Dodaj do ulubionych

pieniadze a pozadanie

14.03.08, 09:51
Witam
Zaobserwowalam u siebie dosc dziwne zachowanie i ciekawa jestem co o
tym sadzicie. Gdy poznalam meza oboje zarabialismy tyle samo, bylimy
na podobnych stanowiskach. Po roku znajomosci zaproponowalam wspolna
kase ale on sie nie zgodzil wiec mielismy oddzielna kase a na
wspolne wydatki skladalismy sie. Po slubie nic sie w tej kwestii nie
zmienilo. Nagle zupelnie niespodziwanie dostalam oferte bardzo
dobrez platnej pracy. W tej chwili zarabiam dwa razy tyle co maz,
mam ciekawsza ale tez bardziej wymagajaca prace. Zauwazam, ze coraz
czesciej denerwuje mnie brak jego zaradnosci zyciowej, marudzenie,
ze tak malo zarabia i brak jakichkolwiek dzialan by poprawic
sytuacje. Irytuje mnie, gdy mowi, ze nie ma pieniedzy by kupic mi
kwiaty lub zaprosic na kawe (przesadza, bo zarabia sporo powyzej
sredniej krajowej). Zaproponowal tez ostatnio wspolna kase i byl
bardzo rozzalony, ze teraz to ja sie nie zgadzam. Zauwazaylam, ze ta
sytuacja rzutuje na moje pozadanie a wlasciwie jego brak. Co moge
zrobic by zarobki nie wplywaly na moj stosunek do niego w sypialni?
Dodam jeszcze, ze maz jet inteligentny, dobrze wyksztalcony itd.
tylko jakos malo zaradny jesli chodzi o pieniadze.
Obserwuj wątek
    • alicja_z Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 10:05
      Ty nie masz męża partnera życiowego !. Ty masz męża partnera
      ekonomiczno-handlowego. Sama też traktujesz wasze stosunki w
      kategoriach ekonomicznych: moja kasa - jego kasa. Może jeszcze
      podpisz z nim umowę...? Prywatnie uważam to za straszne... Albo sie
      jest razem albo nie. Ty lubisz być z nim selektywnie: łóżko tak,
      kasa - nie. Już chyba wolę nie mieć seksu ;-)
      • aandzia43 Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 10:34
        Alicja, chciałam zauważyć, że to mąż pierwszy obstawał przy takim
        rozwiązaniu kwestii finansowych. Potem przyszła koza do woza, jak
        zaczęła mniej zarabiać i jeszcze fochy stroi, że na badyla dla
        ślubnej nie ma. Bun.seki się przystosowała do takiego układu, może
        jej on nawet odpowiada.
        Oddzielna kasa to nie jest według mnie jakieś wielkie nieszczęście.
        Gorsze rzeczy ludzie robią sobie nawzajem. Bliskość można budować na
        różne sposoby, niekoniecznie siedząc w tym samym portfelu. Tylko coś
        konsekwencji w tym związku zabrakło w sprawach pieniężnych. Może by
        tak od początku wszystko obgadać?

        Czy można szanować i pożądać faceta, który mniej zarabia? Można.
        Jeśli mężczyzna ma kupę zalet, które, co ważne, kręcą jego
        partnerkę. Wtedy nie musi być Midasem.
        No i oczywiście pod warunkiem, że gościu nie zachowuje się, jak
        obrażona primadonna i sam swoim niskim poczuciem wartości nie kopie
        sobie doła pod sobą.
        • alicja_z Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 11:17
          Ja nie wartościuję czy winny mąż czy autorka (w kwestii fanansów.
          Faktycznie - mąż zaczął. Zmroziło mnie tylko jej rzeczowo-księgowe
          podejście do sprawy.
          Natomiast absolutnym horrorem jest dla mnie rozdzielność finansowa.
          Wybacz albe mam tu czarno-białe spojrzenie. Nie wyobrażam sobie
          prawdziwej bliskości i prawdziwego wspólnego związku z oddzielnymi
          portfelami. Wiem, że wiele par tak żyje i ma się dobrze, ale
          powtarzam - to zaprzeczenie parnerstwa.
          • al9 alicja tu się mylisz 14.03.08, 11:21
            Natomiast absolutnym horrorem jest dla mnie rozdzielność finansowa.
            Wybacz albe mam tu czarno-białe spojrzenie. Nie wyobrażam sobie
            prawdziwej bliskości i prawdziwego wspólnego związku z oddzielnymi
            portfelami. Wiem, że wiele par tak żyje i ma się dobrze, ale
            powtarzam - to zaprzeczenie parnerstwa.
            ----------------
            Bywa że ludzie mają skomplikowane sytuacje majątkowe. Różne
            nieruchomości, firmy, sytuacje podatkowe. Majętne rodziny i
            kilkupoziomowe relacje finansowe wewnątrz rodzin. Spółki,
            działalności, firmy i fundacje.... W jednych działają, w innych
            zarządzają. Różne stopnie ryzyka...
            Rozdzielność jest bardzo bardzo potrzebna w milionach sytuacji i nie
            ma NIC współnego z partenerstwem albo bliskością...
            al

            • alicja_z Pozostanę przy swoim zdaniu.... 14.03.08, 11:33
              Może napisałbyś - mam inne zdanie na ten temat ;-). Z tym mogę się
              zgodzić. Sformułowanie "że się mylę" oznacza, że obiektywnie Ty masz
              rację. A po prostu tak nie jest...
              Na chwilę odejdź od stereotypów i przyziemności życia. Czy prawdziwa
              miłość zna jakieś zakazy, zastrzeżenia, uwarunkowania ? Nie !
              Inaczej - nie jest ta prawdziwa... To idealistyczne podejście - ale
              o takim piszę.
              Powtarzam - jeśli związek ma być typu "wszystko albo nic" to
              intercyzy, rozdzielności majątkowe i oddzielne kasy są nie do
              przyjęcia. Różnimy się w pojęciu związku - dla Ciebie jak widać to
              jednak rodzaj umowy handlowej - dla mnie to 100% i wzajemnie
              oddanie. I wiem, że są takie związki. Jeśli zakładasz jakąś
              odrębność to znaczy, że dopuszczasz...że coś może pójść nie tak w
              związku...słowem asekurujesz się. To przeczy założeniu..że jest się
              razem na całe życie
              Wybacz - ale Twoje podejście jest dla mnie oznaką pewnej hipokryzji
              i wyrachowania..
              • bun.seki Re: Pozostanę przy swoim zdaniu.... 14.03.08, 11:43
                Wiem, ze to nie bylo do mnie ale pozwol, ze tez sie wypowiem.
                Mysle, ze mozna byc z kims razem przez cale zycie a jednoczesnie
                dopuszczac, ze MOZE cos pojdzie nie tak. Straz pozarna jest w kazdy
                miescie nie daltego, ze zakladamy, ze bedzie pozar. Zakladamy, ze
                MOZE byc pozar. To odnosnie niezaleznosci (nie tylko tej finansowej)
                takze w zwiazku.
                • alicja_z Re: Pozostanę przy swoim zdaniu.... 14.03.08, 12:07
                  bun.seki napisała:

                  > Wiem, ze to nie bylo do mnie ale pozwol, ze tez sie wypowiem.
                  > Mysle, ze mozna byc z kims razem przez cale zycie a jednoczesnie
                  > dopuszczac, ze MOZE cos pojdzie nie tak. Straz pozarna jest w
                  kazdy
                  > miescie nie daltego, ze zakladamy, ze bedzie pozar. Zakladamy, ze
                  > MOZE byc pozar.

                  Masz prawo do takiego pogladu i takiego postępowania. Wydaje mi się,
                  że jestem zresztą w mniejszości uważającej, że wspólne łózko =
                  wspólna kasa = wspólne wszystko. Wiem, że to postępowania pewnie
                  bardziej ryzykowne i idealistyczne ale dające niesamita psychiczną
                  pewność "wspólnoty". Dla mnie to większa gwarancja niż straż
                  pożarna...


              • al9 alicja przeginasz 14.03.08, 11:46
                Może napisałbyś - mam inne zdanie na ten temat ;-). Z tym mogę się
                zgodzić. Sformułowanie "że się mylę" oznacza, że obiektywnie Ty masz
                rację. A po prostu tak nie jest...
                Na chwilę odejdź od stereotypów i przyziemności życia. Czy prawdziwa
                miłość zna jakieś zakazy, zastrzeżenia, uwarunkowania ? Nie !
                Inaczej - nie jest ta prawdziwa... To idealistyczne podejście - ale
                o takim piszę.
                Powtarzam - jeśli związek ma być typu "wszystko albo nic" to
                intercyzy, rozdzielności majątkowe i oddzielne kasy są nie do
                przyjęcia. Różnimy się w pojęciu związku - dla Ciebie jak widać to
                jednak rodzaj umowy handlowej - dla mnie to 100% i wzajemnie
                oddanie. I wiem, że są takie związki. Jeśli zakładasz jakąś
                odrębność to znaczy, że dopuszczasz...że coś może pójść nie tak w
                związku...słowem asekurujesz się. To przeczy założeniu..że jest się
                razem na całe życie
                Wybacz - ale Twoje podejście jest dla mnie oznaką pewnej hipokryzji
                i wyrachowania..
                ----------
                po pierwsze - sam nie mam intercyzy
                po drugie - ludzie poprzez rozdzielność majątkową chronią swoje
                interesy. Masz wiedzę na ten temat, żeby mi tu zarzucac hipokryzję?
                Wiesz o tym, że 95% przedsiębiorców - wszyscy którzy działają w
                oparciu o wpis do ewidencji i nie mają spółek handlowych ryzykują
                przy swojej działalności CAŁYM swoim majątkiem? JEDYNYM sposobem na
                zapewnienie rodzinie komfortu jest zniesienie współności majątkowej.

                Poczytaj sobie troszkę a potem zarzucaj komuś hipokryzję..
                eot
                al

                • alicja_z po prostu mam swoje poglądy 14.03.08, 12:01

                  > ----------
                  > po pierwsze - sam nie mam intercyzy
                  > po drugie - ludzie poprzez rozdzielność majątkową chronią swoje
                  > interesy. Masz wiedzę na ten temat, żeby mi tu zarzucac
                  hipokryzję?


                  Mylisz dwie rzeczy - rozdzielność dla obiektywnej ochrony interesów
                  a więc w istocie i swojego partnera. I to jest OK. Ale jeśli
                  rozdzielność ma chronić siebie samego i być asekuracją na wypadek
                  pożaru - to dla mnie jest nie do przyjęcia. I taki pogląd będę
                  nazywała hipokryzją. Bo jak inaczej nazwać postępowanie: kocham
                  Cię, jesteś najlepsza w łóżku, kuchni i pracy.... na spacerze i w
                  samchodzie ...z psem i koniem - po prostu zawsze i wszędzie
                  ale...kluczyki do sejfu to mam głęboko schowane. To JEST hipokryzja
                  albo asekuranctwo.
                  Natomiast na małą skalę : moje konto, Twoje konto - ja płacę za to
                  Ty płacisz za tamto, ja rachunek za gaz (pechowo) ty za prąd itp.
                  świadczy o niedojrzałości parterów do bycia razem i po prostu mnie
                  śmieszy



                  > Wiesz o tym, że 95% przedsiębiorców - wszyscy którzy działają w
                  > oparciu o wpis do ewidencji i nie mają spółek handlowych ryzykują
                  > przy swojej działalności CAŁYM swoim majątkiem? JEDYNYM sposobem
                  na
                  > zapewnienie rodzinie komfortu jest zniesienie współności
                  majątkowej.
                  >
                  > Poczytaj sobie troszkę a potem zarzucaj komuś hipokryzję..
                  > eot
                  > al
                  >
                • aandzia43 Re: alicja przeginasz 14.03.08, 12:06
                  Poza tym, co napisał Al o zapewnianiu komfortu i bezpieczeństwa
                  rodzinie właśnie przez oddzielne intersy małżonków, jest jeszcze
                  kwestia nieodpowiedzialnych finansowo ludzi. Można kogoś bardzo
                  kochać i cenić, ale dla własnego i rodziny bezpieczeństwa dobrze
                  jest zauważyć, że obiekt naszej miłości i admiracji wszelakiej jest,
                  delikatnie mówiąc, utracjuszem. Powierzać mu pieniądze, to głupota
                  równa głupocie powierzania alkoholikowi baru, wilkowi owczarni czy
                  kotu klatk z chomikiem. Rozmowy z utracjuszem można sobie wsadzić
                  w ...buty, nic nie dają. Można tylko odciąć dostęp do kasy i
                  nakłonić, by metodą 10 kroków walczył z uzależnieniem;-)
                  To nie jest brak miłości, bliskości, wyrachowanie. To zwykły
                  rozsądek i nieuleganie harlekinowym stereotypom. I troska o dobro
                  rodziny.
                  • alicja_z Re: alicja przeginasz 14.03.08, 12:14
                    Opowiadasz o patologii. Ja rozumiem, że są osoby...hmmm przeważnie
                    kobiety, które kupią sobie 50 parę butów i 30-ty kostium. W takim
                    przypadku gdy jedno z parterów jest nieodpowiedzialne w kwestii
                    finansowej to oczywiste, że należy stosowac terapię czyli odciąć od
                    finansów.
                    Ale nie przenośmy sytuacji chorobowo-szczególnych na typowe, gdy
                    oboje partnerzy są odpowiedzialni ! To chyba sytuacja normalna i
                    standardowa. W takiej sytuacji powtarzam swój pogląd: bycie razem
                    oznacza bycie we wszystkim...Uwierz mi, są takie szczęśliwe i nie
                    harlekinowe związki.
                    • aandzia43 Re: alicja przeginasz 14.03.08, 12:28
                      Ja nie pisze o jakiejś rzadkiej patologii. Są całe rzesze pozornie
                      poważnych i odpowiedzialnych ludzi płci obojga, których pieniądz sie
                      po prostu nie trzyma. I nie chodzi tu o pięćdziesiątą pare butów.
                      Ot, po prostu jakoś tak przepływa przez palce. Myślę, że z miłosci
                      do takich nieszczęśników dobrze byłoby ulżyć im w cierpieniu;-)
                      Chociażby po to, by mieli co jeść na starość.

                      W takiej sytuacji powtarzam swój pogląd: bycie razem
                      > oznacza bycie we wszystkim...Uwierz mi, są takie szczęśliwe i nie
                      > harlekinowe związki.

                      Nie twierdzę, że takich związków nie ma. Chcę tylko powiedzieć, że
                      szczęście i autentyczna bliskość są możliwe i często spotykane
                      również w związkach bez wspólnego portfela. I nie jest to szczęście,
                      intymność i miłość gorsze jakościowo od miłości w związku
                      symbiotycznym.
                      • alicja_z Re: alicja przeginasz 14.03.08, 13:00
                        Ja opowiadam o swoich odczuciach i swoich poglądach. Zwyczajnie, w
                        normalnym związku nie potrafię sobie wyobrazić oddzielnych kas i
                        uzgodnień natury ekonomicznej na poziomie umowy handlowej. Po co ?
                        To oznacza (w domyśle) pewne votum nieufności dla partnera. Dla
                        mnie - nie do przyjęcia. Jak można być blisko...tak do końca ale
                        finanse zachowywać oddzielne ??? Nie mieści się to w moim myśleniu.

                        Twierdzisz, że są to związki nie gorsze i równie szczęśliwe... Nie
                        jestem tego pewna. Bo są w ich związkach jakieś wykluczenia !.
                        Postępują racjonalnie, rozumowo i w jakimś sensie lekko
                        wyrachowanie. Ale to kłóci się z uczuciem, emocjami w związku i
                        parterstwem.

                        Nie przekonuje mnie Twoja opinia, że są rzesze odpowiedzialnych
                        ludzi, którym pieniądze przepływają przez palce. Po pierwsze - nie
                        nazwałabym ich odpowiedzialnymi. Po drugie - wydaje mi się, że to
                        istotna mniejszość. Znam wiele osób z mojego otoczenia i pracy,
                        które racjonalnie i rozsądnie gospodarują pieniędzmi. Pewnie są i
                        tacy i tacy...
                        Przyłapanie męża z tajnym kontem wywołałoby u mnie większy szok i
                        gniew niz przyłapanie w łóżku z kochanką...:-)
                        • al9 alicja to Ty masz problem 14.03.08, 14:16
                          Ja opowiadam o swoich odczuciach i swoich poglądach.
                          ------------
                          dobrze że to zastrzegłaś
                          --------------------------
                          Zwyczajnie, w
                          normalnym związku nie potrafię sobie wyobrazić oddzielnych kas i
                          uzgodnień natury ekonomicznej na poziomie umowy handlowej. Po co ?
                          -------------------------
                          Ty sobie nie umiesz wyobrazić,ale zapewniem Cię, że miliony ludzi i
                          większość par ma konta oddzielne. Nie trzeba znosić wspólności
                          majątkowej żeby mieć oddzielne konta. I oddzielne pieniądze.
                          Moze nie wszystkie, ale przynajmniej część. Choćby po to, żeby
                          zrobić niespodziankę Partnerowi...
                          dalej piszesz:
                          To oznacza (w domyśle) pewne votum nieufności dla partnera.
                          --------------------
                          Ty tak odczuwasz. Moja żona ma co miesiąc na własnym koncie naprawdę
                          spore pieniądze. Mnie to nie boli. Wręcz przeciwnie - bardzo mnie to
                          cieszy. Nic w związku ze swoimi potrzebami i zaściankami NIE musi ze
                          mną uzgadniać...
                          ----------
                          Dla mnie - nie do przyjęcia.
                          Jak można być blisko...tak do końca ale
                          finanse zachowywać oddzielne ??? Nie mieści się to w moim myśleniu.

                          Twierdzisz, że są to związki nie gorsze i równie szczęśliwe... Nie
                          jestem tego pewna. Bo są w ich związkach jakieś wykluczenia !.
                          Postępują racjonalnie, rozumowo i w jakimś sensie lekko
                          wyrachowanie. Ale to kłóci się z uczuciem, emocjami w związku i
                          parterstwem.
                          --------------
                          Wiesz - im dłużej prezentujesz swoje stanowisko - tym bardziej
                          jestem pewien, że to Ty masz problem. Poważny.
                          Absolutnie mnie nie przekonasz, że oddzielne pieniądze szkodzą
                          związkowi. Na pewno nie. Dają Partnerowi (zwłaszcza ekonomicznie
                          słbszemu) siłę i wolność...
                          al
                          • alicja_z Re: alicja to Ty masz problem 14.03.08, 15:03
                            al9 napisał:

                            > Ty sobie nie umiesz wyobrazić,ale zapewniem Cię, że miliony ludzi
                            i
                            > większość par ma konta oddzielne. Nie trzeba znosić wspólności
                            > majątkowej żeby mieć oddzielne konta. I oddzielne pieniądze.

                            To że miliony ludzi mają oddzielne konta niczego nie dowodzi. Co
                            najwyżej potwierdza tezę, że bardzo racjonalnie i handlowo podchodza
                            do swoich związków. Może są niepewni swoich partnerów ? Może
                            ubezpieczają się w życiu. W końcu co drugi związek kończy się
                            rozwodem... Czy większość ? Nie wiem. Nie zawsze warto kierować się
                            instynktem stadnym :-). Miliony ludzi mają natomiast wspólne
                            konta...bo uważaja to za naturalne i fair wobec partnera


                            > Moze nie wszystkie, ale przynajmniej część. Choćby po to, żeby
                            > zrobić niespodziankę Partnerowi...

                            No to rzeczywiście wymyśliłeś powód !!! ;-). Czy myślisz, że mając
                            wspólną kasę nie można zrobić niespodzianki ???

                            > dalej piszesz:
                            > To oznacza (w domyśle) pewne votum nieufności dla partnera.
                            > --------------------
                            > Ty tak odczuwasz.

                            To nie odczucie - to stwierdzenie faktu. Masz: to moje, to Twoje. A
                            NIE nasze. To zły sposób myślenia dla parterstwa.

                            > cieszy. Nic w związku ze swoimi potrzebami i zaściankami NIE musi
                            > ze mną uzgadniać...


                            A czy myślisz że ja muszę mając wspólną kasę ? To nie problem miec
                            dwie karty do każdego konta. Naprawdę - nie śledzimy ile codziennie
                            jest pieniędzy na każdym z kont... Większe wydatki - to chyba
                            naturalne, że w rodzinie się uzgadnia...


                            > --------------
                            > Wiesz - im dłużej prezentujesz swoje stanowisko - tym bardziej
                            > jestem pewien, że to Ty masz problem. Poważny.

                            Wydaje się, że zabrakło Ci argumentów i to jest powodem Twojej
                            irytacji. I niestety już w mało elegancki sposób bronisz swoich
                            racji ("masz problem"). Mam rzeczywiście parę problemów w życiu ale
                            akurat nie dotycza rozwiązań finansowych.
                            Niestety nie rozumiesz słowa "wspólnota" ....nie rozumiesz (albo nie
                            znasz) jak fajny może być związek oparty na słowie "my" i bez
                            oddzielnych kluczyków do szuflad...

                            > Absolutnie mnie nie przekonasz, że oddzielne pieniądze szkodzą
                            > związkowi. Na pewno nie. Dają Partnerowi (zwłaszcza ekonomicznie
                            > słbszemu) siłę i wolność...

                            Bosheeee !. Jaką siłę, jaką wolność ?. O czym ty piszesz ?
                            Przypominam, że mamy XXI wiek...
                            Siła związku - to właśnie poczucie jedności, które każda separacja
                            (w tym finansowa) w oczywisty sposób zakłóca. Jeśli postrzegasz bądź
                            widzisz problem w różnicy zarobków, jeśli wogóle używasz
                            wyrażenia "partner ekonomicznie słabszy" (!!!) to znaczy, że
                            naprawdę masz handlowe i protekcjonalne podejście do związku.. To
                            określenie jest po prostu nosensowne. Nie mam zamiaru się rozwodzić
                            nad faktem, że nie ważne jest ile pieniędzy partner wnosi do związku
                            tylko CO do tego związku wnosi
                            I żeby nie było nieporozumień - nie twierdzę, że oddzielne kasy
                            szkodzą związkowi. Ja twierdze tylko, że wspólna finanse - to
                            rozwiązanie lepsze ! :-)


                            • al9 wspólna kasa to rozwiązanie lepsze? 14.03.08, 15:08
                              Ty tak stwierdzasz autorytatywnie...
                              mam zupełnie przeciwny pogląd...
                              kończmy dyskusję, nie przekonamy się...
                              Pozdr
                              al
                              • alicja_z Lepsze, lepsze :-) 14.03.08, 15:35
                                Odpowiedz tylko szczerze - kto był pomysłodawcą tego rozwiązania w
                                Waszym związku. Ty czy żona ? Czy jesteś pewien, że ona jest równie
                                z tego zadowolona jak Ty ???
                                Co do przekonania - to oczywiście zostaję przy swoim. Wskazałam wady
                                w Twoim rozwiązaniu - Ty wskazałeś wyłącznie wady pozorne w moim.
                                Stąd ta moja oczywista konkluzja
                                • aandzia43 Re: Lepsze, lepsze :-) 14.03.08, 16:02
                                  Problem nie dotyczy tylko wspólnej kasy. Kasa to tylko jedna z
                                  płaszczyzn związku. Problem dotyczy stopnia bliskości, jaki nam
                                  odpowiada i jaki, co ważniejsze, jest najzdrowszy dla konkretnej
                                  pary. Można wkręcać ludziom z całym przekonaniem, że spędzanie
                                  każdej możliwej (i nie mozliwej) chwili z partnerem, aż do uduszenia
                                  się, to sam miód i jedyna słuszna droga prowadząca do szczęscia.
                                  Można aż do zatracenia i utraty indywidualności wchodzić w życie
                                  partnera i przejmować optykę, poglądy i żyć jego emocjami. Można też
                                  upierać się, że bez wspólnej kasy nie właściwego, prawidłowego
                                  związku.

                                  Utrata granic nie daje szczęścia, wierz mi. Ja tego nie wymyśliłam.
                                  Czasem, w niektórych związkach, granice przebiegają akurat na linii
                                  finansów i to jest właśnie dla tych par najlepsze rozwiązanie. Są
                                  pary, które nie mogą dojść do porozumienia w kwestii wspólnych wyjść
                                  do rodziców, wspólnego chodzenia do kina, uprawianych sportów, grona
                                  znajomych. I jeśli mają odrobinę rozumu to nie upierają się przy
                                  siedzeniu sobie nawzajem na garbie w każdej takiej spornej sytuacji.
                                  To rodzi frustrację, agresję i niszczy związek. Wspólne na siłę
                                  finanse też zniszczyły niejeden.

                                  Poczytaj o osobowości symbiotycznej i symbiotyczności w ogóle.
                                  • al9 masz rację! to kwestia nie tylko pieniędzy 14.03.08, 16:10
                                    aandzia - podpisuję sie obiema rękami!
                                    Powiem więcej: każdy potrzebuje w związku troche oddechu...
                                    Nieco własnego świata. Własnych emocji...
                                    Próba czynienia wszystkiego wspólnie przypomina jazdę we dwójke na
                                    jednym rowerze. Niby zabawne ale spróbujcie tak dłużej.
                                    Pozdr
                                    al
                                    • alicja_z Re: masz rację! to kwestia nie tylko pieniędzy 14.03.08, 16:38
                                      Własny świat, poczucie indywidualności ma mało wspólnego z wspólną
                                      kasą. Są osoby które uwielbiaja robić wszystko razem i są takie,
                                      które wakacje spędzają oddzielnie. Też dobrze - jak im z tym
                                      dobrze...Ale to mało na temat. Nie mylcie wspólne kasy ze spędzaniem
                                      ze sobą 24 godzin na dobę
                                      Al - ponieważ nie odpowiedziałeś na pytanie; podejrzewam, że to
                                      Twoją decyzję (jako "silniejszego ekonomicznie", brrrr...) była
                                      rozdzielność finansowa. Co może w takiej sytuacji zrobić żona....?

                                      Na koniec podrzucę Ci mały argumencik z kobiecego (i jak widać
                                      obcego Ci punktu widzenia): wspólne finanse dają kobiecie poczucie
                                      pewności partnera (ufa mi !) i dodatkową psychiczną gwarancję, że w
                                      przypadkach życiowych awarii, utraty pracy itp. nie jesteś w związku
                                      w pozycji petenta, proszącego, gorszego... Poza tym, czy naprawdę
                                      uważasz, że pieniądze, które zarabiasz i przynosisz są tylko Twoją
                                      zasługą i Twoją własnością ??

                                      • al9 alicja proszę kończ już 14.03.08, 16:47
                                        Al - ponieważ nie odpowiedziałeś na pytanie; podejrzewam, że to
                                        > Twoją decyzję (jako "silniejszego ekonomicznie", brrrr...) była
                                        > rozdzielność finansowa. Co może w takiej sytuacji zrobić żona....?
                                        >
                                        ---------
                                        przeczytaj mój post wyżej
                                        NIE mam rozdzielności majątkowej

                                        Poza tym, czy naprawdę
                                        > uważasz, że pieniądze, które zarabiasz i przynosisz są tylko Twoją
                                        > zasługą i Twoją własnością ??
                                        -----------------------------
                                        wcale tak nie myślę
                                        i nigdy tak nie napisałem
                                        przekraczasz granice normalnej polemiki
                                        doknujesz ordynarnych manipulacji
                                        i próbujesz udowodnić swój punkt widzenia w sposób który jest
                                        żenujący...

                                        eot
                                        al

                                        eot
                                        al
                                        • alicja_z Kończę, kończę 14.03.08, 17:45
                                          Fakt - kończę. Na rzeczowe argumenty odpowiadasz prawie epitetami..
                                          Zadawałam pytania - a ty o ordynarnej manipulacji... Smutne, że
                                          określasz moje wywody "jako żenujące" nie potrafiąc sobie z żadnym z
                                          moich argumentów poradzić. Czyżby aż tak bolała Cię wspólna kasa w
                                          domu ??? A może nie dojrzałeś do tego....
                                          • ilragazzo Re: Kończę, kończę 18.03.08, 18:27
                                            Alicja,

                                            Rzeczywiście ta polemika budzi lekką irytację i zażenowanie -
                                            autorytatywnie dajesz do zrozumienia, że pary mające rozdzielność
                                            majątkową nie dojrzały do związku, są wręcz gorsze, nie próbując
                                            nawet dociec jakie motywy kierują ludźmi decydującymi się na taki
                                            krok.

                                            To, że Ty to widzisz w dwóch kolorach i nie wyobrażasz sobie innego
                                            rozwiązania nie dowodzi jeszcze wyższości tego rozwiązania nad
                                            alternatywnymi. Co najwyżej MOŻE dowodzić, że u Ciebie się ono
                                            sprawdza, ale nie wiemy już czy sprawdza się lepiej niż
                                            rozdzielność. To po pierwsze.

                                            Po drugie - średniowieczni nie wyobrażali sobie, że Ziemia może być
                                            kulą. Co nie przeczyło faktom - bo w średniowieczu Ziemia też była
                                            kulą (prawie kulą, ale mniejsza o szczegóły).

                                            To co się sprawdza u Ciebie (brak rozdzielności), niekoniecznie musi
                                            się z równie dobrym skutkiem sprawdzać u innych. Zalecam troche
                                            otworzyć i przewietrzyć umysł - nikt nie ma monopolu na rację. Nawet
                                            nobliści. To tak jak ja bym teraz stwierdził, że rozdzielność jest
                                            najlepsza, bo u mnie od wielu lat się sprawdza znakomicie. Nie
                                            spadajmy na ten poziom dyskusji.

                                            Troszkę pokory i zrozumienia dla innych - niekoniecznie OBIEKTYWNIE
                                            WERYFIKOWALNYCH rozwiązań. Pozwól innym żyć tak, jak sami sobie tego
                                            życzą.
                                  • alicja_z Re: Lepsze, lepsze :-) 14.03.08, 16:46
                                    Masz rację - nic na siłę. Ale jeśli są pary, które nie dogadują się
                                    w kwestii wychodzenia, oddzielają finanse, żyją własnym życiem to po
                                    diabła łączą się w pary ??? Czyżby łóżko ich tylko wiązało ???
                                    Singlowanie albo agencje towarzyskie są w takiej sytuacji znacznie
                                    lepszym rozwiązaniem !
                                    Co do stopnia bliskości - to kwestia indywidualna. Tak jak ja Ci
                                    wierzę w to co piszesz, tak i Ty mi uwierz że pełna jedność i
                                    dążenie do spędzania każdej chwili z partnerem niektórym odpowiada i
                                    to nazywają szczęściem. Różni jesteśmy....
                                    • aandzia43 Re: Lepsze, lepsze :-) 14.03.08, 17:08
                                      A po to się łączą w pary, ze poza pieniędzmi jest jeszcze całe morze
                                      spraw, które mogą łączyć, cieszyć i pomagać budować związek. Nie
                                      wiem, czemu je pominęłaś w swoich rozważniach, zalecając płatny seks
                                      ludziom, którzy z różnych powodów nie chcą, lub nie mogą mieć
                                      wspólnej kasy? Nie zauważyłaś ich (wątpię:-), czy ich istnienie nie
                                      ma już dla ciebie znaczenia, jesli partner zachowuje choć odrobinę
                                      autonomii?

                                      Postawa "wszystko albo nic" pachnie brakiem poczucia bezpieczeństwa.
                                      Rozpaczliwy krzyk: "Nie dasz mi dostępu do wszystkiego, co masz,
                                      postawisz jakiekolwiek granice, to znaczy, że mnie nie kochasz!"
                                      Takie roszczenia nie kończą sie nigdy, bo nikt, największym nawet
                                      oddaniem, nie uleczy tego braku.

                                      Ludzie o zdrowych granicach cieszą się sobą nawzajem i budują trwałe
                                      i zdrowe stadła, nawet jeśli jakiś rejon ich życia nie wchodzi w
                                      obszar wspólnoty małżeńskiej. Potrafią cieszyć sie całą wspaniałą
                                      resztą, zamiast kurczowo trzymać się partnera, nerwowo przeliczać
                                      stan posiadania i żałować sobie czasu na sen, no bo przecież trzeba
                                      20 razy dziennie obsikać granice;-)
                                      • glamourous Re: Lepsze, lepsze :-) 14.03.08, 17:54
                                        Bardzo dobrze powiedziane, Aandzia. I zeby udowodnic naszej
                                        wyznajacej "jedyny sluszny wariant postepowania" Alicji ze
                                        niekoniecznie ma racje, przyznam ze w moim zwiazku to ja zawsze
                                        bylam zwolenniczka posiadania finansowej autonomii. Czyli, droga
                                        Alicjo nie zawsze jest tak, ze osobne konta to postulat li i jedynie
                                        meski. I nie ma to nic wspolnego z wysokoscia zarobkow, brakiem
                                        zaufania, z rozluznieniem wiezi, czy utracjuszostwem. Po prostu
                                        zawsze mialam swoje konto i swoje pieniadze. Lubie moja
                                        niezaleznosc, lubie takie poczucie prywatnosci, i nie znioslabym
                                        gdybym musiala z mezem omawiac czy planowac kupno butow czy
                                        sukienki. Brrrr. Dziwnie bym sie tez czula gdyby maz zagladal mi w
                                        moje prywatne wydatki, chociaz nie robie z nich tajemnicy. Racje ma
                                        Aandzia mowiac, ze to ma zwiazek z wyznaczaniem granic intymnosci w
                                        zwiazku. W moim przypadku te granice przejawiaja sie wlasnie w
                                        posiadaniu swojego konta oraz swoich wlasnych oszczednosci. Przy
                                        czym wiem doskonale ze w razie czego moge oczywiscie na meza liczyc
                                        w 100%. On na mnie tez. I skoro obie strony sa w takim ukladzie
                                        zadowolone to chyba nie ma tu problemu ani patologii.
                                        • alicja_z Pytanie ... 14.03.08, 18:19
                                          Glam, jaki ma związek posiadania wspólnego konta z planowaniem "czy
                                          kupić buty czy sukienkę" ? Co ma wspólnego wspólne konto z utratą
                                          prywatności ? Kompletnie tego nie rozumiecie, że można mieć wspólna
                                          kasę i wydawać na rzeczy, które chce się kupić ? Czy to narusza
                                          poczucie intymności (???). Ja mam dokładnie to na czym rzekomo
                                          polega Wasza wolność ....Potrzebuję - biorę. Naprawdę nikt z nas nie
                                          śledzi stanów kont z wypiekami na twarzy. Mąż nie sprawdza co i na
                                          co wydaję. W tym względzie ma do mnie zaufanie. I wzajemnie. Po
                                          prostu nie rozumiecie na czym polega wspólna kasa

                                          Ale naprawdę pytanie czysto techniczne. Jestem ciekawa jak się
                                          dogadujecie przy płatnościach związanych z rodziną ? Z jedzeniem ?
                                          Ze świadczeniami ? Jak inwestujecie oszczędności ? Każdy sobie ? Są
                                          pieniądze "jego", "jej"... czy są też pieniądze "wspólne" ?
                                          • ilragazzo Re: Pytanie ... 18.03.08, 18:38
                                            > Ale naprawdę pytanie czysto techniczne. Jestem ciekawa jak się
                                            > dogadujecie przy płatnościach związanych z rodziną ? Z jedzeniem ?
                                            > Ze świadczeniami ? Jak inwestujecie oszczędności ? Każdy sobie ?

                                            > pieniądze "jego", "jej"... czy są też pieniądze "wspólne" ?

                                            Alicja, zamiast szukać dziury w całym - skup się na chwilę: przecież
                                            oprócz osobnych kont, można mieć jedno konto wspólne, na które się
                                            przelewa kasę na części wspólne. Po równo lub proporcjonalnie do
                                            zarobków - co związek to obyczaj. To nie jest takie trudne.

                                            > Kompletnie tego nie rozumiecie, że można mieć wspólna
                                            > kasę i wydawać na rzeczy, które chce się kupić ?

                                            My rozumiemy - nie ganimy Cie za to, że nie masz rozdzielności.
                                            Próbujemy Ci wytłumaczyć, że można żyć inaczej, z pewnością nie
                                            gorzej, niż stosując jedyne słuszne rozwiązanie. To Ty kompletnie
                                            nie rozumiesz, że różne rozwiązania mogą się sprawdzać w różnych
                                            związkach.
                                      • alicja_z Re: Lepsze, lepsze :-) 14.03.08, 18:02
                                        Naprawdę nie o ideologii w związku tu dyskutujemy ani o sferach
                                        prywatności ani o filozofii bycia razem - oddalasz się od tematu.
                                        Inteligetnie acz niesłusznie uogólniasz ten problem stwarzając
                                        pozorne wrażenie, że jest to przykład obrony swojej wolności w
                                        związku.
                                        Przypominam, że wyraźnie potwierdziłam, że każdy może to inaczej
                                        postrzegać - więc nie musisz mmnie dalej przekonywać do Twojego
                                        punktu widzenia. Mam swój, mam swoje doświadczenia....i nie wszystko
                                        musisz rozumieć i odczuwać jak ja.

                                        Natomiast co do wspólnej kasy - mam bardzo jasne stanowisko. Pisałam
                                        bardzo konkretnie dlaczego. Rozdzielenie finansów to dla mnie rodzaj
                                        niepełnosprawności czy ułomności w związku. Żeby było jasne -
                                        niepełnosprawnych bardzo szanuję :-).
                                        Miłego wieczoru :-)
                                        • aandzia43 Re: Lepsze, lepsze :-) 14.03.08, 20:55
                                          Rozdzielenie finansów to dla mnie rodzaj
                                          > niepełnosprawności czy ułomności w związku. Żeby było jasne -
                                          > niepełnosprawnych bardzo szanuję :-).

                                          Ja z kolei nie uważam, że wspólne finanse to jakaś ułomność. Sama miałam je
                                          wspólne przez wiele lat i wtedy takie rozwiązanie spełniało swoje zadanie.
                                          Przekonana jestem do obydwu sposobów rozwiązania tej kwestii. I nie zamierzam
                                          ciebie przekonywać do polubienia perspektywy oddzielnej kasy. Wszystko zależy do
                                          sytuacji wewnątrz i zewnątrz danego związku.
                                          Nie podoba mi się tylko twoje przekonanie o dewiacyjnym charakterze małżeństwa,
                                          w którym nie ma wspólnej kasy, czyli małżeństwa, które jest nieco inne niż twoje.


                                          > Naprawdę nie o ideologii w związku tu dyskutujemy ani o sferach
                                          > prywatności ani o filozofii bycia razem - oddalasz się od tematu.
                                          > Inteligetnie acz niesłusznie uogólniasz ten problem stwarzając
                                          > pozorne wrażenie, że jest to przykład obrony swojej wolności w
                                          > związku.

                                          Jeśli chodzi o ścisłe wspólnoty, to odniosłam wrażenie, że nie tylko wspólne
                                          finanse uważasz za warunek konieczny do stworzenia prawidłowego, według swoich
                                          standardów, związku. Czy są jakieś sfery, w których partnerzy mogą zachować
                                          jakąś odrobinę autonomii i nadal być postrzegani przez ciebie, jako
                                          "pełnosprawni" w związku, a nie jako wyrachowani egoiści? Jakie, poza pracą
                                          zawodową oczywiście (bo pieniążki trzeba przecież zarabiać)? Stąd moje
                                          "uogólnienia, filozofia i ideologia".
                                          • alicja_z A kto za co płaci ? 15.03.08, 14:36
                                            Jeśli tak Ci jest dobrze - OK. Zapewne idąc Twoim tokiem rozumowania
                                            można dojść do wniosku, że oddzielne łóżka też są gwarantem własnej
                                            intymności i prywatności....;-)

                                            Podstawy ekonomiczne związku - tak samo jak wspólne łóżko i uczucia
                                            są rzeczami elementarnymi w małżeństwie - stąd moje postępowanie
                                            wydaje się naturalne a Wasze - sztuczne. Powtarzam - rozumiem, że
                                            złe doświadczenia, nieudane związki, rozwód itp. mogą zmieniac punkt
                                            widzenia. Mój też.

                                            Co do moich przekonań to pisałam o ułomności czy niepełnosprawności
                                            takiego związku a NIE o dewiacyjności. To słowo zupełnie chybione i
                                            nie na miejscu. Mam nadzieję, że rozróżniasz te pojęcia...

                                            Wydaje mi się jednak, że Ty i moi oponenci nie rozumieją
                                            pojęcia "wspólnej kasy" i na tym polega Wasz problem. To rozwiązanie
                                            w niczym mnie nie ogranicza. Nikt nie pokazał mi wad mojego
                                            podejścia, koncentrując się na subiektywnych i iluzorycznych
                                            zaletach rozdzielności.

                                            Zadałam wyżej pytanie - naprawdę ciekawa jestem jak się w praktce
                                            rozwiązuje różne płatności czy kwestie finansowe przy odrębności
                                            finansowej w rodzinie ?... I żeby podwiązać się do tematyki forum,
                                            kto np. płaci za pigułki anty lub temu podobne ?? Składacie się
                                            fifty/fifty ? ;-)
                                            • al9 postępowanie alicji jest naturalne 15.03.08, 15:30
                                              a innnych sztyczne
                                              ale - alicja jest wyrozumiala. Nie tylko wobec niepełnosprawnych, rowniez wobec
                                              tych ktorzy mają niewspólna kasę. Więcej! Ona wie z czego to wynika! To zle
                                              doświadczenia, nieudane związki, rozwody...
                                              Apelują do pozostałych forumowcz ow o zaprzestanie dyskusji z alicją_z
                                              Prezentuje na forum postawę arogancką. Pewność własnych przekonań to jedno, ale
                                              lekceważenie argtumentów innych to drugie. Pytanie kto płaci za tabletki
                                              wpisuje się w stylistykę, której proponuję nie akceptować....
                                              Pozdr
                                              al
                                              • aga302 Re: postępowanie alicji jest naturalne 15.03.08, 20:12
                                                Zdecydowanie zgadzam sie z tobą, że posiadanie oddzielnych pieniędzy
                                                wychodzi na dobre związkowi. Ja tak mam i to sobie chwalę. Mąż by
                                                nie zniósł kwot, które wydaję na kosmetyki. Natomiast nie rozumiem o
                                                co ci chodzi w tym apelu. Patrzę na to z boku i widzę, że twoja
                                                postawa jest rownie arogancka jak Alicji i bardziej ty ją obrażałeś
                                                niż ona ciebie. Chyba jesteś przewrażliwiony i przyzwyczajony, że ci
                                                każdy potakuje a to jest forum dyskusyjne. A pytanie kto płaci za
                                                tabletki jest akurat ciekawe. U mnie płaci mąż.
                                                • al9 aga302 małe wyjasnienie 17.03.08, 12:36
                                                  Chyba jesteś przewrażliwiony i przyzwyczajony, że ci
                                                  każdy potakuje a to jest forum dyskusyjne. A pytanie kto płaci za
                                                  tabletki jest akurat ciekawe. U mnie płaci mąż.
                                                  ----------
                                                  cenię ludzi którzy się ze mna nie zgadzają i spierają
                                                  ale bez wycieczek osobistych
                                                  masz ochotę (ja nie mam) - to sobie popatrz co moja interlokutorka
                                                  mi imputuje...
                                                  stwierdzenie, że dyskutant ma jakąś opinię bo przeżył rozwód, ma
                                                  kłopoty, nie rozumie "noramalnych " itd - dla mnie przekracza
                                                  dopuszczalny poziom dyskusji.
                                                  tak - może jest przeczulony.
                                                  ale upoważnia mnie do tego wysoki poziom pozostałych forumowiczów...
                                                  Ukłony
                                                  al
                                        • ilragazzo Re: Lepsze, lepsze :-) 18.03.08, 18:43
                                          > Rozdzielenie finansów to dla mnie rodzaj
                                          > niepełnosprawności czy ułomności w związku. Żeby było jasne -
                                          > niepełnosprawnych bardzo szanuję :-).

                                          Dla równowagi dodam - dla mnie brak umiejętności wyobrażenia sobie
                                          czegoś, co nie tylko istnieje, jest dostępne ale wręcz dość
                                          popularne to rodzaj ułomności intelektualnej. Żeby było jasne -
                                          niepełnosprawnych bardzo szanuję.

                                          > Miłego wieczoru :-)
                                          Nawzajem :-)
                                          • alicja_z Re: Lepsze, lepsze :-) 19.03.08, 08:42
                                            ilragazzo napisał:

                                            > Próbujemy Ci wytłumaczyć, że można żyć inaczej, z pewnością nie
                                            > gorzej, niż stosując jedyne słuszne rozwiązanie. To Ty kompletnie
                                            > nie rozumiesz, że różne rozwiązania mogą się sprawdzać w różnych
                                            > związkach.

                                            Ależ tak bardzo ograniczona nie jestem :-) - doceniam Twoje
                                            tłumaczenie ale doskonale wiem, że można żyć inaczej i różnie. Znam
                                            związki, gdy partnerzy mają oddzielne pokoje i czasem umawiają się
                                            na wspólne pare godzin na wymianę płynów, znam związki gdy żona
                                            pożycza pieniądze od męża (!), albo zawsze wyjeżdżają na oddzielne
                                            wakacje...zeby odpocząć od siebie. Pewnie im z tym dobrze i niech
                                            sobie żyją szczęśliwie !.
                                            I jeśli można określić jednym słowem mój stosunek do takich zachowań
                                            ( i przy okazji do oddzielnych kas) to ja się po prostu DZIWIĘ.
                                            Takie osoby są dla mnie takimi śmiesznymi acz zapewne sympatycznymi
                                            racjonalnymi dziwakami. Wyrozumowana mentalność księgowego w
                                            związku kłóci mi się z uczuciem, które z definicji jest bezrozumne i
                                            bezinteresowne. I tyle.

                                            A ponieważ na tym forum chodzi o seks więc... męż chytrusek, który
                                            mi blokuje dostęp do swojego konta nie zasługuje na dostęp do moich
                                            stref erogennych :-)... i mamy brak seksu w małżeństwie !! :-)

                                            Natomiast - uwierz mi - dalej intersuje mnie kwestia konkretnych
                                            rozwiązań w takich związkach jak Twoje. Wspomniałeś, że oprócz
                                            oddzielnych kas jest tzw. kasa wspólna (domowa) do której każde z
                                            partnerów dokłada się "po równo" "albo proporcjonalnie" itp. Zauważ
                                            jednak, że każde rozwiązanie może być (obiektywnie) niesprawiedliwe
                                            bo dotyczy przychodów materialnych. Czy sądzisz (wiem, że to
                                            feministyczne - ale prawdziwe), że taki sposób rozliczeń
                                            dyskryminuje partnerkę,którą zwykle wkłada w dom więcej pracy niż
                                            partner ? Poza tym - w przeważającej części przypadków jednemu z
                                            partnerów zostaje "w prywatnej" kasie więcej niż drugiemu - czysta
                                            arytmetyka. Czy to jest w porządku ? Czy nie dochodzi tu do
                                            zadrażnień ? Czy moje wątpliwości co do Twojego rozwiązania nie są
                                            konkretne i zasadne - pomijając trudną dla Was do przyjęcia moją
                                            naiwno-idealistyczną koncepcję związku wspólnotowego... ?

                                            Jeśli zechcesz mi odpowiedzieć merytorycznie - będę wdzięczna.
                                            Oczywiście drobne polemiczne złośliwości mile widziane :-). W
                                            granicach rozsądku i kultury...niektórzy mają z tym problemy ;-)


                                            > Dla równowagi dodam - dla mnie brak umiejętności wyobrażenia sobie
                                            > czegoś, co nie tylko istnieje, jest dostępne ale wręcz dość
                                            > popularne to rodzaj ułomności intelektualnej. Żeby było jasne -
                                            > niepełnosprawnych bardzo szanuję.

                                            Moje określenie "nie rozumiem tego" było figurą retoryczną - myślę
                                            przy przy Twojej pełnosprawności intelektualnej pojmiesz to bez
                                            trudu. Co do wyobraźni - to jeśli masz taką jak ja - jesteś
                                            szczęśliwym człowiekiem :-).

                                            Miłego poranka


                                            • al9 alicja Ty sie interesujesz? 19.03.08, 10:06
                                              po co?
                                              juz oceniłaś ludzi żyjących inaczej...
                                              kilka razy pokazałaś swój stosunek do organizujących sobie życie
                                              inaczej niz Ty...
                                              dziwaki...
                                              co Cie obchodzi jak inni wydają pieniądze i kto płaci za środki
                                              koncepcyjne? to nie film o mrówkach,żeby zaspokajać swoją ciekawość
                                              (w Twoim przypadku niezdrową) - tylko życie...

                                              jedno jest pewne: Twoje zadufanie minie...
                                              za kilka, kilkanaście lat będziesz się dziwić swojej dzisiejszej
                                              naiwności... (Ty oceniasz innych, dlatego ja ośmielam się nazwać
                                              Twoja postawę)
                                              al
                                              • alicja_z Ja też Cię lubię ! 19.03.08, 11:45
                                                Al - Ty mnie naprawdę lubisz ;-) i jak widać dzień bez notki do
                                                mnie - to dzień stracony ! Naprawdę lubię facetów, którzy łamia
                                                zasady przez siebie wprowadzone (vide - nie gadajcie z Alicją) ;-).

                                                Naprawdę nie musisz robić takich podchodów - wal śmiało. Bliższy
                                                kontakt - niewykluczony. Co prawda zawód finansity/ekonomisty (moja
                                                intuicja tak Cię sytuuje) jest nisko w rankingach najlepszych
                                                kochanków, ale wyjątki się zdarzają... Z pewnością do takich
                                                należysz.
                                                Jestem otwarta, bezpruderyjna i naprawdę podobam się facetom w
                                                realu :-). Nie mogę co prawda napisać, że jestem długonogą, C -
                                                blondynką (choć jestem), bo będzie to oznaka zadufania a poza tym za
                                                kilka, kilkanaście lat mogę się stać krótkonogą A - brunetką ;-).
                                                Aha - nie używam też środków koncepcyjnych ;-) bo nie musze
                                                wspomagać intelektu

                                                Ale błagam - nie pisz już do mnie w sprawie kasy...i wykaż trochę
                                                poczucia humoru !
                                                Pozdrawiam
                                                • al9 alicja i poczucie humoru 19.03.08, 13:03
                                                  z przyjemnościa przeczytałęm Twojego posta...
                                                  cieszę się, że przestałaś (może na dłużej)ludzi oceniać..
                                                  Jeszcze bardziej cieszę się, że jesteś atrakcyjna - to w życiu z
                                                  reguły nie przeszkadza...
                                                  Pozdrawiam
                                                  al
                                            • ilragazzo Re: Lepsze, lepsze :-) 19.03.08, 11:56
                                              > Znam
                                              > związki, gdy partnerzy mają oddzielne pokoje i czasem umawiają się
                                              > na wspólne pare godzin na wymianę płynów, znam związki gdy żona
                                              > pożycza pieniądze od męża (!), albo zawsze wyjeżdżają na oddzielne
                                              > wakacje...zeby odpocząć od siebie. Pewnie im z tym dobrze i niech
                                              > sobie żyją szczęśliwie !.

                                              Udam na chwilę, że nie widzę ironii między wierszami. Jeśli
                                              pominiemy tę ironię - to tylko dowodzi prawdziwości tezy, że różne
                                              pary mogą być RÓWNIE szczęśliwe żyjąć w RÓŻNY sposób. Jeśli jednak
                                              natarczywa ironia zakrzywi Twoje z pewnością dobre intencje to znów
                                              wyziera z Twojego postu pogarda i poczucie wyższości wobec "innych".
                                              Nieładnie - ponieważ połączone to z "uzdrawiającym" tonem brzmi jak
                                              przemowa demagogów, którzy chcą nas uszczęśliwiać na siłę... co jak
                                              nam wiadomo z przeszłości prowadzi w efekcie do nieciekawych rzeczy.

                                              Ach, jeszcze odpowiem przykładem na Twój przykład. Znam związek,
                                              gdzie na imprezie po przypadkowej informacji, że ON kupił nową kartę
                                              pamięci do telefonu za ok. 50 pln, ONA zrobiła publiczną awanturę o
                                              ten zakup (a nie powodzi im się najgorzej - stac na dwa samochody,
                                              wiec 50 pln, to nie jest odejmowanie chleba od ust).

                                              Czegóż więc Twój i mój przykład dowodzi. Wg mnie tylko tego, że
                                              patologia się zdarza wśród naszych znajomych. Brak kultury (u moich)
                                              też:(.

                                              > I jeśli można określić jednym słowem mój stosunek do takich
                                              zachowań
                                              > ( i przy okazji do oddzielnych kas) to ja się po prostu DZIWIĘ.

                                              To tak samo jak ja mógłbym się dziwić, tym którzy mają kasę wspólną.
                                              Tylko co to zmieni? Nawet Twoja świadomość tego, że ja mógłbym się
                                              dziwić? Czy to coś zmieni? To nie są argumenty w dyskusji.
                                              Obowiązuje ta sama zasada co z gustami.

                                              > A ponieważ na tym forum chodzi o seks więc... męż chytrusek, który
                                              > mi blokuje dostęp do swojego konta nie zasługuje na dostęp do
                                              moich
                                              > stref erogennych :-)... i mamy brak seksu w małżeństwie !! :-)

                                              hm... żona chytruska, która eksploatuje moje konto nie zasługuje,
                                              aby o nią dbać bardziej niż o samego siebie;-) Wystarczy 2 razy na
                                              tydzień szybki numerek bez gry wstępnej... i mamy później brak
                                              (zadowolenia z) seksu w małżeństwie !! :-)

                                              To zdanie specjalnie przerysowałem - aby Ci pokazać, że wspólnota
                                              majątkowa traktowana jako niepodważalny dogmat MOŻE spotkać sie z
                                              TAK SAMO KURIOZALNYMI argumentami z drugiej strony. To broń
                                              obosieczna. Używając takich argumentów nie dojdziemy do porozumienia.

                                              > Wyrozumowana mentalność księgowego w
                                              > związku kłóci mi się z uczuciem, które z definicji jest bezrozumne
                                              i
                                              > bezinteresowne. I tyle.

                                              Prezentujesz pogląd nawet nie tyle idealistyczny i naiwny co PŁYTKI:
                                              cały czas myśląc tylko i wyłącznie czarno-białymi kategoriami nie
                                              przyjmujesz do wiadomości, że uczucie, intymność - ZAUFANIE nie
                                              tylko leży daleko od wspólnych kont, ale - jak w moim przypadku -
                                              istotnie je wzmacnia. Świadomość niezależności finansowej jest dla
                                              mnie i żony bardzo ważna. Mamy też wspólny majątek. Dla wielu
                                              drobnych rzeczy nie ma wydzielonego właściciela. Bo i po co? Byłoby
                                              to konieczne tylko w przypadku rozwodu a tego nie planujemy.

                                              Mając rozdzielność majątkową masz pozorną łatwość rozstania się. Ale
                                              dzieki tej łatwości zastanawiamy się w chwilach kryzysu dużo głebiej
                                              na swoimi słowami i czynami niż w przypadku, gdyby nas
                                              wiązały "nierozerwalne" więzi ekonomiczne.

                                              > Wspomniałeś, że oprócz
                                              > oddzielnych kas jest tzw. kasa wspólna (domowa) do której każde z
                                              > partnerów dokłada się "po równo" "albo proporcjonalnie" itp.
                                              Zauważ
                                              > jednak, że każde rozwiązanie może być (obiektywnie)
                                              niesprawiedliwe
                                              > bo dotyczy przychodów materialnych. Czy sądzisz (wiem, że to
                                              > feministyczne - ale prawdziwe), że taki sposób rozliczeń
                                              > dyskryminuje partnerkę,którą zwykle wkłada w dom więcej pracy niż
                                              > partner ?

                                              Zwykle. Zwykle jeździ się prawą stroną ulicy. A popatrz na Wieką
                                              Brytanię. A nie powiedziałbym, że żyje im się gorzej niż nam,
                                              jeżdzącym zwykle. Zwykle prawą stroną. Ja osobiście się
                                              brzydzę "klasycznymi" rozwiązaniami małżeńskimi: w takim samym
                                              stopniu odpycha mnie wspólnota majątkowa jak i podział obowiązków
                                              domowych bazujący na historycznym podziale ról. Właściwie to brzydzi
                                              mnie argument - "bo zawsze tak było". Dla mnie partnerstwo, to
                                              partnerstwo - to sprawiedliwość uwzględniająca predyspozycje,
                                              sytuacje życiową bieżącą - co NIGDY nie jest czarno-białe. I np. w
                                              tym momencie ja robię więcej w domu i mniej zarabiam. I zapewniam
                                              Cię, że nie czuję się dyskryminowany z tego powodu. Poza tym możesz
                                              myśleć nie w kategoriach ile pracy wkładasz ale:
                                              - ile jest do zrobienia wogóle oraz
                                              - jak to podzielić, żeby praca była zrobiona szybko i obojgu zostało
                                              mniej więcej tyle samo czasu wolnego.

                                              Nie jest to tak skomplikowana logika, jak się w czarno-białym
                                              obrazie świata wydaje.

                                              > Poza tym - w przeważającej części przypadków jednemu z
                                              > partnerów zostaje "w prywatnej" kasie więcej niż drugiemu - czysta
                                              > arytmetyka.

                                              Jeśli jest rozliczenie proporcjonalne - również więcej daje do
                                              wspólnej kasy - czysta arytmetyka.

                                              > Czy to jest w porządku ?
                                              A czy jest w porządku to co napisałem w poprzednim zdaniu? Czy jest
                                              w porządku, że moja żona obecnie wkłada więcej do budżetu domowego?
                                              Czy sądzisz, że któreś z nas liczy ile więcej ja włożyłem przez
                                              poprzednie lata?

                                              > Czy nie dochodzi tu do
                                              > zadrażnień ?
                                              W ciągu 8 lat nie doszło. Mieliśmy kryzysy, mieliśmy okresy kiedy
                                              różnice w zarobkach były znaczne (teraz są niewielkie). Ale na
                                              punkcie kasy nie było.

                                              > Czy moje wątpliwości co do Twojego rozwiązania nie są
                                              > konkretne i zasadne?

                                              Nie, nie są. Byłyby, gdybyśmy przykładali Twoją miarę do naszego
                                              związku. A tak nie jest. Uznajemy prymat hedonizmu i logiki nad tymi
                                              elementami tradycji i "przyjętego modelu życia" czy mody, które
                                              uważamy, że się u nas nie sprawdzają. Być może poniesiemy porażkę.
                                              Ale jeśli nawet - zawsze pozostanie wspomnienie co najmniej 8 lat
                                              naprawdę dobrego, partnerskiego życia.
                                              • alicja_z Lepsze, gorsze 19.03.08, 14:08
                                                W wielu miejscach reprezentujemy absolutną zgodność poglądów np.
                                                przy roli partnerów w związku. Ponieważ mam dziś dzień dobroci dla
                                                facetów :-) – nie wytknę Ci licznych elementów demagogii i
                                                mentorstwa... w wypowiedzi

                                                Jeśli piszesz, że macie wspólny majątek tzn. właściwie jesteś po
                                                mojej stronie ! Naprawdę szkoda czasu na dyskusję, jeśli partnerzy
                                                mają jakieś niewielkie nazwijmy to kieszonkowe... To jak strzelanie
                                                z armat do mrówek. Mnie chodzi o sytuację, gdy partnerzy mają własne
                                                konta na których mają istotne zasoby finansowe.. cały czas o takiej
                                                sytuacji piszę.

                                                Piszesz "świadomość niezależności finansowej jest dla mnie i dla
                                                żony b. ważna". Tylko, że dla mnie ...też jest ważna !. Popełniasz
                                                błąd w rozumowaniu czy myśleniu uważając, że mając wspólną kasę
                                                czuję się "zależna". Jestem równie niezależna jak Ty czy Twoja żona
                                                (ściśle subiektywnie czuję, nawet większą niezależność – ale nie
                                                czepiaj już się moich odczuć). I taki prosty, zupełnie nie
                                                idealistyczny argument – jeśli oboje mamy w swojej opinii poczucie
                                                niezależności finansowej to po co komplikować sobie życie ?
                                                zastanawiając się, czy ta stówa na stole kuchennym to jego czy moja
                                                czy też uzgadniając kto płaci za to a kto za tamto...

                                                To co nas istotnie różni: piszesz "być może poniesiemy porażkę". To
                                                naprawdę obiektywnie uczciwe i odpowiedzialne postawienie sprawy..
                                                (bez żadnej ironii i podtekstów) rzecz jasna życzę Ci, żeby taka
                                                sytuacja nie zaszła. Ale ja takiego zdania bym nie napisała...

                                                Co do "mody" i "przyjętego modelu życia" to mam dla Ciebie dobrą (a
                                                dla siebie złą) wiadomość. Właśnie przeczytałam wyniki badań, że
                                                aktualnie większość nowych, młodych związków mają oddzielne kasy.
                                                Więc to Ty podążasz (oczywiście mimowolnie) za trendami ;-) a ja idę
                                                pod prąd !

                                                W sprawie "płytkości" moich poglądów w tej sprawie – veto. Nie
                                                Tobie to osądzać. Musisz mi tylko uwierzyć na słowo, że są nie tylko
                                                poglądy idealistyczne i czarno-białe ale również związki, które żyją
                                                sobie zgodnie z tymi zasadami. Taki rodzaj odmieńców ;-).I fajnie im.

                                                Słowem, będę się nadal dziwić w przedmiotowej sprawie. Macie prawo
                                                robić to samo !

                                                Myślę, że czas skończyć ten temat, dla większości jest już
                                                nieciekawy i nie pasujący do forum. Facet powinien wiedzieć kiedy
                                                kończyć ;-). Proponuję skoncentrować się na seksie...:-) Może w tym
                                                względzie moje doświadczenie będzie bardziej pomocne :-)
                                                • aandzia43 Re: Lepsze, gorsze 20.03.08, 19:12
                                                  > Słowem, będę się nadal dziwić w przedmiotowej sprawie. Macie prawo
                                                  > robić to samo !

                                                  Nie skorzystamy. Trochę głupio dorosłemu, pełnosprawnemu
                                                  intelektualnie człowiekowi dziwić się, że jeden lubi rosół, a drugi
                                                  kapusniak. Ja osobiście lubię i to i to, ale aktualnie wole
                                                  kapuśniak. Kiedys wolałam rosół. I jakoś nie przyszłoby mi do głowy
                                                  wytrzeszczać oczu z powodu różnych ludzkich gustów w tym temacie.
                                                  Sama pamiętam, jak miło było jadać z upodobaniem rosół, choć
                                                  upodobanie minęło. Na starość może polubię kaszkę ryżową
                                                  (łomatkobosko, co za syf!)


                                                  > To co nas istotnie różni: piszesz "być może poniesiemy porażkę".
                                                  To
                                                  > naprawdę obiektywnie uczciwe i odpowiedzialne postawienie sprawy..
                                                  > (bez żadnej ironii i podtekstów) rzecz jasna życzę Ci, żeby taka
                                                  > sytuacja nie zaszła. Ale ja takiego zdania bym nie napisała...


                                                  A ja bym, jak Illragazzo, napisała. Zawsze miałam taki stosunek do
                                                  związków. Bitew przegrałam mnóstwo, ale wojnę, póki co,
                                                  wygrałam. "Póki co" - czyli ponad 20 lat. Myślę, że tajemnica
                                                  sukcesu leży w połączeniu otwartości na świat i różne rozwiązania,
                                                  jakie on podsuwa (w różnych kwestaich) z silnym kręgosłupem
                                                  moralnym. Ale kręgosłup to nie to samo, co twardogłowie.

                                                • michal_powolny12 Re: Lepsze, gorsze 29.03.08, 02:06
                                                  Droga Alicjo, są różne powody dla których ludzie nie decydują się na
                                                  małżeńską wspólnotę majątkową. Jak już wspomniano drobni
                                                  przedsiębiorcy dlatego aby ich rodzin urząd skarbowy nie pozbawił
                                                  domu (a że te słuzby się mylą dowodzą wskaźniki uchylonych decyzji
                                                  przez WSA-sięgające w niuektórych izbach skarbowych 67%). Małżonek
                                                  który prowadzi firmę i nie proponuje rozdzielności majątkowej mówi
                                                  wprost: jak się coś stanie to idziemy pod most. Sorry ale wszyscy.
                                                  Niektórzy z powodu piętrowych inwestycji. Nie ma w tym żadnego
                                                  wyrachowania-jest miłość i troska o rodzinę, o żonę, o męża. Tak
                                                  samo postąpiliśmy my. Nasza rozdzielność wynikała właśnie z miłości.
                                                  Przez pewien dość długi czas pracowaliśmy i mieszkaliśmy w dwóch
                                                  dość odległych od siebie miastach. Wspólność w tym wspólne konta
                                                  bankowe to były upiór.Jedno tu, drogie tam. Po przeprowadzce niczego
                                                  nie zmieniliśmy. Bo było nam wygodnie, charakter naszych miejsc
                                                  pracy powoduje że często nas nie ma w domu. Bo tak jest dla nas
                                                  lepiej. Od pewnego czasu moje dochody spadły a żony wzrosły. I
                                                  myślisz że dla mojej kochanej małżonki jest to problem? Nie gdyż wie
                                                  że ten spadek wiąże się ze zmianą mojego zawodu, miejsca pracy i tak
                                                  naprawdę całego życia. Wie że za dwa-trzy lata moje dochody wzrosną
                                                  i to mocno. My się wzajemnie wspoeramy w swoich wyborach.Ja wiem że
                                                  jak bardzo cieszył ją awans, ona wie że nowa praca to jest to co o
                                                  czym marzyłem już od dawna.
            • alicja_z A może ? 14.03.08, 11:36
              Oczywiście wspólna kasa utrudnia posiadanie kochanki :p
          • eeela Re: pieniadze a pozadanie 19.07.08, 02:36

            > Natomiast absolutnym horrorem jest dla mnie rozdzielność finansowa.
            > Wybacz albe mam tu czarno-białe spojrzenie. Nie wyobrażam sobie
            > prawdziwej bliskości i prawdziwego wspólnego związku z oddzielnymi
            > portfelami. Wiem, że wiele par tak żyje i ma się dobrze, ale
            > powtarzam - to zaprzeczenie parnerstwa.

            Szczerze mówiąc, nie widzę absolutnie żadnego sensu w tym, co piszesz :-)
            Cały czas żyję w ten sposób. Mamy między siebie podzielone wydatki domowe (on -
            rachunki, ja - zakupy). Reszta zostaje w kieszeni tego, na czyje konto przyszło.
            Ja komuś na coś brakuje, to jak drugie ma, to daje.

            To się niedługo trochę zmieni, bo kończy mi się stypendium, a wciąż mam
            nieskończony doktorat, więc nie mogę podjąć pełnoetatowej pracy. Podzielimy
            wówczas wydatki w innych proporcjach, cały czas zachowując margines 'własnych'
            pieniędzy dla każdego z nas.

            Moim zdaniem ciągłe wspólne uzgadnianie, czy kupić tę książkę, czy tamte buty,
            jest mocno niewygodne. Znacznie wygodniej jest podzielić zakres wydatków
            wspólnych między siebie tak, żeby mieć mniej więcej po równo do dyspozycji po
            opędzlowaniu kosztów życia. I nie widzę tu żadnej przeszkody dla partnerstwa.
    • lilyrush Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 10:32
      Prosty mechanizm- maż przestał byc dla Ceibie meżczyzną. Ot i tyle.
      Znam z autopsji o tyle, że jak poznałam mojego eka to zarabiał 1/4
      tego co ja, potem doszedl tak do 2/3. Miał za to jakies tam inne
      zalety. Ostatecznie sie rozleciało, a taką przysłowiową czarę
      goryczy przelał jego pomysł, żebym ja mu wzieła kredyt na samochód
      dla niego....
      • al9 oj babay baby 14.03.08, 10:45
        nie dość że będziecie niedopieszczone, to w efekcie swojej postawy -
        na starość nie będzie miał Wam kto herbaty podać...

        :-))

        Zauważam - właściwie tę samą tendencję u siebie w firmie...
        Zatrudniam głównie kobiety. Co którą awansuję - co wiąże się z
        wyższymi dochodami - ich mężowie wyrażnie są z tego NIEzadowoleni.
        Atmosfera gęstnieje - a nacisk famili powoduje w połowie przypadków
        rezygnację ze stanowiska...
        Tak więc teza, że wzrost dochodów kobiet powyżej poziomu osiąganego
        przez ich partnerów kładzie się cieniem na ich życiu - pewnie tez
        seksualnym jest jak najbardziej zasadna...
        Takie to smutne :-(
        al
        • bun.seki Re: oj babay baby 14.03.08, 11:10
          Hmm, to u mnie jest inaczej. Maz jest BARDZO zadowolony z moich
          dochodow. Nie przeszkadza mu, ze zarabiam wiecej i nie jest to dla
          niego zaden impuls do satarania o poprawe wlasnych dochodow. Jedyne
          co mu przeszkadza to, ze ja teraz nie chce miec wspolnej kasy, zeby
          mogl do woli z tych dochodow korzystac. Nie wyobrazam sobie
          rezygnacji z awansu, bo maz lub rodzina sa niezadowleni. Ale jak
          wiadomo ludzie sa rozni.
          • al9 Re: oj baby baby 14.03.08, 11:18
            czemu faceci są niezadowoleni?
            mniemam, ze ich żony i partnerki zmianiają swoje nastawienie do
            życia...
            np dziwią się swoim facetom, że niewiele robią dla podniesienia
            swoich dochodów.. jak Ty bun.seki ....
            Pozdr
            al
            • bun.seki Re: oj baby baby 14.03.08, 11:30
              Hmm, byc moze partnerki zmieniaja nastawienie do zycia wraz ze
              wzrostem dochodow ale nie sadze by byla to zmiana radykalna. Poza
              tym chyba mezczyzna powinien byc zadowolony, ze ma niezalezna (takze
              finansowo) zone, bo wowczas ma pewnosc, ze nie jest z nim dla
              pieniedzy. Dla mnie drastycznie wyzsze dochody partnera bylyby
              bardzo silnym bodzcem do szukania mozliwosci poprawy moich dochodow.
              Ale tak jak pisalam, to nie moj maz ma problem tylko ja. Nie
              potrafie nie tyle zaakceptowac jego biernosci w kwestii finansow ile
              narzekania, ze za malo zarabia. Wkurza mnie tlumaczenie, ze nie
              zaprosi mnie do kawiani bo go nie stac (to nie jest tez tak, ze ja
              tylko siedze i czekam az mnie gdzies zaprosi czy przyniesie kwiatka -
              sama robie u prezenty bardzo czesto i zapraszam do restauracji lub
              kina). Nie wiem, co zrobic by nie orzenosi tego niezadowolenia do
              sypialni.
              • al9 bun niestety 14.03.08, 11:35
                95% facetów nie chce niezależnej, wykształconej i spełnionej
                zawodowo baby w domu i w łóżku...
                Niestety
                może dlatego że taka wyemancypowana parterka może mieć wymagania
                seksualne?
                nie wiem... naprawdę nie wiem...

                al
                • bun.seki Re: bun niestety 14.03.08, 12:57
                  Z moich obserwacji wynika, ze poza Polska ten procent jest duzo
                  mniejszy. I ciekawa jestem skad ta roznica sie bierze?
                • ika5 Re: bun niestety 17.03.08, 23:36
                  wiesz !! naprawde wiesz !!! te 95 % to prawda
              • strangeday Re: oj baby baby 17.03.08, 15:27
                bardzo dziwne!

                czego właściwie oczekujesz od związku ?
                bo zamiast współpracy, chcesz chyba jakiejś formy rywalizacji ??
                jesli ja więcej, to mąż jeszcze więcej ? i tak w kółko ?

                ostatnia rzecz, której chcą faceci, to rywalizacja w związku. oni
                chętnie będą rywalizować "na zewnątrz", ale nikt przy zdrowych
                zmysłach nie będzie miał zamiaru tego przenosić do domu.

          • alicja_z Re: oj babay baby 14.03.08, 11:19
            Bo masz konsumenta a nie męża. Współczuje ! A tak przy okazji - jak
            on chce korzystać z tych dochodów ?. Na co wydawać ?
            • bun.seki Re: oj babay baby 14.03.08, 11:32
              Na lepszy sprzet (dla mnie to sprawa drugrzedna i nie mam zamiaru
              kupowac elektroniki za jakies chore sumy), lepszy samochod (tez nie
              mam w tej kwestii specjalnych wymagan i zadowala mnie to, co mamy)
              etc.
              • alicja_z Re: oj babay baby 14.03.08, 11:34
                Wystarczy przecież wspólnie uzgadniać te zakupy... Chyba że masz
                męża zakupoholika
    • krissdevalnor100 Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 18:29
      Moim zdaniem problemem nie są pieniądze jako takie, ale problemy z
      dogadaniem sie w ich kwestii. Z Twojego punku widzenia mąż "dostał
      po nosie" za wcześniejsze upieranie się przy podziale majatku;) i
      gdyby nie takie tło, to może patrzyłabyś łagodniej na dzisiejszą
      dysproporcję. Małżeństwa niestety potrafią się o kasę ścinać bardzo
      mocno i nieprzyjemnie. Rywalizują o przewagę i "karzą się"
      pieniędzmi, zwykle dostępem do nich. Na początek trzeba pozbyć się
      takiego myślenia, naprawdę przyjąć, że podział lub brak podziału
      (cokolwiek wybierzecie) jest sprawiedliwy. Nie rywalizować a
      troszczyć sie o to drugie (czy mu nie brakuje;). Wtedy kasa
      przestaje rzutować na pożądanie. Nie takie to łatwe;)
    • avide Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 20:27
      bun.seki właśnie wstąpiłaś na ścieżkę prowadzącą wprost do unicestwienia związku.

      Rozpoczęłaś rywalizację w której możecie oboje tylko przegrać.
      Przegrasz Ty bo zarabiając więcej od męża jednocześnie nie potrafisz przyjąć
      do wiadomości faktu, że akurat jest okres w którym Tobie się lepiej powodzi. Jak
      dla mnie wychodzi z Ciebie czysty egoizm.

      Przegra Twój mąż w facecie taka postawa żony prowadzi wprost do oziebłości
      seksualnej. I to nie jest mój wymysł. Polecam poczytać książka Lwa-Starowicza
      "Ona i on rozmawiają o seksie"
      Opisuje w niej wprost identyczny przypadek jak Twój. Facet z czasem wpadł wręcz
      w depresje. Efektem było posypanie się naprawdę udanego małżeństwa. Dlaczego ???
      Bo w żonie nagle powstała eskalacja żądań.

      Powiedz mi bun.eki ... jak to jest, że dopóki mąż zarabiał więcej było fajnie, a
      jak tylko Tobie się poszczęściło od razu wdeptujesz faceta w ziemie.
      Chryste... zamiast cieszyć się tym, że się wam lepiej powodzi zaczęła się
      presja. Po co ???? Jakis kolega z pracy Ci imponuje bo zarabia krocie ???

      Ja pier.... normalnie.
      Polecam watek jaki założyłem pt: "Humorystyczna prawda o mężczyznach"
      Jak widać nie taka humorystyczna, ale realna. Zaś kobiety... cóż...

      Dobra co możesz zrobić by w sypialni się poprawiło....
      Opcje sa cztery.
      1) Mąż zaczyna zarabiać więcej.
      2) Ty rezygnujesz i zaczynasz zarabiać mniej
      3) Ty zarabiasz więcej ale przestajesz traktować zarobków w kategoriach
      ambicjonalnych
      4) Jedno nie informuje drugiego o swoich zarobkach.
      Ustalcie, że nie rozmawiacie o pieniądzach. Skoro nie potrafisz unieść ciężaru
      swojego sukcesu zawodowego, ustalcie że kasa to temat tabu. Podzielcie sie
      sprawiedliwie po połowie kto za co płaci a reszta na własne widzimisię. Waciki,
      garsonki, buty, kochanki co kto woli.

      Pozdrawiam życząc więcej zrozumienia że nie każdy jest maszynką do robienia
      pieniędzy.

      Avide

      BTW: Al9 wiesz co, ... miałeś racje... małżeństwo to układ handlowy jak widać.
      Kobieta płaci tyłkiem, facet gotówką. Jak zaburzone zostają relacje zaczynają
      się kłopoty co widać na złączonym przypadku. ;-))))
      • krissdevalnor100 Re: pieniadze a pozadanie 15.03.08, 08:38
        avide napisał:

        > Polecam watek jaki założyłem pt: "Humorystyczna prawda o
        mężczyznach"
        > Jak widać nie taka humorystyczna, ale realna. Zaś kobiety...
        cóż...

        Avide, ja sobie wyraszam generalizowanie;)
        "niektóre kobiety"- itd,
        bo jestem przykładem odwrotnym. Fakt, ze nie zarabiam "kroci", ale
        od wielu lat wiecej i nie ma to dla mnie znaczenia. Raczej dla
        mojego męża miało i kilka lat był to dla niego problem. pochlebiam
        sobie, że moja postawa pomogła mu "przełknąć tę żabę".
        Zarzut, ze panie lecą tylko na pieniądze jest bardzo przykry i na
        szczęście nie jest sprawiedliwy...
    • z_dystansowana Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 21:36
      woda na młyn męskich szowinistów, sprzedajna kobieta:)

      ogólnie, z punktu widzenia biologii to zupełnie naturalne. samica musi mieć
      poczucie bezpieczeństwa, a dziś uzupełnia się zasoby potrzebne do
      przeżycia/wychowania potomstwa za pomocą pieniędzy.
      widać u ciebie potrzeba dominującego samca jest bardzo silna.

      w twoim przypadku niepokojąca jest jednak nagła zmiana w stosunku (a raczej jego
      braku:) do bliskiej osoby. pociąg do mężczyzn zaradnych, doświadczonych to
      trochę co innego niż utrata zainteresowania seksem z mężem już wybranym,
      "pokochanym" gdy akurat ty łowisz ryby, a on suszy sieci.
    • aandzia43 Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 22:02
      A mnie się nie podoba mąż miągwa, który najpierw był za oddzielną kasą, potem,
      jak żona zaczęła zarabiać więcej, chciał wspólnej, bardzo chętnie konsumuje
      pieniążki i jeszcze narzeka, że za mało zarabia. Nie cierrrrpię narzekających
      facetów! Jak za mało zarabiasz, to albo się zabieraj za robotę, o której wiesz,
      że ci przyniesie duży dochód, albo siedź cicho i dalej rób swoje! Twój wybór.
      Jak mój zaczyna narzekać na cokolwiek, to mi sie odechciewa jakiegokolwiek
      kontaktu z nim. Taki facet nie wzbudza szacunku, obojętnie ile zarabia. Kasa nie
      ma tu zbyt wiele do rzeczy.

      Myślę, że Bun.seki dojrzeje do swojego sukcesu, parcie na wyczyn jej minie i
      zniecierpliwienie z powodu niższych zarobków męża i jego bierności w tym
      kierunku tez jej minie. Dobrze by było, gdyby jednocześnie mężowi minęły humory
      i marudzenie i żeby on również dojrzał do sukcesu żony. Bo jak nie, to o
      szacunku żony nie ma co marzyć. I nie z powodu niższych zarobków, tylko
      gnojkowatego mędzenia.

      Narzekających bab też nie lubię;-)
      • brudneczyny Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 22:32
        to nie jest kwestia tego,ze partnerka zarabia 2 czy 5 razy wiecej od faceta,
        chodzi o to,ze facet ma byc zaradny albo/i imponowac,wtedy jest dla nas
        atrakcyjny,jezeli ty widzisz go jako slabszego do tego ciagle narzekajacego i
        podkreslajacego ta swoja sytuacje to nie dziwne,ze cie nie podnieca.
        a twoj facet na pewno czuje sie gorszy od ciebie bo zostal zachwiany "naturalny
        podzial rol"
        na jednych to dziala motywujaco ale na niektorych wrecz przeciwnie-jeszcze
        bardziej sa bezradni lub maja to gdzies
        wiem bo to przerabialam,dopiero kiedy pokazalam mu,ze teraz bede zalezna od
        niego spowodowalo,ze "ruszyl tylek" do roboty a lata mojej niezaleznosci i
        lepszej sytuacji pozostawialy go w kompletnym letargu "pracowym"
        wydaje mi sie,ze czesto blednie sie interpretuje fascynacje kobiet bogatymi
        mezczyznami, czesto nie chodzi o pieniadze jako takie i o to co mozemy za nie
        miec,czesto chodzi o to,ze facet ktory ma kase jest faktycznie zaradny/mozemy na
        nim polegac,jest pomyslowy i charyzmatyczny i wlasnie dlatego ma
        kase...oczywiscie zdarzaja sie rownie czesto przypadki bucow i skurwysynow ale
        nie o nich chcialam mowic.
      • avide Re: pieniadze a pozadanie 14.03.08, 23:09
        hymmm aandzia ... co racja to racja ... żadna kobieta chyba nie trawi
        narzekającego faceta.

        Po przemyśleniu tematu stwierdzam, że oni oboje kopią sobie w pewnym sensie
        grobowiec małżeństwa.

        Autorka swoim zachowaniem, po osiągnięciu sukcesu zawodowego.
        Ale nie mniej, o ile nie bardziej jej mąż. Gdyby nie była taka "dupa" i już nie
        chodzi o to, że żona akurat zarabia więcej, tylko o to że on zwyczajnie nie
        potrafi jak facet tego z podniesionym czołem przyjąć, to by autorka nawet nie
        zauważyła, że to teraz ona jest główną sponsorką tej rodziny gdyby tak potrafił.

        Pretensjonalne, niedojrzałe zachowanie męża wg mnie spowodowały, że zaczęła go
        postrzegać jako nieudacznika. Zarobki i zmiana pozycji oraz statusu w hierarchii
        domowej były wg mnie tylko przysłowiowym zapalnikiem.

        Wzięła sobie za męża może i wykształconego faceta ale wiadomo nie od dziś, że
        wykształcenie nijak się ma do mądrości życiowej, charyzmy itp.
        Jak dla mnie wpadli teraz w taką trochę pętle. On niepewny czy może wręcz słaby
        psychicznie dopóki żona się nie wychylała spełniał jako tako swoje zadanie jako
        facet w domu. W momencie gdy kobieta pokazała że ma "jaja" facet się poddał i
        jest teraz tylko jego marną namiastką i dlatego stracił również jako obiekt
        seksualny.

        Gdyby autorka zareagowała podbudowaniem męża słowem, gestem etc. może by się
        facet pozbierał i postarał bardziej by zaimponować swej kobiecie.
        Ona zaś zaczęła od eskalacji żądań, wymagań i facet zwyczajnie się poddał,
        przyjmując rolę utrzymanka i cedując odpowiedzialność za losy rodziny na barki
        żony. I tutaj się pogrążył.
        Co dalej zatem ????
        Albo kobieta wykaże się przebiegłością i tak umiejętnie najpierw podbuduje jego
        ego a później podpuści go, że jemu będzie się wydawało, że jednak jest tą głową
        rodziny i postara się choćby zadbać o swój wizerunek jako faceta. Przestanie
        skomlać, weźmie się w garść itp.
        Albo wręcz przeciwnie, dostanie porządnego kopa w du... z jasnym określeniem, że
        albo się za siebie weźmie albo w zasadzie taki samiec jak on jest zwyczajnie
        bezwartościowy. Zarówno w domu jak i w łóżku.
        Czasami powiedzenie facetowi "weź się w garść mazgaju, i przestań mi tu
        hamletyzować" potrafi zadziałać. Wybór strategii należy do autorki.

        Pozdrawiam.
        Avide.

        PS. ;-))) ja też nie cierpię marudzących zarówno bab kobiet i facetów. ;-)))
        • aandzia43 Re: pieniadze a pozadanie 16.03.08, 11:16
          Avide:
          > Albo kobieta wykaże się przebiegłością i tak umiejętnie najpierw
          podbuduje jego
          > ego a później podpuści go, że jemu będzie się wydawało, że jednak
          jest tą głową
          > rodziny i postara się choćby zadbać o swój wizerunek jako faceta.
          Przestanie
          > skomlać, weźmie się w garść itp.
          > Albo wręcz przeciwnie, dostanie porządnego kopa w du... z jasnym
          określeniem, ż
          > e
          > albo się za siebie weźmie albo w zasadzie taki samiec jak on jest
          zwyczajnie
          > bezwartościowy. Zarówno w domu jak i w łóżku.
          > Czasami powiedzenie facetowi "weź się w garść mazgaju, i przestań
          mi tu
          > hamletyzować" potrafi zadziałać. Wybór strategii należy do autorki.
          >
          > Pozdrawiam.
          > Avide.

          Masz rację, dwa sposoby działania kobiety w tej sytuacji, każdy
          dobry. Potem wszystko zależy już tylko od decyzji mężczyzny. Oby im
          się udało.
          Pozdrawiam:-)
    • weisefrau Re: pieniadze a pozadanie 16.03.08, 19:55
      Pieniądze to bardzo silny afrodyzjak. Zarabiający mężczyzna to jak paw z
      najpiękniejszym ogonem i jeleń z największym porożem - takiego warto mieć. A jak
      się mężczyzna nie stara, to kobiece popęd usycha. I już. I można się złościć, że
      to niemoralne. Ale tak niestety jest, czego dowodzą udane stosunki seksualne
      wielu małżeństw po większych zakupach i maksyma ministra Wilczka, ze nic tak
      mężczyźnie nie dodaje wzrostu, jak mercedes.
      A jeśli drogi nam mężczyzna ma ochotę jak truteń podbierać naszą kasę, to
      traktowany jest jak truteń, czyli cierpliwość mamy do czasu (jesiennego).
      Nic w Twoich uczuciach nie ma dziwnego.:-)
      • kropeczka-b Re: pieniadze a pozadanie 16.03.08, 20:42
        weisefrau napisała:

        > Pieniądze to bardzo silny afrodyzjak. Zarabiający mężczyzna to jak
        paw z
        > najpiękniejszym ogonem i jeleń z największym porożem - takiego
        warto mieć. A jak
        > się mężczyzna nie stara, to kobiece popęd usycha. I już. I można
        się złościć, że
        > to niemoralne. Ale tak niestety jest, czego dowodzą udane stosunki
        seksualne
        > wielu małżeństw po większych zakupach i maksyma ministra Wilczka,
        ze nic tak
        > mężczyźnie nie dodaje wzrostu, jak mercedes.
        > A jeśli drogi nam mężczyzna ma ochotę jak truteń podbierać naszą
        kasę, to
        > traktowany jest jak truteń, czyli cierpliwość mamy do czasu
        (jesiennego).
        > Nic w Twoich uczuciach nie ma dziwnego.:-)

        # TAAAK?? Ciekawa teorię głosisz i tak do du…, że aż mnie nosi.
        Facet, który nie zarabia dużo kasy nie jeździ mercem nie ma szans na
        udany seks w związku, pani, która jest na wysokim stanowisku, jeśli
        nie będzie miłą za męża ministra finansów, to niech zapomni, o
        jakimkolwiek satysfakcjonującym pożyciu łóżkowym? Pewnie, że są
        osoby, dla których wyznacznikiem atrakcyjności drugiej osoby jest
        wypchany portfel. Jednak teoria ogólna, że pieniądz jest
        afrodyzjakiem, uważam za mocno przesadzony. Nie chodzi, kto ile
        zarabia, tylko, jakie mamy do tego podejście, czym jest dla nas
        kasa, co tak na prawdę wyznacza nasza wartość( kasa czy postawa w
        życiu). Można być super męskim i seksownym facetem zajmując się
        domem, dzieciakami i pozwalającemu na realizację zawodową żonie,
        która będzie zarabiać więcej. Ale on nie zrzędzi, nie marudzi, robi
        swoje i wspiera żonę w jej działaniach. Małżeństwo to wspólne
        obowiązki, które dzielimy miedzy sobą. Nie ma znaczenia, kto ile
        zarabia, kto sprząta i gotuje. Dzielimy się tymi obowiązkami, każdy
        rzetelnie i bez marudzenia. Po to, też jest nas dwoje, by jedno
        stało przy garach, a nie każdy z osobna. Skoro ja zarabiam, Ty
        prowadzisz dzieciaki do przedszkola. W łóżku nie ma znaczenia, kto
        jest na górze, kto na dole. Ważne, aby oboje to akceptowali. Może
        być, że dzisiaj ona pod partnerem, jutro na nim.
        Pozdrawiam
        • weisefrau Re: pieniadze a pozadanie 17.03.08, 21:32
          Nosi Cię, to trudno, niech nosi.
          Odpowiedziałam na pytanie autorki wątku. O ile sobie przypominam, nie umawiała
          się z mężem, że on będzie w domu wychowywał dziecko, a ona będzie zarabiała,
          tylko gdy on więcej zarabiał nie chciał mieć z żoną wspólnej kasy. Teraz ona
          zarabia więcej i on by się pod jej forsę chętnie podłączył.
          A to powoduje, że kobitce chęć na seks z nim przechodzi. Bo facet jasno
          określił, że chce być trutniem. Ma filozofię "twoje to nasze, a moje to nie
          ruszaj". Taka filozofia nie świadczy, że jest to mężczyzna chcący łożyć na rodzinę.
          A w gruncie rzeczy seks służy do przedłużania gatunku, prokreacji, mania dzieci
          po prostu. I jeśli mężczyzna z tego chce się wykręcić, to nic dziwnego, że nie
          kręci swojej kobiety.
          • kropeczka-b Re: pieniadze a pozadanie 18.03.08, 08:21
            weisefrau napisała:

            > Nosi Cię, to trudno, niech nosi.
            #Wybacz, nie była to z mojej strony potrzebna uwaga. Miała trochę
            zły dzień;)). Przeprasza

            > Odpowiedziałam na pytanie autorki wątku. O ile sobie przypominam,
            nie umawiała
            > się z mężem, że on będzie w domu wychowywał dziecko, a ona będzie
            zarabiała,
            > tylko gdy on więcej zarabiał nie chciał mieć z żoną wspólnej kasy.
            Teraz ona
            > zarabia więcej i on by się pod jej forsę chętnie podłączył.
            # Mi nie chodziło o to, czy oni faktycznie się umawiali, kto sprząta
            i wychowuje dzieci, był to tylko przykład na możliwy wariant. Ważne
            jest podejście do całej sytuacji w jakiej się znaleźli.

            > A to powoduje, że kobitce chęć na seks z nim przechodzi. Bo facet
            jasno
            > określił, że chce być trutniem. Teraz ona zarabia więcej i on by
            się pod jej forsę chętnie podłączył.
            # Właśnie. Ale to nie fakt zarabiania przez nią więcej pieniędzy
            spowodowało zanik chęci na seks, ale postawa trutnia jej męża. To
            jest różnica. Jak pisałam wcześniej, chodzi o to, jakie mamy do tego
            podejście.

            Dla kobiety jedną z ważniejszych rzeczy jest poczucie
            bezpieczeństwa. Będą takie, dla których jak jej facet zarabia więcej
            to ona chętnie i z ochotą mu się oddaje, bo on spełnia jej
            oczekiwania. Ale dla wielu kobiet to nie pieniądz decyduje o
            poczuciu bezpieczeństwa. Będzie to bardziej wzajemna więź, możliwość
            liczenia na partnera, wsparcie z jego strony, zrozumienie, możliwość
            realizowania własnych potrzeb, itd. Jeśli żona zarabia więcej,
            realizuje się zawodowo, a mąż robi z tego wielki problem, to jak ona
            ma się czuć z tym dobrze, jakie ona ma wsparcie z jego strony?
            Zamiast radości i dumy męża, że ma taką super żonę, zamiast wesprzeć
            ją, umożliwić samorealizację np. poprzez przejęcie części obowiązków
            domowych to on unosi się honorem i jest wielce sfrustrowany. No, bo
            jak ona mogła mu to zrobić? Bo jak ona śmiała zarabiać więcej? On,
            zamiast się zmobilizować, odnaleźć się w tej nowej sytuacji, zrobił
            z siebie ofiarę i wielce pokrzywdzoną osobę. Bo, za co on teraz kupi
            kwiatki dla żony, jak ona jest bogatsza? To niech kurna przygotuje
            jej cudowną kąpiel po długim dniu pracy, świeczki, masowanie stóp
            itd. niech się wysili w inny sposób, brak mu inteligencji, czy
            prawdziwego uczucia, czułości i szacunku dla żony?
            Pozdrawiam
            • weisefrau Re: pieniadze a pozadanie 18.03.08, 12:09
              No to teraz bardziej rozumiem o czym pisałaś.
              Bywa i tak i tak. Zdecydowanie odpowiedziałam autorce, że pieniądze są afrodyzjakiem, bo są. Kasa wyznacza nasz status. Im status wyższy, tym bardziej godny pożądania. To przecież truizm.
              Ale jak to się przekłada na seks w różnych rodzinach to inna sprawa.
              Masz rację kropeczko-b - tak czy inaczej facet powinien się postarać, a nie czekać na uwielbienie i dziwić się, ze zona go nie chce.
              • avide Re: pieniadze a pozadanie 18.03.08, 17:30
                Może to i smutne ale bardzo szczere i prawdziwe co piszesz Weisefrau.
                Czy tego chcemy czy nie, pieniądze zawsze był nierozerwalnie związane z seksem.
                Nie bez kozery mówi się "Władza, seks i pieniądze". Te 3 światy sa wręcz nierozerwalne, wzajemnie przemieszane. Napędzają się wzajemnie jak swoiste perpetuum mobile, czy tego chcemy czy nie.

                Przy czym z tego co zauważyłem działa to mniej więcej tak:
                Do powiedzmy 25 roku życia istnieje seks dla seksu. Miedzy 25 a 35 rokiem następuje przewartościowanie i seks dla seksu dalej istnieje ale w tym okresie brutalnie w ten czysty piękny świat namiętności wkraczają najpierw pieniądze, później władza.
                Im człowiek starszy tym bardziej światy sa ze sobą ściśle przemieszane.
                Szczególnie brutalnie sprawa się tyczy mężczyzn. Do 25 roku życia (no powiedzmy 30-to) Liczą sie w nim przede wszystkim cechy osobowościowe, oraz fizjologiczne dane od natury. Ale im facet starszy tym większe znaczenie w jego atrakcyjności seksualnej ma znaczenie jego zamożność. W sumie to dość proste. 35-40 late bez grosza przy duszy daje wyraźny sygnał partnerce o swojej niezaradności, czyli że kiepski z niego kandydat na ojca bo nie będzie w stanie zapewnić należytej opieki swemu potomstwu. Sprawa ma się zupełnie inaczej w przypadku majętnego 35-40 latka. On już się wykazał zaradnością. Dlatego choć może to i smutne... cóż... miłość miłością ale kasa i władza sa jak najbardziej afrodyzjakiem, niestety.

                Wystarczy spojrzeć jacy faceci maja najpiękniejsze kobiety. Wcale to nie są ci najprzystojniejsi. Tacy a i owszem, zaliczyć zaliczą, ale najpiękniejsze kobiety rodzą dzieci (o ile nie będzie wpadki z innym ;-) ) samcom stanowiącym kompromis pomiędzy ich urodą oraz pozycją społeczną czyli ich majętnością (z naciskiem na majętność).

                Dużo mniej przystojny facet, ale za to 10x bogatszy z dużo większym prawdopodobieństwem zdobędzie piękną kobietę (powiedzmy taką najlepszą suczkę w stadzie :D) niż o klasę przystojniejszy od niego rywal ale gołodupiec ;-) za przeproszeniem. Te drugi co najwyżej... zaliczy ją raz czy drugi.

                O ile taktyka "biednego przystojniaka" byłaby skuteczna jeszcze ze 50-100 lat temu gdy nie była tak powszechna świadoma antykoncepcja, bo prawdopodobieństwo że bogaty frajer by wychowywał nie swoje dziecko byłoby wysokie, to obecnie poniesie on reprodukcyjna klęskę i poza chwilową przyjemnością na nic więcej liczyć nie może.

                W przypadku kobiet zaś sprawa się ma zupełnie inaczej, gdyż to zawsze facet jednak był postrzegany jako ten, który ma zapewnić byt rodzinie, zaś białogłowa... cóż.. jej zadaniem jest przede wszystkim być piękną i wabić samców ;-))) tak wielu ilu da radę, by wybrać tego najodpowiedniejszego (nie najprzystojniejszego.
                Smutne ale prawdziwe.

                Pozdrawiam
                Avide
                • weisefrau Re: pieniadze a pozadanie 18.03.08, 18:24
                  Chyba to tak z grubsza wygląda, niestety. Kobiety też nie mają lekko. Można być
                  szczupłą, ale jednak nie mieć idealnego , świadczącego o płodności stosunku
                  obwodu talii do bioder, nieskazitelnej skóry, idealnie symetrycznych rysów twarzy.
                  Mimo to nie tylko bogacze i modelki mają udane życie seksualne. Bo nie zawsze
                  nasze życie rządzone jest powszechnymi prawidłowościami. Trzeba się starać,
                  myśleć o partnerze, czasem wykazać pomysłowością, czasem poczuciem humoru a
                  czasem cierpliwością. I pielęgnować w związku nie tyle dziki sex - ile lat
                  starczy nam sił na szaleńcze porywy ciała na drągu, w przeciągu, w pociągu? -
                  ale permanentną i stale obecną erotykę. Nie da sie przeżyć życia w 40 stopniowej
                  gorączce, ale da się utrzymywać ciepło wystarczające, by partnerom było w nim
                  dobrze.
                  • avide Re: pieniadze a pozadanie 19.03.08, 08:18
                    Ależ Weisefrau udane życie seksualne to zupełnie inna historia.

                    Zależy ono głownie od dopasowania potrzeb i preferencji kochających się ludzi
                    bez względu na zasobność portfela faceta czy stopień piękności kobiety.

                    To o czym wspomniałem wcześniej warunkuje niejako bardziej dobór partnerów, ale
                    takich bardziej "na całe życie". Warunkuje bardziej z kim będziemy mieli dzieci
                    niż z kim będziemy się przez całe życie bzykali ;-)

                    To czy taka para będzie miała udane życie seksualne to trochę taki ślepy traf bo
                    piękna uroda kobiety wcale nie jest gwarancją jej namiętności jak i gruby
                    portfel faceta gwarancją jego potencji a całość gwarancją ich zgodności
                    seksualnej, czyli tego co oboje w tej dziedzinie lubią. Bo przecież nawet
                    spotkanie się dwóch namiętnych osób z dużym popędem nie gwarantuje, że dogadają
                    się w łóżku.

                    Udane życie seksualne wg mnie w 60% zleży od zwyczajnego farta w procesie doboru
                    partnera a pozostała część od zdolności do ewolucji i umiejętności dopasowania
                    się do potrzeb partnera w trakcie trwania związku.
                    Bo niestety z łagodnej kotki lwicy nigdy się nie zrobi, przeciwnie zaś a i
                    owszem, poskromić lwicę można jak najbardziej.
                    (Nota bene owe 40% spaprał waśnie mąż autorki wątku, bo gdyby w pewnych
                    sytuacjach zachował się inaczej i mimo przewagi finansowej jaką chwilowo zdobyła
                    jego żona nie dał jej tego odczuć, że go tak bardzo to boli ;-)))) podejrzewam,
                    że ów wątek by nigdy nie powstał.)

                    Dlatego kasa i atrakcyjność są potrzebne by w ogóle do tego seksu doszło,
                    później zaś czy uznamy go za nas satysfakcjonujący to już zupełnie inna sprawa.

                    Pozdrawiam
                    Avide.
                  • ilragazzo Re: pieniadze a pozadanie 19.03.08, 13:57
                    weisefrau napisała:

                    > Chyba to tak z grubsza wygląda, niestety. Kobiety też nie mają
                    lekko. Można być
                    > szczupłą, ale jednak nie mieć idealnego , świadczącego o płodności
                    stosunku
                    > obwodu talii do bioder, nieskazitelnej skóry, idealnie
                    symetrycznych rysów twar
                    > zy.

                    A ja mam dla Ciebie dobra wiadomość: moja nauczycielka tańca,
                    atrakcyjna nie jest prawie wcale... dopóki nie zacznie się ruszać:)
                    Nawet nie musi tańczyć - wystarczy, że spaceruje:)

                    Oczywiście wymagało to od niej dużo pracy, ale taka gracja jest
                    możliwa do osiągnięcia. A wtedy nikną rzekome braki w urodzie...
                    wogóle w jej przypadku atrakcyjność oceniałbym w oderwaniu
                    od "urody". Oceniałbym bardzo wysoko:)
            • wawrzyniecpruski Re: pieniadze a pozadanie 19.07.08, 03:23
              > z siebie ofiarę i wielce pokrzywdzoną osobę. Bo, za co on teraz
              kupi
              > kwiatki dla żony, jak ona jest bogatsza? To niech kurna przygotuje
              > jej cudowną kąpiel po długim dniu pracy, świeczki, masowanie stóp
              > itd. niech się wysili w inny sposób, brak mu inteligencji, czy
              > prawdziwego uczucia, czułości i szacunku dla żony?
              > Pozdrawiam

              O lala, kropeczko!!!
              A jak określiłabyś faceta,który oczekuje od gorzej zarabiajacej
              kobiety szacunku, okazywanego przygotowywaniem gorącej kąpieli i
              masażem stóp przy świecach?
              Czy przypadkiem nie byłby to wtedy wykorzystujący biedną kobietę
              cham? Optyka sie zmienia, jeśli to facet ma masować kobiecie stopy,
              prawda?
    • ika5 Re: pieniadze a pozadanie 17.03.08, 23:55
      to ja teraz poprosze o analize : z ponad 30 letniej perspektywy !!!
      Przez 25 lat zarabialam : 4 do 10 razy wiecej niz maz i seks byl
      bardziej niz ok. ( wracam do tytulu watku : pieniadze a pozadanie ).
      Od kilku lat to maz zarabia kilka razy wiecej niz ja.....i jestem na
      tym forum !( z seksem ....jak w tytule forum ).
      oboje jestesmy ok. 50-tki...zwalic to na wiek , czy np. uznac , ze
      meza "krecila" dobrze zarabiajaca zona ?
      • kawitator Re: pieniadze a pozadanie 18.03.08, 19:58
        Wiek kochana wiek i długść przebywania razem To co było "to se ne wrati" chyba ze Andzia przekaże tajna recepte
        • ika5 ANDZIA !!!!! 18.03.08, 23:34
          Po tym co napisal Kawi....to TY nie badz zolza i napisz o tej
          tajnej recepcie
          :)
          :)
          :)
          • aandzia43 Re: ANDZIA !!!!! 20.03.08, 19:21
            Jak rozbiorę na czynniki pierwsze ten parujący wywar z gara
            czarownicy, przypomnę sobie ile tam (po zażyciu szaleju, ma się
            rozumieć) wrzuciłam żab, a ile włosów nietoperza, to spiszę i podam
            recepturę na forum;-)

            A tak serio, to moja odpowiedź Alicji sprzed paru minut zawiera moją
            odpowiedź na pytanie. Chociaż nie, trzeciem czynnikiem
            jest...odrobina szaleju, którym zajadają się czarownice.
      • wawrzyniecpruski Re: pieniadze a pozadanie 19.07.08, 03:28
        Zwalić na wiek. Moim zdaniem oczywiście.
    • ben_hur36 Re: pieniadze a pozadanie 18.03.08, 22:02
      Może wystarczy abyście się zakochali w sobie....
    • obecna Re: pieniadze a pozadanie 18.07.08, 19:17
      A ja powiem tak... Wasze małżeństwo to jakaś parodia i nic tu nie da rozbudzanie
      pożądania... problem tkwi u podstaw! Co to za małżeństwo/ związek gdzie dzielimy
      rzeczy na MOJE i TWOJE (??) Jeżeli chcecie tworzyć jedność na co dzień jako
      małżeństwo i w łóżku jako kochankowie, nie ma mowy o podziałach... mamma mia!
      Musicie robić wszystko tak, aby było WASZE... to kierunek, który prowadzi do
      tego aby byliście w łóżku WY, a nie TY i ON, dwie obce osoby nie mające nic
      wspólnego ze sobą. Taki sex jest dobry na krótką metę... jeśli chcesz być z kimś
      dłużej musicie dbać o WASZE, bo pewnego dnia zabraknie pożądania w sypilani....
      tak jak to ma miejsce u Ciebie.
      Rada? Zacznijcie wszystko od nowa, jeśli chcecie być jeszcze kiedyś tak na
      prawdę razem. Tu liczy się głównie umiejętność rozmowy. POWODZENIA!
    • wawrzyniecpruski Prosta odpowiedz 19.07.08, 03:08
      Otóż kobiety generalnie nie szanują facetów,którzy mniej od nich
      zarabiają. Nie wiem dlaczego tak jest ale jest to bardzo popularna
      wsród nas mężczyzn opinia.
      ja nawet kobiet za to nie potepiam, to jest od nich niezalezne, po
      prostu dla kobiet liczy sie tylko kasa,kasa i jeszcze raz kasa.
      Piszesz, że Twoj mąz jest dobrym człowiekiem, świetnie sie
      dogadujecie, zarabia ponadprzeciętnie ale Tobie jest mało!!!
      Ty zarabiasz wiecej to i on ma zarabiać jeszcze wiecej, chociaz
      wcale nie ma takiej konieczności bo macie co do garnka włożyć.
      A teraz najważniejsze: co pomyślałabys o swoim mężu, gdyby
      kiedykolwiek powiedział Ci, że jesteś niezaradna skoro zarabiasz
      mniej niż on, i że przestałaśmu imponować bo on ma więcej?
      Czy nie nazwałabyś go męskąszowinistyczną świnia i chamem?
      Proszę o szczerą odpowiedź.
      A jak już odpowiesz to napisz kim Ty jesteś wobec takiej sytuacji?
      Masz odwagę to powiedziec?
    • yoric Re: pieniadze a pozadanie 19.07.08, 19:55
      > Co moge zrobic by zarobki nie wplywaly na moj stosunek do niego w sypialni?

      Nie wiem, czy coś można. Zaradność to jedna z tych cech partnera, które kobiety
      kręcą tak, jak nas kręcą np. ładne długie włosy. Jeśli kręcą nas długie włosy,
      to łatwiej chyba namówić partnerkę do zapuszczenia, niż wejść sobie do głowy i
      poprzestawiać styki, żeby nagle podobały nam się krótkie.

      Pozdrawiam
    • yoric Re: pieniadze a pozadanie 19.07.08, 20:05
      I jeszcze po przeczytaniu niektórych opinii (bo całego tasiemca mi się nie chce):

      jak zwykle wiele osób ma problem ze zrozumieniem że *attraction is not a
      choice*. Kobieta (ani facet, zresztą) NIE WYBIERA do czego czuje pociąg, co na
      nią działa. Jeśli facet nie jest dominujący w jakimś aspekcie związku, kobieta
      przestaje go pożądać i nie jest to jej świadoma decyzja, tylko bardziej
      automatyczny mechanizm.

      Pozdrawiam
      • cat_eye Re: pieniadze a pozadanie 20.07.08, 09:23
        > nią działa. Jeśli facet nie jest dominujący w jakimś aspekcie związku, kobieta
        > przestaje go pożądać i nie jest to jej świadoma decyzja, tylko bardziej
        > automatyczny mechanizm.

        Czyli ogólnie idea partnerstwa i zajmowanie się wszystkim po równo i równym
        wkładem, gdzie z założenia nie ma miejsca na dominację to automatycznie kopanie
        grobu namiętności i pożądaniu w związku?
        • kawitator Re: pieniadze a pozadanie 20.07.08, 09:39
          Dokładnie tak
          Bowiem polityczna poprawność i wzniosłe idee nijak sie mają do rzeczywistości która skrzeczy
          To co jest w nas nieświadome i co naprawdę podejmuje decyzje to biologia a w niej nie ma miejsca na takie pierdoły.

          Może dla ciebie smutne bo niezgodne z idealistycznym widzeniem świata typu - dzisiaj ja zmywam, jutro ty ale aby było sprawiedliwe i po równo to musisz pozmywać też pojutrze bo ja miałam 4 więcej talerze -

          Lepiej widzieć świat takim jak jest niż byś ślepym na jego prawa i raz za razem wpadać z chlupotem w kompost robiąc karpika ze zdziwienia.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka