Dodaj do ulubionych

co z tymi ciazami???

30.07.07, 12:07
rozumiem ludzie kochaja sie bez zabezpieczenia ok sa ciaze Ale ile slyszy sie
o wpadkach u niby rozsadnych osob w sensie ze watpliwe zeby poszli na tzw
zywiol. Mam rozumiec ze jednak a moze tabletka nie zadzialala a moze
prezerwatywy jakies wadliwe. Oszalec mozna czy najbezpieczniejszym sr anty
jest abstynencja ....??? Nie chodzi mi o panny ktore sa bezmyslne i bezmyslnie
postepuja
Obserwuj wątek
    • glosatorr Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 12:31
      hmm131 napisała:

      > rozumiem ludzie kochaja sie bez zabezpieczenia ok

      To jest ok - kiedy ludzie się kochają, są gotowi na potomstwo i czekają na
      tę "wpadke" kierując się zasadą - że co będzie to i tak nas będzie cieszyło.
      Jednak bez poczucia odpowiedzialnosci, bez zdolności wzięcia konsekwencji
      własnych działań na siebie - to do końca nie jest ok.

      > sa ciaze Ale ile slyszy sie
      > o wpadkach u niby rozsadnych osob w sensie ze watpliwe zeby poszli na tzw
      > zywiol.

      Oj ludzi czasami ponosi. Można to zrozumieć. Tak więc żywioł też czasami
      zadziała. :-)
      W większości przypadków jednak myślę, działa zasada myślenia życzeniowego -
      może tym razem nam się uda (czyt. nie wpadniemy).
      W większości przypadków jednak ludzie nie myślą w "tym momencie" o
      konsekwencjach. Czyli o ewentualnym dziecku jako owocu uniesienia.

      > Mam rozumiec ze jednak a moze tabletka nie zadzialala a moze
      > prezerwatywy jakies wadliwe.

      Nie ma metod 100% pewnych poza podwiązaniem jajowodu lub wasektomią
      (podwiązanie jajowodów)
      Z tego co wiem - wasektomia chyba w Polsce jest nielegalna. I to
      mnie osobiście dziwi - bo po podwiązaniu nasieniowodów dla mężczyzny nic się
      nie zmienia, ma wytryski (ale pozbawione plemników) a nawet ten zabieg ma
      podobno ma bardzo pozytywny wpływ na prostatę (na problemy z prostatą rzadziej
      narzekają Panowie po wasektomii).
      Co do podwiązania jajowodu - może się sto skończyć stałą niepłodnością.
      Wasektomia chyba również, chociaż czytałem, że to w przypadku mężczyzn jednak
      zabieg odrwacalny.
      Tabletki też są pewnie w jakichś 99.99% skuteczne, wkładki domaciczne - mają
      podobno 100% skuteczność, ale wiem, iż zdarzały się ciąże pozamaciczne pomimo
      wkładek. Obecnie dostepne są zastrzyki, które ubezpładniają kobietę na jakiś
      czas i w tym okresie zapłodnienie jest po prostu niemożliwe.

      > Oszalec mozna czy najbezpieczniejszym sr anty
      > jest abstynencja ....???

      Najskuteczniejsza metoda to znajomośc biologii organizmu kobiety, świadomość,
      że plemniki mogą żyć w ciele kobiety dłużej niż ustawa przewiduje ;)
      Najlepiej łaczyć metody - jeśli chce się mieć 100% pewność i np. unikać "na
      wszelki wypadek" stosunku z wytryskiem do pochwy w okresie np. na 2 dni przed
      owulacją i 2 dni po zakończeniu okresu płodnego + jakiś środek antykoncepcyjny.
      Znajomość swojego cyklu to elementarz dla każdej kobiety. Ja przynajmniej
      zauważyłem, że Panie wiedzą, kiedy pęka im pecherzyk Graafa i ich jajo
      rozpoczyna wędrówkę z jajowodu. Napewno znajomość własnego ciała i biologii
      dużo pomaga a nie zaszkodzi.

      > Nie chodzi mi o panny ktore sa bezmyslne i bezmyslnie
      > postepuja

      Ja rozumiem. Na bezmyślność nie ma metody poza unikaniem osobników
      bezmyślnych :) W moich zwiazkach ja czułem odpowiedzialność za ewnetualne
      potomstwo, tak więc z prostej mojej wrodzonej ciekawości chciałem znać kobiecą
      biologię. To fascynujące zagadnienie i nie ukrywam, że ta znajomość daje same
      plusy. Zresztą - zawsze trzeba mieć chodź odrobinę rozsądku niezależnie czy
      zmysły chca go nam odebrać.
      • hmm131 co z tymi ciazami??? 30.07.07, 12:46
        ja mam bzika na ten temat stosuje tabletki + prezerwatywa od poczatku do konca w
        sensie nie jest zakladana przed samym finalem. Jak nie bralam tabletek to
        doskonale wiedzialam bez wyliczania kiedy zaczynaja sie dni plodne a jak
        zaczelam brac to nawet nie mam zadnych objawów przed okresem, wiec i z dniami
        plodnymi mam problem...
        • cyjanokobalamina Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 13:35
          hmm131 napisała:

          >Jak nie bralam tabletek to
          > doskonale wiedzialam bez wyliczania kiedy zaczynaja sie dni plodne a jak
          > zaczelam brac to nawet nie mam zadnych objawów przed okresem, wiec i z dniami
          > plodnymi mam problem...

          Nie dziwie sie, ze z dniami plodnymi masz problem. Teoretycznie nie powinno ich
          byc podczas przyjmowania tabletek.
      • sagittka Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 12:59
        gGosatorr, mała rada, pisz ogólnie o metodach naturalnych, bez konkretów (typu
        2 dni przed owulacją), którymi ktoś niedoświadczony mógłby sie zasugerować, bo
        piszesz nieprecyzyjnie, (2 dni to za mało dla większości plemników, poza tym
        nie określisz owulacji dokładnie przed nią, itp)

        Lepiej pisać ogólnie, jak nie znasz szczegółów, czyli np., ze w okresie płodnym
        radzisz dodatkowo prezerwatywę, a już zainteresowani sprawdzą sami w
        wiarygodnym źródle, jak sie ten okres płodny wyznacza.

        A co do tego, ze "Panie wiedzą, kiedy pęka im pecherzyk Graafa i ich jajo
        rozpoczyna wędrówkę z jajowodu", to co najwyżej może im się wydawać z
        dokładnością do kilku dni, bo dopiero po fakcie można to stwierdzić z
        pewnością. Wczesniej nawet lekarz bez usg nie wybada tego.

        • glosatorr Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 13:08
          sagittka napisała:

          > gGosatorr, mała rada, pisz ogólnie o metodach naturalnych,

          No piszę ogólnie - jak ktoś chce to moze mi miesiąc przed i miesiac po
          uważac ;)))

          > (2 dni to za mało dla większości plemników, poza tym
          > nie określisz owulacji dokładnie przed nią, itp)

          Ok - nie będę bo zaczynam faktycznie wierzyć, że ktoś kurna może dosłownie
          wziąść to co piszę. ;) Ale to było ogólnie.

          >
          > Lepiej pisać ogólnie, jak nie znasz szczegółów, czyli np., ze w okresie
          płodnym
          >
          Ja pisze ogólnie - przecież każdy ma inaczej! Tego w liceum uczą! No mnie
          uczyli.

          > radzisz dodatkowo prezerwatywę, a już zainteresowani sprawdzą sami w
          > wiarygodnym źródle, jak sie ten okres płodny wyznacza.
          >
          No radzę.

          > A co do tego, ze "Panie wiedzą, kiedy pęka im pecherzyk Graafa i ich jajo
          > rozpoczyna wędrówkę z jajowodu", to co najwyżej może im się wydawać z
          > dokładnością do kilku dni, bo dopiero po fakcie można to stwierdzić z
          > pewnością.

          No to ja widzę, że mialem szczescie. Moje wiedziały. I to bez mydła - żadnej
          wpadki przez całe moje życie. Nawet moje jedyne dziecko było zaplanowane.

          > Wczesniej nawet lekarz bez usg nie wybada tego.
          >
          No tu przesadzasz Konewka - ale jestem w stanie Ci przyznac zdanie.
          na marginesie mi się dowcip przypomniał:

          Ona i on w łózku, są po...
          Ona: zalożyłeś dwie prezerwatywy?
          On: Yhym i jeszcze użyłem globulek plemnikobójczych
          ona: A co będzie, jak mimo wszystko zajdę w ciąże?
          On dlugo milczy i w końcu mówi: Damy mu na imię McGyver
          • glosatorr Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 13:11
            Przepraszam Sagittka - ale użyłem w tekście nie twojego nicka ale Konewki./
            Za pomylkę przepraszam.
            • sagittka Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 13:28
              odpisujesz mi, a myslisz o konefce - to już psychiczna zdrada :)
              • glosatorr Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 13:39
                sagittka napisała:

                > odpisujesz mi, a myslisz o konefce - to już psychiczna zdrada :)

                No na to może to wyglądać :-)))
                Tylko, że ja jestem 100% heteroseksualny!
                • miedzianakonefka Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 14:44
                  Proszę nie wywoływać konefki z lasu, bo wylezie i znowu zacznie marudzić :)

                  Alleluja i do przodu...
                  • glosatorr Konewka - marudź :-) 30.07.07, 15:27
                    Bo ja już z marudzącymi nie wyrabiam :)
      • lilyrush Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 13:33
        Ludziska..ja was błagam...weżcie sie jednak doczytajcie, zanim napiszecie....
        Tabletki hormonalne, dokładnie tak samo jak i zastrzyki, jak i plastry, jak i
        wkłądki z hormonami blokuja owulacje. Jka nie ma owulacji to nie ma zadych dni
        płodych i niepłodych, żadnych śluzów dnie poódych i reszty. Szyjkę macicy to
        sobie tez można dotykać do woli.

        Przy branych regularnie i zgodnie z zasadmi tablektach dodatkowa prezerwatywa
        jest zupełnie bez sensu i ja bym sie zastanawiała juz na jakims lekkim
        skrzywieniem....Ciąże wpadkowe z tabletek nie wynikaja z zawodnosci samych
        tabletek tlyko z zawodnosći człowieka- braku wziecia tabletki, nie strawieniu
        jej ( zatrucie pokarmowe, ymioty, biegunka) lub połączenia z takimi
        antybiotykami, które moga niwelowac działąnie. Która z Pan dostajac antybiotyk
        od lekarza pyta jaki on ma wpływ na antykoncepcej hormonalna która stosuje??
        Osoby myślące raczje wpadek nie zanotowują, jeśi na pewno w ciazę zajsc nie
        chcą...
        Biore tabletki od 13 lat z przerwa na dziecko, które zostało poczęte w
        pierwszym cyklu z owulacją po odstawieniu tychże tabletek. Moge nawet podać tą
        datę z dokłądności do +/-1 dnia. Jka sie chce i myśli to dużo można.
        A wszelkie posty naiwedzonych forumowiczów wpadajacych tu na jeden wątek jak to
        wszytscy niekontrolowanie zachodza w ciażę sie lekko niesmaczne....
        • cyjanokobalamina Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 13:45
          lilyrush napisała:

          > Przy branych regularnie i zgodnie z zasadmi tablektach dodatkowa prezerwatywa
          > jest zupełnie bez sensu i ja bym sie zastanawiała juz na jakims lekkim
          > skrzywieniem....

          Rzeczywiscie zakladajac, ze osoba przyjmujaca pigulki jest osoba poukladana,
          jednoczesne stosowanie prezerwatywy wydaje sie zbedne. Jezeli jest inaczej,
          dodatkowe zabezpieczenie w postaci prezerwatywy niczemu nie szkodzi i
          skrzywieniem bym tego nie nazwala.
          • lilyrush Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 13:52
            cyjanokobalamina napisała:

            > Rzeczywiscie zakladajac, ze osoba przyjmujaca pigulki jest osoba poukladana,
            > jednoczesne stosowanie prezerwatywy wydaje sie zbedne. Jezeli jest inaczej,
            > dodatkowe zabezpieczenie w postaci prezerwatywy niczemu nie szkodzi i
            > skrzywieniem bym tego nie nazwala.

            Ja zaznaczam, ze pisze o dodatkowej prezerwatywie jako antykoncepcji. Nie
            wchodizmy tu w przypadki, gdzie gumka ma inne cele- zabezpieczenia przed
            chorobami czy w wypadku powiedzmy "przypadkowego" seksu
      • misssaigon dzyń dzyń 30.07.07, 16:00
        kto tam?
        to ja ! pan Graf1 juz jestem...jakby co;P

        glosatorr - nie pisz jak lajkonik nie obrazając krakowiaków) na tematy, o
        których dysponujesz - eufemistycznie rzecz ujmujac - powierzchowna wiedzą

        odsyłam na odpowiednie forum o antykoncepcji:

        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15080
        co do zabiegów chirirgicznych

        podwiazanie jajowodów - oficjalnie obecnie w Polsce nie stosowane - ze wzgledu
        na artykul kodeksu karnego, który mów, o tym, ze sankcej karne ponosi osoba
        pozbawiajace trwale kobiete płodnosci - a wiec w domysle i lekarz

        oczywiscie jest tu dylemat prawno-moralny, czy mozna sie posunac do takiego
        czynu w celu ratowania zycia kobiet - kto jest ciekawy niech zapyta Ziobry

        poniewaz powyzszy artykuł odnosi sie do kobiet - pytanie czy przeciecie lub
        podwiazanie NASIENIOWODóW (tak to sie nazywa glossator) teoretycznie nie jest
        zakazane

        co do skutecznosci takich zabiegów - w przypadku kobiety nie jest ona 100% -
        bywaja przypadki ciaz pozamacicznych oraz kiedy wytworzy sie tzw "przetoka" ,
        która jest "objazdem" dla jajowodów i jajeczka wedruje sobie do celu pomimo
        zamknietego światła wlasciwego jajowodu
        w przypadku kobiet jest to zabiego raczej nieodwracalny- chociaz byly
        podejmowane próby

        w przypadku męzczyzn - płodnosc po wasektomii udaje sie przywrocic w okolo 60%
        przypadków





        a na marginesie i na temat: natura bywa silniejsza od wszelkich srodków
        chemicznych:)) z moim poprzednim partnerem probowałam zajsc w ciąze - nie
        udawało sie ponad 2 lata, z obecnym męzem i pigułki nic nie poradziły, czego
        zywym dowodem nasz dorodny przychówek

        • kawitator Re: dzyń dzyń 30.07.07, 16:28
          Chciałbym wrócić do podstawowego pytania
          „Ale ile slyszy sie o wpadkach u niby rozsadnych osob w sensie ze watpliwe zeby
          poszli na tzw
          zywiol. „
          najbardziej zawodnym elementem wielu procesów jest człowiek. Taka na przykład
          pigułka jest bardzo niezawodna jeżeli oczywiście dokładna i systematyczna jest
          kobitka która ją stosuje. Tak zwane wpadki zdarzają się kiedy to nagle i
          niespodziewanie kobitka zapomni coś przestawi Weźmie miętusa zamiast tabletki
          ;-))) Zwykle tak się dziwnie zdarza, że myli sie kiedy jest z odpowiednim
          facetem o którym jej organizm powiedział „To jest ON”
          To są przypadkowe i dziwne wpadki nawet dla świadomości kobitki ale nie dla jej
          organizmu
          Co masz widoczny obraz na swoim jak to ładnie określiłaś przychówku

          nie pisz jak lajkonik nie obrazając krakowiaków)
          Lajkonik jako mongoł niepiśmienny był więc pisać nie potrafił
        • lilith969 Re: dzyń dzyń 30.07.07, 18:27
          Skąd pomysł, że art.156 kk mówiący m.in. o pozbawieniu zdolności płodzenia
          odnosi się tylko do kobiet?
          • misssaigon Re: dzyń dzyń 01.08.07, 22:43
            lilith - bo taka jest praktyka sądowa w naszym kraju
    • miedzianakonefka Re: co z tymi ciazami??? 30.07.07, 12:51
      MHO to bezmyślnie postępują panowie, którzy pchają swoją męskość do każdej
      wolnej dziurki nie myśląc o konsekwencjach, albo mając w głębokim poważaniu
      uczucia partnerki. Nie zwalał bym winy na panie które są bardziej zaangażowane
      i zawsze mają gdzieś tam zakodowane zakładanie rodzinnego gniazdka z cudownymi
      bobasami i ukochanym mężem przy boku.

      Alleluja i do przodu...
      • yoric Re: co z tymi ciazami??? 31.07.07, 00:55
        Hehe jak to mówią "a każda kobieta po jednej nocy ma w głowie trójkę dzieci
        (albo czwórkę)". Kolejny stereotyp, który warto by poddać pod forumowy osąd.
        Tyle, że może w innym wątku.

        Co do sedna sprawy, to nie mam pojęcia! A faktycznie zadziwiające. Jedyne, co mi
        przychodzi do głowy to to, że pod wpływem nawet rozsądni ludzie robią różne
        dziwne rzeczy. Z drugiej strony metod przed i po jest cała gama, aż do
        stosunkowo indukcji poronienia (o ile komuś nie przeszkadzają względy religijne).
        No i drugie, co mi przychodzi na myśl, to świadome działanie kobiety. W takim
        wypadku niestety nic nie pomoże.

        Pozdrawiam
        • margeritta6 Re: co z tymi ciazami??? 31.07.07, 21:38
          fakt roznie bywa. Ostatnio slyszalam o przypadku ciazy przy tabl i
          prezerwatywie a wcale ni8e pekla....... Szalenstwo
          • yoric Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 00:19
            Zależy kiedy się zakłada.

            Preejakulat

            pl.wikipedia.org/wiki/Preejakulat
            zawiera nikłe ilości nasienia, ale jeśli gumkę założy się już w trakcie zabawy,
            to ryzyko ciąży - nikłe, bo nikłe - zawsze istnieje.

            Poza tym wg wiarygodnych danych co 10. dziecko na świecie ma biologicznego ojca
            innego od mężczyzny, którego za takiego uważa. Nie jesteśmy gatunkiem
            monogamicznym. Dlatego nawiasem mówiąc uparłem się, że jeśli koszty nie pójdą w
            tysiące złotych, to choćby nie wiem co swoje ewentualne ojcostwo będę chciał
            potwierdzić genetycznie :).

            Pozdrawiam
            • lilyrush Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 10:12
              yoric napisał:

              Dlatego nawiasem mówiąc uparłem się, że jeśli koszty nie pójdą w
              > tysiące złotych, to choćby nie wiem co swoje ewentualne ojcostwo będę chciał
              > potwierdzić genetycznie :).
              >
              > Pozdrawiam
              Badanie DBA kosztuje własnie około tysiaca zlotych. Bilogiczny ojciec kolegi
              uparł sie na nie, zeby udowodnić, ze nie jest jego ojcem. Wyszło, ze na 99,9
              jest.
              Wiesz co Yoric...z takim podejsciem to ja wspólczuje kobiecie, która kiedys
              zajdzie z Tobą w ciążę. Tegoby nawe t moj eks nie wymyślił
            • glosatorr Konsekwencje 01.08.07, 12:28
              yoric napisał:

              > Zależy kiedy się zakłada.

              No tak - tu... masz rację.
              >
              > Preejakulat
              > zawiera nikłe ilości nasienia, ale jeśli gumkę założy się już w trakcie
              zabawy
              > ,
              > to ryzyko ciąży - nikłe, bo nikłe - zawsze istnieje.
              >
              W trakcie "zabawy" wszystko co się robi z paniesem w pochwie w konsekwencji
              może prowadzić do zapłodnienia. To co opowiadasz, to zakładanie prezerwatywy w
              trakcie stosunku przerywanego (coiutus interruptus) wciąż błędnie zaliczonego
              do metod regulacji płodności - to totalna głupota (powszechna?). Do tej samej
              grupy należy stosunek międzyudowy, stosunek przedłużony, stosunek saksoński i
              stosunek przedsionkowy. Pomimo swej niebywałej niedoskonałości, jest też metodą
              najstarszą. Niedoskonałość tej metody polega na tym, że u ok. 15% mężczyzn
              stwierdzono obecność plemników w płynie nasiennym wydostającym się z cewki
              moczowej penisa po erekcji, ale przed ejakulacją (z wiekiem ta ilość się
              zwiększa). Połączenie tego płynu ze śluzem owulacyjnym kobiety umożliwia
              transmisję plemników przez szyjkę, do jamy macicy, a w konsekwencji ich dojście
              do jaja i zapłodnienie. Skuteczność tej metody mierzona wskaźnikiem Pearla
              (liczba ciąż wśród 100 kobiet stosujących daną metodę antykoncepcyjną w ciągu
              roku) sięga nawet 36 punktów. Dobra prezerwatywa jest 10 razy skuteczniejsza, a
              antykoncepcja hormonalna 100 razy.
              I to wiadomo Yoric jeśli ktoś zaklada prezerwatywę już po imisji - to jest
              idiota do n-tej potęgi. Ale tacy mają wiele dzieci, dlatego głupota wciąż
              króluje na ziemi.

              > Poza tym wg wiarygodnych danych co 10. dziecko na świecie ma biologicznego
              ojca
              > innego od mężczyzny, którego za takiego uważa.


              Widzisz - ciągle powtarza się pewien pogląd, że jeśli mężczyzna wychowuje nie
              swoje dziecko to już to jest wynik jakiegoś kłamstwa czy oszustwa (zdrady).
              A w tym Twoim co 10 dziecku na świecie są też: dzieci urodzone na drodze
              sztucznej ineminacji, dzieci przysposobione i z innych (poprzednich) związków.
              Wielu mężów wychowuje nie swoje dzieci wiedząc o tym, że nie sa ich.
              Masz w jednym rację - wielu ojców pyszni się swoimi pociechami nie mając
              zielonego pojęcia, że nie oni byli dawcą genów.

              Ja polecam Ci przeczytanie tego artykułu :-)
              resmedica.pl/zdart10010.html i tam w zdaniu:

              "Z wielu badań wynika, że kobiety mogą przeżywać rozterki między wyborem
              atrakcyjnego kochanka i mężczyzny będącego idealnym materiałem na męża i ojca.
              Część z nich wybiera na ojca atrakcyjnego seksualnie partnera, a mąż opiekuje
              się tym "kukułczym jajem" w nieświadomości co do prawdziwego ojcostwa. Okazuje
              się, że ok. 5-10% dzieci w małżeństwach ma innego biologicznego ojca.
              Socjobiolodzy twierdzą, że nie jest sprawą przypadku, że w okresie płodnym
              kobiety chętniej romansują.

              Badania potwierdzają, że wielu mężczyzn ma partnerki przed- i pozamałżeńskie.
              Prawie połowa mężów przyznaje się do romansowania. Poligamia jest znacznie
              częściej spotykana niż poliandria (związek jednej kobiety z więcej niż jednym
              mężczyzną)."

              > Nie jesteśmy gatunkiem
              > monogamicznym.

              A to ciekawa teoria - W ten sposób rzucone haslowo zdanie, wygląda jak teza,
              którą warto udowodnić, zaś obalić niezmiernie łatwo.
              Co to znaczy, że jako gatunek nie jesteśmy monogamiczni?
              Kiedyś nie byliśmy - było nas mało, im więcej się mialo potomstwa (mieszając
              przy tym geny), tym człowiek czuł sie silniejszy i bezpieczniejszy. Ale dzisiaj
              głosiciele tych teorii zapominają o jednym - Wychowanie jednego potomka
              kosztuje i monogamiczność jest wymuszona racjonalnością człowieka. Ludzie się
              mnożą jak króliki tylko tam, gdzie nadal ilość potomstwa zwiększa szansę
              przęzycia rodziców. W cywilizacji Europejskiej już tak nie jest. Nawet aborcja
              kosztuje!
              Natomiast prawdą jest co innego:
              Istnieją monogamiczni mężczyźni i faceci poligamiczni. I co najciekawsze, tych
              którzy są wierni jednej partnerce (jak ją mają) jest znacznie więcej niż tych
              co skaczą z kwiatka na kwiatek. Dlatego postawienie tezy - Nie jesteśmy
              monogamiczni - nie jest prawdą.


              > Dlatego nawiasem mówiąc uparłem się, że jeśli koszty nie pójdą w
              > tysiące złotych, to choćby nie wiem co swoje ewentualne ojcostwo będę chciał
              > potwierdzić genetycznie :).


              A jak pójdą w tysiące, to już będziesz przykłądnym ojcem?! :-)
              Wiesz już Ci tam jakaś Pani nawrzucała. Czytając inne Twoje wypowiedzi, to mnie
              chyba nie zaskoczy już nic co napiszesz. Ale tym mnie naprawdę rozbawiłeś.
              Badanie kosztuje różnie - w placówkach Państwowych - ok. ca' about 1500 zł.
              Prywatnie jeśli nie masz jakichś zniżek czy układów - to więcej (koło 2000).
              Jeśli je zlecisz potem będziesz i tak musiał powtórzyć (jako dowód dla sadu)
              potem postępowanie sądowe (jeśli uznałeś dziecko wcześniej) z udziałem
              prokuratora. To czas i nerwy. Dlatego m.in. mężczyźni rozsądni, zamiast za
              każdym razem robić badania genetyczne dot. ojcostwa - swoich dzieci i wywalac
              niepotrzebnie kasę - dbają o swoje monogamiczne związki i nie wpychają swojego
              penisa wszędzie i bezmyślnie i bez przewidywania konsekwencji. A jeśli Ty tak
              podchodzisz do ojcostwa - to wiesz? Podziwiam Twoją szczerość :-)

              PS: Napisałem dużo, byś się trochę poćwiczył w przewijaniu tekstu ;)
    • yoric Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 14:36
      (Lilyrush)
      > Wiesz co Yoric...z takim podejsciem to ja wspólczuje kobiecie, która kiedys
      zajdzie z Tobą w ciążę.

      Fakty są, jakie są. Jeden na dziesięciu ojców wychowuje 'kukułcze jajo'. Mija 15
      lat i podczas transfuzji, albo diagnozy rzadkiej choroby - albo podczas grubszej
      kłótni - dowiadujesz się, że "Maciuś nie jest twój". Ja nie chciałbym być w
      takiej sytuacji. Co ma tu do rzeczy Twoje współczucie? Może wyjaśnisz?

      Glosatorr:
      Nieścisłość. "Więcej potomstwa" nigdy nie było celem osobnika, by być
      "silniejszym i bezpieczniejszym" - to zawsze jest cel genów osobnika, by
      zostawić jak najwięcej swoich kopii. Jeśli zdrada była kiedyś ewolucyjnie
      opłacalna, tj. osobniki zdradzające regularnie pozostawiały po sobie więcej
      potomstwa, to osobniki dziedziczące po nich tendencję do zdrady były w populacji
      coraz liczniejsze.

      Moja nieścisłość polegała na skrócie myślowym - miało być "nie jesteśmy
      gatunkiem *ściśle* monogamicznym". Miałem na myśli mniej więcej to, co
      zacytowałeś z artykułu.

      Końcówka wypowiedzi jak sądzę odnosi się do czegoś innego, niż to, o czym ja
      piszę. Piszesz o "wpychaniu penisa wszędzie i bezmyślnie", a ja mówię o
      sprawdzeniu ojcostwa w stałym związku. Dbanie o monogamiczny związek jest ważne,
      ale pewności ojcostwa nie daje żadnej.

      Pozdrawiam
      • sagittka Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 15:08
        > Fakty są, jakie są. Jeden na dziesięciu ojców wychowuje 'kukułcze jajo'. Mija
        1
        > 5
        > lat i podczas transfuzji, albo diagnozy rzadkiej choroby - albo podczas
        grubsze
        > j
        > kłótni - dowiadujesz się, że "Maciuś nie jest twój". Ja nie chciałbym być w
        > takiej sytuacji. Co ma tu do rzeczy Twoje współczucie? Może wyjaśnisz?

        To jest jasne, nikt by nie chciał.
        Także kobieta, która kocha, jest szczera, uczciwa nie chciałby być wystawiana
        na taki "test wierności".
        Skoro jest wierna, to co jej zależy? zapytasz pewnie. Otoż to jest właśnie ta
        cienka granica między zaufaniem a podejrzeniem, między wiarą w uczucia i
        wyrachowaniem.
      • glosatorr Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 15:29
        yoric napisał:

        > (Lilyrush)
        >
        > Fakty są, jakie są. Jeden na dziesięciu ojców wychowuje 'kukułcze jajo'. Mija
        1
        > 5
        > lat i podczas transfuzji, albo diagnozy rzadkiej choroby - albo podczas
        grubsze
        > j
        > kłótni - dowiadujesz się, że "Maciuś nie jest twój". Ja nie chciałbym być w
        > takiej sytuacji.

        No jest głupio - to fakt, ale to jeszcze nie jest dramat. Chociaż to boli
        faktycznie jak cholera. Większym dramatem jest jak np. mężczyzna bardzo cche
        mieć dziecko a potem dowiadujesz się, że Twoja ślubna je po kryjomu usunęła.
        Tak naprawdę mężczyzna nie staje się ojcem z chwilą "wstrzelenia plamników",
        ale z chwilą jak przyjmie pojawienie się dziecka na tym świecie i jego życiu.

        > Co ma tu do rzeczy Twoje współczucie? Może wyjaśnisz?
        >
        Może wyjasni - ja wiem czego współczuje. Może się mylę, ale Twoje podejście
        naprawdę jest z lekka mówiąc zbyt podejrzliwe.

        > Glosatorr:
        > Nieścisłość. "Więcej potomstwa" nigdy nie było celem osobnika, by być
        > "silniejszym i bezpieczniejszym"

        No tu się niezgadzamy - jak mnie na wykladach z socjologii uczyli, to jest to
        kanon: im większa bieda, tym więcej dzieci - z przekazywaniem genów nie ma to
        nic wspólnego. Bo więcej dzieci dla rodzica oznaczało, że większa ściepa będzie
        na utrzymanie tatusia, gdyby mu się np. nóżka powinęła. Jak się obserwuje
        dzietność w najbiedniejszych krajach świata, oraz dzietność ludzi np. w
        brazylijskich, meksykańskich favelach - jest ona ponadprzeciętna.

        > - to zawsze jest cel genów osobnika,

        Geny same w sobie nie mają celu :-) są środkiem :-)
        Ktoś kiedyś powiedzial, że życie to jest choroba śmiertelna przenoszona drogą
        płciową :-) Geny przekazują informację, i co najwyżej dany osobnik chce aby
        informacja o nim rozprzestrzeniła się ale same geny to tylko informacja.

        > by
        > zostawić jak najwięcej swoich kopii.

        Problem lezy w tym, że żadne potomstwo nie jest naszą kopią. W przypadku
        klonowania, będzie kopią, ale nasze potomstwo to już mieszanka i wypadkowa
        informacji genetycznej ojca i matki, to coś nowego zupełnie, dlatego wielu
        chorobliwie podejrzliwych ojców poszlo robic badania potomka i jakże było
        zdziwionych, że np. on jest blondyn a córeczka ciemna, śniadolica brunetka.
        Znam taki przypadek ;) Niektóre informacje w genach potrafią "przemycić" się
        przez wieki :-)

        > Jeśli zdrada była kiedyś ewolucyjnie
        > opłacalna,

        Do czasu, kiedy zaczęło się przeludnienie (z tym mamy do czynienia dzisiaj) -
        wogóle nie było pojęcia zdrady. Po panowała poligamia. Jeden Pan miał wiele
        żon, albo miał jedną żonę i oficjalne nałożnice lub konkubiny. Wogóle tak do X
        wieku różnie z tym bywało.

        > tj. osobniki zdradzające regularnie pozostawiały po sobie więcej
        > potomstwa,

        Tak się składa, że jak się przyjrzeć np. ilości dzieci i statusu materialnego
        oraz poziomu intelektualnego ich rodziców, to ta teoria (powtarzam - ciągle
        teoria) może bardziej podpadać - tak myślę - pod prawo przekazywania mutacji w
        informacji genetycznej genomu. Mówię o czasach współczesnych. Problem w tym, że
        Pan samiec może sobie chcieć przekazać swoje geny maksymalnie dużej liczbie
        samic - jeśli samica na to nie pozwoli, to będzie te geny rozsiewał po polach i
        lasach i nic mu z tego nie przyjdzie.
        W dzisiejszych czasach bardziej zauważalne jest coś innego - przekazywanie
        najlepszych wartościowo genów najwartościowszej genetycznie niewieście. I jakoś
        natura tutaj sama wprowadza swoje porządki. Niezależnie od chcenia czy
        niechcenia osobników ludzkich :)

        > to osobniki dziedziczące po nich tendencję do zdrady

        Świetna teoria ale ma tyle wspólnego z rzeczywistością jak ten cały tekst -
        proszę bez obrazy, ale takie są fakty. Tendencja do zdrady nie jest
        dziedziczona. Przykro mi to powiedzieć, pewnie wielu panom alibi do tłumaczenia
        się w stylu "Kochanie, zdradziłem Cię, bo zdradzał mój ojciec, matka, dziadek,
        sąsiadka" nie przejdzie logicznej próby.
        Mechanizm zdrady jest w głowie i tzw. zasadach, jakie w człowieku kształtuje
        charakter, wychowanie i warunki społeczne w jakich ktoś się wychowuje,
        podatności na sugestie i co ciekawe - tzw. inteligencja emocjonalna oraz tzw.
        życie. Wielu Panów sięga po argumenty biologiczne, jakoby uzasadniały ich
        podatność na zdradę, potrzebę spółkowania z jak największą liczbą kobiet. Nic z
        tego Panie Yoric. Może tak było, kiedy jeszcze nasz prajaszczur Homo erectus
        powoli stawał się człowiekiem i zaczynał już kojarzyć fakty, dlatego m.in.
        ukatrupił każdego, kto mu się z prąciem wpychał do jego stada samic - ale
        dzisiaj człowiek rozumny ma umysł, system wartości i cele życiowe i prosze mi
        wierzyć - co jak co - ale gdyby każdy stosunek seksualny musiał się kończyć
        zapłodnieniem - to już by Panowie tak chętnie nie szaleliby z tymi swoimi
        chuciami :) Trzeba powiedzieć wprost - jak chłop chłopu na miedzy: Bzyakać się
        Panom chce i już - lubią nowości, więc niektórzy nie potrafiąc z jedną
        partnerką odnaleźć radość kochania się, latają jak kot z pęcherzem od jednej
        cipki do drugiej. Na szczęście natura zgodnie z prawem Darwina, które mówi, że
        ewolucja eliminuje osobniki słabe i nieprzystosowane do życia, za to promuje
        osobniki silne, bardziej przystosowane do życia i rozwoju - i wymyślila:
        syfilis i inne choroby płciowe oraz HIV i inne tałatajstwa, które szwendają się
        za osobnikami, które nie rozumieją, że dobre geny przekazuje się w jednym
        związku a nie w pięćdziesięciu ;)

        >
        > Moja nieścisłość polegała na skrócie myślowym - miało być "nie jesteśmy
        > gatunkiem *ściśle* monogamicznym".

        To żaden gatunek nie jest ani ściśle monogamiczny ani ściśle poligamiczny.

        > Miałem na myśli mniej więcej to, co
        > zacytowałeś z artykułu.
        >
        Ok - dlatego uściśliłem i jeszcze dodam - że na podstawie różnych statystyk,
        zdradza ok 1/4 populacji - czyli jest to mniejszość a nie większość populacji.



        > Dbanie o monogamiczny związek jest ważne
        > ale pewności ojcostwa nie daje żadnej.

        Powiem tak - masz w tym bardzo dużo racji. Ale (wiem, moja upierdliwość może
        doprowadzić do szewskiej pasji nawet świętego)... ale właśnie.
        Problem w tym, że aby zadbać o dobry monogamiczny związek, muszą dbac o niego
        obie strony związku. A to znaczy, że należy dbać również o kobietę, by jej do
        głowy nie przyszło, aby do domu przyniosła dziecko nieswojego chłopa. Ale to
        już kwestia doboru osobniczego, a to już może być już zupelnie nudne.
      • lilyrush Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 15:46
        W sumie Sagitka to ładnie napisała.
        Poza tym Yoric...my chyba mamy na wejsciu inne systemuy wartosci i wyobrazenie
        o związku i wspólnym podjeciu decyzji, ze bęidzemy mieli dziecko.
        Weic tłumaczenie chyba niewiele da.
        • yoric Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 16:04
          Tylko, że wiesz... w związkach z innym systemem wartości i podjęciem decyzji o
          dziecku też spory procent mężów nie jest biologicznymi ojcami "swoich" dzieci.
          Obecnie mężczyzna ma możliwość, żeby wyeliminować to ryzyko. Czemu z tej
          możliwości nie skorzystać? Podaj argumenty. "Tłumaczenie nic nie da" to nie
          argument.

          Pozdrawiam
          • lilyrush Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 23:23
            To ja już poczekam na Twój nowy temat
    • yoric Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 16:00
      Sorry, że nie odpisuję w "drzewku", ale IMO tak jest wygodniej - nowe wpisy na
      końcu wątku.

      Sagittka:
      prawda, prawda. To nie jest u nas przyjęte. Z drugiej strony intercyza to też
      okazanie braku zaufania - czy nie jest tak, że jesli się ufa, nie powinno być
      żadnej intercyzy :)? Dlaczego więc para nie miałaby się umówić (jeśli nie jest
      to dla niej ciężar materialny) na prostą formalność: pojawia się dzieciak = badamy.

      Glosatorr:
      moje podejście nie jest podejrzliwe, tylko realistyczne. Podejście "statystyki
      dotyczą innych, a mnie nie" jest nierealistyczne.

      Co do reszty wpisu - jest tam zwyczajnie zbyt wiele rzeczy do sprostowania,
      poczynając od rzeczy podstawowych, jak np. mit, że w teorii Darwina chodzi o
      "przetrwanie najsilniejszych", mylenie kopii i "interesu" genów z kopią i
      interesem osobnika, itd., itp. Musiałbym się rozpisać na parę stron, a zacząć od
      podstawowych informacji nt. ewolucji. Zamiast tego polecam książki wypisane
      przeze mnie w innym wątku, w szczególności podręcznik akademicki Davida Bussa
      "Psychologia ewolucyjna" - tam są i ww. podstawy, i dalsze informacje nt.
      ludzkich i nie tylko zachowań seksualnych, poparte badaniami empirycznymi.

      Pozdrawiam
      • glosatorr Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 16:16
        OK - wszystko jasne :-)
        Jeśli to geny kierują decyzjami czlowieka, z kim z iloma i jak ma się przespać
        i jak często - to wszystko jasne. A co do podejrzlwiości - no cóż, ja preferuję
        obustornne zaufanie i Miłość - w takim układzie nie ma podejrzliwości.
        Milego wieczoru
        • kawitator Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 20:21
          Temat genów i badan DNA był juz poruszany kilka razy z różnym zresztą skutkiem
          Nie chcę tu wchodzić w szczegóły ale złośliwe skomentuję glosatora

          . A co do podejrzliwości - no cóż, ja preferuję
          > obustornne zaufanie i Miłość - w takim układzie nie ma podejrzliwości.
          Dokładnie ale to właśnie w takich związkach ojcowie wychowują kukułcze jaja Ci
          podejrzliwi jakoś sie bronią
          Rzeczą która mnie najbardziej zdziwiła w artykułach i badaniach na temat
          „Badania DNA w celu ustalenia ojcostwa” są następujące fakty
          1 U naszych zachodnich sąsiadów zlecanie badań DNA stało się dosyć częsta praktyką
          okazuje się ze około
          1/3 badan zlecają podejrzliwi lub jak określa Yoric zapobiegliwi Ojcowie
          1/3 badan zlecają dziadkowie którzy chcą mieć pewność ze ich ciężko
          zaoszczędzone Euro odziedziczą ich prawdziwe wnuki oraz
          Cała dyskusja pod linkiem na przełomie 2004 i 2005 roku tygodnik Wprost podczas
          zbierania materiałów do artykułu „Czy jestem tatą”
          opublikowanego w numerze z dnia 13 lutego 2005 str 53 i następne zlecił
          Pentorowi badanie w którym zapytano Polaków, czy
          wykonaliby test DNA sprawdzający ojcostwo. Wyniki są zaskakujące. Okazuje się,
          że tylko 54,4 proc. mężczyzn poddałoby się takiemu
          testowi, natomiast zadziwiająco dużo Polek - aż 69,7 proc. - zdecydowałoby się
          sprawdzić, czyje dziecko urodziły.

          Oznacza to, że prawie 70 % kobiet miało więcej niż jednego partnera w okresie
          kiedy doszło do zapłodnienia, Przeczy to ludowej
          mądrości, że kobieta zawsze wie, kto jest ojcem jej dziecka.
          Cała dyskusja po linkiem
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=60351006&a=60351006
          to są wszytko takie przepychanki
          Naprawdę ciekawy problem tkwi w czymś innym Duża część naszych zachowań i
          zwyczajów spowodowane jest chęcią wychowywania własnego dziecka przez faceta
          Kult dziewictwa Wymóg wyłączności seksualnej różnego rodzaju ograniczenia
          nakładane na zamężne kobitki W jaki sposób to się będzie zmieniało kiedy
          powszechnym i standardowym stanie sie sprawdzanie ojcostwa na podstawie testów
          DNA co jak myślę nastąpi wkrótce. Zmiany będą niewątpliwe Ale jakie ?
          • kawitator Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 20:23
            kurde wcięło mi
            powinno byc

            > 1 U naszych zachodnich sąsiadów zlecanie badań DNA stało się dosyć częsta
            praktyką
            > okazuje się ze około
            > 1/3 badan zlecają podejrzliwi lub jak określa Yoric zapobiegliwi Ojcowie
            > 1/3 badan zlecają dziadkowie którzy chcą mieć pewność ze ich ciężko
            > zaoszczędzone Euro odziedziczą ich prawdziwe wnuki oraz
            1/3 zlecaja kobitki które chcą sprawdzić a którym tym razem sie trafiło
            • yoric Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 20:45
              Kawi dzięki za ten wpis. NIe wiedziałem, że na zachodzie to takie powszechne,
              ale w sumie mnie to nie dziwi.

              W takim razie zaczynam nowy wątek nt. badania ojcostwa w małżeństwach. Muszę
              tylko namierzyć konkretne dane nt. tych 10% - a jak na złość u Bussa nie mogę
              znaleźć - żeby się podeprzeć czymś solidnym, a nie "podobno" :).

              Pozdrawiam i proponuję wrócić do tematu :)
              • kawitator Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 21:02
                O ile wiem to w Polsce nie było robionych badan w tym kierunku Wyniki które
                podają rożne źródła oparte są na danych uzyskanych tak przy okazji innych badań
                www.wprost.pl/ar/?O=72946&I=1158 tu masz cytowany przeze mnie artykuł
                a tu całą jego treść
                www.sopowawa.za.pl/media/20050213_czy_jestem_tata.htm
                Jest dosyć rzetelnie napisany bowiem miałem możliwość porozmawiać z jednym z
                cytowanych tam autorów badań i potwierdził
                krótko w Polsce 6-8 Procent to jest oczywiście szacunek Są środowiska gdzie
                poniżej 1 % a są takie gdzie powyżej 20% ale to nie temat na to forum
          • sagittka Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 20:34
            > Wyniki są zaskakujące. Okazuje się, że tylko 54,4 proc. mężczyzn poddałoby
            > się takiemu testowi.

            Pewnie pytano także ojców ze stażem, a nie tylko swieżych. Ojciec ze stażem
            kocha własne dziecko, jest z nim związny emocjonalnie, wiąże nadzieje na
            przyszłośc, nawet jeśli ono ma geny innego mężczyzny. Co zrobić z taką wiedzą
            po latach bycia ojcem? To są bardzo trudne decyzje i trudno potem żyć dalej jak
            gdyby nigdy nic. Można mieć uzasadnione pretensje do żony, ale po co psuć to co
            dobre między ojcem a dzieckiem?

            Z drugiej strony uważam, ze mężczyzna ma prawo do prawdy, a także dziecko ma
            prawo wiedzieć, kto jest jego biologicznym ojcem (każdy w pewnym wieku się tym
            interesuje, podejrzewa, sprawdza dokumenty rodzinne, grupy krwi, itp).

            Wydaje mi się, ze jeśli już sprawdzać, to zaraz po urodzeniu dziecka, zanim
            pojawi się więź z dzieckiem i chyba wolałabym nie wiedzieć, ze mąż robi taki
            test, bo byłby to dla mnie jawny dowód braku zaufania.
            • hmm131 kochani schodzimy z sedna tematu 01.08.07, 21:14
              • kawitator Re: kochani schodzimy z sedna tematu 01.08.07, 21:18
                To jest taki urok w dyskusjach na tym forum ze są bardziej luźne i dryf jest
                częsty. Takie sobie pogaduchy i dopóki nie przekształcają się w czat, reklamę i
                nie używa sie bez sensu słów niepolitycznych to moderatorzy nie wkraczają
              • sagittka Re: kochani schodzimy z sedna tematu 01.08.07, 22:06
                Nie obraź się, ale to zejście z tematu jest bardziej sensowne i interesujące
                niż twój post początkowy, ale skoro ci to przeszkadza, to napisz czego
                oczekiwałaś po swoim wątku, 46 wpisów potwierdzających, ze są wpadki mimo
                stosowania antykoncepcji?
          • glosatorr Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 23:49
            kawitator napisał:

            > Temat genów i badan DNA był juz poruszany kilka razy z różnym zresztą skutkiem
            > Nie chcę tu wchodzić w szczegóły ale złośliwe skomentuję glosatora

            A komentuj Kawitator złośliwie czy nie - ja cenię sobie Twoje komentarze i nie
            ukrywam, że tym mnie mile zaskoczyłeś - dzięki.
            Ja należę do grona tych ojców, którzy wiedzieli, że ich ślubna zaszła z innym
            bez badań :-) Nie musiałem nawet wydać złotówki na to by wiedzieć ;)))
            Jeśli więc Panowie muszą wydawać grube tysiączki by wiedzieć, ja im naprawdę
            współczuję.

            >
            > . A co do podejrzliwości - no cóż, ja preferuję
            > > obustornne zaufanie i Miłość - w takim układzie nie ma podejrzliwości.

            > Dokładnie ale to właśnie w takich związkach ojcowie wychowują kukułcze jaja Ci
            > podejrzliwi jakoś sie bronią

            I tu się nie zgodzę - Kawitator bystry z Ciebie facet ale nie zwracasz uwagi na
            słowa - napisałem "Obustronne zaufanie i Miłość" - czyli zaufanie i Miłość po
            obu stronach a nie po jednej. A jak to osiągnąć, to już insza inszość.

            > Rzeczą która mnie najbardziej zdziwiła w artykułach i badaniach na temat
            > „Badania DNA w celu ustalenia ojcostwa” są następujące fakty

            Dzięki za te fakty - przyjrzę się im z bliska, bo wnioski z tych faktów,
            rzeczywiście przeczą obiegowej opinni Pań o tym, że to faceci to tylko świnie :)_))
            • yoric Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 23:51
              > Ja należę do grona tych ojców, którzy wiedzieli, że ich ślubna zaszła z innym
              bez badań :-) Nie musiałem nawet wydać złotówki na to by wiedzieć ;)))

              W grupie tych, co wiedzą bez badań też kilka procent wychowuje nieswoje...
              • glosatorr Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 23:59
                Yoric - na szczęście musiałem być dawcą organów dla mojego dziecka więc badania
                wykonane w tym celu były jednoznaczne - i nie mam Twoich dylematów - siebie w
                moim dziecku bez badań poznaję :))))

                Więc daruj sobie niektóre sugestie - ok?
                Naprawdę - trzeba być ślepym i głuchym, żeby nie wiedzieć.
                Dobranoc
                • yoric Re: co z tymi ciazami??? 02.08.07, 03:18
                  Cieszę się Twoim szczęściem.

                  Sugestii żadnych nie było. Mówiłem o faktach. Cytuję (za stroną podaną w wątku
                  obok):

                  "Men with high paternity confidence (subjects in genetic studies) have very low
                  rates of nonpaternity (median = 1.9%, N = 22).

                  Pozdrawiam
    • peitsche Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 22:15
      A ja wrócę do tematu. Ogólnie sądzę, że sam seks (nawet bez zabezpieczenia)
      ciąży nie daje. Doświadczenie moje i mnóstwa innych znanych mi kobiet mówi mi,
      że ten "palec boży", iskierka, dzięki której te parę komórek rozpoczyna etap
      tworzenia nowej istoty, jest w wiekszości przypadków niezależny od naszej woli.

      Ale jednak jestem za antykoncepcją, za naturalnymi metodami antykoncepcji. Być
      może wielość ciąż (pomimo brania pigułek) spowodowana jest totalną
      nieznajomościa własnego organizmu. Pigułka sprawia, że nasze zainteresowanie
      tym co dzieje się w naszym ciele spada do zera. Biorę pigułkę i jest ok., za 21
      dni miesiaczka i potem wszystko od nowa. A przeciez nie da się nakręcić siebie
      jak zegarka. Większość kobiet ma zapisane pigułki bez żadnego zabadania poziomu
      hormonów. Co jest w efekcie: owulacje, których nie powinno być (a więc ciąże),
      schorzenia układu płciowego, zaburzenia gospodarki hormonalnej, które przenoszą
      sie na nasze samopoczucie psychiczne i wygląd. Po odstawieniu pigułek
      całkowicie ogłupiały system sterujący naszą plodnością (bo np. po 5 latach
      utrzymywania poziomu hormonów cały czas na poziomie jak we wczesnej ciązy) nie
      potrafi sie często sam nastawić. I kolejki do poradni leczenia niepłodności.
      Kolejne dawki różnych specyfików, niby jest dobrze ale psychika juz nie ta i
      dziecka nie ma. Ludzie...

      Wiem, wiem. Jest mnóstwo kobiet które biorą pigułki i maja sie dobrze, ale ja
      mam swoje zdanie.
      Znajomość swojego organizmu nie zaszkodzi nikomu. Tylko trzeba sie sobie
      przypatrzeć, zaobserwować, zmierzyc temp. itd.

      "Jak Bóg daje dziecko, to daje i na dziecko" ;)

      Amen

      Ps. Nie jestem czynnym członkiem Kościoła Katolickiego i nie mam nic wspólnego
      z Romanem Giertychem i ojcem dyrektorem.
      • lilyrush Re: co z tymi ciazami??? 01.08.07, 23:22
        peitsche napisała:


        > Wiem, wiem. Jest mnóstwo kobiet które biorą pigułki i maja sie dobrze, ale ja
        > mam swoje zdanie.
        > Znajomość swojego organizmu nie zaszkodzi nikomu. Tylko trzeba sie sobie
        > przypatrzeć, zaobserwować, zmierzyc temp. itd.
        >
        > "Jak Bóg daje dziecko, to daje i na dziecko" ;)
        >
        > Amen
        >
        > Ps. Nie jestem czynnym członkiem Kościoła Katolickiego i nie mam nic wspólnego
        > z Romanem Giertychem i ojcem dyrektorem.

        Każdy ma prawo do swojego zdania. A branie pigułek nie wyklucza znajomości
        własnego organizmu. Naturalne metody planowania rodziny są świetne do tego, co
        mają w nazwie- do planowania rodziny czyli do poczęcia dziecka. Podpisuję sie
        obiema rękami, moje dziecko tez zostało tak poczęte.
        Tylko to nie są metody naturalne zapobiegania powiększaniu sie rodziny. Ot, mała
        róznica
    • 77misia1 Re: co z tymi ciazami??? 02.08.07, 15:54
      hehe mysle ze wpadki byly sa i beda i nic ich nie wyeliminuje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka