Dodaj do ulubionych

Terapia malzenska

29.04.07, 09:04
Czy ktos z was probowal tego sposobu na ratowanie zwiazku? Czy probowaliscie rozmawiac o takim rozwiazaniu? Czy wydaje wam sie, ze (w waszym wypadku) to mialoby sens? A moze probowaliscie, napiszcie jak to wygladalo, co osiagneliscie, czy zakonczyliscie terapie planowo czy zrezygnowaliscie? Pytam, bo jestesmy po kilku sesjach i b.zaluje, ze nie zajelismy sie zwiazkiem na powaznie duzo wczesniej.
Obserwuj wątek
    • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 29.04.07, 10:25
      Jetem na nie, bo uważam że jeżeli dwoje ludzi nie potrafi sie dogadać
      (porozmawiać) to i trzeci (jak z amerykańskich filmów) im nie pomoże. Ważne
      żeby 'chcieć' i jeżeli 'chcą' obie strony to i terapia jest zbędna.
      Moim zdaniem taka terapia jest porównywalna do odzwyczajania od palenia metodą
      biorezonansu. Chodzi żeby w kimś wyrobić przekonanie że działa i psychicznie go
      zmotywować in plus, bo rzeczywistego wpływu to nie ma. Sęk w tym że na jednych
      to działa a na drugich wcale :P

      Alleluja i do przodu...
      • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 29.04.07, 10:36
        Jesli tak widzisz psychoterapie, miedzianakonefko, to rzeczywiscie masz wyobrazenie rodem z amerykanskich filmow. Cale moje doswiadczenie (nie tylko jako odbiorcy terapii, wlasnej wiedzy z drugiej strony tez troche mam) mowi mi, ze prezentujesz poglad oparty na stereotypach i wyobrazeniach ;)
        • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 29.04.07, 10:48
          Być może. Ale powtórzę jezcze raz dużymi literami 'JEŻELI DWIE OSOBY NIE
          POTRAFIĄ ZE SOBĄ NORMALNIE POROZMAWIAĆ BEZ OBECNOŚĆI PSYCHOLOGA' czy innego
          czarodzieja, to im żadna terapia nie pomoże. Fakt. Niektórzy lubią się
          oszukiwać przez całe życie.

          Alleluja i do przodu...
          • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 29.04.07, 15:11
            Co to znaczy "normalnie porozmawiac"?
            Z wizją pracy terapeutycznej jako rozmowy dwojki osob przy swiadku (zeby sie nie pobili?;) nie bede walczyc, cos mi sie wydaje, ze za bardzo zalezy ci na wlasnym pogladzie, by chciec poznac temat. Moglbys tylko dodawac, ze opierasz swoje zdanie na wyobrazeniach i fantazjach. Fantazje, fajna rzecz :))
            • roksana.e Re: Terapia malzenska 29.04.07, 16:55
              wedłig mnie osoby które krytykuja ten sposób ratowanie związku
              kierują się wyłącznie strachem przed osądem ,analizą kogoś z zewnątrz.
              Boją się oceny i co ludzie powiedzą gdy ktos się dowie
              • beanr Re: Terapia malzenska 29.04.07, 17:07
                To ja powiem tak. Terapia nie jest po to, żeby uratować związek za wszelką cenę,
                tylko, żeby każda ze stron zajrzała głęboko w siebie i odkryła, czego tak
                naprawdę pragnie, oczekuje. Zatem, efekt może być różny ...
                Poza tym, zależy, po co i na jakim etapie przychodzi się do terapeuty. Ja z
                mężem zawsze się dogadywałam, bardzo dobrze się rozumiemy, rozmawiamy, nie ma
                kłótni, konfliktów, problem leży w czym innym. No i efekt pierwszej wizyty był
                taki, że mąż, wprawdzie prawie ze łzami w oczach, powiedział :"kończymy" ...
                Ponieważ ton jego wypowiedzi był własnie taki - przerażony i niezdecydowany,
                nadal walczę, i może wygram, ale już bez terapeutów, bo po co mamy kolejny raz
                opowiadać komuś historię naszych problemów, skoro przegadaliśmy ją sot razy sami
                ... Reasumując - chyba terapia ma większy sens, jeśli jest jakiś problem w
                komunikacji, dogadaniu się, zrozumieniu, w innym przypadku - średnio ...
                • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 30.04.07, 21:32
                  beanr napisała:

                  > To ja powiem tak. Terapia nie jest po to, żeby uratować związek za wszelką cenę
                  > ,
                  > tylko, żeby każda ze stron zajrzała głęboko w siebie i odkryła, czego tak
                  > naprawdę pragnie, oczekuje. Zatem, efekt może być różny ...

                  Zgadzam sie z tobą. Wszyscy chcemy lepiej zyc, byc szczesliwszymi. Ale czasami to lepsze zycie jest mozliwe po zerwaniu wyniszczajacego zwiazku. Terapia moze tez przygotowac na rozstanie, pomoc dojrzec do tej decyzji, uswiadomic w ogole sens czy bezsens tkwienia w dotychczasowym ukladzie. U nas podczas pierwsej rozmowy terapeutka uprzedzala, ze efektem zajecia sie zwiazkiem moze byc rowniez decyzja o rozstaniu.

                  > nadal walczę, i może wygram, ale już bez terapeutów (..)

                  Nie znam twojego/waszego problemu, wiec nie wiem z czym walczysz i trudno mi sie wypowiedziec. Ale zycze powodzenia - w jakakolwiek strone pojdziecie :)

                  A terapia fakt, nie jest latwa, reakcja twojego meza mnie nie wcale dziwi.

                  > bo po co mamy kolejny raz
                  > opowiadać komuś historię naszych problemów, skoro przegadaliśmy ją sot razy sami

                  Wlasnie, sto razy mozna walkowac i do niczego nie dojsc. Bo oboje w tym siedzimy, widzimy inaczej ten uklad, nasze wzajemne role itd. Nikt nie jest w stanie zobaczyc siebie z zewnatrz. Do tego wlasnie potrzebujemy lustra :)

                  W ogole to taki fajny paradoks, bo czesto ludzie krytykujacy psychoterapie sądzą, ze im nie jest potrzebna, bo wszystko o sobie wiedzą i nikt im nic nowego nie odkryje. Ale przeciez nie mogą wiedziec tego, czego.. nie wiedzą ;) W zwiazku z tym nie mają swiadomosci, ze cos w ogole jest do odkrycia.
                  Nigdy nie wierze komus, kto mowi, ze wszysto o sobie i swoich motywach wie. To tak, jakby mowil, ze "wszystko widzi". A skad wie, ze to co widzi to jest "wszystko"..? To czego nie widzi nie ma w jego swiadomosci, dla niego nie istnieje. No chyba ze ktos spojrzy z boku i powie mu,ze poza jego zakresem spojrzenia rzeczywiscie nic wiecej nie ma ;)

                  > ... Reasumując - chyba terapia ma większy sens, jeśli jest jakiś problem w
                  > komunikacji, dogadaniu się, zrozumieniu, w innym przypadku - średnio ...

                  Pewnie, to tez. Ale te problemy czesto wynikaja wlasnie z tego, ze inaczej widzimy pewne rzeczy. Gdybysmy mieli podobny punkt widzenia to zrozumienie i dogadanie byloby duzo latwiejsze, co nie?
            • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 29.04.07, 18:13
              Bardzo fajnie się wypowiedziała 'beanr'. Tyle że uważam że działanie różnych
              terapeutów to tylko naciągactwo i mydlenie oczu bo jeżeli dwójka nie dogaduje
              sie normalne po ludzku to żaden psycholog czy inny szaman im nie pomoże...
              Co to znaczy ratowanie małżeństwa ? Trzeba by się zastanowić KTO ratuje i PO CO.
              Może lepiej rzucić to w diabły niż zaczynać czterdziesty raz '...od nowa'.
              Fantazja ? :)

              Alleluja i do przodu...
              • aandzia43 Re: Terapia malzenska 30.04.07, 00:35
                "Nie pójdę do szpitala, bo tam lekarze robią doświadczenia na ludziach i
                mordują. I nie wytnę sobie pieprzyka u chirurga, bo mi się "sprzeciwi". A, i
                jeszcze każdy pedał to pedofil"

                Ignorancja ma się dobrze i mieć się będzie, jak widać. Jak nie próbowałeś
                jakiejś metody, albo przynajmniej nie poczytałeś czegoś sensownego na ten temat,
                to nie ględź głupot. Amerykańskie filmy fabularne to nie jest rzetelne źródło
                informacji. Swoją drogą, mój Boże, cieszmy się, że nie brazylijskie telenowele.

                Takie dzikie fantazje i wyobrażenia na temat wszelakiej psychoterapii wynikają
                również z lęku przed psychicznym obnażeniem się , oceną, osądem. Jeśli swojego
                trupa w szafie chowa się nawet przed samym sobą, to tym bardziej nie chce się
                powiedzieć o nim komuś innemu. A wyrzucić go trzeba, bo gnije i śmierdzi. I tak
                dzięki temu smrodowi wszyscy o nim wiedzą. Można więc sobie wmawiać, że go nie
                ma, a wszyscy wokół odwracają się z niechęcią od posiadacza trupa, bo cuchnie.

                Związki rozpadają się, ludzie idą dalej po raz czterdziesty w nowe związki,
                dźwigając ciągle to samo brzemię swoich problemów i po raz czterdziesty
                popełniając te same błędy. Aż kończą życie jako zgorzkniali starcy w koszmarnym
                czterdziestym związku, który jest dokładnie tak samo koszmarny jak ten pierwszy,
                sprzed kilkudziesięciu lat. Albo tkwią w tym samym związku użalając się nad sobą
                i "umilając życie" współmałżonkowi. W każdym z tych przypadków nie mogą się
                porozumieć, bo każde powtarza swoją kwestię po raz tysięczny i nic nowego z tego
                nie wynika, bo i nigdy nie wynikało.

                Tak, poddałam się psychoterapii. Najlepsze, co mogłam zrobić.
                Nie twierdzę, że jest to jedyna metoda za poprawienie jakości swojego życia,
                związku itd. Można to zrobić i bez tego. Ale potrzebne jest MYSLENIE, OTWARTOSC
                NA ZMIANY, UWAZNOSC W OBSERWOWANIU SWIATA, BRAK PANICZNEGO LEKU PRZED SAMYM. SOBA.
                • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 30.04.07, 08:35
                  "potrzebne jest MYSLENIE, OTWARTOSC NA ZMIANY, UWAZNOSC W OBSERWOWANIU SWIATA,
                  BRAK PANICZNEGO LEKU PRZED SAMYM. SOBA"
                  Jeżeli to wiesz to po co terapeuta ? Może przesadziłem z tym odsądzaniem
                  wszelkich tarapii od czci i wiary, tyle że ja mam taki charakter jaki mam,
                  otwarty na innych i w zasadzie moge rozmawiac i porozumiec sie z każdym kto
                  tego chce. Nie pomyslałem że moga byc osoby które tego nie potrafią.
                  Przepraszam.

                  Alleluja i do przodu...
                  • gomory Re: Terapia malzenska 30.04.07, 11:03
                    > tyle że ja mam taki charakter jaki mam,
                    > otwarty na innych i w zasadzie moge rozmawiac i porozumiec sie z każdym kto
                    > tego chce. Nie pomyslałem że moga byc osoby które tego nie potrafią.

                    W zasadzie to stwierdziles jak siebie postrzegasz ;). Bo de facto, to czy taki charakter masz, to moga stwierdzic ludzie ktorzy Ciebie znaja.
                    Wiem, ze ta sytuacja nie jest miarodajna, ale wez pod uwage, ze w tym watku co najmniej 4 glosy z Toba polemizowaly. Niespecjalnie sluchales co maja do powiedzenia. W tym przypadku wiec wykazales sie co najwyzej wiara w swoja otwartosc.
                    Nie twierdze, ze masz waskie horyzonty i jestes slepy na argumenty. Tylko to wszystko tak smiesznie sie poukladalo ;).
                    • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 30.04.07, 13:29
                      Swój charakter przywołałem jedynie aby wytłumaczyć dlaczego mam taką a nie inną
                      opinię o terapiach. Ponieważ tytuł wątku nie brzmiał 'ocena charakteru
                      miedzianejkonefki na podstawie mojego widzimisię' to wydaje mi się że trochę
                      zboczyłaś z tematu :)

                      Alleluja i do przodu...
                  • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 30.04.07, 20:46
                    miedzianakonefka napisał:

                    > (..)ja mam taki charakter jaki mam, otwarty na innych (...)

                    To jest twoje wyobrazenie o sobie. A od tego jest wlasnie psycholog, zeby uswiadomic PRAWDE. Ktora jest czasem bolesna ;>

                    No ale skoro jestes taki otwarty to powiedz co bys zrobil, gdyby zona zaproponowala terapie? :)
                    • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 01.05.07, 10:01
                      Jakby małżonka zaproponowała terapię to bym na nią poszedł. Dziwne nie ? Jeżeli
                      ma to pomóc to czemu nie spróbować ?

                      Alleluja i do przodu...
                      • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 01.05.07, 10:11
                        Ale i tak uważam że to chała i wyciąganie fory z ludzi którzy nie umieją albo
                        po prostu nie chcą ze sobą rozmawiać.

                        Alleluja i do przodu...
                      • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 02.05.07, 19:00
                        miedzianakonefka napisał:
                        > Jakby małżonka zaproponowała terapię to bym na nią poszedł. Dziwne nie?

                        Wcale nie. Wielu idzie z podobnym nastawieniem, czasem wrecz z checia udowodnienia, ze "to bzdura". Bojkotują wspolprace i zmiany, a po 3-4 spotkaniach czuja, ze panszczyzna zostala odfajkowana. Ciezko tu cos zdzialac, bo samo "pojscie" nie wystarczy - wlasnie dlatego, ze to nie są "czary-mary", ktore ktos nad nami odprawi i wszystko sie zmieni.
              • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 30.04.07, 20:44
                miedzianakonefka napisał:
                > (..) jeżeli dwójka nie dogaduje
                > sie normalne po ludzku to żaden psycholog czy inny szaman im nie pomoże...
                > Co to znaczy ratowanie małżeństwa /.../

                Napisze jeszcze raz, czytaj powoli ;)

                Nie pytalam co to znaczy ratowanie malzenstwa, ale co to znaczy wg ciebie "normalnie rozmawiac".

                > Może lepiej rzucić to w diabły niż zaczynać czterdziesty raz '...od nowa'.
                > Fantazja ? :)

                Celem terapii nie jest pozostanie w zwiazku za wszelką cenę. Czasem moze to byc wlasnie dobre rozstanie i pewne uswiadomienie, by nie wchodzic w podobne schematy w przyszlosci.
                • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 01.05.07, 10:07
                  Uhahaha... czyli wynikiem terapii może być rozstanie jako dobre dla obojga. To
                  bez terapi się tego zrobić nie da ? No może masz rację, jak ktoś ugrzęźnie w
                  związku to czasami traci instynkt samozachowawczy.

                  Alleluja i do przodu...
                  • gomory Re: Terapia malzenska 01.05.07, 11:14
                    Nie czyn z terapii jakichs magicznych obrzadkow. Oczywiscie mozna sie spierac czy jest to nauka, ale magii to w tym nie ma zadnej, z czym wszyscy chyba sie zgadzamy.
                    Wynik terapii moze byc rozny - to chyba oczywiste. Terapeuta to nie szaman zmieniajacy ludzi. Jesli jestes inteligentny, komunikatywny i otwarty masz wieksze szanse na konstruktywna krytyka swojej osoby. Jesli zas nie, to nie ;). Wielu ludzi tak zaskorupieje w swoim pancerzyku, ze w zyciu by sie tam nawet nie wybrali. Albo ich osobowosc uniemozliwia jakikolwiek wglad w siebie.
                    Terapeuta winien pokazac ludziom laczace ich pozytywne wiezi, ktore oni moga wzmacniac (lub tez nie). Decyzja nalezy do uczestnikow terapii. Moga oni dojsc do wniosku (tudziez jedna ze stron), ze nic pozytywnego ich nie laczy. Tudziez moze sie okazac, ze maja usta pelne frazesow, ktore nijak maja sie do rzeczywistosci. Ludzie najczesciej maja o sobie calkiem niezle mniemanie i swietnie "zapominaja" o klopotliwych nawykach. Np. pracuje z kolezanka ktora twierdzi, ze jest mila (wszyscy uwazaja ja za jedze), mam kolege uwazajacego sie za dusze towarzystwa (otoczenie jednak nudza jego dowcipy), typa uwazajacego sie za tolerancyjnego (chyba dlatego ze toleruje swoje zdania) itd.
                    Instynkt samozachowawczy ktory wspomniales dziala wlasnie tak, by obronic czlowieka przed doraznymi przykrosciami. To wlasnie on podpowiada ludziom by "grzezli" w zwiazkach, bo jest to wygodnickie w danym momencie. Podswiadomosc nie prowadzi dalekich strategii, wybiegajacych w przyszlosc. Ona dba tylko o to, by tu i teraz bylo Ci "jakos tam".
                    • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 01.05.07, 11:34
                      Normalnie nic mi nie pozostało jak tylko nagrodzić tą wypowiedź oklaskami. Mimo
                      że różnimy się opiniami n/t terapii to akurat z tym co napisałaś po prostu nie
                      można się nie zgodzić.

                      Alleluja i do przodu...
                  • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 02.05.07, 19:08
                    miedzianakonefka napisał:

                    > (..)wynikiem terapii może być rozstanie jako dobre dla obojga. To
                    > bez terapi się tego zrobić nie da ?

                    Jakby tak latwo bylo sie rozstac to nie byloby tak wielu, ktorzy tkwia latami w kiepskich zwiazkach, ktorych juz sie naprawic nie da (lub nie chca). Kto jak kto, ale ty to akurat powiniens dobrze wiedziec.
                    • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 04.05.07, 08:02
                      No ładnie. Tyle że w mojej sytuacji rozwód dałby tyle że mieszkalibyśmy
                      wspólnie tyle że po rozwodzie na którym padło by wiele przykrych słów po obu
                      stronach. Wyobrażasz sobie coś gorszego ? Bo ja nie. Jeszcze sporo innych spraw
                      ale nie chce mi sie rozpisywać. Może kiedyś założę osobny temat :)

                      Alleluja i do przodu...
                      • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 04.05.07, 14:17
                        miedzianakonefka napisał:

                        > (..) Może kiedyś założę osobny temat :)

                        Moze kiedys cos z tym zrobisz :) Oby.
                        • miedzianakonefka Re: Terapia malzenska 04.05.07, 23:59
                          Pracuję nad tym... Chcę żeby szkody dla wszystkich były możliwie jak
                          najmniejsze. Bo dzieci kocham a ślubną lubię, mamy w końcu za sobą kawałek
                          wspólnego życia.

                          Alleluja i do przodu...
              • bugbuddy Re: Terapia malzenska 17.05.07, 01:01
                Powtarzasz się...

                Chciałbym żeby ktoś mi pomógł dogadać się z żoną... Nie, nie dogadać się, wystarczyłaby tylko pomoc w przekazaniu wzajemnych oczekiwań i nagromadzonych żalów. Nie potrafię sam się na to zdobyć.
    • thistle Re: Terapia malzenska 02.05.07, 19:25
      Taak,próbowaliśmy.
      Efekty:
      Po dłuuugim kryzysie M. zarzucił całe mnóstwo destrukcyjnych zachowań, które
      wynikały z bycia DDA, między innymi stara się zapanować nad nadpobudliwoscią
      seksualną. Zycie zrobiło się znosne - organzacyjnie. Psych nie powiedział mu
      niczego, czego wcześniej bym mu nie nawrzeszczała, ale dotarło znacznie
      skuteczniej,bogu dzięki.
      Niestety, u mnie pociag do niego nie wrócił, i szanse na to, ze wróci, są
      bliskie zero. Zwyczajnie go nie kocham, i to, ze to sobie uswiadomiłam było
      sporą ulgą - dla mnie. Nie jestem oziębła, moje niskie libido miesci się w
      normie, i mam na toopinie specjalisty ;P. On walczy o "nasz zwiazek" zwiazek,
      ale sytuacja jest dosć dziwna.
    • skibunny Re: Terapia malzenska 02.05.07, 22:09
      ja tez sprobowalam i plecam... moj eks w pierwszej wersji odmowil udzialu,
      uzywajac argumentow miedzianekonefki, ale kiedy bardzo szybko zobaczyl
      niepokojace (w jego opinii:) zmiany w moim zachowaniu (wynikajace z tego ze ja
      na terapie chodzilam:) zmienil zdanie i tez zaczal chodzic...
      my chodzilismy oddzielnie, zwiazku nie uratowalismy, ale mysle, ze kazdy z nas
      skorzystal na tym.
      zdecydowanie polecam:)
      i chociaz terapia miala miejsce w us to zupelnie nie wygladala jak na
      amerykanskim filmie:)
    • aandzia43 Re: Terapia malzenska 02.05.07, 23:13
      Miała być terapia małżeńska. Zaproponowałam, poszedł z pieśnią na ustach:
      "Psychologowie to szarlatani, manipulują ludźmi i wyciągają kasę". Wił się jak
      piskorz, nie współpracował. No to go olałam i poszłam na terapię indywidualną.
      Dlaczego? Bo miałam dość nie tylko swojego małżeństwa, ale chyba przede
      wszystkim siebie samej i całego swojego życia. Bo wiedziałam już, że stan
      związku odzwierciedla stan ducha ludzi tworzących go. No i tam dowiedziałam się
      na swój temat! Powiem tak: odkryłam nowy świat i dawno pogrzebaną siebie samą.
      Tak szczęśliwa i lekka nie byłam od trzydziestu lat. Prawie euforia (pewnie mnie
      zmanipulowali, kosmici paskudni, he,he)
      On też potuptał na indywidualną, bo zaniepokoiły go wielce i przeraziły zmiany
      we mnie. Pokręcił sie tam nieco, a potem zaczęło sie trzęsienie ziemi. Zmieniłam
      się bardzo, zmieniły sie relacje między nami, on nie nadążał i nastąpiła
      separacja. Najlepszy, jak do tej pory, okres naszego małżeństwa (a może mam
      sklerozę), burzliwy i niełatwy, ale zajebiście ekscytujący i twórczy. I coraz
      bardziej lubię swojego męża. Od dwudziestu lat tego samego.
      Dodam jeszcze, że nie było nikogo trzeciego, co chyba ułatwiło trochę sprawę
      (chociaż to pewnie różnie bywa).
      Wcale nie byłam pewna, czy nasze małżeństwo przetrwa. Nie ratowałam go,
      ratowałam siebie. Udało mi się i mam związek w nowej formie z tym samym
      mężczyzną. Bo mężczyzna też się zmienił. Miał wybór: albo ja nowa, albo
      samotność lub związek z jakąś panią przypominającą niegdysiejszą mnie (bleeee!).
      Wybrał mnie nową, może nawet odczuł ulgę. Może czekał już na jakieś trzęsienie
      ziemi, bo sam nie miał siły nic zmienić?
      Namawiam na terapię indywidualną tych, którzy myślą o terapii małżeńskiej, a
      których partnerzy opierają się. Można zacząć od siebie, jeśli się ma już
      wyklarowaną potrzebę zmian. Od której strony by się nie zaczęło, pożytki będą.
      • victta Re: Do Aandzi43 04.05.07, 15:28
        Czy moglabys zdradzic jak nazywala sie ta terapia,czy to jest usluga panstwowa
        czy trzeba isc prywatnie?Dziekuje za odpowiedz.

        Po Twoich wpisach sadze,ze przyniosla niesamowite efekty.Czytam i podziwiam.
        • aandzia43 Re: Do Aandzi43 09.05.07, 16:55
          Prywatnie. Chyba najbardziej podobne to było do terapii typu Gestalt. Nie w
          Warszawie.
    • sylwia_jedrzejewska Re: Terapia malzenska 03.05.07, 00:19
      niestety do tej pory zastanawiam sie co zrobić , ponieważ chętnie podjełabym
      terapię dla ratowania mojego małżaństwa. Nie wiem czy to ma sens , od czego
      należy zacząć i jakie problemy najczęściej się pojawiają podczas takich spotkań?
      • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 03.05.07, 21:10
        sylwia_jedrzejewska napisała:

        > (..)od czego należy zacząć i jakie problemy najczęściej się pojawiają podczas takich spotkań?

        Juz u terapeuty pewnie zaczniecie od opisu stanu obecnego, co sie dzieje miedzy wami, dlaczego przyszliscie, czego oczekujecie. Jakie problemy podczas spotkan? Roznie bywa, ale pewnie glownie skrepowanie i opory przed mowieniem, odkryciem sie, rozpoznaniem swoich potrzeb, buntowanie przeciwko konfrontacji ze soba, zal i zlosc gdy uslyszymy cos trudnego - itd. Chyba wszystkie emocje moga sie przewinac z duza intensywnoscia.
    • artemisia_gentileschi Re: Terapia malzenska 09.05.07, 18:44
      Chodzilam na terapie z moim eksiem, co prawda malzenstwa to nie uratowalo (nie
      bylo zreszta juz czego ratowac) ale mi osobiscie pomoglo uporzadkowac sobie
      pewne sprawy.
    • mao16 Re: Terapia malzenska 11.05.07, 22:03
      to ze zdecydowalas sie pojsc na terapie malzenska pokazuje ze nasze
      spoleczenstwo sie zmienia i odchodzimy od sterotypow. wiele osob ktore sie tu
      wypowiedzialy dalej zyje w "tamtym betonowym" swiecie.


      Zycze Ci powodzenia i gratuluje odwagi, bo mysle ze niewielu by sie na to
      zdecydowalo w tym dziwnym kraju.
      • cytrusowa Re: Terapia malzenska 11.05.07, 22:19
        wszystko pieknie-ladnie ale czy jest sens isc na terapie bez wspolmalozonka,
        ktory twierdzi ze nie chce gadac z kims trzecim?

        tak sobie dywaguje po przeczytaniu waszych wypowiedzi...

        powinna napisac o sobie ale zrobie to przy okazji. poki co podczytuje od
        dluzszego czasu i szukam tzw. inspiracji czy natchnienia.
        i powiem wam ze powoli znajduje...
        • viola61 Re: Terapia malzenska 12.05.07, 22:12
          Chodzilam na terapie malzenska z mezem.
          Nie mial oporu przed pojsciem do psychologa razem ze mna.Mialam tez spotkanie
          indywidualne z psychologiem.Okazalo sie,ze to maz musi miec takie spotkanie sam
          na sam z psychologiem.Niestety nie poszedl na nie.A tak nam dobrze szlo.Nie wiem
          czy to z jego strony tchorzostwo,czy cos innego,nie wiem jak to nazwac.Mi te
          spotkania bardzo pomogly i na dalsze pojde chyba sama.Maz zreszta tez dowiedzial
          sie o mnie i o nas duzo pozytywnych rzeczy.Jest nam teraz lepiej,duzo lepiej......
          • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 16.05.07, 14:42
            viola61 napisała:

            > (..) Niestety nie poszedl na nie.A tak nam dobrze szlo.Nie wiem
            > czy to z jego strony tchorzostwo (..)

            Moze nie tchorzostwo, ale zwykle ludzkie obawy ;)

            > (..)Maz zreszta tez dowiedzial
            > sie o mnie i o nas duzo pozytywnych rzeczy.

            Jesli samych pozytywnych to chyba byl dopiero poczatek terapii ;)Dopiero sie rozkrecalo, a on uciekl.
        • trzydziestoletnia Terapia bez malzonka 16.05.07, 14:38
          Odpowiadam cytrusowej - TAK, warto pojsc na terapie bez malzonka. Ale wtedy nie na malzenską (na ktorą jadnak chodzi sie wspolnie), ale na indywidualną. Indywidulne spotkania sa nastawione na Twoje problemy (np w zwiazku), na Twoja radzenie sobie z tym co sie dzieje, na ustalenie potrzeb, tego co robi ci taki zwiazek, czy mozesz go kontynuowac w takiej formie, co (ty) mozesz zrobic, by lepiej w nim funkcjonowac, wiecej czerpac i ogolnie co mozesz zmienic i jak sie poukladac w tym co jest. To tak pokrotce, a moze byc tez tak (i czesto sie dzieje), ze kobieta (bo to jednak one czesciej siegaja po terapie) odnajduje nową jakosc zycia, zmienia sie - i partner chcac nie chcac tez sie zmienia, by dostosowac do nowych warunkow. Czasem kolejnym etapem jest wlasnie wspolna terapia malzenska, a czasem - rozstanie, bo zona dopiero widzi ze ten mąz to ja bardziej hamuje w zyciu niz wspiera.
    • misssaigon Re: Terapia malzenska 16.05.07, 15:50
      tia..tylko jak znależc sensownego psychoterapeute?..byłam u trzech roznych
      wybranych roznymi metodami i porazka:(( chyab trudno jest znalezc "pasujacą" osobe
      • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 17.05.07, 17:28
        misssaigon napisała:
        > tia..tylko jak znależc sensownego psychoterapeute?..(..)

        Ciezko doradzic, my poszlismy do osoby juz nam znanej i polecanej. Moze najpierw zastanow sie czy to mialaby byc kobieta czy mezczyzna, potem trzeba szukac kogos zajmujacego sie terapia malzenska, czytac ogloszenia i analizowac - jesli ktos pisze, ze "leczy depresje, nerwice, uzaleznienia" i do tego jeszcze hipnotyzuje czy odchudza to lepiej dac sobie spokoj ;) Omijac wszelkich "uzdrowicieli", psychotronikow itd. Moze dowiedziec sie w oddziale Polskiego Two.Psychologicznego o terapeuta zajmujacego sie malzenstwem. Nie uciekac po trzech spotkaniach twierdzac ze "to nic nie daje".
        • agbrz78 Re: Terapia malzenska 18.05.07, 10:09
          Witam:)) Mam pytanie do Ciebie Asiu. Jaki jest koszt takich wizyt?
          • trzydziestoletnia Re: Terapia malzenska 18.05.07, 18:16
            agbrz78 napisała:

            > Witam:)) Mam pytanie do Ciebie Asiu. Jaki jest koszt takich wizyt?

            Nie ma jednej stawki, roznie sie w zaleznosci od miasta, dostepnosci do terapeutow, prestizu i doswiadczenia, a takze od.. mozliwosci klienta/pacjenta. Zawsze jest to konkretny wydatek i ponizej pewnej kwoty sie nie zejdzie, ale wielu terapeutow ma jakies tam ruchome "widelki" cenowe. Cena wizyty w terapii indywidualnej to koszt ok 60-120zl, malzenskiej przewaznie 2x drozej, ale czesto ok.130zl.
            • agbrz78 Re: Terapia malzenska 08.06.07, 12:43
              Dziękuję Ci bardzo:))) Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka