01.11.07, 09:14
Od dwoch lat mam kochanke. To najcudowniejsza kobieta, jaka
kiedykolwiek spotkalem. Na poczatku to byl tylko uklad, ale z czasem
znalazlem w niej wszystko czego zawsze szukalem w partnerce.
Niestety dla niej to nadal uklad. Po szczerej rozmowie, na ktora sie
zdobylem, postawila warunek ze nie odejdzie tylko jesli juz nigdy
nie wspomne o uczuciu i o tym, ze chce z nia byc. Wiec milcze.
Milcze i cierpie. Nie umiem sobie z tym poradzic. Chwile z nia to
najpiekniejsze chwile mojego zycia. Wlasciwie tylko wtedy czuje, ze
zyje. Zona juz od dawna o niej wie. Chyba chcialem, zeby mnie
wyrzucila na poczatku. Nie mialem sily jej porzucic. Potem, z czasem
jak coraz bardziej kochalem moja Malutka, chcialem odejsc sam. Ale
zaczely sie placze, blagania, grozby. Jestem z zona tylko dlatego,
ze mi jej szkoda, nie mialem serca odejsc po takim zachowaniu. Ale
jest mi cholernie zle. Coraz gorzej. Chcialbym byc tylko z moja
kobieta... Nie widze juz zadnego rozwiazania. Bardzo zazdroszcze
mojemu przyjacielowi, ktory odzyl w nowej relacji. Ja nadal jestemk
martwy.
Obserwuj wątek
    • glosatorr Re: Kochanka 01.11.07, 12:48
      michael1971 napisał:

      > Na poczatku to byl tylko uklad, ale z czasem
      > znalazlem w niej wszystko czego zawsze szukalem w partnerce.
      > Niestety dla niej to nadal uklad. Po szczerej rozmowie, na ktora sie
      > zdobylem, postawila warunek ze nie odejdzie tylko jesli juz nigdy
      > nie wspomne o uczuciu i o tym, ze chce z nia byc.


      Jak ci odpowiedziałem w innym wątku - gdzie przyznałęś się, że dla ciebie świat
      uczuć to czarna magia, że jesteś wychowany bez emocji, bez zdolnosći
      współodczuwania i pieszczot - opisany układ jest właśnie takim układem dwojga
      okaleczonych osób. Rokuję Wam dobrze - bo twoja kochanka też chce Cię tylko po
      to by ją ktoś wygrzmocił.
      A cała reszta o byciu z żoną, o tym jak bardzo kochasz "Mautką" - to pic na
      wodę, który ma na celu pokazanie, że masz jakąś ludzką stronę. Nie - nie masz
      jej. Jesteś zimnym draniem, emocjonalnym inwalidą i ja Ci szczerze współczuję,
      bo za sobą pozostawiasz zgliszcza i nawet nie wiesz dlaczego. Straszną krzywdę
      wyrządzają swoim dzieciom rodzice, którzy takiego człowieka wypuszczają w świat.

      Zaś Twoja córka? Będzie podobna do tatusia jeśli jej Mama nie obroni jej przed
      Twoim podejściem. Źle napisałem - będzie podobna do Twojej kochanki.

      Miłęgo dnia

      PS: Próbowałeś terapii? Spróbuj... może zrozumiesz w końcu, że to Tobie jest
      potrzebna pomoc?
      • michael1971 potwierdziles ze nie umiesz czytac. 01.11.07, 13:03
        > Jak ci odpowiedziałem w innym wątku - gdzie przyznałęś się, że dla
        ciebie świat
        > uczuć to czarna magia, że jesteś wychowany bez emocji, bez
        zdolnosći
        > współodczuwania i pieszczot - opisany układ jest właśnie takim
        układem dwojga
        > okaleczonych osób. Rokuję Wam dobrze - bo twoja kochanka też chce
        Cię tylko po
        > to by ją ktoś wygrzmocił.

        Napisalem ze przy kochance wszystko sie zmienilo. Teraz wiem czym sa
        uczucia i piekno bycia z kims.
        • japlus2 Re: potwierdziles ze nie umiesz czytac. 01.11.07, 13:40
          > Napisalem ze przy kochance wszystko sie zmienilo. Teraz wiem czym sa
          > uczucia i piekno bycia z kims.

          Nie wiesz. Wiesz czym jest tęsknota za nieosiągalnym i piękno spotkań co jakiś
          czas. Ty i twoja kochanka nie jesteście razem, wy się tylko spotykacie, a to
          ogromna różnica. Przypomnij sobie jak było pięknie z żoną zanim zamieszkaliście
          razem.
          • michael1971 Re: potwierdziles ze nie umiesz czytac. 01.11.07, 13:47
            Nigdy nie bylo tak pieknie,bo dopiero teraz wiem co to znaczy
            prawdziwe uczucie. Do czasu zony kazda moja milosc byla mniej wiecej
            na poziomie 30% tego co jest teraz.
            > Nie wiesz.
            Nastepna osoba wie lepiej ode mnie?
      • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 13:04
        PS: Próbowałeś terapii? Spróbuj... może zrozumiesz w końcu, że to
        Tobie jest
        potrzebna pomoc?

        To chyba dobra rada dla ciebie.Moze wyleczy cie z agresji.

        Bardzo mnie tez ciekawi gdzie wyczytales ze mam corke?
        • glosatorr Re: Kochanka 01.11.07, 13:38
          michael1971 napisał:

          > PS: Próbowałeś terapii? Spróbuj... może zrozumiesz w końcu, że to
          > Tobie jest
          > potrzebna pomoc?
          >
          > To chyba dobra rada dla ciebie.Moze wyleczy cie z agresji.

          Nie ma we mnie za grosz agresji. Odróżniaj pisanie dosadne od agresji. Wiem, że
          masz problemy z odczytywaniem uczuć - ale ja pisząc tutaj emocje pozostawiam
          gdzieś tam...

          >
          > Bardzo mnie tez ciekawi gdzie wyczytales ze mam corke?

          Faktycznie, pomyliłem się. Przepraszam.
          • p_k_79 Re: Kochanka 01.11.07, 13:52
            Jest całe mnóstwo i nie tylko On to widzi. Nie ma jej tylko w
            komentarzach skierowanych do Tych, którzy Ci grzecznie przyznają
            rację. Resztę częstujesz agresją, nadinterpretujesz słowo pisane,
            żeby pasowało do Twoich twierdzeń i uważasz każdorazowo, że wiesz
            lepiej, co czuje i myśli Autor, niż On sam.

            Więcej się nie wtrącę w dialog, sorry:)
            • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 13:58
              Zauwazylem czytajac wasz i jeszcze kilka dialogow kolegi. Dlatego
              skonczylem gadke do sciany.
    • japlus2 Re: Kochanka 01.11.07, 12:52
      > Jestem z zona tylko dlatego, ze mi jej szkoda, nie mialem serca odejsc po
      takim zachowaniu. Ale jest mi cholernie zle. Coraz gorzej.
      > Chcialbym byc tylko z mojakobieta...

      Nie prawda, jesteś z żoną, ponieważ kochanka cie nie chce, a nie potrafisz być
      sam, ktoś ci musi uprać, przygotować obiad, posprzątać itd. Ktoś musi na Ciebie
      czekać, bo jesteś niedojrzałą osobą, która nie potrafi być sama.

      Zastanów się dlaczego kochanka nie chce być z Tobą? Może dlatego żebyś nie
      zaczął jej traktować tak jak żony, żeby Ci nie spowszedniała i była nadal tą
      księżniczką, gwiazdą, tęsknotą i oprócz seksu nie musiała nic więcej dla ciebie
      robić.

      > Bardzo zazdroszcze mojemu przyjacielowi, ktory odzyl w nowej relacji. Ja nadal
      jestem jak martwy.

      No i kolejny przykład niedojrzałości - zapatrzenie w życie przyjaciela. Jak on
      tak zrobił i jest mu dobrze, to ja zrobię tak samo. Akceptacja "najbliższego
      środowiska" jest, więc nic złego nie robię.

      Jestem taki biedny i nieszczęśliwy, ja tylko chcę sobie ułożyć życie! Człowieku,
      weź swoje życie w swoje ręce i zacznij podejmować dorosłe decyzje. Jak ty chcesz
      sobie ułożyć życie, to nie rób krzywdy innym, rozwiedź się z żoną, bo większej
      krzywdy niż teraz jej nie zrobisz. Pomieszkaj trochę z kochanką, od razu
      zobaczysz jak Ci szybko spadnie ta gwiazdka z nieba i że to zwykły kawałek skały.
      • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 13:01
        Wyluzuj. Chcialem odejsc,by byc sam. To bylo po odmowie kochanki.
        Nie potrzebuje praczki sprzataczki i kucharki,mam rece.
        • japlus2 Re: Kochanka 01.11.07, 13:45
          To że piszę prawdę nie znaczy, że nie jestem wyluzowana.
          Faktem jest, że nie odszedłeś. Dlaczego? Tylko proszę cię, te bzdury, że jest ci
          żal żony zachowaj dla kochanki. Moim zdaniem do innej byś odszedł, do pustego
          mieszkania nigdy.
          • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 13:57
            Dlatego,ze mnie blagala na kolanach i szantazowala samobojstwem.
            Dlugo sie nie zenilem,bo chetnie bylem sam ze soba. Nie mam z tym
            problemow. I wolalbym to niz zycie z kobieta,do ktorej nic nie
            czuje. A wlasciwie tylko mieszkanie. Dodam,ze mimo mieszkania razem
            ona prawie nic dla mnie nie robi, bo juz dawno powiedzialem ze sobie
            tego nie zycze. Byloby lepiej zeby ona kogos znalazla, odeszla i
            byla szczesliwa. Zycze jej tego.
            • japlus2 Re: Kochanka 01.11.07, 14:34
              > Dlugo sie nie zenilem,bo chetnie bylem sam ze soba. Nie mam z tym
              > problemow.

              A kiedy to było? Powiedziałeś, że twój syn ma 17 lat, jeżeli w twoim niku 1972
              to data urodzenia i zakładając, że ożeniłeś się zanim syn przyszedł na świat,
              jak się żeniłeś miałeś 18 lat. Chyba, że coś źle obliczyłam? Kiedy byłeś "długo
              sam"?

              Zakładając, że moje wyliczenia są zgodne z prawdą, nie dziwi mnie ta miłość na
              30%, w tym wieku na więcej nie ma szans.

              > Dodam,ze mimo mieszkania razem ona prawie nic dla mnie nie robi, bo
              > juz dawno powiedzialem ze sobie tego nie zycze.

              Nie wierzę, że jak robi obiad dla siebie i dla syna, to ty go nie zjesz. Nie
              wierzę, że jak pierze swoje i syna rzeczy, to nie wrzuci do pralki twoich
              brudnych skarpet. Nie wierzę, że mieszkanie w którym razem "przebywacie"
              sprzątasz ty. Jeżeli jest inaczej to wybacz, ja po prostu nigdy nie byłam
              świadkiem takiej sytuacji.

              > Byloby lepiej zeby ona kogos znalazla, odeszla i byla szczesliwa. Zycze jej tego.

              Oczywiście i znowu ktoś zadecyduje za ciebie.
              • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 14:45
                Nie '1971' to nie rok mojego urodzenia.Moj byl zajety, wpisalem
                obojetny. Jestem starszy.
                Samodzielnie mieszkalem od 16 roku zycia, bo mieszkalem daleko od
                rodziny w internacie. Potem juz poszedlem na swoje mieszkanie.
                Obiady jem w restauracji obok mojej firmy. Piore sobie sam i swoj
                pokoj,zamykany na klucz sprzatam sam. Wierzyc ci nie karze. Pisze
                jak jest,nie moja wina ze to nie pasuje do jakiejs ogolnej wersji.
                Nie chodzi o to,zeby decydowala za mnie. Chce,zeby wreszcie zyla. Ja
                z nia jestem z litosci. Histeryzuje,ze odbierze sobie zycie jesli
                odejde. Mam sie przekonac czy to zrobi? Wtedy bede odpowiedzialny za
                swoje zycie, czy predzej za jej smierc lub kalectwo jesli proba
                bedzie nieudana?
    • p_k_79 Re: Kochanka 01.11.07, 13:43
      Nie jesteś fair wobec tej Kobiety. Układ jest układem. Dziwię się
      Jej, że została z Tobą po tym, co wie. To pastwienie się nad Tobą:/
      • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 13:48
        Nie chce jej stracic. Wezme tyle ile mi chce dawac. Moze z czasem ja
        zdobede. A nawet jesli nie,to tyle piekna nie przezylem nigdy dotad.
        • p_k_79 Re: Kochanka 01.11.07, 14:00
          Myślę, że Jej nie zdobędziesz, trzyma się początkowych założeń. Ale,
          oczywiście, mogę się mylić:)
          Ona jest sama, czy ma Męża? Dzieci? A Wy macie Dzieci? (oczywiście,
          jeśli nie chcesz - nie odpowiadaj)
          • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 14:07
            Ma meza, ale nie maja dzieci. My mamy syna. W przyszlym roku
            osiagnie pelnoletnosc. Spoko, pytaj o co zechcesz. Jak cos to nie
            odpowiem.
            Dlaczego myslisz,ze raczej jej nie zdobede? Podobno kobiety czesto
            kochaja swoich kochankow.
            • p_k_79 Re: Kochanka 01.11.07, 14:17
              Tylko te Kobiety, dla których kochanek jest ucieczką od pustki, od
              Męza, który nie rozumie Ich potrzeb, ect. Pisałeś, ze na początku
              ustaliliście, że to jest tylko układ. Więc Ona weszła w to na zimno.
              Dlatego nie robiłabym sobie na Twoim miejscu większych nadziei. To
              się rzadko zmienia. U Ciebie, mam wrażenie, zmieniło się, bo dopiero
              przy Niej nauczyłeś się kochać. Dlatego właśnie chcesz z Nią być, z
              Żoną ostudziłeś stosunki nawet na tyle, że nie pozwalasz Jej
              pełnić "babskich" obowiązków względem Ciebie - odciąłeś się od Niej
              tym samym.

              Powiedz mi.. Twoja Żona ma swoje życie, poza Tobą? Bo to, co
              napisałeś, mnie martwi. Człowiek mający swój margines, Przyjaciół,
              zajęcie, nie poniża siebie do tego stopnia. Wie, że masz kochankę i
              Ją kochasz, chciałbyś z Nią być, traktujesz Żonę oschle.. albo jest
              mocno uzależniona, albo nie ma życia poza Tobą. Miłość, przepraszam
              najmocniej, wykluczam. Kochając, nie przyzwalamy na traktowanie
              siebie jak śmiecia. Kochając, chcemy, by kochana Osobabyła coraz
              mądrzejsza, coraz lepsza, chcemy Jej dobra.. a Ona pozwala Ci na
              traktowanie ujmujące Jej godności..
              • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 14:54
                U Ciebie, mam wrażenie, zmieniło się, bo dopiero
                > przy Niej nauczyłeś się kochać. Dlatego właśnie chcesz z Nią być,
                z
                > Żoną ostudziłeś stosunki nawet na tyle, że nie pozwalasz Jej
                > pełnić "babskich" obowiązków względem Ciebie - odciąłeś się od
                Niej
                > tym samym.


                Jest dokladnie tak jak piszesz. Bardzo sie przy niej zmienilem.
                Zaluje, ze tej kobiety nie spotkalem duzo wczesniej. Zaluje wiezi z
                dzieckiem,ktorej nie nawiazalem,bo nie umialem, bylem zupelnie inny.
                Nie da sie tego naprawic.



                > Powiedz mi.. Twoja Żona ma swoje życie, poza Tobą? Bo to, co
                > napisałeś, mnie martwi. Człowiek mający swój margines, Przyjaciół,
                > zajęcie, nie poniża siebie do tego stopnia. Wie, że masz kochankę
                i
                > Ją kochasz, chciałbyś z Nią być, traktujesz Żonę oschle.. albo
                jest
                > mocno uzależniona, albo nie ma życia poza Tobą. Miłość,
                przepraszam
                > najmocniej, wykluczam. Kochając, nie przyzwalamy na traktowanie
                > siebie jak śmiecia. Kochając, chcemy, by kochana Osobabyła coraz
                > mądrzejsza, coraz lepsza, chcemy Jej dobra.. a Ona pozwala Ci na
                > traktowanie ujmujące Jej godności..

                Niestety zerwala wszystkie kontakty. Namawialem ja nieraz,zeby sie
                spotykala z kolezankami, miala jakies hobby. Ale ona tylko miala
                przyjaciolki w pracy, z ktorej tez zrezygnowala po jakims czasie.
                Wiem, ze masz racje. Traktuje ja jak powietrze i trace reszte
                szacunku dla niej,bo ona na to pozwala i jeszcze blaga zebym nie
                odchodzil. Jakby nie miala zadnego poczucia wlasnej wartosci. Boje
                sie,ze zeczywiscie cos sobie zrobi. Jest bardzo slaba psychicznie i
                zostalaby sama. Nasi znajomi to glownie moi znajomi. Tesciowie juz
                nie zyja,rodzenstwa nie ma, jest bez pracy. Z tego jest wogole
                jakies wyjscie?

                • p_k_79 Re: Kochanka 02.11.07, 09:50
                  Pomyślę nad tym, co napisałeś o Żonie. Na szybko, zaraz po
                  przeczytaniu, nie chcę odpowiadać. To rzeczywiście kiepska sytuacja.
                  Pozdrawiam.
            • p_k_79 Re: Kochanka 01.11.07, 14:26
              Ahaś.. i jeśli odpowiesz, to dalsza część rozmowy dopiero jutro:)
              Mam sporo pracy://

              Pozdrawiam i życzę spokojnego dnia:)

              ps. atakami się nie przejmuj:) Niektórzy lubią tryumfować moralnie
              nad Innymi - newet nazywają to chęcią pomocy;) To, że postępujesz
              źle, nie znaczy jeszcze, że trzeba Cię skopać. W taki sposób jeszcze
              Nikogo ze złej drogi nie zawrócono.. Najłatwiej Kogoś zwyzywać i
              pokazać Mu "jesteś nikim".. najtrudniej zdobyć się na zrozumienie,
              postawienie się na Czyimś miejscu (bez przekonania, że wie się
              lepiej, co czujesz, myślisz i robisz) i wskazywanie na coś dopiero z
              tej pozycji.. pa:)
              • michael1971 Re: Kochanka 01.11.07, 14:56
                Nie przejmuje sie,spoko. Za duzo lat przezylem. Dzieki, ze pytasz i
                sluchasz, zamiast oceniac z gory. Na pewno zajrze,zeby pogadac.
                Pozdrawiam rowniez:-)
            • your_and Lęk przed bliskością? 01.11.07, 14:54
              michael1971 napisał:
              > Dlaczego myslisz,ze raczej jej nie zdobede? Podobno kobiety czesto
              > kochaja swoich kochankow.

              Jest coś takiego jak co opisują psycholodzy "Lęk przed bliskością"
              Dopóki sie nie zaangażują uczuciowo czuja bardzo duży pociąg seksualny, potem są
              rozczarowane jego wygaśnięciem do mezczyny w którego sie zaangażują uczuciowo.
              Zaangażowanie kończy pożądanie.
              Typową przyczyną jest dorastanie w dysfunkcyjnej rodzine (osoba najbliższa
              głęboko rani) - DDA DDRR)

              Osobom które chcą to zrozumieć (i przełamać) polecana jest na równoległych
              forach książka: Lęk przed bliskością. Autor: Woititz Janet G.

              • michael1971 Re: Lęk przed bliskością? 01.11.07, 15:02
                To moze byc wyjasnienie. Powiem ci,jak ona sie zachowuje. Sama jest
                ciepla,czula,delikatna,opiekuncza, chce sie troszczyć. Ale nie
                pozwala na to samo w druga strone. Tak jaby nie pozwalala sobie byc
                kochana. Nie chce brac, tylko daje. Przez ten czas nauczylem sie jej
                w taki sposob dawac siebie i pomagac,zeby to sie odbywalo bez
                deklaracji. Jakby 'od niechcenia'. Kiedy padaja slowa,ona sie zamyka
                przede mna. Ucieka w siebie.
                Dziekuje za polecenie - napewno skorzystam zaraz po weekendzie.Mam
                nadzieje,ze ta pozycja jest dostepna w wiekszosci ksiegarn.
                • your_and Re: Lęk przed bliskością? 01.11.07, 15:13
                  Zobacz co piszą kobiety które uświadomiły sobie tą zależność np:

                  Re: do kobiet DDA - jak radzicie sobie z intymnoś
                  nektarynka17 21.12.05, 17:55 zarchiwizowany
                  jak to wszystko czytam to jakbym czytala swoje posty.......oprocz tego meskiego
                  :) ja mam taki wlasnie problem ze..na poczatku jest super zauroczenie sex jest
                  wspaniale lepiej by byc nie moglo, potem zaczynam ostygac szukam bliskosci
                  czulosci emocjonalnej, by moj facet opiekowal sie mna......o 180 stopni inna
                  osoba. To meczy. zaczyna brakowac mi sil do wszystkiego.Zapisalam sie na terapie

                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=25314&w=30706576&v=2&s=0
                  • michael1971 Re: Lęk przed bliskością? 01.11.07, 15:22
                    Nie wiem,czy sie dobrze zrozumielismy. Ja nie pisalem o seksie. Ten
                    jest nadal piekny i super. Znacznie dojrzalszy i lepszy niz na
                    poczatku, bo ja inaczej teraz podchodze do seksu. Chodzi o to,ze ona
                    ucieka w siebie poza ta sfera. Nie pozwala mi sie do siebie zblizyc.
                    Jest bardzo blisko w lozku,z coraz dalej poza nim. Jakby sie bronila
                    wlasnie przed miloscia,przed poczuciem czegos wiecej.
                    • japlus2 Re: Lęk przed bliskością? 01.11.07, 15:32
                      A dlaczego nie dopuszczasz do siebie myśli, że miłość, to ona ma w domu?
                      Wyszkoliła sobie ciebie na superkochanka (ze swojego punktu widzenia), a w domu
                      ma wszystko inne co jest jej do szczęścia potrzebne.
                      Może ma z mężem taki sam problem jak twoja żona miała na początku z tobą, może
                      akurat w swerze seksu nie mogą się dogadać, może jest jej ideałem, przyjacielem,
                      zapewnia bezpieczeństwo materialne, może liczy na to, że będzie wspaniałym
                      ojcem, może chce zostać matką, a nie wyobraża sobie by ktoś inny mógł zostać
                      ojcem jej dzieci. Tych "może" może być na pewno wiele, a może są zupełnie inne
                      niż te moje zgadywanki.
                      Nie znam jej, ale na pewno ma poważny powód by nie rozstawać się z mężem i
                      równie poważny, bo nie wiązać się z tobą.
                      • michael1971 Re: Lęk przed bliskością? 01.11.07, 15:39
                        kocha i zdradza?
                        Wiem dlaczego nie zostawia meza,ale nie bede tutaj o tym pisal bo
                        nie czuje sie upowazniony.To jej sprawa i nie mnie ją upubliczniac.
                        W kazdym razie to znacznie bardziej skomplikowana kwestia niz
                        moglabys sie domyslac i nie dotyczy kwestii uczuciowych.
                        • japlus2 Re: Lęk przed bliskością? 01.11.07, 15:57
                          michael1971 napisał:
                          > kocha i zdradza?

                          Sam napisałeś w innym wątku, że kochałeś żonę i ją zdradziłeś, ponieważ nie
                          rozumiałeś jej potrzeb. Dlaczego tu nie może być podobnie?

                          > Wiem dlaczego nie zostawia meza,ale nie bede tutaj o tym pisal bo
                          > nie czuje sie upowazniony.To jej sprawa i nie mnie ją upubliczniac.
                          > W kazdym razie to znacznie bardziej skomplikowana kwestia niz
                          > moglabys sie domyslac i nie dotyczy kwestii uczuciowych.

                          OK, wcale nie musisz o tym pisać, tylko zrozum, ze jeżeli nie jesteś w stanie z
                          nim "wygrać", to nie ma szans, że ona odejdzie do ciebie. Może do kogoś innego,
                          kto zapewni jej bezpieczeństwo, ale wspaniały seks nie ma nic (albo niewiele) tu
                          do rzeczy. Sam przyznałeś, że nic jej oprócz tego nie dajesz ponieważ ona sobie
                          tego nie życzy, po prostu nie chce być tobie nic winna. Jak w końcu ona cię
                          zostawi, nie będzie miała wobec ciebie długu.
                    • your_and Re: Lęk przed bliskością? 01.11.07, 15:34
                      Dobrze sie zrozumieliśmy. Byc może dobrze wie lub przeczuwa ze jak pozwoli się
                      do siebie zblizyć, skończy się natychmiast ten piękny seks. Przeczytaj to
                      powyżej jeszcze raz pod tym kontem.
                      • michael1971 Re: Lęk przed bliskością? 01.11.07, 15:41
                        Byc moze. Byc moze cos takiego juz przezyla? Ja sobie przejrze caly
                        tamten temat na DDA i przemysle.
                        Na razie wielkie dzieki za wszystkie odpowiedzi,pora na mnie.
                      • praktyczna Re: Lęk przed bliskością? 02.11.07, 08:25
                        Tak czytam i sie zastanawiam jak mozna "zapanowac" nad swoimi
                        emocjami i uchronic "przed zakochaniem"?
                        Zawsze sadzilam (w swej naiwnosci jak sadze :-D) ze sex podlany
                        miloscia jast najwspanialszy :)
                        • p_k_79 Re: Lęk przed bliskością? 02.11.07, 09:49
                          Bo jest:) Ale to nie wyklucza, że poza tym najwspanialszym jest
                          jeszcze i ten bez miłości, tylko dla przyjemności:)
                        • your_and Re: Lęk przed bliskością? 02.11.07, 10:00
                          praktyczna napisała:
                          > Zawsze sadzilam (w swej naiwnosci jak sadze :-D) ze sex podlany
                          > miloscia jast najwspanialszy :)

                          To taki wspaniały ideał. I jak każdy ideał rzadki i trudno osiągalny.

                          Im młodszy wiek tym większy idealizm, który z czasem weryfikuje życie.
    • misssaigon Re: Kochanka 01.11.07, 16:27
      najgorsze co mozesz zrobic to tkwic dalej w tej sytuacji...
      proponuje:
      - znalezc zonie psychoterapeute
      - sklonic ja do zapisania sie na szkolenia aktywizujace zawodowo bezrobotne kobiety
      - rozwiesc sie i wspomagac finansowo zone do momentu uzyskania przez nia
      niezaleznosci finansowej
      - odpuscic sobie kochanke - ten wyidealizowany model zapewne nie sprawdzi sie w
      praktyce
      - znalezc sobia "te trzecia" - bez obciazen, bez zlych wspomien etc

      zawsze kiedy znajdowalam sie w sytuacji kiedy musialam wybierac miedzy stalym
      partnerem a kochankiem - zdawalam sobie sprawe, ze pozostanie przy ktoryms z
      nich bedzie bledem, a zwiazek ten predzej czy pozniej sie rozpadnie - naprawde
      warto poszukac zupelnie nowej osoby
    • melulu_1 Re: Kochanka 01.11.07, 20:39
      Jeśli masz kochanke powinieneś odejść od żony Nie jesteś w porządku wobec Niej
      .Tak sie nie postepjuje Jest Ci dobrze z kocchanką to czego oczekujesz od
      żony?Litujesz sie nad Nią?Litośc to najgorsze uczucie jakie może być Pozdrawiam
    • anika_berlyn Re: Kochanka 02.11.07, 12:10
      podobna historia, wiec sie odzywam. ostatnio blakam sie po forum,
      blakanie traktuje troszeczke jak terapie...

      znamy sie od dwoch lat, poczatkowo zakladalam, ze bedzie to tylko
      uklad. jestem mezatka, jak i on. kazde z nas ma powazne powody,
      ktore obliguja nas do trwania w zwiazkach; tylko ja posiadam
      pewnosc, ze odejde /jeszcze troche tego odliczania pozostalo/.

      chodzilo oczywiscie o zaspokojenie potrzeb seksualnych. z czasem,
      wymykajaca sie spod kontroli lista powiekszyla sie niebezpiecznie.
      to sie chyba nazywa kochanie, czy jakos tak, tak mowil. draznilo
      mnie to okreslenie, wolalam przemilczec.
      nie opisuje tego co dawalam i dostawalam, postronnego obserwatora
      moglby znuzyc pensjonarski charakter moich zwierzen.
      myslalam, ze jestem wystarczajaco twarda, a jednak pozwolilam sobie
      na emocjonalna symbioze, ktora przerodzila sie w swiadomy
      sadomasochizm naszych mozgow

      wlasnie kolejny raz probuje z tego uzaleznienia, z tej choroby.
      on nie chce.
      co trace? rewelacyjny seks, max czulosci, wspolne gadanie, tysiace
      swietnych mysli, muzy i zdjec, ktorymi zarzucamy swoje maile,
      poranne powitanka, zludzenie bliskosci, akceptacji...

      zazdroszcze tym, ktorym udalo sie stworzyc prawdziwa nowa jakosc

      mysle michael1971, ze jedynym wyjsciem jest... wyjscie z tego
      czytalam calosc watku, dostales troche konkretnych, madrych
      rozwiazanek na tym forum

      boje sie
      boje sie, ze mi sie nie uda, swojej obezwladniajacej glupoty /smiech/
      boje sie samotnosci
      boje sie blakania w wiadomym celu... wiadomo, nie powinnam

      pozdrawiam cieplutko
      a nik a
      ps_jassne, ze lece sprawdzic poczte, heh... zycie

      • mmalgorzata Re: Kochanka 10.11.07, 00:10
        anika_berlyn napisała:


        ANIKO SAMA NAPISALAS
        o powodach ktore sa ponizej
        > boje sie
        > boje sie, ze mi sie nie uda, swojej obezwladniajacej
        glupoty /smiech/
        > boje sie samotnosci
        > boje sie blakania w wiadomym celu... wiadomo, nie powinnam
        >
        > pozdrawiam cieplutko
        > a nik a
        > ps_jassne, ze lece sprawdzic poczte, heh... zycie


        TO JEST TO _ to jest powod dla ktorego Boisz sie zwiazac z nowa osoba
        ale czym jest strach?
        nie da sie wietrznie uciekac przed soba , przed swoimi uczuciami
        robiac to tak naprawde ranisz sama siebie, skazujesz sie na
        niepowodzenie i tracisz siebie zyjac ułuda ze moze nowa osoba bedzie
        lepsza jak ja... poznasz itd itp
        jezeli zakochalas sie to bierz to
        owszem sa rzeczy ktore trzymaja z mezem/zona glownie kasa - ale to
        nie jest powod - wszystko mozna podzielic, zmienic jak sie CHCE
        i taka jest prawda
        trzeba isc do przodu, starac sie i nie bac wszystkiego az tak
        i tak nie mamy nic do stracenia - owszem mozemy cierpiec ale i tak
        cierpimy odrzucajac to co dla nas wazne
        ja na forum wpadam przypadkowo z doskoku ale naprawde zalamuje sie
        tym jak czesto sami jestesmy odpowiedzialni za to co nas spotyka i
        ze tak wiele rzeczy wynika ze strachu - tak naprawde!!! z niczego
        wiecej

    • krissdevalnor100 Re: Kochanka 02.11.07, 17:49
      Jak już ją to niezłomne uczucie wzruszy, jak się kobieta przełamie i zaufa, jak się zakocha, zgodzi i zamiszka, to będzie taka sama szara i codzienna, jak żona. Też będzie trzeba zmywać gary i też będzie oczekiwała pozbierania swoich skarpetek z podłogi. Ale to trzeba samemu przećwiczyć. Nie mogę zrozumieć tylko, że jesteś z żoną, bo "tak Ci jej szkoda". Jak jesteś taki humanitarny a z panią nie planujesz życia i jesteś tylko dlatego, ze inna Ci sie nie pozwala zameldować, to skróć tę mękę. Szczytem bezsensu jest zamieszkiwanie z płaczącą żoną, bo to jej komunikuje, że nie wszystko stracone. A tak, popłakałaby do czasu, a potem znalazła kogoś dla siebie i ułożyła sobie życie. Chyba, ze to takie fajne, jak ona tak płacze?
      • cyjanokobalamina Re: Kochanka 02.11.07, 19:49
        krissdevalnor100 napisała:

        > Jak już ją to niezłomne uczucie wzruszy, jak się kobieta przełamie
        i zaufa, jak się zakocha, zgodzi i zamiszka, to będzie taka sama
        szara i codzienna, jak żona. Też będzie trzeba zmywać gary i też
        będzie oczekiwała pozbierania swoich skarpetek z podłogi.

        Nie wiem dlaczego tak sie niektorzy czepili nadejscia tej szarej
        codziennosci. Z zona nic go juz nie laczy, co ma piernik do wiatraka?

        > Nie mogę zrozumieć tylko, że jesteś z żoną, bo "tak Ci jej
        szkoda". (...) Chyba, ze to takie fajne, jak ona tak płacze?

        Czytaj uwaznie - zona potrafila szantarzowac autora watku
        samobojstwem. Wiem jak to wyglada, sama przez dlugi czas bylam
        swiadkiem podobnej sytuacji. Nie jest latwo odejsc od osoby
        niestabilnej emocjonalnie. Ma ja miec na sumieniu?
        • krissdevalnor100 Re: Kochanka 02.11.07, 20:08
          Dojście do etapu, kiedy ktoś czuje, ze straszenie własnym samobójstwem podziała też wymaga serii błędów. Podstawowym jest zastanawianie się, gdzie mi będzie wygodniej i nierezygnowanie z jednej zanim nie będzie pewności, czy można się przerzucić na drugą. Skoro się ma taką zaje***tą kochankę, a z żoną mnie "nic nie łączy" to pakuję ubranka, uprzejmie mówię do widzenia, może być nawet przepraszam- i WYCHODZĘ. Mało kto ma wtedy taki refleks, żeby wypalić, że w takim razie będzie się zabijać. Powolne dawkowanie informacji, które ja nazwałabym sączeniem trucizny tworzy iluzję, że delikwent jeszcze się nie zdecydował na tę drugą, czyli jest sens walczyć. Potem taki małżonek/ka inwestuje już tyle energii w walkę i ratowanie związku, że coraz bardziej rozstraja się psychicznie i coraz trudniej mu znieść myśl, że tak długi i cieżki bój miałby się zakończyc takim samym niczym, jakie powinno przyjść już na samym początku. Nie byłam u kolegi w domu, ale jeszcze nie widziałam, żeby żona się z mężem "szarpała" w sytuacji, kiedy ten sie jednoznacznie zdecydował, spokojnie wyjaśnił i zebrał z chaty. Klęła i przysięgała zemstę- owszem, ale nie brała na litość, bo czym. Osoby, o której wiem, ze jestem już obojętna nie będę brać pod pic na samobójstwo. Natomiast panów, którzy "tak bardzo kochali swoją cudowna kochankę" a mimo to siedzieli z żoną (która, oczywiście już wiedziała, bo w tym cały urok zabawy) i dziwnym trafem nie wynosili się nigdzie a już najmniej do pustej, wynajętej sobie kwatery, widziałam aż nadto:)
          • your_and Re: Kochanka 02.11.07, 20:59
            Odsyłanie faceta żeby sie wyprowadził do kochanki wskazuje na niepobieżne i
            nieuważne czytanie i podciąganie wszystkiego pod własne wyobrażenie - kochanka
            chce tylko seksu nie chce się angażować dalej.

            Szantażowanie samobójstwem dowodzi wyjątkowego wyrachowania zaś albo psychopatii
            i nie ma co liczyć na to ze mógłby: "spokojnie wyjaśnić i zebrał się z chaty".
            • woman-in-love Re: Kochanka 02.11.07, 21:02
              wg mnie Misssaigon z właściwą sobie precyzja podała znakomite rozwiązanie
              sytuacji, no, ale do tego trzeba mieć jaja.
    • michael1971 dziekuje wszystkim wam za rady 03.11.07, 17:05
      Krissdevalnor - nie umiesz czytac ze zrozumieniem, za to dopisujesz
      sobie 'fakty' celujaco.
      Your_and - przemyslalem tamten watek,wszystkie komentarze. Dzieki.Za
      polecona publikacje tez- na pewno skorzystam.
      Anika. Bardzo ci wspolczuje i trzymam kciuki,zeby nam obojgu zycie
      sie ulozylo. Najlepiej jesli nie kosztem naszych bylych partnerow,
      nie wiem jak dla ciebie ale dla mnie to bardzo istotny aspekt calej
      sytuacji.
      Misssajgon, ciesze sie ze przeczytalem twoje slowa. Sa
      potwierdzeniem w skrocie wnioskow jakie wyciagnalem wczoraj z
      dialogu mailowego z p_k_79. Ona podala mi jeszcze kilka adresow i
      numerow telefonow instytucji i terapeutow z mojej okolicy.
      P_k_79. Dziekuje ci bardzo za wczorajszy dzien. Za wszystkie
      rady,wyrozumialosc i praktyczna pomoc. Przepraszam raz jeszcze,ze
      znalazlem sie na twoim mailu i jestem wdzieczny,ze to cie nie
      zniechecilo do rozmowy.
      Pozdrawiam.
      • kaprys9 Re: dziekuje wszystkim wam za rady 03.11.07, 18:18
        Przeczytalam wszystkie wypowiedzi Wasze jak również te w poprzednim wątku gdzie
        była dyskusja glosatorra z p_k_79.
        Michael Jesteś smieszny ,naprawdę Nie potrafiłeś sam znaleść terapeutów W
        dzisiejszych czasach?Az p_k_79 musiała ci w tym pomóc?I musiałes Jej tu
        publicznie podziękować?
        Każdy kto na trzezwo obserwował ta dyskusję wie już dziś ,że Twój wątek powstał
        tylko po to ,żeby obronić komentarze p_k_79 przed koentarzami glosterra.
        Dziecinada .Naprawdę .Tak sie nie zachowuja dorosli Ludzie .
        Nie zauważyłam tu wątków które powstały by na potrzeby glosterra.O czym to
        swiadczy?
        Jak potrafisz przez chwilę myśleć jak dorosły człowiek to powinieneś wiedzieć .
        Jżeli chodzi o temat Twojego wątku( jeśli jest prawdziwy w co wątpię)
        To co zrobiłeś swojej żonie mnie przeraża. Dobrze ,ze na swojej drodze nie
        spotkałam takiego mężczyzny i mam nadzieję ,że nigdy nie spotkam .Wsółczuję
        zdradzonym - tak zonom jak i mężom- i zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego z
        ofiary robi sie człowieka winnego?
        Do widzenia
        • misssaigon Re: dziekuje wszystkim wam za rady 04.11.07, 12:57
          kaprys - a po co wymyslasz spiskowe teorie? - co to wnosi do tego watku a przede
          wszystkim zycia michaela?
          • kaprys9 Re: dziekuje wszystkim wam za rady 04.11.07, 17:34
            Chyba jasno sie wyraziłam w swoim wątku . Nie wierzę w to co napisał ,( a jesli
            mam wierzyc to tez napisałam co sądzę) Zbyt szybka reakcja Takie jest moje
            zdanie .Masz inne ,Twoja sprawa . Pozwol ,ze ja swoje tez bedę mieć Pozdrawiam
    • krasnal.halabala Re: Kochanka 08.11.07, 13:38
      Jak ja cię rozumiem! Kiedyś przeżyłem taką miłość. Bardzo kochałem
      moją kochankę,byłem gotowy odejść od żony w minutę. Ona też
      deklarowała miłość dopóki jej nie wyznałem,że chcę z nią być.
      Powiedziała, że to absolutnie wykluczone i odeszła.Z dnia na dzień
      zaprzestała jakichkolwiek kontaktów.Skończyły się
      sms'y,telefony,spotkania. Nie wiedziałem,jak mam dalej żyć.
      Właściwie byłem bliski samobójstwa. Takie otępienie i łzy każdej
      nocy trwało prawie pół roku. Potem została jałowa egzystencja,picie
      na wyjazdach z kumplami. Próbowałem żonę nakłonić do współżycia -
      wieczory, kolacje przy świecach, teatr,kino, kąpiele- ale to
      wszystko miała gdzieś. Do seksu doszło raz przez cztery lata -
      dosłownie wypięła tyłek i stwierdziła,że jak mi tak bardzo zależy to
      niech sobie ulżę i przestanę z tymi romantycznymi bzdetami bo nie
      jesteśmy już młodzikami żeby się tak wydurniać. To we mnie całkiem
      zabiło pożądanie do tej "kobiety".Próbowałem nie myśleć o
      seksie,ignorować potrzeby. Nie udało się. Skorzystałem z usług
      profesjonalistki. To było najgorsze,co mogło mnie spotkać.
      Sztuczne,mechaniczne,bez czułości i bez sensu. Długo się sobą
      brzydziłem. Zrozumiałem,że muszę znaleźć kochankę,ale właśnie taką z
      zasadami,że nic poza bliskością, czułością, seksem i ewentualnie
      przyjaźnią. I z taką spotykam się od dwóch lat. Nareszcie czuję się
      spełniony i nie żyję nadzieją.Mam wszystko ustawione:żonę w
      domu,kochankę co tydzień na cały weekend. Myślę, że żona od dawna
      wie że się z kimś spotykam. I to jej pasuje.Odetchnęła,że dałem jej
      spokój z napraszaniem się o seks czy najmniejszą czułość. Nie
      obchodzi ją gdzie wyjeżdżam co weekend.Nie dzwoni do mnie,nie
      sprawdza. Siedzi w domu z moją mamą i jej to pasuje. Skoro tak
      wybrała,to ja też wybrałem. Żałuje tylko tych lat,które
      przesiedziałem razem z nią,bo nie było mowy o żadnym wyjściu do
      znajomych czy choć wspólnym we dwoje. A w domu też nie chciała
      porozmawiać,przytulić się tylko od przyjścia z pracy do nocy
      telewizor.Teraz czuję że żyję.
      Rozpisałem się,ale chciałem to wszystko napisać -tobie i nam
      podobnym. Masz mądrą kochankę,która nie wymaga od ciebie nic poza
      tym,co sobie dajecie. Nie zmarnuj tego chłopie. Pzdr!
      • zlosnica100 Re: Kochanka 08.11.07, 15:39
        A ta 2 kochanka tez nie chce byc z Tobą?
      • nicolettee Re: Kochanka 10.11.07, 00:17
        Wygrzmocisz kochanke i wracasz do domu.Super facet z
        ciebie.Gratuluje.Jak nic tylko uwazaj bo kiedys to wszytsko obroci
        sie przeciwko tobie.
      • mmalgorzata Re: Krasnal 10.11.07, 00:25
        krasnal.halabala napisał:

        > Jak ja cię rozumiem! Kiedyś przeżyłem taką miłość. Bardzo kochałem
        > moją kochankę,byłem gotowy odejść od żony w minutę. Ona też
        > deklarowała miłość dopóki jej nie wyznałem,że chcę z nią być.
        > Powiedziała, że to absolutnie wykluczone i odeszła.Z dnia na dzień
        > zaprzestała jakichkolwiek kontaktów.Skończyły się
        > sms'y,telefony,spotkania. Nie wiedziałem,jak mam dalej żyć.
        > Właściwie byłem bliski samobójstwa. Takie otępienie i łzy każdej
        > nocy trwało prawie pół roku. Potem została jałowa
        egzystencja,picie
        > na wyjazdach z kumplami. Próbowałem żonę nakłonić do współżycia -
        > wieczory, kolacje przy świecach, teatr,kino, kąpiele- ale to
        > wszystko miała gdzieś. Do seksu doszło raz przez cztery lata -
        > dosłownie wypięła tyłek i stwierdziła,że jak mi tak bardzo zależy
        to
        > niech sobie ulżę i przestanę z tymi romantycznymi bzdetami bo nie
        > jesteśmy już młodzikami żeby się tak wydurniać. To we mnie całkiem
        > zabiło pożądanie do tej "kobiety".Próbowałem nie myśleć o
        > seksie,ignorować potrzeby. Nie udało się. Skorzystałem z usług
        > profesjonalistki. To było najgorsze,co mogło mnie spotkać.
        > Sztuczne,mechaniczne,bez czułości i bez sensu. Długo się sobą
        > brzydziłem. Zrozumiałem,że muszę znaleźć kochankę,ale właśnie taką
        z
        > zasadami,że nic poza bliskością, czułością, seksem i ewentualnie
        > przyjaźnią. I z taką spotykam się od dwóch lat. Nareszcie czuję
        się
        > spełniony i nie żyję nadzieją.Mam wszystko ustawione:żonę w
        > domu,kochankę co tydzień na cały weekend. Myślę, że żona od dawna
        > wie że się z kimś spotykam. I to jej pasuje.Odetchnęła,że dałem
        jej
        > spokój z napraszaniem się o seks czy najmniejszą czułość. Nie
        > obchodzi ją gdzie wyjeżdżam co weekend.Nie dzwoni do mnie,nie
        > sprawdza. Siedzi w domu z moją mamą i jej to pasuje. Skoro tak
        > wybrała,to ja też wybrałem. Żałuje tylko tych lat,które
        > przesiedziałem razem z nią,bo nie było mowy o żadnym wyjściu do
        > znajomych czy choć wspólnym we dwoje. A w domu też nie chciała
        > porozmawiać,przytulić się tylko od przyjścia z pracy do nocy
        > telewizor.Teraz czuję że żyję.
        > Rozpisałem się,ale chciałem to wszystko napisać -tobie i nam
        > podobnym. Masz mądrą kochankę,która nie wymaga od ciebie nic poza
        > tym,co sobie dajecie. Nie zmarnuj tego chłopie. Pzdr!



        uwazasz ze to jest mądre? to jest to twoje ustawienie sie?
        po co jestes z zona do ktorej NIC nie czujesz? bo tak ci wygodnie?
        po co Ci taki związek? skad wiesz co ta twoja zona czuje - moglaby
        cie zadziwic tym ze sama sobie kogos znalazla o kim nie wiesz i masz
        to w nosie bo nic do niej nie czujesz bo zyjesz z zupelnie obca
        osoba
        a zyjesz tak bo sie boisz i nie masz jaj poszukac czegos wiecej wiec
        zyjesz iluzja ktora sobie sam tworzysz
        nie masz nadal ani dobrej czulosci ani milosci ani bliskosci tylko
        zludzenie - tyle ze nie tak mechaniczne jak w przypadku
        profesjonalistki - wspolczuje
        • elein Re: Krasnal 15.12.07, 10:32
          > Myślę, że żona od dawna
          > wie że się z kimś spotykam. I to jej pasuje.Odetchnęła,że dałem
          > spokój z napraszaniem się o seks czy najmniejszą czułość. Nie
          > obchodzi ją gdzie wyjeżdżam co weekend.Nie dzwoni do mnie,nie
          > sprawdza. Siedzi w domu z moją mamą i jej to pasuje.



          facet jest szczwany...
          po rozwodzie musiałby się sam zajmować swoją starą matką i znosić co
          dzień jej towarzystwo, a tak - żona się nią zajmie a on weekendzik z
          kochanką w tym czasie...
    • 1gniady Re: Kochanka 11.11.07, 02:01
      Każda na początku,a potem przez jakiś czas jest cudowna...:)))
    • lookbill Re: Kochanka 13.12.07, 14:12
      Zachciało się żonatemu odmiany, łatwego seksu i poleciał na laskę
      jak w dym. A tu kuku- panna sie wypięła haha jak tylko zauważyła
      zagrożenie
      • murakami2 Re: Kochanka 15.12.07, 13:39
        Nic, tylko pogratulować wszystkim mądralom rad w stylu "czego się spodziewałeś"
        albo uwag "facet ma żonę i kochankę, bo mu wygodnie" - gdyby życie było tak
        proste, że przed angażowaniem się w tego typu układy mielibyśmy wykonywać
        myślówę i bez żalu rezygnować przewidując konsekwencje, to pewnie nie byłoby
        tego forum. Trochę dystansu, ludzie. Nawet niewinni nie powinni pierwsi rzucać
        kamieniem.
    • mirabelll Re: Kochanka 27.03.08, 00:01
      tak sobie myślę i myślę nad tym co napisałeś. Może Twoja kochanka czeka na Twój
      ruch, chce się przekonać czy masz jaja czy traktujesz ją poważnie i czy
      odejdziesz od żony?
      Może nie chce nic więcej od faceta, który jest w związku małżeńskim? Masz jaja?
      chyba nie:)
      a teraz stań przed lustrem spójrz w swoje odbicie i przyznaj przed samym sobą,
      że jesteś cienki Bolek bez ikry.:)
    • nely211 bo zazdroszczę przyjacielowi... 08.04.08, 13:11
      Masz najcudowniejszą kobietę na świecie(kochankę)a nadal jesteś martwy,jest
      coraz gorzej?Wiesz dlaczego?Bo na cudzym nieszczęściu nie zbudujesz własnego
      szczęścia.I cytując Ojca Dyrektora :NIE NAZYWAJ SZAMBA PERFUMERIĄ !!!
      • to.ja.kas Re: bo zazdroszczę przyjacielowi... 11.04.08, 16:36
        A mnie ciekawi jedno...kobieta autora wątku wie o kochance MIMO to
        błaga go by został, szantazuje.
        A Wy piszecie "dla dobra zony odejdz"....i myslicie, ze ta jego zona
        podziekowałaby Wam za te rady????
        Jesli odejdzie powinien zrobic to dla siebie, bo z tego co czytam,
        to zona jest tym typem kobiety która na spokojne odejscie nie
        pozwoli.
    • pioraf66 Wiec milcze Milcze i cierpie 11.04.08, 19:00

      > Niestety dla niej to nadal uklad. Po szczerej rozmowie, na ktora
      sie
      > zdobylem, postawila warunek ze nie odejdzie tylko jesli juz nigdy
      > nie wspomne o uczuciu i o tym, ze chce z nia byc. Wiec milcze.
      > Milcze i cierpie.

      Oj! Bracie...to niedobra kobieta jest, ona cię dręczy emocjonalnie
      i przykrawa do swoich wyobrażeń. Nie chcę mówić co zrobiłbym z
      kobietą, która nie pozwala się wypowiadać...najpierw jeden zakaz a
      potem? Typowa emocjonalna kastracja. Nie warto. Dobrze że myślisz o
      żonie ale żona o tobie już dobrze nie myśli. Więc nie miej do niej
      żalu jak znajdziesz kiedyś swoje rzeczy pod zamkniętymi drzwiami.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka