Dodaj do ulubionych

dlaczego mezczyzni wola zolzy?

26.03.08, 10:06
Zastanawia mnie to zjawisko i jego mechanizm. Sadze, ze jest dosc
powszechne, moje obserwacje to potwierdzaja.
Tylko dlaczego? Czy na takiej samej zasadzie kobiety ciagnie do
drani? Czy nie-zolza jest potulna, przewidywalna, przez co nudna?
Czy, gdy nie wywalczy ciasnych granic postepowania partnera, nie
wywalczy sobie jego szacunku?
Sama zolza nigdy nie bylam, chyba :-) i w sumie nie wyszlo mi to na
dobre ;-( Dlatego chce naprawic ten "niedostatek" mojego charakteru
i rozbestwic sie troche. Zobaczymy jaki to przyniesie efekt :-)))
A jakie sa wasze teorie na ten temat?
Obserwuj wątek
    • azmb Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 10:52
      Tak ciekawy wątek, że z biernego czytania przeszłam niniejszym do
      aktyności:)) Od najdawniejszych czasów byłam mocno niezleżna, cięty
      jęzor i błyskawicze riposty (za brzydkie słowo również z liścia)
      wcale nie odstraszały najpierw chłopaków, potem mężczyzn. Ale nie
      wiem, czy jestem zołzą- dla mnie to raczej jęcząca, dokuczliwa cipa-
      wiem,że lubię mężczyn bystrych, dowcipnych,
      niezleżnych...trzymających poziom nawet w ostrej wymianie zdań.Może
      to draniowatość jest? Jakby tego nie nazwać, taki facet przyciąga. I
      zołzy i ich odwrotność:)
      I jeszcze poważniejsza refleksja: gdybym całkowicie uzależniła się
      od męża, to jego odejście (śmierć) mogłoby mnie "zabić", a tak się
      nie stało...
    • gomory Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 11:14
      Najpierw musisz uscislic kto to jest wg Ciebie "zolza". Bo ja np. wyobrazilem sobie pozbawiona zalet, wiecznie skrzywiona, niezadowolona i wkurw... paskudna babe na mysl o ktorej nie tylko rece mi opadaja ;).
      Wolalbym ja chyba tylko na bezludnej wyspie majac w alternatywie Pietaszka. Chociaz w takich warunkach to moze wybralbym medytacyjne proby osiagniecia nirwany :).
    • al9 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 11:15
      nie wszyscy wolą zołzy, ale fakt - to jest zjawisko....
      dlaczego?
      są faceci, którzy nie chca brać odpowiedzialności
      są małymi chłopczykami, za których myśli mamusia
      chcą być z kobietą która pokieruje ich życiem
      a ta - skoro spoczywa na niej podwójny ciężar - zaczyna go lekceważyć
      i chrakter jeje się zmienia na gorszy, gorszy, gorszy...
      nie dziwota - trudno szanować faceta w kapciach na kanapie z pilotem
      w ręku, który nie umie sobie sam kupić skarpetek...
      al
    • krissdevalnor100 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 11:24
      Moja teoria jest taka, ze ludzie (obie płcie) dziela sie na dwia
      typy: tych, co są spokojni/e i ugodowi i oni/one lubią zołzy i drani
      oraz tych, co są mniej lub bardziej egoistyczni/e- i oni/one lubią
      spokojnych i ugodowych. Parka spokojnych się ze sobą zasłodzi,
      zanudzi i nie wytrzyma. Dwa egole się pozabijają.
      Oczywiście "należy" grawitować w stronę środka, przegiecia i zbytnia
      polaryzacja prowadzi do wydrenowania tego "dobrego" partnera w
      zwiazku (nie raz też prowadzi go do przyjecia w ramach obrony
      postawy totalnego egoisty, lub chociaż do prób przyjecia;) )
      Ja jednak chyba nei znam związku, który byłby w rzeczywistej
      równowadze, naprawdę blisko środka. Zwykle mniej lub bardziej widzę
      taką tendencję, jak opisałam.
      Kiedyś myślałam, że to źle. Teraz myślę, ze poprostu ludzie są różni
      i mają różne potrzeby psychiczne
      :)
      • al9 teoria zbyt prosta 26.03.08, 12:37
        sam nie podporządkowuję się swoim Partnerkom
        ale tez i nie szukam kobiety którą mógłbym kierować
        draniem też nie jestem

        życie jest bardziej skomplikowane...
        Pozdr
        al
        • ilragazzo Re: teoria zbyt prosta 26.03.08, 14:06
          Oczywiście, że to jest bardziej skomplikowane: co powiedzieć o
          osobie mojego typu: nie podporządkuje się za ŻADNE SKARBY, ale z
          drugiej strony nie chce mieć podporządkowanej partnerki: potulna
          kobieta, szukająca wiecznie oparcia i próbująca mi "matkować"
          poprzez pranie skarpetek czy obiadki razi mnie tak samo, jak złe
          maniery i nadmierna pewność siebie.

          Co ciekawe - nie jestem typem wojownika/drania - w związku
          zdecydowanie stawiam na sytuacje win-win z zachowaniem bardzo
          szerokiej autonomii. Kierowanie innymi mnie nie kręci wogóle -
          pewnie ktoś mógłby powiedzieć, że to skrzywienie psychiczne.
          • krissdevalnor100 Re: teoria zbyt prosta 28.03.08, 23:14
            Może stanowicie ch(h?)lubne wyjątki?
            Te nieliczne naprawdę blisko środka, wymienione;) w "teorii"?
            • ilragazzo Re: teoria zbyt prosta 31.03.08, 10:04
              Tylko w teorii. Choć jesteśmy zadowoleni (zaryzykuję, że "bardzo") z
              naszego związku - nie jest doskonały... moja żona częściowo
              chciałaby mieć przy sobie kogoś, komu mogłaby pomatkować, kto ZA NIĄ
              podejmie decyzje etc... więc dla niej taki układ - choć deklaruje
              zadowolenie - nie jest w 100% dopasowany do niej. A na mnie
              matkowanie wpływa jak wrzucenie mnie do wanny z kiślem - ogarnia
              mnie niemoc, niechęc i ogólna obleśność - nic mi się nie chce, nie
              mam siły życiowej i wogole to bym się umył i uciekł gdzieś spalić
              może wioskę (sic!), czy choć wypić nieco więcej alkoholu. To są
              rzeczy siedzące głęboko w podświadamości - tak jak nudzi mnie np.
              szydełkowanie (nic temu zajęciu nie ujmujac i rozumiejąc, że innych
              może pasjonować), tak "mierzi" mnie udomowiona kobieta, która żyje
              tylko moim życiem i tego samego oczekuje ode mnie.

              zapewne zaburzenie jakoweś...

              Oczywiście staramy się to wyważyć, ale chcę tym postem pokazać, że
              związek (przynajmniej mój) nie toczy się sam z siebie: troszkę orki
              trzeba w to włożyć. Czasami ja robię coś dla NIEJ czego sam bym nie
              zrobił, czasami ONA. Jak mamy dołek to się nam wogóle nie chce
              pracować. Ot, życie...

              a pomarzyć o takim małżeńsko-partnerskim perpetuum-mobile jest tak
              przyjemnie... związek działający sam z siebie, za pomocą
              niewidocznych dla nas hormonów...
    • yoric Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 13:09
      Jest taki prosty i ogólny mechanizm psychologiczny, że pokazanie, że ci zależy
      to demonstracja niższej wartości. Nadmierne staranie się, potulność, itd. - tak
      samo. Z kolei okazywanie, że ci nie zależy to demonstracja wyższej wartości
      (implikuje, że nie musisz się starać bo jesteś fajny/a i co za tym idzie masz
      mnóstwo innych opcji). Na tej zasadzie teksty typu "masz trochę za dużo ciałka",
      "masz kiepską fryzurę" itd. paradoksalnie dobrze działają na kobiety (warto
      spróbować). Zachowanie niezależne, dające cień niepewności, pokazuje wyższą
      wartość i przez to jest atrakcyjne.

      Fajną książką dla kobiet jest słynna "The rules" Fein i Schneider (co prawda
      dotyczy to pierwszych etapów znajomości i związku).

      Pozdr
      • al9 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 13:20
        yoric naprawdę wierzysz w takie gierki?
        stosujesz je?
        bawi Cię to?
        al9 (zdziwiony)
        • jutro_bedzie_futro Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 13:57
          Nie mialam na mysli totalnej zolzy - wiecznie skrzywionej,
          niezadowolonej i marudzacej. A raczej zolze umiarkowana, ktora
          czasem ma humorki, bywa leniwa, niepraktyczna, no i ma dosc wysokie
          oczekiwania wobec partnera (ze na nia zarobi, ze obsypie prezentami,
          kwiatami i jeszcze do restauracji zabierze). I wierzcie mi,
          przykladow wokol mam na peczki, ze to facetow bardzo w ryzach
          trzyma.
          Sama uznaje sie za kobiete, ze tak sie wyraze "latwa w obsludze"
          (ew. user-friendly). Jestem niezalezna i samodzielna, mam wlasne
          bogate zycie, ale staram sie byc otwarta na innych rowniez (wtedy
          bedzie jeszcze bogatsze). Nie tak wiele mi potrzeba do szczescia,
          nie robie piekla, ze na kolacje nie wybieramy mojej ulubionej
          restauracji, ze hotel na wakacjach mial tylko 4 gwiazdki. Generalnie
          zawsze mam ochote - czy to na wyjscie, czy na spacer czy na seks. I
          chyba ta wieczna gotowosc mnie zgubila :-) Bo chyba kobiety lekko
          zolzowate stawiaja facetom poprzeczke wyzej, a oni wiedzac, ze to
          niejakie wyzwanie, bardziej sie sprezaja i staraja, i potem maja
          wiecej satysfakcji z sukcesu. No bo co za sztuka zadowolic kogos,
          kto i tak jest z reguly zadowolony. Z gory wiadomo, ze sie uda. A z
          zolzowata trzeba sie napocic i nie ma gwarancji, ze sie uda.
          • your_and Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 18:47
            jutro_bedzie_futro napisała:
            > niezadowolonej i marudzacej. A raczej zolze umiarkowana, ktora
            > czasem ma humorki, bywa leniwa, niepraktyczna, no i ma dosc wysokie
            > oczekiwania wobec partnera

            Znam parę zołz co miały takie oczekiwania że do dziś są starymi pannami :)
            Chodzi że partnerka musi mieć osobowość - nijakośc z czasem zaczyna mocno uwierać.
            Podobnie kobiety gardzą facetami pantoflarzami nie wiem jak by byli usłużni
            • kici10 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 19:13
              Chodzi że partnerka musi mieć osobowość

              Podałeś właśnie definicję zołzy. O taką kobietę chodzi, a nie o
              wiecznie niezadowoloną francę.
              • your_and Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 19:32
                No ale jeśli tylko o osobowość chodzi w zołzie tak to to żadne odkrycie. W drugą
                stronę zresztą facet też musi mieć osobowość i to chyba żadne odkrycie.
                • kici10 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 20:32
                  To nie jest wcale takie oczywiste. Wiele osób (zwłaszcza kobiet)
                  zaprzedaje własną osobowość w imię tzw. wyższych celów (szczęśliwego
                  związku) i gorzko tego żałuje. Zołza, to taki ktoś, kto za żadną
                  cenę nie sprzeda swej osobowości, nawet za cenę związku.
                  I uwierz mi jurandzie, że dla wielu kobiet to właśnie jest
                  największym odkryciem. Wychowano je zupełnie inaczej.
                  • kawitator Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 21:18
                    kici10 napisała:

                    Zołza, to taki ktoś, kto za żadną
                    cenę nie sprzeda swej osobowości, nawet za cenę związku.
                    Z tego wynika, że "zwiazek " dla kobitki to jest ta najwyższa wartość (cena) Zadziwa mnie to bowiem facet ma kilka innych wyższych "cen " poza związkiem.
                    Taka jednak ciekawia mądra i o silnej woli kobitka nie byłaby nazwana zołzą Przynajmniej przeze mnie.

                    Jak widac złozowatość niejedno ma imię. Dla kogoś zołza a dla drugiego wprost przeciwnie.
                    Szczególnie kobitki oceniając swoje konkurentki do danego chłopa łatwo przypinaja łatki
                    On jest z nia choć to ja jestem... (tu wspaniałe i dobre cechy które powinny powalic każdego faceta co najmniej na kolana).... a ona jest niwątpiwie gorsza niż ja. Po prostu złoza Potem pytania dlaczego faceci wolą zołzy Przecież powinni woleć mnie
                    • kici10 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 23:22
                      Moim zdaniem chodziło tu o zołzę w rozumieniu autorki książki
                      Dlaczego mężczyźni kochają zołzy - Sherry Argov.

                      Potocznie zołza to bardzo pojemne pojęcie. Każdy może sobie w nie
                      wrzucić, co mu się wydaje. Tak więc możemy dyskutować o zupełnie
                      innych rzeczach.

                      Z tego wynika, że "zwiazek " dla kobitki to jest ta najwyższa
                      wartość (cena)
                      No nie zupełnie mi o to chodziło. Chodziło mi raczej o to, że w
                      związku następuje tzw. docieranie się, czyli ustalanie hierachii w
                      stadzie. Każda ze stron próbuje wywalczyć sobie jak najlepszą pozyję
                      w związku. Ten kto polegnie, gorzko potem tego żałuje. Jeśli
                      obydwoje zachowają swoją osobowość, to będzie bez przerwy iskrzyć.

                      Po prostu złoza Potem pytania dlaczego faceci wolą zołzy Przecież
                      powinn
                      > i woleć mnie
                      Bo im tatuś z mamusią wmówili, że powinny grzecznie stać w kąciku i
                      się nie wychylać.
                      • your_and związek najważniejszy? 27.03.08, 07:24
                        kici10 napisała:
                        > Z tego wynika, że "zwiazek " dla kobitki to jest ta najwyższa
                        > wartość (cena)
                        > Chodziło mi raczej o to, że w
                        > związku następuje tzw. docieranie się, czyli ustalanie hierachii w
                        > stadzie. Ten kto polegnie, gorzko potem tego żałuje. (...)Jesli
                        > obydwoje zachowają swoją osobowość, to będzie bez przerwy iskrzyć

                        Wszytkie kobiety deklarują równo że związek jest najważniejszy - ale
                        jedynie do momentu kiedy stado powiekszy sie o potomstwo.
                        Potem ustalona dla wiekszości kobiet hierarhia się nagle burzy i
                        buduje od nowa, na nowej zasadzie "dziecko jest najważniejsze" i ono
                        zostanie ze mną zawsze a On to w końcu obcy facet. :)
                        Część facetów sie dostosowuje pozwalając się postawić na końcu tej
                        hierarchii "gorzko potem tego żałuje" i to jest czas kiedy
                        najczęściej przestaje zupełnie iskrzyć a obie strony faktycznie
                        tracą swoją poprzednią osobowość :)
                        • aandzia43 Re: związek najważniejszy? 27.03.08, 12:53
                          > Wszytkie kobiety deklarują równo że związek jest najważniejszy -
                          ale
                          > jedynie do momentu kiedy stado powiekszy sie o potomstwo

                          Nie związek jest najważniejszy dla zdrowego człowieka, nie dziecko,
                          tylko on/ona sam/sama.
                          Niczego takiego nie deklarowałam ani na początku, ani w trakcie.
                          Dziecko zaś jest dla mnie o tyle ważniejsze od męża, że w
                          przeciwieństwie do niego - dorosłego mężczyzny jest ode mnie
                          zależne, zdane na mnie i ja ponoszę za nie odpowiedzialność. Ten
                          duży chłop obok mnie jest silny, zdrowy, w pełni władz fizycznych i
                          umysłowych i odpowiada sam za siebie. I jest moim partnerem, a nie
                          dzieckiem, więc może liczyć na moje uczucia kobiece i
                          przyjacielskie, a nie macierzyńskie. Nie jestem odosobniona w swoim
                          widzeniu tej kwestii, a i tak spotykają mnie (i inne panie też)
                          zarzuty o...chyba za mało poświętliwe niańczenie swoich chłopów.

                          a obie strony faktycznie
                          > tracą swoją poprzednią osobowość :)

                          Smutny jest to widok, kiedy ktoś zachował swą nietknięta osobowość
                          sprzed lat kilku lub kilkunastu. Poprzedniej osobowości powinno się
                          pozbywać jak wąż skóry - często. To się nazywa ewoluować lub
                          rozwijać się. Pojawienie się dziecka to jednen z istotniejszych
                          momentów w związku i trudno naiwnie oczekiwać, że "będzie tak samo,
                          jak kiedyś". Nic już nie będzie tak samo, jak kiedyś i trzeba
                          wypracowac sobie razem nowe formy wspónego bytowania, zamiast płakać
                          na utratą przywilejów, słodkeigo lenistwa we dwoje, świętego
                          spokoju, smacznie przespanych nocy i bycia pępkiem świata. To
                          zarówno do panów, jak i do pań. Tylko, że paniom ta zmiana
                          przychodzi łatwiej.
                          • ilragazzo Re: związek najważniejszy? 27.03.08, 13:27
                            Aandzia,

                            Pięknie to opisałaś i nie nie mam żadnych podstaw, aby wątpić w
                            prawdziwość Twoich słow. Ale patrząc na inne pary, gdzie
                            partnerzy/partnerki deklarowały podobne poglądy widzę czasem
                            zupełnie inną rzeczywistość niż deklarowana.

                            To doświadczenie podpowiada mi, że to jakimi widzimy samych siebie
                            ma wiele wspólnego z tym, jakimi chcielibyśmy być - a nie jakimi
                            jesteśmy w rzeczywistości.

                            > Nie jestem odosobniona w swoim
                            > widzeniu tej kwestii, a i tak spotykają mnie (i inne panie też)
                            > zarzuty o...chyba za mało poświętliwe niańczenie swoich chłopów.

                            Jeśli przez niańczenie rozumiesz pranie wspomnianych w innym wątku
                            majciochów, to pełną "gębą" popieram Twoje stanowisko. Ale jeśli
                            poświętliwe niańczenie oznacza całkowite odsunięcie partnera od
                            życia rodzinnego (co ja obserwuje dość często) to trudno się dziwić
                            tak wielu problemom małżeńskim...
                            • aandzia43 Re: związek najważniejszy? 27.03.08, 14:21
                              Jako poświętliwe, a psu na budę potrzebne, niańczenie chłopa
                              rozumiem:

                              -zdejmowanie z partnera odpowiedzialności za jego czyny, np. w
                              kwestii jego stosunków a nami, z potomstwem, rodzinami itp
                              -przyjmowanie roli bufora w jego stosunkach z ludźmi
                              -traktowanie jego samopoczucia zawsze priorytetowo, w związku z tym
                              unikanie konfrontacji, obciążania go obowiązkami wszelakiej maści,
                              jeśli tylko takowe mogą być odebrane jako dyskomfort
                              -uleganie humorkom, manipulacjom, szantażom emocjonalnym jaśnie pana
                              -o majciochach, zaniedbaniu fizycznym pisać nei będziemy, bo ten
                              aspekt sprawy jest wszystkim znany (często tylko ten)

                              Podsummowując, matkowanie mężowi to: brak wymagań, by małżonek
                              zmieniał się choć trochę w miarę rozwoju sytuacji małżeńskiej i
                              życiowej. Przyzwolenie na trwanie w fazie zauroczenia chłopczyka
                              mamusią, która poza matkowaniem daje mu jeszcze seks.


                              Przykłady całkowitego odsunięcia partnera od życia rodzinnego znam.
                              W większości przypadków (ale nie we wszystkich) to panowie sami
                              wyalienowali się z przerastającej ich sytuacji. Czasem nie złapali w
                              porę wyciągniętej ręki, czasem, obrażeni, nawet nie próbowli.
                              • your_and Re: związek najważniejszy? 27.03.08, 20:22
                                Zbytnie niańczenie nie tylko chłopa ale nawet dziecka które nie jest
                                już niemowlęciem jest szkodliwe zwykle nazywane naodpiekuńczością i
                                kwalifikowane jako do przemoc emocjonalna. Co nie zmienia faktu że
                                wiele kobiet ma niespożytą potrzebę niańczenia dla niańczenia, a
                                zmieniają sie tylko obiekty tego niańczenia - wcale nie ma to nic
                                wspólnego z poświecaniem się, raczej z realizowaniem swoich potrzeb.
                                • aandzia43 Re: związek najważniejszy? 27.03.08, 21:31
                                  Your:
                                  wiele kobiet ma niespożytą potrzebę niańczenia dla niańczenia, a
                                  zmieniają sie tylko obiekty tego niańczenia - wcale nie ma to nic
                                  wspólnego z poświecaniem się, raczej z realizowaniem swoich potrzeb.


                                  Oj, święta prawda. To one stanowią część tych kobiet, których życie rodzinne to
                                  opozycja: żona i dzieci - wyalienowany z rodziny mąż. Druga część (liczniejsza)
                                  to żony, które odmówiły matkowania chłopu, w zdrowym wymiarze matkują dzieciom
                                  (to ich zadanie) i de facto są same w swoim małżeństwie. Byłyby może nie same,
                                  gdyby dalej niańczyły i chłopa, ale to ciężar nie do uniesienia. I nie ich
                                  zadanie. Od tego chłop w dzieciństwie miał rodziców. Dla żony ma być mężem.
                                  • your_and Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 08:11
                                    aandzia43 napisała:
                                    > opozycja: żona i dzieci - wyalienowany z rodziny mąż. Druga część
                                    (liczniejsza)
                                    > to żony, które odmówiły matkowania chłopu, w zdrowym wymiarze
                                    matkują dzieciom
                                    > (to ich zadanie) i de facto są same w swoim małżeństwie

                                    Raczej w swoim macierzyństie. Bo jak można być samemu w małżeństwie?
                                    Matkowanie normalnemu facetowi jest niepotrzebne, ale zarówno
                                    rodzicielstwo jak zwiazek pary potrzebuje swojego czasu i
                                    zaangazowania - co wcale nie jest tak oczywiste dla tych co mają
                                    dzieci jak wcześniej było jak jeszcze ich nie mieli.

                                    Co do niańczenia zaś, to chyba sama widzisz korelację że ci
                                    niańczeni zbytnio chłopcy wyrastają na chłopów którzy zamiast od
                                    żony relacj oczekują dalej matkowania? Bo umiejętność inicjatywy,
                                    ponoszenia konsekwencji własnych decyzji to coś co kształtuje sie
                                    bardzo długo a strategia niańczonego to być grzecznym, nie
                                    podejmować niczego na włąsną rękę i słuchać sie wszystkowiedzącej
                                    mamy.
                                    • aandzia43 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 10:40
                                      Your:
                                      Bo jak można być samemu w małżeństwie?

                                      Można być osamotnionym w obowiązkach i powinnościach, w których
                                      mażłonkowie powinni współuczestniczyć. I nie tylko w kwestiach
                                      rodzicielskich. Jest więc małżeństwo, nie ma wspólnoty.


                                      Zaangażowanie w sprawy dotyczące tylko małżonków tak. Ludzie jednak
                                      często nie odróżniają zaangażowania od wyłączności, która im się w
                                      ich przekonaniu należy. Mężczyzna ukształtowany tak a nie inaczej
                                      (niekoniecznie w wyniku rozpuszczenia przez matkę, o czym później)
                                      uważa, że chce tylko zaangażowania od żony. A tak naprawdę jest
                                      ssakiem ciągnącym uczucia, jak niemowlak mleko i nie dającym nic w
                                      zamian.

                                      Znam facetów żądających matkowania nierozpuszczonych przez matkę,
                                      nie niańczonych przez nią (powiedziałabym nawet, że
                                      niedpieszczonych). Są tacy, bo w ich domu centralne miejsce zajmował
                                      egoistyczny, egocentryczny i narcystyczny ojciec. Dla potrzeb nikogo
                                      innego nei było już miejsca. Matka i dzieci to satelity. Dzieci siłą
                                      rzeczy trochę chyba niedopieszczone, bo nie było czasu i siły.
                                      To wzorzec popularny przez kilkaset, może kilka tysięcy lat w
                                      większości kultur. U nas też jeszcze czasem zdarza się. Osobiście
                                      mam takich facetów kilku w najbliższym gronie. Niedopieszczonych
                                      przez pochłoniętą bożkiem domowym matkę i z wdrukowanym wzorcem
                                      kobiety-cienia, kobiety bez potrzeb i wymagań. To razem daje
                                      mężczyznę nieangażującego się w życie rodzinne i rodziecelstwo, bo
                                      na tych płaszczyznach jedyna znana mu aktywność męska to oczekiwanie
                                      na hołdy, pieszczoty i brak jakichkolwiek wymagań ze strony
                                      człoknków rodziny.
                                      • kici10 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 11:04
                                        Bardzo piękny opis zagłodzonego emocjonalnie faceta. Dodam do tego
                                        jeszcze tylko, że wymagania takiego faceta są ogromne. Jest
                                        nienasycony. Ciągle mu za mało zainteresowania, uwagi, czułości. To
                                        jak czarna dziura, której nikt nie jest w stanie wypełnic. Dlatego
                                        wszystko co odbiera bezgraniczne zaangażowanie jest traktowane jako
                                        konkurencja. Nawet własne dzieci.
                                        Wbrew pozorom, bardzo wiele jest takich mężczyzn.
                                        • aandzia43 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 11:20
                                          Zagłodzonych emocjonalnie ludzi jest bardzo dużo. Ich wymagania są
                                          nie do spełnienie. Tak jak napisałaś: czarna dziura.
                                          Ciągle się o nich rozbijam. Pewnie ze mną też coś nie tak, bo jak
                                          bym była całkiem zdrowa, to bym ich omijała szerokim łukiem;-)
                                          • kici10 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 11:54
                                            No i teraz powstaje pytanie. Czy skupiając się bardziej na partnerze
                                            nie produkujemy następnych zagłodzonych? Czy może jednak wkładem w
                                            ewolucję byłoby wypuszczenie potomstwa emocjonalnie nasyconego?
                                          • kici10 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 11:58
                                            Aandzia, a nie zauważyłaś, że tacy emocjonalnie zagłodzeni
                                            najczęściej nie mają żadnych problemów ze zdradzaniem partnerów? Są
                                            więc wysoce ryzykowni.
                                            • aandzia43 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 12:19
                                              Skupiając się przede wszystkim na zaburzonym partnerze (jakiej by
                                              nie był płci i co by mu nie dolegało) sami wchodzimy w
                                              nienormalność. Dzieci rosną więc w nienormalnej atmosferze.
                                              Jedyne co możemy zrobić dla dzieci to kochać je, dopieszczać,
                                              wyznaczać im zdrowe granice w relacjach z nami (w tym zawierają się
                                              adekwatne do wieku wymagania) i na przykładzie swoich relacji z
                                              innymi ludźmi (np. małżonkiem) pokazywać, że nie można sobie
                                              pozwolić na włażenie na głowę i nie włazić innym.

                                              Moja teściowa i parę innych znanych mi pań z tego pokolenia kochała,
                                              dopieszczała jak umiała (?), wyznaczała granice w relacjach ze sobą
                                              (wymagała od nich paru rozsądnych rzeczy), ale nie pokazała swoim
                                              życiem małżeńskim, że związek to emocjonalne partnerstwo, symbioza,
                                              a nie żerowanie egocenrycznego mężczyzny na oddanej kobiecie. Nie
                                              okazywała potrzeb i nie domagała się ich respektowania w relacji z
                                              mężem. Skutki naprawiam ja do dziś.

                                              Nie, moim znajomi z tym problemem nie zdradzają. Taka odmiania;-)
                                              • kici10 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 12:57
                                                Wygląda na to, że kluczowym elementem tej układanki jest facet.
                                                Jeśli nie włączy się aktywnie w opiekę nad dziecmi, absorbując swoją
                                                osobą wszystkich, spowoduje, że kobieta chcąc wynagrodzic swoim
                                                dzieciom braki zainteresowania ojca, przyjmuje na siebie wszystkie
                                                obowiązki. Koduje tym samym swoim dzieciom taki model zachowania.
                                                Tzn. facet ma byc wyalienowany i wymagający, a kobieta usłużna. Stąd
                                                potem wyrastają córki, które znajdują sobie kolejnego emocjonalnie
                                                zagłodzonego, lub synowie, którzy poszukują usłużnej.
                                                • your_and Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 19:44
                                                  Dlaczego matka chce wynagrodzić dziecku a ojciec nie?
                                                  Bo instynkt macierzyński jest bardziej pierwotny i silniejszy niż miłość pary, a
                                                  facet pozbawiony tego instynktu postępuje dokładnie odwrotnie - miłość do dzieci
                                                  jest przeniesieniem i rozwojem miłości pary. Jak relacja pary przygasa, jemu
                                                  hormony nie regulują jak u kobiety uczuć do dzieci - nie ma miłości pary nie
                                                  będzie włączania się.
                                                  • aandzia43 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 20:36
                                                    Wiemy wszyscy nie od dziś, że mężczyzna w miłości swojej do dzieci nie jest
                                                    wspomagany siłą hormonów. Ale uzależniać tę miłość w całej rozciągłosci od
                                                    relacji ojca z matką swoich dzieci to lekka przesada. Nie znasz facetów, którzy
                                                    gorąco kochają swoje dzieci, a niekoniecznie darzą uczuciem żony, i których
                                                    relacje z żonami nigdy nei były dobre? Ja znam.

                                                    Potencjalnym dobrym rodzicem albo się jest, albo nie. Są kobiety stworzone do
                                                    macierzyństwa i takie, które nie powinny dzieci mieć wcale. Z facetami jest tak
                                                    samo. To kwestia osobowości. A ponieważ osobowość kształtuje się w jakimś tam
                                                    stopniu przez całe życie, to i do rodzicielstwa można dojrzeć. Przerzucać całą
                                                    winę na partnera za swoje niepowodzenia na tym polu, to oczywista nieuczciwość i
                                                    próba wmanewrowania go w odpowiedzialność za swoje wady. Czyli próba zrobienia z
                                                    żony mamusi (jeśli stroną wmanewrowującą jest mężczyzna, a najczęściej tak jest).
                                                    Pewnie, że czasem po latach można powiedzieć: byłabym lepszą matką, gdybym miała
                                                    przy sobie wspierającego mnie mężczyznę, byłbym lepszym ojcem, gdyby żona
                                                    wspierała mnie w tej sprawie. Ale trzon naszego rodzicielstwa jest w nas.
                                                    Jestem dobrą mamą dla niewielkiej liczby dzieci. Gdybym miała sprawniejszego w
                                                    kwestiach rodzicielskich męża, to zdecydowałabym się na drugie dziecko i wiem,
                                                    że dałabym radę. Ale nawet gdybym wyszła za ojca Wirgiliusza, co miał dzieci sto
                                                    dwadzieścia troje, to ani jednego dziecka więcej bym nie poczęła. Znam swoje
                                                    ograniczenia, a moja granica to dwójka przy dobrym ojcu. Ponieważ jest jak jest,
                                                    zakończyłam rozmnażanie na jednym (realizowanie na siłę ciągot rodzicielskich
                                                    wbrew warunkom uważam za działanie nieodpowiedzialne).
                                                  • kici10 Re: związek najważniejszy? 28.03.08, 20:48
                                                    W omawianym przypadku nic nie wynagradza, ponieważ jest skupiony
                                                    wyłącznie na sobie, a dziecko jest rywalem do cycka żony
                              • ilragazzo Re: związek najważniejszy? 31.03.08, 10:25
                                > Przykłady całkowitego odsunięcia partnera od życia rodzinnego
                                znam.
                                > W większości przypadków (ale nie we wszystkich) to panowie sami
                                > wyalienowali się z przerastającej ich sytuacji. Czasem nie złapali
                                w
                                > porę wyciągniętej ręki, czasem, obrażeni, nawet nie próbowli.

                                Nie rozstrzygniemy tego zwłaszcza generalizując - bo przecież na
                                każdy przypadek kiedy facet nie próbował z pewnością znajdziemy
                                taki, co facet próbował (i próbuje - jeśli chodzi o ścisłość, bo
                                akurat mam taką sytuację w grupie znajomych) i nie wychodzi. Jego
                                kobietka jest teraz Matką, Matką przez wielkie "M" co automatycznie
                                implikuje nieomylność, prawo do publicznego poniżania, zaniżania
                                jego roli etc. Rola partnera się skończyła - czasami można odnieść
                                wrażenie, że rozstanie byłoby lepsze niż "(...) trzymanie tego
                                zawalidrogi w domu". Cytat dokładny.

                                Starając się być obiektywny podejrzewam, że tyle samo winy ponoszą
                                (w takich przypadkach) kobieta jak i mężczyzna. Łatwo się osądza
                                innych, jeszcze łatwiej pisać to na forum. Trudniej wyczyścić to w
                                związku, gdy pare niewygodnych czy raniących słów zbudowało pewne
                                emocje.

                                Subiektywnie dodam (bazując na mojej niewielkiej,
                                niereprezentatywnej próbce z grupy moich znajomych), że skłaniam się
                                do wskazania na kobiety, jako częściej winne wspomnianych sytuacji.
      • happy.new.year Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 14:35
        Na tej zasadzie teksty typu "masz trochę za dużo ciałka"
        > ,
        > "masz kiepską fryzurę" itd. paradoksalnie dobrze działają na kobiety (warto
        > spróbować).

        Bylabym ostrozna z takimi radami. Bardzo ostrozna... Naprawde wierzysz w to, ze
        negatywny przekaz 'masz kiepska fryzure' da kobiecie impuls do zmiany? Bo ja
        mysle, ze raczej ja zdoluje. No chyba, ze ma wysoka samoocene albo malo jej na
        Tobie zalezy. Oczywiscie, ludzie sa rozni, ale na mnie zawsze lepiej dzialaly
        pochwaly niz nagany. Jesli chudne, nawet troche, i slysze zachwyt, to laduje mi
        to baterie i daje motywacje do dalszej zmiany. Jesli slysze negatywny komentarz,
        to mysle sobie 'po cholere sie starac', 'nic to nie zmieni' itp.
        • kici10 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 19:06
          Na mnie też bardziej działa marchewka niż kij.

          Na takie rady, jest kontr rada. Jeśli Ci ktoś mówi, że masz za dużo
          ciałka, lub inne tam (w celach manipulacyjnych), to się odpowiada,
          że Frankowi, lub Józiowi to się podoba. Stanowi to początek
          fascynującej dyskusji, co to za Józio i jakim prawem.

          • happy.new.year Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 27.03.08, 10:12
            Ha, moj partner uprzedzal takie manwewry, z pelnym przekonaniem twierdzac, ze
            ZADNEMU facetowi nie podobaja sie faldy tluszczu :) A jesli nawet taki Jozio
            istnieje, to jest jakis dziwny...:)
            • kici10 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 27.03.08, 11:22
              To trzeba na oczach takiego faceta poflirtowac sobie np. z jego
              kumplem.
              • happy.new.year Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 28.03.08, 09:48
                Tak tez bywalo, ale to malo zazdrosny typ. :)
      • aandzia43 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 19:07
        Yoric:
        Z kolei okazywanie, że ci nie zależy to demonstracja wyższej wartości
        > (implikuje, że nie musisz się starać bo jesteś fajny/a i co za tym idzie masz
        > mnóstwo innych opcji).

        Zgadza się. Święte słowa, Yoric , święte słowa...

        Ale ciąg dalszy, tzn. tekst o kiepskiej fryzurze i dużej dupie kompletnie do
        dupy. Demonstracji wyższej wartości dokonuje się np. podkreślaniem
        niezależności, okazywaniem dystansu, stawianiem warunków, ale nie chamskim
        tekstem. Zresztą, bo ja wiem? Może to kwestia wrażliwości strony podrywanej i
        podrywającej? Może na niektóre to działa?
        • yoric Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 20:29
          Muszę rozwinąć kilka skrótów myślowych. O niezależności itd. pisałem w sensie
          bardzo ogólnym, a o tych tekstach, że opierają się na podobnej zasadzie, ale tu
          miałem na myśli konkretnie sytuację podrywania, a nie dłuższego związku.
          Czy "działają"? Działają koncertowo; kwestia bardziej strony podrywającej
          (trzeba powiedzieć z pewnym wyczuciem), podrywanej raczej nie.

          Pozdrawiam
          • aandzia43 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 20:49
            Działa? To znaczy, że panna potraktowana tekstem (zapodanym w wyczuciem of
            course):"Masz taką sobie fryzurkę, kotku" leci na kawalera zapodającego? Kąsam
            temat?
            • triss_merigold6 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 26.03.08, 21:06
              Projekcja? W życiu nie zainteresowałam się facetem, który wstęp do
              znajomości zaczął od jakiekogolwiek niemiłego gestu/słów a tacy się
              zdarzali święcie wierząc, że będą taaacyyy oryginalni i
              obrazoburczy. Krótka piłka - coś ci się facet nie podoba to spadaj,
              jest tylu sympatycznych. BTW złosliwi bywali panowie o aparycji dużo
              poniżej moich standardów estetycznych, może im sie wydawało, że
              sprowokują interesującą i ognistą wymianę zdań?
              Niemniej znam damy, które podobny klimat uwodzącego wprawiał w
              konsternację i zaczynały się tłumaczyć, argumentować etc. Dno i kilo
              mułu.
              • yoric Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 28.03.08, 19:32
                Mylisz pojęcia. Tego typu teksty to tzw. "negi" (a właściwie jeden z ich
                rodzajów); negi NIE MOGĄ być niemiłe. Muszą być albo w klimacie uwagi rzuconej
                zupełnie niechcący, albo w klimacie droczenia się. Warunkiem jest utrzymanie
                klimatu droczenia się, wtedy potrafią przejść niewiarygodne rzeczy. Nb. wobec
                wyjątkowo ładnych kobiet stosowanie negów jest wręcz niezbędne.
    • nerika Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 27.03.08, 21:00
      bo zołzy mają charakter i osobowość. :)
    • your_and Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 28.03.08, 08:19
      Myśle że słowo zołza to jest nadużyte na potrzeby poczytnej książki
      "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy" Sherry Argrov bo autorka opisuje
      osobę asertywną, wiedzącą czego chce,, tymczasem znaczenie potoczne
      zołzy jest inne i zołzy w swoim znaczeniu zostają starymi pannami
      bądż neurotycznymi rozwódkami

      zołza Kobieta do której czuje się niechęć, nienawiść, odrazę, i
      która jest wiecznie niezadowolona.
      www.univ.gda.pl/slang/hasla/z/zolza.html
      słownik jęz. polskiego


      zołza (Wilga) rz. ż Ia, pot. ‘kłótliwa, dokuczliwa kobieta’


      • aandzia43 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 28.03.08, 10:15
        Może dlatego w przekładzie użyto właśnie tego słowa, że osoby
        zachowujące się w sposób nie akceptowany przez ogół postrzegane są
        jako siejące zamęt, dokuczliwe i wywracające do góry nogami
        porządek. A do takich czuje się niechęć.
        Kobieta zachowująca się asertywnie to nowość. Zjawisko, które ma
        kilkadziesiąt lat. Za mało, zeby sie upowszechnić.
        Oficjalne deklaracje to jedno, a nieuświadomione reakcje to drugie.

        Można sobie mówić z pełnym przekonaniem, że lubi się kobiety
        asertywne, a reagować oburzeniem na ich asertywne zachowania,
        zwłaszcza jeśli zachowaniami tymi ograniczają one męskie "odwieczne
        prawa". Wielu mężczyzn i nie tylko (kobiety też się
        nawzajem "pilnują") nazywa zołzą każdą zupełnie normalą, asertywną
        kobietę. I robią to całkiem serio.
        • kawitator Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 28.03.08, 21:20
          Może dlatego w przekładzie użyto właśnie tego słowa, że osoby
          zachowujące się w sposób nie akceptowany przez ogół postrzegane są
          jako siejące zamęt, dokuczliwe i wywracające do góry nogami
          porządek. A do takich czuje się niechęć.

          Dorabianie teorii do z góry przyjętej tezy
          Zołza to złoza Jest straszna i nadaje się tylko do utylizacji

          Można sobie mówić z pełnym przekonaniem, że lubi się kobiety
          asertywne, a reagować oburzeniem na ich asertywne zachowania,
          zwłaszcza jeśli zachowaniami tymi ograniczają one męskie "odwieczne
          prawa". Wielu mężczyzn i nie tylko (kobiety też się
          nawzajem "pilnują") nazywa zołzą każdą zupełnie normalą, asertywną
          kobietę. I robią to całkiem serio.
          Jeszcze mi tylko brakuje tyrady na temat opresyjnego męskiego szowinizmu który wieki ograniczał kobiety Na temat walki sufrażystek feministek i naprawdę wyzwolonych kobiet
          Podoba mi sie teoria ze jak kobieta jest porypana i nie nadaje się do wypuszczenia do ludzi to jest oryginalna, asertywna wyzwolona i ograniczająca męskie odwieczne prawa
          Jak mamy faceta który na takie porypane kobitki reaguje krótkim spierd..... I to oczywiście w najłagodniejszej wersji jest niedojrzały.
          Tak samo jak każda kobitka może mieć dowolne poglądy i cierpieć na dowolne fobie tak samo każdy facet może powiedzieć takiej kobitce aby poszła na drzewo co nie tylko nie świadczy o jego jakiś wadach i niedojrzałości ale bardzo dobrze pokazuje analityczny umysł i zdolność przewidywania
          Widzę ze coraz więcej młodych facetów przystojnych wykształconych zasobnych i jak najbardziej zrównoważonych co to w momencie jak dziewczyna przynosi swoja szczoteczką do zębów do jego apartamentu to wypieprza ja razem z ta szczoteczką, marzeniami o trójce dzieci i o tym jak to przez następne kilka lat facet zaspokajał będzie jej potrzeby Zaszokowany pytam tych młodziaków czy to sie tak godzi ? Odpowiadają Samodzielne są samofinansujące niech będą a frajerów niech szukają gdzieś indziej. Nie specjalnie sie jedna wyzwolona od drugiej różni Tanie dupy. Jak jedna pójdzie to juz kolejka sie wpycha do łóżka .
          • aandzia43 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 28.03.08, 21:54
            Rozmawiamy o "zołzie" według Shery Argov. TA zołza to zwyczajna, uczciwa wobec
            siebie i ludzi, asertywna osoba płci żeńskiej. Nie zwykła na przykład używać
            słowa "spierdalaj" w odniesieniu do osoby, która nie jest w jej typie. Zołza
            omija ludzi, którzy nei są w jej typie. Nazwana została zołzą, bo wielu ludziom
            różnej płci nie podoba się jej zachowanie. Analogiczne zachowanie mężczyzny
            byłoby uznane za grę jak najbardziej fair. To dla wyjaśnienia, jeśli ktoś nie
            czytał książki.

            Nie wiem z czym tobie kojarzy się słowo zołza (oprócz oczywiście choroby
            końskiej), ale chyba myślisz o jakiejś niezrównoważonej kobiecie.

            Styl życia "młodych, zasobnych i wykształconych" to ich sprawa. Cóż w tym
            dziwnego, że się ci akurat, chłopcy nie chcą angażować. Amatorów dup, tanich czy
            drogich, nigdy nei brakowało. Nie brakuje też takich, co się chcą angażować.
            Aha, zołza nikomu się do łóżka nie wpycha;-)Nie musi.
            • kawitator Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 29.03.08, 06:11
              Rozmawiamy o "zołzie" według Shery Argov.
              W oryginale nie zołza tylko suka (why men love bitches)

              Z reguły nie czytam poradników typu
              -jak zostać milionerem w dwa tygodnie szczególnie jak napisał to autor od lat klepiący biedę
              -jak żyć długo w szczęśliwym małżeństwie szczególnie jak autorka sam jest juz po kilku rozwodach
              -jak dobrze wychować dzieci kiedy autor lub autorka otoczona jest bandą wrednych rozpuszczonych bachorów

              Nie czytam także poradników dających proste recepty na wszystko bowiem życie nie jest takie proste a pisanych przez dziennikarzy, działaczy politycznych i społecznych i innych tego typu
              Oczywiste jest więc że nie czytałem książeczki pani Shery Argov

              tu notka wydawnictwa o tej pani
              Editorial Reviews
              From Publishers Weekly
              Contending that some women are "too nice," comedian and radio show host Sherry Argov has written Why Men Love Bitches: From Doormat to Dreamgirl-A Woman's Guide to Holding Her Own in a Relationship. "I'm not recommending that a woman have an abrasive disposition,"

              Jakieś pytania ?

              Książka wpisuje sie w długi szereg książek pisanych o niby to facetach przez kobiety dla kobiet. Czytane przez kobiety i na różnych forach komentowane przez kobiety. Nawet przytaczane w książce wypowiedzi facetów są jeżeli nie wprost pisane przez autorkę to ściśle selekcjonowane do założonej góry tezy ( opinia z forum amazona ) Służą głownie do powiedzenia kobietom, że są wspaniałe a facet to nieokrzesany gbur Dlatego kobitki to czytają bo książka taka podnosi im chwilowo samopoczucie i o to chodzi.
              Sądząc z opinii zamieszczanych na Amazonie fajna literatura rozrywkowa choć osobiście jak mam coś czytać wesołego i durnego w celach ściśle rozrywkowych to wybrałbym coś z fantasy.
              Wobec powyższego przepraszam że się wciąłem w taka wewnątrz płciową dyskusje
              Więcej nie będę ;-PPPP
              • your_and Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 29.03.08, 09:24
                Już pisałem że polskie słowo zołza to nadużycie.
                Słowo bitch to w pierwszym znaczeniu suka, bardzo seksualnym kobiecym zabarwieniu, prowokująca, uległa seksualnie, choć humorzasta, wredna rozdrażniona i złośliwa.
                W tym znaczeniu mężczyźni kochają suki ma sens - które mogą być i humorzaste byle chętnie dawały, niż miłe usłużne i nie zainteresowane seksem.
                Po polsku: kochają zołzy - nie wiadomo za bardzo o co chodzi.
                en.wikipedia.org/wiki/Bitch
                • kici10 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 29.03.08, 11:15
                  Ale się panowie wściekli. Z zacięciem godnym większej sprawy.
                  Zwłaszcza, że nie mają pojęcia o czym dyskutują. Książkę
                  zakwalifikowali do durnych poradników, które chcą zrobić wodę z
                  mózgu ich kobietom. I nie bardzo ich obchodzi to, że porusza jakąś
                  czułą strunę, skoro się o niej dyskutuje na forum. To jest właśnie
                  ta chęć poznania kobiet i ich świata. Skoro chcecie, żeby kobiety
                  zainteresowały się waszym sposobem myślenia, to powinniście próbować
                  się odwzajemnić. Tym bardziej, że książka nie jest przeciwko
                  mężczyznom, a wręcz przeciwnie. Główne przesłanie jest takie, żeby
                  zejść trochę z pleców partnera, a zorganizować sobie więcej własnej
                  przestrzeni. Dać sobie trochę wolności. Będzie to z pożytkiem dla
                  wszystkich. Książka jest zabawna, dobrze się ją czyta, a że czasami
                  pozwala zastanowić się nad sobą, to chyba dobrze?
                  • your_and Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 29.03.08, 16:24
                    kici10 napisała:
                    > I nie bardzo ich obchodzi to, że porusza jakąś
                    > czułą strunę, skoro się o niej dyskutuje na forum. To jest właśnie
                    > ta chęć poznania kobiet i ich świata

                    Ależ obchodzi dlatego zabierają głos w dyskusji!
                    Właśnie dlatego też że pamietam co nieco z książki słowo suka
                    bardziej mi pasuje niż zołza.
                    Suka daje kiedy chce bo jest wyrachowana przynajmniej i kieruje się
                    zachciankami, zołza nie daje wcale bo jest po prostu złoścliwa :)
                    • kici10 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 29.03.08, 19:18
                      Ani zołza, ani suka, ani fajna babka nie oddaje w pełni tego o co tu
                      chodzi. Suka by odstraszała od kupna książki - żadna z nas suką być
                      nie chce. Już łatwiej łyknąć zołzę. Jest to więc chyba tylko chwyt
                      marketingowy. Dlatego nie czepiajmy się słówek.
                  • aandzia43 Re: dlaczego mezczyzni wola zolzy? 29.03.08, 16:56
                    Tym bardziej, że książka nie jest przeciwko
                    > mężczyznom, a wręcz przeciwnie. Główne przesłanie jest takie, żeby
                    > zejść trochę z pleców partnera, a zorganizować sobie więcej własnej
                    > przestrzeni. Dać sobie trochę wolności. Będzie to z pożytkiem dla
                    > wszystkich.

                    No właśnie, książka w lekki i zabawny sposób przekazuje poglądy, niejednokrotnie
                    prezentowane przez panów na tym forum. "przestań zawracać mu głowę, zejdź z
                    niego, nie narzucaj się, dbaj o siebie (nie tylko o fizyczność), doceniaj go,
                    szanuj, dziękuj mu za to, co ci daje, ale nie zagłaskuj swoją wdziecznością" i
                    tak dalej. To są oczywiście bardzo niebezpieczne treści, jeśli się chce mieć w
                    domu mamuśkę, czy inne pomietło. Wtedy rzeczxywiście lepiej spalić jąna stosie.
                    Ale jeśli chce się inspirującej, podniecającej i uczciwej partnerki, trudno
                    książkę uznać za głupią. Po uprzednim przeczytaniu jej, oczywiście;-)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka