Dodaj do ulubionych

Jak sie zmienić zanim będzie za późno?.....

25.09.07, 17:02
Zacznę od tego, że jestem wredna. Wredna dla siebie, dla swojego męża,
"wredna" na cały świat..., a przynajmniej bywam... Dziś był jeden z tych dni
kiedy nic innego nie robię tylko dokuczam mężowi i to bardzo:(...Już sama nie
wiem, czy słusznie ale często mam podświadome do męża pretensje o to, że woli
komputer, o to, że kochamy się tak rzadko, o to, że nie spędzamy ze sobą zbyt
wiele czasu. A ja marzę o wspólnych podróżach, kolacjach, kąpielach i innych
przyjemnościach..Czasami się czuję jak 20 lat po ślubie, a nie 2... Jestem
sfrustrowana i odreagowuję to na nim... Problem polega na tym, że go kocham
(zawsze ma dla mnie ciepłe słowo, uśmiech, okazuje czułość) ale po każdym
takim moim wyskoku czuję, że pogrążam nasz związek i że kiedyś "przegnę" i nie
będzie już powrotu... Mąż też mnie kocha, widzę to w jego oczach,ale nie wiem
ile jeszcze wytrzyma... Nie zmienia swojego postępowania mimo, że czasem
udawało mi się w dość cywilizowany sposób powiedzieć mu o moich bolączkach.
Chciałabym bardzo przestać być wredna, może jakoś zdusić w sobie te potrzeby
niezaspokojone?....

Pewnie niewiele mi poradzicie, ale niech ten post będzie moją "terapią"....

Pozdrawiam wszystkich sfrustrowanych.
Obserwuj wątek
    • glosatorr Re: Jak sie zmienić zanim będzie za późno?..... 25.09.07, 20:03
      wredota79 napisała:

      > Zacznę od tego, że jestem wredna.
      > Pewnie niewiele mi poradzicie, ale niech ten post będzie moją "terapią"....

      Wiesz - kiedy kobieta ufa mężczyźnie, pomimo jego wad, zalet, uczuć... ale kiedy
      pomimo wszystko ufa, to niektóre kobiety, takie jak Ty, kiedy noszą w sobie
      wiele złości i to nie koniecznie związanej z małżeństwem, związkiem, ale to może
      być np. frustracja z niepowodzeń w pracy, problemów osobistych, rodzinnych,
      koleżeńskich, problemów w pracy... wtedy wyładowujecie się na najbliższej
      osobie, której właśnie ufacie.

      No i zwykle to pada na Waszych facetów. Jeśli facet wie i zna tę prawidłowość, w
      końcu znajdzie sposób, by rozładować Twoje napięcie w inny sposób. A jeśli nie
      znajdzie - musisz znaleźć sobie inny sposób wyrzucania z siebie negatywnych emocji.
      Zastanów się nad siłownią, rowerem, bieganiem, wejściem na stadion Legii czyli
      tzw. żyletę i innymi formami wyładowania się.
      Bo jak Twój facet pęknie - a każdy ma jakiś próg wytrzymałości - to faktycznie,
      Ty się przyczynisz do rozpadu swego związku.
      Pomyśl o wizycie u terapeuty.

      PS: Przy okazji proszę Panią o nicku Gac.... o oczyszczenie swojej skrzynki
      mailowej, bo ja nie mogę niestety opowiedzieć na jej list do mnie. Dziękuję i
      przepraszam za uwagę off topic.
      >
      > Pozdrawiam wszystkich sfrustrowanych.
      • wredota79 Re: Jak sie zmienić zanim będzie za późno?..... 26.09.07, 20:24
        > Wiesz - kiedy kobieta ufa mężczyźnie, pomimo jego wad, zalet, uczuć... ale kiedy
        > pomimo wszystko ufa, to niektóre kobiety, takie jak Ty, kiedy noszą w sobie
        > wiele złości i to nie koniecznie związanej z małżeństwem, związkiem, ale to może
        > być np. frustracja z niepowodzeń w pracy... wtedy wyładowujecie się na najbliższej
        > osobie, której właśnie ufacie

        Zgadzam się w 100%, znam ten mechanizm. Mężczyźni zachowują się również w ten
        sposób.

        Zamierzam zapisać sie na siłownię,od lutego chce iść na studia ale będzie to
        raczej ucieczka i marna rekompensata za brak spełnienia w związku. Głównym
        źródłem mojej frustracji jest bowiem niedostatek bliskości, życie obok partnera,
        a nie z nim.
        Oczywiście oprócz tego, że dokuczam (ja nie zniosłabym polowy tego, co on już
        ode mnie usłyszał:((, nie awanturuję się, sączę jad:(() staram się też
        tłumaczyć, zresztą często dopominałam się o jego uwagę w całkiem ludzki i
        życzliwy sposób. Niestety na dłuższą metę nie odpowiada mi to. Ciągłe zabieganie
        o to, aby poświęcił mi czas nie leży w mojej kobiecej naturze, jest dla mnie
        upokarzające, choć to może zbyt mocne słowo.
        Postanowiłam bardziej sie kontrolować, nawet kosztem siebie. Wytłumaczyłam
        mężowi jeszcze raz dlaczego tak reaguję,czego potrzebuję, mam nadzieję, że mnie
        zrozumie i bardziej zaangażuje się w podtrzymywanie naszej miłości.Jeśli tak sie
        nie stanie, jak nic za rok napiszą o mnie w gazetach, że pani X zrobiła
        zaskakująca karierę w takiej,czy innej dziedzinie;))), po prostu ucieknę w
        nadmiar obowiązków, w bycie poza domem.
    • smutnapanna Re: Jak sie zmienić zanim będzie za późno?..... 25.09.07, 21:58
      A ja ci powiem, że warto wziąć sprawy we własne ręce. W każdym tego
      słowa znaczeniu. Nie znam faceta, który nie zareaguje na naga
      kobietę, na ciepło jej ciała. Zrób te kapiel sama i popros żeby
      dołączył, zaproś go na kolacje we własnej kuchni, a jak trzeba
      będzie wykorzystaj umiejętności. Zduś nerwy, włącz empatię, podniec
      siebie i jego. Zobaczysz że sie uda.
      • pola-anka Re: Jak sie zmienić zanim będzie za późno?..... 26.09.07, 09:49
        Czytając twój post,czuję tak jakbym czytała o sobie.Ja również taka byłam (mam
        nadzieję,że byłam)wredna na maxa.Robiłam mężowi ostre jazdy z byle powodu,byłam
        złośliwa,czasem wręcz chamska,oskarżałam o wszelkie niepowodzenia które nas
        spotkały-utrata pracy przeze mnie,choroba dziecka.Siedziałam w domu i każda
        błahostka,każdy mały problem urastał w moich oczach do ogromnej
        rangi.Wyładowywałam na nim swoje wszystkie frustracje.Nie wiem czemu to
        robiłam,to było silniejsze ode mnie,Kochałam go i raniłam.
        Zmień sie póki jeszcze możesz i masz dla kogo.Ja właśnie dowiedziałam sie,że mój
        ukochany znalazł sobie pocieszycielkę,zdradza mnie od paru miesięcy.Uwierz nigdy
        nie chciałabyś przeżywać takiego bólu,cierpienia i upokorzenia jak ja.
      • wredota79 Re: Jak sie zmienić zanim będzie za późno?..... 26.09.07, 20:27
        Spróbuję wszystkiego. Ostatni raz, a jeśli nie odniesie to skutku, to już tylko
        on będzie musiał się starać, a jeśli nie będzie mu zależało, to skupię całą
        swoją pozytywna energie na zupełnie innych dziedzinach życia.
    • teraz_bedzie_inaczej już jest za późno... 26.09.07, 19:41
      Niemożliwe!!! Czyżby to napisała moja żona??? Ewa, to Ty? Jeśli tak, to
      wiedz, że już jest za późno...
      • wredota79 Re: już jest za późno... 26.09.07, 20:05
        Nie:) jam nie Ewa ale też grzeszę
        • teraz_bedzie_inaczej Re: już jest za późno... 27.09.07, 00:57
          Wredota79 napisała:

          "Nie:) jam nie Ewa"

          A to szkoda. Już myślałem, że to moja żona zmądrzała i postanowiła
          coś w naszym życiu zmienić. To bardzo dobrze, że dostrzegasz też
          problem w sobie, a nie tylko winisz męża. To pierwszy krok do
          pozytywnej zmiany.

          Powodzenia...
      • nail_enamel Re: już jest za późno... 26.09.07, 20:09
        teraz_bedzie_inaczej napisał:

        > Czyżby to napisała moja żona??? Jeśli tak, to
        > wiedz, że już jest za późno...

        no ciekawe... jeśli spisałes swoją żonę już na straty to jesteś
        straszna świnią. chyba napisała że jest wredna z powodu frustracji
        spowodowanej brakiem meża, brakiem jego bliskości, brakiem
        seksu...itd. czyli jej "wredność" wynika z zaniedbania przez
        meżczyznę.
        ale facet jak to facet, co by się nie działo swojej winy nie zuważy.
        • wredota79 Re: już jest za późno... 26.09.07, 20:29
          Dokładnie oni są wprost ślepi na siebie:) Nie raz zauważyłam, że mój mąż w
          sprytny sposób interpretuje rzeczywistość na swoja korzyść:).. może oni jednak
          żją w nieco innym świecie??...
          • teraz_bedzie_inaczej Re: już jest za późno... 27.09.07, 01:06
            Wredota79 napisała:

            "mój mąż w sprytny sposób interpretuje rzeczywistość na swoja
            korzyść:)"

            A nie przyszło Ci nigdy do głowy, że to nie jest
            wcale "interpretacja w sprytny sposób na swoją korzyść" tylko jego
            szczere postrzeganie rzeczywistości. Nie przyszło Ci do głowy, że
            oprócz wredności, którą na szczęście u siebie dostrzegłaś, nie
            posiadasz również empatii, czyli umiejętności zrozumienia sytuacji
            swojego męża? Czy rzeczywiście myślisz, że on ma obowiązek robienia
            tego wszystkiego co Ty byś od niego chciała (wspólne podróże,
            kolacje, kąpiele i inne przyjemności o których piszesz) jeśli Ty
            jesteś wredna? Może on tego wszystkiego nie chce robić właśnie
            dlatego, że jesteś wredna?

            Pozdrawiam...
        • teraz_bedzie_inaczej Do Nail_enamel 27.09.07, 00:44
          Nail_enamel napisała:

          "chyba napisała że jest wredna z powodu frustracji
          spowodowanej brakiem meża, brakiem jego bliskości, brakiem
          seksu...itd. czyli jej "wredność" wynika z zaniedbania przez
          meżczyznę."

          Co było pierwsze jajko czy kura?

          Ona jest wredna bo on nie daje jej seksu czy on nie daje jej seksu
          bo ona jest wredna?

          Jej "wredność" wynika z zaniedbania przez mężczyznę czy może niechęć
          mężczyzny do niej wynika z jej "wredności"?

          Nie przyszło Ci do głowy, że mąż może nie mieć ochoty na bycie,
          bliskość i seks z wredną kobietą?

          Ty byś miała ochotę na bycie, bliskość i seks z wrednym mężczyzną?

          Dalej napisałaś:

          "jesteś straszna świnią".

          A to dlaczego? Czy spisanie na straty żony, która jest stale
          wredna, gderliwa, robiąca awantury o byle co i niezadowolona to
          świństwo? Jak w takim razie nazwałabyś jej zachowanie?

          Pozdrawiam...
          • kawitator Re: Do Nail_enamel 27.09.07, 06:17
            Wyluzuj bowiem żadnymi argumentami logicznymi nie trafisz do kobitki Ona wie
            swoje jestem wredna Facet ma dla mnie uśmiech ciepłe słowo ale to On jest winny
            bo ja jetem wredna a on ma to akceptować i juz. Nie one pierwsze nie one ostatnie.
            Kiedyś kiedy nie było jeszcze tak postępowo to mąż przeprowadzał proces
            pedagogiczny tak ładnie opisany przez Williama Shakespeare w sztuce
            "Poskromienie złośnicy" lub ja tłumaczono to wcześniej "Ugłasanie sekutnicy"
            Teraz kiedy jest postępowo i mąż nie czuje odpowiedzialności za kobitkę co to
            równa samofinansująca i samo stanowiąca po przekroczeniu krytycznej masy
            wyskoków sekutnicy po prostu odwraca się tyłkiem i odchodzi do innej. Zostawia
            sekutnicę aby w samotności mogła być sobą szczerą i naturalną
          • nail_enamel Re: Do Nail_enamel 27.09.07, 08:27
            teraz_bedzie_inaczej napisał:

            >
            > Co było pierwsze jajko czy kura?
            >
            > Ona jest wredna bo on nie daje jej seksu czy on nie daje jej seksu
            > bo ona jest wredna?
            >
            > Jej "wredność" wynika z zaniedbania przez mężczyznę czy może
            niechęć
            > mężczyzny do niej wynika z jej "wredności"?
            >
            > Nie przyszło Ci do głowy, że mąż może nie mieć ochoty na bycie,
            > bliskość i seks z wredną kobietą?

            no i owszem, chodzi o to zeby dojść do tego co było pierwsze. myslę
            tu cały czas o swoim przykładzie. nie wiem jak u autorki wątku, ale
            ja stałam sie "wredna" z powodu niedowartosciowania przez meza. i
            rozumiem ze moze faceci nie chca sie kochać z wrednymi żonami ale
            niech zrobią coś zeby te zony wredne nie były. to naprawdę ne wynika
            z niczego innego jak tylko z braku bliskości. i mozemy tu tak
            dookoła. on nie chce bo ona wredna, ona wredna bo on nie chce.
            nalezałoby dojsć do porozumienia.
            ale jeśli juz wtraciłam swój porzypadek. to nawet po rozmowie z
            meżem i wytłumaczniu mu skąd sie wrednośc bierze i staraniu się
            bardzo żeby już tak nie było (uśmiechałam sie, byłam miła, potulna,
            seksowa i co tam jeszcze), on wcale nie zastosował tego wobec mnie.
            ne zrobił kolacji, nie było seksu...
            stąd mi wyszło że faceci to świenie. zależy im zeby żona była miła
            ale sami sie nie postarają. (za tą świnie to właściwie przepraszam,
            tak mi sie nasunęło w pierwszej chwili)
            • bo_lew_to_ja do wrednej:) 27.09.07, 13:27
              Witam, napisze jak już wcześniej było, że jakbym czytała o sobie (tez jestem
              rocznik 79). Jestem wredna, baaardzo wredna. Mój narzeczony tez juz czasami nie
              dawał i nie daje rady ze mna. Moja mama twierdzi, że jestem jazgoczącą
              sekutnicą:((Czemu pytam, czemu tak jest?? Niestety to silniejsze ode mnie.
              Staram sie to jakoś w sobie tłamsić ale czasem po prostu nie moge. Do szału
              doprowadzają mnie drobiazgi normalnie. Boję sie, że dostane kiedyś
              apopleksji...zapisałam się na tai chi i staram się jakoś wyluzować. Dodam, że
              pracy nie mam stresującej - wręcz przeciwnie:))
              życzę wytrwałości wam i nam, a zwłaszcza naszym gorszym połówkom, bo wiem, jak
              ciężkie jest życie z kimś takim:(
              czasem sama sobą jestem zmęczona, choć wydaje mi się, że jestem przecież dobra,
              kochana i o co wszystkim chodzi, że sobie nieraz ponarzekam:))
              Pozdrawiam
              • kawitator Re: do wrednej:) 27.09.07, 13:43
                Moja mama twierdzi, że jestem jazgoczącą
                > sekutnicą:((Czemu pytam, czemu tak jest?? Niestety to silniejsze ode mnie.
                To jest zachowanie agresywne Znamy dwa rodzaje agresji Agresja dominująca oraz agresja ze strachu. Czy to nie przypomina małego jazgoczącego bez powodu pieska Czegoś się tak naprawdę mocno boicie. Ten może nawet nie zwerbalizowany strach powoduje takie agresywne odrzucające zachowanie. Ktoś obawiający się odrzucenia zachowuje się tak jak by miał sam odrzucić pierwszy. Ktoś potrzebujący poczucia bezpieczeństwa jak każe się mu odpowiadać i ponosić odpowiedzialność zachowuje sie tak samo. Jeżeli do tego dochodzi chęć kontrolowania wszystkiego wokół siebie za wszelką cenę to "to je ono" Tu potrzebna pomoc fachowca psychologa lub bardzo ostre i zdecydowane działania faceta a o to epoce zniewieścienia, metroseksualnych coraz trudniej
                To się leczy dziewczyny tylko trzeba to robic szybko dziś najdalej jutro
                • niezapominajka333 Re: do wrednej:) 27.09.07, 16:24
                  Tu też potrzebne sprawdzenie poziomu hormonów tarczycy. Szczególnie,
                  jeśli wrednośc nie dotyczy tylko męża, ale i osób z otoczenia.
                  Niejedna "wredota" cudownie sie zmieniła, po uregulowaniu tego
                  problemu.

                  Wredoto
                  Napisałaś, że mąż woli komputer, ze nie spędzacie ze sobą zbyt wiele
                  czasu.
                  Woli komputer, czy ucieka w wirtualny świat?
                  Jest istotne, co było pierwsze, ale teraz ważniejsze jest co zrobic.
                  Chcesz się zmienic,to dobrze. Ale nie oczekuj, ze mąz zmieni sie od
                  razu. Daj mu czas.
                  Bardzo mi sie podobała propozycja Smutnejpanny

                  "...A ja ci powiem, że warto wziąć sprawy we własne ręce. W każdym
                  tego
                  słowa znaczeniu. Nie znam faceta, który nie zareaguje na naga
                  kobietę, na ciepło jej ciała. Zrób te kapiel sama i popros żeby
                  dołączył, zaproś go na kolacje we własnej kuchni, a jak trzeba
                  będzie wykorzystaj umiejętności. Zduś nerwy, włącz empatię, podniec
                  siebie i jego. Zobaczysz że sie uda..."

                  Proponuję najpierw tydzień bez jadu. W tym czasie obserwuj męża. Ale
                  nie na zasadzie "O! Ja mu nie dokuczałam, a on i tak nie zrobił
                  kolacji..."
                  Nie oczekuj zmian, przynajmniej nie w przeciagu miesiąca. Daj sobie
                  dłuższy termin, nie będziesz sie stresowac szybkim brakiem wyników.

                  Dlaczego twój mąż siedzi tak dużo przed komputerem? Pracuje, szuka
                  informacji, wciągnął sie w jakąs grę?
                  Piszesz, ze on stara sie jakoś znosic twój jad. Może istotnie za
                  duzo czasu poświęca komputerowi, może się uzależnił i z pokorą
                  przyjmuje twoje uwagi jako wliczone w koszty swojego zachowania.

                  A jeśli chodzi o te kolacje i wspólne spędzanie czasu to z czego
                  wynika ten brak? Jak macie zorganizowany czas?
                  Teraz jest błędne koło. Ty się złościsz i jesteś wredna, mąż ucieka
                  przed twoim zachowaniem, ty jesteś jeszcze bardziej wredna i tak w
                  kółko.
                  Spróbuj zatrzymac to koło i nadac mu kierunek przeciwny. Tylko
                  pamiętaj, ze to wymaga czasu i wysiłku. A swoje pretensje zamiast
                  wygłaszac w formie kąśliwych uwag lepiej pisz w formie listów do
                  niego. Może byc na komputerze. Pisane pozwala uporzadkowac myśli i
                  uczucia, daje możliwośc zastanowienia się i, co najważniejsze, nie
                  trafia od razu do adresata. Po pewnym czasie, gdy nie będzie widac
                  żadnej poprawy możesz mu te listy dac, bądź wysłac na skrzynkę. Ale
                  daj sobie przynajmniej miesiac.
                  Pomoc fachowców jak najbardziej, ale zaczęłabym od tych hormonów.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka