niejednorazowa
26.11.07, 20:19
Witam,
Nie pierwszy raz na tym forum (podczytywanie), pierwszy raz pisze,
bo już nie wiem zupełnie, jak sobie poradzic. Nick taki, żeby
uniknąć podejrzen, ze podpucha i to tam wszystko.
Jestem po 30tce, mam za soba kilka nieudanych związków, seks był i
jest dla mnie zawsze bardzo wazny, bez dobrego seksu nie wyobrażam
sobie dobrego, intymnego, bliskiego związku.
Wchodze w nowy związek – pelna nadziei, ale tez obaw, ze znow się
nie uda. Jesteśmy razem niedługo – jakies 3 miesiace. Strasznie nie
chce tego spieprzyc (wiem, ze to zle, ze tak bardzo nie chce, ale
nie potrafie przestac koncentrowac się na tym, żeby nie spieprzyc).
On tez po kilku związkach (tak zeznaje), 35 lat. Dobry, czuly,
troskliwy. Jak to na początku związku bywa – fascynacja druga osoba,
pelnia szczęścia, plany na przyszłość. Tylko ten seks… Pierwszy raz –
sredni, ale pomyślałam sobie, ze pierwsze razy zawsze sa srednie,
wiec dajmy sobie troche czasu. "Troche czasu" mija, widujemy się
bardzo intensywnie, wiec tych razow było już naprawde sporo i jakos
tak wciąż srednio. Krotko mówiąc – facet się wstydzi. No wstydzi się
normalnie jak nastolatek. Seks oralny w żadna strone w gre nie
wchodzi. Prosi, żeby mu tego nie robic (pierwszy raz w zyciu
spotkałam takiego faceta). Nie chce o tym rozmawiac, zachowuje się
jak dziecko, dosłownie: ucieka albo zaslania twarz rekami i
chichocze jak panienka. Jak mówiłam – jestem zakochana, poza tym
mnie zazwyczaj niewiele potrzeba, żeby mieć orgazm, wiec poki co, na
fali uniesien i czułości jakos to idzie, ale boje się, ze po jakims
czasie naprawde zacznie mi brakowac polotu, fantazji, poczucia, ze
nie mamy w seksie zadnych barier – wiecie, o co mi chodzi. A tu
klapa. Dodam, ze poza ta nieszczesna miłością francuska, to tez (jak
się nad tym zastanowic) kiepsko. Buzi, buzi, pocieranie suchym
palcem w strategiczne miejsca w ramach gry wstępnej, koniec. Moje
proby opowiadania jak i co lubie, spełzają na niczym – bez
entuzjazmu wykonuje polecenia, a nastepnym razem jakby zapominal i
trzeba edukowac od nowa. I problem nie tkwi chyba w tym, ze ja mam
wiekszy temperament, czytaj: mnie sie chce, a jemu nie. Mowi czesto,
ze taki jest napalony, ze wybzyka mnie zaraz za wszystkie czasy, no
i bzyka... Po swojemu:) Czy to możliwe, żeby 35 letni facet po kilku
związkach był taki wstydliwy i zgrzebny w seksie? Czy to się uda
jakos zreformowac? Jak to zrobic? Może dac sobie spokoj z tym seksem
i cieszyc się, ze poza tym się układa? Da się tak zyc?