
      Tylko on nigdy nie stawial sprawy kategorycznie,on poprostu robil uniki.

      U Ciebie bardzo jasne postawienie sprawy troche martwi. Z drugiej strony Twoj
      partner wymysla argumenty(bez sensu jak diabli),ale stara sie tlumaczyc swoja
      niechec.Nie jest to postawa-nie chce i juz,koniec kropka.Moze wiec jest
      nadzieja.Trudno Ci radzic ,a tym bardziej przewidywac zachowania meza.
      Przyszla mi do glowy pewna opcja-wpadnij w depresje,badz smutna,lez w
      lozku,odmawiaj wspopracy,powiedz ,ze czujesz sie wypalona,ze nie chce Ci sie
      zyc,ze czujesz zew natury.Jesli Cie kocha powinno mu serducho zmieknac i
      powinien troche odpuscic.W sumie radze Ci przyspieszyc to co zapewne stanie sie
      z Toba zaniedlugo.Ech zycie....
      Pozdrawiam
      • czousen Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 19:39
        mozesz tez skorzystac z narkotykow, dosypuj mu do jedzenia, moze wtedy zmieni
        zdanie, a jesli nie to probuj innych.
    • aandzia43 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.04.07, 18:15
      Kwiatuszku Polny, czy próbowałaś dociec, dlaczego TAK NAPRAWDę twój mąż nie chce
      mieć dzieci? Te jego argumenty mogą kryć koszmarnego egoistę i narcyza, ale może
      twój facet to wrażliwiec, neurotyk z lękiem przed światem. Kiedy rzeczywistość
      boli tak, że nie wystarcza sił na nic, poza walką z tym bólem, ostatnia rzecz o
      której się myśli, to sprowadzanie na ten świat następnej cierpiącej istoty. Z
      moich obserwacji wynika, że łatwiej (choć nie łatwo) sterapeutyzować neurotyka i
      zarazić go odrobiną optymizmu, niż z narcyza zrobić dobrego ojca. Pomyśl,
      poszperaj w przeszłości, zanim podejmiesz jakieś decyzje. Po drodze dowiesz się
      wielu ciekawych rzeczy i na swój temat. Przecież jesteś częścią jego życia, z
      jakiś powodów wybraliście się nawzajem i jesteście ze sobą.
      P.S. I dlaczego nie utrzymuje kontaktów ze swoją rodziną? Poszukaj, może tu coś
      znajdziesz. Życzę powodzenia i trafnych decyzji :-)
    • psottka Re: Mąż i dziecko i teatr marionetek 11.04.07, 00:07
      Tak czytam.. czytam...
      sorry ale dla mnie rady typu "popłacz, poudawaj depresję" czy "weź sprawę w swoje ręce" są obrzydliwe :(
      Toż kwiatpolny znalazła ponoć sobie partnera a nie marionetkę
      czy kochane panie chcecie być manipulowane przez swoich partnerów???
      nie lepiej prosto, uczciwie porozmawiać???

      ja rozumiem ogromną chęć bycia matką
      rozumiem że ktoś nie czuje tej chęci i może nigdy nie poczuć
      ale nie rozumiem jak można być na tyle samolubnym by 'wrabiać' kogoś w bycie rodzicem... po porostu tego nie rozumiem!!!

      więcej szacunku do siebie samych i do naszych partnerów
      _______
      Psottka
      • victta Re: Mąż i dziecko i teatr marionetek 11.04.07, 00:33
        To nie chodzi o wrabianie w dziecko czy lapanie meza na ciaze,bo to
        glupie-fakt.Chodzi raczej o przekonie jednej strony do pewnych decyzji,a metody
        sa rozne i nie zawsze rozmowa jest ta najlepsza.
        Sila oraz wiara w jej magiczna moc jest czesto przeceniana,bo jak rozmawiac z
        mezem,ktory dojrzeje do gotowosci posiadania potomka w wieku 40-50 lat,wlasnie
        wtedy gdy kobieta moze byc w trakcie menopauzy.
        Zeby rozmowa byla skuteczna i przyniosla efekt obie strony musza wyzbyc sie
        swoich lekow ,swojego egoizmu co nie zawsze jest proste.
        Jesli facet mowi,ze nie chce miec dziecka ,bo go nie stac,jednoczesnie planujac
        kupno nowego samochodu ,to ja uwazam,ze tak naprawde znaczy to albo:boje sie
        zostac ojcem albo jeszcze mi sie nie chce nianczyc dziecka.Pierwsze wynika ze
        strachu ,drugie z braku takiej potrzeby,a czesto obie te sprawy nawzajem sie
        przenikaja i zadna rozmowa i sila logicznych argumentow tej postwy nie zmienia.
        Kobieta po to ma instykt,zeby uslyszec czasami to co miedzy slowami jest ukryte.
        • psottka Re: Mąż i dziecko i teatr marionetek 11.04.07, 21:34
          victta napisała:
          > Kobieta po to ma instykt,zeby uslyszec czasami to co miedzy slowami jest ukryte....

          tia....
          a jak kobieta mówi "nie" to znaczy "tak"??? ;-D
          jak krzyczy że nie chce to znaczy że pragnie????
          od tego krok do całkowitego rozgrzeszenia gwałcicieli... wszak mają instynkt i wiedzą czego kobieta pragnie... he....
          _______
          Psottka
          • kwiatpolny Re: Mąż i dziecko i teatr marionetek 11.04.07, 23:49
            Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, szczególnie osobom które dzięki swojemu
            doświadczeniu wyczytały w moim poście więcej niż mogłabym przypuszczać
            Spróbuję się ustosunkować do najważniejszych wątków:

            Zygzak60: domyslam się, że slub po kilku latach wspólnego mieszkania to sprawa
            nacisku
            kobiety,---bingo, inicjatywa była moja. Nie oznacza to jednak, że mąż nie jest
            zadowolony, wręcz przeciwne z dumą nosi obrączkę.

            eeela Nie powinna sie bac pokazywac, ze jest nieszczesliwa z powodu
            braku potomstwa. Nie marudzic bez przerwy, ale poplakac sie raz czy drugi po
            spozyciu wina, dawac sie od czasu do czasu zlapac na depresyjnych pozach---wiesz
            to w sumie nie jest trudne, bo ciężko być uhahaną kiedy w głowie takie myśli…po
            prostu dzieje się samo.Nie chciałabym jednak,żeby jak niżej napisała missajgon
            zgoda była wyproszona i wypłakana,nie o to mi chodzi.
            niezapominajka333 Mozesz jeszcze sprawdzic jego reakcję na ciążę.
            ---reakcja została sprawdzona,mieliśmy jakiś czas temu fałszywy alarm.Na
            początku był spanikowany,widziałam,że naprawdę go nosi. Następnego dnia już
            podszedł do tego z humorem jak do faktu dokonanego.
            wiktoriada111 A ja myślę, że kwiatpolny doskonale wie, że zrobiła ogromny błąd
            w związku i teraz szuka cudów na forum----w sumie zostawiam tą wypowiedź bez
            komentarza…

            eeela Wiesz, to nie jest takie proste. Poznajesz faceta, zakochujesz sie,
            chcesz z nim
            zyc, ale widzisz, ze do dzieci ma stosunek niechetny.---i tu eeela trafiłaś w
            sedno sprawy,nie będę roztrząsała tego,że znałam jego stosunek.Ja chcę ten
            stosunek zmienić nie na siłe,nie płaczem, nie szantażem…tylko jeszcze nie wiem czym

            your_and
            Co się stanie, jeżeli ona postawi go przed faktem dokonanym? Możliwe, że on
            odejdzie. ----jak się zapewne domyślacie nie chcę brać tej opcji pod rozwagęA
            swoją drogą nie słyszałam o małżeństwach rozpadających się z tego powodu..ale
            może jeszcze mało słyszałam.

            trzydziestoletnia 10.04.07, 15:39 + odpowiedz
            Ja jestem w troche podobnej sytuacji, 15 lat razem, juz niestety po trzydziestce
            i bez dziecka. Zwiazek usycha, nie rozwija sie, chodzimy na terapie,---wiesz
            tego własnie się boję, tego usychania związku i mnie w nim.
            • misssaigon Re: Mąż i dziecko i teatr marionetek 12.04.07, 08:14
              kwiecie, kwiecie:)) mozna jeszcze domniemywac, ze twoj maz po prostu nie chce
              swiadomie wziac wspolodpowiedzialnosci za powolanie nowego zycia...jesli by juz
              to sie stalo , coz..jest facetem i przyjalby to zapewne godnie i z
              odpowiedzialnoscia - jest rowniez szansa ze po kilku latach poczucie
              odpowiedzialnosci za potomka zamieniloby sie w milosc ojcowska...minus tego jest
              taki, ze w bardziej dramatycznych sytuacjach bedzie ci wypominane, "sama tego
              chials, ja bylem przeciw...etc" ...coz...moze zrobic tak

              oswiadczyc mezowi oficjalnie - "kochanie , rozpoczynamy starania o dziecko, jest
              to dla mnie na tyle istota czesc naszej milosci, ze jesli tego dziecka nie
              bedziemy miec - bede nieszczesliwa i twoja milosc nie wystarczy" - reakcja? moze
              sie wyniesc z kolderka do drugiego pokoju i miec cowieczorne migreny, moze
              jednak tak nie byc...

              wnioski wyciagniesz sama

              ja tez bardzo nie lubilam dzieci i wlasciwie wykluczalam ich posiadanie - ale
              zdarzyla sie wpadka (hehe) i cale 9 miesiecy zmagalam sie ze soba, po urodzeniu
              dziecka uczylam sie go kochac i okazywac mu milosc, teraz przy drugim strumyczek
              milosci rodzicielskiej jest juz szeroka rzeka...i odnalazlam sie w nowej
              sytuacji (wiem, ze nie jestem facetem, ale duzo osob zarzuca mi "meski
              charakter" heheh)
            • sagittka Re: Mąż i dziecko i teatr marionetek 12.04.07, 10:47
              > your_and
              > Co się stanie, jeżeli ona postawi go przed faktem dokonanym? Możliwe, że on
              > odejdzie. ----jak się zapewne domyślacie nie chcę brać tej opcji pod rozwagę
              > 1514;A
              > swoją drogą nie słyszałam o małżeństwach rozpadających się z tego powodu..ale
              > może jeszcze mało słyszałam.

              No, to nie jest tak bezpośrednio, że pokazujesz test ciążowy, a mąż wtedy cię
              zostawia. Najpierw jest zawód, poczucie oszukania, braku zaufania, potem narasta
              niechęć, którą łatwo przenieść na dziecko, potem to juz z górki, wali się cały
              związek. Poczytaj o tym, jak wiele par ma problemy po urodzeniu dziecka, bo to
              jest coś co zmienia diametralnie relacje w związku i życie codzienne też. Jeśli
              połączyć to z niechcianą przez jedną stronę ciążą i poczuciem wrobienia, to
              efekty mogą być negatywne dla całej trójki.
              • your_and Re: Mąż i dziecko i teatr marionetek 12.04.07, 12:08
                sagittka napisała:
                > No, to nie jest tak bezpośrednio, że pokazujesz test ciążowy, a mąż wtedy cię
                > zostawia. Najpierw jest zawód, poczucie oszukania, braku zaufania,potemnarasta
                > niechęć, którą łatwo przenieść na dziecko, potem to juz z górki, wali się cały
                > związek.

                Kobieta zaspokaja w związku potrzebę bliskości której brak nie doskwiera tak
                mężczyznom, w zamian za to jest zdolna do róznych kompromisów. Rózne
                pschychologiczne uproszczenia piszą że mężczyzna w związku kupuje seks za
                bliskość a kobieta bliskość za seks.
                Dziecko jak sie pojawi w wiekszości przypadków zaspokaja jej tą potrzebę
                bliskości całkowicie, mężczyzna traci swoją karte przetargową, nie ma ju ż
                miejsca na kompromis, a do tego wymagania wobec niego i czynniki stresujące,
                rosną, a on od natury bezpośrednio nie dostaje nic w zamian za poświecenie i
                zaangażowanie.
                Jeżeli poczuje sie w taką sytuacje wrobiony i nie ma motywacji może to wróżyć
                jedynie katastrofą.
      • trzydziestoletnia Re: Mąż i dziecko i teatr marionetek 18.04.07, 13:14
        psottka napisała:
        > (..) rady typu "popłacz, poudawaj depresję" czy "weź sprawę w swo
        > je ręce" są obrzydliwe :( (..)

        > nie lepiej prosto, uczciwie porozmawiać???

        Jesli chodzi o moją wypowiedz, to dla mnie branie "spraw w swoje rece" znaczy powazne zajecie sie tematem (rozmowa tez sie w to wlicza). Chyba mylnie zostalo to odczytane jako "wrobienie w ciaze" (?).
    • kici10 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 12:23
      Przypadek z życia wzięty. Małżeństwo o ustabilizowanej sytuacji materialnej nie
      mogło mieć dzieci z powodu faceta. Kobieta miała bardzo silny instynkt
      macierzyński. Facet nie godził się na adopcję. Z biegiem lat kobieta zaczęła
      zapijać swoje smutki. Popadła w alkoholizm. Mąż odszedł. Straciła mieszkanie,
      pracę i wszystko co miała. Wylądowała pod mostem. Teraz jest w wieku
      wykluczającym dziecko, bez środków do życia.
      • your_and Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 13:52
        kici10 napisała:
        > Przypadek z życia wzięty. Małżeństwo o ustabilizowanej sytuacji materialnejnie
        > mogło mieć dzieci z powodu faceta. Kobieta miała bardzo silny instynkt
        > macierzyński.

        Myślę że przytaczanie przykładów facetów którzy nie realizując sie w
        małżeństwie seksualnie (silny instynkt seksualny?)zalewali wódką stes, rozpili
        sie i stoczyli byłoby wręcz trywialne i stereotypowe.
        Czy to ma usprawiedliwieniem że robienia coś wbrew woli partnera i za jego
        plecami?

        Ucziwie byłoby odejść i szukać kogoś kto bedzie miał takie same oczekiwania od
        życia. Tylko z wielu wzgledów mało kogo na to stać.
        • kici10 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 15:46
          Czy to ma usprawiedliwieniem że robienia coś wbrew woli partnera i za jego
          > plecami?

          Nie, chodzi o zastanowienie się i ustalenie własnych priorytetów. O ustalenie
          ile jest się w stanie zapłacić za związek z tym konkretnym facetem. Czasem o
          uratowanie własnego życia. Nie namawiam do oszustwa, namawiam do spojrzenia w
          siebie.
    • avide Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 14:36
      Kwiatuszku Polny ...
      powiem Ci żebyś nie składała broni. Z facetami jest tak że często trzeba do
      wielu rzeczy ich ciągnąc ale jak już coś osiągną to akceptują ten stan. Sam wiem
      po sobie jak do wielu rzeczy musiałem się "przekonywać". Może akurat nie do
      dzieci bo jak chyba jestem jakiś ewenement bo dzieciaki uwielbiam. Ale fakt
      faktem, że kobieta jeśli nie chce mieć w życiu przekichane musi sobie swojego
      faceta wychowywać. Cały czas, dzień po dniu, przy czym musi to robić bardzo
      umiejętnie i z wyczuciem. Bo niby testosteron, macho itp. ale jak się urazi
      męską dumę można sobie "nagrabić". ;)) Wiecie jak to jest. Facet to "głowa"
      rodziny zaś kobieta to "szyja" :)) a wiadomo że "głowa" obraca się tam gdzie
      "szyja" pozwoli się obrócić :))).
      Mężczyźnie z natury "macierzyństwo" obce jest. Dlatego musi się go nauczyc. Musi
      je poznać. Ktoś musi go z nim oswoić. Naturalne, że się obawia go bo nie ma w
      sobie takich instynktów. Dlatego właśnie jak to mama ellli powiedziała:
      "... facet, który sam z siebie jest gotow na posiadanie potomstwa, to straszliwa
      rzadkość". Dodam wyjątek potwierdzający regułę.
      Sam miałem stosunek do dzieci jeszcze do niedawna powiedzmy neutralny z
      nastawianiem na raczej NIE. Jednak zostałem poproszony o bycie chrzestnym ojcem
      jakieś 2 lata temu. To był przełom w moim podejściu do tematu. Żebyście
      wiedzieli co przeżyłem obcując z tym małym szkrabem przez 2 lata. :))))))
      Pamiętam, że jak dostałem ją na ręce zaraz po urodzeniu trzymałem ją może z 10
      minut na rękach a spociłem się jak bym z 5 kilometrów przebiegł ;)))). Stres był
      ogromny. A przecież nawet nikt mi tego cudownego maluszka przebrać nie kazał
      (siostrzenica :)) ). I tak kolejne odwiedziny, wspólne zabawy, czytanie do snu
      ... :)))itp. zmieniały we mnie coś. Kawałek po kawałku. Pół roku mi zajęło zanim
      swobodnie zacząłem się z nią bawić brać na ręce itp.. A nagrodą za ten wysiłek
      było za każdym razem uśmiech tego cudnego maluszka, bądź jej błogi, słodki sen
      (np. po czytaniu książki :)). Okazało się że mam wybitnie usypiająco działający
      głos na chrześnicę :)). W ciągu zaledwie roku poznałem, co prawda z pozycji
      osoby trzeciej, ale zawsze, niektóre sekrety macierzyństwa. Coś wspaniałego.
      Zobaczyłem że nie takie to straszne, że można sobie z tym poradzić. Nawet ja :))
      gdzie wcześniej trudno nawet w wyobraźni było mi sobie zobaczyć siebie w roli
      ojca. Dlatego, mimo, iż sam jeszcze dzieci nie mam czekam na nie i jak się
      pojawi będzie to raczej radość niż strach. Ale fakt, że zwłaszcza facet (kobiety
      czasami też, zwłaszcza te nastawione na pęd zawodowo-karierowy) muszą się oswoić
      z macierzyństwem, poczuć je, jak np. missaigon to pięknie napisała :))).
      To, że teraz Twój facet Kwiatuszku Polny ma tak a nie inaczej jeszcze o niczym
      nie świadczy. Ważne tylko co TY z tym teraz zrobisz. Jeśli będziesz czekała aż
      wydarzy się jakiś cud i nagle facet sie ogranie może być albo za późno na Twoje
      macierzyństwo, albo nie doczekasz sie go wcale i ominie cię jedna z
      najwspanialszych rzeczy w życiu człowieka. Ja tam bym UMIEJĘTNIE ale naciskał.
      Oczywiście zdarzają się typy niereformowalne. No ale to już musiałaś mieć
      odrobinę kobiecej intuicji jak wybierałaś faceta na całe życie :)). Jeśli nie da
      się "zreformować" do powiedzmy jego wieku chrystusowego :)) lub Twojej 30-stki
      wiał bym gdzie pieprz rośnie.
      Świadome macierzyństwo to jedna z najpiękniejszych rzeczy jaka trafia się w
      naszym życiu. Nikt mnie nie przekona o cudownych zaletach bycia super ciocią czy
      wujkiem kosztem świadomego zrezygnowania z bycia ojcem czy matką. Dla mnie to
      zwykłe wygodnictwo i taki człowiek nie jest wiele wart.
      Człowiek na każdym etapie swojego rozwoju ma jakieś "zadanie" do spełnienia.
      W młodości nauka, zdobywanie i rozwijanie umiejętności, wiedzy, talentów.
      Później dobór odpowiedniego partnera, bo tak nas natura ułożyła, że wiążemy się
      w pary i jeden człowiek potrzebuje drugiego, następnie własnie MACIERZYŃSTWO.
      Nie musi być to zaraz drużyna piłkarska ale trzeba poczuć co to znaczy być
      odpowiedzialny za drugiego człowieka, później rola "przewodnika"
      podpowiadającego różne rozwiązania tej młodej istocie której daliśmy życie i na
      koniec, koniec na który składa się prawie połowa życia czas na to wszystko na co
      nie było czasu wcześniej a co na co mamy jeszcze chęci.
      Pozdrawiam serdecznie.
      Avide
      • kici10 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 16:03
        Avide, mądry z Ciebie facet. To może cos z własnego podwórka. W moim małżeństwi
        przyszedł czas, kiedy bardzo chciałam mieć dziecko. Obudził się we mnie silny
        instynkt macierzyński. W moim mężu nie. Nigdy nie lubił małych dzieci. Ale bez
        specjalnej euforii zgodził się pomóc rozwiązac mój problem. Tak więc od
        początku było jasne na kim będzie spoczywał główny ciężar wychowywania dzieci.
        Minęło trochę lat, dzisiaj dzieci są już na wylocie. A mój mąż nie wyobraża
        sobie, że mogłyby wyfrunąć z gniazda. Teraz, kiedy są dorosłe. To dwie świetne
        dziewczyny. Bardzo dobrze się prezentuje w ich towarzystwie. I sądzę, że będzie
        w przyszłości bardzo dobrym dziadkiem. Teraz, kiedy główny ciężar
        odpowiedzialności nie będzie spoczywał na nim.
        • niezapominajka333 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 16:58
          Problem właściwie dotyczy czasów umiejętnego zapobiegania ciąży. Dawniej, jeśli
          facet nie chciał dziecka, to musiałby sie wyrzec seksu w związku, byc
          bezpłodny, trafic na bezpłodną partnerkę lub miec dużo szczęścia.

          Poza tym posiadanie potomstwa gwarantowało przedłużenie rodu, siłę tego rodu,
          zostawienie po sobie dziedzica, no i było udowodnieniem swojej męskości.
          Małżeństwa bezdzietne były traktowane jako pozbawione błogosławieństwa niebios
          i to bezpłodnym kobietom często zarzucano, że nie potrafią dac mężowi
          oczekiwanego potomka.
          No tak, ale wtedy naturalną rzeczą w małżeństwie było posiadanie dzieci i obie
          strony nie musiały uzgadniac czy chcą je miec.
          Teraz pytanie. Czy w tych czasach mężczyźni chcieli miec dzieci, czy ulegali
          presji społecznej?
          Co się zmieniło teraz?
          Bardzo dużo.
          Coraz skuteczniejsza antykoncepcja, poprawa warunków zycia, w tym postęp
          medycyny, wydłuzony czas opieki nad potomstwem, społeczna akceptacja
          bezdzietności, brak zależności przeżycia na starośc od posiadania dzieci,
          wystarczy przecież emerytura, którą się wypracowało...
          Z tego wszystkiego najważniejsza jest według mnie skuteczna antykoncepcja,
          które pozwala odsunac moment zdecydowania sie na dziecko, aż warunki będa
          najbardziej sprzyjające, a że lubimy wygodę to czasem jak najdłużej.
          I tu kłania się socjobiologia i strategie powielania genów.
          Dawniej dużo seksu = dużo potomstwa. Dużo seksu z wieloma partnerkami = jeszcze
          więcej potomstwa.
          Ta strategia przynosiła rezultaty w czasach, gdy nie można było zapobiegac
          ciąży. A teraz?
          No cóż - ewolucja to nie jest zakończony proces.



          • your_and Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 18:26
            niezapominajka333 napisała:
            > Poza tym posiadanie potomstwa gwarantowało przedłużenie rodu, siłę tego rodu,
            > zostawienie po sobie dziedzica, no i było udowodnieniem swojej męskości.
            > Małżeństwa bezdzietne były traktowane jako pozbawione błogosławieństwaniebios
            > i to bezpłodnym kobietom często zarzucano, że nie potrafią dac mężowi
            > oczekiwanego potomka.

            Cóż, jak wspominamy jak było kiedyś to ojciec miał oprócz obowiązków także
            niewyobrażalne dziś wyłączne prawa do decydowania o losie dzieci i one były
            zobowiazane zapewnić mu dostatnią starość co było usankcjonowane 4 przykazaniem
            (kolejnośc nieprzypadkowa)
            Teraz generalnie praw nie ma a obowiązki jakby znacznie wieksze :)
            Racjonalnych i odpowiedzialnie myślących o przyszłości facetów którzy nie
            czują "instynktu" zmusza to do zastanowienia.
            Naprawdę polecam:
            Historia ojców i ojcostwa
            hal.psych.uw.edu.pl/2006zalaczniki/Historia%20%20ojcostwa.ppt
            • kici10 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 12.04.07, 23:47
              Racjonalnych i odpowiedzialnie myślących o przyszłości facetów którzy nie
              czują "instynktu" zmusza to do zastanowienia

              Mogą tak się zastanawiać bardzo długo. Np. do 50, kobiecie w tym czasie minie
              wiek reprodukcyjny, a oni wymienią ją na nowszy model, z którym zrealizują
              świadome, przemyślane ojcostwo. A nie mogliby myśleć trochę szybciej?
              • misssaigon Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 13.04.07, 08:15
                w czasach aranzowanych małzenstw - rodzice wyszukiwali corce statecznego i
                zwykle duzo starszego kandydata, ktory juz sie wyszumial po lupanarach i mogl .
                malzenstwa z "nieopierzonymi" rownolatkami byly zwykle niemile widziane - coz
                mogl taki mlodzieniaszek bez pozycji zapewnic? no chyba ze stal za nim potezny
                spadek w perspektywie (nie byly to czeste przypadki)...
                • niezapominajka333 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 13.04.07, 09:31
                  Zależy o jakich czasach mówimy... i o jakich warstwach społecznych.
                  Zamożnośc i pozycja kandydata zwykle przesądzała, wiek nie był tu tak istotny.
                  Przy dużej różnicy lat najwyżej pocieszano delikwentkę, ze ma dużą szansę
                  zostac młodą majętną wdową i sama wybierac ewentualnych kandydatów.
                  • misssaigon Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 13.04.07, 10:02
                    hmm...status majetnej wdowy jest najlepszy - tylko dlaczego trzeba czasami tak
                    dlugo czekac????????
                    • zygzak60 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 13.04.07, 10:21
                      status męzczyzny jest najlepszy ze wszystkiego
                      i nawet nie trzeba az tak długo czekać

                      hi hi hi
                      no niektórzy wygrali ten los na loterii ;))))))))
                      • kwiatpolny Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 13.04.07, 20:30
                        Jesteście naprawdę kochani.Myślę,że czeka mnie trochę pracy nad naszym
                        związkiem.Wasze wypowiedzi uświadomiły mi,że mimo 5 lat znajomości jeszcze wielu
                        rzeczy o sobie z mężem nie wiemy.Mam nadzieję,że będę mogła powrócić za jakiś
                        czas z bardziej optymistycznymi wieściami:)
                        pozdrawiam gorąco
                        • yadrall Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 13.06.07, 20:10
                          Hej!

                          I jak tam praca nad zwiazkiem Kwiecie polny?
                          Jestem ciekawa i odswiezam temat,bo tez sie z tym borykam. Ja chce,a moj mojemu
                          mezowi jest to obojetne... Wiec i mi sie odechciewa...
                          Jaksie maja pary bezdzietne,ale takie ktore maja dluzszy staz w zwiazku. Jak
                          sie zyje tylko we dwoje, tak na zawsze?
                          • kwiatpolny Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 14.06.07, 12:54
                            Niestety w tej chwili ja muszę zmienić pracę, mąż też będzie o tym myślał i nie
                            wiadomo czy ta jego praca nie będzie poza granicami naszego pięknego kraju.
                            Nawet nie zaczynam rozmów bo to tylko zadrażnia sytuację, w jego oczach to jest
                            nieodpowiedzialne...za mało osiągneliśmy żeby sie decydować...argumenty są bez
                            zmian nic nowego nie doszło.
                            Tak naprawdę to CHYBA mam nadzieję,że zaliczymy wpadkę, bo na świadomie podjętą
                            decyzję nie mam co liczyć:(
                            • lilyrush Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 14.06.07, 12:58
                              to ise licz z samotnym macierzyństwem...zwłaszcza, jeśli on moze wyjechac do
                              pracy za granice
                              • yadrall Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 14.06.07, 17:12
                                To widze,ze niewiele wskoralas...
                                U mnie sprawa wyglada tak,ze mezowi jest obojetne czy bedzie dzidzius,ale robi
                                wszystko zeby nie misiec nas utrzymywac (niestety to na jego barkach spocznie
                                obowiazek zarabiania kasy,a on robi wszystko,zeby zarabiac tylko tyle,zeby
                                starczylo na zycie i zeby miec wymowke:przeciez nas nie stac na dzieko!). I
                                nijak nie moge zaprzeczyc,bo przy takiej pracy i zarobkach faktycznie nas nie
                                stac na dziecko.
                                PS. ja moglabym miec super prace i dobre zarobki,ale z racji,ze mieszkany poza
                                granica Polski to idac na macierzynski mam mniej wiecej 50% najnizszej
                                pensji,wiec chcac niechcac musze przejsc na utrzymanie meza.
                                • kwiatpolny Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 14.06.07, 17:42
                                  ...i tak źle i tak niedobrze...mój jest zbyt ambitny i ciągle mu mało
                                  wszystkiego.Teraz wymyślił, że pójdzie na studia MBA a nadmienie że właśnie
                                  skończył podyplomowe zaocznie .Oczywiście wszystko po to,żeby mieć w życiu
                                  lepiej...więc jest szansa ,że tak koło 50 dojrzeje do dziecka;)
                                  • yadrall Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 14.06.07, 19:17
                                    Twoj to chociaz dojrzewa...Bo moj to stoi w tym samym miejscu stale... Tak jak
                                    jest jest dobrze... I fakt,jak oboje pracujemy to nam na nic nie brakuje,ale
                                    gdybym ja miala zostac z maluchem w domu to juz na rachunki zabraknie...
                                    Ja ostatnio w przyplywie zlosci mojemu powiedzialam,ze jak nie chce dziecka to
                                    nie. Nic na sile,ale jezeli mu sie odmieni za kilka lat,a ja juz nie bede mogla
                                    mu dac malucha i znajdzie sobie inna (mlodsza) to bede wredna i go pozbawie
                                    meskosci. Tak,zeby zobaczyl jak to jest pozbawiac innyc tego co jest dla nich
                                    wazne. Bo on moze sobie czekac na dziecko jeszcze i 20 lat,a ja niestety nie.
                                    Tyle,ze nic nie wskoralam, bo tylko sie obrazil,ale nic nie zrozumial... A
                                    szkoda...
                                    • elein dziewczyny... 14.06.07, 19:24
                                      Nie dajcie się... pieniądze są fige warte bez zrealizowanego macierzyństwa gdy
                                      się chce i może mieć dziecko, nic Wam nie wynagrodzi za -nascie lat.
                                      To świństwo ze strony mężów , że Wam dziecka nie chcą dać, .. a potem naprawde
                                      może być za późno... ale tylko dla WAS,..niestety. k.m!
                                    • misssaigon Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 14.06.07, 20:00
                                      widać mąz chce byc jedynym dzieckiem w rodzinie :(
                          • trzydziestoletnia Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 14.06.07, 19:23
                            yadrall napisała:

                            > Jaksie maja pary bezdzietne,ale takie ktore maja dluzszy staz w zwiazku. Jak
                            > sie zyje tylko we dwoje, tak na zawsze?

                            Zglaszam sie wywolana do tablicy. Zwiazek kilkunastoletni. Nie bardzo wiem co chcesz wiedziec - czy mozna zyc szczesliwie bez dziecka? Pewnie ze mozna. Czy ja/my tak zyjemy? Nie. We mnie jest wielki Brak i jednocznesnie wielka nadzieja. Pragnienia mamy podobne. A na razie mamy dwa koty ;>
                            Pewnie nic Ci nie rozjasnilam. Moze tyle, ze warto sobie zadac pytanie - nie jak zwiazek wygladalby bez dziecka, ale jak ty zylabys bez dziecka, zapytac o swoje zycie bez dziecka - bo jesli maz jest zdecydowanie przeciwny (czy bylas tego swiadoma?) to chyba za duzo mozliwosci nie ma..
                            • yadrall Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 14.06.07, 20:36
                              Dzieki serdeczne!
                              Moj maz nawet nie mowi,ze nie chce dziecka. On poprostu robi wszystko,zeby nas
                              nie bylo stac na dziecko! I nie mam tu na mysli jakiejs ekstra kasy,ale
                              pieniedzy na zaplacenie kredytu,rachunkow i zakup jedzenia! Co wiecej tu gdzie
                              mieszkamy mialby duzo molziwosci dorobienia czy nawet znalezeinia innej lepszej
                              pracy,ale musialby sie postarac (zrobic prawo jazdy, podszkolic jezyk, moze
                              zrobic jakis kurs itp). Poza tym lepsza praca sama do niego nie przyjdze,a on
                              nawet nie chce jej sprobowac znalezc! Dla niego najwzaniejsze jest by miec duzo
                              czasu na wlasne potrzeby (komputer, sklejanie modeli, brzekanie na gitarze,
                              pisanie jakis bzdetnych opowiadanek itp.) I czasami dziwie sie,ze znajduje czas
                              dla mnie...
                              Juz czasami nie wiem czy to egozim, brak ambicji czy pprostu lenistwo... A moze
                              wszystkigo po troche?

                              Trzydziestoletnia!
                              Dziki serdeczne za zabranie glosu. Czy mozesz mi wyjasnic dlaczego nie macie
                              dzieci? To kwestja wyboru, braku mozliwosci, czy tez dlatego,ze on tak
                              postanowil? Jak rozumiem, Ty nie jestes szczesliwa w tym zwizaku... i caly czas
                              czekasz,az sie cos zmieni... Cholera, to tak jak u nas... On sobie zyje,ma sie
                              dobrze,a ja caly czas czekam... Moje plany dotycza powiekszenia rodziny,a jego
                              zakupu kina domowego...

                              Ps. tez mam juz prawie 32 lata,a po slubie jestesmy 4 lata...
                          • songo3000 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 02.01.08, 08:58
                            > mezowi jest to obojetne... Wiec i mi sie odechciewa...
                            > Jaksie maja pary bezdzietne,ale takie ktore maja dluzszy staz w
                            Zostałem wywołany do tablicy, to odpowiem.

                            > zwiazku. Jak
                            > sie zyje tylko we dwoje, tak na zawsze?
                            Normalnie ;) Są wzloty i upadki, skowronki i kłutnie z 'ciężką altylerią'. Jest też o wiele więcej czasu/energii/innych zasobów, które można poświęcić tej drugiej osobie. Oboje mamy po 30 lat (12 lat związku / 4 lata po ślubie) i nie wyobrażamy sobie innego życia.
                            Tyle, że oboje mamy, powiedzmy ujemny instynkt macierzyński i dosyć wyraźnie określiliśmy to na początku znajomości. Z pewnością żadne z nas nie zdecydowałoby się na ślub bez zgody na takiej podstawowej płaszczyźnie.

                            Co do tematu wątku to nie za bardzo rozumiem tych wszystkich dywagacji. Facet jasno określił swoją postawę jeszcze przed ślubem a teraz pośrednio i bezpośrednią ją tylko podtrzymuje. Gadki o ‘urabianu’ męża, wpadkach kontrolowanych, itp. i oczekiwaniu, że później samo się ułoży to za przeproszenie ->pier_dze_le_nie<-.

                            Kwiecie Polny, po prostu odpowiedź sobie na pytanie co jest dla Ciebie ważniejsze: obecny mąż czy dziecko (raczej już nie z nim) i … wybierz.

                            Pozdrawiam w Nowym Roku!

                            • druginudziarz Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 02.01.08, 14:14
                              songo3000 napisał:

                              > > mezowi jest to obojetne... Wiec i mi sie odechciewa...
                              > > Jaksie maja pary bezdzietne,ale takie ktore maja dluzszy staz w
                              > Zostałem wywołany do tablicy, to odpowiem.
                              [ciach]
                              > Co do tematu wątku to nie za bardzo rozumiem tych wszystkich dywagacji. Facet j
                              > asno określił swoją postawę jeszcze przed ślubem a teraz pośrednio i bezpośredn
                              > ią ją tylko podtrzymuje. Gadki o ‘urabianu’ męża, wpadkach kontrolo
                              > wanych, itp. i oczekiwaniu, że później samo się ułoży to za przeproszenie ->
                              > ;pier_dze_le_nie<-.
                              >
                              > Kwiecie Polny, po prostu odpowiedź sobie na pytanie co jest dla Ciebie ważniejs
                              > ze: obecny mąż czy dziecko (raczej już nie z nim) i … wybierz.
                              >
                              > Pozdrawiam w Nowym Roku!
                              >

                              hehehe, już wiem skąd się biorą zgorzkniali złośliwi staruszkowie...
                              • songo3000 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 02.01.08, 17:38
                                > hehehe, już wiem skąd się biorą zgorzkniali złośliwi
                                > staruszkowie...
                                No skąd? Jak dla mnie to rekrutują się spośród weteranów tego forum :)))

                                Jeśli odnosiś to do kwestji mania/niemania potomstwa to rozwiń prosze...
                                • kwiatpolny Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 02.01.08, 21:03
                                  W pięknym momencie wątek się reaktywował doprawdy....mąż oświadczył,że woli się
                                  wysterylizowac niż miec dziecko...jakieś komentarze?
                                  • triss_merigold6 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 02.01.08, 21:54
                                    Owszem: masz jasność sytuacji i niezbyt dużo czasu biologicznego.
                                    Poszukaj nowego pana a z mężem się rozwiedź.
                                    • your_and szukanie woła pociągowego a parcie na macicę... 02.01.08, 23:23
                                      triss_merigold6 napisała:
                                      > Owszem: masz jasność sytuacji i niezbyt dużo czasu biologicznego.
                                      > Poszukaj nowego pana a z mężem się rozwiedź.

                                      Pachnie mi to hipokryzją niezmiernie :)
                                      W przypadku faceta określenie myślący kutasem trzeba by tu odkręcić na myśląca
                                      macicą?
                                      4 lata razem to jeszcze czas na budowanie fundamentów i tych lepszych chwil z
                                      których trzeba będzie skorzystać gdy przyjdą te gorsze wyrzeczeń po dziecku
                                      Przynajmiej dla faceta na pewno)

                                      >Nie wiem,może sama się
                                      >tak nastawiłam, że jeśli nie ma szans na zapłodnienie to go od >siebie
                                      odsuwam,sex uważam za zbędny. To oczywiście prowadzi do
                                      >spięć,bo on zawsze miał duży temperament, ja raczej umiarkowany.

                                      Czy to nic dziwnego ze facet ma lekką fobię? Mi tu na kilometr po tych słowach
                                      pachnie że po dzieciątku seks pójdzie dla autorki w odstawkę na bardzo dłuuuugo.
                                      Jeżeli ma trochę lat i inteligencji pewnie taki scenariusz zaobserwował wokół
                                      siebie już nie raz.
                                      Każdy facet jak mu się uśpi czujność i przekona że "w naszym przypadku będzie
                                      innaczej" to daje się po latach z czasem wkręcić, albo jest mało bystry i daje
                                      się urobić od razu :)
                                      • songo3000 Re: szukanie woła pociągowego a parcie na macicę. 03.01.08, 00:39
                                        your_and napisał:

                                        > > Owszem: masz jasność sytuacji i niezbyt dużo czasu biologicznego.
                                        > > Poszukaj nowego pana a z mężem się rozwiedź.
                                        > Pachnie mi t
                                        Kwestja priorytetów. Co nie zmienia mojej obserwacji, ża na tym forum jest wiele hipokrytek a nawet jeden wylewny hipokryta się uchował :)))

                                        > >Nie wiem,może sama się
                                        > >tak nastawiłam, że jeśli nie ma szans na zapłodnienie to go od
                                        > >siebie
                                        > >odsuwam,sex uważam za zbędny. To oczywiście prowadzi do
                                        > >spięć,bo on zawsze miał duży temperament, ja raczej umiarkowany.
                                        > Czy to nic dziwnego ze facet ma lekką fobię? Mi tu na kilometr po > tych słowach
                                        > pachnie że po dzieciątku seks pójdzie dla autorki w odstawkę na
                                        > bardzo dłuuuugo
                                        Może tak, może nie. Szanse na 'awans' do roli dostarczyciela dóbr doczesnych po rozpoczęciu projektu 'dzidzia' zawsze są ... no dobra, po przeczytaniu "nie ma szans na zapłodnienie(...)sex uważam za zbędny" rosną wykładniczo :)

                                        > Jeżeli ma trochę lat i inteligencji pewnie taki scenariusz
                                        > zaobserwował wokół
                                        > siebie już nie raz.
                                        > Każdy facet jak mu się uśpi czujność i przekona że "w naszym
                                        > przypadku będzie
                                        > innaczej" to daje się po latach z czasem wkręcić, albo jest mało
                                        > bystry i daje
                                        > się urobić od razu :)
                                        Bez przesady, znakomita większość moich kolegów mniej lub bardziej ale jednak chciała potomka.
                                        • your_and Re: szukanie woła pociągowego a parcie na macicę. 09.01.08, 11:23
                                          songo3000 napisał:
                                          > Bez przesady, znakomita większość moich kolegów mniej lub bardziej
                                          ale jednak c
                                          > hciała potomka

                                          Jasne że chcą - ale mają zupełnie co innego na miśli niż ich
                                          małżonki...
                                          Jest podobnie jak z seksem w małżeńśtwie.
                                          Znakomita wiekszość moich koleżanek chce seksu w małżeństwie - ale
                                          bez przesady nie latami 2 - 3 razy w tygodniu jak ich mężowie!!!

                                          Podobnie z facetami. Chcą potomka, ale bez przesady - godzinę dwie w
                                          tygodniu a nie wypełnienie całełego wonego czasu w życiu jak
                                          chiałyby ich zagospodarować (i siebie)do dzieci ich małżonki!
                                      • gardenersdog Re: szukanie woła pociągowego a parcie na macicę. 03.01.08, 01:56
                                        "Myślenie macicą" mści się okrutnie, gdy z owej macicy wyjdzie ktoś "myślący
                                        kutasem", nieprawdaż Your?
                                      • triss_merigold6 Bzdura 03.01.08, 13:02
                                        Gdzie tu widzisz hipokryzję?
                                        Kobieta jasno określa, że pragnie mieć dziecko/dzieci. Takie
                                        pragnienie u jednych budzi się szybko, u innych później a u
                                        nielicznych osób wcale. I wyobraź sobie, że raz rozbudzony instynkt
                                        macierzyński nie może być zrekompensowany interesującą pracą,
                                        ciekawym hobby, sportem czy boskim seksem z kochanym partnerem. To
                                        coś znacznie silniejszego i z myśleniem niewiele ma wspólnego. Można
                                        oczywiście racjonalnie kalkulować i odkładać prokreację na później
                                        np. na czas stabilizacji materialnej. Niemniej, przy podejściu
                                        faceta (męża a więc gościa, który teoretycznie autorkę kocha)
                                        całkowicie wykluczającym dzieci, związek padnie.

                                        Całkowicie sprzeczne potrzeby w tym zakresie są nie do pogodzenia,
                                        nie ma opcji "kompromis". Jeśli ona zrezygnuje z macierzyństwa
                                        będzie miała potworny i ZASADNY żal. On ma czas... jak zechce to i w
                                        wieku 50 lat znajdzie damę z młodymi jajnikami i zostanie
                                        szczęsliwym tatusiem. Ona czasu nie ma - zakładając, że rozstanie
                                        nie odbywa się w trybie natychmiastowym; że trzeba przejść żałobę po
                                        rozstaniu i że zbudowanie kolejnego zwiazku też trwa dłużej niz
                                        kilka tygodni.

                                        Aha, dokształć się w kwestii wpływu hormonów na organizm kobiety.
                                        Jeśli ona pragnie macierzyństwa to największe pobudzenie odczuwa w
                                        okresie owulacji i NIE MA NA TO WPŁYWU. Poowulacyjny seks odbiera
                                        jako bezproduktywy. Nie działa celowo, rozumiesz? Nie jest złośliwa,
                                        wredna etc. BTW gdyby pan miał inne podejście to zapewne miałaby
                                        większą ochotę na współżycie w ogole, bez względu na dzień cyklu.

                                        Tabletki wytłumiają nieco parcie na poczęcie ale tylko trochę.

                                        Dla mnie to krótka piłka ale ja jestem dość bezwzględna i preferuję
                                        chirurgiczne cięcia: ona chce dzieci, on wyklucza = powinni się
                                        rozstać, bo szkoda czasu.
                                        • songo3000 Re: Bzdura 04.01.08, 19:11
                                          > Gdzie tu widzisz hipokryzję?
                                          > Kobieta jasno określa, że pragnie mieć dziecko/dzieci. Takie
                                          > pragnienie u jednych budzi się szybko, u innych później a u
                                          Kolega wskazał wyraźną hipokryzję w innym aspekie. Mamy w związku potrzebę spełnienia seksulanego (dla uproszczenia - u tych prymitywnych facetów ;) i potrzebę macierzyństwa (dajmy na to u kobiet). Jeśli facet mówi, że z seksem jest słabo i chyba pójdzie szukać go gdzie indziej to cała sfora pań (i jeden hipokryta ;) rzuci się na niego z pazurami: zmień się, dostosuj do partnerki, tańcz dookoła a MOŻE się kiedyś rozbudzi. Generalnie to jednak TWOJA sprawa.
                                          Jak kobieta sygnalizuje niespełnioną potrzebę macierzyństwa to dla partnera nie ma przebacz, kleć dzidzię albo kop w d.
                                          Jedno i drugie to potrzeba, obydwie rodzą się w umyśle i są tak samo ważne. Tylko, że hipokryci przykładają do nich różne wagi.
                                          • triss_merigold6 Re: Bzdura 04.01.08, 19:28
                                            Interesujące uogólnienie. Osobiście uważam, że niespełniony
                                            seksualnie człowiek ma prawo poszukać zaspokojenia potrzeb gdzie
                                            indziej jeśli podejmował jakieś próby naprawy związku, negocjacji
                                            etc. Przykro mi ale bywa, że facet/kobieta się nie rozbudza. Albo
                                            traci zainteresowanie trwale. Albo nie chce, bo ma denne libido i
                                            nie zamierza się wysilać etc.
                                            IMO seks jest jednym z fundamentów związku - jak brakuje to układ
                                            się sypie. Można sobie cierpieć a można też się wylogowac.
                                            • songo3000 Re: Bzdura 04.01.08, 19:36
                                              No to piszemy o tym samym tylko na inne sposoby :)

                                              Pozdrawiam,
                                  • songo3000 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 03.01.08, 00:20
                                    > W pięknym momencie wątek się reaktywował doprawdy....mąż
                                    > oświadczył,że woli się
                                    > wysterylizowac niż miec dziecko...jakieś komentarze?
                                    Co tu komentować. Ty chcesz na północ a on na południe. Żadne z was się nie rozerwie a jeśli już to wyjdzie z tego jedna wielka kicha. Chyba pora poszukać swojego szczęścia z kim innym.

                                    PS. "myślące macicą" - dobre :) Trochę chamskie jak męska analogia ale dobre.
                                    • sagittka Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 03.01.08, 12:11
                                      Ja sobie przypominam parę bezdzietną, w podobnej sytuacji: ona
                                      bardzo chciała, on nie. Ona zrezygnowała z marzeń o dziecku, bo nie
                                      wyobrażała sobie życia bez męża (a pogodzić męża i dziecka się nie
                                      dało). Przez wiele lat byli dobrym małżeństwem (tak to wyglądało
                                      przynajmniej), aż przyszedł kryzys wieku średniego i pan się
                                      zakochał w ślicznej studentce. Banał, ale zakochał się na zabój i
                                      zostawił żonę. Oczywiście "życzliwi" dobijali ją stwierdzeniem, że
                                      gdyby były dzieci, to by tak szybko nie odszedł. Ja tak nie
                                      twierdzę, myślę, ze dzieci nie są barierą do zdrady, a raczej
                                      powodem do prowadzenia podwójnego życia. Po pewnym czasie żona
                                      otrząsnęła się, pogodziła z sytuacją, zaczęła nowe życie bez męża i
                                      wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ogromny zawód i żal, że
                                      zrezygnowała z marzeń o dziecku dla kogoś, kto ją zostawił. Wtedy
                                      urodzenie dziecka stało się obsesją, ale było już za późno na ciąże.
                                      Dla mnie to dowód na to, ze nie we wszystkich aspektach życia
                                      małżeńskiego kompromisy są możliwe. Dziecko jest właśnie takim
                                      bezkompromisowym celem.

                                      PS. Jedyna dla niej satysfakcja, że on mimo że związał się z
                                      kochanką, to z nią też nie chce mieć dziecka. Marna pociecha, ale
                                      ludzka.
                                      • triss_merigold6 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 03.01.08, 13:05
                                        Również znam takie historie i są one wybitnie przykre dla kobiet.
                                        Nie warto poświęcać marzeń i realizacji macierzyństwa dla nawet
                                        najfajniejszego mężczyzny, bo on braku dziecka nie zrekompensuje, to
                                        zupełnie inna potrzeba.
                                        • sagittka Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 03.01.08, 13:36
                                          > Nie warto poświęcać marzeń i realizacji macierzyństwa dla nawet
                                          > najfajniejszego mężczyzny, bo on braku dziecka nie zrekompensuje,
                                          to
                                          > zupełnie inna potrzeba.

                                          Problem w tym, że zakochana kobieta może myśleć: "czy warto
                                          poświęcać marzenie o cudownym związku z kochanym mężczyzną dla nawet
                                          najfajniejszego dziecka, bo ono braku miłości do mężczyzny nie
                                          zrekompensuje, to zupełnie inna potrzeba".
                                          Oczywiście tak pomyśli jedynie kobieta, która nie wierzy w szansę
                                          spotkania innego mężczyzny, który oprócz miłości da jej również
                                          dziecko.

                                          Kwiecie polny, jak sądzisz, czy na świecie jest mężczyzna, z którym
                                          może połączyć cię uczucie oraz rodzicielstwo?
                                          • songo3000 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 03.01.08, 14:28
                                            > Kwiecie polny, jak sądzisz, czy na świecie jest mężczyzna, z
                                            > którym
                                            > może połączyć cię uczucie oraz rodzicielstwo?
                                            Tylko trzeba po niego sięgnąć a nie zastanawiać się latami.
                                            • jestemewa Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 04.01.08, 14:03
                                              A ja tylko dodam, że w ogóle nie warto rezygnować z siebie na rzecz mężczyzny.
                                              Czy są to marzenia o dziecku, czy inne silne pragnienie.
                                              Gdy zrezygnujesz z dziecka, wymarzonej pracy, czy... lotu balonem, bo mąż się
                                              nie zgadzał to tak naprawdę zdradzasz siebie, bo to Twoje życie i Ty masz być w
                                              nim szczęśliwa. A jak będziesz smutną cierpiętnicą to ani Ty ani mąż na tym nie
                                              zyska.
                                              Ja bym odpuściła faceta, jeżeli aż tak się różnicie w tym względzie. Potem
                                              będzie tylko gorzej.
                                      • aandzia43 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 08.01.08, 18:59
                                        No to i ja sypnę brutalną historią z życia wziętą:
                                        Pan nie chciał dzieci, pani się zgodziła, nawet się po drodze
                                        skrobała (czasy były dawne, wczesny Gierek), pan poznał młódkę i się
                                        z niej zadurzył i rzucił starą. A potem zrobił młódce parę bachorów
                                        (kościołowa była i nie stosowała antykoncepcji). Ale szczytem
                                        skurw...stwa było, kiedy stary piernik, a świeży katolik wystąpił o
                                        rozwód kościelny (ups...unieważnienie małżeństwa) z tytułu... uwaga,
                                        uwaga!!!!!: niechęci starej do posiadania dzieci i dokonanych
                                        aborcji! To jest dopiero szczyt hipokryzji.
                                        Nie próbuję nawet zgadywać, jak się rzeczona stara, odstawiona na
                                        boczny tor, czuła.

                                        Kwestia posiadania czy nie posiadania dzieci to zbyt ważna kwestia,
                                        żeby iść na kompromisy. To kwestia fundamentalna. Wahania w tej
                                        materii nie mogą trwać dłużej niż pierwszych parę lat związku. Potem
                                        wóz albo przewóz. To znaczy panowie mają ten luksus, że mogą się
                                        wahać całe życie, my nie.
                                        • your_and Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 09.01.08, 18:38
                                          > No to i ja sypnę brutalną historią z życia wziętą:
                                          > Pan nie chciał dzieci, pani się zgodziła, nawet się po drodze

                                          Pan wredny i winowaty i każdy to tak określi - przykład źle
                                          zaiwestowanych uczuć. Podobnie jak z grą na giełdzie. Inwestując
                                          trzeba zawsze zwracać na sygnały ostrzegawcze.

                                          Ale weź po uwagę że i odwrotnych przykładów jest nie mało.
                                          Facecik poddaje się wzorcu "family man" licząc że tym uszczęśliwi
                                          żone która bedzie mu odpłacać seksem. A tu figa, paradoks
                                          psychologii, im bardziej "family man" angazuje sie w rodzinę i
                                          dzieci tym mniejsza szansa na seks bo takiego facecika - mało która
                                          pożąda domatora konkurującego u uczucia z dziećmi. No i latami
                                          trafiają mu sie opchłapy tym mniejsze im jest uczciwszy i nie ma
                                          zagrozenia że sobie coś na boku przygrucha.
                                          No i "family man" zaangazowany w dom rodzinę nie zrobi kariery, nie
                                          ma drugiej szansy być atrakcyjny potem dla młódek
                                          jako "dostarczyciel dóbr"
                                          Krótko mówiąc zwarzy sie czasem przy okazji "kryzysu wieku
                                          średniego" co nie zmieni że z satysfakcjonującego seksu i
                                          ralizoewania się jest on wyru...any.
                                          • aandzia43 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 10.01.08, 22:26
                                            Historia też ponura. Dlatego fajnie jest mieć jako taką świadomość swoich
                                            potrzeb i chadzać sobie na kompromisy, a jakże, ale nie rezygnować z
                                            *fundamentalnych* potrzeb w imię miłości do partnera. Czy tym bardziej w imię
                                            tworu tak abstrakcyjnego, jak "dobro związku". Jest tylko dobro jednego i dobro
                                            drugiego człowieka w kontekście ich związku.

                                            Ale co przeszkadza panu rzetelnie podchodzącemu do roli ojca rodziny zrobić
                                            karierę? Może on był nieudacznik już na początku i tylko kontynuował tę linię. A
                                            żona i dzieci stanowiły parawan nieudacznictwa. Tacy też chodzą po tej ziemi.
                                            Tak jak i panie, które z powodu "poświęcenia się" rodzinie potrafią gadać już
                                            tylko o dzieciach, gotowaniu i serialu "Klan".
    • krissdevalnor100 Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 08.01.08, 16:07
      Hmmmm, patent Niezapominajki jest the best:)
      Nie odważylabym się "potajemnie" zajść w ciąze, bo to głupie i zrodzi kolosalne problemy. Facet albo uniesie się "honorem": oszukałaś mnie, jak mogłaś, odchodzę; wtedy ostaniesz z macierzyństwem sama. Albo orzeknie, że jest "honorowy";) i zostanie. Wtedy też zostaniesz sama, bo z każdym problemem, spiętrzającymi się obowiązkami i rozterkami będziesz borykać sie samodzielnie, bo SAMA CHCIAŁAŚ TO MASZ.
      Może z testu z lipnym testem ciażowym wyjdzie, że koleś tak naprawdę gotów jest sie przełamać. A może nie. Sprawa jest na tyle poważna, że znalezienie partnera o zbieżnych potrzebach prokreacyjnych będzie jedynym rozwiązaniem.
      • organza77 Re: cóż 08.01.08, 16:49
        skończyłam 30 lat.
        we czwartek minie rok od dnia, kiedy straciłam swoje dziecko.
        Ciąża była wpadką(niekontrolowaną).
        Dla mnie była zaskoczeniem, dla mojego nie-męża - ogromnym szokiem.
        Przez 4 dni mnie unikał, mimo, że spaliśmy w tym samym łóżku. Nie
        padło ani jedno pytanie o samopoczucie, co bedzie dalej, może iść do
        lekarza.
        Widząc usg z zaznaczonym zarodkiem skrzywił się.
        Był dla mnie okrutny. Jak to się mogło stać. Przecież on miał tyle
        planów zawodowych (prowadzi wspólną firmę z rodzicami, jest
        jedynakiem). I teraz to wszystko gdzieś przepadło.
        Wkrótce "Kłopot" sam się rozwiązał. Poroniłam.
        Dla mnie ogromny szok- dla niego nieco mniejszy no i ulga.
        W szpitalu obiecał, że zaczniemy starania o dziecko.

        Ta jego obietnica utrzymywała mnie przy zdrowych zmysłach.
        Odczekałam 3 miesiące. W kwietniu usłyszałam- że nie jest gotowy, że
        musi zrobić to i tamto. Tysiąc planów. Ale nie było w nich mowy o
        dziecku, ślubie.

        Serce mi pękło.
        Zaczęły się problemy zdrowotne. Kolędowałam od jednego lekarza do
        drugiego, z jednych badań na drugie. Wydałam ponad 2000 zł. On dał
        mi tylko 50 zł na jedną wizytę.
        Minęło lato, jesień.
        Zrezygnowałam z leczenia, wywołując ogromne zdumienie u mojego
        lekarza.

        Mija rok. Przynajmniej raz w miesiącu podejmuję rozmowę.
        Ja przedstawiam te same argumety:
        -że skończyłam 30 lat,
        -że już raz poroniłam i wcale nie jest wiadome czy znowu nie poronię,
        -że nie wiadomo czy zajdę w ciążę bez problemów
        itp itd

        On (skończył 33 lata)
        - że jeszcze nie jest gotowy
        - że musi wykupić lokal (wyceniony na 1 000 000) i w tej sytuacji
        nie może wziąć kredytu na mieszkanie
        - że musi znaleźć magazyn i zatrudnić pracownika

        Tak było w ub. roku ..

        Nie mam już siły. Walczyć o ten związek (jesteśmy razem od 3 lat,
        mieszkamy razem od 2). Zdaję sobie sprawę, że dla niego firma będzie
        na 1 miejscu. Potem rodzice. A ja gdzieś na szarym końcu.
        Przez znajomych jest postrzegany za osobę, która założy rodzinę w
        ostateczności. Poprzedni długoletni związek też się rozpadł, kiedy
        ex zaczęła naciskać ślub.
        A im bardziej drążę temat- tym on się wścieka.

        Nie kochamy się często (jeżeli raz na 1-2 miesiące można uznać za
        CZĘSTO). Bo on czuje presję. Boi się kolejnej wpadki. Ja nie mogę
        brać pigułek (mam zakaz od lekarza).

        Nie rozmawiamy- ja wracam do pustego wynajmowanego mieszkania tuż po
        16.00, on jest przed północą. Ja wychodzę o 7, on po 10.

        Zaczął się Nowy Rok. Czuję, że dalej tak być nie może. On ma tego
        świadomość, że mnie rani. Ale nie robi nic.

        Nie widzę żadnego światełka w tunelu :-(
        • krissdevalnor100 Re: cóż 08.01.08, 22:06
          Organza, podziękuj temu panu za współpracę, nawet jak dozna iluminacji i pozwoli Ci (o matko, to chore jest...) zajść w ciążę, to zbyt wiele spiętrzyło się między Wami moim zdaniem. To nie sprzeczki o kolor ścian w sypialni ani nawet o miejsce zamieszkania. Najpoważniejsze w życiu są te sprawy, które dotykają życia i straty (w tym narodzin i/lub ich braku ) ...
        • druginudziarz Re: cóż 08.01.08, 22:56
          organza77 napisała:

          > skończyłam 30 lat.
          > we czwartek minie rok od dnia, kiedy straciłam swoje dziecko.
          > Ciąża była wpadką(niekontrolowaną).
          > Dla mnie była zaskoczeniem, dla mojego nie-męża - ogromnym szokiem.
          > Przez 4 dni mnie unikał, mimo, że spaliśmy w tym samym łóżku. Nie
          > padło ani jedno pytanie o samopoczucie, co bedzie dalej, może iść do
          > lekarza.
          [ciach]

          > Nie rozmawiamy- ja wracam do pustego wynajmowanego mieszkania tuż po
          > 16.00, on jest przed północą. Ja wychodzę o 7, on po 10.
          >
          > Zaczął się Nowy Rok. Czuję, że dalej tak być nie może. On ma tego
          > świadomość, że mnie rani. Ale nie robi nic.
          >
          > Nie widzę żadnego światełka w tunelu :-(

          Kurcze, ale to po co Ci ten wrzód na d..ie?
          Boisz się samotności czy problemów finansowych?
          • crista_lia Re: cóż 08.01.08, 23:11
            Fianse też są ważne i stanowią czasami jeden z podstawowych problemów
            • druginudziarz Re: cóż 08.01.08, 23:26
              crista_lia napisała:

              > Fianse też są ważne i stanowią czasami jeden z podstawowych problemów

              Żadne finanse nie zrekompensują Ci przerażającej pustki niespełnienia. W każdym
              razie nie na dłuższą metę. Już samotność jest gorsza niż pusta kieszeń, no ale
              30 lat to przeca jeszcze nic straconego dla kobiety, można zacząć od nowa.
              • organza77 Re: 09.01.08, 08:22
                Dziękuję za odpowiedzi.
                Mam nadzieję, że kwiatpolny nie obrazi się, że włączyłam się w jej
                wątek.

                Finanse - mimo, że pracuję w Warszawie -zarabiam zbyt mało. Rozważam
                kupno małej kawalerki. Wertuje ogłoszenia w prasie, w internecie.

                Samotność - cały czas jestem sama. On prowadząc swoją firmę -
                pracuje cały tydzień od 10/11 do 22/24. Czasami w soboty i
                niedziele "poświęca" mi pół dnia :-/ - jemy razem śniadanie, robimy
                zakupy, idziemy do kina; wspólna kolacja jest "od wielkiego
                dzwonu" :-/
                Tak więc samotności się nie boję.

                Najbardziej mi jest żal tego, że zrezygnowałam z macierzyństwa.
                Niestety po poronieniu inaczej podchodzi się do ciąży. Jest strach,
                obawy że znowu się poroni, że z dzieckiem będzie coś nie tak. Mam
                wiele koleżanek, które zostały mami po poronieniu. Dla nich te 9
                miesięcy były pasmem udręki, nerwów.
                Nie wiem czy jestem gotowa na kolejne dziecko.
                Czy to z tym czy z innym człowiekiem.

                Poza tym kocham tego człowieka, mimo, że jest dla mnie okrutny.
                Sama nie wiem co robić.
                Czy jeszcze raz podjąć z nim rozmowę o tym co dalej będzie z nami?
                Porozmawiać z jego rodzicami? Może jakoś wpłyną na niego? Tym
                bardziej, że on przejął po nich firmę, oni nadal tam pracują. Może
                nie będę cedować na niego kolejnych obowiązków?
                • your_and Gdzie w tym wszystkim liczy sie dobro dziecka??? 09.01.08, 11:03
                  Z tego co piszesz to czujesz się samotna i oczekujesz że dziecko tę
                  pustkę wypełni?
                  Bierzesz pod uwagę nieszczęśliwisz dziecko bo dziecko nie jest po to
                  by wypełniać pustkę życia swojego rodzica, tylko czerpać miłośc z
                  ich związku i przygotowywać sie do swojego, nie odwrotnie dawać
                  zastępczą miłość.
                  On ma rodzinę, prace dopiero ciebie, a ty chesz mieć NAJPIERW
                  dziecko, i dopiero jego żeby było sprawiedliwie?
                  Gdzie w tym wszystkim liczy sie jego dobro przyszłość i przyszłe
                  szczeście?
                  Myślisz że On się nagle w tym najtrudniejszym momencie dla zwiazku
                  zmieni i zaangażuje? Czy wystarczy że bedzie płacił alimenty bo TY
                  CHCESZ MIEĆ dziecko?
                  • triss_merigold6 Re: Gdzie w tym wszystkim liczy sie dobro dziecka 09.01.08, 16:14
                    To dość naturalne pragnienie żeby mieć dziecko z osobą, którą się
                    kocha a nie z kimś obcym czy przypadkowym. Niemniej pan - firma z
                    opisu nadaje się do odstrzału sanitarnego a nie do związku.
                    BTW opcja "urodzić dziecko, odejść od pana i niech płaci alimenty
                    tudzież interesuje się potomkiem sporadycznie" wcale nie jest
                    głupia. Kobieta potrzebę macierzyństwa zaspokoi i jeszcze lekkim
                    twistem znajdzie nowego partnera z którym stworzy fajny związek.
                    Lepsze to niż tracenie kolejnych lat. Cyniczne? Life is brutal.
                    • wiek_chrystusowy Re: Gdzie w tym wszystkim liczy sie dobro dziecka 09.01.08, 16:30
                      triss_merigold6 napisała:

                      > To dość naturalne pragnienie żeby mieć dziecko z osobą, którą się
                      > kocha a nie z kimś obcym czy przypadkowym. Niemniej pan - firma z
                      > opisu nadaje się do odstrzału sanitarnego a nie do związku.
                      > BTW opcja "urodzić dziecko, odejść od pana i niech płaci alimenty
                      > tudzież interesuje się potomkiem sporadycznie" wcale nie jest
                      > głupia. Kobieta potrzebę macierzyństwa zaspokoi i jeszcze lekkim
                      > twistem znajdzie nowego partnera z którym stworzy fajny związek.
                      > Lepsze to niż tracenie kolejnych lat. Cyniczne? Life is brutal.

                      a tytulowe dobro dziecka jest w tym gdzie? Nigdzie.
                      Za nic nie chciałabym pojawić się na świecie jako dziecko kobiety myślącej w ten
                      sposób.
                      I innym też nie życzę.
                    • sagittka Re: Gdzie w tym wszystkim liczy sie dobro dziecka 09.01.08, 16:37
                      A nie prościej znaleźc partnera będąc kobieta bezdzietną? I to z nim
                      zaspokoić potrzebę macierzyństwa?

                      Dla tego dziecka na pewno lepiej.
                      • your_and Re: Gdzie w tym wszystkim liczy sie dobro dziecka 09.01.08, 17:22
                        sagittka napisała:
                        > A nie prościej znaleźc partnera będąc kobieta bezdzietną? I toznim
                        > zaspokoić potrzebę macierzyństwa?

                        Mi też to wygląda na oczywistą oczywistość.
                        No ale najprościej nic nie zmieniać i zrobić sobie z dzieciaka
                        partnera zastępczego jak z facetami nie jakoś wychodzi.
                        A winny sytuacji bedzie przcież i tak ten "niedojrzały do ojcostwa"
                        facet.

                        Rozumiem postawę "chrzanić faceta" niech buli, w końcu kto to dla
                        nas jest żeby sie nim przejmiować, ale w końcu świadomie
                        unieszczęśliwiać dziecko żeby się REALIZOWAĆ? Live is brutal Triss?
                        Przeżycia dzieci obiążanych problemami z bliskością dorosłych są
                        traumatyczne, a ich szansa na własny szczęśliwy związek i relacje
                        dużo mniejsze.
                        • woman-in-love Re: Gdzie w tym wszystkim liczy sie dobro dziecka 09.01.08, 19:14
                          a nie stoi za tym twoja teściowa?
                          • kwiatpolny Re: Gdzie w tym wszystkim liczy sie dobro dziecka 09.01.08, 23:57
                            Organza, nie mam nic przeciwko Twojemu wpisowi,widzę że z tego samego rocznika
                            jesteśmy i problem podobny.
                            U mnie bez zmian, nie rozmawiam z mężem od prawie dwóch tygodni...straciłam
                            wiarę w sens rozmów.
                            • organza77 Re: Gdzie .. 10.01.08, 09:35
                              "Z tego co piszesz to czujesz się samotna i oczekujesz że dziecko tę
                              pustkę wypełni?"
                              Nawet o tym nie myślę. Czuję się samotna, ale prędzej kupię sobie psa niż zajdę w ciążę.

                              Poza tym już raz byłam w ciąży, którą straciłam i nie do końca jestem gotowa na kolejną. Bo wiem, że same 2 kreski na teście ciążowym o niczym nie świadczą.

                              Piszecie o alimentach . .ale ja przecież nie chcę z premedytacją zajść w ciążę!
    • lillam Re: Mąż i dziecko a raczej jego brak... 13.01.08, 00:37
      oj nie wiem, czy ci sie uda przekonać meza do dzieci, bo co innego,
      kiedy są rozbieżności w ilości chcianych dzieci (ty chcesz 2 on
      4 :)), a co innego, kiedy on w ogole neguje chęć posiadania
      dziecka... może rozejrzyj się za innym kandydatem na męza i ojca,
      poki jeszcze nie jest za pozno

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka