Dodaj do ulubionych

Minęło dokładnie 688 dni...

15.11.07, 22:07
Odkąd zamieściłam na forum wskazany niżej wątek - moją historię.

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=15128&w=34027961&a=34027961/
Nie sądzę, by ktoś tu pamiętał o mnie, jednak dziś jest mi jakoś
szczególnie smutno i źle, więc zaszłam na to forum i odgrzebałam ten
mój stary wątek i - właściwie - hibernacja... nie mam nic nowego do
dodania. Może tyle, że dziś mam 34 lata i w jesienne wieczory
częściej zdarza mi się popadać w melancholię. To pewnie przez brak
seksu. Tak myślę.
Obserwuj wątek
    • misssaigon Re: Minęło dokładnie 688 dni... 15.11.07, 22:20
      nic zupelnie nic, zadnego nowego kochanka?
      a jesli tak, to znaczy, ze zaakceptowalac...wiec moze niedlugo polubisz? ten stan;P
      • martwe.morza O cześć! Misssajgonu! 15.11.07, 22:35
        Nie, nie.. NIC! Zupelnie nic. To znaczy - pardon - z rok temu mialam
        adoratora. Kurczę... Byl to bardzo mlody i sympatyczny czlowiek. To
        znaczy zbyt mlody i pomyslalam sobie, ze powinien zadawac sie z
        sympatycznymi dziewczynami - bez zobowiazan i bagazu doswiadczen -
        no wiec mu to wytlumaczylam. No i tak sie to skonczylo.
    • aliens Re: Minęło dokładnie 688 dni... 15.11.07, 22:39
      Smutne, ale czemu godzisz się z tym? Dlaczego nie wypada? Czym się różni romans dwudziestolatki od trzydziestolatki itp? Korzystaj z życia jeśli możesz. Mnie łatwo powiedzieć, bo nie jestem tobą, ale szkoda, bo do staruszek nie należysz.

      Korci mnie zapytać:
      Czy jak piszesz na forum na temat swojego problemu, to dostajesz oferty romansu na priva?


      pozdr
      • martwe.morza Aliensie! 15.11.07, 22:49
        aliens napisał:

        > Smutne, ale czemu godzisz się z tym? Dlaczego nie wypada? Czym się
        różni romans
        > dwudziestolatki od trzydziestolatki itp? Korzystaj z życia jeśli
        możesz. Mnie
        > łatwo powiedzieć, bo nie jestem tobą, ale szkoda, bo do staruszek
        nie należysz.
        >
        >
        > Korci mnie zapytać:
        > Czy jak piszesz na forum na temat swojego problemu, to dostajesz
        oferty romansu
        > na priva?
        >
        >
        > pozdr

        Odpowiem na palące pytanie - oczywiście - w pierwszej kolejności.
        Otóż gdy zamieściłam ten post dwa lata temu, to przez jakiś czas
        sprawdzałam pocztę - potem tego zaniechałam. Dziś - gdy
        reaktywowałam konto - mialam ofertę seksualną sprzed 2 lat - jakiś
        nurek proponował, że jeśli jestem z Wrocławia, może mnie stuknąć
        jego kolega (!)
        To tyle z ofert romansu.

        Poza tym mnie nie chodzi o romanse. Moje cialo nalezy do tych
        powszechnie uznawanych za atrakcyjne. Typ slowianski. Jednak ja nie
        szukam romansow. Nie zalezy mi na tym. Przeszlam przez taki
        okres "eksperymentalny" w wieku okolo lat 28-29 i to mi nie
        odpowiadalo.
    • gomory Re: Minęło dokładnie 688 dni... 15.11.07, 23:36
      Pomyslalem 23:26 - spac? Nie spac? Sen sie skrada, ale jakos opornie. Blysnal pomysl: zajrze na forum policzyc baranow ;).
      Ale jak ktos poczestuje czlowieka taka smutna historia to nie da sie ziewac. Chyba sie robie za wrazliwy przed polnoca, bo czuje jakby mi ktos przypier.... szkoda, ze nie na tyle mocno zebym usnal :-/.
      • martwe.morza Kurczę! No przepraszam 15.11.07, 23:42
        gomory napisał:

        > Pomyslalem 23:26 - spac? Nie spac? Sen sie skrada, ale jakos
        opornie. Blysnal p
        > omysl: zajrze na forum policzyc baranow ;).
        > Ale jak ktos poczestuje czlowieka taka smutna historia to nie da
        sie ziewac. Ch
        > yba sie robie za wrazliwy przed polnoca, bo czuje jakby mi ktos
        przypier.... sz
        > koda, ze nie na tyle mocno zebym usnal :-/.

        Potrzebowałam się uzewnętrznić. Nie miałam złych intecji. Dobrej
        nocy.
        • gomory Re: Kurczę! No przepraszam 15.11.07, 23:47
          Nie przepraszaj. W zasadzie to chcialem napisac: wspolczuje.
          Bo wiesz to takie smutne w sumie spotkac no nie wiem... zombie? No w kazdym razie kogos kto wyglada jakby umieral za zycia.
          O wiem: napisz, ze masz kochane dzieci, i sa Twoim oczkiem w glowie i w ogole satysfakcja zawodowa moze kobietom zastapic porywy ciala.
          • martwe.morza Nie... 16.11.07, 00:00
            Nie że zastąpić porywy ciala...

            Sprawy dzieci są priorytetowe. Nic nie jest ważniejsze niż one. Mam
            świadomość, że one nie są winowajcami moich pochopnych decyzji.
            Staram się więc, by nie czuły się źle, staram się być dla nich
            oparciem, autorytetm, przyjacielem. To staranie nie jest sztuczne,
            nie jest wymuszone. Wyrasta ze mnie, z moich potrzeb i przekonań.
            Dzieci stały się moim życiem, więc nie jestem zombie. Nie jestem
            śmiercią, No bez przesady w końcu kto tu ma doła?
            • gomory Re: Nie... 16.11.07, 00:20
              Koniec koncow to Ty mi przywalilas swoja tragiczna historia, a nie na odwrot.
              Ale mi lepiej - gdy przeczytalem o milosci macierzynskiej od razu zaczalem ziewac ;).
              Kolorowych.
            • oczy.czarne Re: Nie... 16.11.07, 08:43
              Morze Martwe przeczytalam caly Twoj watek (lacznie z archiwizowanym -
              piszesz pieknie, musze przyznac:). Twoje zycie jest dla mnie
              ilustracja lancucha przyczynowo-skutkowego - podjeta decyzja
              pochopnie kilka lat temu o seksie, dziecko, potem drugie... Grupa
              ludzi uwiklana w zwiazek...

              Niezbyt mi dzisiaj idzie ubieranie mysli w slowa - ale... Jezeli
              swoje priorytety w zyciu okreslasz jako dzieci i prace zawodowa, i
              to jest dla Ciebie najwazniejsze, to nie dziwie Ci sie, ze nie
              chcesz poswiecic stabilnego spokojnego malzenstwa zapewniajacego
              dzieciom bezpieczny przewidywalny dom dla milosci, ktorej byc moze
              nie spotkasz nigdy, lub przygodnego seksu ...

              Wiem ze dla wielu osob na tym forum to co powiem zabrzmi glupio -
              ale - jesli dla Ciebie dzieci sa najwazniejsze i okreslasz sie
              poprzez nie - to moim zdaniem bledem byloby teraz, kiedy sa male,
              rozwodzic sie z mezem, ktory jak rozumiem nie ma nic przeciw
              obecnemu status quo.

              Jest to tak naprawde sytuacja nierozwiazywalna - jakkolwiek sie
              zachowasz, ktos bedzie skrzywdzony i poniesie konsekwencje Twoich
              dzialan. Wbrew pozorom Twoje obecne zycie , przy ustawionej w ten
              sposob Twojej osobistej liscie priorytetow, jest moze wlasnie
              najlepszym wyjsciem...

              jednak zycze Tobie (i Twojemu mezowi) odnalezienia w sobie
              mlodosci...
              • martwe.morza Czarne.oczy hej ;) 16.11.07, 22:19
                Dzięki za to, że poświęciłaś mojej historii tyle swojego czasu.
                Dzięki za Dobre Słowo. Dziś jest mi już trochę lepiej. Wczorajszy
                dzień – tak się złożyło – był dla mnie koszmarny. Ja też życzę
                dobrze mojemu mężowi. Jeśli chodzi o mnie... z tą młodością... 66
                lat... i ani roku mniej :P No zakleszczyłam się. Chyba na zawsze.
                • tikki Re: Czarne.oczy hej ;) 17.11.07, 12:42
                  Gdybys kiedys miala dola i chciala z kims pogadac, napisz do mnie na
                  adres gazetowy, na pewno odpisze.

                  Trzymaj sie i pozdrawiam:).
    • dylon123 Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 09:01
      Czytałem Twoja historię i powiem szczerze, że Ci NIE współczuję.
      A jawi się to dlatego, że jestem mężczyzną i wyobrażam sobie co czuje Twój mąż.
      "A może nie czyta tego forum" i ogólnie myśli, że wszystko jest ok.
      To, że trwasz w związku i biadolisz nad sobą to jest jedna strona medalu.
      Druga to Twój mąż i to co on ma z życia z Tobą.
      To jest wręcz niewyobrażalne, bez względu na jego "katolickie" poglądy.
      To jest po prostu chore. Najpierw poszukiwałaś idealistycznej miłości,
      spełnienia u innych i teraz odnosisz to do swojego męża.
      Nie kochasz go i to jest fakt, ale trwanie w takim układzie i czekanie na TEGO
      JEDYNEGO, skazując ojca Twoich dzieci na cierpienia to jakiś obłęd.
      Odejdź i daj żyć innym. To jest katorga Twojego męża.
      Powiedz mężowi to co tu piszesz, że czekasz na tego jedynego wymarzonego i to że
      Twój mąż nie będzie Cię nigdy pociągał.
      A i nie zapomnij powiedzieć swoim dzieciom jak traktowałaś ich ojca.


      • martwe.morza Dylonie SFRUSTROWANY DO GRANIC MOŻLIWOŚCI! 16.11.07, 22:28
        Współczuję Ci, że jesteś sfrustrowanym facetem, ale wybacz... Nie
        masz prawa wyżywać się za jakieś swoje niepowodzenia na mnie. Nic
        nie wiesz o moim mężu, nic nie wiesz o mnie. Czytasz mój wątek bez
        zrozumienia. Widzisz jakieś swoje traumy, swoje historie w mojej
        wypowiedzi. Niestety. Nic na to nie poradzę. Mogę Ci tylko współczuć.

        Mój mąż nie chce rozwodu. Lubi moją kuchnię, pasuje mu, że dzieci są
        dopilnowane i odnoszą sukcesy w szkole. Wielokrotnie prosiłam go o
        rozwód.

        Trzymaj się. Nie wszystkie kobiety to... Pamiętaj o tym.
    • kici10 Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 09:51
      Myślę, że powinnaś skorzystać z porady psychologa. Żyjesz w świecie
      własnych wyobrażeń. Marzeń o latynoskich kochankach, porywach
      namiętności, braterstwie dusz itd. Pełno w tym wątku infantylizmu i
      pychy. Mając dobre życie, uważamy, że należy nam się coś jeszcze.
      Można sięgnąć po to coś jeszcze, ale nie chce się tracić tego co się
      ma. Ma być i to i to. Nic nam się nie należy, i możemy być tylko
      wdzięczni, jeśli prztrafia nam się coś dobrego. Swojego męża
      postrzegasz jako frajera, który miał nieszczęście się w Tobie
      zakochać. Proponujesz mu inne kobiety dla higieny. A dlaczego nie
      zaproponujesz, żeby znalazł sobie taką, która da mu szczęście na
      stałe? Przecie chłopisko chyba zasługuje na to? Ale Ty go z
      wygodnictwa nie wypuścisz z rączek. Ma dbać o Ciebie, bo Ci się to
      należy? Masz 34 lata, a poziomem emocjonalnym przypominasz 15 latkę,
      która zyje w świecie fantazji.
      Potrzeba Ci silnych emocji? Daj do przeczytania ten wątek swojemu
      mężowi. Gwarantuję, że będzie "ostra jazda bez trzymanki".
      Piszesz czego nie dostałaś w tym małżeństwie. Natomiast nic nie
      wspominasz, co Ty dałaś od siebie. Oprócz oczywiście własnej cennej
      osoby.
      • glamourous Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 12:55
        Zawsze kiedy widze tego typu postawe, przychodzi mi na mysl
        flaubertowska pani Bovary ;-)
        Wypisz wymaluj identyczne podejscie do zycia...
        • martwe.morza glamourous! Nie czytałam 16.11.07, 23:04
          Pani Bovary. Nie moge więc nic powiedzieć o Twoim skojarzeniu.
          Pozdrawiam.
          • kici10 Re: glamourous! Nie czytałam 17.11.07, 08:57
            pl.shvoong.com/books/101547-pani-bovary/
      • martwe.morza Kici 16.11.07, 22:39
        Dziękuję Ci za Twoją „pogłębioną” psychoanalizę mojej osoby.
        Podziwiam ułańską fantazję oraz wyczucie problemu. Masz 100%
        gwarancji, że jako wolontariuszka nie zrobisz kariery. Spróbuj może
        na stoisku z warzywami. Albo do roznoszenia ulotek.
        Ach... i mam jeszcze taką cenną poradę na koniec... jako
        rozkapryszona piętnastolatka... Jeśli masz gadać takie głupoty...
        Lepiej nic nie mów... Ot... wysyłaj puste posty, gdyż mowa jest
        srebrem, a milczenie zlotem.
        • kici10 Re: Kici 16.11.07, 22:49
          Lepiej nic nie mów... Ot... wysyłaj puste posty, gdyż mowa jest
          > srebrem, a milczenie zlotem.

          Dodam jeszcze, że myślenie, brylantem.
          • martwe.morza Brylantem... 16.11.07, 23:05
            Na który Cię nie stać Skabie ;)

            kici10 napisała:

            > Lepiej nic nie mów... Ot... wysyłaj puste posty, gdyż mowa jest
            > > srebrem, a milczenie zlotem.
            >
            > Dodam jeszcze, że myślenie, brylantem.
            • kici10 Re: Brylantem... 16.11.07, 23:58
              Pominę litościwym milczeniem to "Skabie".

              Komentarz był odnośnie tego co napisałaś. Tak to widzę, i takie moje
              zbójeckie prawo. Po co wyciągasz swój post, jeśli nie stać Cię na
              dyskusję? Bo dyskusji w stylu "kto nie ze mną, tego rozstrzelać" nie
              uważam za dyskusję. Napad furii świadczy, że dotknęłam czułego
              punktu. Jeśliś mądra, to zapytaj siebie dlaczego Cie tak to
              dotknęło, jeśli nie, to to poprostu olej.
              Po co wyciągasz swoją historię? Żeby się wyżalić? Zrobiłaś to dwa
              lata temu. Żeby szukać pomocy? Wcale jej nie chcesz. Czy może na
              forum szukasz kochanka, epatując swoim niespełnieniem. (Swoją drogą,
              to znana metoda wyrywania facetów). Zamiast kąsać, doceń, że ktoś
              poświęcił swój czas, pochylił się nad twoją historią i przedstawił
              własny punkt widzenia.
              • martwe.morza Kici! 17.11.07, 20:24
                Masz rację. Zachowałam się zbyt impulsywnie. Wybacz. Faktycznie
                piszę na forum po to, by "usłyszeć" opinie innych ludzi, spojrzeć z
                innej perspektywy. Nie czuj się urażona. Jednak spróbuj uwierzyć -
                ja nie szukam kochanka ani realnego, a już na pewno nie wirtualnego.
                Gdybym szukała kochanka poszłabym na jakieś randki czy forum
                regionalne. Nie o to mi chodzi. Ja interpretuję, że to forum jest
                dla ludzi, którzy żyją w małżeństwie bez seksu. Bardziej rozumiem to
                jako coś w rodzaju grupy wsparcia w niedoli, a nie forum dające
                nadzieję na zmianę i zastępczy seks. Tak to wygląda.
                • kici10 Re: Kici! 17.11.07, 22:12
                  Ja interpretuję, że to forum jest
                  > dla ludzi, którzy żyją w małżeństwie bez seksu.

                  Niekoniecznie. Zwróć uwagę, że Brak jest napisany w nawiasie. Nie
                  wszyscy cierpią na brak, niektórzy na nadmiar. Ale większość miała
                  jakieś perypetie z seksem związane, i tutaj usiłuje znaleźć jakąś
                  szerszą perspektywę. Wyjść poza obręb własnego postrzegania problemu.
                  Nikt Ci nie da tu jednoznacznej odpowiedzi co masz zrobić ze swoim
                  życiem. Sama musisz się z tym uporać. Twoje życie jest konsekwencją
                  twoich wyborów. Jak postąpisz teraz, tak będziesz miała. Czytając
                  Twój post teraźniejszy i poprzedni ma się wrażenie, że zastygłaś na
                  te dwa lata w bezruchu. Że zafiksowałaś się na bycie nieszczęśliwą.
                  Że czekasz na królewicza na białym koniu, który Cie uwolni od siebie
                  samej. Zadecyduje za Ciebie. Szcząście to nie okoliczności
                  zewnętrzne, ale zdolnośc do jego przeżywania. Można być
                  nieszczęśliwym mając wszystko, można być szczęśliwym nie mając nic.
                  • martwe.morza Królewicz... 17.11.07, 22:37
                    Jeszcze raz Ci powtarzam kici, że o królewicza mi nie chodzi. Nie
                    myślę o żadnym nowym facecie, ani o związku. Kiedyś wydawało mi
                    się , że szczęściu trzeba pomagać, że jak się nie szuka, to się nie
                    znajdzie itp. Obecnie raczej skłaniam się ku przekonaniu, że
                    widocznie nie było mi dane, że taka moja droga, taka karma. Z
                    drugiej strony... jak sobie zdam sprawę, że tak ma wyglądać
                    kolejnych 40 lat mojego życia, że to konsekwencja mojej jednej
                    pomyłki w życiu, to choć mam pełną świadomość, że za błędy trzeba
                    płacić, ogarnia mnie niepokój, poczucie niesprawiedliwej, zbyt
                    wygórowanej kary, klęski, krzywdy...
                    Pewnie się z tym uporam, ogarnę, zawezmę w sobie za tydzień czy dwa,
                    wyznaczę priorytety, złamię słabość i tak miną kolejne lata, w
                    których będę miała za swoje ;)
    • zawsze-niebieskooka Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 13:07
      Mamy podobne życie... Zostałam z mężem, bo był wychowany po
      katolicku, sakramentalne "Co Bóg złączył, niech człowiek nie
      rozdziela..." traktował i nadal traktuje bardzo poważnie, i wiem, że
      gdybyśmy wzięli rozwód, nie mógłby się powtórnie ożenić. Minęło
      wiele lat, od 11 jesteśmy białym małżeństwem. Ale podjęłam decyzję,
      że za jakiś czas, gdy dzieci będą w stanie to zrozumieć i nie
      zniszczy to ich poczucia bezpieczeństwa, odejdę od męża, zamieszkamy
      osobno. Czy wezmę rozwód? Nie wiem, ale nie wykluczam. Życie martwym
      życiem też jest grzechem. Nie potrafię żyć tylko dla dzieci. Chcę
      mieć swoje własne życie, choć wiem, że na to już późno... Jeśli
      przez tyle lat nie potrafiłam się "obudzić" w małżeństwie, to pora
      je zakończyć, bo od dawna jest fikcją.
      • dylon123 Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 14:00
        <zawsze-niebieskooka> Powiedz mi, czy przez 11 lat ani Ty ani mąż
        nie podjeliście próby zbliżenia sie do siebie?! Czy Ty tez masz
        awersję do swojego męża i po prostu z nim nie potrafisz. Mam
        wrażenie, że u Ciebie jest inaczej niż u aytorki postu
        • zawsze-niebieskooka Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 15:39
          Nie, nie podjęliśmy próby zbliżenia do siebie. Ani on, ani ja. Nie
          potrafię... To zbyt delikatna sfera, nie da się tego robić z
          obowiązku. Nie pociąga mnie, czuję awersję. Ale w naszym małżeństwie
          było ciepło, bezpiecznie. On nie naciskał, bo widział, co się
          dzieje. Przyjął, że tak jest i już. Wiem, że dziś mnie już nie kocha
          i nie pożąda. Ale wiem też, że nie chce rozstania. Myślę jednak, że
          to nieuniknione, dla dobra każdego z nas. Choć zawsze strona, która
          odchodzi, jest w łatwiejszej sytuacji.
          • dylon123 Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 16:01
            To smutne, na początku ludzie się izolują, bo chcą aby ich było na wierzchu, a
            potem nie ma już nic. Nie ma idealnych małżeństw. Po prostu zawsze jest gdzieś
            kompromis, bo gdyby każdy chciał, aby było tak jak on sobie zamarzył, to cały
            świat byłby nieszczęśliwy. A życia się nie cofnie. Każdy na jakimś etapie
            małżeństwa chyba to przechodzi, jedni sie z tego dżwigają, inni szybko rozstają
            a inni czekają, ale nie chcą pierwsi tego zmieniać. I tu jest problem,
            podejrzewam, że i Twój również
            • zawsze-niebieskooka Re: Minęło dokładnie 688 dni... 19.11.07, 12:40
              Wiesz, my z mężem przez wiele lat byliśmy dobrym małżeństwem. Nawet
              przy braku seksu. To były właśnie kompromisy. I była bliskość. Ale
              od pewnego czasu może być tylko gorzej. Zabrakło miłości, która
              spaja. Miłością wszystko da się załatać.
      • martwe.morza Niebieskooka 16.11.07, 22:42

        Jeśli zdarza mi się o czymś marzyć... To też właśnie o tym... O
        samotności. O dniach tylko dla siebie. O egoizmie. Lubię te
        marzenia, choć myślę, że są nierealne.
        Trzymaj się ciepło.



        • zawsze-niebieskooka Re: Niebieskooka 19.11.07, 12:24
          Martwe.morza, widocznie teraz tak ma być! Niczego nie przyśpieszaj,
          ale nie rezygnuj z marzeń!!! Dzieci szybko dorastają, względnie
          stabilny układ się zmienia. Życie idzie do przodu i zaskakuje.
          Dojrzewające dzieci są barometrem tego, co się dzieje w małżeństwie,
          w rodzinie. Uwierz mi. U mnie mała iskierka wywołała zmiany nie do
          wyhamowania. Muszę jednak spokojnie poczekać jeszcze kilka lat. Dla
          jednych to wieczność, dla mnie to nadzieja. A z tym seksem to
          naprawdę kłopot...
    • sagittka Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 15:11
      Chciałabym cię zapytać, czy nie uprawiasz seksu z mężem dlatego, że
      nie czujesz pożądania do niego, więc nie jest to dla ciebie seks
      idealny, czy dlatego że nie jesteś w stanie się zbliżyć do męża z
      innych powodów?

      Namiętność, silny pociąg fizyczny, żądza, są faktycznie najlepszą
      oprawą dla udanego seksu, ale nie są to czynniki niezbędne,
      zwłaszcza w długim związku. Mało tego, w długich związkach one
      zanikają z czasem i jest to nieuniknione i naturalne. Nadal można
      jednak prowadzić satysfakcjonujące współżycie, oparte na potrzebie
      bliskości, okazywaniu sobie czułości, przywiązania, podtrzymywaniu
      więzi. Dzięki temu można zaspokajać wzajemnie potrzeby seksualne,
      które przecież nie zanikają wraz ze spadkiem namiętności do stałego
      partnera.

      Pisałaś: "...lubię mojego męża... lubię jako człowieka, hm... kumpla
      i przyjaciela, jednak zupełnie nie odpowiada mi jako kochanek...
      Trudno powiedzieć dlaczego... Jest higieniczny i w miarę
      przystojny... ale zupełnie mnie nie pociąga seksualnie".

      Rozumiem, ze on nie jest wymarzonym kochankiem, więc ty też nie
      będziesz w jego ramionach super kochanką. Czy jednak nie ma tu
      miejsca na żaden kompromis? Masz tylko wybór super seks lub
      abstynencja? Czy próbowałaś podejść do tego w taki sposób: dać mu
      coś od siebie, żeby uszczęśliwić mężczyznę, z ktorym dzielisz życie,
      a jednocześnie postarać się czerpać z tego choć trochę satysfakcji
      lub przyjemności?

      W moim kilkunastoletnim zwiazku nie ma już namiętności, silnego
      pociągu, czy powinnam wobec tego zrezygnować z seksu z mezem, skoro
      on nie bedzie taki emocjonujący jak 15 lat temu? Czy rozpamiętywać
      jak było lub mogłoby być? Czy jednak (skoro związek jest dobry)
      czerpać z tej sfery co się da i ile się da, wiedząc, ze każdy etap
      zwiazku ma swoje prawa, a miłość idealna zdarza się głównie w
      literaturze dla grzecznych panienek?
      • martwe.morza Sagittko 16.11.07, 22:52
        Nigdy, od pierwszego dnia pożycia mój mąż nie pociągał mnie
        fizycznie. To nie jest tak, że to współżycie było - powiedzmy -
        przez pierwsze 2 miesiące znajomości, a potem wygasło. Nigdy mi z
        nim nie było dobrze. Nie odpowiadają mi jego zachowania seksualne.
        Sposób, w jaki mnie dotyka itp. Nie myśl, że nie próbowałam tego
        zmienić. Sugerowałam, mówiłam, pokazywałam itd. ...ale człowiek to
        nie maszyna. Nie da się go zaprogramować. Ani mnie, ani męża.
        W naszym życiu nie występuje w ogóle współżycie. Żadne. Lepsze czy
        gorsze. Jest to tzw. białe małżeństwo. W całym znaczeniu tego słowa.
    • mmsadlo Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 18:15
      Masz z mężem ? dwoje dzieci i w głowie kochanków a ludzie na tym
      forum Ci współczują. Kurczę nie chciał bym Cię spotkać na swojej
      drodze. Uwierz mi nigdy !!!!
      Jesteś kobietą jakiej nie życzę najgorszemu wrogowi
      Dobrą na przygodny sex
      Tragedia
      • anxx_von_en Re: Minęło dokładnie 688 dni... 16.11.07, 19:43
        ...zupełnie ci nie wspóczuję...
        masz co chciałaś, to były twoje decyzje

        ...mogę jedynie zdobyc sie na wspóczucie dla twoich dzieci...bo
        dorastanie w takiej chorej rodzinie jest gorsze anieżelio dorastanie
        w rozbitej
        ...mówię to w kontekscie własnych doświadczeń, moja matka też sie
        przez jakis czas ten sposób "poświęcała"
        ...dzięki Bogu w końcu zmądrzała...w przeciwieństwie do ciebie jak
        sądzę
        • martwe.morza anxx_von_en! 16.11.07, 22:57
          Wezmę sobie do serca Twoje słowa.
          Nie chciałabym, by moje dzieci były tak zgorzkniałe, jak Ty. Mam
          nadzieję, że nie będą. Pomimo wszystko.

          Gratuluję Twojej mamie i zazdroszczę. Mój mąż nie zgadza się na
          rozwód.
      • martwe.morza mmsadlo 16.11.07, 22:54
        Idź do Ojca Dyrektora. Poproś o egzorcyzm, wodę święcona, cokolwiek.
        Nie możesz tego tak zostawić. Przez samo przeczytanie tego postu
        narażony jesteś na gwałt z mojej strony. Bądź ostrożny. WRÓG NIE ŚPI!

        • mmsadlo Re: mmsadlo 18.11.07, 14:06
          martwe.morza napisała:

          > Idź do Ojca Dyrektora. Poproś o egzorcyzm, wodę święcona,
          cokolwiek.
          > Nie możesz tego tak zostawić. Przez samo przeczytanie tego postu
          > narażony jesteś na gwałt z mojej strony. Bądź ostrożny. WRÓG NIE
          ŚPI!
          >
          Ojcic Dyrektor i jego święcona woda interesują mnie tak samo jak TY.
          Nie jestem od udzielania rad czy pocieszania kogokolwiek na forum
          ale mogę chyba wyrazić swoją opinię na jakiś ( czyjś ) temat.
          Masz problem z mężem katolikiem bo nie chce mieć na boku innejj
          partnerki i dlatego jest dziwakiem, Ty jesteś ok bo będąc mężatką
          bzykałaś się na boku z kim popadło.
          Nie mieszaj w to religii, chodzi o zwykłą ludzką przyzwoitość.
          Jesteś wolna to sobie miej partnerów ile chcesz, ale partnerzy w
          związku nawet nie musi być małżeński raczej powinni być sobie
          wierni. Jak uważasz że jesteś taka ok to powiedz mężowi o zdradach,
          przecież nie ma się czego wstydzić, może dostaniesz medal.

    • tikki Re: Minęło dokładnie 688 dni... 17.11.07, 12:51
      Szanowni czepialscy -malzenstwo MM jest klasycznym przypadkiem
      konfliktu pomiedzy normami obyczajowymi i religijnymi (jak ciaza, to
      trzeba sie pobrac, jak slub, to do grobowej deski) a, powiedzmy,
      fizjologia, czy bardziej gornolotnie, porywami serca. Naprawde tak
      trudno sobie wyobrazic sytuacje, w ktorej kogos sie nie pozada?
      Wyobrazcie sobie, ze jestescie zonami/mezami niektorych bylych
      poslow i poslanek Samoobrony, moze uzmyslowicie sobie to uczucie...

      Dla mnie Morze Martwe wybrala po prostu zachowanie sie z godnoscia -
      ma meza, dzieci, stara sie rodzine utrzymac w calosci i wychowac
      dzieci najlepiej jak potrafi, rezygnujac ze skokow na bok i zycia
      seksualnego. Gdyby maz byl jakims palantem - pewnie chor glosow
      forumowych wykrzyknalby - rzuc tego dupka. Ale nie jest. Nie pasuje
      do schematu...

      Czy wszyscy musza uprawiac seks?
      • zania77 Re: Minęło dokładnie 688 dni... 17.11.07, 12:57
        Nie wiem jak mozna zyc bez sexu!
      • sagittka Re: Minęło dokładnie 688 dni... 17.11.07, 13:12
        > Czy wszyscy musza uprawiac seks?

        Nie.

        Tylko, że autorce wątku brakuje seksu, czułości i bycia z kimś
        blisko. Czuje się stara i nieszczęśliwa rezygnując z tej sfery. I to
        jest problem.
        Nie wspominając już o jej mężu, który w imię wyższej miłości i
        trwania rodziny, także rezygnuje z tej sfery, tylko nie wiemy, czy
        cierpi z tego powodu tak jak jego żona.
        • your_and Re: Minęło dokładnie 688 dni... 17.11.07, 13:18
          > Nie wspominając już o jej mężu, który w imię wyższej miłości i
          > trwania rodziny, także rezygnuje z tej sfery, tylko nie wiemy, czy
          > cierpi z tego powodu tak jak jego żona.

          Szkoda tylko że nie dociera do "ciepiących" że dzieci w takim związku są
          popaprane psychicznie (mając zaburzone wzorce) i nieszczęśliwe (bo od kogo mają
          sie tego szczęścia i samorealizacji uczyć). A niby to dla nich.
          • sagittka Re: Minęło dokładnie 688 dni... 17.11.07, 15:13
            > Szkoda tylko że nie dociera do "ciepiących" że dzieci w takim
            związku są
            > popaprane psychicznie (mając zaburzone wzorce) i nieszczęśliwe
            (bo od kogo mają
            > sie tego szczęścia i samorealizacji uczyć). A niby to dla nich.

            Racja, ale dzieci czerpią wzorce z życia codziennego i codziennych
            relacji między rodzicami. To, co dzieje się za drzwiami sypialni
            powinno pozostać intymną sprawą rodziców.

            Idealna sytuacja, to taka, gdy dzieci widzą, ze ich rodzice się
            kochają, okazują sobie czułość, szacunek, bliskość i wiedzą (a nie
            widzą), że rodziców łączy też seks i jest on naturalnym składnikiem
            małżeństwa.
            Myślę, ze moze istnieć tez sytuacja (podobna do syt. autorki), gdy
            rodzice się kochają, szanują, okazują sobie przywiązanie i ciepło,
            ale nie uprawiają seksu. Czyli są pozytywne emocje, choć nie ma
            seksu i dzieci wyrastają w atmosferze miłości. (Zgadzam się jednak,
            że to ma sens wyłacznie wtedy, gdy białe małżeństwo pasuje obu
            stronom i nikt z tego powodu nie chodzi sfrustrowany i
            nieszczęsliwy).
            Trzecia sytuacja, to taka, gdy seks między małżonkami jest, ale
            relacje na codzień są oschłe, bylejakie, brak szacunku i ciepła.
            Wtedy, mimo istniejącego pożycia, dzieci dostają zły wzorzec
            relacji.

            Myślę, ze nie można oceniać wychowania, atmosfery w domu i
            przekazania wartości wyłącznie na podstawie tego, czy rodzice mają
            udane współżycie, ale raczej na podstawie relacji jakie tworzą na
            codzień.
            • your_and Re: Minęło dokładnie 688 dni... 17.11.07, 15:33
              > Myślę, ze nie można oceniać wychowania, atmosfery w domu i
              > przekazania wartości wyłącznie na podstawie tego, czy rodzice mają
              > udane współżycie, ale raczej na podstawie relacji jakie tworzą na
              > codzień.

              Wyłączając rzadką sytuacje dobrania sie osób o zerowym libido (niby co ich do
              siebie przyciągnęło?) wydaje się że mówimy o sytuacji wydumanej. Jeżeli jedna
              osoba zaś chodzi sfrustrowana, a co dopiero dwie i typowo obwinia o to partnera
              (kę) jak mogą tworzyć udane relacje, bliskość przywiązanie i ciepło? Odzielić to
              co sie dzieje w sypialni od życia? Czyste teoretyzowanie.

              A w temacie działania dla szczęścia dzieci polecam Ci Sagittko bardzo:
              Jak wychować szczęśliwe dzieci
              Wojciech Eichelberger w rozmowie z Anną Mieszczanek
              dda.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=46&Itemid=66
              i jego całą książkę
              www.przed.webd.pl/publikacje/p35.php
      • martwe.morza No właśnie w sprawie rozstania. 17.11.07, 20:48
        Wielokrotnie, przy odpowiedniej okazji, próbowałam poruszyć z moim
        mężem temat rozstania. Żeby się rozstać w zgodzie, że może kogoś
        spotkamy, że jeszcze wszystko przed nami, że zaczniemy od nowa.
        Niestety. Tej alternatywy mój mąż nie dopuszcza do siebie. Ta
        propozycja od razu wyprowadza go z równowagi. Następnie zaczyna
        dyktować warunki typu, że jeśli rozwód, to wyłącznie z orzeczeniem
        mojej winy, że dzieci zostaną przy nim (choć to absurdalne, gdyż ja
        się zajmuję dziećmi praktycznie 24 godziny na dobę), że mam opuścić
        nasz dom z jedną walizką, sama i szukać wrażeń itp. W tej kwestii
        jest nieprzejednany. Ta jego postawa jest w sumie niepojęta, gdyż ja
        mojego męża nie oszukuję. Otwarcie mówię mu o tym, że go nie pragnę,
        że nic nie poradzę na to. On o tym wie. W naszym związku nie ma
        fałszu i udawania. No może z tym jednym wyjątkiem, że nie zwierzam
        się mężowi z tego, że mi jest ciężko tak żyć, że ja się z tą
        sytuacją wewnętrznie nie godzę, że wiem, że to nienormalne, wbrew
        naturze itp. Cóż. Klasyczny pat.
        • tikki Re: No właśnie w sprawie rozstania. 17.11.07, 21:43
          A nie masz jakichs oszalamiajaco seksownych kolezanek, zeby
          przedstawic im meza, a samej z dziecmi wyjechac na dluzsze wakacje?;)
          • martwe.morza Heh... 17.11.07, 21:55
            Sugerujesz, żeby koleżanki zaciągnęły męża do łóżka, i wtedy nagrały
            z nim film porno, który posłuży za dowód w sprawie rozwodowej - z
            orzekaniem winy, że to mąż zdradził i jego wina? :))))))))) Urocza
            wizja ;P

            A tak całkiem serio... Nie mogę znaleźć mężowi nowej partnerki. To
            chyba byłby temat na powieść awangardową, a nie na moje życie pełne
            pośpiechu, obowiązków, wyrzeczeń, napięć, codziennych problemów itd.
            • anxx_von_en ...tylko się nie usprawiedliwiaj. 17.11.07, 23:17
              twoje starsze dziecko ma ok. 14 lat, czy tak?
              jest jeszcze drugie młodsze
              ale one powoli dorastają, kiedyś odejdą by ułożyc sobie własne zycie
              a ty zostaniesz w domu sama ... z mężem
              napisałaś: dzieci stały się moim życiem
              a gdy ich już nie będzie...umrzesz? czy po prostu nie pozwolisz im
              odejśc? ...ale wtedy mogą uciec jeszcze dalej
              czy myślisz o tym, że juz tak zawsze ma być:
              dwoje ludzi, bardzej dla siebie obcych niż bliskich -na zawsze razem?

              w pewien sposób podziwiam twoje poswięcenie i to, że potrafisz zyć w
              takiej sytuacji... ja na twoim miejscu chyba załamałabym się już
              dawno i popadła w chorobę psychiczną

              ale z drugiej strony uważam, że się boisz... i chyba lubisz tak
              cierpieć, umartwiać się, poświęcać
              chyba w gruncie rzeczy wygodnie ci w takiej sytuacji: dzieci mają
              pełną i na pozór normalną rodzinę, maż zarabia jak sądzę, wszystko
              się kręci, a jak cię przycisnęło to nawet paru facetów sobie
              znalazłaś, ale i to niczego nie zburzył więc jest ok
              chyba ci pod pewnymi względami za dobrze, wiec nie robisz i tak
              sobie budując poczucie własnej wartości na przekonaniu o wielkosci
              twojego poswięcenia w imię zasad i dla dobra bliznich
              cóż... twój wybór

              ale nie pisz tak jak powyżej, że mąż stawia ci takie i takie warunki
              w sprawie rozwodu i nie zgadza sie ... bo brzmi to jak byś chciała
              się tym usprawiedliwić
              jesteś jak sądzę dorosła i taka wymówka jest nie na miejscu
              • kawitator a może 18.11.07, 07:56
                Śledziłem twój poprzedni watek tak samo jak i ten
                Bardzo sie opancerzyłaś w swoim, widzeniu rzeczywistości Samej trudno Ci będzie
                z niej wyjść ale zawsze można sprobować

                Polecam książkę wirus samotności
                tu opis :
                Autor przybliża czytelnikowi zjawiska dobrej i złej samotności. Problem złej
                samotności dotyczy wielu z nas. Może objawiać się jako nieufność, nadmierna
                obowiązkowość lub lęk przed bliskością czy zranieniem. Jej przyczyny zwykle
                tkwią w naszej przeszłości, w zaburzonych relacjach z opiekunami. W wieku
                dojrzałym często objawia się brakiem intymnych związków z innymi osobami. Autor
                charakteryzuje różne typy samotników na przestrzeni ich kolejnych lat życia,
                wskazując niebezpieczeństwa ugrzęźnięcia w złej samotności oraz drogę do
                osiągnięcia prawdziwej bliskości lub dobrej, dojrzałej samotności.

                a tu masz link do książki
                Wystarczy wpisać do przeglądarki i ściągnąć
                rapidshare.com/files/66084432/Wojciech_Kruczy_ski_-_Wirus_samotno_ci.doc
                Życzę uważnej otwartej lektury i chwili refleksji czy naprawdę nie chcesz nic
                zmienić
                • martwe.morza kawiatorze - dzięki,i zajrzę na pewno 18.11.07, 21:48
                  Ale ot tak na świeżo z tego co piszesz - Samotność jako nadmierna
                  obowiązkowość - to do mnie pasuje. Od chyba 5 lat ani razu nie
                  spóźniłam się do pracy, wszystko mam zawsze poukładane, zaplanowane,
                  na czas, a jak nie mam co robić, to zawsze sobie coś wymyślę. Nie
                  potrafię siedzieć bezczynnie - wypełniam sobie cały dzień rozmaitymi
                  zajęciami od rana (wstaję wcześnie) do późnego wieczora. Hm.
              • martwe.morza anxx_ Poświęcenie, dzieci, wygodnictwo 18.11.07, 21:37
                Nie mam takiego wewnętrznego przekonania, że się poświęcam dla
                dzieci. Poświęcenie kojarzy mi się z wyrzeczeniami i męczennictwem.
                Jeśli chodzi o mnie w realcjach z dziećmi (jest między nimi
                niewielka różnica wieku) to ja po prostu lubię być mamą. Wyrasta to
                ze mnie. Lubię gotować obiady. Lubię piec ciasto w sobotę, żeby było
                na niedzielę. Lubię rozwozić dzieci na zajęcia pozalekcyjne. Lubię z
                nimi spędzać czas, rozmawiać, chodzić na zakupy, do kina. Jestem -
                wg mnie - świadomym i wykształconym rodzicem. Nie żyję życiem moich
                dzieci, wiem, że w swoim czasie pójdą swoją drogą, mam też swój
                własny świat, pracę, która potrafi być absorbująca, dużo czytam, mam
                przyjaciółkę, z którą odwiedzam się przynajmniej raz w tygodniu, mam
                znajomych z pracy, imprezy "pracowe" itd.
                Jeśli chodzi o rozwód i wygodnictwo, i strach. To racja. Boję się
                tej decyzji, bo nie mogę liczyć na pomoc rodziców w tej sprawie, bo
                to nie będzie rozstanie "na poziomie", że dzieci zostaną wciągnięte
                w orbitę manipulacji, szarpania się, dzielenia majątku itp. Może
                jestem zbyt poukładana, zaszufladkowana, lubię przewidywać 3 ruchy
                naprzód zamiast postawić wszystko na ostrzu noża...
            • tikki Re: Heh... 18.11.07, 09:22
              :)))
              Nie! Nie to mialam na mysli.

              Przeciez dla niego ta sytuacja tez nie jest latwa. Tez tlumi swoja
              prawdziwa nature... Seksowna kolezanka moglaby podzialac jako cos w
              rodzaju przypomnienia, ze za oknem wiosna, swiat jest piekny, szkoda
              zycia, ktore przeciez tak latwo mozna byloby odmienic...:)Moze wtedy
              bylby bardziej sklonny zrozumiec Ciebie (swoja droga, wydaje mi sie,
              ze powinnac mu powiedziec, jak sie czujesz psychicznie w tym
              zwiazku).
              • tikki Re: Heh... 18.11.07, 09:30
                Moze wyznacz sobie graniczna date? na przyklad - 40-tke? I postanow,
                ze wtedy, nie wazne z rozwodem czy bez, wyprowadzisz sie z domu i
                zaczniesz swoje zycie? Wciaz bedziesz mloda (hmm, to
                male "wciaz"...:). Dzieci (nie wiem w jakim wieku mlodsze?) beda juz
                chyba na tyle podrosniete, ze beda mogly to zrozumiec?

                A Ty bedziesz WOLNA. Co z ta wolnoscia zrobisz, to juz Twoja
                sprawa...
        • sagittka Re: No właśnie w sprawie rozstania. 18.11.07, 13:59
          > Niestety. Tej alternatywy mój mąż nie dopuszcza do siebie. Ta
          > propozycja od razu wyprowadza go z równowagi. Następnie zaczyna
          > dyktować warunki typu, że jeśli rozwód, to wyłącznie z
          orzeczeniem
          > mojej winy, że dzieci zostaną przy nim (choć to absurdalne, gdyż
          ja
          > się zajmuję dziećmi praktycznie 24 godziny na dobę), że mam
          opuścić
          > nasz dom z jedną walizką, sama i szukać wrażeń itp. W tej kwestii
          > jest nieprzejednany.


          O tym, jaki będzie podział majątku, kto wychowuje dzieci i kto jest
          winny rozpadu decyduje sąd.

          > Cóż. Klasyczny pat.

          Pat, dopóki nie uwierzysz że można zmienić status quo, a że można
          zmienić dowodzą tysiące ludzi (np. na naszym forum lilyrush), którym
          się udało coś zmienić, choć na pewno nie było lekko, łatwo i
          przyjemnie. No i z pewnych, wygodnych do tej pory, rozwiązań trzeba
          było zrezygnować.
    • flourish aby otrzymać czułość i namiętność w związku... 18.11.07, 12:54
      trzeba umieć je dawać
      czy potrafi to nasza bohaterka? mocno w to wątpię

      "Idź do Ojca Dyrektora. Poproś o egzorcyzm, wodę święcona, cokolwiek."
      "Nie chciałabym, by moje dzieci były tak zgorzkniałe, jak Ty"

      przede wszystkim zajmij się swoją agresją skierowaną na zewnątrz i autoagresją.
      Na pewno w sytuacji konfliktu zachowujesz się tak samo w domu.
      Zawsze zadziwiały mnie wybory takich kobiet
      "mąż od samego początku mnie nie pociągał fizycznie sexualnie jak sie domyślam
      pewnie też. To po co go wybrałaś babo? Po co decydowałaś się na dzieci?
      Nie słyszałaś o antykoncepcji?

      żałosna historia
      • tikki Re: aby otrzymać czułość i namiętność w związku.. 18.11.07, 18:05
        Ty przypadkiem nie przesadzasz, Flourish? Gdzie Ty ten brak czulosci
        widzisz?

        Odpowiadajacy na post zalozycielki watku maja prawo do agresji, ale
        autorka prawa do obrony nie ma? Juz zostaje wrzucona do szufladki z
        napisem "wstretna i agresywna baba + cierpiacy maz"?


        > Nie słyszałaś o antykoncepcji?
        Flourish, nie slyszalas, ze potrafi byc zawodna?
    • victta Re: Minęło dokładnie 688 dni... 18.11.07, 13:14
      Przeczytałam z uwagą Twój obecny ,jaki i archiwalny wątek.
      Nie bardzo rozumiem jednej rzeczy.Zrezygnowałaś z seksu,bo nie kochasz męża i on
      Cię nie pociąga,ale czy to dla Ciebie jest kluczowym powodem,żeby odmawiać sobie
      seksu.Czy czasem nie zakodowałaś sobie w głowie takiego schematu,że nie
      potrafisz zadowolić sie przeciętnym seksem ,więc odrzucasz go w ogóle.Może to
      jakieś złe przekonanie w Tobie siedzi,odbierając Ci radość życia.
      Widzisz myślę,że nie można zmusić ciała i mózgu,żeby odczuwały pożądanie do
      kogoś kto jest Ci wstrętny i odpychający,ale Ty przecież lubisz męża,czujesz do
      niego sympatie.
      Czy to czasem nie jest tak,że nie kochjąc swojego męża nie dałaś mu pewnej
      taryfy ulgowej w łóżku,dzięki której on mógłby doskonalić swoje umiejętności.
      Może to jest jakieś błędne koło.Ty nie będąc pod wpływem zauroczenia,patrzyłaś
      sie na swojego męża bez różowych okularów ,oceniając go krytycznie.On czując zaś
      ,że nie może Ci i tak sprostać wycofał się i przestał zadowalać.
      To takie moje gdybanie.Ale co lepsze?-życie w takim martwym związku,czy kroczek
      po kroczku staranie sie ,żeby było lepiej?
      • omegana Re: Minęło dokładnie 688 dni... 18.11.07, 15:12
        Przeczytalam wszystko. Wiesz, droga martwe.morza,mam dobre wiesci:)
        ale to za chwile.
        W wieku lat 30-tu czulam sie stara, niekochana i wypalona.Seks nawet
        nie odstreczal a porzadnie nudzil.Dzieci byly priorytetem.
        Palpitacjii dostawalam na mysl, ze dorosna i co wtedy? Masz lepiej,
        bo ja swojego meza nie znosilam.
        Ale nie o tym chcialam, czas na dobre wiesci. Potraktuj to, jako
        stan przejsciowy, swoje rozterki za konieczne i niezbedne do
        zmian.Zycie zaczyna sie po czterdziestce, kiedy dzieci dorosna.Nie
        czuje sie juz stara , hi hi bardziej atrakcyjna raczej. Wybaczylam
        sobie bledy, mam w nosie koltunska moralnosc, nauczylam sie
        egoizmu.Mam przyjaciol, spelniam sie i kocham.Moje przyjaciolki,
        czesto starsze, zadziwiaja mnie apetytem na zycie. Im bardziej to
        wczesniejsze bylo nieudane, tym wiecej czerpia potem. Ale to nie
        regula, mozna zostac cierpietniczka i dzwigac " swoj krzyz" godnie.
        Nasze sytuacje byly naprawde bardzo podobne, zycze Ci, sily i
        mocnego pragnienia zmiany. Najpierw musi byc bardzo zle i smutno,
        zeby sie chcialo chciec uciec od zastoju.Pisze do do Ciebie i do
        siebie sprzed lat. Biedulki bojacej sie wlasnego cienia i opinii
        publicznej. Trzydziestoletniej staruszki:) Mlodosc, to stan ducha,
        wiem.
        Kto powiedzial, ze dostaniemy medal za poswiecanie sie? Jakie to
        charakterystyczne, maz nie chce rozwodu. I co z tego? Spytal czego
        Ty chcesz? Oni nie pytaja, maja argumenty -dobro dziecka- Normalne
        dzieci, z ktorymi sie czesto rozmawia wiele rozumieja. Traumy mozna
        miec w nudnej, pozbawionej uczuc rodzinie tkzw. pelnej.
        Wierze, ze to czego potrzebujemy przyjdzie w odpowiednim czasie,
        troche odwagi i gotowosci.
        • laurijka Re: Minęło dokładnie 688 dni... 18.11.07, 16:13
          Witam,
          czytalm Twój wątek 2 lata temu i podczytuję teraz. Nie rozumiem
          jednego - czemu nie powiesz mężowi, którego przecież lubisz, że jest
          Ci źle, że chciałabyś inaczej? Postaw się w jego sytuacji -
          wyartykuowałaś mu tylko, że Cię nie pociąga i że nie chcesz z nim
          sypiać. Skąd on ma wiedzieć, że Ci z tym źle? Może jego libido jest
          niewielkie i godzi się z taką sytuacją dla dobra rodziny, dzieci,
          domu czy-jak-to-wszystko-nazwać. Może on uznał, że ta Twoja niechęć
          do sypiania z nim to Twoje fanaberie albo właśnie wynik ewentualnego
          i domniemanego niskiego libido także u Ciebie. Dlaczego miałby się
          godzić na rozwód?
          • gomory Re: Minęło dokładnie 688 dni... 18.11.07, 17:57
            >czemu nie powiesz mężowi, którego przecież lubisz, że jest
            > Ci źle, że chciałabyś inaczej?

            Sugerujesz, ze pozadania mozna sie nauczyc? Wystarczy powiedziec: lubie to tak i siak, by miec gwarancje satysfakcji z kazdym/kazda ;)?
          • martwe.morza laurijko 18.11.07, 22:18
            Mąż wie zarówno o tym, żego nie kocham jak i o tym, że nie chcę
            tworzyć z nim związku. Sęk w tym, że on (to mnie samą dziwi) wciąż
            kocha mnie i taki związek - nawet bez seksu - jemu odpowiada
            bardziej niż rozwód.
            • laurijka gomory i m.m 19.11.07, 02:21
              Chyba wiec sie niezbyt jasno wyrazilam. Nie chodzi mi, gomory, o
              probe zmiany - rozmową! - pewnych łóżkowych czy innych nawyków
              (ratunku, te wszystkie "porozmawiajcie"!). Jest późno, postaram się
              wyrazic jaśniej i topornie:
              Dla mnie jest jednak roznica miedzy komunikatami:
              1. Nie kocham cie, nie pociagasz mnie i nie chce z toba sypiac.
              2. Nie kocham cie, nie pociagasz mnie i nie chce z toba sypiac i zle
              sie z tym czuje, bo mam swoje marzenia, wymagania, libido i chce
              miec inny, normalny zwiazek, chce partnera z ktorym będę uprawiać
              seks.
              Nie proponowalabym tak dosadnego sformulowania punktu 2., ale może
              chlopina powinien się dowiedzieć, że w takim związku, na ktory sie
              od wielu miesiecy zgadzacie, jest Ci niewygodnie? Moze do niego nie
              dochodzi, ze upierajac sie na niego, robi Tobie (i sobie) krzywdę.
              Jezeli zna tylko komunikat nr 1, gotów pomysleć, że rezygnacja z
              pożądania i bzykania jest bezbolesna i jest Ci z tym ok.
              Tak sobie mysle na początku nowego tygodnia.
        • martwe.morza omegano 18.11.07, 22:11
          Dzieki za pozytywna wbrację. Trudno mi tak daleko wybiegac w
          przyszlosc o kilka lat, ale jak znam zycie moje, to pewnie zostane
          babcia w wieku lat 40 i bede miec znow pelne rece roboty, bo bede
          robic na drutach sweterki dla wnuczat ;P
      • amina.mina2 Re: Minęło dokładnie 688 dni... 18.11.07, 18:34
        Gdybym miała Ci cos poradzić to chyba to, żebyś pamiętała, że w
        życiu najbardziej człowiek żałuje zmarnowanych szans, bardziej
        aniżeli błędy, które się popełnia. Bierność w twoim przypadku jest
        najgorsza. Wiec do przodu, podejmij jakąś decyzję . Wyobraź sobie
        siebie za 20 lat.
      • martwe.morza viccto 18.11.07, 22:04
        Powiem w skrócie, że ten stan, w jakim się znajduje mój związek, to
        nawarstwienie masy różnych problemów. Pierwszy to chyba mój bunt, bo
        do tego malzenstwa zostalam wlasciwie (choc to brzmi w dzisiejszych
        czasach absurdalnie) przymuszona, więc te moje opory poczatkowo byly
        jakby walką o swoją niezależność wewnętrzną. Po drugie ogromna
        roznica temperamentow. Maz zupelnie inaczej podchodzi do wspolzycia
        niz ja i choc go wielokrotnie instruowalam wciaz zachowywal sie tak
        samo (co mi nie odpowiadalo). Kolejna sprawa - antykoncepcja. Maz
        uznaje inne metody antykoncepcji niz ja. Byl taki okres, najbardziej
        traumatyczny dla mnie, ze sie probowalam poswiecac, zagryzalam zeby
        a potem wylam do ksiezyca "po wszystkim", ale jak sie zorientowalam,
        ze bliska juz jestem obledu, nerwicy i ze wolalabym chyba sie rzucic
        pod tramwaj - zrezygnowalam z poswiecania sie w kwestii seksu z
        mezem. On sie poczatkowo nie chcial z tym pogodzic, ale po okolo
        roku przyjal do wiadomosci.
    • amina.mina2 Re: Minęło dokładnie 688 dni... 18.11.07, 20:33
      I zapomniałam dodać, że nastepnym razem chiałabym przeczytać , że
      zmieniłas login na " wzburzone morza" lub "spokojne morza".
      • martwe.morza amino ... No wlasnie... Następny raz... 18.11.07, 22:25
        Nie jestem takim stałym forumowiczem. Jutro idę do pracy (bylam
        kilka dni na zwolnieniu lekarskim, więc miałam trochę więcej
        swobody) na pewno postaram się napisać jeśli coś się u mnie zmieni
        na lepsze ;)
    • eudajmonika Martwe_Morza 19.11.07, 11:15
      Przeczytałam oba Twoje wątki i myślę, że Cię rozumiem. Ty nie chcesz się zgodzić
      na bylejakość, to widać nie tylko w tym, co piszesz o swoim życiu, ale również
      konsekwentnie w tym, jak piszesz, jak odpowiadasz na wpisy innych forumowiczów.
      Ta pieczołowitość, niechęć do kompromisów mnie urzekła, ale cena, jaką przyszło
      Ci płacić za tę niezgodę na byleco ... czy to nie jest przypadkiem ponad Twoje
      człowiecze siły?
    • ewik1976 Re: Minęło dokładnie 688 dni... 19.11.07, 13:35
      "do tego malzenstwa zostalam wlasciwie (choc to brzmi w dzisiejszych
      czasach absurdalnie) przymuszona,"


      Z tego co wiem, to może być powód do unieważnienia kościelnego małżeństwa. Co do
      rozwodu cywilnego- to czego chce mąż i to co postanowi sąd to dwie różne sprawy.
      Najlepiej pogadać z jakimś adwokatem. Pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka