Dodaj do ulubionych

jest Nadzieja?

15.03.08, 21:33
Witam wszytskich bardzo serdecznie, mam nadzieje, że znajdą się
osoby, które pomogą mi rozwiązać mój, jak dla mnie poważny
problem.Otóż, poznałam jakiś czas temu wspaniałego chłopaka, jak dla
mnie ideał, najpierw spotkania, rozmowy, zaczęlo coś
iskrzeć..zaczęliśmy się spotykać jako para.Wszzytsko układało się
super, jego znajomi mówili mi, że Piotrek wreszcie jest szczęsliwy i
zakochany..Ale wszytsko zepsuła, jestem dość impuilsywną i nerwową
osobą, najczęsciej nie panuje nad swoim językiem. Piotrek wytrzymał
3 takie sytuacje, i usłyszałam, że jeszcze raz i będziemy musieli
sie rozstać. Dodam, że jest to chłopak po przejściach, który bardzo
bardzo cierpiał po tym jak kiedyś dosyc mocno został skrzywdzony
przez kobietę..Jest niesamowicie wrażliwy, aż za bardzo..Najgorsze
jest to. że obrtwało mu się za nic, ja po prostu się wyżywałam sie
na nim:( i straciłam go..Uczucir, które nas połączyło było
prawdziwe, było to widać, czuć . .Kontaktuje się z jego przyjaciółką
(nie więcej) ona mowiła, że Piotrek bardzo sie na mnie zawiodł, że
bardzo bolało go moje zachowanie, i że to wsyztsko bardzo
przeżywał..Pojechałam do niego 3 dni po rozstaniu, on całym sobą
mówił, że nie chce, że nie może teraz być ze mną, ale nie wie co
będzie za miesiac, ale nie chce dawać mi zadnej nadzei..Potem było
kolejna spotkanie z Magdą, któa przekazała mi, że Piotrek
stwierdził, że nie jest gotowy na związek, że jest mu dobrze teraz
ze samym sobą..Ale nie wiem czy to prawda, kiedy u niego byłam,
widziałma jego spojrzenie, to jak chciał się przytulić, kiedy
mowiłam, że się oszukuje usłyszałam - tak, możliwe, ale to moja
reakcja obronna, przed kolejnym zranieniem..Mam przyjaciół wśród
jego znajomch, oni chcą żebyśmy byli razem. Magda powiedziała, zebym
dałą miesiac sobie na to, zebym zmieniła swoje zachowanie, a wtrdy
sama zacznie wspomniać Piotrkowi o tym, że sie zmieniłam, ze wciaz
czekam..
Ale ja juz sama nie wiem co mam robić..czekać? Jest szansa na to, że
on sie przełamie?Co mam robić? Bedziemy razem?? Pomożcie mi, jestem
już załamana tym wszystkim.To takie starszne stracić ukochaną osobę
na własne zycznie..:(
Obserwuj wątek
    • feeverte Re: jest Nadzieja? 15.03.08, 22:43
      No niestety jest tak, że ludzie skrzywdzeni mają OGROMNE problemy żeby zaufać na
      nowo, związek wtedy trzeba budować z głową i na spokojnie, czemu impulsywny
      charakter nie służy. To jest ciężki orzech do zgryzienia i trzeba sporo spokoju
      i doświadczenia, żeby taką "problematyczną" relację ułożyć. Musisz wziąc
      poprawkę na to, że każdy Twój "wyskok" będzie dla tego chłopaka impulsem do
      zastanowienia się i doszukiwania drugiego dna. Może też być tak, że on pomimo
      swojej wrażliwości nie potrafi teraz stworzyć normalnego związku dlatego
      właśnie, że nie otrząsnął się jeszcze do końca po przejściach. Tym bardziej, że
      tak mówiła jego przyjaciółka. Jeśli tak rzeczywiście jest - ja na Twoim miejscu
      dałabym sobie spokój, on i tak by chyba nie potrafił zaufać. A że chciał się
      przytulić? No potrzebuje pewnie bliskości, to akurat nic dziwnego. Niemniej
      jednak powodzenia związku to wcale nie musi wróżyć. Zastanów się też, czy
      byłabyś w stanie zaakceptować sytuację, w której on analizuje każdy Twój ruch.
      Pewnie nie tylko by Ci się znudziło, ale i zaczęło wkurzać. A co robić teraz?
      Daj mu czas, nie naciskaj, nie ulegaj namowom znajomych. I nie załatwiaj przez
      nich niczego. Już lepiej napisz list do niego - może to dziwne, ale działa, taka
      forma trafi do niego bezpośrednio i będzie Ci łatwiej przekazać to, co czujesz.
      Tylko szczerze i bez żadnych ściem. Jakkolwiek będzie, jeśli masz taki "ciężki"
      charakter, to staraj się nad nim pracować - kiedyś, jeśli Ci będzie naprawdę
      zależeć na kimś to zobaczysz, że sama się nagle zaczniesz hamować z wybuchami.
      Niemniej jednak powinnaś chyba poszukać faceta, którego Twoje zachowanie nie
      zrazi bo będzie wiedział, że taka jesteś, i weźmie Cię z całym "dobrodziejstwem
      inwentarza". Uwierz, są tacy :) Pozdrawiam!
      • aandzia43 Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 11:57
        feeverte napisała:

        Jakkolwiek będzie, jeśli masz taki "ciężki"
        > charakter, to staraj się nad nim pracować - kiedyś, jeśli Ci
        będzie naprawdę
        > zależeć na kimś to zobaczysz, że sama się nagle zaczniesz hamować
        z wybuchami.
        > Niemniej jednak powinnaś chyba poszukać faceta, którego Twoje
        zachowanie nie
        > zrazi bo będzie wiedział, że taka jesteś, i weźmie Cię z
        całym "dobrodziejstwem
        > inwentarza". Uwierz, są tacy :) Pozdrawiam!

        Z całym szacunkiem Feeverte, nie sądzę, by nasza bohaterka nagle,
        kiedyś, zacznie się hamować. Tak sama z siebie. No, może na chwilę,
        we wstępnej fazie tokowania. To nie znika samo i w kazdym następnym
        związku bedzie coraz gorzej.
        A już zdecydownie nie życzę jej, by znalazła faceta, który akceptuje
        tę jej wadę. Prosta droga do kompletnego pogrążenia się w swoich
        ułomnościach, eskalacji w ranieniu partnera i degrengolady związku.
        Tak jak mężczyźnie z tendencją do alkoholizmu nie należy życzyc
        związania się z kobietą współuzależnioną (choć niestety najczęściej
        tak się właśnie dzieje), bo to do niczego dobrego nie prowadzi.
        • feeverte Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 12:42
          aandzia43 napisała:

          > A już zdecydownie nie życzę jej, by znalazła faceta, który akceptuje
          > tę jej wadę. Prosta droga do kompletnego pogrążenia się w swoich
          > ułomnościach, eskalacji w ranieniu partnera i degrengolady związku.

          Nie pisałabym tego "z sufitu" i jeśli nie miałabym podobnych doświadczeń. Wiem,
          że to się zmienia i nie musi być gorzej, szczególnie jeśli pozna się kogoś, do
          kogo ma się duży szacunek i kiedy jest świadomość, że strata tej osoby byłaby
          jedną z najbardziej bolesnych rzeczy. Co do akceptacji - każdy ma wady, nie
          wiemy natomiast, co dokładnie powiedziała Ania. To pytanie do Ciebie -
          chciałabyś żyć z kimś, kto Cię non stop hamuje? Ja wiem, że można pisać o
          konieczności zmiany swojego podejścia, ale ciężko jest zmienić ukształtowaną,
          dorosłą osobę. Będę obstawać przy swoim - trzeba w życiu trafić na kogoś, z kim
          się będzie dobrze żyło, dogadywało, kto nie będzie wywoływał poczucia winy i
          dyskomfortu. Wcale nie musi oznaczać to ranienia partnera, trzeba się po prostu
          dopasować. Co do "degrengolady" w związku - każdy ma swoje wartości, wie, co
          może zaakceptować, wie, jakie są granice. Od tego mamy rozum, żeby analizować i
          przewidywać skutki swoich zachowań.
          • aandzia43 Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 13:19
            > Nie pisałabym tego "z sufitu" i jeśli nie miałabym podobnych
            doświadczeń. Wiem,
            > że to się zmienia i nie musi być gorzej, szczególnie jeśli pozna
            się kogoś, do
            > kogo ma się duży szacunek i kiedy jest świadomość, że strata tej
            osoby byłaby
            > jedną z najbardziej bolesnych rzeczy.

            Cieszę się, że tobie się udało:-)


            To pytanie do Ciebie -
            > chciałabyś żyć z kimś, kto Cię non stop hamuje?

            Nie chciałabym żyć z kimś, kto jak masło poddaje się moim nieładnym
            zachowaniom, pokornie chyli głowę i daje sobie pluć w kaszę.
            Oczywiście, nie chciałabym życ z kims, kto mnie hamuje w mojej
            kreatywności, wyrażaniu radości zycia, wytrażaniu emocji, w
            realizowaniu moich planów itd. Jednym słowem z kimś, kto hamuje mnie
            w pozytywnych działaniach. Ale jazda bez trzymanki powtarzana
            regularnie, przy każdym złym humorku jasnie pana/ni nie powinna mieć
            miejsca.
            Jednym słowem odpowiada mi partner, który ma zdrowe granice.

            Co do "degrengolady" w związku - każdy ma swoje wartości, wie, co
            > może zaakceptować, wie, jakie są granice. Od tego mamy rozum, żeby
            analizować i
            > przewidywać skutki swoich zachowań.

            Rozum nie ma nic do gadania, kiedy włączają się silnie urtwalone
            mechanizmy. Trzeba ciężkiej pracy nad sobą, zeby wyjść poza emocje i
            włączyć dawno wyłączony w danej kwestii rozum.
            • feeverte Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 14:21
              aandzia43 napisała:

              > Nie chciałabym żyć z kimś, kto jak masło poddaje się moim nieładnym
              > zachowaniom, pokornie chyli głowę i daje sobie pluć w kaszę.

              Ale nie ma co popadać ze skrajności w skrajność - ja uważam że najlepiej jest,
              kiedy druga osoba potrafi jasno i konkretnie mówić, co jej nie pasuje i wytykać
              partnerowi błędy. To jest niezmiernie rzadka cecha, bo wymaga szczerości, która
              jest po prostu niewygodna ze względu na to, że ludzie nie patrzą sami na swoje
              zachowania obiektywnie i potrafią się na krytykę "zjeżyć". Nie wytrzymałabym z
              facetem uległym, pokornym, znoszącym moje humory bez żadnego "ale". Jednak
              miałam okazję być z takim, który każde moje zachowanie, każde słowo i
              spojrzenie, analizował i wyciągał przedziwne wnioski, bo został skrzywdzony
              kiedyś. Tutaj widzę analogię. Wracając do tematu - są w związku rzeczy ważne i
              ważniejsze, czasem jest tak, że ktoś ma choleryczny charakter, ale złość mu
              szybko przechodzi, ma zaś cechy, których nie mają inni, a które są cenne dla
              partnera. Nie podchodziłabym do tego tak jednoznacznie.

              > Rozum nie ma nic do gadania, kiedy włączają się silnie urtwalone
              > mechanizmy. Trzeba ciężkiej pracy nad sobą, zeby wyjść poza emocje i
              > włączyć dawno wyłączony w danej kwestii rozum.

              No albo rozmowy i stawiania spraw maksymalnie jasno. A tutaj już gra rozum. Bo
              może się okazać, że opisywany problem wynika też z tego, że autorka nie ma
              tendencji do szczerych rozmów, a wybucha złością, bo facet nie potrafi według
              niej zachować się odpowiednio i tak, jakby tego oczekiwała. To być może
              insynuacja, ale może powodować eskalację negatywnych odczuć i złość. Niestety -
              wszystko w związku trzeba "wygadać".
              • aandzia43 Re: jest Nadzieja? 17.03.08, 20:19
                feeverte napisała:
                Jednak
                > miałam okazję być z takim, który każde moje zachowanie, każde słowo i
                > spojrzenie, analizował i wyciągał przedziwne wnioski, bo został skrzywdzony
                > kiedyś. Tutaj widzę analogię.

                No tak, to by już była inna inszość;-) Życie z paranoikiem może być równie
                upierdliwe, jak życie z nieopanowanym wrzaskunem.


                Wracając do tematu - są w związku rzeczy ważne i
                > ważniejsze, czasem jest tak, że ktoś ma choleryczny charakter, ale złość mu
                > szybko przechodzi, ma zaś cechy, których nie mają inni, a które są cenne dla
                > partnera. Nie podchodziłabym do tego tak jednoznacznie.

                Zgoda. Tak sobie tylko myślę, że ludzie z cholerycznym charakterem, i nawet
                innymi zaletami, powinni mieć wbudowany mechanizm automatycznego przepraszania
                po każdym przedstawieniu, jakie dają.
    • glamourous Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 00:00
      Cóż, z całym szacunkiem, ale nie to forum.
      Przypominam ze tytuł tutejszego brzmi "Brak seksu w małżeństwie" a nie "Sercowe
      problemy wszelkiej maści".

      A poszukać rady możesz choćby tu :
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16
    • zlosnica100 Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 08:43
      Zależy co powiedziałaś.Przemoc słowna to tez przemoc.Jezeli on czegoś takiego
      wcześniej doświadczył to wie ze to będzie tylko eskalować.Innym słowy doskonale
      zna ciąg dalszy.Dał ci jedna żółta kartkę i jak widać nie pomogło.Nie sadze ze
      on ma problem z sobą, myślę ze raczej ty.Odpowiedz sobie na pytanie czy jesteś w
      stanie sie aż tak zmienić ze juz nigdy wiecej...Według mnie nie, masz taki
      charakter sposób reagowania.Jedni to znoszą a inni nie.
      • aandzia43 Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 11:45
        Zgadzam się ze Złośnicą: to ty masz problem. W tym, czy w innym
        związku - dobrze nie będzie, jeśli nie zaczniesz pracować nad sobą.
        Bliźni to nie worki treningowe, musisz zmienić sposób kanalizowania
        agresji.

        Twój chłopak też ma problem, ale mniejszy: on ma tendencje do
        wchodzenia w związki z osobami poniżającymi go i raniącymi, ale już
        o tym wie. Wie i broni się przed dalszym ciągiem.
        Zamiast biegać za chłopakiem zacznij pracę nad swoim charakterem.
        Jego przeproś i nie błagaj o kontynuowanie związku, zanim nie
        zrobisz czegoś ze swoją agresją. Na razie nie jesteś wiarygodna,
        mówiąc, że "teraz już będzie lepiej, będę grzeczna".
    • splin21 Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 12:00
      Ja uważam, ze moje przemdówczynie nie do końca maja rację Ciebie
      obwinaijąc o problemy w związku z Piotrkiem. Ja mam wrażenie, że
      facet sam nie , czego chce. Może lepiej z tym skończyć wcześniej niz
      cokolwiek zaczynać. A nawiasem mówiąc nie podoba mi się rola tych
      pośredników, tej psiapsiołki szczególonie. Uważaj na takie
      pośrednictwo szczególnie !!!! Zakochana, na język swój też uważaj,
      po co sobie utrudniaćw ten sposób kontakty z innymi. Nie wiemy, co
      " chlapnęłaś", ale lepiej powstrzymywać swój język.
    • weisefrau Re: jest Nadzieja? 16.03.08, 20:04
      Z tym chłopakiem to niewielka ta nadzieja. Ale jeśli popracujesz nad sobą,
      nauczysz się kontrolować złość ( i złośliwość oraz spożycie) i nauczysz się
      trzymać język za zębami to może Ci w końcu się uda.
    • songo3000 Re: jest Nadzieja? 20.03.08, 11:47
      zakochanaania napisała:

      Ludzie, tu nie ma co głęboko dywagować. Ja tu widzę post jakiejś nastolatki, do której ze względu na 'pstro w głowie' żadne logiczne argumenty nie trafią (swoją drogą to były fajne czasy :).

      Panienka tutaj ma swoje autorytety:
      > super, jego znajomi mówili mi, że Piotrek wreszcie jest szczęsliwy

      > (nie więcej) ona mowiła, że Piotrek bardzo sie na mnie zawiodł, że

      > kolejna spotkanie z Magdą, któa przekazała mi, że Piotrek
      > stwierdził, że nie jest gotowy na związek, że jest mu dobrze teraz

      > jego znajomch, oni chcą żebyśmy byli razem. Magda powiedziała,
      a nie wśród pryków na forum :)))

      A w sumie, marazm ostatnio to można pokomencić...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka