michael1971
01.11.07, 09:14
Od dwoch lat mam kochanke. To najcudowniejsza kobieta, jaka
kiedykolwiek spotkalem. Na poczatku to byl tylko uklad, ale z czasem
znalazlem w niej wszystko czego zawsze szukalem w partnerce.
Niestety dla niej to nadal uklad. Po szczerej rozmowie, na ktora sie
zdobylem, postawila warunek ze nie odejdzie tylko jesli juz nigdy
nie wspomne o uczuciu i o tym, ze chce z nia byc. Wiec milcze.
Milcze i cierpie. Nie umiem sobie z tym poradzic. Chwile z nia to
najpiekniejsze chwile mojego zycia. Wlasciwie tylko wtedy czuje, ze
zyje. Zona juz od dawna o niej wie. Chyba chcialem, zeby mnie
wyrzucila na poczatku. Nie mialem sily jej porzucic. Potem, z czasem
jak coraz bardziej kochalem moja Malutka, chcialem odejsc sam. Ale
zaczely sie placze, blagania, grozby. Jestem z zona tylko dlatego,
ze mi jej szkoda, nie mialem serca odejsc po takim zachowaniu. Ale
jest mi cholernie zle. Coraz gorzej. Chcialbym byc tylko z moja
kobieta... Nie widze juz zadnego rozwiazania. Bardzo zazdroszcze
mojemu przyjacielowi, ktory odzyl w nowej relacji. Ja nadal jestemk
martwy.